SEBASTIAN MIERNICKI PAN SAMOCHODZIK I... ZAMEK CZOCHA OFICYNA WYDAWNICZA WARMIA 200 WST襾 Czternastu spadochroniarzy ameryka雟kiej 101. dywizji powietrzno-desantowej wypoczywa這 w ogr鏚ku pa豉cyku po這穎nego ko這 miasteczka na po逝dniu Francji. M這dzi ch這pcy ogl鉅ali si� za Francuzkami, kt鏎e �wiadome swej kobieco�ci potrafi造 zwr鏂i� uwag� m篹czyzn. Dow鏚c� oddzia逝 by� porucznik Hankins. Dwukrotnie mia� szans� by� awansowany na kapitana, ale za ka盥ym razem odmawia�. By� to trzydziestolatek z Nowego Jorku, z rud� czupryn� i niebieskimi oczyma, o smutnym, jakby zamy�lonym obliczu. Jego zast瘼c� by� sier瘸nt szef Markus. Mia� matk� Niemk� i dlatego doskonale zna� j瞛yk Goethego. Chudy, niski sprawia� niepozorne wra瞠nie, ale wielu przeciwnik闚 na ringu czy w brytyjskich pubach przekona這 si� o niezwyk貫j sile i zwrotno�ci Markusa. Dw鏂h ch這pc闚 z rodzin w這skich: Rudolfo i Valentino, mia這 stopnie kaprali i wiele os鏏 bra這 ich za bli�niak闚. Reszt� oddzia逝 stanowili 穎軟ierze pochodz鉍y z Teksasu i Arizony, �ch這pi oderwani od traktora i fasoli z patelni�, jak mawia� o nich Markus. Nie lubili tej wojny, ale podoba豉 im si� Europa. Kochali wiosenne s這鎍e 1945 roku, gdy wszystko zapowiada這 rych造 koniec wojny, ale nu篡豉 ich ta bezczynno��. Kiedy zobaczyli dwa willysy przewo蕨ce genera豉, cywila i 瘸ndarm闚 jako ochron�, zrozumieli, 瞠 to ostatnie chwile, gdy mogli napawa� si� widokiem zwiewnych sukienek. Nerwowo gasili papierosy, wstali i przeszli do sali balowej zamienionej na sal� odpraw. - Witam pan闚 - przywita� ich genera�. - To pan Sparks z operacji specjalnych, kt鏎y opowie wam o waszym zadaniu. Sparks wygl鉅a� na urz璠nika nowojorskiej gie責y, cywil w�r鏚 wojskowych stanowi� dysonans. Okulary z drucian� oprawk�, czerwone szelki widoczne spod kamizelki i marynarki, zimne spojrzenie i usta zaci�ni皻e w w零k� lini� sprawia造, 瞠 spadochroniarze od pierwszej chwili czuli do niego niech耩. - Dzie� dobry - Sparks uk這ni� si�. - Waszym zadaniem jest zdobycie plan闚 pewnej niemieckiej broni, kt鏎a powstaje w jednym z zamk闚 na �l零ku. B璠ziecie musieli skoczy� sto kilometr闚 za linie wroga, przej寞 i chroni� naszego agenta, kt鏎y dzia豉 w biurze konstrukcyjnym, i poczeka�, a� przy�lemy po was nasze czo貪i. - Ile czasu trzeba b璠zie czeka� na kawaleri�? - zapyta� Markus. - Pami皻ajcie, panowie, 瞠 jeste�my zwi頊ani umowami z Sowietami i nie mo瞠my przekracza� pewnych, um闚ionych na wysokim szczeblu linii granicznych - t逝maczy� Sparks. - Tak naprawd� wasz los b璠zie w r瘯ach Sowiet闚, a raczej tego, jak szybko zako鎍z� wojn�. Je瞠li zapanuje pok鎩, nie b璠ziemy mogli najecha� teren闚 znajduj鉍ych si� pod sowieckim protektoratem... - ...i b璠ziemy wracali na piechot� - za瘸rtowa� Valentino. - Tak - przyzna� Sparks, przecieraj鉍 chusteczk� spocone czo這. - Najwa積iejsza rzecz: macie wykona� wszystkie rozkazy naszego agenta. A oto szczeg馧y waszej misji... Narada trwa豉 dwie godziny. Odlot nad terytorium wroga zaplanowano na p馧noc. Spadochroniarze zaj瘭i si� pakowaniem ekwipunku, sk豉daniem spadochron闚. Ostatnie godziny przed nocnym lotem przesypiali, grali w karty lub po prostu le瞠li na murawie lotniska zapatrzeni w rozgwie盥穎ne niebo. Punktualnie o p馧nocy Dakota wystartowa豉 i w ochronie czterech Mustang闚 polecia豉 nad Niemcy. P馧 godziny przed zrzutem eskorta odfrun窸a, kiwaj鉍 skrzyd豉mi na po瞠gnanie. Teraz los spadochroniarzy by� w r瘯ach pilota, kt鏎y prowadzi� maszyn� nad czubkami drzew, mi璠zy wierzcho趾ami wzg鏎z. Na pi耩 minut przed desantem rozpocz像 wznoszenie. Nagle na dole pojawi造 si� ogniki wystrza堯w artylerii przeciwlotniczej. Pierwsze pociski rozerwa造 si� dwie�cie metr闚 od samolotu. - Zaraz nas zestrzel� - oceni� Hankins. - Skaczemy! - zawo豉� do 穎軟ierzy. Ci usi這wali w rozko造sanym samolocie zaczepi� karabi鎍zyki do liny wyci鉚aj鉍ej spadochrony. - Wytrzymaj prosto przez minut� - kapitan poprosi� pilota. Ten w odpowiedzi tylko skin像 g這w�. Przed drzwiami ustawi豉 si� kolejka skoczk闚. Pierwszy jak zwykle by� Markus, za nim skakali nast瘼ni. Hankins zaczepi� si� przed trzema ostatnimi 穎軟ierzami. Gdy wyskakiwa�, us造sza� dziwny gwizd, a potem przera�liwy huk. Si豉 eksplozji rzuci豉 nim i nie do ko鎍a rozci鉚ni皻� czasz�. �To by豉 rakieta� - pomy�la� kapitan patrz鉍 na p這n鉍e szcz靖ki Dakoty, kt鏎a pogrzeba豉 w swym wn皻rzu za這g� i trzech spadochroniarzy. Hankins modli� si�, by reszta oddzia逝 wyl鉅owa豉 szcz��liwie. W ci鉚u kilku minut po wyl鉅owaniu zebrali si� w jednym miejscu. Brakowa這 tylko jednego skoczka. - Znios這 go prosto na bateri� dzia貫k przeciwlotniczych - opowiada� kt鏎y� z szeregowc闚. - Jeden z pocisk闚 trafi� w jego worek, gdzie mia� 豉dunki wybuchowe... 皋軟ierz nie musia� ko鎍zy�. Ten obraz spadochroniarze wielokrotnie widzieli podczas l鉅owania w Normandii w czerwcu 1944 roku. - Odskakujemy! - rozkaza� kapitan. - Formacja �w strza喚�. Rudolfo prowadzi, Markus zamyka. Spadochroniarze przeszli tej nocy pi耩 kilometr闚. Znale�li dobre miejsce na kryj闚k� i zamaskowali je. Zmieniali si� co dwie godziny. Kapitan znalaz� na mapie miejsce, gdzie si� znajdowali. Trafili idealnie. Byli zaledwie dwa kilometry od celu. Tej nocy mieli spotka� si� z agentem obok ruin. Przez ca造 dzie� Amerykanie obserwowali okolic�. Panowa� spok鎩. S造cha� by這 huk radzieckiej artylerii, z rzadka na niebie pojawi� si� samolot. Czasami po drodze przetoczy豉 si� ci篹ar闚ka. Nie by這 wida� ludzi. Po zmierzchu spadochroniarze wybrali si� na miejsce spotkania. Zdumieni patrzyli na dziwn� budowl�, wie輳 ozdobion� pseudogotyckimi wie篡czkami. - W �rodku podobno by豉 szubienica - szepn像 Markus. Agent czeka� na nich. By� ubrany w polowy mundur oficera SS. W r瘯u mia� schmeissera. - Karuzela - Hankins poda� has這. - Diabelski m造n - odpowiedzia� agent. Agent by� wysokim blondynem o niebieskich oczach, wzorcowym nordykiem. Ca造 czas wydawa� si� by� opanowany. - Gdzie masz graty? - zapyta� go Hankins. - Jakie graty? - T� bro�, jakie� plany... - Musia貫m schowa�, razem z zabytkami. - To jak je wydostaniemy? - Kto� to zrobi po wojnie. Teraz musimy zniszczy� fabryk�. - Ten kole� z wywiadu nie m闚i� o szturmie na fabryk� - zaprotestowa� Rudolfo. - Cz這wieku, wojna sko鎍zy si� za par� dni, a ty chcesz, 瞠by�my teraz umierali? - Je瞠li tego nie zrobimy, to wojna sko鎍zy si� za par� dni, ale zwyci瘰twem Niemc闚 - odpar� agent. - Jaki masz plan? - Hankins zapyta� agenta. Agent musia� mie� wykszta販enie wojskowe. W kilka minut przedstawi� plan akcji. Godzin� p��niej Markus zasztyletowa� wartownika ko這 zamkowego folwarku i na spadochroniarski mundur za這篡� ubi鏎 wartownika. W towarzystwie agenta dosta� si� do zabudowa� gospodarczych, a potem do podziemnego laboratorium. Agent po瞠gna� go i do章czy� do czekaj鉍ego w lesie na wzg鏎zu oddzia逝 spadochroniarzy. Markus musia� pod這篡� 豉dunek wybuchowy i wyj�� tunelem. Nied逝go potem zawy造 syreny alarmowe na zamku, gdy pot篹na eksplozja zniszczy豉 warsztaty, zabi豉 naukowc闚 pracuj鉍ych nad now� okrutn� broni�. Detonacja by豉 ostatni� rzecz�, jak� s造sza� Markus, kt鏎y wpad� w pu豉pk� umieszczon� w podziemiach. Cel zosta� jednak zniszczony. Atak na magazyn w sztolniach tej samej nocy by� ryzykowny. Agentowi uda這 si� zniszczy� urz鉅zenia, ale sam przy tym zgina�. Reszta spadochroniarzy zgin窸a. Byli pierwszymi ofiarami nowej broni. Ocala� tylko Hankins, kt鏎y mia� przeprowadzi� sabota� - wysadzi� w powietrze radar. Kapitana odnalaz� oddzia� zwiadowczy z ameryka雟kiej 90. dywizji piechoty. Rok po zako鎍zeniu wojny kapitan Hankins wr鏂i� do zamku. Nawi頊a� tam kontakt z Polakami, kt鏎zy mieli z zamku wywie�� plany i skarby. Plan powi鏚� si� tylko cz��ciowo. Hankins ledwo uszed� z 篡ciem po spotkaniu z oficerem radzieckiego wywiadu wojskowego. Gdy pr鏏owa� nielegalnie przekroczy� granic�, schwytali go Rosjanie i Amerykanin ju� nigdy nie wr鏂i� do ojczyzny. Polacy nie potrafili odgadn寞, gdzie jest skrytka, w kt鏎ej agent ukry� plany. Zdobyli tylko kryszta趾i, wywie�li cz��� skarb闚, kt鏎e rozdzielili mi璠zy siebie. Kryszta趾闚 nikomu nie pokazywali, uwa瘸j鉍 je za cenniejsze ni� z這to. Kilkadziesi靖 lat p��niej nad skalist� wysp� u wybrze篡 Chorwacji pojawi豉 si� formacja francuskich helikopter闚. 皋軟ierze legii cudzoziemskiej wys豉ni tam przez wywiad mieli zdoby� od pewnego staruszka kryszta趾i. Oddzia貫m szturmowym dowodzi� oficer, z pochodzenia Polak, kt鏎y wykona� zadanie, zachowuj鉍 sobie na pami靖k� cz��� przedziwnych kryszta趾闚. Gdy je w tajemnicy przed wszystkimi przegl鉅a�, zastanawia� si�, co mo瞠 kry� si� za s這wami �Franges non flectes�? ROZDZIA� PIERWSZY SPOTKANIE KOLEG紟 Z WOJSKA � TAJEMNICZE INFORMACJE ANDRZEJA � OPERACJA �MALINIAK� � MAΧ TOWARZYSZ ZABAWY � KIM JEST PITARGOMAN? � WYJAZD DO ZAMKU CZOCHA Sta貫m na progu otwartych drzwi starego An-2. W uszach szumia� mi wiatr i dra積i� mnie warkot silnika. Za mn� stali koledzy. - Skacz, Daniec! - krzykn像 Andrzej, ros造 blondyn o ogorza貫j od afryka雟kiego s這鎍a twarzy. Tak jak dawniej, w czasie s逝瘺y w �czerwonych beretach�, skoczy貫m. Wybi貫m si� i gdy znalaz貫m si� kilkadziesi靖 metr闚 od samolotu, rozpostar貫m r璚e i nogi. Ziemia wydawa豉 si� tak odleg豉, pola wok馧 lotniska przypomina造 szachownic� z jasnych 豉n闚 pszenicy i ciemnych zagon闚 ziemniaczanych. Rozejrza貫m si� doko豉. Starzy kumple z wojska robili to samo co ja - cieszyli si� ulotnym spokojem i obezw豉dniaj鉍� cisz�. Ka盥y z nas chcia豚y jak najbardziej przed逝篡� t� chwili gdy mogli�my poczu� wolno��. Dreszczyk doprawiony pot篹n� dawk� adrenaliny powodowa� dreszcze, kt鏎e rozchodzi造 si� po ca造m ciele. Automat wypuszczaj鉍y czasz� pomocnicz� spadochronu pisn像 trzy razy, daj鉍 tym samym sygna�, 瞠 za dwie sekundy otworzy spadochron. Andrzej by� odpowiedzialny za z這瞠nie czasz i ustawienie automat闚. W ca貫j naszej kompanii by� jedynym maniakalnym skoczkiem. Teraz przygotowa� nam nie lada niespodziank�. By貫m ju� na wysoko�ci trzystu metr闚. Ziemia wydawa豉 si� zbli瘸� w zab鎩czym tempie. Zaczyna貫m si� ba�, 瞠 co� nie zadzia豉, i wtedy us造sza貫m szum, gdy nade mn� rozwar豉 si� p豉chta spadochronu. Chwyci貫m linki, podci鉚n像em nogi i spokojnie czeka貫m na moment l鉅owania. - Pawe�, nic nie straci貫� z dawnej formy! - Andrzej wyl鉅owa� niedaleko i tak jak ja zwija� spadochron. - Skaka貫� od czasu wojska? - Kilka razy - odkrzykn像em. Reszta koleg闚 te� zbiera豉 swoje rzeczy i po kilku minutach gromad� szli�my w kierunku l鉅owiska samolot闚. Byli�my w Kro�nie, na lotnisku, na kt鏎ym podczas s逝瘺y zdobywali�my skrzyde趾a spadochronowe. To Andrzej wymy�li� spotkanie po latach 穎軟ierzy z naszej kompanii. Z ponad stu ludzi przyjecha這 nas trzydziestu, z czego po這wa mog豉 dzi� skaka�. Reszta ba豉 si� kontuzji lub nie mia豉 ju� takiej kondycji jak dawniej. By� jeden z kwietniowych weekend闚. W pi靖ek zje盥瘸li�my si� na �miejsce zakwaterowania�. Wieczorem by這 ognisko. W sobot� zerwali�my si� skoro �wit na piesz� wycieczk� po okolicznych pag鏎kach. Andrzej przygotowa� nam czterdziestokilometrowy marsz, kt鏎y wytrzyma這 tylko kilku z nas. Dzi�, w niedziel�, skakali�my. Kiedy wieczorem zn闚 zap這n窸o ognisko, wspominali�my stare czasy. Niekt鏎zy chcieli si� pochwali� sukcesami zawodowymi, samochodami, zdj璚iami 穎n i dzieci. Gdy by貫m zaj皻y obgryzaniem przypieczonej kie豚asy i poszukiwaniem s這ika z musztard�, kt鏎y kto� sobie przyw豉szczy� zapominaj鉍 o innych ucztuj鉍ych, na mojej drodze stan像 Andrzej. - Porozmawiajmy - poprosi� pokazuj鉍 na drewnian� 豉w� stoj鉍� mi璠zy namiotami. Zd嘀y貫m zabra� z czyjego� stolika musztard� i usiad貫m z dawnym koleg�. Andrzeja pami皻a貫m jako �wietnego snajpera i mistrza kamufla簑. Kiedy� na wielkich manewrach podszed� na pi耩dziesi靖 metr闚 od trybuny honorowej, na kt鏎ej sta� minister obrony narodowej. Gdy oficjele i po這wa naszego Sztabu Generalnego podziwia豉 kontratak �czerwonych� na pozycje �niebieskich�, Andrzej nagle wsta� z ziemi z karabinem w d這ni. Podobno konsternacja na trybunie by豉 absolutna. Pracownicy Biura Ochrony Rz鉅u nie wiedzieli co robi�. Dodam jeszcze, 瞠 Andrzej by� po stronie �niebieskich�. Ci, kt鏎zy to widzieli, m闚ili, 瞠 Andrzej krzykn像 tylko: �Pif-paf!�, za這篡� karabin na rami� i odszed�. Za ten wybryk, na rozkaz dow鏚cy okr璕u, dosta� trzy dni paki, a od dow鏚cy pu趾u tydzie� urlopu. - Co teraz porabiasz? - zapyta貫m Andrzeja. - Du穎 podr騜uj�. - Masz ciekaw� prac� - zauwa篡貫m. - Tak - Andrzej pokiwa� g這w�. - Musisz du穎 zarabia�, skoro sta� ci� na podr騜e. - Mam bogatego sponsora. - Tak? Kogo? Mo瞠 i ja si� przy章cz�? - 瘸rtowa貫m. - Jeste� ju� troch� za stary. - Kto op豉ca twoje podr騜e? - Francuski rz鉅. - Jeste� w legii cudzoziemskiej? - Tak, w pu趾u spadochroniarzy. Po woju nie mog貫m sobie znale�� 瘸dnego ciekawego zaj璚ia. W naszym wojsku nie mieli dla mnie etatu... A co ty robisz? Jak widzia貫m, nie wyszed貫� z formy. - W moim wypadku nauka nie posz豉 w las. Przydaje mi si� w pracy. - Jeste� policjantem? - Muzealnikiem. - 畝rtujesz?! - Andrzej roze�mia� si�. - Nie, sko鎍zy貫m histori� sztuki i pracuj� w Ministerstwie Kultury i Sztuki. - I co tam robisz, 瞠 przydaje ci si� wiedza z wojska? Jeste� Indian� Jonesem? - Nie, detektywem. �cigam z這dziei antyk闚, szukam zaginionych dzie� sztuki, zajmuj� si� ochron� zabytk闚... - Nie�le - Andrzej zamy�li� si�. Rozmawiali�my jeszcze godzin�. On opowiada� mi o s逝瘺ie w legii, ja o swojej pracy. Zauwa篡貫m, 瞠 podczas rozmowy Andrzej by� zamy�lony. Jego zachowanie zrozumia貫m dopiero rano. Gdy si� zbudzi貫m i przy �niadaniu w章czy貫m telefon kom鏎kowy, odczyta貫m dwie wiadomo�ci tekstowe. Pierwsza brzmia豉: �Masz szybko stawi� si� w pracy. Pan Samochodzik�, a druga: �Zajrzyj do swojej skrzynki poczty elektronicznej. Andrzej�. - Gdzie jest Andrzej? - zapyta貫m zaspanego s零iada, kt鏎y jad� kanapk� i siorba� gor鉍� kaw� z metalowego kubka. - Wyjecha� w nocy wypo篡czonym samochodem... - odpowiedzia�. Nie czeka貫m na dalszy ci鉚 opowie�ci. W namiocie spakowa貫m rzeczy, po瞠gna貫m koleg闚 i z豉pa貫m okazj� do miasta. Tam znalaz貫m kawiarenk� internetow� i dosta貫m si� do swojej poczty elektronicznej. Szybko otworzy貫m list od Andrzeja. Wys豉� go ze swojego telefonu kom鏎kowego. Mam dla Ciebie ciekawe informacje dotycz鉍e zamku Czocha. Reszt� podam Ci jutro. Chodzi o zaginione dzie豉 sztuki. Andrzej Poczu貫m, 瞠 robi mi si� gor鉍o. Zamek Czocha! T� nazw� zna chyba ka盥y poszukiwacz skarb闚 w Polsce. Z tym zamkiem niedaleko Jeleniej G鏎y jest zwi頊anych tyle legend... Trzeba by這 dzia豉�. Zadzwoni貫m do pana Tomasza, zwanego te� Panem Samochodzikiem, mojego szefa. By� powszechnie znanym poszukiwaczem zaginionych skarb闚, cz這wiekiem, kt鏎y rozwi頊a� niejedn� zagadk� historyczn�. Jego przydomek pochodzi� od wehiku逝, kt鏎ego by� kiedy� posiadaczem. - Dzie� dobry, panie Tomaszu, m鎩 kolega... - opowiedzia貫m szefowi o wydarzeniach ostatnich godzin. Doskonale wiedzia�, 瞠 w sprawie zamku Czocha nie ma 瘸rt闚. Obieca�, 瞠 zaraz oddzwoni i roz章czy� si�. Poszed貫m na dworzec, na poci鉚 do Warszawy. Po godzinie zadzwoni� pan Tomasz. - Niestety, ptaszek uciek� - powiadomi� mnie. - Tw鎩 kolega w nocy przekroczy� granic� ze S這wacj�. Chcia� jak najpr璠zej opu�ci� kraj. Kiedy b璠ziesz w pracy? - Jeszcze dzi� - obieca貫m. - Czekam. Ca章 drog� my�la貫m o dziwnym zachowaniu dawnego kolegi. Sk鉅 legionista m鏬� uzyska� jakiekolwiek informacje o zamku Czocha? Stara warownia, przebudowywana, kt鏎a �zagra豉� w filmie pod tytu貫m �Gdzie jest genera�...�, kry豉 w sobie zagadk� zaginionych pod koniec wojny i po wojnie dzie� sztuki, mi璠zy innymi: bogatego ksi璕ozbioru, srebrnej zastawy, kilkuset bogato zdobionych ikon. Podr騜 d逝篡豉 si� i by貫m z造, 瞠 nie wzi像em naszego s逝瘺owego wehiku逝, co proponowa� mi pan Tomasz. Nasz nowy pojazd wygl鉅a� jak wyklepana m這tkiem wielka puszka od sardynek, z czterema ko豉mi na mocnych amortyzatorach. Ma這 kto m鏬豚y spodziewa� si�, 瞠 pod mask� kryje si� pot篹ny silnik samochodu rajdowego klasy WRC, a �ruba z ty逝 to nie ozdoba, bo nasz pojazd m鏬� te� p造wa�. W Warszawie, cho� by這 to p��ne popo逝dnie, pobieg貫m do ministerstwa. Pan Tomasz czeka� tam na mnie. - Przeczytaj - w moj� stron� przesun像 po biurku kartk� papieru. Wyraz twarzy pana Tomasza nie pozostawia� z逝dze�, 瞠 chodzi o powa積� spraw�. Ostro積ie wzi像em kartk�. By� to fragment meldunku przygotowanego nie wiem przez kogo i na czyje zlecenie. �Asystenci attaches kulturalnych ambasad niemieckiej i rosyjskiej w ci鉚u ubieg貫go tygodnia odwiedzili okolice zamku Czocha. Z obserwacji miejscowych policjant闚 wynika, 瞠 wok馧 tego obiektu kr璚i這 si� wi璚ej ni� dotychczas turyst闚. [...] Dokumenty operacji 膂aliniak� zagin窸y�. Odda貫m pismo szefowi. Ten wsun像 je do niszczarki dokument闚, kt鏎ej obecno�� w jego gabinecie ze zdumieniem odkry貫m. - Co to jest operacja �Maliniak�? - zapyta貫m. - Nie wiem, ale mam nadziej�, 瞠 b璠� to wiedzia�. - Kiedy? - Jutro, pojutrze. Co s鉅zisz o tej sprawie? - Poczekajmy na list od Andrzeja - odpowiedzia貫m. - Z drugiej strony mo瞠 okaza� si�, 瞠 on te� pracuje na czyje� zlecenie. Ci asystenci dyplomat闚 to agenci? - Tak. - Sk鉅 pan ma taki meldunek? - Nie mog� ci powiedzie�. Zgadzam si� z tob�, 瞠 na razie musimy poczeka�. Obiekt ju� jest pod obserwacj�, ale gdy b璠zie trzeba, to ty pojedziesz do zamku. - Z ochot� - odpar貫m. - Teraz od�wie� si� po wojskowych przygodach i poczytaj o zaniku Czocha. Czuj�, 瞠 ju� wkr鏒ce stanie si� on twoim drugim domem. Po godzinie dotar貫m do swego gniazdka, wysoko nad betonow� pustyni� jednego z warszawskich osiedli, gdzie w ciasnej klitce nocowa貫m, o ile akurat nie znajdowa貫m si� w terenie. Jedyn� atrakcj� tego miejsca by造 widoki na wschody s這鎍a nad Pa豉cem Kultury i Nauki. W takich chwilach Warszawa wydawa豉 mi si� 豉dnym miastem. Drug� atrakcj� mojego mieszkania by豉 urocza s零iadka. Pani Ma貪osia mia豉 nieca貫 trzydzie�ci lat, by豉 lingwistk� i w豉�nie doktoryzowa豉 si�. By豉 blondynk� o jasnych, prostych w這sach si璕aj鉍ych ramion. Jej oczy by造 tak intensywnie niebieskie, 瞠 czasami wydawa造 si� by� a� granatowe. Mieli�my okazj� sp璠zi� trzy wieczory na rozmowach o sztuce i j瞛ykach obcych, na konsumpcji pizzy i s逝chaniu gotyckiego rocka, kt鏎ego pani Ma貪osia by豉 fank�. Wyk雷any przygotowa貫m sobie talerz kanapek, kilka ksi嘀ek i ju� chcia貫m zasi��� do lektury, gdy zadzwoni� dzwonek u drzwi. To by豉 pani Ma貪osia. Towarzyszy� jej ma造, mo瞠 czteroletni cz這wiek z obra穎n� min� - Panie Pawle! - prawie krzykn窸a s零iadka. - Zaopiekuje si� pan Micha趾iem? Zdumiony otworzy貫m usta. - Tylko dwa dni! - t逝maczy豉 pani Ma貪osia. - Siostra zostawi豉 go pod moj� opiek� i wyjecha豉 do Gda雟ka. Jej m嘀 jest za granic�, wr鏂i za tydzie�. Do Polski przyjecha� profesor Igi Him Jamagy. To autorytet w dziedzinie, z kt鏎ej si� doktoryzuj�. Musz� jecha� do Szczecina na dwa dni. Prosz�! - Mo瞠 b璠� musia� wyjecha�... - pr鏏owa貫m si� broni�. - To wtedy przyjad�. To grzeczny ch這piec. Mo瞠 go pan wzi寞 do pracy, b璠zie sobie siedzia� i rysowa�. On chodzi do przedszkola, mo積a go zawie�� rano i odebra� o siedemnastej. Prosz�! Tylko dwa dni! To dla mnie prawdziwa szansa! - Chcesz ze mn� zosta�? - zapyta貫m ch這pca. Mia貫m nadziej�, 瞠 ch這paczek przestraszy si� obcego m篹czyzny. Ten jednak tylko smutno pokiwa� g這w�, ani na moment nie patrz鉍 mi w oczy. - A jego rzeczy? - spyta貫m. Pani Ma貪osia by豉 przygotowana i widocznie nie bra豉 pod uwag� odmowy. Pod moje nogi rzuci豉 torb� i ma造 plecak. - W torbie s� rzeczy i zabawki, a w plecaku ulubiona maskotka, par� ksi嘀eczek i pi鏎nik. Dzi瘯i! To ostatnie s這wo krzykn窸a zbiegaj鉍 po schodach. Wci鉚n像em malca do domu, zamkn像em drzwi i wyjrza貫m przez okno na parking. Pani Ma貪osia w豉�nie wsiada豉 do swojego fiata cinquecento. Obejrza貫m si� na nowego wsp馧lokatora. Mia� w這sy w kolorze zeschni皻ych igie� �wierka, niebieskie oczy, okr鉚章 buzi�. - Jak masz na imi�? - zagadn像em go. - Mi... - reszta by豉 niezrozumia豉, bo ch這piec m闚i� ze spuszczon� g這w�. - Fajnie, pod這ga ju� ci� pozna豉, a teraz ja chcia豚ym spojrze� ci w twarz i us造sze� twoje imi�. - Micha� - cicho powiedzia�, patrz鉍 mi w oczy. Mia� skruszon� min�, ale w jego oczach, w k鉍ikach ust czai� si� 這buzerski ognik. - Pawe� - poda貫m mu d這�. - Jeste� g這dny? Pokiwa� g這w�. - Um闚my si�, 瞠 b璠ziesz odpowiada�, a nie tylko u篡wa� gest闚. Tak? - Tak - burkn像 ch這piec. - Mam przyjaciela, te� Micha豉. To kawa� ch這pa, komandos. Jest odwa積iejszy ni� ty. - Bo ja jestem jeszcze ma造! - No, tak - przyzna貫m zak這potany - ale nie musisz na mnie krzycze�. Ma造 te� mo瞠 by� odwa積y. - Jak Pitargoman? - Kto?! - Taki robot o mocy ognistych kolc闚, b造skawic i tr鉉y wodnej. - Brzmi gro�nie. Sk鉅 znasz takiego stwora? Przy kolacji przeszed貫m b造skawiczny kurs rozpoznawania potwor闚 gnie盥蕨cych si� w wyobra�ni wsp馧czesnych przedszkolak闚. Dzi瘯i Micha這wi dowiedzia貫m si�, 瞠 w mojej telewizji kablowej jest wi璚ej kana堯w ni� dwa telewizji publicznej oraz informacyjny telewizji komercyjnej. By造 cztery z kresk闚kami! Po kilku minutach uzna貫m, 瞠 tych bajek nie powinien ogl鉅a� nieletni. - Pobawisz si� ze mn�? - zapyta� Micha�, gdy wy章czy貫m telewizor. - Jestem troch� za stary... - broni貫m si�. To by� daremny trud. Ch這piec mia� w torbie ca章 armi� rycerzyk闚, kt鏎ych uzbraja這 si� w miecze, tarcze i w堯cznie. Moi Saraceni daremnie (moje sukcesy oznacza造 透y i okrzyki protestu malca) szturmowali mury warowni krzy穎wc闚 zbudowanej, a jak瞠, z tom闚 o sztuce staro篡tnej i �redniowiecznej. Gdy m鎩 su速an uciek� przy moich g這�nych okrzykach �A陶a, a陶a!�, ch這piec by� usatysfakcjonowany. Po moich plecach la� si� pot. - Do wyra marsz! - rozkaza貫m ch這pcu, prostuj鉍 zgarbione od dw鏂h godzin plecy. - Nie wiem, gdzie to jest. - Przepraszam, wyrazi貫m si� niejasno. Idziemy spa�. Dostaniesz moje 堯磬o, ja prze�pi� si� na materacu na pod這dze. - Ciocia spa豉 ze mn� - zaprotestowa� ch這piec, gdy zacz像em �cieli� mu 堯磬o. - Nie jestem twoj� cioci�. - Przeczytasz mi jak�� bajeczk�? Wdra瘸nie od ma貫go do czytania uznawa貫m za s逝szne, wi璚 zgodzi貫m si�. - Kiedy umyjemy z瑿y, r璚e, buzi�, nogi i... - przerwa�, gdy jego nogi zacz窸y wykonywa� nieskoordynowane ruchy. - Chc� siku! Porwa貫m go pod r璚e i zanios貫m do 豉zienki. Pomog貫m zdj寞 spodenki i rajstopy. - Dalej rad� sobie sam - o�wiadczy貫m staj鉍 z boku. Jako� sobie poradzi�. Potem wstawi貫m go do wanny i pomog貫m mu si� umy�. Wreszcie w pid瘸mce po這篡� si� w 堯磬u, przykrywaj鉍 si� po sam� brod� ko責r�. - To czytaj! - wskaza� najgrubsz� ksi嘀eczk�. Na szcz��cie nie by造 to krwiste opowie�ci, ale zwyk豉 bajeczka o 鄴逕iku imieniem Franklin. Z ka盥� przeczytan� stron� moje powieki stawa造 si� ci篹sze, coraz cz��ciej ziewa貫m. W tym czasie le蕨cy Micha� wyci鉚n像 wyprostowane r璚e i jego palce wykonywa造 tajemnicze wygibasy. - Zajmujesz si� czarami? - zapyta貫m. Zrobi貫m b章d, bo ch這pak wyra�nie si� o篡wi� i zacz像 mi opowiada� jakie� niestworzone historie. Ostatnie s這wa, jakie pami皻am, to 瞠: �smok nadlecia� nad zamek rycerzy�. Obudzi貫m si� o p馧nocy. Ch這piec spa� obok mnie zwini皻y w k喚bek niczym psiak i cicho pochrapywa�. Do policzka przytuli� sobie maskotk�. Ostro積ie wsta貫m i roz這篡貫m materac na pod這dze. Rozebra貫m si�, nastawi貫m budzik i zgasi貫m �wiat這. Zasn像em tak szybko, jakbym zapad� si� w ciemn� dziur� bez dna. Dzwonek obudzi� mnie, ale nie dzieciaka, kt鏎y le瘸� obok mnie na materacu. Zdumiony zerka貫m na puste 堯磬o. Wsta貫m rozcieraj鉍 zdr皻wia造 bok. Do dzi� nie wierzy貫m w opowie�ci znajomych twierdz鉍ych, 瞠 ma貫 dzieci maj� niezwyk豉 zdolno�� teleportacji ze swojego 堯瞠czka do legowiska doros造ch, nawet je�li ci �pi� na pod這dze. Szybko ubra貫m si�, zrobi貫m �niadanie. Micha這wi tak� sam� kanapk� jak sobie. - Pobudka! - potrz零a貫m ramieniem malca. - Idziesz do przedszkola! - Nie chc�! - ten krzyk przeszy� �ciany ca貫go bloku. By貫m przekonany, 瞠 wielu s零iad闚 zastanowi這 si�, co si� u mnie dzieje. - Musisz, id� do pracy - powiedzia貫m stanowczo. - P鎩d� z tob�. - Nie mo瞠sz. Ch這piec usiad�. W k鉍ikach oczu pojawi造 si� 透y, a usta wykrzywi造 si� w podk闚k�... Po godzinie stawi貫m si� w pracy w ministerstwie. - Du穎 zmieni這 si� w twoim 篡ciu - za瘸rtowa� pan Tomasz, widz鉍 mnie id鉍ego za r瘯� z ma造m ch這pcem. - To chwilowe... - usi這wa貫m t逝maczy� si�. - Dziecko to powa積a sprawa. Chod� do mnie. Micha� zosta� w sekretariacie pod opiek� panny Moniki. Kiedy z szefem usiedli�my w jego gabinecie, opowiedzia貫m mu, jak ch這piec trafi� pod moj� opiek�. - Pilnuj si�, Pawle, 瞠by nie zosta� u ciebie na sta貫 - �mia� si� Pan Samochodzik. - Sprawd�my twoj� poczt� elektroniczn�. List od Andrzeja przyszed� na m鎩 adres po p馧nocy. By� niezwykle lakoniczny. Przyjed� jutro w po逝dnie do zamku Czocha. Znajdzie ci� tam kurier z przesy趾�. Wtedy poznasz szczeg馧y. B鉅�, a nie po瘸逝jesz. Andrzej - To by si� zgadza這 - mrukn像 pod nosem Pan Samochodzik. - Mam informacje z tego samego �r鏚豉 co wczoraj, 瞠 do zamku Czocha przyjecha這 kilka bardzo tajemniczych os鏏. Wykonaj instrukcje Andrzeja. Jest to dziwna gra, w kt鏎� musisz wej��. Pojedziesz tam autobusem, 瞠by na razie wehiku貫m nie rzuca� si� w oczy. - A ch這piec? - Oddaj go rodzicom. Tak, 豉twiej by這 powiedzie� ni� zrobi�. Nie wiedzia貫m, gdzie jest pani Ma貪osia ani jej siostra. Ch這pca musia貫m odda� jeszcze dzi�. Nie mog貫m zostawi� go kolejnej osobie, bo z jednej strony by這by to znakiem mojej lekkomy�lno�ci, z drugiej Micha� by豚y chyba za豉many, gdybym pozostawi� go u obcych ludzi. Reszt� dnia dzieli貫m mi璠zy obowi頊ki - zbieranie dokumentacji na temat dziej闚 zamku i okolic i opiek� nad ch這pcem. W ministerialnej sto堯wce wywo豉貫m niez章 sensacj� pojawiaj鉍 si� w towarzystwie takiej latoro�li. Im bli瞠j by這 do wieczora, tym cz��ciej my�la貫m o podrzuceniu ch這pca pod opiek� znajomym, kt鏎zy ju� mieli dziecko. Liczy貫m jeszcze, 瞠 pani Ma貪osia zadzwoni do mnie. Na pr騜no. O dwudziestej zacz像em dzwoni� do przyjaci馧. Czu貫m si� okropnie, chyba podobnie jak moi rozm闚cy. Wszyscy wymigiwali si� od tej przys逝gi. - Mamy problem - j瘯n像em odk豉daj鉍 s逝chawk�. - Jaki? - dobieg這 mnie pytanie spod ko責ry. - Musisz ze mn� jecha� na drugi koniec kraju. - Gdzie? - M闚i si� �dok鉅� - poprawi貫m ch這pca. - Do zamku Czocha. - Do zamku? A b璠� tam rycerze, kr鏊 i duchy? - Tak - odpar貫m. Micha� z rado�ci zacz像 skaka� po 堯磬u. - Musimy si� spakowa� - przywo豉貫m go do porz鉅ku. - Przygotujemy baga瞠 i szybko idziemy spa�, bo wstajemy o �wicie. O dwudziestej drugiej przygotowa貫m sobie le瞠 na pod這dze i zrezygnowany patrzy貫m na sw鎩 worek podr騜ny i torb� Micha豉. Nie mia貫m wyj�cia i musia貫m sam taszczy� takie tabory. Rano zapakowa貫m nam kanapki, na kartce napisa貫m pani Ma貪osi wszystkie numery telefon闚, pod kt鏎ymi mog豉 ze mn� nawi頊a� kontakt: kom鏎kowy, w ministerstwie, na zamku Czocha. Informacj� wsun像em jej pod drzwi i zam闚ion� taks闚k� pojecha貫m z p馧przytomnym Micha貫m na dworzec PKS-u. Autobus wyje盥瘸� z Warszawy, kiedy jeszcze niebo by這 zasnute szaro�ci� nieprzebudzonego dnia. Micha� spa� opieraj鉍 g這w� o moje rami�. Te� stara貫m si� z豉pa� u豉mki snu, nim dojedziemy na miejsce. Obudzi貫m si� przera穎ny znikni璚iem Micha豉. Nie by這 go na fotelu, a specjalnie posadzi貫m go od strony okna, 瞠by m鏂 kontrolowa� co robi i 瞠by mia� lepszy widok na zewn靖rz. Wyjrza貫m w przej�cie mi璠zy fotelami. Ch這piec sta� obok kierowcy i prowadzi� z nim konwersacj�. Doje盥瘸li�my do Wroc豉wia. Wsta貫m i pobieg貫m po ch這pca. - Nie przeszkadzaj panu - poci鉚n像em go za rami�. - Nie przeszkadza� - kierowca u�miechn像 si�. - Mi這 czasami z kim� pogada�, bo o tej porze to ca造 autobus �pi. Micha� um闚i� si� z kierowc�, 瞠 jak wyjedziemy za miasto, to b璠zie m鏬� usi��� na rozk豉danym fotelu obok niego i wr鏂ili�my do siebie. - Przestraszy貫� mnie - powiedzia貫m do ch這pca z wyrzutem. - Przepraszam - pisn像. Zjad� kanapk�, napi� si� herbaty z termosu i rozpocz像 seri� pyta� typu �co to?�. Opowiada貫m mu o tym wszystkim, co wiedzieli�my za oknem. Na moje szcz��cie autobus mia� toalet�, wi璚 mogli�my spokojnie odby� podr騜 bez specjalnych przystank闚. W Jeleniej G鏎ze po trzech kwadransach oczekiwania i zjedzonych dw鏂h torebkach chips闚 przesiedli�my si� do autobusiku jad鉍ego do Le�nej. Dopiero oko這 trzynastej wysiedli�my na ryneczku ma貫go miasteczka. Skromny ratusz otacza造 r闚ne cztery rz璠y kamieniczek Sprawdzi貫m na mapie, kt鏎璠y droga prowadzi na zamek Czocha. - Do zamku mamy cztery kilometry - powiadomi貫m wsp馧towarzysza podr騜y. - Tyle? - zapyta�, prostuj鉍 cztery palce jednej d這ni. - Tak. - To kawa� drogi - uzna�. ROZDZIA� DRUGI POZNAJ� IZABEL� � KWATERA NA ZAMKU � PRZESYΘA OD ANDRZEJA � CO KRYJ� KRYSZTAΘI? � IDEALNY KAMUFLA� � CZY ISTNIEJ� POTWORY? � DUSZA ROMANTYKA Droga 豉godnymi zakolami pi窸a si� ku wzg鏎zom, w�r鏚 kt鏎ych sta� zamek Czocha. Niekiedy w�r鏚 wierzcho趾闚 drzew dostrzega貫m he軛 zamkowej wie篡. Micha� dzielnie maszerowa� pierwszy kilometr. Po drugim przystawa� co kilka metr闚. Widz鉍 stromizn� przykucn像 na poboczu. - Bol� mnie nogi - o�wiadczy�. - Zostawi� ci� i wr鏂�, a� odpoczniesz - postraszy貫m go. - Nie! - krzykn像 przestraszony. Si� tego strachu starczy這 na dwie�cie metr闚. Wtedy usiad� na 豉wce pod zniszczon� wiat� nieistniej鉍ej linii autobusowej. Nerwowo zerka貫m na zegarek. Ju� dawno min窸o po逝dnie, czas spotkania z kurierem od Andrzeja. Zdenerwowany rzuci貫m torb� i worek. Spocz像em obok ch這pca. Nie mog貫m by� przecie� z造 na niego, 瞠 malec nie mia� si� na takie wyprawy. - Odpoczniemy i powoli p鎩dziemy dalej - zaproponowa貫m. Micha� tylko pokiwa� g這w�. Gdy by貫m bliski rozpaczy, przy przystanku zatrzyma� si� ford scorpio. Boczna szyba osun窸a si�, a przez okno z fotela kierowcy wyjrza豉 atrakcyjna blondynka. Nie mia豉 jeszcze czterdziestu lat. Z這ciste w這sy uk豉da造 si� w 豉godne fale. Mia豉 dyskretny makija� podkre�laj鉍y jej niebieskie oczy, lekko wystaj鉍e ko�ci policzkowe, pe軟e wargi. - Dok鉅 chcecie si� dosta�? - zapyta豉. - Do zamku Czocha - odpowiedzia貫m. - Wsiadajcie - zaprosi豉 nas. Wrzuci貫m nasze baga瞠 na tylne siedzenie i usiedli�my tam z ch這pcem. - Jak masz na imi�? - Pawe� - odruchowo przedstawi貫m si�. - Mi這 mi - us造sza貫m s這wa pe軟e ch這du. - Pyta豉m tego ch這pca. Zrobi這 mi si� g逝pio. - Micha� - powiedzia� ch這piec. - ζdne imi� - odpar豉 blondynka. Ju� przeje盥瘸li�my przez portal bramy, kt鏎� otworzy� us逝積y ochroniarz. - Jeste�my na miejscu - us造szeli�my przeje盥瘸j鉍 pomi璠zy murem z prawej i d逝gim, niskim budynkiem po lewej. Zaraz skr璚ili�my w prawo na podjazd z klombem na �rodku. - Pan tu b璠zie mieszka�? - blondynka obejrza豉 si� na mnie. - Tak, kilka dni. - Do zobaczenia na kolacji - u�miechn窸a si�. To by豉 prawdziwie pi瘯na i niebezpieczna kobieta. Jej pi瘯no by這 troch� pos鉚owe, przypomina豉 figur� wyrze�bion� z lodu. Pozornie wydawa豉 si� ulotna, 豉twa do zniszczenia, bi豉 jednak od niej jaka� nieust瘼liwa si豉. Gdy wysiedli�my, ford wykr璚i� i wyjecha� z terenu zamku. - Gdzie b璠ziemy spali? - Micha� by� zapatrzony na wielki gmach zamku. - Tu - machni璚iem r瘯i wskaza貫m warowni�. - Z rycerzami? - Tak - mimowolnie u�miechn像em si� i r瘯� przeczesa貫m niesforne w這sy ch這pca. Weszli�my na d逝gi murowany most z dwiema parami nisz w barierach. Przed nami by豉 brama z kut� furt�, wej�cie do g堯wnej bry造 zamku i wysoka, pot篹na wie瘸. Wyjrza貫m przez barierk� i na moment zakr璚i這 mi si� w g這wie. Sucha fosa by豉 chyba dwadzie�cia metr闚 pode mn�. Nie inaczej by這 z fos� wykut� w skale, na kt鏎ej sta� zamek. Nacisn像em wielk� klamk� i otworzy貫m ci篹kie drzwi. Micha� wszed� z szeroko otwart� buzi�, patrz鉍 na zbroje wisz鉍e w holu. - Dzie� dobry - u�miechn像em si� do recepcjonistki. - Chcia豚ym wynaj寞 u pa雟twa pok鎩 na kilka dni. - Jedynk� czy dw鎩k�? - m這da, kr鏒ko przyci皻a brunetka zerka豉 na ch這pca. - Niech b璠zie dw鎩ka - poprosi貫m. - Czy istnieje mo磧iwo�� zwiedzenia zamku w towarzystwie przewodnika? - Oczywi�cie - recepcjonistka odwr鏂i豉 si� do pokoju. - Agnieszka! Po chwili wysz豉 do mnie wysoka dziewczyna o ciemnobr頊owych, d逝gich, prostych w這sach. Ubrana w spodnie i prost� bluzk� wygl鉅a豉 na skromn� bibliotekark�. Brakowa這 jej tylko okular闚. W jej spojrzeniu i grymasie ust by這 co� intryguj鉍ego i odtr鉍aj鉍ego wszelkie pr鏏y flirtu jednocze�nie. By豉 jak salamandra - urzekaj鉍a jaskrawymi plamami, kt鏎e mia造 wszak瞠 ostrzega� agresora przez niebezpiecze雟twem. - Ten pan chcia豚y zwiedzi� zamek - recepcjonistka wyja�ni豉 kole瘸nce. - Mo瞠 poczekamy na wi瘯sz� grup�? - zaproponowa豉 przewodniczka. - Nas dw鏂h to nie grupa? - obejrza貫m si�, gdzie jest Micha�. Spa� na sk鏎zanej kanapie. - Raczej nie - przyzna貫m z u�miechem. - Ale jak si� obudzi, to pani nas oprowadzi? - Tak - obieca豉 dziewczyna. Wzi像em klucz do pokoju numer 111 i najpierw zanios貫m baga瞠. Ch這pcu nic nie grozi這 pod okiem recepcjonistki. - Na pierwszym pi皻rze - us造sza貫m wskaz闚k�. Min像em makiet� zamku ukryt� w szklanej gablocie zasypanej na dnie drobnymi monetami przez turyst闚, kt鏎zy chcieli jeszcze tu kiedy� wr鏂i�. Za ni� znajdowa� si� ogromny kominek, wej�cie do jadalni i schody na g鏎ne pi皻ra. Na wprost widzia貫m drzwi prowadz鉍e do sali rycerskiej, a po lewej do toalet. Wszed貫m na pi皻ro. �ciany zdobi造 plafony ze wsp馧czesnym malarstwem podrabiaj鉍ym stary styl. Rozejrza貫m si�. By造 tu pokoje o numerach od 101 do 104. By豉 te� komnata ksi嘀璚a. Zerkn像em w prawo. Id鉍 wzd逝� rz璠u okien wychodz鉍ych na dziedziniec, wszed貫m na empor� sali rycerskiej i obok sali konferencyjnej dotar貫m do skrzyd豉 zamku, gdzie by� m鎩 pok鎩 - wygodny, z dwoma tapczanami, dwoma oknami wychodz鉍ymi na Jezioro Le�nia雟kie i obszern� 豉zienk�. Rzuci貫m torby i nie zamykaj鉍 pokoju pobieg貫m po Micha豉. Gdy wr鏂i貫m po kilku minutach i po這篡貫m ch這pca na jednym z tapczan闚, zauwa篡貫m, 瞠 baga瞠 le蕨 inaczej, ni� je zostawi貫m. Ostro積ie zamkn像em drzwi i przekr璚i貫m g鏎ny zamek. Torba z rzeczami Micha豉 mia豉 niedomkni皻y zamek. Do mojego worka tajemniczy szperacz nie zd嘀y� zajrze�. By貫m pewien, 瞠 na zamku ju� dzia豉 konkurencja, w dodatku wiedz鉍a, kim jestem. Otworzy貫m okno i z ciekawo�ci wyjrza貫m, wyci鉚aj鉍 si� na d逝gim na metr parapecie, na zewn靖rz. Do ziemi by這 dwadzie�cia kilka metr闚 - prawdziwa przepa��. Zerkn像em do g鏎y. By貫m pewien, 瞠 z jednego z okien wygl鉅a豉 czyja� twarz, ale b造skawicznie znikn窸a. Moje pojawienie si� na zamku nie przesz這 niezauwa瞠nie. Usia貫m w fotelu maj鉍ym chyba dwadzie�cia lat. Odruchowo si璕n像em po pilota i w章czy貫m telewizor. Chcia貫m, by graj鉍e urz鉅zenie na chwil� zag逝szy這 moje obawy zwi頊ane z najbli窺zymi dniami. Zastanawia貫m si�, co mnie czeka na zamku Czocha. Jak na zawo豉nie rozleg這 si� pukanie do drzwi. Otworzy貫m i zobaczy貫m recepcjonistk� i m篹czyzn� w mundurze firmy kurierskiej. - Przesy趾a do pana Da鎍a - m篹czyzna poda� mi niewielk� paczk�. Pokwitowa貫m odbi鏎, podzi瘯owa貫m recepcjonistce i zamkn像em si� w pokoju. Micha� smacznie spa�, a ja rozpakowa貫m pude趾o. W �rodku by豉 tylko kartka papieru z listem i metalowa tuba, w kt鏎ej wy�cie豉nym bawe軟� wn皻rzu by豉 jaka� szklana rurka. List by� od Andrzeja. Witaj, Pawle! Przepraszam, 瞠 w ten spos鏏 musz� si� z Tob� komunikowa�, ale i tak 豉mi� rozkazy... Podczas jednej z akcji na P馧wyspie Ba趾a雟kim wszed貫m w posiadanie pewnego dziwnego przedmiotu. Znajduje si� w tubie. Pilnuj go i nie pokazuj nikomu! By� w豉sno�ci� cz這wieka, kt鏎ego aresztowano. By貫m �wiadkiem przes逝chania. Wtedy kilka razy pad豉 nazwa: �Schloss Czocha�. Moja rodzina pochodzi z Dolnego �l零ka i wiele razy s造sza貫m histori� zamkowych skarb闚, wi璚 wiem, 瞠 ten tajemniczy obiekt Ciebie zainteresuje. Uwa瘸j na konkurencj�. Cz這wiek, kt鏎ego aresztowano, nie prze篡� nast瘼nych dwudziestu czterech godzin. Z tego co wiem, mia� wi璚ej takich rurek. Wszystkie znikn窸y. Zniszcz wszystkie �lady tej przesy趾i. Koniecznie! Powodzenia podczas 這w闚! Andrzej W popielniczce spali貫m list oraz druk przesy趾i z wypisanymi fa連zywymi danymi nadawcy. Popi馧 wrzuci貫m do muszli i sp逝ka貫m wod�. Teraz otworzy貫m tub� i na d這� wypad豉 mi szklana rurka, w kt鏎ej znajdowa� si� sznur kilkumilimetrowych kryszta趾闚. Czyta貫m o nich w ksi嘀kach Joanny Lamparskiej, znanej dziennikarki badaj鉍ej tajemnice Dolnego �l零ka i nie tylko. Ostro積ie odkr璚i貫m zakr皻k� na rurce i na blat sto逝 delikatnie wytrz零n像em jeden z kryszta趾闚. Uj像em go opuszkami palc闚, wsta貫m i podszed貫m do okna, gdzie by這 wi璚ej �wiat豉. Z kieszeni bluzy wyj像em ma章 sk豉dan� lup�. W kryszta趾u ujrza貫m kilka klatek, jak z mikrofilmu, z jakimi� notatkami, rysunkami, zdj璚iami. Do ich odczytania by這 potrzebne specjalne urz鉅zenie albo... mikroskop. Widzia貫m ma造 laboratoryjny mikroskop na wystawie sklepu z zabawkami w centrum Le�nej. - Na co patrzysz? - pytanie Micha豉 tak mnie zaskoczy這, 瞠 male鎥i kryszta貫k wypad� mi z d這ni i upad� na pod這g�. Odskoczy貫m do ty逝 i stoj鉍 w bezruchu wpatrywa貫m si� w klepki parkietu. Skarb z rurki wpad� w szpar� mi璠zy elementami, jode趾i�. - Ogl鉅a貫m co� bardzo ma貫go - odpowiedzia貫m. - Co?! - Micha� w kilka sekund sta� obok mnie. - Nic wa積ego, py貫k... Nie ruszaj! - krzykn像em, gdy ch這piec chcia� wzi寞 do r瘯i rurk� z kryszta趾ami. Przestraszony cofn像 si�. - Przepraszam - u�miechn像em si� do niego. - S� rzeczy, kt鏎e nale蕨 do doros造ch i lepiej 瞠by� ich nie dotyka�. - Co to by這? - Micha� wskaza� na rurk�. - R騜ne drobne 篡j靖ka - sk豉ma貫m. - Aha, wirusy. - Tak. Chod�my umy� r璚e i p鎩dziemy co� zje��, a potem mo瞠 zwiedzimy zamek... Po d逝gim �nie nogi ch這pca wykonywa造 tajemniczy taniec, kt鏎y m鏬� oznacza� tylko i wy章cznie nag章 potrzeb� udania si� do toalety. Potem zeszli�my do jadalni. Mi豉 kelnerka o imieniu Zofia, wysoka, zgrabna, kr鏒ko przystrzy穎na, przyj窸a zam闚ienie i mogli�my we dw鏂h podziwia� ciemne drewno boazerii, czarne kredensy i wysokie krzes豉. Zjedli�my obiad i wyszli�my do holu. Stan像em przy kontuarze recepcjonistki. Pani Agnieszka udawa豉, 瞠 mnie nie widzi. - Przepraszam - odezwa貫m si�. - Czy mo瞠my uda� si� na zwiedzanie zamku? - Niech pan jeszcze chwilk� poczeka - odpowiedzia豉 Agnieszka, widz鉍, 瞠 nie zamierzam ust雷i�. - Na wycieczk�, kt鏎ej ju� pewnie dzi� nie b璠zie? - Sk鉅 pan wie? - O tej porze nikt ju� tu nie przyjedzie - zauwa篡貫m. - Mi璠zy pi皻nast� i szesnast� wi瘯szo�� wycieczek marzy tylko, by znale�� si� w hotelu i odpocz寞... - Pan zajmuje si� hotelarstwem? - Nie, ale mam pewne do�wiadczenie... Pani Agnieszka odwr鏂i豉 si� do ekranu komputera, daj鉍 w ten spos鏏 do zrozumienia, 瞠 uwa瘸 rozmow� za zako鎍zon�. By貫m z造. Wyszli�my z Micha貫m przed zamek, na most. Stara貫m si�, by nasz spacer wygl鉅a� na zwyk章 w璠r闚k� turyst闚 - w rzeczywisto�ci szuka貫m odosobnionego miejsca, sk鉅 m鏬豚ym spokojnie prowadzi� rozmow� z szefem. - Witam, panie Tomaszu - odezwa貫m si�, gdy w s逝chawce us造sza貫m g這s szefa. - Dosta貫� paczk�? - Tak. - Co w niej by這? Rozejrza貫m si� doko豉 sprawdzaj鉍, czy nikogo nie ma w pobli簑. Micha� zaj皻y by� ogl鉅aniem armaty z luf� wycelowan� na wsch鏚. - Kryszta趾i z mikrofilmami - powiedzia貫m. - Musz� kupi� mikroskop. - Prze�l� ci laptopa i taki mikroskop, kt鏎y pod章cza si� do komputera... - Nie, nie mo積a tak. - Czemu? - Jestem �ledzony... Opowiedzia貫m szefowi o swoich podejrzeniach: o baga簑, kt鏎y kto� sprawdza�, i o twarzy, kt鏎a mign窸a mi w oknie na wy窺zym pi皻rze. - Gdy kupisz mikroskop, nie zwr鏂i to niczyjej uwagi? - pan Tomasz wyra瘸� w靖pliwo�ci. - Jest dostatecznie ma造, 瞠 niepostrze瞠nie przenios� go do pokoju, tylko ten ch這pak... Micha�! - krzykn像em, gdy ch這piec pr鏏owa� wyjrze� za murek okalaj鉍y podjazd. - Ten ch這piec jest z tob�? - szef powoli wypowiada� ka盥e s這wo. - Niestety tak. Nie mam kontaktu ani z s零iadk�, ani z mam� dziecka... - Czemu nie powiedzia貫�? Uruchomi豚ym odpowiednie s逝瘺y i zaraz znaleziono by rodzic闚, a tak... Musi z tob� zosta�. - Ch這piec? - Tak. Przyjecha貫� z ch這pcem i gdyby nagle ch這pak znikn像, nie by這by to podejrzane? - Panie Tomaszu! I tak kto� mnie obserwuje... - Ten kto� jest zapobiegliwy i zapewne niezwykle zdumiony. Nikt przy zdrowych zmys豉ch nie zabiera na tak� wypraw� ma貫go dziecka... - Dzi瘯uj� za ocen� mojego stanu zdrowia - pozwoli貫m sobie wtr鉍i� cierpk� uwag�. - ...ale to idealny kamufla� - oczami wyobra�ni widzia貫m, jak zadowolony szef zaciera r璚e. - Dzia豉j ostro積ie, a gdy b璠ziesz musia� dzia豉� jako urz璠nik ministerstwa, zadzwo� i zorganizujemy wyjazd Micha豉. Powodzenia! - Idealny kamufla� - powt鏎zy貫m s這wa szefa patrz鉍 na Micha豉, kt鏎y w豉�nie bawi� si� w artylerzyst�. - Chod� tu, m這dy cz這wieku! - zawo豉貫m go. Podbieg�, wzi像em go za r瘯� i ruszy貫m w kierunku bramy wjazdowej. - Wiesz, co to za drzewo? - zapyta貫m Micha豉. - Choinka? - Tamto tak, ale to bli瞠j to rzadki mi這rz鉉. Jego niezwyk這�� polega na kszta販ie li�cia-wachlarza i 篡貫k rozchodz鉍ych si� promieni�cie. Ro�nie w wysokich partiach g鏎 we wschodnich Chinach. A widzisz t� rze�b�? - Tego go貫go rycerza? - Tak - roze�mia貫m si�. - On nie jest zupe軟ie nagi. To szermierz, a identyczny stoi przed gmachem Uniwersytetu Wroc豉wskiego. - A gdzie s� China? - Chiny - poprawi貫m ch這pca. - Mieszkaj� tam Chi鎍zycy. To bardzo daleko st鉅. Poci鉚iem musia豚y� tam jecha� pewnie dwa tygodnie albo d逝瞠j. Wzd逝� 篡wop這tu skr璚ili�my w prawo na most kamienny prowadz鉍y do dolnej cz��ci zamku. W dawnej fosie sta造 zaskakuj鉍e narz璠zia tortur. Musia貫m m這demu wsp馧towarzyszowi wyt逝maczy�, do czego one s逝篡造, staraj鉍 si� nie u篡wa� drastycznych okre�le�. Nim przeszli�my przez bram� prowadz鉍� na dolny dziedziniec, w oknie na wie篡 zauwa篡貫m czyj�� twarz. Kto�, kto m鏬� swobodnie porusza� si� po zamku, obserwowa� mnie. W bramie poci鉚n像em Micha豉 w prawo, w g喚bok� fos�, kt鏎ej �ciany tworzy豉 lita ska豉. - Zaraz wyskocz� na nas potwory - teatralnym szeptem oznajmi� Micha�. - Potwor闚 nie ma. - S�! - Nie! - Tak! - Zapewniam ci�, 瞠 najgorsze potwory, jakie spotkasz, b璠� lud�mi. - To b璠� przebrani kosmici... - odpar� ch這pak z powag�. Roze�mia貫m si� bezradny wobec �naukowego� stanowiska ch這pca. Z g鏎y zawt鏎owa豉 mi kobieta. Podnios貫m wzrok, by zobaczy� patrz鉍� na nas blondynk� z forda scorpio. - Widzi pani, czego teraz ucz� bajki? - zagadn像em j�. - M篹czy�ni zawsze 篡j� w �wiecie iluzji i ogl鉅aj� bajki - us造sza貫m komentarz. Nie ma co, mia豉 j瞛yk ostry jak brzytwa. Skutecznie poci窸a moje m瘰kie ego na kawa趾i. Do tego znikn窸a mi z oczu, odbieraj鉍 szans� na r闚nie ci皻� ripost�. - Uwa瘸j na pi瘯ne kobiety - Micha這wi przekaza貫m to, co zawsze powtarza� mi pan Tomasz. Przeszli�my pod mostkiem i w g喚bokim na kilkana�cie metr闚 kanionie zrobi這 si� ciemno. Widzia貫m drzwi prowadz鉍e w trzech kierunkach, ale nie mog貫m tam wej�� bez latarki. Wr鏂ili�my do bramy i po bruku zeszli�my do dolnego dziedzi鎍a okolonego murami obronnymi z trzema kondygnacjami pomost闚 obronnych. Ni瞠j by這 zej�cie do piwnicy. Cofn瘭i�my si� do szerokich, kamiennych schod闚, kt鏎e zaprowadzi造 nas do drzwi z portalem z piaskowca i dalej na dziedziniec ze studni�. Weszli�my w kolejn� bram� i znale�li�my si� w jednej z klatek schodowych zamku. Na lewo by這 wej�cie do kawiarenki, na wprost zamkni皻e drzwi, a na prawo kr皻e schody do piwnic i na g鏎ne pi皻ra. Zej�cie do piwnic by這 zamkni皻e, chocia� mo積a by這 przej�� przez barierk� i w ten spos鏏 omin寞 drzwi. Nie chcia貫m tego robi� przy ch這pcu, wi璚 poszli�my na g鏎�. Min瘭i�my poziom, z kt鏎ego wchodzi這 si� do sali rycerskiej i weszli�my na nasze pi皻ro. Zdawa這 mi si�, 瞠 na g鏎ze skrzypn像 drewniany stopie�. Ca造 czas kto� mnie �ledzi�. - Pobawimy si� w pokoju? - zaproponowa貫m Micha這wi. - Rycerzami? - ch這piec przysta� z ochot�. - Tak. Chcia貫m, by nasza rozmowa wygl鉅a豉 naturalnie i 瞠by ten, kto mnie obserwuje, nie traktowa� mnie jako konkurenta. Wyszli�my z klatki schodowej i skr璚ili�my w prawo do naszego pokoju, maj鉍 za plecami lustro. Gdy otwiera貫m drzwi, zauwa篡貫m w lustrze odbicie cienia na �cianie po lewej. Kto� tam sta�. - Wchod� - lekko pchn像em ch這pca do �rodka, a sam rzuci貫m si� do zakr皻u korytarza. Tajemniczy osobnik by� szybszy. Gdy znalaz貫m si� w miejscu, gdzie przed chwil� sta�, wahad這we drzwi na klatk� schodow� tylko si� ko造sa造, a z oddali dobiega� odg這s krok闚. Wszed貫m na klatk� licz鉍, 瞠 zobacz� chocia� kawa貫k uciekiniera. Drzwi skrzypn窸y niemi這siernie i kroki ucich造. Zerkn像em w g鏎� i w d馧 studni ci鉚u schod闚. Nikogo nie by這 wida� ani s造cha�. - A nie m闚i貫m, 瞠 potwory istniej�? - odezwa� si� Micha�, kt鏎y sta� za moimi plecami. Ju� drugi raz tego dnia wystraszy� mnie. A� podskoczy貫m. - Chcia貫� dla mnie z豉pa� potwora, prawda? - patrzy� mi w oczy szczerze wierz鉍, 瞠 �wiat pe貫n jest ukrywaj鉍ych si� przed lud�mi dziwol鉚闚. - Nie - pokr璚i貫m g這w�. - Wiem! - podni鏀� palec wskazuj鉍y do g鏎y. - W tym zamku s� duchy - wyszepta�. - Ka盥y zamek ma swoj� legend� - przytakn像em. - Chod�my! - B璠ziemy si� bawi�? - Tak - nie mog貫m z豉ma� danego s這wa. Nast瘼ne dwie godziny up造n窸y pod znakiem wyprawy krzy穎wej i znowu moi Saraceni uciekli w pop這chu. Oko這 osiemnastej postanowi貫m zej�� z Micha貫m na kolacj�. Na korytarzu poczu貫m s豉by zapach perfum. Zapami皻a貫m, 瞠 identycznego, intensywnego, egzotycznego i pachn鉍ego �wie篡m melonem u篡wa豉 blondynka. Mo瞠 mia豉 pok鎩 w tym samym skrzydle co ja? Przeszli�my przez empor� w sali rycerskiej, do skrzyd豉 po逝dniowego i do g堯wnej klatki schodowej. Po chwili byli�my w jadalni. Tym razem by造 tu jeszcze dwie osoby. Jedn� z nich by豉 blondynka. Drug� trzydziestopi璚ioletni m篹czyzna o kruczoczarnych w這sach, wysportowanej sylwetce, uwa積ym spojrzeniu piwnych oczu i u�miechu, kt鏎y rozbraja� wszystkie kobiety. Ubrany by� w sportow� ciemnoszar� marynark�, eleganck� koszul� w delikatn� krat� i pantofle z czarnej sk鏎y. Na jednym z palc闚 mia� sygnet, kt鏎y przyku� moj� uwag�. - Dobry wiecz鏎, smacznego! - uk這ni貫m si� obecnym i widz鉍, 瞠 ani blondynka w jednym rogu ani brunet w drugim nie zapraszaj� mnie do siebie, usiad貫m z Micha貫m przy stoliku pod oknem. Z這篡貫m zam闚ienie i opowiada貫m Micha這wi o rycerskim pojmowaniu honoru. Problem ten wynik�, gdy w zabawie zaproponowa貫m Micha這wi wypuszczenie moich wojownik闚 z jego niewoli za �dane s這wo�. Opowiadaj鉍 robi貫m ch這pcu kanapki. Niby przypadkiem zrzuci貫m na pod這g� widelec. Zadzwoni� o posadzk�. Blondynka i brunet zerkn瘭i na mnie i ich spojrzenia zetkn窸y si� z moim. Natychmiast odwr鏂ili wzrok. Micha� pokiwa� g這w� na znak, 瞠 zrozumia�. Sko鎍zyli�my posi貫k i wstali�my od sto逝. Za nami wysz豉 blondynka. - Pan jest historykiem? - zagadn窸a mnie. - Nie. Czemu pani tak uwa瘸? - Tak 豉dnie pan m闚i� o rycerzach i o rzadkich w tych czasach warto�ciach moralnych. Masz m鉅rego tatusia - zwr鏂i豉 si� do Micha豉. - To nie jest m鎩 tata - odpar� ch這piec. Blondynka natychmiast spojrza豉 na mnie. Ukry貫m zmieszanie. - To m鎩 siostrzeniec - o�wiadczy貫m. - Aha - blondynka pokiwa豉 g這w�. Specjalnie szed貫m prosto do sali rycerskiej my�l鉍, 瞠 blondynka skr璚i na schody i nasza rozmowa zako鎍zy si�. - Lubi� chodzi� przez sal� rycersk�, a potem wraca� do siebie g鏎� - wyja�ni豉 z u�miechem. - Fajnie jest z wujkiem na wakacjach? - blondynka podpytywa豉 ch這pca. By貫m pewien, 瞠 misterny plan mojego pobytu incognito sypnie si� w豉�nie teraz. - Hmm - mrukn像 ch這piec zaj皻y ogl鉅aniem ogromnego kominka. - Co pana sprowadza na zamek? - Historia - odpar貫m. - Jestem cz這wiekiem zajmuj鉍ym si� ochron� mienia. Cz瘰to to ma這 ciekawa robota, �l璚zenie w papierach i takie tam... - k豉ma貫m. - Lubi� odwiedza� stare zamki, wie pani, ociera� si� o histori�... - Rozumiem - pokiwa豉 g這w�. Wolno wchodzili�my po schodach, a Micha� je liczy�. - Raz... dwa... trzy... - Lubi pan zagadki historyczne? - zapyta豉 mnie blondynka. - Cztery... pi耩... sze��... - Nie, nie mam g這wy do szarad i krzy鄴wek... - Siedem... osiem... dziesi耩... - Dziewi耩 - poprawi貫m ch這pca. - Lubi� mie� wszystkie dane. Mam raczej umys� �cis造. - Dziewi耩, dziesi耩... jedena�cie... dwana�cie... - Ma pan jednak dusz� romantyka - powiedzia豉 blondynka. - Dwana�cie... trzyna�cie... czterna�cie! - krzykn像 Micha�, gdy byli�my na naszym pi皻rze. - Z czego pani to wnosi? - zdziwi貫m si�. - U niekt鏎ych m篹czyzn to wida� - u�miechn窸a si�. - My tu mieszkamy - wskaza貫m na drzwi naszego pokoju. - Wiem, bo jak tu spacerowa豉m, to s造sza豉m odg這sy zaci皻ej bitwy... - roze�mia豉 si�. - Do widzenia, rycerze. Strze盧ie si� bia貫j damy! - powiedzia豉 znikaj鉍 za zakr皻em. - Jak pani ma na imi�? - odwa篡貫m si� zapyta�. - Izabela - us造sza貫m. ROZDZIA� TRZECI TELEFON OD MAΔOSI � OKO SZPIEGOWSKIEJ KAMERY � NOCNY SPACER PO ZAMKU � TAJEMNICZE ZNIKNI犴IE WxMYWACZA � WYPRAWA PO MIKROSKOP � PRZYJAZD MOJEJ �NARZECZONEJ� Pozwoli貫m Micha這wi obejrze� w telewizji dobranock�. Potem kilka minut uwagi po�wi璚i貫m najwa積iejszym wydarzeniom w kraju i na �wiecie. Le瘸貫m na 堯磬u, a obok w fotelu przy stoliku siedzia� Micha�. Na kartce wyrwanej z mojego notatnika rysowa� jakie� tajemnicze znaki. Nagle zadzwoni� m鎩 telefon kom鏎kowy. - Halo? - odezwa貫m si�. - Pawe�, gdzie ty jeste�?! Gdzie jest Micha�?! Jak mog貫� mi to zrobi�? - krzycza豉 moja s零iadka, pani Ma貪osia. - Ale... - Nie ma 瘸dnego �ale�. Masz mi go zwr鏂i�, teraz, natychmiast. Jak mog貫� wyjecha� z nim z Warszawy! - Musia貫m... - Co to znaczy �musia貫m�?! Prosi豉m ci�! Przyje盥瘸m, dzwoni� do twoich drzwi, a tam cisza. S零iadka z naprzeciwka powiedzia豉, 瞠 jak zwykle nagle wyjecha貫� i wr鏂isz nie wiadomo kiedy. Jak mo瞠sz wpl靖ywa� w to wszystko Micha豉?! - W nic go nie wpl靖uj�! - przerwa貫m jej wyw鏚. - Wyjecha豉� nie zostawiaj鉍 nawet swojego numeru telefonu - te� zwraca貫m si� do niej na �ty�. - Nie powiedzia豉�, gdzie mam ci� szuka�, o rodzicach Micha豉 nie wspominaj鉍. Mia貫m go podrzuci� jeszcze komu�? Chcesz z nim porozmawia�? - Tak. Poda貫m telefon Micha這wi. Ten kr鏒ko odpowiada� na pytania dotycz鉍e jego samopoczucia. Z jego opowie�ci wynika這, 瞠 ch這piec czuje si� dobrze, nie jest g這dny i �z wujkiem poluje na potwory� oraz 瞠 �wujek pozna� 豉dn� pani��. Gdy Micha� odda� mi telefon, po drugiej stronie s造sza貫m tylko oddech pani Ma貪osi. - Jak widzisz, ch這pcu nic nie grozi - t逝maczy貫m. - Nie mog� si� na razie st鉅 ruszy�, odwie�� ci Micha豉. Uwa瘸m, 瞠 mo瞠sz przyjecha� tu po niego, ale i tak trzeba by這by to rozegra� m鉅rze, bo... - Jutro przyjad� i wtedy porozmawiamy - powiedzia豉 roz章czaj鉍 si�. - Jutro przyjedzie po ciebie ciocia Ma貪osia - wyja�ni貫m Micha這wi. - Czy ja st鉅 wyjad�? - Tak. - A ty zostajesz? - Tak. - Ja te� chc� zosta�... - w k鉍ikach oczu momentalnie pojawi造 si� krople 貫z, a usta u這篡造 si� w podk闚k�. - Tylko bez p豉czu! - ostrzegawczo unios貫m palec wskazuj鉍y. - Szanta瞠m nic tu nie zdzia豉sz. Musimy zaplanowa� akcj� przekonania cioci, 瞠by� tu zosta�... razem z ni�. - Dobrze - wyszepta� Micha�. Pomog貫m mu rozebra� si�, wyk雷a� pod prysznicem i potem zagna貫m go do 堯磬a. Musia貫m przeczyta� mu bajeczk� i dopiero gdy oko這 dwudziestej pierwszej zasn像, mog貫m zaj寞 si� prac�. Zastanawia貫m si�, gdzie ukry� kryszta趾i otrzymane od Andrzeja. Zajrza貫m za obudow� parapetu, sprawdzi貫m tapicerk� foteli - nie mog貫m zdecydowa� si� na dobre miejsce. W szklanej rurce nie by造 wcale bezpieczne. W�r鏚 zabawek Micha豉 by豉 skrzynia na rycerskie skarby. Zamykane na haczyk pude貫czko by這 o po這w� mniejsze od pude趾a zapa貫k - w sam raz by pomie�ci� kryszta趾i, kt鏎e najpierw przesypa貫m do niewielkiej foliowej torebki. Potem skrzyneczk� ustawi貫m w�r鏚 moich Saracen闚 na p馧ce. Przez cichy szmer g這s闚 filmu w telewizji dos造sza貫m ciche skrzypni璚ie desek na korytarzu. Natychmiast usiad貫m w fotelu i udawa貫m zaj皻ego ogl鉅aniem filmu. Gdy za drzwiami zapanowa豉 pe軟a napi璚ia cisza, zacz像em udawa� przysypiaj鉍ego widza. Opu�ci貫m g這w�, przymkn像em oczy, ale spod powiek uwa積ie obserwowa貫m drzwi. Wydawa這 mi si�, 瞠 s造sz� oddech cz這wieka stoj鉍ego za progiem mojego pokoju. Wtedy przez szpar� tu� przy pod這dze kto� wsun像 do wn皻rza niewielki wziernik, cieniutki, dwumilimetrowej �rednicy w嘀 z kamer� na g堯wce. Obserwator po drugiej stronie m鏬� widzie�, co si� dzieje w pokoju. Oko kamery obraca這 si�, a� zosta這 wycelowane w moj� stron�. Zamar這 na chwil� i elektroniczny w嘀 wycofa� si�. Jeszcze raz skrzypn窸a pod這ga, ale nie us造sza貫m zgrzytu zawias闚 do klatki schodowej. Oznacza這 to, 瞠 nocny w璠rowiec przyszed� ze skrzyd豉 po逝dniowego, gdzie mieszka豉 Izabela. Ciekawi這 mnie jeszcze, czy nieznany mi brunet by� tym kim�, kto mnie �ledzi� przez ca造 dzie�. Raczej nie. Gdy wygl鉅a貫m przez okno i gdy szed貫m po mo�cie, widzia貫m czyj�� blad� twarz, a brunet chyba na brak s這鎍a nie narzeka�. Odczeka貫m p馧 godziny, wy章czy貫m telewizor, zgasi貫m �wiat這 篡randola zostawiaj鉍 sam� lampk� na szafce obok 堯磬a i poszed貫m do 豉zienki. Po szybkiej k雷ieli, co jaki� czas zerkaj鉍 w kierunku drzwi, otworzy貫m sw鎩 worek. Wpierw wyj像em dwie kr鏒kofal闚ki. ζdowa貫m je przed wyjazdem, ale i tak sprawdzi貫m stan akumulator闚. Jedno urz鉅zenie ustawi貫m przy 堯磬u Micha豉, drugie ze s逝chawk� wetkni皻� w ucho chcia貫m zabra� ze sob�. Gdyby ch這piec zbudzi� si�, natychmiast wr鏂i豚ym do pokoju. Widzia貫m reklamy podobnych urz鉅ze� dla m這dych matek. Nast瘼nie za這篡貫m specjalny czarny kombinezon. By� to prezent od znajomego, kt鏎y w Wielkiej Brytanii zajmowa� si� produkcj� tego typu stroj闚. Wykonane ze specjalnych w堯kien nie odbija造 �wiat豉, dzi瘯i temu w ciemno�ciach mog貫m sta� si� �niewidzialny�. Podobno kombinezon pozwala� te� ukry� si� przed s豉bszymi typami noktowizor闚 i rozprasza� cz��� promieniowania cieplnego cia豉 cz這wieka. Dlatego posiadacz czujnika dzia豉j鉍ego w podczerwieni m鏬� mnie zobaczy� jedynie jako nieokre�lone �r鏚這 s豉bego ciep豉. Str鎩 ten mia� kieszenie boczne na spodniach, specjalny pas z saszetkami na drobne wyposa瞠nie, kaptur, mask� na twarz i ochraniacze na obuwie. Wzi像em jeszcze dwie latarki: czo堯wk� i zwyk章. Po這篡貫m si� na 堯磬u i zerkaj鉍 na fosforyzuj鉍e wskaz闚ki zegarka intensywnie my�la貫m. Oko這 p馧nocy Micha� wykona� w璠r闚k� do mojego 堯磬a. Po這篡� si� obok mnie i zasn像. Wiedzia貫m, 瞠 od tej pory mam oko這 godziny do czasu ponownego przebudzenia ch這pca. W章czy貫m radiostacj� i zostawi貫m j� przy 堯磬u. Ostro積ie otworzy貫m drzwi i wyjrza貫m na ciemny korytarz. W worku mia貫m te� noktowizor, ale gdy istnia豉 mo磧iwo��, 瞠 kto� nagle mo瞠 o�lepi� mnie zwyk章 latark�, wola貫m nie bra� tego urz鉅zenia. Zamkn像em pok鎩 na klucz. W s逝chawce s造sza貫m ca造 czas r闚ny oddech �pi鉍ego ch這pca. Skulony zakrad貫m si� do klatki schodowej z kr璚onymi schodami. Tu odkry貫m, dlaczego nie s造sza貫m skrzypni璚ia zawiasu. Jedno ze skrzyde� by這 odchylone i zablokowane specjaln� stopk�. Cofn像em si� do korytarza i przeszed貫m obok lustra. To by這 dziwne uczucie, gdy ledwo dostrzeg貫m swoje odbicie. Wyjrza貫m nad barierk� empory. W sali rycerskiej pali造 si� pojedyncze 瘸r闚ki wmontowane w kandelabry. Panowa豉 cisza. Skrada貫m si� dalej, st雷aj鉍 po wys逝穎nym czerwonym chodniku. Po prawej mia貫m okna wychodz鉍e na dziedziniec. Wyjrza貫m przez nie. W drzwiach prowadz鉍ych do kawiarenki mign像 cie� sylwetki Izabeli. Dziwne, mog豉 przecie� doj�� tam przez empor�, na kt鏎ej by貫m, i klatk� schodow� obok mojego pokoju. Na kamieniach dziedzi鎍a ze studni� dostrzeg貫m 瘸rz鉍y si� punkcik. A wi璚 pali豉 papierosa, tylko czemu akurat tam? Dopiero teraz zerkn像em na przeciwleg章 �cian� dziedzi鎍a. By� tam kru瞟anek obronny, na kt鏎ym kto� sta�! Znowu ujrza貫m blad� twarz, a spojrzenie dziwnego osobnika skierowane by這 na okno, przez kt鏎e zerka貫m. Nie m鏬� mnie dostrzec, ale pewnie zauwa篡� poruszenie firanki. By貫m ciekaw, co teraz zrobi. On ruszy� w d馧 po schodkach, otworzy� drzwi w rogu i znikn像 mi z oczu. W tym czasie przez otwarte drzwi sali rycerskiej s造sza貫m, jak Izabela wchodzi豉 po kr璚onych schodach. Zaraz mia豉 wej�� na moje pi皻ro i po emporze przej�� do swojego pokoju. Na balkonie gdzie sta貫m, przy wej�ciu do skrzyd豉 po逝dniowego, by� k鉍ik klubowy ze sto貫m i fotelami. Tam w ciemno�ciach mog貫m si� skutecznie ukry�. Izabela mija豉 ju� wielkie lustro, gdy sta貫m przy fotelach. Wtedy w sali rycerskiej zobaczy貫m, jak otwieraj� si� drzwi na lewo od g堯wnego wej�cia - na wprost wielkiego kominka. Wyszed� z nich wysoki, szczup造 cz這wiek w czarnym ubraniu. Stan像 w rogu obok drzwi do klatki schodowej i czeka�. Ukl瘯n像em. S造sza貫m kroki Izabeli. Przesz豉 dwa metry ode mnie nawet nie zerkaj鉍 w moj� stron�. W ciemno�ciach, widz鉍 tylko jasn� plam� �wiat豉 przy wej�ciu do jej pokoju, nie mog豉 mnie zauwa篡�. Gdy znikn窸a mi z oczu, ostro積ie wyjrza貫m zza balustrady. Tajemniczego osobnika nie by這! W s逝chawce us造sza貫m szcz瘯 otwieranych drzwi i czyje� kroki. Kto� by� w moim pokoju, gdzie spa� Micha�! Wsta貫m i pobieg貫m do korytarza. W豉mywacz us造sza� moje kroki i zobaczy貫m tylko jego szczup章 sylwetk� znikaj鉍� w drzwiach na klatce schodowej. Ruszy貫m jego tropem. Zamkn像 za sob� drzwi i znowu zastosowa� t� sztuczk�! Gdy otwiera貫m je, one skrzypia造, on zamiera� w bezruchu. Tym razem moim sprzymierze鎍em okaza� si� jasno �wiec鉍y ksi篹yc zagl鉅aj鉍y swymi trupiobladymi promieniami przez okna. Poni瞠j na por璚zy zauwa篡貫m cie�. Skoczy貫m w jego kierunku. Bieg貫m pokonuj鉍 po kilka stopni na raz. Uciekinier wbieg� do sali rycerskiej i znikn像 za drzwiami na wprost g堯wnego wej�cia. Musia� mie� klucze do wszystkich drzwi! Szarpn像em za klamk�. Znalaz貫m si� w ogromnej sali wy這穎nej boazeri� z marmurow� posadzk�, nowoczesnymi sto豉mi i krzes豉mi ustawionymi w podkow�. Nikogo tu nie by這 i nie by這 te� innego wyj�cia. By造 drugie drzwi prowadz鉍e do sali rycerskiej, ale zamkni皻e, bez klamki. Ostro積ie sprawdza貫m komnat� ogl鉅aj鉍 si� za siebie, by nie wpa�� w zasadzk�. By這 pusto! Nie by這 innego wyt逝maczenia jak to, 瞠 w tej sali by這 tajemne przej�cie lub skrytka. W jednej z saszetek na pasie mia貫m ma貫 pude趾o specjalnego proszku u篡wanego przez policj� do barwienia przedmiot闚. By� on niewidoczny, dop鏦i nie pad這 na niego �wiat這 ultrafioletowe. Wyszed貫m z sali i rozsypa貫m go na progu i przed wej�ciem. Potem pobieg貫m do pokoju. Znalaz貫m si� w swoim 堯磬u w sam� por�, bo Micha� z zamkni皻ymi oczami wyci鉚ni皻� r瘯� sprawdza�, czy jestem gdzie� obok niego. Szybko usn像em, zas逝chany w nocne odg這sy zamku. Przejmuj鉍a zachowaniem lokator闚 budowla milcza豉 u�piona, jakby zaskoczona dziwnymi wydarzeniami. Cz這wiek, kt鏎y go�ci� w moim pokoju i kt鏎ego goni貫m po schodach, skrad� tub� z - na szcz��cie - pust� rurk�. Nigdy nie mia貫m problem闚 z wczesnym wstawaniem, ale gdy nabra貫m ochoty pospa� na przyk豉d do si鏚mej albo 鏀mej, to tak robi貫m. Nie by這 to mo磧iwe z Micha貫m. Obudzi� mnie o sz鏀tej. - Co to jest? - zapyta� przecieraj鉍 oczy i patrz鉍 na radiostacj�. - Musia貫m wczoraj wyj��, gdy spa貫�, i zostawi貫m to urz鉅zenie, 瞠bym wiedzia�, czy nie potrzebujesz mojej pomocy - wyja�nia貫m. - Nast瘼nym razem gdy mnie nie b璠zie, a znajdziesz to obok siebie, naci�niesz ten zielony guzik i b璠ziesz m闚i� do tej siatki u g鏎y. To mikrofon. Ja zaraz wszystko b璠� s造sza� w swojej radiostacji. Ch這piec zafascynowany patrzy� na sprz皻. - Zrobimy pr鏏� generaln�? - zaproponowa貫m. - Wyjd�, a ty za chwil� co� powiesz. Jak sko鎍zysz m闚i�, musisz pu�ci� guzik. Jasne? - Jasne - ch這pak ucieszy� si� z nowej zabawy. Za這篡貫m d磨nsy i koszul�, zabra貫m ze sob� radiostacj� i lampk� ze �wiat貫m ultrafioletowym. Zszed貫m klatk� schodow� do sali rycerskiej. - Halo, halo! - Micha� krzycza� do kr鏒kofal闚ki. - S造sz� ci� dobrze, zaraz wracam - odpowiedzia貫m do swojego mikrofonu. - Co m闚i貫�?! - Zaraz wracam. - Aha, dobrze. W tym czasie w章czy貫m lampk� ze �wiat貫m ultrafioletu. O dziwo, nie by這 瘸dnych �lad闚! Liczy貫m, 瞠 z這dziej wdepnie w moj� pu豉pk� i zaprowadzi mnie do swojego pokoju. On jednak tajnym przej�ciem dosta� si� tam gdzie chcia�. Wr鏂i貫m do siebie. By貫m pewien, 瞠 opr鏂z Izabeli i bruneta jest trzeci lokator zamku, kt鏎y mnie obserwowa�; to zapewne on podgl鉅a� mnie przy pomocy elektronicznego urz鉅zenia i wtedy dostrzeg� tub� le蕨c� na szafce. Je瞠li mia� jakikolwiek zwi頊ek z tajemnicami zamku Czocha, to wiedzia�, czym s� te kryszta趾i i uwa瘸� mnie za przeciwnika. Zaryzykowa� i chcia� tej nocy skra�� te dziwne mikrofilmy. Dlaczego odwa篡� si� wej�� do pokoju? Bo domy�li� si�, 瞠 to ja jestem w okolicach sali rycerskiej i musz� ukry� si� przed Izabel�. By� szybki, przewiduj鉍y i doskonale zna� zamek. Nie pozosta這 mi nic innego jak zmieni� uk豉d si� i pozna� tego dziwnego osobnika. Wpierw musia貫m zaj寞 si� kryszta趾ami. Upewni貫m si�, czy wci嘀 bezpiecznie spoczywaj� w�r鏚 zabawek Micha豉. Potem ubra貫m Micha豉 i wyszed貫m z nim na spacer wok馧 zamku. Kucharka dopiero zacz窸a przygotowania do �niadania. Recepcjonistka zm璚zonym wzrokiem �ledzi豉 tabelki w zeszycie. Na mo�cie min瘭i�my siwego m篹czyzn� o pogodnym spojrzeniu i ujmuj鉍ym u�miechu. Pewnie by� dyrektorem hotelu, bo przywita� nas, zapyta�, jak si� spa這 i na kt鏎� chcemy �niadanie. Wyszli�my z terenu zamku i ruszyli�my na obch鏚 �cie磬� doko豉 mur闚. Szli�my w kierunku Jeziora Le�nia雟kiego. Gdy byli�my u st鏕 p馧nocnego skrzyd豉, gdzie nocowali�my, zerkn像em do g鏎y. Okna naszego pokoju znajdowa造 si� ponad dwadzie�cia metr闚 nad nami. Ch這piec troch� si� zm璚zy� i usiedli�my na zwalonym pniu na skarpie nad brzegiem jeziora. - Czy w takich zamkach by造 ukryte skarby? - zapyta� mnie Micha�. - By造. - A tajne przej�cia? - Pewnie te�. - A gdzie by造 skrytki ze skarbami? - W r騜nych miejscach, najcz��ciej w piwnicach. - A czemu rycerz postawi� tutaj zamek? - Bo to dobre miejsce. Widzia貫�, 瞠 zamek stoi na skale? - Hmm - ch這piec pokiwa� g這w�. - Kiedy� by豉 tu rzeka Kwisa, kt鏎a po wybudowaniu tamy zamieni豉 si� w jezioro. Zamek wybudowano w pierwszej po這wie XIII wieku i jego w豉�cicielem by� czeski kr鏊 Wac豉w II. - To tu mieszka� kr鏊? - Mo瞠 kiedy� odwiedzi� to miejsce. P��niej, w 1264 roku przekaza� zamek biskupstwu mi�nie雟kiemu, kt鏎e jako kasztelana, dow鏚c� zamku, umie�ci這 tu Hinka von Lesna, potem zamek mia� wielu w豉�cicieli - szybko zako鎍zy貫m opowie�� widz鉍, 瞠 jest to jeszcze za trudne dla ch這pca. - Idziemy na �niadanie? - Tak. Po p馧godzinie dotarli�my do jadalni. Byli�my tam jedynymi konsumentami. - Reszta go�ci wyjecha豉? - zapyta貫m pani� Zosi�. - Nie wiem, jeszcze nikt nie schodzi� na �niadanie - odpowiedzia豉. Widzia貫m, jak na zapleczu szykowa豉 tac� z jedzeniem. Wszystko przykry豉 lnian� �ciereczk� i wysz豉. Bardzo mnie interesowa這, dla kogo by這 to jedzenie, ale nie chcia貫m okaza� si� zbyt w�cibskim. Po posi趾u poszli�my do pokoju po ma造 plecak na zakupy, a potem zeszli�my do recepcji. Szkatu趾� zostawi貫m w�r鏚 rycerzy, bo by貫m pewien, 瞠 nikt jej nie ukradnie - wygl鉅a豉 tak niepozornie. Pani Agnieszki nie by這 w pokoju pracownik闚 hotelu. - Czy zapowiedzia造 si� na dzi� jakie� wycieczki? - zapyta貫m recepcjonistk�. - Pytam, bo chcia貫m wreszcie zwiedzi� zamek, a jak widz�, bez wycieczki nie da rady. - No nie - pracownica hotelu u�miechn窸a si�, staraj鉍 si� w ten spos鏏 wynagrodzi� mi nieco dziwne zachowanie przewodniczki. - Nie wiem, czy kto� przyjedzie. Obiecuj� panu, 瞠 je�li nie uda si� panu w dzie� zwiedzi� zamku, to osobi�cie oprowadz� pana wieczorem. Dzi� jest zreszt� �Wiecz鏎 rycerski� - mo瞠 si� pan przy章czy? - A na czym polega to spotkanie? - Zapraszamy na nie wszystkich go�ci hotelowych, kt鏎zy tego dnia u nas nocuj�. Razem z pracownikami ucztuj� i bawi� si�. - Przyjdziemy - zapewni貫m. - Czy jest tu wypo篡czalnia rower闚? - zapyta貫m. - Tak. - A znalaz豚y si� taki z fotelikiem dla tego obywatela? - wskaza貫m Micha豉 zapatrzonego w makiet� zamku. - Chyba mamy taki... Dziewczyna poprosi豉 pani� Zosi�, by na moment zast雷i豉 j� za kontuarem w recepcji. Poprowadzi豉 mnie przez sal� rycersk�, klatk� schodow� w d馧 przez drzwi do kawiarenki, boczn� bram� na dziedziniec, schody na dolny dziedziniec i do piwnicy poni瞠j kru瞟ank闚 obronnych na p馧nocy. Podziemia mia造 sklepienie kolebkowe i sk豉da造 si� z dw鏂h pomieszcze�. G喚biej by造 p馧ki z r騜nymi gratami i sterta desek w k鉍ie, bli瞠j wej�cia stojaki z rowerami, cz��ciami zapasowymi do nich i osprz皻em. Dosta貫m kaski dla siebie i Micha豉, sprawdzi貫m mocowanie specjalnego fotelika umieszczonego za siode趾iem w miejscu baga積ika. - Co tu wcze�niej by這? - zapyta貫m. - Podobno jedna ze zbrojowni - odpowiedzia豉. - Tam - wskaza豉 masywne drzwi - podobno by造 magazyny na proch. - Mo積a zwiedza� piwnice? - Mo積a, ale tylko z dyrektorem. Podzi瘯owa貫m recepcjonistce szerokim u�miechem i wyprowadzi貫m rower na dolny dziedziniec. Gdy obok zabudowa� dawnego folwarku zacz像 si� asfalt, posadzi貫m Micha豉 w foteliku. Dalej prowadzi貫m pojazd id鉍 obok. Zauwa篡貫m na podje�dzie forda Izabeli i jeszcze dwa auta: eleganckiego mercedesa i sportow� alf� romeo. By貫m pewien, 瞠 alfa romeo nale篡 do bruneta, a mercedes do tajemniczego osobnika, kt鏎y zakrada� si� do mojego pokoju. Uk這ni貫m si� stra積ikowi pikluj鉍emu bramy. - Gdzie jedziemy? - zapyta� mnie Micha�, gdy usiad貫m na siode趾o. - Do Le�nej - odpowiedzia貫m. - Dlaczego? - Musimy co� kupi�. - Dla mnie? - Tak - odpowiedzia貫m z u�miechem. Pow鏚 mej rado�ci by� jeszcze jeden. Cieszy貫m si�, 瞠 wpad貫m na pomys� z rowerem. Droga do Le�nej, z g鏎ki up造n窸a mi bardzo szybko, a z powrotem nawet gdybym nie dawa� rady peda這wa�, to ch這piec i tak jecha� nie m璚z鉍 si�. Na pierwszej krzy鄴wce skr璚i貫m w kierunku centrum, ku wie篡 ko�cio豉 widocznej z daleka. Rynek z ma造m, ale uroczym, siedemnastowiecznym ratuszem i dziewi皻nastowiecznymi kamieniczkami podcieniowymi w jednej z pierzei, wygl鉅a� dobrotliwie i zach璚a� do postoju. Nie by這 jeszcze dziesi靖ej, kiedy otwierano sklep z zabawkami, wi璚 musia貫m poczeka� z Micha貫m na jednej z 豉weczek ko這 ratusza. W kiosku kupi貫m tygodnik spo貫czno-polityczny, przyrz鉅y do piel璕nacji paznokci, a Micha這wi ksi嘀eczk� z historyjk� obrazkow�. Obaj zatopili�my si� w lekturze. Niespodziewanie k靖em oka dostrzeg貫m mercedesa, tego samego, kt鏎y sta� na podje�dzie przed zamkiem. Objecha� rynek i skr璚i� w jedn� z uliczek. Za kierownic� siedzia� szczup造 m篹czyzna ubrany w czarn� koszul�. Jednak najbardziej charakterystycznym elementem jego osoby by豉 blada twarz niczym maska, orli nos, ponure spojrzenie. Czarne kreski brwi zbiega造 si� rysuj鉍 r闚n�, gro�n� lini�. Przypomnia� mi si� wizerunek Tomasa de Torquemady, hiszpa雟kiego inkwizytora z XV wieku, kt鏎y widzia貫m w jednej z ksi嘀ek. Torquemada - tak przezwa貫m w my�lach kierowc� mercedesa - min像 nas, nawet nie zerkaj鉍 w naszym kierunku. Mo瞠 dlatego, 瞠 byli�my troch� ukryci przez zaparkowane przy chodniku samochody i przechodni闚. Gdy otwarto sklep, zostawi貫m rower przed wystaw�, by mie� go na oku, a z Micha貫m wszed貫m do �rodka. Ch這piec by� zafascynowany kolorowym �wiatem i patrzy� na p馧ki z szeroko otwart� buzi�. - Popatrz, co by ci si� podoba這 - zach璚a貫m ch這pca. Gdy Micha� poszed� mi璠zy p馧ki, zaj像em si� zakupami. - Mikroskop - poprosi貫m sprzedawc�. Spojrza� na mnie zdziwiony. - Pan jest turyst�? - zapyta� podaj鉍 niewielkie urz鉅zenie. - Tak, a czemu pan pyta? - Ten mikroskop stoi tu od pi璚iu lat i nikt go nie chcia� kupi�. Ju� chcia貫m przekaza� go w prezencie dla szko造, a� tu nagle pan to kupuje... - Cicho - po這篡貫m palec wskazuj鉍y na ustach. - To niespodzianka dla tego m這dzie鎍a - wskaza貫m ch這pca. - Rozumiem - sprzedawca pokiwa� g這w�. Szybko zapakowa� mikroskop, a ja schowa貫m go do plecaka i zap豉ci貫m. - Wybra貫� ju� co�? - zwr鏂i貫m si� do ch這pca. - Tak, to - wskaza� na teczk� zawieraj鉍� przybory rysunkowe, blok z kartkami i niewielk�, rozk豉dan� sztalug�. - B璠ziesz malowa�? - zdziwi貫m si�. Sprzedawca zaciera� r璚e zadowolony z utargu. Z nieco kwa�n� min� zafundowa貫m ch這pcu wybrany przez niego prezent. Wsiedli�my na rower i rozpocz瘭i�my mozolny powr鏒 na zamek. Micha� zadowolony �piewa� piosenki z przedszkola, a ja pcha貫m nasz pojazd pod g鏎k�. Gdy dotar貫m na zamek, by貫m zlany potem. Posmutnia貫m widz鉍 cinquecento pani Ma貪osi. Jej obecno�� oznacza豉 kolejn� niepotrzebn� mi awantur�. - Patrz, ciocia Ma貪osia przyjecha豉 - pokaza貫m ch這pcu samoch鏚. Micha� pobieg� przodem po mo�cie do zamku, a ja zm璚zony prowadzi貫m rower. Zostawi貫m go przy wej�ciu. Gdy naciska貫m klamk�, drzwi otworzy造 si� z hukiem, na schody wyskoczy豉 pani Ma貪osia i bezpardonowo spoliczkowa豉 mnie. Sta貫m jak sparali穎wany. Micha� te� patrzy� przestraszony na t� scen�. Pani Ma貪osia rzuci豉 si� na ch這pca i przytuli豉 go. - Musimy porozmawia� - powiedzia豉 do mnie. Gestem pokaza貫m na altank� po drugiej strony fosy, sk鉅 prowadzi貫m ostatni� rozmow� telefoniczn� z panem Tomaszem. Przeszli�my tam, a Micha� opowiada� cioci o swoich prze篡ciach na zamku. - Kim pan w豉�ciwie jest? - zapyta豉 mnie pani Ma貪osia, gdy Micha� sko鎍zy� opowiadanie i zaj像 si� ksi嘀eczk�. - My�la豉m, 瞠 jako muzealnik jest pan bardziej odpowiedzialny... - Czy odpowiedzialne ze strony mamy Micha豉 i pani by這 zostawienie go bez informacji o... - Wiem, o co chodzi - pani Ma貪osia machn窸a r瘯�. - Wiem i przepraszam. Sama wpakowa豉m si� w t� kaba喚. Co pan tu robi? - Oficjalnie wypoczywam z siostrze鎍em. - A nieoficjalnie? - Przykro mi, to tajemnica s逝瘺owa - bezradnie roz這篡貫m r璚e. - Muzealnik z tajemnic� - prychn窸a pani Ma貪osia. - Tak, to prawda - odpar貫m z powag�. - To ciekawe - s零iadka u�miechn窸a si� ironicznie. - Chyba musimy si� rozsta�. Im pr璠zej, tym lepiej. - Niestety, jeszcze nie - mrukn像em. - Co?! Czemu?! - Potrzebuj� pani pomocy. Pani Ma貪osia wsta豉 z 豉weczki, podpar豉 si�, przekrzywi豉 g這w� niczym drapie積y ptak wpatruj鉍y si� w swoj� ofiar�. - To s逝cham... - powiedzia豉. M闚i貫m kilkana�cie minut, a pani Ma貪osia z ka盥� minut� mi瘯豉, jej wyraz twarzy stawa� si� 豉godniejszy. Do ko鎍a rozbroi這 j�, gdy pokaza貫m moj� legitymacj� s逝瘺ow�. Musia貫m opowiedzie� s零iadce o charakterze mojej pracy i zadaniu w zamku Czocha. - Poza jedn� osob� nikt mnie nie podejrzewa - ko鎍zy貫m. - To Micha� stworzy� mi idealny kamufla�. Pani przyjazd zaintryguje wiele os鏏, dlatego musimy gra�... par� narzeczonych. - Co? - B璠ziemy cioci� i wujkiem Micha豉. ROZDZIA� CZWARTY OGL主AM KLATKI FILM紟 W KRYSZTAΘACH � UROK KANADYJCZYKA � WIZYTA TORQUEMADY � REDAKTOR OD TAJEMNIC � ZWIEDZANIE ZAMKU � TAJNE PRZEJ�CIE � MUZA NIEZNANEGO MALARZA � RYCERSKA UCZTA � KRADZIE� SZKATUΘI Pani Ma貪osia d逝go nie mog豉 doj�� do siebie po propozycji, jak� jej z這篡貫m. - Uda� si� pani wyjazd do Szczecina? - zapyta貫m. Pokiwa豉 g這w�. - Teraz to ja potrzebuj� pani pomocy, dwa, g鏎a trzy dni - prosi貫m. - Przysi璕am, 瞠 nic tu pani nie grozi. - Jeszcze mia豉bym si� nara瘸� dla pana?! - odpowiedzia豉 oburzona. - Nie dla mnie, tylko dla dobra polskiej kultury... - zerkn像em na jej min� - ... Najpierw pani�, a w豉�ciwie ciebie, Ma貪osiu, musimy zakwaterowa�... - W tym samym pokoju? - przerwa豉 mi. - Naturalnie, tak by這by najlepiej... - Niedoczekanie twoje! - pogrozi豉 mi palcem. - Jestem porz鉅n� dziewczyn�. Wzi像em z jej samochodu baga瞠 i w recepcji dope軟i貫m formalno�ci zameldowania nowej lokatorki. Obs逝giwa� nas ten sam mi造 pan, kt鏎ego rano spotka貫m na mo�cie. Okaza這 si�, 瞠 by� to pan Zbigniew, wicedyrektor hotelu. - Pani� oczywi�cie dopisujemy do uczestnik闚 �Wieczoru rycerskiego�? - upewni� si�. - Tak - potwierdzi貫m. - Przed wieczorem b璠� oprowadza� ch皻nych po zamku. Czy pa雟two s� zainteresowani? - Oczywi�cie - ucieszy貫m si�. Zaprowadzi貫m Ma貪osi� do jej pokoju. Mia豉 zamieszka� przy korytarzu prowadz鉍ym na empor�, niedaleko Izabeli. Przenios貫m do niej rzeczy i zabawki Micha豉, ale wynegocjowa貫m u ch這pca, 瞠 moi Saraceni zostan� u mnie i b璠ziemy robi� wypady na ziemie, czyli pokoje przeciwnika. Skrzyneczka z kryszta趾ami zosta豉 wi璚 u mnie. Zamkn像em si� w pokoju, szpar� u do逝 drzwi zas這ni貫m r璚znikiem, zas這ni貫m okna, zapali貫m lampk� na szafce i wyj像em mikroskop z plecaka. Zestaw ma貫go badacza zawiera� urz鉅zenie wysoko�ci oko這 dwudziestu centymetr闚 z obiektywami powi瘯szaj鉍ymi 100, 200 i 450 razy. Do tego zapakowano jeden gotowy preparat, po kilka szkie貫k na preparat, przykrywek, fiolek, naklejek. Obejrza貫m gotowy preparat. By� to fragment skrzyd豉 muchy. Bardziej interesowa這 mnie to, 瞠 szkie趾o mia這 niewielkie wg喚bienie �rednicy oko這 sze�ciu milimetr闚, kt鏎e idealnie pasowa這 jako miejsce dla u這瞠nia kryszta趾闚. Zdj像em wi璚 przykrywk�, wyrzuci貫m u豉mek skrzyde趾a i starannie umy貫m szkie趾o i przykrywk�. Wytar貫m je do sucha. Przygotowa貫m przybornik do piel璕nacji paznokci, kt鏎y kupi貫m w Le�nej. Do wymytej popielniczki nala貫m odrobin� wody. Pincet� przenios貫m jeden z kryszta趾闚 do szkie趾a, zala貫m go kropl� wody przeniesion� na pilniczku i przykry貫m. Wsun像em taki preparat w uchwyty mikroskopu. Przystawi貫m go pod lampk�, ustawi貫m lusterko tak, by odbija這 �wiat這 pod sp鏚 preparatu. Poprawi貫m okular, nastawi貫m obiektyw powi瘯szaj鉍y 100 razy. W jasnym polu ujrza貫m brzeg obrazka. Poprawi貫m ostro�� i delikatnie przesun像em preparat. Zdj璚ia by造 tak ma貫, 瞠 najmniejszy ruch szkie趾iem preparatu powodowa� utrat� widoku. Zwi瘯szy貫m powi瘯szenie do 200. Teraz z mozo貫m, �ledz鉍 ma貫 fragmenty zdj耩, poznawa貫m ich tre��. W jednym kryszta趾u by這 pi耩 klatek. Obejrzenie ich zajmowa這 mi ponad dwadzie�cia minut. Wyprostowa貫m si� i przetar貫m zm璚zone oczy. Szybko policzy貫m, 瞠 mia貫m czterdzie�ci dwa kryszta趾i. Przejrzenie ich w takim tempie musia這by zaj寞 mi ca章 dob�. Musia貫m przecie� zachowywa� si� jak normalny turysta, chodzi� na posi趾i, obserwowa� reszt� mieszka鎍闚 zamku. W najlepszym razie poznanie zawarto�ci kryszta趾闚 powinno zaj寞 mi trzy dni, a przecie� nie mog貫m tylko na nich skupi� swojej uwagi. Kryszta貫k, kt鏎y ogl鉅a貫m, zawiera� fotografie miast. R闚ne szeregi bli�niaczo podobnych domk闚 i 篡wop這ty mog造 wskazywa�, 瞠 chodzi tu o Holandi�, a mo瞠 o Wielk� Brytani�. Zwa篡wszy, 瞠 na ulicach by造 transporty z alianck� broni�: z這穎nymi samolotami, czo貪ami na platformach - chodzi這 tu raczej o Angli�, najprawdopodobniej w okresie przed l鉅owaniem aliant闚 w Normandii. Nast瘼ny kryszta貫k zawiera� zdj璚ia ruin jakiego� miasta. Na jednej z klatek w tle widzia貫m charakterystyczn� sylwetk� wie篡 londy雟kiego Big Bena. Rozprostowa貫m ramiona i g喚boko nabra貫m powietrza. Nagle rozleg這 si� pukanie do drzwi. Szybko pakowa貫m mikroskop, chowa貫m kryszta趾i. - Kto tam?! - krzykn像em. - To ja - us造sza貫m g這s Micha豉. - Co robisz?! - Jestem w 豉zience! - k豉ma貫m, robi鉍 jednocze�nie porz鉅ki. - Mog� przyj�� do ciebie pobawi� si� rycerzami? - Jasne, za pi耩 minut? - zaproponowa貫m. - Tak! Biegn� po swoich 穎軟ierzy... Po korytarzu poni鏀� si� tupot ma造ch stopek. Sko鎍zy貫m sprz靖anie, ods這ni貫m okna, otworzy貫m drzwi i czeka貫m na progu. Ch這piec przybieg� po chwili z plecaczkiem pe軟ym krzy穎wc闚. Zabawa by豉 przednia, tylko jeden z rycerzy Micha豉 spad� z konia i zgubi� top鏎, kt鏎y wsun像 si� w szpar� pod wielkim meblem w k鉍ie pokoju mi璠zy oknem a wej�ciem do 豉zienki. Przypomina� on dziewi皻nastowieczny kredens i nie pasowa� do wyposa瞠nia pokoju, ale by� pojemny, wi璚 odpoczywaj鉍ym tu nie przeszkadza�. Chcia貫m go odsun寞, 瞠by wyj寞 top鏎. Mebel ani drgn像. Ze swojego baga簑 wyj像em trzydziestocentymetrow� linijk� i wsun像em j� pod mebel. Koniec linijki zahaczy� o co�, rozleg� si� stuk, a po chwili wysun像em top鏎 oblepiony wa貫czkami kurzu. - Mamy szcz��cie - mrukn像em. Zbli瘸豉 si� pora obiadu, wi璚 zako鎍zyli�my zabaw�. Rycerze zostali w moim pokoju. Poszli�my po cioci� Ma貪osi� i razem zeszli�my do jadalni. Pojawienie si� dziewczyny u mego boku porazi這 kelnerk� Zosi�, Izabel� i zainteresowa這 bruneta, kt鏎y pos豉� jej spojrzenie, w kt鏎e w這篡� ca造 sw鎩 urok osobisty. Ma貪osia nie by豉by prawdziw� kobiet�, gdyby nie zauwa篡豉 tego zachowania i nie udawa豉, 瞠 go nie dostrzega. Rozpocz窸a zalotn� gr�. - Masz by� moj� narzeczon� - szepn像em jej na ucho. Zby豉 t� uwag� milczeniem. Brunet, niczym torreador czerwon� p豉cht� wabi鉍y byka, posy豉� Ma貪osi kolejne u�miechy, a ta p這ni豉 si� niczym piwonia. Wszystko to z u�miechem ukrywanym za fili瘸nk� trzyman� w obu d這niach obserwowa豉 Izabela. Ka盥y k瘰 smacznego jad豉 stawa� mi w gardle, r鏀�, nie dawa� si� prze趾n寞. Pe軟a wsp馧czucia Zosia donosi豉 mi jedn�, potem drug� szklank� kompotu. Z ulg� przyj像em koniec obiadu. Ch這dno po瞠gna貫m Ma貪osi� przy drzwiach jej pokoju i poszed貫m do siebie. Po這篡貫m si� na tapczanie. Wreszcie mia貫m czas, by si璕n寞 po ksi嘀k�, w kt鏎ej opisano mi璠zy innymi histori� zamku Czocha. Kto� zapuka� do drzwi. - Prosz�! - powiedzia貫m my�l鉍, 瞠 to Micha�. Do �rodka wkroczy� Torquemada. By貫m tak zaskoczony, 瞠 pod�wiadomie skuli貫m si� na 堯磬u, rozgl鉅aj鉍 si� w poszukiwaniu drogi ucieczki. - Dzie� dobry - odezwa� si� po angielsku. - Mog�? - wskaza� na fotel. Skin像em g這w�. Teraz zauwa篡貫m, 瞠 ruchy, wyraz twarzy, zachowanie, postawa wskazywa造 na osob� niezwykle dystyngowan�. - Pan pali? - zapyta� wyjmuj鉍 poz豉can� papiero�nic�. - Nie. - Mog�? - m篹czyzna wyj像 d逝giego papierosa. - Prosz�. - Pozwoli pan, 瞠 si� przedstawi�. Nazywam si� Tomas de Paladine. Moja rodzina pochodzi z Hiszpanii. Teraz mieszkam w Niemczech. Na zlecenie pewnego cz這wieka zainteresowanego kupnem jakiej� rezydencji w Polsce mia貫m sprawdzi� obiekty na Dolnym �l零ku... - Ten kto� chce kupi� zamek Czocha? - zainteresowa貫m si�. - Mo瞠 te�. Nie uwierzy pan, ale ju� pierwszego dnia mia貫m zatrucie pokarmowe. Jestem pewien, 瞠 by這 to za spraw� tej blond pi瘯no�ci. Jedzenie by這 �wie瞠, wyszed貫m na chwil� z jadalni, potem wr鏂i貫m, doko鎍zy貫m kolacj�, a po kilkunastu minutach mia貫m rozstr鎩 穎章dka. Przez ca造 czas w jadalni by豉 madame Izabela. - Czemu mia豉by zatru� panu jedzenie? - Wzi窸a mnie za kogo� innego... Za jakiego� detektywa. Jestem zwyk造m prawnikiem, specjalist� od nieruchomo�ci. Interesowa貫m si� osob� madame Izabeli, tak samo jak i pa雟k�. Obserwowa貫m i j�, i pana. Wczoraj wieczorem dzwoni豉 do kogo� i rozmawia豉 stoj鉍 na dziedzi鎍u. M闚i豉, 瞠 na zamek przyjecha� jaki� facet i ona si� nim zajmie. Wie pan, sta貫m w cieniu i widzia貫m, jak obserwowa豉 j� jak�� posta� ubrana na czarno. Pewnie by� to ten brunet... Si章 woli zmusi貫m si� do zachowania oboj皻nej miny - jakbym nie wiedzia�, co naprawd� dzia這 si� w nocy. - Ale nie rozumiem... - zacz像em. - Nie trzeba nic rozumie� - Torquemada uni鏀� d這�. - Ile pan zarabia? - Chyba nawet nie mam �redniej krajowej... - Czy w Polsce stawka stu euro dziennie jest uczciw�? - Tak. - B璠� panu tyle p豉ci�. Pan za� zajmie si� obserwacj� tego bruneta. Zgoda? M鎩 klient jest bogatym cz這wiekiem, a odnosz� wra瞠nie, 瞠 zainteresowanie moj� osob� zwi頊ane jest w豉�nie z nim. Rozumie pan, 瞠 w takim momencie dobro klienta jest najwa積iejsze? - Naturalnie, ale jestem zmuszony panu odm闚i�. - Co?! Jest pan pierwszym Polakiem, kt鏎y odm闚i� mo磧iwo�ci zarobienia pieni璠zy. - To kwestia zasad, nie jestem szpiclem. Jestem uczciwym cz這wiekiem i obiecuj�, 瞠 je�li zauwa輳 co�, co mia這by zaszkodzi� panu lub pana klientowi, poinformuj� pana o tym. Torquemada sk這ni� mi si� i wsta�. - Mi這 mi pozna� cz這wieka obdarzonego... Przerwa這 mu pukanie do drzwi. Zaraz te� do �rodka wszed� brunet. - Przepraszam pan闚 - m闚i� po angielsku, ale s造cha� by這, 瞠 nie jest to jego naturalny j瞛yk. - Dyrektor zaprasza na zwiedzanie zamku, a potem na �Wiecz鏎 rycerski�. Trzeba si� od razu ciep這 ubra�. - P鎩d� si� przebra� - o�wiadczy� Torquemada i wyszed�. - Cze��, nazywam si� Marc Asperge - przedstawi� si� i poda� mi d這�. - Pawe� - odpowiedzia貫m �ciskaj鉍 jego d這�. - Ale sztywniak, co? - Marc wskaza� w kierunku drzwi, maj鉍 na my�li Torquemad�. - To prawnik, mo瞠 dlatego? Marc roze�mia� si� jak z dobrego dowcipu. - Masz racj�! Zbieraj si�, po drodze p鎩dziemy po dziewczyny. Kr璚i� si� po pokoju wsz璠zie zagl鉅aj鉍. D逝窺z� chwil� podziwia� kredens. W tym czasie na koszul� za這篡貫m sweter i wzi像em bluz�. Do kieszeni wsun像em kieszonkow� latark�. - Idziemy! - powiedzia貫m staj鉍 przy drzwiach. Marc wyszed� i poczeka� na mnie, a� zamkn像em drzwi. - Od dawna tu jeste�? - zapyta貫m go, gdy szli�my po emporze. - Od trzech dni. - Wypoczywasz? - Nie, poszukuj� hitlerowskich skarb闚. Nie spodziewa貫m si� takiej szczero�ci. - Jestem dziennikarzem zajmuj鉍ym si� badaniem historii - kontynuowa� Marc. - Na zlecenie redakcji mam przygotowa� cykl reporta篡 na temat miejsc na Dolnym �l零ku, gdzie hitlerowcy ukryli skarby. Sam wiesz, 瞠 musia貫m przyjecha� do Czochy. To dobry punkt wypadowy i ciekawy zamek. - Zgadza si� - przyzna貫m. Po chwili puka貫m do drzwi pokoju Ma貪osi. Dziewczyna z rumie鎍ami na twarzy pozna豉 si� z Kanadyjczykiem. Potem Marc zaprosi� do nas Izabel�. Na dole, przy recepcji czekali na nas pan Zbigniew, Torquemada, pani Agnieszka i m這dy m篹czyzna, kt鏎ego pierwszy raz widzia貫m na oczy. By� szczup造m blondynem o poci鉚貫j twarzy i s豉bym u�miechu tkwi鉍ym w k鉍ikach ust. - To pan Mariusz - przedstawi� go wicedyrektor. - B璠zie prowadzi� �Wiecz鏎 rycerski�. Spotkamy go p��niej na wieczerzy. Mariusz u�miechn像 si� do nas, mrukn像 �przepraszam� i wyszed� z zamku. - Nasz zamek powsta� w po這wie XIII wieku... - dyrektor zacz像 opowie��. M闚i� po angielsku, a Ma貪osia t逝maczy豉 Micha這wi najwa積iejsze kwestie. Na moment opu�ci貫m towarzystwo, by porozmawia� z recepcjonistk�. - Witam! - u�miechn像em si� do dziewczyny. - Prosz� mi powiedzie�, w kt鏎ych pokojach mieszkaj� panowie Tomas de Paladine i Marc Asperge? Chcia豚ym im zrobi� pewn� niespodziank�... - Nie wiem, czy ten Hiszpan ma ochot� na niespodzianki. - Co z tym jego zatruciem? - Nie wiem - dziewczyna wzruszy豉 ramionami. - Lekarz stwierdzi�, 瞠 to nic gro�nego. Tej samej nocy, jak przyjechali ci go�cie i pani Izabela, zginaj komplet kluczy do komnat. Znalaz� si� tego samego dnia, kt鏎ego pan przyjecha�. Obejrza貫m si� na wycieczk�, kt鏎a zmierza豉 w kierunku sali rycerskiej. - To w kt鏎ych pokojach oni mieszkaj�? - Hiszpan nad panem, a Kanadyjczyk nad pani� Izabel�. - Dzi瘯uj� - powiedzia貫m i do章czy貫m do grupy. - ... W 1306 roku zamek nale瘸� do rodziny von Biberstein i wtedy dokonano jego znacznej rozbudowy - opowiada� pan Zbigniew. - Wybudowano go na planie czworoboku i sk豉da� si� z tr鎩kondygnacyjnego budynku oraz masywnej wie篡. Po tym jak w 1319 roku ksi嘀� jaworski Henryk I opanowa� okoliczne tereny, warownia przesz豉 w jego r璚e. Tak by這 do 1346 roku, gdy zmar� ksi嘀� i upad這 ksi瘰two jaworskie. Zamek jako lenno znalaz� si� pod panowaniem Czech. Pod koniec XIV wieku jego w豉�cicielami by豉 rodzina Donyn. Podczas wojen husyckica zamek dwukrotnie oblegali powsta鎍y. W 1427 nie zdobyli go. W 1433 zaj像 go oddzia� Czirnina z Lipy. Wkr鏒ce odbi� go jego w豉�ciciel. W 1453 roku Czocha sta豉 si� w豉sno�ci� Kaspara von Nostitza. W 1525 roku Johann von Nostitz przebudowa� zamek. Wtedy warowni nadano renesansowy wygl鉅 i dobudowano kolejne skrzyd這. W163 9 roku Christian von Nostitz umocni� fortyfikacje zamkowe - w sam� por�, bo rok p��niej zamek oblegali szwedzcy dragoni, jednak bezskutecznie. W 1700 roku wdowa po Christianie sprzeda豉 zamek Johannowi Hartwigowi von Uchtritzowi, i do jego rodziny zamek nale瘸� a� do 1909 roku, z kr鏒k� przerw�, gdy w 1765 roku Czoch� kupi� Ferdinand Otto von Schindel. Von Uchtritzowie odkupili zamek w 1782 roku. W 1719 roku mia這 miejsce makabryczne wydarzenie, gdy pod konduktem 瘸這bnym za豉ma� si� most zwodzony i wszyscy spadli do fosy. Wtedy to wybudowano most kamienny. W nocy z 17 na 18 sierpnia 1793 roku zamek sp這n像. Odbudowano go do ko鎍a XVIII wieku. Prosz� pa雟twa, znajdujemy si� w sali rycerskiej, kt鏎a dawniej mia豉 zupe軟ie inny wygl鉅. Sta造 tu rycerskie zbroje. Zwracam pa雟twa uwag� na kominek. Sprowadzono go z W這ch w 1909 roku podczas przebudowy zamku. W tym to roku kupi� go Ernst von Gutschoff. Jednym z jego najwi瘯szych interes闚 by這 w瞠nienie si� w bogat� rodzin� ameryka雟k�. Wkr鏒ce dorobi� si� fortuny tworz鉍 koncern tytoniowy. Mia� szerokie kontakty w �wiecie 闚czesnej arystokracji, w tym rosyjskiej. Na jego zlecenie profesor Bodo Ebhardt dokona� rekonstrukcji zamku wed逝g ryciny z 1703 roku. Na ten cel wydano 4 miliony marek. W kominek wkomponowano kartusze z herbami rod闚, kt鏎e kolejno by造 w豉�cicielami Czochy. Zas逝chani w opowie�� ogl鉅ali�my kominek. Dyskretnie zerka貫m na innych. Ka盥y wygl鉅a� na zafascynowanego. Przeszli�my do sali, w kt鏎ej w nocy znikn像 w豉mywacz. - To sala audiencyjna z zachowanym oryginalnym sklepieniem gotyckim - m闚i� pan Zbigniew. - Tu odbywa造 si� s鉅y i narady - dyrektor przeszed� w r鏬 pomieszczenia. - Tu jest portret Ernsta von Gutschoffa i jego ma鹵onki - pokaza� na plafon, a tu jest tajne przej�cie - teraz poci鉚n像 za fragment boazerii i na naszych oczach co�, co wydawa這 si� ci篹k� �cian�, obr鏂i這 si�, ukazuj鉍 spiralne schody. - Do g鏎y prowadz� one do jednej z komnat, na dole do piwnicy. Pojedynczo Torquemada, Marc i ja weszli�my obejrze� przej�cie. Wiedzia貫m ju�, gdzie znikn像 w豉mywacz. Dysponuj鉍 skopiowanym kompletem kluczy, kt鏎e w tajemniczy spos鏏 znikn窸y, a potem w cudowny spos鏏 odnalaz造 si�, m鏬� mi 豉two uciec. Ostatni zwiedza貫m tajne przej�cie i wychodz鉍 zrobi貫m jeszcze jedn� rzecz, kt鏎a, jak liczy貫m, mia豉 zaprocentowa� w przysz這�ci. Gdy wszyscy rozeszli si� po sali ogl鉅aj鉍 kominek i obrazy powieszone na �cianach, malowid豉 �cienne, rze�by na boazerii, podszed貫m do dyrektora. - Czy s� tu inne tajne przej�cia, skrytki? - zapyta貫m go. - Zamek ma wiele tajemnic - u�miechn像 si� zagadkowo. - Tam jest jeden obraz, kt鏎y mi si� szczeg鏊nie podoba - wskaza� wizerunek ksi篹nej wisz鉍y obok kominka. - To �wi皻a Jadwiga, posta� bardzo wa積a dla �l零ka. Prosz� zwr鏂i� uwag� na wyraz jej twarzy, pokazuj鉍y zniech璚enie do uciech dnia codziennego. - Ja widz� w jej oczach i w grymasie ust lekcewa瞠nie - stwierdzi� Marc. - Modelka chyba mia豉 taki stosunek do artysty malarza - za�mia豉 si� Izabela. - Nie chcia豉 zosta� jego muz�. - Ani cicerone - dopowiedzia貫m. - Domy�lam si�, kto m鏬� by� tworzywem dla natchnionego zawodem mi這snym tw鏎cy. Agnieszka, kt鏎a wyczu豉 aluzj�, rzuci豉 mi spojrzenie pe軟e wrogo�ci. Torquemada by� bystrym obserwatorem i szybko kojarzy� fakty. - Pan Pawe� powiedzia� �cicerone�? - odezwa� si�. - Faktycznie jest tu pewne podobie雟two z nasz� zamkow� pani� przewodnik... - na moment znacz鉍o zawiesi� g這s - pani Agnieszka u篡czy豉 postaci na obrazie swych cudownie niebieskich oczu. Wszyscy opr鏂z Agnieszki oraz Micha豉 zaj皻ego dotykaniem tarcz wisz鉍ych na �cianach roze�mieli si� z 瘸rtu Hiszpana. Znowu podszed貫m do dyrektora. - A czy jest kto�, kto zna wszystkie tajemnice zamku? - nie ust瘼owa貫m. - Chyba tylko przedwojenny w豉�ciciel i wojsko, kt鏎e siedem lat po wojnie zaj窸o obiekt, uczyni這 z niego o�rodek wypoczynkowy i dopiero niedawno z niego zrezygnowa這. A teraz przejdziemy do biblioteki - zwr鏂i� si� do reszty towarzystwa. Wyszli�my z sali audiencyjnej i przeszli�my w prawo do biblioteki. Przede wszystkim zwraca造 uwag� wielkie szafy z p馧kami uginaj鉍ymi si� od ksi嘀ek. Poza tym na wprost wej�cia by這 wysokie okno wychodz鉍e na dolny dziedziniec, z witra瞠m, a przed nim bia造 o速arz z marmurowymi kolumnami w kszta販ie nachylaj鉍ych si� do siebie �widr闚. Umieszczono na nim tajemnicze s這wa �Franges non flectes� - co mo積a by przet逝maczy� jako �Z豉miesz, lecz nie zegniesz�. Nie by這 st鉅 innego wyj�cia, a wyra�nie widzia貫m, 瞠 Torquemada wszed� do biblioteki z kru瞟anka. Wyjrza貫m przez drugie okno na g鏎ny dziedziniec. Kru瞟anek dochodzi� do �ciany biblioteki. Dyrektor opowiada� o ksi璕ozbiorze Gutschoffa, kt鏎y mia� tu mi璠zy innymi �Vier Bucher von Menschlicher Proportion� Durera, wydan� w Norymberdze w 1528 roku. Bogaty przemys這wiec mia� te� kolekcj� broni i obraz闚. Po pierwszej wojnie �wiatowej, gdy bolszewicy wyprzedawali carskie skarby, w豉�ciciel Czochy kupowa� cenne zabytki na aukcjach w Dre�nie i Lipsku. Mnie bardziej w tej chwili interesowa這 tajne przej�cie, kt鏎e tu musia這 by�. Podszed貫m w r鏬 biblioteki, gdzie na niewielkim postumencie by豉 rze�ba g堯wki dzieci璚ej. Na posadzce zauwa篡貫m p馧koliste �lady, jakby kto� tu otwiera� �le dopasowane drzwi. Podobne rysy by造 na posadzce w sali audiencyjnej. Niepostrze瞠nie znalaz� si� przy mnie dyrektor. - Przepraszam - zwr鏂i� si� do mnie przesuwaj鉍 mnie na bok. - Pan - wskaza� mnie - pyta� mnie o inne tajemnice zamku. Oto kolejna - r瘯a dyrektora pow璠rowa豉 do boazerii, co� zachrobota這 i znowu jak za dotkni璚iem r騜d磬i przesun像 si� fragment boazerii ukazuj鉍 naszym oczom kr鏒ki korytarzyk i drzwi. - To wyj�cie na kru瞟anek - wyja�ni� nam. Ciekawi這 mnie, sk鉅 Torquemada zna te wszystkie sztuczki? Mo瞠 od ostatniego w豉�ciciela zamku? Uda貫m, 瞠 przygl鉅am si� zamkowi w drzwiach. - Pewnie nie zmieniano zamk闚 od czas闚 wojny? - gra貫m znawc� zamk闚. - Tak - przyzna� dyrektor. - Te w drzwiach do g堯wnych komnat pracuj� doskonale i nigdy si� nie zacinaj�. - Te tajne przej�cia wynika造 z jakiej� potrzeby, by造 kwesti� mody czy mia造 s逝篡� ewakuacji z obl篹onej twierdzy? - dopytywa貫m si�. O ile dotychczas Torquemada mia� oboj皻n� min� i momentami udawa� zaciekawionego, o tyle teraz przygl鉅a� mi si� mru蕨c delikatnie oczy, jakby celowa� z pistoletu. - To by豉 chyba bardziej kwestia mody, stworzenia nastroju tajemnicy - odpowiedzia� dyrektor. - W czasie remontu na pocz靖ku XX wieku zostawiono te, tak naprawd� nikomu niepotrzebne drzwi w bibliotece i zamaskowano je jako ciekawostk�. Teraz poka輳 pa雟twu komnat� ksi嘀璚�. Wyszli�my z biblioteki kr皻ymi schodami obok mojego pokoju, po emporze przeszli�my pod drzwi obok komnaty zajmowanej przez Izabel�. Dyrektor otworzy� drzwi, zapali� �wiat這 i z naszych piersi wydoby這 si� g喚bokie westchnienie. Wielkie 這瞠 z baldachimem, krzes豉 zdobione kurdybanem, wytworne ciemnobr頊owe umeblowanie nadawa造 temu pomieszczeniu magii sypialni pe軟ej tajemnic. - Dawniej ca貫 這瞠 by這 zas這ni皻e baldachimem i gdy ma� przychodzi� do 穎ny, musia� zastuka� w te drzwiczki - dyrektor zademonstrowa� wej�cie u st鏕 這瘸. - Je瞠li 穎na wyra瘸豉 zgod�, pan m鏬� wej��. Gdy by豉 nazbyt leniwa w wype軟ianiu obowi頊k闚 ma鹵e雟kich, pan zamku podobno u篡wa� ukrytej w 這簑 zapadni. Szafy i szafki ukryte s� w boazerii. Dalej by豉 garderoba - przeszli�my przez komnat� wielko�ci mojego, niema貫go przecie� pokoju. - A tu angielska 豉zienka z oryginalnym wyposa瞠niem z 1912 roku. By造 tu: wanna, umywalki, specjalne wanny do k雷ieli zio這wych, armatura l�ni豉 od poz豉canych element闚. Za 豉zienk� by豉 niewielka izba dla s逝瘺y i drzwi prowadz鉍e na kru瞟anek dziedzi鎍a. Stan瘭i�my na drewnianej galerii. Przed nami by這 wej�cie do biblioteki, na prawo, w dole g鏎ny dziedziniec ze studni�, a nad ni�, na wysoko�ci naszych oczu, okno, z kt鏎ego w nocy widzia貫m Izabel� i Torquemad�. - To studnia �niewiernych 穎n� - opowiada� dyrektor. - Jeden z w豉�cicieli zamku, dzielny wojownik zwany �Nostitz Nieustraszony�, wr鏂iwszy z trwaj鉍ej ponad rok wyprawy wojennej zasta� 穎n� z c鏎k� na r瘯u. Nie wiedzia�, co powinien uczyni�. Wreszcie postanowi� wrzuci� niewiern� 穎n� do studni, a dziecko 篡wcem zamurowa� w �cianie sali rycerskiej, tam gdzie obecnie jest kominek. Niewierna 穎na przed wrzuceniem do studni rzuci豉 kl靖w� na zamek. Przez ni� do dzi� 穎ny nie dochowuj� w tym miejscu wierno�ci - w tym momencie dyrektor znacz鉍o mrugn像 do nas. - Na wszelki wypadek przykryli�my studni� krat� - doda� z u�miechem. - Do dzi� nocami po korytarzach kr嘀y bia豉 dama - duch tamtej niewiernej 穎ny. Dodam, 瞠 w rodzie von Nostitz闚 zdrady ma鹵e雟kie podobno by造 zjawiskiem powszechnym, wi璚 podejrzewam, 瞠 na dnie studni spocz窸o wiele niewiast. Wr鏂ili�my przez komnat� ksi嘀璚� na korytarz i do holu, sk鉅 przez jadalni�, kuchni�, w零kim balkonem dostali�my si� pod zadaszon� cz��� bastionu, kt鏎y znajdowa� si� na prawo od g堯wnego wej�cia na zamek, strzeg鉍 g鏎nego mostu. Usiedli�my przy d逝giej 豉wie. Kelnerka Zosia poda豉 nam gor鉍e napoje i przek零ki. Pan Mariusz ubrany w str鎩 polskiego szlachcica by� zaj皻y obracaniem pieczystego na ro積ie. Jedli�my 瘸rtuj鉍 ze studni �niewiernych 穎n� i 這瘸 z zapadni� w komnacie ksi嘀璚ej, s逝chali�my opowie�ci dyrektora o filmach, kt鏎e kr璚ono na zamku. Potem pan Mariusz poda� dziczyzn�, zaprosi� nas do obejrzenia broni wykorzystywanej przez zamkowe bractwo rycerskie. Mieli�my okazj� wypali� w powietrze z kopii pistolet闚 nabitych czarnym prochem. Ca造 czas Ma貪osia i Marc zerkali ku sobie, a� wreszcie usiedli obok siebie. - Chyba straci貫� narzeczon� - stwierdzi豉 Izabela. - Czy wrzucisz Ma貪osi� do studni �niewiernych 穎n�? Stali�my oparci o barierk� pi耩 metr闚 od gaw璠z鉍ych Ma貪osi i Marca. Moja s零iadka musia豉 us造sze� s這wa Izabeli, bo natychmiast zareagowa豉. - Jestem tylko znajom� Paw豉 - rzuci豉. - Tak? - zdziwi豉 si� Izabela i znacz鉍o popatrzy豉 w kierunku Micha豉. - My�la豉m, 瞠 jeste�cie par�. Kim dla ciebie jest Micha�? - Siostrze鎍em - sk豉ma貫m. - A dla Ma貪osi? - Synem kole瘸nki - odpar貫m. Izabela nie indagowa豉 mnie dalej. Zmieni豉 temat i rozmawiali�my o samochodach, kocha豉 bowiem szybkie auta. Potem opowiada豉 mi o swoich podr騜ach do egzotycznych kraj闚. W tym czasie dyrektor zabawia� rozmow� Hiszpana. Pani Agnieszka szybko nas po瞠gna豉, podobnie jak pan Mariusz. Gdy Micha� poczu� si� senny i k豉d� g這w� na kolanach Ma貪osi, wszyscy postanowili�my uda� si� do swoich pokoj闚. Odprowadzi貫m Ma貪osi� z Micha貫m i poszed貫m do siebie. W pokoju szeroko otworzy貫m okno i g喚boko wdycha貫m zimne wieczorne powietrze. W g這wie mi troch� szumia這 od nadmiaru wra瞠�. Wtedy rozleg這 si� pukanie i zaraz drzwi otworzy造 si�. Do �rodka wesz豉 Izabela. Mia豉 ze sob� piersi闚k�. - Musimy wypi� bruderszaft - oznajmi豉. Poci鉚n像em ma造 造k piek鉍ego p造nu - to by� koniak Izabela usiad豉 na parapecie, ty貫m do otwartego okna. - Nie jeste� zazdrosny o Ma貪osi�? - zapyta豉. - Nic nas nie 章czy opr鏂z tego, 瞠 przyjecha豉 tu po Micha豉 - odpowiedzia貫m. - I zosta豉? - By豉 zm璚zona ca這dniow� podr騜�. Nie ma tak wygodnego auta jak ty. - I jutro wyje盥瘸? - Chyba tak. - A ty? Wypytywa豉 mnie spaceruj鉍 po pokoju. By貫m zm璚zony, pocz預szy od nieprzespanej nocy nie mia貫m chwili, by odpocz寞. W oczach pojawi造 mi si� ju� mroczki, widzia貫m nieostro. - Zostan�, bo podoba mi si� okolica - stwierdzi貫m. - I co b璠ziesz robi�? - Zwiedza� to i owo... Izabela nachyli豉 si� do mnie. - Jeste� �pi鉍y, pa! - pomacha豉 d這ni� i wysz豉. Gdy zamkn窸a za sob� drzwi, powieki same mi opad造 i zapad貫m w sen. Przebudzenie by這 gwa速owne. Troch� bola豉 mnie g這wa. Zerkn像em na zegarek. By豉 pierwsza. B鏊 spowodowany by� chyba alkoholem, do kt鏎ego nie by貫m przyzwyczajony. Postanowi貫m jeszcze w nocy popracowa�, wi璚 wyj像em mikroskop i podszed貫m do szafki po skrzyneczk� z kryszta趾ami. Niestety, mi璠zy Saracenami by� tylko pusty plac po szkatu販e. ROZDZIA� PI冉Y PLANY ZAWARTE W KRYSZTAΘU � WIZYTA W PAxCU PANDUR紟 � TAJEMNICE ZAMKU CZOCHA � NAJWI艼SZY SKARB MARIUSZA � CZARNA POSTA� � W ZAMKOWYCH PIWNICACH � KOBIECE POGADUSZKI Nie mia貫m w靖pliwo�ci, 瞠 szkatu趾� z kryszta趾ami zabrali mi Torquemada, Marc lub Izabela. T� ostatni� podejrzewa貫m najbardziej, bo przecie� po 造ku z jej piersi闚ki zapad貫m w sen, a ona mog豉 w tym czasie spokojnie buszowa� po pokoju. Zajrza貫m do szafek, swojego worka - nikt tam opr鏂z mnie nie zagl鉅a�. Z這dziej precyzyjnie wybra� 逝p, jakby wiedzia�, 瞠 to w豉�nie w szkatu販e znajdowa造 si� kryszta趾i. Teraz 瘸這wa貫m, 瞠 nie nosi貫m ich ca造 czas przy sobie. Nikt jednak nie m鏬� mi zagwarantowa�, 瞠 nagle kto� podst瘼em nie wydob璠zie ich ode mnie. Wielokrotnie by貫m ofiar� bezpardonowych atak闚, wi瞛iono mnie, bito, pr鏏owano mnie zabi�. Zastanawia貫m si�, czy nie powinienem p鎩�� rozm闚i� si� z Izabel�? By貫m pewien, 瞠 wy�mia豉by moje podejrzenia. Torquemada? Wys逝cha豚y mojej historii, a potem t逝macz鉍 si� nat這kiem pracy bezradnie roz這篡豚y r璚e. Marc? Wrodzona nieufno�� nie pozwala豉 mi wierzy� w szczero�� intencji tego cz這wieka. Pozostawa豉 mi Ma貪osia. Ona mog豉 jednak lada chwila wyjecha� - pewnie wtedy, gdyby Marc nie wykazywa� dalszego zainteresowania jej osob�. Dyrektor hotelu? Chyba by� dostatecznie zaj皻y swoimi sprawami. U�miechn像em si� na my�l, 瞠 zosta� mi tylko Micha�. I wtedy... przypomnia貫m sobie o jednym kryszta趾u - tym zgubionym przeze mnie, gdy ch這pak zaskoczy� mnie podczas ogl鉅ania przesy趾i. Wpad貫m na nowy pomys�: sprawdzi� pod這g� lamp� ze �wiat貫m ultrafioletowym. Mia貫m przecie� tak� ma章 latark�. Wyj像em j� z baga簑, sprawdzi貫m, czy dzia豉 i zgasi貫m wszystkie �wiat豉. Dok豉dnie przygl鉅a貫m si� wszystkim szparom mi璠zy klepkami. W ultrafiolecie pewne rzeczy wygl鉅aj� zupe軟ie inaczej, o czym doskonale wiedz� chocia瘺y bywalcy dyskotek. Gdy po kwadransie pincet� wyjmowa貫m zgub�, �mia貫m si� sam z siebie, 瞠 od razu na to nie wpad貫m, ale przynajmniej mia貫m ten jeden kryszta貫k. Zauwa篡貫m, 瞠 w tym �wietle kryszta貫k wygl鉅a zupe軟ie inaczej, mieni si� kolorami t璚zy. Wi璚ej, gdy wyj像em mikroskop i pod這篡貫m to �wiat這 pod preparat, mym oczom ukaza� si� drugi �wiat kryszta趾a. Wyra�ne sta造 si�: numer �4� wygl鉅aj鉍y na porz鉅kowy, mapa przedstawiaj鉍a jakie� miasteczko, rzeczk�, g鏎y i kopalnie, szkic korytarzy czy tuneli oraz kolejna mapa z obiektem opisanym �Schloss� i otoczonym stanowiskami artylerii przeciwlotniczej. Najbardziej zaskoczy豉 mnie obecno�� na tej klatce napisu: �Franges non flectes� tego samego, kt鏎y znajdowa� si� w bibliotece zamkowej. Jeszcze raz bardzo uwa積ie obejrza貫m rysunki. Sko鎍zy貫m, gdy zaczyna這 �wita�. Nie wiedzia貫m, gdzie teraz powinien ukry� kryszta貫k. Po chwili zastanowienia odkr璚i貫m werk zegarka. W dobie czasomierzy nap璠zanych bateri� m鎩 stanowi� ewenement, bo by� mechaniczny, rosyjskiej produkcji. Mia� kilkana�cie lat i niestety zepsuty datownik, kt鏎ego nigdy nie mia貫m czasu naprawi�. W豉�nie pod plastykowy kr嘀ek z liczbami kolejnych dni miesi鉍a wsun像em kryszta貫k. Potem spokojny u這篡貫m si� do snu. Obudzi貫m si� p��no, oko這 dziesi靖ej. Zbieg貫m na �niadanie. Kelnerka Zosia, udobruchana moimi przeprosinami okraszonymi u�miechem, przygotowa豉 mi posi貫k. - Co pan robi�, 瞠 tak zaspa�? - spyta豉. - My�la貫m, przygotowywa貫m sobie plany - odpowiedzia貫m zajadaj鉍 chleb z pasztetem. - Plany ma鹵e雟kie? - Gdzie瘺y, chc� pozwiedza� okolic�. Zna pani kogo� interesuj鉍ego si� histori� zamku, znaj鉍ego miejscowe legendy... - Dyrektor - zaproponowa豉 kelnerka. - Nie chcia豚ym mu przeszkadza�. - Agnieszka. - Czuj�, 瞠 jest na mnie z豉. - Mariusz. - O, to dobra kandydatura. Ch皻nie dzieli si� swoj� wiedz�? - Bardzo lubi opowiada�, zw豉szcza niestworzone historie z czas闚 drugiej wojny �wiatowej. - To jest to, co tygrysy lubi� najbardziej - za瘸rtowa貫m. - Gdzie go znajd�? - W pa豉cu pandur闚, to po drugiej stronie jeziora, prawie naprzeciw zamku. - Co to za pa豉c? - Pa豉c to taka przeno�nia. Zobaczy pan, jak ju� tam b璠zie. Mariusz kupi� to miejsce i powoli je remontuje, nawet tam mieszka. - Ma貪osia z Micha貫m ju� byli na �niadaniu? - Tak, jedli z tym Kanadyjczykiem. Widzia豉m, jak razem gdzie� pojechali. - A Hiszpan i Izabela? - Jak zwykle wyjechali. - Dok鉅 oni tak ci鉚le je盥蕨? - podpytywa貫m kelnerk�. - Hiszpan ogl鉅a zamki, a pani Izabela to chyba tylko p璠zi po drogach... - Kim ona w豉�ciwie jest? - Bizneswomen, ale ja nie wiem... - Zosia wyra�nie si� sp這szy豉 tym przes逝chaniem. Zebra豉 naczynia i wysz豉 do kuchni. Z recepcji po篡czy貫m klucz do piwniczki z rowerami. Tym razem wybra貫m lepszy, przystosowany dojazdy w zr騜nicowanym terenie. Pojecha貫m na zach鏚 drog� do Le�nej, a z miasteczka skr璚i貫m na Bo磬owice. Spotkan� po drodze kobiet� z torb� pe軟� zakup闚 zapyta貫m o drog� do pa豉cu pandur闚. Poda豉 mi wskaz闚ki i ju� po trzydziestu minutach by貫m na miejscu. A� si� wzdrygn像em widz鉍 ponury gmach stoj鉍y na niewielkim wzniesieniu w �rodku lasu bukowego. Budowla wzniesiona z kamieni i cegie� by豉 dwupi皻rowa, a jej bry豉 przedzielona po�rodku wysok� o�mioboczn� wie蕨 - stanowi豉 kopi� zamkowej. Niskie okna przypomina造 bardziej strzelnice bastionu, a pot篹na brama w zarysie wie篡 nadawa豉 budynkowi cechy zamku. Zadziwia這, 瞠 domowi d逝go�ci trzydziestu metr闚 i szeroko�ci pi皻nastu nadano tak militarystyczny charakter. Do wej�cia prowadzi造 schodki oraz podjazd otaczaj鉍y spiral� pa豉c pandur闚. Zsiad貫m z roweru i po kostce brukowej poprowadzi貫m pojazd, jednocze�nie z uwag� ogl鉅aj鉍 domostwo. Gdy znalaz貫m si� przed wej�ciem, Mariusz ju� tam na mnie czeka�. Sta� na najwy窺zym z trzech schod闚 oparty o neoklasycystyczny portal. - Dzie� dobry! - przywita貫m go. - Dzie� dobry, gdzie tw鎩 ma造 towarzysz? - Pojecha� na wycieczk� z cioci� i nowym wujkiem - kwa�no si� u�miechn像em. - Chod�, mo瞠 te mury pociesz� z豉mane serce - Mariusz roze�mia� si�. By� ubrany w str鎩 roboczy, a w r瘯u trzyma� szpachelk�. Wytar� d這� o nogawk� i przywita� si� ze mn�. Sie� pa豉cu by豉 wy這穎na drobn� szachownic� z czarnych i bia造ch kostek. Na wprost by造 dwa ci鉚i schod闚 przedzielone kolumn� wie篡. Dwoje drzwi prowadzi這 na lewo i prawo. Mariusz wskaza� mi wej�cie po prawej. Znale�li�my si� w dawnym pokoju kredens闚 i dotarli�my do ogromnej kuchni, kt鏎ej �rodek zajmowa造 wielki st馧 i piec. Wok馧 �cian ustawiono r騜nej wielko�ci szafki. By豉 tu te� �cianka dzia這wa i przez uchylone drzwi widzia貫m, 瞠 za ni� by� magazynek materia堯w i narz璠zi Mariusza. - To m鎩 dom - wskaza� na pomieszczenie. - Tu pracuj�, jem i �pi� w hamaku. - A co planujesz zrobi� z reszt�? - zapyta貫m. - Wyremontuj� i sprzedam, mo瞠 zrobi� tu hotel... nie wiem. - Dlaczego to nazywa si� pa豉cem pandur闚? - Pandurzy byli 穎軟ierzami piechoty ba趾a雟kiej na us逝gach Habsburg闚. Trafili tu w 1758 roku, w czasie wojny siedmioletniej. Widzia貫� ich okopy po drugiej stronie jeziora? - Nie. - Zobacz koniecznie. Wtedy razem z oddzia貫m pandur闚 przyby� tu pu趾ownik York, Szkot, najemnik. Zakocha� si� w 穎nie w豉�ciciela zamku, podobno nawet z wzajemno�ci� tak siln�, 瞠 szlachcianka powinna znajdowa� si� w studni �niewiernych 穎n�. Po zako鎍zeniu kampanii wojennej York wr鏂i� na te tereny, kupi� ten kawa貫k lasu i wybudowa� sobie taki kasztel, a z wie篡 obserwowa� zamek i swoj� ukochan�. W czasie ostatniej wojny by這 tu dow鏚ztwo ochrony zamku Czocha i kom鏎ka Abwehry wsp馧pracuj鉍a z fabryk� w Le�nej. - Fabryk� czego? - Uzbrojenia. - Kolejna mrzonka o Wunderwaffe? - Tak. Napijesz si� czego�? - Z przyjemno�ci�. Mariusz postawi� na piecu czajnik z wod�, do dw鏂h p馧litrowych sagan闚 nasypa� herbaty. Na st馧 po這篡� bochenek chleba, p皻a kie豚asy i kawa� szynki. Wszystko wygl鉅a這 na wyroby domowej roboty. - Sam kucharzysz? - upewni貫m si�. - Piek� chleb, wytapiam smalec, robi� kie豚asy, w璠z� szynki i ryby - z u�miechem wymienia� Mariusz. - Lubisz grzyby marynowane? Tylko skin像em g這w�. Zapowiada豉 si� d逝ga opowie�� okraszona wspania造m jedzeniem - koszmarem dietetyk闚. Po dwudziestu minutach siedzieli�my na krzes豉ch obitych sk鏎� z miedzianymi 獞iekami i paszczami lw闚 na g堯wkach por璚zy. Opiera貫m si� o ci篹ki d瑿owy st馧 nosz鉍y rany wielu ci耩 no篡 i kr璕i wypalone rozgrzanymi garnkami. - Powiedz mi, dlaczego chcesz to wszystko wiedzie�? - zapyta� Mariusz. - Bo lubi� takie historie. - I pewnie b璠ziesz chcia� rozwi頊a� zagadk� zamku Czocha? - Je瞠li b璠� potrafi� - roze�mia貫m si�. - To s逝chaj uwa積ie. W czasie drugiej wojny �wiatowej zamek wizytowa� Wemer von Braun, jak pewnie wiesz, ojciec niemieckiej broni rakietowej V-1 i V-2, a p��niej jego osi鉚ni璚ia pos逝篡造 Amerykanom do skonstruowania rakiet Saturn, kt鏎e wynios造 na Ksi篹yc pojazdy z serii Apollo. W pobliskiej Le�nej, w sztolniach montowano cz��ci pocisk闚 V-1, planowano produkowa� pierwsze niemieckie tranzystory i podzespo造 silnik闚 lotniczych. Przypuszcza si�, 瞠 na zamku by豉 cz��� biur konstrukcyjnych. Moim zdaniem, mieszkali tu in篡nierowie z fabryki. Chyba nawet najbardziej zagorza造 nazista nie zgodzi豚y si� na umieszczenia pod jego posiad這�ci� obozu pracy czy fabryki uzbrojenia. - A silna obrona przeciwlotnicza? - przypomnia貫m sobie szkice z kryszta趾a. - Chroni豉 ludzi, cennych z punktu widzenia Trzeciej Rzeszy. Jeste�my u podn騜a G鏎 Izerskich, w kt鏎ych mia造 w czasie wojny dzia豉� specjalne schroniska, gdzie �nadludzie� wierz鉍y w czysto�� rasy i temu podobne bzdury mieli p這dzi� nast瘼ne pokolenia Aryjczyk闚. O skarbach tych g鏎 nie musz� ci chyba m闚i�? Ka盥a g鏎a w okolicy to ukryty skarb niemiecki, a w豉�ciwo�ci lecznicze uzdrowiska w �wieradowie s� powszechnie znane. Moim zdaniem, sam zamek i fabryka w Le�nej maj� zwi頊ek ze z這瘸mi minera堯w w okolicy. S� tu: ametysty, kryszta造 g鏎skie, jedna z najwi瘯szych w Europie 篡豉 czystego kwarcu, rozproszone z這瘸 uranu, do tego rubiny, szafiry, agaty i z這to. Wiesz, jaki jest klimat na Pog鏎zu Izerskim? - Przyjazny? - za瘸rtowa貫m. - Masz szcz��cie, je�li przez dwa dni twojego pobytu na Pog鏎zu nie spadnie kropla deszczu. Nawet je�li nie pada, to i tak szczyty s� zas這ni皻e ca逝nem chmur - tak jest przez wi瘯szo�� roku. - Chodzi ci o to, 瞠 lotnictwo nie mog這 organizowa� bombardowa�? - Bingo! - Mariusz wycelowa� we mnie no瞠m, kt鏎ym odkrawa� sobie kawa趾i szynki. - Nawet je�liby do akcji ruszy造 nisko lec鉍e szturmowce, to przepad造by w�r鏚 g鏎, gdzie prawie z ka盥ej szczeliny gwi盥瞠 wiatr. Latanie tu w z貫j pogodzie to szale雟two. Powiem ci jeszcze, 瞠 w ostatnich czasach dziennikarze szukaj鉍y sensacji z czas闚 wojny opisywali relacje ludzi, kt鏎zy widzieli, jakie eksperymenty w okolicy przeprowadzali Niemcy. Podobno faszy�ci dysponowali urz鉅zeniami unieruchamiaj鉍ymi samochody. Jak to mia這 dzia豉�? Nie mam poj璚ia. - A co ze skarbami z zamku? - Ale� ty ciekawy - Mariusz wyprostowa� si� i zerka� na mnie z przymru穎nymi oczami. - Czuj�, 瞠 nie m闚isz mi ca貫j prawdy. Zachowujesz si�, jakby� by� jednym z nich. - Kogo masz na my�li? - Go�ci hotelowych. W瘰z鉍ych po okolicy, wygl鉅aj鉍ych i zachowuj鉍ych si� jak szpiedzy. - A po czyjej ty jeste� stronie? - Wiesz, co jest moim najwi瘯szym skarbem? - Nie. Ten dom? - Chod� - zaprosi� mnie Mariusz. Wyszli�my do sieni i weszli�my po schodach na drugie pi皻ro. Po drodze zauwa篡貫m, 瞠 nowy gospodarz starannie odnawia s逝pki balustrady tocz鉍 nowe, czyszcz鉍 i lakieruj鉍 stare. Kolejne pi皻ra wygl鉅a造 identycznie jak parter. Mariusz prowadzi� mnie do ma造ch drzwi, po kt鏎ych otwarciu drabinami weszli�my na szczyt murowanej wie篡. Pod metalowym he軛em by這 do�� miejsca na krzes這 i ma造 stolik. Mariusz wyj像 spod blatu lunet� i wycelowa� j� w kierunku odleg貫go o nieca造 kilometr zamku. Chwil� ustawia� j� na specjalnym stojaku. - Patrz - powiedzia�. Zerkn像em i zdumiony spojrza貫m na Mariusza. Pierwszy raz widzia貫m m篹czyzn�, kt鏎y tak otwarcie okazywa� swoje uczucia. - Chodzi o ni�? - zdziwi貫m si�. - Tak. - Jest taka nieprzyst瘼na... - Dla ka盥ego - doko鎍zy� Mariusz. - Zgadza si�, nie chcia豉 mnie oprowadzi� po zamku. Ale powiedz mi, co z tymi skarbami z zamku? Nagle Mariusz po這篡� mi d這� na ramieniu. - Schodzimy! - rozkaza�. - Szybko! Pierwszy zsun像 si� po drabinie. Ledwo za nim nad嘀a貫m. - Co si� sta這? - zapyta貫m go, gdy byli�my ju� na g堯wnej klatce schodowej, a on dyskretnie wygl鉅a� przez okno. - Kto� nas obserwowa� - odpowiedzia�. - Gdy patrzy貫� przez lunet�, widzia貫m posta� zaczajon� w lesie. Wci嘀 tam jest... Mariusz schylony przemkn像 poni瞠j parapetu i zbieg� na parter. Ruszy貫m w jego �lady. Wbiegli�my do kuchni, a potem do rupieciarni. Mariusz odsun像 dykt� le蕨c� na pod這dze. - Ciasno, ale bezpiecznie - powiedzia� wskazuj鉍 na ceglane schodki prowadz鉍e do niskiego i w零kiego korytarzyka. - Przypomina troch� korytarze minerskie z twierdz. York, pierwszy w豉�ciciel, obawia� si� najazdu rozb鎩nik闚, maruder闚 lub regularnych jednostek wojska - wiek XVIII to by造 niebezpieczne czasy - i przygotowa� sobie wyj�cie ewakuacyjne. - Dok鉅 ono prowadzi? - Do mauzoleum. - York przygotowa� je sobie za 篡cia? - Nie - Mariusz roze�mia� si�. Zabrali�my latark� i zeszli�my do tunelu. - York �pochowa�� tu w pustych sarkofagach wyimaginowanych przodk闚 rodu, kt鏎zy od wiek闚 zamieszkiwali ten skrawek ziemi. Jak na wojskowego mia� ca趾iem odlotowe pomys造. U�miechn像em si�. Ceglane �ciany by造 mokre od wilgoci pokrywaj鉍ej wiekowy brud, kt鏎y zamienia� si� w lepk� ma�. Z przera瞠niem my�la貫m, jak teraz b璠zie wygl鉅a� moja bluza i czubek g這wy, kt鏎ym co chwila ociera貫m o sklepienie. Po kilku minutach, kt鏎e pod ziemi� wydawa造 si� wieczno�ci�, dotarli�my do niskiego tunelu. Kl瘯n瘭i�my i ostatnie metry przeszli�my jak kilkumiesi璚zne niemowlaki. Mariusz odsun像 �cian� z desek zakrywaj鉍� wej�cie do przej�cia i znale�li�my si� w katakumbach mauzoleum. By這 czyste, puste. Po schodkach w rogu wyszli�my do wn皻rza kamiennej budowli i przez uchylone drzwi wyszli�my na zewn靖rz. - Tam! - Mariusz wskaza� mi kierunek. Byli�my dwie�cie metr闚 od pa豉cu, w resztkach pa豉cowego parku. Pi耩dziesi靖 metr闚 od �ciany pa豉cu pandur闚, przy szerokim grabie kl璚za豉 posta� ubrana w ciemny str鎩. Rozeszli�my si� na odleg這�� kilkunastu metr闚 i zacz瘭i�my obchodzi� nasz� �zwierzyn��. Gdy byli�my w odleg這�ci oko這 stu metr闚 od niego, tajemniczy osobnik obejrza� si�. Najpierw zauwa篡� Mariusza. W u豉mku sekundy g喚biej nasun像 kaptur, zza pazuchy wyj像 pistolet. Wypolerowana stal b造sn窸a z這wrogo. - Padnij! - krzykn像em. Tym krzykiem zdezorientowa貫m przeciwnika. Spojrza� w moj� stron�. Mariusz zaryzykowa� i rzuci� si� do przodu. Cz這wiek z pistoletem wycelowa� w niego i nacisn像 spust. Mariusz uskoczy� w krzaki. Gdy bro� zosta豉 skierowana w moj� stron�, nie gra貫m bohatera, tylko skry貫m si� za pniem drzewa. I tak us造sza貫m huk kolejnego wystrza逝 i odg這s rykoszetuj鉍ego pocisku. To troch� mnie zdziwi這, ale nie wygl鉅a貫m, bo przeciwnik wci嘀 do nas pra篡�, tyle 瞠 z coraz wi瘯szej odleg這�ci. Wyjrza貫m. Wr鏬 ucieka� i mija� ju� pa豉c. Mariusz te� zorientowa� si� w sytuacji i jednocze�nie zerwali�my si� z miejsc i rzucili�my si� w pogo�. Uciekaj鉍y mia� ju� oko這 dwustu metr闚 przewagi i niespodzianie znikn像 nam za skarp�. Wkr鏒ce us造szeli�my d�wi瘯 wy章czanego alarmu samochodowego, warkot uruchomionego silnika i ryk koni mechanicznych zmuszonych do zrywu gwa速ownym wci�ni璚iem peda豉 gazu. Przebiegli�my sto metr闚, gdy nagle w lesie pojawi豉 si� brunatna chmura dymu. - �wieca dymna z gazem dusz鉍ym - rozpozna貫m bro� stopowan� przez hiszpa雟kich policjant闚 do t逝mienia demonstracji. Dzia豉nie gazu powoduje kr鏒kotrwa造, niegro�ny dla zdrowego cz這wieka, dokuczliwy kaszel. Stan瘭i�my, a potem zacz瘭i�my cofa� si� przed k喚bami wiruj鉍ej trucizny. S造szeli�my, jak samoch鏚 odjecha�, ale po lesie poni鏀� si� 這skot uderzenia. - Waln像 w drzewo - stwierdzi� Mariusz. - Nie, zarzuci這 mu ty�, uderzy� w drzewo i ma lekko wgniecion� karoseri� - oceni貫m. Gdy ciemna chmura rozesz豉 si� i mo積a by這 przez ni� bezpiecznie przej��, okaza這 si�, 瞠 to ja mia貫m racj�. Na le�nej drodze wida� by這 g喚bokie �lady k馧. Ciemny 逝k zbli瘸� si� do brzozy, na kt鏎ej bia貫j korze odnale�li�my 逝ski ciemnogranatowego lakieru samochodowego. - Izabela? - zasugerowa� Mariusz. - Torquemada - odpar貫m. - Jego mercedes ma podobn� barw�. - Jak nazwa貫� tego Hiszpana? Torquemada? - To nazwisko hiszpa雟kiego inkwizytora - wyja�ni貫m. - Pasuje do niego - przyzna� Mariusz. - Zobaczysz na parkingu przed zamkiem, kto ma wgnieciony bok. Chod�my do �rodka. Wr鏂ili�my do kuchni i usiedli�my przy stole. Mariusz zaparzy� �wie蕨 herbat�. - Ciekawe, czemu kto� ci� obserwuje? - zada� pytanie. - Bo przyjecha貫m do ciebie, a ty widocznie posiadasz jak�� wa積� informacj�, kt鏎e warto�ci mo瞠 nawet nie znasz. - O co mo瞠 chodzi�? - O skarby z zamku. - To dziwna historia - roze�mia� si�. - Wiele os鏏 j� zna. Dokumenty w tej sprawie ju� opublikowano. Po wojnie rozpruto zamkowy skarbiec. W grupie rabusi闚 byli: burmistrz Le�nej, zamkowa bibliotekarka, komendant posterunku Milicji Obywatelskiej i jego zast瘼ca. Im uda這 si� uciec do Niemiec z jedn� ci篹ar闚k� pe軟� skarb闚. Druga wpad豉 w r璚e Rosjan i zosta豉 przekazana polskim w豉dzom. Do ko鎍a lat czterdziestych zrabowane skarby przechowywano w Jeleniej G鏎ze. Wed逝g protoko堯w zdawczo-odbiorczych z tamtych czas闚, by造 tam 132 ikony okryte srebrnymi koszulkami zdobionymi kamieniami szlachetnymi. Cz��� kamieni by豉 od逝pana. Kolejnych 41 pozycji to cz��ci srebrnej zastawy: naczynia i sztu熯e. Potem by造: r瘯opis z XI lub XII wieku, srebrna monstrancja, dziesi耩 popiersi car闚 wykonanych z br頊u, kosz platerowy ze srebrnym wn皻rzem, tryptyk i 195 naczy� z porcelany i kryszta逝. - Co si� z tym wszystkim sta這? - Rozesz這 si� po muzeach, chocia� s� i tacy, kt鏎zy twierdz�, 瞠 rozkradli to ludzie zwi頊ani z 闚czesnymi w豉dzami. Najciekawsze, 瞠 na zamku mia豉 pozosta� trzecia cz��� skarbu, w co osobi�cie nie wierz�. - Czemu? - Z zamku wyjecha造 dwie ci篹ar闚ki wywo蕨ce skarby. Nie mog這 by� trzeciej, o kt鏎ej nikt nie wiedzia�? - Mog這 tak by� - przyzna貫m. - A ten sejf, skarbiec na zamku, gdzie by�? - Nie pokazano ci? - Nie. - Co robisz dzi� wieczorem? - Jeszcze nie mam plan闚. - Spotkajmy si� o dziewi皻nastej przy dolnej bramie. Wsta貫m i poda貫m d這� Mariuszowi. - Dzi瘯uj� - powiedzia貫m. - To powiesz mi, kim jeste�? - Dzi� wieczorem - odpar貫m. Wyszed貫m przed pa豉c i wr鏂i貫m t� sam� drog� do zaniku. By貫m bardzo ciekaw, kto b璠zie mia� st逝czony bok samochodu. Gdy po godzinie - wraca貫m pod g鏎k� - wjecha貫m na podjazd, nie by這 tam jeszcze 瘸dnego samochodu go�ci hotelowych. Po kamiennym mo�cie wychodzi豉 grupka m這dzie篡 licealnej. Wzi像em z recepcji klucz do piwniczki z rowerami i odprowadzi貫m rower do magazynku. Potem poszed貫m do swojego pokoju. Postanowi貫m sprawdzi� piwnice zamkowe. Wzi像em latarki, wytrych i kr皻ymi schodami zszed貫m do poziomu, gdzie by這 wej�cie do kawiarenki. Przeskoczy貫m nisk� balustrad� i schodzi貫m pod ziemi�, a w豉�ciwie do wn皻rza ska造, na kt鏎ej sta� zamek. Spodziewa貫m si�, 瞠 drzwi do piwnicy b璠� zamkni皻e przynajmniej na k堯dk�, ale one by造 otwarte. W章czy貫m czo堯wk� i znalaz貫m si� w miejscu, gdzie czas cofn像 si� o p馧 wieku. Przypomnia豉 mi si� scena z filmu �Gdzie jest genera�...� z piwnic� pe軟� beczek z winami. Tak by這 w豉�nie tu. Wielkie beczki trwa造 w swych le瘸ch puste, o czym przekona貫m si� stukaj鉍 w nie. By貫m pewien, 瞠 wojsko, kt鏎e tu gospodarowa這, nie odpu�ci這by takiemu skarbowi. By造 tu inne ciekawe znaleziska - pami靖ki socrealizmu: rze�by, obrazy, czerwone flagi. Patrzy貫m z ciekawo�ci� na te zabytki, kt鏎e mog造by zainteresowa� muzeum w Koz堯wce. Czu貫m si� dziwnie w tych podziemiach przypominaj鉍ych bardziej jaskinie ni� spi瘸rnie. Najpierw skr璚i貫m w prawo i znalaz貫m si� w ma造m labiryncie niewielkich pomieszcze� - wielkim sk豉dowisku rzeczy przer騜nych, kt鏎e przez lata kolejni gospodarze i konserwatorzy uznali za �mog鉍e si� przyda��. Rury, kaloryfery, zwoje drut闚, deski, stare wiadra, puszki z zaschni皻ymi farbami, worki z wapnem, nawet butelki i s這iki, o starych meblach z p造t wi鏎owych nie wspominaj鉍. Wr鏂i貫m do winiarni i po otwarciu ci篹kich metalowych, skrzypi鉍ych drzwi znalaz貫m si� w kot這wni, dawniej w璕lowej, o czym �wiadczy造 okopcenia na �cianach. Teraz dumnie pr篹y造 si� jaskrawe zbiorniki na olej opa這wy, a elektroniczny m霩g urz鉅zenia cicho szumia� analizuj鉍 dane. Wychodz鉍 z kot這wni znalaz貫m si� w rozwidleniu, w fosie wok馧 wysokiego zamku, gdzie dotar貫m podczas pierwszej wycieczki z Micha貫m. Nagle zamar貫m w p馧 kroku i zadzieraj鉍 g這w� przywar貫m plecami do �ciany. B造skawicznie zgasi貫m latark� i wstrzyma貫m oddech. Nade mn�, na tarasie, gdzie odbywa� si� �Wiecz鏎 rycerski� siedzia豉 Izabela i rozmawia豉 z... Ma貪osi�. - Zauwa篡豉m, 瞠 �wietnie zajmowa� si� Micha貫m - m闚i豉 Izabela. - Ch這piec ani razu przy nim nie p豉ka�. - Bo nie jestem beks�! - z dum� o�wiadczy� Micha�. - Pawe� mnie ca造 czas zaskakuje - powiedzia豉 Ma貪osia. Wyobra瘸貫m je sobie, jak siedz� popijaj鉍 z filigranowych fili瘸nek kaw� i zak豉daj鉍 nog� na nog� rozmawiaj� o mnie jak o niesfornym ch這pcu. - Jest bardzo tajemniczym cz這wiekiem - odpar豉 Ma貪osia. - Wiesz, 瞠 on czasami wyje盥瘸 gdzie� na d逝gie tygodnie. S零iadka m闚i豉 mi, 瞠 niekiedy wraca taki umorusany, jakby r瘯oma w ziemi kopa�. Przyja�ni si� z jaki� staruszkiem, podobno tamten to stary kawaler. Z tego co widzia豉m, Pawe� te� wcze�niej si� z nikim nie spotyka�. - �Wcze�niej�, to znaczy zanim spotka� ciebie? - Tak, ale nie jeste�my par�, je�li o to ci chodzi. Par� razy zjedli�my razem kolacj�, porozmawiali�my o ksi嘀kach i sztuce. - Nie zanudzi豉� si�. Nie lubi�, jak faceci godzinami snuj� opowie�ci o swoich bohaterskich czynach lub pokazuj�, jacy s� m鉅rzy lub cwani. - Pawe� jest nieco... zacofany, staro�wiecki. Ze z這�ci zagryz貫m wargi. - Taki m這dy facet? - dziwi豉 si� Izabela. - No w豉�nie, Pawe� du穎 wie o historii, zna si� na malarstwie. Pami皻am, jak kiedy� �mia� si� z jakiej� recenzji wystawy sztuki wsp馧czesnej. Jestem pewna, 瞠 wiele przeszed�, o czym �wiadcz� blizny... Nacisn像em guzik �Wy�lij� na panelu mojego telefonu kom鏎kowego. Wys豉貫m do Ma貪osi SMS-a o tre�ci: �Przesta� zdradza� mnie przed konkurencj�! Pawe��. Ma貪osia przerwa豉 opowie��, bo w豉�nie otrzyma豉 moj� wiadomo��, a ja szybko poszed貫m dnem fosy w kierunku dolnego dziedzi鎍a. - O Bo瞠! - us造sza貫m okrzyk Ma貪osi. By貫m zadowolony z osi鉚ni皻ego efektu, chocia� mog貫m by� pewien, 瞠 Izabela wyci鉚n窸a od rozm闚czyni do�� ciekawych informacji. M鎩 dobry humor prys�, gdy zobaczy貫m auta na podje�dzie. Ford Izabeli i mercedes Torquemady mia造 wgniecenia w karoserii w tym samym miejscu - z ty逝, z prawej strony. ROZDZIA� SZ紎TY CO OZNACZAJ� MOJE BLIZNY? � FRYKASY WOJSKOWEGO KUCHARZA � W NIEWOLI � SEANS SPIRYTYSTYCZNY � DUCH PAWx DA哸A � AGNIESZKA IDZIE NA RANDK� Przemkn像em po mo�cie do zamku. Szybko przeszed貫m przez hol i dotar貫m do swojego pokoju. Jeszcze przed kolacj� i spotkaniem z Mariuszem postanowi貫m si� wyk雷a�. Zrzuci貫m ubranie, schowa貫m latarki do szafki i zamkn像em si� w kabinie prysznicowej. Nagle zobaczy貫m cie� ludzkiej postaci w progu otwartych drzwi 豉zienki. - Kto tam? - zapyta貫m. Posta� podesz豉 do kabiny i bezceremonialnie zajrza豉 do �rodka. - Puka豉m... drzwi by造 otwarte - t逝maczy豉 si� Izabela, jednocze�nie uwa積ie lustruj鉍 mnie, jakby z moich blizn chcia豉 wyczyta� histori� mojego 篡cia. - Poczekam, a� wyjdziesz - doda豉 po chwili. - U ciebie nie ma ciep貫j wody? - rzuci貫m z這�liwie. Nie chcia貫m, by teraz mog豉 spokojnie penetrowa� m鎩 pok鎩. - Mo瞠sz przynie�� mi ubranie? - poprosi貫m j�. - Nie - odpowiedzia豉 �miej鉍 si�. Szybko zako鎍zy貫m k雷iel, owini皻y w pasie r璚znikiem zabra貫m z 堯磬a przygotowane na wiecz鏎 ubranie i przebiera貫m si� w 豉zience. - By貫� w wojsku? - wypytywa豉 mnie Izabela. - Tak. - Pewnie by貫� komandosem. - Czemu tak uwa瘸sz? - Masz tyle szram... - Musz� ci� rozczarowa�, by貫m kucharzem - sk豉ma貫m. - A blizny wynikaj� z dawnego zami這wania do sport闚 ekstremalnych. Wyszed貫m z 豉zienki do pokoju. Zasta貫m Izabel� stoj鉍� nad p馧k� z 穎軟ierzami Micha豉, tam gdzie by豉 skrzynka z kryszta趾ami. Odwr鏂i豉 si� do mnie z promiennym u�miechem. By豉 ubrana by豉 w eleganck�, obcis章 sukni� z ods這ni皻ymi ramionami i g喚bokim dekoltem. - Nadal gotujesz? - spyta豉. - Czasami. - Z Ma貪osi� pomy�la造�my, 瞠by na dow鏚 naszej wdzi璚zno�ci przygotowa� pracownikom zamku niespodziank� - nasz� uczt�. Zrobi豚y� to? - Jasne, wolisz jajecznic� czy groch闚k�? - Nic innego nie potrafisz? - W wojsku nie uczyli nas przygotowywania frykas闚. Mo瞠 co� wymy�l�. Na kiedy zaplanowa造�cie t� uczt�? - Na jutrzejszy wiecz鏎. Dzi� b璠ziemy wywo造wa� ducha w bibliotece. Przyjdziesz? - O kt鏎ej odb璠zie si� to widowisko? - O dwudziestej drugiej. - Przyjd� - odpar貫m z u�miechem. Izabela zalotnie pomacha豉 mi d這ni� na po瞠gnanie i wysz豉. Usiad貫m i g喚boko odetchn像em. Izabela zrobi豉 wywiad na temat mojej osoby. Mog貫m by� pewien, 瞠 to ona �ledzi豉 mnie w parku ko這 pa豉cu pandur闚. A mo瞠 obserwowa豉 nie mnie, tylko pa豉c albo Mariusza? Zerkn像em na zegarek - by豉 siedemnasta trzydzie�ci. Chcia貫m czym pr璠zej zje�� kolacj� i p鎩�� na spotkanie z Mariuszem. Wtedy rozleg這 si� pukanie do drzwi. Otworzy貫m. Na progu sta� Micha� z nar璚zem rycerzy. - Pobawimy si�? - poprosi�. - Wejd� - zaprosi貫m go. Tradycyjnie przypad豉 mi trudna rola oblegania fortecy krzy穎wc闚, zbudowanej tym razem z poduszek i koca. Na koniec hufce Micha豉 zagoni造 moich Saracen闚 a� pod kredens w k鉍ie. Podczas walk wypytywa貫m ch這pca o wydarzenia ca貫go dnia. - Wcze�nie dzi� wsta貫�? - Ciocia m闚i豉, 瞠 o si鏚mej i 瞠 nigdy nie dam jej pospa�. - A potem co robi貫�? - Nudzi貫m si�. - Niemo磧iwe! A co w tym czasie robi豉 ciocia? - Rozmawia豉 z tym panem... - Tym starszym czy m這dszym? - M這dszym! A potem pojechali�my na wycieczk�. - Dok鉅? - Nie wiem. Ciocia m闚i豉, 瞠 to si� nazywa這... uuuu... zdrowienie! - Uzdrowisko - podpowiedzia貫m w豉�ciwe s這wo. - A po drodze by� taki zamek na g鏎ze i nawet tam by貫m! - Zwiedza貫� prawdziwy zamek? - Nieee... to by造 tylko ruiny. Nagle jeden z rycerzy Micha豉 �raniony� przez mojego Saracena spad� i wpad� pod kredens. Pr鏏owa貫m, jak poprzednio si璕n寞 go linijk� - bezskutecznie. - Jutro go wyci鉚n� - obieca貫m ch這pcu zerkaj鉍 na zegarek. Mia貫m jeszcze tylko p馧 godziny na posi貫k i dotarcie na miejsce spotkania z Mariuszem. - Jutro znowu si� pobawimy. - Obiecujesz? - Tak. - A sk鉅 b璠� wiedzia�, kiedy b璠ziemy si� bawi�? - Wezw� ci� przez kr鏒kofal闚k�... Wsta貫m i wyj像em z szafki jeden z nadajnik闚. - Jak b璠ziesz na zamku, u siebie w pokoju, to w章cz radiostacj� na pods逝ch - pokaza貫m ch這pcu, kt鏎y guzik powinien wcisn寞, 瞠by w章czy� i wy章czy� urz鉅zenie. - Jutro, jak przyjdziesz do mnie, na豉dujemy akumulator. Odprowadzi貫m ch這pca do pokoju Ma貪osi, poczeka貫m na ni� i we tr鎩k� zeszli�my na kolacj�. Izabela, Marc i Torquemada siedzieli przy jednym d逝gim stole. - Zapraszamy - Izabela wskaza豉 nam miejsca. Zauwa篡貫m, 瞠 Marc wci嘀 nie odrywa oczu od Ma貪osi. Nie zwa瘸j鉍 na zdumione spojrzenia biesiadnik闚, w po�piechu robi貫m sobie kanapki i pi貫m gor鉍� herbat�. - Co si� sta這 z pana samochodem? - zwr鏂i貫m si� do Hiszpana, - Nie uwierzy pan, ale po prostu zaparkowa貫m auto w centrum �wieradowa, poszed貫m obejrze� miejscowe nieruchomo�ci i po powrocie z rekonesansu mia貫m takie pot篹ne wgniecenie. Co ciekawsze, auto mia貫m zaparkowane prawym bokiem do chodnika, zrobi� mi to jaki� przechodzie�. Ale jakiej on musia� u篡� si造... Czy w Polsce nie lubi� Hiszpan闚? - Wi瘯szo�� Polak闚 nie ma uprzedze� narodowo�ciowych - odpowiedzia貫m. - Nikt te� nie m鏬� pana podejrzewa� o obywatelstwo hiszpa雟kie, skoro je�dzi pan samochodem z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. A tobie, Izabelo, co si� sta這? - Drzewa przy drodze - wzruszy豉 ramionami. - Ma貫 obtarcie. Normalka - lekcewa蕨co machn窸a r瘯�. - Do wieczora w bibliotece - po瞠gna貫m wszystkich wstaj鉍 i k豉niaj鉍 si�. - Przepraszam, ale jestem um闚iony... B造skawicznie dotar貫m do swojego pokoju. Zabra貫m potrzebne mi rzeczy i ju� chcia貫m wyj��, gdy za oknem zauwa篡貫m b造sk. Wyjrza貫m. Wielkimi krokami, jak z造 duch w ciemnej pelerynie, zbli瘸豉 si� burza. Wzi像em jeszcze kurtk� przeciwdeszczow� i tradycyjnie klatk� schodow� zbieg貫m na g鏎ny dziedziniec, stamt鉅 po kolejnych schodach na dolny. Zerkn像em w kierunku dolnej bramy. Mariusza jeszcze tam nie by這. By貫m kwadrans przed um闚ion� godzin�. Przyznam, 瞠 burz� w tej sytuacji uwa瘸貫m za sprzymierze鎍a. Szybko zrobi這 si� ciemno. Pojedyncze lampy dawa造 za ma這 �wiat豉, by roz�wietli� mrok. Skry貫m si� w ciemnym za這mie muru w bramie, na progu drzwi, za kt鏎ymi - jak wcze�niej zauwa篡貫m - by� kantorek konserwatora. Ci篹kie krople deszczu mlaszcz鉍 rozbija造 si� na bruku dziedzi鎍a. B造skawice i grzmoty nast瘼owa造 prawie jednocze�nie. Nas逝chiwa貫m krok闚 Mariusza i rozgl鉅a貫m si�, czy nikt nie obserwuje mnie z zamku. Bry豉 budowli, roz�wietlana co jaki� czas zimnym blaskiem b造skawic, by豉 ciemna. I wtedy z kanionu fosy prowadz鉍ej do kot這wni b造sn窸o �wiat這 latarki. Kto� w p豉szczu przeciwdeszczowym macha� do mnie r瘯�. Ciekawi這 mnie, jak Mariusz dosta� si� do piwnic, skoro nie mija� mnie. Mo瞠 poszed� g鏎�, z recepcji wzi像 klucze i nie chc鉍 mokn寞 dotar� do bastionu przez piwnice? Wyszed貫m z kryj闚ki i ruszy貫m do ko鎍a korytarza. Poczu貫m si� niepewnie, gdy okaza這 si�, 瞠 ani przy rozwidleniu ko這 drzwi do kot這wni po lewej, ani ko這 dawnego bastionu na wprost, ani ko這 piwnicy po prawej Mariusz na mnie nie czeka�. Zdziwi這 mnie to. Wyj像em latark� i po�wieci貫m do pomieszcze�. Nikogo tam nie by這. Postanowi貫m sprawdzi� najpierw po prawej. Z g堯wnego korytarza wykutego w skale wchodzi這 si� za ogrodzenie z krat lub do dawnego sk豉dziku w璕la, po schodkach w d馧 lub do kolejnych pokoik闚 przypominaj鉍ych cele. Na ko鎍u korytarza by� niski tunel z w零kimi stopniami, prowadz鉍y w d馧. Gdzie� tam, w g喚bi podziemi wida� by這 �wiat這. Wtedy poj像em, 瞠 to pu豉pka. Czy Mariusz zdradzi� mnie? Obr鏂i貫m si� w kierunku wyj�cia. Pi皻na�cie metr闚 ode mnie drzwi prowadz鉍e do korytarzyka z celami zamyka造 si�. Rozp璠zi貫m si� maj鉍 nadziej�, 瞠 zd嘀�. Niestety, gdy uderzy貫m we wrota, us造sza貫m d�wi瘯 obracanego w zamku klucza. Nacisn像em klamk�, napar貫m na drzwi - daremnie, by造 ci篹kie, obite blach�, wprawione w kamienne framugi, z trzema kutymi zawiasami. Nie mia貫m szans ich wywa篡�. Za這mota貫m w blach� maj鉍 nadziej�, 瞠 kto� mnie us造szy. Jednak przez grube mury dociera造 tu tylko odg這sy burzy. Usiad貫m na pod這dze. Zastanowi這 mnie, czemu Mariusz, bo kto inny, zamkn像 mnie tu? Przecie� wcze�niej czy p��niej rozpoczn� si� poszukiwania mojej osoby i zostan� odnaleziony. Kiedy opowiem histori� mego uwi瞛ienia, wszystkie podejrzenia padn� na Mariusza. Musia豚y mie� doskona貫 alibi albo wsp鏊nika. Kto m鏬� nim by�: go�cie hotelowi, pracownicy hotelu, a zw豉szcza Agnieszka? Nie mog貫m znale�� odpowiedzi tylko na jedno pytanie: �po co?�. Jedyna korzy�� p造n鉍a z mej niewoli to mo磧iwo�� spenetrowania mojego pokoju. Kryszta趾a tam nie by這, dokumenty, w tym legitymacj� s逝瘺ow�, mia貫m ze sob�. Wsta貫m i przeszed貫m do tunelu na ko鎍u korytarza. Zgarbiony schodzi貫m do zapalonej latarki zostawionej na dole przez mojego przeciwnika. Le瘸豉 przy �ciance zbitej z desek, zagradzaj鉍ej dalsze przej�cie. Po�wieci貫m przez szpary. Dalej wida� by這 tunel z ma造mi usypiskami ziemi, ceg豉mi wypadaj鉍ymi z sufitu i �cian. Podejrzewa貫m, 瞠 dalsze wyprawy t� drog� mog造by zako鎍zy� si� tylko nieszcz��ciem. Zabra貫m latark� z ziemi i wspi像em si� do drzwi. Zgasi貫m �wiat豉 i siedz鉍 uderza貫m o metalowe obicie. Widzia貫m 瘸r闚ki w drucianych kloszach, typowe o�wietlenie wojskowych magazyn闚, ale nigdzie nie dostrzeg貫m w章cznika. O dwudziestej przesta貫m stuka�, skupiaj鉍 si� tylko na tym, by ws逝cha� si� w odg這sy zamku i w odpowiednim momencie da� zna�, gdzie jestem. Raz odwiedzi� mnie szczur. Gdy po�wieci貫m na niego latark�, czmychn像 i przygl鉅a� mi si� z odleg這�ci dw鏂h metr闚. Oko這 dwudziestej pierwszej us造sza貫m kroki. Zacz像em wali� pi��ci� w blach�. - Kto tam? - us造sza貫m g這s Mariusza. - To ja - odpowiedzia貫m. - Pawe�? Ju� otwieram. Us造sza貫m odg這s przekr璚onego w zamku klucza. - Kto ci� tu zamkn像? - zapyta� mnie Mariusz. - Zostawi� nawet klucz w zamku. - Nie ty? - Nie. To pewnie tak瞠 nie ty wys豉貫� do mnie SMS-a odwo逝j鉍ego spotkanie i to na dziesi耩 minut przed terminem. - Co?! - Chod�my - Mariusz poprowadzi� mnie do kot這wni, a z niej do piwnicy z winami. Gdy byli�my ju� nad powierzchni� ska造, wyj像 sw鎩 telefon kom鏎kowy. Pokaza� mi wiadomo�� tekstow�, jak� otrzyma�: �Nie mog� si� z Tob� spotka�. Zadzwoni�. Pawe��. - To nie m鎩 numer telefonu - powiedzia貫m zerkaj鉍 na dane nadawcy. - To zosta這 wys豉ne z telefonu, z kt鏎ego korzysta si� wykupuj鉍 specjalne karty. Dzwoni貫m pod ten numer i nikt nie odbiera�. W pierwszym momencie rzeczywi�cie zawr鏂i貫m do siebie, ale w po這wie drogi stwierdzi貫m, 瞠 to jest niemo磧iwe, 瞠by� ot tak odwo豉� wszystko. Przyjecha貫m na zamek i zacz像em ciebie szuka�. Pyta貫m wszystkich, ale oni pami皻ali tylko, 瞠 szybko uciek貫� z kolacji. Ma貪osia to nawet si� zaniepokoi豉 twoim losem - Mariusz u�miechn像 si� znacz鉍o. - By貫m pewien, 瞠 co� ci si� sta這, wi璚 sprawdzi貫m zamek, a teraz zszed貫m do fosy. - Co jest w tym tunelu, za drewnian� �ciank�? - zapyta貫m, gdy sko鎍zy貫m opowiada� o tym, jak zosta貫m uwi瞛iony. - To wojsko przegrodzi這 przej�cie - wyja�nia� Mariusz. - Nie wiem, co jest dalej. Mo瞠 by這 to jedno z zej�� na ni窺ze poziomy piwnic, gdzie mia豉 by� tajna fabryka broni? Idziemy obejrze� sejf? - Pozw鏊, 瞠 najpierw sprawdzimy jedn� rzecz... Poprowadzi貫m Mariusza do swojego pokoju, kt鏎ego drzwi by造 otwarte, a w �rodku panowa� lekki ba豉gan. Wida� by這, 瞠 kto� w po�piechu przegl鉅a� moje rzeczy. M鎩 towarzysz tylko cicho gwizdn像. - Kto� jest tob� bardzo zainteresowany - stwierdzi�. - Chod�my do biblioteki - powiedzia貫m. - Po co? - Trwa tam seans spirytystyczny. - Chcesz ich nastraszy�? - zapyta� mnie Mariusz. - Chc�! By這 po dwudziestej drugiej, wi璚 impreza ju� si� zacz窸a. Mariusz jako cz這nek bractwa rycerskiego dzia豉j鉍ego przy zamku mia� klucze do wielu pomieszcze�, mi璠zy innymi do sali narad. Weszli�my tam staraj鉍 si� robi� jak najmniej ha豉su. Mariusz podszed� do niszy przy pierwszym oknie na lewo od wej�cia. Na boazerii by豉 tam wyrze�biona twarz greckiego wojownika w he軛ie hoplity. Mariusz po這篡� d這� na twarzy wciskaj鉍 dwa palce w oczodo造. Fragment twarzy poruszy� si� na niewidocznych z zewn靖rz zawiasach. Ujrza貫m w零ki kana�, przez kt鏎y dobieg造 mnie nieco zniekszta販one, ale wyra�ne odg這sy z s零iedniej biblioteki. - Du穎 jeszcze takich niespodzianek jest na zamku? - zapyta貫m. - Przypuszczam, 瞠 tak - szepta� Mariusz. - Konserwator z czas闚 obecno�ci tu wojska pokaza� mi to jako szyb wentylacyjny. Nikt nie wpad� na to, 瞠 jest to urz鉅zenie pods逝chowe. B鉅� cicho, bo dzia豉 w obie strony. Skupi貫m uwag� na pods逝chiwaniu. - Pawe� si� sp��nia - us造sza貫m Ma貪osi�. - Wybieg� tak szybko - rzuci豉 Izabela. - Ciekawe dok鉅? - pyta� Marc. - To ju� jego sprawa - rzek� Torquemada. - Mo瞠 trzeba sprawdzi�... - zacz像 dyrektor. - Mariusz go szuka�, pewnie go znajdzie - stwierdzi豉 Izabela. - Ciekawe, czemu oni si� tak nagle zaprzyja�nili? - zastanawia豉 si� Agnieszka. - Pewnie to pani ich po章czy豉, odrzucaj鉍 zaloty obu... - za瘸rtowa� Torquemada. - 畝den z nich si� do mnie nie zaleca� - warkn窸a Agnieszka. - Mo瞠 zaczniemy seans? - Je瞠li co� si� sta這 Paw這wi, to wywo豉my jego ducha - stwierdzi豉 Izabela. - Przygotowa豉m si� do naszego spotkania i to ja b璠� mistrzyni� ceremonii. Proponuj�, by�my odstawili fili瘸nki i usiedli doko豉 okr鉚貫go sto逝. We�miemy jeszcze talerzyk. Panie dyrektorze, przyni鏀� pan kred�? - Tak. - Ostro積ie napisz� ni� litery alfabetu i w ten spos鏏 b璠ziemy porozumiewa� si� z duchem. A pan dok鉅 idzie? - Pa雟two wybacz�, ale nie wezm� udzia逝 w tym spektaklu - odpar� Torquemada. - My�la貫m, 瞠 wywo造wanie duch闚 mia這 by� tylko pretekstem do wieczornego spotkania. Dobranoc pa雟twu. - Dobranoc - odpowiedzia� mu zgodny ch鏎ek. Torquemada wyszed� i s造szeli�my, jak wolnym krokiem przemierzy� sal� rycersk�. - Teraz zga�my �wiat這! - Izabela dyrygowa豉 towarzystwem. Kto� wsta� i pstrykn像 kontakt. Potem us造szeli�my trzask zapalanej zapa趾i. - �wiat這 �wiecy lepiej przyci鉚a duchy - t逝maczy豉 Izabela. - Sprawdz� Hiszpana - Mariusz szepn像 mi na ucho i wyszed� z sali narad. - Duchu, duchu, przyjd�! - wo豉豉 Izabela. Wyobra瘸貫m j� sobie, jak zapatrzona w sufit wywo逝je ducha, a wszyscy stoj� wok馧 stolika wpatrzeni w spodek, czy ten poruszy si�, czy nie. - Duchu, je瞠li s造szysz nasze wo豉nie, porusz talerzykiem! Jako� ten obraz Izabeli nie pasowa� mi do jej charakteru. Co knu豉 ta zadziwiaj鉍a kobieta? Przecie� nie mog豉 wywo豉� prawdziwego ducha, chyba 瞠... by豉 w zmowie z Torquemad� lub Mariuszem. - Czego oczekujesz, Izabelo! - m闚i貫m, nienaturalnie obni瘸j鉍 g這s i przytykaj鉍 usta do otworu w �cianie. W bibliotece zaszemra這. - Duchu, sk鉅 znasz moje imi�? - Bo cierpi� przez ciebie! - Duch i Pawe� maj� podobne g這sy - stwierdzi豉 Ma貪osia. - Nieprawdopodobne - j瘯n像 dyrektor. - Czemu cierpisz przeze mnie? - pyta豉 Izabela. - Jeste� pi瘯na... - Dzi瘯uj� - wymkn窸o si� kobiecie. - ...i niewierna. Sko鎍zysz w studni... - To jakie� pom闚ienia! - ostro zareagowa豉 Izabela. - Duch chyba wie lepiej - Agnieszka nie kry豉 satysfakcji. - Powiedz, duchu, kogo zdradzi豉m? S造sza貫m �miech dyrektora i Marca. - Nie rozmawia si� z duchem, podpieraj鉍 si� pod boki jak kumoszka k堯c鉍a si� na targu - Ma貪osia zwr鏂i豉 Izabeli uwag�. - Izabelo, zdradzi豉� kogo�, kto ci� uwa瘸� za przyjaciela. - Czy mo瞠sz, duchu, powiedzie�, gdzie jest Pawe�? - Jedno z was uwi瞛i這 go w piwnicach pod bastionem. Wpad� tam do ukrytej za �cian� z desek studni... - O Bo瞠! - j瘯n窸a Ma貪osia. - Tam rzeczywi�cie jest taka �ciana - powiedzia� dyrektor. - Musz� to sprawdzi� - s造cha� by這 szuranie jego krzes豉. - Zaraz, to 瘸rt! - krzykn窸a Izabela. - To pewnie Pawe� gdzie� tu ukry� si�... Na parkiecie sali rycerskiej rozleg造 si� szybkie, oddalaj鉍e si� kroki dyrektora. W bibliotece zacz皻o szura� meblami, otwiera� szafy. Szybko zamkn像em otw鏎 w �cianie i wyszed貫m z komnaty narad. Ostro積ie przeszed貫m do klatki schodowej. Na palcach wchodzi貫m na swoje pi皻ro. Tam spotka貫m Mariusza, kt鏎y schodzi� z g鏎y. - Co z Hiszpanem? - zapyta貫m go. - Nie ma go w pokoju - odpowiedzia� Mariusz. Nagle w sali rycerskiej rozleg造 si� krzyki. - Sprawd�my w jego pokoju! - krzycza豉 Izabela. Poci鉚n像em Mariusza. Chcia� po emporze przej�� do g堯wnego skrzyd豉, ale stamt鉅 te� by這 s造cha� kroki. Obaj, niczym nastolatkowie z豉pani na gor鉍ym uczynku wyprawy do pokoju dziewcz靖, wbiegli�my do mnie. Mariusz ukry� si� w 豉zience, ja wskoczy貫m pod koc do 堯磬a. Za chwil� drzwi otworzy造 si� z hukiem. Kto� zapali� �wiat這. - Widzicie dowcipnisia! - krzykn窸a Izabela. Udawa貫m, 瞠 nag造m naj�ciem obudzili mnie. - Co si� dzieje? - zapyta貫m otwieraj鉍 oczy. - Gdzie by貫�? - zaatakowa豉 mnie Izabela. Opr鏂z niej byli Agnieszka, Ma貪osia i Marc. - Tu - odpowiedzia貫m. - W takim ba豉ganie? - zdziwi豉 si� Ma貪osia. - Nie zd嘀y貫m jeszcze posprz靖a�. - Czy 造ka貫� jakie� lekarstwa? - wypytywa豉 mnie Agnieszka. Ju� chcia豉 wej�� do 豉zienki, gdzie przecie� by� Mariusz. - Ju� dzi� Izabela odwiedzi豉 moj� 豉zienk�, gdy si� k雷a貫m. Mam chyba prawo do odrobiny prywatno�ci? - zatrzyma貫m Agnieszk�. - By豉� u Paw豉? - Ma貪osia odwr鏂i豉 si� do Izabeli. Marc, widz鉍 zbli瘸j鉍� si� awantur�, wyszed� z pokoju m闚i鉍 �dobranoc�. - Chcia豉m go zaprosi� na seans w bibliotece - wyja�ni豉 Izabela. - Gdy si� k雷a�? - dziwi豉 si� Agnieszka. - Mog造by panie doko鎍zy� t� rozmow� gdzie indziej? - poprosi貫m. We trzy spojrza造 na mnie z pot瘼ieniem w oczach i wysz造. Mariusz ostro積ie wyjrza� z 豉zienki. Szeptem opowiedzia貫m mu o tym, co si� wydarzy這 w bibliotece. - Id� spa� - powiedzia� Mariusz. - Ja p鎩d� jeszcze co� sprawdzi�. Jutro si� odezw�. Po chwili wymkn像 si� na korytarz. Zastanawia貫m si�, co powinienem teraz robi� i uzna貫m, 瞠 sen rzeczywi�cie jest najlepszym rozwi頊aniem. Posprz靖a貫m, wykapa貫m si� i zgasiwszy �wiat這, po這篡貫m si� do 堯磬a. Mia貫m koszmarne sny. �ni這 mi si�, 瞠 Izabela zamyka mnie w podziemnym labiryncie i gdy ju� z niego wychodz�, natykam si� na Torquemad�, kt鏎y wpycha mnie do narz璠zia tortur zwanego �疾lazn� Dziewic��, czego� w rodzaju sarkofagu naje穎nego wewn靖rz kolcami. Obudzi貫m si� zlany potem. By豉 si鏚ma. Zerkn像em na ekran telefonu kom鏎kowego. Okaza這 si�, 瞠 od sz鏀tej dwukrotnie dzwoni� do mnie Mariusz. Oddzwoni貫m do niego. - Cze�� - przywita貫m go. - Witaj, Pawle - odpowiedzia�. - Mam dla ciebie niespodziank�. Wczoraj po wyj�ciu od ciebie sprawdzi貫m, kto p鎩dzie obejrze� piwnice zamkowe, w kt鏎ych by貫� uwi瞛iony. - Podejrzewa貫�, 瞠 ten kto mnie tam zamkn像, zechce si� dowiedzie�, jak si� uwolni貫m? - domy�li貫m si�. - Tak jest. Zaczai貫m si� w dyskretnym miejscu, za krat� po prawej stronie w skrzyni na piasek, sk鉅 wszystko widzia貫m. Kr鏒ko po p馧nocy, pierwsza by豉 tam Izabela. Potem przyszed� Marc - wyra�nie zafascynowany ogl鉅a� cele. Trzeci by� Torquemada. Obszed� wszystko z ogromnie znudzon� min�. - Czemu tam przyszed�, skoro nie by這 go na seansie i nie m鏬� s造sze�, co si� ze mn� sta這? - Nie wiem. Pod wycieraczk� zostawi貫m ci co� jeszcze. Wczoraj nie zd嘀yli�my o tym porozmawia�. Znalaz貫m to w lesie. To pociski, jakimi strzela� do nas tajemniczy podgl鉅acz. - Poczekaj - poprosi貫m rozm闚c�. Od這篡貫m telefon na parapet, otworzy貫m drzwi i zajrza貫m pod wycieraczk�. Ze zdumieniem obejrza貫m pociski. By造 to kauczukowe walce z podk豉dk� z metalowej folii z jednej strony. Wr鏂i貫m do telefonu. - Takich naboj闚 u篡wa policja do t逝mienia demonstracji - oceni貫m. - Tak samo m闚i貫� o tych �wiecach dymno-gazowych... - I dlatego po strzale s造sza貫m odg這sy rykoszet闚 w�r鏚 pni drzew - dopowiedzia貫m. - Przeciwnik na razie stara si� by� delikatny. - Sta這 si� co� jeszcze. - Co? - Agnieszka unika rozm闚 ze mn�, wi璚 pisz� do niej listy i wysy豉m poczt� elektroniczn�. W nocy Agnieszka odpowiedzia豉 na mojego meila z zaproszeniem na spotkanie... - Randk�? - Tak jakby... Dziwne, 瞠 zrobi豉 to akurat teraz, cho� wcze�niej wys豉貫m do niej z dziesi耩 podobnych zaprosze�. Zastanawia貫m si�, czy od tej pory mog� liczy� na pomoc Mariusza? ROZDZIA� SI笈MY �NIADANIE Z TORQUEMAD� � ROZMOWA TELEFONICZNA IZABELI � OKRADZIONY SKARBIEC � ODZNAKA ROSYJSKIEGO WYWIADOWCY � ATAK UWI佖IONYCH � CO ZWIEDZA� MICHA�? � TAJEMNICA KREDENSU Nag貫 zainteresowanie Agnieszki osob� Mariusza rzeczywi�cie by這 dziwne, zw豉szcza po wydarzeniach ubieg貫j nocy. - Zaprowadzisz mnie do skrytki? - upewnia貫m si�. - Naturalnie - odpowiedzia� Mariusz. - Mo瞠 by� o dziesi靖ej? - Tak. Po瞠gnali�my si�. Ubra貫m si� i zbieg貫m na �niadanie. Zasta貫m tylko Torquemad�. Siedzia� z nieszcz��liw� min� nad talerzem z jedzeniem. - Dzie� dobry - przywita貫m go. - Nie smakuje panu? - Jest pyszne - odpar� Hiszpan. - Mo瞠 mi pan wyjawi�, co jest powodem pa雟kiego zmartwienia? Torquemada odczeka� a� Zosia przyjmie zam闚ienie i nachyli� si� do mnie z tajemnicz� min�. - Tu si� dziej� dziwne rzeczy - oznajmi� szeptem. - Tak? - Nie by這 pana na wywo造waniu duch闚, ale pan tam by�. Duchy nie istniej�, a s造szeli�my pana g這s, kt鏎y powiedzia�, 瞠 kto� pana uwi瞛i�. To prawda? - W pewnym sensie tak. - Pan 瘸rtuje? - Hiszpan przygl鉅a� mi si� uwa積ie. - Nie. Wczoraj wieczorem by貫m um闚iony na spotkanie z kim�, kto jednak nie przyszed�. Gdy znudzony oczekiwaniem wybra貫m si� na zwiedzanie piwnic zamkowych, zosta貫m zamkni皻y w podziemiach. - Pod bastionem? - Tak. Potem gdy straci貫m nadziej�, 瞠 noc sp璠z� w 堯磬u, kto� mnie uwolni�. - Kto? - Ten, z kim by貫m um闚iony. Wczoraj przy kolacji powiedzia貫m o swoich planach i kto� z obecnych, a byli tam wszyscy go�cie hotelowi, uzna�, 瞠 trzeba mi w tym przeszkodzi� i zrobi� to niezwykle umiej皻nie. Dzi� i tak zrealizuj� sw鎩 plan. - Ciekawe... - mrukn像 Torquemada. - Mnie pan te� podejrzewa? - Wszystkich. Mo瞠 mi pan powiedzie�, kto wczoraj wieczorem pierwszy opu�ci� jadalni�? - Wyszli�my wkr鏒ce po panu - Hiszpan odpowiedzia� po chwili namys逝. - No w豉�nie. Kto� �wietnie steruje tu wszystkimi i nie wiedzie� czemu wzi像 mnie na celownik. Podejrzewam, 瞠 toczy si� tu dziwna gra, o kt鏎ej chyba b璠� musia� powiadomi� policj�... Sko鎍zy貫m posi貫k i wsta貫m od sto逝. - Z kim pan by� um闚iony? - zapyta� Torquemada. - To ju� pozostanie moj� tajemnic� - odpar貫m. - Tak samo jak to, czego szuka� pan w tych podziemiach dzisiejszej nocy? Przed panem byli tam Izabela i Marc. Do zobaczenia na obiedzie! Wychodz鉍 widzia貫m, 瞠 Hiszpan patrzy� za mn� wyra�nie zaintrygowany. W recepcji dowiedzia貫m si�, 瞠 Ma貪osia z Micha貫m wyszli na spacer w towarzystwie Marca. Izabela tradycyjnie gdzie� wyjecha豉. Poszed貫m do swojego pokoju, zabra貫m latarki i kilka potrzebnych mi rzeczy. Postanowi貫m zej�� do piwnicy klatk� schodow� z kr皻ymi schodami. Sprawdzi貫m, czy zawiasy drzwi na moim pi皻rze wci嘀 skrzypi�. Poruszy貫m skrzyd貫m i rozleg� si� zgrzyt. Zadowolony uda貫m si� do piwnicy, gdzie przez winiarni� i kot這wni� przeszed貫m pod bastion. Niestety, drzwi prowadz鉍e do korytarzyka z celami by造 zamkni皻e na klucz. Zerkn像em na zegarek. Mia貫m jeszcze godzin� do terminu spotkania z Mariuszem. Z kieszeni wyj像em zestaw wytrych闚 i otworzy貫m zamek. Wszed貫m do korytarzyka i starannie zamkn像em wrota. Zajrza貫m, czy w celach nikt si� nie ukry� i zszed貫m do tunelu na ko鎍u. Dotar貫m do �ciany z desek. Dwie by造 wybite, a na kurzu po drugiej stronie wida� by這 odcisk czyjej� d這ni. Kto� szczup造 pr鏏owa� si� przecisn寞 na drug� stron�. Spojrza貫m na szpar� w �cianie. Z tr鎩ki podejrzanych tylko Kanadyjczyk przecisn像by si� przez ni� z wielkim trudem. A wi璚 to Izabela lub Torquemada pr鏏owali dosta� si� dalej. Tylko kiedy? Wtedy, kiedy obserwowa� ich Mariusz? Mo瞠 nad ranem? Moje rozmy�lania jak �wist szabli nad g這w� przerwa� d�wi瘯 dzwonka telefonu kom鏎kowego, kt鏎y dobieg� zza moich plec闚. A� podskoczy貫m z wra瞠nia i uderzy貫m g這w� o sufit. Natychmiast zgasi貫m latark� i czeka貫m. Kto� by� w korytarzu z celami i w豉�nie wychodzi� do fosy. Pospieszy貫m na g鏎�. Intruz zostawi� otwarte wrota, ale wszed� do ma貫j kazamaty pomi璠zy wej�ciem do pomieszcze� gdzie przebywa貫m a kot這wni�. Skry貫m si� w jednej z cel i nas逝chiwa貫m. - Poczekaj, tu mam lepszy zasi璕 - us造sza貫m g這s Izabeli. - Podejrzewa wszystkich... - m闚i豉 do kogo�. - Nie, nie wiem, kto go uwolni�, ale pewnie to ten Mariusz... Dobrze, dobrze b璠� go mia豉 na oku... Nie uwa瘸sz, 瞠 to przypadek? Przyjecha� tu z dzieckiem i jak�� dziewczyn�. Mo瞠 dopiero to uwi瞛ienie go zaintrygowa這.... Tak, id� sprawdzi�... Dobrze, dzi� o dziewi皻nastej w domu zdrojowym... Zaraz po sko鎍zonej rozmowie rozleg造 si� energiczne kroki Izabeli. Przywar貫m plecami do �ciany w celi i wstrzyma貫m oddech. Izabela zamkn窸a drzwi i nie zagl鉅aj鉍 do cel zesz豉 do tunelu. Wyjrza貫m na korytarz - blask latarki na �cianach by� niewidoczny. Pewnie dlatego Izabela nie domy�li豉 si�, 瞠 kto� jest w podziemiach. Ju� stawia貫m pierwszy krok, by wyj�� z celi, gdy skrzypn窸a klamka we wrotach. Cofn像em si� do kryj闚ki. Ko這 mnie przemkn像 cie� skradaj鉍ego si� Torquemady. Hiszpan ostro積ie schodzi� do miejsca, gdzie by豉 Izabela. Gdy tylko stwierdzi貫m, 瞠 zszed� dostatecznie nisko, by mnie nie zobaczy�, zakrad貫m si� do wr鏒, lekko odchyli貫m niedomkni皻e skrzyd這 i szybko wyszed貫m na zewn靖rz. Natychmiast przekr璚i貫m wytrych w zamku i wyszed貫m do fosy. By貫m ciekaw, co teraz zrobi� uwi瞛ieni Izabela i Torquemada. Us造sza貫m kroki na mo�cie, kt鏎e nagle ucich造. Spojrza貫m do g鏎y. Nad kraw璠zi� balustrady mign窸a mi jedynie g這wa z d逝gimi ciemnymi w這sami. To mog豉 by� tylko Agnieszka. Poszed貫m do dolnej bramy i jeszcze pi耩 minut musia貫m poczeka�, a� przyjdzie Mariusz. - Cze��! - przywita貫m go. - Cze��! - poda� mi d這�. - Na kt鏎� jeste� um闚iony z Agnieszk�? - Na osiemnast� w Le�nej, w �Toskanii�, to pizzeria przy rynku. Czemu pytasz? - Przed chwil� widzia貫m Agnieszk� na mo�cie i my�la貫m, 瞠 ju� si� dogadali�cie... ale to niewa積e. Chod�my obejrze� ten sejf. Mariusz poprowadzi� mnie na g鏎ny dziedziniec, do korytarza przy kawiarni �Grota�. Tam kluczem otworzy� drzwi, kt鏎e mija這 si� z prawej strony wychodz鉍 z kr璚onych schod闚. To tu przeskakiwa貫m barierk�, by dosta� si� do piwnicy. Weszli�my do sali wy這穎nej parkietem, z drzwiami prowadz鉍ymi na lewo i prawo. Skr璚ili�my w lewo do �wietlicy, w kt鏎ej rogu znajdowa造 si� schody prowadz鉍e w d馧. Zeszli�my nimi do niewielkiego przedsionka i niewielkiej skrytki o wymiarach oko這 dwa i p馧 metra na cztery, wysoko�ci nieco ponad dwa metry. Dawniej wej�cia do schowka broni造 drzwi pancerne z dw鏂h warstw stali przedzielonych betonem. Metal by� pokryty przera�liwie grub� warstw� rdzy. W dobrym stanie by造 tylko dwa zamki i pokr皻這 mi璠zy nimi. - W 1946 roku bibliotekarka ostatniego w豉�ciciela zamku romansowa豉 z burmistrzem Le�nej i zdradzi豉 mu, gdzie jest sejf - opowiada� Mariusz. - Musieli znale�� wsp鏊nik闚, mi璠zy innymi dogadali si� z komendantem posterunku Milicji Obywatelskiej i noc� za豉dowali skarby do dw鏂h ci篹ar闚ek. W豉mali si�, jak widzisz, wypalaj鉍 dziur� i wy豉muj鉍 zamek od wewn靖rz. - Musieli spokojnie pracowa� nad tym ca章 noc - stwierdzi貫m ogl鉅aj鉍 drzwi grubo�ci trzydzie�ci centymetr闚. - Zastanawia mnie tylko, jak to si� sta這, 瞠 tak d逝go ta skrytka pozosta豉 nietkni皻a? - Na g鏎ze - Mariusz wymownie wskaza� sufit - by這 wi璚ej do wyniesienia i to mniejszym nak豉dem si� i �rodk闚. Pami皻aj, 瞠 tu rz鉅zili tak naprawd� Rosjanie i to w ko鎍u oni przej瘭i jedn� z ci篹ar闚ek i mimo 瞠 przewo穎no tam ikony, przekazali j� stronie polskiej... Mariusz wymownie zawiesi� g這s. - Czemu? - zdziwi貫m si�. - W rosyjskim stylu by這 w najlepszym razie przegna� rabusi闚 i samemu zagarn寞 逝p. - Bo to nie by造 zwyk貫 oddzia造 rosyjskie - Mariusz u�miechn像 si�. - A jakie? - Sam popatrz - Mariusz wyj像 z kieszeni dwie foliowe koszulki, jakich u篡wa si� do przenoszenia dokument闚. W jednej by豉 mocno zniszczona naszywka naramienna z napisem cyrylic�: �Minerzy gwardii�. W drugiej koszulce znajdowa豉 si� wykonana z br頊u, wpinana w ko軟ierz munduru odznaka z trzema literami wysoko�ci zaledwie dw鏂h centymetr闚: �GRU�. - Rosyjski wywiad wojskowy? - zdziwi貫m si�. - A wiesz, co to jest? - Mariusz pokaza� naszywk�. - Minerzy gwardii - przeczyta貫m napis. - A wiesz, kim naprawd� byli ci �minerzy gwardii�? - Komandosi? Grupy szturmowe? - Blisko, to s豉wny Specnaz, zbrojne rami� GRU. Oddzia造 Specnazu w czasie wojny nazywano �minerami gwardii�. - Gdzie znalaz貫� te odznaki? - U siebie przed domem, gdy w zesz造m roku po篡czywszy od kolegi wykrywacz metali, obszed貫m ca章 swoj� posiad這��. Znalaz貫m tam mundur. Kto� dawno temu rzuci� go pod drzewo i nasypa� na niego kilka gar�ci ziemi. Cz這wieka, kt鏎y go nosi�, zakopano staranniej, w g喚bokim dole, dawnym okopie otaczaj鉍ym pa豉c. Rosjanin dosta� trzy strza造 z rewolweru Smith & Wesson. Zab鎩ca Rosjanina porzuci� bro� na brzegu zalewu. Gdy jaki� czas temu spuszczono wod�, sprawdzi貫m wykrywaczem to co do tej pory by這 pod wod� i znalaz貫m rewolwer z trzema strzelonymi 逝skami w b瑿enku. Powiem ci jeszcze, 瞠 przez kilka lat po wojnie na zamku stacjonowa造 oddzia造 rosyjskie. Nikt nie wie jakie. Potem obiekt przej窸o Wojsko Polskie i te� nie dowiesz si� niczego o tym, co tu si� dzia這 przez ten czas, opr鏂z wersji, 瞠 by� to o�rodek wypoczynkowy. - My�lisz, 瞠 Rosjanie szukali tu fabryki broni? - domy�la貫m si� przypominaj鉍 sobie opowie�� Mariusza. - Nie inaczej. Wyszli�my ze skarbca. Podzi瘯owa貫m Mariuszowi za pomoc i widz鉍, 瞠 jego my�li s� ju� poch這ni皻e tylko zbli瘸j鉍ym si� wieczorem, um闚i貫m si�, i� zadzwoni� do niego nast瘼nego dnia. Poszed貫m na schody, ale nie zatrzyma貫m si� na swoim pi皻rze, tylko wszed貫m wy瞠j. By這 tam pi皻ro identyczne do tego, na kt鏎ym mieszka貫m. Zamiast empory nad sal� rycersk� by豉 tu du瘸 komnata zamieniona na sal� konferencyjn�, z niej wchodzi這 si� do skrzyd豉 zamieszkanego przez Izabel� i Marca. Intrygowa造 mnie tam drzwi, do kt鏎ych wchodzi這 si� po trzech ceglanych schodkach. Masywne niskie wej�cie by這 zamkni皻e na pot篹n� k堯dk�. Wyjrza貫m przez okno i uzna貫m, 瞠 t璠y wchodzi這 si� do zamkowej wie篡. Stan像em pod drzwiami pokoju Izabeli. W �rodku panowa豉 cisza, podobnie u Marca. Zakrad貫m si� pod pok鎩 Torquemady - 瘸dnych odg這s闚. Zostawi貫m u siebie wszystkie rzeczy opr鏂z latarki i zszed貫m do recepcji. - Czy ma pani klucz do piwnic pod bastionem? - zapyta貫m Agnieszk� stoj鉍a za kontuarem. - A co, chce pan jeszcze raz by� tam zamkni皻ym? - z這�liwie zapyta豉. - Kto pani powiedzia�, 瞠 by貫m tam uwi瞛iony. - Duch. Prosz� uwa瘸� na siebie, bo nie wiadomo kiedy nast瘼nym razem uratuje pana z opresji... - ostrzega豉 wr璚zaj鉍 mi solidny, stary klucz. - Dzi瘯uj�. Oprowadza豉 pani jak�� wycieczk� od czasu mojego przyjazdu? - Tak - twarz Agnieszki natychmiast spowa積ia豉. - Szkoda, bo my�la貫m, 瞠 z nud闚 zacznie si� pani umawia� na randki - u�miechn像em si� i czym pr璠zej uciek貫m do wyj�cia, nie czekaj鉍 na ostr� reprymend�. Stoj鉍 na mo�cie ws逝chiwa貫m si� w odg這sy z fosy. Nie s造sza貫m wo豉nia o pomoc. Czy Izabeli i Torquemadzie tak dobrze by這 w zamkni璚iu? Przez podjazd, gdzie sta造 samochody Izabeli i Torquemady, zszed貫m na dolny most i potem do fosy. Ostatnie metry przeszed貫m na palcach nas逝chuj鉍, co si� dzieje w piwnicy. Panowa豉 tam cisza. Sta貫m oparty o wrota, nadal ze �rodka nie dobiega� 瘸den g這s. Zawaha貫m si�. Delikatnie nacisn像em klamk�. Zaskrzypia豉, ale zamek by� zamkni皻y. Nadal wi��niowie nie dawali znaku 篡cia. A mo瞠 wyszli - przecie� kt鏎e� z nich te� mog這 mie� wytrych? W這篡貫m klucz w dziurk�, przekr璚i貫m go i otworzy貫m wrota. Wyszli - by貫m pewien patrz鉍 na pusty korytarz. Zapali貫m latark� i zrobi貫m kilka krok闚. Nagle poczu貫m ruch z prawej, gdzie by這 wej�cie do celi. W por� uchyli貫m si� przed ciosem, pad貫m na pod這g� i wykona貫m przerzut przez rami�. Po sekundzie sta貫m na lekko ugi皻ych nogach w pozycji obronnej. Przed sob� widzia貫m sylwetk� Torquemady. By� got闚 do walki, ale nie atakowa�. W mroku widzia貫m tylko bia趾a jego oczu. - Kim pan jest? - udawa貫m, 瞠 nie poznaj� napastnika. - O co chodzi? Do mych nozdrzy dolecia� s豉by zapach perfum, zapewne Izabela stale ich u篡wa豉. W starej piwnicy ten aromat by�, na zasadzie kontrastu, doskonale wyczuwalny. Jednocze�nie zauwa篡貫m spojrzenie Hiszpana skierowane w bok ode mnie. Skoczy貫m nagle prostuj鉍 praw� nog�. Torquemada sprawnie chwyci� moj� stop� i przekr璚i� ni� powoduj鉍, 瞠 w powietrzu wykona貫m niespodziewane salto i pad貫m na pod這g�. Widzia貫m, jak nadbiega Izabela i podnosi uzbrojon� w latark� r瘯�. Przeturla貫m si�, a latarka z hukiem uderzy豉 w posadzk�. Szk這 i fragmenty plastykowej obudowy posypa造 si� na boki. - Iza, panie Tomas! - krzykn像em. - Co wy robicie? Torquemada usiad� mi na piersiach i zacz像 mnie dusi�. - Do堯� mu, odechce mu si� dowcip闚 - powiedzia豉 Izabela. - Jakich dowcip闚?! - krzycza貫m. - Sprawd� jego papiery, mo瞠 to jakie� zi馧ko, a gra takiego �wi皻ego - Izabela zach璚a豉 Hiszpana. - To jakie� nieporozumienie! - charcza貫m. Torquemada wyra�nie rozlu�ni� uchwyt i wtedy zarzuci貫m mu nogi od ty逝, skrzy穎wa貫m przed g這w� i mocno poci鉚n像em do do逝 �ci鉚aj鉍 go z siebie. Izabela odskoczy豉 krzycz鉍. Wypl靖a貫m si� z r隕 Torquemady i uciek貫m do fosy. Hiszpan i Izabela wybiegli za mn�. Oboje natychmiast zadarli g這wy do g鏎y, na most. Zrobi貫m co i oni. Stali tam Ma貪osia, Marc i g這w� wystawia� Micha�. - Wujku, pobawimy si� 穎軟ierzami? - pyta� ch這piec. - Tak, po obiedzie! - odpowiedzia貫m. Odwr鏂i貫m si� do Izabeli i Torquemady. - Mo瞠 spokojnie mi wyja�nicie, o co chodzi? - powiedzia貫m do nich. - Kto� nas zamkn像 w piwnicy - odpowiedzia豉 Izabela. - To pan przyszed� z kluczem... - doda� Hiszpan. - Chcia貫m tylko spokojnie zwiedzi� piwnice - wyja�nia貫m. K豉ma貫m, robi貫m �le, ale zachowanie uwi瞛ionych by這 dla mnie zaskoczeniem. Wsp鏊nie przygotowali na mnie zasadzk� i tylko cudem si� uratowa貫m - cho熲y przed zdemaskowaniem, gdyby uda� si� zamiar Izabeli, 瞠by sprawdzi� moje kieszenie, gdzie by豉 moja legitymacja s逝瘺owa. - Nie wiem, kto was tam zamkn像, ale to nie by貫m ja - kontynuowa貫m. - Jak to si� sta這? - Nie zgrywaj si� - warkn窸a Izabela. - Zwiedza貫m zamek, z ciekawo�ci, po dzisiejszej porannej rozmowie z panem postanowi貫m jeszcze raz zwiedzi� piwnice - odpar� Torquemada. - Mia� pan racj�, 瞠 by貫m tu w nocy, ale niewiele wtedy widzia貫m. Chcia貫m jeszcze raz to wszystko obejrze�... - Nie ma pan latarki - zauwa篡貫m. - Tu jest �wiat這 - Torquemada pokaza� nam w章cznik tu� za wej�ciem. Roze�mia貫m si� z prostoty tego rozwi頊ania. Hiszpan te� u�miechn像 si�. Tylko Izabela pozosta豉 niewzruszona. - Pawe�, masz u mnie krech� - o�wiadczy豉 i odesz豉 fos� w kierunku dolnej bramy. Przet逝maczy貫m Torquemadzie s這wa Izabeli. - Nie spodziewa貫m si� po tej pani takiego s這wnictwa - stwierdzi�. Rzeczywi�cie Izabela momentami pokazywa豉 inn� twarz. Za mask� zimnej, ale dystyngowanej damy kry豉 si� zapewne kobieta o z造m charakterze. - Jestem panu winny szklank� wina za t� napa�� - powiedzia� Torquemada. - Dobra pora, przed obiadem, na ma貫 porto. Pokiwa貫m g這w�, 瞠 tak i zamkn像em drzwi. Hiszpan poszed� do �Groty� a ja g鏎� do recepcji odnie�� klucz. - Znalaz� pan tam to czego szuka�? - zapyta豉 Agnieszka. - Jestem szcz��ciarzem, a mog貫m sobie nabi� guza - przyzna貫m. Zszed貫m do kawiarenki. Barman za wysokim barem pokrytym ciemn� boazeri� z w零kich listewek by� zapewne zaskoczony zam闚ieniem Hiszpana, to znaczy tym, 瞠 kto� chce pi� tak rzadko kupowany trunek zamiast piwo czy kaw�. - Nie by這 porto, ale jest malaga - powiedzia� Hiszpan. - Wino z po逝dniowej Hiszpanii z nutk� rodzynek i karmelu. Mo瞠 by� - doda� delektuj鉍 si� smakiem napoju. - Pyszne - przyzna貫m. - M闚i貫m panu, 瞠 dziwne rzeczy dziej� si� na zamku? Ale dlaczego to wszystko skupia si� na panu? - Nie wiem. - Bo jest pan bardzo ciekawski, podobnie jak ja. Mo瞠 pani Izabela bierze pana za kogo� innego? - Za kogo? - Kogo� podobnego do niej. - A kim ona jest? - Je瞠li to co pokazuj� w filmach jest nawet w 獞ierci prawdziwe, to ona jest szpiegiem. Zakrztusi貫m si� 造kiem wina. - Dlaczego pan tak uwa瘸? - To ona przygotowa豉 zasadzk� na pana. - Nie na mnie, lecz na tego, kto zechce was uwolni� - zauwa篡貫m. - Nie, na pana - Torquemada pokr璚i� g這w�. - Wiedzia豉, 瞠 to pan przyjdzie otworzy� drzwi. Przewidzia豉 ka盥y pana ruch... - Ale to pan skutecznie obroni� si� przed moim kontratakiem. - Kiedy� chodzi貫m na zaj璚ia z samoobrony. - Czy Izabela m闚i豉, po co zesz豉 do piwnicy? - Chcia豉 sprawdzi�, czego pan tam szuka�. Szczero�� Hiszpana by豉 zaskakuj鉍a. Mo瞠 rzeczywi�cie by� tylko prawnikiem i nikim wi璚ej? - I co znalaz豉? - Nic. - M闚i豉, czemu mnie podejrzewa i o co? - Wspomina豉 co� o skarbie wykradzionym z zamku po wojnie i cz��ci tego zbioru, kt鏎a zosta豉 gdzie� na zamku. Zdaniem pani Izabeli, jest pan poszukiwaczem tego skarbu. - Nie zainteresowa這 pana, kim ona jest, 瞠 chce stan寞 mi na przeszkodzie? - Jakby chcia豉 da� do zrozumienia, 瞠 jest tajnym agentem, czym� w rodzaju detektywa muzealnego... Zamilk貫m na chwil�. Nie by貫m pewien, czy to Izabela wiedzia豉, kim jestem i postanowi豉 napu�ci� Torquemad� na mnie, czy to Hiszpan pr鏏owa� mnie wybada�. - Wie pan, jestem zdumiony tymi podejrzeniami - m闚i貫m. - Jestem zwyk造m turyst�. Owszem interesuj� si� histori� Czochy, bo zamek ten znany jest w gronie os鏏 zajmuj鉍ych si� histori�. To wszystko. - I ja my�l� to samo - Torquemada dobrotliwie poklepa� mnie po ramieniu. - Wygl鉅a pan tak niepozornie, prosz� wybaczy�, ale chyba nie sko鎍zy� pan studi闚? Przyznam, 瞠 zatka這 mnie i chyba zrobi貫m si� czerwony na twarzy. - Prosz� si� nie obra瘸�, znam wielu doskona造ch specjalist闚, fachowc闚 w swojej w零kiej bran篡, kt鏎zy nie uko鎍zyli studi闚 - t逝maczy� si� Torquemada. - Wie pan, 瞠 nawet m鎩 klient... - Nie szkodzi, 瞠by by� pracownikiem ochrony, nie trzeba mie� uko鎍zonych studi闚 - przerwa貫m mu. - A co pan ochrania? - Muzea - szczerze odpowiedzia貫m. Torquemada pr鏏owa� zatuszowa� swoj� niezr璚zno�� opowiadaj鉍 mi r騜ne historie dotycz鉍e hiszpa雟kich win, ale ch堯d, jaki zapanowa� mi璠zy nami, nie opu�ci� nas a� do obiadu. Przy stole spotkali si� wszyscy go�cie zamku. Izabela wynio�le milcza豉. Marc i Hiszpan zabawiali wszystkich anegdotami. Wzrok Ma貪osi nie odrywa� si� od Marca, a Micha� siedzia� na krze�le i kr璚i� si� nie mog鉍 doczeka� si� ko鎍a posi趾u. - Nareszcie koniec - ch這piec zerwa� si� z miejsca, gdy wstali�my od sto逝. Ka盥y szed� do swojego pokoju. Tym razem Izabela nie sz豉 do siebie ko這 mojego pokoju, a potem po emporze sali rycerskiej. Micha� pobieg� przodem po swoich 穎軟ierzy. Gdy dotar貫m pod drzwi pokoju, on ju� tam czeka� z pude趾iem pe軟ym rycerzy i radiostacj� do na豉dowania akumulator闚. - Co dzi� robi貫�? - podpytywa貫m go, gdy rozstawiali�my rycerzy do bitwy, a kr鏒kofal闚ka 豉dowa豉 si� pod章czona do kontaktu. - Eee... nic. - Jak to nic? By貫� z cioci� na spacerze? - Tak. - A dok鉅 poszli�cie? - Najpierw na tam�, a potem do takiego zamku, kt鏎y mia� wie輳 jak ten, w kt鏎ym mieszkamy. - Byli�cie po drugiej stronie jeziora? - Tak. - Sami? - Ten pan, co m闚i angielskim j瞛ykiem, by� z nami. - M闚i po angielsku - poprawi貫m ch這pca. - Czy zwiedzali�cie ten zamek? - Nie, tylko ciocia Ma貪osia rozmawia豉 z tym panem. Zaj像em si� szykowaniem szereg闚 piechoty. - Wyj像e� mojego rycerza spod tego mebla? - Micha� pokaza� na puste siod這 jednego z koni i kredens w k鉍ie. - Jeszcze nie mia貫m czasu - przyzna貫m si�. - Mo瞠 spr鏏ujemy teraz? - Tak! - ch這piec podskoczy� z rado�ci. - Sta� tu - wskaza貫m mu miejsce obok fotela; nie chcia貫m; by wszed� gdzie nie trzeba, gdy b璠� przesuwa� ci篹ki mebel. Micha� sta� z zaci�ni皻ymi pi零tkami obserwuj鉍 moje poczynania. Podszed貫m do mebla od strony okna. Napar貫m ca造m cia貫m - ani drgn像. Opar貫m si� o niego plecami i odpycha貫m nogami od wn瘯i - z identycznym skutkiem. Otar貫m krople potu z czo豉 i gdy opar貫m si� o kredens, palce lewej d這ni wbi造 si� we wz鏎 i nagle d這� wsun窸a si� w �ciank�. - Potw鏎! - krzykn像 Micha�. - Potw鏎 zje ci r瘯�! Szybko wyj像em d這�. - 畝den potw鏎 - machn像em r瘯� pokazuj鉍, 瞠 jest ca豉. - Zepsu貫m kredens, ale nikomu o tym nie powiesz? - A naprawisz go? - Postaram si�. Wyjd� na korytarz i pilnuj, czy nikt nie idzie, a ja postaram si� go naprawi�... - lekko wypchn像em ch這pca za drzwi. Wci�ni璚ie fragmentu ornamentu powodowa這 uruchomienie mechanizmu, kt鏎y odsuwa� kredens od �ciany. Gdy go pcha貫m i moj� d這� �zjad� potw鏎�, nagle ci篹ki sprz皻 przesun像 si�. Teraz pchn像em go lekko niczym pi鏎ko. Przesun像 si� na k馧kach ukrytych w n騜kach, na zawiasach ukrytych w �cianie. Najpierw podnios貫m z pod這gi rycerza Micha豉, potem zerkn像em na otw鏎 wysoki na p馧tora metra, szeroki na osiemdziesi靖 centymetr闚 ze schodami prowadz鉍ymi w d馧 i w g鏎�. - Ju� mog� wr鏂i�?! - krzyk Micha豉 otrze�wi� mnie. Dopchn像em kredens do �ciany. Wci�ni皻y fragment powr鏂i� na miejsce. - Tak! - odpowiedzia貫m ch這pcu. Wbieg� do pokoju i zadowolony wzi像 rycerza, kt鏎ego wytar貫m z kurzu. Po kilku potyczkach i jednej walnej bitwie garstka moich Saracen闚 zakrad豉 si� do skarbca rycerzy Micha豉. Celem kierowanych przeze mnie bandyt闚 by這 zdobycie skrzyni ze skarbami, identycznej, jak ta, w kt鏎ej trzyma貫m zawarto�� przesy趾i od Andrzeja. - Zobaczymy, co tu mamy - dramatycznym szeptem �przem闚i�� herszt bandy otwieraj鉍 kuferek. G這s uwi頊� mi w gardle. W �rodku by造 moje kryszta趾i. ROZDZIA� 紎MY KUFEREK Z KRYSZTAΘAMI � MARC U MAΔOSI � RANDKA AGNIESZKI I MARIUSZA � SPOTKANIE W �WIERADOWIE ZDROJU � �FRANGES NON FLECTES� � W TAJNYCH PRZEJ�CIACH Micha� by� r闚nie zaskoczony jak ja. - O! - krzykn像. - Powiedz, sk鉅 ty to masz?! - spojrza貫m na ch這pca. - Nie wiem - wyj隕a� przestraszony. Przytuli貫m go i poca這wa貫m w czo這. - Micha趾u, bardzo si� ciesz�, 瞠 to znalaz這 si� u ciebie w skrzyni - powiedzia貫m. - Szuka貫m tego. - Ale ja nie wiem... - g這s ch這pca za豉mywa� si� i zbli瘸� si� do p豉czu. - Powiedz mi, czy zamieni貫� nasze skrzynki na skarby? - Tak, bo twoja bardziej mi si� podoba豉. Na moje szcz��cie ch這piec zamieni� kuferki, nim z這dziej ukrad� ten z mojego pokoju. Musia貫m ustali� jeszcze jedn� rzecz. - Czy wujek Marc widzia� te skrzynki u ciebie? - zapyta貫m. - Tak, ale nie chcia� si� ze mn� bawi�. - Pewnie dlatego, 瞠 jeszcze nie znasz j瞛yka angielskiego ani on polskiego - pociesza貫m ch這pca. Wyj像em woreczek z kryszta趾ami i w這篡貫m je do zamykanej kieszeni bluzy. - Dzi瘯uj� ci - uroczy�cie poda貫m d這� Micha這wi. - Tylko nie m闚 nikomu o tym, co tu si� sta這? - O tym, 瞠 zepsu貫� mebel? - Te�, i o kryszta趾ach... - A co to s� za kryszta趾i? Daj� ci moc? - Nie, to takie bardzo ma貫 fotografie, nic ciekawego. Sko鎍zyli�my zabaw� obietnic�, 瞠 nast瘼nego dnia te� b璠ziemy si� bawi�. Odprowadzi貫m ch這pca do pokoju Ma貪osi. Delikatnie zapuka貫m w drzwi. Ba貫m si�, bym w �rodku nie zasta� Marca. Po chwili w progu stan窸a moja s零iadka z Warszawy. Jak瞠 zmieni� j� pobyt na zamku. Zacz窸a u篡wa� szminki i innych kosmetyk闚 do malowania twarzy! Poczu貫m nutk� zazdro�ci, bo dla mnie nigdy si� tak nie szykowa豉. - Przyszed貫� wreszcie do swojej narzeczonej? - Ma貪osia zapyta豉 z przek零em. - Ostatnio by豉� zaj皻a - odpowiedzia貫m. - Bo m鎩 narzeczony my�la� zupe軟ie o czym innym. Rozmawiali�my g這�no i by貫m pewien, 瞠 nasz� rozmow� s造szy Izabela, o ile jest w swoim pokoju. - Mo瞠 porozmawiamy? - proponowa貫m robi鉍 krok do pokoju. Czu貫m, 瞠 Ma貪osia ch皻nie stan窸aby mi na drodze. Zrobi貫m jeszcze dwa kroki i wszystko sta這 si� dla mnie jasne. W fotelu odwr鏂ony w kierunku wej�cia siedzia� Marc. U�miechn像 si� blado �wiadomy dwuznaczno�ci sytuacji. - Wpad貫m na kaw� - wyja�ni� wskazuj鉍 na fili瘸nk� stoj鉍� na stoliku. - Ma貪osia parzy pyszn�... - wsta� i szybko dopi� resztk�. - Ju� musz� lecie� - zwr鏂i� si� do Ma貪osi. Przeszed� obok mnie i sprawia� wra瞠nie, jakby ba� si�, 瞠 w ka盥ej chwili rzuc� si� na niego. - Nie da si� ukry�, 瞠 nasz zwi頊ek prze篡wa kryzys - mrukn像em do Ma貪osi. - Bo nic nie robisz, 瞠by ratowa� sytuacj� - odpar豉. Micha� z opuszczon� g這w� usiad� na swoim 堯磬u, a my stoj鉍 na �rodku pokoju prowadzili�my dysput�. - Od jutra si� to zmieni - zapowiada貫m. - Bo dzi� stanie si� co� wa積ego? - W pewnym sensie tak... - Nie wierz� ci! Wiedz, 瞠 nie jestem tu po to, by udawa� twoj� narzeczon�, bo to nudne zaj璚ie. Nudniejsze by這by chyba tylko bycie twoj� 穎n�! Po prostu staram si� mi這 sp璠zi� czas w towarzystwie m篹czyzny, kt鏎emu na mnie zale篡. Sk鉅 wiedzia貫�, 瞠 wtedy rozmawia豉m z Izabel�? - Kiedy? - Jak siedzia造�my w bastionie. Ma這 zawa逝 nie dosta豉m po twoim SMS-ie. Pods逝chiwa貫� nas, tylko jak i sk鉅? Wywo造wanie duch闚? Przecie� nikt nie wierzy, 瞠 Izabela wywo豉豉 ducha m闚i鉍ego twoim g這sem. Ty gdzie� tam by貫� i szkoda, 瞠 nie widzia貫�, jak mocno byli�my przestraszeni. Kim ty w豉�ciwie jeste�? Nabra貫m powietrza i g這�no westchn像em. - Czy wieczorem po篡czysz mi samochodu? - poprosi貫m j�. - Co?! - Chcia豚ym pojecha� w jedno miejsce... - Wieczorem? - Tak. - Powiesz mi, gdzie i po co? Milcza貫m. - Prosz�! - rzuci豉 we mnie kluczykami, kt鏎e wyj窸a z szuflady. - Mo瞠sz zatankowa� samoch鏚. Zwr鏂� ci pieni鉅ze. Czu貫m si�, jakby mnie spoliczkowa豉. Wiedzia貫m, 瞠 to nie jest dobry czas na rozmowy, wi璚 wyszed貫m. Zszed貫m na kolacj�, kt鏎� jad貫m w samotno�ci. Gdy wraca貫m do swojego pokoju, na schodach spotka貫m Izabel�. Patrzy豉 na mnie z triumfalnym u�miechem. Przemilcza貫m drwin� i wyzwanie kryj鉍e si� w spojrzeniu kobiety. Z pokoju zabra貫m niewielk� torb�, podobn� do tych u篡wanych przez fotograf闚. By豉 zamykana na zamek z szyfrem, a w �rodku znajdowa造 si� szczeg鏊nie cenne gad瞠ty elektroniczne. Wychodz鉍 z pokoju zostawi貫m zapalone �wiat這, a fotel z narzuconym na niego kocem podsun像em do drzwi, by zas豉nia� posiadaczowi kamery szpar� nad progiem. Klamk� i cz��� drzwi pokry貫m niewidoczn� warstw� proszku, tego samego, kt鏎y mia� pos逝篡� mi do zidentyfikowania cz這wieka, kt鏎y w豉ma� si� do mojego pokoju, a potem ukry� si� w sali narad. Wychodz鉍 do kr璚onych schod闚 zamkn像em za sob� skrzypi鉍e skrzyd豉 i je tak瞠 pokry貫m proszkiem. Przez g鏎ny dziedziniec wyszed貫m z zamku. Zas這ni皻y od zamku budynkiem dolnej bramy, otworzy貫m skrzynk� latarni i do kabli pod章czy貫m ma貫 urz鉅zenie. Jego w章czenie powodowa這 wy章czenie wszystkich latarni czerpi鉍ych pr鉅 z tej samej skrzynki rozrz鉅owej. Jak s逝sznie przypuszcza貫m, wszystkie latarnie przed zamkiem zgas造. Potrzebowa貫m tylko minuty, by pobiec do auta Izabeli i pod mask�, z ty逝 pod章czy� ma造 nadajnik przekazuj鉍y do mojego urz鉅zenia odbiorczego aktualne po這瞠nie jej forda. Odbiornik mia� wpisan� w pami耩 map� drogow� Polski, wi璚 z dok豉dno�ci� do 50 metr闚 mog貫m okre�li� po這瞠nie �ledzonego pojazdu. Zasi璕 �pluskwy� wynosi� tylko dwa kilometry. Wsiad貫m do cinquecento Ma貪osi i nie w章czaj鉍 reflektor闚 wyjecha貫m z parkingu. Zostawi貫m auto przy murze folwarku zas豉niaj鉍ego mnie od okien zamku. Wr鏂i貫m do latarni i w章czy貫m �wiat這. W aucie wyj像em z torby odbiornik �pluskwy� i uruchomi貫m go, by sprawdzi�, czy odbieram sygna�. Natychmiast zauwa篡貫m, 瞠 punkt oznaczaj鉍y w霩 Izabeli miga na czerwono, co oznacza這, 瞠 ford jest w ruchu. W lusterku wstecznym widzia貫m dwa sztylety halogen闚 pojazdu Izabeli. Pad貫m na siedzenie, by nikt z zewn靖rz nie zauwa篡� mnie w �rodku. D這ni� zas這ni貫m �wiec鉍y ekran urz鉅zenia �ledz鉍ego. Us造sza貫m, jak ford scorpio z piskiem opon zakr璚i� i przemkn像 obok mnie. Na chwil� stan像 przy zamkni皻ej bramie. Lekko unios貫m g這w�. Przez moment na tle roz�wietlonych wr鏒 ujrza貫m sylwetki pasa瞠rek forda. Za kierownic� by豉 Izabela, a obok niej siedzia豉 Agnieszka! Na ekranie �ledzi貫m w霩 Izabeli - jecha豉 do Le�nej. Czy瘺y to Izabela sta豉 za randk� Agnieszki i Mariusza? Uruchomi貫m auto, kt鏎e dychawicznie zakaszla這 i z warczeniem ruszy這. Wyjecha貫m na drog� do Le�nej. Izabela by豉 ju� p馧tora kilometra ode mnie i jecha豉 ponad sto kilometr闚 na godzin�. Mia貫m szans� dogoni� j� dopiero w�r鏚 ciasnych uliczek Le�nej. Doda貫m gazu, na co fiat zareagowa� do�� �lamazarnie, ale gdy przekroczy� ju� pr璠ko�� osiemdziesi璚iu kilometr闚 na godzin�, nagle jakby z豉pa� drugi oddech. W minut� dojecha貫m do Le�nej. Widzia貫m, 瞠 Izabela stan窸a tam na zapleczu rynku. Zatrzyma貫m si� w uliczce oddalonej o jedn� przecznic� od �Toskanii�. Pod fotelem pasa瞠ra ukry貫m wszystkie rzeczy opr鏂z s逝chawki wk豉danej do ucha i czaszy mikrofonu kierunkowego, niewi瘯szej ni� parasolki podawane do drink闚. Taki mikrofon doskonale mie�ci� si� w d這ni. Pod kurtk�, na pasku mia貫m wzmacniacz d�wi瘯u. Stan像em w zacienionej bramie po drugiej stronie uliczki. Okna restauracji do po這wy wysoko�ci by造 pokryte matem i napisami reklamowymi, ale przez g鏎n� cz��� doskonale wida� by這 wn皻rze z wielkim barem, ci篹kimi 豉wami i sto豉mi z k堯d drewna, piec do pieczenia pizzy i ludzi pij鉍ych g堯wnie piwo. Mariusz siedzia� w rogu sali. Wsta�, gdy zobaczy� wchodz鉍� Agnieszk�. Wiem, 瞠 nie豉dnie jest pods逝chiwa� rozmowy innych, ale teraz chcia貫m wiedzie�, czy za nag章 przychylno�ci� Agnieszki nie kry這 si� nic podejrzanego. W章czy貫m urz鉅zenie i kieruj鉍 mikrofonem ukrytym w d這ni pr鏏owa貫m ws逝cha� si� w d�wi瘯i dobiegaj鉍e ze �rodka. Oko這 pi璚iu minut zaj窸o mi uchwycenie dobrego k靖a do �z豉pania� rozmowy Mariusza i Agnieszki. D逝窺zy czas rozmawiali o rzeczach dla mnie nieistotnych. W pewnym momencie Agnieszka powiedzia豉 co�, co wzmog這 moj� uwag�. - S造sza貫� o uwi瞛ieniu tego faceta, kt鏎y przyjecha� z ma造m ch這pcem? - Agnieszka zapyta豉 Mariusza. - Nie, a co mu si� sta這? - Twierdzi, 瞠 kto� go zamkn像 w piwnicy pod bastionem. - Kto mia豚y to zrobi�? - Pani Izabela, ten Hiszpan lub Kanadyjczyk. - Ale �wir z tego go�cia... - Rozmawia貫� z nim? - Tak. By� u mnie. - Co?! - Agnieszka nie zapanowa豉 nad sob�. - Czego chcia�? - Niczego, 豉zi� po moim domu. Pyta�, czy nie wiem czego� o skarbach z Czochy, bo on czyta� j隕�� ksi嘀k� na ten temat... - I co mu powiedzia貫�? - To samo, co ka盥emu innemu - o rozkradzionym sejfie. Ka盥y o tym wie. Dla mnie najwi瘯szym skarbem zamku wiesz, kto jest? Poczu貫m si� niezr璚znie. Mariusz nie�wiadomy mojej obecno�ci i tego, 瞠 s造sz� rozmow�, komplementowa� oboj皻n� na to Agnieszk�. Dziewczyna zacz窸a nawet spogl鉅a� na zegarek, jakby uzna豉 swoj� misj� za zako鎍zon�. I ja sprawdzi貫m, kt鏎a jest godzina. By這 p馧 godziny do dziewi皻nastej, kiedy to Izabela mia豉 spotkanie w uzdrowisku. Domy�la貫m si�, 瞠 chodzi o �wierad闚 Zdr鎩. Musia貫m ju� jecha�. Decyzj� u豉twi造 mi s這wa Agnieszki. - Co, musisz ju� wraca� na zamek? - Mariusz pyta� dziewczyn�. - Nie. - A jak tam si� dostaniesz? - Pani Izabela zabierze mnie po drodze, jak b璠zie wraca豉 z jakiego� spotkania. - Do kt鏎ej mamy czas? - pyta� Mariusz, trzymaj鉍 dziewczyn� za r瘯�. - Nie wiem, ma zadzwoni�... Wy章czy貫m mikrofon, zwin像em czasz� i wr鏂i貫m do auta Ma貪osi. Tam uruchomi貫m odbiornik �pluskwy�. Izabela by豉 poza zasi璕iem. Wyjecha貫m z Le�nej i skierowa貫m si� na po逝dnie do �wieradowa Zdroju. Uzdrowisko to, je�li wierzy� legendom, by這 znane ju� przed wiekami, gdy pielgrzymowali tu do �cudownych w鏚� mieszka鎍y Mi�ni i ㄆ篡c. W pierwszej po這wie XVIII wieku Schaffgotschowie, w豉�ciciele tych ziem, zwo豉li konsylium lekarzy z Mirska, Gryfowa i Lw闚ka. Orzekli oni, 瞠 miejscowe wody lecz� 穎章dek, w靖rob� i pomagaj� zwalczy� stany l瘯owe. W XIX wieku i na pocz靖ku XX uzdrowisko rozros這 si�, wzbogaci這 o s豉wny dom zdrojowy z wielk� hal� spacerow� i pijalni� w鏚. Tajemnic� w鏚 leczniczych s� �ladowe ilo�ci radonu - pierwiastka promieniotw鏎czego, kt鏎ego obecno�� wspomaga leczenie narz鉅闚 ruchu i pobudza uk豉d hormonalny. Dzi瘯i obecno�ci w wodach wapnia, magnezu, 瞠laza, s逝蕨 one do k雷ieli, p逝kanek i irygacji. Dzi瘯i temu poprawiaj� kondycj� dzi零e�, zapobiegaj� pr鏂hnicy, zwalczaj� anemi�. Do �wieradowa przyje盥瘸j� tak瞠 osoby lecz鉍e stawy i choroby serca. Teraz gna貫m tam i ja. Na miejscu by貫m kilka minut po dziewi皻nastej. Na ekranie szuka貫m, kiedy poka瞠 mi si� punkt wskazuj鉍y na obecno�� auta Izabeli. By這 zaparkowane sto metr闚 od domu zdrojowego. Znowu wzi像em mikrofon kierunkowy i wyszed貫m na spacer wok馧 budowli. Szed貫m przez park patrz鉍 na wie輳 zegarow� przypominaj鉍� kszta速em he軛u wie輳 z zamku Czocha. Na tarasie wystawiono stoliki o�wietlone kolorowymi lampionami. Kilkuosobowy zesp馧 symfoniczny gra� utwory Schuberta. Elegancko odziani pensjonariusze i tury�ci siedzieli na stylowych krzese趾ach i s逝chali wspania貫j muzyki. Obni篡貫m rondo kapelusza i postawi貫m ko軟ierz kurtki. Pr鏏owa貫m wypatrzy� jasne w這sy Izabeli. Dostrzeg貫m j� w rogu. Opr鏂z szklanki wody sta造 przed ni� kieliszek koniaku i fili瘸nka kawy. Jej rozm闚c� by� blondyn, ledwo widoczny pomi璠zy lud�mi. Szuka貫m dobrego miejsca, sk鉅 m鎩 mikrofon uchwyci豚y, o czym rozmawia豉 Izabela. Spacerowa貫m po parku, szerokim 逝kiem omijaj鉍 jasne kr嘀ki chodnika roz�wietlonego przez latarnie. Wreszcie znalaz貫m 豉weczk�, na kt鏎ej usiad貫m i k豉d鉍 r瘯� na oparciu wycelowa貫m czasz� w Izabel�. - ...mam nadziej�, 瞠 ta ma豉 wydob璠zie z niego, co oni kombinuj� - powiedzia豉 Izabela. - Moim zdaniem, powinna� zaj寞 si� Paw貫m osobi�cie - g這s, jak瞠 znajomy, sprawi�, 瞠 lodowate ciarki przeszy造 moje cia這. To by� Jerzy Batura! Czy瘺y ju� wyszed� z wi瞛ienia? Ile to czasu min窸o, gdy spotkali�my si� na Mierzei Wi�lanej? Rok? Nie, dwa! Pan Samochodzik, m鎩 szef, kilka razy konkurowa� w poszukiwaniach skarb闚 z Waldemarem Batur� - gangsterem d瞠ntelmenem preferuj鉍ym inteligencj� nad si喚 rewolweru. Jego syn Jerzy, z kt鏎ym wielokrotnie walczy貫m, raz okazywa� si� brutalnym draniem, innym razem godnym przeciwnikiem, a nawet rzadko wsp馧pracownikiem. Teraz do walki ze mn� wystawi� kobiet� - by� �wiadomy, 瞠 podobnie jak m鎩 zwierzchnik mia貫m s豉bo�� do pi瘯nych kobiet, kt鏎e nie poddawa造 swej powierzchowno�ci powszechnej dzi� unifikacji. Batura opr鏂z inteligencji mia� inne zalety: by� bogaty i przystojny. Kobiety, nawet te twierdz鉍e, 瞠 u m篹czyzny szukaj� ciep豉 i oparcia, mi瘯造 pod ostrza貫m jego stalowoszarych oczu. Ciekaw by貫m, czy Izabela uleg豉 urokowi Batury, czy tylko by豉 jego partnerk� w ciemnych interesach. - On ma narzeczon�, m闚i豉m ci... - Pawe� i narzeczona? - roze�mia� si� Batura. - Kt鏎a dziewczyna wytrzyma z nim d逝瞠j ni� tydzie�? To straszny nudziarz. Tylko raz czy dwa widzia貫m go ta鎍z鉍ego. Czy on umie rozmawia� o czym� innym ni� praca? - S造sza豉m, jak temu ch這paczkowi opowiada� o etosie rycerskim. - Pawe� i jego szef rzeczywi�cie s� jak ostami b喚dni rycerze - Batura �mia� si�. - Ta narzeczona to kamufla�... - Co ty! Dzi� po po逝dniu k堯cili si�... - Mo瞠 grali? Spr鏏uj naci鉚n寞 Paw豉 na zwierzenia, co s鉅zi na temat has豉. - Jak? On mi nie ufa. - Wiem, 瞠 to potrafisz. 畝den facet ci si� nie oprze, gdy zechcesz go upolowa�. Jeste� urodzonym 這wc�... Na moment rozmow� zag逝szy造 oklaski. Potem cz��� klient闚 zacz窸a wstawa� przes豉niaj鉍 mi rozm闚c闚, zag逝szaj鉍 wszystko szuraniem krzese� i �miechem. - Musz� lecie� - us造sza貫m g這s Izabeli. - Zaraz zadzwoni� do tej zarozumia貫j panny... O prosz�, nawet Izabela mia豉 wyrobion� opini� na temat Agnieszki. Szkoda, 瞠 Mariusz tego nie dostrzega�. C騜, mi這�� bywa �lepa. Pobieg貫m do cinquecento i pojecha貫m w kierunku Mirska. Izabela mia豉 szybsze auto i bez trudu dogoni豉by mnie na drodze do Le�nej. W Mirsku zatankowa貫m paliwo i wyciskaj鉍 z silniczka fiata ca章 moc, pogna貫m do zamku Czocha. Zaparkowa貫m auto na podje�dzie, w cieniu. Sam skoczy貫m w krzaki ko這 altanki, sk鉅 widzia貫m ca造 parking przed hotelem. Wyj像em mikrofon kierunkowy i czeka貫m. Po dziesi璚iu minutach przed zamek zajecha� ford Izabeli. Obok niej siedzia豉 Agnieszka. W章czy貫m urz鉅zenie do pods逝chiwania. - Jeste� po randce i taka ponura? - dziwi豉 si� Izabela. - Z takim nastawieniem nie zawojujesz �wiata. - Nie ka盥y mo瞠 by� taki jak pani - odpowiedzia豉 Agnieszka. - Pani spotkanie zawsze si� udaje? - Tak - Izabela roze�mia豉 si�. - Co s造cha� u tego Mariusza? - W porz鉅ku. - Pyta豉� go o Paw豉? - Nie wiem, czy powinnam by豉... - Powinna� by豉 - Izabela przedrze�nia豉 Agnieszk�. - Czy lojalno�� wobec kogokolwiek pomo瞠 ci w osi鉚ni璚iu sukcesu? Chcesz si� st鉅 wyrwa�, bo to dziura? Zgoda, ale gdzie twoja przebojowo��. Musisz by� jak strza豉 zmierzaj鉍a prosto do celu. - Wiem, pani mi obieca豉 pom鏂... - Obieca豉m, ale najpierw musz� ci� sprawdzi�... - Izabela znacz鉍o zawiesi豉 g這s. - Ten Pawe� pyta� o skarby, skrytki i to wszystko. - Pyta豉� Mariusza o ten dziwny napis po 豉cinie? - ,,Franges non flectes�? Nikt tego nie rozumie. - Dobrze, id� spa�. Jak b璠ziesz potrzebowa豉 pomocy, to wal do mnie. Popytam znajomych, czy nie znalaz豉by si� praca dla ciebie... - My�la豉m, 瞠 u pani... Od pani tyle bym mog豉 si� nauczy�. - Dobrze, pomy�l� - Izabele u�miechn窸a si� i zapali豉 papierosa. Agnieszka wysiad豉 z forda i pomaszerowa豉 przez most do hotelu. Izabela zosta豉 na podje�dzie i patrzy豉 na zamek. Podesz豉 do cinquecento i dotkn窸a jego maski. Musia豉 by� jeszcze ciep豉. Izabela sko鎍zy豉 pali�, wyrzuci豉 niedopa貫k i spokojnie pomaszerowa豉 do hotelu. Odczeka貫m jeszcze pi耩 minut, zabra貫m spod wozu Izabeli �pluskw�� i przemkn像em na dolny dziedziniec, a stamt鉅 na g鏎ny i do swojego pokoju. Po drodze, w �Grocie�, kupi貫m butelk� wody mineralnej i chipsy. Zanios貫m torb� z gad瞠tami oraz zakupy do kwatery, odnios貫m kluczyk do samochodu Ma貪osi, kt鏎a tylko odrobin� otworzy豉 drzwi - by豉 w koszuli nocnej, i wr鏂i貫m do siebie. Sprawdzi貫m latark� ze �wiat貫m w ultrafiolecie, czy nikt nie pr鏏owa� wej�� do mojego pokoju. Na klamce nie by這 odcisk闚. Zabezpieczy貫m drzwi przed podgl鉅aczem i rozstawi貫m mikroskop. Do pomocy ogl鉅a貫m kryszta趾i. Wi瘯szo�� zawiera豉 zdj璚ia alianckiego sprz皻u przygotowywanego do inwazji na Europ�. Tylko kilka przedstawia這 plany i schematy jakich� urz鉅ze�. Nie jestem wybitnym elektronikiem, ale domy�li貫m si�, 瞠 chodzi tu o rodzaj radar闚 lub innych maszyn emituj鉍ych lub odbieraj鉍ych fale. Najbardziej zainteresowa� mnie plan zamku Czocha z podpisem: �Franges non flectes� oraz spis rzeczy zaczynaj鉍y si� od tej samej sentencji. Czy瘺y te trzy s這wa by造 kluczem do skarbu? Batura te� pyta� Izabel� o moje rozumienie znaczenia tych s堯w. Wsta貫m rozprostowuj鉍 ko�ci. Schowa貫m mikroskop, kryszta趾i wsun像em do pude趾a po filmie do aparatu fotograficznego. Ukry貫m je w dobrym miejscu. Zgasi貫m �wiat這 i szeroko otworzy貫m okno, wdychaj鉍 �wie瞠 powietrze. �Z豉miesz, lecz nie zegniesz� - o co mog這 chodzi�? Co mo積a z豉ma� nie zginaj鉍? Mo瞠 biblioteka kry豉 w sobie rozwi頊anie zagadki? Pi貫m wod� i powoli jad貫m chipsy. Gdy odpocz像em, zebra貫m latarki, za這篡貫m kombinezon i podszed貫m do kredensu. Nacisn像em fragment ro�linnego ornamentu i odsun像em mebel. W章czy貫m latark� czo堯wk� i roz�wietli貫m tajne przej�cie. Po grubej, nietkni皻ej warstwie kurzu rozpozna貫m, 瞠 nikt t璠y nie chodzi� od wielu lat, kto wie - mo瞠 nawet od czas闚 wojny. Przej�cie by這 bardzo w零kie, najwy瞠j p馧metrowe. Najpierw poszed貫m do g鏎y. Pami皻a貫m, 瞠 w pokoju nade mn� mieszka� Torquemada, wi璚 powinienem by� dosta� si� do niego. Gdy wydawa這 mi si�, 瞠 jestem ju� pi皻ro wy瞠j, nie zauwa篡貫m 瘸dnego wej�cia do pomieszczenia. Dopiero po uwa積ej lustracji ceglanej �ciany odnalaz貫m ma造 drewniany ko貫k wystaj鉍y ze spoiwa mi璠zy ceg豉mi. Spr鏏owa貫m go wyci鉚n寞. Posypa這 si� kilka okruszk闚 zaprawy, a w moje oczy uderzy� blask bij鉍y z wn皻rza apartamentu Torquemady. B造skawicznie zgasi貫m latark� i przytkn像em oko do otworu �rednicy najwy瞠j pi璚iu milimetr闚. W dziur� kto� przemy�lnie wmontowa� system soczewek podobny do stosowanego w judaszach w naszych drzwiach. Dzi瘯i temu mia貫m pe貫n, chocia� nieco zniekszta販ony obraz tego, co robi Hiszpan. Teraz najwyra�niej zdziwiony ha豉sem za �cian� zerka� w moim kierunku. Mnie bardziej interesowa這 urz鉅zenie, jakie sta這 na stole Torquemady. By� to rzutnik obrazu, kt鏎y potrafi� wy�wietli� na �cianie to co by這 na kryszta趾ach podobnych jak te, kt鏎e mia貫m ja. Kilka le瘸這 na at豉sowej wy�ci馧ce otwartej papiero�nicy, w kt鏎ej Hiszpan je przenosi�. Obraz na �cianie pokazywa� schemat podziemi Czochy - konkretnie pod bastionem, sk鉅 schodki prowadzi造 na ni窺ze poziomy. Czeka貫m, czy Torquemada nie b璠zie ogl鉅a� nast瘼nych obraz闚, ale widocznie sp這szy� go ha豉s i wy章czy� urz鉅zenie, zapakowa� je do walizki, papiero�nic� schowa� do kieszeni marynarki. Zatka貫m otw鏎 drewnian� zatyczk�, zapali貫m latark� i ruszy貫m do g鏎y. Gdy znalaz貫m si� pi皻ro wy瞠j, znowu znalaz貫m drewniany k馧eczek w �cianie. Wyj像em go i spostrzeg貫m rozbieraj鉍� si� do snu Agnieszk�. Szybko zatka貫m otw鏎. Nie wypada這 podgl鉅a� kobiety w takiej sytuacji. Wszed貫m jeszcze kilka stopni i nagle drog� przegrodzi� mi lity mur. Nigdzie nie by這 �ladu mechanizmu otwieraj鉍ego wyj�cie, 瘸dnego drewnianego k馧eczka. Wr鏂i貫m do siebie. By這 ju� bardzo p��no i zastanawia貫m si�, czy powinienem sprawdzi� przej�cie w d馧. W ko鎍u ciekawo�� zwyci篹y豉. Ceglane schodki by造 �liskie od brudu. Ocieraj鉍 si� o �ciany schodzi貫m ciasn� spiral�, a� nagle tunel zacz像 gwa速ownie obni瘸� si�. By� wysoko�ci najwy瞠j stu dwudziestu centymetr闚. W �cianie dostrzeg貫m charakterystyczny kszta速 k馧eczka. Wyj像em go i m鎩 wzrok w ciemno�ciach rozr騜ni� witra瞠 i meble sali narad. Gdy zszed貫m jeszcze kilka stopni, poziom wyr闚na� si�. By貫m pod posadzk� sali rycerskiej. Szed貫m zgarbiony, by這 tu najwy瞠j p馧tora metra wysoko�ci. W pewnym momencie zahaczy貫m o co� wystaj鉍ego z sufitu. Obejrza貫m si�. To by豉 niewielka metalowa r鉍zka. Chwyci貫m j� i poruszy貫m. Rozleg� si� zgrzyt metalu. Zgasi貫m latark� i mocniej poci鉚n像em r鉍zk�. Przesuwa豉 si� w bok. Moje oczy przyzwyczai造 si� do p馧mroku i bez trudu dostrzeg貫m, 瞠 znajduj� si� w palenisku wielkiego kominka w sali rycerskiej. Na emporze zauwa篡貫m skradaj鉍� si� Izabel� w pid瘸mie. - U-hu! - nie potrafi貫m zapanowa� nad sob�, 瞠by jej nie nastraszy�. Kobieta podnios豉 niespodziewany krzyk. Po�wieci豉 latark� po sali, ale ani na moment jej promie� nie trafi� w w零k� szpar� w dnie paleniska. - U-hu-hu! - odezwa貫m si� raz jeszcze. Izabela krzykn窸a raz jeszcze i uciek豉 w kierunku swojego pokoju. Szybko zamkn像em blaszan� pokryw� nad sob� i roze�mia貫m si�. Tunel przede mn� obni瘸� poziom pod這gi, przez co sz這 mi si� lepiej - bo wyprostowa貫m si�. W ko鎍u dotar貫m do ciemnej dziury o �rednicy osiemdziesi璚iu centymetr闚. Na cienkiej lince opu�ci貫m latark�. Doliczy貫m si� dziesi璚iu metr闚 i wci嘀 by這 daleko do lustra wody. Musia貫m tu wr鏂i� nast瘼nego dnia, ale z trze�wym umys貫m. Stawiaj鉍 stop� za stop� odmierza貫m odleg這�� studni od wielkiego kominka pod sal� rycersk�. Potem wr鏂i貫m do swojego pokoju. Dopchn像em kredens do �ciany, wyk雷a貫m si�, wypra貫m kombinezon i u這篡貫m si� do snu. Rano obudzi貫m si� z uczuciem, 瞠 jestem bliski rozwi頊ania zagadki, ale ta p這cha na razie my�l uciek豉 w odleg貫 zakamarki umys逝, ust瘼uj鉍 przed 這motem do drzwi mojego pokoju. ROZDZIA� DZIEWI冉Y ZNIKNI犴IE MARCA � WIZYTA W ZAMKU GRYF � OSZUSTWO KANADYJCZYKA � MOJA MATA HARI � POWR紘 DO PIWNIC BASTIONU � PODZIEMNA EKSPLOZJA Przetar貫m oczy, szybko za這篡貫m spodnie i bluz�. Podbieg貫m do drzwi i otworzy貫m je. Na progu stan窸a zdenerwowana Ma貪osia. - Nie wiesz, gdzie podzia� si� Marc? - zapyta豉 mnie. - Nie, a co� si� sta這? - Znikn像 - Ma貪osia by豉 zdenerwowana. - Wyjecha�, ot co. - Jego samoch鏚 stoi na parkingu. - No to kr璚i si� po zamku... - ju� chcia貫m zamkn寞 drzwi, ale Ma貪osia nie ust瘼owa豉. - W nocy dzia造 si� dziwne rzeczy. - Tak? Jakie? - S造sza豉m krzyk Izabeli. Gdy przebiega豉 ko這 mojego pokoju, p豉ka豉. Torquemada opowiada� podczas �niadania, 瞠 s造sza� jaki� rumor w �cianie. Agnieszka czu豉 wieczorem, 瞠 kto� j� podgl鉅a. Rano wsta豉m i posz豉m do Marca, 瞠by go zapyta�, czy nasz wyjazd do zamku Gryf jest aktualny, bo akurat pogoda jest bardzo 豉dna, a Micha� bardzo chcia� tam pojecha�. Drzwi by造 otwarte, a w �rodku panowa� straszny ba豉gan. Po�ciel by豉 zimna, wi璚 chyba Marc dawno wyszed�. - Sprawdza豉� po�ciel? - zapyta貫m zazdrosny o tak� trosk� o Kanadyjczyka. - Tak robi� na filmach... - odpowiedzia豉 Ma貪osia, rumieni鉍 si� a� po czubki uszu. - Poczekaj... - poprosi貫m j�. Zamkn像em drzwi i szybko przebra貫m si�. Wyszed貫m do Ma貪osi i razem pomaszerowali�my na drugie pi皻ro do pokoju Marca. By這 tak jak opisa豉 dziewczyna. - Mo瞠my tylko zamkn寞 drzwi i poczeka� do po逝dnia, czy Marc si� nie pojawi - stwierdzi貫m. W rzeczywisto�ci trosk� Ma貪osi wykorzysta貫m do bezkarnego zlustrowania kwatery Kanadyjczyka. Panowa� u niego straszny ba豉gan. Na stole le瘸� stos map i ksi嘀ek - o dziwo po polsku. Zajrza貫m nawet do kosza na �mieci. Zobaczy貫m tam zmia盥穎ny kuferek z zestawu zabawek Micha豉. Wyja�ni這 si�, kto ukrad� mi skrzyneczk� i podejrzewa貫m, 瞠 to Marc by� posiadaczem wziernika. Musia貫m zachowa� spok鎩 i nie pokaza� po sobie 瘸dnych emocji. - Mo瞠 to ja pojad� z wami do tego zamku? - zagadn像em Ma貪osi�, gdy schodzili�my centraln� klatk� schodow�. - Nie, nie - odpar豉 zamy�lona. - Um闚my si�, 瞠 je�li Marc nie pojawi si� do obiadu, to po po逝dniu pojedziemy razem. Dobrze? - Hura! Wujek Pawe� pojedzie z nami! - nagle zza rogu, gdzie znajdowa� si� pok鎩 Ma貪osi wybieg� Micha�. Rzuci� si� na mnie i obj像 moj� nog�. - To prawda, 瞠 pojedziesz z nami? - Tak zaproponowa貫m cioci Ma貪osi, ale to ona zadecyduje... - Ciociu, pojedziemy z wujkiem? B豉gam... - teraz ch這piec przyklei� si� do n鏬 Ma貪osi. - Dobrze - zgodzi豉 si� po d逝giej serenadzie b豉ga� Micha豉. Zszed貫m na �niadanie, gdzie opr鏂z go�ci hotelowych by豉 tak瞠 troch� roztrz瘰iona Agnieszka. Izabela by豉 blada jak �ciana, a Torquemada milcz鉍y i zadumany bardziej ni� zwykle. - Dzie� dobry! - przywita貫m si�. - Co pan taki weso造? - odezwa豉 si� Agnieszka. - Jestem wyspany, s這neczny dzie� nam nasta�, czuj� aromat kawy i �wie瞠go chleba. Czeg騜 chcie� wi璚ej? S造sza貫m, 瞠 mieli pa雟two w nocy jakie� przygody. To prawda? Odpowiedzi� by這 milczenie. - Izabelo, czemu krzycza豉� w nocy? Kobieta zastanawia豉 si�, co odpowiedzie�. Pewnie najch皻niej wszystkiemu by zaprzeczy豉, ale obecno�� Ma貪osi powstrzyma豉 j� od k豉mstwa. - Co� mnie przestraszy這 - mrukn窸a. - Co? Kto? - wypytywa貫m. - Nie wiem. - A jak przebiega這 to straszenie? - nie dawa貫m za wygran�. - Przesta�, co� mi si� przewidzia這... - A pan te� mia� jakie� przygody? - zwr鏂i貫m si� do Torquemady. - S造sza貫m co� w �cianie - spokojnie odpar� Hiszpan. - Mo瞠 to jaki� ptak wpad� do przewodu kominowego? - sugerowa貫m. - Mo瞠... Dziwne, 瞠 ten sam �ptaszek� zawita� w tym samym czasie do pokoju pani Agnieszki. Uzgodnili�my, 瞠 ha豉s u mnie i dziwne poczucie bycia obserwowan� mia這 miejsce w tym samym czasie. Pani Agnieszka mieszka nade mn�, a wi璚 pa雟ka wersja z ptakiem lub innym zwierz璚iem jest wielce prawdopodobna. - A jakie maj� pa雟two hipotezy na temat znikni璚ia Marca? - pyta貫m. - Mo瞠 to on, biedny, t逝k� si� w tej �cianie, a teraz pods逝chuje nas ukryty gdzie�, na przyk豉d za tym kominkiem? Wszyscy odruchowo zerkn瘭i na kominek. - Wiem! - zawo豉� Micha�. - Tego pana zabra造 potwory i wsadzi造 do studni, gdzie by� wi瞛iony wujek Pawe�! Tam potwory wsadz� go do garnka, nasypi� marchewki i zrobi� z niego ros馧... Mimo woli roze�mia貫m si� z tej wizji. - Micha�! - krzykn窸a Ma貪osia. - Jak mo瞠sz opowiada� takie bzdury? - Marc jest doros造m m篹czyzn� i mo瞠 robi� na co ma ochot�, nawet w po�piechu wychodzi� z pokoju, nie zamkn預szy drzwi - stwierdzi貫m. - Zalecam spok鎩 i cierpliwo��. - To jedziemy na wycieczk�? - zapyta� Micha�. - Po obiedzie - przypomnia豉 mu Ma貪osia. - Dobrze - mrukn像 ch這piec. - Mog� si� z tob� pobawi�? - spojrza� na mnie. - Do obiadu b璠� zaj皻y - odpar貫m. - A co b璠ziesz robi�? Izabela i Torquemada ciekawie czekali na moj� odpowied�. - B璠� my�la�, gdzie jest pan Marc - u�miechn像em. - To on si� bawi z nami w chowanego? - Pewnie tak. Podzi瘯owa貫m za �niadanie i wyszed貫m z jadalni. Wyszed貫m przed zamek i zadzwoni貫m do Mariusza. Okaza這 si�, 瞠 by� w jednym z pomieszcze� baszty dolnej bramy. Zszed貫m tam i zasta貫m go poleruj鉍ego kirys. - Witaj. Jak randka? - zapyta貫m go. - Dobrze, gdyby nie ty - odpowiedzia�. - Dlaczego? - zdziwi貫m si�. - Agnieszka ca造 czas pyta豉 o ciebie, co robimy, czy si� przyja�nimy i tym podobne. Wreszcie na koniec, gdy ju� prawie odje盥瘸豉, zgodzi豉 si� na jeszcze jedno spotkanie. - No, to i tak sukces. - Tak, ale to ona poda termin... Smutno pokiwa貫m g這w�. Opowiedzia貫m mu o znikni璚iu Marca. - Powiedz, czy w zamku s� jeszcze inne tajne przej�cia opr鏂z tych, kt鏎e pokazywa� nam dyrektor? - zada貫m pytanie. - Pewnie tak. Kiedy� czyta貫m, 瞠 przy przebudowie w 1911 roku opr鏂z architekta Bodo Ebhardta pracowa� przy remoncie niejaki in篡nier Bitschka, dawniej Polak o nazwisku Biczka. By� to potomek polskich powsta鎍闚 i mason闚. Robotnicy m闚ili o tym co robi�: �zagadkowe sztuki Bitschki�. Co by這 przyczyn� takiego gadania - nie wiem. Mo瞠 ten mason porobi� tu jeszcze jakie� skrytki? - Masz jakie� plany na wiecz鏎? - A co? - Przyjdziesz, to ci co� poka輳. We� latark�, lin� i to, czego potrzebujesz do w璠r闚ki po tunelach. - Dobrze. Poszed貫m do swojego pokoju i zas這niwszy drzwi zaj像em si� ogl鉅aniem kryszta趾闚. Na dwadzie�cia pi皻na�cie prezentowa這 ciekawe, ale nieprzydatne mi zdj璚ia z okresu drugiej wojny �wiatowej. Skupi貫m uwag� na tych, kt鏎e zawiera造, plany, mapy i sentencj� �Franges non flectes�. Gdy ogl鉅a貫m jeden z nich, odkry貫m napis �Schloss Greifenstein� - czyli zamek Gryf! Tam chcia� dzi� pojecha� Marc, ale nagle znikn像. 畝這wa貫m, 瞠 Andrzej nie poda� mi wi璚ej informacji na temat okoliczno�ci, w jakich wszed� w posiadanie tych tajemniczych przedmiot闚. Spojrza貫m na zegarek. Na ogl鉅aniu kryszta趾a czas zlecia� bardzo szybko. Jeszcze tylko przeczyta貫m informacje na temat zamku Gryf. Jego ruiny stoj� na szczycie bazaltowego wzg鏎za wysoko�ci 448 metr闚 nad poziomem morza. Powsta� najprawdopodobniej w XIII wieku, gdy �l零k znajdowa� si� pod panowaniem ksi璚ia Boles豉wa Wysokiego. Podobno potem zamkiem w豉dali rabusie z rodu von Romke. W XV wieku zamek kupili Schaffgotschowie, kt鏎zy kontynuowali niechlubn� tradycj� poprzednik闚. Z czasem stali si� bardziej pokojowi, a odkrycie na ich ziemiach z堯� rud cynku i manganu uczyni這 ich bogatymi. W XVII wieku zamek odwiedzi豉 s造nna kr鏊owa Marysie鎥a Sobieska. W XVIII wieku szlachta z zamku przenios豉 si� do pa豉cu u st鏕 wzg鏎za. Podczas drugiej wojny �wiatowej zamek by� obiektem wojskowym. Legendy przypisuj� obecno�� tu rozbudowanych korytarzy, sztolni i kryj闚ek, gdzie mia造 by� ukryte skarby mi璠zy innymi z kolekcji Herberta von Dirksena, by貫go ambasadora nazistowskich Niemiec w Moskwie, Tokio i Londynie. Niby pasowa這 to do oficjalnego pretekstu pobytu Marca w tych okolicach - przecie� by� dziennikarzem opisuj鉍ym zagadki drugiej wojny �wiatowej - ale ja w to nie wierzy貫m. Nie wierzy貫m w przypadki. Zamkn像em ksi嘀k� i poszed貫m do Ma貪osi. - Ju� si� spakowa貫m! - Micha� przywita� mnie radosnym krzykiem. Ma貪osia by豉 markotna i z bladym u�miechem obserwowa豉 zachowanie ch這pca. - Marc nie wr鏂i�? - upewni貫m si�. Dziewczyna tylko pokr璚i豉 g這w�. - A� tak go lubisz? - zapyta貫m. - Czemu ci� to interesuje? - Bo widz�, w jakim jeste� stanie. Jestem pewien, 瞠 nic z貫go mu si� nie sta這... - Popatrz, co przygotowa貫m! - przerwa� mi Micha� otwieraj鉍 plecak. Na samej g鏎ze le瘸豉 moja kr鏒kofal闚ka. - Super! - pochwali貫m go. - We� te� latark� i wiatr闚k�, jakby mia這 zacz寞 pada�. - Przecie� �wieci s這鎍e! - Tu jest gor鉍o, ale tam wejdziemy na g鏎�, gdzie mo瞠 wia� ch這dny wiatr. Zabierz te� czapk�. - Dobrze. We tr鎩k� zeszli�my do jadami na obiad, a potem poganiani przez Micha豉 poszli�my do cinquecento Ma貪osi. ζgodnie wyj像em kluczyki do samochodu z jej r瘯i, bo ba貫m si�, 瞠 w takim stanie mo瞠 spowodowa� wypadek. Micha� w foteliku na tylnym siedzeniu rado�nie �piewa� piosenki przedszkolne, a my przez Mirsk jechali�my do Prosz闚ki, gdzie sta造 ruiny zamku. Zatrzymali�my si� na placyku poni瞠j wzg鏎za, ko這 pa豉cu. Wysiedli�my i pomi璠zy bukami ruszyli�my pod g鏎�, w kierunku ciemnej bry造 na szczycie. Szybko dotarli�my do mur闚 prowadz鉍ych do wie篡 bramnej. Po drodze opowiada貫m Ma貪osi i Micha這wi histori� zamku. Na koniec doda貫m, 瞠 g鏎a ta to wygas造 wulkan. Byli�my na alei mi璠zy dwumetrowej wysoko�ci murami prowadz鉍ymi do bramy. Patrzy貫m na ogromne, zdewastowane ruiny. �l零kie zamki budowane na g鏎ach mia造 kilka pier�cieni fortyfikacji, najcz��ciej podzielonych na zamek dolny, �redni i g鏎ny. Z tego ostatniego cz瘰to wyprowadzano tajne przej�cie, daleko poza obr瑿 fortecy. I tak oblegani, o ile nie byli przyci�ni璚i g這dem oraz brakiem amunicji, mogli tu broni� si� bardzo d逝go. Czy kto� potrafi豚y zdoby� kilkunastometrowej wysoko�ci mury po wspinaczce po stromym zboczu g鏎y? Weszli�my do ciemnego tunelu bramy, gdy nagle w mroku z prawej strony co� si� poruszy這. Ma貪osia drgn窸a przestraszona. Przesun像em dziewczyn� i ch這pca za siebie. - Dzie� dobry! - odezwa貫m si�. - A, dobry - us造sza貫m w odpowiedzi. Z zakamarka wyszed� ponad siedemdziesi璚ioletni starzec ubrany w wojskow� kurtk�, oficerki i beret z daszkiem. Podpiera� si� rze�bion� lask�. Mia� spokojn�, starannie ogolon� twarz. W k鉍iku ust tkwi豉 szklana fifka z niedopa趾iem papierosa. - Pa雟two na zwiedzanie? - zapyta�. - Tak, a trzeba p豉ci� za bilety? - Kiedy� tak, p鏦i chuligani nie spalili budy - starzec wskaza� resztki barakowozu. - Ju� strach tu w nocy chodzi�... - Czemu? - Przyje盥瘸j� tu tacy napakowani, z grubymi karkami. Na g鏎ze pal� ogniska, piwo pij� i kamienie z g鏎y rzucaj�. Inni to poszukiwacze skarb闚. Czasem w nocy s造cha� jakie� strza造, wybuchy... panie, co tu musi si� dzia�! A najgorsi to s� z這dzieje. Widzi pan te okna? - wskaza� oczodo造 okien w baszcie bramnej. - Tak. - Jeszcze dwa tygodnie temu by造 tam framugi z piaskowca. ζdne, akurat przyda造 si� komu� na kominek. Wchodzili�my przez dawny dziedziniec zamku dolnego do zamku �redniego. Id鉍 wprost doszli�my do resztek okr鉚貫j wie篡 kryj鉍ej w swym wn皻rzu zniszczon� klatk� schodow� i tunel pod mieszkalnym skrzyd貫m zamku wysokiego. Z dziedzi鎍a po schodach wzmocnionych belkami drewna weszli�my na zamek g鏎ny. - Tu jest zbiornik ci�nieniowy i tylko jego ju� teraz pilnuj�, by nikt tego nie rozkrad� - staruszek wskaza� na piwniczk� po lewej stronie. - Po co taki zbiornik w ruinie? - dziwi貫m si�. - Nie wiem, czasami zbiera si� w nim woda i leje si�, a potem znika. To musi by� jaka� pami靖ka z czas闚 wojny albo stanu wojennego. W 1981 roku Wojsko Polskie zaj窸o ca貫 wzg鏎ze. Transportery i samochody sta造 mi璠zy drzewami zamaskowane siatkami. Ca造 zamek te� zakryli siatkami, a na szczycie wybudowano czterdziestometrow� metalow� wie輳 obserwacyjn�. Nasi patrzyli, czy Czesi nie maj� ochoty wej�� do Polski, razem z innymi �bratnimi armiami�, jak to by這 podczas �praskiej wiosny� 1968 roku. St鉅 dobrze wida� czeskie poligony. - S造sza貫m, 瞠 tu jakie� skarby ukrywano... - zacz像em. - A pan to pewnie przyjecha� z zamku Czocha? - domy�li� si� staruszek. - Sk鉅 pan wie? Stali�my na �rodku dziedzi鎍a zamku g鏎nego. Na lewo i prawo znajdowa造 si� wej�cia do piwnic. Doko豉 by造 zewn皻rzne �ciany budowli. Micha� ciekawie zagl鉅a� do ciemnych tuneli. - Bo wy si� chyba um闚ili�cie, 瞠by tu przyje盥瘸�? By豉 tu jaka� pani z wysokim blondynem, brunet - Kanadyjczyk, ale �wietnie m闚i� po polsku i taki ubrany na czarno, m闚i� po niemiecku z dziwnym akcentem. - To Hiszpan - wyja�ni貫m. K靖em oka zauwa篡貫m, jak Ma貪osia raz blad豉, raz robi豉 si� czerwona na twarzy. - Sk鉅 pan wie, 瞠 oni byli z Czochy? - zapyta貫m. - Ten Kanadyjczyk mi m闚i�. - A kiedy tu by�? - Wczoraj. - A co z tymi skarbami? - Niech pan szuka wej�� do podziemnych tuneli... - staruszek wykona� szeroki gest r瘯�. - Gdzie ci poszukiwacze to znajduj�, to nie wiem, ale przychodz�, czasami samochody z obcymi rejestracjami parkuj� w lesie przez ca章 noc... - A miejscowi nie szukali? - Szukali. Ci co pewnie co� znajdowali, to ju� nie wracali. M闚i si�, 瞠 ca豉 ta g鏎a poryta jest korytarzami jak ser szwajcarski dziurami i wsz璠zie s� pu豉pki. Staruszek opowiada� Ma貪osi i Micha這wi o 篡ciu na zamku, co gdzie si� znajdowa這, a ja wyj像em notes i szkicowa貫m sobie plan budynk闚. Po dziesi璚iu minutach wycieczka ze staruszkiem wr鏂i豉 do mnie i razem zeszli�my do samochodu. Dyskretnie przekaza貫m m篹czy�nie banknot z Boles豉wem Chrobrym w dow鏚 wdzi璚zno�ci za okazan� pomoc. Wsiedli�my do cinquecento i ruszyli�my do Czochy. Zerka貫m we wsteczne lusterko i widzia貫m, 瞠 zm璚zony Micha� prawie natychmiast zasn像. Zwolni貫m do czterdziestu kilometr闚 na godzin�. Nawet m這dzie鎍y z wypiekami na twarzach kieruj鉍y fiatami 126p byli szcz��liwi, 瞠 mogli mnie wyprzedzi�. - Jak widzisz, Ma貪osiu, nie ja jeden zajmuj� si� dziwnymi rzeczami na zamku - zacz像em rozmow�. - Jeste� wariatem - odpowiedzia豉 Ma貪osia. - Mo瞠, ale to Marc oszukuje nas udaj鉍, 瞠 nie zna j瞛yka polskiego. - Jak wr鏂imy, to si� z nim rozm闚i�... - Jak wr鏂imy, b璠ziesz nadal sob�... - Twoj� narzeczon�? - Po tym co wyrabia豉� robi鉍 �ma�lane oczy� do Marca, nikt ju� nie wierzy w nasze narzecze雟two... - �Ma�lane oczy�?! A kto nie odrywa� wzroku od Izabeli?! - A kto jej opowiada� o moich dziwactwach? - Sk鉅 wiesz? - Tak� mam prac�! - Prac� - Ma貪osia przedrze�nia豉 mnie. - Gdy opowiada貫� o niej kiedy tu przyjecha豉m, my�la豉m, 瞠 tylko tak mnie czarujesz. Czasami faceci chc� pokaza� si� jako tajemniczy osobnicy, chocia� ostatnio liczy si� tylko �fura i komora�. Ty jednak zachowywa貫� si� jak autentyczny �wir, kt鏎emu zdaje si�, 瞠 jest agentem J-23. Mog豉m od razu wyjecha�... - Ale wtedy pojawi� si� ten fa連zywy Kanadyjczyk... - wtr鉍i貫m. - Masz dowody, 瞠 fa連zywy? - Nie, ale skoro udaje, 瞠 nie zna j瞛yka... - Mo瞠 wstydzi si� go u篡wa�?! U�miechn像em si� pob豉磧iwie. - Ma貪osiu, obiecuj� ci, 瞠 jak tylko zmieni si� sytuacja na zamku i b璠zie niebezpiecznie, przede wszystkim wywioz� ciebie i Micha豉. Teraz nadal graj dziewczyn� zakochan� w Marcu, udawaj zatroskanie jego losem, nie pokazuj, 瞠 znasz jego tajemnic�, nikomu nie m闚, 瞠 wiemy o wizycie Izabeli i blondyna, Torquemady i Marca na zamku. - Kim mo瞠 by� ten blondyn? - Ma貪osia by豉 zaintrygowana. - To Jerzy Batura - o�wiadczy貫m. Ma貪osia teatralnym gestem otar豉 czo這. - Rany, wy macie naprawd� pomieszane w g這wach! - powiedzia豉. - M闚imy o blondynie, a ty zaraz m闚isz, o kogo chodzi. Mo瞠 jeszcze znasz jego 篡ciorys na pami耩? - Tak. Pokr鏒ce przedstawi貫m jej sylwetk� mojego przeciwnika. - Tak walczycie ze sob�, a nie mogliby�cie po prostu stoczy� pojedynku? - za瘸rtowa豉 Ma貪osia. - Chyba tylko na kije. Batura jest kryminalist�, niegodnym przeciwnikiem dla osoby szlachetnie urodzonej. Ma貪osia milcza豉 nie wiedz鉍, czy 瘸rtuj�, czy m闚i� prawd�. - B璠ziesz gra豉 dalej? - zapyta貫m Ma貪osi�. - B璠� twoj� Mat� Hari - szepn窸a nachylaj鉍 si� do mojego ucha. Niespodziewanie poca這wa豉 mnie w policzek, nie przelotnie, a delikatnie, jakby z rozmys貫m, chc鉍 mi w ten spos鏏 co� okaza�. Po chwili opad豉 na tylne siedzenie obok Micha豉. Doda貫m gazu i jeszcze przed kolacj� dojechali�my na podjazd przed zamkiem. - Marc si� znalaz�? - zapyta貫m recepcjonistk�. - Nie - odpar豉. Na chwil� poszed貫m do swojego pokoju. Od�wie篡貫m si�, przebra貫m i zszed貫m na kolacj�, po drodze zachodz鉍 po Ma貪osi� i Micha豉. - Podr騜 dobrze pa雟twu zrobi豉 - Izabela zwr鏂i豉 na nas uwag�. M闚i豉 po angielsku, 瞠by i Torquemada rozumia�, o czym rozmawiamy. - Szybko, Pawle, przej像e� inicjatyw� po znikni璚iu Marca. - Moim zdaniem, nie powinna pani wnika� w te sprawy, za to sprawa pana Marca zaczyna mnie niepokoi� - odpar� Torquemada. - Pyta貫m stra積ika przy bramie - Marc nie wychodzi� poza teren zamku. - Mo瞠 jest inne wyj�cie? - sugerowa豉 Ma貪osia. - Nie ma, chyba 瞠 przez otwory strzelnicze, ale po co Marc mia豚y bawi� si� w tak� konspiracj�? - dziwi豉 si� Izabela. Micha� s造sz鉍 imi� Marc w wypowiadanych przez nas zdaniach domy�li� si�, 瞠 Kanadyjczyka wci嘀 nie ma. - Zjad造 go potwory - oznajmi� szeptem. - Zamkn窸y go w dziurze, gdzie siedzia� wujek Pawe�, ale wujek im uciek�, by造 g這dne i z豉pa造 pana Marca. Mimo woli u�miechn像em si�. - Skoro nas wszystkich tak przej像 los Marca, proponuj� wieczorem zrobi� narad� i ustali� plan dzia豉nia - odezwa貫m si�. - Po co plan, trzeba wezwa� policj� - stwierdzi豉 Ma貪osia. - Policja ka瞠 poczeka� - powiedzia豉 Izabela. - Pawe� ma na my�li plan poszukiwa�? - Tak - przyzna貫m. - Proponuj� spotkanie o dwudziestej pierwszej. Wszyscy, a zw豉szcza Micha� zgodzili si�. Po kolacji odprowadzi貫m Ma貪osi� z ch這pcem do pokoju. W swojej kwaterze zadzwoni貫m na telefon kom鏎kowy Mariusza. - Czekam w kantorku w baszcie, tam gdzie by貫m rano - powiadomi� mnie, gdy odebra� telefon. Przebrany, wyekwipowany zszed貫m do niego. - Fajne wdzianko - pochwali� m鎩 kombinezon. Gdy wyszli�my na dw鏎, gdzie by這 ciemno i w fosie nagle �znikn像em� Mariuszowi z oczu, a� westchn像 zadziwiony. - Dok鉅 idziemy? - pyta� mnie. - Najpierw sprawdzimy pewien trop - odpowiedzia貫m. Skr璚i貫m w prawo do korytarzyka pod bastionem. - Ci鉚nie wilka do lasu - roze�mia� si� Mariusz. �miech zamar� mu na ustach, gdy zobaczy�, jak szybko wytrychem otwieram drzwi. - Czemu, jak by貫� tu zamkni皻y, sam si� w ten spos鏏 nie uwolni貫�? - dziwi� si�. - Po pierwsze, potwierdzi這by to podejrzenia niekt鏎ych wzgl璠em mojej osoby, a po drugie, ten kto mnie tu zamkn像 zostawi� klucz w zamku. - To kim ty jeste�? Bez s這wa wyj像em legitymacj� s逝瘺ow� i pokaza貫m j� koledze. Ten przeczyta�, gdzie pracuj� i cicho gwizdn像. - Muzealnik, specjalny referat? - pyta�. - Kim ty jeste�? Masz jaki� futurystyczny kombinezon, umiesz si� w豉ma�... - Jestem detektywem pilnuj鉍ym, by znajduj鉍e si� na terenie Polski dzie豉 sztuki nie zmienia造 w spos鏏 nielegalny w豉�cicieli. - To dlatego interesuj� ci� skarby Czochy? - Tak. Teraz chod�my. Doszli�my do ko鎍a korytarza, sprawdzaj鉍 po drodze cele. Zeszli�my po schodkach do niskiego tunelu i dalej do wy豉manej �ciany z desek. - Chcesz tam wej��? - Mariusz wyra�nie nie mia� ochoty ryzykowa� 篡cia. - Marc si� nie ba� - wskaza貫m na ci鉚 dalszy przej�cia. - I dot鉅 nie wr鏂i�... - Mariusz gorzko si� u�miechn像. Z torby wyj像em uprz嘀 wspinaczkow� i za這篡貫m j�. Przewi頊a貫m si� lin�, kt鏎ej zwoju pilnowa� Mariusz. - Osiemdziesi靖 metr闚 liny powinno wytrzyma�? - zapyta貫m. - Powinno. Mariusz patrzy� na m鎩 ekwipunek: dwie latarki, czo堯wk� i zwyk章, n騜 w pochwie na 造dce, kilka wodoszczelnych kieszeni na pasie, a w nich mi璠zy innymi cienka linka, scyzoryk, zapasowe baterie i 瘸r闚ki, dwa haki wspinaczkowe, dwa bloczki, czekolada, bidon z wod�. - Przeszed貫� szko喚 dla Rambo? - u�miechn像 si�. - W pewnym sensie tak. Zostawi貫m Mariusza z lin� i poczo貪a貫m si� dalej. Szybko, po dziesi璚iu metrach dotar貫m do rozwidlenia tuneli. Po �ladach na kurzu posadzki nie mog貫m rozpozna�, w kt鏎� stron� poszed� Marc. Ostro積ie skierowa貫m si� w prawo. W pewnej chwili moje d這nie zanurzy造 si� w wodzie. Czu貫m, jakby tunel lekko opada�, a ja brodzi貫m w najwy瞠j trzycentymetrowej warstwie wody. �wieci貫m przed siebie i szuka貫m ewentualnych pu豉pek. Ba貫m si� odzywa�, wo豉� Marca, by ha豉sem nie spowodowa� niepotrzebnego zawa逝. Nagle us造sza貫m za sob� ruch. Obejrza貫m si�. Kilka metr闚 za mn� ujrza貫m dwie d這nie zwisaj鉍e z sufitu. Skupiony na sprawdzaniu drogi przed sob� nie zauwa篡貫m otworu w suficie! Zap這n窸a zapa趾a, lont zacz像 si� tli� i ciemny, d逝gi na kilkana�cie centymetr闚 kszta速 poszybowa� w moj� stron�. Nie wr騜y這 to niczego dobrego. Zacz像em ucieka�. Dwie rzeczy zdarzy造 si� jednocze�nie: moje d這nie po�lizn窸y si� na �liskiej powierzchni pokrytych szlamem cegie� i nagle zje盥瘸貫m ku jakiej� wodzie, a za sob� us造sza貫m huk wybuchu. ROZDZIA� DZIESI冉Y LABIRYNT PODZIEMNYCH KORYTARZY � PUxPKA ZE SZKIELETEM � MICHA� Z KR紘KOFAL紟K� � WSPINACZKA W CIEMNO�CIACH � PRZYJAZD PANA SAMOCHODZIKA I AFRODYTY To by豉 petarda. Og逝szy這 mnie, 瞠 a� w uszach dudni這, g這wa mnie bola豉, a przed oczami mia貫m mroczki. Zsuwa貫m si� z r瘯oma wyci鉚ni皻ymi przed siebie, a na mnie lecia造 ceg造 rani鉍 bole�nie w plecy. Tylko raz czy dwa gruz trafi� mnie w g這w�, ale niegro�nie, bo uderzenie amortyzowa造 kaptur kombinezonu i kominiarka. Niestety, zgas豉 czo堯wka i sun像em po b這cie w absolutnych ciemno�ciach. Usi這wa貫m wyhamowa� p璠 rozstawiaj鉍 nogi i szoruj鉍 stopami po �cianach. Zjazd trwa� kilka sekund i zako鎍zy� si� 豉dowaniem w p造tkiej wodzie. R璚e nie zamortyzowa造 upadku i uderzy貫m o dno zbiornika. Szybko wsta貫m, mimo 瞠 kr璚i這 mi si� w g這wie. Powietrze wype軟ia� gryz鉍y w oczy i gard這 dym. Z saszetki na pasie wyj像em drug� latark� i po�wieci貫m doko豉. Znajdowa貫m si� w okr鉚貫j, betonowej studni o �rednicy oko這 czterech metr闚, wysokiej na trzy metry. Woda si璕a豉 mi do kolan, a tu� nad lustrem wody znajdowa造 si� trzy rury prowadz鉍e w r騜nych kierunkach. Nad nimi byty cztery rury, mi璠zy innymi ta, kt鏎� si� tu dosta貫m. Zauwa篡貫m, 瞠 tylko ten tunel, kt鏎ym zjecha貫m, by� wybudowany z cegie�, reszta z betonu. Popatrzy貫m na lin� przy uprz篹y. Mariusz trzymaj鉍 j� powinien uchroni� mnie przed zjazdem. Poci鉚n像em lin� - by豉 lu�na. Szarpn像em i wtedy z g鏎y us造sza貫m narastaj鉍y huk. Zrozumia貫m, 瞠 zrobi貫m b章d. Uciek貫m do jednego z trzech tuneli. Za mn� wpad� do studni stos cegie�, gruzu i ziemi oraz lu�ny, dwudziestometrowy kawa� liny. Obejrza貫m ko鎍闚k� i jak 豉two si� domy�le�, ten sam cz這wiek, kt鏎y zdetonowa� za mn� petard�, odci像 uprzednio lin�. Huk eksplozji spowodowa� zawalenie si� tunelu. Gdy podszed貫m do rury i za�wieci貫m do g鏎y, zobaczy貫m tam tylko rumowisko. Nie mia貫m szans wydosta� si� t� sam� drog�, kt鏎� tu wszed貫m. Opar貫m si� plecami o �cian�, zgasi貫m latark�, zdj像em czapk� i kaptur. Otar貫m pot z czo豉. Musia貫m przemy�le� swoj� sytuacj�. Dwadzie�cia metr闚 liny w moich r瘯ach �wiadczy這 o tym, 瞠 kto� odci像 j� chwil� po tym, jak min像em rozwidlenie. Czy cz這wiekiem, kt鏎y chcia� mnie tu pogrzeba� by� Mariusz czy Marc? A mo瞠 jeszcze kto� inny? To by這 zasadnicze pytanie. Komu mog貫m zaufa�? Chyba tylko Micha這wi - to by豉 gorzka refleksja. Gdybym mia� stuprocentowe zaufanie do Mariusza, powinienem zosta� tu, w tej studni i tu oczekiwa� pomocy. Gdyby jednak to Mariusz by� zamachowcem, to m鏬� skierowa� ewentualne poszukiwania mojej osoby w zupe軟ie innym kierunku. Musia貫m sam poszuka� wyj�cia. Najpierw zapali貫m zapasow� latark� i obejrza貫m czo堯wk�. Okaza這 si�, 瞠 uderzenie jednej z cegie� spowodowa這 zmia盥瞠nie element闚 doprowadzaj鉍ych kabelki od 瘸r闚ki na czole do baterii umocowanych na opasce po przeciwleg貫j stronie. Dzi瘯i prowizorycznej naprawie latarka znowu dzia豉豉 i mia貫m dwie sprawne. Jednocze�nie u�wiadomi貫m sobie, 瞠 gdyby nie baterie z ty逝 g這wy, to otrzyma豚ym pot篹ny cios. Wola貫m nie my�le�, czym to by si� mog這 sko鎍zy�. Po�wieci貫m do tuneli po這穎nych wy瞠j. Dwa by造 zasypane, trzeci zako鎍zony betonow� �cian�. Mia造 po dziesi耩, pi皻na�cie metr闚 d逝go�ci. Wygl鉅a造 na niedoko鎍zone. Zajrza貫m do trzech dolnych. Wszystkie wygl鉅a造 na dro積e. Teraz wyobrazi貫m sobie miejsce, w kt鏎ym mog貫m by� wzgl璠em zamku. By貫m gdzie� na wysoko�ci altanki za rze�b� 逝cznika ko這 podjazdu. Wygl鉅a這 na to, 瞠 jeden z kana堯w prowadzi� w kierunku zamku, drugi do zalewu, trzeci pod folwark. Rury nie wygl鉅a造 na przej�cia skonstruowane z my�l� o w璠r闚kach ludzi - by造 to obiekty techniczne. Odrzuci貫m wi璚 od razu drog� pod folwark, gdzie mi璠zy poziomem, na jakim si� znajdowa貫m, a powierzchni� ziemi by這 minimum dwadzie�cia metr闚 r騜nicy. Uzna貫m, 瞠 wspinaczka po kana豉ch technicznych, zw豉szcza gdyby by造 one zniszczone, nie wchodzi w rachub�. Nie by貫m pewien, co przyniesie mi w璠r闚ka w kierunku zamku, wi璚 skierowa貫m si� do Jeziora Le�nia雟kiego. Przypuszcza貫m, 瞠 ten kana� odp造wowy ko鎍zy si� w najgorszym razie krat�. Przeczo貪a貫m si� kilkana�cie metr闚, a korytarz 豉godnie skr璚a� do jeziora. Jednocze�nie miejsce kr璕闚 betonowych dok豉danych do siebie zaj窸y p豉skie, prostok靖ne p造ty, a nad nimi ujrza貫m betonowe p馧okr璕i. Zrobi這 si� wi璚ej miejsca, pojawi造 si� betonowe listwy na styku pod這gi i sklepienia. Ju� czu貫m podmuchy �wie瞠go powietrza i zapach wody, gdy niespodzianie osun窸a si� pode mn� pod這ga. Uderzy貫m czo貫m o p造t� betonow�, kt鏎a nagle stan窸a na sztorc. Pode mn� rozwar豉 si� dziura. Rozpaczliwe chwyci貫m si� bocznych listew i tylko dzi瘯i temu nie upad貫m do dziury. Znowu by這 ciemno. Latarka na czole zgas豉. Odczo貪a貫m si� od dziury i zapali貫m zapasowe �wiat這, 瞠by obejrze� czo堯wk�. Niestety, tym razem moje uderzenie g這w� by這 tak silne, 瞠 niemal wy豉ma貫m reflektor z mocowania. Schowa貫m opask� do kieszeni na pasie. Teraz, maj鉍 tylko jedn� latark�, musia貫m uwa瘸�. Ostro積ie podsun像em si� do dziury i za�wieci貫m do �rodka. Oko這 siedmiu metr闚 ni瞠j stercza造 zardzewia貫 pr皻y zbrojeniowe. Na nich le瘸� po鄴趾造 szkielet, obok resztki wojskowego ekwipunku. O dziwo, dostrzeg貫m w�r鏚 niego ameryka雟ki pistolet maszynowy Thompson b璠鉍y na wyposa瞠niu ameryka雟kiej armii podczas drugiej wojny �wiatowej. Rozejrza貫m si� po kanale. P造ta, kt鏎a teraz przegradza豉 przej�cie, by豉 tak naprawd� klap� zapadni. Doskonale wywa穎na przechyla豉 si� powoduj鉍 upadek do studni ka盥ego, kto nie spodziewa� si� tego typu pu豉pki. Cz這wiek, kt鏎ego szcz靖ki widzia貫m na dole, by� ofiar� tego mechanizmu. Opar貫m si� lew� d這ni� o listw�, wyci鉚n像em praw� r瘯� i poci鉚n像em p造t� do siebie. U這篡貫m j� r闚no z poziomem pod這gi. Mia豉 p馧tora metra d逝go�ci i w tej pozycji nie odr騜nia豉 si� niczym od pozosta造ch. Dalej czo貪a貫m si� sprawdzaj鉍 ka盥� z p造t. Wreszcie ujrza貫m wylot, jasny punkt odleg造 o dwadzie�cia metr闚 ode mnie. Gdy przeby貫m nast瘼nych dziesi耩 metr闚, okaza這 si�, 瞠 wyj�cie jest dla mnie nieosi鉚alne, bo tunel gwa速ownie zmniejsza� si� do rury �rednicy nieca造ch czterdziestu centymetr闚, zako鎍zonej krat� z grubych na centymetr pr皻闚 - w 瘸den spos鏏 nie m鏬豚ym tamt璠y si� wydosta�. Westchn像em i zm璚zony przewr鏂i貫m si� na plecy. Wy章czy貫m latark� i g喚boko wdycha貫m �wie瞠 powietrze. R璚e po這篡貫m na brzuchu. Dotkn像em kieszonki z telefonem kom鏎kowym. W wodoszczelnym zamkni璚iu aparat ocala�, ale pokazywa�, 瞠 nie jestem w zasi璕u sieci. Odruchowo dotkn像em kieszeni, w kt鏎ej mia貫m kr鏒kofal闚k�. Micha�! Mia� przecie� mie� w章czon� kr鏒kofal闚k� i nas逝chiwa�, kiedy wezw� go do zabawy! Czy nadajnik b璠zie dzia豉� pod ziemi�? Musia貫m sprawdzi�. Wyj像em urz鉅zenie, pod章czy貫m kabelek ze s逝chawk� i mikrofonem, a potem wysun像em nadajnik ku kracie. - Micha�! - krzycza貫m do mikrofonu. - Micha�, czy mnie s造szysz?! Co� trzeszcza這. Wczo貪a貫m si� do rury na ile da貫m rad� i znowu posun像em radiostacj� w kierunku kraty. - Micha�, tu m闚i Pawe�! S造szysz mnie?! Znowu odpowiedzi� by造 tylko trzaski. Prze章czy貫m cz瘰totliwo�� na u篡wan� przez s逝瘺y ratunkowe. - Mayday, Mayday! Czy kto� mnie s造szy?! S造sza貫m tylko gwizdy, elektroniczny szum. - Nazywam si� Pawe� Daniec. Jestem uwi瞛iony w podziemiach zamku Czocha. Wej�cie prowadzi przez piwnice pod bastionem! Kilka razy powt鏎zy貫m ten komunikat, potem znowu prze章czy貫m si� na cz瘰totliwo��, na kt鏎ej m鏬� mnie s造sze� Micha�. - Micha�! - wo豉貫m do mikrofonu. - Czy kto� mnie s造szy?! Brak odzewu za豉ma� mnie. Widocznie Micha� nie w章czy� swojego odbiornika. Patrzy貫m ku odleg貫mu, nieosi鉚alnemu wyj�ciu i zastanawia貫m si�, czy powinienem tu zosta� i oczekiwa� pomocy, a� kto� b璠zie t璠y przechodzi�. - Wujku, co m闚i貫�? - nagle w s逝chawce odezwa� si� s這dki g這s Micha豉. - Micha�, to ty?! - Tak, mog� przyj�� z rycerzami?! - Jak wyjd� z pu豉pki... - Co m闚i貫�? - d�wi瘯i rwa造 si�. - Jak m闚isz, to naciskasz czerwony guzik i potem - jak s逝chasz - to go puszczasz... - Aha, kiedy b璠ziemy si� bawi�? - Jak wyjd�... - A gdzie jeste�? - W pu豉pce. Jest z tob� ciocia? - Nie, wszyscy bawi� si� z tob� w chowanego, ale ja im nie powiem, gdzie jeste�... - Micha�! Gdzie s� doro�li? - Szukaj� wujka w ca造m zamku. - Biegnij po cioci�... - Ju� - przez chwil� s造sza貫m tupot krok闚 ch這pca i jego krzyk: �Hura, wujek do mnie zadzwoni��. U�miechn像em si� na sam� my�l o wra瞠niu, jakie zrobi ch這piec swoj� opowie�ci�. �miech by� roz豉dowaniem emocji, jakie mi towarzyszy造. Po kr鏒kiej chwili us造sza貫m czyje� kroki. - Pawe�! - dotar� do mnie niski, zniekszta販ony g這s. - Tak, jestem w jakiej� rurze odp造wowej od strony jeziora... - Good bye - kto� mnie po瞠gna�. Potem w s逝chawce s造cha� by這 tylko �wist, huk i cisz�. - Draniu! Co� ty zrobi�?! - krzycza貫m pe貫n bezsilnej z這�ci. Czeka貫m z w章czonym radiem do nocy. Zmienia貫m cz瘰totliwo�ci i nadawa貫m sygna� wzywaj鉍y pomoc. Nikt ju� si� nie odezwa�. Akumulator czerwon� lampk� zakomunikowa�, 瞠 za chwil� si� roz豉duje. O dwudziestej drugiej kr鏒kofal闚ka wy章czy豉 si�. Schowa貫m j� do kieszeni. Wycofa貫m si� do szerszej cz��ci kana逝 i le蕨c czeka貫m na pomoc. Na zewn靖rz zacz像 pada� deszcz. Monotonny szum i zm璚zenie sprawi造, 瞠 zasn像em. Obudzi貫m si� o 鏀mej. Wczo貪a貫m si� do rury i wo豉貫m o pomoc. Bezskutecznie. Do po逝dnia na przemian s逝cha貫m i krzycza貫m, a� ochryp貫m. W po逝dnie zjad貫m 獞ier� czekolady, jak� mia貫m ze sob�. Przyda豉 si� te� woda w ma造m, p馧litrowym bidonie, jaki mia貫m ze sob�. Mo瞠 na powierzchni moje wyposa瞠nie budzi這by �miech - przypomina豚ym komandosa przygotowanego do wybuchu wojny, ale teraz moja zapobiegliwo�� zosta豉 nagrodzona. Oszcz璠za貫m wod� - dwa 造ki musia造 mi na razie wystarczy�. Ca造 dzie� pada� deszcz. Wtedy te� wyczerpa豉 si� bateria telefonu. Schowa貫m bezu篡teczne teraz urz鉅zenie. Gdy zapad� zmrok, postanowi貫m wr鏂i� do studni i spr鏏owa� innej drogi. Po godzinie dotar貫m na miejsce. Wok馧 panowa豉 cisza. Je瞠li moim �ladem ruszy豉by ekipa ratunkowa, to powinienem by� s造sze� odg這sy kopania. Tym razem wybra貫m kana� prowadz鉍y w kierunku zamku. Czo貪a貫m si� rozgl鉅aj鉍 si� w poszukiwaniu kolejnych pu豉pek. Przeszed貫m jeden zakr皻 w lewo, potem drugi w prawo. Dalej korytarz prowadzi� ju� prosto i nawet nieco si� poszerzy�. Niepostrze瞠nie ska造 zast雷i造 beton i po dwudziestu minutach dotar貫m do studni o ceglanej cembrowinie. Po�wieci貫m w d馧. Pi耩 metr闚 ni瞠j by這 lustro wody. Skierowa貫m promie� latarki do g鏎y. Dziesi耩 metr闚 wy瞠j ujrza貫m niski otw鏎, a wy瞠j �wiat這 odbija這 si� od drobinek kurzu wiruj鉍ych w powietrzu, tak 瞠 nie mo積a by這 nic zobaczy�. Postanowi貫m wspina� si�. Wed逝g moich oblicze�, by貫m ju� pod zamkiem i uzna貫m, 瞠 t璠y mia貫m szans� wyj�� na powierzchni�. Najgorzej by這 zacz寞. Wysu鎍ie si� z ciasnej dziury tak, by oprze� si� plecami o cembrowin� o �rednicy osiemdziesi璚iu centymetr闚 i spr鏏ujcie nie spa�� pi耩 metr闚 do wody. By貫m sprawny fizycznie, ale nie by貫m akrobat�. Ostro積ie wychyli貫m si� i zaraz cofn像em. Musia貫m co� zrobi� z latark�. �wiat這 by這 mi potrzebne, ale obie wolne r璚e te�. Z kieszonki wyj像em opask� od czo堯wki i kawa趾iem cienkiej linki umocowa貫m latark� do opaski. By這 to niewygodne, ale w tych warunkach wydawa這 si� jedynym rozwi頊aniem. Drugi raz wychyn像em z dziury. D這nie �lizga造 si� po pokrytych zimnym, wilgotnym nalotem ceg豉ch. Czu貫m lodowate podmuchy bij鉍e od wody poni瞠j. Powoli w璠rowa貫m kominem, starannie wyszukuj鉍 oparcia dla rak i n鏬. Po kwadransie by貫m wyczerpany, ci篹ko 豉pa貫m powietrze. Po trzydziestu minutach palcami dotyka貫m progu dziury umieszczonej dziesi耩 metr闚 wy瞠j od tej, z kt鏎ej wyszed貫m. Chwyci貫m si� drug� r瘯� tego miejsca i pr鏏owa貫m si� podci鉚n寞. Ceg造 nie wytrzyma造 mojego ci篹aru i wykruszy造 si� z zaprawy. Momentalnie zacz像em zje盥瘸�, rozpaczliwie pr鏏uj鉍 chwyci� si� czegokolwiek, zatrzyma� upadek nogami. Wreszcie zrezygnowa貫m z walki i run像em do wody. Kombinezon na moment zahamowa� atak zimna, jakie przeszy這 moje cia這. Zanurkowa貫m g喚boko, ale momentalnie r瘯oma pcha貫m si� ku powierzchni. Z豉pa貫m si� �ciany i przylgn像em do niej odpoczywaj鉍. Latarka teoretycznie odporna na wod� i wstrz零y odm闚i豉 pos逝sze雟twa. Tkwi貫m w ciemno�ciach, w jeszcze gorszym po這瞠niu, ni� tam przy kracie. St鉅 ju� za 瘸dne skarby mnie nikt by nie wyci鉚n像, nie m闚i鉍 o tym, jak d逝go da豚ym rad� utrzyma� si� na wodzie. Odpoczywa貫m d逝窺zy czas i potem podj像em trud wspinaczki. Pierwszy przystanek zrobi貫m w ni窺zej dziurze. Zastanawia貫m si�, czy nie wr鏂i� do studni i kraty, ale w ko鎍u uzna貫m w璠r闚k� w ciemno�ciach przez tunele za bezcelow� i niebezpieczn�. Pi像em si� dalej. Przy drugim otworze by貫m ostro積iejszy. Wczo貪a貫m si� do niego i wtedy wyci鉚n像em n騜, haki i bloczek. Postanowi貫m przygotowa� sobie w ciemno�ciach prymitywne stanowisko asekuracyjne. Wymaca貫m pod這瞠. Wydawa這 si� solidne. Stopk� no瘸 wbi貫m hak p馧 metra od kraw璠zi studni. Umocowa貫m do niego bloczek z blokad�- mechanizmem uruchamiaj鉍ym si� przy gwa速ownym przewijaniu si� liny. Przeprowadzi貫m koniec liny przez bloczek, uwi頊a貫m go do haka i przewin像em dwadzie�cia metr闚 liny, jaka mi zosta豉. Dzi瘯i temu, gdyby ponownie przydarzy� mi si� �lizg do wody, bloczek zablokowa豚y lin� i nie musia豚ym powtarza� ca貫j trasy. Dalej wspina貫m si� wolno, ale dzi瘯i hakowi i linie czu貫m si� pewniej. Po p馧godzinie le瘸貫m ju� na kraw璠zi studni i jak �lepiec maca貫m �ciany wok馧 siebie. Studnia znajdowa豉 si� na ko鎍u jakiego� wysokiego korytarza. Gdy troch� odetchn像em, zdecydowa貫m si� wsta�. Odpi像em lin�. By貫m przekonany, 瞠 mam szans� sam uwolni� si� z opresji. Szed貫m opieraj鉍 si� r瘯oma o �ciany, przed ka盥ym krokiem badaj鉍 czubkiem buta miejsce, gdzie zamierza貫m stan寞. W pewnym momencie uderzy貫m g這w� o co� metalowego. Pomaca貫m r瘯�. To by豉 metalowa r鉍zka. Gdy jej dotkn像em, by貫m pewny, 瞠 jestem uratowany. Energicznie przesun像em metalow� p造t�, zamykaj鉍 przedtem oczy. Nag造 blask o�wietlenia sali rycerskiej m鏬豚y mnie o�lepi� na jaki� czas. Podskoczy貫m, podci鉚n像em si� i wydosta貫m z paleniska wielkiego kominka. Wyczo貪a貫m si� na parkiet i z lubo�ci� wdycha貫m aromat pasty do piel璕nacji drewna. Po chwili dosun像em p造t� na miejsce i usiad貫m. Z biblioteki dobieg造 mnie odg這sy rozmowy. Jej uczestnikami byli mieszka鎍y zamku, Mariusz i jeszcze kto�, kt鏎ego obecno�� bardzo mnie uradowa豉. Przyszed� mi do g這wy pewien upiorny pomys�. Zdj像em czapk� i starannie jej wewn皻rzn� stron� wyciera貫m swoje �lady na parkiecie, a� znalaz貫m si� na �rodku sali. Wtedy ju� normalnie, nie bacz鉍 na brud, szed貫m do biblioteki. Otworzy貫m jej drzwi i wszed貫m do �rodka. Z przyjemno�ci� i uwag� obserwowa貫m reakcj� obecnych. Torquemada patrzy� na mnie z 篡czliwym u�miechem. Izabela i Marc wygl鉅ali tak, jakby zobaczyli zmartwychwsta貫go nieboszczyka. Mariusz u�miechn像 si� z ulg�. Na twarzy Agnieszki ujrza貫m obrzydzenie pomieszane z ciekawo�ci�. Ma貪osia �mia豉 si�, ale wielkie grochy 貫z sp造wa造 jej po policzkach. - Bo瞠! - j瘯n像 dyrektor. - Wujek! - krzykn像 Micha�, kt鏎y spoczywa� na kolanach Ma貪osi i og鏊ne poruszenie zbudzi這 go. - To ten zaginiony? - zapyta� Pan Samochodzik. Mina szefa nie wyra瘸豉 瘸dnych emocji. Tylko w jego oczach ujrza貫m przez moment b造sk zadowolenia. On te� lubi� efektowne gesty, a to wej�cie by這 najlepszym, jakie tylko mo積a by這 sobie wymarzy�. Jednak ja te� zosta貫m zaskoczony obecno�ci� Afrodyty. By豉 bardzo wysoka, szczup豉. Mia豉 豉dne, troch� latynoskie rysy twarzy, figur� podkre�laj鉍� jej kobiece atrybuty i czarne jak w璕iel w這sy 豉godnymi falami sp造waj鉍e do po這wy plec闚. By豉 tylko kilka lat m這dsza ode mnie, ale wygl鉅a豉 o wiele m這dziej - na studentk�. To w豉�nie zmyli這 mnie, gdy pozna貫m j� pracuj鉍 nad pewn� spraw� na Mierzei Wi�lanej. Okaza豉 si� by� policjantk� z Komendy G堯wnej Policji. Ona zerka豉 na mnie z lekkim u�miechem. - Tak, to ja - odpowiedzia貫m na pytanie pana Tomasza. - Witam pa雟twa. Sk這ni貫m si�, odsun像em sobie krzes這 z wysokim oparciem, wyj像em �Heralde Tribune� z r瘯i Marca, po這篡貫m na siedzeniu i usiad貫m. - Tym razem kto� pr鏏owa� mnie zabi� - oznajmi貫m. - Jednak to nie by� jeszcze m鎩 czas na �mier�. Teraz przyszed� czas na pytania i deklaracje lojalno�ci. - Martwili�my si� o pana - powiedzia� dyrektor. - Czy to ekipa poszukiwawcza pana wydoby豉. Nie? To musz� p鎩�� j� odwo豉�. Dyrektor wyszed�. - Pewnie pan g這dny - Agnieszka wsta豉 i posz豉 w �lady gospodarza obiektu. - Co si� z tob� dzia這? - pyta豉 Izabela. - Czy to prawda, co m闚i� Micha� o radiostacji? - dopytywa豉 si� Ma貪osia. - Wujku, kto� ukrad� nasz� radiostacj�! - oznajmi� Micha�. - Wiedzia貫m, 瞠 dasz sobie rad� - s豉bo u�miechn像 si� Marc. - Natychmiast wezwa貫m pomoc, ale ca造 tunel by� zawalony gruzem - opowiada� Mariusz. - Godzin� temu doszli do rozwidlenia tunelu i zastanawiali si�, w kt鏎� stron� kopa�... - Wydaje mi si�, 瞠 pan z polskiej policji b璠zie mia� du穎 pyta� do pana Paw豉 - Torquemada sk這ni� si� w kierunku szefa. - Tak - pan Tomasz chrz隕n像 rozgl鉅aj鉍 si�. - Panowie powinni zosta� sami - domy�li豉 si� Izabela. Wszyscy wstali, 瞠by wyj��. Micha� szybko podbieg� i przytuli� si� do mnie. Mocno obj像 moj� szyj�. - T瘰kni貫m za tob�, wujku - powiedzia�. - Ja za tob� te� - odpowiedzia貫m. G這s uwi頊� mi w gardle i powstrzyma貫m 透y. Ten ma造 cz這wiek potrafi� w bezpretensjonalny spos鏏 okaza� uczucia, jednym gestem udowodni�, jak wa積y by貫m dla niego. Nie zapomnia貫m te�, 瞠 rozmowa przez kr鏒kofal闚k� da豉 mi nadziej� w trudnych chwilach. - Jutro pobawimy si� rycerzami - obieca貫m g豉szcz鉍 go po jasnych w這sach. Tylko Izabela i Marc zachowali zimny spok鎩 podczas tej sceny. Ma貪osia ukradkiem wyciera豉 oczy. Afrodyta wychodzi豉 ostatnia i z u�miechem przymru篡豉 oko. Gdy zostali�my sami, pan Tomasz chwil� w ciszy przygl鉅a� mi si�. - Pan jest z policji? - zapyta貫m, jednocze�nie na migi pokazuj鉍 szefowi, by da� mi notes i d逝gopis. - Tak, to moja legitymacja - odpar� szef podaj鉍 mi 蕨dane przedmioty. - �wietnie - powiedzia貫m po chwili, oddaj鉍 mu notes. Napisa貫m w nim: �Poszukajmy innego miejsca, tu jest pods逝ch�. - Z tego co wiem, przydarzy造 si� tu panu dziwne historie, najpierw zamkni璚ie, potem ten wypadek w podziemiach - m闚i� pan Tomasz rozgl鉅aj鉍 si� po bibliotece. - Czy ma pan wrog闚? Nie odpowiedzia貫m, bo jednocze�nie weszli dyrektor i Agnieszka. - Ekipa ju� si� pakuje do wyjazdu - oznajmi� dyrektor. - Prosz� - Agnieszka postawi豉 przede mn� tac� z jedzeniem. Szybko przygotowa貫m sobie ogromne kanapki z jajecznic� i szynk�. Jednym haustem wypi貫m kubek herbaty. - Musz� podzi瘯owa� tym ratownikom - wyja�ni貫m i wybieg貫m. Dosta貫m si� do bastionu, gdzie ratownicy sprowadzeni z pobliskiej kopalni miedzi zwijali sprz皻. Najpierw chwil� rozmawia貫m z ich szefem, kt鏎emu udzieli貫m wyja�nie�. Nie wdaj鉍 si� w szczeg馧y, przedstawi貫m si� jako policjant poszukuj鉍y �lad闚 kradzie篡 sprzed lat. Podczas rozmowy zaskoczy豉 mnie obecno�� pewnego drobnego przedmiotu. Podnios貫m go i zapyta貫m, czy nie zgubi� go kto� z ratownik闚. Jak si� spodziewa貫m - zaprzeczyli. Potem serdecznie u�ciska貫m ludzi, kt鏎zy przez ca造 dzie� kopali tunel przez gruz. Po p馧godzinie wr鏂i貫m na most przed zamkiem. Czeka� tam na mnie pan Tomasz. - Chod�my - powiedzia�. Poprowadzi� mnie na drugie pi皻ro, do drzwi do wie篡. Otworzy� ci篹k� k堯dk�, zamek i weszli�my do �rodka. Zamkn瘭i�my si� i weszli�my dwa pi皻ra wy瞠j. Tu nikt nie m鏬� nas pods逝chiwa�. Jad貫m i opowiada貫m szefowi, co mi si� tu do tej pory zdarzy這. S逝cha� kiwaj鉍 g這w�. - Gdzie teraz s� twoje kryszta趾i? - zapyta�. - Wisz� w woreczku na �cianie kredensu od strony tajnego przej�cia. - Jaki masz plan? - Musz� znale�� morderc�, wyekspediowa� st鉅 Ma貪osi� i Micha豉, sprawdzi� zamek �wiecie, kopalnie w Le�nej, obejrze� podziemia Czochy... - ...i przede wszystkim z豉ma� zagadk� s堯w �Franges non flectes�. - Czemu to takie wa積e? - Bo to wskaz闚ka prowadz鉍a do skrytki ze skarbami, kt鏎ych list� widzia貫� na jednym z tych kryszta趾闚. - Jest pan pewien? - Tak, a ty my�lisz, 瞠 czego szukaj� mieszka鎍y tego zamku? - Tajemnic drugiej wojny �wiatowej, tej fabryki broni... - Mo瞠 te�, ale nie s鉅z�. Czy mo積a wymy�li� co� straszniejszego ni� obecne bronie masowej zag豉dy? Za to dzie豉 sztuki to prawdziwy skarb, kt鏎y mo積a sprzeda�, kt鏎ym mo積a si� cieszy�. - Czy ma pan pomys�, jakie znaczenie ma ta 豉ci雟ka sentencja? - �Z豉miesz, lecz nie zegniesz�? Gdyby s這wa by造 u這穎ne odwrotnie �Zegniesz, ale nie z豉miesz� pomy�la豚ym, 瞠 chodzi o ludzk� wol�. Lecz w wersji oryginalnej nie mam poj璚ia. Mo瞠 chodzi o jaki� minera�, jakie� miejsce, mo瞠 to fragment jakiego� wiersza? Nie wiem, ty tu mieszkasz i ty szukaj. - A �wiecie, Gryf i Le�na? Przecie� te miejsca interesowa造 Marca. By� w Gryfie i chcia� tam jecha� z Ma貪osi�. Zamek �wiecie zwiedza� z Micha貫m i Ma貪osi�. Jestem pewien, 瞠 sztolni w Le�nej te� nie omin像... - Jak dziesi靖k闚 innych ciekawych miejsc w tym regionie. Pawle, nie 豉p kilku srok za ogon. Jeszcze dzi� wyje盥瘸m. Na miejscu zostanie Afrodyta. Oczywi�cie oficjalnie jeszcze si� nie znacie... - szef roze�mia� si�. - Mam nadziej�, 瞠 gdy osoba graj鉍a twoj� narzeczon� wyjedzie, nie rzucisz si� na dawn� sympati�? Przepraszam, 瘸rtowa貫m - doda� widz鉍 moj� strapion� min�. - Wzi像em Afrodyt�, bo j� znasz i masz do niej pe軟e zaufanie. Pokiwa貫m g這w� na znak, 瞠 wszystko jest dla mnie zrozumia貫. Zeszli�my z wie篡. Pan Tomasz odni鏀� klucz do recepcji i odprowadzi貫m go do samochodu stoj鉍ego na podje�dzie. Spojrza貫m zdziwiony na ministerialnego poloneza. - Ci篹ko ci bez samochodu? - zapyta� szef. - Tak. - Tego nie dostaniesz, przecie� jest policyjny - Pan Samochodzik roze�mia� si�. - Wehiku� zostawi貫m w Warszawie, rzuca豚y si� w oczy i nasz misterny kamufla� by豚y nic niewart. Nie rozumia貫m, czemu mia� taki dobry nastr鎩. U�cisn瘭i�my sobie d這nie i po瞠gnali�my si�. Powoli wraca貫m po mo�cie do hotelu. Przed samymi drzwiami spotka貫m Izabel�. - Pojecha� ten emerytowany policjant? - spyta豉. - Tak. Czemu �emerytowany�? - Taki stary. - Wa積e, 瞠 bystry. - Naprawd�? - Bystrzejszego nigdy nie zna貫m. Wielu przest瘼c闚 dostaje g瘰iej sk鏎ki, gdy maj� si� z nim zmierzy�. - Sk鉅 tak du穎 o nim wiesz? - Znam si� na ludziach - chcia貫m omin寞 Izabel� i wej�� do hotelu. - Zaczynasz mnie intrygowa� - Izabela zast雷i豉 mi drog�. - Mo瞠 opowiesz mi, jak wydosta貫� si� z pu豉pki? - Nie chcesz drugi raz pope軟i� tego samego b喚du? Cofn窸a si� o krok. Patrzy豉 mi prosto w oczy pr鏏uj鉍 wybada�, co mia貫m na my�li. - Wybacz, mam troch� wisielczy humor - wyja�ni貫m. - Co to znaczy? Naprawd� kto� chcia� ci� zabi�? - Tak. - Wiesz, kto to by�? - Gdybym wiedzia�, to ten policjant nie odje盥瘸豚y sam. Izabela stan窸a przede mn�, lekko pochyli豉 si� w moj� stron� opieraj鉍 piersi� o mnie. Patrzy豉 na mnie, jej rozchylone wargi lekko dr瘸造. Pachnia豉 osza豉miaj鉍ym zapachem, innym ni� dotychczas. - P鎩dziemy do mnie... - kusi豉 - napijemy si� drinka... Wzi像em Izabel� w ramiona, przycisn像em do siebie. Obr鏂i貫m si� z ni� i przycisn像em j� ca造m cia貫m do balustrady. Nachyli貫m si� do jej twarzy. - Pami皻asz, jak z tego miejsca �mia豉� si� z mojej rozmowy z Micha貫m? - zapyta貫m j�. - Spotka mnie za to kara? - szepn窸a mi do ucha. - Pami皻asz, co mu wtedy m闚i貫m? - Nie. - M闚i貫m, 瞠 najgorsze potwory, jakie spotka w 篡ciu, b璠� mia造 ludzk� sk鏎�. Teraz mam pewno��, 瞠 nie k豉ma貫m. Odsun像em si� od Izabeli i pu�ci貫m j�. Patrzy豉 na mnie zaskoczona. Sk豉ma貫m, bo wiedzia貫m, kto chcia� mnie zabi�. ROZDZIA� JEDENASTY CZY MARIUSZ JEST NIEWINNY? � POKAZUJ� AFRODYCIE TAJNE PRZEJ�CIE � PODEJRZENIA MAΔOSI � PROPOZYCJA IZABELI � PLANY �INSATIABILIS� Wszed貫m do holu hotelowego. Z pokoju za kontuarem wysz豉 Agnieszka i ju� chcia豉 si� do mnie odezwa�, ale widz鉍 Mariusza siedz鉍ego na kanapie, wycofa豉 si�. Mariusz wsta� i u�miechn像 si� do mnie. - Porozmawiamy? - zaproponowa�. Pokiwa貫m g這w�. Zeszli�my do korytarza przed kawiarenk� �Grota�, wyszli�my na g鏎ny dziedziniec i stan瘭i�my w bramie. Oparty o portal widzia貫m schody prowadz鉍e do dolnego dziedzi鎍a i wej�cie do �Groty�. Mariusz stoj鉍 naprzeciw mnie m鏬� obserwowa� zamek, a zw豉szcza jego okna. - Co si� tam sta這? - zapyta� mnie Mariusz. - Gdy zszed貫m oko這 dwudziestu metr闚 za rozwidlenie, kto� przeci像 lin� - opowiada貫m. - Dobrej liny wspinaczkowej nie przerwiesz byle czym. Potem ten sam cz這wiek rzuci� petard�, 瞠by spowodowa� zawalenie si� korytarza. Mia貫m tam zosta� na zawsze. - Wiesz, 瞠 on rzuci� drug� w moj� stron�? Ledwo uszed貫m z 篡ciem. Jak zobaczy貫m to rumowisko, zaraz zadzwoni貫m do kopalni... Spojrza貫m Mariuszowi g喚boko w oczy. - Czy chcesz mnie tymi s這wami przekona� o swojej niewinno�ci? - powiedzia貫m. Mariusz zawaha� si�. - Tak - odpar� po chwili. - Wybacz, ale teraz nie mog� ufa� nikomu na zamku. Mariusz wyprostowa� si�, jego usta zamieni造 si� w w零k� kresk�, chyba poczu� si� ura穎ny. - Ty nie mieszkasz na zamku - kontynuowa貫m i u�miechn像em si�. - Wierz� ci, bo wiem, kto to zrobi�. - Kto? - Dowiesz si� w swoim czasie. - Wiem! Chodzi ci o Marca. On pojawi� si�, gdy ty zagin像e�... - M闚i�, co si� z nim dzia這? - Zab章dzi� w sztolniach w Le�nej, nawet skr璚i� nog�. Poszed� tam na piechot� i ledwo da� rad� doj�� na zamek. - Mo積a zab章dzi� w tych sztolniach? - Jak kto� koniecznie chce... - Jakie alibi przedstawi� Torquemada? - Twierdzi�, 瞠 spa� w pokoju. Agnieszka pr鏏owa豉 go obudzi� zaraz po tym, jak dosz這 do wybuchu i wszcz像em alarm. M闚i豉, 瞠 nikogo nie by這 wtedy w pokoju, a Hiszpan t逝maczy�, 瞠 �pi ze stoperami w uszach. Nie ma ochoty wi璚ej wys逝chiwa� chrobot闚 w �cianie. - A co robi豉 Izabela? - Te� jej nie by這 w pokoju. Oficjalnie bra豉 prysznic... Chwil� milcza貫m zastanawiaj鉍 si� nad s這wami Mariusza. - Torquemada m闚i�, 瞠 pyta� stra積ika przy bramie o Marca - przypomnia貫m sobie. - Kt鏎璠y Marc wr鏂i� na zamek? - Przez bram�, to stra積ik wezwa� lekarza. Opar貫m g這w� o ch這dny kamie� mur闚. Czu貫m powracaj鉍� fal� zm璚zenia. - Mariusz, czy mo瞠my jutro doko鎍zy� t� rozmow�? - poprosi貫m go. - Jasne, id� spa�. Podali�my sobie r璚e. Wr鏂i貫m do swojego pokoju, starannie zamkn像em za sob� drzwi, zrzuci貫m z siebie kombinezon i poszed貫m do kabiny prysznicowej. Po k雷ieli ubra貫m si� i pod章czy貫m telefon kom鏎kowy do kontaktu, 瞠by na豉dowa� bateri�. Zaraz otrzyma貫m SMS-a od Afrodyty. - Mog� przyj�� do ciebie? - przeczyta貫m p馧g這sem. Odpisa貫m �Tak� i po chwili us造sza貫m pukanie do drzwi. Afrodyta w�lizn窸a si� do pokoju i na powitanie mocno poca這wa豉 mnie w usta. - Cze�� - powiedzia豉. - Ciszej - pouczy貫m j�. Dosun像em fotel do drzwi, a policjantk� poci鉚n像em do wn瘯i ko這 kredensu kryj鉍ego wej�cie do tajnego przej�cia. - Nic si� nie zmieni貫� - szepn窸a. - Ty te�. - Cz瘰to my�la豉m o tobie. - Ja te� 瘸逝j� naszego rozstania. - Ale to ty powiedzia貫�: �D逝瞠j tak nie wytrzymamy�. - Bo to by豉 prawda. Tak� mamy prac�, 瞠 zawsze jedno z nas by這by poza domem. Zrezygnowa豉by� dla mnie z pracy? Jestem pewien, 瞠... - A prosi貫� mnie o to? - Nie prosi貫m, bo nie chcia豚ym, 瞠by� ty mnie kiedykolwiek o to prosi豉. My�la貫m, 瞠... - Za du穎 my�lisz - Afrodyta u�miechn窸a si�. Jej twarz i spojrzenie przypomnia造 mi chwile, kt鏎e sp璠zili�my razem w chacie nad brzegiem morza na Mierzei Wi�lanej i p��niej, gdy dba豉 o mnie podczas rehabilitacji po wypadku, jaki tam mia貫m. Przez jaki� czas mieszkali�my razem. By這 nam ze sob� bardzo dobrze i prawie nigdy nie rozmawiali�my o pracy ani o wsp鏊nej przysz這�ci. 砰li�my dniem, lenistwem i jak to zakochani - sob�. Gdy wr鏂i貫m do pracy, okaza這 si�, 瞠 widujemy si� tylko przelotnie, Afrodyta musia豉 wzi寞 urlop bezp豉tny i nadrobi� zaleg這�ci na studiach, wyjecha� na uczelni�. Gdy wreszcie zdecydowa貫m si� na powa積� rozmow�, potoczy豉 si� ona w zupe軟ie niespodziewanym kierunku - pok堯cili�my si� i niestety oboje byli�my na tyle niedojrzali, 瞠 nie wykonali�my gestu pojednania. Tak przesz豉 mi okazja zwi頊ania si� z kim�, kto wie, mo瞠 na zawsze? Pami皻am, 瞠 pan Tomasz, stary kawaler, zareagowa� na moje rozstanie z Afrodyt� z ledwo skrywan� rado�ci� i natychmiast wys豉� mnie w teren. Wspomina貫m patrz鉍 na stoj鉍� blisko mnie Afrodyt�. Za oknem, w ciemno�ciach ponad czubkami drzew nagle dostrzeg貫m jeden, potem drugi b造sk latarki. To by這 z miejsca, gdzie by豉 wie瘸 pa豉cu pandur闚. Mariusz wszed� na wie輳, ale nie dawa� mi znak闚, lecz zapewne z lunet� przy oku obserwowa� 篡cie w zamku. Jego uwaga by豉 skupiona chyba na pokoju dwa pi皻ra wy瞠j, gdzie mieszka豉 Agnieszka, ale wola貫m nie ryzykowa�. Pochyli貫m si� do Afrodyty, poca這wa貫m j� w czo這. - Id� ju� do siebie - poprosi貫m j�. - Czemu? - Masz latark�? - Nawet dwie. Nauczy豉m si� tego od ciebie. - To dobrze. Id� i przebierz si� w co� wygodnego, sportowego, co mo瞠sz pobrudzi�. We� latarki. Ale najpierw zrobimy ma造 teatr... Poci鉚n像em j� za r瘯� w kierunku 堯磬a. Delikatnie popchn像em j�, by usiad豉, a potem podszed貫m do �ciany i zgasi貫m �wiat這. Zas這ni貫m kotary na oknach. - Teraz! - powiedzia貫m. - No, wiesz... - Afrodyta roze�mia豉 si� i wysz豉. Wr鏂i豉 po trzech minutach. Przebra貫m si� w wojskowy drelich. - Co robimy? - zapyta豉 dziewczyna. - Co� ci poka輳... - podszed貫m do kredensu i teatralnym gestem otworzy貫m przej�cie. - Musz� ci pokaza� wszystko, 瞠by� potem wiedzia豉, gdzie masz mnie szuka�. B鉅� cicho... Afrodyta z szeroko otwartymi oczami obserwowa豉 wszystko. Najpierw poprowadzi貫m j� do g鏎y i pokaza貫m jej, jak mo積a obserwowa� wn皻rze pokoju Torquemady. Hiszpan smacznie spa�, co by這 wida� w �wietle gwiazd wpadaj鉍ym przez okno. - Fajne - wyszepta豉 Afrodyta patrz鉍 przez dziurk�. Stukn像em obudow� latarki w �cian�. Dziewczyna a� odskoczy豉 przestraszona. Zaraz si� opanowa豉. Chwyci豉 moj� g這w� i przysun窸a do otworu. Zajrza貫m do �rodka. Torquemada sta� na �rodku pokoju z pistoletem w d這ni i czujnie rozgl鉅a� si� po pokoju. Wsun像em drewniany ko貫k w �cian� i gestem kaza貫m Afrodycie p鎩�cie na g鏎�. Starali�my si� przy tym st雷a� najciszej jak tylko mo積a by這. Oboje mieli�my obuwie o gumowych podeszwach, wi璚 nie robili�my ha豉su. Przy pokoju Agnieszki powt鏎zy貫m sztuczk� z podgl鉅aniem. Natychmiast zawstydzony cofn像em g這w�, za to Afrodyta nie mia豉 obiekcji, 瞠by patrze� na dziewczyn� krz靖aj鉍� si� po pokoju w samej tylko dolnej cz��ci bielizny. Wsun像em k馧eczek na miejsce i na kr鏒ko wr鏂ili�my do mojego pokoju. - Ju� wiem, co robi貫� po nocach - Afrodyta znacz鉍o pokaza豉 palcem na sufit. - Pytanie, czy Agnieszka wie o twoich przyzwyczajeniach? - Nie mam 瘸dnych przyzwyczaje� - broni貫m si�. - By貫m tam tylko raz i zachowa貫m si� jak d瞠ntelmen. - To dla kogo ona to robi? Bez s這wa wyj像em z worka pude趾o z lornetk�. - Na godzinie dziesi靖ej, mi璠zy czubkami drzew powinna by� widoczna wie瘸 - wyja�ni貫m Afrodycie podaj鉍 jej szk豉. Policjantka chwil� szuka豉 czubka wie篡, potem ustawi豉 sobie ostro�� i chwil� trwa豉 w bezruchu. - Dobry sprz皻 - pochwali豉 mnie. - Tam kto� jest... siedzi i co jaki� czas zerka do... lunety. - To Mariusz, zerka na Agnieszk�, a przy okazji widzi, co si� dzieje w zamku. Czy to nie przypadek, 瞠 ma dobry wgl鉅 w to, co robimy ja i Torquemada? To Agnieszka mog豉 umie�ci� nas w ten spos鏏. Przecie� sam sobie pokoju nie wybiera貫m. - Dlaczego mia豉by to robi�? - Jutro o tym porozmawiamy. Teraz id� spa�. Jutro czeka nas mn鏀two pracy, p鎩dziemy na dalsze zwiedzanie podziemi. - To dla Mariusza musia豉m zagra� t� scen�... - wymownie wskaza豉 na tapczan. Pokiwa貫m g這w�. Afrodyta wysz豉 i pomacha豉 mi na po瞠gnanie. Przekr璚i貫m zamek w drzwiach, zamkn像em wej�cie do korytarza w �cianie i w ubraniu rzuci貫m si� na 堯磬o. Zasn像em natychmiast. Wydawa這 mi si�, 瞠 sen trwa� kilka sekund. Obudzi� mnie 這mot do drzwi. - Pawe�, ju� po逝dnie! - us造sza貫m krzyk Ma貪osi. - Wujku! Pobudka! - do章czy� do niej g這sik Micha豉. Zwlek貫m si� z 堯磬a i spojrza貫m na zegarek. Rzeczywi�cie by豉 dwunasta. Otworzy貫m drzwi. - Mamy dla ciebie �niadanie! - zawo豉� Micha�. Ma貪osia wnios豉 jedzenie na tacy. Postawi豉 je na stole, a potem bezceremonialnie pchn窸a mnie na tapczan. Niczym piel璕niarka podnios豉 poduszk�, by mi j� poprawi�. Nagle, niczym policyjny pies, przytkn窸a j� do nosa. - Mia貫� go�cia w nocy? - zapyta豉. - Nie, grzecznie spa貫m... - Pawe�, nie mam nic przeciwko twoim romansom, ale czuj� tu kobiece perfumy. Tak, wiem! - podnios豉 r瘯� widz鉍, 瞠 chc� si� t逝maczy�. - Jeste� wolnym cz這wiekiem, ale skoro mam gra� twoj� narzeczon� i by� twoj� Mat� Hari, to chyba nale篡 mi si� przynajmniej prawda... Milcza貫m, 瞠by jej nie rozdra積ia�, bo w tej sytuacji ani k豉mstwa, ani nawet najniewinniejsza prawda by mi nie pomog造. - Chod�, wujek jest zm璚zony - powiedzia豉 Ma貪osia do Micha豉 wychodz鉍 z pokoju. Mog貫m w spokoju posiedzie� i spo篡� �niadanie. Ca造 czas intensywnie my�la貫m. Akurat gdy sko鎍zy貫m je��, do drzwi zapuka豉 Afrodyta. - Cze��! - przywita豉 mnie. - Nikt ci� nie widzia�, jak tu wchodzi豉�? - Dbasz o reputacj�? - Tak - odpowiedzia貫m zamykaj鉍 drzwi. - Powiniene�, Ma貪osia jest niczego sobie - w g這sie Afrodyty wyczu貫m nutk� zazdro�ci. Odsun像em kredens otwieraj鉍 wej�cie do tajnych korytarzy. Gdy szykowali�my si� do w璠r闚ki, nagle rozleg這 si� pukanie do drzwi. Afrodyta zastyg豉 w bezruchu nie wiedz鉍 co robi�. Chcia豉 schowa� si� w 豉zience. Zatrzyma貫m j� gestem. - Kto tam?! - zawo豉貫m. - To ja - us造sza貫m Ma貪osi�. - Zjad貫�? Musz� zwr鏂i� naczynia... - Ju� id�! - krzykn像em. Wepchn像em Afrodyt� za kredens, dosun像em go i otworzy貫m Ma貪osi. Ta czujnie rozgl鉅a豉 si� po pokoju, po latarkach i linach le蕨cych na stole i fotelu. Wci鉚n窸a nosem powietrze. - Kto� tu by�, ta sama kobieta... - stwierdzi豉. Omin窸a mnie i zajrza豉 do 豉zienki. - Nie wiem, co ty czujesz, bo ja... - zacz像em si� t逝maczy�. - Co robi貫�? - Zjad貫m �niadanie, przygotowa貫m potrzebny mi sprz皻 i chcia貫m si� umy�. - Mam nadziej�, 瞠 nie chcesz mnie oszuka�? - Ale� sk鉅... Ma貪osia nie ukrywa豉, 瞠 jest na mnie obra穎na. Wysz豉 trzasn預szy drzwiami. Odczeka貫m jeszcze dwie minuty i ostro積ie przekr璚i貫m klucz w zamku. Otworzy貫m wej�cie do tuneli. Afrodyta siedzia豉 na ceglanym schodku i �mia豉 si�. - B璠ziesz u niej pod pantoflem - na�miewa豉 si�. Bez s這wa poda貫m jej lin� i latark�. Potem zabra貫m reszt� potrzebnych mi rzeczy i do章czy貫m do policjantki. Zasun像em kredens niczym wielkie drzwi do sejfu. Ruszy貫m przodem. Pokaza貫m Afrodycie miejsce, sk鉅 mo積a by這 ogl鉅a� wn皻rze sali narad, potem klap� w kominku sali rycerskiej, a na ko鎍u korytarza studni�. - Stamt鉅 wyszed貫m - wyja�ni貫m. - Kilka metr闚 ni瞠j jest tunel, kt鏎ego nie zbada貫m, bo nie mia貫m latarki. Trzeba go obejrze�. - Nie boisz si�, 瞠 znowu spotkasz morderc�? - Po pierwsze, ty tu zostaniesz, a do ciebie mam pe軟e zaufanie. Po drugie, drugi raz nie dam si� zaskoczy�. Utrzymasz m鎩 ci篹ar? - Tak. Za這篡貫m uprz嘀, uwi頊a貫m do niej lin�, kt鏎ej koniec da貫m Afrodycie. Umocowa貫m te� do szelek lin�, kt鏎� asekurowa貫m si�, wychodz鉍 ze studni. - Na razie - powiedzia貫m do Afrodyty siadaj鉍 na kraw璠zi cembrowiny. Schodzenie kominem by這 o wiele 豉twiejsze, tym bardziej 瞠 mia貫m �wiadomo��, i� jestem teraz bezpieczny. Bez trudu dotar貫m do pierwszego ganku. Odwi頊a貫m liny i poczo貪a貫m si� korytarzem wykutym w skale. Szybko skr璚i� pod k靖em prostym w prawo. By貫m teraz pod frontonem zamku. Tunel mia� oko這 dwunastu metr闚 d逝go�ci i znowu skr璚a� w prawo. Obliczy貫m, 瞠 teraz zmierza貫m w kierunku g鏎nego dziedzi鎍a. Robi這 si� coraz cia�niej i zaczyna貫m si� ba�, czy nie b璠� musia� zaraz t璠y si� cofa�. Po kolejnych trzydziestu metrach korytarz mia� ju� metr wysoko�ci i osiemdziesi靖 centymetr闚 szeroko�ci. Niespodziewanie dotar貫m do metalowych drzwiczek okolonych smugami �wiat豉 dziennego. By造 zamkni皻e na zwyk章 zapadk�, kt鏎� mo積a by這 otworzy� z obu stron. Delikatnie otworzy貫m je i ujrza貫m w零kie spiralne schody. Na lewo od drzwiczek by這 male鎥ie okienko. Przez zakurzon� szyb� zobaczy貫m fragment dolnego dziedzi鎍a. Wydosta貫m si� do tej nieznanej mi klatki schodowej. Przypomina豉 konstrukcj� tajne przej�cie w sali narad. Najpierw poszed貫m do g鏎y. Szybko dotar貫m do wyj�cia zamkni皻ego drewnian� �cian� ciemnej boazerii. Pchn像em j� i ujrza貫m portret �wi皻ej Jadwigi w sali audiencyjnej. Zza drzwi wej�ciowych, kt鏎e mia貫m po prawej stronie s造sza貫m g這s Agnieszki opowiadaj鉍ej komu� o dziejach zamku. Szybko rozejrza貫m si�. Wej�cie do tunelu znajdowa這 si� przy niszy okiennej, w kt鏎ej pods逝chiwa貫m rozmowy w bibliotece, gdy Izabela usi這wa豉 wywo豉� ducha. Na jednym ze sto堯w le瘸豉 pozostawiona tu przez kogo� bia豉 kartka formatu A4. Podszed貫m do niej i palcem w r瘯awiczce umazanej brudem z korytarzy szybko nabazgra貫m imi�: �Agnieszka�. Kartk� pod這篡貫m przy drzwiach wej�ciowych. Gdy zamyka貫m za sob� ruchom� �cian�, Agnieszka przekr璚a豉 klucz w zamku. Przytkn像em ucho do boazerii. Z satysfakcj� odnotowa貫m, 瞠 zamkowa przewodniczka kr鏒ko krzykn窸a przestraszona. U�miechn像em si� wyobra瘸j鉍 sobie, jakie my�li teraz k喚bi� si� w g這wie dziewczyny. Na schodkach rozsypa貫m troch� mojego specjalnego proszku. Potem zacz像em schodzi�. Min像em drzwiczki i w ko鎍u doszed貫m do niedomkni皻ego wej�cia do piwnicy. W tej cz��ci zamkowych loch闚 jeszcze nie by貫m, a to dlatego, 瞠 jak si� zorientowa貫m, prowadzi造 one w kierunku dolnego dziedzi鎍a i zapewne piwniczki, gdzie by造 rowery. By造 to puste pomieszczenia obudowane ceg豉mi, ze sklepieniami krzy穎wymi i �cianami bielonymi wapnem. Przeszed貫m trzy takie sk豉dy i doszed貫m do masywnych wr鏒 wzmocnionych metalowymi sztabami. Przez dziurk� od klucza zobaczy貫m wn皻rze sk豉dziku z rowerami. Zawr鏂i貫m. Ciekawi這 mnie, czy to tu skry� si� cz這wiek, kt鏎ego goni貫m pierwszej nocy po zamku? Mo瞠 wybra� drugie przej�cie, kt鏎e pokazywa� nam dyrektor? A mo瞠 jest jeszcze inne? Po godzinie wr鏂i貫m do Afrodyty. - Ale si� wynudzi豉m - powiedzia豉. - Stawiasz mi lody. - Jasne - zgodzi貫m si� zwijaj鉍 lin�. - I co odkry貫�? - M鎩 niedosz造 zab鎩ca nie wychodzi� t璠y. Zastanawia mnie tylko, czemu mia� s逝篡� tak rozleg造 system tuneli pod zamkiem? Rozumiem, 瞠 zrobiono by jedno, g鏎a dwa przej�cia, ale tyle? Gdy by貫m uwi瞛iony pod ziemi�, zauwa篡貫m, 瞠 cz��� tuneli by豉 wykonana z cegie�, ale przy章czono do nich betonowe. Po co i kto to zrobi�? - Jakie masz dalsze plany? - Musimy pojecha� do Le�nej i do zamku w �wieciu. Masz samoch鏚? - Mam, ale tak oficjalnie chcesz wyjecha� ze mn� na wycieczk�? Gdzie twoja dba這�� o opini�? Wr鏂ili�my korytarzem do mojego pokoju. Um闚i貫m si� z Afrodyt�, 瞠 pojedziemy po obiedzie. Policjantka posz豉 do siebie, a ja spakowa貫m sprz皻. Gdy chcia貫m p鎩�� si� wyk雷a�, rozleg這 si� pukanie do drzwi. To by豉 Izabela. Tym razem by豉 ubrana w wysokie, sportowe buty, spodnie �boj闚ki� o w零kich, wr璚z ciasno opinaj鉍ych jej zgrabne nogi nogawkach, koszulk� w kolorze khaki i koszul� typu �safari�. - Mog�? - zapyta豉 pokazuj鉍 na fotel. - Prosz� - skin像em g這w� przysiadaj鉍 na tapczanie. - Powiedzia貫�, 瞠 wiesz, kto chcia� ci� zabi�... - Tak. - Chc� ci pom鏂 w zebraniu dowod闚 na tego cz這wieka. - Niech tym zajmie si� policja. - Dobrze - Izabela poprawi豉 si� w fotelu, za這篡豉 nog� na nog� i zapali豉 d逝giego, cienkiego papierosa. - Zr鏏my interes. - Jaki i ile mo積a na tym zarobi�? - Wiem, jaki jeste� i wiem, 瞠 瘸dna cena nie wchodzi w rachub�. - Tak, czemu? - Masz w sobie co� z b喚dnego rycerza. Pami皻asz, jak opowiada貫� ch這pcu o etosie rycerskim? M闚i貫� wtedy o wa積ych dla ciebie warto�ciach. Poza tym podw豉dny Pana Samochodzika kieruje si� w 篡ciu identycznymi zasadami jak szef. - Kto ci o tym opowiedzia�? Kim jest Pan Samochodzik? - Nie udawaj... Przeprowadzi豉m ma造 wywiad, tu i w Warszawie. - Kim wed逝g ciebie jestem? - Pracownikiem Ministerstwa Kultury i Sztuki odpowiedzialnym za poszukiwanie zaginionych dzie� sztuki i ochron� polskich d鏏r kultury przed wywiezieniem za granic�. Nazywasz si� Pawe� Daniec, jeste� kawalerem mo瞠 dlatego, 瞠 ca貫 twoje 篡cie to praca. Mia豉 te informacje od Jerzego Batury, wi璚 nie by這 sensu dalej udawa�. - Skoro pieni鉅ze nie wchodz� w gr�, to co chcesz mi zaproponowa�? - Wsp馧prac�. Roze�mia貫m si�. - Wiesz, kim jestem i godzisz si� na ewentualn� nagrod�, bardzo skromn�... - Nie! Podzielimy si� skarbem. - Co ciebie interesuje? - Jedna ma豉 skrzynka niezawieraj鉍a dzie� sztuki. - A co tam jest? Izabela zgasi豉 papierosa i nachyli豉 si� do mnie. - Tajemnice - szepn窸a. - Uwa瘸sz, 瞠 pozwol� ci wywie�� jak�� skrzynk� z tajemnicz� zawarto�ci�? Mnie chcesz zostawi� och豉py... - Srebrna zastawa, �Z這te Szachy�, dwadzie�cia starodruk闚, trzy tuby obraz闚, kolekcja siedemnastowiecznych map to och豉py? Warto�� tego to kilka milion闚 dolar闚. - A skrzynka? - Jest wyceniona na pi耩 milion闚 dolar闚, ale s� tam rzeczy, kt鏎e nie b璠� ciebie interesowa造... - Wiesz, kim jestem, wi璚 wiesz, 瞠 jak dot鉅 nikt, kto ze mn� walczy�... - Nie wygra� - przerwa豉 mi Izabela. - Wiem. - Wi璚... - Skrzynka ma podw鎩ne, metalowe �ciany. Jest ognioodporna i przetrwa wybuch niewielkiego 豉dunku. W �rodku s� plany pewnej broni. - Kolejna Wunderwaffe? - kpi貫m. - Pierwsze nazistowskie bronie by造 wystarczaj鉍ymi niewypa豉mi. Sprawdzi造 si� tylko jako bro� terrorystyczna. - S造sza貫� o �Insatiabilis�? - To w j瞛yku 豉ci雟kim znaczy �nienasycony�. - Tak, ale za t� z這wieszcz� nazw� kryje si� niezwykle skuteczna bro�. Jej jednorazowe u篡cie oznacza szybk� i bezbolesn� �mier� wszystkiego co 篡we w promieniu stu metr闚. Wiadomo, 瞠 powsta� prototyp tego urz鉅zenia, kt鏎e zosta這 zniszczone, ale plany ocala造 i zosta造 schowane razem ze skarbami. - Czy wiesz konkretnie, co to by這? - Hipotezy dotycz� dw鏂h fantastycznych broni. Pierwsza to dzia這 akustyczne, a druga - pociski z 豉dunkami chemicznymi do dzia豉 elektrycznego. - Dlaczego g這wica z gazem mia豉 by� wyrzucana przez dzia這 elektryczne? - Wiesz, 瞠 Niemcy przed wojn� wynale�li gaz tabun, kt鏎y produkowali w pobliskim Brzegu Dolnym, potem sarin i w 1944 roku soman. Znasz ten �rodek bojowy? - Tak, czyta貫m o nim, w czystej postaci przypomina bezbarwn� ciecz i pachnie kamfor�. �mier� po zatruciu nast瘼uje nawet po sze�ciu godzinach. Objawy zatrucia, w praktyce eliminuj鉍e z walki, wyst瘼uj� natychmiast. - A teraz wyobra� sobie pocisk wielko�ci g這wicy panzerfausta wystrzeliwany z dzia豉 elektrycznego, kt鏎e mo積a zamontowa� na ka盥ym transporterze opancerzonym; strzela na odleg這�� do dw鏂h kilometr闚 �mierciono�nym gazem. ζdunek ma tylko jeden feler - nie mo瞠 by� wystrzeliwany z klasycznego dzia豉. Gaz oddzia造wuje r闚nie szybko jak si� rozk豉da. Kilka minut po ataku mo積a zaj寞 pozycje wroga. To marzenie ka盥ego wojskowego... Ludzie, kt鏎zy wymy�lili to �wi雟two, nie 篡j�, ale istniej� plany... - To wszystko mia這 miejsce tu na zamku? - zapyta貫m z niedowierzaniem. - I w okolicach. - Komu chcesz sprzeda� plany tej broni? - Naszym sojusznikom. - Jeste� pewna, 瞠 zrobi� z niej dobry u篡tek? - Czy to wa積e? Ty b璠ziesz mia� dzie豉 sztuki, a ja pieni鉅ze. Chcia貫m zapyta�, co z tego b璠zie mia� Batura, ale si� powstrzyma貫m. - Kto ci� wynaj像 do tej pracy? - Potencjalni nabywcy. B璠ziemy wsp鏊nikami? - Nie. - Trudno. Mi這 b璠zie utrze� ci nosa... Wsta貫m, gdy ruszy豉 w kierunku drzwi. Obr鏂i豉 si�, podesz豉 i delikatnie poca這wa豉 mnie w usta. - 疾gnaj - szepn窸a. Wysz豉. Usiad貫m, 瞠by och這n寞, ale nie min窸a minuta, gdy do pokoju bez pukania wszed� Torquemada. - Przepraszam - powiedzia� na wst瘼ie. - Widzia貫m, 瞠 Izabela by豉 u pana... - Nic nas nie 章czy - zapewni貫m Hiszpana. - Wiem, wiem - machn像 r瘯�. - Prosz� wybaczy�, 瞠 si� narzucam, ale chcia貫m panu ponownie zaproponowa� wsp馧prac�. Tym razem jako partnerowi. - Tak? - by貫m zdziwiony. - Tak. Poszukamy skarbu ukrytego na zamku i po sprzedaniu go podzielimy si� zyskiem, uprzednio odj預szy koszty operacji. Panu proponuj� dwadzie�cia pi耩 procent zysk闚. - Czemu tak ma這? - No tak, jedn� trzeci�, w ko鎍u bystry z pana cz這wiek... Podam panu wskaz闚ki prowadz鉍e do skarbu wartego miliony dolar闚. Pan musi du穎 wiedzie� o zamku, pan ma szcz��cie, 瞠 wyszed� z takiej opresji. Zgadza si� pan? - Nie. - Czterdzie�ci. - Nie. - Po這w�? Czemu pan si� ca造 czas nie zgadza? Ile pan chce? - Nic. - Nic?! B璠zie pan pracowa� za darmo? - Te dzie豉 sztuki nie s� na sprzeda�. - My�la貫m, 瞠 pana interesuj� tylko plany broni. ROZDZIA� DWUNASTY PODSΣCHANA ROZMOWA � IZABELA GONI AFRODYT� � POSZUKIWANIA PRZY SZTOLNIACH � SZKIELETY 烙ΛIERZY � TUNELE ZALANE WOD� � NOCNA WIZYTA Torquemada najwyra�niej bra� mnie za kogo� zupe軟ie innego. - Nie s造sza� pan, jak rozmawia貫m z Izabel�? - zdziwi貫m si�. - Nie, nic nie rozumia貫m, bo nie znam waszego j瞛yka. - C騜, drugi raz �le mnie pan oceni� i musimy si� rozsta� - powiedzia貫m. - Szkoda - stwierdzi� Hiszpan, wsta�, uk這ni� si� i wyszed�. Postanowi貫m pod 瘸dnym pozorem nikomu nie otwiera� drzwi i poszed貫m do 豉zienki. Kwadrans sta貫m pod prysznicem my�l鉍 o tym, co dzieje si� na zamku. Moi przeciwnicy mieli wi璚ej danych na temat skrytki, wiedzieli, co w niej jest i ile to jest warte. Ja zna貫m tylko sentencj� �Franges non flectes�, kt鏎a mog豉 prowadzi� do skarbu. Po k雷ieli zszed貫m do jadalni. W towarzystwie Ma貪osi i Micha豉 zjad貫m obiad. Um闚i貫m si� z ch這pcem, 瞠 przed wieczorem pobawimy si� w rycerzy. W drodze do swojej kwatery zaszed貫m do Afrodyty i szybko um闚i貫m si� z ni� na wyjazd. Wr鏂i貫m do pokoju, tradycyjnie zas這ni貫m drzwi fotelem. Do 堯磬a i kaloryfera umocowa貫m dwa bloczki, przez kt鏎e prze這篡貫m lin�. Jednym ko鎍em obwi頊a貫m si�, a drugi z osiemdziesi璚ioma metrami liny wyrzuci貫m za okno. Nikt nie chodzi� po �cie盧e wok馧 zamku, wi璚 mog貫m spokojnie wyj�� przez okno. Uzna貫m, 瞠 to najprostsza metoda opuszczenia warowni, by nie by� zauwa穎nym. Gdy sta貫m na parapecie ty貫m do przepa�ci, us造sza貫m podniesiony g這s Agnieszki. Trzymaj鉍 si� liny wychyli貫m si� i nas逝chiwa貫m. Przez otwarte okno jej pokoju s造sza貫m rozmow�, jak� prowadzi豉 z Mariuszem. - Agnieszko, nie rozumiesz, 瞠 Pawe� m鏬� tam zgin寞? - pyta� Mariusz. - Powiedz, kogo ty chronisz? - Nie m闚 bzdur. Pawe� pewnie to wszystko sobie wymy�li�. Po co w豉zi� do podziemi? Czego tam szuka�? Czemu tego nie chcesz mi powiedzie�? - Nie mog�... - To wybieraj, co dla ciebie wa積iejsze? - Ty, ale... - Jakie �ale�?! Us造sza貫m trzask zamykanych drzwi. Chyba Mariusz wyszed� z pokoju Agnieszki. Ostro積ie zszed貫m po �cianie. Stoj鉍 na ziemi przeci鉚n像em przez bloczki reszt� liny, zwin像em j� i schowa貫m do ma貫go plecaka, jaki wzi像em ze sob�. Zerkaj鉍 co chwila na zamkowe okna pobieg貫m na wsch鏚. Ukry貫m si� w zagajniku przy drodze. Telefonem wys豉貫m sygna� do Afrodyty. Odpowiedzia豉 mi tym samym po dziesi璚iu minutach, co oznacza這, 瞠 ju� jedzie w moim kierunku. Z daleka widzia貫m jej ciemnozielon� skod� fabi�, jednak gdy by豉 tu� przy mnie i zwalnia豉, zza zakr皻u wyjecha� ford scorpio Izabeli. Le瘸貫m bez ruchu w rowie, a Afrodyta doda豉 gazu. Izabela jecha豉 ze sta章 pr璠ko�ci�, jakby �ledzi豉 Afrodyt�. Moje podejrzenia potwierdzi造 si�, gdy po pi璚iu minutach Afrodyta przes豉豉 mi SMS-a: �Izabela jedzie za mn�. Zgubi� j�. Czekaj po drugiej stronie drogi�. Odczeka貫m, a� droga by豉 pusta i szybko przebieg貫m na drug� stron�. By貫m na lekkim wzniesieniu, sk鉅 widzia貫m drog� a� po Z這tniki Luba雟kie. Zobaczy貫m mrugaj鉍� d逝gimi �wiat豉mi skod� Afrodyty i jad鉍� p馧 kilometra za ni� Izabel�. Czeka貫m w napi璚iu, co si� stanie. Afrodyta gwa速ownie przyspieszy豉. Zrozumia貫m, 瞠 chcia豉, bym wsiad� do samochodu, gdy przez moment b璠ziemy zas這ni璚i drzewami na zakr璚ie drogi. Odrobin� unios貫m g這w� i przygotowa貫m si� do skoku. Jak przypuszcza貫m, Afrodyta wyjecha豉 zza zakr皻u, wcisn窸a hamulec i otworzy豉 tylne drzwi. W biegu wskoczy貫m do auta. Nagle wszystko wok馧 zawirowa這. Przez okna widzia貫m tylko pnie drzew, kt鏎e wykona造 przed moimi oczami dziwny taniec. Afrodyta na hamulcu r璚znym zrobi豉 obr鏒 w miejscu o sto osiemdziesi靖 stopni. Jak to si� jej uda這 mi璠zy drzewami stoj鉍ymi wzd逝� szosy? By貫m pewien, 瞠 Izabela swoim d逝gim fordem nie powt鏎zy tej sztuczki. Us造sza貫m gwizd mijaj鉍ego nas samochodu. - A to jej zrobili�my niespodziank� - cieszy豉 si� Afrodyta. - Trzymaj si�! Policjantka przyspieszy豉. Silnik skody nie m鏬� si� mierzy� moc� z potworem pod mask� maszyny Izabeli. Liczy這 si� jednak to, 瞠 sylwetka skody pomaga豉 jej pewnie wchodzi� w zakr皻y. Osi鉚i skody by造 mo瞠 gorsze, ale i masa auta mniejsza, wi璚 na kr皻ej i w零kiej drodze w霩 sprawowa� si� wy�mienicie. - To by豉 lekcja numer jeden - Afrodyta m闚i豉 zerkaj鉍 we wsteczne lusterko. - Teraz czas na lekcj� numer dwa. Nacisn窸a peda� hamulca, a� mn� rzuci這 na przednie fotele. Ca造 czas le瘸貫m z ty逝 skrywaj鉍 si� przed wzrokiem Izabeli. Prawie natychmiast stan瘭i�my, by w u豉mku sekundy na wstecznym wjecha� w boczn� drog�. Afrodyta wcisn窸a gaz do dechy, by�my zd嘀yli wjecha� za ruin� jakiego� gospodarstwa. Gdy tylko stan瘭i�my za �cian� wal鉍ej si� stodo造, policjantka wysiad豉 z auta i podesz豉 do rogu, by sprawdzi�, co zrobi Izabela. - Pojecha豉! - zameldowa豉. - Wr鏂i za pi耩 minut. Wysiad貫m ze skody, 瞠by sprawdzi�, czy Izabela nie zobaczy naszej kryj闚ki z drogi. - Wsiadaj! - krzykn窸a na mnie Afrodyta. - Jedziemy! Chcia貫m jej zwr鏂i� uwag�, 瞠 powr鏒 teraz na szos� nie ma sensu, bo Izabela szybko nas dogoni. Przyjaci馧ka postanowi豉 jednak pojecha� dalej poln� drog�. Jechali�my w�r鏚 �ciernisk, ma造ch zagajnik闚 drzew owocowych. Soczysta ziele� 章k cieszy豉 oczy, a raz wznosz鉍a si�, raz opadaj鉍a droga sprawia豉, 瞠 szybko, 豉godnie uko造sany mog貫m zapomnie� o ca造m �wiecie. Otworzy貫m okno i us造sza貫m ten charakterystyczny koncert wiosny, gdy owady bzycz鉍 kr嘀y造 mi璠zy kwiatami, a ptaki uprawia造 zaloty w�r鏚 traw. Po chwili dojechali�my do bocznej szosy pokrytej dziurawym asfaltem. Afrodyta bez s這wa pokaza豉 mi na mapie, gdzie jeste�my. Zbli瘸li�my si� do Giebu速owa. Przed wsi� skr璚ili�my na bruk, kt鏎y w lesie niekiedy zamienia� si� w zwyk章 篤ir闚k�. Afrodyta chcia豉 dojecha� do sztolni w Le�nej na skr鏒y, omijaj鉍 szosy. - Czego chcesz szuka� w tych sztolniach? - zapyta豉 mnie Afrodyta. - Napisu ,,Franges non flectes�? - Nie, b璠ziemy szuka� �lad闚 �Insatiabilis�. - Co to jest? - Nienasycony. - Znam wielu, kt鏎zy nie potrafi� si� powstrzyma� przed... - To �mier�. Ona jest nienasycona, podobnie jak zadziwiaj鉍a ludzka 蕨dza zabijania. Afrodyta spojrza豉 na mnie zaskoczona. - Zaczynasz m闚i� jak filozof - zauwa篡豉. - �Insatiabilis� to kryptonim niemieckiej broni z okresu drugiej wojny �wiatowej, do kt鏎ej towarzystwo zebrane w zamku chce si� dobra�. Afrodyta gwa速ownie zahamowa豉. - Tw鎩 szef m闚i� o dzie豉ch sztuki, a nie o pojedynku szpieg闚. - Nie wiem, dlaczego skarby i plany tej broni ukryto w tym samym miejscu. Te dwie sprawy s� ze sob� powi頊ane. - Uwa瘸m, 瞠 do akcji powinni wkroczy� ludzie, kt鏎zy... - ... nie znajd� tu dowod闚 niczyjej winy, narobi� ha豉su, przep這sz� ptaszki, kt鏎e uciekn� i wr鏂� w sobie tylko znanym czasie. Teraz mamy ich na oku, a oni uwa瘸j� mnie za niegro�nego przeciwnika. S� pewni siebie. Kiedy przyjdzie czas, wezwiemy posi趾i. Jed�my! - Czemu ci� tak interesuj� te sztolnie? - Po pierwsze, mia造 by� tam fabryki V-1, czyli pocisk闚 wyposa穎nych w silnik pulsacyjny z g這wic� zawieraj鉍� 850 kilogram闚 豉dunku wybuchowego. Po drugie, tym miejscem interesowali si� nasi przeciwnicy... - ... i nic nie znale�li - wtr鉍i豉 Afrodyta. - Tak, ale mogli co� przeoczy�. Wreszcie po trzecie, co daje si� z豉ma�, a nie da si� zgi寞? - Nie wiem. - Ska豉! Kamie� jest materia貫m, kt鏎y si� nie zgina. Afrodyta ruszy豉 i po kilkunastu minutach jazdy dojechali�my na ty造 sporego wzg鏎za. Policjantka ukry豉 samoch鏚 za pouk豉danym stosem drewna. Wzi瘭i�my plecaki z potrzebnym nam sprz皻em i najpierw wspi瘭i�my si� na poro�ni皻e rzadkim lasem wzniesienie. Z jego szczytu widzieli�my biegn鉍� u naszych st鏕 drog� z Le�nej do �wieradowa. Rozeszli�my si�, by tak szybciej sprawdzi� teren. Zdziwi造 mnie do趾i w ziemi �wiadcz鉍e o niedawnej bytno�ci w tym miejscu poszukiwaczy wyposa穎nych w wykrywacze metali. Zachowali si� wysoce nieetycznie zostawiaj鉍 do造 i kopczyki ziemi obok. Wiedzia貫m, 瞠 taki widok zawsze �le nastraja le�niczych do �wykopkiewicz闚�. Jeszcze gorzej wygl鉅a豉 niemiecka amunicja. Zupe軟ym zaskoczeniem by� jednak kawa貫k obudowy jakiego� urz鉅zenia. Ze strasznie zniszczonej tabliczki znamionowej uda這 mi si� odczyta�: �Wurz... iese-G�. Usiad貫m, by chwil� pomy�le�, bo symbole te wyda造 mi si� sk鉅� znajome. - Kryj si�! - us造sza貫m krzyk Afrodyty. Natychmiast pad貫m na ziemi�. S造sza貫m szum pracy silnika samochodu, kt鏎y wolno przejecha� poni瞠j nas. Afrodyta, le蕨ca kilkana�cie metr闚 ode mnie, ostro積ie podnios豉 g這w�. Potem skulona podbieg豉 do mnie. - To by豉 Izabela - wyja�ni豉. - Wyra�nie si� jej spodoba貫� - za瘸rtowa豉. - Jeste�my ju� blisko rozwi頊ania zagadki i dlatego w瘰zy wok馧 nas. - Pawe�, jeste� chyba zbyt zarozumia造... Zeszli�my ze wzg鏎za od wschodniej strony. Wiedzia貫m, 瞠 trzy sztolnie przy drodze maj� zakratowane wej�cia, ale z plan闚 na klatkach mikrofilm闚 w kryszta趾ach pami皻a貫m, 瞠 jeszcze kilka zaznaczono od strony po逝dniowej, gdzie p造n像 niewielki strumie� M造nik. Najpierw podeszli�my do mostu na drodze. Kilka metr闚 od niego by這 pierwsze wej�cie. Weszli�my do �rodka wydr嘀onego korytarza. Opr鏂z od豉mk闚 skalnych nie by這 tu nic, co zwr鏂i這by nasz� uwag�. Podobnie by這 w drugiej i trzeciej sztoku, w cz��ci zalanych wod�. - To bez sensu - narzeka豉 Afrodyta patrz鉍 na swoje mokre buty. - Rozchorujemy si�... - Czekaj, z rysunk闚 pami皻am, 瞠 by� tu jeszcze czwarty tunel... - rozgl鉅a貫m si� doko豉, staraj鉍 si� przypomnie� sobie niemiecki szkic. - Tam! - wskaza貫m na kup� kamieni oddalon� o dwadzie�cia metr闚. - Nie wiedzia豉m, 瞠 jeste� jasnowidzem - sapn窸a Afrodyta. - Mo瞠 przepowiesz, mi kiedy wezm� �lub? - za瘸rtowa豉, gdy ujrza豉 prowadz鉍� pod skosem w d馧 sztolni�. By豉 w篹sza i ni窺za ni� pozosta貫. Przygl鉅a貫m si� kamieniom, a zw豉szcza rysom na ich powierzchniach. - Nimi zamaskowano wej�cie i kto� niedawno to otworzy� - oceni貫m. - Schodz�! - Po co? Skoro kto� to otworzy�, to albo znalaz� to czego szuka�, albo niczego tu nie by這... - Trzeba to sprawdzi� - odpar貫m szykuj鉍 latark� i wyci鉚aj鉍 z plecaka lin�. - Id� z tob� - zapowiedzia豉 Afrodyta. - Masz czeka�! - Nie! - Tak! Na upart� kobiet� nie ma sposobu i Afrodyta zrobi豉 jak postanowi豉. Szli�my wyprostowani w零kim na dwa metry korytarzem, o p馧kolistym sklepieniu maj鉍ym w najwy窺zym punkcie dwa i p馧 metra. Zastanawia這 mnie, 瞠 jest on stosunkowo suchy, nawet gdy byli�my poni瞠j poziomu wody w s零iednich sztolniach. Po dwudziestu metrach tunel zacz像 opada� stromo i mogli�my nim i�� tylko dzi瘯i wykutym w skale schodom. Zrobi這 si� troch� cia�niej. Odleg這�� mi璠zy �cianami wynosi豉 najwy瞠j metr. Przeszli�my dziesi耩 metr闚, gdy us造szeli�my z ty逝 jaki� rumor. Obejrzeli�my si� i zobaczyli�my, 瞠 w nasz� stron� lec� drobne i wi瘯sze kamienie, kt鏎e le瘸造 przy wej�ciu. - Kto� chce nas tu zasypa�! - krzykn窸a Afrodyta. Rzuci豉 si� do g鏎y, do wyj�cia. Zatrzyma貫m dziewczyn� obejmuj鉍 j� w talii, jednocze�nie os豉niaj鉍 nas przed kamiennymi pociskami swoim plecakiem. - Uciekaj! Zaraz zacznie spycha� wi瘯sze! - rozkaza貫m policjantce. Kamienie spychane z g鏎y zabiera造 ze sob� w ma貫j lawinie drobniejsze. Gdy uciekali�my, od豉mki ska� rani造 nam nogi, wreszcie wi瘯szy otoczak podci像 nogi Afrodycie i ta upad豉 i zacz窸a zje盥瘸� po schodach. Na szcz��cie ten zjazd nie trwa� d逝go, bo zaraz znale�li�my si� na platformie o wymiarach dwa na dwa metry. Z prawej, w �cianie znajdowa造 si� stalowe drzwi z resztkami gumowej izolacji �wiadcz鉍ej, 瞠 by豉 to ochrona przed atakiem gazowym. Kamienie z rozp璠em sypa造 nam si� pod stopy, uderza造 w kolana. Widzia貫m, jak ze szczytu schod闚 zaczyna p璠zi� obracaj鉍 si� i odbijaj鉍 jak pi趾a p馧metrowej �rednicy g豉z. Podnios貫m obola章 Afrodyt�. Ta, przera穎na, chwyci豉 za klamr� na drzwiach i poci鉚n窸a je. Otworzy造 si� ze zgrzytem. Odruchowo weszli�my. Zatrzasn像em za nami drzwi. υmot uderzenia kamienia o metalowe drzwi poni鏀� si� po podziemiu. - O Jezu! - us造sza貫m za sob� p豉cz Afrodyty. Odwr鏂i貫m g這w�. Afrodyta sta豉 oparta o �cian� i �wieci豉 na wn皻rze pomieszczenia, w kt鏎ym na pod這dze le瘸造 szkielety kilku ludzi. Mia貫m przeczucie, 瞠 znale�li�my si� w pu豉pce. Pchn像em drzwi, by wyjrze� na schody. Niestety, nasz przeciwnik rzuci� na platform� �wiec� z gazem dusz鉍ym, tym samym, kt鏎ego kto� u篡� przy pa豉cu pandur闚. Zakrztusi貫m si�, wi璚 szybko zamkn像em drzwi. - B璠zie chcia� nas tu uwi瞛i� i uw璠zi� - powiedzia貫m Afrodycie. Zaraz te� poczu貫m, jak o drzwi uderza造 ci篹kie kamienie. Potem na moment zapanowa豉 cisza i us造sza貫m zgrzyt metalu. - Co to? - zapyta豉 Afrodyta. Pchn像em drzwi - ani drgn窸y. - Na platformie widzia貫m gruby zardzewia造 pr皻 umocowany do oczka w pod這dze - wyja�ni貫m. - Nasz przeciwnik zablokowa� nim drzwi i w ten spos鏏 nas uwi瞛i�. Teraz zamaskuje wej�cie do sztolni i b璠zie nas mia� z g這wy. Afrodyta dr瘸豉 ze strachu. Podszed貫m do niej i obj像em j�. Wtuli豉 si� we mnie i tak trwali�my d逝窺z� chwil�. M鎩 wzrok pod嘀a� w kierunku cia� ludzi. Delikatnie odsun像em Afrodyt� i podszed貫m do szkielet闚. - Co robisz? - pyta豉 Afrodyta. Chodzi貫m od jednego do drugiego i uwa積ie im si� przygl鉅a貫m. - To 穎軟ierze ameryka雟cy - wyja�nia貫m. - Mo積a to rozpozna� po butach, resztkach mundur闚, oporz鉅zeniu i broni z okresu drugiej wojny �wiatowej - poruszy貫m czubkiem buta zardzewia造 pistolet maszynowy. - By這 ich siedmiu. W podziemiach Czocha widzia貫m 鏀mego. Ci tu, wszyscy maj� za這穎ne maski gazowe lub przynajmniej pr鏏owali je wyci鉚n寞. Jednak zgin瘭i. Podejrzewam, 瞠 kto� ich tu wci鉚n像 jak nas w zasadzk� i zagazowa� ich. �wieci貫m po �cianach w poszukiwaniu jakichkolwiek otwor闚. Pomieszczenie by這 wycementowane i pobielone. Mia這 sze�� metr闚 d逝go�ci i cztery szeroko�ci. W rogu znajdowa豉 si� metalowa kwadratowa klapa o bokach d逝go�ci p馧 metra. Podszed貫m do niej i ostro積ie j� unios貫m. Otworzy豉 si� skrzypi鉍 zardzewia造mi zawiasami. By這 to zej�cie do studzienki, kt鏎a prowadzi豉 do po這穎nego dwa metry ni瞠j lustra wody. - Co tam jest? - us造sza貫m pytanie Afrodyty. - Woda. Mo瞠 t璠y uda nam si� uciec? - A czemu oni tamt璠y nie uciekli? - Afrodyta odwa篡豉 si� pochyli� nad jednym ze szkielet闚 i zamierza豉 dotkn寞 nie�miertelnika. - Nawet nie pr鏏uj! - ostrzeg貫m j�. Afrodyta zamar豉 z wyci鉚ni皻� r瘯�. - Czemu? - Nie s逝cha豉�, co m闚i貫m? Ci ludzie zgin瘭i z powodu gazu. Kto wie, czy nie by� to Jnsatiabilis�, o, cho熲y z tej prob闚ki? - po�wieci貫m na zbite naczynie. - Sta這 si� to tak szybko, 瞠 niekt鏎zy nie zd嘀yli nawet za這篡� masek gazowych. Nie dotykaj niczego. - Co chcesz zrobi�? - Wyj�� st鉅. Rozebra貫m si�, a� zosta貫m w moim kombinezonie. Za這篡貫m szelki i umocowa貫m do nich lin�. Do prawego przedramienia przywi頊a貫m latark�. - Spr鏏uj� zanurkowa� i sprawdzi�, dok鉅 p造nie woda - wyja�nia貫m Afrodycie. - Gdybym d逝go nie wraca�, ci鉚nij za lin�. Gdy dwa razy szarpn� lin� - ci鉚nij. Jasne? - Tak - potwierdzi豉 Afrodyta. Zacz像em schodzi� po klamrach w �cianie studzienki, gdy podesz豉 Afrodyta. Wzi窸a zw鎩 liny. - Poczekaj - poprosi豉. - O co chodzi? - zerkn像em na ni� zadzieraj鉍 g這w�. - Powodzenia - nachyli豉 si� i poca這wa豉 mnie w usta. Zmieszany tym gestem, zszed貫m bez s這wa do wody. Gdy tylko nogi znalaz造 si� w wartkim pr鉅zie, poczu貫m, jak mimo kombinezonu ch堯d przechodzi przez ca貫 moje cia這. Okaza這 si�, 瞠 woda p造n窸a wydr嘀onym okr鉚造m korytarzem o �rednicy oko這 osiemdziesi璚iu centymetr闚. Mog貫m nim 豉two porusza� si� do przodu, ale cofanie si� by這by koszmarem. Postanowi貫m najpierw sprawdzi�, co znajd� poruszaj鉍 si� z pr鉅em. Kilka razy g喚boko nabra貫m powietrza, a potem wzi像em jeden pot篹ny wdech i zanurkowa貫m. Woda porwa豉 mnie i u這穎ny w kszta速 strza趾i p造n像em, a� nagle ujrza貫m przed sob� trzy 這paty jakiej� �ruby. Rozstawi貫m r璚e i walcz鉍 z pr鉅em zatrzyma貫m si�. Po�wieci貫m latark�. Przede mn� by豉 bateria kilku podobnych �rub, kt鏎e zapewne stanowi造 ma章 elektrowni� przep造wow�. Widzia貫m, 瞠 dalej woda p造n窸a ju� tylko korytem, a w wodzie odbija造 si� kszta速y jakich� zniszczonych urz鉅ze�. Szarpn像em dwa razy link� i natychmiast poczu貫m, jak Afrodyta ci鉚nie mnie. Zaczyna這 mi brakowa� powietrza, a jak przypuszcza貫m cofanie si� w takiej rurze, przy silnym pr鉅zie wody, by這 禦udnym przedsi瞝zi璚iem. Gdy wreszcie dotar貫m do studzienki, na powierzchni� wyrwa這 mnie silne poci鉚ni璚ie liny. Ch堯d i �wie瞠 powietrze otrze�wi造 mnie. - 砰jesz?! - Jeszcze tak - wysapa貫m. ζpczywie zaci鉚a貫m si� powietrzem. Trwa貫m zanurzony po pier� w wodzie i odpoczywa貫m. - Dalej jest jakie� pomieszczenie fabryczne, ale nie da si� tam wej�� - powiedzia貫m Afrodycie. - Spr鏏uj� w drug� stron�. - Nie dam rady drugi raz ci� tak ci鉚n寞. - Z pr鉅em b璠zie ci 豉twiej. Nabra貫m powietrza i zanurkowa貫m. Podr騜 pod pr鉅 by豉 uci嘀liwa. Maszerowa貫m na czworaka z przymkni皻ymi oczami, bo ogromna szybko�� wody i jej zawirowania nie pozwala造 niczego dojrze�. Podj像em wewn皻rzne zobowi頊anie, 瞠 b璠� czo貪a� si� dop鏦i starczy mi powietrza, a wr鏂� bardzo szybko z pr鉅em. W pewnym momencie poczu貫m, 瞠 korytarz, w kt鏎ym p造n窸a woda, podnosi si�. Odruchowo chcia貫m podnie�� g這w�, 瞠by spojrze�, co si� dzieje i moja g這wa niespodzianie znalaz豉 si� nad poziomem wody. Otworzy貫m oczy i ujrza貫m tunel prowadz鉍y pod k靖em czterdziestu pi璚iu stopni do g鏎y. T璠y z g鏎y sp造wa豉 woda, zapewne ze strumienia. Otworzy貫m usta, by nabra� powietrza i zala豉 mnie fala spienionej wody. Prychn像em i ostro積ie wsta貫m. Woda si璕a豉 mi teraz do pasa. Zerkn像em do g鏎y. Mia貫m do przebycia oko這 dziesi璚iu metr闚 przez wykuty w skale tunel �rednicy metra. Nie to by這 najgorsze, lecz wy�lizgane, wilgotne �ciany komina nied隔鉍e 瘸dnego pewnego oparcia. Drug� rzecz�, kt鏎a mnie martwi豉 by這 to, 瞠 u g鏎y nie widzia貫m nic pr鏂z spienionych k喚b闚 wody wydostaj鉍ej si� z jakiego� otworu. Mo瞠 by� on za ma造, bym m鏬� przej�� dalej? Poczu貫m szarpni璚ie linki. To Afrodyta sprawdza豉, czy 篡j�. Energicznie poci鉚n像em link� daj鉍 znak, 瞠 wszystko jest w porz鉅ku. Rozpocz像em powoln� wspinaczk�. 畝這wa貫m, 瞠 nie mia貫m swoich hak闚 wspinaczkowych i solidnego m這tka. Pa販e i stopy, mimo specjalnej antypo�lizgowej warstwy na moich r瘯awiczkach i podeszwach, zsuwa造 si�, ca造 czas twarz pokrywa豉 mi chmura py逝 wodnego. Szum stawa� si� og逝szaj鉍y. Wreszcie dotar貫m do ko鎍a tunelu. Wola貫m nie zerka� w d馧 i nie my�le�, co by si� ze mn� sta這, gdybym nagle straci� r闚nowag�. Otaczaj鉍a mnie woda grzmia豉 gro�nie. Przez bryzgi wody bij鉍ej w oczy nic nie widzia貫m. Lew� r瘯� maca貫m na o�lep, a� wreszcie trafi貫m na kraw璠� szpary, przez kt鏎� p造n窸a woda. Mocno chwyci貫m si� brzegu otworu, podci鉚n像em i praw� r瘯� bada貫m przej�cie. Mia這 najwy瞠j trzydzie�ci centymetr闚 szeroko�ci i p馧 metra d逝go�ci. Gdy opar貫m d這� na drugiej kraw璠zi, poczu貫m, 瞠 lekko si� rusza. Pchn像em j�. Woda pola豉 si� na mnie silniejszym strumieniem. Praw� r瘯� pcha貫m, a lew� i nogami zapiera貫m si�, by nie porwa� mnie pr鉅. Wreszcie kamie� drgn像 i odsun像 si�. Otoczy豉 mnie si豉 wodnego 篡wio逝. W pierwszej chwili zapar這 mi dech w piersiach, niemal wyrwa這 mi lew� r瘯� ze staw闚. Zapar貫m si� i trwa貫m z pochylon� g這w�. Udawa這 si� 豉pa� powietrze i czeka貫m. W kominie, kt鏎ym si� wspina貫m, zacz像 si� podnosi� poziom wody. Po minucie pr鉅 zel瘸� i jakby uby這 wody. Szybko wykorzysta貫m ten moment i podci鉚n像em si�. Uradowany wynurzy貫m si� z przybrze積ej nory w rzeczce. G喚boko odetchn像em �wie篡m powietrzem i odwi頊a貫m lin�. Rozgl鉅a貫m si�, ale nikogo nie by這 w okolicy. Znajdowa貫m si� oko這 trzydziestu metr闚 od wej�cia do szybu, w kt鏎ym wpadli�my w pu豉pk�. Pobieg貫m tam. Nie zwa瘸j鉍 na nic zbieg貫m do drzwi. By造 zablokowane sztab� i kilkoma kamieniami. Zacz像em usuwa� przeszkody; jednocze�nie z zewn靖rz s造sza貫m rozpaczliwe walenie Afrodyty. Gruba p造ta t逝mi豉 jej krzyki. Spieszy貫m si� i gdy poci鉚n像em za klamr�, uderzy豉 mnie najpierw masa metalowego skrzyd豉, a potem fala wody. Na koniec wypad豉 na mnie Afrodyta. Pomog貫m jej wej�� po schodach. Za nami powoli pod嘀a這 lustro wody. Na chwil� przysiedli�my w poziomej cz��ci sztolni. Widzieli�my, jak zosta造 zalane schody. - Co ty zrobi貫�, 瞠 nagle przyby這 tyle wody? - pyta豉 Afrodyta. - Ty wiesz, jak si� przestraszy豉m, gdy wyci鉚n窸am ca章 lin�? My�la豉m, 瞠 to ten go�� ci� z豉pa�, a mnie pr鏏owa� utopi�. Opowiedzia貫m jej, jak si� wydosta貫m z podziemi. - Niech ta woda tak zostanie i chroni wej�cie przed ciekawskimi - powiedzia貫m na koniec. - Wracajmy do auta. Wyszli�my ze sztolni i skierowali�my si� do samochodu Afrodyty. Auto nieuszkodzone sta這 tam, gdzie je zostawili�my. Afrodyta wyj皻a ze schowka czekolad� i pocz瘰towa豉 mnie. Potem w章czy豉 nagrzewanie w samochodzie i siedzieli�my ciesz鉍 si� ciep貫m. - Kto to zrobi�? - zastanawia豉 si� Afrodyta. - M鎩 wr鏬. - Jerzy Batura? - Mo瞠. Poczekajmy do zmroku i potem jed�my do zamku. Roz這篡貫m sobie fotel do pozycji p馧le蕨cej i ws逝chany w radio, gdzie akurat nadawano piosenki o mi這�ci, my�la貫m o zagadce. Nawet przez moment mia貫m to uczucie, 瞠 otar貫m si� o jej rozwi頊anie. To by這 jak mrugni璚ie powieki, przelot jask馧ki. - Nadal s鉅zisz, 瞠 to chodzi這 o ska喚? - w pewnym momencie zapyta豉 Afrodyta. - M闚i貫�, 瞠 to kamienia nie da si� zgi寞. Mo瞠 to chodzi o ludzkie 篡cie, o wol� przetrwania? Gdyby�my tam zostali, to by�my zgin瘭i niczym z豉mana, obumar豉 ga章�. Nigdy jednak by�my si� nie poddali, nie ugi瘭i i pewnie do ko鎍a pr鏏owali si� stamt鉅 wydosta�. - Mo瞠 - szepn像em przymykaj鉍 oczy. Moja drzemka trwa豉 p馧 godziny. Obudzi� mnie ruch samochodu. Afrodyta wyprowadza豉 auto z lasu. - Jaki masz plan powrotu na zamek? - zapyta豉. - G堯wn� bram�, z fasonem - u�miechn像em si�. Jednak zrezygnowa貫m z g堯wnego wej�cia do hotelu. Afrodyta zatrzyma豉 si� przy skr璚ie na podjazd przed zamkiem i doln� bram�, sk鉅 przez fos�, piwnice i klatk� schodow� z kr皻ymi schodami dosta貫m si� niepostrze瞠nie do swojego pokoju. Nie zapala貫m �wiat豉, zamkn像em zasuwk� i usiad貫m w fotelu. Czeka貫m. Wiedzia貫m, 瞠 o tej porze wszyscy go�cie hotelowi jedli kolacj� i przej�cie Afrodyty nie mog這 by� niezauwa穎ne. Stan jej odzienia musia� doprowadzi� do serii pyta�, a przede wszystkim wizyty niedosz貫go mordercy w moim pokoju. Nie musia貫m d逝go czeka�. Najpierw poruszy豉 si� klamka. Kto� sprawdza�, czy drzwi s� otwarte. Potem tajemniczy go�� u篡� wytrycha do otwarcia zamka. Powoli drzwi si� uchyla造, a w jasnym pasku �wiat豉 z korytarza, na �cianie widzia貫m cie� cz這wieka. ROZDZIA� TRZYNASTY PO�CIG ZA NOCNYM GO�CIEM � CO IZABELA NOSI W TOREBCE? � ZAMKOWA BIBLIOTEKA � RYSUNKI MICHAx � WYCIECZKA DO ZAMKU �WIECIE � AMAZONKA Z DUBELT紟K� Tajemniczy go�� zamar� na moment w p馧 kroku. Nas逝chiwa�. - Zapraszam... - nie doko鎍zy貫m, gdy cie� rzuci� si� do ucieczki. Skoczy貫m za nim. By貫m ciekaw, czy b璠zie ucieka� przez empor�, czy w g鏎� po schodach. Wybra� balkon w sali rycerskiej. By貫m z tego zadowolony, bo mia貫m szans� zobaczy� uciekiniera, ale us造sza貫m tylko, jak zeskoczy� na parkiet. Wychyli貫m si� przez balustrad�. Kto� otwiera� drzwi sali narad. A wi璚 znowu mia貫m sta� si� ofiar� sztuczki z tajnym przej�ciem? Tak瞠 skoczy貫m. Zm璚zony upad貫m tak, 瞠 nogi ugi窸y si� pode mn�, straci貫m r闚nowag� i wywr鏂i貫m si�. W drzwiach kto� przekr璚i� klucz. Z saszetki na pasie wyj像em wytrych i szybko dosta貫m si� do sali narad. Pobieg貫m do tajnego przej�cia pod portretem Ernsta von Gutschoffa. Szarpn像em za fragment boazerii i przesun像em �cian�, ods豉niaj鉍 wej�cie. Wyj像em latark� i prze章czy貫m j� na �wiecenie w ultrafiolecie. Rozsypany na trzech kolejnych stopniach py� �wieci� pokazuj鉍 nienaruszon� powierzchni�. Od czasu gdy rozsypa貫m proszek podczas zwiedzania tej sali z dyrektorem, nikt tu nie wchodzi�. Sprawdzi貫m drugie przej�cie. T璠y te� nikt nie szed�. To oznacza這, 瞠 by這 tu trzecie przej�cie. Ogl鉅a貫m posadzk� i drewniane kasetony w poszukiwaniu charakterystycznych, 逝kowatych rys, kt鏎e by造 pod najcz��ciej otwieranym przej�ciem. Znalaz貫m dwa drobne ryty w kasetonie przy wej�ciu, zaraz po prawej. Dlatego uciekinier za ka盥ym razem tak szybko umyka�. Nie otwiera貫m wej�cia, tylko przyjrza貫m si� �cianie. - Good bye - cicho powt鏎zy貫m s這wa, jakie wypowiedzia� kto�, kto przej像 kr鏒kofal闚k�, zaraz po tym, jak rozmawia貫m z Micha貫m. Wyszed貫m z sali narad i wr鏂i貫m do siebie. Jak gdyby nigdy nic u這篡貫m si� do snu. Nast瘼ny dzie� postanowi貫m sp璠zi� bardzo pracowicie. Obudzi� mnie nastawiony wieczorem budzik. D逝go sta貫m pod prysznicem ciesz鉍 si� ciep造mi strumieniami wody. Wybra貫m ostatnie czyste spodnie, jakie mia貫m ze sob�, ubra貫m si� i zszed貫m na �niadanie. Odnios貫m wra瞠nie, 瞠 wszyscy na mnie czekali. Ma貪osia i Micha� wygl鉅ali na obra穎nych. Izabela i Marc patrzyli na mnie jak na ducha, a na twarzy Torquemady jak zwykle tkwi� 篡czliwy u�miech. Agnieszka, kt鏎a dzi� zast瘼owa豉 Zosi�, mia豉 min�, jakby z瞠ra造 j� wyrzuty sumienia. - Dzie� dobry! - przywita貫m si�. - Smacznego! - za moimi plecami odezwa豉 si� Afrodyta. - Wygl鉅asz znakomicie - skomplementowa豉 j� Izabela. - Podobno, Pawle, znowu kto� wczoraj pr鏏owa� dokona� zamachu na twoje 篡cie? - Zostali�my ukarani za nieuwag� - odpar貫m. - Nie nale篡 samodzielnie wchodzi� do niezbadanych sztolni. Nie mo瞠my mie� do ko鎍a pewno�ci, czy to kto� pr鏏owa� nas zasypa�, czy tylko zwali造 si� za nami kamienie... - Twoja towarzyszka m闚i豉, 瞠 kto� pr鏏owa� udusi� was jakim� gazem. - Tak, ale m鏬� to by� r闚nie� py�. Mam nauczk� na przysz這��. - Czemu wujek pojecha� na wycieczk� z t� pania? - Micha� zada� pytanie, kt鏎e wszystkim obecnym cisn窸o si� na usta. - Nie chcia貫m m璚zy� cioci swoj� obecno�ci� - odpowiedzia貫m. - Ciocia wydawa豉 si� by� zm璚zona towarzystwem m篹czyzn. O ma這 nie podskoczy貫m z b鏊u, gdy Ma貪osia kopn窸a mnie w kostk�. - Szed貫m tam na piechot�, gdy okaza這 si�, 瞠 ta pani wyjecha豉 na wycieczk� i zgodzi豉 si� mnie tam podwie��, a nawet ze mn� zwiedzi� sztolnie - wyja�nia貫m. - A pobawisz si� ze mn�, wujku? - zapyta� Micha�. - Po �niadaniu? - zaproponowa貫m. - Hura! - ch這piec z rado�ci podni鏀� r璚e do g鏎y. W jednej d這ni trzyma� widelec z kawa趾iem kie豚asy, kt鏎y teraz poszybowa� wysoko i potem wpad� prosto w fili瘸nk� kawy stoj鉍� przed Izabel�. Kilka kropel napoju wylecia這 w kierunku kobiety ubranej w bia章 bluzk�. Izabela mia豉 niesamowity refleks i b造skawicznie odsun窸a si� z krzes貫m. Tylko jedna kropla kawy trafi豉 na czarne spodnie. Agnieszka podbieg豉 ze �ciereczk�, 瞠by zebra� plam�. Izabela gwa速ownie wsta豉 i wywr鏂i豉 torebk� opart� o krzes這. Na pod這g� wysypa造 si� r騜ne drobiazgi. Podbieg貫m, 瞠by pom鏂 Izabeli. Wszyscy zaj璚i byli ogl鉅aniem, jak Agnieszka czy�ci plam� i wys逝chiwaniem, jak Ma貪osia przeprasza Izabel�. Afrodyta odczytuj鉍 moje zamiary podesz豉 do sto逝 zas豉niaj鉍 mnie przed wszystkimi. Mog貫m szybko, pod pretekstem zebrania rzeczy, zajrze� do torebki Izabeli. Kosmetyki, notes, kilka nic nieznacz鉍ych drobiazg闚 szybko wepchn像em do �rodka. Poczu貫m co� ci篹kiego ukrytego w �ciance. By貫m pewien, 瞠 to pistolet, ale nie mog貫m przecie� obmacywa� torebki Izabeli. Jedyne co zrobi貫m, to dyskretnie schowa貫m do kieszeni ma造 telefon kom鏎kowy Izabeli. - Prosz� - odda貫m Izabeli torebk�. W wyci鉚ni皻ej d這ni dobrze czu貫m nadnaturalny ci篹ar niepasuj鉍y do damskich drobiazg闚. Izabela odbieraj鉍 zgub� spojrza豉 mi w oczy pr鏏uj鉍 zbada�, czy zauwa篡貫m t� nieprawid這wo��. Stara貫m si� przybra� wyraz twarzy pokerzysty. - Dzi瘯uj� - szepn窸a. Usiad貫m do posi趾u. Jad貫m szybko, nie zwa瘸j鉍 na tre�� rozmowy dotycz鉍ej niebezpiecze雟tw samotnych wypraw w g鏎y. - Za pi皻na�cie minut u mnie - powiedzia貫m do Micha豉 wstaj鉍. - To tyle? - ch這piec uni鏀� do g鏎y cztery palce. - Troch� wi璚ej, ciocia przyprowadzi ci� w odpowiednim czasie. Do zobaczenia na obiedzie! - sk這ni貫m si� wszystkim. Wbiegaj鉍 po schodach ju� przegl鉅a貫m ksi嘀k� telefoniczn� w telefonie kom鏎kowym Izabeli. Jak si� spodziewa貫m, pod inicja豉mi, J.B.� znalaz貫m telefon Jerzego Batury. Znalaz貫m te� zapis: �Szef. Zapisa貫m ten numer telefonu. Sprawdzi貫m, czy w telefonie nie by造 zapisane jakiekolwiek SMS-y, ale 瘸dnego nie by這. Od這篡貫m telefon na stolik w k鉍iku obok wej�cia do pokoju Izabeli. Pobieg貫m do siebie i zrobi貫m porz鉅ek w pokoju. Us造sza貫m pukanie do drzwi. To byli Ma貪osia i Micha�. - Przepraszam ci� - od razu zwr鏂i貫m si� do Ma貪osi. - To ju� nie potrwa d逝go. Czy Marc... - Czemu mnie oszukujesz? - przerwa豉 mi Ma貪osia. - Ja? - Kim jest ta nowa mieszkanka zamku? Chyba nie ka瞠sz mi wierzy� w t� bajeczk� o turystce... - Mo瞠 wujek jej si� podoba? - rzuci� Micha� zaj皻y rozstawianiem rycerzy. Ma貪osia zmiesza豉 si�. - Czy Marc pr鏏owa� z tob� rozmawia�? - zapyta貫m Ma貪osi�. - Tak, pyta� gdzie jeste�, a potem znikn像. - I to wszystko? - Tak. - Kiedy to wszystko si� sko鎍zy i wyjedziemy st鉅? - Jutro w po逝dnie b璠ziemy w drodze do domu. - S這wo? - S這wo. Teraz ju� id� i zajmij si� obserwacj� mieszka鎍闚 zamku. - T� now� te� mam mie� na oku? - Afrodyt� si� nie przejmuj - mimowolnie odpowiedzia貫m. - �Afrodyt��? - Ma貪osia natychmiast z豉pa豉 mnie za s這wo. - To w twoim mniemaniu jest taka pi瘯na? - Nie znam si� na urodzie wsp馧czesnych kobiet, ale podejrzewam, 瞠 wielu m篹czyznom mo瞠 si� podoba� - t逝maczy貫m si�. - Nie znam jej imienia, wi璚 da貫m jej takie przezwisko... - A mnie jak przezywasz? Szuka貫m w my�lach odpowiedniego s這wa. - Ciocia - wtr鉍i� Micha�. - Sko鎍zy貫m przygotowania do bitwy! - zawo豉� stawiaj鉍 ostatniego rycerza. - Jestem pierwszy, a wujek ostatni... - �Ciocia� i �Afrodyta� - Ma貪osia patrzy豉 na mnie zza firanki zmru穎nych powiek. Wygl鉅a豉, jakby smakowa豉 dwa gatunki wina. - M篹czy�ni ju� tacy s�, 瞠 ogl鉅aj� si� za �Afrodytami�, a 篡j� z �Ciociami�. Mam nadziej�, 瞠 jutro wieczorem b璠� w domu. - Da貫m s這wo. Ma貪osia nie chcia豉 tego s逝cha� i wysz豉 obra穎na. Mia貫m pewne plany na przedpo逝dnie, wi璚 stara貫m si� szybko zako鎍zy� bitw� z Micha貫m. Moi Saraceni tym razem wyj靖kowo nieudolnie dowodzeni przegrywali na ca貫j linii i wreszcie okr嘀eni poddali si�. - Zwyci瘰two! - Micha� cieszy� si�. - Pobawimy si� jeszcze raz? - Niestety, teraz musz� troch� popracowa�. - A co b璠ziesz robi�? - Siedzia� w bibliotece. - Wezm� blok i b璠� siedzia� z tob� - ch這piec nie da� si� zrazi�. C騜 by這 robi�, najpierw poszli�my po plecak z przyborami rysunkowymi Micha豉, potem do recepcji po klucz do biblioteki. Agnieszka da豉 mi go z wyra�n� nieufno�ci�. W bibliotece panowa豉 cisza, typowa dla tego typu miejsc, spot璕owana wystrojem wn皻rza. Micha� usiad� na krze�le przy stole naprzeciw o速arza, ty貫m do wej�cia. Ja podszed貫m do o速arza i przygl鉅a貫m si� wyrze�bionym na nim s這wom: �Franges non flectes�. Potem rozgl鉅a貫m si� po p馧kach, po zgromadzonych tam ksi嘀kach. Cz��� z nich by造 to niemieckie wydawnictwa z pocz靖ku XX wieku, a reszt� stanowi豉 strawa intelektualna dla dawniej wypoczywaj鉍ych tu oficer闚: powojenne powie�ci kryminalne, encyklopedie, wspomnienia genera堯w, kilka album闚 o sztuce. W�r鏚 p堯ciennych grzbiet闚 pokrytych wyblak造mi literami niemieckiego gotyku odnalaz貫m co�, co nazywa這 si�: �Stan biblioteki zamku Czocha�. Zauwa篡貫m, 瞠 co kwarta� dokonywano wpis闚 nowo�ci. Ostatnich zakup闚 dokonano w marcu 1945 roku! Jednak nie to przyku這 moj� najwi瘯sz� uwag�, ale uk豉d dzia堯w biblioteczki podr璚znej: FABEL REISE ANTIQUITAT NACHSCHLAGEWERK GESCHICHTE ERZAHLUNG STAMBUCH Co mo積a by這 przet逝maczy� tak: BAJKA PODR荅 STARO玆TNO�� PORADNIK HISTORIA OPOWIE�� PAMI邛NIK Pierwsze litery z niemieckich nazw dzia堯w uk豉da造 si� w s這wo �FRANGES�! Zaskoczy這 mnie, 瞠 drugie litery uk豉da造 si� w �AENAERT� co wykorzystuj鉍 豉cin�, przy odrobinie wyobra�ni, mo積a przet逝maczy� jako �sztuki tajemne�. Nie koniec na tym! Trzecie litery tworzy造 s這wo �BITCSZA�, a to by這 bardzo podobne do Bitschka - nazwiska in篡niera, kt鏎y kierowa� cz��ci� prac w 1911 roku. Czy瘺y to by這 w豉�nie to, czego szuka貫m? Mariusz m闚i�, 瞠 w豉�ciciela zamku i tego Bitschk� podejrzewano o przynale積o�� do lo篡 maso雟kiej. Niestety, w kolejnych rz璠ach litery za nic nie chcia造 utworzy� 瘸dnych s堯w. Przegl鉅a貫m spis szukaj鉍, czy nie znajd� kolejnego uk豉du liter, bo przecie� do �Franges� brakowa這 jeszcze �non flectes�. Zdziwi貫m si�, 瞠 w dziale �Fabel� - bajek w ksi璕ozbiorze podr璚znym na pierwszym miejscu znalaz� si� �Faust� Goethego. Podszed貫m do p馧ek i zauwa篡貫m na nich wyblak貫 napisy niemieckie z tytu豉mi dzia堯w. Ksi璕ozbi鏎 podr璚zny zajmowa� dwa rega造 na lewo od o速arza. Reszta biblioteki mia豉 uk豉d zgodny z normami obowi頊uj鉍ymi do dzi� w bibliotekach. Chodzi貫m wok馧 o速arza, ogl鉅a貫m spiralne kolumny, zastanawia貫m si� nad znaczeniem zagadki. Potem zacz像em kr嘀y� po pomieszczeniu, wreszcie usiad貫m w miejscu, sk鉅 wida� o速arz - ko這 Micha豉. Mimo woli zerkn像em na to co maluje ch這piec. Przyjrza貫m si� jego rysunkom. Potem przekartkowa貫m ca造 blok. Ch這piec nieporadnie malowa� r騜ne rzeczy, wydarzenia zwi頊ane z zamkiem. Widz鉍 moje zainteresowanie opowiada� mi ca貫 historie dobudowane do ka盥ego z rysunk闚. Cz瘰to oczywi�cie pojawia造 si� potwory i duchy oraz dobrzy rycerze Micha� i Pawe�. - Gdzie to widzia貫�? - zapyta貫m go, pokazuj鉍 na jeden z rysunk闚. - U wujka w pokoju, na kredensie, kiedy wujek nacisn像 i zepsu� go... - A to? - wskaza貫m inn� kartk�. - Na kominku w tej sali - Micha� palcem wskaza� na drzwi do sali rycerskiej. - Zatrzymasz dla mnie te rysunki? - No pewnie. Podszed貫m do spisu bibliotecznego i jeszcze raz zacz像em go wertowa� i - jak to czasami bywa podczas poszukiwa� - to co mnie interesowa這, znalaz貫m na samym ko鎍u. Kolejni bibliotekarze opr鏂z spisu ksi嘀ek umie�cili te� szkice p馧ek z zaznaczonymi pozycjami kolejnych tytu堯w wpisanych w ciasnych prostok靖ach symbolizuj鉍ych grzbiety tom闚. Skupi貫m swoj� uwag� na ksi璕ozbiorze podr璚znym i uderzy這 mnie podobie雟two uk豉du ksi嘀ek do tego co rysowa� Micha�. Potem jeszcze kilka minut sp璠zi貫m przy regale. Obejrza貫m go dok豉dnie i u�miechn像em si� do w豉snych my�li. Ju� wiedzia貫m, co mo積a z豉ma�, ale nie da si� tego w 瘸den spos鏏 nagi寞. U�miechn像em si� do w豉snych my�li. - Z czego si�, wujku, �miejesz? - zapyta� Micha� widz鉍 moj� min�. - Ciesz� si�, 瞠 jutro b璠ziemy w domu. - Aha, a wtedy pobawisz si� ze mn�? - A wtedy przyjad� po ciebie rodzice... - zacz像em zbli瘸� si� do ch這pca z wyci鉚ni皻ymi na boki r瘯oma. Przypomina貫m gro�nego potwora. By豉 to dla ch這pca wystarczaj鉍a zach皻a do zabawy. Zerwa� si� z piskiem i zacz像 ucieka� doko豉 sto逝. Wybiegli�my do sali rycerskiej i tam bawili�my si� w berka. Gdy zegar w holu wybi� dwunast�, z豉pa貫m Micha豉 i podnios貫m go sobie na wysoko�� oczu. - Koniec zabawy, teraz musz� wyjecha� w jedno miejsce - powiedzia貫m mu. Micha� mia� smutn� min�, ale da� si� zaprowadzi� do pokoju Ma貪osi. Po篡czy貫m od niej kluczyki do samochodu. Z pokoju zabra貫m torb� z paroma potrzebnymi mi rzeczami. Po drodze na parking zapuka貫m do drzwi pokoju Afrodyty. Nie by這 jej. Wys豉貫m jej SMS-a z pro�b�, by sprawdzi豉 numer telefonu szefa Izabeli. Zaszed貫m do kuchni, gdzie by豉 pani Zosia. - Prosz� na dwudziest� pierwsz� przygotowa� ma造 pocz瘰tunek z kaw� i herbat� w bibliotece - z這篡貫m zam闚ienie. - B璠� tam wszyscy go�cie hotelowi, pan dyrektor, Agnieszka, Mariusz i jeszcze kto�. Prosz� to dopisa� do mojego rachunku. W recepcji zasta貫m Agnieszk� i dyrektora. - Jutro wyje盥瘸m, wi璚 chcia豚ym pa雟twa zaprosi� na wiecz鏎 do biblioteki - powiedzia貫m k豉niaj鉍 si�. - My�l�, 瞠 potem b璠ziemy mogli rozwi頊a� zagadk� s堯w ,,Franges non flectes�. - Z ochot� przyjd� - zgodzi� si� dyrektor. - Ciekawe, co wymy�li貫� - mrukn窸a Agnieszka u�miechaj鉍 si�. Zadowolony wyszed貫m na podjazd, przeszed貫m przez most i wsiad貫m do cinquecento. Na zakr璚ie przy wyje�dzie nagle przed mask� wyr鏀� mi Mariusz. Zahamowa貫m. - 砰cie ci niemi貫?! - krzykn像em na niego. Opar� si� o auto i nie pozwala� mi ruszy�. - Dok鉅 jedziesz? - zapyta�. - Do zamku �wiecie - odpowiedzia貫m. - Mog� pojecha� z tob�? - Wsiadaj - otworzy貫m mu drzwi od strony pasa瞠ra. - Co si� sta這? - zapyta貫m, gdy wyjechali�my z terenu zamku. - Musimy pogada�. - To widz� po twoim zachowaniu. Agnieszka co� narozrabia豉? - Tak jakby. Nie powiedzia貫m ci ca貫j prawdy o wydarzeniach w podziemiach bastionu. - Tak, wiem. - Sk鉅? - Tak� mam prac� - za瘸rtowa貫m. - Mam dzi� dobry humor, a ty wr璚z odwrotnie. Przepraszam ci�. M闚, co ci le篡 na sercu. Min瘭i�my Le�n� i zatrzyma貫m si� ko這 dawnej transformatorowni przy mo�cie. - Chc� jeszcze czego� poszuka� na g鏎ze - wyja�ni貫m Mariuszowi. - Pomo瞠sz mi? - Tak. Wysiedli�my i wchodzili�my po stromym zboczu, chwytaj鉍 si� ga喚zi krzak闚 i pni drzew. Po kilku minutach byli�my na szczycie, obaj ci篹ko sapi鉍. - Wtedy jak zszed貫� do podziemi, wydarzy這 si� co� dziwnego - oznajmi� Mariusz. - Jeszcze przed wybuchem us造sza貫m w piwnicy za mn� wo豉nie o pomoc... - To krzycza豉 Agnieszka - domy�li貫m si�. - Tak - Mariusz skin像 g這w�. - Wybacz, pobieg貫m do niej. Sta豉 w fosie i twierdzi豉, 瞠 widzia豉 w piwnicy po瘸r. Chwyci貫m ga�nic� z kot這wni i pobiegli�my w kierunku pomieszcze�, gdzie trzymano kiedy� wino. Nim dobiegli�my na miejsce, us造sza貫m cichy wybuch. Zaniepokoi貫m si�, bo ognia nigdzie nie by這, Agnieszka przeprasza豉, 瞠 jej si� przewidzia這. Rzuci貫m si� do tunelu pod bastionem. Wyj�cie z kot這wni by這 zablokowane koksownikiem i kijem od szczotki. Zanim si� wydosta貫m, us造sza貫m drugi wybuch i czyje� szybkie kroki w fosie. Na miejscu znalaz貫m tylko zawalony... - Co Agnieszka na to? - Nie chcia豉 powiedzie�, kto jej kaza� to zrobi�. Przysi璕a豉, 瞠 widzia豉 ogie�. Nie wierz� jej, ale nie chcia貫m te� jej pogr嘀a�. - Izabela - rzuci貫m. - Co �Izabela�? - Kusi Agnieszk� wyjazdem z prowincji do pracy w stolicy, przedtem dziewczyna musi si� jednak wykaza�... - Agnieszka chce wyjecha�? - Mariusz posmutnia�. - Nie wiedzia貫�? Wi瘯szo�� m這dych niewiast ci鉚n� wielkie miasta, kt鏎e oferuj� wi瘯sze mo磧iwo�ci. To tylko n璠zne wyobra瞠nia - bo miasto to cz瘰to tylko strata czasu na rzeczy nieistotne. - Agnieszka wiedzia豉, 瞠 nie chc� opu�ci� mojego pa豉cu... - Mariusz popad� w apati� i usiad� na pie鎥u. - To wszystko by這 k豉mstwem? Randka, rozmowy... Chcia豉 si� wykaza� i bawi豉 si� mn�... - Po pierwsze, jest m這da i sama jeszcze nie wie, co dla niej dobre, po drugie, nigdy chyba nie obiecywa豉 ci niczego? Poszukaj tu walaj鉍ych si� 瞠lastw. Nie interesuje mnie bro� i amunicja... - rozkaza貫m Mariuszowi. Jak automat wsta� i poszed� mi璠zy drzewa. W璠ruj鉍 po g鏎ze w�r鏚 krzak闚 znajdowa貫m resztki betonowych fundament闚. Przyjrza貫m si� ich rozstawieniu. Na korze starszych drzew znalaz貫m odciski od mocowa� siatek maskuj鉍ych. Wczoraj znalaz貫m tu tabliczk� znamionow� z napisami �Wurz... iese-G�. - Mam co� dziwnego! - nadbieg� Mariusz, nios鉍 kilka bakelitowych pokr皻e�. Przyjrza貫m si� niemieckim napisom umieszczonym na nich. - To z Wurzburg-Riese-G - wyja�ni貫m mu. - By� to standardowy radar typu Wurzburg D, ulepszony przez powi瘯szenie anteny. Pocz靖kowo by� przeznaczony do stanowisk kontrolnych eskadr my�liwc闚. P��niej przystosowano go do kierowania ogniem artylerii przeciwlotniczej i naprowadzania rakiet przeciwlotniczych. W wersji �G� dodano przystawk� u豉twiaj鉍� wyb鏎 konkretnych cel闚 i wyznaczenie odleg這�ci do celu nawet w warunkach zak堯cania. Niemcom bardzo zale瘸這 na ochronie tego miejsca. - Zaraz, zaraz - Mariusz patrzy� na mnie oczami wielkimi ze zdziwienia. - Ja przynosz� ci kilka pokr皻e�, a ty opowiadasz mi histori� nowoczesnej broni niemieckiej... Jako dodatkowe wyja�nienie pokaza貫m mu tabliczk�. - Czyta貫m kiedy� o tym typie radar闚 - opowiada貫m. - Chcia貫m mie� pewno��, 瞠 rzeczywi�cie tu znajdowa� si� ten radar, a twoje znaleziska w pe軟i to potwierdzaj�. Jed�my do zamku. Odwr鏂i貫m si� i zacz像em schodzi�. Mariusz chyba by� zupe軟ie zaskoczony moim zachowaniem. - Zmieni貫� si� od czasu, gdy rowerem przyjecha貫� do mojego pa豉cu - powiedzia�, gdy wsiedli�my do auta. - Co si� we mnie zmieni這? - Wtedy zadawa貫� du穎 pyta�, teraz udzielasz odpowiedzi. 畝dnego wra瞠nia na tobie nie zrobi豉 historia z Agnieszk�. Co si� dzieje? - Dzi� wieczorem dowiesz si� wszystkiego - odpowiedzia貫m. - Opowiedz mi lepiej o zamku �wiecie. Jechali�my wzd逝� potoku zwanego Bru�nikiem. Z lewej, za wod�, by豉 wysoka i stroma skarpa. Z prawej co jaki� czas pojawia造 si� niewielkie pag鏎ki poro�ni皻e laskami. - Warownia, o kt鏎ej pierwsza wzmianka pochodzi z pocz靖ku XIV wieku, mia豉 strzec szlak闚 handlowych z Mi�ni i ㄆ篡c oraz z Czech na �l零k - Mariusz zacz像 opowie��. - Gdy zamek znalaz� si� pod czeskim panowaniem, jego panami by造 rody Uchtritz闚 i Gersdorf闚. W 1760 roku opuszczono fortec�, a w 1827 roku sp這n窸a. Teraz ma w豉�ciciela, kt鏎y powoli robi porz鉅ki, g堯wnie po to, by turystom nie spada造 ceg造 na g這w�. - Wiesz, co tam si� znajdowa這 podczas drugiej wojny �wiatowej? - Nie. Zatrzymali�my si� u st鏕 wjazdu do ruin zamku. Strzeg造 go tylko tablice zakazuj鉍e wst瘼u i m闚i鉍e o zagro瞠niach zwi頊anych z wchodzeniem w ruiny. Mimo to postanowili�my tam wej��. Zaraz za bram� drog� zast雷i豉 nam wielka kobieta. Pisz� �wielka�, bo by豉 wy窺za ode mnie o g這w� i dwa razy szersza. Co gorsza, w r瘯ach trzyma豉 dubelt闚k�, z kt鏎ej mierzy豉 prosto w moj� pier�. ROZDZIA� CZTERNASTY NA PLAC紟CE AMAZONKI � ROZBRAJAM STRA烤ICZK� � CZEGO POTRZEBA WSP茛CZESNYM M坒CZYZNOM? � TAJEMNICA KLIENTKI TORQUEMADY Zmierzwione, kr璚one szpakowate w這sy uk豉da造 si� na g這wie gro�nej niewiasty w wielkie k喚bowisko. By豉 ubrana w brunatn�, ci篹k� we軟ian� sp鏚nic�, gruby czarny sweter, a jej szyj� otacza豉 kwiecista chusta. Przez pier� przewiesi豉 sobie sk鏎zany pas z bandoletami, w kt鏎e powtyka豉 zapasowe naboje do dubelt闚ki. - Czego tu szukaj�? - warkn窸a. Obaj unie�li�my r璚e i przez chwil� milczeli�my. - No, co jest? - us造szeli�my. Spojrzeli�my na siebie i ujrza貫m, jak Mariuszowi drga k鉍ik ust. On te� z trudem powstrzymywa� �miech. W ko鎍u nie wytrzymali�my i roze�miali�my si�. Kobieta zareagowa豉 nag造m skokiem w moim kierunku. Chcia豉 mi podsun寞 luf� pod sam nos, ale w por� uskoczy貫m i jednym sprawnym ruchem rozbroi貫m kobiet�. Z豉ma貫m bro� i roz豉dowa貫m j�. - Nie豉dnie, tak w ministerialnego urz璠nika... - zacz像em, ale przerwa貫m widz鉍, jak niewiasta wyrywa ukryt� za paskiem sp鏚nicy rakietnic� i mierzy mi prosto mi璠zy oczy. - Ju� tu mia豉m niejednego na zamku, co r騜ne bajki opowiada� - o�wiadczy豉 stra積iczka. - Chod�my st鉅 - zaproponowa� Mariusz. - I s逝sznie - odezwa豉 si�. - Pan mnie tylko odda t� giwer�... - Zaraz - schowa貫m strzelb� za plecy. - Kto tu u pani by�? - Wczoraj z wieczora to szwagier przyjecha�, bo m嘀 nieboszczyk... Czego si� recholi?! - wrzasn窸a mierz鉍 do Mariusza. - Koleg� 豉two roz�mieszy� - powiedzia貫m. - Prosz� pani, jestem pracownikiem Ministerstwa Kultury i Sztuki, zaraz poka瞠 pani moj� legitymacj�, tylko niech pani nie strzela... Si璕n像em do kieszeni bluzy i wyj像em dokument. Poda貫m go kobiecie. Wysz豉 na �wiat這, 瞠by lepiej go obejrze�. Przygl鉅a豉 mu si� mru蕨c oczy kr鏒kowidza. - W豉�cie - zaprosi豉 nas. Weszli�my na przedzamcze, z lewej strony okolone murem wysokim na dwa metry, z wielk� wyrw� w �rodkowej cz��ci. Po prawej znajdowa造 si� kiedy� zamkowe zabudowania mieszkalne. Dzi� w ruinach zosta造 tylko �ciany. Gospodyni prowadzi豉 nas do niewielkiej baszty na ko鎍u przedzamcza. Tam, za krat� i wielkim pledem wisz鉍ym na wej�ciu strze穎nym przez wielkiego miesza鎍a, znajdowa這 si� niewielkie pomieszczenie, kt鏎ego umeblowanie stanowi造: sk豉dane 堯磬o, stoliczek turystyczny, taboret, ko�lawe krzes這, kuchenka z butl� gazow� i kufer. Mimo sparta雟kich warunk闚 panowa� tu idealny porz鉅ek. - To moja plac闚ka - o�wiadczy豉 kobieta. - Siadajcie, ministry... Teresa jestem - przedstawi豉 si�. Przyjrza貫m si� jej uwa積ie. Mia豉 pi耩dziesi靖 kilka lat i wygl鉅 kogo� takiego, o kim dawniej mawiano, 瞠 �z niejednego pieca chleb jad��. - Gdzie szwagier? - zapyta� Mariusz. - Jaki szwagier? - zdziwi豉 si�. - Pani by豉 豉skawa powiedzie�... - zacz像em. - K豉ma豉m - pani Teresa machn窸a r瘯�. - Tylko ten burek tu ze mn� siedzi - wskaza豉 na psa. - A m嘀 nieboszczyk? - wypytywa� Mariusz. - To akurat prawda. Biedaczek nie wytrzyma� ze mn�. Kocha� mnie, chocia� �li ludzie m闚ili mu, 瞠 mam ci篹ki charakter. - P��ne powroty ze spotkania z kolegami w jego wypadku nie wchodzi造 w gr� - za瘸rtowa� Mariusz. - Czemu? Wyrozumia豉 jestem. Jak przeprasza�, to wybacza豉m. - Prosz� powiedzie�, kim pani tu jest? - zada貫m pytanie. - Plenipotentem. - Znaczy str騜em? - upewnia� si� Mariusz. - Panie 豉dny - pogrozi豉 mu palcem. - Pan mnie tu nie imputuje... - Ten pan ju� si� nie b璠zie odzywa� - o�wiadczy貫m. - Kto jest w豉�cicielem zamku? - Taka jedna pani. - Pani tu pracuje na sta貫? - Normalnie to za wsi� mieszkam, na kolonii.. Jak zobaczy豉m, 瞠 zacz瘭i si� tu r騜ni zje盥瘸�, to zaraz pomy�la豉m, 瞠 zaczn� skarb闚 szuka� i zamek poniszcz�. Jako� tak wieczorem patrz�, jak taki jeden elegancik wchodzi z torb� do zamku. To ja za nim, a on w piwnicy zacz像 dziury ku�. Chcia豉m go z豉pa�, zrobi� zatrzymanie obywatelskie - jak mawia nasz komendant z posterunku w Le�nej, a ten hyc w dziur� w murze. Nim dobieg� do samochodu, wygarn窸am mu z lewej lufy. Dosta� w nog�. - Ma pani dobre oko - pochwali� j� Mariusz. - By豉m mistrzem wojew鏚ztwa w strzelaniu z karabinka sportowego. - T� bro� posiada pani legalnie? - zapyta貫m. - Nie, ale... - To wszystkie pani naboje? - wskaza貫m na pas z bandoletami. - Tak, bo co? - Pani mi teraz opowie o tych, co tu po zamku chodzili. Dok豉dnie: jak wygl鉅ali, co m闚ili, czego szukali? Zabra貫m kobiecie pas z amunicj�, roz這篡貫m go na stole i scyzorykiem zacz像em rozkrawa� kartonowe 逝ski. Z czubk闚 wysypywa貫m �rut zostawiaj鉍 sam proch. - Najpierw to by豉 taka 豉dna pani, Polka. Pyta豉, czy zamek mo積a kupi�, a jak dowiedzia豉 si�, 瞠 ju� kupiony, zacz窸a biadoli�, 瞠 marzy這 jej si� takie cudo i pyta豉, czy mo瞠 chocia� obejrze�. Troch� chodzi豉 po rumach, pobrudzi豉 jasne spodnie i pojecha豉. Potem by� taki wysoki blondyn z zimnymi jak l鏚 oczyma. Panie, panny jak go zobacz�, to pewnie tylko kolana musz� �ciska�, 瞠by za nim nie lecie� - taki 豉dny. M闚i�, 瞠 histori� bada, wi璚 da豉m mu pochodzi�. Trzeci by� taki czarniawy. M闚i� po niemiecku. Flaszk� i troch� euro mi da�, 瞠bym go oprowadzi豉 - pani Teresa otworzy豉 kuferek i pokaza豉 butelk� napoju wysokoprocentowego. - Ostami by� ten, co go trafi豉m. Aaa... jeszcze bym zapomnia豉 o takich m這dych z ma造m ch這pcem, ale ich widzia豉m tylko z daleka. Nawet si� specjalnie nimi nie interesowa豉m, no bo z dzieckiem... Sko鎍zy貫m patroszy� naboje, wsypa貫m �rut do jednej kieszeni bluzy, a rakietnic� schowa貫m do drugiej. Odda貫m kobiecie strzelb�. - Narobi pani huku na ca章 okolic�, a krzywdy nikomu pani nie zrobi - powiedzia貫m. - Z nielegalnej broni niech si� potem pani sama t逝maczy. Mo瞠my obejrze� zamek? - Tak. Pani Teresa odprowadzi豉 nas do po逝dniowego skrzyd豉 zamku, stan窸a przy wej�ciu do zrujnowanych pomieszcze�. - Po prawej znajdziecie piwnice - podpowiedzia豉. P馧 godziny chodzili�my po dawnych komnatach zamkowych zadzieraj鉍 g這w�, by obejrze� �ciany wy窺zych pi皻er. W piwnicy na pod這dze pi皻rzy造 si� g鏎y gruzu. Znale�li�my miejsce, gdzie ku� cz這wiek, kt鏎ego postrzeli豉 dzielna stra積iczka. Ten fragment muru wyr騜nia� si� tylko tym, 瞠 by� grubszy ni� pozosta貫. Nie znalaz連zy nic ciekawego, wyszli�my. - Dzi瘯ujemy pani bardzo - uk這ni貫m si� jej nisko. Pani Teresa zacz窸a wciska� mi do torby butelk� podarowanego jej trunku. - Prosz� nie korumpowa� urz璠nika pa雟twowego - pr鏏owa貫m wykr璚i� si� od podarku. - Za stara dla pana jestem, 瞠bym mia豉 jakie� ekscesy tu z panem wyprawia� - �mia豉 si� pani Teresa. - To go�ciniec za t� strzelb�, co pan j� zalegalizowa�... - Nic nie legalizowa貫m! - Sam pan m闚i�, 瞠 teraz nikomu krzywdy nie zrobi� - to jakbym troch� wi瘯szego straszaka mia豉. Bezceremonialnie wsadzi豉 butelk� do torby. - Go�ci鎍a si� nie odmawia - o�wiadczy豉. Uca這wa貫m pani� Teres� w r瘯�, na co zareagowa豉 rumie鎍em i odruchowo poprawi豉 w這sy. - Dzi瘯uj� i prosz� pilnie strzec zamku - po瞠gna貫m j�. Mariusz r闚nie� uca這wa� r瘯� stra積iczki. - Jaki ma pani zaw鏚? - us造sza貫m jego pytanie. - Bufetowa - pad豉 odpowied�. Ma這 si� nie potkn像em ze �miechu na dawnym bruku. Zbiegli�my do samochodu. Zawr鏂i貫m auto w kierunku Czochy. - Czemu wszyscy kolejno odwiedzali zamek �wiecie? - pyta貫m sam siebie. - Byli tu Izabela, Batura i Torquemada. To pewnie Marca postrzeli豉 i dlatego nagle objawi� si� z zabanda穎wan� nog�. - Ta twoje legitymacja jest prawdziwa? - zapyta� mnie Mariusz. - Tak, m闚i貫m ci przecie�, kim jestem. Mariusz si璕n像 do mojej torby le蕨cej na tylnym siedzeniu. - Zobaczmy, co szanowny Hiszpan sprezentowa� Amazonce o imieniu Teresa - Mariusz ogl鉅a� butelk�. Gwizdn像 z uznaniem. - Ma gust. Mocna rzecz. - Prawie nie pij� alkoholu. - Przyda si�, jak b璠ziesz przemywa� rany albo czy�ci� bro� - �mia� si� Mariusz. Wtedy przypomnia這 mi si�, 瞠 mam rakietnic� pani Teresy. Zabra貫m j�, by nagle nie postanowi豉 nas znowu ni� sterroryzowa�, ale zapomnia貫m odda�. Obieca貫m sobie, 瞠 uczyni� to przy najbli窺zej okazji. Szybko wr鏂ili�my na zamek. Przy bramie zapyta貫m stra積ika o pewn� rzecz. By� na tyle mi造, 瞠 nawet zadzwoni� do kolegi, 瞠by dowiedzie� si� tego, o co mi chodzi這. Potem zajecha貫m na podjazd, gdzie, o dziwo, sta造 wszystkie auta go�ci hotelowych. - Wybierzesz si� ze mn� do zamku Gryf po obiedzie? - zaproponowa貫m Mariuszowi. - Jasne, b璠� u siebie - wskaza� na baszt� bramn�. Nawet nie zachodzi貫m do swojego pokoju, tylko od razu zaszed貫m do jadalni, gdzie spotka貫m komplet mieszka鎍闚. - Wujek! - tradycyjnie przywita� mnie radosny okrzyk Micha豉. - Gdzie by貫�? - Na zamku. - Tym co razem zwiedzali�my czy jakim� innym? - Na tym, kt鏎y zwiedza貫� z cioci�. - Spotka貫� tam rycerzy? - Nie, ale by豉 tam gro�na Amazonka. - A kto to jest Amazonka? - Gro�na niewiasta, kt鏎ych powiniene� wystrzega� si� od ma貫go - roze�mia貫m si� i zaj像em miejsce przy stole. - S造sza貫m, 瞠 postrzeli豉 nawet jakiego� amatora zwiedzania zamku. - Nie pakuj g這wy ch這pca uprzedzeniami - Izabela zwr鏂i豉 mi uwag�. - W豉�nie - przytakn窸a Ma貪osia. - Na Amazonki trzeba chyba spojrze� jak na pierwowz鏎 wsp馧czesnych feministek. Torquemada przygl鉅a� nam si� z zainteresowaniem, nic nie rozumiej鉍 z rozmowy prowadzonej w j瞛yku polskim. Marc lekko si� u�miecha�. Pokr鏒ce wyja�ni貫m Hiszpanowi, czego dotyczy豉 wymiana zda�. - Wsp馧czesne Amazonki musia造by podbija� miasta m篹czyzn, 瞠by zwr鏂i� na siebie uwag� - stwierdzi� Torquemada. - Uwa瘸m, 瞠 zniewie�cienie m篹czyzn si璕n窸o tak daleko, 瞠 wystarczy造by im telewizory, w kt鏎ych ogl鉅aliby programy sportowe, komputery, 瞠by pogra�, sklepy i mo瞠 kilkukilometrowy, prosty odcinek autostrady, 瞠by czasami przejechali si� samochodem. Reszt� mog造by robi� kobiety. - My�l�, 瞠 przyda造by si� te� k鉍iki tematyczne: w璠karstwo, polowanie, windsurfing... - wtr鉍i� Marc. - Szowini�ci - rzuci豉 Afrodyta. - 疾by�cie wiedzieli, 瞠 same sobie �wietnie da造by�my rad� - o�wiadczy豉 Ma貪osia. - Tylko kim by�my rz鉅zi造? - Izabela zada豉 retoryczne pytanie. - Pawle, podobno przygotowa貫� na wiecz鏎 jak�� niespodziank�? - Tak, proponuj�, by�my kilka minut przed dwudziest� pierwsz� spotkali si� w sali rycerskiej - powiedzia貫m. - B璠zie to ma豉 uroczysto�� zwi頊ana z rozwi頊aniem zagadki zamku Czocha, ale nie proponuj� zak豉dania wieczorowych stroj闚, bo mam przeczucie, 瞠 cz��� z nas pocz靖ek nocy sp璠zi �na sportowo�. - Co masz na my�li? - zapyta豉 Izabela. - Czemu nie rozwi嘀esz zagadki ju� teraz? - pyta� Marc. - Izabelo, o wszystkim dowiesz si� w odpowiednim czasie. Marc, godziny popo逝dniowe pragn� sp璠zi� na ogl璠zinach zamku Gryf. - Teraz jest czas na sjest� - Torquemada przyzna� mi racj�. Szybko zostali�my z Ma貪osi� i Micha貫m sami w jadalni. Delektowa貫m si� smakiem gulaszu wo這wego z nieod章czn� kasz� gryczan� i og鏎kiem konserwowym, gdy Ma貪osia postanowi豉 odby� ze mn� powa積� rozmow�. - Czy my jeste�my jeszcze tobie do czego� potrzebni? - zapyta豉 Ma貪osia. - Jeste�cie, razem jutro wr鏂imy do Warszawy. - Czy nie jeste� zbyt pewny siebie? - Mo瞠 jeszcze nie wszystko zaplanowa貫m, ale czuj�, 瞠 to b璠zie interesuj鉍y wiecz鏎, niezapomniany. Ma貪osiu, wiem, 瞠 ju� wszystko mi璠zy nami nie b璠zie takie jak dawniej. Bardzo mi 瘸l tych wsp鏊nych wieczor闚 muzycznych, naszych rozm闚, bo to by� promyczek normalno�ci w moim szalonym 篡ciu... - A b璠ziesz za mn� t瘰kni�? - wtr鉍i� si� Micha�. Na moment przytuli貫m ch這pca do siebie. - Ciebie najlepiej b璠� pami皻a� - zapewni貫m go. - Mo瞠 kiedy� do mnie przyjedziesz? - Tak! Zauwa篡貫m, 瞠 Ma貪osia z czu這�ci� patrzy豉 na mnie i ch這pca. Wsta豉 od sto逝 i podesz豉 do mnie od ty逝. Po這篡豉 mi r瘯� na ramieniu. - Jeste� nietypowym facetem - powiedzia豉. Zawo豉豉 ch這pca i razem wyszli. Zam闚i貫m fili瘸nk� kawy i wyszed貫m z ni� na taras, sk鉅 widzia貫m Jezioro Le�nia雟kie. Usiad貫m na 豉weczce, by chocia� przez chwil� rozkoszowa� si� �wie蕨 wiosenn� zieleni�, ciep貫m po逝dniowego s這鎍a, �piewem ptak闚 buszuj鉍ych w�r鏚 ga喚zi. Pi貫m kaw� drobnymi 造kami i tak jak si� spodziewa貫m, us造sza貫m czyje� kroki. - Mog� panu towarzyszy�? - zapyta� mnie Torquemada. - Prosz� - odpowiedzia貫m robi鉍 mu miejsce na 豉weczce. Hiszpan przyni鏀� butelk� wina i dwa kieliszki. - Tym razem mam greckie �Partas� - wyja�ni�. - Napije si� pan kieliszek? - Nie, b璠� prowadzi� samoch鏚. Hiszpan nala� sobie p馧 kieliszka, odstawi� butelk� na posadzk�. Z kieszeni wyj像 dwie tekturowe tuby. - Cygara pan nie odm闚i? - zaproponowa�. Z uprzejmo�ci wzi像em jedno. Siedzieli�my wi璚 pykaj鉍 cygara, wok馧 miesza造 si� aromaty przyrody i dobrego tytoniu. Przez chwil� poczu貫m si�, jakbym by� na letnisku. - Jest pan bardzo tajemniczym cz這wiekiem - powiedzia� Torquemada. - Zastanawiam si�, kim pan w豉�ciwie jest? - Skromnym urz璠nikiem. - To chyba jedynym takim w ca造m kraju. - Czemu? - U篡� pan okre�lenia �skromny� i na takiego pan rzeczywi�cie wygl鉅a, a w�r鏚 urz璠nik闚 to rzadko��. - Znam kogo� jeszcze skromniejszego ode mnie. - Kto to taki? - M鎩 szef. - To musi by� mi貫 pracowa� z takim cz這wiekiem. - Wspania貫. - M闚i� pan, 瞠 ta zo透a z zamku �wiecie kogo� postrzeli豉. Czy to jest ten cz這wiek, o kt鏎ym ja my�l�? - Chyba tak. - M闚i� pan, 瞠 zna rozwi頊anie zagadki. - Tak. - To oznacza, 瞠 nie mam ju� szans na obejrzenie skarbu? - Czemu panu tak na tym zale篡? - Chodzi o sprawdzenie pewnego drobiazgu... - Gdyby to by� drobiazg, nie wynaj皻o by pana do znalezienia skarbu - zauwa篡貫m. Hiszpan zamy�li� si� i u�miechn像 do w豉snych my�li. - Zastanawia� si� pan kiedy� nad sentymentami, t瘰knotami? Milcza貫m zaskoczony, nie bardzo wiedz鉍, co odpowiedzie�. - Jak pan wspomina swoje rodzinne strony? - wypytywa� mnie Torquemada. - Nie najlepiej, tak naprawd� wychowa貫m si� w du篡m mie�cie, przenosz鉍 si� z rodzicami z jednej dzielnicy do drugiej. Mia貫m wsz璠zie koleg闚, ale nigdzie nie mog貫m powiedzie�: �To m鎩 dom�. Najmilej wspominam wie�, gdzie mieszka豉 moja prababcia. U niej jako m這dy ch這pak sp璠za貫m wakacje. Do dzi� pami皻am te� jej ma造 domek otulony zim� w �nie積� pierzyn�, gdy piec w du篡m pokoju - gdzie sta豉 choinka - a� parzy�, na kuchni styg造 ogromne pierogi z makiem, z kapust� i grzybami. To takie nasze potrawy bo穎narodzeniowe - wyja�ni貫m Hiszpanowi. - Te chwile darz� ogromnym sentymentem i wiem, 瞠 nigdy si� nie powt鏎z�. Zastanawiam si�, czy b璠鉍 emerytem nie osi鉅� na tej wsi... - Widzi pan... - Torquemada pokiwa� g這w�. - Jakby pan oceni� cz這wieka, kt鏎y kiedy� w rodzinnych stronach zrobi� �le i na staro�� postanowi� naprawi� winy? - Wina winie nier闚na - odpar貫m wymijaj鉍o. - Tak naprawd� ten kto� chcia� pom鏂 w odzyskaniu cennych rzeczy w zamian za mo磧iwo�� poch闚ku w ojczystej ziemi... - I ten kto� wynaj像 cz這wieka, kt鏎y mia� odnale�� te cenne rzeczy i negocjowa� w imieniu tej osoby warunki przekazania ich prawowitemu w豉�cicielowi? - domy�li貫m si�. - Prawowity w豉�ciciel by豚y zupe軟ie inny - Torquemada zwr鏂i� mi uwag�. - M闚imy raczej o przepisach prawnych, kt鏎e... - Jasno m闚i�, 瞠 ukryty skarb jest w豉sno�ci� ca貫go polskiego spo貫cze雟twa - dopowiedzia貫m. - Mo積a powiedzie�, 瞠 walczymy po tej samej stronie barykady. - Tak. Ma pan �wiadomo��, 瞠 teraz sta� si� pan ruchomym celem? - Czemu? Dla kogo? - Dlatego, 瞠 pan rozwi頊a� zagadk�. Nie my�la� pan, 瞠 zdesperowany przeciwnik zdecyduje si� na porwanie na przyk豉d tego ma貫go ch這pca? Mo瞠 zechce pana usun寞 z tej gry? Torquemada mia� racj�! Przerazi貫m si�, musia貫m czym pr璠zej uprzedzi� Ma貪osi�, a najlepiej sprawi�, by Afrodyta otoczy豉 dyskretn� opiek� moich przyjaci馧. Hiszpan, zadowolony z efektu swoich s堯w, dopi� wino. Cicho mlasn像 j瞛ykiem smakuj鉍 ostatnie krople krwistoczerwonego p造nu. - Ma pan w sobie co� z torreadora - powiedzia� wstaj鉍. - Zbyt szybko rozkoszuje si� pan smakiem zwyci瘰twa. Wiem, 瞠 wygrana jest jak boski nektar, ale z造 to torreador, kt鏎y na scenie zapomina o swoich pomocnikach. Pan jest m這dy, a m這do�� daje si喚 odrzucania kompromisu, widzenia �wiata w barwach czarno-bia造ch i p璠zi tak szybko, 瞠 nie pozwala ogl鉅a� si� za siebie. B璠� trzyma� za pan kciuki. Torquemada sk這ni� si� i odszed�. Wyj像em telefon kom鏎kowy i zadzwoni貫m do Afrodyty. - Co? - zapyta豉 zaspanym g這sem. - Id� do pokoju Ma貪osi. Spotkajmy si� tam. - Pali si�? - Afrodyta najwyra�niej chcia豉 wr鏂i� do 堯磬a. - Tak. Szybko! Pobieg貫m do pokoju Ma貪osi. Wszed貫m tam bez pukania. Micha� smacznie spa�, a Ma貪osi� zasta貫m siedz鉍� na kraw璠zi 堯磬a i maluj鉍� sobie paznokcie u n鏬. - Co si� sta這? - przestraszy豉 si�. - Na razie nic - odpowiedzia貫m. - Zaraz przyjdzie tu Afrodyta. To policjantka, kt鏎a si� tob� zaopiekuje. Razem p鎩dziecie do jej pokoju i tam poczekacie do wieczora. Macie si� nie rozstawa� ani na moment. Jasne? - Jasne - potwierdzi豉 Afrodyta, kt鏎a przy moim ostatnim zdaniu wesz豉 do pokoju. - Powiedz, sk鉅 u ciebie zrodzi� si� taki pomys�? Komu Ma貪osia i Micha� mog� zawadza�? - Dwukrotnie chciano mnie uwi瞛i� w podziemiach. Zapomnia豉� o sztolniach w Le�nej? Nasi przeciwnicy bywaj� bezwzgl璠ni. - Mia豉m jecha� dzi� na posterunek om闚i� szczeg馧y... - M鎩 szef tam pojedzie - przerwa貫m Afrodycie. - Zaopiekuj si� nimi. Zerkn像em na zegarek. Mia貫m ma這 czasu do zachodu s這鎍a. - Trzymajcie si�! - po瞠gna貫m si� i wybieg貫m z pokoju. Dosta貫m si� do baszty, gdzie czeka� na mnie Mariusz. Razem wyszli�my na zewn靖rz zamku i w�r鏚 drzew, na wsch鏚 od zamku szukali�my pewnej rzeczy. Mariusz mia� wi璚ej szcz��cia i z dum� pokaza� mi znalezisko. - Dow鏚 numer dwa - mrukn像 chowaj鉍 go do foliowej torebki. - Jed�my do zamku Gryf. ROZDZIA� PI邛NASTY ZAMEK GRYF � PRZYJAZD PANA SAMOCHODZIKA � TAJNE PRZEJ�CIA Z SALI NARAD � TAJEMNICE KRYSZTAΘ紟 � DEMONICZNA SIx KOBIETY � PIK I SERCE � ZAGADKA UKRYTA ZA REGAΒM � PO�CIG ZA JERZYM BATUR� � PUxPKA PRZY GRANICY Przez ca章 drog� do zamku Gryf spogl鉅a貫m we wsteczne lusterko, wypatruj鉍, czy kto� nas nie �ledzi. By貫m nawet rozczarowany, 瞠 nikogo z mieszka鎍闚 zamku nie interesowa� nasz wyjazd. Zatrzyma貫m fiata pod wzg鏎zem zamkowym i z Mariuszem wspi瘭i�my si� na wzg鏎ze. Tym razem nikogo tu nie spotkali�my. Mia貫m ze sob� latarki i liny. Dzi瘯i nim chcia貫m spenetrowa� ile si� tylko da podziemia zamku. Wkroczyli�my na dziedziniec. Weszli�my do piwnicy po prawej stronie. Korytarz szybko rozdziela� si� w dw鏂h przeciwleg造ch kierunkach. W prawo, w zasi璕u wzroku mieli�my �cian�. Poszli�my w lewo. Tam, po przej�ciu kilkunastu metr闚 dotarli�my do dw鏂h cel. Dok豉dnie zlustrowali�my �ciany w poszukiwaniu napis闚, znak闚. Niczego takiego tam nie by這. Przeszli�my teraz do zamku �redniego, do naro積ej baszty, w kt鏎ej niegdy� znajdowa豉 si� klatka schodowa. Zeszli�my p馧 pi皻ra, nim stan瘭i�my w obliczu ha責y gruzu. - Powiesz mi, czego w豉�ciwie szukamy? - zapyta� mnie Mariusz. - Upewniam si� tylko, czy nie przegapi貫m 瘸dnego wa積ego tropu - odpowiedzia貫m. - Opr鏂z skarbu ambasadora rzekomo ukrytego w podziemiach zamku podobno jacy� poszukiwacze odkryli wej�cie do jeszcze innych piwnic. - Wszystkie te opowie�ci o skarbach nadziane s� s這wem �podobno�, jak dobry keks rodzynkami. 畝den z naszych konkurent闚 nie by� w stanie zaanga穎wa� tylu si�, by wszystko dok豉dnie spenetrowa�. Jestem przekonany, 瞠 ich uwaga ca造 czas by豉 skupiona na zamku Czocha. Jeszcze dwie godziny chodzili�my po zamku, zagl鉅ali�my we wszystkie mo磧iwe dziury. W ko鎍u zm璚zeni zeszli�my do auta. - Jeste� zadowolony z ogl璠zin? - sapn像 Mariusz. - Tak, czas rozpocz寞 ostatni akt. Odwioz貫m Mariusza do jego pa豉cu i wr鏂i貫m do zamku. Sprawdzi貫m, czy Afrodyta wci嘀 pilnuje Ma貪osi� i Micha豉. - Pawe�, nic si� nie dzieje - zameldowa豉 policjantka. - Czy mog� pojecha� do Le�nej? Przecie� musz� dogada� si� z policjantami. - Nawet nie pr鏏uj. Wszystko b璠zie za豉twione. Micha�, mo瞠 przyjdziesz do mnie z cioci� powiedzmy za p馧 godziny? - Hura! - ucieszy� si� Micha�. Na t� okazj� wykona� taniec, kt鏎y i tak by� zapowiedzi� jego b造skawicznej wyprawy do toalety. - Ciociu, p鎩dziemy do wujka?! - wo豉�. - Tak - zgodzi豉 si� Ma貪osia. Poszed貫m do swojego pokoju. Zrobi貫m porz鉅ek, pochowa貫m wszystkie rzeczy do szafek. Zszed貫m do �Groty�, w kt鏎ej kupi貫m troch� s這dyczy i kaw� do termosu. Ma貪osia z Micha貫m przyszli punktualnie. Zaprosi貫m Ma貪osi� na fotel, pocz瘰towa貫m j� kaw�. Przed Micha貫m postawi貫m s這dko�ci. - Przyjdziesz z Micha貫m na spotkanie wieczorem? - poprosi貫m dziewczyn�. - Dlaczego? - Micha� odegra� kluczow� rol� w rozwi頊aniu tej zagadki. - Naprawd�? - Ma貪osia zaintrygowana spojrza豉 na Micha豉. - Tak - przytakn像 ch這piec, chyba nie do ko鎍a wiedz鉍, o co mo瞠 mi chodzi�. Potem Micha� wyj像 ze swojego plecaka tali� kart i zagrali�my w Piotrusia. To by造 ostatnie chwile, gdy mog貫m odpocz寞, szczerze �mia� si� patrz鉍 na drobne oszustwa ch這pca, nieskrywane emocje, jakie nim targa造 przy okazji gry. Mia� te� �Chi鎍zyka�, wi璚 do kolacji zd嘀yli�my jeszcze raz zagra�; oczywi�cie da貫m ch這pcu wygra�. - Po kolacji zamknij si� w pokoju i nikomu nie otwieraj, chyba 瞠 to b璠� ja - wydawa貫m Ma貪osi dyspozycje. - Zadzwoni�, nim przyjd� po was. W jadalni byli wszyscy go�cie hotelowi. Tematem rozm闚 by豉 pozycja kobiety w rodzinie. Mieli�my towarzystwo mi璠zynarodowe, wi璚 i du穎 przyk豉d闚 z r騜nych kraj闚. Potem do章czyli do nas dyrektor i Agnieszka. Na koniec pojawi� si� go��, kt鏎ego obecno�� bardzo zaintrygowa豉 Izabel�. Pierwszy raz zobaczy貫m na jej twarzy strach. - Dobry wiecz鏎! - Pan Samochodzik uk這ni� si� wszystkim. By貫m pewien, 瞠 jego niepozorny wygl鉅 spokojnego starszego pana, wielkie okulary, przygarbiona sylwetka sprawia造, 瞠 moi przeciwnicy lekcewa篡li go - wszyscy opr鏂z Izabeli. - Przyszed貫m nie w por�? - pan Tomasz �wietnie nadawa� si� do roli nie�mia貫go cz這wieka. Troch� nie pasowa這 to do obrazu policjanta, jakim w oczach go�ci hotelowych by�, ale nie mia這 to teraz wi瘯szego znaczenia. - Zapraszamy - dyrektor wskaza� mojemu szefowi miejsce przy stole. - Pan Pawe� zapowiedzia� na dzisiejszy wiecz鏎 rozwi頊anie zagadki zamku, znaczenia s堯w ,,Franges non flectes�. - �Z豉miesz, lecz nie zegniesz�? - szef udawa�, 瞠 pierwszy raz s造szy t� sentencj�. - Ciekawe. Chodzi pewnie o prawo. �li ludzie nie naginaj� prawa, tylko je 豉mi�. Pan Samochodzik by� wspania造 w tych swoich teatralnych zagraniach. To co powiedzia� by這 jak bomba postawiona nagle na stole. Wygl鉅a這 na to, 瞠 wszyscy tu obecni - opr鏂z Micha豉 i Ma貪osi - mieli co� na sumieniu. Pierwsza opanowa豉 si� Izabela. - To policjanci ucz� si� 豉ciny? - zapyta豉. - Jestem prostym detektywem i to starej daty - odpar� Pan Samochodzik. - Uczy貫m si� mi璠zy innymi 豉ciny. - Jaki jest cel pana wizyty? - wypytywa豉 go Izabela. - Chcia貫m jeszcze porozmawia� z tym m這dym cz這wiekiem - wskaza� na mnie. - Skoro jednak b璠ziecie rozwi頊ywa� zagadk�, z przyjemno�ci� zostan� na d逝瞠j - u�miechn像 si�. - Uwielbiam wszelkie szarady i zadania logiczne. - Pawle, to nie przypadek, 瞠 pan detektyw przyjecha� w豉�nie dzi�? - Izabela przygl鉅a豉 mi si� z uwag�. - Prawdopodobie雟two zaistnienia zdarzenia jest odwrotnie proporcjonalne do si造 篡czenia - odpowiedzia貫m z u�miechem. Dawno ju� sko鎍zyli�my przyd逝g� biesiad�. Wszyscy postanowili jeszcze p鎩�� do swoich pokoj闚, by odpocz寞 przed, zapowiadaj鉍ym si� na emocjonuj鉍y, wieczorem. Z panem Tomaszem wyszli�my na spacer. Pokaza� mi, gdzie zaparkowa� wehiku� i da� kluczyki do auta. - Jeste� przekonany, 瞠 wszystko przewidzia貫�? - upewnia� si�. - Wie pan, 瞠 nie jestem jasnowidzem. By� pan na posterunku? - Tak. Po raz pierwszy potraktowano mnie tak ch這dno. Komendant zapowiedzia� pomoc, ale nie chcia� uzgadnia� 瘸dnych szczeg馧闚. Powiedzia�: �Bawcie si� dobrze, a my w odpowiednim momencie wkroczymy�. - Mo瞠 Afrodyta z nim si� porozumia豉? - Ustalili�my, 瞠 to ja wszystkim si� zajm�.... - Wie pan, jak to jest z kobietami - za瘸rtowa貫m. - Na szcz��cie tego tak dobrze nie wiem - u�miechn像 si�. Gdy wracali�my przez podjazd, pan Tomasz nagle zatrzyma� si�. - Widzisz? - wskaza� na auta. - Co takiego? - zdziwi貫m si�. - Wszystkie s� zaparkowane tak, by 豉two by這 nimi wyjecha�. - To dobrze, 瞠 ukry� pan wehiku�. - Tak, m鎩 m這dy przyjacielu - pan Tomasz spojrza� na zegarek. - Chyba czas rozpocz寞 przedstawienie? Masz trem�? - Troch�. - Powodzenia - szef poklepa� mnie po ramieniu. Przeszli�my przez hol do sali rycerskiej. Byli tam ju� wszyscy zaproszeni go�cie: Ma貪osia z Micha貫m, Agnieszka, Izabela, Afrodyta, dyrektor, Marc, Torquemada i Mariusz. - Mi這 mi widzie� wszystkich na tym spotkaniu - powiedzia貫m na wst瘼ie. - Najpierw chcia豚ym pokaza�, kt鏎璠y wydosta貫m si� z podziemi po tym, jak kto� pr鏏owa� mnie wysadzi� w powietrze. Podszed貫m do kominka. Scyzorykiem podwa篡貫m ci篹k� p造t�, odsun像em j� i po�wieci貫m latark�, by wszyscy zobaczyli wn皻rze tunelu. - Tam - wskaza貫m w kierunku recepcji - jest studnia, kt鏎� wyszed貫m z poziomu piwnic pod bastionem. Nim om闚imy wydarzenia zwi頊ane z wybuchem, chcia豚ym pokaza� co� jeszcze. Czy pan, panie dyrektorze, ma klucze do sali narad? - Oczywi�cie - dyrektor wyj像 p瘯 kluczy i otworzy� drzwi. - Pierwszego wieczora widzia貫m podejrzany cie� w sali rycerskiej, kt鏎y w�lizn像 si� do tej sali - opowiada貫m. - Gdy tu wszed貫m, nikogo nie zasta貫m. Oczywi�cie tajemniczy go�� m鏬� znikn寞 w tajnym przej�ciu, kt鏎ego w闚czas jeszcze nie zna貫m. M鏬� te�- podszed貫m do �ciany na lewo od wej�cia - znikn寞 tu - w tym momencie szarpn像em za boazeri� ukazuj鉍 zej�cie. Obserwowa貫m reakcje zgromadzonych. Tylko Torquemada nie by� zaskoczony. - T璠y od dawna nikt nie chodzi� - kontynuowa貫m. - Przekona貫m si� o tym, gdy w studni, o kt鏎ej wcze�niej wspomina貫m, znalaz貫m dodatkowy ganek i nim przeszed貫m a� tu. Schody prowadz� do zapomnianego i nieu篡tkowanego dawnego magazynu prochowego. - Tak, pami皻am co� takiego - przyzna� dyrektor. - Ostatni wojskowy komendant zamku m闚i� o jakim� tajnym wyj�ciu prowadz鉍ym z tamtych pomieszcze�, ale jako� nigdy si� tym nie zajmowa貫m... Dosun像em fragment �ciany na miejsce i ods這ni貫m urz鉅zenie pods逝chowe, z kt鏎ego skorzysta貫m, by nastraszy� zebranych w bibliotece. - Teraz jest jasne, w jaki spos鏏 zagra貫m ducha? - u�miechn像em si�. - Jednak chcia豚ym wam pokaza� co� jeszcze. Gdy zwiedza貫m sztolnie w Le�nej, zosta貫m tam uwi瞛iony z Afrodyt�. Kto� chcia� to zrobi� tak, bym ju� nigdy stamt鉅 nie wyszed�. Gdy wr鏂i貫m, wiedzia貫m, 瞠 ten sam cz這wiek zechce odwiedzi� mnie w moim pokoju, by sprawdzi�, czy nic mi nie jest. W豉ma� si� do pokoju, ale przep這szy貫m go. Uciek� tutaj i skry� si� tu - otworzy貫m drewniany kaseton na �cianie na prawo od wej�cia. Naszym oczom ukaza豉 si� nisza ze schodkami. - Prowadz� one do niewielkiego otworu pod sufitem w holu przed wej�ciem do �Groty� - wyja�ni貫m wszystkim. - Teraz zapraszam wszystkich do biblioteki. W bibliotece stan像em przy o速arzu, mi璠zy dwiema kolumnami. Go�cie tego wieczoru usiedli w kolejno�ci od mojej lewej: Micha�, Ma貪osia, pan Tomasz, dyrektor, Izabela, Agnieszka, Mariusz (plecami do drzwi), Marc, Torquemada oraz Afrodyta najbli瞠j mnie z prawej. W tej chwili do pomieszczenia wesz豉 Zosia podaj鉍 fili瘸nki, stawiaj鉍 dzbanki oraz patery z ciastkami. Podzi瘯owa貫m kelnerce u�miechem. - Teraz nadszed� dobry czas na wyja�nienia - zacz像em. - Pierwszy mo瞠 zacznie pan Tomas. Opowie nam pan o swoim kliencie, a w豉�ciwie klientce i pewnych tajemniczych kryszta趾ach. Torquemada wyprostowa� si� w krze�le, strzepn像 na talerzyk okruszki ciastka, kt鏎e w豉�nie zjad�. - Gratuluj� przenikliwo�ci, panie Pawle - pochwali� mnie. - Rzeczywi�cie, jestem reprezentantem pewnej pani, kt鏎a wzi窸a udzia� w wywo瞠niu skarb闚 z zamku Czocha. Przekaza豉 mi has這 �Franges non flectes� jako wskaz闚k� prowadz鉍� do kryj闚ki, sama jednak nie potrafi豉 poda� konkretnego znaczenia tych s堯w. Uprzedzi豉 mnie jednak, 瞠 w skrytce opr鏂z skarb闚 znajduje si� jaka� tajemnica, co�, co jej zdaniem powinienem zniszczy�. Dzie豉 sztuki mia貫m przekaza� pa雟twu polskiemu. - To dzi瘯i niej zna� pan rozk豉d pomieszcze� w zamku, mi璠zy innymi przej�cie z kru瞟anku do biblioteki - dopowiedzia貫m. - Jednak to nie pana �ciga貫m tamtej pierwszej nocy, ale to pan by� tym, kt鏎y pierwszy zwr鏂i� uwag� na moj� osob� i uwa積ie mnie obserwowa�. - Tak. - Prosz� opowiedzie� wszystkim o kryszta趾ach. Torquemada waha� si�, chyba chcia� jeszcze kr璚i�. - Wiem, 瞠 ma pan nawet urz鉅zenie, dzi瘯i kt鏎emu mo積a obejrze� zawarto�� tych kryszta趾闚 - powiedzia貫m. - Te kryszta趾i to do�� droga technologia szpiegowska wynaleziona przez Niemc闚 pod koniec drugiej wojny �wiatowej - opowiada� Torquemada. - Mia豉 s逝篡� archiwizacji i przede wszystkim bezpiecznemu przenoszeniu danych szpiegowskich. Kryszta趾i by造 odporne na wp造w temperatury, wodoodporne, a do tego by造 tak ma貫, 瞠 豉twe do przenoszenia, w ostateczno�ci do po趾ni璚ia. Podobno wywiady zachodnie przez jaki� czas testowa造 t� metod�. Na cz��ci tych kryszta趾闚 zachowano pewne dane dotycz鉍e obiekt闚 w zamku Czocha i okolicy, g堯wnie plany sytuacyjne. Podobno nigdzie nie by這 瘸dnej wskaz闚ki dotycz鉍ej skrytki. Te, w kt鏎ych jestem posiadaniu, by造 w豉sno�ci� mojej klientki i nie by這 na nich cennych dla nas informacji. - Tak jest - przyzna貫m. - Mam cz��� tych kryszta趾闚, t� interesuj鉍� wszystkich, bo z planami fabryki w Le�nej, tu na zamku Gryf. Kto� pr鏏owa� mi je ukra��. Marc, mo瞠 wyja�nisz, gdzie by造 ukryte kryszta趾i? Z twarzy Kanadyjczyka znikn像 pob豉磧iwy u�miech. - O co ci chodzi? - zapyta� �miej鉍 si�. - To ty zabra貫� z mojego pokoju niewielk� szkatu趾� z kompletu zabawek Micha豉, w kt鏎ej trzyma貫m swoje kryszta趾i. Okaza這 si� jednak, 瞠 Micha� zamieni� nasze kuferki i kryszta趾i przez jaki� czas by造 u niego. - Wymy�lasz jakie� bzdury - Marc pr鏏owa� mnie zlekcewa篡�. - Sk鉅 niby mia豚ym wiedzie� o tych twoich kryszta趾ach? - Od swoich mocodawc闚 i dzi瘯i kamerze, kt鏎� mnie podgl鉅a貫�. - Jakich �mocodawc闚�?! - S鉅z�, 瞠 ameryka雟kich, bo wiedzia貫� o nieodkrytym po wojnie pomieszczeniu ze zw這kami ameryka雟kich 穎軟ierzy. Powiem ci, 瞠 znalaz貫m jeszcze jedne cia這 ameryka雟kiego spadochroniarza. - Gdzie? - wyrwa這 si� Marcowi. - W podziemiach. Mo瞠 gdyby� wtedy, gdy by貫m w piwnicach pod bastionem, nie wyrzuci� kr鏒kofal闚ki, dowiedzia豚y� si� o tym jako pierwszy. - Bredzisz. Wyj像em torb� z kr鏒kofal闚k�. - S� na niej twoje odciski palc闚 - blefowa貫m. - Gdy Micha� pobieg� po kogo� doros貫go, ty wszed貫� do pokoju i wyrzuci貫� radiostacj�, 瞠by na zawsze mnie pogrzeba�. - To Marc chcia� ci� tam zabi�? - westchn窸a Ma貪osia. - Chcia� tylko wykorzysta� okazj�. Naprawd� pr鏏owa� si� mnie pozby� zamykaj鉍 mnie i Afrodyt� w sztolni. - Nie masz dowod闚! - krzykn像 Marc. - Jak odwiedza貫m Ma貪osi�, widzia貫m t� zabawk� u dzieciaka i j� ogl鉅a貫m. St鉅 moje odciski. - Nie mam dowod闚, ale my�l�, 瞠 ogl璠ziny twojej nogi da造by ciekawy rezultat. Od stra積ika dowiedzia貫m si�, 瞠 przyjecha貫� na zamek z zabanda穎wan� nog�. Ciekawe, ile da貫� lekarzowi, 瞠by nie zg豉sza�, 瞠 opatrywa� postrzelonego �rutem cz這wieka. Ciekawi mnie te�, czemu ukrywasz swoj� znajomo�� j瞛yka polskiego? - Bzdury - prychn像 Marc. - Mo瞠, ale mam nadziej�, 瞠 jeszcze zostaniesz? - Tak, z przyjemno�ci� popatrz�, jak robisz z siebie pajaca. - Teraz chcia豚ym opowiedzie� o pewnej oszukanej kobiecie. Agnieszko, opowiesz nam, jak to by這 z po瘸rem w piwnicach zamkowych, gdy by貫m w podziemnych tunelach? - Wyklepa貫� mu wszystko! - Agnieszka odsun窸a si� od Mariusza. - Widzia豉m ogie�! - W tym czasie kto� wszed� do piwnicy pod bastionem, najpierw spowodowa� zawa� korytarza za mn�, potem przy wyj�ciu. Zgubi� pude趾o zapa貫k - rzuci貫m dow鏚 znaleziony, gdy dzi瘯owa貫m ratownikom za akcj� ratunkow�. - Tu policja te� znajdzie odciski palc闚 cz這wieka, kt鏎y dzi� jeszcze pojawi si� na scenie. Agnieszko, bardzo mi przykro, 瞠 ty, mistrzyni manipulowania sercami m篹czyzn, da豉� si� oszuka� perfidnej kobiecie, tak samo jak Marc, pan Tomas i ten trzeci. - Pawe�, twoja paranoja posun窸a si� o wiele za daleko - odezwa豉 si� Izabela. - Panie Tomas, kto z panem by� przy pa豉cu pandur闚, gdy odwiedzi貫m Mariusza? - zapyta貫m Hiszpana. Bez s這wa zerkn像 na Izabel�. - To Izabela uciekaj鉍 obtar豉 ty� samochodu o drzewo, ale potem we dw鎩k� w tym samym miejscu wgnietli�cie karoseri� w aucie pana Tomasa. Niech zgadn�, czyj to by� pomys�? Izabeli! Chcia豉 mnie zmyli�. To ona otrzyma豉 od pana t� niezwykle skuteczn� �wiec� dymn�? Hiszpan pokiwa� g這w�. - U篡� jej potem Marc, gdy chcia� mnie uwi瞛i� w sztolni. - Nie wiedzia貫m o tym, bardzo mi przykro - rzek� z powag� Torquemada. - Nie gniewam si�. Teraz przejd� do meritum, czyli rozszyfrowania zagadki zwi頊anej z has貫m: �Franges non flectes�. Pocz靖kowo pr鏏owa貫m p鎩�� tropem rzeczy do z豉mania, ale nie do zgi璚ia. By� to b章d. Wystarczy這 przyj�� do miejsca pracy klientki pana Tomasa, czyli tu. Najpierw pr鏏owa貫m skonstruowa� szarad� z liter tworz鉍ych sentencj�. To te� by豉 �lepa uliczka. Pewien promyczek zaja�nia�, gdy odkry貫m, 瞠 s這wo �FRANGES� sk豉da si� z pierwszych liter dzia堯w w bibliotece widocznych i dzi� w zapisach na p馧kach: FABEL - BAJKA REISE - PODR荅 ANTIQUITAT - STARO玆TNO�� NACHSCHLAGEWERK - PORADNIK GESCHICHTE - HISTORIA ERZAHLUNG - OPOWIE�� STAMBUCH - PAMI邛NIK - Ciekawe - mrukn像 pan Tomasz. - Czy s這wo �FLECTES� te� mo積a dopasowa� do tej teorii? - Nie, chocia� pocz靖kowo tak mi si� zdawa這, bo pierwsz� ksi嘀k� w dziale �Fabel� by�, o dziwo, �Faust� - opowiada貫m. - Zaczynasz mi imponowa� - stwierdzi豉 Izabela. - Chyba masz w sobie cz零tk� geniuszu. W odpowiedzi wyrecytowa貫m jej fragment �Fausta�: Je瞠li ukojony legn� w gnu�ne 這瞠, Niech koniec mnie dosi篹e wraz! Gdy w sobie sam upodobanie Znajd�, zwiedziony w pochlebstw to�, Je�li mnie wci鉚niesz w u篡wanie - Wtedy si�, dniu ostatni, sk這�! Torquemada kilka razy klasn像 w d這nie. - Dzi瘯uj� - uk這ni貫m si� Hiszpanowi. - Gdy szarady nie da造 rezultatu, zajrza貫m do spisu bibliotecznego. Ksi璕ozbi鏎 podzielono na dwie cz��ci: podr璚zny i zamkowy. Pierwszy by� u這穎ny wed逝g kryteri闚, jakie przedstawi貫m wcze�niej, za� zamkowy wed逝g prawide� bibliotekoznawstwa. Si章 rzeczy musia� mnie zainteresowa� ten pierwszy, nietypowy, bo ustawiono w nim ksi嘀ki alfabetycznie wed逝g tytu堯w, a nie wed逝g nazwisk autor闚 - si璕n像em z p馧ki tom i otworzy貫m go na odpowiedniej karcie. - Zacz像em studiowa� ten schemat. Zauwa盧ie, 瞠 w s這wach �FRANGES� i �FLECTES� jest po siedem liter. Dzia� na liter� �F� rozpoczyna si� od �Fausta�, a przecie� wcze�niej mog造by si� znale�� inne bajki? Sp鎩rzcie na rysunek - pokaza貫m plan w spisie bibliotecznym. - To jest wsp鏊ny pocz靖ek. W dziale �Reise - Podr騜� jest tylko jedna ksi嘀ka, kt鏎ej tytu� zaczyna si� na liter� �L�, w dziale �Antiquitat - Staro篡tno��� jest jedna na liter� �E� i tak dalej. Przyjrza貫m si� te� rega這wi - podszed貫m do p馧ek. - Na jednym z pionowych element闚 mebla znalaz貫m napis �NON�. Teraz narysowa貫m sobie uk豉d, gdzie rozpoczyna造 si� dzia造 i gdzie znajdowa造 si� ksi嘀ki: - ζdny kszta速 - odezwa豉 si� Izabela. - Co on przypomina? - zapyta貫m. - Pik, najmocniejszy kolor w bryd簑 - powiedzia� Marc. - Te� - pokiwa貫m g這w�. - Musz� si� przyzna�, 瞠 u mnie w pokoju, za kredensem znalaz貫m tajne przej�cie. Jak wiele odkry�, by這 ono dzie貫m przypadku, czego �wiadkiem by� Micha�. Przyznam si�, 瞠 wykaza� si� on lepsz� pami璚i� ni� ja. Michale, masz sw鎩 blok rysunkowy? Ch這piec poda� mi teczk� z rysunkami. Wyj像em jedn� z kartek. - Litery uk豉daj� si� w kszta速 li�cia, grotu, ale i kielni, kt鏎y to motyw znajdziecie w innych miejscach na zamku. Pan dyrektor by� 豉skaw wspomnie�, 瞠 Ernst Gutschoff m鏬� by� masonem, o czym �wiadczy ten dziwny o速arz w bibliotece... - ... a kielnia by豉 jednym z symboli mason闚 - dopowiedzia� pan Tomasz. - Brawa dla detektywa! - Izabela pochwali豉 mojego szefa. - A wi璚 zagadka kryje si� za rega貫m? - Tak, tylko czy wiecie, jak uruchomi� odpowiedni mechanizm? Odpowiedzi� by這 zgodne kr璚enie g這wami. - Trzeba odpowiedzie� na pytanie, co mo積a z豉ma�, lecz nie da si� tego nagi寞? Odpowied� najlepiej spo�r鏚 nas zna Mariusz. Wszystkie spojrzenia zwr鏂i造 si� na mojego przyjaciela. - Nie wiem, o czym m闚isz, Pawle - Mariusz by� wyra�nie zaskoczony. - Pomy�l o Agnieszce... - Serce - nie�mia這 odezwa豉 si� Ma貪osia. - Mo積a komu� z豉ma� serce, ale nie mo積a nikogo zmusi� do mi這�ci. - Bardzo 豉dnie, A co ci, Pawle, serce podpowiada? - zapyta豉 Izabela. - Jak uruchomi� mechanizm? - Trzeba zamieni� kielni� w serce. Wyobra�my sobie cz這nk闚 lo篡, kt鏎zy zbierali si� w bibliotece na swych spotkaniach. Mistrz ceremonii stawa� przy o速arzu, a jego pomocnik podchodzi� do rega逝. Spogl鉅a� na ksi嘀ki i przesuwa� drewniany element ze s這wem �NON�. O tak: W tej chwili podszed貫m do rega逝 i do oporu unios貫m ukryty w�r鏚 ksi嘀ek element. Zatrzyma� si� pod k靖em prostym do rega逝. W �cianie co� zachrobota這. - Kt鏎� stron� rega逝 powinienem pchn寞? - zapyta貫m. - Lew� - odpowiedzia豉 Ma貪osia. - Od serca. Pchn像em. Rz璠y p馧ek cofn窸y si� na niewidocznych k馧kach, kt鏎e przesuwa造 si� w wyrytych w pod這dze specjalnych torach. Mebel odsun像 si� na ca章 swoj� dawn� g喚boko��. K馧ka zakr璚i造 pod k靖em prostym w prawo i rega� wjecha� za s零iada, ukazuj鉍 nam wn皻rze skrytki. Wszyscy zerwali si� z miejsc, by obejrze� skarby. By造 tam tuby z obrazami, szachownica z jasnymi polami ko�ci s這niowej i ciemnymi bursztynu, ze z這tymi figurami w ozdobnej szkatule z drzewa migda這wego, srebrne zastawy, ale - przede wszystkim aluminiowa skrzynka. To j� wyj像em i po這篡貫m na o速arzu. Wszyscy t這czyli si� przy skrytce, ale Izabela i Marc dyskretnie mnie obserwowali. - To jest mroczny obiekt po蕨dania wielu os鏏 - postuka貫m w wieko skrzynki. - Co to jest? - zapyta� dyrektor. - Plany tajnej broni Trzeciej Rzeszy, najprawdopodobniej gazu bojowego - wyja�ni貫m. W tym momencie drzwi biblioteki otworzy造 si� z hukiem i do �rodka wszed� m篹czyzna ubrany na czarno, w kominiarce, z pistoletem w d這ni. Wymierzy� we mnie, r瘯� wykona� gest 蕨daj鉍 podania skrzynki. - Kto to jest? - zapyta� Torquemada. - Trzeci przyjaciel Izabeli - odpar貫m. - Oddaj mu to - powiedzia豉 Izabela. - Pawe�, przesadzi貫� z tanim efekciarstwem i przegra貫�. - Przedstawiam wszystkim Jerzego Batur� - stara貫m si� zachowa� spok鎩. - Jerzy, mo瞠sz zdj寞 kominiark�. Nie odzywa� si�, tylko powt鏎zy� nerwowy gest r瘯�. Spostrzeg貫m, 瞠 Hiszpan odwr鏂ony plecami do zamaskowanego osobnika pr鏏uje dyskretnie wyj寞 sw鎩 pistolet spod marynarki. - Pan ma tylko gumowe pociski, on prawdziwe - ostrzeg貫m go. Izabela zerkn窸a na Torquemad�, potem na przybysza. - Pawe�, oddaj mu to, bo nas powystrzela - powiedzia豉. K靖em oka widzia貫m, jak Afrodyta stara si� zas這ni� sob� Ma貪osi�, Micha豉 i mojego szefa. Prosi貫m j�, by na ten wiecz鏎 za這篡豉 kamizelk� kuloodporn� i podejrzewa貫m, 瞠 pod lu�n� koszul� skrywa豉 to zabezpieczenie. Mia豉 te� bro�, kt鏎ej mia豉 u篡� tylko w ostateczno�ci. - Jerzy, czy jeste� pewien Izabeli? - stara貫m si� gra� na zw這k�. M篹czyzna wymownym gestem skierowa� bro� w kierunku Afrodyty i zawaha� si�. Musia� rozpozna� kobiet�, kt鏎a go aresztowa豉, gdy poszukiwali�my hitlerowskiego skarbu ukrytego na Mierzei Wi�lanej. - Masz! - pchn像em skrzynk� po d逝gim bibliotecznym stole. - I tak daleko z tym nie uciekniesz. Zabra� kuferek i uciek�, staraj鉍 si� jak najd逝瞠j mie� na celowniku Afrodyt�. S造szeli�my jego kroki w holu, gdy bieg� do wyj�cia. - Sk鉅 on wiedzia�, kiedy wej��? - zapyta� Torquemada. - Pods逝chiwa� z sali narad - wyja�ni貫m. - Mariusz opowiedzia� Agnieszce, jak gra貫m ducha, a ta o wszystkim powiedzia豉 Izabeli. - Wiedzia� pan i... - dyrektor d逝go szuka� odpowiednich s堯w - ... pozwoli� na to wszystko? - Tak, bo chcieli�my, 瞠by Batur� zaj窸a si� policja - wtr鉍i� si� pan Tomasz. - Drugi raz skazany za napad d逝瞠j posiedzi w wi瞛ieniu. Policja powinna zatrzyma� go na podje�dzie zamku. Afrodyto, tak to ustali豉� z kolegami? - Ona jest policjantk�? - zdziwi豉 si� Izabela. - Niczego nie ustala貫m, bo pan mia� z nimi rozmawia� - odpowiedzia豉 Afrodyta. - Nikt nie b璠zie czeka� na waszego Batur� - o�wiadczy豉 Izabela. - S� blokady na drogach, ale maj� go skierowa� w stron� przej�cia granicznego. Ma opu�ci� terytorium Polski... - Co?! - krzykn像em zdumiony. - M闚i豉m, 瞠 utr� ci nosa? - Izabela u�miechn窸a si�. - Ca豉 wasza misterna gra na nic. - Kim pani w豉�ciwie jest? - zapyta� pan Tomasz. - Nikim, pracuj� w agencji rz鉅owej. Celem naszej operacji by這 wykorzystanie Batury jako przyn皻y na o wiele grubsz� ryb�. - To wszystko udzie mu p豉zem? - upewni豉 si� Afrodyta. - Tak, sikoreczko - Izabela u�miechn窸a si� triumfalnie. - O, nie! - krzykn像em i ruszy貫m do drzwi. - Pomog� ci - zapowiedzia� biegn鉍y za mn� Mariusz. Marc ruszy� w nasze �lady bez s這wa. - Nie jestem sikoreczk� - Afrodyta sykn窸a w twarz Izabeli. Policjantka w biegu prze豉dowywa豉 bro� i szuka豉 w kieszeniach kluczyk闚 do samochodu. Wybieg貫m na podjazd i skierowa貫m si� do bramy. - Chcesz go goni� na piechot�?! - krzycza� Mariusz. Za nami rykn窸y silniki uruchamianych samochod闚. Pierwsza obok nas przejecha豉 Afrodyta. Za ni� pomkn窸a alfa romeo Marca, a na ko鎍u ford scorpio Izabeli. Pan Tomasz ukry� wehiku� pod plandek� na terenie folwarku. Wybiegaj鉍 z bramy musia貫m skierowa� si� w lewo, wej�� mi璠zy budynki gospodarcze i zrzuci� przykrycie. - Mamy op��nienie, a ty chcesz goni� tego bandyt� takim gruchotem? - zdziwi� si� Mariusz. - To bardzo dobry w霩 - odpowiedzia貫m uruchamiaj鉍 silnik. Kochany wehiku� wygl鉅a� jak puszka od sardynek, nieco wygnieciona na turystycznym szlaku. Jego wielkie reflektory wygl鉅a造 jak przeniesione z przedpotopowego dla niekt鏎ych ,,Forda T�, mog豉 dziwi� �ruba ukryta z ty逝. Najwi瘯sze zdumienie m鏬� budzi� mocny silnik ukryty pod mask�, pochodz鉍y z rozbitego na bezdro瘸ch Afryki auta rajdowego. - Zapnij pasy - poprosi貫m Mariusza. Wrzuci貫m bieg, pu�ci貫m peda� sprz璕豉, jednocze�nie wciskaj鉍 gaz. Nim wyjecha貫m za bram� folwarku, przerzuci貫m ju� kolejne dwa biegi. D逝gi w霩 wydawa� si� zawin寞 wok馧 ciasnego zakr皻u, w jaki musia貫m go wprowadzi� wyje盥瘸j鉍 na szos�. W章czy貫m silne reflektory i jeszcze przyspieszy貫m. Najlepsz� recenzj� tego co potrafi� wehiku� by這 absolutne milczenie Mariusza. Szeroki w霩 �wietnie trzyma� si� nawierzchni, dobrze wchodzi� w zakr皻y, a rajdowe przyspieszenia mog造 zrobi� wra瞠nie na najwi瘯szym koneserze samochod闚. Pojechali�my do Le�nej. Przyhamowa貫m przed skrzy穎waniem i skr璚i貫m w lewo. - Sk鉅 wiesz, dok鉅 trzeba jecha�? - zapyta� Mariusz. - W Czerniawie jest najbli窺ze przej�cie graniczne - odpar貫m. Pomkn像em w kierunku �wieradowa. Na kr鏒ko przed �wieciem dogoni貫m skod� Afrodyty. Mrugn像em jej d逝gimi �wiat豉mi. W mig zrozumia豉, o co mi chodzi. Zjecha豉 na podjazd przed zamkiem, zostawi豉 tam auto i przesiad豉 si� do mnie. Ruszy貫m i mocno docisn像em peda� gazu. Wskaz闚ka pr璠ko�ciomierza szybko przesuwa豉 si� w prawo. Przy stu pi耩dziesi璚iu kilometrach na godzin� wehiku� czu� si� najlepiej. Jego silnik pracowa� r闚no, tempo szalonej jazdy by這 prawie nieodczuwalne. Szybko, jeszcze przed krzy鄴wk� w Cha逝pskach, dogoni貫m forda Izabeli. Na widok mojego samochodu we wstecznym lusterku zjecha豉 na �rodek drogi. Wcisn像em klakson, kt鏎ego d�wi瘯 przypomina� ryk krowy. Przed Wolimierzem by豉 d逝ga prosta droga, na kt鏎ej rozp璠zili�my si� do stu osiemdziesi璚iu kilometr闚 na godzin�. Nie chcia貫m siedzie� Izabeli na ogonie, bo najmniejszy b章d kt鏎ego� z nas m鏬豚y si� tragicznie sko鎍zy� dla pasa瞠r闚 obu aut. Jecha貫m wi璚 sto metr闚 za Izabel�. W pewnym momencie zauwa篡貫m, 瞠 zjecha豉 na prawo. Przyspieszy貫m. By貫m ju� dziesi耩 metr闚 za ni�, na lewym pasie, gdy moje silne reflektory wy這wi造 z mroku s豉by odblask na rowerze. To kto� wraca� po ciemku rowerem i nie raczy� w章czy� lampki. Ostro hamowa貫m, ale gdy tylko wymin像em rowerzyst�, doda貫m gazu. Izabela nie spodziewa豉 si� takiego przyspieszenia i w ci鉚u dw鏂h sekund jecha貫m obok niej, a zaraz potem zacz像em si� od niej oddala�. - O rany! - j瘯n像 Mariusz widz鉍, 瞠 jedziemy z pr璠ko�ci� dwustu kilometr闚 na godzin�. Dojechali�my do stacji ko鎍owej nieczynnej linii kolejki w零kotorowej, skr璚i貫m w prawo na Pobiedn�. Za wsi� zobaczy貫m czerwone �wiat豉 pozycyjne alfy Marca i audi Batury. Marc kilkakrotnie pr鏏owa� zepchn寞 auto Jerzego z drogi. Dwie maszyny si這wa造 si� p璠z鉍 po drodze, na kt鏎ej m鏬� w ka盥ej chwili pojawi� si� jaki� pieszy czy traktor. Zamruga貫m �wiat豉mi, co troch� otrze�wi這 obu mocarzy. - Zaraz b璠zie skrzy穎wanie do przej�cia granicznego - uprzedzi� mnie Mariusz. Batura nie skr璚i�, jak si� spodziewali�my w kierunku granicy, lecz do �wieradowa Zdroju. P璠zi� g堯wn� drog�, za nim Marc, a na ko鎍u ja. Przy skrzy穎waniu drogi na Mirsk Batura chwil� zawaha� si�. Chcia� skr璚i� w lewo, ale zrezygnowa�. Widz鉍 daleko dwa radiowozy zrozumia貫m dlaczego. To by豉 cz��� blokady ustawionej przez Izabel�. - Mariusz, wysiadaj i obserwuj, co robi� policjanci! - rozkaza貫m koledze hamuj鉍. Wysiad� bez s這wa protestu. Mo瞠 mia� ju� do�� niebezpiecznej jazdy? Znowu dogoni貫m alf� Marca. W �wieradowie Batura skierowa� si� na drog� do Szklarskiej Por瑿y. - Tam te� stoi blokada - powiedzia貫m do Afrodyty. Za uzdrowiskiem Batura przyspieszy�, ale nagle zacz像 gwa速ownie hamowa�. Zawr鏂i貫m na podje�dzie przydro積ego hotelu i wr鏂i貫m do �wieradowa. Zjecha貫m z g堯wnej drogi. - Co robisz? - zapyta豉 Afrodyta. - Dzwo� do Mariusza! - poprosi貫m. - Niech powie, kt鏎� drog� pojecha� Batura. Skr璚i貫m w boczne uliczki. Wehiku� roz�wietla� reklamy pokoi do wynaj璚ia, �lizga� si� po s逝pach, ogrodzeniach, karoseriach aut zaparkowanych w ciasnych uliczkach. Kierowa貫m si� na skr鏒 do drogi do przej�cia granicznego. Wehiku� odetchn像, gdy pe軟� moc� silnika m鏬� wedrze� si� na szczyt wzniesienia u st鏕 Opale鎍a. Zjecha貫m do Czerniawy. - Batura skr璚i� do granicy! - powiadomi豉 mnie Afrodyta, kt鏎a rozmawia豉 z Mariuszem. - Izabela i Marc zaliczyli zderzenie czo這we! Obojgu nic si� nie sta這, ale alfa jest skasowana. - �wietnie, zostali�my sami - ucieszy貫m si�. Z daleka widzia貫m radiowozy czaj鉍e si� przy obu drogach do Pobiednej. Afrodyta te� je zauwa篡豉. - Ciekawe, jak Batura przekroczy granic� poobijanym wozem? - zastanawia豉 si�. - Porzuci go i przejdzie pieszo albo przez zielon� granic�. Min像em skrzy穎wanie i na kilkukilometrowym prostym odcinku drogi do granicy zatrzyma貫m si� w poprzek drogi w lesie. - Zatrzymasz go? - zapyta貫m Afrodyt�, gdy stan窸a obok mnie na drodze. - Spr鏏uj� - odpar豉 wyjmuj鉍 odznak� i prze豉dowuj鉍 pistolet. - Po co ci ten plecak? - spyta豉 patrz鉍 na m鎩 baga� - Tak na wszelki wypadek. Wehiku� mia� szperacz o pot篹nej mocy, umocowany na ramie nad przedni� szyb�. Skierowa貫m go na drog� w kierunku �wieradowa. Nie musieli�my d逝go czeka�. Po nieca貫j minucie zobaczyli�my cyklopie �wiat這 audi Batury. Zapali貫m reflektor wehiku逝, a Afrodyta stan窸a na �rodku drogi z odznak� w jednej i pistoletem w drugiej d這ni. Batura nie zamierza� hamowa�. Policjantka szybko wystrzeli豉 dwa razy ponad audi, potem wymierzy豉 w kierowc�. Batura zahamowa� i sto metr闚 od nas skr璚i� w lewo do lasu. Pobieg貫m za nim. - Sprowad� wehiku� z drogi! - krzykn像em do Afrodyty. Wbieg貫m w las. Miejsce na zasadzk� wybra貫m rozmy�lnie. Przed ka盥ym wyjazdem stosowa貫m bowiem wys逝穎n� metod� pana Tomasza uwa積ego studiowania mapy okolicy, w jakiej przyjdzie mi dzia豉�. W kilkana�cie sekund by貫m przy aucie Batury, kt鏎e zakopa這 si� w muldach b這ta na le�nej drodze. Podbieg貫m do drzwiczek od strony kierowcy i otworzy貫m je z rozmachem. - Koniec jazdy! - powiedzia貫m do Batury. W odpowiedzi wyj像 pistolet. Odebra貫m mu go wy獞iczonym jeszcze w wojsku chwytem i wyrzuci貫m bro� w ciemny las. - Wysiadaj! - warkn像em. - We� te� skrzynk�. Wype軟i� moje polecenie. Odebra貫m mu kuferek i otworzy貫m zatrzaski. W �rodku by造 tekturowe teczki z jakimi� wykresami, liczbami, wzorami. - To warte jest kilka milion闚 dolar闚 - odezwa� si� Batura. - Wyjedziemy za granic�, sprzedamy i podzielimy si�. - A Izabela? - Jako� sobie bez niej poradzimy... - Jerzy, drugi raz sta貫� si� ofiar� przebieg這�ci kobiety. Pierwsza by豉 Afrodyta, drug� okaza豉 si� Izabela. Otworzy貫m teczki i wysypa貫m ich zawarto�� na fotel kierowcy w audi. - Co robisz? - dziwi� si� Batura. - Szczerze m闚i鉍, daj� ci szans�. Masz znikn寞 z mojego 篡cia, z Polski. Teraz b璠ziesz �ciganym listem go鎍zym przest瘼c�. Granica jest pi耩 kilometr闚 st鉅. Rano b璠ziesz ju� w Czechach, a stamt鉅 droga wolna. Tu zostanie tw鎩 samoch鏚 i te przekl皻e papiery. Z plecaka wyj像em butelk� �go�ci鎍a� od Teresy z zamku �wiecie i alkoholem obla貫m dokumenty. - Na co czekasz? - zwr鏂i貫m si� do Batury. - Uciekaj st鉅! - wymownie wskaza貫m na nadje盥瘸j鉍y wehiku�, za kt鏎ego kierownic� siedzia豉 Afrodyta. Z oddali s造cha� by這 ryk syren policyjnych. Z kieszeni bluzy wyj像em rakietnic� Teresy. Odszed貫m na dziesi耩 metr闚 od audi. Batura patrzy� z przera瞠niem na to, co chc� zrobi�. Nacisn像em spust. Ognista kula pomkn窸a do kabiny, zapalaj鉍 plany tajemniczej broni. Wn皻rze auta zacz窸o p這n寞. Batura umkn像 w mrok niczym pies z podkulonym ogonem. Afrodyta zatrzyma豉 wehiku� ko這 mnie. - Co z Batur�? - zapyta豉. - Wyparowa�. - Plany? - Stary papier daje 豉dny kolor ognia. Z pierwszego wozu policyjnego wyskoczy豉 Izabela i podbieg豉 do audi. Przes這ni豉 oczy od blasku i gor鉍a. Doskonale widzia豉 otwarte wieko skrzynki z dokumentami i zrozumia豉, co si� pali. W�ciek豉 wraca豉 do policjant闚. - Nie�le to sobie umy�li貫�, panie muzealnik - powiedzia豉 przechodz鉍 obok mnie. ZAKO哸ZENIE Izabela wyjecha豉 z zamku Czocha jeszcze tej samej nocy. Podobno eskortowa豉 Marca na lotnisko. Agent ameryka雟kiego wywiadu mia� wyjecha� z Polski. Nad ranem z zamku odjecha� specjalny furgon wioz鉍y zawarto�� skarbczyka. Torquemada uwa瘸� swoje zadanie za zako鎍zone i po �niadaniu dnia nast瘼nego tak瞠 wyjecha� z zamku. R闚nie szybko odjecha豉 Afrodyta. Podobno wezwano j� do Warszawy. Mo瞠 nie lubi豉 po瞠gna�? Przed odjazdem wzi像em Micha豉 na d逝gi spacer. Najpierw zeszli�my na brzeg Jeziora Le�nia雟kiego. Tam wyj像em z kieszeni woreczek z kryszta趾ami. Dzi瘯i nim mo積a by這 dotrze� do fabryk, kolejnych mrocznych tajemnic okrutnych czas闚 wojny. Obci嘀y貫m woreczek kilkoma kamieniami, zawi頊a貫m go i wyrzuci貫m daleko w wod�. - Ale fala! - cieszy� si� Micha� patrz鉍 na kr璕i na powierzchni. Potem poszli�my na wie輳. Weszli�my prawie na sam� g鏎�. Usiad貫m na wielkiej skrzyni z piaskiem i na wydartej z notesu kartce napisa貫m kilka s堯w. - Co to jest? - zapyta� Micha�. - Nasza tajemnica - odpowiedzia貫m. - Mo瞠 kiedy� kto� tu przyjdzie, znajdzie j� i przeczyta?* [* Na wie篡 zamku Czocha, mi璠zy deskami pod這gi ukryto kartk�, kt鏎ej znalazc� czeka nagroda. Musi post瘼owa� zgodnie z instrukcjami tam zapisanymi.] Oko這 dziesi靖ej z Ma貪osi� i Micha貫m wyszli�my na podjazd przed zamkiem. Pan Tomasz czeka� przy wehikule. - Szybciej, czeka nas nowe wyzwanie - powiedzia� szef. - Niestety, szefie, obieca貫m co� s零iadce - u�miechn像em si� do Ma貪osi. W po逝dnie tego samego dnia pewien fiat cinquecento rozbrzmiewa� �piewem, a hitem podr騜y by豉 piosenka, kt鏎ej nauczy� mnie Micha�, pod tytu貫m �Mia豉 baba pofajdoka�. Agnieszka zosta豉 na zamku i czasami oprowadza wycieczki. Mariusz, z tego co wiem, znalaz� bardzo sympatyczn� gospodyni� pa豉cu pandur闚.