9798
Szczegóły |
Tytuł |
9798 |
Rozszerzenie: |
PDF |
Jesteś autorem/wydawcą tego dokumentu/książki i zauważyłeś że ktoś wgrał ją bez Twojej zgody? Nie życzysz sobie, aby podgląd był dostępny w naszym serwisie? Napisz na adres
[email protected] a my odpowiemy na skargę i usuniemy zabroniony dokument w ciągu 24 godzin.
9798 PDF - Pobierz:
Pobierz PDF
Zobacz podgląd pliku o nazwie 9798 PDF poniżej lub pobierz go na swoje urządzenie za darmo bez rejestracji. Możesz również pozostać na naszej stronie i czytać dokument online bez limitów.
9798 - podejrzyj 20 pierwszych stron:
Aby rozpocz�� lektur�,
kliknij na taki przycisk ,
kt�ry da ci pe�ny dost�p do spisu tre�ci ksi��ki.
Je�li chcesz po��czy� si� z Portem Wydawniczym
LITERATURA.NET.PL
kliknij na logo poni�ej.
1
PIOTR KUNCEWICZ
AGONIA I NADZIEJA
POEZJA POLSKA
OD 1956
TOM III
2
Copyright by Piotr Kuncewicz
Wydawnictwo �Tower Press�
Gda�sk 2001
3
Po prze�omie
4
Jerzy Putrament tom swoich wspomnie� po�wi�cony Pa�dziernikowi �56 przemianowa� z
Prze�omu na Po�lizg, daj�c tym samym wyraz w�tpliwo�ci, czy o jakim� rzeczywistym
prze�omie mo�e by� mowa. A jednak racja by�a przy tytule pierwotnym � przynajmniej je�li
idzie o kultur�, o literatur�, o jej tw�rc�w i czytelnik�w. Mo�e z punktu widzenia
uprzywilejowanego dzia�acza zmieni�o si� niewiele, gdy� jemu dotychczas i tak by�o �wedle
potrzeb�, lecz dla reszty obywateli w tym w�a�ciwie momencie nast�pi� koniec wojny � tak to
zreszt� w potocznej mowie wielokrotnie formu�owano. Zaiste � �wiat si� odmieni� � mo�na
by�o lubi� szparagi bez obawy szykan, wolno by�o nosi� dowolnej szeroko�ci spodnie i w
dowolnym kolorze krawat, nie trac�c przez to praw obywatelskich � i tak dalej. To niby
g�upstwa, ale tych g�upstw by�y przecie� tysi�ce.
Okaza�o si� nagle, �e na �wiecie poza A�ajewem i Babajewskim napisano jeszcze kilka
godnych uwagi ksi��ek. Schy�ek lat pi��dziesi�tych to nieustanne ol�nienia: Czekaj�c na
Godota, Hemingway, Faulkner, Camus, Sartre, Mann, Hesse � i dalej, i dalej � poprzez
Joyce�a, antypowie��, Bu�hakowa... Mo�e nie da�oby si� wysnu� bezpo�rednich zale�no�ci,
ale ka�da ksi��ka napisana w par� lat po Pa�dzierniku nale�a�a do innej formacji
intelektualnej i by�a inaczej czytana. Punktem odniesienia przesta�a by� klasowa przydatno��
grupy lub jednostki, a jej miejsce zaj�� dramat egzystencjalny osoby ludzkiej, cho� ta �osoba�
u co s�abszych wyrobnik�w bywa�a wielce biedne�ka. Jak to zwykle bywa, wylano przy
okazji dziecko z k�piel� i wychodzi�o niekiedy na to, �e spo�ecze�stwo w�a�ciwie w og�le
nikomu potrzebne nie jest... Ustrzeg�y si� tej przesady ksi��ki batalistyczne i g��boko
�familijny� nurt wiejski, przecie� i tutaj izolowanie bohatera literackiego daje si� niekiedy
zauwa�y�.
Poezja przejrza�a si� w przer�nych, zewsz�d zwo�onych zwierciad�ach, ale ostatecznie
okaza�o si�, �e najwa�niejsza tutaj jest tradycja rodzima � zreszt� wybuch poetycki by� tak
bogaty, �e stworzy� niejedn� norm� poetyck� bez czyjejkolwiek pomocy. By� Przybo�, by�
R�ewicz, by� Ga�czy�ski, a na powszechniejsz� znajomo�� Mi�osza i tak trzeba by�o jeszcze
poczeka� �wier� stulecia.
Prze�om by� niew�tpliwy, dopiero teraz by�o naprawd� i ca�kiem po wojnie, ale nie znaczy
to przecie�, �e odmieni�o si� natychmiast wszystko. Wi�cej, czytana z perspektywy lat
literatura czy publicystyka wydaje si� nie�mia�a, ba, �kontestatorzy� wygl�daj� wr�cz na
�agitator�w�... Nie bez powodu. Przede wszystkim by� to jeden z najlepszych dla socjalizmu
moment�w w dziejach Polski. Ufano, �e to dopiero pocz�tek zmian, �e b�dziemy �wiadkami
rzeczy niebywa�ych, �e to zgo�a wczesna wiosna, a nie jesie�. Nie odrzucano wi�c ca�kowicie
frazeologii, gdy� spodziewano si�, �e rozw�j spo�eczny szybko jej sprosta. Po wt�re, dzia�a�o
przyzwyczajenie, wewn�trzny cenzor i korektor. Zw�aszcza krytyk i publicysta czuli si� bez
okre�le� �socjalizm�, �post�p� i �realizm� jak wodzireje bez koszuli i skarpetek. Nawet
wtedy, gdy nie wida� by�o szczeg�lnie aktualnej potrzeby. Frazeologia ta trwa�a do�� d�ugo,
coraz bardziej blakn�c i p�owiej�c. Znamienne, �e najrychlej popa�dziernikowym motywem
literackim sta� si� dramat zawiedzionego w swych dobrych intencjach komunisty � wszystkie
inne krzywdy na razie nie bardzo si� liczy�y. To za�, �e nie ka�dy godny uwagi cz�owiek musi
by� na to samo ideologiczne kopyto, odkrywano etapami i nieco brutalnie � tak mniej wi�cej,
jak zgwa�cona przez szwadron lejbgwardii dziewica dowiaduje si�, �e nie wszystkie istoty
ludzkie s� kobietami.
Rozw�j literatury wymaga� czego� wi�cej ni� uchylenia administracyjnych restrykcji i
zakaz�w � jak�e znamienne by�o powszechne rozczarowanie, �e szuflady pisarskie, w kt�rych
mia�y tai� si� cuda, okaza�y si� zupe�nie puste. A i potem wcale niekoniecznie to, co do
szuflady trafia�o, musia�o by� automatycznie najciekawsze. Pisa�em ju� w tej ksi��ce, �e
pos�ugujemy si� w�a�ciwie podzia�ami politycznymi, a nie literackimi. Grudzie� �70, Sierpie�
�80 czy nawet Grudzie� �81 wiele znacz� dla polityki kulturalnej, ale o wiele mniej dla samej
literatury. Z pewno�ci� przez ca�y czas trwa proces utwierdzania to�samo�ci narodowej �
5
przypomnijmy, �e zdarza�y si� tu niema�e dziwactwa. Poniewa� stosunki pa�stwa z
Ko�cio�em by�y w okresie Gomu�ki kiepskie, wi�c unikano wszystkiego, co si� zda�o by�
�narodowo � katolickie�. Przecie� przez ile� tam lat sze��dziesi�tych nie m�wiono o Bo�ym
Narodzeniu, lecz o �tradycyjnych �wi�tach zimowych� itp. A piosenka wojskowa i
partyzancka musia�a czeka� zgo�a do Marca �68! Wi�c i ten, raczej plugawy epizod mia�
pewne w�a�ciwe sobie aktywa.
Wi�c wszystko by�o raczej powolnym rozwijaniem okre�lonych tendencji, nie tylko w
dziedzinie koncepcji, ale tak�e i stylu, i tak naprawd� wcale si� nie sko�czy�o, nie
doprowadzi�o do jakich� poruszaj�cych przeobra�e�. Nawet i dzisiaj w�a�ciwie rozwijaj� si�
te same w�tki. Okres �Solidarno�ci� okaza� si� raczej ubogi literacko. Je�li nie liczy�
publicystyki, da�oby si� przywo�a� Kol�d�nock� i w�a�ciwie niewiele wi�cej. Ale zn�w w
nast�pnych latach rozwin�� si� na dobr� spraw� jedynie gatunek powie�ci obrachunkowej z
�ycia by�ych dygnitarzy; warto te� wspomnie� o tw�rczo�ci specyficznie robotniczej i wci��
rosn�cym nawrocie do tradycyjnego wierszowania. Te� nie tyle, by m�wi� o nowej epoce. A
bywa niekiedy ca�kiem �miesznie. Tak na przyk�ad dla Marca �68 typowym dzie�em by�a
G�upia sprawa Stanis�awa Ryszarda Dobrowolskiego. Tymczasem by� to zwyk�y zbieg
okoliczno�ci � bardzo niewydarzona ksi��ka Dobrowolskiego o �ydach �z�ych� i �dobrych�
powsta�a naturalnie wcze�niej, i to bodaj bez �adnej diabolicznej zach�ty; nie zamierza�a
tak�e o�miesza� antysemityzmu, cho� tak si� ostatecznie sta�o. Autor chcia� by� �brutalnie
szczery�, a sta� si� okrutnie �mieszny, przy czym z�o�liwy izraelski demon kaza� mu da�
bohaterom nazwisko, kt�re semickie nie by�o. St�d publiczne przeprosiny � tylko �e ta sama
rodzina w prasie laickiej by�a �polska�, w wyznaniowej �katolicka!�...
Ca�y ten okres od 1956 roku dzieli si� na kilka etap�w, kt�re wypadnie i tutaj przytoczy�,
mimo �e w miar� jak pisz� t� ksi��k�, przywi�zuj� do tych podzia��w coraz mniej uwagi. A
wi�c burzliwy schy�ek lat pi��dziesi�tych, potem okres �ma�ej stabilizacji� do marca 1968,
p�niej dwa lata wybryk�w antysemickich, kt�rym towarzyszy�o, jak si� zdaje, autentyczne
wygasanie antysemityzmu w Polsce w og�le (w ka�dym razie w�r�d inteligencji, a tak�e w
Ko�ciele, gdzie ju� si� w og�le zrobi�o ��yd i Polak dwa bratanki� � zjawisko niezmiernie
istotne ze wzgl�du na fascynacj� autorami takimi jak Stryjkowski czy Wojdowski). P�niej
epoka nadziei i jej spe�zanie, czyli od 1970 do 1980. Dalej szesna�cie miesi�cy �Solidarno�ci�
i wreszcie okres rozpocz�ty stanem wojennym. To niew�tpliwie historia � lecz czy literatury?
Trwa� w owym czasie osobliwy flirt z literatur�, przy czym pocz�tkowo, w epoce
gomu�kowskiej, �udzono si� jeszcze, �e literatura mo�e wesprze� realnie polityk�. P�niej to
raczej literatura bywa�a agresywna, a w�adza �akn�a co najwy�ej �wi�tego spokoju z tej
strony. W chwili za� gdy to pisz�, a wi�c w 1986 roku, sam diabe� nie po�apie si�, jak jest
naprawd�.
A jakie problemy dyskutowano? W wielkiej cenie by�a powie�� polityczna, ale nie by�o jej
tak wiele, i mia�a zawsze k�opoty. Putrament, Wygodzki, Ko�niewski, Brandys, Stali�ski �
opr�cz tego mn�stwo utwor�w aluzyjnych b�d� alegorycznych, od Andrzejewskiego
poczynaj�c, przez Boche�skiego po Kapu�ci�skiego. Zawsze� to zr�czniej pisa� o Cezarze,
inkwizycji czy negusie negesti.
Od realizmu dyskusja przesz�a na �ma�y realizm�, co� po�redniego mi�dzy populizmem a
reporta�em. Powie�� historyczna przemieni�a si� ca�a pod wp�ywem Parnickiego, natomiast
dawni psychologi�ci zacz�li si� albo odmienia� w duchu eseju i intelektualizmu, albo nudzi�
po prostu. Powsta�y wielkie szko�y, jak ch�opska, marynistyczna, fantastyczna. Od
Buczkowskiego i Parnickiego rozwin�a si� szko�a �dezintegracyjna�, mo�e jaka�
kontynuacja i nadrealizmu, i bardzo rozwichrzonego ekspresjonizmu.
W poezji ci�gle deklinowano romantyzm i klasycyzm, za ka�dym razem �neo�. Tutaj
zreszt� my�l teoretyczna by�a stosunkowo naj�ywsza, cho� i tu od dawna przetrawia si� tylko
coraz to nowe neo�neo. Mo�e bez wielkiej teoretycznej aparatury, za to ze wspania�ym
6
skutkiem praktycznym rozwin�� si� dramat. Ogromnego znaczenia nabra�a r�wnie� literatura
eseistyczna i reporta�owa, a tak�e publicystyka spo�eczna, szczeg�lnie w czasach napi��.
Je�li idzie o proz�, przewa�ali zdecydowanie pisarze starsi, zaledwie kilku m�odszych
potrafi�o im dor�wna�, ale o tym potem. Wi�kszo�� najbardziej znanych prozaik�w
om�wili�my ju� w tomie poprzednim � trzeba jednak pami�ta�, �e to teraz powstaj� owe
ksi��ki, �e to one okre�laj� barw� czasu. A wi�c Andrzejewski, Iwaszkiewicz, Rudnicki,
Brandysowie, Breza, �ukrowski, Filipowicz, zreszt� trzeba by przypomnie� zgo�a setk�
om�wionych pisarzy. Ale nie rozstali�my si� definitywnie z tamtym pokoleniem, czeka nas
Bratny, Braun, Konwicki i wielu, wielu innych. Dopiero w zestawieniu z nimi ujrzymy
odr�bno��, ale i podobie�stwo tych, kt�rzy do kraju wr�cili, i tych, kt�rzy nie wr�cili wcale,
no i pisarzy m�odszego pokolenia.
W og�le za�, oceniaj�c �ycie umys�owe Polski w ostatnich trzydziestu latach, trzeba w
r�wnej mierze bra� pod uwag� literatur� przek�adow�. Nie jestem nawet pewien, czy to nie
t�umaczenia odegra�y rol� donio�lejsz�. Przypomnijmy, �e ustawicznie powtarza�y si� (i
powtarzaj� do dzisiaj) narzekania na mia�ko�� intelektualn� naszej literatury: prawdziwe czy
nie, nie zach�ca�y przecie� do poszukiwania �sposob�w na �ycie� w literaturze rodzimej. I to
lekcewa��ce zniecierpliwienie wobec swoich, niestety, utrwali�o si� mocno. Czy wi�c
Polak�w wychowywali Andrzejewski, Dygat, �ukrowski, czy te� Mann, Beckett, Eliot? A
jednak to przeciwstawienie jest fa�szywe: wychowywali i jedni, i drudzy.
Poezj� w tym czasie �atwiej opatrzy� licznymi etykietami, chocia� ich warto��
bezwzgl�dna bywa te� do�� nieznaczna. A wi�c bezpo�rednio po Pa�dzierniku wkroczy�o
pokolenie �Wsp�czesno�ci�, nader z�o�one i zr�nicowane, rozpisane na r�ne romantyzmy,
konstruktywizmy, klasycyzmy i turpizmy. Najm�odsi przedstawiciele �pokolenia� mieli po lat
kilkana�cie, najstarsi przekraczali pi��dziesi�tk� � bo te� by�y to debiuty skomprymowane z
lat wielu. Tu� za pokoleniem �Wsp�czesno�ci� na pocz�tku lat sze��dziesi�tych objawi�a si�
�Orientacja Hybrydy�, w kilka lat potem wyklu�o si� w tym�e miejscu plemi� �Nowego
Romantyzmu�.
Trzeba r�wnie� wspomnie� o szczeg�lnej roli, jak� odegra� wroc�awski o�rodek
lingwistyczny, wywodz�cy si� od Tymoteusza Karpowicza. Wysoka fala zainteresowa�
spo�ecznych, kontestacji przynios�a na prze�omie lat sze��dziesi�tych i siedemdziesi�tych
g�o�n� �Now� Fal� z o�rodkami w Krakowie i Poznaniu. Po czym narastaj�ce rozczarowania
sprawi�y, �e poezja zacz�a si� wycofywa� z forum, chroni�c si� z kolei w �Now�
Prywatno��, gdzie� w okolicach roku 1975, co wi�zano z poetami gda�skimi, czy, szerzej,
p�nocnymi. Od tego czasu �aden nowy front pokoleniowy ju� si� nie uformowa� i nie wida�
raczej takich tendencji, cho� da si� wskaza� ciekawych m�odych debiutant�w.
Oczywi�cie, to bardzo ubogi schemat, pozwalaj�cy raczej plus minus posegregowa�
tw�rc�w, lecz na og� nie t�umacz�cy zupe�nie ich poczyna� i tw�rczo�ci. Najciekawsze
osobowo�ci i tak nie przyzna�yby si� do uczestnictwa w takich czy innych grupach, chocia�
przecie� wszyscy w�a�ciwie m�odzi jako� tam przez nie przeszli. Zreszt� grup poetyckich o
do�� m�tnych programach by�o sporo.
Ale poeci przybywali zewsz�d i mieszkali wsz�dzie. Ruch poetycki by� w�a�ciwie niemal
jedynym aktywnym podej�ciem do uprawiania sztuki � w sytuacji gdy zagin�o
muzykowanie, a teatr amatorski sta� si� osobliwo�ci� skansenow�. Poeci�amatorzy to wcale
niekoniecznie �li poeci. Przeciwnie, wielu z nich wyda�o w�asne ksi��ki, w nich za� znale��
mo�na przynajmniej po jednym, po dwa wiersze godne uwagi. Ilu ich jest, ilu ich by�o? Setki,
tysi�ce, mo�e dziesi�tki tysi�cy? Nikt ju� nie jest w stanie opanowa� tego zjawiska, oceni�
go, odda� mu sprawiedliwo��. I ja nie jestem w stanie tego zrobi�, tote� pomin� by� mo�e i
skrzywdz� tw�rc�w autentycznych, ale maj�cych mniej szcz�cia. Poniewa� bardzo
rozwin�a si� sztuka poetycka i nawet oczytanie nowych adept�w poezji, wi�c ich tw�rczo��
nie wykracza poza ustalony wzorzec poezjowania � i w ten spos�b stanowi� dla siebie
7
nawzajem ca�kowite przekle�stwo. A miar czysto obiektywnych humanistyka przecie� nie
zna.W
arto jeszcze zwr�ci� uwag� na pewn� wyj�tkowo�� sytuacji poetyckiej. Ot� w dziejach
literatury polskiej pokolenia poetyckie, co wybitniejsze, na og� nie �zachodzi�y� na siebie.
Morsztyn czy Kochowski nie znali osobi�cie Kochanowskiego, Mickiewicz albo S�owacki nie
mogli si� zetkn�� z Krasickim czy Trembeckim, ich z kolei nie dogonili w czasie moderni�ci.
Sytuacja odmieni�a si� nieco w naszym stuleciu, kiedy r�ne formacje poetyckie przegoni�y
barier� czasu, i ostatecznie, poczynaj�c od lat pi��dziesi�tych do pocz�tku obecnej dekady (tj.
lat osiemdziesi�tych � przyp. red.) wsp�y�o ze sob� kilka bardzo istotnych a r�nych
generacji. �yj� jeszcze skamandryci, a poczynania Iwaszkiewicza i S�onimskiego kre�l�
barwny, cho� kontrastowy rysunek. By� Przybo�, byli poeci �drugiej awangardy� r�nego
autoramentu, Jastrun, nadal R�ewicz. I dopiero na to pot�ne t�o mieli si� wpisa� m�odsi, i
dokonali tego, gdy� ich tw�rczo�� stanowi�a jedn� z najwi�kszych w naszych dziejach erupcj�
poezji � Bia�oszewski, Herbert, Szymborska, Grochowiak i kilkana�cie innych znakomito�ci.
I nie zd��yli si� wtopi� w t�um, gdy nadci�gali nowi i nowi. Od Stachury po Wojaczka, Benk�
i najm�odszych. Wszyscy razem stanowili nieznan� dot�d w naszych dziejach Wielk�
Symfoni�, Wielkie Wsp�brzmienie poezji, wzmagaj�ce si� wzajemnie, wzajemnie
wp�ywaj�ce na siebie, gdzie bodaj wi�cej ostatecznie starsi uczyli si� od m�odszych ni�
odwrotnie.
To prawda, �e poet�w z czasem ubywa�o � najwa�niejsza zdaje si� by� �mier� Przybosia
(1970) � ale dopiero lata osiemdziesi�te zako�czy�y ten wyj�tkowy rozdzia� dziej�w poezji �
�eby przypomnie� bodaj �mier� Iwaszkiewicza, Jastruna, I��akowicz�wny, Rymkiewicza,
Zag�rskiego, Dobrowolskiego, S�uckiego, Wirpszy i tylu innych. Nie wiem, czy ta epoka
mo�e si� jeszcze kiedykolwiek powt�rzy� � w ka�dym razie byli�my �wiadkiem zjawiska
niezwyk�ego, kt�re w ca�ych dziejach naszej kultury ma miejsce wyj�tkowe i zapewne tak te�
b�dzie oceniane w przysz�o�ci.
8
POKOLENIE �WSPӣCZESNO�CI�
Generacja debiutant�w okolic 1956 roku przesz�a do historii jako pokolenie
�Wsp�czesno�ci�, chyba jedyne, kt�re otrzyma�o swoje imi� od tytu�u czasopisma. Ale
�Wsp�czesno�� to bodaj jedyne pismo powojenne, powsta�e bez jakichkolwiek
obrachunk�w politycznych i nie wykoncypowane z g�ry. M�ody literat i hochsztapler Leszek
Szyma�ski wydar� zezwolenie od zaskoczonego Gomu�ki, co zreszt� Putrament notuje w
swych pami�tnikach z prawdziw� groz� � dopowiedzmy wi�c, �e w�a�nie Putrament mia� by�
po latach ostatecznym grabarzem pisma. Leszek Szyma�ski prowadzi� pismo, bardzo jeszcze
nieregularne, mniej wi�cej dwa lata, potem wyjecha� z kraju; jak wie�� niesie, by zosta�
misjonarzem na Cejlonie. Plotka g�osi�a, �e nie tylko nikogo nie nawr�ci�, ale sam przeszed�
na buddyzm. Ale najcharakterystyczniejsz� postaci� tej najwcze�niejszej �Wsp�czesno�ci�,
kt�rej pierwszy numer ukaza� si� w pa�dzierniku 1956, by� Roman �liwonik, poetycko
w�wczas taki sobie, bardzo daleki od p�niejszej dojrza�o�ci. Opr�cz niego S�awomir Kryska,
Zygfryd Sawko, Ireneusz Iredy�ski, Zdzis�aw Jerzy Bolek, Janusz Kondratowicz � p�niejszy
tek�ciarz s�awny, autor hymn�w co� dwunastu organizacji przer�nych, Jerzy S. Czajkowski,
p�niejszy za�o�yciel Grupy Warszawskiej (�Ha, ha, ja jestem zwierz! i bydl� jestem� �
zwierza si� poeta w jednym z wierszy drukowanych w�wczas), znana p�niej pisarka Maria
Szypowska, wcale, wcale interesuj�ca w�wczas jako poetka, Gielo, O�nia�owski,
Tch�rzewski, Brycht, Hillar, Po�wiatowska i Sadowska � zreszt� mn�stwo innych ludzi
r�nego autoramentu.
Od pocz�tku niemal przewijaj� si� trzy charakterystyczne postacie � J�zef Lenart (1931),
poeta, prozaik, dzia�acz m�odzie�owy, Tadeusz Strumff (1933), urodzony redaktor i reporter,
zreszt� powie�ciopisarz tak�e (Strumffa w�a�nie uwa�a�o si� po latach za autora s�ynnego
has�a �Polak potrafi�, podobno jednak jego geneza jest ludowo�anonimowa, a sam Strumff
upowszechni� je tylko), wreszcie grafik Miros�aw Malcharek, kt�remu sw�j kszta�t graficzny
zawdzi�cza�a p�niej �Literatura na �wiecie�, tak�e autor uroczych opowie�ci przygodowo�
m�odzie�owych. Przez �Wsp�czesno�� przewijaj� si� wszyscy � Aleksander Jerzy
Wieczorkowski, Zbigniew S�ojewski, p�niejszy Hamilton, tu Hadrian dopiero, i Andrzej
Dobosz jako trzeci felietonista � �Pustelnik z Krakowskiego Przedmie�cia�. A ponadto: i
Piotr Wierzbicki, i Wanda Konarzewska, i Jerzy Prokopiuk, i Tomasz Burek, i Andrzej
Gronczewski jako prozaik, i Jerzy �ojek, i Zbigniew Irzyk, i Przybo�, i Sandauer, i Anna
Bukowska. S� tu prozaicy pokolenia � Kotowska, Leja, Minkowski, Kaba��, Terlecki,
Krasi�ski, Nowakowski.
Publikuje tak�e Drozdowski, Bryll, Grochowiak � to autorzy odrobin� p�niejsi, a tak�e
Grze�czak, Ratajczak, Danecki, Skolimowski, p�niejszy re�yser, �ukasiewicz, Kulka
(K�odzkiem ws�awiony), Loebl, Harasymowicz, Nowak, Szmidt, Niedworok, Czycz,
D�browski, Afanasjew. W 1959 p.o. naczelnego zostaje na jaki� czas Grochowiak i
wprowadza pismo na powa�ny, wysoki poziom. P�niej naczelnych b�dzie wielu � Witold
D�browski, Andrzej Lam, Stanis�aw Kuszewski, J�zef Lenart. Pracowa�y w pi�mie w r�nych
czasach ze dwie kopy redaktor�w, a� po rok 1971. Ale sw� historyczn� rol� �Wsp�czesno��
spe�ni�a w tych pierwszych latach. I dla kolejnych �wst�puj�cych pokole� by�a pismem
promocyjnym � niedaleko szukaj�c: oko�o roku sze��dziesi�tego pojawili si� tutaj Jerzyna,
Burtowy, Stecewicz, G�siorowski, Wa�kiewicz, Wawrzkiewicz, �urakowski i Stachura. Co
prawda przydano im nag��wek �I ju� m�odsi od nas�.
Doprawdy, nie jest �adn� przesad� okre�lenie �pokolenie �Wsp�czesno�ci�. Ale tylko
cz�ciowo by�o to pokolenie w sensie biologicznym, chodzi tu o generacj� debiutu. I to
nie�cis�e � wi�ksza cz�� autor�w pokolenia �Wsp�czesno�ci� debiutowa�a ju� par� lat
wcze�niej, niekt�rzy zd��yli nawet ksi��ki wyda�, ale pozostawali dotychczas w cieniu. Teraz
dopiero przyszed� czas �zmiany warty�, jak to tytu�em swojej g�o�nej ksi��ki (1961) okre�li�
9
Jan B�o�ski. �Zmiana�, to jak ju� widzieli�my, okre�lenie przesadne, w�a�nie tw�rcy
poprzedniej generacji osi�gn� teraz szczyty wp�yw�w i tw�rczo�ci, ale warty tej, powiedzmy,
powa�ne uzupe�nienie. Warto przecie� pami�ta�, �e opr�cz poet�w ju� tu wymienionych
objawiaj� si� tacy tw�rcy, jak: Jerzy S. Sito, Jaros�aw Marek Rymkiewicz, Zbigniew
Jankowski (z rodzin�: czyli z Teres� Ferenc, poetk� znakomit�, jak� �on� � nie wiem, ale
b�d� co b�d� matk� dw�ch pisz�cych c�rek). Dalej: Urszula Kozio�, Helena Raszka,
Wincenty Faber, Boles�aw Fac, Kazimierz Hoffman, Stanis�aw Horak, Leszek Elektorowicz,
Barbara Eysymontt, Joanna Kulmowa, Ludmi�a Marja�ska, Bogdan Justynowicz, Jan
Miros�aw Kasjan, Janusz Koniusz, Tadeusz Kijonka, Anka Kowalska, Czes�aw Kuriata,
Edward Balcerzan, Jan Czopik�Le�achowski, Ryszard Liskowacki, Zdzis�aw ��czkowski,
Krzysztof Nowicki, Antoni Podsiad, Wies�aw Rustecki, Marek Skwarnicki, Czes�aw Slezak,
Leon Szwed, Henryk Szylkin, Jan Zych, Andrzej Barty�ski, J�zef Bursewicz, Stanis�aw
Chaci�ski, Mieczys�aw Czychowski, Zbigniew Dolecki, Antoni Dzier�anowski, Jan Goczo�,
Henryk Jachimowski, J�zef Szczawi�ski... A to bynajmniej nie wszyscy, ale ci, o kt�rych
raczej wypadnie powiedzie� s��w par�, o wi�kszo�ci przynajmniej: zreszt� s� to w du�ej
mierze ludzie zapisani nie tylko w poezji.
Ale we wstrz�sie poetyckim tamtych lat nie tylko oni udzia� mieli, bo r�wnocze�nie
odezwali si� poeci nieco starsi, kt�rzy milczeli dot�d, a byli i tacy, kt�rzy odezwali si� g�osem
tak innym, �e w�a�ciwie nale�y m�wi� o powt�rnym debiucie. Spo�r�d nich na wielkim
pierwszym miejscu stoi Wis�awa Szymborska, poetka, o kt�rej nie m�wili�my dotychczas,
mimo �e wyda�a ju� par� tom�w uwagi godnych. Tu� dalej Miron Bia�oszewski, Zbigniew
Herbert i Stanis�aw Swen�Czachorowski. Na osobnym miejscu trzeba wymieni� Mariana
Jachimowicza, kt�rego p�ny debiut ol�ni� swoj� awangardow� czysto�ci� Przybosia,
wreszcie tw�rc�w tak r�nych, jak Tadeusz �liwiak, Tadeusz Urgacz, Jan G�rec�Rosi�ski
czy Tadeusz Chr�cielewski. Ale i na tym nie koniec � na pa�dziernikow� polifoni� poetyck�
z�o�yli si� tak�e tw�rcy emigracyjni, kt�rych g�os zacz�� dociera� do kraju. Opr�cz Jerzego S.
Si�y, kt�ry nadawszy po��dany kierunek demonta�owi Imperium Brytyjskiego osiad� w
Polsce, by dalej prowadzi� dzie�o zniszczenia, trzeba wymieni� Taborskiego, Czernia
wskiego, Czaykowskiego, a poza tym starszych ju� poet�w. Z nich tylko Mi�osz zosta�
przeznaczony przez nasze w�adze do odegrania wielkiej roli i dost�pi� zaszczytu odpis�w
r�cznych i om�wie�. W prasie pisano �Poeta� i wiadomo by�o, o kogo chodzi � tak w
�redniowieczu zosta� uczczony Wergiliusz. Czy buduj�c ten piedesta� mia�y ju� w�adze Nobla
na my�li � nie wiem, ale robi�y wszystko, by mu pom�c.
Je�li dodamy do tego poet�w poprzednich generacji, to �atwo zrozumiemy, �e wytw�rnie
bu�aw marsza�kowskich znakomicie w one dni prosperowa�y. To prawda, �e poeci tu
wymienieni mieszkali w r�nych miastach i nale�eli do najprzer�niejszych grup i orientacji,
lecz w�a�nie w�wczas mn�stwo by�o rozmaitych zjazd�w, spotka�, wiosen, jesieni, festiwali,
sympozj�w, poezji przy �wiecach, konferencji, juwenalii, piernikalii i saturnalii. Co s�abszych
z pomp� grzebano, odporniejsi, jak Sandauer, zapadali na d�ug� abstynencj�. Zjawisko by�o
imponuj�ce, liczyli si� z nim wszyscy, a centralne w�adze sk�onne by�y obradowa� w
permanencji, gdy uchwa�y sejmiku poet�w w Ja�le brzmia�y dwuznacznie.
Oczywi�cie, w tym tumulcie poet�w mo�e dziesi�ciu, mo�e kilkunastu wnios�o warto�ci
rzeczywi�cie nowe i wzgl�dnie trwa�e. Lecz ani nie mogliby si� oni pojawi� w izolacji, ani te�
nie nale�y s�dzi�, �e ich poetyccy towarzysze godni s� jedynie zdawkowego lekcewa�enia.
Przeciwnie, napisano du�o dobrych wierszy. Ale czy da si� znale�� jaki� wsp�lny mianownik
dla tw�rc�w tak r�nych pod ka�dym nieomal wzgl�dem? Bardzo to trudna sztuka. Byli tu
przecie� neopozytywi�ci, wizjonerzy, nadreali�ci, konstruktywi�ci, nawet agitatorzy,
neoklasycy... Przes�anie poetyckie by�o wi�c bogate i, chwa�a Bogu, w jednej w�skiej
szufladce si� nie mie�ci. Mo�na przecie� okre�li� pewne cechy wsp�lne bodaj tych
najbardziej pokoleniowe zbli�onych do siebie, dwudziesto�, dwudziestoparolatk�w. Ot�
10
by�o to bodaj �najgrzeczniejsze� pokolenie w dziejach polityki kulturalnej po wojnie.
Mawia�o o buncie, lecz buntowa�o si� z umiarem, wr�cz �na kolanach�, by� to wi�c zgo�a
�bunt spolegliwy� (�bunt nie przemija, bunt si� ustatecznia� � pisa� Grochowiak). Pokolenie
to pami�ta�o wojenne bezradne dzieci�stwo i szko�� milczenia, jak� przesz�o w latach
stalinizmu. Mo�e wi�c by�o najbardziej ze wszystkich zgodliwe, mo�e cyniczne, a mo�e
przestraszone. Mniejsza o konsekwencje personalne, nie o tym pisz�, lecz taka edukacja nie
mog�a nie zostawi� pi�tna w literaturze.
Symptomatyczny by� sp�r o Kr�la Ubu. By�o to g�o�ne przedstawienie warszawskiego
teatru studenckiego �Stodo�a�. Bogus�aw Choi�ski i Jan Ga�kowski dokonali adaptacji
Fantazji skandalicznej na tematy Alfreda Jarry w duchu absurdalno�nadrealistyczno�
rewizjonistycznym. Szczeg�lnie ostro skrytykowa� spektakl Zbigniew Za�uski, obro�ca
dorzeczno�ci polskich dziej�w, publicysta bardzo wp�ywowy, ch�tnie jednak korzystaj�cy z
pretekst�w (takim pretekstem by� kiedy indziej Tren Czeszki). Zobaczmy zreszt�, jak
�wi�to�ci narodowe przemienia�y si� Choi�skiemu w szyderstwo � tu Jarry ��czy si� ze
S�onimskim w parodii Alarmu:
� Og�aszam alarm dla miasta Warszawy
Niech ma.
Kto� biegnie po schodach �ubudu �oboda
Piiiii � skrzypn�y gdzie� drzwi...
Zeppelin. Zeppelin nad mostem Kierbedzia!
Ju� niebem potwornych motor�w huk jedzie...
(imitacja huku ci�kich bombowc�w)
C�E�P�E�L�I�A... C�E�P�E�L�I�A... C�E�P�E�L�I�A...
C�E�P�E�L�I�A...
� Opeel na dachy � bo papa za sucha.
Wojtusiu. Tnij bomb�choler� od ucha.
Nie razi ci� w niebie potworna ta grucha???
Hej, lewa i tywa. Marsz naprz�d, psiajucha
� Zasuwaj w gazomierz � pourqua voila
ten straszny aba�ur na niebie si� pcha?
Warszawo�stolico. On w r�cznie prz�dzion�
makat� po�ar�w przerobi twe �ono.
I kt� wyswobodzi syreni tw�j cyc
z parzenic i kurpsi? Rymkiewicz i nic...
... Lud nuc�c godzinki groch wtyka w sznurki
i robi ze s�omy i ciasta figurki !
I lud rze�bi kluski!
I kilim w nas pcha!
Na grand�. Na grand�. Granada maja...
Gdzie dechy teatru cokolwiek s� zdrowsze
� sta�cuje je w drzazgi �piewaj�c Mazowsze.
W ten spos�b si� kiedy� do trumien dobrali
i szkielet praojc�w z piszczel� wypali�.
I z wyciem Syrena tarza�a si� w szk�ach,
Uj, Lope de Vega. Estrada maja.
Ojczyzna zalana. I kr�ci si� �za, jej!
Na �Ladzie� i �Sk�adzie� �ka polska jak Rachel.
Ugina si� ziemia mazurska pod Kajk�:
W Krakowie Hordy�ski ucina se lajko�.
11
Fin de siecle
fildekos
Ildefons
patefon
antracyt
Polacy
koks.
BOGUS�AW CHOI�SKI
Bogus�aw Choi�ski (1925�1976) pisywa� najcz�ciej w duecie, ale jego pi�ro zawsze da
si� rozpozna�. By� wsp�autorem znakomitych i przedziwnych blues�w (np. s�ynna
Alabama), w og�le za� cz�owiekiem wyj�tkowym i niezwyk�ym, znawc� zi� i formu�
czarnoksi�skich, magiem i mistykiem, umys�em wprost kr�puj�co niezale�nym. Je�li za� idzie
o szarganie �wi�to�ci narodowych, to drog� odby� daleka, skoro ostatnim, ledwie zacz�tym
utworem mia�o by� widowisko o bitwie raszy�skiej, kt�ra wiekui�cie trwa i w kt�rej ka�dy
mo�e i powinien wzi�� udzia�, bodaj po to, by rannego Godebskiego w por� przewie�� do
szpitala...
�Wsp�czesno�ci� �ubowskie� obrazoburstwo bardzo odpowiada�o. W tym�e
pi��dziesi�tym dziewi�tym roku ukaza� si� tutaj s�ynny artyku� Grochowiaka Karabela
zostanie na strychu. Wyra�a� niewiar� w warto�� zryw�w emocjonalnych, w sens postawy
heroicznej, nawo�ywa� natomiast do kolejnej pracy organicznej, pracy u podstaw.
Odpowiada�o to rzeczywi�cie postawie pokolenia, kt�re nie zg�osi�o ani przedtem, ani potem
jakiego� programu odnowy narodowej czy moralnej, i w og�le nie ceni�o sobie
romantycznych gest�w ni program�w. Ciekawe jednak, �e ten, przecie� pa�stwowotw�rczy,
program entuzjazmu nie wzbudzi�, a sam Grochowiak naczelnym by� nied�ugo. Bo te� pod
stabiln� powierzchni� rzeczy mia�y si� troch� inaczej: �wi�to�ci by�y, jak zawsze, w wielkiej
cenie, tyle �e nie wszyscy to samo za �wi�to�� uwa�ali. A wi�c wszystkie bodaj orientacje
spo�eczne w Polsce rade by powita�y selekcj� �wi�to�ci, a nie totalne ich odrzucenie.
Tymczasem pokolenie niewiele weso�ego mia�o do powiedzenia. Pewnie, Lenart,
D�browski czy Drozdowski byli wci�� niezmiernie zaanga�owani spo�ecznie, cho� na r�n�
mod��, ale wi�kszo�� chroni�a si� pod p�aszczykiem ironii, wola�a lumpa zamiast bohatera
pozytywnego, pogr��a�a si� w sobie, w rozmy�laniach o �mierci lub daremnej mi�o�ci. �wiat
dookolny by� szary. Przypomina� cebul� z wiersza Stanis�awa Chaci�skiego, w kt�rej wn�trzu
jest tylko �wielki wsp�lny p�acz�. Warto mimo wszystko przypomnie�, �e i artyku�
Grochowiaka, i Ubu to rok 1959, trzeci ju� rok po pi��dziesi�tym sz�stym. W tym�e roku
znajdujemy na �amach �Wsp�czesno�ci� wiersz Andrzeja Szmidta, idealnie rysuj�cy
zaplecze duchowe �pozytywizmu� Grochowiaka:
Psy kulawe
stroj� drogi
diabe� dziewkom
pl�cze nogi
ptaki drzewom
kwiaty czerni�
po marzeniach
trupy biegn�
taki pejza�
taki pejza�
rzadko zbrodniarz
12
�z� zap�acze
�lepy �ebrak
znajdzie prac�
bosy rycerz
laur
taki pejza�
taki pejza�
wiatry siej�
sosny krzywe
nieprzydatne
a prawdziwe
g�upek piosnk�
z nich wyg�adzi
snem napoi
gwiazdk� zdradzi
b�dzie pejza�
�piewny rzewny
taki pejza�
taki pejza�
(Taki pejza�)
Jest to najbardziej znany wiersz Szmidta, gdy� pi�knie go za�piewa�a Ewa Demarczyk.
Sam Andrzej Szmidt (1933) wyda� p�niej ksi��ki poetyckie: Malowanki (1966), Z�o�enie
broni (1977) i Modne ubranko (1981), gdzie szaro�� pejza�u skojarzy si� z szaro�ci�
wewn�trzn� cz�owieka, chocia� �dusza nie idzie na rent�, a �sztuka jest karetk�
reanimacyjn��. Szaro�� jest na sztandarze Szmidta, ale czy nie by�a tak�e kolorem ca�ej tej
formacji?
Wszystko to razem musia�o doprowadzi� a� do oskar�enia o turpizm, kult brzydoty, a te�
smutku i �mierci. Ale tu ju� musi pa�� nazwisko Grochowiaka, kt�ry zreszt� jako publicysta
wyja�nia� te� p�niej m�odszym, jakie trudno�ci musia�o pokolenie przezwyci�a�. Pisa�:
Ot�, w istocie, bunt Pokolenia�56 � bunt poetycki � nosi� przede wszystkim znamiona
niezgody w zakresie estetyki, warsztatu poetyckiego oraz pola poetyckiej obserwacji. W tych
trzech konstatacjach kryj� si� jednak sekretne zak�tki, bez kt�rych ani rusz. [...]
M�wi�c o jakimkolwiek buncie � aby dobrze go oceni� � nale�y przede wszystkim zna�
natur�, rozleg�o�� i prawdziwe (cho� niekiedy ukryte) znaczenie tego, w co by� wymierzony.
Aby wi�c sprawdzi� spo�eczne znaczenie rzekomo estetycznego buntu �Wsp�czesno�ci�,
trzeba dobrze rozumie� spo�eczny sens zastanej przez t� generacj� estetyki. By�a to natomiast
estetyka artystycznego fa�szu i chwalby, kt�ra �ci�le odpowiada�a etyce zastraszenia i
autokratyzmu w �yciu spo�ecznym. By�a to estetyka z l e c o n e g o w y b o r u (tragiczno��
tego paradoksu pojmuj� tylko ci, kt�rzy musieli si� z nim pogodzi�), jakiej w sferze
spo�ecznej odpowiada�a estetyka ob�udy i p�prawd. By�a to wreszcie estetyka amputowana o
ca�� r�norodno�� tradycji narodowej i w�a�ciwy wizerunek dokona� wielu innych narod�w,
a kt�ra to estetyka stanowi�a nie wi�cej ni� sublimacj� dezinformacji i uniformizmu
my�lowego w �yciu spo�ecze�stwa.
13
(Stanis�aw Grochowiak, S��wko do neoromantyk�w, �Kultura� 1972, nr 6).
Lecz przecie� i ten bunt przemawia� j�zykiem Ezopa i cho�by dlatego tylko musia� si�
wyda� nast�pcom po�owiczny.
STANIS�AW GROCHOWIAK
Stanis�aw Grochowiak (1934�1976) by� najpe�niejszym wcieleniem pokolenia
�Wsp�czesno�ci�, w sensie dos�ownym, ale pewnie i symbolicznym, jego osza�amiaj�cego
startu i bardzo mglistego dalszego ci�gu, jego szarej genealogii i ostatecznego braku wielkiej
ol�niewaj�cej idei. By� poet� najbardziej synkretycznym i syntetycznym, jego udzia�em sta�a
si� najszybsza i najbardziej b�yskotliwa kariera, p�niej za� gwa�towny protest nast�pc�w.
Mia� te� zdumiewaj�c�, bardzo arbitraln� osobowo��, dworski kr�g przyjaci� i akolit�w,
uznanie i podziw r�wie�nik�w, kt�rych potrafi� niekiedy odrobin� terroryzowa�. Wreszcie to
od Grochowiaka po jego �mierci raptownie a niezas�u�enie odwr�cono si� na ca�e lata. Co nie
zmienia faktu, �e nale�y do naj�wietniejszych poet�w naszego stulecia.
Pochodzi� z Wielkopolski, z Leszna, co w jego wypadku ma znaczenie niema�e, przewin��
si� przez Wroc�aw, ale ostatecznie poch�on�a go Warszawa. Pocz�tkowo by� autorem PAX�
u, a sympati� do tej instytucji zachowa� na zawsze (trzeba przyzna�, �e wiele mu ona w �yciu
pomog�a). I to tak�e niekiedy wida�. Debiutowa� w 1956 od razu wierszem i proz�. Je�li idzie
o poezj�, by� to tom Ballada rycerska. Kazimierz Wyka, jeden z tych krytyk�w, kt�rzy
natychmiast zorientowali si�, �e pojawi� si� kto� nieprzeci�tny, podkre�li� dysonansowo��
poetyki Grochowiaka, antytezy, zwi�zki z barokiem. Bo i wszyscy inni zauwa�yli grotesk�,
pog�os po Ga�czy�skim, motywy religijne. Z punktu widzenia dalszego rozwoju poezji
Grochowiaka warto chyba zauwa�y� tak�e niezwyk�� w tym pokoleniu potoczysto�� j�zyka,
kt�ra sprawi�a, �e tak wiele wierszy z tego tomu by�o potem �piewanych. Tom i ca�a
tw�rczo�� otwieraj� si� tak, jak na Sarmat� przysta�o:
Matko Boska od Anio��w
Matko Boska od paj�k�w
�nie�nych �agli smag�a Pani
Sygnaturko z kolczykami
Matko Boska z ��t� twarz�
Matko Boska z orlim pi�rem
Matko Boska kolonialna
�zo astralna i kopalna
W�druj�ca na pirodze
Fruwaj�ca na korwecie
Na Holendrze lataj�cym
W dumnej pozie na lawecie
D�ugor�ka d�ugoszyja
Z�otopalca kr�g�og�owa
Pysznooka w�skostopa
�yzna w ludzi jak Europa
O kopalnio naszych natchnie�
O fabryko naszych pog�d
O ko�ciele naszych cierpie�
Na ksi�yca w�skim sierpie
Matko Boska m�dra taka
�e� jak ogr�d z plonem �ask
Rzu� najmniejszy cho�by blask
14
W ciemne wiersze Grochowiaka.
(Modlitwa)
Sfera transcendencji b�dzie obecna w ca�ej tw�rczo�ci Grochowiaka, ale ju� nie tak
rado�nie jak tutaj, ale przez mrok, przez groz� �mierci, przez niedosi�no�� Boga i samotno��
cz�owieka. B�g bywa wr�cz uto�samiany ze �mierci� (jak we Fryzjerze), a cz�owiek jest w
permanentnym stanie upadku, w rozk�adzie, szpetocie, nieczysto�ci. Ale w�a�nie czysto�� jest
poj�ciem dla Grochowiaka bardzo podejrzanym, czysto�� to sterylno�� �mierci, to tak�e strefa
nieludzka, strefa nienawi�ci � w tym sensie ksi��k� o przera�aj�cej i bezp�odnej zreszt�
czysto�ci jest Trismus (1963).
Ale tymczasem pojawiaj� si� nast�pne tomy Grochowiaka. Wi�c dwa najs�ynniejsze:
Menuet z pogrzebaczem (1958) i Rozbieranie do snu (1959), najwy�szy wzlot poezji
Grochowiaka, dalej za� niewiele im ust�puj�ce Agresty (1963) i Kanon (1965). Jest to bardzo
wyr�wnany ci�g poetycki o podobnej w zasadzie poetyce i problematyce, cho� w ostatnim
tomie spontaniczno�� poetycka jakby nieco maleje.
Ma�o jest poet�w tak bardzo uczulonych na fenomen �ycia. Przy czym nie idzie o �ycia
wykwinty i ozdoby, ale o jego sam nagi fenomen, �adnymi pi�kno�ciami nie przes�oni�ty.
Przeciwnie, waga �ycia wtedy jest najwi�ksza, gdy go nic nie zdobi, przeciwnie, gdy jest
szpetne, sponiewierane, zagro�one. �ycie jest przecie� bardzo cielesne, ale cia�o to nic innego
jak po prostu mi�so. I tak w�a�nie m�wi s�ynny wiersz�manifest P�on�ca �yrafa:
Bo �ycie
Znaczy:
Kupowa� mi�so �wiartowa� mi�so
Zabija� mi�so Uwielbia� mi�so
Zap�adnia� mi�so Przeklina� mi�so
Naucza� mi�so i grzeba� mi�so
I robi� z mi�sa I my�le� z mi�sem
I w imi� mi�sa Na przek�r mi�su
Dla jutra mi�sa Dla zguby mi�sa
Szczeg�lnie szczeg�lnie w obronie mi�sa
A ONO SI� PALI
Nie trwa
Nie stygnie
Nie przetrwa i w soli
Opada
I gnije
Opada
I boli
Poeci ju� nie religijni, nie zwi�zani wewn�trznie g��boko z �adnym programem
spo�ecznym, nie maj�cy zreszt� �adnej �wietlanej idei do ofiarowania, mogli jedynie
odnotowa� zgrzebn� rzeczywisto��, w samym zapisie, w samym byle jakim �yciu jaki�,
ostateczny ju�, sens upatruj�c. Nie s�dzili zreszt�, by to by�o tak bardzo ma�o. Wtedy w�a�nie
Julian Przybo� wyst�pi� ze swoj� koncepcj� �turpizmu� (od �aci�skiego turpis � brzydki).
15
By�a Oda do turpist�w, by� te� bardzo obszerny esej adresowany do Mirona Bia�oszewskiego,
Stanis�awa Grochowiaka, Ireneusza Iredy�skiego, Piotra Kuncewicza i Tadeusza R�ewicza,
wi�c do czterech bardzo r�nych poet�w i jednego krytyka. Przybo� oskar�a� adresat�w o
naganne uwielbienie brzydoty i �mierci. Wybuch�a olbrzymia dyskusja (by� to rok 1963), nikt
si� do zarzut�w nie chcia� przyzna�, nawet sam Grochowiak, mimo �e pisa� wprost: �Wol�
brzydot�/ Jest bli�ej krwiobiegu/ S��w...�. Brzydota bywa�a nie tyle brzydot�, ile
powszednio�ci� nieciekawych sprz�t�w, chorob�, staro�ci� � Grochowiak mawia�, �e czuje
si� raczej �mizerabilist��. Po latach wydaje mi si�, �e jednak co� uronili�my w tej ca�ej
dyskusji i sprawie. �Turpizm� by� jedynym zawo�aniem oryginalnym, a nie �neo�, jak ca�a
reszta poetyckich program�w tego i p�niejszego czasu. Ale, wbrew Przybosiowi, tak
naprawd� nikt tej brzydoty nie chcia�, pisa� o niej, bo j� widzia�, ale nic wi�cej. U
Grochowiaka ta brzydota cz�sto bywa po prostu dekoracyjna. A w ka�dym razie stanowi�a
drug� stron� medalu barokowej, z�ocistej wspania�o�ci, za kt�r� tak�e Grochowiak przepada�.
Por�wnajmy dwa erotyki z tej samej mniej wi�cej epoki:
Lubi� z blachy twego kubka
Pi� herbat� gorzk�, pani �
Lubi� g�aska� twego szczura,
Gdy si� do mych n�g przyczo�ga
(Do Pani)
Chc� mie� ci� nag� w krajobrazie ciemnym
G�stym od br�z�w �wiecznik�w waz
Z kt�rych niech dymi waniliowy poncz
W rozd�te chrapy nieruchomych dog�w
(Gdy ju� nic nie zostanie)
Prawda, �e zdumiewaj�ce? Antyteza, dysonans, zaskoczenie � to znamionowa�o nie tylko
debiut, ale utrzyma�o si� w ca�ej tw�rczo�ci. Nie zawsze czytelna wprost, metafora
Grochowiaka ��czy�a niekiedy bardzo dalekie od siebie rzeczy i doznania. W ka�dym razie
ustawicznie powraca �kr�l� � w�tlutki i sponiewierany b�d� groteskowy, i �kr�lowa� � ale o
piersiach z drewna i r�kach wysmarowanych smalcem. Mi�o�� jest identyczna ze �mierci�, co
najsilniej i najs�ynniej zosta�o wybite w tytu�owym wierszu Rozbierania do snu. �Wej�cie
przez mi�o�� jest �w krain� ple�ni ciemn� m� ojczyzn�, ale oto i rokokowy wr�cz popis:
� Opowiedz ptaka...
� Dobrze. Opowiadam:
Ta strza�a by�a na ko�cu z�ocona,
Z�otnik j� struga� do perfidnych zada�...
Nios�c j� z nieba, cieniutko si� kona.
� Opowiedz ryb�...
� Dobrze. Opowiadam:
Ten m�otek czu�y, a jak�e tre�ciwy,
Kto� pi�kny mo�e do twarzy przyk�ada�,
Bo twarz ma g�adko�� podobn� do ryby...
� Opowiedz konia.
16
� Dobrze. Opowiadam:
Najczulej p�ta� jedwabiem.
A potem Pieszczota no�a na b�yszcz�cych zadach...
Ko� nawet martwy odwdzi�czy pieszczot�.
� Opowiedz rze�ni�.
� Dobrze. Opowiadam:
S� jednoro�ce o ci�kich powiekach,
W�druj� bia�e po wi�niowych sadach,
Ich grzywy p�acz� na leniwych rzekach...
(Po ciemku)
Wiele pi�knych i niezwyk�ych utwor�w napisa� Grochowiak w tym okresie. Mo�e warto
by szczeg�lnie podkre�li� cykle sonet�w: bia�ych, br�zowych, szarych, i trzy poematy:
Zuzanna i starcy, Epilog w stearynie i bardzo ju� odmienny, wr�cz klasycyzuj�cy: Liryki
kazimierskie. Od po�owy lat sze��dziesi�tych poezja i poetyka Grochowiaka zaczynaj� si�
odmienia�, nie na lepsze, niestety. Do tego p�nego okresu nale�� tomy: Totentanz in Polen
(1969), Polowanie na cietrzewie (1972), Bilard (1975) i Haiku�images (1978). Zanika gdzie�
ca�a Grochowiakowa lotno��, szczupleje metafora, mno�� si� nie zawsze konieczne
kolokwializmy, po prostu gadanina, niejasno�ci. Totentanz to poetyckie komentarze do
niemieckiego, wrze�niowego szkicownika, tytu�owe Polowanie ma si� pono odnosi� do
grudnia roku siedemdziesi�tego, lecz konia z rz�dem temu, kto to zgadnie, Bilard przynosi
mi�dzy innymi pr�by epickie, jak Allende, Moz�, Druk � najszcz�liwsza z tego jest chyba
Proza na dzie� �wi�tego Medarda; dla mnie wa�ny jest tak�e poemat Trzy Heredie, jako �e
zosta� mi dedykowany. Najg�o�niejszy jednak by� cykl Rok polski, gdzie Grochowiak
wykaza�, �e potrafi by� wirtuozem j�zyka. Wiele tu transakcentacji, homonim�w, wr�cz
popisowej zabawy w gr� d�wi�k�w i znacze�. Najwybitniejszy to utw�r p�nego okresu. Sam
Grochowiak traktowa� ten czas jako przej�ciowy, planowa� co� nowego, eksperymentowa�.
Eksperymentem by�y te� Haiku, kr�tkie, trzywierszowe utwory na mod�� japo�skich. W
planie by� jednak wielki poemat epicki, suma poezji i czasu. C�...
R�wnocze�nie z Ballad� rycersk� ukaza�a si� w 1956 roku powie�� Plebania z
magnoliami. Potem przyszed� zbi�r nowel Lamentnice (1958), powie�ci Trismus (1963) i
Karabiny (1965). Z tego wszystkiego naprawd� wa�ny jest Trismus � cho� ca�a proza ma
tonacj� ciemn�, jest przepojona gorycz� i reminiscencjami trudnych polskich sytuacji.
Trismus jednak si� osta�. Jest to opowie�� o m�odym esesmanie, komendancie obozu dla
�yd�w, kt�rzy ewentualnie mogliby by� wymienieni lub wykupieni. Ob�z ulega ostatecznie
likwidacji, przy czym ginie �ona komendanta obozu, wci�gni�ta do gazu z �ydowsk�
dziewczynk�. Prawdziwym tematem jest nienawi��, a dok�adniej psychika owego esesmana,
wyzi�biona i prawie pozbawiona uczu� ludzkich, przy bogatej sk�din�d gamie motywacji
wewn�trznych. Czyli po prostu jest to studium faszyzmu, niezmiernie precyzyjne, zimne,
sarkastyczne. Ksi��ka jest wielkiej miary, usytuowa� j� mo�na gdzie� obok Borowskiego czy
Eroiki Ku�niewicza, nic dziwnego �e zrobi�a karier� �wiatow�.
Niezmiernie wa�na by�a tw�rczo�� dramatyczna, przy czym szczeg�lne znaczenie mia�y
s�uchowiska, szybko zreszt� przerabiane na teatralne spektakle. Utwor�w, na r�ny spos�b
scenicznych, dialogowych napisa� Grochowiak kilkana�cie. Ich dialogowo�� podkre�li�
wyra�nie, tytu�uj�c pierwszy zbi�r Rzeczy na g�osy (1966), drugi Dialogi (1976). Bez
wielkiego trudu odnajdziemy analogie z poezj�. Ludzie upadli, chorzy, starzy, w jaki� tam
spos�b skazani � w scenerii turpistycznej i sytuacji nie�wietnej: wi�zienie, dom starc�w,
miejsce ka�ni. Pierwszym jego dramatem by�y Szachy � kres okupacji, ostatnie chwile pa�acu,
17
w kt�rym chroni si� i niemiecki baron, i komunista, i w og�le szczeg�lne a sk��cone
towarzystwo. Przegraj�, jak zwykle, wszyscy.
Grotesk� jest natomiast Kr�l IV, gdzie upadaj�ce kr�lestwo jest jednym wielkim domem
wariat�w, r�wnie opozycja, jak i w�adza oficjalna. Mo�e warto doda�, �e Kr�l IV by�
napisany na pocz�tku lat sze��dziesi�tych. Po latach kontynuacj� tej linii b�dzie Okapi, rzecz
o praczce�koicielce zar�wno dyktatora, jak i szefa dynamitard�w. Przy okazji warto
wspomnie�, �e m�wiono w swoim czasie sporo o antyfeminizmie Grochowiaka, nieco jakby
zapominaj�c, �e by� ojcem do�� licznej gromadki dzieci. Ale istotnie, na sprawy kobiety by�
Grochowiak uczulony, widzia� w kobiecie i si�� niszczycielsk�, i jedyn� ukoicielk� zarazem.
Demoniczno�� kobiety, jej gro�ny portret odnajdziemy zar�wno w Ch�opcach, jak i w L�kach
porannych, chyba najs�ynniejszych dramatach Grochowiaka. Pierwszy rozgrywa si� w domu
starc�w, drugi jest studium deliryka, w �yciu kt�rego jawa i majaki splot�y si� w ca�o��
nierozerwaln�. S� tu kobiety rzeczywi�cie z�owieszcze � w�a�nie p�niejsza Okapi mia�a by�
rodzajem palinodii.
W�tek niemiecki, okupacyjny, wr�cz egzekucyjny odnajdziemy w Particie na instrument
drewniany (ten �instrument� to po prostu szubienica) i w Po tamtej stronie �wiec. Ze
s�uchowisk Wergili si�ga do koszmar�w okupacyjnych, Kaprysy �azarza za� opowiadaj� o
przesiedle�cu, kt�ry musi �oswoi� now� ziemi�, zanim w niej spocznie na zawsze. Wsz�dzie
tutaj ocieramy si� o makabr�. Podobnie i w ostatnim dramacie Grochowiaka, ju�
po�miertnym, Dulle Griet, opowiadaj�cym dzieje pomy�ki s�dowej. Skazuje si� tu na �mier�
niewinn� dziewczyn� za wytrucie ca�ej rodziny � w ostatniej dopiero chwili okazuje si�, �e
pod cmentarzem biegnie z�o�e arszeniku. Lecz bohaterka jest ju� i tak nieodwo�alnie
zniszczona. �wiat liryki Grochowiaka w rozwini�ciu prozatorskim czy dramatycznym nie
wygl�da pocieszaj�co, jest raczej wcieleniem mroku, a nie ma tu ju� pocieszenia p�yn�cego z
pi�kna samej poezji. Ten los ludzki b�dzie si� rysowa� podobnie u innych r�wie�nik�w
Grochowiaka, cho� ma�o kto o�mieli� si� tak dobitnie postawi� kropk� nad i. A wi�c
najwa�niejsza duchowa propozycja pokoleniowa nie przedstawia�a si� zbyt rado�nie �
zobaczymy, jakimi protezami pos�u�yli si� w tym czasie inni poeci, od Harasymowicza po
Herberta. Grochowiak zmar� ledwo przekroczywszy czterdziestk�. Mo�e przedar�by si� ku
innym sferom �wiadomo�ci, mo�e zbudowa�by inn� jeszcze poetyk�? By� niezmiernie zdolny,
poza literatur� gra�, tak�e komponowa� i malowa�. W istocie by� przepe�niony wielkim
wsp�czuciem dla �wiata, wsp�czuciem ogarniaj�cym i zwierz�ta, co w Polsce, niestety, do
rzadko�ci i wr�cz dziwaczno�ci nale�y, wystawiaj�c nam stale �a�osne �wiadectwo. Wi�c i na
zwierz�tach zako�czymy. W ostatnich latach �ycia pisywa� bardzo pi�kne i zwiewne wiersze
dla dzieci. Takie jak ten:
W lesie, na polanie
stoj� cztery smutne �anie.
Pierwsza smutna, bo jest pi�kna,
druga pi�kna, bo wyl�k�a,
Trzecia �ebkiem wok� toczy
i zagl�da czwartej w oczy.
IRENEUSZ IREDY�SKI
Drugi na Przybosiowej li�cie �turpist�w� by� Ireneusz Iredy�ski (1939�1985), w�wczas
przede wszystkim liryk, ale ju� tak�e i prozaik, i wschodz�ca gwiazda polskiego dramatu. W
tej w�a�nie ostatniej dziedzinie mia� z biegiem lat zyska� najwi�ksz� s�aw�, staj�c si� jednym
z rzeczywistych filar�w wsp�czesnego polskiego teatru, i granice te zreszt� przekraczaj�c.
18
Dramat okaza� si� t� dziedzin�, w kt�rej jego autorskie predyspozycje znalaz�y najw�a�ciwsze
zastosowanie. Ale szko�a poezji i prozy by�a konieczna, zreszt� efekty by�y i g�o�ne, i
zastanawiaj�ce. Po prawdzie jednak w szerszych nieco kr�gach znana by�a nie tyle tw�rczo��
Iredy�skiego, ile fama skandalu, kt�ra go w owych, dawno ju� minionych, latach otacza�a.
Zwariowane �ycie, okrutne dowcipy, ob��ka�cze wyczyny bez liczenia si� z jakimkolwiek
konsekwencjami, a przede wszystkim ostentacyjnie bujne i � skandalizuj�ce �ycie i
poczynania erotyczne. Wszystkich kr���cych o nim plotek na wo�owej sk�rze by si� nie
spisa�o, a legenda zwielokrotnia�a jeszcze rzeczywisto��. Skoro za� o kawa�ach mowa, to
trzeba powiedzie�, �e sekundowa� mu w nich najcz�ciej Jerzy Falkowski, jeden z inicjator�w
festiwalu opolskiego, niezmiernie inteligentny krytyk, cz�owiek, kt�ry pierwszy bodaj odkry�
Grotowskiego, legendarny oberwaniec i nerwowiec, o kt�rym Grochowiak twierdzi�, �e nawet
umyty i rozebrany do czysta w sterylnej ampule wydzieli�by z siebie okre�lon� liczb�
niedopa�k�w, paproch�w i po�amanych zapa�ek. To Falkowski wprawi� w os�upienie opolskie
pogotowie ratunkowe, pojawiaj�c si� w upalnym lipcu z odmro�eniami st�p � zasn�� po
prostu w stanie niewa�ko�ci w samochodzie�ch�odni... Sam Iredy�ski przeszed� przez �ycie w
smudze skandalu (kt�rego starczy�o i na trzy lata wi�zienia, jak powszechnie uwa�ano, raczej
�za ca�okszta�t�), ale jego racj� by�a literatura, i ona pozosta�a.
W nier�wnym co prawda stopniu. Najciekawszym dramatem zajmiemy si� osobno w
innym miejscu, tu przypomnijmy, �e by� r�wnie� autorem trzech ksi��ek poetyckich,
przyj�tych nie tyle �yczliwie, co g�o�no. By�y to: Wszystko jest obok (1959), Moment bitwy
(1961), Muzyka konkretna (1971). Krytyka stwierdzi�a zafascynowanie debiutanta
R�ewiczem, co nie by�o wielkim odkryciem, bo wtedy R�ewiczem zafascynowani byli
wszyscy. Ale opr�cz R�ewicza odnotowano r�wnie� nadrealizm, Kafk� i niebywa�e obsesje.
Ten przybysz z Krakowa, z Galicji (debiutowa� w ma�o znanym i pami�tanym almanachu w
Bochni, gdzie razem z nim w 1955 rozpoczyna� Bogdan Loebl), postanowi� wszystkich
zaszokowa�, i to mu si� rzeczywi�cie uda�o. Jego zasadnicz� obsesj� by�a kobieta. By�a to
obsesja do�� osobliwa, gdy� jakby sprzeczna wewn�trznie. Z jednej strony kobieta jest
demonem, wcielonym z�em niszcz�cym m�czyzn�, z drugiej jest zgo�a ju� nie kim�, a czym�
do manipulowania i poniewierania, i tak si� te dwie wizje ze sob� nieustannie ��cz� i
wymieniaj� w ca�ej tw�rczo�ci Iredy�skiego. Trzeba doda�, �e w �yciu owe demony
wykazywa�y do artysty s�abo�� wr�cz niebia�sk�. Mo�e je naprawd� rozszyfrowa�?
Wszystko si� kr�ci wok� tej osi. Ale to, co si� mo�e kr�ci�, �ycie, zosta�o doszcz�tnie
wyprane z jakichkolwiek warto�ci naturalnych. Jest to �wiat wykrzywiony, sztuczny, drwi�cy.
Pos�uchajmy:
Je�li gdzie� s� ogrody
gdzie wn�trzno�ci r�owe pomi�dzy drzewami
s� rozpi�te
a na nich wisz� g�owy jak lampiony
Je�eli gdzie� s� takie festyny
Je�eli bia�e uda kobiet
rozpi�te s� na brz�zkach
a na bia�ych udach jak na brzozowej korze
zostawiono czarne pismo uk�sze�
Je�eli wino mieni si� t�cz� trucizny
a oczodo�y pozbawione ga�ek ocznych
czerwieni� �wiec� jak gwiazdki
Je�eli s� takie miejsca
19
o takich gwiazdach
Je�eli zmusza si� syn�w do gwa�cenia
matek
a potem w�osami matczynymi dusi si�
syna
Je�eli to wszystko istnieje
to wszystko w porz�dku
(Litania)
Pisano du�o o sztuczno�ci �wiata Iredy�skiego. Tak, pe�no tu �wilg z o�owiu�, �paj�k�w z
pi�r g�sich�, �r� z karmelu� etc. Wszystko jest jakby cedzone sarkastycznie przez z�by,
obce, niewa�ne (jak np. w poemacie Dzie� Ireneusza). M�wi si�, i s�usznie, o dehumanizacji
tego �wiata, i przez ca�y czas idzie o zaszokowanie czytelnika:
Sterylne pr�cie jarzeni�wki
p�omie� pochodni jak vagina z�ota
nasienie z kropel �wiat�a
We wielkiej macicy
nocy dojrza�o
(Style)
A opr�cz tego wszelaka makabra, cia�o na przer�ne sposoby, flaki, bebechy. Poetycko
bywa to bardzo zr�czne, ale poza obecno�ci�, poza zgnojeniem �wiata, autora i czytelnika �
nie tak wiele miewa do zaoferowania. Tym szczeg�lniej �e Iredy�ski, odwrotnie ni� to na
og� bywa, nie wykszta�ca w�a�ciwie z biegiem czasu w�asnego stylu, lecz trafia w melodyk�,
w dukt Grochowiaka. Poetycko jest