4222
Szczegóły |
Tytuł |
4222 |
Rozszerzenie: |
PDF |
Jesteś autorem/wydawcą tego dokumentu/książki i zauważyłeś że ktoś wgrał ją bez Twojej zgody? Nie życzysz sobie, aby podgląd był dostępny w naszym serwisie? Napisz na adres
[email protected] a my odpowiemy na skargę i usuniemy zabroniony dokument w ciągu 24 godzin.
4222 PDF - Pobierz:
Pobierz PDF
Zobacz podgląd pliku o nazwie 4222 PDF poniżej lub pobierz go na swoje urządzenie za darmo bez rejestracji. Możesz również pozostać na naszej stronie i czytać dokument online bez limitów.
4222 - podejrzyj 20 pierwszych stron:
Henryk Sienkiewicz
NIKT NIE JEST PROROKIEM MI�DZY SWYMI
�A!� rzek�,us�yszawszy ten tytu�,m�j przyjaciel ��Nul n'est prophete en son pa
ys." �Dlaczego nie da� francuskiego tytu�u?
� Rad bym z duszy,ale to jako� nie wypada.
�Dlaczego ma nie wypada�?�odpowiedzia�.� Ty,cher Worszy��o,zaczynasz dopiero
karier� literack�;twoje nazwisko jeszcze nic nie m�wi.Pardon m�j drogi,ale ono
nic nie m�wi.R�cz� ci,�e po�owa z tych,co czyta� b�dzie twoj� powiastk�,czyta�
b�dzie w�a�nie dlatego,�e dasz jej tytu� francuski.
�A ja my�l�:poniek�d ma racj�.Tytu� dla powie�ci,to to� samo,co nazwisko dla
cz�owieka.Ten�e sam m�j przyjaciel ma wiele dowcipu i do�wiadczenia �to on mnie
nauczy�,�e nazwisko ma tyle znaczenia dla cz�owieka.Ja bo przez jaki� czas
waha�em si� w s�dzie i o tej kwestii i o wielu innych.
� Trzeba mie� punkt wyj�cia.Czy ty,Worszy��o,masz punkt wyj�cia?
� Co powiadasz?
�Nie pytaj nigdy w ten spos�b:�Co powiadasz?" Ma to w sobie co� ze z�ego
tonu.Zauwa�y�e�,�e ludzie z�ego tonu powtarzaj� cz�sto wyraz:"powiada,powiada,
pada ".
� Zauwa�y�em.
�Przepraszam,�e ja ci m�wi� takie rzeczy,ale wprowadzi�em ci� do p.X.,do naszego
s�awnego W.,do hr.M.,s�owem,w najlepsze nasze towarzystwa,do kt�rych chciawszy
wej��,trzeba si� nagina� koniecznie.
� Ale o co mnie pyta�e�?
�Czy masz punkt wyj�cia,zasady?Wczoraj widzia�em,jak rozmawiaj�c z ksi�ciem C.
skrzywi�e� si� jak nieszcz�cie i wytrz�sa�e� palcem ucho.To l ekcewa�enie!�to
dowodzi,�e albo wcale nie masz zasad,albo co gorzej,masz je przewrotne.
Zaczerwieni�em si� strasznie i wola�em wyzna�,�e wcale nie mam zasad.
Ale,o czytelniku!nie zra�aj si�.Przyjaciel m�j da� mi zasady,kt�rych dzi�
trzymam si� �ci�le i kt�rych,je�eli nie oka�� w ci�gu tego opowiadania,wina to
b�dzie raczej nieudolno�ci pi�ra ni� dobrych ch�ci.
Po czym mog� przyst�pi� do samego opowiadania.Pisze si� wiele powie�ci,w kt�rych
bohaterami s� jacy� ludzie lub nawet sfery,o kt�rych m�wi�c,ka�dy dobrze
wychowany cz�owiek zawsze dodaje wyraz:�za pozwoleniem ".
Ja sam s�ysza�em,jak senatorowa K.,przedstawiaj�c pani L.znanego artyst�
W.,rzek�a;
� Pani pozwoli przedstawi� sobie pana.Pardon,quel est votre nom?.a!pana W.mais
ila assez de talent,pour nous amuser doda�a ciszej.
Talent mo�e zast�pi� nazwisko i otworzy� podwoje zwykle dla �canaille "
zamkni�te.
Trzeba si� tylko umie� nagina�.Nieszcz�ciem czy szcz�ciem,m�j bohater nie by�
ani poet�,ani malarzem,ani muzykiem,ani rze�biarzem,ani w og�le d�ugow�osym
kochankiem muz nie mia� maj�tku,brak�o mu stanowiska,nie by� dygnitarzem,nie mia�
nadzwyczajnego dowcipu,by� zaledwie przystojny,nie mia� nic z tego o czym wy�ej.
� C� mia�?
� Dwadzie�cia siedem lat.
� O,o!to niewiele.
W tym rzecz,�e mia� niewiele lat:by� m�ody;ale mia� jeszcze co� pr�cz
tego:mi�dzy miasteczkiem M.a Ch�odnic�,w�asno�ci� pa�stwa Ch�odno,mia� M�ynek.
Qu'est-ce que c'est que �a?
To tak�e niewiele by�o.Domek z ogr�dkiem obros�ym leszczyn� i z rzeczk� p�yn�c�
cienistym brzegiem,a pr�cz tego trzy,ba,nawet nie ca�e,w��ki gruntu.
Ale to jeszcze nie koniec:mia� i co� trzeciego,co,gdyby o to dba�,nadawa�oby mu
pewn� pozycj� w �wiecie.Nazywa� si� Wilk Garbowiecki.
Kto zna cho� troch� dawne dzieje,ten mo�e s�ysza� o Garbowieckich,jako za
tarnogrodzkiej bili si� m�nie z Sasami.Jam wprawdzie nie wiedzia�,czy ci� sami
nosili miano Wilk�w,ale przyjaciel,o kt�rym wy�ej,o�wieci� mnie.On w heraldyce
wielce peritus,utrzymywa�,�e bohater m�j mia� z pi�tnastu senator�w w rodzie,a
przydomek Wilk dosta�a ta rodzina z dawnych czas�w za jaki� czyn bohaterski.
Wszystko to by� mo�e,lubo sam Wilk Garbowiecki,kt�rego zna�em,nic o tym nie
wiedzia�,a nawet nie uwa�a� sobie za �aden zaszczyt,�e si� nazywa� Wilk
Garbowiecki.Wyznaj� to ze wstydem � m�j bohater,nie ceni� w sobie urodzenia.
Czasem jednak gra�a w nim dobra krew;nieszcz�ciem on utrzymywa�,�e to nie
by�a dobra krew tylko obra�ona godno�� osobista.Raz np.bogaty fabrykant po�czoch,
u kt�rego �wyznaj� to zn�w ze wstydem � Wilk dawa� lekcje,oprowadza� go po swoich
apartamentach.
� Widzisz pan t� konsol�?� spyta�.
� Widz�.
� Pan my�lisz,�e to co?
� My�l�,�e to konsola.
�Pan my�lisz,�e to marmur?pan pewno my�lisz,�e to marmur?� to nie marmur,to
alabaster.Widzia�e� pan co podobnego?
Wilk zmarszczy� si� na ostatnie pytanie � fabrykant prowadzi� go dalej.
� Widzisz pan t� kasetk�?
� Widz� t� kasetk�.
� Pan my�lisz,�e ten cyzel na niej � to co?
� Br�z.
�Pan my�lisz,�e to br�z?� Tu fabrykant cmokn��,chlipn��,mlasn�� i doda� w cichej
ekstazie:
� Z�oto!Widzia�e� pan co podobnego?
Wilk zmierzy� go oczyma od st�p do g��w.Fabrykant nie zauwa�y� tego i na dobitk�
rzek� dobrodusznie:
� Kto takie rzeczy ma,ten wygra�.A po chwili zn�w:
�Widzisz pan ten portret?(Tu wskaza� na w�asny portret,wisz�cy mi�dzy dwoma
zwierciad�ami w salonie.)
� Widz� � to zapewne z�oty cielec?
� Co jest cielec to cielec,a to jest m�j portret.A gdzie tu rogi?Co pan m�wi?
� �e ten kto cielca malowa�,trafi� pana.a rogi s� w pa�skiej kasie.
� Ho!ho!Wilk wyszczerzy� staroszlacheckie z�by � m�wiono w Warszawie.
Ale Wilk utrzymywa�,�e wyraz �staroszlacheckie " by� g�upstwem i mimo moich
przedstawie�,�e odejmuje faktowi koloryt,nie chcia� cofn�� zdania.
� A niech mi nie dmie bogactwem!�Homo sum � powtarza� z pewn� dum�.
Te b��dne poj�cia zaszczepi�o w nim �ycie.Musia� pracowa� i �ama� si� z
ub�stwem.Ba!gdyby tak mia� porz�dn� fortun�,pewno by mu si� rozja�ni�o w g�owie.
Tego� zdania by� i m�j przyjaciel.Zreszt� Wilk by� dziwak.Pytam go pewnego
razu,dlaczego tak pracuje maj�c ju� grosz jaki� i co my�li robi� nadal?
� Rol� ora� � odrzek� kr�tko.
Zdziwi�em si�.
�S�uchaj,Worszy��o!m�wi� dalej.� Pomijam,�e osobiste upodobanie ci�gnie mnie do
roli,ale mam i inne cele.Rozszerzanie zdrowych i uczciwych zasad,mimo �e stu
g�upc�w z nich si� �mieje,jest obowi�zkiem uczciwego cz�owieka.W mie�cie �ognisko
my�li;wy tu macie literat�w,gazety,ksi��ki,co chcesz.Na wsi trzeba przyk�ad�w �
tam ksi��ek nie czytaj�.Ot� jad� na wie� dlatego,�eby by� takim przyk�adem i
dlatego jeszcze,�e mi si� tak podoba.
Ach,czytelniku!Czu�em wraz z tob�,�e g�upstwa m�wi�,ale nie �mia�em mu si�
sprzeciwi�,a m�j przyjaciel,kt�ry jest wzorem dobrego tonu,nie �mia� tak�e,cho�
nieraz obaj drwili�my z podobnych zasad.I teraz wy�miewali�my je,ale dopiero wtedy,
gdy Wilk wyszed�.On m�wi� tak �mia�o i tak jako� patrzy� prosto w oczy,gdy m�wi�!
Zreszt�,jakkolwiek dobrze wychowany cz�owiek powinien by� troch� blase,s�
jednak zasady niezno�ne,niepraktyczne,zgubne dla naszego spokoju,z kt�rych nie
mo�na g�o�no si� wy�miewa� cho�by dlatego,�eby zbyt nie dra�ni� �canaille ".
A tak i Wilk osiad� na wsi.On zawsze mia� to,co nazywaj� siln� wol�.Sko�czywszy
uniwersytet,w do�� kr�tkim czasie nazbiera� troch� grosza do fundusiku,jaki by�
posiada� i kupi� M�ynek.W Warszawie mieli go za wariata,ale jemu by�o dobrze.
Umia� sobie radzi� na roli,ile �e zajmowa� si� poprzednio teori� gospodarstwa
i naukami przyrodniczymi.By� wes� i szcz�liwy.Widzia�em wszystkie jego listy
do przyjaciela,z kt�rych pierwszy zaraz jako do�� charakterystyczny,przytaczam:
�Kocha�em zawsze natur�,pisa� Wilk.Dusza moja zachowa�a ca�� wra�liwo�� na jej
dzia�anie.Gdybym by� poet�,opiewa�bym pi�kno�ci mego M�ynka,ale i nie b�d�c
poet�,odczuwam je w ca�ej pe�ni.Nie uwierzysz,jak jestem szcz�liwy.Opisz� ci
moje �Erga kai hemerai ".Pracuj� jak ch�op:rankiem wychodz� sam z p�ugiem w pole.
Latem co za pyszne poranki;w powietrzu pe�no blasku,szczera pogoda!�wie�o
i rze�wo w ca�ej atmosferze;z ��k podnosz� si� opary,a rzechotanie �ab milknie
powoli;teraz na ptactwo kolej uderzy� hejna� dzienny.
Budzi si� ziemia,budzi i wioska;tu i �wdzie skrzypnie �uraw u studni,tam wo�y
zarycz�.Dusza si� �mieje,Franku!A no,pastuch wygrywa ju� na ligawie,a no,
dziewczyna,ranna jask�eczka,splataj�c warkocz zawodzi:�dana,oj dana!"Na
ko�ci�ku ozwie si� sygnaturka na jutrzni�,to i ja mrucz� pacierz,pokrzykuj�c
od czasu do czasu na wo�y.Potem ju� ruch,jak okiem zajrzysz;kr�c� si� ludzie
i zabiegaj� wedle roli.Kr�tko m�wi�c:szcz�liwy jestem.W po�udnie k�ad� si� w
cieniu pod lipami i albo czytam co�,albo s�ucham kapeli pszcz� nad g�ow�.
Wieczorami czytam zn�w lub rozmy�lam,com dzi� zrobi�,a co jutro
robi� nale�y.Samotno�� nie nudzi mnie.Pr�cz starej gospodyni i kilku parobk�w
nie znam nikogo w okolicy.Przez jaki� czas postanowi�em by� milcz�cym przyk�adem;
postanowi�em pierwiej postawi� M�ynek na wzorowej stopie:zaprowadzi� �ad,u�y�ni�
gleb�,wyci�gn�� najwi�ksze z niej korzy�ci �oto m�j cel tymczasowy.Zauwa�y�em,
�e zdrowe a uczciwe idee dlatego trudno przyjmuj� si� mi�dzy lud�mi,dlatego uwa�ane
s� za sentencje,�e ci,kt�rzy je g�osz�,najmniej sprawdzaj� je w odpowiednim
post�powaniu na zewn�trz.Ilu� to promotor�w g�osz�cych pi�kne zasady powinno by
parskn�� �miechem spojrzawszy sobie w oczy.
Historia rzymskich augur�w powtarza si� z t� tylko r�nic�,�e nasi � to przy
tym i g��wnie�niedo��gi.Tak jest,Franku!niedo��stwa wi�cej jest ni� z�ej wiary.
Ale w praktyce skutki st�d jednakowe.Zdaje mi si�,�e zrozumienie tego uczyni
mnie silniejszym.Nie my�l� zreszt� i w przysz�o�ci prawi� s�odkokwa�nych kaza�;
wol� czyn ni� dialektyk�.Tymczasem ucz� moich parobk�w czyta�.Nie uwierzysz,
jak opierali si� temu z pocz�tku.Gdy namowy nie pomaga�y,porwa�em jednego i
drugiego za kark i,obiecawszy kije,zmusi�em;teraz ju� si� przekonali i s� mi
wdzi�czni.Dot�d ze wszystkiego jestem kontent.Idzie,Franku!idzie!Musz� ju� do��
gada� o mnie w okolicy;ciekawy jestem,jak b�dzie z lud�mi.Wczoraj widzia�em amazonk�
przeje�d�aj�c� wedle mojej cha�upy.Ach!jednej rzeczy mi brak w chacie:kobiety.
Po prostu t�skni� za kochaniem,ku niemu rwie si� ca�a m�ska strona mojej natury.
Potrzebuj� kocha�,potrzebuj� mie� �on� i dzieci.�ciskam ci� ".
Wilk Garbowiecki.
Te listy dosta�y mi si� od owego Franka,do kt�rego by�y pisane,dlatego znam tak
dobrze szczeg�y tycz�ce Wilka.Mawiano o nim nie tylko w okolicy,ale i w
Warszawie.Paniom naszym post�powanie jego wyda�o si� oryginalnym;m�j przyjaciel
przebacza� mu nawet,�e siedzia� na kawa�ku roli i �e pracowa�,ale.chodzi� za
p�ugiem.c'es affreux,c'est une honte.
Tymczasem p�yn�y miesi�ce,a w M�ynku z dniem ka�dym poprawia�o si�
co�,ulepsza�o.
Rola dobrze zorana na najbli�sze zaraz �niwa wyda�a wcale obfite plony.Wilk mia�
nawet znaczne dochody;plantacje burak�w przynios�y mu nad podziw wiele.Za�o�y� przy
tym jedwabnictwo,trzyma� do�� znaczn� liczb� inwentarza.Podziwiano jego energi�,a
wkr�tce ca�a okolica nie m�wi�a o nikim,tylko o nim.Wilk tego chcia�.
Wyruszy� wreszcie mi�dzy ludzi.Najpierw pozna� urz�dnik�w powiatu,z
kt�rymi,nolens volens,musia� bywa� w stosunkach.Robi� ci�g�e g�upstwa.Co mu to
szkodzi�o,�e urz�dnicy po ma�ych miasteczkach poza biurowymi godzinami nie robi�
nic a nic,a w czasie godzin biurowych wyka�aj� z�by lub trzymaj� r�ce w
kieszeniach.W tym nie masz przecie nic nienormalnego.Oto kilka scen z tych stosunk�w
wedle w�asnych jego list�w spisanych.Raz u kasjera powiatowego,kt�ry mia� dwie �adne
c�rki,Wilk rzek� do jednego z urz�dnik�w:
� Panie Ludwiku,wejd�my z sob� w sp�k� handlow�.
Pan Ludwik by� to podpisarz s�dowy,a zarazem najwi�kszy w mie�cie
elegant;chodzi� w kastorowym ,wysokim kapeluszu,nosi� binokle na nosie,a na palcu
ogromny pier�cionek z herbem;pier�cionek kupi� wypadkiem od Golderywy,ale herb
akceptowa� za sw�j rodowy,skutkiem czego by� arystokrat�.Kocha� si�,naturalna rzecz,
kt� w ma�ym miasteczku si� nie kocha,i na koniec wyraz twarzy mia� zawsze gro�ny
a uroczysty,co nadawa�o mu wiele godno�ci i powagi.
� Mamy wej�� w jak� sp�k�?�-m�wisz pan dobrodziej.
� W handlow�.Zak�adam czytelni�.
� Co?co?� spytano ze wszystkich stron.
�Daj� sto rubli na ksi��ki i w domu pana Ludwika je sk�adam.Ka�dy,kto zap�aci 30
kopiejek miesi�cznie,ma prawo czyta�,ile mu si� podoba,czy to obywatel,czy urz�dnik.
Z tych pieni�dzy 20 idzie dla mnie na zwrot kapita�u,2 i p� dla pana Ludwika za
mieszkanie,a 7 i p� na coraz nowe ksi��ki.Zgoda?
�To si� nie uda!to si� nie uda!�zawo�a� burmistrz,wielki pesymista,przy tym
powaga w mie�cie.
� To moja rzecz.
� M�wi� to panu z do�wiadczenia.
� Z jakiego do�wiadczenia?
� Pan jeste� m�ody cz�owiek.
� Tym lepiej dla mnie.
� A chcesz by� m�drym za wszystkich.Trzeba si� by�o starszych poradzi�.
� To� zawiadamiam pan�w.
� E!�yli�my dot�d spokojnie,cho� i czytelni nie bywa�o.
� A!to pan nie przeszkadzaj,kiedy pomaga� nie chcesz.
Urz�dnik oderwa� na chwil� oczy od kart (bo gra�)i,zmierzywszy Wilka od st�p do
g��w,rzek�:
� Nie rozumiem sk�d si� bierze w m�odzie�y dzisiejszej.Ej!pik zwyczajne?
� Wist! � odrzek� proboszcz.� Byle jakich zara�liwo�ci w tych ksi��kach nie
by�o!
� Wychod� pan.Ja tam wol� preferansa.
�A ja b�d� czyta� �wo�a�a panna kasjer�wna.� Panie Wilk,jakie to ksi��ki b�d�?Ja
lubi� wzruszaj�ce.� O!
� C� panie Ludwiku?zgadzasz si�?� spyta� Wilk.
Pan Ludwik szurgn�� nogami pod sto�kiem,zarumieni� si�,poprawi� krawat,chrz�kn��
i odrzek�:
� Ambaras.ja nie mam czasu.
�Ja panom powiem!� zawo�a� Anto� Dziembowski,geometra.� To s� warszawskie wymys�y,
a my poka�my,�e tak�e mamy swoj� ambicj�.
� Ma si� rozumie�.
Wilk nie odznacza� si� w og�le cierpliwo�ci�,ruszy� ramionami i poszed� do
kobiet.
Tam uda�o mu si� lepiej.Co wi�cej,nam�wi� pann� Kamil�,kasjer�wn�,Beatrycz�
pana Ludwika,kt�ra to panna Kamila rozkaza�a po prostu panu Ludwikowi,�eby przyj��
obowi�zki bibliotekarza.
Garbowiecki wariowa�,jak widzicie czytelnicy,ale czytelnia stan�a koniec
ko�cem.
�Wiem,pisali �e strac� swoje sto rubli,mimo to rzecz przywiod� do skutku
".Przywi�d� i straci�.Nikt nie chcia� czyta�;kobiety spodziewa�y si� lekkich
ksi��ek �nie znalaz�y;zniech�cenie by�o og�lne.Szlachta wiadomo�� o czytelni
przyj�a jak najgorzej.S�ysza�em bardzo rozs�dne dowodzenie jednego z tamtejszych
obywateli:�Dajcie im (m�wi� o ma�omiasteczkowych urz�dnikach)nauk�,dajcie im
wykszta�cenie,a r�cz�,�e zechc� stan�� na r�wni z nami,zechc� bywa� u nas,zechc�
by� przyjmowani,b�d� si� uwa�a� za r�wnych nam.Przez B�g �ywy!Zastan�wcie si� do
czego to prowadzi!Nie przewracajcie im w g�owach!Gdzie� spo�ecze�stwo bez klas
ni�szych i wy�szych?Pami�tajcie,�e zbytnia nauka niweluje r�nice mi�dzy klasami.
Ja ostrzegam was �idziecie do zam�tu!Ja m�wi�em!ja umywam r�ce!ja robi�em co
mog�em " itd.
Nie przytacza�bym tego dowodzenia,gdyby nie to,�e cz�owiek,kt�ry tak m�wi�,jest
znakomito�ci� w swoim powiecie.
Mia� racj�.Ile� to niepotrzebnych rzeczy te niewinne g�owy dowiedzie� by si�
mog�y z ksi��ek.Prawdziwie wol� nawet koster�,gracza,pijaka ni� cz�owieka z
przewr�con� g�ow�.
Niepotrzebnie tak�e naucza� ich Wilk,�e przyjmowanie �niada� od obywateli jest
rzecz� nagann�.Naprz�d mi�o jest i obywatelowi pokaza� si� czasem popularnym,a
po wt�re do tego nie zmusza si� nikogo,to jest przyj�te.Wilk narobi� prawdziwego
zgorszenia."Panowie nie udawajcie g�uchych,gdy kto do was przychodzi z
interesem � rzek� im � nie nos dla tabakiery, ale tabakiera dla nosa ".
Ostatnie s�owa proboszcz i pods�dek wzi�li za przym�wk� do siebie,bo obaj
za�ywali tabak�.Pyta�em pewnego razu jednego z urz�dnik�w,co by o nim,to jest o
Wilku,my�leli:
�Bo ja wiem,panie (powiada).Ni to by� ch�op,ni ksi�dz,ni szlachcic,ni urz�dnik �
ot!ja nawet my�la�em czy to nie przebrany?
� Kto?
� Ba,w�a�nie tego nie mog�em si� domy�le�.
Z ch�opami bywa� Wilk stosunkowo lepiej.Pozyska� przywi�zanie swych parobk�w,
kt�rych p�niej mia� sze�ciu.�Ja,pisa�,nie romansuj� ze swoimi lud�mi;ka�dy z nich
musi pe�ni� swoj� powinno��,czy chce,czy nie chce.Nie uwierzysz,jak mnie gniewa
sentymentalno-ckliwa literatura przeznaczona dla ludu.Sprowadzi�em kilka takich
ksi��ek z Warszawy.W jednej,na przyk�ad,znalaz�em wielce tkliwe opowiadanie,jak
beatus Kukufin mia� mow� do ludu,i. �ka��c bardzo rzewnie Wzni�s� si� nad ziemi�
na dwa �okcie pewnie ",czym i �poczciwych kmiotk�w " tak rozrzewni�,�e wszyscy,
kt�rzy byli z�odziejami,przestali kra��,a pijacy wyp�dzili arendarza.Mora� ko�czy
si� tym,�e daleko lepiej by� dobrym ni� z�ym,bo dobrego �dziedzic "kocha,a z�ego
nie kocha.Ksi��ki te rzuci�em w piec.Rady dawane panom tyle� warte:�U�ci�nijcie
czasem,powiada jeden z autor�w,spracowane d�onie s�dziwych kmiotk�w;dzielcie ich
zabawy;niechaj panienka ze dworu sunie si� czasem w tan posuwisty z ra�nym
parobczakiem,niech panicz poda delikatn� r�k� wiejskiej dziewoi,niechaj poprosi
jej o piosenk�.itd."Ja tam nie suwam si� z nimi w tan posuwisty,nie umizgam
si� do dziewoi,ani upijam si� z nimi w karczmie.Wol� od czasu do czasu
powiedzie�:�Bartek!czas by pomy�le� o pszenicy!Ignac!przyprowad� swego wo�u �
puszcz� mu krew.Franciszkowa,uprz�tnijcie len,bo si� wysypie � itd.Ksi��ki powinni
pisa� znaj�cy potrzeby tych,dla kt�rych pisz�,a nie � to lepiej wr�ble strzela�.
Dotychczas jestem kontent z moich ludzi,a z innymi �yj� dobrze " itd.
Nie zawsze jednak bywa�o dobrze.M�ynek,w�asno�� Wilka,s�siadowa� z
Ch�odnic�,w�asno�ci� pa�stwa Ch�odno,ludzi niezmiernie dystyngowanych ,de la plus haute
societe,z kt�rymi zapozna� mnie m�j przyjaciel.Ot� ludzie ch�odniccy robili nocami,
jak to zwykle mi�dzy s�siedztwem,szkody Wilkowi w zbo�u i pastewnikach.
Wilk w takich razach by� nieub�aganie surowy.Nie do��,�e zebrawszy swoich ludzi
przep�dzi� ch�odnickich,przy czym i po sk�rze niejednemu podobno dobrze si� dosta�o,
ale pozajmowa� im byd�o i na koniec wytoczy� spraw� przed w�jta:�Nie chodzi�o mi
(pisa�)o szkody,ale chcia�em oduczy� od szk�d ".Wypad�y st�d rozmaite zatargi.
Charakterystyczn� odpowied� da� jeden z obwinionych,kiedy na pytanie,dlaczego
wypasa� zbo�e pana Garbowieckiego,odrzek�:
� Taki to on i pan,kiedy sam za p�ugiem chodzi;takiego nie grzech poszkodowa�.
M�j przyjaciel uwa�a� t� odpowied� za znakomit�:�C'est magnifique!magnifique!
�powtarza�.Dowodzi to jednak (m�wi�),�e i w ludzie prostym jest pewne.pewne.comment
cela s'appelle-t-il?.pewne poczucie tej my�li,kt�r� Francuzi wyra�aj�:�noblesse
oblige "
Z powodu tej sprawy wszed� Wilk w bli�sze stosunki z pa�stwem Ch�odno i bywa�
tam nast�pnie do�� cz�sto.
�Prawdziwie � m�wi� do mnie pan Ch�odno �kiedy wszed� pierwszy raz,patrzyli�my
na niego,prawdziwie jak na wilka.nous l'avons regarde tout-�-fait comme un vrai
loup.
W ich domu jednak rozegra�a si� najwa�niejsza cz�� jego historii,dlatego
stosunki te b�d� opisywa� szczeg�owo.Dom pa�stwa Ch�odn�w sk�ada� si� z samego,
z samej i dw�ch c�rek:panny Lucy i Boguni,ma�ej jeszcze,mo�e trzynastoletniej
dziewczynki.Oczywi�cie,w domu tak zamo�nym by�a jeszcze nauczycielka Francuzka
(Polek tam nie trzymano).Nauczycielka zwa�a si� mademoiselle Gilbert,co zreszt�
dla nas jest wszystko jedno.
Kiedy Wilk wszed� do salonu pa�stwa Ch�odno,madame Ch�odno trzy razy kierowa�a
na� binokle;chcia�a wiedzie�,co by to by� za cz�owiek.Szcz�ciem,wiedziano o jego
urodzeniu.Wilk przy tym mia� rysy szlachetne,obej�cie �atwe,dlatego do�� podoba�
si� od razu.
Panna Lucy spojrza�a na� ciekawie,ma�a Bogunia,dziecko nie�mia�e i
sm�tne,wytrzeszczy�a na� chmurne oczy.Pan Ch�odno przedstawi� go w ten spos�b:
�Ma ch�re,to jest pan Wilk Garbowiecki,kt�rego podobno by�a� ciekawa.
Po czym zakr�ci� si� na pi�cie i wyszed� z pokoju.Dama,kt�ra ju� wprz�d by�a go
obejrza�a,nie spojrzawszy na� teraz odrzek�a:
� S�ysza�am,�e on s�siaduje z nami?
� Tak jest,gospodaruj� w M�ynku.
� Dlaczeg� dot�d nie mieli�my szcz�cia widzie� go?
� Mia�em pilniejsze zaj�cie w domu.
Ta odpowied� zar�wno niegrzeczna jak zuchwa�a wywar�a jednak niespodziewany skutek.
Dama podnios�a oczy od rob�tki i zmierzy�a Wilka od st�p do g��w.Odpowied�
podoba�a jej si�.
Istotnie,�eby tak odpowiedzie�,trzeba by�o albo by� impertynentem,albo mie�
jakie prawo obra�ania si� o zbyt ch�odne przyj�cie.Dama przypomnia�a sobie,�e jej
interlokutor zwie si� Wilk Garbowiecki,skutkiem czego rzek�a bez por�wnania s�odziej:
� Tak,zreszt� my niedawno przyjecha�y�my z Warszawy.
� Teraz latem panie bawi�y w mie�cie?
� Oh,oui ,dla edukacji c�rek moich.
Tu panna Lucy post�pi�a krok naprz�d,ma�a Bogunia post�pi�a krok w ty�.
� Pan zna Warszaw�?� spyta�a zn�w pani Ch�odno.
� Od trzech lat dopiero bawi� na wsi.
� My bo tam mamy kuzyn�w.Hrabiego W.Pan go zna?
� Znam.
� Jak to go pan zna?
� Bywa�em u niego na wtorkach.
� U hrabiego W.?Jest to jeden z najbogatszych naszych magnat�w.
� Podobno.
� I bywa� pan u niego na wtorkach?
� Razem z innymi.
�A c'est tr�s bien,c'est tr�s bien ,�e pan bywa� u niego na wtorkach.Jak�e
jego migreny?
� Nie wiem.
�On bo pisuje do nas cz�sto.Skar�y� si� na migreny,ale w ostatnim li�cie
donosi�,�e mu ju� lepiej.
� Bardzo si� ciesz�.
W tej chwili wszed� pan Ch�odno.
�Imaginez!� zawo�a�a pani.�M.Wilk Garbowiecki conna�t notre cousin,le comte
W.,a co wi�cej,bywa� u niego na wtorkach.
Pan Ch�odno u�miechn�� si� pob�a�liwie.
�Poczciwy,poczciwy ten nasz kuzyn hr.W.!Czy� pan nie uwa�a�,jaki on podobny do
lorda.
� Nie uwa�a�em.
�Doskona�y,doskona�y!Powiadam mu kiedy� w resursie :Hrabio!wygl�dasz jak Pal-
merston .�You are block-head ,m�j drogi.Ty jeste� kiep,powiada mi.Jak on
to przednio wymawia:.You are block-head!"
Wilk u�miechn�� si�.
� Pan rozumiesz po angielsku?� spyta�a skwapliwie pani Ch�odno.
� Znam ten j�zyk.
� I m�wisz pan nim?
� Tak.
� Ach!to taki niezb�dny j�zyk teraz � wtr�ci�a panna Lucy.
� Dlaczego teraz?� spyta� Wilk.
�Niezmiernie,niezmiernie modny.We wszystkich wy�szych domach panienki ucz� si�
po angielsku.
� W jakim celu?
� Taka moda.
� Czy�by nie lepiej pozna� niemiecki?
� Gdyby by�a moda.
�Fi donc!panie Wilk.Kto dobrze wychowany m�wi po niemiecku?Sami Niemcy lepiej
wychowani nie u�ywaj� tego j�zyka.
� A literatura niemiecka?
� Les romans allemands sont insupportables!
� Mo�e.Ale nauka,ale poezja?
� Rzeczy powa�ne to nie dla nas kobiet,a poezja?
�Tylko w g�owach przewraca �przerwa� pan Ch�odno.�Ja to powiadam;tylko w g�o-
wach przewraca.Ja sam w m�odo�ci mia�em przewr�con� g�ow�.Marsza�ek Onowr�cki
powiada raz do mnie.
W tej chwili wesz�a mamsel Gilbert.By�a to m�oda panna z twarz� powa�n� i
sympatyczn�.Wej�cie jej by�oby bez znaczenia,gdyby nie to,�e od tej chwili rozmowa
zawrza�a po francusku,przy czym Wilk zyska� w oczach pa� niezmiernie wiele.
�To zdumiewaj�ce!� m�wi�a po jego odej�ciu pani Ch�odno.�Ten cz�owiek m�wi wybornym
akcentem!
� Ja mamie powiem,�e nawet grassejuje.Jak mam� kocham,grassejuje!
� Luca ma racj�.Parole d'honneur grassejuje.ehr.ehr.Tak,tak!
Wilk w og�le podoba� si� pa�stwu Ch�odno,a lubo polecono Lucy,�eby post�powa�a z
nim �z ca�� ostro�no�ci� ",jednak�e przyjmowano go i nadal do�� uprzejmie.Pani
mia�a w tym sw�j cel;chodzi�o jej o angielski,kt�ry Wilk posiada� istotnie bardzo
dobrze,a kt�rym rada by by�a widzie� m�wi�ce r�wnie dobrze swoje c�rki.
Proponowano mu nast�pnie,by uczy� panny po angielsku,na co po niejakim wahaniu
zgodzi� si�:�Daj� u Ch�odn�w lekcje,pisa� do swego przyjaciela;przyj��em je
dlatego,by mie� wp�yw na m�odsze pokolenie.Ciludzie gniewaj� mnie i �miesz�
zarazem.G�upota ich jak mi�osierdzie bo�e jest bez granic.
A jednak ci�gnie mnie co� do nich!Ty zburczysz mnie,dzielny ch�opaku,gdy wyznam
ci,�e owo co� jest panna Lucy.Wiem;wiem,przewiduj� twoje przestrogi,masz racj�.Ale
wp�yw m�skiego serca na kobiet� mo�e by� tak�e pot�ny.Ona zepsuta jest wychowaniem;
zreszt�,nie kocham jej jeszcze,a je�li mnie przyci�ga,to dlatego,�e ma troch�
zalotno�ci i dlatego,�e ja sam czuj� niepokonan� potrzeb� kocha� nareszcie
kogokolwiek.Przyznaj�,�e kiedy par� dni temu,schyliwszy si� nad ksi��k�,dotkn�a
lokami mojej skroni,przeszed� mnie p�omie� od st�p do g��w.Pami�taj,�e mam
dwadzie�cia siedem lat.Mi�o�� rozbita na ca�y og� nie wystarcza cz�owiekowi.
W najgorszym razie,nie stan� si� przecie niedo��g� " itd.
Wilk,jak widzimy,wp�ywa� na morze pe�ne pokus;mia� si� spotka� z t� si��,wobec
kt�rej najdzielniejszy m�ski op�r nie zda� si� na nic.Niebezpieczniejsza jeszcze ta
si�a dla takich,kt�rzy uczucia nie wydaj� po groszu.
Przyzna� bo i nale�y,�e Wilk trafi� na siln� pokus�.Lucy nie uchodzi�a za pi�kn�,ale
by�o w niej co� idealnego;mia�a ciemne wyraziste oczy,przepyszne loki i ten jaki�
urok,kt�ry najs�uszniej mo�na by nazwa� pon�t� niewie�ci�.Ostatniej zimy robi�a w
Warszawie furor�.
Niebezpieczny to by� tedy stosunek.Pewnego razu Wilk przyszed�szy do Ch�odn�w
zasta� go�ci.Byli to dwaj bracia Hoszy�scy,kt�rym powszechnie zarzucaj�,�e nadto dm� z
urodzenia i maj�tku �cho� ojciec ich,jak m�wi� z�e j�zyki,by� handlarzem wo��w.Ale to
dawne czasy.Oto jak Wilk opisywa� t� wizyt�.
�Pozna�em dzi� dw�ch Hoszy�skich � W�adys�awa i Jana,W�adys�awa musisz zna� �
chodzili�my razem do szk�.Z tym wszystkim nie pozna� mnie.Zdaje mi si�,�e przysiada si�
do Lucy.Obaj zimni,eleganccy,modni,przy czym do�� ograniczeni ".
Wilk uprzedza� si� � a bogdaj,czy nie dlatego,�e W�adzio istotnie czas jaki� by�
zaj�ty pann� Lucy � obaj,zreszt�,byli ludzie przyzwoici.
Tego� wieczora Wilk mia� zrobi� jeszcze jedn� znajomo��.Wkr�tce za Hoszy�skimi
przyjecha� pan Str�czek,nieodst�pny ich towarzysz:�attache ",jak mawia� m�j
przyjaciel.
Hoszy�scy drwili z niego ustawicznie,bo k�ama� jak naj�ty i bawi� ich,za co
cz�sto zasiada� u ich sto�u.By� to cz�owiek lat pi��dziesi�ciu,niski,okr�g�y,czerwony,
z b�onk� na jednym oku.Lubi� dobrze zje��,straci� maj�tek,grywa� w karty,dopuszcza� si�
nawet podobno malwersacji przy grze,zw�aszcza wtedy,gdy by� pijany,co zdarza�o si� mu do��
cz�sto.Zarzucano mu bezczelno��,ale przyjmowano go wsz�dzie,bo by� dobrze urodzony i,jak
wspomnia�em,bawi�.
�Ho!o Wilku mowa,a Wilk tu� � zawo�a�.�Ca�a okolica m�wi o panu.W m�odo�ci zna�em
Garbowieckich,dalib�g zna�em �zamo�ni ludzie.Kto pana rodzi?Zna�em Garbowieckich � ona
by�a Jaz�owiecka.
� To moja matka.
�Patrzajcie!nigdy bym si� tego nie domy�li�.Jaz�owieccy byl i spokrewnieni z Radziwi��ami.
W�adzio Hoszy�ski,kt�rego specjalno�ci� by�o,kto kogo rodzi,ozwa� si� oburzony.
� Ale mylisz si�,drogi Str�czek.�Ale pozw�l.
� Ale mylisz si� � powtarzam.
�Mo�e.Czy prawda,panie Wilk,�e uczysz swoich ch�op�w po �acinie?�po �acinie?.ha!ha!
Wilkowi zbiera�o si� na ostr� odpowied�,szcz�ciem pani Ch�odno po�pieszy�a z
interwencj�.
�Pan Garbowiecki uczy po angielsku �i to nie ch�op�w,ale moje c�rki.To wcale co
innego � niech pan Str�czek o tym nie zapomina.
�Pardon!nie moja wina.Pu�kownikowa z Przestanku m�wi�a mi,�e po �acinie!Ale,czy wiecie
pa�stwo,co mia�a za wypadek?
� Str�czek!radz� by� ostro�nym � wtr�ci� drugi Hoszy�ski.
�Nic z�ego,nic z�ego!to po ludziach chodzi;zreszt� milcz�.Pan masz humor melancholiczny,
panie Wilk,dlaczego pan nic nie m�wisz?
� Wobec pa�skiej elokwencji ,nie masz dla mnie miejsca.
Spojrzeli sobie w oczy � Str�czek zrejterowa�.
Rozmowa urwa�a si� na chwil�.Zagai�a j� na nowo pani Ch�odno.
� Panowie niedawno z miasta?c� tam nowego w naszej Warszawie?
Hoszy�scy pocz�li opowiada� jeden przez drugiego nowinki warszawskie.Pani Ch�odno
rozpytywa�a o mody,czego i panna Lucy s�ucha�a z ciekawo�ci�.Obie panie dowiedzia�y si�,
�e suknie w kliny zarzucono ju� w Warszawie,�e pani N.u pp.L.oburzy�a na siebie
opini� publiczn�,bo jad�a �beaucoup de pain " przy kolacji,czego,jak wiadomo,przyzwoite
osoby nigdy nie robi�.Dalej m�wiono,jak ten �charmant mauvais sujet le prince Michel"
przyszed� pijany na wiecz�r,co by komu innemu nie usz�o,a jemu usz�o;nareszcie,jak
sam opowiada� to Hoszy�ski,wzi�wszy mnie (m�wi� W�adzio).
� Nie W�adziu!nie ciebie,ale mnie pod r�k�.
Na szcz�cie,Wilk ze swych warszawskich czas�w nadto by� przyzwyczajony do
podobnych rozm�w,inaczej przy swoim charakterze by�by pope�ni� jak� niedorzeczno��.
Ale by� przyzwyczajony,bo chez nous w salonach o niczym innym si� nie
m�wi.Hoszy�skim trzeba przyzna�,�e tego rodzaju rozmow� umieli podtrzymywa� z wdzi�kiem
i lekko�ci�.
Obaj udawali,�e Wilka nie widz�;� nazywa si� to ignorancj�.Jest to straszliwa
bro�,w�a�ciwa ludziom wy�szego stanu �patrze� na osoby jak na rzeczy .Wierzcie mi
czytelnicy,kto posiada t� sztuk� posuni�t� do najwy�szego stopnia,staje si�
niezwyci�onym.Najwi�kszy g�upiec parmi nous potrafi przywie�� do rozpaczliwego gniewu
najm�drszego spomi�dzy ludzi innego obozu.Hoszy�scy potrafili skorzysta� z tej przewagi,
jak� nadawa�a im nad Wilkiem pozycja.Kiedy Wilk ozwa� si� z czymkolwiek,obaj
popatrzywszy na� tak,jak si� patrzy na guzik od surduta s�siada i nie odpowiadaj�c,
zwracali si� gdzie indziej.Mi�dzy nimi a Wilkiem od razu powsta�a niech��,a lubo pocz��
i on traktowa� ich jak nieletnich,przewaga jednak o tyle pozosta�a na ich stronie,�e
Wilk lubo m�g� im przeciwstawi� swe urodzenie nie uczyni� tego,jego zasady nie pozwala�y
na to.Zreszt�,okazywa� mniej od nich cierpliwo�ci.
Hoszy�scy mieli nadzwyczaj wiele zimnej krwi.W Warszawie zwano ich z tego powodu
dyplomatami.Wysocy,bladzi,ubrani zawsze najstaranniej,istotnie,wygl�dali na
sekretarzy poselstw zagranicznych,je�li nie na ambasador�w.W�adys�aw by� lepiej u�o�ony
od Jana:
�W�adzio ma sw�j szyk ",m�wiono o nim w rodzinie.Szczeg�lniej mi�dzy W�adziem a
Wilkiem powsta�a niech��,kt�rej przyczyna by�a zreszt� prosta � odgadli si�.
�Ten g�upiec widocznie stara si� o Lucy � pomy�la� Wilk.
�Dziwi� si�,�e temu koloni�cie pozwalaj� rozmawia� z Lucy � pomy�la� W�adzio.
�A ona si� widocznie do niego wdzi�czy � zauwa�y� Wilk.
�A ona si� do niego u�miecha � szepn�� sobie W�adzio.
A obaj mieli racj�,bo ona u�miecha�a si� i do jednego,i do drugiego,jak
przysta�o na dobrze wychowan� pann�.�e W�adzio stara si� o ni�,o tym wiedzia�a dobrze,
�e Wilk czuje co� do niej,tego domy�la�a si� r�wnie� dobrze,nie umia�a tylko zda� sobie
sprawy,co by to by�o ono co�.Po herbacie,gdy panowie zostali sami na cygara,Wilk,wierny
swym celom wyst�pi� niepotrzebnie z jakimi� projektami gospodarsko-administracyjnymi.
Sz�o o budow� jakiej� drogi do stacji kolei.Wilk ofiarowa� na pierwszy pocz�tek fundusz,
jaki by� ju� zebra�,m�wi� tak�e o swej czytelni i o ksi��kach,jakie zawiera�a.
�Utrzymuj� stanowczo (m�wi�),�e czytelnie po prowincjach,przy odrobinie dobrych
ch�ci,mog�yby wyrugowa� ciemnot�,gry w karty,plotki � a przy tym,zw�aszcza
gospodarskie,wiele nauczy�.Oto dlaczego sprowadzi�em i gospodarskie.S� to rzeczy,kt�re
ka�dy rozumie� prosz� wi�c pan�w o wsp�udzia� w zacz�tej pracy.
Str�czek udawa�,�e p�acze.
�Apostole,apostole!�wo�a�,bez ciebie nasza okolica by�aby pustyni�.Jak�e tam je-
dwabniki � siedz� na jajach?
Wilk nie odpowiada�.
� Jak�e pan,panie Ch�odno?� spyta� � pan najstarszy spomi�dzy nas?
Pan Ch�odno pokaza� na twarzy nieco ambarasu;rad by powiedzie� Wilkowi,�eby poszed�
sobie do diab�a,ale ba� si� �ony,kt�rej chodzi�o o angielszczyzn�.
�Kiedym by� m�ody,r�wnie� robi�em podobne projekta,Pami�tam,hrabia W.m'a dit
une fois.
� E!nie chodzi tu o hrabiego W.� przerwa� niecierpliwie Wilk.
�Ale chodzi o to,il me semble� rzek� patrz�c na sufit W�adzio,aby inicjatywa
podobnych projekt�w wychodzi�a od kogo� powa�nego,od kogo�,komu by mo�na zaufa�.Mais
un homme qui a un nom et de la fortune nie robi�by podobnych projekt�w.Na budow� drogi
np.potrzeba by kapita��w �pytanie,w czyje r�ce z�o�y� te kapita�y.Zreszt� ce
sont de r�ves .Ka�dy z nas,wi�kszych w�a�cicieli,ma do�� k�opot�w.
� Och!ile,ile!� westchn�� Str�czek.
� Wiesz co,Str�czek,chyba i ty w ko�cu zajmiesz si� ulepszeniami.ale w czym?
Jan Hoszy�ski u�miechn�� si�.
�Str�czek!wyrabiaj kotlety ze starych �erdzi!C�,monsieur Wilk,n'est-ce pas
possible?
� Zar�wno jak i przemiana os��w na ludzi �odpar� powa�nie zapytany.
Hoszy�ski,mimo zimnej krwi,zap�on��;szcz�ciem,Str�czek poderwa�.
� Apostole,czy�by� i tak� fabryk� mia� zak�ada�?
�Nie mam do�� kapita��w.Musia�by to by� zak�ad olbrzymi.�egnam pana,panie Ch�odno!
�Jakim sposobem wszed� do waszego domu taki intruz?� spyta� po odej�ciu Wilka
W�adzio pana Ch�odno.� Ja kaza�bym go lokajowi za drzwi wyrzuci�.
�I ja,mais que voulez-vous?�ona moja przyjmuje go dla angielszczyzny.Zreszt�,to
niebezpieczny cz�owiek,got�w w gazetach opisa�.
�Ja mu kiedy urz�dz� sztuczk� � zapewnia� Str�czek.� Warto by.Bez najmniejszego
wychowania � doda� Ja� Hoszy�ski.
�Ale gdzie tam �odrzek� pan Ch�odno.�Cz�owiek g�adki,tylko go nie zaczepia�.
Wystawcie sobie,w Warszawie bywa� w najpierwszych domach.
� Co?co?� zawo�ano ch�rem.
� Je vous assure .Kiedym by� ostatnim razem w Warszawie,pytam hrabiego W.,czy
istotnie bywa� u niego na wtorkach.�Bywa� (powiada)�to dobra g�owa.Co chcecie
(powiada):dobra g�owa ".
� Czy to prawda jednak,�eby matka jego by�a Jaz�owiecka?� spyta� W�adzio.
� W ka�dej rodzinie mo�e si� znale�� jaka taka plama � westchn�� Ja�.
�Zreszt� �m�wi� dalej �Garbowieccy stracili maj�tek.a bez maj�tku sama krew nie
uratuje.
� Czego dowodem Str�czek � zauwa�y� dowcipnie W�adzio.
� No,no!
� Przyznaj,m�j drogi,que vous �tes un coquin .
� Dla twojej przyja�ni tylko.
Wilk mia� jednak zap�at� za gorycze tego wieczora.Gdy wszed� do salonu po�egna�
si� z paniami,w salonie nie zasta� panny Lucy;zasta� j� za to w przedpokoju �kto
wie,czy nie umy�lnie czeka�a tam na niego.Na odchodnym wyci�gn�a do� r�k�.
� Znudzi� si� pan z Hoszy�skimi?
� Tak.
R�ka panny Lucy zadrga�a lekko w d�oni Wilka,oczy jej sta�y si� jakie� ciep�e.
� Pan zupe�nie inny cz�owiek � szepn�a jeszcze ciszej.
Proste s�owa,a jednak Wilk rad by by� za nie upa�� przed ni� na kolana.Wkr�tce
potem pisany list Wilka brzmia�,jak nast�puje:
�Trudno d�u�ej k�ama� przed w�asnym sercem.Kocham to dzieci� ca�� si�� nie
zmarnowanego uczucia.Gdyby chcia�a podzieli� moj� chat�,nie uwa�a�bym na nic �to tylko
od niej zale�y.Z jak�� rado�ci� wyrwa�bym j� ze zgni�ej atmosfery ch�odnickiego
dworu!Dzieci� to czyste jeszcze:serce uczciwe,dusza archanielska,umys� jasny.Ona sama
czuje pr�ni�,jaka j� otacza,ona sama rada by si� wyrwa� do �ycia,pracy i obowi�zku.
Ach!dr�� na my�l,�e mo�e nadejdzie godzina,kiedy b�d� j� mia� tu,w chacie,przy moim
sercu t� moj� ptaszyn� ukochan�.Zawrza�a mi dusza zdwojon� energi�,gorycz znik�a,jasno
mi i �wiat�o w piersiach;nigdym tak nie pracowa�.Wiosna!wiosna na dworze!wieje wiatr
ciep�y � od �witu do wieczornej zorzy jestem w polu i nie czuj� zm�czenia.O Franku!
samym poczuciem mi�o�ci jestem szcz�liwy ".
I by�y to istotnie ja�niejsze godziny jego �ywota,bo zreszt� szcz�cia ma�o mia�
w �yciu.
Co prawda,sam sobie winien.Traci� np.na czytelni,a skupowa� coraz to nowe ksi��ki.Sam
nawet napisa� niewielki traktat o pszczelnictwie;znawcy chwal� ten traktat.W
M�ynku stan�a pasieka przesz�o ze stu ul�w z�o�ona;a za przyk�adem M�ynka pocz�y si�
fundowa� w ule i inne okoliczne wioski.Jaki taki,to z ch�op�w,to ze szlachty zje�d�a�
czasami obejrze� wzorowe gospodarstwo w M�ynku �Wilk wyk�ada� im swoje teorie,
obja�nia�,namawia�.
Jedni wierzyli,drudzy nie,ale �ywy przyk�ad wiele mo�e.Pocz�to oswaja� si� z nim
w okolicy,pocz�to przyjmowa� go w licznych domach szlacheckich.Wilk lepiej nawet by� z
jednowioskow� szlacht� ni� z p�pankami,jak nazywa� Ch�odn�w i ca�� ich koteri�.
�Gdyby nie obskurantyzm ,kt�ry kwitnie w tej klasie ludzi (pisa�),mo�na by tu wi�cej
zrobi�.Na nieszcz�cie s� nieukami;wol� ich jednak ni� p�pank�w,mniej zcudzoziemczeni,
zdrowsi itd."
Nast�pne jednak jego listy m�wi� ju� o nich coraz gorzej.
Uciekaj� (pisa�),jak przed widmem,przed ka�d� czy to w�asn�,czy obc� my�l�,kt�ra
mog�aby zam�ci� im b�ogi kwietyzm ducha.Oburzano si� na mnie,�e sprowadzi�em kilka
ksi��ek �nie religijnych ".Mi�y Bo�e!s� to ksi��ki naukowe,kt�re z niereligijno�ci� nie
maj� nic wsp�lnego.Gdyby� oni sami przynajmniej,ci,kt�rzy tak m�wi�,kt�rzy pos�dzaj�
mnie o �wolnomularstwo " ,sta�e mieli swoje zasady.Przysi�gam ci,�e wyznaj� je tylko
przez lenistwo lub dlatego,�e si� boj� �on.Dowodem �zachowanie si� ich na nabo�e�stwach,na
kt�re zreszt� regularnie ucz�szczaj�.Jest tu w ko�ciele kaplica przy wielkim o�tarzu �
panie siedz� przed o�tarzem � panowie,by si� nie miesza� z ch�opami,w kaplicy.Co si�
tam w czasie mszy dzieje,nie uwierzysz.Pogadanka g�o�no kwitnie,czasem wybuchnie kto
�miechem,a� si� po ko�ciele rozlega,opowiadaj� si� sui generis � anegdotki.Co chwila
us�yszysz wykrzykniki:�Niech mnie kule bij� ",�Poganin jestem,nie katolik!"Przesz�ej
niedzieli kt�ry� z nich ci�gle powtarza�:�Furda,mo�ci dobrodzieju!"Innym razem kto�
z zapalonych my�liwych polowa� sobie w najlepsze w kaplicy zaklinaj�c si�,�e je�li
nieprawd� m�wi,niech go tyle a tyle,przy czym udawa� strza�y i szczekanie ps�w.C�,
Franku?to buduj�ce!A jednak ci� sami nazywaj� mnie �masonem ",ci� sami powtarzaj� przy
ka�dej okoliczno�ci,�e cz�owiek bez religii gorszy psa ".
Widzimy �e nawet mi�o�� do Lucy nie nauczy�a Wilka patrze� weselej na ludzi.A
tymczasem mi�o�� ta wzrasta�a szybko i ogarnia�a go ca�ego.Wy�amawszy si� raz spod
form przyj�tych powszechnie przez ludzi dobrego tonu,szed� we wszystkim za g�osem swej
bujnej natury.Stosunki ��cz�ce dwoje ludzi stawa�y si� coraz niebezpieczniejsze.Pani
Ch�odno,licz�c na rozs�dek i dobre wychowanie Lucy,nie bywa�a przy lekcjach,a tymczasem
zbli�enie si� dwojga m�odych pobudzi�o za�y�o��,za�y�o�� przesz�a w przyja��,a na koniec
przyja�� ze strony Wilka,w g��bokie przywi�zanie.
Zreszt�,Wilk w innych razach,przyzna� nale�y,do�� silny �w stosunkach z Lucy by� o
wiele s�abszym.W cz�stych sam na sam (bo s�abowita Bogunia nie zawsze mog�a by�
obecn�)Wilk mi�k� jak wosk.Przy tym Lucy dra�ni�a jego mi�o�� w�asn�.
�Dites-moi� rzek�a pewnego razu w przyst�pie egzaltacji �dites-moi,sk�d pan
bierze tyle si�y do walki przeciw wszystkim i wszystkiemu?
Wilk spojrza� na ni�:g�os jej dr�a�,dziewcz�ca pier� wznosi�a si� i opada�a
szybko,w oczach �wieci�a niby jaka� nieokre�lona ch��,jakie� niewyra�ne ��danie
i gor�czkowy niepok�j.
� Sk�d tyle si�y?� powt�rzy�a jeszcze.
� Z poczucia obowi�zku,pani.
� Ach!ja uwielbiam w panu t� si��.ja jej zazdroszcz�!Pan jednak musi pogardza�
lud�mi?
� Nigdy nie pogardza�em nimi.
�Nie!nie!Pan musisz pogardza� nimi.pan ich nienawidzisz.mais (tu posta� p.Lucy
nachyli�a si�,a r�ka jej spocz�a na r�ku Wilka).mais vous n'�tes pas mon
ennemi?vous ne me meprisez pas?
Wilkowi pociemnia�o w oczach;schyli� g�ow� i sam nie wiedzia�,kiedy wpi� si�
ustami w t� ma�� r�czk�,spoczywaj�c� na jego d�oni.
W drugim pokoju da�y si� s�ysze� kroki pani Ch�odno.
�I love,you love,he loves � zacz�a szybko odmienia� Lucy.
� Lucy!przyjechali panowie Hoszy�scy � rzek�a mama.
�We love,you love,they love.
�Mon Dieu!comme elle fait d'�normes progr�s � ucieszy�a si� pani Ch�odno.
Tymczasem Wilk otrz�sn�� si� z wra�enia.Trzeba by�o i�� do salonu.
W salonie siedzieli Hoszy�scy.Str�czek ujrzawszy Wilka zawo�a�:
� Hej!apostole i proroku!gotowe tam pioruny?odbieraj� ci chleb � gotuj pioruny!
Wilk milcza� pogardliwie;nadto by� dzi� szcz�liwy,�eby odpowiada� na bezczelne
dowcipy Str�czka.
�Ach!� zawo�a� ten ostatni ze �le ukrywanym pod mask� dowcipu gniewem.Z wysoko�ci,na
kt�rej stoisz,apostole,nie raczysz odpowiada� tak n�dznym robakom,jak ja!Dobrze
wi�c:dowiedz si�,�e mo�esz odes�a� do Warszawy swoje ksi��ki.
� Panie Str�czek,gdyby�my byli w m�skim towarzystwie,inaczej bym panu odpowiedzia�.
� Ho!ho!
�Istotnie,panie Str�czek,weso�o�� powinna mie� pewn� miar� � zauwa�y�a pani Ch�odno.
� Str�czek!� zawo�ali obaj Hoszy�scy.
Str�czek po�kn�� g�adko napomnienie i zacz�� si� t�umaczy�:
�Pardonnez moi madame!ja tylko m�wi�,�e pan Wilk mo�e odes�a� do Warszawy
swoje ksi��ki,chyba �e chce zak�ada� ksi�garni� w N.
� Dlaczego?
� Niech paniom W�adzio powie.
W�adzio u�miechn�� si� zimno i tak zacz��:
�Ka�dy z nas obywateli pojmuje potrzeb� czytania,chodzi tylko o to,�eby nikt nie
narzuca� si� nam gwa�tem na przewodnika.Obywatelstwo mo�e obej�� si� bez opieki
nieznanych mu osobisto�ci.Ot� ja,powodowany t� my�l�,zrobi�em projekt,na kt�ry
wi�kszo�� obywateli si� zgodzi�a i.(tu W�adzio obr�ci� si� do pani Ch�odno).monsieur
votre mari aussi.
Panna Lucy skrzywi�a z lekka usteczka;Hoszy�ski bystro uchwyci� wzrokiem jej grymasik,
u�miechn�� si� i m�wi� dalej:
�Co miesi�c za kilkana�cie rubli kupujemy ksi��ki w Warszawie,kt�re rozsy�aj�
si� kolejno po domach nale��cych do sk�adki,a nast�pnie dziel� si� i pozostaj� jako
w�asno��.
Tu W�adzio spojrza� jowiszowymi oczyma na Wilka.Istotnie,post�pi� sobie
niezmiernie zr�cznie,bo Wilkowi,je�li nie chcia� okaza�,�e powoduje nim tylko mi�o��
w�asna,nie pozostawa�o,jak przyklasn�� nowemu projektowi.
By� to dla niego cios,b�d� co b�d� bardzo bolesny,tak przynajmniej zdawa�o si� Hoszy�-
skim.Str�czek by� uszcz�liwiony.Pani Ch�odno ustroi�a s�odko-kwa�n� fizjonomi� .Panna
Lucy rzek�a na odchodnym Wilkowi:
� Musi to panu by� przykro,bardzo przykro.
� Nie.Gdyby nie moja czytelnia,czy�by stan�a czytelnia Hoszy�skich?
� To prawda.
� Byle wyb�r ksi��ek by� dobry i po�yteczny.
Ale Wilk sam si� zwodzi�.By� to cios dla niego,jak m�wi�em,bardzo bolesny.W ka�dej
sprawie,bardziej og�lnej natury,biegnie i krzy�uje si� mn�stwo nici spraw osobistych.Nikt
nie potrafi tak dalece wyj�� z siebie,�eby czyn�w swych nie zabarwia� szczypt� mi�o�ci
w�asnej.Gdyby kto inny,nie Hoszy�ski,stan�� na czele przedsi�wzi�cia,mniej by to
dotkn�o.
Wilka,ale mi�dzy nim a Hoszy�skim panowa�a skryta nienawi��.Wilk w czynie ostatniego
widzia� tylko ch�� dokuczenia mu.Zreszt�,lubo wyb�r ksi��ek Hoszy�skiego pochwali�by
ka�dy dobrze wychowany cz�owiek,Wilk piorunowa� na� w listach do przyjaciela.
�Dotychczas nie sprowadzono ani jednej polskiej ksi��ki,pisa�.Czytaj� romanse francu-
skie,bez grosza sensu,sprawy kryminalne i najrozmaitsze baliwerny .Takie czytanie szkod�
tylko przynie�� mo�e.By�em naiwny,wzywaj�c ich do pomocy.Moje ksi��ki czytam ja tylko
i dwie lub trzy c�rki urz�dnik�w,kt�re w braku czego lepszego,kochaj� si� we mnie i dlatego
ziewaj� nad moimi ksi��kami "itd.Jako� k�opoty Wilka ros�y z dnia na dzie�.W chmurnym
jego a pracowitym �yciu weselsz� stron� stanowi�y tylko lekcje u Ch�odn�w.Lucy robi�a za-
dziwiaj�ce post�py,uczy�a si� z tak� gorliwo�ci�,�e cz�sto na twarz jej wyst�powa�y gor�cz-
kowe rumie�ce.
� Lucy!Lucy!� przestrzega�a mama � nadto �ywo bierzesz si� do rzeczy.
By�a w tych s�owach g��boka prawda.
Prawdziwych stosunk�w mi�dzy dwojgiem m�odych ludzi domy�la� si� tylko W�adzio Ho-
szy�ski.Nie chodzi�o i jemu,jak potem m�wi�,o Lucy,ale tak�e o obra�on� mi�o�� w�asn�.
Zagina� i on,w�r�d ksi�gi wspomnie�,dla Wilka t� kart�,�co o krew wo�a "�jak m�wi po-
eta,a po naszemu,je�li nie o krew,to przynajmniej o nale�yt� satysfakcj�.Nie s�dzi� jednak
rzecz� do�� bezpieczn� ucieka� si� do jakich� niedyplomatycznych krok�w z Wilkiem.Samo
nazwisko rywala budzi�o w nim wstr�t niewypowiedziany.Str�czek,kt�ry mia� pewne filolo-
giczne zdolno�ci,rzek� mu raz:
� Czy wiesz,W�adziu,co znaczy nazwisko Wilk Garbowiecki?
� Co?
�Wilk,to znaczy wilk,a Garbowiecki,to od garbowa�.Przodkowie jego pewnie musieli
sk�ry garbowa�.
� G�upi�,Str�czek!� odrzek� W�adzio.
Czy wyra�enie �garbowa� sk�ry " zrozumia� w innym sensie ni� chcia� Str�czek � trudno
wiedzie�.
Nie u�ywa� tedy krok�w niedyplomatycznych,ale u�ywa� dyplomatycznych:�Cz�owiek
powinien by� dyplomat�,co do mnie,mam to we krwi " � powtarza�.
I poradzi� sobie w ten spos�b,�e swe niepokoje wy�uszczy� panu Ch�odno,a pan Ch�odno
zainterpelowa� ma��onk�.
� Dlaczego nie ka�esz pannie Gilbert siedzie� przy tych lekcjach � spyta�.
�Ach!jak ci panowie kr�tko rzeczy widz�.Pannie Gilbert?.Dzi�kuj�,�eby jeszcze ja-
kie romanse rozpocz�y si� w moim domu!Ty,naturalna rzecz,nie rozumiesz tego,bo ty w
og�le ma�o rozumiesz.
�Ma ch�re,ju� zaczynasz.
�Ach!nauczycielki!Naturalna rzecz,�e ty nie rozumiesz tego,jakie to romansowe.Ro-
mans pod moim dachem.O,o,o!
� A cho�by si� te� i pobrali z Wilkiem?
�To by mi nie szkodzi�o,ale ludzie tego tonu przed pobraniem uwa�aj� za obowi�zek ko-
cha� si� wzajemnie � st�d z�y przyk�ad dla Lucy.Ona taka jeszcze naiwna!.
� Hoszy�ski krzywi si� troch� o te lekcje.
�Bardzo dobrze,bardzo dobrze!dostarcz fundusz�w,to pojad� do Warszawy i tam Lucy
b�dzie bra�a od metr�w.
Pan Ch�odno na wzmiank� o funduszach mia� si� ku drzwiom.
�Zreszt� �m�wi�a dalej pani �na Hoszy�skiego b�dzie zawsze do�� czasu.Dzi� mam in-
ne plany dla Lucy.
� O co idzie?
� To si� poka�e.Dostarcz tylko fundusz�w,�eby Lucy by�o za co ubra�.
Pan Ch�odno trzyma� za klamk�.
� Tymczasem sama bywaj na tych lekcjach � rzek�.
�Albo� nie bywam,o ile migreny pozwalaj� mi na to?Ale ja nie zawsze mam do�� si�,
jam czasem ledwo �ywa.Ty umiesz radzi�.a jak chodzi o fundusze.
Pana Ch�odno nie by�o ju� w pokoju.
Jednak�e od tego czasu bywa�a cz�ciej na lekcjach pani Ch�odno,co widocznie gniewa�o
mocno pann� Lucy.Przy matce okazywa�a si� dla Wilka nadzwyczaj zimn�,a nawet trakto-
wa�a go z pewn� dum�.Cieszy�o si� tym macierzy�skie serce widz�c nieodrodn� krew swoj�,
ale Wilk gryz� si� i pos�pnia� coraz bardziej.
K�opoty spada�y na� ze wszystkich stron;czytelnia nie sz�a,mog�o j� teraz utrzyma� samo
miasto,ale i z miastem stosunki bywa�y nie najlepsze.Wilk zadrasn�� ambicj� i tego �wiata.
Na szcz�cie wstydzono si� go tam i bano po trochu,jednak�e niech�� ros�a.Wr�ciwszy
pewnego razu od Ch�odn�w,Wilk zasta� u siebie pana Ludwika.
� A!pan Ludwik!� zawo�a�.� No,c� tam s�ycha�?
� Panie dobrodzieju,nie podobna d�u�ej wytrzyma�.
� Z czym?
� Z ksi�garni�.Niech si� co chce dzieje,ja d�u�ej nie mog� panu pomaga�.
� Dlaczego?Co to znaczy?
� A to pokoju nie dadz�!
� Kto?
� Od bibliotekarzy wymy�laj� � wo�a� �a�o�nie,pan Ludwik � od uczonych wymy�laj�!
� �miej si� z nich,panie Ludwiku.
� To oni si� ze mnie �miej�.
� Na g�upc�w mo�esz nie uwa�a�.
� Stra� g�ow�,komu wierzy�.Oni m�wi�,�e to ja g�upi.
� A tobie,panie Ludwiku,jak si� zdaje?
� I mi�dzy szlacht� straci�em reputacj�!
� To nade wszystko!
�Ucieszy�em si� dowiedziawszy,�e i panowie Hoszy�scy zak�adaj� czytelni�,bo my�l�:
musi to by� co� dobrego,kiedy i tacy ludzie si� do tego bior�.A tu pan Str�czek z�apa� mnie
przed ko�cio�em i wobec ca�ego �wiata nawymy�la�:�Ty,Ludwisiu,(powiada)g�upi by�e� i
b�dziesz.Ty (powiada)w to si� nie wdawaj.I Wilk (powiada)wyleci z tej okolicy i ty wyle-
cisz,a nie,to ci nikt uczciwy r�ki nie poda ".
�S�uchaj,panie Ludwiku �odpar� Wilk � Str�czek to jest �otr,a Hoszy�scy sprowadzaj�
francuskie ksi��ki,�eby ludzi tru�.Jacy to ludzie?�powiadasz �to mi dopiero ludzie!grosza
z�amanego nie warci.A ja dam sobie rady i ze Str�czkiem,i z nimi,a jak b�dzie potrzeba,to
cho� i przez kij przesadz�.
� Panie dobrodzieju,Hoszy�scy obywatele.kamerdynera maj�.
� Bogdaj takich nie bywa�o.Ty za�,panie Ludwiku,r�b sobie co chcesz,pami�taj tylko,�e
ja co� mog� u panny Kamili.Je�li na ciebie spojrzy,jak si� wyrzekniesz czytelni,to ja nie
jestem Wilk.R�b sobie,co chcesz,ale to moje ostatnie s�owa.
Po czym d�ugo jeszcze Wilk m�wi� o zas�ugach,jakie b�dzie mia� pan Ludwik,podejmu-
j�c si� i nadal czytelni.Wreszcie pokaza� mu artyku� jednego z pism warszawskich,kt�re
chwali�o pomys� i wspomina�o,�e ksi��ki z�o�one s� u pana L.,przyjaciela o�wiaty i urz�dni-
ka w N.
To ostatecznie pokona�o poczciwca.Z pewn� nawet dum� zabra� gazet� do miasta,�eby na
najbli�szym wieczorze pokaza� j� pannie Kamili.
Jako� u pa�stwa kasjerostwa,gdzie zwykle grano i bawiono si� wybornie,pan Ludwik
wst�piwszy na urz�dzon� na ten cel z krzese� trybun� odczytywa� artyku� gazety o czytelni.
Na chwil� zapanowa� entuzjazm ogromny;gazet� wydzierano sobie i przepisywano na wiele
r�k,a Wilk i pan Ludwik tak ogromnie uro�li w oczach towarzystwa,�e postanowiono,by
odt�d,m�wi�c o nich,dodawa� zawsze:nasz,tj.m�wi�:nasz pan Ludwik z naszym Garbo-
wieckim,albo:nasz Garbowiecki z naszym panem Ludwikiem.Na czytelni� Hoszy�skich
oburzenie by�o powszechne z tego powodu,�e nie dopuszczano do niej urz�dnik�w.Pan Lu-
dwik,cho�,jak m�wi�,pochodzi� ze szlachty,wyrzeka� si� jej jednak za arystokracj� i za za-
dzieranie nos�w;zdj�� nawet z palca herbowy pier�cionek i schowa� go do kieszeni.�Dobrze
im tak,m�wi� w przewidywaniu,jak ten fakt zasmuci szlacht�,sami tego chcieli,niech si�
nad porz�dnych ludzi nie wynosz� ".
Gwarno wi�c by�o i rzeczy sk�ada�y si� dla Wilka i jego czytelni jak najlepiej.nagle z ust
sekwestratora czytaj�cego dalej gazet� wyrwa� si� niespodziewany krzyk oburzenia.
�Co tam nowego?co� tam znalaz�?�zawo�ano ch�rem.Szlachetna twarz sekwestratora
p�on�a gniewem;przez chwil� mowa by�a mu nawet odj�t�,wreszcie uderzy� pi�ci� w st�.
�Zdrajca!oszczerca!Judasz Iskariota! �-krzycza� z pe�nej piersi a� szyby zatrz�s�y si�
w oknach.
� Kto oszczerca?Kto Judasz Iskariota?
�Wilk!Wilk!Wilk!Czytajcie!Czytajcie!Rzucono si� skwapliwie do gazety.Pan Ludwik
pocz�� czyta�.
Artyku� brzmia�,jak nast�puje:
��W numerze dzisiejszym gazety podali�my wiadomo�� o czytelni za�o�onej w N.;oto co
nam pisz� jeszcze w tym przedmiocie z tamtych okolic:
�Ch�� do czytania rozpowszechnia