2922
Szczegóły |
Tytuł |
2922 |
Rozszerzenie: |
PDF |
Jesteś autorem/wydawcą tego dokumentu/książki i zauważyłeś że ktoś wgrał ją bez Twojej zgody? Nie życzysz sobie, aby podgląd był dostępny w naszym serwisie? Napisz na adres
[email protected] a my odpowiemy na skargę i usuniemy zabroniony dokument w ciągu 24 godzin.
2922 PDF - Pobierz:
Pobierz PDF
Zobacz podgląd pliku o nazwie 2922 PDF poniżej lub pobierz go na swoje urządzenie za darmo bez rejestracji. Możesz również pozostać na naszej stronie i czytać dokument online bez limitów.
2922 - podejrzyj 20 pierwszych stron:
Eugeniusz D�bski
Tatek przyjecha�...
PS. Przyjecha� Holling. Jego matka i ciotki robi� piknik
nad Potokiem Z Dziurawego Wiadra.
- Rufi, ch�opie! To jest najdziwniejszy potok �wiata.
Wyp�ywa z p�askiej ska�y, kt�ra rzeczywi�cie wygl�da jak
wiadro. I on p�ynie, m�wi� ci, tylko ze trzysta metr�w,
potem nagle wsi�ka w ziemi� i koniec. Kapujesz? Jakby�
nawet chcia�, nie mo�esz w nim uton��. Ciotki ju� przegl�daj�
namioty, mamy cztery. To co?
Kszycza� do mnie, podskakiwa� na siode�ku roweru, ca�y
czas naciska� i puszcza� peda�. Musia�em kr�ci� stale g�ow�,
bo inaczej bym go straci� z oczu. On jest taki sam na
lekcjach. Panna Sim mawia, �e obserwuj�c Hollinga ma darmow�
gimnastyk�.
- Zapytam mam� - powiedzia�em.
- Dobra. - Poci�gn�� nosem i na chwil� znieruchomia�. - No?
Na co czekasz? Id�!
- Teraz?! Zg�upia�e�? Zapytam wieczorem. Moja mama nie
lubi, jak j� zaskakuj�, musz� j� przygotowa�.
- Niby jak?
- Och, tego si� nie da wyt�umaczy�. Po prostu zadzwoni�
do ciebie wieczorem i ci powiem...
- A dlaczego ona ciebie nigdy nigdzie nie puszcza?
Sam bym to chcia� wiedzie�, wzruszy�em ramionami, niech
pomy�li, niech si� pom�czy. Ale Holling lubi, jak si� mu
wszystko powie.
- Przecie� nie jeste� tak� fujar� jak Lui? Jego sam bym
nigdzie nie wzi��, bo natychmiast by sobie z�ama� r�k�, nog�
czy co innego, prawda?
- Holly, nie dr�cz, co? Bardzo chc� pojecha� z wami, ale
musz� pogada� z mam�. Zadzwoni�.
Znowu poci�gn�� nosem, co� do mnie powiedzia�, ale
r�wnocze�nie ruszy� i zag�uszy� go szurgot opony. Sta�em
chwil� przed domem rozgl�daj�c si� na boki. Pani Leufer jak
zwykle m�czy�a swoje r�e, chc�c je zmusi� do przero�ni�cia
r� panny Holtzwig, ale - to nawet ja wiedzia�em i ka�dy,
kto ma troch� oleju w g�owie - r� panny Holtzwig nikt nie
przeskoczy, ona ma po prostu kr�lewskie r�e. Ma r�k� do
r�, m�wi mama. M�wi, �e Heidi Holtzwig mo�e wzi��
sple�nia�y bak�a�an, zakopa� go, podla� kilka razy i
wyro�nie z tego wspania�a r�a. No, przesada, doro�li
czasem chc� co� �adnie opisa�, to si� nazywa obrazowo. Tak,
jak na przyk�ad, �e kto� ma nogi do samej szyi! Przecie� to
by by�a jaka� oskubana z sze�ciu n�g o�miornica!
Wr�ci�em do domu i od razu wiedzia�em, �e mama wie, �e
rozmawia�em o czym� z Hollingiem. Niby nie patrzy�a przez
okno, niby wiesza�a pranie na sznurach z drugiej strony
domu, ale mia�a tak� swoj� min� "Czekam na...". Spr�bowa�em
j� przetrzyma�, skubn��em odstaj�c� sk�rk� stygn�cego
bochenka chleba, wsadzi�em do ust i poszed�em do schod�w
zamierzaj�c schowa� si� przed jej spojrzeniem, ale nie da�o
si�.
- Ru-uf?
- Tak, mamo?
U�miechn�a si� z lekkim wyrzutem i politowaniem.
Westchn��em.
- Mamo! Dlaczego Sprawiedliwo�� daje przest�pcom szans�,
wyznaczaj�c do przes�ucha� jakich� durnych drab�w, kt�rzy
jedyne, co potrafi�, to pod��czy� podejrzanego do pr�du?
Przecie� wystarczy�oby napu�ci� na takiego zbira ciebie i po
dwudziestu minutach wszystko wy�piewa.
- A ty?
- Ju� �piewam. Nie chcia�em ci m�wi�, bo i tak si� nie
zgodzisz...
Spr�bowa�em tej starej zagrywki, ale nie - mama nie daje
si� naci�gn�� na rzadne takie numery. Jest dok�adna i
niezmienna jak tabliczka mno�enia. Widz�, �e nic z tego nie
wyjdzie, wi�c powiedzia�em, co mi zaproponowa� Holling, i
sta�o si�, jak my�la�em:
- Kochanie... - Wiadomo: jak mama m�wi "kochanie", to to
ma os�odzi� odmow�. - Wiesz, �e nie potrafi� �y� nie maj�c
ciebie na widoku.
- Jak jestem w szkole, to wytrzymujesz!
Taka rozmowa jest jak zgrana p�yta. Ka�de z nas wie, co
za chwil� powie to drugie, a ju� ta moja riposta o szkole
jest g�upia i nielogiczna jak �adko... Napisa�em "�adko" i
teraz si� zastanawiam czy "rzadko" czy "�adko". Niewa�ne,
b�d� na razie pisa�, jak mi podejdzie.
- Ruf, prosz� natychmiast podej�� do swojej matki,
u�cisn�� j� i poca�owa�. Chyba �e czujesz si�
pokrzywdzony...
Podszed�em i przytuli�em si� do niej. Westchn��em g�o�no,
�eby s�ysza�a.
- Nie, nie czuj� si� pokrzywdzony. Nie potrafi� si� na
ciebie gniewa�.
Poczu�em, jak jej brzuch zatrz�s� si� od �miechu.
Klamerki do bielizny w kieszeni fartucha rozklekota�y si�,
palce mamy wpi�y si� w moje w�osy.
- Debbie McGovern w "Spadaj�c jak jesienne li�cie"?
- Zgadza si�. - Oderwa�em si� od niej. - A swoj� drog�,
kiedy dzieci przestaj� by� dzie�mi?
- Nigdy.
Mama powiedzia�a to cicho i bez specjalnego nacisku, ale
poczu�em, �e tak w�a�nie my�li i �e pewnie nigdy nie b�d�
m�g� sam decydowa� o swoim losie. No to co? Pewnie, czasem
leciutko zazdroszcz� innym dzieciom. Dziewczyny maj� w og�le
lepsze �ycie, wi�kszo�� ch�opak�w te�. To znaczy: lepsze w
sensie - swobodniejsze, tylko moja mama i jeszcze mo�e
grubego pryszczatego Richarda z sz�stej s� takie ostre.
Tylko tamten ma przewalone okrutnie, te� ma ojca gdzie� na
cholernym drugim ko�cu �wiata, ale jego matka czeka na niego
pod szko�� z punktualno�ci� zegara kolejowego. Jak zobaczysz
przez okno pani� Mittelbrach, mo�esz, bracie, chowa� zeszyty
do torby - za dziesi�� sekund dzwonek. Jak bum-bum! Mo�e
wo�ny nawet nie patrzy na sw�j zegarek, tylko czeka na ni�,
nie wiem.
Ale si� rozpisa�em, �eby kr�cej, bo ju� mnie palce bol� -
wcale nie pragn� urwa� si� spod opieki mamy. Cz�sto
wyje�d�amy na wycieczki sami, albo z kim� z ch�opak�w, albo
z ciotk� Carmen i jej c�rkami, albo w jeszcze jakim� innym
sk�adzie. Warunek jest jeden - mama musi by�. Lubi
kwoczkowa�, tak kiedy� powiedzia�a Carmen. Mama co� jej
na to powiedzia�a o moim garniturze, ale powiedzia�a takim
tonem, �e ciotka tylko pisn�a co� i spok�j. Nawet ja,
chocia� by�em okropnie ciekaw, co to mia�a by� za
uroczysto��, na kt�r� mia�bym si� wbija� w "garnitur", nie
zapyta�em o to mamy. No, wystarczy, nic si� nie sta�o, a
rozpisa�em si�, jakby odwiedzi� nas burmistrz miasta co
najmniej. Pojutrze sprawdzian z gegry.
PS 2. Jest trzecia w nocy! Nie zasn� i nic dziwnego -
przyjecha� Tatek!!!!!! Rany, r�ce mi si� trz�s�. Jest taki,
jak go pami�tam - wysoki, ciemnow�osy, w sk�rzanym p�aszczu,
z t� sam� torb� w wyt�aczane jod�y. Wydaje mi si� ni�szy,
ale przecie� to ja uros�em! Mocno mnie wy�ciska�, pok�u�
zarostem. Mama...
Po kolei. I tak nie zasn�, b�d� pisa�, a� zadzwoni budzik.
By�a si�dma pi�tna�cie, mo�e dwadzie�cia. Akurat brz�kn��
dzwonek piekarnika i mama - jak zwykle - westchn�a: -
Strasznie jestem ciekawa, co te� tym razem ten z�o�liwy
piecyk mi wykr�ci? - i posz�a do kuchni. Ja wiem, �e
piecyk, kiedy si� ju� go dobrze rozpali, piecze znakomicie,
w ka�dym razie mama nie daje mu szans... Mama wysz�a,
zgrzytn�y d�wiczki, zacz��em w�szy� - dwuwarstwowy placek
jab�kowo-wi�niowy. Mmmmm! Co� tam szcz�ka�o w kuchni,
postukiwa�o, nie odzywa�em si�, �eby nie zala� �lin� spodni.
Mama j�kn�a do "siebie": "Aj-jaj-jaj! Ca�y pop�ka� i chyba
zakalec, prawie na pewno...". Znam jej odzywki, musia�em
prze�kn�� �lin� jeszcze raz i jeszcze. Mama wesz�a do salonu
i jak gdyby nigdy nic usiad�a w fotelu udaj�c, �e nie widzi
mojego rozpaczliwego spojrzenia. Po chwili jednak nie
wytrzyma�a i roze�mia�a si�:
- Musi wystygn��, od gor�cego mo�na dosta� skr�tu jelit.
Akurat, jakbym nie zjada� po p� gor�cego placka! Ale
nic, twarz - blacha, kiwn��em g�ow� i ju� wyci�ga�em spod
siebie nogi, �eby wsta� i tak od niechcenia przej�� si� do
kuchni, kiedy kto� energicznie zakr�ci� dzwonkiem u drzwi.
Oboje drgn�li�my, mama - dziwne - rzuci�a sp�oszone
spojrzenie na kalendarz, pewnie wystraszy�a si�, �e to pani
Jaegger od sp�aty rat, potem poderwa�a si� i sztywno
pomaszerowa�a do drzwi. Mnie nawiedzi�y egoistyczne my�li o
morderstwie, je�li zjawi si� kto�, kto b�dzie pret�dowa� do
placka. No nic, mama idzie do drzwi, przystaje i pyta - jak
na siebie - s�abym g�osem:
- Kto tam?
- To ja! - m�wi jaki� facet. - Mo�e nie w por�?
Mama obejrza�a si� na mnie, ja pomy�la�em nie�mia�o
"Tatek?" i wytszeszczy�em na mam� ga�y, a ona - zamiast
otwiera� szybko drzwi - wpatrywa�a si� we mnie chwil�,
u�miechn�a si� nie�mia�o i kiwn�a g�ow�. Dopiero potem
otworzy�a te nieszcz�sne drzwi. Tatek!
Wszed� nios�c przed sob� t� torb�, w�a�ciwie popychaj�c
j� przy ka�dym kroku kolanem nogi, omal nie grzmotn�� ni�
mamy w brzuch. Omin�� j�, cisn�� torb� na pod�og� i
odetchn�� g��boko.
- No, to jestem!
Mama patrzy�a na niego chwil�, potem przysun�a si� i
wzi�a go za r�ce, a potem przytuli�a. Tatek g�aska� j�
jedn� r�k� po plecach, drug� wsun�� pod w�osy na karku, a nos
wtuli� gdzie� pod mamy ucho. Dopiero po chwili popatrzy� na
mnie, jako� tak, jakby mnie ocenia�, szacowa�, �e tak
powiem. Prawie si� obrazi�em, ale zaraz sobie przypomnia�em,
ile nie widzia�em tatka i pomy�la�em r�wnie�, �e te� uwa�nie
mu si� przygl�dam, te� go taksuj�. Zsun��em si� ca�y ze
swojego fotela, podskoczy�em na nodze - druga mi �cierp�a.
- Ruf? - powiedzia� tatek. - Ty stary byku! Ale� ur�s�!
- Nie tak bardzo - chcia�em powiedzie�. Zamiast tego wys
krzypia�o si� ze mnie co� jak: "Chje-chi-� je-gho!". Nawet
nie mog�em odchrz�kn��, bo zaraz zakrztusi�em si�, chyba
�lin�. To musia�o by� dziwne, bo mama oderwa�a si� gwa�townie
od tatka i popatrzy�a na mnie. - Nie tak bardzo -
powt�rzy�em, bo nic innego nie przysz�o mi do g�owy. - Od
zesz�ego roku trzy centymetry...
- Ale widzieli�cie si� ponad cztery lata temu... - szybko
wtr�ci�a mama, co wygl�da�o jakby broni�a moich trzech
centymetr�w albo s�abej pami�ci tatka. - ...Widzieli�my si�
ponad cztery lata temu - doda�a poprawiaj�c poprzednie
zdanie.
Ja zrobi�em krok do tatka, on pu�ci� mam� a ja, jakbym
zapomnia� o swoich dwunastu latach, rzuci�em mu si� na
szyj�. Nie wiedzia�em, jak si� zachowa�, wi�c tylko
przytulili�my si� policzkami. K�u�. Czu�em jego r�ce na
moich �opatkach i troch� ni�ej, mocno mnie przyciska�,
czu�em mocny zapach tytoniu, jak�� wod� kolo�sk�. Mocno te�
pachnia�a sk�ra jego kurtki i to by� najprzyjemniejszy
zapach. Po chwili uzna�em, �e wystarczy tego wiszenia na
tatku, zjecha�em po nim na pod�og� zaczepiaj�c �okciem o
kiesze�. Ten �okie� tak mi jako� dziwnie wpad�, �e przez
chwil� nie mog�em go uwolni� z obszernej kieszeni. Tatek
parskn�� �miechem, ja si� szarpn��em i nagle nogi w
skarpetach podjecha�y mi na �liskiej pod�odze, przejecha�em
obok tatka i by�bym hrymn�� plecami o pod�og�, gdyby nie
mocny chwyt tatka. Podci�gn�� mnie, w ko�cu wyszarpn��em ten
sw�j �okie� i mia�em zamiar si� obrazi� za ten �miech, ale
mama roze�mia�a si�, poza tym zobaczy�em, �e zaczynaj� mu
b�yszcze� oczy i przemkn�o mi przez my�l, �e wcale nie musi
mu by� lekko i machn��em r�k� na swoje obra�anie.
Roze�mia�em si� te�. No, ze dwie minuty tak si� �miali�my.
Potem mama "si� znalaz�a":
- Za chwil� mia�am podawa� ciasto, taki tam zakalczyk,
wiesz - ten z wi�niami i jab�kami. Zaparz� kawy, prawda? Czy
herbaty?
- Du�o mocnej kawy, OK? Ja szybko sp�ucz� si� pod
prysznicem...
- �wietnie. - Mama pokaza�a mu schody, jakby sam nie
wiedzia�, dok�d ma p�j��, rzuci�a niepewne spojrzenie na
torb�. - Ju� parz�. Chod�, Ruf.
Zamierza�em pom�c tatkowi, ale zobaczy�em, �e porwa�
baga� i ruszy� do g�ry, wi�c poszed�em z mam� do kuchni.
Nazywa�o si� to, �e jej pomaga�em, ale w gruncie rzeczy, nie
wiem, chyba tylko si� p�ta�em odskakuj�c jej z drogi.
Uda�o mi si� tylko poda� peter� na ciasto. Opr�cz tego
nuci�a co�, a to �adkie zjawisko, przez chwil� nawet
wydawa�o mi si�, �e chce mnie zag�uszy�, ale przecie� nic
nie m�wi�em. W ka�dym razie zaparzyli�my t� kaw�,
pokroili�my - ci�gle pisz� w liczbie mnogiej - ciasto,
przenie�li�my do pokoju. �ciszy�em telewizor i przestawi�em
fotel tatka. No i ju� nie by�o nic wi�cej do roboty.
Czekali�my w milczeniu, co� mi m�wi�o, �e lepiej, �ebym mamy
w tej chwili nie nagabywa�, bo... Nie wiem, ale tak mi
wysz�o. Trwa�o to kilka minut, potem tatek zszed� na d�.
Mia� mokre "rozkudlone" w�osy. Nie wytrzyma�em i
powiedzia�em mu, �e ma d�u�sze w�osy ni� kiedy�.
- Pewnie! Znalaz�em dobry preparat na porost - roze�mia�
si�, ale troch� niepewnie.
Postanowi�em, �e nikomu-nikomu nie powiem, �e tatek u�ywa
jakiego� p�ynu na porost w�os�w i jeszcze postanowi�em
podtrzyma� go na duchu:
- To mi powiesz, jaki to, dobrze? Pan Michaelson ci�gle robi
sobie tego patryka na g�owie...
- Patryka?
- No wiesz, ten �wi�ty Patryk z mojego obrazka, nie
pami�tasz? Tak jest namalowany, jakby mia� w�osy sczesane
z ty�u a� na czo�o.
- A, ten! - roze�mia� si�. - Ju� wiem. - Zaw�szy� g�o�no i
wytrzeszczy� oczy na st�. - Wiem te�, �e jak b�dziemy tak
si� zagadywa� i odk�ada� zjedzenie ciasta na p�niej, to
zjemy je w ko�cu zimne, trac�c szanse na b�l brzuszka.
Pu�ci� do mnie oko, a ja - oho, czeka�em na to ju� od
dawna - odstrzeli�em mu je natychmiast. I zabrali�my si� do
pa�aszowania ciasta. �wietne, wy�mienite-nite!
- Opowiesz? - zapyta�em po trzecim kawa�ku, kiedy moje
tempo nieco spad�o.
Kiwn�� g�ow�, �e tak, ale zaraz pokaza� niedoko�czony
kawa�ek ciasta i reszt� na paterze. Boziu, ten to mo�e!..
- Czy m�g�bym prosi�... - powiedzia� do mamy oblizuj�c
wargi. ... o powt�rk� w najbli�szych dniach?
- Jutro?
- Nie chcia�em tego sugerowa� - u�miechn�� si� szeroko.
Mama u�miechn�a si� r�wnie� i ja do��czy�em do nich.
- Co teraz robisz?
- To, co i wcze�niej - nawadniam.
- Ju� tyle lat? - zdziwi�em si�.
- A co ty my�lisz!? Te osiem lat suszy po odwiedzinach
komety Fenix niemal u�mierci�o ludzko��, dlatego wszyscy
m�czy�ni walcz� o wod� dla nowych pusty�, przy okazji dla
starych pusty� i tak dalej.
- A gdzie teraz jeste�?
- Teraz, b�belku, holuj� eisbergi do Australii. Chocia�
akurat tego nie pochwalam - tam po prostu nie ma nic i nic
chyba nie b�dzie. Ale to nie m�j interes. Trzeba, to trzeba.
- A kiedy sko�czysz?
Parskn�� przez nos, zwali� si� na oparcie fotela i
si�gn�� do kieszeni koszuli. Oczekiwa�em, �e wyci�gnie sw�j
ulubiony "Four Star", ale nie by�a to ta paczka. Chyba
"Canyon". Zapali�, popatrzy� na mam� i to jakby uruchomi�o
j�:
- Fuj! Znowu trzeba b�dzie wietrzy� firanki przez ca�� noc.
- Od kiedy ci� znam, zawsze tak m�wisz.
- A ja od kiedy ci� znam, zawsze zasmradzasz ca�e
mieszkanie.
- A ja... - w��czy�em si� do tej ich gry w g�uchy telefon
,.. od kiedy was znam, musz� wys�uchiwa� tego samego
tekstu.
- He-ej? Przem�drza�ek nam tu ro�nie - powiedzia� tatek z
dziwnym niezadowoleniem w g�osie.
- Nie jestem przem�drza�ek! - zaprotestowa�em. Chcia�em mu
udowodni�, �e tak nie jest, ale mama si� w��czy�a i nie
dopu�ci�a mnie do g�osu:
- Ruf, nastaw wod� na wrz�tek, dobrze?
Poszed�em do kuchni, nala�em wody i zawr�ci�em do pokoju.
O krok od drzwi us�ysza�em czyj� szept i odruchowo, naprawd�
odruchowo zatrzyma�em si� tu� przed drzwiami. Us�ysza�em
jak mama m�wi:
- Nie, wszystko w porz�dku.
Acha, pomy�la�em, pewnie tatek pyta, jak mi idzie w
szkole albo czy jestem grzeczny, czy co� w tym stylu.
Wacha�em si�, czy pods�uchiwa� dalej, ale zrezygnowa�em.
Odskoczy�em od drzwi, a potem g�o�no tupi�c wr�ci�em do
salonu. Przypatrywali mi si� z napi�ciem i nagle mama
przygryz�a warg�, zamruga�a oczami i zawo�a�a:
- Och, woda!
Wybieg�a do kuchni. A przecie� za�o�y�em gwizdek na
czajnik i go nie s�ysza�em?
Tatek przez trzy godziny opowiada� o wyszukiwaniu g�r
lodowych, ich holowaniu, ci�ciu. Zrobi�o mi si� zimno
jak przy czytaniu ksi��ek Shermana. Potem
mama pogna�a mnie do pokoju, my�la�em, �e zasn� na schodach,
ale kiedy po�o�y�em si�, sen nagle odfrun��. S�ucha�em, jak
tatek gwi�d�e rozpakowuj�c si� do szafy, a potem rozmawiali
o czym� z mam�, cicho i powa�nie...
�roda, popo�udnie, 26 wrze�nia, 2203. Zosta�em ukarany.
Jak bum-bum - nie wiem za co. Pani Pentwisk powiedzia�a, �e
za arogancj�. No, ludzie - jak ja jestem arogancki, to co
powiedzie� o Katherine albo o Hansie, albo o Peterze? Oni
poszli sobie do domu, a ja, kt�remu najbardziej zale�y na
tym, �eby ju� by� z rodzicami - siedz� w pustej klasie.
Trudno. To znaczy - trudno si� z tym pogodzi�.
Powiedzia�em rano Hollingowi, �e przyjecha� tatek. Holly od
razu rozprzestszeni� to po ca�ej klasie, a Peter natychmiast
zameldowa� pani Pentwisk.
- Naprawd� uwa�asz, �e powiniene� si� tym chwali�,
Schurman?
- Ja si� nie chwal�, ja...
- �wietnie wiesz, ile dzieci ma na sta�e ojca -
powiedzia�a zupe�nie nie s�uchaj�c mnie. - Niemal wszyscy
m�czy�ni walcz� dla nas o �ycie ca�ej planety. Nie mamy
s��w uznania za ich po�wi�cenie i wytrwa�o��. Ale ich
wizyty, cho� prawnie usankcjonowane zapewne, odrywaj� ich
od pracy...
- M�j tata w normalnych czasach mia�by ju� osiem lat
urlopu! - wtr�ci�em si�.
- Ale nie mamy normalnych czas�w, prawda, dzieci? By�
mo�e nawet godzina mo�e rozstrzygn�� walk� z przyrod� na jej
korzy��.
Oczywi�cie, paru lizus�w nie straci�o okazji - Karen,
Georg, Paula zacz�li potakiwa� na wy�cigi. Nie mam im tego
za z�e - do mnie przyjecha� tatek, oni musz� czeka�.
Zw�aszcza dziewczyny, te, kt�re nie maj� ojc�w na miejscu,
niemal nie maj� odwiedzin, co prawda, wi�cej jednak
dziewczyn ma ojc�w tutaj ni� ch�opak�w. Kiedy� to policzy�em
i pokaza�em pannie Klein, a ona powiedzia�a mi, �e
statystyka mo�e okropnie sfa�szowa� rzeczywisto��, a kiedy
nie zrozumia�em, powiedzia�a, �e je�li cz�owiek stanie jedn�
nog� na rozpalonej p�ycie pieca, a drug� wsadzi do
zamra�alnika, to statystyk powie, �e przeci�tnie ten facet
czuje si� nie�le. Mnie to bardzo roz�mieszy�o, ale gdy
opowiedzia�em to mamie, to si� nie �mia�a.
Pami�tam, jak zazdro�ci�em Hugonowi, kiedy mia� ojca w
domu, tylko �e ja bym si� nie poni�y�... A, niech im
b�dzie. I tak si� czuj� wspaniale. Tatek b�dzie z nami ca�e
dwa tygodnie...
- M�j tata zosta� wr�cz wyrzucony na urlop, nie bra� go
od pi�ciu lat! - nie wytrzyma�em i krzykn��em.
Mo�e by i nic si� nie sta�o, ale ten wredny gnojek Georg
powiedzia�: - Cho-cho-choooo?.. - Jakby si� dziwi� pani Pen
twisk, �e tyle wytrzymuje i ona, oczywi�cie, nie wytrzyma�a:
- Schurman, jeste� arogancki w stopniu przekracaj�cym
wszelkie dopuszczalne granice! Zostajesz w szkole do
czwartej, dopilnuj� tego.
Dopilnuje, akurat! P� godziny p�niej ju� maszerowa�a
przez boisko w stron� przystanku tramwajowego. Pewnie komu�
kaza�a rzuci� na mnie okiem, ale kto by pilnow...
Tak mnie zaskoczy�a, �e przesta�em na chwil� pisa� - po
korytarzu szli Georg i Peter. Podeszli do okienka w klasie
i sprawdzili, czy jeszcze w niej jestem. Potem zrobili dumne
miny i odeszli. Zjawili si� po kwadransie, ale ju� bez min,
potem przyszli jeszcze raz. Chyba byli �li, a ja
postanowi�em, �e niechby nie wiem co, nie rusz� si� z klasy
przed czwart�. To si� zrobi�o �mieszne jak diabli - oni
zacz�li mnie pilnowa�, a sko�czy�o si� tak, �e ode mnie
zale�y, kiedy sko�cz� s�u�b�. No to ich przetrzymam.
Roz�o�y�em podr�czniki i udawa�em, �e si� ucz�, a nawet
troch� si� rzeczywi�cie pouczy�em.
Wyszed�em z klasy chwil� po tym, jak zegar ratuszowy
wydzwoni� czwart�, wskoczy�em do tramwaju, tego
najstarszego na linii, w ca�ym miasteczku. Najbardziej go
lubi� - zrobiony ma model z po�owy XX wieku albo i
wcze�niejszy, mosi�ne rury, welur na siedzeniach, podn�ki.
Sta� sobie w miejskim muzeum, ale gdy okaza�o si�, �e
wszyscy nie mog� korzysta� z samochod�w, bo to
nieekonomiczne i nie wystarczy no�nik�w energii, to wtedy
powyci�ga�o si� wszystkie takie cuda na elektryczno��, bo
�atwo obs�ugiwa� i ju�. Przepchn��em si� do okna, mia�em
nosa - po dw�ch przystankach zobaczy�em, �e tatek idzie
wolno w kierunku szko�y. Run��em do wyj�cia, doczeka�em si�
przystanku, przedar�em przez te wszystkie kobiety i
rozdar�em na ca�e gard�o:
- Taaatehhek!
Pogna�em w jego kierunku pust� jezdni�, przeskoczy�em
p�otek i ju� by�em z nim.
- Nie wrzeszcz tak, synu. Nie jestem g�uchy, a ty
zachowujesz si� jak dziecko - powiedzia� u�miechaj�c si�
wprawdzie lekko, ale chyba nie by� ze mnie zadowolony. -
Gdzie by�e�?
Acha, mama pos�a�a go na poszukiwania. Opowiedzia�em
mu wszystko, wys�uha� i odchrz�kn��.
- Synu, musisz zrozumie� - nie wszyscy maj� komplet
rodzic�w, walka z natur� wymaga olbrzymiej liczby ofiar. A
ci, co maj� obu rodzic�w, mog� ich widywa� w najdziwniejszych
odst�pach czasu, to nie od nas zale�y. Je�li akurat w danym
miejscu nic si� nie dzieje, prognozy s� pomy�lne i wszystko
inne - zaczyna si� loteria, kto z kilku tysi�cy ludzi mo�e
pojecha� do domu. A jeszcze mo�e by� tak, �e tu� przed
odlotem prognozy si� zmieni�, mo�e si� popsu� samolot i
kilka innych "mo�e"...
- Ja przecie� rozumiem - powiedzia�em. - Chyba nie
powiesz, �e co� zrobi�em nie tak?
- No nie, nie powiem.
- To dlaczego jeste� ze mnie niezadowolony?
- Ja? Niezadowolony? Co ci przysz�o do g�owy?
- Zawsze kiedy m�wi�e� do mnie "synu", to to by� sygna�,
�e wiesz, �e co� przeskroba�em...
- Synu-u... - Jasne, teraz �artowa� sobie ze mnie, ale to
nie zmienia�o sytuacji. - Dobra, szczerze: nie podoba mi si�
s�owo "tatek". Nie wiem, czy to zrozumiesz - to by�o fajne,
�mieszne i troch� wzruszaj�ce, kiedy przekr�ci�e� jakie�
inne s�owa i zmontowa�e� z nich "tatek". By�e� malutki. OK.
Ale ju� nie jeste� brzd�cem i teraz mnie to jako�...
pocmoka� krzywi�c si� i kr�c�c g�ow�. - No, nie lubi�.
Przepraszam ci�, gdyby�my mieszkali razem, nie powiedzia�bym
ci tego tak jak teraz, ale mamy ma�o czasu. Musimy co kilka
lat zmienia� si�, dostosowywa� do siebie i to w kr�tkim
odcinku czasu. Rozumiesz mnie?
Zastanawia�em si� chwil�. Rozumie� - rozumiem, tylko nie
rozumiem, co to ma wsp�lnego z tatkiem. Zawsze by� tatek...
Ale - w ko�cu - nie b�dziemy si� k��ci� o jedno s�owo.
- To jak mam m�wi�?
- Hm? Nie wiem - tatu�, ojcze, mo�e po prostu Charlie? Co?
Nagle poczu�em, �e wychodz� z wieku dziecinnego - w�asny
tate... ojciec proponuje przej�cie na "ty"?! Niby doko�a nic
si� nie zmieni�o, te same tramwajowe tory, te same sklepy i
witryny, te same li�cie na chodnikach, ale ja jestem od tej
chwili inny. Przez chwil� co� mnie nawet zaszczypa�o w
oczy.
- Charlie - o�wiadczy�em z ca�� powag� - Ty to jak co�
powiesz, to wiesz!..
Tatek... No, znowu ten tatek! Chyba nie tak �atwo b�dzie
mi si� odzwyczai�, a zreszt� tu, w dzienniku, chyba nikomu
to nie pszeszkadza? Tatu�... Nie, jeszcze gorzej. Zostan�
na razie w pami�tniku przy tatku. Wi�c tatek po�o�y� mi r�k�
na ramieniu i tak maszerowali�my po g��wnej naszej ulicy.
Mn�stwo ludzi si� nam k�ania�o, tatek by� zamy�lony i
w�a�ciwie pierwszy sam si� nigdy nie uk�oni�, ale grzecznie
wszystkim si� odk�ania�, poznawa� ich chyba, bo nie pyta�
mnie kto to, ale my�lami by� daleko. Mo�e przy swoich
g�rach lodowych? Wi�c mu nie przeszkadza�em. Doszli�my do
ko�ca ulicy, praktycznie do granicy miasta, postali�my
chwil� na wzg�rzu widokowym, na kopczyku usypanym kiedy�,
hen, w zamierzch�ej pszesz�o�ci. Wcale si� do siebie nie
odzywali�my, ale i nie by�o trzeba.
W domu czeka�a zdenerwowana mama (musieli�my si� obaj
ostro t�umaczy�) i tort, sze�ciowarstwowy. Potem, wieczorem,
zadzwoni�a ciotka Carmen i wprosi�a si� z wizyt�. Teraz,
kiedy to pisz�, przypomnia�em sobie, �e tak pomy�la�em:
"wprosi�a" si�. Jestem �wini�. Ciotka zawsze mnie
rozpieszcza�a i jej c�rki, Edna i Michelle, s� bardzo fajne
i �adne. Dlatego nie wiem, czemu pomy�la�em z tak� z�o�ci�
"wprosi�a si�". Zazdro��!? Chyba tak? Na szcz�cie
uprzytomni�em to sobie, jeszcze zanim ciotka przyjecha�a. To
jest �adna kobieta, prawie tak �adna jak mama. Ma nawet
troch� wi�cej w biu�cie. Odstawi�a si� na t� wizyt� ze
smakiem i bez przesady. Ciotka bomba-omba! Po torcie
zabra�em kuzynki do siebie i pograli�my w carnavalie; jak
zwykle przegra�em z tymi czarownicami i jak zwykle nie
potrafi�em si� na nie rozz�o�ci�. Po prostu - bli�niaczki s�
tak ze sob� zgrane, �e nie masz szans. Usi�owa�em si�
zem�ci� �askocz�c Michelle, ale one - mimo �e s� m�odsze,
maj� po jedena�cie - s� dwie. Po chwili mia�y mnie w
rozk�adzie i �askota�y, jak i gdzie chcia�y. Na d�
zeszli�my zaczerwienieni i z mokrymi od �miechu oczami.
Carmen - sama roze�miana od ucha do ucha i rumiana - rzuci�a
na nas jedno spojrzenie, kiedy jeszcze byli�my na schodach i
co� powiedzia�a do rodzic�w. Tatek si� roze�mia�, a mama
nie. Michelle, jak to zobaczy�a, ze z�o�ci� sykn�a do Edny:
"G�upia!", ale nie zd��y�em zapyta�, kto i dlaczego. Teraz,
kiedy to pisz�, widz�, �e wyszed�em na kpa i gamonia -
wszyscy co� us�yszeli i zrozumieli, tylko nie ja. Musz�
wypyta� kiedy� Michelle albo lepiej Edn�.
Zupe�nie inaczej jest w domu, kiedy jest w nim tatek.
Koszmarna jest ta roz��ka, mama te� tak uwa�a: kiedy
ko�czy�em ju� robi� zapiski z dzisiejszego dnia,
przypomnia�em sobie, �e obieca�em Holly'emu po�yczy� swoj�
proc�, wi�c wsta�em i poszed�em do szafki, i us�ysza�em, jak
mama powiedzia�a:
- Ile� to jeszcze b�dzie trwa�o? Przecie� to nieludzkie!..
- Kt� to mo�e wiedzie�? - odpowiedzia� tatek. - Cieszmy
si�, �e w og�le jest jeszcze o co walczy�.
Wstrzyma�em oddech i bez najmniejszego szmeru chwil�
sta�em pod drzwiami, ale wystraszy�em si�, �e kt�re� z
rodzic�w nakryje mnie przy pods�uchiwaniu.
Wskoczy�em pod ko�dr�; mamie chodzi o ten brak ojc�w i
m��w. Nie dziwi� si�, �e ma tego dosy�. Chocia� nie tylko
ona ma ten problem - w naszym miasteczku, prosz� - �rodek
Europy, cztery i p� tysi�ca mieszka�c�w. Dwustu m�czyzn!
Sami prawie dziadkowie lub podobni. Wszyscy pracuj� nad
utrzymaniem miasteczka przy �yciu - elektrownia, pompownia,
serwis ci�kiego miejskiego sprz�tu drogowego. Pozostali s�
gdzie� w �wiecie, a poniewa� komunikacja mi�dzykontynentalna
jest podporz�dkowana przede wszystkim walce z przyrod�, to
na poczt� nie ma co liczy�. Na przyk�ad, tak mi t�umaczy�
tatek, na pok�ad samolotu bior� listy pod warunkiem, �e jest
akurat jeszcze miejsce, a poniewa� nikt nie ma czasu, �eby
zaj�� si� sortowaniem poczty - bierze si� pierwszy lepszy
worek ze stosu. W ten spos�b tw�j list mo�e le�e� na
lotnisku kilka lat. Dlatego listy od tatka przychodz� - jak
to m�wi ciotka - jakby chcia�y, a nie mog�y. Swoj� drog�,
nasza okolica, w og�le ca�a kontynentalna Europa ma�o
ucierpia�a od anomalii pogodowych, na przyk�ad w naszej
okolicy nie ma rzadnych oznak pustynienia pejza�u. Wiem -
kontynent, g�ry ch�odz� rozgrzane powietrze, kt�re gdzie
indziej bez przeszkud wali znad pusty� i wysusza inne
area�y. No i gdzie tu sprawiedliwo�� - nam si� uda�o w
pierwszym momencie, ale i tak cierpimy ju� od kilku pokole�,
bo nie ma naszych ojc...
- Ruf?
Le�a�em pod ko�dr�, w ciemnym ciep�ym gnie�dzie. G�o�ny
szept mamy wystraszy� mnie i dlatego nie odezwa�em si�. Mama
jeszcze raz zawo�a�a, ale ju� cichszym szeptem, potem
us�ysza�em ciche ocieranie si� drzwi o framug�. Odle�a�em
jeszcze chwil� nieruchomo, potem taki znany robal ciekawo�ci
poruszy� si� w mojej g�owie. Co to mia�o znaczy�? Mama
sprawdza�a, czy �pi�? Nigdy tego nie robi�a. Chwil� walczy�em
z robalem, ale jednak wsta�em i na palcach podkrad�em si�
pod drzwi. By�o cicho, potem us�ysza�em mamy si�panie
nosem, tatek co� pomrukiwa�.
- �yjemy w zak�amaniu, w grzechu - odpowiedzia�a mu bulgo
cz�cym g�osem.
- �yjemy, to najwa�niejsze - us�ysza�em jego g�os. - Mo�emy
przetrwa�...
Nie wiem, co jest takiego ci�kiego, takiego gniot�cego w
s�owie "przetrwa�"; niby same mi�kkie g�oski, tylko jedno
"r", a jak tatek powiedzia� "przetrwa�", odechcia�o mi si�
pods�uchiwa�. Czym pr�dzej zwia�em pod ko�dr�.
Pisz� to wszystko w szkole. Znowu siedz� po lekcjach. Za
arogancj�, ma si� rozumie�. Cho� je�li mam by� szczery, to
tym razem rzeczywi�cie odszczekn��em pannie Pentwisk.
Zostawi�aby mnie na kilka godzin, chcia�a ponownie zrobi�
moimi stra�nikami Georga i Petera, ale po tym, jak ich
wczoraj przerobi�em, nie chcieli ju� si� jej wys�ugiwa� ani
inni. W rezultacie panna Pentwisk zostawi�a mnie tylko na
godzin� - tyle, ile jej si� chcia�o pilnowa� mnie samej.
Noc. Czwartek. 28 wrze�nia, 2203. Okropna sprawa, nie wiem,
czy w og�le o tym pisa�. Wr�ci�em do domu, mama musia�a
wyj�� na posiedzenie zespo�u agrarnego. W salonie tatek
siedzia� rozwalony w fotelu, ale mia� zamkni�te oczy i sapa�
przez nos. Przemkn��em obok niego do kuchni, ukroi�em
kawa�ek ciasta, nala�em z dzbanka soku i poszed�em do
siebie. Pouczy�em si� troch�, pszejrza�em zaniedban�
ostatnimi czasy kolekcj� filumenistyczn�, poziewa�em, a
potem postanowi�em zej�� na d� sprawdzi�, czy aby tatek
jeszcze tnie komara. Znalaz�em si� na szczycie schod�w,
us�ysza�em czyj� podenerwowany g�os, zatrzyma�em si�
odruchowo i ju� by�o za p�no, �eby si� pokaza�. Po
pierwszych s�owach ju� by�o za p�no.
G�os nale�a� do ciotki. By�a z�a, w�ciek�a.
- ...by to wszystko cholera wzi�a! Ju� nie wytrzymam, ja
nie wytrzymam i ca�a fura bab nie wytrzyma! Rozumiesz?
Powiedz to komu� z tego pieprzonego komitetu ocalenia,
rozumiesz?
- Nie znam tam nikogo. Uspok�j si�.
- Mo�esz zarz�da� ode mnie wszystkiego, ale nie �e si�
uspokoj�. Jestem spokojna, usi�uj� by� spokojna od
cholernych dwudziestu kilku lat, od chwili kiedy
dowiedzia�am si�, �e nale�� do grupy podwy�szonego ryzyka i
�e m�a mog� sobie wybi� z g�owy. Na os�od�, z �aski
wpad�o was do mnie trzech, z czego mam - niestety! - tylko
c�rki, i obie ju� s� w mojej grupie, wi�c one to ju� chyba
za choler� nie zakosztuj� fiuta. Chyba �e sobie kupi� w
sekretnym sklepie pod salonem z dywanami. - Ciotka zamilk�a
na chwil�, wysi�ka�a nos. - Je�dzisz po �wiecie... - zmieni�a
ton na zjadliwy. - ... czy w ka�dym miasteczku taki sklep
znajduje si� w salonie z dywanami?
- Pos�uchaj...
- G�wno tam b�d� s�ucha�a! Pieprzony samiec!... - nagle
zaszlocha�a tak gwa�townie, �e nie wytrzyma�em, po�o�y�em
si� na pod�odze, przesun��em na brzuchu; moja g�owa wysun�a
si� mi�dzy balaskami por�czy i zobaczy�em kawa�ek salonu.
Ciotka siedzia�a na kanapie, ty�em do schod�w, tatek na
fotelu obok kanapy, nie przysz�o im do g�owy, �e mo�e ich
kto� s�ucha�. - Powiedz mi...
- Nic ci nie powiem, bo sam nie wiem. Nie rozumiesz, �e
nie jestem z rz�du, nie ja jestem odpowiedzialny za
realizacj� planu, ja go tylko - bo nie mam lepszych
pomys��w - cz�ciowo realizuj�. I tylko dlatego, �e b�d�c
zdrowy nie mog� si� wycofa�. Rozumiesz to, kobieto?
- Nie m�w do mnie "kobieto", jak do sprz�taczki! - ciotka
Carmen wrzasn�a tak gwa�townie i tak g�o�no, �e g�os si�
jej za�ama�. Pomy�la�em, �e teraz oboje si� roze�miej� i to
b�dzie na tyle, je�li chodzi o ciotk� i tatka. Ale si�
myli�em. - To chyba nietrudno zrozumie� - my was nie
wysy�a�y�my w ten popieprzony kosmos, to wy m�czy�ni,
cholerni zdobywcy, szarpali�cie si�, �eby go spenetrowa�. I
co? Ledwie wysun�li�cie czubek nosa poza najbli�sze
s�siedztwo Ziemi, jak z podkulonym ogonkiem wr�cili�cie,
przynosz�c w prezencie swoje jaja pe�ne nieziemskiej zarazy.
- Daj spok�j! - Tatek poderwa� si� z fotela i znikn�� mi
z oczu, ale wiedzia�em, dok�d poszed�, i mia�em racj� -
brz�kn�a butelka i delikatnie zaciurka� jaki� p�yn. - To
by�o kilka pokole� temu i trzeba by� durniem, �eby marnowa�
czas na gl�dzenie, kto by� dziewi��dziesi�t lat temu
m�drzejszy i co nale�a�o kiedy zrobi�. Jest tak, jak jest -
nieca�e dwa miliardy ludzi, w tym czterysta milion�w
m�czyzn, z czego tylko jedna czwarta niedawno jeszcze by�a
p�odna.
- Jak to ?
- Tak, �e Furia nie wymar�a ca�kowicie i wcale nie ma
pewno�ci, czy osobnik A, dzi� zdr�w, jutro nie stanie si�
nosicielem lub siewc�. - Tatek wszed� w moje pole widzenia,
wysun�� r�k� ze szklank� do ciotki i jednocze�nie chyba
zerkn�� do g�ry. B�yskawicznie schowa�em g�ow� i d�ug�
chwil� tylko nas�uchiwa�em. - Poniewa� jednak wiadomo, �e
je�li kobieta urodzi ch�opca, to ona sama nie ulegnie ju�
Furii, �e mo�e urodzi� innego ch�opca, poniewa� nie
mamy mo�liwo�ci, �eby wci�� masowo bada� ca�� ludzko��,
dlatego trzeba si� pogodzi� z tak� uproszczon� i krzywdz�c�
procedur� i z tym, �e tego systemu zalety - je�li s� -
dotycz� tylko tej garstki potencjalnie zdrowych m�czyzn i
kobiet, poniewa� oni s�... - Tatek zamilk� na chwil�, a
poniewa� to zdanie by�o strasznie d�ugie i zaczyna�em si� w
nim gubi� i, po drugie, by�em ciekaw, co robi - wysun��em
g�ow�. Tatek sta� z uniesionym do g�ry palcem. - S�uchajcie,
uwaga: Nadziej� i Szans� Ludzko�ci.
- Pieprz� tak�... - warkn�a ciotka, ale tatek przerwa�:
- Zrobisz, jak zechcesz. Ja ci tylko przedstawiam sytuacj�
- trzeba zajmowa� si� tylko tym, co daje szans� na
przetrwanie. Twoje nastawienie, s�d, opinia i twoje �ycie
wreszcie, nikogo, niestety, nie obchodz�. Co innego, gdyby�
mia�a zdrowego syna. Przykro mi. Nie ja... - przerwa� i
nas�uchiwa� chwil�. - O, Dora wraca - wtr�ci� innym tonem i
wr�ci� do przerwanego zdania: - Nie ja to wymy�li�em, nie
wszystko jest moim zdaniem sensowne, ale nie mam, powtarzam,
lepszego pomys�u, skoro ten system wci�� funkcjonuje. I nikt
inny nie ma. Po prostu - zdrowe dziewczynki plus garstka
zdrowych ch�opc�w da nam szans� na przetrwanie.
Mama wesz�a - s�ysza�em jej kroki i szcz�k zamka w
drzwiach - ale si� nie odezwa�a. Pojawi�a si� przed kanap�,
chwil� sta�a patrz�c na tatka i ciotk�, potem ci�ko zwali�a
si� na kanap�, obok ciotki. Carmen prychn�a przez nos.
- Wygadanego masz... - nie doko�czy�a. - Nie taki jak ci
wcze�...
- Carmen, prosz� ci� - powiedzia�a cicho mama. - Nie
marnujmy...
- Dobrze, nie marnujmy - machn�a r�k� ciotka. By�a ju�
opanowana, si�gn�a do torebki, wyj�a lusterko, przejrza�a
si� w nim. - Nie marnujmy niczego - czasu, nasion,
elektryczno�ci, wody, paliw, macic, �ywno�ci, papieru,
z�omu, spermy, ciep�a, s�odu, lekarstw...
- Carmen?!
- ... i przede wszystkim nie marnujmy inseminator�w! -
Ciotka zachichota�a z - tak bym to okre�li� - z
okrucie�stwem w g�osie. - Mamy ich tak niewielu, �e tylko
wybrane mog� by�...
- Carmen! - teraz w��czy� si� tatek, g�o�niej ni� przed
chwil� mama i zdecydowaniej. - Bo oberwiesz po buzi!
- Dlaczego? Czy�by� czu� si� w jaki� spos�b dotkni�ty...
- Wiesz, sk�d wracam? - wtr�ci�a si� mama. Odwr�ci�a si�
do ciotki, po�o�y�a jej r�k� na ramieniu. - Przecie� wiesz.
Przywie�li przesy�k� sk�de� tam. To takie upokarzaj�ce -
najpierw zap�adniaj� mnie jak krow�, potem patrz� z
wyrzutem, je�li nic z tego nie wychodzi, i m�wi� za ka�dym
razem: "Prosz� si� nie przejmowa�. Warunki transportowe s�
tak fatalne, pobieranie odbywa si� r�wnie� w nienormalnych
warunkach". Wzruszaj� ramionami i poklepuj� na zako�czenie
po ramieniu: "B�dziemy z pani� w kontakcie, je�li tylko co�
b�dzie, natychmiast zadzwonimy". Tak, jakbym nie marzy�a o
niczym innym jak o siedzeniu pod telefonem i czekaniu na
kilka "swoich" plemnik�w. Carmen, wierz mi...
- Carmen, wierz mi!? - krzykn�a ironicznie ciotka i
poderwa�a si� z kanapy. - Jeste� biedna, a mnie jest dobrze
- rzadnych k�opot�w, rzadnych egzystencjalnych rozterek, m�j
wibrator nie grymasi w jadalni, nie przepija pieni�dzy i nie
oglada starych mecz�w z ta�my, kiedy ja mam do niego spraw�.
Pochyli�a si� i poca�owa�a nieruchomo siedz�c� mam�. -
Poza tym nie boi si� Furii, i - co te� jest wa�ne - nie boi
si� konkurencji, bo w ramach oszcz�dzania prawie si� ich
nie produkuje. A, co tam! Ludzi i tak coraz mniej, dostan�
jaki� w spadku, urz�dz� im konkurs. Pa, kochani. Bawcie si�
dobrze - zr�bcie co� do towarzystwa Rufowi!
Zastuka�y jej obcasy, a ja na d�wi�k swojego imienia
b�yskawicznie schowa�em g�ow� i mia�em racj� - mama
zapyta�a:
- Rufen �pi?
Trzasn�y drzwi po ciotce. Tatek nie odpowiedzia�, albo
kiwa� g�ow�, �e tak, albo rusza� do g�ry, �eby sprawdzi�.
Zamar�em. Nie, chyba kiwa� g�ow�.
- Bo��e, g�owa mi p�ka...
- Je�li m�g�bym ci co� radzi�...
- Nie, to nie ma zwi�zku z Carmen. To nie pierwszy jej
taki wyst�p i nie ostatni. Jutro b�dzie zupe�nie inna, pe�na
po�wi�cenia i tak dalej. A� do kolejnego ataku, tak ju�
chyba b�dzie zawsze.
Przez d�ug� chwil� z do�u nie dochodzi�o nic poza g��bok�
cisz�.
- Sprawdz�, czy Rufen �pi - powiedzia� nagle tatek.
Omal si� nie zakrztusi�em i nie parskn��em na ca�e
gard�o. Na szcz�cie, mama zatrzyma�a na chwil� tatka i da�a
mi szans� ucieczki:
- Pos�uchaj, w apteczce w �azience jest opakowanie
Lanadolu, m�g�by� mi przy...
Zamkn��em cicho drzwi i skoczy�em do ��ka. Rozwali�em
si� jakbym spa� g��boko, cho� nie wiem, jak wygl�dam, kiedy
�pi� g��boko, zasapa�em miarowo i sennie. Po
chwili smuga �wiat�a lizn�a moje �o�ko, ale tatkowi by�o
mnie �al i nie odtworzy� drzwi tak szeroko, �eby mnie
obudzi�. Tatek zamkn�� drzwi, zapad�a ciemno��. Rodzice
rozmawiali jeszcze do�� d�ugo na dole, a ja zapisa�em ten
wiecz�r, cho� niewiele z tego rozumiem. Dziwne - wszystkie
s�owa zrozumia�e i znane, a jak z�o�ysz do kupy - gruzy.
Potem - ja jeszcze pisa�em przy latarce w namiocie z ko�dry
- rodzice poszli do sypialni i jeszcze rozmawiali. Kiedy
doszed�em do opisu wyj�cia ciotki Carmen - zacz�li si�
kocha�, nie jestem dzieckiem, pewne rzeczy kapuj� od razu.
Aha, i sprawdzi�em jak si� pisze "rzadko" i "�adnych",
chyba czasem pisz� inaczej, od teraz b�d� si� stara�
zapami�ta�.
Niedziela, 30 wrze�nia, roku znanego. Yyy... Tatek sw�j
przeno�ny magnetofon mi PODAROWA�! Oi-oi-oi-ou!!! Ii...
tego... okropnie brzmi m�j g�os z g�o�nika, zupe�nie nie
m�j. W�a�nie: m�j - nie m�j? Obs�uguj� wszystkie funkcje,
ale... eee... nie potrafi� m�wi� g�adko. Pisa� jest ci�ej,
ale za to zdania s� ju� uporz�dkowane, to znaczy zanim my�l
dojdzie do r�ki, gdzie� po drodze jeszcze si� szlifuje. A z
gadaniem to od razu - co pomy�lisz, to gadasz. Gdyby
cz�owiek mia� usta na kolanach - o! Yyy... Co by tu
jeszcze?.. Aha, byli�my na pikniku nad tym Potokiem z
Dziurawego Wiadra, kapitalny jest. I by�o bombowo - pyszne
kanapki, k�piele do upad�ego, rzucali�my z tatkiem no�em do
tarczy i siekierk�, rozbili�my namiot i w nim spali�my.
Tatek... eee... to jest dra�, dra� do kwadratu, nic mi nie
powiedzia�, �e ma ze sob� magnetofon. Po�o�yli�my si� spa� i
nagle co� zacz�o tak hucze� za namiotem. Mama pierwsza
zareagowa�a, a tatek uwa�a�, �e co� jej si� przes�ysza�o.
Ja te� s�ysza�em huczenie, ale si� przezornie nie odzywa�em.
A tatek m�wi: " Ruf, wyjrzyj, co? Ja ju� si� opl�ta�em
�piworem..." O rany, ale si� spoci�em ze strachu, ale nic,
wypl�ta�em si� z wora, modli�em si� przez ca�y czas, �eby
usta�o huczenie. Mama zacz�a protestowa�, ale tatek
powiedzia�, �e przecie� nic nie s�yszy, to o co chodzi. Wi�c
wylaz�em robi�c du�o ha�asu, �eby sp�oszy� to huczenie. I
usta�o, o dziwo. Yyy... No... Co to ja?.. A! No to chcia�em
wr�ci� do namiotu, ale tatek powiedzia�, �eby jednak do
ko�ca sprawdzi�, bo je�li to nied�wied�, to trzeba go
przep�oszy�, bo inaczej nie da nam spa� ca�� noc, tylko
b�dzie przychodzi� co i rusz i zjada� kolejnego z nas. No to
ju� wiedzia�em, �e mnie robi w konia, nie to, �e przesta�em
si� zupe�nie ba�, ale ba�em du�o mniej. Poszed�em za namiot,
a tam stoi na pniaku magnetofon. Po�yskuje w �wietle
ksi�yca, syczy cicho i nagle zaczyna hucze�. Skapowa�em
wszystko. Chwyci�em go i wpad�em do namiotu, ale z umiarem,
ba�em si�, �e potkn� si� i po�ami�. U�ciska�em tatka i z
rozp�du mam�... Eeem... Wszyscy si� �ciskali�my i by�o
fajnie, ale potem zacz�o si� piek�o - ja nie mog�em zasn��,
wierci�em si�, sam by�em na siebie z�y, bo chcia�em jak
najszybciej si� obudzi�, �eby ju� co� nagra�, a tu nie
mog�em zasn��! Ci�gle mnie �agodnie sztorcowali rodzice, a
przecie� nic nie mog�em zrobi�! Na dodatek jeszcze
nacisn��em ten przycisk... "Odtwarzanie" i nagle w namiocie
zahucza�o, tatek zacz�� si� z�o�ci�, burkn��, �e przesadzam,
ale mama nagle roze�mia�a si� na ca�e gard�o, tak nas
zaskoczy�a, �e obaj zamarli�my, a mama po�askota�a mnie,
oczywi�cie szarpn��em si�, kopn��em w co� mi�kkiego, tatek
j�kn��. Mama za�mia�a si� jeszcze mocniej, ja te�
zachichota�em, tatek wyburcza� co�. Potem nazwa� nas
dwuosobow� band� wariat�w i... tego... do��czy� do rechot�w.
I dopiero potem uda�o nam si� zasn��. B�d� na razie ko�czy�,
bo ju� tyle si� ponagrywa�em - ptaki, potok, mama...
Chcia�em nagra� te� tatka, ale za skarby si� nie da� - kiedy
napiera�em, u�miecha� si� i milcza�, kiedy chcia�em z
zaskoczenia - m�wi� obcym dudni�cym g�osem. Szkoda, m�g�bym
za jaki� czas, na przyk�ad w zimie sobie puszcza� tak�
letni� rodzinn� kaset�. Powiedzia�em to mamie, przytuli�a
mnie i nagle poczu�em, �e p�acze, ale kiedy si� oderwa�em,
pomacha�a r�kami i krzykn�a: " Mam czkawk�, Bo�e,
najmocniejsz�, jak� kiedykolwiek mia�am!" i rzeczywi�cie
czka�a d�ug� chwil�. Przyznam, �e mnie nabra�a, dopiero
potem zrozumia�em - maskowa�a p�acz czkaniem. G�upek ze mnie
m�wi� mamie o wspomnieniach z kasety, kiedy wiadomo, �e
tatek nie zostanie z nami na zawsze, jeszcze nie teraz.
Niestety... No, ko�cz�, akumulatory mi siadaj� - b�yska
takie �wiate�ko. Akumulatory s� podobno najlepsze, ruskie.
Przypomnia�em sobie, �e kiedy� s�ysza�em w tramwaju, �e
ruscy maj� najlepsze baterie, bo mieli kup� surowc�w, nie
oszcz�dzali, by�o ich, tych ruskich, bardzo du�o, a jak
przysz�a susza i wymarli, to si�� rzeczy zosta�o ich
potomkom strasznie du�o niez�ych produkt�w, na ma�� liczb�
ludzi. Dlatego mog� wci�� eksportowa� i ��da�... O, drugie
�wiate�ko, ko�cz�...
�roda, 3 pa�dziernika. R�wno tydzie� temu przyjecha� tatek.
Wszystko jest inaczej - mama, ciotka i ja te�. Postanowi�em
jednak pisa�, a nie nagrywa�, szkoda sprz�tu. Nikt nie ma
takiego magne jak ja. Powiedzia�em to pani Leufer, pokiwa�a
g�ow� i powiedzia�a:
- I nie wiadomo, czy kiedykolwiek b�dzie...
Przerwa�a i zacisn�a usta. Popatrzy�a na mnie dziwnie.
- Naprawd� fajny, Ruf. Id� ju�.
Ciotka Carmen odwiedzi�a nas w poniedzia�ek.
Wpad�a - jak to ona - jak bomba, uca�owa�a mam� i mnie.
- Spodziewali�cie si�? Co? Raczej nie, przyznajcie. -
Poda�a mamie pud�o z ciastkami. Poci�gn��em nosem, czy aby
nie ciasteczka z p�atk�w owsianych. By�y te�, i dwa inne
rodzaje. Usiad�em z kuzynkami na werandzie, ale wyj�tkowo
dzisiaj nic nam si� nie klei�o - one by�y jakie� z�e, nic, co
zaproponowa�em im si� nie podoba�o, skuba�y ciasteczka i co
jaki� czas zerka�y przez okno do salonu, jakby chcia�y
wywo�a� swoj� matk� i wraca� do domu. Pewnie nawet tak
by�o, po godzinie Michelle popatrzy�a znacz�co na Edn� i
wsta�a, obie pomaszerowa�y do salonu i przypomnia�y swojej
mamie, �e maj� dzisiaj jeszcze odwiedzi� doktor Keiseman.
Carmen westchn�a i pokr�ci�a g�ow�, ale bez s�owa wsta�a i
po�egna�a si�. Bli�niaczki dygn�y i wybieg�y, za nimi
ciotka. Ciasteczka zosta�y. Ale zosta� te� jaki� specjalny
humor, jakby ciotka zabra�a ten dobry, chocia� mo�e go i
nie by�o. By�y tylko ciasteczka.
Wr�ci�em do salonu. Tatek sta� przed telewizorem, patrzy�
na przyciski, jakby je widzia� pierwszy raz w �yciu. Mama
mia�a spojrzenie takie trzy pszystanki do przodu. Kto�
musia� si� odezwa�, i na swoje nieszcz�cie zrobi�em to ja.
- Tatek...
- Cholera jasna, prosi�em ci�! - wrzasn�� nagle
odwracaj�c si� gwa�townie od ekranu. Wyci�gn�� r�k� i
szarpn�� mnie do siebie, uderzy�em nosem o jego r�k�, �zy
nap�yn�y mi do oczu. - Czy tak trudno zapami�ta�, �e nie
znosz�...
- Charles? - Mama podskoczy�a do nas i wczepi�a si� w
jego r�k�. Kiedy szarpn�a j� i oderwa�a, oberwa�em drugi
raz. Odskoczy�em od nich i rozbecza�em si�. - Nie masz
prawa...
- Nie znosz� takich �ydowskich odzywek! - rykn�� tatek. -
Diabli-diabli-diabli! Czy o tak wiele prosz�? Tate�e,
mame�e - wykrzywi� si� i zacz�� macha� r�kami. - Robi� to i
tamto, m�cz� si�, cholera, nie dla mnie, bo mnie to ju�
bokiem wychodzi, wi�c mo�e m�g�bym jako� po ludzku...
- Zamilcz! - powiedzia�a mama. To nie by� jej g�os,
nawet tat... Charlie to poczu�. Pos�usznie zamilk�. Mama
sta�a przed nim, ni�sza, ale g�rowa�a nad nim. Mia�a swoje
ma�e d�onie zaci�ni�te w pi�stki i na pewno uderzy�aby. -
To �adna �ydowska odzywka, Ruf tak od zawsze m�wi�, przecie�
pami�tasz, tak samo jak m�wi� "kord�a", "lewizor" czy
"indyfikator". A gdyby nawet - nie wolno ci podnosi� na
niego g�osu. Zabraniam! - Znowu u�y�a tego swojego
nieswojego kamiennego g�osu. - Rozumiesz? - Odczeka�a
chwil� i cho� on nic nie powiedzia�, tylko sta� i patrzy� na
ni�, skin�a g�ow� i odwr�ci�a si�. - P�jdziesz do siebie,
kochanie? - Zrobi�a krok i przytuli�a mnie do siebie. -
Tatu� jest zm�czony, na pewno nie chcia� ci� skrzywdzi�, ale
tego wieczora nie b�dzie ci tu mi�o, id� spa�.
Skin��em g�ow�, nie popatrzy�em na tatka, tylko od razu
poszed�em na g�r�. Teraz, kiedy to spisuj�, wpad�em na
pomys�. B�d� pisa� "Tatek", kiedy b�d� mia� na my�li Tatka
sprzed lat, kiedy mu to nie przeszkadza�o, i b�d� u�ywa�
"tatek", kiedy b�d� chcia� opisa� dzisiejszego ojca. Wi�c
tak: tatek, kiedy wchodzi�em do g�ry, powiedzia� "Dobranoc,
Ruf", ale hardo nie odpowiedzia�em. My�la�em, �e mama
zwr�ci mi uwag�, ale nie. Widocznie by�a bardzo z�a na
tatka. Ja te�. Na tyle, �e jak zobaczy�em magnetofon, to
przez chwil� chcia�em go odda�, ale potem zrezygnowa�em.
Nie dlatego, �e zrobi�o mi si� �al. Dlatego, �e, w ko�cu,
nic a� tak szczeg�lnego si� nie sta�o, w ko�cu nie jeste�my
z tatkiem zgrani, i gdybym mu nagle honorowo odda� prezent,
nast�pi�aby ekskal... eskalacja ca�ego tego zamieszania. W
ko�cu, czyta�em to w lekturach szkolnych, kiedy�, kiedy
�wiat by� nieco inny, z kompletem rodzic�w w ka�dym domu,
dzieci cz�sto obrywa�y od swoich "starych" i by�y na r�ne
sposoby karane. Kiedy wpadali w furi�... A! Furia!? Co to
jest? O czym m�wi�a ciotka Carmen? Przeczyta�em dok�adnie
poprzednie zapiski, zamy�li�em si� nad pisowni� tego s�owa -
napisa�em z du�ej litery, dlaczego? I to kilka razy. Musia�a
ciotka tak akcentowa� to s�owo, nie poprawi�em pisowni. Ale
obieca�em sobie, �e spr�buj� to wyja�ni�. Najlepiej by�oby
popracowa� na szkolnym komputerze, ale jest u�ywany
sporadycznie, tylko przy wa�nych okazjach, nawet nie wiem,
jak si� go obs�uguje, wiem tylko, �e kiedy� sta�y takie w
ka�dym domu i mo�na by�o na nich gra�, liczy�, pisa� ksi��ki
i muzyk� i jeszcze ca�� mas� �wietnych rzeczy. Po suszy
zosta�y zabrane i poniewa� nie mo�emy teraz ich produkowa�
ani nawet za bardzo naprawia�, stoj� w sk�adach i s�u��
tylko wymianie, je�li kt�ry� z tych pracuj�cych si� zepsuje.
Z tego, co wiem, to w naszym mie�cie s� trzy: w merostwie, w
szkole i szpitalu. S� po��czone w sie�, jeden wysiada - dwa
pozosta�e pami�taj�, co mia�y pami�ta�, zamienia si� ten
zepsuty i ju�.
O rany, jak mnie r�ka boli, ledwo pisz�. Jakbym mia�
komputer, cho-cho! To by by�o! Musz� tatka zapyta�, czy na
jego holowniku jest komputer. Na pewno, na pewno. Ko�cze.
Na jutro mam si� nauczy� wiersza. Nie lubi� takich
zada�, spr�buj� u�atwi� sobie robot� - nagram wiersz i po
prostu b�d� p�niej powtarza� razem z ta�m�. Hghm! Tak... No
wi�c... "Sp�owia�e ��ki zamar�y w szaro�ci, ziele�..." Co
tam, eee... "Las ziele� straci�... Las ziele� straci�
na..." O, Holly przyjecha� i dzwoni. HO-LLY-Y! Ju� schodz�...
Przes�ucha�em ta�m�. Matko, co ja zrobi�em...
Porycza�em si� jak dzidziu�, smarkam ca�y czas. Siedz� w
altanie pani Leufer i tak szybko do domu nie p�jd�. Ale po
kolei - zostawi�em magnetofon w salonie na oknie jak
pobieg�em do Holly'ego. �e�my sobie poje�dzili po mie�cie,
byli�my w parku i... Niewa�ne. Wr�ci�em i przypomia�em
sobie o magnetofonie, dosta�em pietra, �e si� wy�adowa�, ale
dopiero pierwsza leda zacz�a mruga�, chwyci�em go i
pogna�em do g�ry. Jeszcze nic nie wiedzia�em, my�la�em, �e
nagra�a si� cisza, bo w ko�cu nikogo w domu nie by�o, ale
kiedy przewija�em kaset�, nie wiem dlaczego, sprawdzi�em i
okaza�o si�, �e tatek by� w domu. Ja - g�upi - ucieszy�em
si�, �e go pods�ucham. Przewin��em do pocz�tku i
przes�ucha�em. Najpierw oczywi�cie by�em ja i pocz�tek
wiersza, potem kilkana�cie minut ciszy, tak jak si�
spodziewa�em. A potem trzasn�y drzwi i us�ysza�em
pogwizdywanie tatka. Zachichota�em sobie, my�l�: "Zapytam
potem: - A kto wyjad� sa�atk�? Tatek zrobi g�upi� min�, a
ja: - Ty, bo s�ysza�em. I puszcz� mu, jak otwiera� lod�wk�".
Rzeczywi�cie - szcz�kn�y drzwiczki, tatek brz�kn�� czym�,
siorbn��. A lod�wka ca�y czas otwarta, potem mama b�dzie si�
dziwi�a, �e znowu trzeba wymienia� butl�. Tatek chrumka� i
mlaska�. Potem zamkn�� lod�wk� i wtedy otworzy�y si� drzwi,
pomy�la�em, �e wr�ci�a mama, zdziwi�em si�. Jeszcze
bardziej si� zdumia�em, kiedy us�ysza�em g�os ciotki.
- Zdziwiony?
(Puszczam sobie po kawa�ku ta�m� i przepisuj�,
s�ucha�em ju� trzy razy, ale musi by� wszystko dok�adnie,
ju� wszystko obmy�li�em. Ta kaseta b�dzie komu� potrzebna,
wi�c robi� stenograf).
- A nie powinienem?
- Nie. Nie zgrywaj si�. Musia�e� czu�, wiedzie�.
- Rzeczywi�cie, feromony fruwaj� g�sto.
- A �eby� wiedzia�!
Ciotka m�wi zupe�nie nie jak ona - jako� hardo,
wyzywaj�co, jakby chcia�a do czego� sprowokowa� tatka. On
jest spokojny.
- Tak, wiem. Nie jeste� pierwsza...
- Pierwsza jest Dora!
- Poniek�d tak.
- Tylko poniek�d?
- Daj mi spok�j, nie czepiaj si� s��wek. Dora to co innego.
- Jasne, ��cz� was stosunki s�u�bowe?!
- C� za ci�ty kalambur!
- Trafny.
- Mo�e.
Stukot obcas�w ciotki, chyba tr�ci�a krzes�o, szurn�o
po pod�odze.
- Powiedz, co ci� ode mnie odstr�cza?
- Nic. Jeste� atrakcyjna, apetyczna. Masz wszystko, mo�e za
du�o pieprzu na j�zyku.
- No-o to-o?
- �adne "no-oo to-oo". Nie mam ochoty.
- A mo�e lekarze si� pomylili, mo�e jednak warto mnie
wci�gn�� na list� oczekuj�cych...
- Carmen, stajesz si� nudna. Zapomnia�em dopisa� do
listy twoich cech, �e nie znasz podstawowego znaku
przestankowego - kropki.
- Przesta� chrzani�. - Ciotka straci�a g�os,
zachrypia�a jakby co� wpad�o jej do gard�a. Znowu co�
szurn�o. - Naprawd� do niczego nie mo�e mi�dzy nami doj��?
S�ycha� kroki tatka, oddali�y si� od mikrofonu, potem
zbli�y�y, zrozumia�em, �e obszed� kanap� i usiad� w fotelu.
Westchn�� d�ugo, na cztery obroty szpulek w kasecie.
- Powiedzia�bym, �e si� poni�asz, �e stworzy�a�
niezr�czn� sytuacj�, ale wiem, �e to nie ma sensu. Nie my�l,
�e jeste� pierwsz�, kt�ra tak mnie traktuje. Nie wyobra�asz
sobie nawet, ile ju� razy to prze�ywa�em. Jak zdarta p�yta,
nie rajcuje mnie to tylko denerwuje.
- Gdyby� da� mi szans� podnie...
- Daj spok�j, m�wi�. N