6943
Szczegóły |
Tytuł |
6943 |
Rozszerzenie: |
PDF |
Jesteś autorem/wydawcą tego dokumentu/książki i zauważyłeś że ktoś wgrał ją bez Twojej zgody? Nie życzysz sobie, aby podgląd był dostępny w naszym serwisie? Napisz na adres
[email protected] a my odpowiemy na skargę i usuniemy zabroniony dokument w ciągu 24 godzin.
6943 PDF - Pobierz:
Pobierz PDF
Zobacz podgląd pliku o nazwie 6943 PDF poniżej lub pobierz go na swoje urządzenie za darmo bez rejestracji. Możesz również pozostać na naszej stronie i czytać dokument online bez limitów.
6943 - podejrzyj 20 pierwszych stron:
Anne McCaffrey
Delfiny z Pern
WIELKIE SERIE SF
Ann� McCafiBrey
cykl
Je�d�cy smok�w z Pern
Je�d�cy smok�w
W pogoni za smokiem
Bia�y smok
�piew smok�w
Smoczy �piewak
Smocze werble
Moreta, Pani smok�w z Pern
Opowie�ci Nerilki
Narodziny smok�w
Renegaci z Pern
Wszystkie weyry Pern
Delfiny z Pern
w przygotowaniu
Smocze oko
Dla mojej wnuczki Elizy Oriany Johnson,
ksi�niczki i damy dworu z bajki
Prolog
W 102 lata po wyl�dowaniu
Kibbe po raz ostatni szarpn�� lin� dzwonu. Ca�y ranek robili to na
przemian z Corey, a teraz s�o�ce chowa�o si� ju� za wzg�rza i ci�gle
nikt nie reagowa� na ich sygna�y. Zwykle kto� wychodzi� z budynku
przy doku - najcz�ciej bywali to pro�ci �eglarze. Tym razem jed-
nak �odzie zacumowane do nabrze�a kiwa�y si� na falach i wida�
by�o, �e od jakiego� czasu nikt w nich nie wyp�ywa� na po�owy.
Corey cmokn�a zniech�cona. Inne delfiny z ich stada dawno ju�
odp�yn�y, aby samodzielnie �owi� ryby. Znudzi�o je oczekiwanie na
pojawienie si� istot ludzkich i na pocz�stunek, szczeg�lnie �e o tej
porze roku p�nocne wody obfitowa�y w �atw� zdobycz. Wydmuch-
n�a fontann� wody na znak, �e jest g�odna. Tak j� zdenerwowa� brak
reakcji ze strony ludzi, �e nie chcia�o jej si� u�y� Mowy.
- Panowa�y choroby, Ben mi o tym powiedzia� - przypomina� jej
Kibbe.
- Tak, nie czu� si� dobrze - odpar�a Corey, niech�tnie pos�uguj�c
si� Mow�. Istoty ludzkie mog� umrze�.
- To prawda. - Kibbe, przewodnik stada i jeden z najstarszych
jego cz�onk�w, mia� dwoje opiekun�w. Ci�gle jeszcze ciep�o wspo-
mina� Amy, swoj� pierwsz� opiekunk�. Podobnie jak on czu�a si�
w wodzie niczym ryba, cho� nie mia�a p�etw i do p�ywania musia�a
zak�ada� na nogi specjalne urz�dzenia. Nikt tak jak ona nie umia�
drapa� Kibbego po podbr�dku ani zdejmowa� z niego p�at�w linie-
j�cej sk�ry. Gdy zosta� ranny, ca�e dnie i noce sp�dza�a w wodzie
przy jego legowisku, do czasu a� nabra�a pewno�ci, �e odzyska� si�y.
Nie prze�y�by, gdyby nie zszy�a mu d�ugiej, ci�tej rany i nie podawa-
�a ludzkich lek�w zapobiegaj�cych infekcji.
Corey mia�a tylko jednego opiekuna, kt�rego nie widzia�a od d�u�-
szego ju� czasu. I to by�o powodem jej sceptycznego podej�cia do
ludzi. Nie odczuwa�a ich braku, w przeciwie�stwie do Kibbego. Jemu
kiedy� dobrze si� z nimi wsp�pracowa�o. Ci�gle jeszcze pozosta-
wa�y d�ugie odcinki wybrze�a, kt�rych lini� nale�a�o nanie�� na mapy;
ludzie ch�tnie korzystali r�wnie� z pomocy delfin�w przy poszuki-
waniu du�ych �awic ryb. Praca sprawia�a wszystkim przyjemno��,
a przy tym zawsze pozostawa� jeszcze wolny czas na wsp�ln� zaba-
w�. Ostatnio jedyn� rzecz�, jak� m�g� zrobi�, by wywi�zywa� si�
z Umowy Delfin�w z ludzko�ci�, by�o towarzyszenie statkom i czu-
wanie, aby delfiny spieszy�y z pomoc� ludziom, kt�rzy wypadli za
burt�. Kibbe nie wiedzia�, czy ludzie w og�le korzystali z jego ostrze-
�e� o zbli�aj�cych si� sztormach. Cz�sto nie zwracali szczeg�lnej
uwagi na jego rady, zw�aszcza gdy poch�ania�y ich obfite po�owy.
Kibbe nale�a� do grupy pe�ni�cej s�u�b� w pobli�u P�nocno-Za-
chodniej Otch�ani, gdzie przebywa�a Wielka Przewodniczka Tillek,
wybrana przez wszystkie stada ze wzgl�du na swoj� m�dro��. Imi�
to przekazywano z pokolenia na pokolenie. Kibbego nauczono, po-
dobnie jak inne delfiny instruktor�w, �e ich plemi� pod��y�o razem
z lud�mi na t� planet�, opuszczaj�c oceany Ziemi, w kt�rych odby�a
si� jego ewolucja, gdy� by�a to dla nich okazja by zamieszka� w czy-
stych wodach nie zanieczyszczonego �wiata. W takich warunkach
�y�y delfiny, zanim tech-no-log-ia (ju� dawno nauczy� si� bardzo sta-
rannie wymawia� to s�owo) nie zniszczy�a �rodowiska wodnego Sta-
rych M�rz. Kibbe wiedzia� r�wnie�, �e delfiny niegdy� zamieszki-
wa�y l�dy, i naucza� tego pomimo niedowierzania, jakie wywo�ywa�.
Pozosta�o�ci� tego etapu rozwoju delfin�w by�a konieczno�� oddy-
chania powietrzem atmosferycznym, dla zaczerpni�cia kt�rego mu-
sia�y si� od czasu do czasu wy�ania� na powierzchni�. S�ysza� tak
stare opowie�ci, �e nawet ci, kt�rzy przekazywali je Tillek, nie znali
daty ich powstania. Wed�ug nich, delfiny by�y wys�a�cami bog�w
i mia�y za zadanie towarzyszy� zmar�ym chowanym w morzu w dro-
dze do ich podziemnego �wiata cieni. Poniewa� delfiny uwa�a�y, �e
to morza le�� pod ziemi�, dosz�o do pewnych nieporozumie�. Lu-
dzie natomiast wierzyli, �e �wiat cieni to miejsce, do kt�rego w�dru-
j� �dusze" - cokolwiek to s�owo mia�oby oznacza�.
Jedn� z ulubionych opowie�ci Kibbego by�y wspomnienia Tillek
o tym, jak kiedy� delfiny odda�y ho�d za�odze statku kosmicznego, kt�ra
zgin�a w katastrofie na Wielkim Oceanie Przestworzy. Od tego mo-
mentu delfiny z planety Pern zawsze towarzyszy�y uroczysto�ciom po-
grzebowym. Ludzie nie prosili o to, by delfiny w��czy�y tak� ceremoni�
do swych tradycji, jednak�e byli chyba wdzi�czni za jej przestrzeganie.
Inn� wa�n� lekcj� by�o zapami�tanie imion delfin�w, kt�re zapa-
d�y w Wielki Sen i towarzyszy�y rodzajowi ludzkiemu w podr�y do
nowych, nie zanieczyszczonych m�rz planety Pern. Dla uczczenia
pami�ci pierwszych przyby�ych tutaj delfin�w oraz ich pobratym-
c�w urodzonych w Okresie Przed Opadem Nici, m�odym delfini�t-
kom nadaje si� ich imiona. D�wi�cz� one melodyjnie w uszach del-
fin�w i mog� by� �piewane w czasie d�u�szych wypraw w Wielkich
Pr�dach. Pie�� imion wykonywano zawsze przed pr�b� pokonania
przez m�ode delfiny pot�nych wir�w P�nocno-Zachodniej Otch�a-
ni, a nawet tych mniejszych na Morzu Wschodnim.
Tillek uczy�a r�nych rzeczy, niezb�dnych do opanowania ca�o-
�ci. Przyk�adem mog�a by� opowie�� dla m�odzie�y o Wielkim �nie,
kt�ra stanowi�a zagadk� nawet dla najzdolniejszych ch�opc�w i dziew-
cz�t, bowiem delfiny nie potrzebuj� snu. Przespanie pi�tnastu lat wy-
dawa�o si� im zupe�nie niewiarogodne. M�odzie� umia�a nazywa�
b�yszcz�ce na niebie punkty �gwiazdami", ale nawet Tillek nie by�a
w stanie wskaza� w�r�d nich Starej Ziemi. Ludzie mieli specjalne
urz�dzenia, pozwalaj�ce widzie� na dalsze odleg�o�ci, ale ponie-
wa� gwiazdy znajdowa�y si� w powietrzu, delfiny nie mog�y zg��-
bi� tego problemu. Na niebie, o �wicie i o zmierzchu, wida� by�o
trzy sta�e, �wiec�ce punkty. Tillek t�umaczy�a, �e s� to pojazdy ko-
smiczne, kt�rymi ludzie i delfiny dostali si� na planet� Pern. M�-
wi�a, �e musz� jej uwierzy�, gdy� ona sama dowiedzia�a si� o tym
od Tillek, kt�r� tego uczy�a poprzednia Tillek. To po��czenie fak-
t�w i wiary nale�a�o przyj��, cho� nie mo�na ich by�o sprawdzi�.
Stanowi�y cz�� Historii.
Historia za� by�a Wielkim Darem, jaki delfiny otrzyma�y od ro-
dzaju ludzkiego, pami�ci� o sprawach i rzeczach, kt�re przemin�y.
Dzi�ki Historii delfiny otrzyma�y zdolno�� m�wienia, Najwi�kszy
Dar, kt�ry pozwoli� im na powtarzanie s��w brzmi�cych jak mowa
ludzi, a nie delfin�w. Od tego momentu mog�y porozumiewa� si�
z lud�mi i pomi�dzy sob�, u�ywaj�c s��w, a nie wy��cznie d�wi�-
k�w zwi�zanych z morzem.
Kibbe bardzo �atwo uczy� si� wyraz�w, kt�rych u�ywali ludzie
w rozmowach z delfinami, a tak�e opanowa� znaczenie gest�w s�u-
��cych do porozumiewania si� pod wod�. Potrafi� r�wnie� wy�pie-
wywa� s�owa w taki spos�b, �e m�odzie� z jego stada poznawa�a je,
jeszcze przed przybyciem na wody b�d�ce siedzib� Tillek, w celu
uzupe�nienia swojej edukacji. Kibbe zna� r�wnie� wszelkie zwycza-
je pomocne w utrzymywaniu z lud�mi jak najlepszych stosunk�w.
Za�o�enie by�o takie: delfiny, najlepiej jak tylko potrafi�, mia�y bro-
ni� ludzi przed niebezpiecze�stwami czyhaj�cymi w morzu bez wzgl�-
du na pogod� i stopie� zagro�enia, czasami ryzykuj�c nawet w�a-
snym �yciem, by ratowa� cz�owieka, tak nieporadnego w �rodowi-
sku wodnym; zadaniem ich by�o tak�e wskazywanie �awic najbardziej
poszukiwanych gatunk�w ryb oraz ostrzeganie przed kaprysami
morza. Ludzie natomiast za te us�ugi obiecywali oczyszcza� cia�a
delfin�w z ryb-pijawek, wyprowadza� na g��bok� wod� osobniki za-
b��kane na p�yciznach, leczy� chorych i rannych cz�onk�w stad, a tak-
�e rozmawia� z nimi i, w przypadku wyra�enia takiej ch�ci ze strony
delfin�w, stawa� si� ich sta�ymi opiekunami.
W pocz�tkowym okresie kolonizacji planety Pern ludzie i delfi-
ny z wielkim zapa�em badali wsp�lnie nowe morza. By�y to lata
0 wielkim znaczeniu, lata, kiedy �y� i dzia�a� cz�owiek Tillek, ogrom-
nie szanowany przez wszystkie stworzenia na planecie. Dzwon del-
fin�w umieszczono w Zatoce Monako, a mieszka�cy l�du oraz
morza zobowi�zali si� reagowa� na jego d�wi�k. W owym czasie
wszystkie m�ode delfiny mia�y swoich indywidualnych opiekun�w
w�r�d ludzi, kt�rym pomaga�y prowadzi� badania, odkrywa� mo-
rza i g��bokie rowy na ich dnie, �ledzi� Wielkie Pr�dy oraz aktyw-
no�� dw�ch Otch�ani: Wi�kszej i Mniejszej oraz czterech Wyp�y-
w�w. Zar�wno stosunki z lud�mi osiad�ymi na sta�ym l�dzie, jak
1 z tymi, kt�rzy podbijali morza, nacechowane by�y wzajemn�
uprzejmo�ci�.
Tillek zawsze wyra�a�a si� o ludziach z wielkim szacunkiem i o-
stro upomina�a m�ode delfiny, nazywaj�ce ich �d�ugonogimi" lub
�bezp�etwowcami". Gdy jaki� g�uptas narzeka� na to, �e rodzaj ludz-
ki nie przestrzega Pradawnej Umowy, Tillek poucza�a z ca�� powa-
g�, �e to nie zwalnia rodu delfin�w od wykonywania ich zobowi�-
za�. Ludzie musieli przerwa� badanie planety Pern, by broni� swo-
ich teren�w przed Ni�mi.
Niekt�re mniej inteligentne jednostki, s�ysz�c takie stwierdzenie,
zaczyna�y cmoka� z rozbawienia. Czemu ludzie po prostu nie zjadali
Nici tak, jak to delfiny od lat robi�y? Tillek odpowiada�a, �e musieli
oni pozostawa� na l�dzie, gdzie Nici nie topi�y si�, lecz atakowa�y
ludzkie cia�o w podobny spos�b, jak robi� to z delfinami ryby-pijaw-
ki, kt�re wysysaj� z nich �ycie. A nast�powa�o to b�yskawicznie - �y-
cie uchodzi�o z organizmu cz�owieka w czasie potrzebnym do zaczerp-
ni�cia zaledwie kilku oddech�w i w kr�tkiej chwili ca�e cia�o po pro-
stu znika�o.
By�a to kolejna rzecz, kt�r� delfiny musia�y przyj�� na wiar�, po-
dobnie jak fakt, �e Nici doskonale nadaj� si� do jedzenia.
Nast�pnie Tillek przechodzi�a do lekcji Historii i opowiada�a
o Dniu Opadu Nici na planet� Pern. M�wi�a o bohaterskiej walce
ludzi u�ywaj�cych ciep�ego i jasnego ognia, kt�ry delfiny �yj�ce
w przybrze�nych wodach znaj�, ale nigdy nie mia�y z nim do czy-
nienia. Usi�owano pali� nim Nici w powietrzu, jeszcze zanim opa-
d�y na ludzi i zwierz�ta, by natychmiast wyssa� z nich wszelkie
�ycie. Po wyczerpaniu si� wszystkich zapas�w przywiezionych
z Ziemi, delfiny pomog�y ludziom wyp�yn�� na licznych statkach
z Dunkierki i uda� si� na p�noc, gdzie znale�li schronienie w wiel-
kich jaskiniach, porzucaj�c my�li o ciep�ych morzach po�udnia.
Kibbe kocha� opowie�� o tym, jak delfiny pomog�y ma�ym ��d-
kom odby� t� d�ug� podr� pomimo sztorm�w i konieczno�ci prze-
prawy przez Wielkie Pr�dy. Tam, w Forcie, r�wnie� zainstalowa-
no dzwon delfin�w i nast�pi�y d�ugie lata doskona�ej wsp�pracy
pomi�dzy delfinami i ich opiekunami. Trwa�o to a� do nadej�cia
Zarazy.
Kibbe wiedzia�, �e nie wszyscy ludzie umarli. Statki p�ywa�y na-
dal, a na polach wida� by�o sylwetki pracuj�cych, oczywi�cie nie
w Czasie Zagro�enia Ni�mi. Kibbe przez d�ugi czas mia� opiekuna,
wi�c dobrze zna� ludzi i ich umiej�tno�� leczenia tych niewielu cho-
r�b, kt�re mog�y si� przydarzy� delfinom. Jednak�e m�odzie� w je-
go stadzie nie wiedzia�a o tym i zastanawia�a si�, dlaczego delfiny
mia�yby przejmowa� si� ludzkimi sprawami.
- To nale�y do tradycji. Zawsze robili�my to, co robimy teraz, i nig-
dy nie przestaniemy post�powa� zgodnie z naszymi zwyczajami.
- Dlaczego istoty ludzkie chc� mie� kontakt z wod�? Przecie�
nie potrafi� dawa� sobie rady z pr�dami morskimi tak jak my!
W takiej sytuacji Kibbe zazwyczaj odpowiada�: - Niegdy� ludzie
potrafili p�ywa� niemal tak dobrze jak delfiny.
- Ale przecie� my nie umiemy chodzi� po suchym l�dzie - stwier-
dza� kt�ry� z m�odych - zreszt� po co mieliby�my to czyni�?
- Jeste�my innymi stworzeniami i mamy odmienne potrzeby; del-
finy �yj� w wodzie, a ludzie na l�dzie. Ka�de stworzenie ma swoje
w�asne �rodowisko.
- No, to czemu ludzie nie trzymaj� si� l�du, a nam nie pozosta-
wi� wody?
- Bo podobnie jak my potrzebuj� z morza ryb - spokojnie t�u-
maczy� Kibbe. Czasami m�odym trzeba powtarza� to samo wiele razy,
zanim wreszcie zrozumiej�. - Podr�uj�te� do r�nych miejsc, a wo-
da stanowi ich jedyny szlak komunikacyjny.
- Przecie� maj� smoki, na kt�rych mog� lata�.
- Nie ka�dy ma swojego smoka do latania.
- Czy smoki nas lubi�?
- My�l�, �e tak, chocia� ostatnio niewiele ich widywali�my.
M�wiono mi, �e w dawnych czasach smoki razem z nami p�ywa�y
w morzu.
- Jak one mog� p�ywa� z takimi ogromnymi skrzyd�ami?
- Sk�adaj� je na plecach.
- Dziwaczne stwory.
- Wiele l�dowych stworze� wydaje si� nam dziwnych - stwier-
dza� Kibbe z wdzi�kiem, p�yn�c bez wysi�ku obok swoich m�odych
uczni�w.
Chocia� nikomu o tym nie m�wi�, Kibbe by� przekonany, �e lu- I
dzie w wodzie staj� si� strasznie niezdarni, zreszt� na l�dzie te� im
si� to zdarza. Czasami jednak odnosi� wra�enie, �e potrafi� porusza�
si� w wodzie z pewn� gracj�, szczeg�lnie, gdy p�ywaj� w spos�b po-
dobny do delfin�w, trzymaj�c nogi z��czone razem. I cho� niekt�rzy
pr�buj� m��ci� wod� ka�d� nog� oddzielnie, trac� przy tym du�o
wi�cej energii.
W dzisiejszych czasach ludzie nie post�puj� ju� wed�ug zasad, ^
ustalonych kiedy� przez przodk�w obydwu gatunk�w. Teraz, na wi- j"
dok p�yn�cych delfin�w, prawie �aden kapitan nie wychyla si� za j;
burt� swego statku, by zapyta�, jak si� ma stado i gdzie pojawiaj� si�
�awice. Jeszcze rzadziej zdarza si�, �eby w symbolicznej podzi�ce
za asyst� pocz�stowano delfiny rybami. To prawda, �e min�o ju�
wiele sezon�w od czasu, gdy delfiny znalaz�y ostatni� zagubion� przez
ludzi w morzu skrzyni� i wydoby�y j�dla nich. Dawno te� sko�czy�y
si� dni, kiedy delfiny p�ywa�y ze swymi opiekunami na dalekie wy-
prawy. Bardzo to smutne, �e upadaj� dobre obyczaje, pomy�la� Kib-
be. A na wezwanie dzwonu r�wnie� nikt nie odpowiada.
Po raz ostatni przep�yn�� wzd�u� nabrze�a, obserwuj�c pust� przy-
sta�. Jeszcze raz poruszy� sercem dzwonu. D�wi�k zabrzmia� �a�ob-
nie, odpowiednio zreszt� do nastroju panuj�cego w porcie. Niegdy�
miejsce to wype�nione by�o lud�mi, z kt�rymi wsp�lnie wykonywa�
wiele wspania�ych zada� oraz sp�dza� mn�stwo czasu na zabawach.
Energicznym machni�ciem tylnych p�etw wykona� zwrot i ruszy�
w dalek� podr� do Wielkiej Otch�ani na Morzu P�nocno-Zachodnim,
by zameldowa� Tillek, �e znowu nikt nie odpowiedzia� na wezwanie
dzwonu. Ludzie �egluj�cy na swoich statkach nie byli teraz ciekawi
informacji, kt�re mogli uzyska� od delfin�w, o istniej�cych zagro�e-
niach i niebezpiecze�stwach. Tillek by�a zdania, �e poniewa� wody
planety Pern naturaln� kolej� rzeczy nieustannie powoduj� zmian�
ukszta�towania l�d�w, to obowi�zkiem delfin�w powinno by� sta�e
patrolowanie linii brzegowej. Gdyby tylko jaki� cz�owiek zechcia�
ich kiedy� wys�ucha�, wtedy mog�yby mu powiedzie� o zaistnia�ych
zmianach i uratowa� jego statek przed niespodziewanym wpadni�-
ciem na mielizn� czy te� na ska�y.
Rozdzia� I
Gdy tego ranka G��wny Rybak Alemi dotar� do domostwa Readisa,
zasta� tam swojego ma�ego przyjaciela czekaj�cego w pe�nym pogotowia
- Wujku Alemi, my�la�em, �e si� ju� nigdy nie zjawisz - powie-
dzia� Readis tonem, w kt�rym pobrzmiewa�a nutka wyrzutu.
- Od godziny siedzi na ganku - zwr�ci�a si� do Alemiego Arami-
na, z trudem pr�buj�c ukry� rozbawienie. - A wsta� dzisiaj przed po-
rann� zorz�! - Wznios�a oczy ku niebu dla podkre�lenia tego nie-
zwyk�ego faktu.
- Wujek Alemi zawsze m�wi, �e ryby najlepiej bior� o �wicie -
Readis wyja�ni� matce protekcjonalnie, zeskakuj�c ze schod�w po
trzy stopnie naraz, spiesz�c, by mocno u�cisn�� zrogowacia�� d�o�
swojego przyszywanego wujka.
- Sama nie wiem, co bardziej go ekscytuje: wyprawa z tob� na
ryby, czy to, �e pozwolili�my mu razem z nami uczestniczy� dzi�
wieczorem w Spotkaniu urz�dzanym przez Swacky'ego. - Po czym,
gro��c palcem swojemu ma�emu synowi, doda�a: - Pami�taj, �e po
po�udniu musisz si� wyspa�.
- Teraz jestem got�w, by p�yn�� na ryby - powiedzia� Readis,
zupe�nie nie zwracaj�c uwagi na komentarz matki. - Mam prowiant -
machn�� siatk� wype�nion� zapakowanymi w papier kanapkami i bu-
telk� wody - a tak�e kamizelk� ratunkow�. - Ostatnie s�owa wym�-
wi� z wyra�nym lekcewa�eniem.
- Zwr�� uwag�, �e ja j� tak�e w�o�y�em - powiedzia� Alemi, r�w-
nocze�nie �ciskaj�c ma�� r�czk� Readisa.
Aramina za�mia�a si�
- Tylko tw�j przyk�ad sk�oni go do w�o�enia swojej.
- Potrafi doskonale p�ywa� - stwierdzi� Readis zdecydowanym,
dono�nym g�osem. P�ywam tak dobrze, jak ryba-towarzysz okr�t�w!
- Oczywi�cie, wiem, �e �wietnie p�ywasz - spokojnym g�osem
przyzna�a matka.
- Czy, wed�ug ciebie, m�g�bym o tym nie pami�ta�? Przecie� sam
nauczy�em ci� tej sztuki - weso�o wtr�ci� Alemi. - Ale chocia� ja
r�wnie� nie�le sobie radz� w wodzie, mimo to na ma�ych ��dkach
zawsze jestem w kamizelce ratunkowej.
- Szczeg�lnie przy sztormowej pogodzie - doda� Readis, pragn�c
podkre�li�, �e dobrze zapami�ta� lekcj� o podstawowych �rodkach
ostro�no�ci. - Moj� kamizelk� uszy�a mi mama - powiedzia� u�mie-
chaj�c si� do niej i wypinaj�c szczup�� pier�. - W ka�dy �cieg wple-
ciona jest ca�a jej mi�o��!
- No, chod� ju�, czas szybko ucieka - powiedzia� Alemi.
Na po�egnanie woln� r�k� pokiwa� Araminie, drug� za� popro-
wadzi� swego ma�ego przyjaciela na piaszczysty brzeg, gdzie czeka-
�a na nich niewielka ��dka zbudowana z cienkich drewnianych li-
stew. Mieli ni� pop�yn�� do miejsca, gdzie, jak przypuszcza� Alemi,
mogli trafi� na du�e czerwonop�etwe ryby, kt�re obiecali dostarczy�
Swacky'emu na wieczorne przyj�cie.
Swacky stanowi� cz�stk� �ycia Readisa, jak daleko ch�opiec si�-
ga� pami�ci�. Silnie zbudowany by�y �o�nierz zamieszka� obok do-
mostwa Jaygego i Araminy w tym samym czasie, gdy ciocia Tem-
ma i wujek Nazer przybyli tu z p�nocy. Zaj�� jedno z mniejszych
pomieszcze� i wykonywa� wszelkie prace niezb�dne w Siedlisku
Rajskiej Rzeki. Swacky opowiada� zafascynowanemu dziecku wiele
wydarze� z okresu swojej s�u�by stra�niczej w r�nych Siedliskach.
Jayge, ojciec Readisa, nigdy nie wspomina� o sprawie zdrajc�w,
kt�ra zbli�y�a obu m�czyzn. R�wnie� Swacky, chocia� by� nie-
zwykle uparty i nie umia� przebaczy� zdrajcom tego, �e �mordo-
wali niewinny nar�d i zwierz�ta tylko po to, by przygl�da� si� roz-
lewowi krwi", nigdy nie wspomina�, co konkretnie robi� w�wczas
Jayge. Kiedy� przyzna� jedynie, �e mia�o to co� wsp�lnego z ata-
kiem zdrajc�w na w�z Lilcampa, by�o wi�c rodzinn� spraw� Jay-
gego.
Gdyby Readisa spytano, kt�rego z m�czyzn poza swoim ojcem
kocha najbardziej, mia�by bardzo trudny wyb�r pomi�dzy Swackym
i Alemim. Obaj odgrywali wa�n� rol� w jego m�odym �yciu, lecz
ka�dy z innego powodu. Dzisiaj z jednym i drugim wi�za�y si� wspa-
nia�e wydarzenia - rano �owienie ryb z Alemim, a wieczorem Spo-
tkanie dla uczczenia siedemdziesi�ciu pi�ciu Obrot�w prze�ytych
przez Swacky'ego.
Wsp�lnymi si�ami zepchn�li ��dk� z piaszczystego brzegu na lek-
ko faluj�c� wod�. Brodzili po p�yci�nie do miejsca, gdzie woda si�-
gn�a Readisowi pasa, wtedy Alemi da� znak, by ch�opiec wskoczy�
do ��dki i chwyci� za wios�o. I tu wida� by�o r�nic� pomi�dzy m�-
czyznami - Swacky by� zawsze bardzo rozmowny, natomiast Alemi
wola� wyra�a� gestami to, na co inni potrzebowali wielu s��w.
Alemi z wielk� si�� popchn�� ��d� pomi�dzy pierwsze grzywiaste fale
i sam wdrapa� si� do jej wn�trza. Nast�pnie ruchem r�ki wskaza� Readi-
sowi, by ten przesun�� si� na ruf� i wios�uj�c pag�jem utrzymywa� kurs
�odzi. Alemi za� rozwin�� �agiel i poluzowa� bom. Wiej�ca od l�du po-
ranna bryza wyd�a p��tno. Readis od�o�ywszy wios�o si�gn�� po miecz,
wsun�� go do skrzynki mieczowej i zabezpieczy� bolcem.
- Ostro na lew� burt� - �piewnie wykrzykn�� komend� Alemi,
uzupe�niaj�c j� odpowiednim gestem. Zwinnie uchyli� si� przed bo-
mem przelatuj�cym na drug� stron� �odzi, wybra� szoty i usiad� obok
towarzysza wyprawy. Mocno uchwyci� lin� grota, a drug� r�k� obj��
Readisa. Nie po raz pierwszy zwr�ci� dzi� uwag�, jak sprawnie, nie-
mal instynktownie, ch�opiec pos�uguje si� sterem.
Poczciwa �ona Alemiego da�a mu ju� trzy c�rki i teraz by�a brze-
mienna po raz czwarty. Oboje gor�co pragn�li syna, ale do czasu
jego narodzin Alemi �praktykowa�" wychowywanie m�skiego po-
tomka na Readisie. Jayge zgadza� si� na to, gdy� dla przysz�ego W�o-
darza Nadbrze�nego Siedliska bardzo po�yteczne mog�o okaza� si�
zapoznanie z charakterem i bogactwami morza. Readis wiele korzy-
sta�, zdobywaj�c nowe umiej�tno�ci.
Alemi upaja� si� woni� ro�linno�ci i egzotycznych kwiat�w, nie-
sion� przez wiej�c� od l�du bryz�. Po wydostaniu si� z uj�cia Raj-
skiej Rzeki spodziewa� si� zmiany kierunku wiatru. Nie zamierza�
p�yn�� daleko w morze, pragn�� trzyma� si� w�d pomi�dzy l�dem
a Wielkim Pr�dem Po�udniowym. By� przekonany, �e tam uda si� im
trafi� na ryby czerwonop�etwe, kt�re zwykle wielkimi �awicami p�y-
wa�y w tej cz�ci morza. Wczoraj Alemi wys�a� dwa mniejsze statki
rybackie ze swojej floty, aby odszuka�y te �awice. Natychmiast po
naprawieniu wi�kszego �aglowca pragn�� ze swoj� za�og� do��czy�
do nich. Teraz jednak cieszy� si� z pozostania na l�dzie, bo pozwala-
�o mu to na uczestniczenie w Spotkaniu u Swacky'ego. Ci�gn�o go
do po�ow�w na pe�nym morzu, lecz podczas naprawy g��wnego �a-
gla by� przykuty do Siedliska.
Po wyp�yni�ciu z uj�cia rzeki na wzburzone morze ich ��d� zacz�a
chwia� si� i podskakiwa� na falach. Readis wybuchn�� radosnym
�miechem, gdy� uwielbia� tak� �eglug�. Niewiele rzeczy mog�o spe-
szy� tego ch�opca - dot�d nigdy jeszcze nie cierpia� na chorob� mor-
sk�, cho� zdarza�o si� to nawet do�wiadczonym marynarzom.
W pewnej chwili Alemi dostrzeg� jakby migotanie na powierzch-
ni wody i tr�ci� Readisa w rami�, wskazuj�c to zjawisko. Ch�opiec
opar� si� o niego, spogl�daj�c w tamt� stron�. Skin�� g�ow�, gdy� on
r�wnie� dostrzeg� ju� �awic�. Ogromna ilo�� ryb k��bi�a si� na nie-
wielkiej przestrzeni, zupe�nie jakby jedne p�ywa�y na drugich.
Obaj zareagowali r�wnocze�nie, si�gaj�c po w�dki schowane
pod okr�nicami. By�y to solidne kije, zrobione z najlepszego ga-
tunku bambusa, z ko�owrotkami, na kt�rych ciasno nawini�to zwo-
je bardzo wytrzyma�ej �y�ki. Na jej ko�cach umieszczone zosta�y
haczyki wykute r�cznie przez kowala, sezonowo zatrudnianego
w Siedlisku. Haczyki mia�y ostrog�, kt�ra nie pozwala�a im si�
wysun��, gdy ju� raz zag��bi�y si� w szcz�ce najwaleczniejszej
nawet czerwonop�etwej.
Na dzisiejszy wiecz�r potrzebowali dwunastu ryb d�ugo�ci ramie-
nia doros�ego m�czyzny. Kolacja mia�a si� sk�ada� z pieczonych
rajskich jab�uszek i soczystego mi�sa, ale czerwonop�etwe stanowi-
�y ulubione danie Swacky'ego. On sam tak�e zamierza� pop�yn�� z ni-
mi na ryby, jednak�e poprzedniego wieczoru oznajmi� Readisowi, �e
b�dzie musia� zosta� w domu i zaj�� si� przygotowaniem Spotkania,
gdy� nikt inny nie potrafi zrobi� wszystkiego tak, jak on by sobie
tego �yczy�.
Alemi pozwoli� ch�opcu na�o�y� na haczyk przyn�t�, a by�y to
wn�trzno�ci mi�czaka - przysmak czerwonop�etwych. Ma�y z wiel-
k� uwag�, wysuwaj�c z buzi koniuszek j�zyka, zak�ada� �lisk� mas�
na ostrze. Gdy sko�czy�, spojrza� na Alemiego, kt�ry skinieniem g�o-
wy wyrazi� sw� aprobat�. Nast�pnie znakomitym, jak na ch�opca
w jego wieku, rzutem skierowa� haczyk z przyn�t� i ci�arkiem w fale
po prawej stronie kilwateru powstaj�cego za p�yn�c� �odzi�. Alemi,
chc�c da� ch�opcu szans� z�owienia pierwszej ryby, zaj�� si� zwija-
niem �agla i innymi pracami porz�dkowymi. Po chwili jednak i on
przykucn�� w kokpicie i zarzuci� w�dk� z lewej burty.
Nie musieli d�ugo czeka� na podbicie przyn�ty przez ryb�. Readis
by� pierwszy. Jego w�dzisko gwa�townie si� wygi�o, a szczyt�wka
niemal dotkn�a postrz�pionej fali, gdy czerwonop�etwa rozpocz�a
walk�, by wyzwoli� si� z uwi�zi. Readis mia� zaci�ni�te usta, twarde
spojrzenie, zaparty by� nogami o �awk� i mocno trzyma� w�dzisko.
Post�kuj�c, usi�owa� skr�ca� �y�k� na ko�owrotku, walcz�c z wielkim
okazem. Alemi czeka� w pogotowiu za ch�opcem, by chwyci� jego
w�dk�, gdyby ryba okaza�a si� zbyt silna.
Readis sapa� z wysi�ku, a r�wnie zm�czona czerwonop�etwa prze-
wala�a si� po falach z prawej strony �odzi. Jednym zr�cznym ruchem
Alemi z�apa� ryb� do podbieraka i wci�gn�� j�na pok�ad. Readis wyda�
okrzyk rado�ci na widok rozmiar�w zdobyczy.
- To ogromna ryba, prawda, wujku Alemi? Najwi�ksza, jak� z�o-
wi�em, prawda? Jest rzeczywi�cie du�a!
- Tak, uda�o ci si� - z powag� odpowiedzia� Alemi. Ryba by�a
troch� kr�tsza od jego ramienia, lecz dla ch�opca stanowi�a wspania-
�� zdobycz.
W tym momencie linka drugiej w�dki wyra�nie si� napi�a.
- Tobie te� bierze ryba, wujku!
- Masz racj�. Teraz sam b�dziesz musia� si� zaj�� swoj� czerwo-
nop�etwa.
Alemiego zadziwi�a si�a schwytanej na hak ryby. Musia� mocno
trzyma� w�dzisko, by nie da� go sobie wyrwa�. Przemkn�a mu przez
g�ow� my�l, �e przypadkiem z�apa� na haczyk ryb�-towarzysza okr�-
t�w. Ka�dy rybak o zdrowych zmys�ach pragnie tego unikn��. Bar-
dzo mu ul�y�o, kiedy zobaczy� czerwone p�etwy swojej zdobyczy.
- To olbrzym - zawo�a� Readis, patrz�c z uwielbieniem na swe-
go mistrza.
- Tak, du�a sztuka! - odrzek� Alemi, zapieraj�c si� nogami o dno
�odzi, by m�c pewniej walczy� z ryb�.
- Ci�gnie nasz� ��d�!
To tak�e by�o jasne dla Alemiego - czerwonop�etwa holowa�a ich
na skraj Wielkiego Pr�du Po�udniowego. M�g� ju� nawet rozr�ni�
inny kolor wody.
- Teraz znajdujemy si� w samym �rodku �awicy - krzykn�� Re-
adis, biegaj�c od burty do burty, by obserwowa� smuk�e cia�a ryb
przep�ywaj�cych wok� ich �odzi.
- Powiniene� zabi� swoj� zdobycz, zanim wskoczy z powro-
tem do wody - powiedzia� Alemi, patrz�c na rzucaj�c� si� ryb�.
Nie chcia�, by swoim �luzem zabrudzi�a ca�y pok�ad. W mi�dzy-
czasie uda�o mu si� nawin�� na ko�owrotek d�ugi odcinek �y�ki,
chocia� chwilami szczyt�wka jego w�dki chowa�a si� pod wod�.
Mocno podci�gn�� w�dzisko i znowu uda�o mu si� zwin�� nast�p-
ny odcinek.
- To jest najsilniejszy okaz, jaki kiedykolwiek mia�e� na haczy-
ku - stwierdzi� Readis. Zr�cznie uderzy� w g�ow� swoj� czerwono-
p�etw� i wrzuci� j� do skrzynki na ryby, pami�taj�c o tym, by zabez-
pieczy� wieko przed przypadkowym otwarciem.
A�emi, obserwuj�c zbli�anie si� �odzi do Wielkiego Pr�du, usi�o-
wa� jak najszybciej doholowa� czerwonop�etw�do burty. Readis ci�-
gle rado�nie papla� o ogromnych rozmiarach ryby.
- Przygotuj podbierak, ch�opcze! - zawo�a� Alemi, manewruj�c
w�dk�.
Readis by� przygotowany, lecz zapami�tale walcz�ca ryba okaza-
�a si� zbyt wielka dla jego m�odych ramion. Alemi pu�ci� w�dzisko
i pom�g� mu wci�gn�� do �odzi podbierak ze zdobycz�. W momen-
cie, gdy ryba znalaz�a si� na pok�adzie, m�czyzna og�uszy� j� ude-
rzeniem w g�ow� i si�gn�� do rumpla, by zmieni� kurs �odzi i oddali�
si� od Pr�du Po�udniowego. Znajdowali si� ju� tak blisko niego, �e
wyra�nie widzieli jego gwa�towny strumie� przedzieraj�cy si� przez
to� wype�nion� rybami.
- Hej, wujku Alemi, popatrz, co si� dzieje! - zawo�a� Readis,
wskazuj�c umazanym we krwi palcem na ca�� �awic� czerwonop�e-
twych. -Nie mogliby�my tu po�owi�?
- Niestety, nie na obszarze Pr�du, ch�opcze, chyba �e chcia�by�
odby� d�u�sz� podr� i zrezygnowa� z dzisiejszego wieczornego Spo-
tkania.
- O nie, nie mam zamiaru rezyg... - Oczy Readisa zrobi�y si�
ogromne i zamar� z otwart� buzi�, spogl�daj�c w kierunku rufy �o-
dzi. - Oooch!
Alemi popatrzy� przez rami� i zatka�o go. Z ty�u, za nimi, zbyt
blisko, by nawet marzy� o schronieniu si� w uj�ciu rzeki, szala� je-
den z tych czarnych szkwa��w, z kt�rych znana by�a ta cz�� wy-
brze�a. Szkwa�y te by�y postrachem nawet najbardziej zahartowa-
nych w morskim rzemio�le �eglarzy. Pot�ny podmuch wiatru ude-
rzy� m�czyzn� w twarz, a� mu oczy zasz�y �zami.
Zacz�� zabezpiecza� bom i gestem poleci� Readisowi wykonanie
czynno�ci przewidzianych i prze�wiczonych na wypadek zagra�aj�-
cego niebezpiecze�stwa. Alemi przeklina� kapry�n� zmienno�� lo-
kalnej pogody. Tutaj �adne znaki nie ostrzega�y o zbli�aj�cym si�
sztormie, inaczej, ni� to si� dzia�o w Zatoce Nerat, gdzie odbywa�
swoje szkolenie.
Jego ojciec, Yanus, cz�sto narzeka� na rybak�w, kt�rzy upierali
si� przy wyp�ywaniu w rejon Wielkich Pr�d�w, gdyrna spokojniej-
szych wodach bez takiego ryzyka mo�na by�o z�owi� tyle samo ryb.
Alemi jednak lubi� stawia� czo�o niebezpiecze�stwom i nie zga-
dza� si� ze zdaniem ojca na ten temat, jak zreszt� na wiele innych
temat�w.
Teraz szybkimi ruchami sprawdzi� w�z�y na kamizelce ratunko-
wej Readisa, u�miechaj�c si� dla dodania mu odwagi, i wyrzuci� za
burt� dryfkotw�.
- Powiedz mi, Readisie, co robi� rybacy w przypadku tak silnych
podmuch�w? - krzykn�� poprzez wzmagaj�cy si� wiatr, kt�ry wt�a-
cza� mu do gard�a wypowiadane s�owa.
- P�yn� w stron� sztormu! Lub staraj� si� ucieka� zgodnie z kie-
runkiem wiatru! - Pogodnie, z nadmiern� pewno�ci� siebie tak cha-
rakterystyczn� dla jego wieku, Readis opar� si� na ramieniu Alemie-
go, usi�uj�c wsp�lnie z nim znale�� bezpieczne miejsce w kokpicie
�odzi. - Co teraz zrobimy?
- B�dziemy ucieka�! - Powiedzia� Alemi, przyjmuj�c kurs zgodny
z podmuchami wiatru, kt�re czu� na tyle g�owy.
Ich ��d� na pe�nym morzu stanowi�a kruch� �upink� i niespodzie-
wany, gwa�towny podmuch m�g� j� w ka�dej chwili unicestwi�. Wy-
starczy jedna wielka fala, by byli zgubieni, dlatego Alemi mia� na-
dziej�, �e sztorm b�dzie kr�tkotrwa�y. W ciemno�ciach spowodowa-
nych nadci�gaj�c� nawa�nic� znik�a linia brzegu, ale nie to by�o
najwi�kszym zmartwieniem Alemiego. Naprawd� niepokoi�a go
mo�liwo�� porwania przez Wielki Po�udniowy Pr�d, kt�ry m�g� ich
ponie�� niebezpiecznie daleko od l�du lub przy zupe�nym braku wi-
doczno�ci rozbi� o przyl�dek znajduj�cy si� powy�ej Zatoki Raj-
skiej Rzeki. Manewruj�c ostro�nie rumplem, mia� nadziej�, �e wi-
chura zepchnie ich na prawo w kierunku l�du i oddali od niebezpiecz-
nego obszaru. Lecz wiatr by� r�wnie nieobliczalny jak morze.
A przecie� Alemi sprawdza� barometr, jeden z tych nowych instru-
ment�w dostarczonych przez Assigi, pomagaj�cy lepiej przewidy-
wa� pogod�. M�czyzna zdawa� sobie spraw�, �e du�o lepiej zna�
spokojny akwen Zatoki Nerat, tote� pomimo szyderczych uwag in-
nych rybak�w zaopatrzy� si� w to urz�dzenie. Studiowa� r�wnie�
wykresy pogody i inne informacje o tych wodach, kt�re Staro�ytni
zgromadzili w niewyczerpanych, jak si� wydawa�o, �archiwach"
Assigi. Nic, co mog�oby pom�c Cechowi, zapobiec �mierci cz�on-
k�w za�ogi lub uratowa� statek, nie by�o nigdy zbyt dziwne dla Ale-
miego, by nie pr�bowa� wykorzystywa� tej wiedzy.
Dzisiaj, kiedy wychodzi� po Readisa, barometr wyra�nie wska-
zywa� dobr� pogod�. Nie czas jednak na zajmowanie si� tym te-
raz, gdy ze wszystkich stron atakuj� nas fale, pomy�la�. W chwil�
p�niej ��d� jakby run�a w przepa��, a� �o��dek podszed� mu do
gard�a. Obok niego Readis �mia� si� rado�nie, mocno zaciskaj�c
d�onie na okr�nicy.
Wznosz�ca si� fala porwa�a ma�� ��d� i z w�ciek�o�ci� rzuci�a
w nast�pn� spienion� grzyw�, po czym znowu zwali�a j� w d�, za-
mykaj�c w ciemnej zielonej otch�ani. Dryfkotwa wyskoczy�a za ruf�
nad powierzchni� wody i znalaz�a si� w powietrzu. Nast�pi� gwa�-
towny przechy� i ��dka wbi�a si� w �cian� fali. Kokpit zala�a woda.
Kiedy Readis karnie si�gn�� po czerpak, by zacz�� j� wylewa�, Ale-
mi mocniej go przytuli� i przecz�co potrz�sn�� g�ow�. W �odzi mo-
g�o si� znale�� sporo wody, kt�ra j� nieco doci��a�a, co nawet by�o
korzystne w tej sytuacji. Na razie nie grozi�o im zatoni�cie. Bezpo-
�rednim zagro�eniem mog�a by� wywrotka. Alemi by� zadowolony,
�e prze�wiczy� z Readisem, jak nale�y si� zachowywa� w takim przy-
padku. Teraz jednak nie mieli ju� nic do zrobienia, poza uporczy-
wym trwaniem, w czasie gdy wznosz�ce si� fale miota�y �odzi� z bo-
ku na bok i z g�ry w d�. Kurczowo jedn� r�k� �ciska� burt� �odzi,
a drug� trzyma� Readisa i modli� si� o koniec sztormu. Takie nawa�-
nice potrafi� cichn�� z r�wn� gwa�towno�ci�, z jak� si� zacz�y. Je-
dyn� nadziej� by�a szybka zmiana pogody.
Zobaczy�, �e maszt p�ka i wali si�, jednocze�nie poczu� mocniej
zaciskaj�c� si� na swoim ramieniu d�o� Readisa. Nast�pnie ich ��d�
stan�a d�ba uderzona pot�n�, boczn� fal�. Si�a uderzenia by�a tak
wielka, �e obaj wypadli z �odzi do szalej�cego morza. M�czyzna
mocno chwyci� Readisa i przycisn�� go do piersi. Poprzez wycie sztor-
mu us�ysza� przera�ony krzyk ch�opca. P�niej kot�owa�a ich woda
i Readis z ca�ej si�y przywar� do swego opiekuna.
Alemi m��ci� woln� r�k� wod�, pragn�c wydosta� si� na po-
wierzchni�. Zdo�a� zaczerpn�� p�ytki oddech, zanim przykry�a ich
kolejna fala. Readis walczy� podtrzymywany jego ramieniem
i wzmocnienie u�cisku by�o jedyn� rzecz�, jak� m�g� w tej chwili
zrobi�. Nie wolno mu by�o pu�ci� ch�opca. Nagle uderzy� o co�
znajduj�cego si� obok nich w wodzie. Czy to wywr�cona ��d�? Usi-
�owa� pochwyci� ob�y kszta�t, kt�ry jednak nie by� drewnem, lecz
czym� solidnym i mi�sistym.
Ryba-towarzysz okr�t�w? Tak, to w�a�nie ta ryba! Poprzez stru-
mienie deszczu i bryzgi wody morskiej zobaczy� wok� siebie wy-
d�u�one sylwetki. Jak�e cz�sto s�ysza� opowiadania o uratowanych
przez nie rybakach! a ?
Odruchowo chwyci� d�oni� tward� p�etw� grzbietow� i, kiedy zwali-
�a si� na niego nast�pna fala, wyci�gn�� si� wzd�u� smuk�ego kszta�tu.
Ryba-towarzysz przecina�a wod� swoim gibkim cia�em. Readis znalaz�
si� po nawietrznej, wystawiony na gwa�towne uderzenia fal. Alemi,
uwieszony jedn� r�k� u p�etwy, jakim� cudem zdo�a� przesun�� ch�opca
pomi�dzy siebie i ryb�. Pomi�dzy �cianami zalewaj�cej ich wody mi-
gn�y mu r�ce Readisa, usi�uj�ce uchwyci� ob�e i �liskie cia�o.
- Readisie, to ryby-towarzysze! - krzycza� poprzez wycie sztor-
mowego wiatru. - Uratuj� nas! Tylko dobrze si� trzymaj!
Po chwili poczu�, �e co� go tr�ci�o z drugiej strony, i zostali zakli-
nowani mi�dzy dwiema rybami, cho� zupe�nie nie umia� sobie wy-
t�umaczy�, jak ten manewr m�g� si� uda� na tak wzburzonym morzu.
Dodatkowe podparcie da�o mu chwil� wytchnienia. Zmieni� po�o�e-
nie swojej r�ki na p�etwie grzbietowej i zdo�a� nawet umie�ci� ma��
d�o� Readisa obok swojej.
Gdy przedzierali si� przez kolejn� �cian� wody, przysz�o mu do
g�owy, �e Readis jest jeszcze taki ma�y, �e m�g�by usi��� okrakiem
na grzbiecie ryby-towarzysza. Przeci�li jeszcze trzy grzebienie fal,
zanim uda�o si� Alemiemu odpowiednio usadzi� ch�opca. Ku swemu
najwi�kszemu zdumieniu stwierdzi�, �e ryba stara�a mu si� pom�c
w tych manewrach, p�yn�c w miar� mo�liwo�ci prosto, pomimo tak
wzburzonej wody.
- Trzymaj si�! Mocno si� trzymaj! - krzykn�� Alemi, pomagaj�c
dziecku, kt�re usi�owa�o drobnymi r�czkami obj�� p�etw�. Ch�opiec
mia� poszarza�� ze strachu twarz, lecz energicznie zaciskaj�c usta
skin�� mu g�ow� i przysiad� za p�etw�. Wygl�da� zupe�nie jak je�-
dziec dosiadaj�cy morskiego smoka.
Uczucie ulgi spowodowa�o, �e Alemi na moment rozlu�ni� uchwyt
d�oni, kt�r� trzyma� si� brzegu p�etwy, i odpad� od swego ratownika.
Prawie natychmiast poczu� energicznie tr�caj�cy go zaokr�glony nos,
a zaraz potem p�etwa grzbietowa znalaz�a si� pod jego praw� r�k�.
Kolejna fala zwali�a si�, str�caj�c go w g��bin� i pozbawiaj�c wzgl�d-
nie bezpiecznego oparcia. Musia� zapanowa� nad panicznym l�kiem.
Jednak ryba-towarzysz znalaz�a si� tu� obok niego i nosem wypy-
cha�a go na powierzchni�. Wyp�yn�li r�wnocze�nie. Alemi zacz��
m��ci� wod� r�koma, usi�uj�c przybli�y� si� do stworzenia, a� w ko�-
cu uda�o mu si� obur�cz uchwyci� jego p�etw�, ale w tym samym
momencie kolejny grzywacz run�� na niego. Tym razem zdo�a� si�
utrzyma� jedn� r�k�. Opanowa� strach, zmuszaj�cy go do kurczowe-
go chwytania si� dwoma r�kami tego jedynego sta�ego punktu, jaki
znalaz� w rozszala�ym morzu. Podda� si� rytmowi ruch�w ryby-to-
warzysza okr�t�w i znalaz� w sobie si��, by mu ca�kowicie zaufa�.
Przecinaj�c nast�pn� fal�, zobaczy� Readisa skulonego na grzbiecie
swojego wierzchowca. Dostrzeg� te� ca�e stado eskortuj�ce ich z o-
bu stron i nabra� pewno�ci, �e s� zupe�nie bezpieczni.
Sztorm zdawa� si� �agodnie�, a mo�e znale�li si� ju� na jego skra-
ju, gdzie woda by�a spokojniejsza. W ka�dym razie podr� stawa�a
si� coraz �atwiejsza. Popatrzy� w kierunku, w kt�rym powinien znaj-
dowa� si� l�d. Zobaczy� majacz�c� lini� brzegu i o ma�o nie krzyk-
n�� z rado�ci.
- Heeej!
Zdziwiony Alemi obr�ci� si� i ujrza� ryby-towarzyszy okr�t�w wy-
skakuj�ce ponad powierzchni� wody, wykonuj�ce efektowne �uki
w powietrzu i ponownie nurkuj�ce. Coraz wi�cej z nich powtarza�o
t� zabaw�, a wszystkie skoki odbywa�y si� przy akompaniamencie
okrzyk�w �Hej!" oraz �Hop! hop!".
- Heeej! - rozleg� si� niew�tpliwie ch�opi�cy g�osik. Alemi spoj-
rza� przez lewe rami� i zobaczy� Readisa, prosto siedz�cego na swo-
jej rybie. Ogl�daj�c roztaczaj�cy si� widok ch�opiec u�miecha� si�
z zadowolenia. - To jest fantastyczne! - rzuci�. - Przecie� one s�
wspania�e!
- W��pania�e! - powt�rzy�a ryba-towarzy sz okr�t�w �wiszcz�co
wymawiaj�c liter� s.
Ze wszystkich stron s�ycha� by�o ryby-przewodnik�w wykrzyku-
j�ce: �Wspania�e!" i zabawiaj�ce si�jednocze�nie wyskokami z mo-
rza. Alemi pod�wiadomie zacisn�� d�onie na p�etwie grzbietowej. To,
co us�ysza�, zupe�nie nie mie�ci�o mu siew g�owie. Napi�cie wywo-
�ane przez sztorm, a mo�e uderzenie w g�ow� lub zwyczajny strach
otumani�y jego umys�. Towarzysz�ca mu ryba unios�a pysk i po wy-
rzuceniu fontanny wody z otworu znajduj�cego si� na szczycie g�o-
wy wyra�nie powiedzia�a: - To jest wspania�e!
- One gadaj�, wujku, one naprawd� gadaj�.
- Niemo�liwe, Readisie, przecie� to s� ryby!
- Ryby nie! S'aki. - Jego wybawca wypowiedzia� te trzy s�owa
g�o�no i wyra�nie przecz�cym tonem. Po chwili doda�: � Del-finy -
i Alemi z niedowierzaniem potrz�sn�� g�ow�. - Del-finy m�wi� do-
brze. - Jakby na podkre�lenie tego, co powiedzia�, zacz�� coraz szyb-
ciej p�yn��, holuj�c zupe�nie zaskoczonego Mistrza Rybackiego.
Pozosta�e del-finy r�wnie� zmieni�y kurs i przyspieszy�y. Te, kt�-
re p�yn�y po bokach, ci�gle urz�dza�y pokaz skok�w, obrot�w i salt.
- Powiedzcie co� jeszcze, prosz� -zach�ca� je Readis swoim cien-
kim, dzieci�cym g�osem. A to ci b�dzie historia do opowiadania na
dzisiejszym wieczornym Spotkaniu. I musz� mu uwierzy�, bo prze-
cie� Alemi mo�e po�wiadczy�, �e wszystko to si� dzia�o naprawd�.
- M�wi�? Ty m�wi�. Bardzo d�ugi cas nie m�wi� - wyra�nie po-
wiedzia� del-fin p�yn�cy obok Readisa. - Cz�owieki wr�ci� na L�do-
wisko? Roki del-fin�w wr�ci�?
- L�dowisko? - powt�rzy� ze zdziwieniem Alemi. A wi�c del-
finy zna�y t� staro�ytn� nazw�? Cud nast�puje za cudem.
- Ludzie znowu s� na L�dowisku - powiedzia� z dum� Readis,
jakby to on sam zorganizowa� ich powr�t.
- Dobrze! - zawo�a� jeden z del-fin�w, wykonuj�c w powietrzu
salto, po czym bez jednego rozprysku w�lizgn�� si� do wody.
- Hop, hop! - krzykn�� drugi, wyskakuj�c wysoko w powietrze.
Alemi naoko�o siebie s�ysza� podekscytowane cmokania i pochrz�ki-
wania. Ca�y akwen wype�nia�y sylwetki ryb-przewodnik�w. Zastanawia�
si�, jak mog� p�ywa� nie robi�c sobie nawzajem krzywdy.
- Popatrz, Wujlemi, ju� prawie jeste�my w domu! - powiedzia�
Readis, wskazuj�c palcem w kierunku zbli�aj�cego si� l�du.
Del-finy transportowa�y ich szybko i w tak przyjemny spos�b, �e
cho� Alemi by� zadowolony z blisko�ci sta�ego l�du, czu� jednak �al
z powodu ko�ca tej niewiarygodnej podr�y. Zbli�aj�c si� do pierw-
szych piaszczystych mielizn, ryby-przewodnicy wyra�nie zwolni�y
tempo posuwania si� do przodu. Niekt�re z nich przeskakiwa�y przez
�achy, wierzchowce Readisa i Alemiego p�yn�y do uj�cia rzeki, ale
wi�kszo�� zawraca�a w stron� pe�nego morza.
W kilka chwil p�niej wspania�a jazda sko�czy�a si� i Alemi nie-
pewnie opuszczaj�c nogi dotkn�� twardego dna, �agodnie wznosz�-
cego si� w kierunku brzegu. Pu�ci� p�etw� i poklepa� po boku swego
wierzchowca, ten za� obr�ci� si� i otar� nosem o Alemiego, jakby
prosz�c o pieszczot�. Rozbawiony Alemi zacz�� go drapa� tak jak
psa lub ma�e kotki, kt�re ostatnio bardzo rozmno�y�y si� w Siedli-
sku. Wierzchowiec Readisa przep�yn�� obok niego.
- Dzi�kuj� ci, przyjacielu. Uratowa�e� nam �ycie i jeste�my ci za
to bardzo zobowi�zani. - W ten spos�b Alemi oficjalnie wyrazi�
wdzi�czno��.
- Prose bardzo, to nas obowi�zek - wyra�nie odpar�a ryba-prze-
wodnik, a nast�pnie mocno uderzy�a p�etwami i zr�cznie ruszy�a
w kierunku kana�u pomi�dzy �achami piasku. Wida� by�o jej p�etw�
grzbietow� - pru�a ni� wod� ze stale zwi�kszaj�c� si� szybko�ci�.
- Hej! - krzykn�� Readis z nut� niepokoju w g�osie. Wierzchowiec
bez �adnych ceregieli zrzuci� go z siebie na p�ytkiej wodzie, gdzie sto-
j�c na palcach ch�opiec m�g� utrzyma� brod� nad powierzchni� wody.
- Podzi�kuj del-finowi - zawo�a� Alemi, szybko brodz�c w stro-
n� dziecka. - Podrap go po gardle.
- Ach, wida�, �e to lubisz, co? - Z trudem utrzymuj�c g�ow� nad
wod� Readis zdo�a� jako� dwoma r�koma lekko podrapa� pysk wy-
bawiciela.
- Bardzo ci dzi�kuj� za uratowanie mi �ycia i za t� wspania��
jazd� do brzegu.
- Prose bardzo ch�opce! - Potem del-fin wykona� niewiarogodny
skok nad g�ow� Readisa i za swoim towarzyszem ze stada pop�yn��
na otwarte morze.
- Wr�� do mnie. Wr�� do mnie jak najszybciej! -zawo�a�zanim
Readis, wyskakuj�c nad wod�, �eby podkre�li� wag� tego zaprosze-
nia. Odpowiedzia� mu tylko przyt�umiony pisk.
- Czy my�lisz, �e mnie us�ysza�? - �a�osnym g�osem Readis za-
pyta� Alemiego.
- Wydaje mi si�, �e one maj� doskona�y s�uch - rzeczowo za-
uwa�y� Alemi, a potem pom�g� malcowi wydosta� si� z wody. Ch�o-
piec przez ca�y czas wspaniale si� zachowywa�. B�dzie musia� opo-
wiedzie� o tym Jaygemu. Ojciec czasami widzi syna w innym �wie-
tle ni� postronny obserwator.
Ca�a ta przygoda bardzo ich wyczerpa�a, ale rado�� z ocalenia do-
da�a im wystarczaj�co du�o energii, by mogli dotrze� do suchej, piasz-
czystej pla�y i usi��� tam dla odpoczynku.
- Chyba nam nie uwierz�, wujku? Jak ci si� wydaje? - zapyta�
z westchnieniem Readis, wyci�gaj�c si� na ciep�ym piasku.
- Sam nie jestem pewien, czy mam sobie uwierzy�? - odpar� Ale-
mi i z u�miechem zwali� si� na ziemi� obok ch�opca. - W ka�dym
razie na pewno uratowa�y nas ryby-przewodnicy. To nie budzi �ad-
nych w�tpliwo�ci.
- A ta ryba-przewodnik, jak�e on siebie nazywa�- s'ak? Prze-
cie� rozmawia� z nami, ty te� go s�ysza�e�: �Prose! Nas obowi�zek". -
Readis piszcz�cym g�osem zacz�� na�ladowa� spos�b m�wienia del-
fin�w: - One s� dobrze wychowane.
- Zapami�taj to sobie, ch�opcze - powiedzia� Alemi z lekkim
u�miechem.
Wiedzia�, �e powinien si� podnie��, p�j�� do Araminy i uspokoi�
j� opowiadaj�c o tym, jak prze�yli sztorm. Jednak�e obr�ciwszy
g�ow� w kierunku l�du, nie dostrzeg� tam ani �ywego ducha. Czy to
mo�liwe, �eby nikt nie zauwa�y� takiej nawa�nicy? Czy�by nikt nie
zdawa� sobie sprawy, w jakim byli niebezpiecze�stwie? Mo�e lepiej
niepotrzebnie nie zak��ca� gro�nymi opowie�ciami takiego przyjem-
nego zdarzenia, jakim b�dzie Spotkanie z okazji urodzin Swacky'ego.
- Wujlemi? - W g�osie Readisa brzmia�a nutka �alu. - Stracili-
�my nasze czerwonop�etwe. - No i oczywi�cie tak�e ��d� � szybko
doda� ch�opiec, pragn�c podkre�li�, �e umie ju� w�a�ciwie warto-
�ciowa� rzeczy.
- Uratowali�my �ycie, Readisie, i mamy do opowiedzenia wspa-
nia�� histori�. No, wypocznij jeszcze kilka minut.
Tych kilka minut sta�o si� godzin�, kt�ra up�yn�a, zanim si� obu-
dzili. Ciep�y piasek ogrza� ich cia�a, a szum morza w po��czeniu z lek-
kim powiewem wiatru uko�ysa� ich do snu po przebytym trudzie.
Gdyby nie powszechna opinia, �e Alemi nigdy nie zmy�la, pozo-
stali mieszka�cy Siedliska Raj skiej Rzeki nigdy by nie uwierzyli w za-
dziwiaj�c� opowie�� dw�ch w�dkarzy. Jednak�e nast�pnego ranka
przyp�yw morza wyrzuci� na pla�� cz�ci rozbitej �odzi.
Do tego czasu wszyscy w Siedlisku znali ju� histori� wyprawy,
kt�ra omal nie sko�czy�a si� tragicznie. Na l�dzie nie zauwa�ono
sztormu, poniewa� wszyscy albo wykonywali swoje codzienne obo-
wi�zki, albo przygotowywali wieczorne Spotkanie. Aramina sp�dzi-
�a prawie ca�y dzie� w domku Temmy, piek�c ciasta. By�a bliska ze-
mdlenia, kiedy Alemi opowiedzia� jej, opuszczaj�c zreszt� wszyst-
kie drastyczne szczeg�y, o ci�kich prze�yciach jej syna i o jego
wspania�ym zachowaniu. W tym czasie Readis usi�owa� co� zje��,
bowiem drugie �niadanie straci� w czasie sztormu. Matka tak nerwo-
wo krz�ta�a si� wok� niego, �e wreszcie, sprawiaj�c jej zapewne
przykro��, poprosi�, by pozwoli�a mu w spokoju nape�ni� pusty �o-
��dek. Bardzo ostro go jednak upomnia�a, kiedy opowiedzia� jej o m�-
wi�cych rybach.
- W jaki spos�b ryba mo�e m�wi�? - popatrzy�a z wyrzutem na
Alemiego, jakby to on nak�ad� ch�opcu do g�owy takich bzdur.
Zanim Alemi m�g� go poprze�, Readis spojrza� na matk� spode
�ba i z nut� uporu powiedzia�: - Przecie� smoki m�wi�.
- Smoki m�wi� do swoich je�d�c�w, ale nie do ma�ych ch�opc�w.
- Ale ty, mamo, je s�yszysz - odwa�nie trwa� przy swoim, cho-
cia� wiedzia�, �e Aramina bardzo nie lubi, kiedy kto� ma inne zdanie
ni� ona. Po tym stwierdzeniu zapad�a chwila ciszy, wystarczaj�co
d�uga, by Readis zapragn�� cofn�� wypowiedziane s�owa.
- Tak, rzeczywi�cie s�ysz� smoki, ale z ca�� pewno�ci� nigdy nie
s�ysza�am gadaj�cej ryby-przewodnika!
- Nawet wtedy, gdyby ratowa�y ciebie i tatusia?
- W czasie szalej�cego sztormu? - zapyta�a z niedowierzaniem.
- M�j zacz�� m�wi� dopiero po zako�czeniu sztormu.
Matka ch�opca spojrza�a pytaj�co na Alemiego.
- Tak, to jest prawda, Aramino, one potrafi� m�wi�.
- Wydawane przez nie odg�osy mog� brzmie� jak s�owa, Ale-
mi - upiera�a si� przy swoim.
- Nie wtedy, gdy odpowiedzia�y �prose" po us�yszeniu mojego
�dzi�kuj� wam". - �ywio�owo zareagowa� Readis, a Alemi pod zgor-
szonym spojrzeniem Araminy energicznie kiwn�� g�ow� na potwier-
dzenie jego s��w. - Wiedz� te�, �e Staro�ytni nazywali tamto miej-
sce L�dowiskiem, i twierdz�, �e s� s'akami, a nie rybami.
- To oczywiste, �e s� rybami - gniewnie wybuch�a Aramina. -
Przecie� p�ywaj� w morzu.
- My tak�e p�ywamy, a nie j este�my rybami - ripostowa� Readis,
oburzony niedowiarstwem matki. Wybieg� z domu i nie zareagowa�
na jej wo�anie o powr�t.
- Widzisz, co narobi�e�? - Aramina z wyrzutem zwr�ci�a si� do
Alemiego, opuszczaj�c kuchni� Temmy.
Alemi spojrza� pytaj�co na starsz� kobiet�.
- Je�eli twierdzisz, Lemi, �e one gadaj�, to na pewno gadaj� -
powiedzia�a by�a kupcowa, energicznym skinieniem g�owy podkre-
�laj�c swe s�owa. Gdy dostrzeg�a jego zmieszanie, doda�a z u�mie-
chem: - Nie martw si� zachowaniem Ary. Za jaki� czas si� uspokoi,
ale sam musisz przyzna�, �e�cie j� �miertelnie wystraszyli. A tutaj
nikt z nas nawet nie wiedzia� o szalej�cym na morzu sztormie. No,
pocz�stuj si�! - Poda�a mu kubek �wie�o zaparzonego klahu, do kt�-
rego dola�a �yk specjalnego naparu, u�ywanego w szczeg�lnych sy-
tuacjach.
- Ha! - mrukn�� Alemi, cmokaj�c po poci�gni�ciu du�ego hau-
stu. - To mi by�o potrzebne! - Odda� pusty kubek, patrz�c jej uwa�-
nie w oczy.
- To ci ju� wystarczy, w przeciwnym bowiem razie nie by�by�
w stanie dzisiaj wieczorem uraczy� towarzystwa opowie�ci� o wa-
szej przygodzie! - orzek�a Temma puszczaj�c do niego oko.
Wpodnios�ych nastrojach stado delfin�w pop�yn�o na sw�j akwen,
dumne z tego, �e znowu uda�o im si� uratowa� przedstawicieli l�do-
wego plemienia. Zdarzenie zas�ugiwa�o na to, by natychmiast zda�
z niego sprawozdanie Tillek. Sprawy nie mo�na by�o od�o�y� do prze-
�omu roku, kiedy to wszystkie stada zbieraj� si� przy Wielkiej Otch�a-
ni, aby obserwowa�, jak m�ode samce pr�buj� swych si� pokonuj�c
wiry. Takie spotkanie stanowi�o dobr� okazj� do dzielenia si� nowina-
mi. Stada zamieszkuj�ce wody po�udnia nigdy nie miewa�y tylu okazji
do wype�niania tradycyjnych obowi�zk�w, co te z p�nocy. A wi�c sze-
roko po wodach planety roznios�a si� wie��, �e Afo i Kib mia�y do
czynienia z lud�mi zaginionymi w morzu. By�a to naprawd� wielka
chwila. Porozumiewali si� z nimi przy pomocy staro�ytnych S��w
Uprzejmo�ci. Kib wielokrotnie powtarza� sobie sw� opowie�� - p�y-
n�c mrucza� S�owa Sprawozdania. Wysy�a� w dal d�wi�ki, �eby by�y
powtarzane od stada do stada, zanim on sam dotrze na pos�uchanie
u Tillek Mo�e to w�a�nie jest ten moment, o kt�rym m�wi�a Tillek, �e
nadejdzie czas, kiedy ludne przypomn� sobie o porozumiewaniu si�
z rodzajem morskim i powr�ci dawne partnerstwo.
Sygna�y dotar�y do Tillek, kt�ra poleci�a je natychmiast przekazy-
wa� na wszystkie kra�ce m�rz, do wszystkich stad zamieszkuj�cych
wody planety Pern. Powszechnie zazdroszczono im tego pomy�lne-
go wydarzenia i niekt�re delfiny pragn�y przy��czy� si� do szcz�li-
wego stada. Afo, Kib, Mel, Temp i Mul p�ywa�y szybko i dumnie, przy
okazji wykonuj�c pot�ne skoki. Mel stale rozmy�la� o tym, czy lu-
dzie ci�gle jeszcze umiej� usuwa� ryby-pijawki, gdy� jedna z nich
przyssa�a si� do niego i jak dot�d w �aden spos�b nie m�g� si� jej
pozby�.
Rozdzia� II
Tego wieczoru Readis, zanim usn��, zd��y� trzy razy opowiedzie�
swoj� przygod�.
- Nauczy� si� tego tak dok�adnie, jakby by� prawdziwym harfia-
rzem. - z nut� smutku w g�osie stwierdzi� jego ojciec.
- W ka�dym razie, je�eli wyra�nie zakaza�e� mu... - Aramina ze
specjalnym naciskiem wym�wi�a ostatnie s�owo -.. .p�ywa� i �eglowa�...
- �odzi ju� nie ma, chyba pami�tasz o tym? - stwierdzi� Jayge
uspokajaj�co.
- ... w poszukiwaniu tych ryb-przewodnik�w - doko�czy�a, wpa-
truj�c si� w niego.
- S�ysza�a� przecie�, Mina, obieca� nie zbli�a� si� do wody bez
opieki. Wiesz, �e to dziecko dotrzymuje danego s�owa.
- Hmmm - mrukn�a Aramina, pe�na z�ych przeczu�.
W ci�gu nast�pnych dw�ch dni obserwowa�a ka�dy krok syna i zau-
wa�y�a, �e przestrzeg