4636
Szczegóły |
Tytuł |
4636 |
Rozszerzenie: |
PDF |
Jesteś autorem/wydawcą tego dokumentu/książki i zauważyłeś że ktoś wgrał ją bez Twojej zgody? Nie życzysz sobie, aby podgląd był dostępny w naszym serwisie? Napisz na adres
[email protected] a my odpowiemy na skargę i usuniemy zabroniony dokument w ciągu 24 godzin.
4636 PDF - Pobierz:
Pobierz PDF
Zobacz podgląd pliku o nazwie 4636 PDF poniżej lub pobierz go na swoje urządzenie za darmo bez rejestracji. Możesz również pozostać na naszej stronie i czytać dokument online bez limitów.
4636 - podejrzyj 20 pierwszych stron:
Dean R. Koontz
Zwierciad�o Zbrodni
Mr Murder
Przek�ad Jan Kabat
Wydanie oryginalne: 1993
Wydanie polskie: 1995
Cz�� pierwsza
�wi�ty Miko�aj i jego z�y brat bli�niak
Dziwna i szara zima tego roku.
Mokry wiatr powiew Zag�ady niesie,
poranne niebiosa ju� ton� w mroku,
sun�c kocim krokiem do p�nocy.
KSI�GA WSZELKICH SMUTK�W
�ycie jest bezlitosn� komedi�. Na tym w�a�nie polega jego tragizm.
JEDEN MARTWY BISKUP, MARTIN STILLWATER
Ksi�ga pierwsza
1
Pragn�...
Przechylaj�c si� do ty�u w wygodnym sk�rzanym fotelu biurowym, hu�taj�c si� �agodnie, trzymaj�c w prawej d�oni ma�y magnetofon kasetowy i dyktuj�c list do swego wydawcy w Nowym Jorku, Martin Stillwater u�wiadomi� sobie nagle, �e powtarza sennym szeptem to jedno s�owo.
...pragn�... pragn�... pragn�...
Zmarszczy� brwi i wy��czy� kaset�.
Jego my�li przypomina�y rozp�dzony poci�g, kt�ry zjecha� ze stukotem k� na bocznic� i wreszcie przystan��. Nie m�g� sobie przypomnie�, co mia� zamiar powiedzie�.
Czego pragn��?
Wielki dom nie by� po prostu cichy, zdawa� si� martwy. Paige zabra�a dzieciaki na lunch i sobotni poranek w kinie.
Ale owa cisza, nie ska�ona dzieci�cymi g�osami, nie by�a jedynie pewnym okre�lonym stanem. Mia�a swoj� w�asn� substancj�. Wyczuwa�o si� j� w powietrzu.
Przy�o�y� r�k� do karku. Jego d�o� by�a ch�odna i wilgotna. Wstrz�sn�� nim dreszcz.
Za oknami jesienny dzie� by� tak cichy jak wn�trze domu, jakby ewakuowano wszystkich mieszka�c�w po�udniowej Kalifornii. Szerokie okiennice przy jedynym z okien gabinetu na pierwszym pi�trze by�y uchylone. S�oneczny blask prze�lizgiwa� si� uko�nie mi�dzy nachylonymi pod k�tem listwami, znacz�c sof� i dywan w�skimi, czerwono-z�otymi paskami, po�yskuj�cymi jak futro lisa; najbli�sza jasna wst��ka opasywa�a naro�nik biurka w kszta�cie podkowy.
Pragn�...
Instynkt mu podpowiedzia�, �e zaledwie przed chwil� wydarzy�o si� co� wa�nego, co� niewidocznego go�ym okiem, co dostrzeg� tylko pod�wiadomie.
Obr�ci� si� na krze�le i rozejrza� po pokoju. Opr�cz pasemek miedzianego blasku s�onecznego, przeplatanego cieniami rzucanymi przez listwy �aluzji, jedyne �wiat�o p�yn�o z ma�ej lampki na biurku, kt�rej klosz zrobiono z r�nokolorowego szk�a. By� sam.
By� mo�e cisza wydawa�a si� nienaturalnie g��boka tylko dlatego, �e zwykle w domu by�o gwarno i ha�a�liwie, zw�aszcza teraz, kiedy zacz�y si� przed�wi�teczne ferie. T�skni� za dzieciakami. �a�owa�, �e nie poszed� z nimi do kina.
Pragn�...
W tym jednym s�owie brzmia�o niezwyk�e napi�cie i t�sknota.
Teraz ogarn�o go z�owr�bne przeczucie, przejmuj�ca �wiadomo�� nadchodz�cego niebezpiecze�stwa. Ostrzegawczy l�k, kt�ry prze�ywali bohaterowie jego powie�ci, i kt�ry zawsze stara� si� opisa� bez uciekania si� do wy�wiechtanych frazes�w.
Tak naprawd� nie do�wiadczy� niczego podobnego ju� od lat, od czasu, gdy Charlotte by�a powa�nie chora i doktor podejrzewa� raka. Przez ca�y ten dzie� w szpitalu, gdy jego ma�� dziewczynk� wo�ono na w�zku z jednego laboratorium do drugiego, przez bezsenn� noc, a potem przez te wszystkie dni poprzedzaj�ce chwil�, gdy lekarze odwa�yli si� postawi� diagnoz�, Marty czu� si� tak, jakby prze�ladowa� go z�o�liwy duch, kt�rego obecno�� odbiera�a tlen, utrudniaj�c oddychanie, poruszanie si�, nadziej�. Jak si� okaza�o, jego c�rce nie zagra�a�o nadnaturalne z�o czy �miertelna choroba. Problem sprowadza� si� do ca�kowicie uleczalnego schorzenia krwi. W ci�gu trzech miesi�cy Charlotte wyzdrowia�a.
Ale on wci�� pami�ta� tamten l�k.
Zn�w tkwi� w jego lodowatym u�cisku, cho� nie wiedzia� dlaczego. Charlotte i Emily by�y zdrowymi, towarzyskimi dzieciakami. On i Paige byli ze sob� szcz�liwi, absurdalnie szcz�liwi, je�li wzi�� pod uwag� to, ile ma��e�stw znajomych trzydziestokilkulatk�w by�o rozwiedzionych, �y�o w separacji, czy te� oszukiwa�o si� nawzajem. Pod wzgl�dem finansowym byli zabezpieczeni ponad naj�mielsze oczekiwania.
A jednak Marty wiedzia�, �e dzieje si� co� z�ego.
Od�o�y� magnetofon, podszed� do okna i pchn�� okiennice. Bezlistny platan rzuca� ostre, wyd�u�one cienie na niedu�e, boczne podw�rko. Za powyginanymi konarami drzewa widnia�y blado��te, tynkowane �ciany s�siedniego domu, kt�re zdawa�y si� poch�ania� s�oneczny blask; z�ote i brunatne refleksy malowa�y szyby w oknach; miejsce by�o ciche, pozornie spokojne.
Po prawej stronie widzia� fragment ulicy. Domy naprzeciwko, w stylu �r�dziemnomorskim, by�y otynkowanymi budynkami o dachach z glinianych p�ytek, z�oconymi teraz przez popo�udniowe s�o�ce i ozdobionymi cieniem rzucanym przez li�cie kr�lewskich palm. Ta spokojna, urozmaicona i starannie zagospodarowana okolica, a w�a�ciwie ca�e miasteczko Mission Viejo, wydawa�a si� spokojn� przystani�, woln� od chaosu, kt�ry rz�dzi� reszt� �wiata.
Zamkn�� okiennice, zagradzaj�c dost�p s�o�cu.
Niebezpiecze�stwo istnia�o tylko w jego umy�le i by�o owocem tej samej �ywej wyobra�ni, kt�ra uczyni�a go poczytnym autorem krymina��w.
Jednak jego serce bi�o szybciej.
Marty wyszed� z gabinetu na korytarz pierwszego pi�tra. Doszed� do szczytu schod�w. Sta� nieruchomo jak s�upek balustrady, na kt�rym teraz opiera� d�o�.
Nie bardzo wiedzia�, na co czeka. Ciche skrzypienie drzwi? Skradaj�ce si� kroki? Ukradkowe szelesty, trzaski i przyt�umione stuki?
Stopniowo, gdy nie us�ysza� niczego podejrzanego, a oszala�e serce uspokoi�o si� nieco, poczucie nadchodz�cej katastrofy zacz�o s�abn��. Niepok�j przerodzi� si� w zwyczajn� niepewno��.
� Kto tam? � spyta� tylko po to, by zak��ci� cisz�.
D�wi�k jego g�osu rozproszy� z�owieszczy nastr�j. Pusty dom. �adnej tajemniczej z�o�liwej si�y.
Wr�ci� do gabinetu, kt�ry znajdowa� si� przy ko�cu korytarza, i usadowi� si� w sk�rzanym fotelu za biurkiem. W p�mroku pokoju cztery k�ty zdawa�y si� cofa� bardziej, ni� pozwala�y na to �ciany � jak we �nie.
Poniewa� g��wnym motywem na kloszu lampy by�y owoce, ochronna szyba na biurku odbija�a �wietliste owale i kr��ki czerwieni, br�zu, zieleni, ��ci i b��kitu. Cz�ci metalowe i plastikowe magnetofonu odbija�y tak�e jasn� mozaik� klosza, po�yskuj�c jak ozdobione klejnotami. Si�gaj�c po magnetofon Marty zauwa�y�, �e jego d�o� pokrywa grudkowata, opalizuj�ca i wielobarwna sk�ra egzotycznej jaszczurki.
Zawaha� si�, obserwuj�c fa�szywe �uski na swojej d�oni i widmowe klejnoty na obudowie magnetofonu. Prawdziwe �ycie przeplata�o si� z u�ud�, jak w ka�dej wymy�lonej opowie�ci.
Cofn�� ta�m�, trwa�o to sekund� lub dwie, szukaj�c kilku ostatnich s��w nie doko�czonego listu do wydawcy. Cienki, �wiszcz�co-skrzecz�cy odg�os przewijanej ta�my brzmia� jak j�zyk male�kiej istoty z kosmosu.
Kiedy nacisn�� odtwarzanie, stwierdzi�, �e nie przewin�� ta�my dostatecznie daleko:...pragn�... pragn�... pragn�...
Marszcz�c brwi, zn�w zacz�� cofa� ta�m�, tym razem dwukrotnie d�u�ej.
Lecz zn�w:...pragn�... pragn�...
Przewijanie. Dwie sekundy. Pi��. Dziesi��. Stop. Odtwarzanie.
...pragn�... pragn�... pragn�...
Po dw�ch kolejnych pr�bach znalaz� koniec listu:...tak wi�c b�d� m�g� przes�a� panu ostateczn� wersj� ksi��ki mniej wi�cej za miesi�c. S�dz�, �e powie�� ta... �e powie�� ta... eee... �e ta...
W tym miejscu g�os zamar�. Magnetofon zarejestrowa� tylko cisz� i �wist jego oddechu.
Marty pochyli� si� do przodu pe�en napi�cia.
...pragn�... pragn�...
Spojrza� na zegarek. Nieca�e sze�� minut po czwartej.
Pocz�tkowo to senne mamrotanie brzmia�o tak samo jak w�wczas, gdy u�wiadomi� je sobie po raz pierwszy, i przez chwil� s�ysza� cichy refren, kt�ry przypomina� fragment niesko�czonej, monotonnej litanii. Jednak po jakich� trzydziestu sekundach jego g�os na ta�mie zmieni� si�, pojawi� si� w nim ostry ton zniecierpliwienia, potem nuta t�sknoty, wreszcie gniewu.
...PRAGN�... PRAGN�... PRAGN�...
W s�owie tym kipia�o g��bokie niezadowolenie.
Ten Marty Stillwater na ta�mie, kt�ry r�wnie dobrze m�g� by� kim� absolutnie nie znanym dla s�uchaj�cego Marty�ego Stillwatera, zdawa� si� odczuwa� emocjonalny b�l, wywo�any pragnieniem czego�, czego nie m�g� ani opisa�, ani nawet sobie wyobrazi�.
Zahipnotyzowany, wpatrywa� si� ponuro w bia�e szpule magnetofonu kasetowego, obracaj�ce si� nieub�aganie za plastikowym okienkiem.
W ko�cu g�os zamilk�, nagranie si� sko�czy�o i Marty zn�w sprawdzi� godzin�. Ponad dwana�cie po czwartej.
Pocz�tkowo s�dzi�, �e wszystko to trwa�o tylko kilka sekund, �e pogr��y� si� w kr�tkotrwa�ej fantazji. Tak naprawd�, siedzia� z magnetofonem w zaci�ni�tej d�oni, zapominaj�c o li�cie do wydawcy i powtarzaj�c to jedno s�owo przez siedem minut, a nawet d�u�ej.
Siedem minut, na lito�� bosk�.
I niczego nie pami�ta�. Jak w transie.
Teraz zatrzyma� ta�m�. R�ce mu dr�a�y. Z trudem po�o�y� magnetofon na szklanej szybie biurka.
Rozejrza� si� po gabinecie, w kt�rym sp�dzi� tyle samotnych godzin, wymy�laj�c i rozwi�zuj�c kryminalne intrygi swych powie�ci, i w kt�rym poddawa� niezliczone postaci ci�kim pr�bom i zmusza� je, by sprosta�y wyzwaniu i stawi�y czo�o �miertelnemu niebezpiecze�stwu. Ten pok�j by� tak znajomy: p�ki zawalone ksi��kami, z tuzin oryginalnych obraz�w, kt�re zdobi�y obwoluty jego powie�ci, kanapa, kt�r� kupi� z my�l� o leniwych sesjach pisarskich, ale na kt�rej nigdy nie mia� czasu ani ochoty le�e�, komputer.
Ale nagle pok�j sta� si� obcy, bo zosta� ska�ony osobliwo�ci� tego, co sta�o si� par� minut wcze�niej.
Wytar� wilgotne d�onie o d�insy.
Strach, kt�ry opu�ci� go na chwil�, zn�w powr�ci�, jak tajemniczy kruk z wiersza Poego, kt�ry na dobre usadowi� si� przy drzwiach komnaty.
Wcze�niej, gdy ockn�� si� z transu, u�wiadamiaj�c sobie niejasne zagro�enie, spodziewa� si�, �e niebezpiecze�stwo czai si� na zewn�trz, na ulicy, lub pod postaci� w�amywacza buszuj�cego w pokojach na parterze. Ale to by�o co� gorszego. To tkwi�o w nim samym.
2
G��boka, cicha, bezwietrzna noc.
W dole zbite k��by chmur srebrz� si� odbitym blaskiem ksi�yca i przez chwil� cie� samolotu faluje po mglistym morzu.
Maszyna, kt�r� leci z Bostonu zab�jca, l�duje bez op�nienia w Kansas City, Missouri. M�czyzna natychmiast udaje si� po sw�j baga�. Ruch towarzysz�cy �wi�tu Dzi�kczynienia zacznie si� dopiero jutro, wi�c na lotnisku panuje spok�j. Jego dwie walizki, z kt�rych jedna kryje pistolet P7, produkcji heckler & koch, odkr�cany t�umik i magazynki za�adowane amunicj� 9-mm jako pierwsze zje�d�aj� z ta�my.
Przy kontuarze agencji wypo�yczaj�cej samochody dowiaduje si�, �e z jego rezerwacj� nie ma �adnych problem�w. Dostanie do dyspozycji du�ego sedana marki Ford, o kt�rego prosi�. Nie b�dzie musia� zadowoli� si� wozem klasy kompact.
Karta kredytowa na nazwisko Johna Larringtona nie budzi �adnych zastrze�e�, cho� zab�jca wcale nie nazywa si� John Larrington.
Po uruchomieniu silnika przekonuje si�, �e w�z l�ni czysto�ci� i prowadzi si� go bardzo dobrze. Ogrzewanie dzia�a naprawd�.
Wszystko wydaje si� i�� po jego my�li.
Po przejechaniu kilku mil melduje si� w mi�ym, do�� skromnym czterokondygnacyjnym motelu, gdzie rudow�osy recepcjonista m�wi mu, �e mo�e zam�wi� sobie darmowe �niadanie � herbatniki, sok i kaw�, kt�re obs�uga dostarczy rano, je�li tylko wyrazi takie �yczenie. Jego karta Visy na nazwisko Thomasa E. Jukovica nie budzi zastrze�e�, cho� wcale nie nazywa si� Thomas E. Jukovic.
Pod�og� pokoju przykrywa wyp�owia�y pomara�czowy dywan, a �ciany niebieska tapeta w paski. Materac jest jednak twardy, a r�czniki puszyste.
Walizk� z automatycznym pistoletem i amunicj� zostawi� w baga�niku, gdzie nie b�dzie stanowi�a pokusy dla ciekawskich pracownik�w motelu.
Przez chwil� zostaje w pokoju. Przygl�da si� miastu. Potem schodzi do restauracji na kolacj�. Ma sze�� st�p wzrostu, wa�y sto osiemdziesi�t funt�w, ale je z apetytem charakterystycznym dla o wiele wi�kszego m�czyzny. Czarka zupy jarzynowej z grzank� czosnkow�. Dwa cheeseburgery, frytki. Kawa�ek jab�ecznika z lodami waniliowymi. Sze�� fili�anek kawy.
Zawsze ma du�y apetyt. Czasami jest wr�cz �ar�oczny; niekiedy jego g��d wydaje si� nienasycony.
Kiedy on je, dwa razy zatrzymuje si� przy nim kelnerka, �eby spyta�, czy kolacja jest dobra i czy czego� nie potrzebuje. Jest nie tylko uprzejma, jest r�wnie� uwodzicielska.
Wygl�da ca�kiem atrakcyjnie, nie mo�e si� jednak r�wna� z gwiazdami filmowymi. Jednak kobiety flirtuj� z nim cz�ciej ni� z innymi m�czyznami � przystojniejszymi i lepiej ubranymi ni� on. Jego ubranie � buty Rockporta, spodnie w kolorze khaki, ciemnozielony p�golf, tani zegarek � nie odznacza si� niczym szczeg�lnym i jest nie do zapami�tania. O to w�a�nie chodzi. Nie ma �adnego powodu, by kelnerka wzi�a go za cz�owieka maj�tnego. A jednak zn�w jest przy nim i u�miecha si� kokieteryjnie.
Pewnego razu, w koktailbarze w Miami, pewna blondynka o oczach w kolorze whiskey, kt�r� tam poderwa�, powiedzia�a mu, �e otacza go intryguj�ca aura.
�r�d�em jego nieodpartego magnetyzmu � stwierdzi�a � jest jego milczenie i kamienny wyraz twarzy. Jeste� � upiera�a si� figlarnie � wcieleniem silnego, milcz�cego faceta. Cholera, gdyby� wyst�powa� w jednym filmie z Clintem Eastwoodem i Stallone�em, w og�le nie by�oby w nim dialogu!
P�niej zat�uk� j� na �mier�.
Nie powiedzia�a i nie zrobi�a nic, co mog�oby go rozz�o�ci�. A seks, jaki z ni� uprawia�, by� zadowalaj�cy.
Ale przyjecha� na Floryd�, by rozwali� m�zg pewnemu cz�owiekowi o nazwisku Parker Abbotson, i martwi� si�, �e ta kobieta mo�e co� p�niej skojarzy�. Nie chcia�, by przekaza�a policji jego rysopis.
Gdy si� z ni� upora�, poszed� do kina na najnowszy film Spielberga, a potem na komedi� ze Steve�em Martinem.
Lubi kino. Filmy, obok pracy, s� jedyn� tre�ci� jego �ycia. Jakby jego prawdziwym domem by�y sale kinowe w r�nych miastach, jednak tak do siebie podobne, �e w�a�ciwie zawsze mog�yby uchodzi� za t� sam� ciemn� widowni�.
Teraz udaje, �e jest nie�wiadomy zainteresowania kelnerki. Jest do�� �adna, ale nie odwa�y�by si� jej zabi�. By�oby to zbyt ryzykowne. Musi znale�� tu jak�� kobiet�, z kt�r� nic go nie ��czy.
Daje dok�adnie pi�tnastoprocentowy napiwek, poniewa� tak samo sk�pstwo, jak i rozrzutno�� �atwo zapami�ta�.
Wraca do pokoju, sk�d zabiera sk�rzan� kurtk� z we�nian� podpink�, odpowiedni� na p�ny listopadowy wiecz�r, wsiada do wypo�yczonego forda i obje�d�a okoliczne centrum handlowe, zataczaj�c coraz szersze kr�gi. Szuka lokalu, w kt�rym b�dzie mia� szans� znale�� odpowiedni� kobiet�.
3
Tata by� niepodobny do taty.
Mia� niebieskie oczy taty, ciemnokasztanowe w�osy taty, zbyt du�e uszy taty, piegowaty nos taty; by� lustrzanym odbiciem Martina Stillwatera, kt�rego zdj�cie widnia�o na obwolutach jego ksi��ek. M�wi� jak tata, gdy Charlotte i Emily wr�ci�y z matk� do domu i zasta�y go w kuchni, pij�cego kaw�, bo powiedzia�: �Nie udawajcie, �e po kinie posz�y�cie po zakupy. Kaza�em was �ledzi� prywatnemu detektywowi. Wiem, �e by�y�cie w jaskini gry w Gardena, hazarduj�c si� i pal�c cygara�. Sta�, siedzia� i m�wi� jak tata.
P�niej, gdy udali si� do Islands na obiad, nawet prowadzi� samoch�d jak tata. To znaczy za szybko, wed�ug mamy. Albo po prostu �z pewno�ci� i wpraw� mistrza kierownicy� � jak m�wi�.
Ale Charlotte wiedzia�a, �e dzieje si� co� z�ego, i to j� martwi�o.
Och, wiedzia�a, �e nie zosta� op�tany przez obcego, kt�ry wype�z� z wielkiego str�ka skrywaj�cego nasienie przywleczone z kosmosu, czy co� r�wnie niesamowitego. Nie r�ni� si� a� tak bardzo od taty, kt�rego zna�a i kocha�a.
Jednak si� r�ni�. Cho� zazwyczaj zrelaksowany i swobodny, teraz by� lekko spi�ty. Siedzia� sztywno, jakby mia� jajko na g�owie... albo jakby spodziewa� si�, �e w ka�dej chwili mo�e zosta� uderzony przez kogo� lub przez co�. Nie u�miecha� si� tak szybko i cz�sto zwykle, a kiedy si� jednak u�miecha�, to wygl�da�o, jakby udawa�.
Zanim wyjecha� ty�em z podjazdu, odwr�ci� si�, by sprawdzi�, czy Charlotte i Emily maj� zapi�te pasy, ale nie powiedzia�: �Rakieta Stillwater�w, lec�ca na Marsa, za chwil� wystartuje� albo �je�li zbyt gwa�townie wezm� zakr�t i b�dziecie musia�y wymiotowa�, prosz� zwr�ci� elegancko jedzenie do kieszeni kurtek, a nie na moj� tapicerk�, albo, je�li osi�gniemy odpowiedni� pr�dko��, by wr�ci� na czas do domu, to nie wykrzykujcie obelg pod adresem dinozaur�w�, czy innych rzeczy, kt�re zazwyczaj m�wi�.
Charlotte zauwa�y�a to wszystko i by�a zmartwiona.
Restauracja Islands serwowa�a dobre burgery, wspania�e frytki, kt�re mo�na by�o zam�wi� dobrze przysma�one, sa�atki i mi�kkie nale�niki. Kanapki i frytki podawano w koszyczkach, a ca�e to miejsce przypomina�o aur� Karaiby.
S�owo �aura� fascynowa�o Charlotte. Uwielbia�a jego brzmienie i wypowiada�a je przy ka�dej nadarzaj�cej si� okazji � cho� Emily, beznadziejny dzieciak, wci�� nie rozumia�a i m�wi�a: �Jaka Laura, nie widz� �adnej Laury�. Siedmiolatki s� okropne. Charlotte mia�a dziesi�� lat, �ci�lej m�wi�c, mia�a osi�gn�� ten wiek za sze�� tygodni, a Emily dopiero co sko�czy�a siedem w pa�dzierniku. Em by�a dobr� siostr�, ale naturalnie siedmiolatki s� takie... siedmioletnie.
W ka�dym razie aura by�a tropikalna: jasne kolory, bambusowy sufit, drewniane �aluzje, mn�stwo palm w doniczkach. Kelnerzy i kelnerki byli ubrani w szorty i jasne koszulki typu hawajskiego.
Miejsce to przywodzi�o jej na my�l muzyk� Jimma Buffeta, uwielbian� przez ich rodzic�w, ale kt�rej Charlotte w og�le nie rozumia�a. Przynajmniej aura by�a ch�odna, a frytki najlepsze.
Siedzieli w cz�ci dla niepal�cych, gdzie aura by�a jeszcze przyjemniejsza. Rodzice zam�wili Coron�, kt�r� podano w oszronionych kuflach. Charlotte wzi�a dla siebie col�, a Emily zam�wi�a piwo korzenne.
� Piwo korzenne jest drinkiem dla doros�ych � powiedzia�a Em. � Wskaza�a na col�, kt�r� pi�a Charlotte. � Kiedy wreszcie dasz sobie spok�j z napojami dla dzieci?
Em by�a przekonana, �e piwo korzenne mo�e by� r�wnie odurzaj�ce jak to prawdziwe. Czasem udawa�a, �e jest na rauszu po dw�ch szklankach, co by�o takie g�upie i irytuj�ce. Kiedy Em zaczyna�a ten sw�j pijacki spektakl z zataczaniem si� i czkaniem, a obcy odwracali si� na ulicy, �eby si� pogapi�, Charlotte wyja�nia�a, �e Em ma dopiero siedem lat. Ka�dy rozumia�. Czeg� mo�na si� spodziewa� po siedmiolatce? Ale i tak by�o to irytuj�ce.
Zanim kelnerka przynios�a obiad, mama i tata rozmawiali o jakich� znajomych, kt�rzy mieli si� rozwie��. Nudna rozmowa doros�ych. Em uk�ada�a frytki w stosy o dziwacznych kszta�tach, przypominaj�cych miniaturowe wersje nowoczesnych rze�b, jakie ogl�dali w muzeum zesz�ego lata. By�a poch�oni�ta swoim dzie�em.
Kiedy nikt przy stole na ni� nie patrzy�, Charlotte rozsun�a zamek b�yskawiczny najg��bszej kieszeni d�insowej kurtki, wyci�gn�a Freda i postawi�a go na stole.
Siedzia� nieruchomo pod swoj� skorup�, podwijaj�c kr�tkie, grube nogi. Bezg�owy, wielko�ci m�skiego zegarka na r�k�. W ko�cu ukaza� si� jego podobny do ptasiego dzioba ma�y nos. Ostro�nie w�szy� i po chwili wysun�� g�ow� z fortecy, kt�r� nosi� na swym grzbiecie. Ciemne, b�yszcz�ce oczy ��wia spogl�da�y na nowe otoczenie z wielkim zainteresowaniem i Charlotte przysz�o do g�owy, �e zwierzak musi by� zdumiony panuj�c� w tym miejscu aur�.
� Trzymaj si� blisko mnie, Fred, a poka�� ci miejsca, jakich nigdy nie widzia� �aden ��w � wyszepta�a.
Zerkn�a na rodzic�w. Byli tak zaj�ci sob�, �e nie zauwa�yli, kiedy wysun�a z kieszeni Freda. Teraz zas�ania� go koszyk z frytkami.
Opr�cz frytek Charlotte jad�a nale�niki z nadzieniem drobiowym, z kt�rych wyci�gn�a listek sa�aty. ��w pow�cha� go, po czym odwr�ci� z obrzydzeniem g�ow�. Spr�bowa�a z pokrojonym w plastry pomidorem. Jeste� niepowa�na? � zdawa� si� m�wi�, odtr�caj�c smako�yk.
Czasami Fred miewa� humory i sprawia� k�opoty. To by�a jej wina, jak przypuszcza�a, poniewa� go psu�a.
Nie s�dzi�a, by kurczak czy ser by� dla niego dobry, nie zamierza�a r�wnie� dawa� mu okruch�w tortilli, dop�ki nie zje swojej porcji jarzyn, skuba�a wi�c chrupi�ce frytki i rozgl�da�a si� po restauracji, jakby by�a zafascynowana innymi go��mi, ignoruj�c ma�ego, niegrzecznego gada. Odm�wi� zjedzenia sa�aty i pomidora tylko dlatego, �e chcia� j� rozz�o�ci�. Gdyby wiedzia�, �e nic j� to nie obchodzi, prawdopodobnie by zjad�. W przeliczeniu na ��wie lata Fred by� siedmiolatkiem.
Jej uwag� zwr�ci�a para metalowc�w w sk�rzanych kurtkach, dziwacznie uczesanych. Zagapi�a si� na nich, wi�c wystraszy� j� cichy pisk matki.
� Och � stwierdzi�a, gdy si� mama uspokoi�a � to tylko Fred.
Niewdzi�czny ��w. Charlotte mog�a go przecie� zostawi� w domu. Teraz spacerowa� po stole, okr��y� koszyk z frytkami i zmierza� do talerza mamy.
� Wyj�am go tylko po to, �eby da� mu je�� � powiedzia�a usprawiedliwiaj�co Charlotte.
Podnosz�c koszyk, tak by Charlotte mog�a zobaczy� ��wia, mama powiedzia�a:
� Kochanie, trzymanie go przez ca�y dzie� w kieszeni wcale nie jest dla niego dobre.
� Nie ca�y dzie�. � Charlotte z�apa�a ��wia i wsadzi�a go z powrotem do kieszeni. � Wzi�am go, kiedy, wyjechali�my na obiad.
Mama zmarszczy�a brwi.
� Jaki jeszcze �ywy inwentarz masz ze sob�?
� Tylko Freda.
� A co z Bobem? � spyta�a mama.
� Ach tak � stwierdzi�a Emily, wykrzywiaj�c si�. � Masz Boba w kieszeni? Nienawidz� Boba.
Bob by� �ukiem, wolno poruszaj�cym si� czarnym chrab�szczem, tak du�ym jak czubek kciuka taty, z bladoniebieskimi znakami na skorupie. Trzyma�a go w du�ym szklanym s�oju, ale czasami lubi�a go wyjmowa� i patrze�, jak pe�znie z mozo�em po blacie szafki kuchennej czy nawet po jej d�oni.
� Nigdy nie zabra�abym Boba do restauracji � zapewni�a Charlotte.
� Nie powinna� r�wnie� zabiera� Freda � powiedzia�a mama.
� Tak, szanowna pani � zgodzi�a si� Charlotte.
� To by�o g�upie � poinformowa�a j� Emily.
� Nie g�upsze ni� zabawa frytkami, jakby by�y klockami lego � zwr�ci�a si� do niej mama.
� Robi� sztuk�.
Emily zawsze robi�a sztuk�. Czasem by�a naprawd� niesamowita, nawet jak na siedmiolatk�. Picasso wcielony � nazywa� j� tata.
� Sztuk�, tak? Robisz sztuk� z jedzenia, wi�c co zamierzasz je��? Obraz?
� Mo�e � odpowiedzia�a Em. � Obraz z czekoladowego tortu.
Charlotte zasun�a suwak przy kieszeni, zamykaj�c Freda w wi�zieniu.
� Umyj r�ce, zanim zaczniesz je�� � nakaza� tata.
� Dlaczego? � spyta�a Charlotte.
� Czego przed chwil� dotyka�a�?
� Chodzi ci o Freda? Ale on jest czysty.
� Powiedzia�em, umyj r�ce.
Z�o�� w g�osie ojca przypomnia�a jej, �e nie jest on sob�. Rzadko przemawia� ostrym tonem do niej czy do Em. By�a zawsze pos�uszna. Ale nie ze strachu, �e sprawi jej lanie albo �e j� skrzyczy, tylko dlatego, �e nie chcia�a sprawia� mu zawodu, jemu czy mamie. Czu�a si� najwspanialej, gdy dostawa�a w szkole dobry stopie� albo gdy sz�o jej nie�le w czasie recitalu fortepianowego, a oni byli z niej dumni. I nie by�o dla niej nic gorszego w �wiecie ni� ich smutne, zawiedzione spojrzenie.
G�os ojca sprawi�, �e bezzw�ocznie uda�a si� do damskiej toalety, mrugaj�c przy ka�dym kroku z powodu �ez.
P�niej, gdy jechali do domu, a tata zacz�� zachowywa� si� jak rajdowiec, mama powiedzia�a:
� Marty, to nie jest wy�cig w Indianapolis.
� My�lisz, �e to szybka jazda? � spyta� tata, jakby si� dziwi�c. � Wcale nie jad� szybko.
� Nawet sam Batman nie potrafi�by rozp�dzi� swego wehiku�u do takiej pr�dko�ci.
� Mam trzydzie�ci trzy lata i nigdy nie mia�em wypadku. Czyste konto. �adnych mandat�w. Nigdy nie zosta�em zatrzymany przez policj�.
� Poniewa� nie mog� ci� dogoni�.
� Zgadza si�.
Charlotte i Emily u�miechn�y si� do siebie.
Jak daleko Charlotte si�ga�a pami�ci�, ich rodzice zawsze si� �artobliwie k��cili na ten temat. Cho� matka naprawd� chcia�a, by ojciec je�dzi� wolniej.
� Nigdy nie dosta�em nawet mandatu za z�e parkowanie � powiedzia� tata.
� No c�, oczywi�cie, nie jest �atwo dosta� mandat za z�e parkowanie, kiedy strza�ka szybko�ciomierza pada zawsze z wyczerpania.
Ich sprzeczki zawsze by�y pe�ne humoru. Ale teraz, nagle, w g�osie ojca zabrzmia�a z�o��.
� Na lito�� bosk�, Paige, jestem dobrym kierowc�, to jest bezpieczny samoch�d, wyda�em na niego wi�cej pieni�dzy ni� powinienem, w�a�nie dlatego, �e jest to jeden z najbezpieczniejszych woz�w, jakie poruszaj� si� po drogach, wi�c mo�e by� da�a spok�j?
� Pewnie. Przepraszam � powiedzia�a mama.
Charlotte spojrza�a na siostr�. Em mia�a oczy szeroko otwarte ze zdumienia.
Tata nie by� tat�. Dzia�o si� co� z�ego. Co� bardzo z�ego.
Przejechali zaledwie jedno skrzy�owanie, kiedy zwolni� i zerkn�� na mam�.
� Przepraszam...
� Nie, mia�e� racj�, za bardzo si� przejmuj� niekt�rymi rzeczami � powiedzia�a mama.
U�miechn�li si� do siebie. Wszystko by�o w porz�dku. Nie zamierzali si� rozwie�� jak ci ludzie, o kt�rych m�wili podczas obiadu. Charlotte nie mog�a sobie przypomnie�, by kiedykolwiek gniewali si� na siebie d�u�ej ni� kilka minut.
Jednak wci�� by�a zaniepokojona. Mo�e powinna sprawdzi� dom i podw�rze, na ty�ach gara�u. Zobaczy�, czy nie ma gdzie� gigantycznej skorupy po nasieniu z przestrzeni pozaziemskiej?
4
Niczym rekin, kr���cy wok� zimnych pr�d�w nocnego morza, zab�jca wci�� pod��a przed siebie.
Jest po raz pierwszy w Kansas City, ale zna jego ulice. Bezb��dne opanowanie planu miasta jest cz�ci� przygotowa� do ka�dego zadania, na wypadek, gdyby �ciga�a go policja.
Co ciekawe, nie pami�ta, by widzia� kiedykolwiek map�, i nie pojmuje, gdzie zdoby� te niezwykle szczeg�owe informacje. Ale nie lubi zastanawia� si� nad lukami w pami�ci, bo my�lenie o tym otwiera wrota czarnej otch�ani, kt�ra go przera�a.
Wi�c po prostu jedzie przed siebie.
Lubi prowadzi�. W�adza nad maszyn�, gotow� wykonywa� jego rozkazy, daje mu poczucie przewagi i si�y.
Ale chwilami, tak jak teraz, ruch samochodu i widok obcego miasta bez wzgl�du na to, jak dobrze zna rozk�ad ulic, sprawiaj�, �e czuje si� bezbronny, samotny, porzucony na pastw� fal. Serce zaczyna bi� mu szybciej. Jego d�onie staj� si� nagle tak wilgotne, �e ko�o kierownicy �lizga si� w palcach.
P�niej, kiedy zatrzymuje si� na �wiat�ach, patrzy na samoch�d na s�siednim pasie i dok�adnie widzi pasa�er�w. Rodzina. Prowadzi ojciec. Matka siedzi po stronie pasa�era, atrakcyjna kobieta. Z ty�u � mniej wi�cej dziesi�cioletni ch�opiec i sze�cio- czy siedmioletnia dziewczynka. Wracaj� do domu. Mo�e byli w kinie. Rozmawiaj�, �miej� si� � rodzice i dzieci � dziel�c si� chwil� szcz�cia.
Ten widok jest jak bezlitosny cios m�otem i z ust dobywa mu si� niezrozumia�y j�k udr�ki.
Zje�d�a, z ulicy, zatrzymuje si� na parkingu przy w�oskiej restauracji. Opada na fotel. Oddycha szybkimi, p�ytkimi haustami.
Pustka. Boi si� pustki.
A w�a�nie teraz jest w jej mocy.
Czuje si� jak kto� wydr��ony, zrobiony z najcie�szego szk�a, kruchy, odrobin� bardziej cielesny od ducha.
W takich chwilach rozpaczliwie potrzebuje lustra. Bo tylko odbicie w lustrze mo�e potwierdzi� jego istnienie.
Zielono-czerwony neon o wymy�lnym kszta�cie, wisz�cy nad restauracj�, o�wietla wn�trze forda. Ustawia lusterko wsteczne, �eby przyjrze� si� sobie � jego sk�ra ma trupi� barw�, a w oczach b�yskaj� zmieniaj�ce si� purpurowe kszta�ty, jakby w jego ciele p�on�� ogie�.
Dzi� wiecz�r spojrzenie w lustro nie wystarcza. Czuje si� coraz bardziej bezcielesny. By� mo�e za chwil� odetchnie po raz ostatni, wyrzucaj�c z siebie jedyny pozosta�y fragment swej cielesno�ci.
�zy zamazuj� mu ostro�� widzenia. Jest przybity samotno�ci� i dr�czony bezcelowo�ci� �ycia.
Krzy�uje ramiona na piersi, obejmuje samego siebie, pochyla si� do przodu i opiera czo�o o kierownic�. �ka jak ma�e dziecko.
Nie zna w�asnego imienia. Tak bardzo pragnie mie� w�asne imi�, kt�re nie b�dzie r�wnie fa�szywe jak karty kredytowe. Nie ma rodziny, przyjaci�, domu. Nie mo�e sobie przypomnie�, kto zleci� mu t� robot� i wszystkie poprzednie, i nie wie, dlaczego jego ofiara musi umrze�. Niewiarygodne, ale nie ma poj�cia, kto mu p�aci, nie pami�ta, sk�d wzi�� pieni�dze, kt�re ma w portfelu, nie wie, gdzie kupi� ubranie, kt�re nosi.
I nie wie nawet, kim jest. Nie pami�ta, by kiedykolwiek zajmowa� si� czym� innym ni� zabijaniem. Nie ma przekona� politycznych i religijnych, nie wyznaje �adnej filozofii. Gdy pr�buje zainteresowa� si� aktualnymi wydarzeniami, stwierdza natychmiast, �e nie potrafi zapami�ta� tego, o czym czyta w gazetach; nie mo�e si� nawet skupi� na wiadomo�ciach telewizyjnych. Jest inteligentny, jednak pozwala sobie lub kto� mu pozwala na przyjemno�ci jedynie fizycznej natury: jedzenie, seks, dzik� rozkosz zabijania. Rozleg�e obszary jego m�zgu s� wci�� nie zapisane.
Mija kilka minut.
�zy wysychaj�. Dreszcze stopniowo ust�puj�.
Wszystko b�dzie dobrze. Powr�ci spok�j i opanowanie.
Unosi si� z otch�ani rozpaczy z niewiarygodn� szybko�ci�. Zdumiewaj�ce, z jak� determinacj� pragnie wykona� ostatnie zlecenie, �yj�c jedynie cieniem �ycia. Czasem zdaje mu si�, �e dzia�a niczym zaprogramowana maszyna � bezmy�lna i pos�uszna.
Z drugiej strony, gdyby odebrano mu jego zadanie, c� innego m�g�by robi�? Cie� �ycia jest jego jedynym istnieniem.
5
Gdy dziewczynki by�y na g�rze i szykowa�y si� do spania, Marty chodzi� metodycznie od pokoju do pokoju na parterze, upewniaj�c si�, �e wszystkie drzwi i okna s� zamkni�te.
Zd��y� ju� obej�� po�ow� kondygnacji i w�a�nie sprawdza� zamkni�cie przy oknie nad zlewem, gdy u�wiadomi� sobie, co w�a�ciwie robi. Ka�dej nocy, przed p�j�ciem spa�, sprawdza� naturalnie drzwi frontowe i kuchenne, plus drzwi rozsuwane pomi�dzy salonem i patio, ale zwykle nie zawraca� sobie g�owy ogl�daniem konkretnego okna, chyba �e by�o otwierane w ci�gu dnia. Mimo to sprawdza� dalej, z sumienno�ci� wartownika dbaj�cego o bezpiecze�stwo zewn�trznych fortyfikacji obl�onej twierdzy.
Kiedy by� w kuchni, us�ysza�, jak wchodzi Paige. Chwil� p�niej poczu�, jak obejmuje go w pasie.
� Wszystko w porz�dku? � spyta�a.
� Tak, owszem...
� Z�y dzie�?
� Niezupe�nie. Tylko jedna chwila.
Odwr�ci� si�, by te� j� obj��. By�a taka cudowna w dotyku, ciep�a i mocna, taka �ywa.
Nie by�o nic dziwnego w tym, �e kocha� j� teraz bardziej ni� w�wczas, gdy si� poznali, w college�u. Triumfy i pora�ki, kt�re dzielili, lata codziennej walki o miejsce w �wiecie i o nadanie mu znaczenia, wszystko to by�o urodzajn� gleb�, na kt�rej wzrasta�a ich mi�o��.
Jednak w tej w epoce, gdy idealne pi�kno by�o uciele�nione w dziewi�tnastolatkach zajmuj�cych si� zawodowo dopingowaniem dru�yn w zawodowej lidze futbolu ameryka�skiego, Marty zna� mn�stwo facet�w, kt�rzy byliby zdumieni s�ysz�c, �e jego �ona wydaje mu si� coraz bardziej atrakcyjna, w miar� jak przestawa�a by� dziewi�tnastolatk�, a zbli�a�a si� do wieku trzydziestu trzech lat. Jej oczy nie by�y bardziej niebieskie ni� w�wczas, gdy j� spotka� po raz pierwszy; z�oty odcie� jej w�os�w nie by� silniejszy, a sk�ra g�adsza. Jednak�e dzi�ki do�wiadczeniu jego �ona zyska�a na charakterze, g��bi. Cho� brzmia�o to staromodnie w tej epoce �atwego cynizmu, czasem wydawa�a si� promieniowa� wewn�trznym �wiat�em, jasna niby posta� z obrazu Rafaela.
Zgoda, mo�e mia� mi�kkie serce, mo�e mia� sk�onno�ci do romantyzmu, ale jej u�miech i wyzywaj�ce spojrzenie jej oczu wydawa�y mu si� o wiele bardziej podniecaj�ce ni� sze�cioosobowy team go�ych dziewcz�t zagrzewaj�cych pi�karzy.
Poca�owa� j� w czo�o.
� Z�a chwila? Co si� sta�o? � spyta�a.
Nie by� pewien, jak szczeg�owo powinien jej opowiedzie� o tych siedmiu minutach. Na razie najlepszym wyj�ciem by�oby zbagatelizowanie tamtego do�wiadczenia, wizyta u lekarza i kilka test�w. Je�li nic mu nie dolega�o, to ca�e zdarzenie nale�a�o uzna� za niewyt�umaczalny, jednostkowy wypadek. Nie chcia� niepotrzebnie niepokoi� Paige.
� No? � Nie ust�powa�a.
Intonacja, z jak� wypowiedzia�a to jedno s�owo, przypomnia�a mu, �e dwana�cie lat ma��e�stwa nie pozwala na powa�ne sekrety, bez wzgl�du na to, jak dobre intencje le�a�y u podstaw jego niech�ci do zwierze�.
� Pami�tasz Audrey Aimes? � spyta�.
� Kogo? Aha, masz na my�li t� bohaterk� z �Jednego martwego biskupa�?
Chodzi�o o powie��, kt�r� napisa�. Audrey Aimes by�a g��wn� postaci� w tej ksi��ce.
� Pami�tasz, co by�o jej problemem? � spyta�.
� Znalaz�a martwego ksi�dza, wisz�cego na haku w jej garderobie, w przedpokoju.
� A poza tym?
� Mia�a jeszcze jaki� problem? Martwy ksi�dz chyba w zupe�no�ci wystarczy? Jeste� pewien, �e nie przesadzasz z komplikowaniem intryg swoich powie�ci?
� M�wi� powa�nie � powiedzia�, �wiadomy tego, jak dziwne si� mo�e wyda� m�wienie o w�asnym kryzysie osobowo�ci poprzez analogi� z do�wiadczeniami bohaterki krymina�u, kt�r� sam stworzy�.
Gdzie jest granica oddzielaj�ca �ycie od fikcji?
Marszcz�c brwi, Paige powiedzia�a:
� Audrey Aimes... ach, rozumiem, m�wisz o jej za�mieniach umys�owych.
� O fugach � wyja�ni�.
Fuga by�a terminem oznaczaj�cym powa�ne zaburzenia osobowo�ciowe. Ich ofiara cierpia�a na g��bokie zaburzenia pami�ci. Podczas trwania fugi czas stawa� w miejscu. Stan ten m�g� trwa� minuty, godziny czy nawet dnie.
Audrey Aimes zacz�a nagle cierpie� na fug�, kiedy sko�czy�a trzydzie�ci lat. Wyparte przed laty wspomnienie molestowania seksualnego, jakiego do�wiadczy�a w dzieci�stwie, zacz�o si� ujawnia� po dw�ch dekadach z g�r�, a ona pod�wiadomie stara�a si� je st�umi�. By�a przekonana, �e sama zabi�a ksi�dza, b�d�c w stanie fugi, cho� naturalnie zamordowa� go kto� inny, a potem umie�ci� zw�oki w jej garderobie. Ca�a ta dziwaczna zbrodnia mia�a zwi�zek z tym, co si� przytrafi�o si� Audrey, gdy by�a ma�� dziewczynk�.
Pomimo to, i� potrafi� zarabia� na �ycie tworz�c z niczego skomplikowane, fantastyczne historie, Marty mia� opini� cz�owieka emocjonalnie niezmiennego niczym Ska�a Gibraltarska i r�wnie wyrozumia�ego jak z�oty retriever po za�yciu valium, co prawdopodobnie t�umaczy�o, dlaczego Paige wci�� u�miecha�a si� do niego i wyra�nie nie mia�a ochoty bra� go powa�nie.
Wspi�a si� na palce, poca�owa�a go w nos i powiedzia�a:
� Wi�c zapomnia�e� wyrzuci� �mieci, a teraz chcesz mi wm�wi�, �e to z powodu kryzysu osobowo�ci, kt�rego przyczyn� jest zapomniane, obrzydliwe molestowanie na tle seksualnym, gdy mia�e� sze�� lat. Doprawdy, Marty. Wstydzi�by� si�. Twoi rodzice s� najmilszymi lud�mi, jakich kiedykolwiek spotka�am.
Pu�ci� j�, zamkn�� oczy i przy�o�y� d�o� do czo�a. Poczu� okropny b�l g�owy.
� M�wi� powa�nie, Paige. Dzi� po po�udniu, w gabinecie... przez siedem minut... i tylko dlatego wiem, co, u diab�a, robi�em, bo nagra�em to na ta�mie. Nic nie pami�tam. To niesamowite. Siedem niesamowitych minut.
Czu�, jak Paige sztywnieje, gdy u�wiadamia sobie, �e jego zachowanie nie jest �artem. I gdy otworzy� oczy, zauwa�y�, �e jej figlarny u�miech znikn��.
� Mo�e istnieje jakie� proste wyt�umaczenie � powiedzia�. � Mo�e nie ma powodu do zmartwienia. Ale boj� si�, Paige. Czuj� si� g�upio, bo powinienem po prostu wzruszy� ramionami i zapomnie� o wszystkim, ale ja si� boj�.
6
Ch�odny nocny wiatr tak d�ugo owiewa Kansas City, a� niebo zamienia si� w niesko�czon� tafl� czystego kryszta�u, w kt�rym zawieszono gwiazdy i poza kt�r� uwi�ziono rozleg�e obszary ciemno�ci.
Pod t� niesko�czon� czerni� wznosi si� budynek o nazwie Blue Life Lounge, niczym stacja badawcza na dnie oceanicznego rowu, o specjalnej konstrukcji ci�nieniowej, kt�ra zapobiega implozji. Fasad� pokrywa l�ni�ca aluminiowa pow�oka, przypominaj�ca przyczepy samochodowe firmy Airstream i przydro�ne zajazdy z lat pi��dziesi�tych. Niebieskie i zielone neony uk�adaj� si� w nazw� budynku, wypisan� niestarannym pismem, i okalaj� budowl�, migocz�c na tle aluminium i wabi�c jak lampy Neptuna.
Wewn�trz, gdzie niewielki zesp� gra rockowe kawa�ki z dw�ch ostatnich dziesi�cioleci, zab�jca kieruje si� w stron� ogromnego baru w kszta�cie podkowy, zajmuj�cego �rodek pomieszczenia. Powietrze jest g�ste od dymu papierosowego, opar�w piwa i ciep�a ludzkich cia�.
T�um w niczym nie przypomina tego, co pokazuje si� w telewizji w �wi�to Dzi�kczynienia. Go�cie przy stolikach to w wi�kszo�ci ha�a�liwi, m�odzi ludzie zbici w grupki, rozpierani nadmiern� energi� i podniesionym poziomem testosteronu. Krzycz�, by mo�na ich by�o us�ysze� na tle og�uszaj�cej muzyki, zaczepiaj� kelnerki, by przyci�gn�� ich uwag�, wydaj� okrzyki aprobaty, gdy gitarzy�cie uda si� dobrze zagra� jaki� jazzowy kawa�ek.
Determinacja, z jak� pragn� si� bawi�, ma w sobie co� z nerwowej ruchliwo�ci owad�w.
Jedna trzecia m�czyzn przy stolikach zjawi�a si� tu w towarzystwie m�odych �on czy dziewczyn, d�ugow�osych i wyzywaj�co umalowanych. S� r�wnie ha�a�liwe jak m�czy�ni i pasuj� do rodzinnych zgromadze� wok� ogniska domowego, jak skrzecz�ce, jasno upierzone papugi do �o�a umieraj�cej zakonnicy.
Bar w kszta�cie podkowy otacza owaln� scen�, sk�pan� w czerwonym i bia�ym �wietle reflektor�w, na kt�rej podryguj� w takt muzyki dwie m�ode dziewczyny o wyj�tkowo mocnych cia�ach. Maj� na sobie kowbojskie sk�pe kostiumy � tylko fr�dzle i �wiecide�ka. Jedna z nich, gwi�d��c i krzycz�c, zdejmuje stanik.
M�czy�ni siedz�cy na sto�kach barowych s� w r�nym wieku i, w przeciwie�stwie do go�ci przy stolikach, nie maj� towarzystwa. W milczeniu spogl�daj� w g�r� na dwie g�adkosk�re tancerki. Wielu z nich chwieje si� lekko albo kiwa sennie g�owami z boku na bok w takt jakiej� innej muzyki, o wiele mniej dynamicznej ni� melodie, kt�re gra orkiestra; s� jak kolonia morskich anemon�w, poruszanych powolnymi, g��binowymi pr�dami, czekaj�cymi t�po na smakowity k�sek, kt�ry by� mo�e kiedy� podp�ynie.
Siada na jednym z dw�ch wolnych sto�k�w i zamawia butelk� ciemnego Becka u barmana, kt�ry m�g�by mia�d�y� orzechy w zgi�ciach ramion.
Dziewczyna ta�cz�ca na scenie, ta, kt�rej piersi podskakuj� nieskr�powanie, jest atrakcyjn� brunetk� o u�miechu jasnym jak tysi�cwatowa �ar�wka. Jest zatopiona w muzyce i zdaje si� naprawd� lubi� wyst�py.
Druga, d�ugonoga blondynka, jest jeszcze �adniejsza, ale jej ruchy s� mechaniczne, a ona sama wydaje si� ot�piona albo narkotykiem, albo obrzydzeniem. Nie u�miecha si�, nie patrzy na nikogo, wodz�c gdzie� nieobecnym wzrokiem.
Wydaje si� arogancka i pe�na pogardy w stosunku do m�czyzn, kt�rzy wlepiaj� w ni� wzrok, nie wy��czaj�c zab�jcy. Odczu�by ogromn� przyjemno��, gdyby m�g� wyci�gn�� pistolet i wpakowa� kilka pocisk�w w jej nadzwyczajne cia�o i jeszcze jeden w sam �rodek jej nad�sanej twarzy.
Wstrz�sa nim silny dreszcz na sam� my�l o odebraniu tej kobiecie jej pi�kna. Kradzie� pi�kna podnieca go bardziej ni� odebranie jej �ycia. �ycie nie jest dla niego warto�ci�, ale bardzo ceni pi�kno, poniewa� jego w�asne �ycie jest cz�sto niezno�nie ponure.
Na szcz�cie pistolet jest bezpiecznie ukryty w baga�niku wypo�yczonego forda. Zostawi� bro� w samochodzie w�a�nie dlatego, by unikn�� pokus, kt�re odczuwa, gdy co� sk�ania go ku przemocy.
Dwa czy trzy razy w ci�gu dnia opanowuje go trudna do przezwyci�enia agresja, pragnie zabija� � m�czyzn, kobiety, dzieci, wszystko jedno, osoba nie ma �adnego znaczenia. Gdy jest w niewoli owych mrocznych stan�w, nienawidzi ka�dej ludzkiej istoty chodz�cej po ziemi bez wzgl�du na to, czy jest �adna, czy brzydka, biedna czy bogata, m�dra czy g�upia, m�oda czy stara.
By� mo�e, w jakim� stopniu, jego nienawi�� wynika st�d, �e r�ni si� od nich. Zawsze jest outsiderem.
Ale nie tylko to �bycie poza� jest przyczyn�, dla kt�rej cz�sto zastanawia si� nad pope�nieniem zupe�nie przypadkowej zbrodni. Potrzebuje od innych ludzi czego�, czego oni nie chc� mu da�, i w�a�nie dlatego, �e pragn� zatrzyma� to dla siebie, nienawidzi ich z tak� pasj�, �e jest zdolny do ka�dego okrucie�stwa, cho� nie ma poj�cia, co chcia�by dosta�.
Owo tajemnicze pragnienie jest czasem tak intensywne, �e a� bolesne. Przypomina g��d, ale nie jest to g��d jedzenia. Czasem stwierdza, �e znajduje si� na kruchej granicy objawienia; u�wiadamia sobie, �e odpowied� jest zaskakuj�co prosta, je�li zechce j� przyj��, ale nigdy nie do�wiadcza ol�nienia.
Zab�jca poci�ga spory �yk z butelki Becka. Chce si� napi� piwa, ale nie pragnie go. Ch�� nie jest pragnieniem.
Blondynka ta�cz�ca na podwy�szonej scenie zsuwa z siebie stanik, odkrywaj�c blade, stercz�ce piersi.
Je�li wyci�gnie z baga�nika pistolet i zapasowe magazynki amunicji, to b�dzie mia� dziewi��dziesi�t pocisk�w. Kiedy arogancka blondynka ju� umrze, b�dzie m�g� zabi� t� drug�. Potem trzech muskularnych barman�w trzema strza�ami w ty� g�owy. Dobrze pos�uguje si� broni�, cho� nie pami�ta, kto go tego nauczy�. Kiedy ju� zabije t� pi�tk�, mo�e wycelowa� w uciekaj�cy t�um. Wielu z tych, kt�rzy nie zgin� od kul, zostanie stratowanych na �mier� w czasie panicznej ucieczki.
Wizja rzezi podnieca go i wie, �e ta krew pozwoli mu zapomnie�, przynajmniej na kr�tk� chwil�, o bolesnym pragnieniu, kt�re go dr�czy. Ju� to sprawdzi�. Pragnienie podsyca frustracj�; frustracja przeradza si� w gniew; gniew prowadzi do nienawi�ci; nienawi�� wywo�uje przemoc, a przemoc czasem uspokaja.
Pije piwo i zastanawia si�, czy jest nienormalny.
Przypomina sobie film, w kt�rym psychiatra zapewnia bohatera, �e tylko normalni ludzie kwestionuj� swoj� normalno��. Niew�tpliwi szale�cy s� zawsze niewzruszenie przekonani o racjonalno�ci swego post�powania. A zatem on musi by� normalny, cho�by tylko dlatego, �e w�tpi w samego siebie.
7
Marty opar� si� o framug� drzwi i patrzy�, jak dziewczynki siadaj� po kolei na krze�le przed kom�dk� z lustrem, stoj�c� w ich sypialni, by Paige mog�a wyszczotkowa� im w�osy.
By� mo�e to rytmiczny ruch d�oni Paige albo uspokajaj�ca swojsko�� sceny z�agodzi�y jego migren�. Bez wzgl�du na pow�d b�l zmniejszy� si�.
W�osy Charlotte by�y z�ote, podobne do w�os�w matki, a Emily tak ciemnokasztanowe, �e a� czarne, jak w�osy Marty�ego. Charlotte gaw�dzi�a z matk� podczas czesania; za to Emily milcza�a odchylona do ty�u, z przymkni�tymi powiekami, jakby doznawa�a niemal kociej rozkoszy.
Kontrastuj�ce ze sob� po��wki wsp�lnego pokoju �wiadczy�y o jeszcze innych r�nicach dziel�cych siostry. Charlotte lubi�a kolorowe plakaty pe�ne ruchu: jaskrawe balony nape�niane gor�cym powietrzem na tle pustynnego zmroku; tancerz baletu w wyskoku; p�dz�ce gazele. Emily wola�a plakaty przedstawiaj�ce jesienne li�cie, drzewa iglaste pokryte �niegiem i o�wietlone srebrzyst� ksi�ycow� po�wiat�, fal� rozbijaj�c� si� o blady piasek pla�y. Narzuta na ��ku Charlotte by�a zielona, czerwona i ��ta; ��ko Emily by�o przykryte kap� z be�owego kordonku. Kr�lestwem Charlotte rz�dzi� ba�agan, podczas gdy Emily ponad wszystko ceni�a porz�dek.
W cz�ci pokoju nale��cej do Charlotte na wbudowanych w �ciany p�kach sta�o terrarium, stanowi�ce dom dla ��wia Freda, szklany s��j o szerokim otworze, gdzie w zesch�ych li�ciach i trawie mieszka� sobie �uk Bob, klatka, s�u��ca za schronienie dla myszoskoczka Snake�a, kolejne terrarium, kt�re zajmowa� w�� Sheldon, druga klatka, w kt�rej mieszka�a mysz Whiskers, uwa�nie obserwuj�c Sheldona zza szk�a i drut�w, kt�re ich rozdziela�y, i ostatnie terrarium, przeznaczone dla kameleona Loretty. Charlotte nie zgadza�a si� z sugesti�, �e kociak albo psiak by�by odpowiedniejszym zwierzakiem w domu. Psy i koty s� bardzo samodzielne, nie mo�na ich trzyma� w jakim� ma�ym, przytulnym domku i ochrania� � wyja�ni�a.
Emily mia�a tylko jednego ulubie�ca. Nazywa� si� Peepers. By� to kamie� wielko�ci ma�ej cytryny, wyg�adzony przez dziesi�ciolecia w nurtach wody p�yn�cej prze��cz� w g�rach Sierra Nevada, sk�d go wydoby�a podczas letnich wakacji poprzedniego roku. Wymalowa�a na nim pe�ne wyrazu oczy i z uporem twierdzi�a: Peepers jest najlepszym zwierzakiem ze wszystkich. Nie musz� go karmi� ani po nim sprz�ta�. Zawsze jest w pobli�u, wi�c jest naprawd� m�dry i sprytny, a kiedy jestem smutna albo mo�e w�ciek�a, to po prostu m�wi� mu o tym, a on bierze to wszystko na siebie i martwi si� za mnie, wi�c nie musz� ju� o tym my�le� i zn�w mog� by� szcz�liwa.
Emily potrafi�a wyra�a� my�li, kt�re z pozoru by�y ca�kiem dziecinne, ale, po chwili zastanowienia, okazywa�o si�, �e s� g��bsze i dojrzalsze ni� wszystko, czego mo�na si� by�o spodziewa� po siedmiolatce. Czasami, patrz�c w jej ciemne oczy, Marty czu�, �e jest rozwini�ta ponad sw�j wiek, i nie m�g� si� ju� doczeka�, kiedy si� wreszcie przekona, jak interesuj�ca i z�o�ona b�dzie osobowo�� jego c�rki, gdy dziewczynka doro�nie.
Potem dzieci wesz�y do dw�ch identycznych ��ek, matka otuli�a je, poca�owa�a i �yczy�a s�odkich sn�w.
� Nie pozw�l, by pogryz�y ci� pluskwy � ostrzeg�a Emily, poniewa� ta uwaga zawsze wywo�ywa�a chichot.
Gdy Paige zmierza�a w stron� drzwi, Marty wzi�� krzes�o, kt�re zwykle sta�o pod �cian� i ustawi� je w nogach ��ek, a dok�adniej mi�dzy ��kami. Zgasi� wszystkie �wiat�a, z wyj�tkiem miniaturowej lampki na bateri�, przyczepionej do otwartego notatnika, i s�abej latarenki w kszta�cie Myszki Mickey, pod��czonej do kontaktu w �cianie, tu� nad pod�og�. Usiad� na krze�le, trzymaj�c przed oczami notatnik, i czeka�, a� cisza zabarwi si� owym przyjemnym nastrojem oczekiwania, kt�ry wype�nia teatr w chwili, gdy kurtyna zaczyna unosi� si� w g�r�.
Wszystko by�o przygotowane.
By�a to najprzyjemniejsza chwila w ci�gu ca�ego dnia. Bez wzgl�du na to, co mia�o si� wydarzy� po wstaniu z ��ka i przywitaniu poranka, zawsze z niecierpliwo�ci� czeka� na czas opowie�ci.
Spisywa� je sam w notesie, kt�ry podpisa� �Opowiadania dla Charlotte i Emily�, i m�g� je naprawd� opublikowa� kt�rego� dnia. Albo i nie. Ka�de jego s�owo by�o podarunkiem dla c�rek, wi�c decyzja, czy podzieli� si� opowiadaniami z kim� obcym, nale�a�a ca�kowicie do dziewczynek.
Ten wiecz�r inaugurowa� co� specjalnego, opowie�� wierszem, kt�r� chcia� kontynuowa� a� do Bo�ego Narodzenia. Je�li wszystko p�jdzie dobrze, mo�e uda mu si� zapomnie� o niepokoj�cych wydarzeniach w gabinecie.
C�, min�o Dzi�kczynienia �wi�to
tak du�o indyka poch�oni�to...
� To si� rymuje! � wykrzykn�a z rado�ci� Charlotte.
� Szszszsz! � upomnia�a siostr� Emily.
Podczas spektaklu obowi�zywa�y nienaruszalne zasady, a jedna z nich stanowi�a, �e dwuosobowa publiczno�� nie ma prawa przerywa� w �rodku zdania albo, w przypadku wiersza, mi�dzy zwrotkami. Odzew dziewczynek by� mile widziany, ich reakcje przyjmowane z rado�ci�, ale opowiadaj�cy zas�ugiwa� na nale�ny mu szacunek.
Zacz�� jeszcze raz:
C�, min�o Dzi�kczynienia �wi�to,
tak du�o indyka poch�oni�to,
nadzieniem nadziani i patatami,
w usta wpychane obiema r�kami,
sur�wki tony, biskwit�w kopy,
zbyt grubi jeste�my, by obu� stopy.
Dziewczynki chichota�y w odpowiednich momentach i Marty z trudem si� powstrzymywa�, by nie spojrze� na Paige i sprawdzi�, czy jej te� si� podoba. Ale nikt nie zainteresowa�by si� gaw�dziarzem, kt�ry nie mo�e doczeka� si� ko�ca swej opowie�ci, tylko po to, by us�ysze� pochwa�y; niezb�dnym warunkiem powodzenia by�o nieodparte wra�enie pewno�ci siebie � udawanej czy autentycznej, niewa�ne.
Wi�c wypatrujmy �wi�ta wielkiego,
kt�re si� zbli�a do domu naszego.
O jakim dniu m�wi�, wiecie, dziewuszki.
To nie Wielkanoc ani Zaduszki.
Nie ma w nim smutku i zoboj�tnienia.
Pytam was, damy, c� to za dzie� jest...?
� Dzie� Bo�ego Narodzenia! � wykrzykn�y jednocze�nie Charlotte i Emily, a ich natychmiastowa odpowied� przekona�a go, �e s� pod urokiem opowie�ci.
Drzewko ustawmy tutaj czym pr�dzej.
Dlaczego jedno? Niech b�dzie ich wi�cej!
Niech zal�ni� lamet� i b�yskotkami.
To b�dzie widok nad widokami.
Zawie�my lampki na dachu koronie,
oby nie p�k�y, kopytem trafione.
Pos�lmy l�d na dach�wkach snadnie.
Jak �wi�ty w d� zleci, nie b�dzie �adnie.
M�g�by ko�� z�ama� lub ran� odnie��,
czy nawet sw� wielk� pup� rozgnie��.
Zerkn�� na dziewczynki. Zdawa�o si�, �e ich twarze �wiec� w mroku. Prosi�y w milczeniu: nie przerywaj, nie przerywaj!
Bo�e, kocha� to. Kocha� je.
Je�li istnia�o niebo, to wygl�da�o dok�adnie jak ta chwila, jak to miejsce.
Lecz chwil�! C� to za straszne wie�ci.
Czy Gwiazdk� popsuj� ich smutne tre�ci?
�wi�tego kto� u�pi�, zwi�za�, zakneblowa�,
Oczy przewi�za�, uszy zatka� i w torb� schowa�.
Sanie czekaj�, gdzie� porzucone,
Karty bankowe ju� ukradzione.
Wkr�tce do konta kto� si� dobierze
i przez bankomat pieni�dze wybierze.
� Oho � stwierdzi�a Charlotte, zakrywaj�c si� ko�dr� � to b�dzie straszne.
� Oczywi�cie � powiedzia�a Emily � tata to napisa�.
� Czy b�dzie zbyt straszne? � spyta�a Charlotte, podci�gaj�c ko�dr� pod sam� brod�.
� Masz na nogach skarpetki? � spyta� Marty.
Charlotte zazwyczaj wk�ada�a skarpetki id�c do ��ka, poniewa� marz�y jej stopy.
� Skarpetki? � spyta�a. � A dlaczego pytasz?
Marty wychyli� si� na krze�le do przodu i zni�y� g�os do upiornego szeptu:
� Bo ta historia nie sko�czy si� przed dniem Bo�ego Narodzenia, a do tego czasu skarpetki opadn� ci ze strachu mo�e i z tuzin razy.
Zrobi� �ajdack� min�.
Charlotte podci�gn�a ko�dr� pod sam nos.
Emily zachichota�a i za��da�a:
� Opowiadaj, tato, co b�dzie dalej?
Czy s�yszycie, dzwonki u sa� brz�cz�
i echem po wzg�rzach i dolinach d�wi�cz�.
Patrzcie, renifery w g�rze, lotem uniesione!
Przez g� jak�� fruwa� nauczone.
Powo��cy r�y chichotem jak ten �wir
jak szaleniec, wariat, �obuz czy te� zbir.
Co� nie tak, ka�dy g�upiec o tym wie.
Je�li to Miko�aj, to z nim bardzo �le.
R�y, chichoce i czka, ca�y o�liniony,
zda s