Upload dokumentów - promocja książek - darmowy hosting pdf - czytaj fragmenty
Kraina dzieciństwa Aleksandra Jurewicza to Białoruś – najpierw polska, później sowiecka, jeszcze potem niemiecka, a na końcu ponownie sowiecka. Dla kilkuletniego Alika, zmuszonego wyjechać wraz z rodzicami w 1957 roku do nieznanej Polski, to najcudowniejsze miejsce na świecie. Tam wszystko jest słynne i bliskie sercu – ludzie, krajobrazy, język, smaki, zapachy. I o tej baśniowej niemal krainie jest "Lida" – jedna z najistotniejszych książek, wydanych po 1989 roku. Jesteśmy tu z autorem, którego słowa sprawiają, iż podążamy za nim zafascynowani tym wszystkim, co ukształtowało Aleksandra Jurewicza. Trochę zazdrośni, trochę smutni, trochę szczęśliwi, lecz przede wszystkim oczarowani tym wszystkim, co emanuje ze słów "Lidy". Urokowi "Lidy" uległ także Czesław Miłosz, przyznając jej swą nagrodę.
Szczegóły | |
---|---|
Tytuł | Lida |
Autor: | Jurewicz Aleksander |
Rozszerzenie: | brak |
Język wydania: | polski |
Ilość stron: | |
Wydawnictwo: | Wydawnictwo Latarnia |
Rok wydania: |
Tytuł | Data Dodania | Rozmiar |
---|
PDF Upload - Zapytania o Książki - Dokumenty © 2018 - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Recenzje
Nie wiem, co poruszyło mnie najbardziej: czy to, że jest to rzecz bardzo osobista, biograficzna, czy może konstrukcja tej niewielkiej książeczki. Spędziłam z nią dwa wieczory, siedząc na niewygodnym stołku w kuchni, nie mogąc oderwać od niej oczu. Wydawałoby się, że tak małą rzecz można po prostu przeczytać i odłożyć, lecz Aleksander Jurewicz nieźle wykorzystał przestrzeń, strony. To opis z perspektywy dziecka, dla którego rodzinna wioska jest miejscem idealnym, niewinną, bezpieczną przestrzenią, w której każdy fragment ma własne miejsce, w którym panuje ład. Wizja wyjazdu przeraża go, nie rozumie powodów tego przewrotu w jego życiu. To wspomnienia, relacja z przeprowadzki do obcego, z perspektywy dzidziusia wrogiego i nieprzyjemnego kraju. Lecz w Lidzie czytelnik odnajdzie również głos dorosłego mężczyzny, który ocenia starania dziecka, przewiduje jego dalsze losy, wraca w końcu do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. To także poezja i wyimki z listów babci, tej, która została na Białorusi, gdy rodzina musiała wyjechać.Jestem dotknięta, wzruszona tym, jak cudownie łączy się w tej książce pdf przeszłość z teraźniejszością, w jaki sposób dorosły człowiek ocenia, trochę ze smutkiem, politowaniem, żalem, może nawet zazdrością, myśli i przeżycia dziecka. W przeżywaniu pomaga oszczędność słów, czuła metaforyka, mowa stylizowany na polszczyznę kresową, dzięki któremu natychmiastowo poczułam klimat tej historii - nostalgiczny, eteryczny. Podczas lektury czułam się tak, jakbym zaglądała do świata, którego już nie ma. Jakby ktoś uchylił przede mną rąbka jakiejś bardzo smutnej, bolesnej, lecz już przepracowanej tajemnicy.To rzecz bardzo osobista, a gdy czyta się wiersze umieszczone pomiędzy elementami prozatorskimi, wszystko niespodziewanie staje się jasne i jeszcze bardziej znaczące. Aleksander Jurewicz nie pisze o tym, jak wyglądały przenosiny, ile trzeba było starań, ile wszystko trwało, jak wyglądał proces aklimatyzowania się. Skupia się na uczuciach, na emocjach, na wizjach pięcioletniego dzidziusia i na refleksji dorosłego człowieka, który już idealnie zna dzieje chłopca - ponieważ jest nim sam. Dawno nie czytałam tak prostej, krótkiej, a jednocześnie poruszającej książki. To jeden wątek, jeden wyrywek z ludzkiej historii - lecz jak istotny. Narracja zwraca uwagę na szczegóły, drobiazgi tworzące to, co nazywa się domem - gesty, łatwe fragmenty przestrzeni, rodzinne zwyczaje, cykl codzienności. I wydaje mi się, że można tę narrację powielać, dopasować do wielu całkiem odmiennych wydarzeń historycznych, okresów, do różnorakich rodzin i zupełnie niepodobnych do siebie dzieci - tych, które przeżyły właśnie coś takiego. Pożegnanie ze swoim, a wejście do obcego, nieznanego świata, który ma się stać świeżym tłem do życia. Czas nie staje w miejscu - w listach babci wszystko toczy się dalej, ludzie rodzą się, żyją, umierają. I czy to nie jest najbardziej przerażające?Pełna opinia: http://pannakac-pisze.blogspot.com/2016/08/lida-aleksander-jurewicz_18.html
Po raz pierwszy od bardzo dawna nie wiem, jak zacząć…Bo jak na sucho, rzeczowo, w sposób uporządkowany opisać tekst tak osobisty i wyrosły z tak wielu niełatwych przeżyć, jakie nieustanny się fundamentem „Lidy”?Tekst składa się z części wierszowanych (pierwsza i ostatnia) i prozatorskich, z partii opowiadanych w trzeciej osobie a także pierwszoosobowych, przeważają – skupiające się na opowieści i historii, w mniejszym stopniu na jej barwnym przedstawieniu czy komentowaniu - kwestie narratorskie a także język pozornie zależna (dialogi są sporadyczne), liryki z kolei są bardzo intymne i emocjonalne, nie ukrywają związku z autentycznymi przeżyciami konkretnego podmiotu lirycznego-autora. A jakie to przeżycia? Opowiada historię własnej rodziny, która po II wojnie światowej opuściła wschodnie pogranicze, by udać się na tzw. Ziemie Odzyskane. Takim metodą podzieliła los tysięcy innych rodzin. Zdarzenie to, kiedy jako pięciolatek został wyrwany ze słynnego sobie nieźle świata i rzucony w nową rzeczywistość, jej świeży mowa i nowe prawa (również układy społeczne) wywarło wpływ na całe jego dorosłe życie. Już jako człowiek niemal czterdziestoletni przybył do domu, w którym przeżył pierwsze lata życia – ciężko jednoznacznie rozstrzygnąć czy po to, by utrwalić wspomnienia, by jedynie odwiedzić pozostałych na terenach Białorusi bliskich, czy by skonfrontować pamięć ze stanem faktycznym. Ponieważ jego Lida to miejsce magiczne; to miejsce ubogie, wręcz biedne, lecz niesamowite, w którym konstatują się najistotniejsze wartości, emocje i uczucia; to miejsce, za którym się tęskni i do którego – choćby myślami – stale się podąża; to miejsce, które wyposażyło go w podstawowe postawy wiernie potem w życiu przyjmowane; to miejsce, które prawdziwie tętni i pulsuje; które stale czuje i przeżywa; miejsce określone przez trwałe, niczym topos, fragmenty (maszyna do szycia – atrybut ojca, obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej – następny członek rodziny). Takim metodą bohater przyjmuje dwie perspektywy, dwa momenty „teraz”: „teraz”, kiedy się pakuje i w spazmach a także płaczu opuszcza dom dzieciństwa i „teraz”, kiedy jako dorosły spogląda na to, co zostało z jego wspomnień i stale czuje w sobie tamto dziecko. Ponieważ w Lidzie było ubogo, czasem z zamroczonymi wódką dorosłymi, ze skostniałymi porządkiem i autorytetami, lecz szczęśliwie, swojsko i rodzinnie. A tam – niby w ojczyźnie-Polsce – było obco, nie-u-siebie i jakby „na doczepkę”.Choć są to wspomnienia, próba opowiedzenia tego, co przytrafiło się pewnej rodzinie, pokazania, ile z dzidziusia tkwi w dorosłym, i jak bardzo myślenie dzidziusia stale może być myśleniem już dorosłego, w rzeczywistości „Lida” staje się próbą rozliczenia przewrotności historii, rozliczenia tego, co historia uczyniła człowiekowi i jaki okrutny los napisała swym niewidzialnym palcem… I w konfrontacji z nią człowiek jest taki malutki… „Ich ból nie umiał mówić i jak kamień coraz głębiej wchodził w ziemię, a ziemia zakrywała go trawą i mrokiem.” (s. 56)