Jerzemu Giedroyciowi tw¢rcy i redaktorowi KULTURY Anna Stroäska DOPàKI MILCZY UKRAINA Wydawnictwo TRIO Warszawa 1998 Projekt okˆadki: Wiktor J©drzejec Redaktor: Kazimierz Bidakowski Ksi¥¾ka zostaˆa wydana przy pomocy Funduszu Promocji Tw¢rczo˜ci Ministerstwa Kultury i Sztuki c Copyright by Anna Stroäska, Warszawa 1998 ISBN 83-85660-71-2 Wydawnictwo TRIO Warszawa, ul. Nowy —wiat 18/20 Wyd. I. Ark wyd. 12,6 Druk i oprawa: A-Z DRUK Raszyn ul. Sˆowikowskiego 21c Nad Smotrycz, za Zbrucz Za ogromne pieni¥dze - sto osiemdziesi¥t dolar¢w, tutaj to fortuna - wynajmuj© ˆad©, kt¢ra obwiezie mnie - na chybcika, ale jednak - po podolskich krzemieniach i kamieniach. Kierowca, pan Wˆadziu, jako rasowy syn Lyczakowa czy Zamarstyno-wa prowincj¥ w ¾yciu si© nie interesowaˆ, trasy nie zna, mapy nie posiada, wi©c udost©pniam wˆasn¥, prezent z konsulatu. Po alfabecie i ko˜lawej transkrypcji s¥dz¥c, mapa jest adresowana do niemieckich turyst¢w, na wyrost, bo Niemcy za delikatni na przeja¾d¾ki po kraju bez moteli i stacji benzynowych. Najwygodniej i najnudniej podr¢¾uje si© po autostradach. W wypadku Ukrainy nale¾aˆoby raczej m¢wi† o drogach szybkiego ruchu, ale ka¾da z nich przynajmniej pod tym jednym wzgl©dem speˆnia warunki autostrady: smu¾y si© bezbarwnie, pˆynie po pˆaszczy«nie, omija miejscowo˜ci, a na domiar zˆego obrasta w "posadki", g©ste, szczelne kordony drzew i krzew¢w odcinaj¥ce asfalt od ¾ywego ˜wiata. Oczywi˜cie Polacy zaraz umy˜lili sobie, ¾e to przez parszyw¥ perfidi© sowieck¥, bo "Ruski" nie chciaˆy, ¾eby si© rozgl¥da†... Bzdura. "Posadki" s¥ od ˜nieg¢w. Owszem, istniaˆy trasy zakazane cudzoziemcom, sama 5 zostawiˆam sobie na pami¥tk© karteluszek z "Inturista", jeszcze w siedemdziesi¥tych latach przestrzegaj¥cy: "Riga-Minsk tolko samolotom!" To zn¢w w drodze z Kiszyniowa do Wilna mi©dzy-l¥dowanie mieli˜my we Lwowie, dwie godziny postoju, wyszli wszyscy, a mnie nie pozwolono. "Przecie¾ ja tylko do toalety" - molestowaˆam stewardess©. Usadziˆa mnie ostrym: "U was wizy niet. Inostrancom nie Izia". Nie te czasy. Droga wolna. Zabraˆ si© z nami dziennikarz z polskiej "Gazety Lwowskiej", Emil Legowicz, bezbˆ©dny w trudnych sytuacjach. Wie, kiedy powoˆywa† si© na "Lwowsk¥" a kiedy na "Wysokyj zamok". Respekt przed pras¥, nam to ju¾ zupeˆnie przeszˆo, im jeszcze nie. Wˆadziu opiekuäczy: ta trzeba okno przymkn¥†, ¾eby nam Legowicza nie wyduˆo. I dodaje przede wszystkim sobie ducha na wybojach: no nic, szorujemy. Z tym szorowaniem nie tak prosto, zakr©t¢w niemaˆo, a za ka¾dym mo¾e czai† si© milicjant. Dop¢ki drogowskazy wskazywaˆy Briest i Kijew, na stukilometrowym odcinku spotkali˜my a¾ cztery patrole: pierwszy zaraz za Lwowem. Milicjant z pierwszego tylko sprawdziˆ papiery kierowcy, milicjant z drugiego domagaˆ si© mandatu za przekroczenie szybko˜ci a¾ o dwana˜cie kilometr¢w, ale pomogˆa elokwencja Legowicza i nie musieli˜my zapˆaci†. - Dawaj do przodu - sam siebie zach©ca pan Wˆadziu, i natychmiast monituje: cicho, cicho. Co oznacza: tylko bez nerw¢w. Bez szaleästw na strze¾onej drodze. Brody, obok Gr¢dka Jagielloäskiego, Zbara¾a czy Trembowli - jedno z tych miasteczek, w kt¢rych uchowaˆ si© koloryt kres¢w, mimo wyburzeä i naporu monotonnych blok¢w. Ale wsz©dzie jest ˜wie¾szy akcent do legendy o Rzeczypospolitej co najmniej dw¢ch kochaj¥cych si© narod¢w. We Lwowie obok ko˜cioˆa ˜w. El¾biety stanie pomnik Bandery. W Brodach ogl¥dam pierwszy i nieostatni na wybranej trasie obelisk "Ofiarom stalinowskich represji". Z tablicy wynika, ¾e wi©kszo˜† represjonowanych wojowaˆa w UPA. 6 Zieleä i fiolet, to barwy Woˆynia, migaj¥cego w niecz©stych przerwach mi©dzy "posadkami". Odbijamy od autostrady. Nadal nic ciekawego. Pˆoty, wertepy, fasolowe grz¥dki. I nieoczekiwany na tej przypodolskiej, ale jeszcze woˆyäskiej, przestrzennej, stoˆowatej r¢wninie Poczaj¢w. G¢ra, dopiero gdy si© patrzy z g¢ry, wydaje si© ogromna. W dole pˆaski, zma'aˆy Poczaj¢w, poprzeszywany zieleni¥, rozwleczony po ogr¢dkach. Tak wysoko, tak nisko... Zdumiewaj¥ca sklejka krajobraz¢w. Wok¢ˆ �awry staruszki. W tym straszliwym upale siedz¥ albo i le¾¥ na ˆawkach zakutane jak na ci©¾ki mr¢z, w szalach, szubach, walonkach. Mo¾e tak bezpieczniej. Co na sobie - nie zginie. Modl¥ si©, oszcz©dnie ¾uj¥ chleb, patrz¥ w przestrzeä -jak kt¢rej pasuje. One wiekowe, i jaka˜ pora¾aj¥ca odwieczno˜† sytuacji. Tak jest i pewnie zawsze tak tu byˆo, bez wzgl©du na potrz¥saj¥ce ˜wiatem huragany. W Poczajowskiej ˜ladu po folderach, osi¥galny tylko jeden druczek, i to zajmuj¥cy si© nie �awr¥, a ˜wiadkami Jehowy. Agitka nawet nie ukraiäska, rosyjska - energicznie bierze si© za przeciwnika. Jehowici ju¾ przywykli do ˆgarstwa i dobroci¥ z nimi nie poradzisz. Intencje tekstu wyartykuˆowane, powiedzie† mo¾na, szczerze i bez zahamowaä. "Nienawi˜† ˜wiadk¢w Jehowy do chrze˜cijaästwa tˆumaczy si© tym, ¾e w zaˆo¾eniach swoich sekta opiera si© na judaizmie..." No, to˜my w domu. Dalej wychodzi na to, i¾ przewrotni ˜wiadkowie lansuj¥ Antychrysta. Niby to wyczekuj¥c Mesjasza - spodziewaj¥ si© "czˆowieka grzechu, syna ciemno˜ci". Krzemieniec - dˆuga ulic¢wka, miasteczko na osnowie wsi. Od tej gˆ¢wnej, r¢wninnej - odpryski bocznych ulic, stromych, dla mnie, oczywi˜cie po przemysku. Za dˆugo tu nie zabawimy, gdy¾ Krzemieniec jest tematem dy¾urnym, pisze o nim kto mo¾e, tylko bez efektu. Przed noc¥ - i caˆe szcz©˜cie, bo to nie s¥ strony na nocne podr¢¾e - dobijamy do Zbara¾a. M¢j portfel prawie pusty. Gdzie by tu przenocowa† omijaj¥c hotel? Legowicz zawsze co˜ wymy˜li, tym razem te¾ nie zawi¢dˆ: jedziemy do ksi©dza. Samotny lokator zrujnowanego klasztoru mieszka w pokoju bez pieca. Kancelaria (du¾e sˆowo) te¾ nie ogrzewana. Na dworze upaˆ, tu przeszywaj¥cy chˆ¢d. Nawet w niezno˜nie letni, przegrzany dzieä majowy kamienna podˆoga w refektarzu jakby ˜wie¾o myta: co tam myta, zlana wod¥. Sadzawka w lecie, a ˜lizgawka w zimie. Ksi¥dz przystojniak, na oko - siˆacz, rosˆy, umi©˜niony, ju¾ ma w wyroku bolesny ¾ywot reumatyka. A wita nas pogodnie. Przedstawiwszy si©: "ksi¥dz ½ydowski jestem", dorzuca: "takie nieˆadne nazwisko nosz©, co robi†..." Faktycznie. ½eby to cho†: Jewrejski... To jego sz¢sty rok na Ukrainie, przed Zbara¾em - na gˆ©bokiej Ukrainie, bli¾ej Odessy. Powiada, ¾e tam praca byˆa l¾ejsza, a Polak¢w wi©cej. Radziˆ sobie, cho† trafiˆ do parafii od siedemdziesi©ciu lat pozbawionej ksi©dza. Zamieszkaˆ - jak to pogodnie okre˜la - w chatce na cmentarzu. W dawniejszej przechowalni zwˆok. "Wstawiˆem ˆ¢¾ko, stolik, krzesˆo... Wi©cej i tak by si© nie zmie˜ciˆo. Wod© to szanowaˆem jak zˆoto. Ko˜ci¢ˆ tam kiedy˜ byˆ, dˆugo byˆ, bo postawiony w 1662 roku. Po rewolucji zamkni©ty, najpierw zamienili go na skˆad nawoz¢w sztucznych, potem w prezbiterium porobili mieszkania, druga cz©˜† poszˆa na kino, trzecia na sal© taäca. Z ko˜cioˆa zostaˆ tylko obraz. Jeden, tak. Ogromnie zniszczony". W Zbara¾u puste ˜ciany, kt¢re jeszcze byˆyby do odratowania. Nie gustuj© w baroku, ale to uderzaj¥co pi©kny ko˜ci¢ˆ. Ksi¥dz nie przeoczyˆ mojego zachwytu, wyczuˆ sojuszniczk© i agituje: "Gdyby nasze ministerstwo kultury i sztuki zainteresowaˆo si©, co z funduszami przysˆanymi przez Kij¢w na ko˜ci¢ˆ zbaraski, czemu one tu przepadˆy... na co poszˆy..." Ko˜ci¢ˆ, nieopodal cerkiew prawosˆawna, w pobli¾u greko-katolickiej, niedaleko od kaplicy baptyst¢w. Mo¾e zostaˆ ˜lad po synagodze, ale jako˜ mi niepor©cznie pyta† ksi©dza ½ydowskiego. Niech najpierw Legowicz zaˆatwi co˜ do spania. Udaje si© nadspodziewanie ˆatwo. Mili, usˆu¾ni ci tutejsi ksi©¾a, co sobie p¢«niej potwierdz© i w Kamieäcu Podolskim, i w Mo˜- 8 ciskach. Ta ich ufno˜†, gotowo˜† do pomocy, to a¾ zaskoczenie, to jak z zamierzchˆej bajki. My˜my w kraju dawno ju¾ odwykli... Poza tym, c¢¾ on o nas wiedziaˆ? Jestem z Polski, m¢wi©, wysiadaj¥c z wozu z ukraiäsk¥ rejestracj¥, i my Polacy, doˆ¥czaj¥ si© dwaj moi towarzysze, kt¢rych akcent ju¾ nie daje gwarancji. A gdyby nawet? Przecie¾ w Zbara¾u (ksi¥dz si© o tym nie zaj¥kn¥ˆ, inni powiedzieli) ju¾ byˆy z rodakami r¢¾ne zˆe do˜wiadczenia. "Mam oko" powie ksi¥dz, kt¢remu - ale dopiero nazajutrz, wyspani, wyk¥pani - wytykamy nieostro¾no˜†. "Mam oko, ja rozpoznam czˆowieka". Tak si© m¢wi, ale... Ot¢¾ to. C¢rka Piechowej byˆa mniejsz¥ optymistk¥, rano zajrzaˆa, czy ksi¥dz si© nie pomyliˆ i czy matka ¾yje. Piechowa to Polka, matka Ukrainki, babka Ukraiäca i Polaka. Dostali˜my si© jej na przenocowanie. Ksi¥dz rekomendowaˆ: kobieta powa¾na, starszawa, nie ubli¾y go˜ciom, mo¾e i ucieszy si©, zwˆaszcza ¾e dom do pochwaˆy. Sami zobaczymy. Parafia ksi©dza ½ydowskiego liczy pi©tna˜cie tysi©cy Polak¢w (nie powie: wiernych. Na jedno wychodzi. Piel©gnowany kanon kresowy: wiara r¢wna narodowo˜ci). Tak, b©dzie z pi©tna˜cie tysi©cy, cho† wielu ju¾ zniszczonych. Mimo to: wiernych? R¢¾nie. Ksi¥dz ¾yje "w bardzo dobrej zgodzie" ze swiasz-czennikiem grekokatolickim, ale podejrzewam, ¾e troch© taka to za¾yˆo˜† jak prokuratora z adwokatem: nawet prywatni przyjaciele jednak wojuj¥ na s¥dowej sali. Toga obliguje, sutanna te¾. U Piechowej od pierwszych chwil czujemy si© po domowemu, bo i wino znalazˆo si© domowe, nam wesoˆo, a ksi¥dz nie zasypia gruszek w popiele, pracuje nad Halin¥. Zach©ca, by zamiast do cerkwi chodziˆa do ko˜cioˆa, lecz to twarda sztuka. Pozna†, ¾e nie ust¥pi. Spieraj¥ si© dyplomatycznie, ostro¾nie, bez przeci¥gania struny. Ksi¥dz niby to p¢ˆ¾artem: "U nas ˆadniej..." Halina, ju¾ zniecierpliwiona: "Mnie wystarczy tamto". Ani si© nie dogadaj¥, ani nie pokˆ¢c¥. Z t¥ chwil¥ rozmowa ju¾ zdecydowanie ˜wiecka. Ksi¥dz namawia Piechowa na popraw© zdrowia i urody. "Czemu sobie 9 z©b¢w nie wstawisz?" Wˆadziu z Legowiczem te¾ s¥ za tym. I wcze˜niej du¾o ludzi byˆo, przyznaje Piechowa, a znowu¾ inni odradzali: "Nie wstawiaj, lepiej chodzi† pusto". Nie wstawi. W nocy dˆugo nie ˜pimy: ja pewnie ze zm©czenia, Piechowa ze strachu, czy jej nie poder¾niemy gardˆa, bo to ksi¥dz ksi©dzem, paszport paszportem, a obcy obcym, jednak. Wobec czego rozmowa. Wˆa˜nie o strachu, ale tym tutejszym, mulistym, zˆym jak bagno, s¥cz¥cym si© na sowieck¥ Ukrain© przez dziesi¥tki lat. Piechowa oponuje. "Strachu nie byˆo - powiada. - Strach byˆ za Stalina, a potem to ju¾ nie". Cichutko smu¾y si© rozmowa. O rodowodach. "Ja z domu Omawka, po˜lubiˆam Piecha. M¥¾ byˆ Ukrainiec, ale syn Polaka. On chodziˆ do cerkwi, ja szˆam do ko˜cioˆa. Ludzie zaraz ciekawi: a czego wy si© rozˆ¥czacie? To m¢wi©: my si© w niebie zˆ¥czymy". Od c¢rki Haliny Piechowa ma wnuk¢w. Starszy w dwa wieczory polskiego ojcze nasz wyuczyˆ si©, mˆodszy woli cerkiew. "Ja choczu sˆuchaˆy po ukraiäsku". Babka nie oponuje. "Chcesz i˜† - id« do cerkwi. Tam cho† ciepˆo". W czterdziestych latach Omawkowie chcieli ucieka† przed banderowcami, powstrzymali ich ukraiäscy s¥siedzi: "Zostaäcie, nie damy krzywdy zrobi†". Piechowa unika okre˜lenia "banderowcy" i uchyla si© od komentarzy. Dosy† typowe dla tutejszych: wida† jeszcze dzisiaj bezpieczniej jest zmilcze†, czy nie m¢wi† wprost. S¥ takie niedobre tematy. Lepiej od nich z daleka. "Byˆa wojna, byˆa. Przyszedˆ ½yd Brojda: panie Omawka, daj pan cho† gor¥cej wody, ¾ebym nie zmarzˆ na l¢d. Panie Brojda, id« pan st¥d, bo b©dzie nieszcz©˜cie. Panie Omawka, niech ja cho† przy krowach w stajni ogrzej© si©, no przez godzink©. I co z nim byˆo robi†? Tak si© jako˜ przechowaˆ: troch© tu, troch© tam. Po wojnie przychodziˆ dzi©kowa†..." Tu byˆo du¾o ½yd¢w, zgadza si© Piechowa. A gdzie s¥? Powyje¾d¾ali. Czy¾by? A dok¥d? "Nie wiem. Pewno do siebie". 10 Ryzykuj© pytanie, czy "Brojda" te¾ wyjechaˆ. O dziwo, tak. Piechowa o¾ywiˆa si©, przez moment znowu jest na twardym gruncie. Uratowaˆ si©, przed wyjazdem przychodziˆ, kilka razy zaszedˆ i dzi©kowaˆ... Panie Brojda, m¢wi jemu ojciec, tylko Bo¾e broä, ¾eby pan list przysˆaˆ. No to obiecaˆ, ¾e nie, i na tym si© skoäczyˆo. Popl¥tane byˆyby korzenie i chromy pieä drzewka tej sprawiedliwo˜ci. Smu¾y si© noc, koˆysze si© rozmowa. Zza ˜ciany miarowe, zasˆu¾one pochrapywanie Wˆadzia. Wyczerpaˆy go caˆodzienne dyrektywy. Wi©c co si© staˆo z ½ydami ze Zbara¾a? Wyjechali, odpowiada Emilka. Ci ze Lwowa - z wcze˜niejszej opowie˜ci Adamskiej - te¾ powyje¾d¾ali. Pora¾aj¥ca jednomy˜lno˜†. Zupeˆnie jakby nie byˆo oboz¢w ˜mierci i nikt nawet nie sˆyszaˆ o rozstrzeliwanych nad pierwszym z brzegu jarem, wybitych, spalonych. Nie ma, to nie ma. Nikt ich nie szanta¾owaˆ, nie wydawaˆ, nie likwidowaˆ niekiedy nawet bez udziaˆu Niemc¢w, r©kami ukraiäskiej policji. O tym si© milczy, to jest ska¾ona strefa. Powyje¾d¾ali -ˆagodnie, poczciwie zapewnia mnie Piechowa. Wszyscy? No, du¾o wyjechaˆo. - Nie zabijali ich? - dociskam. Piechowa: Niemcy troch© wybili. Ja: Tylko Niemcy? Piechowa: Dlaczego? Du¾o wyjechaˆo. No, kt¢ry˜ m¢gˆ i przepa˜†. Z wojny pami©ta partyzant¢w. Przychodzili po nocy, tˆukli w drzwi: chaziain, otkrywaj. Hospodar, widkryj. Raz Ruscy, a raz Ukraiäcy. Jak im tam pasowaˆo. A miejscowym co za r¢¾nica, kogo karmi¥: dawaj, cho† sam nie dojesz, spr¢bowaˆby˜ odm¢wi†. Tak to zeszˆo. Ojciec robiˆ w polu, kiedy nadbiegˆa kobieta i rozkrzyczaˆa si©, ¾e ju¾ koniec wojny. Piechowa, wtedy jeszcze Omawka, lat mo¾e trzyna˜cie, pami©ta mokr¥ od szcz©˜liwych ˆez twarz tamtej: "Tato nawet na chwileäk© zaniechaˆ roboty i pyta si©: a kto wygraˆ, Niemiec czy Ruski?" Emilka koniecznie chciaˆa na parad© zwyci©stwa, ale si© nie daˆo, robota nie pu˜- 11 ciˆa. "Tato m¢wi: zasiaˆem j©czmieä, a to musisz poskradli† koämi wszystko..." Smu¾y si© noc. Nie ˜pimy. Piechowa tylko wzdycha, gdy w s¥siednim pokoju zatrzeszczy ˆ¢¾ko (wstaj¥? znaczy - po niej). Nawet mi si© nie chce ˜mia†, bo w koäcu tylko my troje wierny, ¾e wy¾yje. Do zainteresowanej ta radosna pewno˜† dotrze, kiedy jutro ˆada wytoczy si© z podw¢rka. A noc dˆuga. C¢¾ mo¾na robi† w tych warunkach? Opowiedzie† ¾ycie. Piechowa tutejsza, m¥¾ byˆ spawaczem, ona telefonistk¥. Najgorzej nie mieli, pobudowali si© tak mi©dzy 1956 a 1957 rokiem. "Wszystko my dwoje. Sami. Z tych dziesi©† palc¢w". Sowieckie czasy? Manna z nieba nie leciaˆa, ale mo¾na byˆo si© dorobi†, mo¾na byˆo ¾y†. "Nie baˆe˜ si© siwizny. Nie a¾ tak". Bieda przyszˆa z wolno˜ci¥. Emerytka Piechowa pobiera cztery miliony papierk¢w, na pieni¥dze licz¥c - dwadzie˜cia dolar¢w w miesi¥cu. "Pani, ja pracowaˆa od 1943 i co: mam na p¢ˆ rachunku za gaz i na p¢ˆ za ˜wiatˆo, a jeszcze trzeba je˜†". Emerytura w dw¢ch ratach, rozumie si© z op¢«nieniami. Dobrze Piech przeczuwaˆ! "M¥¾ zawsze prosiˆ Boga, ¾eby on zmarˆ pierwszy, ¾eby to ja jego pochowaˆa. U nas grabarzy nie ma, sami jam© kopiemy". I zn¢w ta niepokoj¥ca, szczera konstatacja: bieda przyszˆa z wolno˜ci¥. "Pani, a przedtem c¢¾ my takiego niedobrego mieli?" Strach - podpowiadam. A spokojny gˆos z ciemno˜ci szemrze: "Nie, pani. Jego ju¾ nie byˆo. Strach byˆ za Stalina". Rano odjazd. Po obejrzeniu rozbudowanego, odmienionego wielopi©trowcami - rzeczywi˜cie sporo ich. Cz©˜† ju¾ z "ukraiäskich" czas¢w - Tarnopola wreszcie odbijamy od gˆ¢wnej ulicy. Co za ulga! Oczywi˜cie nie dla ˆady, kt¢ra trz©sie si© i charczy, ale sunie jak czoˆg, pokonuj¥c pag¢ry wiejskiej drogi. Wˆadziu a¾ si© skurczyˆ, ale milczy, wszak sto osiemdziesi¥t dolar¢w piechot¥ nie chodzi, a ja nareszcie mam sw¢j pejza¾, wielkie po-dole ciszy, jak je nazwaˆ w wierszu poeta Olbromski, na co dzieä kierownik wojew¢dzkiego wydziaˆu kultury w Przemy˜lu. Coraz 12 pi©kniej wspina si© ta droga, zbacza, podrywa si© i zni¾a, bokami - na wysokich skarpach - pˆoty i kolorowe futryny. Wie˜ ukraiäska przynajmniej z wygl¥du nie jest taka n©dzna, jak sugeruje si© w korespondencjach. Domy raczej zadbane, sporo nowych, nie brzydszych ni¾ w Polsce. Jeste˜my po˜rodku Iwa-nowki, na kaˆu¾astym majdanie, kt¢rego jedyn¥ ozdob© stanowi sklepik z ¾¢ˆtym szyldem, kiedy Legowicz podrywa si© z siedzenia i wrzeszczy. - Wracamy! Ale ju¾! - Ta co ty, zdumiaˆ? - upewnia si© pan Wˆadziu. A tamten swoje: - Zawracaj! Zaraz zawracaj! Sˆyszysz, Wˆadek? A¾ wypiek¢w dostaˆ. Ki diabli, jak mawiali w mojej Galicji? Pan Wˆadziu ju¾ nie protestuje, nawet mnie zatkaˆo, cho† to wielka rzadko˜†. Legowicz zdenerwowany, czerwony z przej©cia, dyryguje, pogania: dopiero na tamopolskiej szosie wyja˜ni si©, ¾e jego zdaniem nadˆo¾yli˜my sze˜†dziesi¥t kilometr¢w. No, mo¾e trzydzie˜ci. Po¾aˆowaˆ Wˆadzia (benzyna!) i tym sposobem znowu za¾ywam autostrady. Z kt¢rej i tak trzeba b©dzie zboczy† do Kamieäca. Droga z legowiczowego wyboru okazuje si© r¢wnie kiepska, jak ta przez Iwanowk©, i ju¾ nieciekawa. Bajeczny pejza¾ zostawili˜my przy tamtych grudach i wybojach. Legowicz skruszony: nie chciaˆ «le, samo tak wypadˆo. Co samo, jakie samo? Brn© w pracowit¥ pysk¢wk©, ale to bez sensu, przecie¾ ju¾ sˆyszaˆam, ¾e nie chciaˆ «le, ta sk¥d... Przed ostatni¥ wojn¥ Kamieniec ju¾ nie byˆ nasz, odpˆyn¥ˆ w histori©. Ale¾ tu wysoko! Gdzie to ja udawaˆam przed sam¥ sob¥, ¾e nie mam l©ku przestrzeni? W Bristolu. Tamten most nie byˆ wy¾ej zawieszony od kamienieckiego, a widoki podobne. Tyle ¾e w Bristolu nie ma rynku krzywego, jak z rysunku Schul-za, i kamieniczek nieomal mniejszych od swych ciemnych bram, w kt¢rych mie˜ciˆy si© kopiaste furmanki. Chc© zajrze† na kt¢re˜ podw¢rze, ale wyrasta przede mn¥ mˆodzieniec z papieros-kiem w k¥cie ust, i drugi, te¾ w kaszkiecie. Nic nie m¢wi¥, patrz¥. Zupeˆnie jak na Pradze. 13 To gdzie˜ tutaj mieszkaˆ rabi Gutman, kt¢ry w 1918 zarz¥dziˆ modˆy za pomy˜lno˜† atamana, ale ze zˆym wynikiem. Pan B¢g czemu˜ nie chciaˆ po˜redniczy† mi©dzy Gutmanem a Pet-lur¥. Kurenie ˜mierci wymordowaˆy prawie sto tysi©cy ½yd¢w. W aktorze musi by† tajemnica, jak mawiaˆa Ryszarda Hanin. A w domach to nie? Cho† slumsy byˆy okropne, miaˆy wyraz. Blokowiska nie maj¥. W sowieckiej Europie budowano du¾o, tylko smutno. Przera«liwe wra¾enie wywarˆ na mnie Leningrad, miasto wtedy ju¾ chyba siedmiomilionowe, wyolbrzymione seri¥ dzielnic - skˆadanek z dokˆadnie takich samych pi©ter, rozpoznawalnych jedynie po nazwach ulic i numer¢w dom¢w: co najmniej przez godzin© miaˆam je po bokach samochodu, wydostaj¥cego si© z blokowisk na rogatki. Koszmarne, wielopi©trowe, za wysokie, ¾eby je nazywa† kamienicami, za niskie, ¾eby m¢wi† o drapaczach chmur. Mrowiska. Dzieä eksponuje ich brzydot©, a noc groz©. To te¾ byˆaby sceneria na "Staikera". Jestem ze wschodniej Galicji, zawsze mnie intrygowaˆy podoˆa, pokucia, zadniestrza, zadnieprza, zakarpacia. Przecie¾ i tych sto osiemdziesi¥t dolar¢w lekk¥ r©k¥ daˆam na sprawdzenie, czy si© gdzie nie znajdzie prowincja Rotha, Babla, Pruszyäskiego... Chyˆkiem, bokiem co˜ si© zawsze uchowa na wertepach ˜wiata. Buˆgarzy wo¾¥ go˜ci do Baˆcziku, w kt¢rym minarecik biaˆy jak koszula na niedziel© zadaje egzotyki w miasteczku gˆuchym i niedbaˆym, drewnianymi czelu˜ciami sieni otwartym na niebrukowany rynek. "Jak w Berdyczowie albo w ½ydaczowie" - wykrzykn©ˆam z ogniem. Kijowianin Jura przytakn¥ˆ mechanicznie, po czym zdumiaˆ si©: "To byˆa˜?" Nie byˆam, wtedy jeszcze nie. W Kamieäcu wypada rzuci† okiem, gdzie nam zgin¥ˆ pan Woˆodyjowski... Swoj¥ drog¥ ciekawe, co zostaˆoby do dzisiaj z zamku, gdyby˜my mieli sˆabsze poczucie honoru. Nie za przyjemne wra¾enie robi¥ rozlegˆe mury, stercz¥ce nad urwiskiem jak biaˆe kikuty. Mi©dzy nimi snuje si© wycieczka. Zatrzymuje mnie kobieta, kt¢rej wieku nie umiaˆabym okre˜li†, 14 dziwna osoba, jaka˜ nieprawdziwa w tym swoim, chciaˆoby si© powiedzie†, przebraniu za proletariuszk©. R©ce zmacerowane prac¥, twarz rasowej inteligentki. Zaczynamy rozmawia†. Jej polszczyzna jest sˆaba, co jeszcze nie przes¥dza o narodowo˜ci. - Pani tutejsza? - nic oryginalniejszego nie przychodzi mi do gˆowy. - Gdzie˜ si© trzeba byˆo urodzi†. - Polka? U˜miecha si©. Nie odpowiada. Ja, znowu swoje: - Sk¥d pani pochodzi? - A, ju¾ sama nie wiem. —mieje si©. Widzi, ¾e nie wierz©. I po chwili: - W Polsce ju¾ jest dobrze, prawda? - No, rozmaicie. - Ale da si© ¾y†, prosz© pani? - To z pewno˜ci¥. - Aha... czyli macie dobrze. Chwaˆa Bogu, chwaˆa Bogu. Przynajmniej ¾yjecie. - A tutaj? - Tutaj: co? - udaje, ¾e nie zrozumiaˆa. - Jakie pani miaˆa ¾ycie? - Nudne byˆo. - Czy¾by? - No tak. Za dˆugie. U˜mieszek. I pobˆa¾liwy rozbawiony wzrok osoby, kt¢ra dobrze wie, ¾e nie dzieli si© do˜wiadczeä. Nie wytrzymaˆam, naciskam: - Nic mi pani o sobie nie opowie? Zachmurzyˆa si©. Od razu obca, nieprzyjemna. - A id«, ty... Gwaˆtownie wstaje, odchodzi potr¥caj¥c mnie niby to nie naumy˜lnie. 15 Malowniczy, ale w˜ciekle stromy ten Kamieniec. Zadyszana wracam z resztek posienkiewiczowskiej twierdzy. Chyba nikomu od nas inaczej tu si© nie pomy˜li. Ruiny nawet zadbane, lecz na to rady nie ma, ¾e wi©cej z Kamieäca Podolskiego zachowaˆo si© w trylogii ni¾ w kamieniu. W ˆadzie cisza. Co˜ zaszˆo - naradzili si© pod moj¥ nieobecno˜†? Bo zatroskany Emil wychodzi mi naprzeciw i komunikuje, ¾e Wˆadziu «le obliczaˆ, tyle tych kilometr¢w narobiˆo si©, a droga jaka szkodliwa dla maszyny... Ja, chˆodno: o drogach Wˆadziu wiedziaˆ, map© dostaˆ, «le nie pˆac©. Emil: «le to nie, tylko maˆo. Wˆadziu czeka w ˆadzie, uroczysty, tragiczny. Nie odzywa si©. I nagle: prosz© bardzo, on mo¾e nie wzi¥† pieni©dzy nawet za benzyn©, on w og¢le nic nie musi, tak «le jeszcze nie jest... Podkˆ¢camy si© coraz mniej zobowi¥zuj¥ce, ju¾ tylko dla przyzwoito˜ci. Konflikt za¾egnany. - Fajno, zaiwaniamy - cieszy si© Legowicz. Teraz on za szofera. Poklepuje kierownic©, jak strudzonego konia. Jedziemy. Wˆadziu smutny, chyba przestraszyˆ si©, ¾e wezm© serio jego pochopn¥ deklaracj© w kwestii niepˆacenia. Im bardziej Podole, tym wi©cej pog¢rza. Podole... Przewrotna nazwa. Kulminacja pejza¾u jeszcze ze trzysta kilometr¢w st¥d, na Bukowinie, w Moˆdawii, przypominaj¥cej Wali©, ale pi©kniejszej, niemniej wyszˆam na swoje, bo za Kamieäcem wyra«nie ju¾ ta ziemia, kt¢r¥ dobry Pan B¢g rozkoˆysaˆ, rozhu˜taˆ i zatrzymaˆ w p¢ˆ ruchu. Gdyby˜my nie zrezygnowali z Iwa-nowki... Legowicz pokomiutki, bo¾y si©, ¾e on tylko mapy posˆuchaˆ, ¾e chciaˆ dobrze dla mnie. Mapa nas zmyliˆa. Nas! ½al mi tamtej dzikiej, wspinaj¥cej si© jarami drogi. Wy¾ej rozlewisko zb¢¾, przestrzeä, po horyzont olbrzymie strome ˆ¥ki. Podole: ziemia jak znieruchomiaˆe morze. Z rzadka chutory, przykryte r©cznikami sad¢w. Caˆych dwadzie˜cia lat temu byˆam na znacznie gˆ©bszym Podolu i co˜ nieco˜ wiem o wspaniaˆej urodzie Ukrainy. Z Mohylewa Podolskiego do Kiszyniowa po drogach pi©knie, ale bezskutecznie anonsowanych kierowcom 16 jako "hord©", harde, dawno temu wi¢zˆ mnie do Kiszyniowa pan Sienkiewicz. Zawijaˆ autobusem jak bryczk¥ na weselu. Od razu przy wyje«dzie byˆy z nim kˆopoty. My ju¾ w autobusie, on jeszcze u dy¾urnego. - Zachoditie, Sienkiewicz - niecierpliwiˆ si© kontroler. Wreszcie wsiadˆ, du¾y, tˆusty, w przepoconej gimnastior-ce. Jechali˜my wzdˆu¾ Dniestru. Wracaˆam z Jampola. Co˜ mi si© jednak nie wydaje, ¾eby ten Sienkiewicz czytaˆ Sienkiewicza. Ale¾ to pi©kny kraj. I nieszcz©˜liwy, od zawsze. W kajdaniar-skim "zwi¥zku republik swobodnych" zamorzony niechlujn¥ fa-bryczno˜ci¥, struty radiacj¥, wytrzebiony z czamoziemu. Ukraina: mocny przykˆad, ile potrafi przeciw sobie zdziaˆa† czˆowiek. W potencjalnym spichrzu Europy zrujnowano rolnictwo. Podobno t© ˜wietn¥ ziemi©, o kt¢rej powiadaˆo si©: urodzi, byle nie przeszkadza†, nawet mniej zniszczyˆ priorytet przemysˆu, sobiepana depcz¥cego wszystko co na drodze, ni¾ orka, tak jest, traktorowa orka na gˆ©boko˜† mordercz¥ dla lessowych gleb. Tamt¥ odlegˆ¥, pierwsz¥ moj¥ Ukrain© dziel© na kolory. Jasnopopielaty, biaˆy na mglistej podszewce: Odessa. Do jaskrawo˜ci biaˆy, wyelegantowany, z cerkiewn¥ pozˆotk¥: Kij¢w. Martwa wapienna schludno˜† ˜wi¥tyä i zieleä grubym cieniem po cichoczamej Desnie: Czemih¢w. Ta wielka i wygl¥daj¥ca na ospaˆ¥ rzeka ma swoje ciemne drogi, maskuje j¥ widowiskowy b¢r. P¢ˆpolesie, p¢ˆnoc Ukrainy. Zieleä nad Desn¥ jest mroczna i puszysta, troch© boeklinowska. Zachwycaˆa Dow¾enk©, por¢wnywanego z Eisensteinem, chocia¾ kto dzisiaj pami©ta o Dow-¾ence? A w stron© Dniestru zupeˆnie inne lasy, klarowne, podszyte czystym ˜wiatˆem zagony pˆowych d©b¢w. Poby† tutaj, nacieszy† si© wielkim pi©knem tej ziemi. Bo co my wiemy o Ukrainie? Z obszaru - dwie Polski, z ludno˜ci prawie ¾e p¢ˆtora. I tyle, tyle lat wsp¢lnoty w nienawi˜ci. Do poduszki Ogniem i mieczem, do zamy˜lenia si© - Zarudzie. Gdy z Rzecz¥pospolit¥ byˆo «le - zwoˆywaˆa Kozak¢w do wojska, mamiˆa nadziejami. Zagro¾enie si© koäczyˆo, ¾oˆdu nie 17 widzieli. I zn¢w przychodziˆo by† chˆopami, cierpie† niebywaˆy wyzysk. I odpˆaca† za krzywdy. W tym Polacy nie pozostawali dˆu¾ni. Samoiˆ Weˆyczko opisuje Ukrain© po pacyfikacji w 1654 roku: "Widziaˆem wiele grod¢w i zamk¢w bezludnych i pustych, schronisko dzikich zwierz¥t. Widziaˆem pola i szerokie doliny, lasy, sady, rzeki i stawy zapuszczone, mchem i traw¥ porosˆe. Widziaˆem po r¢¾nych miejscach ludzkie ko˜ci, suche i nagie". Maˆo co w ich historii obeszˆo si© bez polskiej r©ki. Pierwsz¥ wsp¢lnot© kozack¥, pierwsz¥ Sicz, zakˆadaˆ ksi¥¾© Wi˜niowiecki. Oczywi˜cie nie Jeremi Wi˜niowiecki, tylko Dymitr, w kt¢rym ostatni z Jagiellon¢w chciaˆ widzie† obroäc© u k r a i n y, a kt¢ry daˆ dobitny przykˆad sobiepaästwa. Politykowaˆ z Rzecz¥pospo-lit¥, wysyˆaˆ posˆ¢w i do cara, i do wˆasnego kr¢la... To byˆa posta†! Zamierzaˆ w sojuszu z Polsk¥ (!) oraz Rosj¥ rozgromi† Tatar¢w. Wreszcie, po nieudanej wyprawie na Moˆdawi© wydany suˆtanowi przez swoich Kozak¢w (co nie przeszkodziˆo legendzie; ˜piewali o nim pie˜ni) zgin¥ˆ z tureckiej r©ki tak, jak gin©li p¢«niej Kozacy z r©ki Jaremy, i jak si© umieraˆo w tamtych strasznych czasach r¢wnie¾ z rozkazu siczowego atamana na Wyspie Monastyrskiej, na Maˆej Chortycy czy na Bazawˆuku. Wbity na hak - powtarzam za Beauplainem - "... za ¾ebro uwi¥zˆ i tak oczyma si© obr¢ciˆ ku g¢rze, przeto byˆ ¾yw do trzeciego dnia, gdy go Turcy zastrzelili z ˆuku..." Nie z lito˜ci zreszt¥. Przeklinaˆ Mahometa, co na jego szcz©˜cie poruszyˆo wyznawc¢w proroka. Rzeczpospolita wˆa˜ciwie nie miaˆa wyra«nej wschodniej granicy - z tym baˆaganem porz¥dek zrobiˆ dopiero pierwszy rozbi¢r. Na upartego mo¾na tamtej niegdysiejszej kolosalnej Polsce przypisywa† ziemie - de facto - niczyje, bo bezludne. Przecie¾ Kamieniec Podolski, Kani¢w, Czerkasy - to ju¾ byˆ koniec osiadˆego ¾ycia, Zadnieprze urywaˆo si© za Czernihowem. Jeszcze w XVI stuleciu za u k r a i n © uchodziˆy dwa wojew¢dztwa, kijowskie i bracˆawskie. W XVII doszˆo czemihowskie. Na Dzikich Polach kryli si© uciekinierzy, ludzie o temperamentach dalekich od franciszkaäskiego. Pola byˆy dzikie, a ludzie 18 niczyi. Ten osobliwy, peˆen nie zawsze w koäcu zˆych niespodzianek i zaskoczeä, spi©ty rytm ¾ycia przytrzymywaˆ. Zostawali na zawsze, spici i horyˆk¥, i stepem. "Ludzie swawolni", jak ich okre˜la dziejopis, chadzali i na Tatar¢w, i na Turk¢w pod magnack¥ komend¥, z Potockimi, Zbarskimi, Koreckimi. Historia ¢wczesnego kozactwa jest burzliwa, zlana krwi¥, ozˆocona ˆupami. Ju¾ nie nadaliby si© do zginania karku ci doskonali wojacy, kt¢rzy potrafili na czajkach dopˆyn¥† do Konstantynopola, zburzy† latarni© morsk¥ i uj˜† tym ˆatwiej, ¾e nie odwa¾ono si© ich ˜ciga†, mimo okr©t¢w w porcie. Wr¢cili na Sicz czy rozbiegli si© po stepie, przycichli w kryj¢wkach na sˆabo dost©pnym rozlewisku Dniepru. Poni¾ej poroh¢w starczyˆo miejsca dla dwustu sze˜†dziesi©ciu wysepek! Mi©dzy nimi spore. Byˆo si© gdzie urz¥dza†. Pisaˆ Beau-plain o siczy na Bazawˆuku, nast©pczyni zniszczonej Wyspy Klasztornej: "Dniepr mo¾e mie† tu mil© szeroko˜ci. Caˆa pot©ga turecka nic z Kozakami w tym miejscu dokaza† nie mo¾e". Czy porohy byˆy do uratowania? Raczej nie, zwˆaszcza w czasach barbarzyäskiej (i nie tylko w Zwi¥zku Sowieckim) hegemonii gospodarki nad urod¥ ˜wiata. Z opisu pozostawionego przez Beauplaina, wynikaˆoby, ¾e mieli˜my na Sˆowiaäszczy«nie Nia-gar©. "[...] Trzeba sobie wyobrazi† ˆaäcuch skalistych kamieni, zagradzaj¥cych w poprzek caˆ¥ rzek©: niekt¢re z nich ukryte s¥ pod wod¥, inne stercz¥ nad nurtem [...] tak jak du¾e domy, i tak blisko siebie, i¾ zdaj¥ si© by† grobl¥ [...] z niej to spada rzeka, z r¢¾nej wysoko˜ci [...]". Ciekawe, czy na tej atrakcji turystycznej Ukraiäcy nie zarobiliby lepiej, ni¾ na ujarzmieniu Dniepru. Kozactwo: dziko˜† i dyscyplina. Swoboda i musztra. Zapo-ro¾cy uczestniczyli w wojnach regularnych oraz w tych prowadzonych na wˆasn¥ r©k© przez magnat¢w. Pod Chocimiem bezspornie przyczynili si© do uratowania Polski. A potrafiono traktowa† ich haniebnie. Ju¾ pod berˆem Zygmunta Starego -czyli w czasach wzgl©dnej zgody - przecie¾ nie wypˆacono im ¾oˆdu. Co staˆo si© nagminne. A ju¾ za silni byli i zbyt ˜wiadomi 19 swej ¾oˆnierskiej warto˜ci, by ugina† kark. Do niepoliczonych w naszej polityce - i taktyce paästwowej - bˆ©d¢w nale¾y unia brzeska, kt¢ra jedynie zaogniˆa wrogo˜†. Przyszedˆ wiek XVII, a z nim pot©¾niej¥ce nastroje antyszlacheckie, rebelia Nalewajki, Huni, wszystkie bezprawia walk o prawa czerni. Ju¾ otwarta - i na zawsze - wojna. Historia Ukrainy jest widowiskowa, obfituje w akcje z film¢w szpady i miecza. No, i z film¢w grozy. Pokora nie le¾y w tradycjach ukraiäskich. Tutejsi chˆopi stawali si© chleborobami bardzo p¢«no i nigdy bez opor¢w. To jest plebejska historia, gwaˆtowna, malowana ostrymi kolorami. Na tej ziemi, je˜li chata przetrwaˆa dziesi©† lat, to ju¾ byˆo dˆugo. Pod koniec XVI wieku w nieprawdopodobnie kr¢tkim czasie - starczyˆo pi©ciu lat! - o jedn¥ trzeci¥ zmalaˆa liczba wsi podolskich, zniesionych z powierzchni ziemi przez Tatar¢w. Mimo to zwi©kszaˆ si© dysonans spoˆeczny, pot©¾niaˆo ja˜nie-paästwo. Nasz Sienkiewiczem u˜wi©cony ulubieniec, Jeremi Wi˜-niowiecki, har¢wce dwustu trzydzie˜ci tysi©cy poddanych zawdzi©czaˆ sze˜†set tysi©cy zˆotych rocznego dochodu. àwczesnych zˆotych! W tym celu trzymaˆ pod batogiem trzydzie˜ci osiem tysi©cy gospodarstw chˆopskich i mieszczaäskich. Maj¥tki magnaterii niejednokrotnie bywaˆy wi©ksze od kr¢lewskich. Mo¾na m¢wi† o zawrotnych fortunach Ostrogskich, Zasˆawskich, Sanguszk¢w, Czetwertyäskich. Tylko na jednym z podlegˆych sobie obszar¢w, w samym Bracˆawskiem, sto siedemdziesi¥t miast, siedemset czterdzie˜ci wsi miaˆ Stanisˆaw Koniecpolski. Dobre nazwisko do ju¾ wtedy nieodlegˆej sytuacji. Min©ˆy czasy, kiedy osiedlaj¥c si© na Ukrainie chˆop m¢gˆ liczy† nawet na kilkana˜cie lat wolnych od podatk¢w. Mi©dzy 1570 a 1630 rokiem wymiar paäszczyzny wzr¢sˆ dwukrotnie. Na paäskim przychodziˆo ju¾ pracowa† nawet przez pi©† dni. Strach pisa† o niesprawiedliwo˜ci spoˆecznej, bo to dzisiaj niedobrze si© kojarzy, ale pozostaje faktem, i¾ z t¥ kwesti¥ autor 20 Ogniem i mieczem obszedˆ si© do˜† beztrosko. Portret "Jare-my" jest zeˆgany, akurat ten potentat jako wzorzec cn¢t polskich powinien o˜ci¥ w gardle stawa† admiratorom naszej arystokracji, do kt¢rej na ka¾dym kroku odprawia si© dzi˜ histeryczne nabo¾eästwo. Pos¥dzeä o komuchowato˜† wyra«nie nie baˆ si© pewien raczej popularny u nas Francuz, na kt¢rego powoˆuje si© w swym szkicu Rzeczpospolita obojga narod¢w: a gdzie wtedy byˆ ten trzeci?, zamieszczonym w ukazuj¥cym si© od kilku lat, bardzo ciekawym kijowskim periodyku "Polityczna Dumka", Woˆody-myr Skuratyw˜kyj. Po sympatycznej (a nie jedynej po˜r¢d miˆych polskiemu uchu) konstatacji: "Od okresu wczesnego baroku a¾ do czas¢w Mˆodej Polski, teatru Wyspiaäskiego i muzyki Lutosˆawskiego, polska elita odnosiˆa sukcesy w tworzeniu jednej z n¥j˜wietniejszych tradycji kulturalnych w Europie... - zimny prysznic - lecz nie powinno si© zapomnie†, i¾ w 1944 roku Charles de Gaulle bardzo tolerancyjnie spogl¥daˆ na lubelski rz¥d komunistyczny, kt¢ry wedˆug sˆ¢w przyw¢dcy "Wolnej Francji" dokonaˆ tego, co Francja przeprowadziˆa u schyˆku XVIII wieku - ofiarowaˆ chˆopom ziemi©". Cytat nawi¥zuj¥cy do opinii Skuratywskiego, ¾e ta sama Polska, kt¢rej elity za panowania Zygmunta III tak szybko i ch©tnie przyswoiˆy sobie idee liber-tynizmu na u¾ytek wˆasny - zupeˆnie inn¥ miar¥ mierzyˆa sprawy poˆo¾enia chˆopstwa zar¢wno polskiego jak ukraiäskiego, aprobuj¥c i kontynuuj¥c sytuacje daj¥ce si© przyr¢wna† do "kolorowego" niewolnictwa w postkolumbijskiej Ameryce. Przeszˆo˜† i tu zgrzyta. Autor na jednym oddechu wymienia jako dowody negatywnego stosunku Polski do ukraiäsko˜-c i poˆo¾enie Ukraiäc¢w w unii polsko-litewskiej i... akcj© "Wisˆa". Obydwie te sprawy uwa¾a za "nieomylne znaki traktowania kwestii ukraiäskiej jako drugorz©dnego historycznie elementu". Wr¢c© do tej nadal bardzo - a¾ za bardzo - ¾ywej kwestii w rozdziale Lachy i rizuny. Pretensje ukraiäsko-polskie s¥ efektem stuleci, i jeszcze wci¥¾ zdarzaj¥ si© podejrzliwo˜ci. Kiedy˜ 21 popˆyn©ˆam do Kaniowa Dnieprem. Dwie, je˜li nie trzy, godziny ˜lizgawki po szerokiej wodzie. S¥siadka w "rakiecie", prowincjonalna nauczycielka, inteligentna i dosy† oschˆa, jakby czytaˆa w my˜lach, bo pyta, czy ju¾ byˆam w Humaniu. A dlaczego nie byˆam? Przecie¾ tam te ogrody, te polskie pami¥tki. Starsza pani nalega, czemu wybraˆam si© w stron© dla mnie oboj©tn¥ (tak si© wyraziˆa), a nie do Humania? Przy czym ten Humaä, przez Rosjan Gumaniem nazywany, w jej ustach brzmiaˆ jak Umaä. Odparˆam najzgodniej z prawd¥, ¾e gdyby czas pozwoliˆ, popˆyn©ˆabym tym statkiem i do Zaporo¾a, poniewa¾ interesuje mnie krajobraz Ukrainy. Popatrzyˆa nie przekonana. - Ale o Potockim pani sˆyszaˆa, prawda? Jego si© tutaj pami©ta. Wzi©ci w kr¢tkie cugle przez Katarzyn© II, Zaporo¾cy wydali na siebie wyrok wspomagaj¥c rebeli©. W rewan¾u caryca zabroniˆa im nawet nazywania siebie zaporoskimi Kozakami. W 1775, po ˜mierci Pugaczowa - kres Siczy. Ale klamka zapadˆa wcze˜niej, ju¾ w Perejasˆawiu. Za sowieckich czas¢w staˆ tam niedu¾y, niski, wr©cz niepo-ka«ny na wszechobecnym tle monumentalizmu granit z informacj¥, ¾e w tym miejscu w roku 1654 pojednaˆy si© narody ukraiäski i rosyjski. Miejscowe (albo i nie miejscowe) wˆadze do˜† pow˜ci¥gliwie obeszˆy si© z tym faktem. Jakby go nie chciano nagˆo˜ni†. W historycznym Perejasˆawiu nie byˆo nawet pomnika Chmielnickiego, z lepszym traktowaniem hetmaä spotkaˆ si© dopiero w stolicy republiki, czyli pod wyj¥tkowo dobrze strze¾onym adresem. Tu wspi¥ˆ si© na cok¢ˆ w postaci buäczucznego je«d«ca zdzieraj¥cego rumaka nad zagonem tulipan¢w, sˆu¾¥c do fotografowania go˜ci. Nie stanowiˆam wyj¥tku, i wˆadowano nas na biaˆo-czame zdj©cie: zbuntowanego szlachcica, konia w paradnym skoku, a z ¾ywych - mnie i tulipany. Dostaˆam te¾ prezent, album z reprezentacyjn¥ informacj¥: "Boh-danu Chmelny†komu, jakyj oczoˆyw wyzwolnu wijnu (1648- -1654) ukraiäskoho narodu proty szlache†koj Polszi i ruch za wozzjednannia Ukrainy z Rosijeju". Niezamierzonego (cho†, kto 22 wie?) wdzi©ku dodawaˆa pami¥tce scena, odfotografowana w kt¢r¥˜ z nielekkich rocznic pojednania. Chmielnickiego obtaäco-wywaˆ kr¥g krasnoarmiejc¢w, wirowali w prysiudach pod spi¾owym kopytem. Perejasˆaw dla Ukraiäc¢w skoäczyˆ si© fatalnie, ale to ich wiedza p¢«niejsza, wtedy - wybawieniem od Polski byˆa tylko Moskwa. Jedziemy przez Pˆoskir¢w, obecnie: Chmielnicki. Przez Jar-moliäce. No tak, to ju¾ szlak Zagˆoby. I go˜ciniec, jak za jego czas¢w. Pokonanie pi©tnastu kilometr¢w zabiera p¢ˆ godziny. Pomoc drogowa, tutaj? Przejechawszy kilkaset kilometr¢w, nie zauwa¾yˆam ani jednej stacji obsˆugi czy niechby budki telefonicznej. Na go˜ciäcach - pustka, przez dwa dni nieomal bezustannej jazdy spotkali˜my mo¾e pi©†dziesi¥t woz¢w, gˆ¢wnie ci©¾ar¢wek. Gdzie indziej wi©kszo˜† dawno poszˆaby na zˆomowisko. Jak to si© dzieje, ¾e jeszcze je¾d¾¥ - nie wiem. Kierowcy te¾ nie wiedz¥. Wyboje jak kratery, ale nie mniejszy problem stwarza brak znak¢w drogowych. Skrzy¾owania, rozjazdy - bez tablic. Pewnie na zasadzie: a po co, sw¢j i tak dojedzie. W ka¾dej wsi parokrotnie zatrzymujemy si©, by wysˆucha† skomplikowanych obja˜nieä: priamo... i w prawo... i w liwo... i jeszcze priamo, priamo... a tam znowu spytacie... Zaiwaniamy do Gr¢dka Podolskiego. Tu - jak w dym - pod seminarium. Zn¢w ta zachwycaj¥ca, niegdysiejsza go˜cinno˜†. Panie Hermiäska i Zag¢rska (z domu Zagorowska), dziaˆaczki Federacji, oczekuj¥ nas z kwiatami, z butelk¥ dobrego wina i pudeˆkiem czekoladek. Polskich... To¾ to maj¥tek! Po dˆugich i nieˆatwych pertraktacjach przyjmuj© tylko kwiaty, ku gorzkiemu zawodowi Wˆadzia oraz Legowicza. Ju¾ tego si© nie spodziewali. Nawet po mnie. Sp¢«nili˜my si© haniebnie, panie czekaj¥ od wczoraj. A to nie byˆo telefonu? Mo¾e i byˆ, ale lepiej zaczeka†. Jakby si© co odmieniˆo, przyje¾d¾amy... i co? Drzwi zamkni©te? Dobijaliby˜- 23 my si©, uspokajam. Zreszt¥, noce ju¾ ciepˆe... Panie ze zgroz¥: Pod goˆym niebem miaˆy nas zostawi†? Bez pierzynki? Bez kolacji? Chyba ja ¾artuj©! Rozmowa grzeczna, o niczym. Jak nam si© jechaˆo? Emil, szybko: mapa byˆa niedokˆadna, bˆ¥dzili˜my jak durni... Przy smacznym obiadku uskar¾amy si© ksi©dzu Franciszkowi, kt¢ry zaraz pyta, czy wolno ¾arcik powiedzie†. Bo to teraz tak si© porobiˆo, przedtem ludzie nie bˆ¥dzili, przeciwnie, w ka¾dej miejscowo˜ci Lenin z pomnika wskazywaˆ kierunek: t©dy, towarzysze... t©dy... W samym Gr¢dku nie b©dziemy mie† kˆopot¢w, trwa ulica Lenina, zdobna w jego pomnik. Wcale ˜wie¾y, sprzed o˜miu lat. Przy Leninie, rami© w rami©, ale na wˆasnym pode˜cie, Matka Boska, z uniwermagiem w tle. Mo¾na odnie˜† wra¾enie, ¾e si© pogodzili i tak sobie stoj¥, nie wadz¥c nikomu nad sennym Smotryczem. Seminarium gr¢deckie, czynne od niespeˆna pi©ciu lat, ksztaˆci sze˜†dziesi©ciu o˜miu kleryk¢w. Drugie rzymskokatolickie seminarium na Ukrainie - kijowskie - funkcjonuje od roku. Doszˆo trzecie, pod Lwowem. Chmielnicka obˆast', misto Horodok, Prowuˆok Pioner˜kyj nr 14: tak trzeba adresowa† poczt© do ksi©dza Franciszka. "Nazwisko moje Harasiewicz, a znowu¾ ksi¥dz rektor seminarium tutejszego - Jan —lepowroäski. Tak to wygl¥da". Cichutki, drobny, u˜miechni©ty. Maniery dyplomaty. Lenin odegraˆ rol© w osobistym ¾yciu ksi©dza Franciszka. Gdy w 1972 wˆadze chciaˆy przenie˜† kapˆana za Pˆoskir¢w, pod pomnikiem zebraˆ si© kilkusetosobowy tˆum, zagrzmiaˆ krzyk: "Lenin, oddaj nam ksi©dza". I pomogˆo. Wielu Lenin¢w w ˜rodkowej, a co dopiero na wschodniej Ukrainie. Poprzedniego min©li˜my w Koˆomnej, nieopodal niezapomnianej Iwanowki. Wjazd do jeszcze innej wsi przyozdabiaˆ obelisk z sierpem i mˆotem. "Na zachodniej to ju¾ niemo¾liwe", 24 uspokajaj¥ ksi©¾a. Te¾ z tym r¢¾nie, cho† generalnie "zachid-nia" przestawiˆa si© na inny zegar, ¾yje wˆasn¥ pami©ci¥. W¥tpi©, czy si© pogodzimy w jej ocenie. Tak blisko, tak daleko. Ostatnia miejscowo˜† przed dawn¥ granic¥ - Skaˆa Podolska. Tam jeszcze trwaj¥ rachityczne chaˆupki ze szparkami okien i brzuchate balkony na chudych kamieniczkach. Bardzo niegdysiejsza jest ta Skaˆa, budowana bez ˆadu i skˆadu, jak si© komu w duszy graˆo, rozrzucona, rozba-ˆaganiona po skarpach, z drog¥ gwaˆtownie w d¢ˆ, z nieoczekiwanym widokiem na polskie ruiny i ukraiäski pomnik. Mam to w oczach: zakr©t, ogromne, p¢ˆr¢wninne pola i obok resztek po zamku, po paˆacu, w ka¾dym razie po czym˜, co zanim przeinaczyˆo si© w gruz, musiaˆo by† polskie - obelisk. "Wiczna pamiat'" ufundowana ofiarom bolszewizmu przez "Wseukrain˜-kie bractwo wojakiw UPA". Wi©c Skaˆa Podolska, drugi wstrz¥s po Zbara¾u. Tam wspaniaˆy ko˜ci¢ˆ w ruinie, tu szkielet ˜wieckiej ˜wietno˜ci. Ju¾ si© z martwych nie podniesie. Na Ukrainie mo¾na si© przekona†, jak wstrz¥saj¥ca bywa ˜mier† kamieni. Szczeg¢lnie tych zabijanych nie z biedy. Z intencj¥. L©k ogarnia, gdy nar¢d - ka¾dy! -wyzbywa si© ˜wiadectwa wiek¢w. Tak na dobr¥ spraw© - o czym ˜wiadczy strach przed "cudz¥" kultur¥? Czy¾by wˆasna byˆa tak niedoceniana, by si© l©ka† por¢wnaä? Bolesnym przykˆadem Lw¢w. Ukraiäcy jakby wci¥¾ nie byli pewni swej drugiej stolicy. Architektura m¢wi za siebie i nie po ukraiäsku. Od-polszczy† Lw¢w - znaczyˆoby: zburzy† go. Inny spos¢b nie istnieje. Zatrzymuj¥c miasto, Ukraiäcy zaˆatwili sobie ci©¾szy kompleks ni¾ we Lwowie przedwojennym. Gdyby rzeczywi˜cie czuli si© tu u siebie jak w Kijowie albo ½ytomierzu, nie byˆoby a¾ takiej koncentracji akcent¢w jednak stonowanych na wschodzie republiki. Siˆy nacjonalistyczne skoncentrowaˆy si© we Lwowie. Sporo ludzi przy wˆadzy ¾yje zˆudzeniem, ¾e te mury dadz¥ si© zakrzycze†. 25 Tak daleko, tak blisko... I ju¾ Zbrucz, leniwa, maˆa rzeczka. W tym miejscu - po drodze z Gr¢dka Podolskiego do Trembowli - nieomal przeskoczy† mo¾na byˆo tasiemk© ciemnej wody. Zbrucz mi©dzy Kamieäcem a Trembowl¥ jest tak w¥ski, ¾e ¾oˆnierz z KOP-u z ich pohranicznikiem mogli sobie nad t¥ spokojn¥ i powoln¥ wod¥ poda† r©ce. Nie podali. Gorzka wolno˜† Od Trembowli wyra«ne "przysiadanie" terenu, znak, ¾e zacz©li˜my si© rozstawa† z pˆyt¥ podolsk¥. Po prawej intensywniej¥cy w krajobrazie Woˆyä. Sze˜†dziesi¥t kilometr¢w do R¢wnego. Wczesny wiecz¢r, a ja czuj© senno˜†. Obezwˆadniaj¥c¥. Ziewam do b¢lu szcz©k. Co si© dzieje? Pewno skok ci˜nienia. Legowicz z Wˆadziem te¾ nieswoi. Rano, wychodz¥c z domu - ju¾ we Lwowie - sˆysz©, ¾e s¥siad zagania synka do mieszkania. Przezi©biony? A nie, tylko w R¢wnem zn¢w co˜ si© wydarzyˆo i przedszkola nieczynne. Syn s¥siada urodziˆ si© dobrych kilka lat po Czarnobylu, z©by ma bez szkliwa, nadzieja w tym, ¾e mleczne, wi©c doktor kazaˆ czeka†. Wspominam o wieczorze. S¥siad fachowo: senno˜†, tak, zgadza si©. Chryp© pani ma? M¢wi© do Legowicza: "Jak si© dobrze ˜ciemni, trzeba spojrze† w lustro, czy ˜wiecimy". ½art, ale ze strachem na dnie. Byˆo co˜ w R¢wnem czy nie byˆo? Przecie¾ bezustannie co˜ si© dzieje, wkracza Adamska. Podobno wˆa˜nie takie ostre i ra¾¥ce sˆoäce jak dzisiejsze, oznacza wzrost radioaktywno˜ci. 27 Waham si©, co robi†. Ogl¥da† Lw¢w czy zosta† w domu? Mˆody Adamski wyczuˆ m¢j brak zdecydowania, podpowiada: ..Na pani miejscu ja bym zostaˆ. My to co innego, nam ju¾ maˆo przeszkadza". Sˆoneczko jakie˜ rdzawe, zˆe i nadal mam ten metaliczny posmak w ustach. "½eby jak najszybciej do Przemy˜la" - wzdycha Robert, tamtejszy kierowca. Optymista. De mo¾e by† z R¢wnego do Przemy˜la w linii prostej? "Zawsze troch© dalej ni¾ z R¢wnego do Lwowa". No, je˜li niespeˆna sto kilometr¢w wystarcza mu na pocieszenie... Robert regularnie przywozi i odwozi prelegent¢w, finansowanych przez przemyski wydziaˆ kultury, wi©c Adamscy musieli sˆysze† wi©cej takich rozm¢w. Wstyd mi przed Adamskimi, tylko dlatego wychodz©, zanurzam si© w nieprzyjemny, duszny, rozpra¾ony dzieä nagˆego lata, w wynaturzon¥ majow¥ pogod© ci©¾k¥ od sˆoäca jak gˆ©boki lipiec. Na lwowskim bazarze wypatrzyˆam tryzub. Mosi©¾ny, odpucowany. Chyba zdj©ty z drzewca chor¥gwi. Ciekawe, kto j¥ d«wigaˆ i przeciwko komu. Kupuj© tryzub za dwa i p¢ˆ dolara - drogo. Sprzedawca podekscytowany, ¾egna mnie jowialnym: "Niech ¾yje wolna Polska". Odwdzi©czam si© dyplomatycznym: "½ycz©, szcz©˜cia na wolnej Ukrainie". Rozstajemy si© w przekonaniu, ¾e zrobili˜my dobry interes. Oby w bilateralnych stosunkach polsko-ukraiä-skich dziaˆo si© podobnie. Byˆam u nich kilkakrotnie o r¢¾nych politycznych porach, w r¢¾nych miejscach w gˆ©bi kraju, i nigdy nie spotkaˆam si© z niech©ci¥ jako Polka, ale teraz to Lw¢w, we Lwowie ¾yczliwo˜† dla nas liczy si© podw¢jnie. Na tym orzechu zadr¾y jeszcze kilka plomb w ich i w naszych z©bach. Lw¢w ˜wiadectwem, jak wiele trwaˆych ˜lad¢w zostawili˜my na kresach, i tu nasz kompleks - historyczny - zderza si© z ukraiäskim. ½ywym. Za mˆoda, za obolaˆa jest ich paästwowo˜†, ¾eby si© umieli zdoby† na tolerowanie niechby pami©ci o naszej od 28 stuleci dominacji. Polska zatraciˆa swoj¥ wielk¥ przecie¾ niegdysiejsz¥ rol© w przekazie na Wsch¢d kultury europejskiej. Nowe czasy. Po˜rednicy ju¾ zbyteczni. Czy to byˆo do unikni©cia? Mo¾e - pomimo wszystko - byˆo. Lw¢w up to dat©. Na �yczakowie ulica Krzywonosa z szyldem w bukwach: "Magazyn Second-Hand". No prosz©, czyli nie pomyliˆam si© w mojej twardej tezie, ¾e nie ma fikcji, kt¢ra sprostaˆaby rzeczywisto˜ci. W ˜r¢dmie˜ciu potworny kurz. Przy Serbskiej rozwalaj¥ trzypi©trow¥ kamienic©. W zagˆadzie domu jest co˜ nieprzyjemnego, zawsze, ale nie w tym rzecz. Przy Serbskiej egzekucja przeprowadzana bez firanki, ¾adnych tam osˆon, plastiku. Dookoˆa a¾ biaˆo. Nie ma czym oddycha†, kilogramy brudnego tynku fruwaj¥ w przesˆonecznionym powietrzu, a nieopodal na skwerku ludzie obsiedli ˆawki, wypoczywaj¥ sobie, im to nie przeszkadza. Snuj© si© po Lwowie, mijam uniwersytet ojca, potem na byˆej Akademickiej bez powodzenia - nikt z zagadni©tych nie mieszkaˆ tu przed wojn¥ - szukam miejsca po cukierni Zales-kiego, niesiona przez tˆum caˆkowicie, najzwyczajniej spokojny i codzienny. Staˆo si©? Nie staˆo si©? Jednak byˆa informacja w polskim radiu. Do konsulatu wiadomo˜† nie dotarˆa, teraz sprawdzaj¥, telefonuj¥. No owszem, byˆ po¾ar, lecz niegro«ny. "Niepromieniuj¥cy". Po kilku dniach we lwowskiej prasie lakoniczna wzmianka, ¾e w Chmielnickim (wi©c nie w R¢wnem?) doszˆo do niewielkiego wycieku radioaktywnego, nie ma mowy o jakimkolwiek zagro¾eniu. "Nic nie byˆo" - to ju¾ nieraz sˆyszeli. Ukraiäskie media wykluczyˆy radiacj©, a jednak we Lwowie zaj©cia w przedszkolach zawieszono na dwa dni, spˆukiwano podˆogi. Staˆo si©? Nie staˆo si©? Ulice wymiecione z dzieci, poza tym bez zmian, i z niczyjego zachowania nic mi nie wynika. Spaceruj¥ sobie ludzie? Spaceruj¥. Wida† panik©? Nie wida†. Czyli ¾ycie toczy si© po staremu i bez obaw, ˜wiat si© nie zawali. Od 29 rana nic nie jadˆam, ale nie mam odwagi na hot doga z kiosku. —wie¾e w nim jest chyba tylko napromieniowanie. Dziwne, ale ten mankament jakby mi przestawaˆ wadzi†. Szybko si© zasymilowaˆam. Nieomal jak w tym rosyjskim reporta¾owym dokumencie z Czarnobyla, jeszcze za Gorbaczowa pokazanym w telewizji. Ot¢¾ s¥ dwie prawdy czamobylskie. Jedna, nagˆo˜niona, o dramacie ˜mierci, druga, cichsza, o przekorze ¾ycia. W reporta¾u sowiecki day a/ter. Strefa ska¾ona, ale nie bezludna. Ilu˜ tam mieszkaäc¢w albo przyczaiˆo si© i nie daˆo si© ewakuowa†, albo te¾ - wr¢ciˆo. Chwal¥ sobie, ¾yj¥ - niczego sobie, w sklepiku bez tˆoku... Kamera ukazuje rybak¢w nad potokiem: no jak¾e, wiedz¥, nie mo¾na nie wiedzie†. Byˆ ogieä, byˆ wypadek, od razu krzyk si© zrobiˆ, gadanie o zagˆadzie, a jaka to zagˆada, kiedy ryba ¾ywa i oni z niej ¾yj¥. Od kiedy ju¾ ˆowi¥, i co: ˜wiec¥? Chichot. Oko do kamerzysty. Za˜miewaj¥ si©, rozweseleni, ¾e tak wszystkich oszukali, i milicj©, i caˆ¥ nauk©. Wˆadza pilnowaˆa, ale niekt¢rym si© udaˆo. Teraz dopiero jest dobrze, m¢wi¥, nikt nie stoi nad gˆow¥, nie pogania, ¾yjesz, jak chcesz... Teraz si© oddycha. Pami©tam te sekwencje. Czarnobylscy ˜miej¥ si© z naszego popˆochu, pokazuj¥ ryb© - zdrowa, wskazuj¥ na siebie - zdrowi, wi©c o co chodzi, o czym my m¢wimy, niby gdzie jest to niebezpieczeästwo. Nie wida† go. I na co to wmawia† narodowi gˆupstwa r¢¾ne. Nauka ˜wiatowa, zawracanie gˆowy... dzisiaj wszyscy m¥drzy. A czemu ci uczeni nie wymy˜l¥ co robi†, ¾eby ludziom l¾ej byˆo? I z©by w ryb©. I zdrowy ˜miech. Dawno. Jest rok 1996 i Iwowianka, Polka, konstatuje spokojnie, bagatelizuj¥ce: Sˆoneczko jaskrawe. Znowu co˜ si© dzieje. Jak jest awaria w R¢wnem zawsze mamy takie sˆoäce. No trudno. Nic nie poradzimy. Trzeba ¾y†, wykorzysta† ka¾d¥ sekund© tego ¾ycia. Rejteruj© do mojej kwatery u Adamskich na poboczu Gr¢deckiej. Sowieci zostawili im ten domek i nawet nikogo nie 30 dokwaterowali, hoˆubi¥c profesora politechniki, kt¢ry po wojnie jednak nie repatriowaˆ si© ze Lwowa. Z ogrodu witaj¥ mnie Rex i Zagraj (jakie¾ to niegdysiejsze! kto dzi˜ nazywa psa Zagrajem?). Przychodzi mˆody Adamski, zi©† gospodarzy. Zgaszony. Staˆo si© co˜? A owszem. Ukradli dzieciom rowery. Dwa. - Du¾o kosztowaˆy? - pytam gˆupio, jakbym nie wiedziaˆa, ¾e tu nie ma nic taniego. Macha r©k¥. Miliony. Dopiero w kraju, w kt¢rym wi©kszo˜† cen albo si©ga miliona, albo go przeskoczyˆa, takie stwierdzenie brzmi naprawd© tragicznie. Adamski psioczy na psy - wˆa˜ciwie od czego s¥, je˜li nie szczekaj¥ - ale troch© jego wˆasnej winy te¾ tu jest, nie zamkn¥ˆ na noc sionki. "Przedtem w lecie nie kradli, bo zˆodzieje jechali na Krym, na wakacje" - mruczy Adamska. Jej nieodosobniony punkt widzenia: przez czterdzie˜ci pi©† lat komuni˜ci budowali, w trzy lata demokraci rozchapali. Czterdzie˜ci pi©† lat: zachodniogalicyjski rachunek. W gˆ©bi kraju przyjemno˜† trwaˆa dˆu¾ej. W 1996 ˜redni miesi©czny doch¢d Ukraiäca wynosiˆ sze˜† tysi©cy czterysta dziewi©†dziesi¥t dziewi©† karbowaäc¢w, to znaczy: trzydzie˜ci siedem dolar¢w i czterna˜cie cent¢w. Fizyk, zatrudniony na lwowskim uniwersytecie, zarabia r¢wnowarto˜† stu pi©†dziesi©ciu dolar¢w miesi©cznie, wi©c du¾o. Co z tego, je˜li grudniowe pobory wypˆacono mu w marcu, w dwa miesi¥ce p¢«niej czekaˆ na pi©† zalegˆych pensji. Rzeczywisto˜† ukraiäska 1996: sprz¥taczka dostaje (js¾sii dostanie, bo pˆace docieraj¥ z kwartalnym op¢«nieniem) milion osiemset tysi©cy karbowaäc¢w miesi©cznie. Starczy na dwa kilogramy kieˆbasy. A jak si© ¾yje przedszkolance? Na r©k© dziewi©† milion¢w karbowaäc¢w (z czego za gaz - cztery i p¢ˆ miliona, za przedszkole dla c¢rek - dwa miliony sze˜†set tysi©cy, reszta do przejedzenia). Kilogram ryb - sze˜†set tysi©cy karbowaäc¢w. Kilogram kurczaka - pi©†set tysi©cy. Ziemniak¢w - dziewi©†dziesi¥t tysi©cy. Cukru - osiemdziesi¥t. Chleba - pi©†dziesi¥t tysi©cy. 31 Byˆy urz©dnik na kierowniczym stanowisku utrzymuje si© z pi©ciu milion¢w, czyli sta† go a¾ na sto pi©†dziesi¥t bochenk¢w. Narzeka† nie mo¾e, skoro s¥siadka - te¾ emerytka - pobiera miesi©cznie dwa miliony, za gaz i elektryczno˜† ma zapˆaci†... trzy. Samotnemu dobrze, l¾ej umiera, m¢wi¥ ludzie. Poza dzie†mi z przedszkola Luba Lewak wychowuje wˆasne. W maju dowiedziaˆa si©, ¾e je˜li w og¢le otrzyma jeszcze jak¥˜ pensj©, to najwcze˜niej w pa«dzierniku. Nie na pewno. Przedszkola, kt¢re w Zwi¥zku Sowieckim funkcjonowaˆy bez przerwy wakacyjnej, zamkni©to na lato. Na trzy letnie miesi¥ce, posyˆaj¥c personel na urlopy, rozumie si© - bezpˆatne. Co najmniej kwartaˆ do prze¾ycia bez wynagrodzenia - bo si© nie pracuje, bez zasiˆku - bo przecie¾ si© pracuje... Za kilogram "r¥banki", czyli mi©sa z ko˜ci¥ - czterysta pi©†dziesi¥t tysi©cy. Surowej pol©dwicy - sze˜†set tysi©cy. W©dzonej - ju¾ dwa razy tyle, dokˆadnie tysi¥c dwie˜cie. Kiedy tu wr¢c©, ceny w "papierkach" przejd¥ do historii, zacznie si© przygoda z hrywn¥, walut¥ wyczekiwan¥ przez Ukrain©, lecz nie przez Ukraiäc¢w. Polakom ju¾ przechodzi monogamiczna miˆo˜† do "zielonych", ale tutaj ufa si© wyˆ¥cznie dolarowi. Przecie¾ w wielu kasach brak nawet "papierk¢w"! Je˜li zakˆad pracy produkuje poäczochy - pˆaci poäczochami. Je˜li cukier - cukrem. Tylko z kim i na co wymienia† te nylony, sˆodycze, gdy caˆa okolica pracowaˆa pod jednym adresem? We Lwowie stan©ˆa fabryka autobus¢w. Zamarˆ "Elektron", zakˆad, w kt¢rym zarabiaˆo dwadzie˜cia pi©† tysi©cy miejscowych i przyjezdnych, cho†by z Mo˜cisk blisko trzy tysi¥ce. Kiedy im przestano pˆaci†? "Ojoj, prosz© pani, to ju¾ ze dwa lata - ¾ali si© nauczycielka, Tetryczowa. - M¥¾ jak wypije sto gram, to pˆacze. Ja taki mˆody m©¾czyzna i ¾ebym co robi† nie miaˆ..." "Elektron" stoi, bo rozpad Zwi¥zku Sowieckiego pozbawiˆ go kooperant¢w. Czy uzale¾nienie ukraiäskiej gospodarki - caˆej! - od innych republik byˆo zamierzone? Chyba tak. Pisz© "chyba", bo przy gigantycznym baˆaganie, jakiemu r¢w- 32 naˆa si© tzw. planowa gospodarka, z rezerw¥ podchodziˆabym do ka¾dego "na pewno". W ka¾dym razie - wygl¥daˆo to tak, ¾e je˜li np. pudˆa do obudowy telewizor¢w produkowaˆ Lw¢w, to ekrany - Estonia, kineskopy - �otwa. Monstrualny, a niezbor-ny organizm paästwowy zacinaˆ si©, d«wigaˆ nadmierne i zbyteczne koszty, ale zaˆ¢g to nie obchodziˆo, spokojnie szˆy do kasy po swoje nikˆe, jednak gwarantowane nale¾no˜ci. Byˆo gdzie pracowa†. Byˆo co je˜†. Byˆo co na grzbiet wˆo¾y†. Na upartego byˆo nawet co oszcz©dzi†. Za bram¥ martwego "Elektronu" tysi¥ce ludzi zrozpaczonych, z umiarkowanego - w najgorszym razie -niedostatku zepchni©tych w jawn¥ n©dz©. Typowa sytuacja. Inaczej to wygl¥da w ocenach polityk¢w, inaczej w odczuciu spoˆeczeästwa. Kraj wygrzebie si© z doˆka, ale to kwestia jutra, a ludzie chc¥ je˜†. Beczka prochu ta mˆoda republika. W Polsce (odpuka†) nie ma tradycji krwawej ˆa«ni: na Ukrainie, owszem, jest. Wi©c je˜li tutejsi m¢wi¥: "To nie mo¾e tak trwa†. Tu krew popˆynie" - mog¥ wiedzie†, co m¢wi¥. Lewakowa czyta w moich my˜lach: "Pani si© zastanawia, jak to jest, ¾e my jeszcze ¾yjemy". Ano wˆa˜nie: jak to jest? "Zjada si© zapasy... Jak nie mam dziesi©† kilo cukru, trzech paczek margaryny, to sama sobie jestem winna..." Kr©c© gˆow¥: "No dobrze, cukier pole¾y, ale kasza? M¥ka? Jak dˆugo? Robaki zjedz¥". Luba z pobˆa¾liwo˜ci¥: "Nic si© nie zal©gnie. Nie zd¥¾y. W tym tygodniu jedli˜my pierogi, rozumie pani? Dzieä po dniu. Przez okr¥gˆy tydzieä. A nadejdzie jesieä, jabˆka si© zaczn¥... Jabˆka mog¥ sporo czasu przetrwa†. I widzi pani? Zima z gˆowy". To samo usˆysz© i w Zbara¾u, i w Gr¢dku Podolskim. ½e w domu musz¥ by† zapasy, zawsze. Ludzie ju¾ nauczeni. Pami©taj¥: kto si© nie zabezpieczyˆ, nie prze¾yje. Lewakowa opowiada o swojej pracy. W przedszkolu numer 32 dzieci z nadczynno˜ci¥ tarczycy (po Czamobylu? - tak s¥dzi). Wspomina o dziewczynce ze zrujnowanymi nerkami i o dziecku w bliznach. Jak to: w bliznach? Odrzuca kr¢tko i niech©tnie, ¾e to rezultat napromieniowania. Sˆabego. Maˆa ¾yje. 33 Chciaˆa tym dzieciom zorganizowa† dwa tygodnie pobytu na lepszym powietrzu, pod Truskawcem. Nie znalazˆa sponsora. Polska jawi si© tutejszym jako druga Ameryka. Prawie ¾e ju¾ mnie to nie ˜mieszy. Teteryczowa ma c¢rk© na KUL-u. Trzeci rok polonistyki. "Daj¥ stypendium dwa miliony trzysta tysi©cy zˆotych, to nie zje, bo si© chce ubra†..." No tak, polska ulica r¢¾ni si© od ukraiäskiej. Dwa miliony trzysta tysi©cy zˆotych - z pewno˜ci¥ nie maj¥tek, ale por¢wna† t© kwot© z pi©ciuset tysi¥cami karbowaä-c¢w, pobieranych przez stypendyst¢w na Ukrainie... I ¾eby to pobieranych! "Od czerwca 1995 nasi studenci nic nie dostali, nic" - sˆysz© w maju 1996. P¢ˆ miliona "papierk¢w", pi©tna˜cie bochenk¢w chleba. Lw¢w, szkoˆa polska. Trafiˆam na egzamin konkursowy, od kt¢rego wynik¢w zale¾y dopuszczenie maturzysty na nasz¥ uczelni©. Dopada mnie nieznajoma kobieta, caˆuje, rozpaczliwie pˆacze, bˆaga ¾ebym si© wstawiˆa... no, u kogo˜, tutaj w konsulacie, czy u siebie w Polsce, u kogokolwiek, kto by pom¢gˆ c¢rce. Tˆumacz©, ¾e nic nie mog© zrobi†. Przytakuje, ale mi nie wierzy. Znowu pˆacze. Gˆo˜niej. Wszystko przyrzeknie, wszystko odda za szans© dla dziecka. Polska, kraj mlekiem i miodem pˆyn¥cy, oaza ˆadu, zamo¾no˜ci... A c¢rka nie zdaˆa, bo jej brakˆo sˆowa. Jednego? Jednego. Wida† jakie˜ trudne. "Przecie¾ ona tu chowana, pani, c¢¾ dziecko winne, ¾e mu sˆ¢w nie dostaje, z nami tak nie mo¾na..." Ju¾ nie prosi, bˆaga. Tˆumacz©, ¾e ¾adne ciemne siˆy tutaj nie dziaˆaˆy, w komisji sami Polacy, konsul przysˆuchiwaˆ si© egzaminowi, decyzja byˆa zbiorowa, jednogˆo˜na, wi©c z kim i o co pertraktowa†? "A sk¥d mnie wiedzie†, pani, sk¥d mnie wiedzie†"... Soˆ¾enicyn w swoim tylko z zamierzenia triumfalnym toumee po powrocie spotkaˆ si© z nieprzychylno˜ci¥ Rosji, ale i na Ukrainie mo¾na lepiej zrozumie† mechanizm jego kl©ski. Co komu po wolno˜ci, je˜li w domu gˆodno. 34 Wolno˜†, dajmy na to - sˆowa? A kogo to obchodzi w Mo˜ciskach, gdzie bez pracy zostali ¾ywiciele rodzin, co po niej w Zbara¾ach, Gr¢dkach, Iwanowkach? Otworzyˆy si© bramy monstrualnego tagru. Wypuszczeni z wi©zieä nie maj¥ dok¥d i˜†. Choruj¥. I coraz trudniej o podleczenie. Coraz wi©ksze pieni¥dze bierze personel bezpˆatnej (jeszcze) sˆu¾by zdrowia. Liryka wspominkowa: za rosyjskich czas¢w litr mleka kosztowaˆ dwadzie˜cia kopiejek, teraz - pi©†dziesi¥t tysi©cy kar-bowaäc¢w... Na mieszkanie, owszem, czekaˆo si© przez kilkana˜cie lat, ale dzi©ki kredytom, po¾yczkom ˆatwo umarzanym przez zakˆady pracy mo¾na sobie byˆo na nie pozwoli†. Czynszu nie podnoszono, latami. Szpitale - niedoinwestowane, przeˆadowane chorymi - jednak byˆy. Szkoˆy, przedszkola - byˆy. Rozbudowany system ˜wiadczeä wypoczynkowych - byˆ. Niebezpieczne s¥ te odniesienia do wczorajszego dnia. Ale sˆodko-gorzkie, buninowskie, nostalgiczne "niegdy˜" to nie w tym temacie, jakby powiedziaˆ Waˆ©sa. Nic roz˜mieszaj¥cego we wspominkach, ¾e przecie¾ - «le nie byˆo. Rezultat wybor¢w na Ukrainie - gdy przyjdzie do wybor¢w - oka¾e si© zale¾ny od wspomnienia: "Przedtem ja mogˆa jeden dzieä nie dosta† pensji i to byˆ krzyk..." - Wszystko mieli˜my. Wszystko! - ¾arliwie zapewnia mnie Adamska. Kiedy˜ moim kolegom, zwiedzaj¥cym koˆchoz ukraiäski, zaproponowano, ¾eby wej˜† do mijanej wˆa˜nie chaty. "Popatrzymy, jak ludzie ¾yj¥..." Wewn¥trz byˆ wyˆ¥cznie st¢ˆ, st¢ˆ gigant, uginaj¥cy si© od wszelkiego dobra. Przyj©cie w weselnym chˆopskim stylu: p¢ˆmiski kieˆbas i og¢rk¢w ˜wie¾ych albo kwa˜nych, piramidy pomidor¢w, marynowane dynie, jabˆka, dr¢b na zimno, dr¢b na gor¥co, butelki z czym˜ wytrawnym, z czym˜ sˆodkim... I ¾ywej duszy. Wiadomo, wszyscy w pracy, a to stoliczku nakryj si© - z czystego przypadku. Dziaˆo si© ju¾ za Chruszczo-wa, ale jeden z biesiadnik¢w zapˆaciˆ za go˜cinno˜† ci©¾kim 35 atakiem choroby, bo miaˆ kˆopoty z nerkami, wi©c rozpaczliwie broniˆ si© przed w¢dk¥, ale po przeci¥gˆym: "Aa, to nawet za pok¢j nie wypijecie?" - zaraz chwyciˆ za szklank©. Potem przez p¢ˆ nocy ryczaˆ z b¢lu, ale baˆ si© poprosi† o lekarza. Ju¾ sˆysz© ripost© Adamskiej: a m¢gˆ, m¢gˆ, bo nie musiaˆ jemu pˆaci†! I lekarstwa nie kosztowaˆy! W Kijowie prowadzone s¥, i to na du¾¥ skal©, sonda¾e socjologiczne. Na pytanie "Czy podˆug ciebie dawniej ¾ycie byˆo ˆatwiejsze?" - jeszcze w listopadzie 1991 ponad dwie trzecie ankietowanych daˆo odpowied« twierdz¥c¥. I dzisiaj s¥dz¥ podobnie. To jest spoˆeczeästwo, w kt¢rym miesi©czny doch¢d na rodzin© w 1994 wynosiˆ jedena˜cie dolar¢w osiemdziesi¥t trzy centy, w 1995 - siedemna˜cie dolar¢w siedemdziesi¥t dwa centy. Jednak w˜r¢d Ukraiäc¢w w wieku produkcyjnym w 1995 byˆo ju¾ czterdzie˜ci dwa procent bezrobotnych, wi©cej ni¾ przed rokiem. Prawie trzydzie˜ci sze˜† procent rodzin obywaˆo si© bez regularnie pracuj¥cego ¾ywiciela. Na swoje szcz©˜cie Ukraiäcy nie s¥ wielodzietni. Przeciwnie. Na Ukrainie prawie nie wida† takich rodzin (niespeˆna pi©† procent). Przewa¾aj¥ maˆ¾eästwa z jednym dzieckiem, aczkolwiek najwi©cej (blisko pi©†dziesi¥t dziewi©† procent) nie ma potomstwa w wieku do pi©tnastu lat. Z opinii tak zwanej ulicy: kto˜, kto za Bre¾niewa, i p¢«niej, zarabiaˆ sto pi©†dziesi¥t rubli, teraz bierze r¢wnowarto˜† ¢wczesnych dwudziestu pi©ciu. No, trzydziestu. Sowiecka Ukraina miaˆa wy¾szy poziom ¾ycia, ni¾ sowiecka Rosja. Na wolno˜ci odwrotnie. Sporo ludzi je«dzi popracowa† w Moskwie, bo je˜li tam wynagradza si© ich stu pi©†dziesi©cioma dolarami, u siebie za to samo otrzymaliby mo¾e osiemdziesi¥t. Jak jest w gˆ©bi Rosji -nie wiadomo, ale Moskwa sprawdzona. Zˆe nie byˆo. Osoba, kt¢rej m¥¾ przem©czyˆ lata w ˆagrach, wpiera we mnie: "Kupowali˜my. ½yli˜my. Byˆo wszystko". Inni przytakuj¥. W ich sytuacji pami©† nawet o sowieckich 36 czasach sielank¥ tr¥ci. Ile¾ to mo¾na byˆo kupi†... zaoszcz©dzi†... àwczesne n©dzne sklepy jawi¥ si© jako skˆady wspaniaˆo˜ci. Na k¥˜liw¥ uwag©, ¾e o papier toaletowy to jednak w raju byˆo raczej trudno, riposta: dzisiaj i tak zbyteczny, nie ma po czym u¾y†. Jednym sˆowem, lepiej byˆo w Zwi¥zku Sowieckim? A ¾ebym wiedziaˆa. Du¾o lepiej. Inne s¥ racje dysydenta, inne - prostego czˆowieka. Niewiara w zmian©, przygn©bienie, apatia spoˆeczna, to jest to, co jeszcze przeciwdziaˆa ruchawkom. Ukraina nie podnosi gˆowy, bo ludzie nie widz¥ celu. Nie buntuj¥ si©, gdy¾ nie wierz¥, by mogˆo to co˜ zmieni†. Na razie nie wierz¥. Tylko od czasu do czasu to spokojne, beznami©tne: "Krew si© poleje. Pr©dzej czy p¢«niej". ½adna tam euforia, konstatacja. We Lwowie sporo imprez, chocia¾ nie dla wszystkich. Bilet do kina - dwadzie˜cia tysi©cy karbowaäc¢w. Na koncert - od trzystu tysi©cy do miliona. Jak ci mˆodzi sobie radz¥? A jednak ulice s¥ wesoˆe, wieczorami tˆumy na eks-Akademickiej. Pogodna masa «le ubranych ludzi. Lw¢w - uliczny Lw¢w - nie jest smutny. Jest niechlujny, zordynamiaˆ od zˆych tynk¢w, ale smutny nie jest. To tylko takie nasze nostalgiczne wishfulthinking. Dla tych obecnych swoich Lw¢w, jak ka¾dy Chark¢w czy ½ytomierz, obleci. Przyjechaˆam do plebejskiego miasta. Dawna Akademicka tr¥ci niedzieln¥ wsi¥. Przy ˜wi©cie ludzie - i nie tylko mˆodzi -przechadzaj¥ si©, caˆymi rodzinami przesiaduj¥ na ˆawkach, w sˆoneczny dzionek pod niezmo¾on¥ zieleni¥ bulwar¢w ciesz¥ si© nie˜wie¾ym powietrzem, oszcz©dnie ¾uj¥ pestki sˆonecznika, rzadziej hamburgery. Jest w tym co˜ z nastroju wiejskiej ulicy z jej rozleniwieniem, haˆasem, muzyczk¥. Starzy na przyzbach, ka-walerka przy opˆotkach: ˜wi©to. Na eks-Akademickiej cz©sto odzywa si© harmonia. Nowy Lw¢w celebruje niedziel©, parzy si© w sˆoäcu jak w ˆa«ni, wdycha gruby kurz. Tego tu nie brakuje, a¾ zgrzyta w z©bach. A przecie¾ Lw¢w - w por¢wnaniu z wieloma 37 miastami po tej do wczoraj sowieckiej stronie ˜wiata - nie jest wyj¥tkowo zaniedbany, nawet zauwa¾a si© pewn¥ dbaˆo˜† o ˜r¢dmie˜cie, mizern¥, bo mizern¥. Licznym domom zagra¾a wyburzenie, mog¥ run¥† w ka¾dej chwili, ale i tak nie ma por¢wnania z katastrofaln¥, a dokˆadn¥ rujnacj¥ wszystkiego, co paˆacowe, ko˜cielne, wi©c po prostu: polskie na prowincjonalnej zachodniej Ukrainie. Zatem Lw¢w nie jest smutny. Jest chˆopski. M¢j Bo¾e, to akurat najmniej pasowaˆo do Lwowa. Zostaˆam ostrze¾ona, by po zapadni©ciu zmroku nie szwen-da† si© po mie˜cie. Milicja od dw¢ch miesi©cy nie dostaje pensji. Tym wszystkiego bym nie usprawiedliwiaˆa, amerykaäska dostaje, a turystom na Times Square w biaˆy dzieä wydziera si© portfele. No, ale na lwowskim dworcu kolejowym poczuˆam si© jak na gˆ©bokim Bronxie. Tˆumek niby to nie reaguj¥cy, senny, a spojrzenia a¾ piek¥. Wszyscy tu wygl¥daj¥ na podr¢¾uj¥cych od tygodni, koczuj¥ tabunami, popatruj¥ spod ˆba, taksuj¥, zn¢w drzemi¥ w˜r¢d swoich toboˆ¢w. Czasem - nie za cz©sto - wrzask, szamotanina, bolesny pˆacz na dow¢d, ¾e czyj˜ tˆumoczek je˜li pojedzie do Polski, to z innym wˆa˜cicielem. Zaciskam r©ce na torebce, cho† w¥tpi©, czy by to pomogˆo. Bez kˆopotu wˆ¥czam si© do rozm¢w. Nadia spod Borysˆawia ratuje si© prac¥ w Polsce. Przyje¾d¾a na miesi¥ce, zostawiaj¥c w domu dzieci. Chˆopak ma pi©tna˜cie lat, c¢rka o rok starsza. Radz¥ sobie, bo co maj¥ robi†. Dziewczyna ju¾ po szkole, nie pracuje, niby gdzie. Szkoˆy na razie nie zamkni©to, chˆopak jeszcze si© uczy, a co p¢«niej? Nic, odpowiada matka. Podsuwam: p¢jdzie na studia... albo jednak do pracy... Nadia zaprzecza ze spokojem, z caˆ¥ naturalno˜ci¥, jak¥ daje dˆugotrwaˆe i nieodwracalne nieszcz©˜cie: nigdzie nie p¢jdzie. Nie b©dzie nauki, nie b©dzie posady. Tylko co - pytam troch© niespokojnie. Nie odpowiada. Lachy i rizuny Kiedy¾ to napisaˆ Kisielewski (w "Kulturze" paryskiej? chyba tam, bo gdzie¾by indziej, wtedy), ¾e Bo¾e nie daj, jakie piekˆo zacznie si© po rozpadzie Zwi¥zku Sowieckiego, jaka s¥siedzka szarpanina o wszystkie sporne ziemie... a jak my wygl¥daliby˜my, zatrzymuj¥c obszar dzisiejszej zachodniej Ukrainy? Czy nominalnie (bo nie etnicznie, zg¢d«my si© z tym wreszcie) polskie Podole, polski Woˆyä nie zamieniˆyby si© w drug¥ Bo˜ni©? Kt¢r¥ przecie¾ - tyle ¾e bez pogˆosu w ˜wiecie - ju¾ przypominaˆy w czterdziestych latach. P¢«niej doszˆy Bieszczady, Lubelszczyzna... W powojennej Polsce zostaˆo jakie˜ trzysta tysi©cy Ukraiäc¢w. W dawnych granicach paästwa zamieszkiwaˆo sze˜† milion¢w, prawie sze˜ciokrotnie wi©cej ni¾ w ¢wczesnej Rumunii, prawie siedmiokrotnie wi©cej ni¾ w Czechosˆowacji. Ukraina dla Ukraiäc¢w, Polska dla Polak¢w... tendencja do paästwa jednolitego narodowo nie jest domen¥ prawicy. Realizowano j¥ r¢wnie¾ pod rz¥dami komunist¢w. Przed Akcj¥ "Wisˆa", polegaj¥c¥ na deportacji Ukraiäc¢w z poˆudniowego wschodu na zachodnie i p¢ˆnocne Ziemie Odzyskane, grubo wcze˜- 39 niej, ju¾ we wrze˜niu 1944, zadecydowano o przesiedleniu Polak¢w z Ukrainy do Polski - i vice versa. W przeciwieästwie do "Wisˆy" ta przeprowadzka miaˆa charakter w zaˆo¾eniu dobrowolny. Na sowieck¥ Ukrain© wyjechaˆo ponad sto pi©†dziesi¥t tysi©cy mieszkaäc¢w wsi mi©dzy Nowym S¥czem, Przemy˜lem i Lublinem. Ilu obywateli III Rzeczypospolitej przyznaje si© do swej ukraiä-sko˜ci? Autor opracowania Stereotyp Ukraiäca w ˜wiadomo˜ci mˆodzie¾y Polski poˆudniowo-wschodniej Jerzy Jestal z Instytutu Filozofii i Socjologii rzeszowskiej WSP konstatuje, ¾e s¥ wsie zamieszkiwane w poˆowie przez Ukraiäc¢w, z kt¢rych w najlepszym razie co pi¥ty nie ukrywa, ¾e nie jest Polakiem. W tych stronach religia automatycznie r¢wnaˆa si© narodowo˜ci. Katolik znaczyˆo zawsze: Polak. St¥d podczas Akcji "Wisˆa" zdarzaˆy si© nawet masowe przej˜cia na obrz¥dek rzymski, np. w Lesku proboszcz znienacka pozyskaˆ stu nowych wiernych... Do dzisiaj nie wiadomo, ilu unit¢w zamieszkuje w wojew¢dztwie, ilu - w samym Przemy˜lu. Wiosn¥ 1966 telewizja informowaˆa, ¾e Wielkanoc podˆug swojego kalendarza b©dzie obchodzi† trzydzie˜ci tysi©cy grekokatolik¢w. Metropolita nowo powstaˆej metropolii przemysko-warszawskiej w dwa miesi¥ce p¢«niej m¢wiˆ o stu tysi¥cach. "Polityka" pisze o dwustu. Dlaczego rzymscy katolicy tak ci©¾ko dogaduj¥ si© z greko-katolikami? R¢¾nice gˆ¢wnie liturgiczne, w zasadzie tylko one, poza celibatem, bo sp¢r o dogmaty to ju¾ z prawosˆawiem, rzadziej wyznawanym na poˆudniowym wschodzie Polski. Tymczasem walka unit¢w o wˆasn¥ ˜wi¥tyni© w Przemy˜lu ma dˆug¥ i przykr¥ tradycj©. Wˆadze peerelowskie - pono† pod naciskiem Moskwy - proponowaˆy przemyskim grekokatolikom cerkiew, ale prawosˆawn¥. Mo¾e strona sowiecka miaˆa swoje widoki na poszerzenie strefy prawosˆawia jako wyznania w ¢wczesnych warunkach nie przeszkadzaj¥cego w tˆumieniu ˜wiadomo˜ci narodowej Ukraiäc¢w, w ich rusyfikacji, podczas gdy grekokatoli-cyzm sprzyjaˆ tendencji najdokˆadniej odwrotnej. Nie upieraˆa- 40 bym si©, ¾e grekokatolikom brakˆo podstaw do podejrzeä, i¾ Episkopat stawia na sytuacj©, w kt¢rej cz©˜† unit¢w ulegnie i przychyli si© ku prawosˆawiu, ale wi©kszo˜† pozbawiona katolicyzmu greckiego - wybierze rzymski, po czym problem zga˜nie. Nie zgasˆ. Min©ˆo troch© lat i w kraju, w kt¢rym jedynym niekwestionowanym autorytetem byˆ papie¾ - polski papie¾, w jednej z najstarszych polskich diecezji wybuchˆ skandal, owieczki pokazaˆy z©by. Wˆa˜nie tu, w Przemy˜lu, w kt¢rym silne niegdy˜ lewicowe orientacje s¥ ju¾ tylko histori¥, teraz i w gustach politycznych, i w lokalnych wˆadzach dominuje prawica. Podczas wizyty papieskiej nasza telewizja robiˆa co mogˆa, by zatuszowa† nastroje, kamery starannie omijaˆy tˆum, wymachuj¥cy transparentami, skanduj¥cy hasˆa odlegˆe od standard¢w brukselskich. To nie z przypadku papie¾ nocowaˆ w odlegˆym Lubaczowie, maj¥c do dyspozycji caˆy paˆac kurii przemyskiej. Chciaˆ okaza† dyzgust? Jemu chciano zaoszcz©dzi† afront¢w? Pewnie jedno i drugie. Tak czy siak w Przemy˜lu doszˆo do najmniej wˆa˜nie z tej okazji spodziewanego potwierdzenia, ¾e w ¾adnym dzbanie ucho wieczne nie jest. Daleko od "Zakierzonii" i zagmatwaä polsko-ukraiäskich -w Sejnach - te¾ okresami wybuchaˆy, a bez przerwy ˜limaczyˆy si© zatargi o prawo nawet nie do wˆasnej ˜wi¥tyni, tylko do wˆasnych nabo¾eästw. Litwini chcieli si© modli† i sˆucha† kazaä po litewsku - Polacy nie ust©powali. Z tej okazji sejneäskie dewotki wykrzykiwaˆy do swych si¢str w Chrystusie: "Wasza Matka Boska to szwenta krowa, a nie ¾adna Matka Boska". Ujmuj¥cy przyczynek do bajd o polskiej tolerancji. Rozkwita literatura nostalgiczna, mno¾¥ si© pami©tniki, mocno cukruj¥ce prawd© o Kresach. Albumy, wystawy przy˜wiadczaj¥ idylli, co to niegdy˜... i zawsze... i na pewno... Spod pi¢r i spod kamer niegdysiejszo˜† w ciepˆych ˜wiatˆach zgody, tolerancji i poszanowania czyjej˜ odmienno˜ci. Czy tak byˆo na pewno? Co o tym powiedzieliby jeszcze nie ukraiäscy, tylko 41 rusiäscy posˆowie, bezskutecznie dopominaj¥cy si© pod austriackim zaborem w lwowskim sejmie o swoje prawa j©zykowe; i ukraiäscy studenci, domagaj¥cy si© swojego uniwersytetu we Lwowie za II Rzeczypospolitej? Jak to wygl¥daˆo w odczuciu chˆop¢w spod —niatynia, mro«n¥ zim¥ przep©dzanych przez Zbrucz pod paˆkami policji? Polskie irracjonalizmy... Lata czterdzieste wykazaˆy, jak¥ fikcj¥ byˆa rzekoma wsp¢lnota. Mira¾ zgasˆ w potokach krwi, kt¢r¥ spˆyn¥ˆ Woˆyä i w zasadzie caˆa "Zakierzonia". Nie starczyˆo paruset wsp¢lnych lat na zgod©, nie starczyˆo nienawi˜ci na obco˜†. Bali˜my si© ich i nie umieli˜my si© bez nich obej˜† ani w polityce, ani w kulturze. Zadziwiaj¥ce wymieszanie admiracji i pogardy. Nawet autor najdalszy od sˆabo˜ci do rizun¢w, Sienkiewicz, nie ustrzegˆ si© przed fascynacj¥, z kt¢r¥ chc¥c nie chc¥c wykreowaˆ Bohuna, o ile¾ ciekawszego ni¾ nudny jak flaki z olejem jego aneks, Skrzetuski. Kompleks ukraiäski mru¾y do nas oko z literatury - od Sˆowackiego po Wierzyäskiego, od Yincenza po Ku˜niewicza. W pisarstwie "wok¢ˆlitewskim", mo¾e z zasˆugi historii, nie ma tych napi©†, tych przemilczeä, zeˆgaä, kt¢re wypeˆniaj¥ zˆo¾a minoderyjnych i megalomaäskich wspomnieä. Ju¾ i ˆy¾eczki dziegciu po¾aˆowano do beczki z miodem. Sztucznym. "Fascynacja ta bowiem trwa nawet u najbardziej zagorzaˆych anty-Ukraiä-c¢w" - zupeˆnie trafnie zauwa¾a autor Atomami UPA, Edward Prus, kt¢rego zdaniem: "Nie zaszkodzi nikomu, je˜li obok zbrodni okrutnej b©dziemy m¢wi† o dawnych kresach, o ich "ruskich" mieszkaäcach w kategoriach romantycznej, sentymentalnej zadumy, dumki i kolorowego obrazka folklorystycznego". Zaszkodzi, zaszkodzi, bo ci "Rusini" od dawna nie mieszcz¥ si© w obrazku. Nigdy nie kochali˜my s¥siad¢w - ¾adnych - ale to akurat jest powszechne zjawisko. Ma znaczenie intensywno˜† niech©ci, a w stosunku do Ukraiäc¢w daleko nam do oboj©tno˜ci. Badaˆ t© spraw© doktor Henryk Pietrzak z rzeszowskiej WSP. Ot¢¾ przy wyborach negatywnych Polacy w pierwszej tr¢jce - po 42 Cyganach i Rumunach - nieodmiennie lokuj¥ Ukraiäc¢w. To samo przy stereotypie "nieuczciwy"... "brudny"... "nie nadaj¥cy si© do kontakt¢w towarzyskich"... Ukraiäcy te¾ zaczynaj¥ od Cygan¢w i Rumun¢w, ale trzecie miejsce rezerwuj¥ dla ½yd¢w. "Straszy si© dzieci Ukraiäcom" - konstatuje przemy˜lanin. Co mamy im do zarzucenia? Ze nacjonali˜ci. Nie lubi¥cy Polak¢w. Niekulturalni. Skˆonni do rozboju. Zaciekli. M˜ciwi. Zazdro˜ni. Faˆszywi. Gˆupi. Materiali˜ci. Ordynarni. Zaborczy. Pozytywne konstatacje prawie si© nie zdarzaj¥. Ukraiäcy te¾ wyliczali gˆ¢wnie ujemne nasze cechy. Ich zdaniem: "Polak to czˆowiek wrogo nastawiony do Ukraiäca, zadufany w sobie, nietolerancyjny, leniwy, przesadnie ceni¥cy warto˜ci narodowe..." Polacy dostrzegaj¥ ukraiäsk¥ go˜cinno˜†. Przywi¥zanie do tradycji. Solidarno˜† narodow¥. Ukraiäcy aprobuj¥ nasz¥ zaradno˜†. Uderza brak przysˆowia czy dowcipu o Ukraiäcach, co wskazywaˆoby, ¾e ksztaˆtowanie si© stereotypu trwa. R¢wnie¾ wedˆug socjolog¢w wynika to w znacznej mierze "z zepchni©cia problematyki stosunk¢w polsko-ukraiäskich na margines ¾ycia publicznego". A tak, tu jest pies pogrzebany. Poza incydentami - z reguˆy niesympatycznymi incydentami - nie zauwa¾amy Ukrainy, tak jak dawniej nie zauwa¾ali˜my R u s i n ¢ w . Opinie, kt¢re zacytuj©, zostaˆy wygˆoszone na pierwszym posiedzeniu Sejmu krajowego galicyjskiego we Lwowie w kwietniu 1861 po formule: "Jako Marszaˆek krajowy dla kr¢lestwa Galicyi Lodomeryi wraz z Wielkim Ksi©stwem Krakowskiem, przyrzekam niniejszem w miejsce przysi©gi Jego ces. kr¢l. Apostoˆ. Mo˜ci Cesarzowi wierno˜†, posˆuszeästwo, przestrzeganie praw i sumienne wykonywanie obowi¥zk¢w moich. Tak mi Panie Bo¾e dopom¢¾!" Ale ju¾ wtedy, po zach©cie biskupa Litwinowicza: "Panowie! wnosz©: niech ¾yje Najja˜niejszy Pan!! (Izba powstaje, nast©puje trzykrotny okrzyk: Niech ¾yje!!! Mnohaja lita!!!" - wtr¥ca spra- 43 A'ozdawca) ju¾ wtedy, na tym pierwszym kwietniowym posie-uzeniu pierwszego sejmu pod zaborem, pogˆos niepogody. Obruszy si© poseˆ ksi¥dz Pietruszewicz: "... sˆysz©, ¾e tu si© m¢wi tylko o jednym narodzie, ja za˜ i ci, kt¢rych tu reprezentuj©, widzimy nar¢d polski i nar¢d ruski..." (gwar i przerywanie - dorzuca sprawozdawca). A cho† poseˆ ksi¥dz Alexander Dobrzaäski apeluje: "Zast©pcy ludu! [...] Adres ten obejmuje wynurzenie wdzi©czno˜ci Najja˜niejszemu Panu oraz gor¥ce ¾¥dania i ¾yczenia nasze, kt¢re Monarsze przedˆo¾y† trzeba. Taki adres powinien by† jednomy˜lnie przyj©ty. Nie targujmy si© o sˆowa, nie b¥d«my sk¥pi w wynurzeniu uczu† takich, bo nie mo¾emy w¥tpi†, ¾e te spory dojd¥ do uszu Najj. Pana i cel adresu przeto chybionym b©dzie (oklaski)". I chocia¾ na posiedzeniu po ostrej wymianie zdaä -i zˆo˜liwo˜ci z naszej strony, to jest z ust polskich posˆ¢w w ripo˜cie marszaˆkowi, kt¢ry wzywa: "Kto jest za wnioskiem, aby protokoˆy posiedzeä sejmowych redagowano w obu j©zykach, w polskim i ruskim, ten niechaj powstanie", jednak rozum zwyci©¾a, bo - powtarzam z ksi¥¾ki adnotacj© przy stenogramie: "Wszyscy powstaj¥. Okrzyk zgody i rado˜ci" - to ju¾ na nast©pnym posiedzeniu, prawie natychmiast, bo za cztery dni, 19 kwietnia, konflikt wraca tym razem pod pretekstem niezgody Polak¢w na odczytywanie protokoˆ¢w z poprzedniego posiedzenia w obydwu j©zykach. Oliwy do ognia dolewa poseˆ Borkowski: "W ostatniej sesyi byˆo uchwalone, aby protok¢ˆ prowadzi† i w narzeczu ruskim -(gˆosy z prawej strony: w jazyku, w jazyku) - Powiedziaˆem w narzeczu i to jest wewn©trzne przekonanie moje". "Poseˆ xi¥dz Ginilewicz: To id© o toje, aby to samo szczo sia howoryt' po ruski, buˆo w protokoli po polski i po ruski, i aby buˆo ohoˆoszene. Marszaˆek (przerywa): To jak ju¾ m¢wiono, przedwczesna kwestya, o tem dzisiaj obradowa† nie mo¾na! (Gˆosy z prawej i z lewej): tak! tak! wezwa† do porz¥dku!" 44 "Po polsku..." "Po ruski..." Rozj¥trzony wrz¢d. Prowokowali˜my, obra¾ali˜my, tote¾ demonstracja b©dzie si© smu¾y†, wraca†, jak w odezwaniu si© "posˆa wˆo˜cianina (z prawej) Laury-nowicza Mikoˆaja: Choczu, aby˜te po ruski to skazaˆy - bo po polsku ne rozumiju..." Rozumiaˆ. Wszyscy oni tam wybornie rozumieli jedni drugich. Ale tu szˆo o du¾o istotniejsze zrozumienie, o prawo do j©zyka szˆo pos¥dzonym zaledwie o narzecze. Dˆugie, burzliwe posiedzenie. Zajadˆo˜ci narodowo˜ciowe, chucpa ja˜niepaäska, nienawi˜† klas. W dzisiejszej Polsce to niemodny temat, dzisiaj mamy pass© tylko na krzywdy ze strony komunist¢w, wi©c oddaj© gˆos notablom innej ery. Wywodziˆ w galicyjskim sejmie poseˆ Ziemiaˆkowski: "Skre˜lono tu bardzo wymownemi usty n©dz© ludu wiejskiego, i n©dz© t© przypisuj¥ jedni krzywdom przez wi©kszych wˆa˜cicieli mniejszym wyrz¥dzonym. (...] Panowie! je¾eli si© dziaˆy nieprawo˜ci, je¾eli panowie robili krzywd© chˆopom, to niech ka¾dy z drugiej strony poˆo¾y r©k© na swem sercu i powie, czy chˆopi panom swoim nigdy krzywdy nie wyrz¥dzili?" "Poseˆ xi¥¾© Sanguszko: Chciaˆem to panowie powiedzie†, ¾e sˆyszaˆem tu wiele gˆos¢w o biedzie i n©dzy. Bieda by† musi, jest to kara od Boga na ludzi rzucona: lecz jest spos¢b umkn¥† biedzie, a to jest praca. Kto chce pracowa†, b©dzie ¾y† bez biedy, a kto posiadaj¥c maˆo, koˆo tego starannie chodzi, b©dzie miaˆ wi©cej, i lepiej na maˆym ruäcie wyjdzie, ani¾eli ¢w, kt¢ry posiada wiele, a z tem niedbale sobie post©puje..." Poseˆ Adam hrabia Potocki: "Panowie! I ja jestem posˆem wybranym przez gminy wiejskie i mam sobie to za zaszczyt. Lecz wyzna† powinienem, ¾e inaczej rozumiem zadania posˆa. [...] —miem twierdzi† ¾e w caˆej Europie nie ma kraju, gdzie by przypuszczonem by† mogˆo to, co tutaj wyrzeczonem byˆo. Ci©¾ka odpowiedzialno˜† i kara bo¾a spadnie na to prawodawstwo pod kt¢rem tak monstrualna my˜l rozsiewa† si© mo¾e, jak ta, kt¢r¥ poseˆ Szpunar wypowiedziaˆ. Poseˆ Szpunar uwa¾a 45 lasy za wˆasno˜† publiczn¥. Czy wiecie, panowie, co to jest? To jest obalenie prawa wˆasno˜ci, to jest obalenie tego, co jest podwalin¥ wszystkich spoˆeczeästw..." Ten¾e poseˆ hrabia Adam Potocki: "(...] Od roku 1848 wˆo˜cianie nasi uzyskali prawa obywatelskie, zostali postawieni na r¢wni ze szlacht¥, a nast©pnie z woli Monarchy i imieniem kraju zniesiono wszelkie stosunki poddaästwa, je¾eli tedy rzecz sama ju¾ nie istnieje, i ani o powrocie tych¾e stosunk¢w, ani o przywr¢ceniu paäszczyzny mowy by† ju¾ nie mo¾e, czeg¢¾ jeszcze chodzi po kraju jej mara, wywoˆana przez ludzi krajowi niech©tnych, a chc¥cych na jego szkod© utrzymywa† rozbrat pomi©dzy wˆa˜cicielami wi©kszych posiadˆo˜ci a wˆo˜cianami? Panowie! T© mar© trzeba stanowczo i raz na zawsze pogrzeba† [...]". Z kolei Rusin, poseˆ ksi¥dz Witwicki: "... my bolejemy nad losem naszym jak i Polacy, z t¥ r¢¾nic¥, ¾e wy od 100, a my ju¾ od 500 lat... To co was boli, to i nas boli - wi©c tylko r¢wnouprawnienie ludu, kt¢ry na nas pracuje, pracowaˆ i pracowa† b©dzie (oklaski) trzeba popiera† - a podst©p i sztuczki... (dla oklask¢w nie mo¾na sˆysze†) jedno˜† niech wˆada nami... (oklaski)". "Poseˆ xi¥dz Mogilnicki: Sˆowa poperednyka o myˆosty sut nam dorohi, ale na sˆowach poˆahaty ne mo¾em... my prosym szczoby i skutki tej myˆosty pereszˆy w czyn, bo sut szcze rany nezahojeni". "Xi¥¾© Wˆadysˆaw Sanguszko: ½aˆuj© bardzo, ¾e nie mam tak wymownego gˆosu jak m¢j poprzednik, musz© tylko doda†, ¾e je¾eli˜my w roku 1848 zrobili deklaracy© na korzy˜† wˆo˜cian, ¾¥damy w zamian za nasze dobre ch©ci: a¾eby wˆo˜cianie ze swej strony odpychali obmowc¢w i niegodziwc¢w, kt¢rzy obˆud© siej¥ i lud baˆamuc¥..." W ferworze sporu zapominali, ¾e podobno si© nie rozumiej¥. Ale pretensji nie daˆo si© wygˆuszy†, stary gw¢«d« zostaˆ w nowym sejmie, tkwiˆ w ka¾dym z nich, i kaleczyˆ ka¾dego. C¢¾ st¥d, ¾e sprawozdawca odnotowuje "huczne oklaski" po 46 kwestii posˆa Ziemiaˆkowskiego: "Przynajmniej tam, gdzie nam wolno, trzymajmy si© razem bez r¢¾nicy stan¢w". Nie udaˆo si© stanom, nie udaˆo si© narodom. Miˆy Bo¾e, narzecze... "Xi¥dz Ginilewicz [...] Panowie! nar¢d ruskij bolszyj jak pol-skij, maje literaturu. Marszaˆek: Do rzeczy, do rzeczy!" I p¢«niej, mimo oznajmienia marszaˆka: "Dyskusya zamkni©ta" - poseˆ Kazimierz Dzieduszycki zd¥¾y wrzuci†: "Im chodzi o j©zyk, chodzi o narodowo˜† - dobrze, niech broni¥ ojczystego j©zyka, niech broni¥ swej narodowo˜ci [...] atoli rzecz ta nienale¾y pod dyskusj© Sejmu, jest to rzecz literatury i ludzi umiej©tno˜ci, dyskusya o niej tu podj©ta zabiera czas dla spraw ¾ywotniejszych po˜wi©cony - dla spraw, kt¢re ka¾dego z nas zar¢wno obchodz¥, i dla ka¾dego zar¢wno s¥ wa¾nemi - w ich wˆasnym wi©c interesie upraszam, aby rzecz o narodowo˜ci i j©zyku odˆo¾y† na p¢«niej, a teraz kiedy mamy radzi† nad dobrem powszechnem nie trwoni¥c czasu..." I tak dalej, a im dalej tym niezr©czniej. Jakie to nasze, nieprawda? Polska nieuwaga, polska nonszalancja, kr¢tkowzroczno˜†... "Dyskusya nie jest tu na swoim miejscu". Gdyby byˆa - i wcze˜niej, i wtedy, i p¢«niej - mo¾e nie a¾ z tak¥ siˆ¥ rozj¥trzyˆyby si© wcale przecie¾ nie zagojone jeszcze nastroje antypolskie. Powt¢rz© za sob¥ z mojego Senni/ca galicyjskiego: "Nie byˆo zgody polsko-ukraiäskiej. Nigdy. Byˆy pozory, iluzje, literackie bajki. Nienawi˜† smu¾yˆa si©, eksplodowaˆa, znowu cichˆa, przed kolejnym wybuchem. Konflikt przygasaˆ, ale wracaˆ, jak po unii brzeskiej, kt¢ra doprowadziˆa w Przemy˜lu do pierwszego ostrego zwarcia rzymskich i greckich katolik¢w. Grubo po unii, dopiero w 1687 roku, przemyscy unici otrzymali swoj¥ katedr©, ale sp¢r powr¢ci w naszych czasach, po ostatniej wojnie i nie przysporzy Rzymowi sympatii w˜r¢d miejscowych grekokatoli-k¢w, rozpaczliwie a bezskutecznie dopominaj¥cych si© u kardy- 47 naˆa Wyszyäskiego o pomoc w wyegzekwowaniu praw do swojej byˆej ˜wi¥tyni. Kolejny ostry stan zapalny w roku 1991 z lekka u˜mierzy papie¾". W roku 1996 stan zapalny trwa, gazety skoncentrowane na aferze - dla odmiany - z ko˜cieln¥ kopuˆ¥, usuni©t¥ przez wsp¢ˆautor¢w napi©† z 1991 roku, mimo interdyktu obecnych i aktywnych oo karmelit¢w bosych. Haˆas wywoˆany tym pomysˆem sˆycha† a¾ w Toronto. A w Przemy˜lu jedni tym bardziej (przypomn© wcze˜niejsz¥ opini© socjologa) "skar¾¥ si© na zacieranie ˜lad¢w ukraiäsko˜ci", drudzy tym mocniej "obawiaj¥ si© ukraiäskich ¾¥daä zwrotu ziemi i budynk¢w opuszczonych po Akcji "Wisˆa"". Roszczenia s¥ spore, s¥ raczej bezsporne i nolens volens ju¾ realizowane. Grekokatolicy odzyskali swoje byˆe seminarium duchowne oraz cerkiew na Zasaniu (taka Praga przemyska), gdzie niegdy˜ mieli siedzib© oo bazylianie, a po eksodusie Ukraiäc¢w obiekt zamieniono na Okr©gowe Archiwum. Teraz papiery wy-w©drowaˆy do dziewi©tnastowiecznej ˆa«ni miejskiej, przebudowanej du¾ym kosztem i ku og¢lnemu niezadowoleniu. Mieczem wojujesz... Szykowany zwrot kilku kamienic czy nawet dziaˆki budowlanej w ˜r¢dmie˜ciu to drobiazg, problemem - jakim! - jest obecna siedziba Oddziaˆu Muzeum Narodowego, dawny paˆac biskupi unit¢w. Korespondencja do grekokatolickiego hierarchy kierowana tylko pod stary adres. Arcybiskup Martyniuk potwierdziˆ roszczenia, dorzucaj¥c, ¾e wi©kszo˜† zbior¢w, to i tak ikony. No, niezupeˆnie. Co b©dzie z muzeum, je˜li Ukraiäcy nie p¢jd¥ (a nie p¢jd¥) na ust©pstwa? Przeniesienie zbior¢w do zamku w Krasiczynie nierealne, cho† jeszcze w 1975 roku konserwator zaprojektowaˆ podziaˆ na cz©˜† muzealn¥ oraz hotelow¥. Ta pierwsza w najlepszym razie nadaje si© do sezonowych i to - ze wzgl©d¢w bezpieczeästwa - pomniejszych ekspozycji. Rzeczywista ochrona zbior¢w w dzisiejszym Krasiczynie wymagaˆaby zawrotnych pieni©dzy. Armii ochroniarzy. 48 A w Przemy˜lu - ciurkiem o kopule. Przeor Gut nie przyj¥ˆ pisma konserwatora generalnego z nakazem wstrzymania przer¢bek. Nie odbieraˆ poczty. Nie otwierano furty, klasztor zamkn¥ˆ si© przed interweniuj¥cymi. M¢j rozm¢wca, karmelita, delegowany przez przeora, utyskuje, ¾e z czystej sprawy architektonicznej (tak wˆa˜nie to uj¥ˆ) robi si© polityk©. P¢ki co, walka trwa, zauwa¾am. "Walka jak walka - opiera si© ojciec Twardzik. - Jeste˜my u siebie". A je˜li zapadnie decyzja - przywr¢ci† kopuˆ©? "Zobaczymy". Prosz© o konkretn¥ odpowied«. Ojciec z ˆagodnym u˜miechem: "Ja nie mog© jej udzieli†". We Lwowie konsul generalny potwierdza, ¾e przepychanka o ko˜cielny dach, kt¢ra akurat zbiegˆa si© z czterystuleciem unii brzeskiej, nie ma lokalnego charakteru. Jeszcze podczas wizyty ¢wczesnego ministra Skubiszewskiego w Kijowie, z czterdziesto-minutowej jego rozmowy z szefem ukraiäskiej dyplomacji dwadzie˜cia zaj¥ˆ temat - eufemistycznie nazwijmy go - przemyski. Polska byˆa pierwszym paästwem, kt¢re uznaˆo niepodlegˆo˜† Ukrainy, ale na konferencji prasowej dziennikarze nie pytali o polityk©. Pytali o deski, zjedzone przez komiki i przez grzyb: na pewno czy na niby? Zgadza si©: to byˆ ich klasztor, ich ko˜ci¢ˆ. Wr¢cili do swojego zespoˆu l czerwca 1946, po studwudziestoletniej przerwie, spowodowanej decyzj¥ zaborcy: ˜wi¥tynia zostaˆa przekazana unitom dopiero przez administrator¢w c.k. Galicji. Diuide et impera, znana reguˆa. Jest jednak pewien szkopuˆ, po stronie ukraiäskiej powtarza si© kˆopotliwe pytanie: "Dlaczego nikt nie zgˆaszaˆ pretensji po I wojnie ˜wiatowej? Dlaczego Polacy wcze˜niej nie upomnieli si© o swoje?" W obozie reklamuj¥cym si© hasˆem: "Polska nade wszystko", poparcie dla likwidator¢w kopuˆy. "Nie b©dzie nam cebula g¢rowaˆa nad miastem..." A nie jest to kopuˆa cerkiewna, tylko barokowa. Gdyby konsekwentnie upiera† si© przy czysto˜ci sty- 49 ˆ¢w - nale¾aˆoby z wie¾ ko˜cioˆ¢w romaäskich str¥ci† heˆmy dostawione za renesansu czy baroku. I pousuwa† z gotyckich katedr renesansowe kaplice, barokowe oˆtarze. Tylko ¾e w tej rzekomej przepychance gust¢w najmniej idzie o architektur©. Zawracanie gˆowy ze spekulacjami, czy Przemy˜l bez kopuˆy straci na urodzie, czy nie straci. Po interwencji telefonicznej ambasadora Ukrainy w Polsce i drugiej - mera Lwowa - zagraˆy ambicje. "Zarz¥d Miasta Przemy˜la odczytuje te wyst¥pienia jako wyra«n¥ ingerencj© w wewn©trzne sprawy Polski..." Zarz¥d poszedˆ za ciosem, wyra¾aj¥c "stanowczy protest przeciw post©powaniu Generalnego Konserwatora Zabytk¢w, kt¢ry podejmuj¥c dziaˆania sprzeczne z prawem popiera naciski k¢ˆ nacjonalistycznych po obu stronach granicy". Protest pow©drowaˆ do dziesi©ciu (!) adresat¢w, zaczynaj¥c od MSZ, na przeorze oo karmelit¢w koäcz¥c. Rada Miejska podzieliˆa "oburzenie... z powodu koniunkturalnych i wasalnych dziaˆaä generalnego konserwatora..." I po-oo-szˆo. Hej kto Polak na bagnety! Niby drobiazg wystarczyˆ, ¾eby rozgorzaˆo to, co si© tliˆo po obydwu stronach granicy. W Gr¢dku (dawniej Jagielloäskim) na rynku - obecny Majdan Hajdamak¢w - tablica ogˆoszeä z opublikowanym w lwowskiej prasie protestacyjnym listem otwartym do polskiego konsulatu. Nie doczytaˆam, czyim. Jednym z wielu, rozwodz¥cych si© nad "polskim barbarzyästwem". W Mo˜ciskach, te¾ na rynku, te¾ na tablicy ogˆoszeä, du¾y, z daleka widoczny napis: "Wandalizm XX wieku. P e r e m y ˜ l". I sugestie szowinistycznej organizacji "Nadsanie": wstrzyma† przekazy pieni©dzy z Polski na budow© ko˜cioˆa, nie zezwoli† na budow© polskiej szkoˆy. Opinia miejscowej Polki: "W Przemy˜lu na ka¾dym skr©cie stoi ko˜ci¢ˆ, to ju¾ by im mogli zostawi† ten jeden, ¾eby si© na nas nie skrupiaˆo". I po chwili, ciszej: "Ci z Przemy˜la ani przez dzieä nie byli w naszej sk¢rze". Dociskam: "Czy tu si© pogorszyˆo od afery z kopuˆ¥?" "Prosz© pani¥, to nie do opowiedze- 50 ni¥! A my w rejonie mamy otwarte 22 ko˜cioˆy, 8 fakultatyw¢w [klas z j©zykiem polskim - AS], dwie szkoˆy w budowie... Szˆo wytrzyma†. My wszyscy m¢wimy: na co nam to byˆo". Niezr©czno˜ci polskie. W O˜wi©cimiu - po aferze "˜wi¥tynnej" z ss karmelitankami - zn¢w wpuszczono sˆonia do skˆadu porcelany. W awantur© o centrum handlowo-usˆugowe przy muzeum zaanga¾owanych coraz wi©cej os¢b, a co persona - to zdanie, a co przepis - to interpretacja. O˜wi©cimska niezr©czno˜† jest grubsza, przede wszystkim -jest nagˆo˜niona w Stanach, a z tym to my si© liczymy, wi©c dotarˆo do nas, pomalutku, ¾e hot dog¢w i lod¢w a la Auschwitz nie da si© wyceni† tylko w prawnych kategoriach. Przewodnicz¥cy przemyskiej rady miejskiej - z profesji adwokat - te¾ "nie dopatrzyˆ si© przesˆanek prawnych" w obronie kopuˆy. Jak gdyby szˆo akurat o to! Herbowe, jednoznacznie polskie tablice z lwowskiego Arsenaˆu, wyrzucono w rewan¾u za kopuˆ©. Ze ka¾dy pretekst dobry? Tym bardziej trzeba si© wystrzega† pretekst¢w. Tamtego wieczoru konsul wydawaˆ przyj©cie w hotelu "Dnipro". Stawiˆo si© niewiele z zaproszonych os¢b, nie pojawiˆ si© nikt z oficjeli, cho† niekt¢rzy przechadzali si© w pobli¾u. Tablic nie zniszczono, odnalazˆy si©, oparte o drzewo, ale miejsce po nich zamurowano. Mo¾e w ko˜ciele 00 Karmelit¢w Bosych przyb©dzie jeszcze jedna flaga z tej okazji. Nastr¢j w ˜wi¥tyni troch© poza zegarem, poza kalendarzem. Symbole wyraziste jak w stanie wojennym. Ze sklepienia p©k flag papieskich oraz narodowych. Te biaˆo-czerwone wisz¥ zreszt¥ i przed ko˜cioˆem, a¾ pi©†. Poni¾ej deklaracja: "Sercem kocham Jezusa". Jaka˜ grzeszna r©ka dopisaˆa: "Jezus kochaˆ darmo". Byˆo wi©cej przemy˜leä, ale kto˜ pozacieraˆ teksty, z kt¢rych jednak przebija nazwisko przeora. Najulubieäsze przemyskie graffiti: hasˆo UPA plus tryzub wkomponowany w szubienic©. Wie˜† gminna niesie, ¾e pod ko˜cioˆem rozci¥gaj¥ si© podziemne przej˜cia. Bardzo dˆugie 51 korytarze... Kiedy w 1991 zaniosˆo si© na sukces grekokato-lik¢w, ulica szemraˆa: "Tam s¥ lochy, kazamaty, b©d¥ mieli gdzie spiskowa† i robi† skˆady broni". Zakonnica oprowadza wycieczk©. "Ko˜ci¢ˆ patriot¢w" - rozrzewnia si© kto˜ szeptem. Jedna ˜ciana wyˆo¾ona kafelkami, na podobieästwo szpitalnej. Po˜rodku - odcinaj¥ca si© od tˆa, z daleka zauwa¾alna mapa Polski. Jakiej? A jagielloäskiej. Bez sˆowa informacji, bo i po co. Do kogo maj¥ przem¢wi† i tak prze-m¢wi¥ kontury granic - powt¢rzmy za Ksawerym Pruszyäskim - tego wielkiego mocarstwa, kt¢re si© kiedy˜ nazywaˆo Rzeczpospolita. Kto pyta, nie bˆ¥dzi. Ksi¥dz, zagadni©ty przeze mnie: "Jaka to mapa" - odpowiada pogodnie: "Przedwojenna". Na moj¥ uwag©, ¾e przed II wojn¥ ˜wiatow¥ Inflanty z pewno˜ci¥ ju¾ nie byˆy nasze, u˜miecha si© i napomyka o Piˆsudskim, "kt¢ry walczyˆ w tych granicach..." Z pewno˜ci¥ ju¾ nie w tych, ale oddajmy ojcom bosym sprawiedliwo˜†: zadbali o pokrzepienie serc, przynajmniej na ich ˜cianie Zadnieprze znowu nasze. Przed gˆ¢wnym oˆtarzem transparent: "B¢g-Honor-Ojczyz-na". Ko˜ci¢ˆ patriot¢w... je˜li sprawa istotnie jest poza nacjonalizmem, poza polityk¥, dlaczego akurat tu tak intensywnie eksponuje si© tre˜ci z repertuaru "prawdziwych Polak¢w"? Ile zˆej woli wˆadowaliby w to i polscy, i ukraiäscy ekstremi˜ci - stulecia blisko˜ci nie s¥ do skre˜lenia. Nawet w tym przepolsz-czonym, przeˆadowanym polityk¥ ko˜ciele oo karmelit¢w tablica - przypomnienie: "O. Makary od Naj˜wi©tszego Sakramentu Demeski 1566 (?) We Wˆodzimierzu. Z pochodzenia Kozak. Do Karmelu wst¥piˆ w Krakowie 1610. Podprzeor klasztoru w Przemy˜lu. Nawr¢ciˆ wielu niewiernych oraz Rusin¢w schizmatyk¢w, kt¢rych pozyskaˆ dla unii z ko˜cioˆem katolickim..." Na bocznym oˆtarzu orzeˆ - koronowany - przykucn¥ˆ u st¢p Matki Boskiej. Drugi, bez korony, wtuliˆ si© w tablic© "Niewinnej ludno˜ci polskiej bestialsko mordowanej przez bandy UPA na 52 kresach poˆudniowo-wschodnich w latach 1942-1948". I druga, z nazwiskami zmarˆych karmelit¢w. Zwraca uwag© przerwa mi©dzy latami 1783 a 1948. Rzekomo w ich efekcie rozgorzaˆ sp¢r. Czy rzeczywi˜cie idzie tylko o ten ko˜ci¢ˆ? Mo¾na rzuci† ¾agiew na beton: nie zrobi szkody. W Przemy˜lu zapaˆka spada na bardzo suche siano. Wojew¢dztwo jeszcze zwleka, ale miasto ju¾ wycofaˆo si© z Euroregionu "Karpaty". Nie podaj¥c powodu. To, co tu zaszˆo - i co przecie¾ trwa - to nie jest sp¢r o wyznanie. Nigdy nie byˆ. Mˆoda, sk¥din¥d niegˆupia dziewczyna nie chce nawet sˆucha†. "Ja bym im nie daˆa ¾adnego z naszych ko˜cioˆ¢w. Chc¥ mie† wˆasny, niech sobie postawi¥". Koryguj¥c m¢j kwa˜ny komentarz: "Prosz© pani, ja nie jestem nacjonalistk¥. Jestem szowinistk¥. Kiedy pojechaˆam do Odessy, to mˆodzi ludzie wpierali we mnie, ¾e UPA zabijaˆa tylko komunist¢w. Wi©c jestem i b©d© szowinistk¥, jak m¢j ojciec". Wbrew temu, co si© dzisiaj wypisuje, wˆadze peerelowskie -je˜li idzie o "antyko˜cielno˜†" - zwˆaszcza w latach siedemdziesi¥tych (ale i wcze˜niej) trzymaˆy propagand© na kr¢tkiej smyczy. To samo odnosi si© do kwestii narodowo˜ciowych. Nacjonalizm? Antysemityzm, a ju¾ zwˆaszcza, Bo¾e uchowaj, anty-rusycyzm?! Wsz©dzie, tylko nie u nas. Wykluczone. Nawet w haniebnym roku 1968 przyznawali˜my si© tylko do "antysyjonizmu". Je˜li si© o czym˜ nie m¢wi, to co˜ nie istnieje. Milczenie jako polityczny spos¢b bycia. Udawaˆo si©: niestety dzi©ki smyczy. Szeptem, p¢ˆgˆosem - zanim zacznie si© gˆos podnosi†, zanim pomruk przejdzie w ryk. Taki jest mechanizm. Zawsze.. Zauwa¾alni na naszych pograniczach, niedostrzegani w granicach wˆasnego kraju: oto status Ukraiäc¢w w polskiej ˜wiadomo˜ci. W "najbogatszej" z zespoˆu polskich fobii narodowo˜ciowych - w antysemityzmie - dominowaˆa niech©†, l©k przed spektakularn¥ inno˜ci¥, ale nie tylko. W antysemityzmie rol© 53 odgrywaˆa zawi˜†. Ukraiäcom nie byˆo czego zazdro˜ci†, o tej fobii przes¥dziˆa - obok strachu - pogarda. Tego˜my im nie ¾aˆowali. Kim byˆ Ukrainiec w polskich oczach? Zapiekˆym rizunem. Ciemnym chamem. Podwˆadnym, kt¢rego mo¾liwo˜ci intelektualne wyczerpywaˆy si© na stawianiu trzech krzy¾yk¢w. Stereotypu nie psuˆa nam ani znakomicie przecie¾ zorganizowana sp¢ˆdzielczo˜† ukraiäska w przedwojennej Polsce, ani intensywne, w nic dobrego Polakom nie wr¢-¾¥cym kierunku, intensywne ¾ycie polityczne "hajdamak¢w". Oczywi˜cie, jak w ka¾dym ubogim i sˆabo rozwini©tym cywilizacyjnie kraju rozpi©to˜† mi©dzy masami chˆopskimi a inteligencj¥ byˆa drastyczna, ale je˜li wspomnie† zˆogi analfabetyzmu na obszarach rdzennie polskich... Ukraiäcy potrafili nas zaskoczy†. Cokolwiek m¢wi† - UPA nie okazaˆa si© chaotyczn¥ ru-chawk¥, tylko wybornie zorganizowanym wojskiem. A te ich, kilkupi©trowe niekiedy, podziemne schrony, dow¢d imponuj¥cej sztuki in¾ynierskiej? W kryj¢wkach z powodzeniem mie˜ciˆy si© szpitale polowe, mogˆo w nich przebywa† - i kpi† z po˜cigu - po kilkadziesi¥t os¢b! Zasypie wszystko, zawieje... Mo¾e i tak. Na razie zbyt gorliwie odgarnia si© te ˜niegi nie tylko po drugiej stronie granicy. Z tego, co dzisiaj sˆyszy si© i czyta, wynikaˆoby, ¾e na wsch¢d od Medyki mieszkaj¥ nasi: przede wszystkim, je˜li nie wyˆ¥cznie. Telewizji czy prasy w zasadzie nie interesuje kraj przecie¾ wi©kszy od Polski, w przyszˆo˜ci - nie twierdz©, ¾e od jutra - niestety mo¾e i atrakcyjniejszy dla Zachodu, jako karta w gospodarczo-politycznym pokerze. A nas niezmiennie absorbuj¥ byˆe kresy polskie. Nasz czytelnik wie o fatalnej kondycji dworku po Sˆowackich w Krzemieäcu, nasz telewidz ogl¥da ksi©¾ycowe pej-za¾e po zamkach i ko˜cioˆach, zruderowanych cz©sto ju¾ nieodwracalnie, to prawda; tylko jak dˆugo mo¾na patrze† na kraj wi©kszy od wˆasnego, na s¥siednie, dziel¥ce nas od supermo-carstwa paästwo z perspektywy ruin i cmentarzy? Co my wiemy o kulturze ukraiäskiej? O codzienno˜ci przecie¾ nie sprowadzaj¥cej si© do przemytu broni i rozr¢b w poci¥gach? O gospo- 54 darce, kt¢ra - cho†by w katastrofalnym stanie - jednak funkcjonuje, d¥¾y do kontakt¢w z Zachodem, jest wspierana po¾yczkami? Przy caˆej obecnej bezradno˜ci ekonomicznej, przy gro«nym rozchwianiu spoˆecznym, Ukraina dysponuje du¾¥ armi¥, a po naszym wcieleniu do upragnionego NATO - jej atuty geopolityczne nie zmalej¥. Mo¾e p¢«niej ni¾ pr©dzej, jednak i tu uˆadz¥ si© porz¥dki. A to du¾y rynek, w perspektywie - atrakcyjniejszy od polskiego. Wierz©, i¾ po obydwu stronach do gˆosu dojdzie (oby w por©) pokolenie ludzi ˜wiadomych, jakim horrendalnym gˆupstwem jest traktowanie np. kultury w dora«nych kategoriach politycznych, s¥siedzka - je˜li nawet - nie wrogo˜†, to separacja, nie wychylanie si© poza chˆodne dyplomatyczne powinno˜ci. Prasa ukraiäska, podobnie jak nasza, dˆugo ¾yˆa Przemy˜lem. Pisano o zagarni©tym przez Polak¢w "zabytku dziewi©tnastowiecznej sakralnej architektury ukraiäskiej". Cokolwiek my˜le† o "kopulastej" aferze w Przemy˜lu - a tu byˆam i jestem po stronie grekokatolik¢w - taka klasyfikacja ko˜cioˆa, ufundowanego grubo wcze˜niej, bo w siedemnastym stuleciu przez polskiego arystokrat©, jest ˜mieszna, za˜wiadcza o czym˜, do czego Ukraiäcy nie lubi¥ si© przyznawa†. Dowodzi obolaˆo˜ci narodu, inicjuj¥cego swoj¥ niepodlegˆo˜† paästwow¥, ale nadal podlegˆego s¥siedzkim kulturom. W rok po opublikowaniu mojej korespondencji w paryskiej "Kulturze" urz©dnik z Przemy˜la wr©czyˆ mi spis byˆych ko˜cioˆ¢w rzymskokatolickich na Ukrainie, zamienionych w cerkwie, kt¢rym w ostatnich latach dobudowano kopuˆy bizantyjskie. Naliczono osiem, z tego dwa we Lwowie, dwa w Trembowli i okolicy, jeden pod Gr¢dkiem Jagielloäskim, jeden w Tarnopolu. Wbrew nagˆo˜nionym zapowiedziom kopuˆa nie wr¢ciˆa na przemyski ko˜ci¢ˆ. Zast¥piono j¥ smutnaw¥ sygnaturk¥, wie¾yczk¥, zubo¾aj¥c¥ wygl¥d ˜wi¥tyni i wygl¥d miasta. Zapytany: kiedy byˆo im lepiej w Polsce? - przewodnicz¥cy Oddziaˆu Zwi¥zku Ukraiäc¢w w Polsce, Jarosˆaw Sidor, odpo- 55 wiada, ¾e za PRL-u. "Bo ekstrema byˆa tˆumiona. Ta z jednej i ta z drugiej strony. Bo mieli˜my na sprz¥taczk©". Polacy na Ukrainie s¥ zobowi¥zani do zawieszania w swoich oddziaˆach, obok polskiej, flagi ukraiäskiej oraz godˆa Ukrainy, tryzuba. W Przemy˜lu u Ukraiäc¢w wisi tylko ich sztandar. Nie ma orˆa, jedynie du¾y okazaˆy tryzub. I portret prezydenta Kuczmy. Nic nie przypomina, ¾e jeste˜my w Polsce. Takie mo¾e drobiazgi te¾ daj¥ efekt spoˆeczny niewsp¢ˆmierny do przyczyny. Po tamtej stronie granicy Polak¢w jest niepor¢wnywalnie wi©cej: Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie liczy czterdzie˜ci oddziaˆ¢w, przy czym warunki ich funkcjonowania s¥ gorsze, nawet znacznie gorsze. W projekcie ukraiäskiej konstytucji brak wzmianki o reprezentacji mniejszo˜ci narodowych w parlamencie. Wprawdzie przedwojenna Polska odm¢wiˆa Ukraiäcom prawa do wˆasnego uniwersytetu, jednak dziaˆaˆy ukraiäskie szkoˆy ˜rednie, w Przemy˜lu dwie: od 1895 oraz 1911 roku. Funkcjonuj¥ trzy katedry ukrainistyki (na UJ, UW, KUL). Na zachodniej Ukrainie - nie ma ani jednej. Fakultety polskie przy filologiach sˆowiaäskich to nie to samo. Ukraiäcy w Polsce mieli swoj¥ gazet© ju¾ w latach, w kt¢rych na Ukrainie byˆo to nie do pomy˜lenia. Zreszt¥ i dzisiaj to gˆ¢wnie my finansujemy wychodz¥c¥ od niedawna "Gazet© Lwowsk¥", pisemko bynajmniej nie codzienne (dwutygodnik), bardzo niskonakˆadowe. Od jesieni 1992 roku rozgˆo˜nia "Lwiw˜ka Chwyla" nadawaˆa audycj© polsk¥. Nieodpˆatnie. Po dw¢ch latach "Lwiw˜ka" wyprosiˆa go˜ci. Polacy znale«li przy-tulisko w rozgˆo˜ni "Niezale¾nist"', tyle ¾e z niegdysiejszych siedmiu godzin tygodniowo pozostaˆy dwie, opˆacane, jak¾e by inaczej, w dolarach. Na szcz©˜cie znalazˆ si© sponsor, lwowska filia LOT-u. Znaj¥c te i podobne fakty ˆatwiej zrozumie†, dlaczego Ukraiäcy w 1966 obchodz¥ w Polsce XIV Festiwal swej kultury, a my u nich - pierwszy. Chyba nie w rewan¾u za to, ¾e 56 przemyscy chuligani nie przespali okazji, wtargn©li do hotelu szukaj¥c awantury. Nied«wiedzi¥ przysˆug¥ jest bagatelizowanie agresywno˜ci narodowej, r¢wnie¾ na wˆasnym podw¢rku. Jednak trzeba przyzna†: wybryki w Przemy˜lu s¥ incydentalne, haˆasuje niechby i kilkaset os¢b, nastroje niekiedy tr¥c¥ maglem, ale bazgranina na murach nie mo¾e by† por¢wnywana z natˆokiem wydawnictw, z obfit¥ pras¥ szowinistyczn¥, w kt¢rej g©sto od wyst¥pieä antypolskich. Ekscesy zdarzaj¥ si© po obydwu stronach, zorganizowane, zaprogramowane, rozpropagowane dziaˆanie ekstremist¢w narodowo˜ciowych -po jednej. To - zwˆaszcza z kijowskiej perspektywy - nie jest nurt dominuj¥cy, ale krytyczna sytuacja gospodarcza paästwa, katastrofalna w efekcie sytuacja spoˆeczeästwa sprzyja szowinistom. Z Toronto przeprowadziˆa si© do Kijowa "Suczasnist"', z Pary¾a - OUN-owskie "Ukraiäskie Sˆowo". Nawet w umiarkowanej politycznie gazecie "Wysokij Zamok" entuzjastyczny portret banderowca, a ju¾ lepiej nie wylicza†, co si© wypisuje w takim "Nacjonali˜cie" czy "Ho-minie Ukrainy". Mno¾¥ si© wydawnictwa, forsuj¥ce rehabilitowanie a to os¢b, a to formacji politycznych czy wojskowych, zaczynaj¥c od dywizji "Haˆyczyna" (SS Galizien). We Lwowie ˜wie¾o przemianowane ulice: Bandery (dawna Sapiehy, p¢«niejsza: Pokoju), i Szuchewycza, i po raz drugi Szuchewycza, tym razem pod jego pseudonimem z UPA: Czuprynki. Dziaˆaj¥ towarzystwa o wymownych nazwach: Choˆmszczyna... Lemkiszczyna... Nadsanie... Jeszcze w marcu 1992 Og¢lnokrajowa Konferencja Ukraiäskich Nacjonalist¢w za¾¥daˆa od prezydenta oraz Rady Najwy¾szej Ukrainy m.in. "ustalenia... w drodze ustawodawczej praw uczestnik¢w wojny 1941-1945..." dla ounowc¢w i upowc¢w. Wszystko to - a ten rachunek jest mu˜ni©ciem czubka g¢ry lodowej - niepokoi samych Ukraiäc¢w. Na konferencji naukowej (Master University, Hamilton, Kanada), gen. Piotr Hry- 57 horenko o˜wiadczyˆ: "Nie chciaˆbym doczeka† takiej Ukrainy, kt¢r¥ reprezentuje ukraiäska my˜l nacjonalistyczna..." I sobie, i Ukraiäcom formatu Hryhorenki - kt¢rych nie brakuje - robimy nied«wiedzi¥ przysˆug© przemilczaniem publikacji z grubo szytym, skˆamanym obrazem zdarzeä z nieodlegˆej historii. Kardynalny bˆ¥d. Je¾eli dzisiaj "dla ˜wi©tego spokoju" zaakceptujemy kˆamstwo w podr©czniku szkolnym, jutro b©dzie ono praktycznie ju¾ nie do odwoˆania. Szokuj¥ca nonszalancja zwˆaszcza co mˆodszych historyk¢w w ocenie lat czterdziestych chyba w znacznej mierze wynika z ich niedoksztaˆcenia, w wyra«nej w peerelowskim systemie tendencji do tuszowania drastycz-no˜ci o podtek˜cie narodowo˜ciowym. A¾ trudno w to dzisiaj uwierzy†, ale cenzura zdejmowaˆa np. reporta¾e z procesu osˆawionego upowca "½ele«niaka". Sprawy niewygodne - a wiele da si© upcha† w tym poj©ciu - raczej zbywano milczeniem. Miaˆy p¢j˜† w niepami©†, jak akcja "Wisˆa". Nie byˆa ona ˆagodna, ale i nie byˆa zbrodnicza. Bez w¥tpienia ucierpieli r¢wnie¾ ludzie niewinni. Czy za l¾ejsz¥ cen© mo¾na byˆo zyska† spok¢j w Bieszczadach? Pewnie tak, o kilka lat p¢«niej. I o setki wymordowanych wi©cej. Niekt¢rzy z przesiedleäc¢w do dzisiaj my˜l¥ o powrocie, sporo ju¾ wr¢ciˆo, niemniej og¢ˆ ma ˜wiadomo˜†, ¾e jednak zyskaˆ na przeprowadzce do wsi ucywilizowanych, niepor¢wnanie zamo¾niejszych ni¾ bieszczadzkie. Zwolennikom bezkompromisowego pot©pienia akcji "Wisˆa" dedykuj© opini© przewodnicz¥cego Sidora: "Do samego sposobu przeprowadzenia akcji "Wisˆa" i obchodzenia si© z przesiedleäcami Ukraiäcy nie mieli pretensji". A ten sam Sidor zaciekle broni dobrego imienia UPA. Jego prawo, s©k w tym, czyja - i jak rozci¥gliwa - zgoda. W roku 1995 ukazaˆa si© w Kanadzie przejmuj¥ca Hirka prawda. Zfoczynnist' OUN-UPA (Gorzka prawda. Zbrodni-czo˜† OUN-UPA). Autor, Wiktor Poliszczuk, zaopatrzyˆ ksi¥¾k© znamiennym dla tre˜ci podtytuˆem Spowied« Ukraiäca. Zade- 58 dykowaˆ j¥ ofiarom szowinizmu. Napisaˆ: "Chc© siebie osobi˜cie oraz moje dzieci oczy˜ci† z haäby, kt¢ra do nas przylgn©ˆa wskutek dziaˆania OUN-UPA. Chc©, aby drog¥ tej prawdy zostaˆy oczyszczone miliony Ukraiäc¢w, kt¢rzy nie wiedzieli..." Uczciwa i odwa¾na ksi¥¾ka. W Polsce te¾ nale¾aˆoby powt¢rzy† za cytowanym w Gorzkiej prawdzie Witalijem Koroty-czem: "Wstydz© si© ludzi, kt¢rzy ze swej narodowo˜ci uczynili profesj©". Racj© ma Ukrainiec Poliszczuk. W ocenie zbrodni nie wolno i˜† na zbytnie ust©pstwa gwoli jakiej˜ przyszˆej, cho† z grubsza dogadanej i zbli¾onej wersji zdarzeä, wpisanej do podr©cznik¢w szkolnych nad Wisˆ¥ i nad Dnieprem. Jestem przeciwna zamazywaniu bestialstwa, z jakim upowcy traktowali swe ofiary. To nie byˆy sporadyczne wypadki. O˜lepianie, amputacja r¥k, n¢g, piersi, palenie ¾ywcem - ¢wczesna norma traktowania Polak¢w na Woˆyniu, w Bieszczadach. Norma, przy kt¢rej rozstrzelanie albo powieszenie zakrawaˆo na dar losu. Mo¾e my, ale i wy... Nieprawda! Nie ma znaku r¢wno˜ci. W tej sprawie jestem po stronie oponuj¥cych przeciwko pomnikom upowc¢w we wsiach, kt¢re wˆa˜nie oni zamieniali w skrwawione cmentarze. Akcja "Wisˆa" byˆa brutalna, lecz nie byˆa bestialska, a to jednak r¢¾nica. Rozprawia si© o skutku, milczy o przyczynie. Jest karygodn¥ naiwno˜ci¥ uleganie naciskom na jak najszybsze od¾egnanie si© od spraw dra¾liwych. Pot©piaj¥c w czambuˆ (jak sobie za¾yczyˆ nasz senat) akcj© "Wisˆa", siˆ¥ faktu zrehabilitowaliby˜my UPA, kt¢rej dziaˆalno˜†, to znaczy: eksterminacja Polak¢w r¢wnie¾ na terenach wchodz¥cych w skˆad powojennego paästwa i ju¾ bezspornie, zdawaˆoby si©, polskich, nie doczekaˆa si© obiektywnej oceny na Ukrainie ani oficjalnego pot©pienia. Przeciwnie, weterani OUN-UPA ju¾ podj©li starania o przyj©cie w poczet kombatant¢w II wojny ˜wiatowej i prawa do stosownych przywilej¢w. —wiadczeä. Skoro ju¾ przy tym jeste˜my - ciekawe, czy senatorowie, poza wszystkim, brali pod 59 uwag©, ¾e wyrok na akcj© "Wisˆa" oznaczaˆby szerokie otwarcie furtki roszczeniowej? To oczywiste dla ka¾dego prawnika, o tym gˆo˜no m¢wi si© na Ukrainie. Byˆyby wi©c pr©dzej czy p¢«niej ekwiwalenty dla rolnik¢w, kt¢rzy przynajmniej ekonomicznie stracili na przymusowej przeprowadzce. Temat "towarzysz¥cy", wi©c gehenna Polak¢w, kt¢rzy zdoˆali ukry† si© czy w por© zbiec przed rzezi¥ i kt¢rych nie przesiedlano, lecz wygnano z dom¢w, pal¥c ich dobytek, jako˜ nie istnieje. Powtarzam: ¾oˆnierze, kt¢rzy widywali kadˆuby swoich storturowanych koleg¢w, z pewno˜ci¥ ˜wi©ci nie byli, akcji nie przeprowadzano w r©kawiczkach, ale w por¢wnaniu z warunkami, w jakich ratowaˆy si© przed m©czeäsk¥ ˜mierci¥ dziesi¥tki tysi©cy Polak¢w na Woˆyniu, byˆy to dziaˆania salonowe. Je˜li rzeczywi˜cie mieliby˜my podj¥† batali© na pomniki - to mo¾e nale¾aˆoby pomy˜le† o upami©tnieniu w Ostr¢w-kach na Woˆyniu, gdzie w sierpniu 1943 wymordowano tysi¥c pi©†set Polak¢w. Tak, p¢ˆtora tysi¥ca. A to przecie¾ tylko jeden z przykˆad¢w. —wiatowy Zwi¥zek ½oˆnierzy Armii Krajowej Okr©g Woˆyä jest organizacj¥ najdalsz¥ od usprawiedliwiania komunist¢w, niemniej w styczniu 1997 ten wˆa˜nie zwi¥zek wystosowaˆ do marszaˆka senatu list traktuj¥cy o r¢¾nicach "w akcjach wysiedlania chˆop¢w ukraiäskich z poˆudniowo-wschodnich powiat¢w PRL w 1947 roku i chˆop¢w polskich np. z Woˆynia, w 1943 roku". Cytuj©: "Chˆop¢w ukraiäskich obj©tych wysiedleniem byˆo okoˆo 150 000. Wszystkich ich razem, z ruchomym maj¥tkiem ¾ywym i martwym, przewieziono kolej¥ do bardzo nowoczesnych na owe czasy gospodarstw poniemieckich w p¢ˆnocnej i zachodniej Polsce. To dziaˆanie Rz¥du Polskiego przyniosˆo radykalny skutek: krwawa, od lat prowadzona wojna z oddziaˆami UPA przybyˆymi w 1944 roku zza Bugu i Sanu, natychmiast zakoäczyˆa si©. Oddziaˆy UPA pozbawione oparcia swych pobratymc¢w, cz©˜ciowo rozwi¥zaˆy si©, cz©˜ciowo przeszˆy do Ukrainy Zach¢d-60 niej, a reszta przebijaˆa si© do Strefy Amerykaäskiej. Nie zastosowanie tego radykalnego ˜rodka, jakim byˆo przesiedlenie, spowodowaˆoby przeci¥ganie si© dziaˆalno˜ci UPA i ˜mier† nast©pnych kilku tysi©cy ludzi rocznie. W 1943 roku na Woˆyniu mieszkaˆo ok. 250 000 chˆop¢w polskich. W ci¥gu tego roku zabito cz©sto w spos¢b okrutny jedn¥ pi¥t¥. Reszta musiaˆa ucieka†, cz©sto w bieli«nie i boso. [...] A podajemy tu jako przykˆad tylko Woˆyä. Pozostaˆe trzy wojew¢dztwa: lwowskie, tamopolskie i stanisˆawowskie spotkaˆ podobny los". Niezgrabna i niepotrzebna byˆa awantura o przemysk¥ katedr© - jednak trzeba i na ni¥ spojrze† oczami ludzi, pami©taj¥cych lata alternatywy: "Abo bud© Ukraina, abo ˆ¥cka kr¢w po kolina". Niepok¢j budz¥ pr¢by lokowania na terenach krwawo do˜wiadczonych przez banderowskie kurenie obelisk¢w, pomnik¢w za˜wiadczaj¥cych o wyimaginowanych prawach ukraiäskich do teren¢w niekwestionowanie polskich. I pr¢by nobilitacji UPA, o kt¢rej zr¢wnanie z organizacjami kombatanckimi przecie¾ prowadzone s¥ starania coraz to intensywniejsze. Trzeba trafu, ¾e pochodz© z Przemy˜la i sytuacje, kt¢re, jak to si© uczenie okre˜la, miaˆy "wpˆyw na budowanie stereotypu i ˜wiadomo˜ci spoˆecznej mieszkaäc¢w" znam nie tylko ze sˆyszenia. Przysˆuchiwaˆam si© procesowi "½ele«niaka", na kt¢rym przykˆadali si© do stereotypu tacy ˜wiadkowie, jak m©¾czyzna, w wieku dwunastu lat pozbawiony nogi - odr¥bano j¥ siekier¥ - za to, ¾e nie potrafiˆ powiedzie† "Ojcze nasz" po ukraiäsku, mimo i¾ chc¥c si© uratowa†, podaˆ si© za Ukraiäca. Nie tylko w polskiej pami©ci negatywnie zapisany powinien by† ten rozdziaˆ. Zgadzam si© - i chyba dawaˆam temu wyraz w "Kulturze" paryskiej - ¾e dzisiejszych relacji polsko-ukraiäskich nie wolno sprowadza† do rachunku krzywd, ale ich bagatelizowanie czy wr©cz negacja fakt¢w nie przyspieszy zmiany. Dobra wola w ka¾dej, ale to w ka¾dej sprawie musi by† dwustronna. Ukraiäcy nie uczynili p¢ˆ kroku w kwestii przyzna- 61 ni¥ si© do swojej winy, natomiast gwaˆtownie domagaj¥ si© ekspiacji z naszej strony. Mog© zrozumie† intencj©, w koäcu to sprawa istotna chocia¾by dla samopoczucia, dla presti¾u narodu, natomiast nie pojmuj© naszej skwapliwo˜ci w szykowaniu si© do niekonsekwentnego "przepraszam". Jak pisze w Gorzkiej prawdzie Poliszczuk, istotnie "zbiorowa pami©† Polak¢w zdominowana jest stereotypem Ukraiäca-rizuna, Ukraiäca z OUN-UPA". Afera z przemysk¥ kopuˆ¥ - to wierzchoˆek g¢ry lodowej, a obiektywizm i spok¢j w ocenie win i dˆug¢w konieczny jest doprawdy nie tylko ze strony polskiej. Rzuca si© w oczy, ¾e im bardziej jaki˜ rejon ucierpiaˆ od UPA - tym wi©cej uprzedzeä, przejmowanych przez mˆodzie¾. Najspokojniej wypowiadano si© w Rzeszowie, ju¾ ostrzej w Lesku, najsurowiej w Przemy˜lu. Tym istotniejszy, pozwalaj¥cy jednak optymistycznie ocenia† perspektywy koegzystencji jest rezultat sonda¾u, przeprowadzonego w˜r¢d Polak¢w w Przemyskiem. Spo˜r¢d zapytanych, jak zapatruj¥ si© na powroty Ukraiäc¢w w Bieszczady, nie odpowiedziaˆo dwunastu, nie miaˆo zdania stu siedmiu. Zdecydowanie przeciwnych byˆo stu dwudziestu sze˜ciu. Raczej przeciwnych - stu trzydziestu sze˜ciu. Jednoznacznie zaaprobowaˆo t© mo¾liwo˜† osiemdziesi©ciu pi©ciu. W zasadzie ("raczej tak") opowiedziaˆo si© za ni¥ a¾ dwie˜cie siedemdziesi¥t os¢b. Optymistyczny obraz, zwˆaszcza na tle ˜wie¾ych incydent¢w. Zdarza si© - jak we wsi Luczyce - przejmowanie przez grekokatolik¢w cmentarza, kt¢ry nigdy do nich nie nale¾aˆ. Rzeczywistym problemem s¥ jednak upami©tnienia (termin urz©dowy). Nielegalne upami©tnienia. Jak obelisk ku czci UPA, wzniesiony w Monastyrze pod Horyäcem. To s¥ praktyki nagminne. W dw¢ch Lubliäcach - Starym i Nowym - zlekcewa¾ono negatywn¥ opini© Rady Ochrony Pomnik¢w Walk i M©czeästwa. W Werchratej byˆy potrzebne dwa uzgodnienia, pomini©to obydwa. To samo w Maˆkowicach. Z trzech, podobno 62 obowi¥zuj¥cych - w Starym Dzikowie nie przejmowano si© trzema. Rekord pobiˆ Monastyr, w kt¢rym z czterech wymaganych uzgodnieä nie uzyskano ani jednego, mimo to pomnik stan¥ˆ na wpisanym w rejestr zabytk¢w terenie po klasztorze Bazylian¢w. Osobliwe dowody pami©ci. Obelisk w Hruszowicach, wystawiony z dala od czyichkolwiek grob¢w, zaopatrzony w inskrypcj©: "Chwaˆa bohaterom UPA, kt¢rzy walczyli za woln¥ Ukrain©", przybrany tablicami upami©tniaj¥cymi szczeg¢lnie bestialskie w post©powaniu z Polakami kurenie "Zelizniaka" i Bajdy, przedstawia dwa rozdarte ˆuki, poˆ¥czone tryzubem. Symbolika czytelna. Oczywi˜cie idzie o ziemie polskie, do kt¢rych roszcz¥ sobie pretensje amatorzy "Zakierzonii". Do Hruszowic - na uroczyste odsˆoni©cie obelisku - zmierzaˆy dwa autokary z pasa¾erami w mundurach UPA. Wspominkarzy zawr¢ciˆa z Medyki nawet nie nasza, tylko ukraiäska stra¾ graniczna, ale sw¥d pozostaˆ. To wˆa˜nie wtedy kto˜ podpaliˆ drzwi w siedzibie Ukraiäc¢w, to wtedy Towarzystwo Orl¥t Przemyskich, zawsze pierwsze w dolewaniu oliwy do ognia, zakomunikowaˆo, ¾e u¾yje siˆy (?) by zapobiec Festiwalowi Kultury Ukraiäskiej: czternastemu w Polsce, ale pierwszemu w Przemy˜lu. A pomnik¢w przybywa: nad Sanem, na Zamojszczy«nie... Tylko w samym przemyskim postawiono - jak na razie - osiem, przy ka¾dej z tych o˜miu okazji naruszaj¥c przepisy. Mo¾liwo˜ci przeciwdziaˆania? Prawnik konstatuje: "Brak kompetencji wˆadczych (egzekucyjnych), umo¾liwiaj¥cych przywr¢cenie stanu poprzedniego". W przekˆadzie z urz©dowego na ludzki - kto˜ tu kogo˜ w konia zrobiˆ. Co najmniej nieprzemy˜lana byˆa propozycja, ¾eby na pomnikach ("skoro niekt¢rych Polak¢w dra¾ni termin UPA"...) pisa†: zgin©li za wolno˜† Ukrainy. Zaraz, zaraz, gdzie za ni¥ gin©li? W paästwie polskim? Przecie¾ ju¾ nie o Woˆyniu i Podolu m¢wimy, tylko o Rzeszowsz-czy«nie oraz Lubelszczy«nie, czyli o terenach bezspornie naszych, 63 r¢wnie¾ po II wojnie ˜wiatowej nale¾¥cych do Polski. Po I nawet lord Curzon nie kwestionowaˆ ich polsko˜ci. A ¾e ukraiäscy nacjonali˜ci mieli inne plany, wi©ksze apetyty? Ust©puj¥c przed takim rozumieniem paästwowo˜ci, mo¾na by stawia† pomniki hitlerowcom, kt¢rym te¾ zdarzaˆo si© w dobrej wierze umiera† za III Rzesz© o jakie˜ drobne dwa tysi¥ce kilometr¢w od jej granic. Walka o woln¥ Ukrain© - tu, na ziemiach polskich? Przecie¾ UPA nie wyrzynaˆa ludno˜ci w przemyskim czy w ustrzyckim dla samej frajdy zabijania, tylko w intencji przyˆ¥czenia tych region¢w do przyszˆej "samostijnej". Przepychanka wok¢ˆ pomnik¢w nie toczy si© o spok¢j cmentarzy, to haˆas polityczny. Grubo szyta, jednoznaczna machinacja, dostrzegana przez samych Ukraiäc¢w. Przykre i gˆupie, ¾e nasze media przemilczaˆy znacz¥ce wyst¥pienie w kijowskim parlamencie stu sze˜†dziesi©ciu pi©ciu (niebagatelna liczba) posˆ¢w ukraiäskiej lewicy, protestuj¥cych przeciw faˆszerstwom historycznym, przeciw gloryfikacji UPA. "Kto nie jest Ukraiäcom na ziemi ukraiäskiej, temu ˜mier†!" - pouczano s t r i l c i w. Polskie plac¢wki samoobrony na Woˆyniu zacz©ˆy powstawa† dopiero wiosn¥ 1943 roku, po napadach i morderstwach zainicjowanych przez OUN. Fakt¢w mo¾na nie lubi†, ale fakty to nie kreda na tablicy. Nawet zdecydowanie antypolsko usposobiony autor ksi¥¾ki o Szeptyckim wydanej w Monachium w 1947 roku, Stefan Baran, konstatowaˆ: "Moralne zdziczenie cz©˜ci mˆodego pokolenia galicyjskiego. To przera¾aˆo wszystkich, kt¢rzy pragn©li lepszej przyszˆo˜ci dla narodu ukraiäskiego". A przecie¾ rze« Polak¢w odbywaˆa si© nie tylko na kresach. Dziaˆalno˜† UPA w granicach - uznanych granicach - s¥siedniego paästwa, wi¥zaˆa si© z nadziejami na III ˜wiatow¥ wojn© maj¥c¥ przynie˜† uwolnienie "Zakierzonii" spod polskiej okupacji. Niemcy wycofali si© z tych teren¢w ju¾ w 1944, natomiast maksymalna intensywno˜† dziaˆaä UPA w Bieszczadach i na caˆym pog¢rzu zacznie si© dwa lata p¢«niej. Akcj© 64 "Wisˆa" przeprowadzono dopiero w 1947. W tym samym roku - 28 marca - w zasadzce mi©dzy Baligrodem a Cisn¥ zgin¥ˆ polski generaˆ. Du¾o spekulacji towarzyszyˆo tej ˜mierci (ein Kapitel fuer sich, sprawa —wierczewskiego). Mo¾na surowo patrzy† na deportacj© - tylko wypada zauwa¾y†, ¾e dopiero po niej wr¢ciˆ spok¢j w Bieszczadach. Po obydwu stronach niezr©czno˜ci. Grubiaästwa. W Przemy˜lu - po wycofaniu miasta z Euroregionu Karpaty (wojew¢dztwo na ten idiotyzm nie poszˆo, ale i tak straciˆo; stolic© Euroregionu przeniesiono z Sanoka na W©gry), kolejny popis prezydenta miasta, kt¢ry nie chce u siebie festiwalu kultury ukraiäskiej, i jak podaˆa prasa, wymusza na klubie sportowym termin meczu, blokuj¥cy stadion. Prezydent miasta sprowokowaˆ skandal polityczny w kilkana˜cie dni po deklaracji pojednania i porozumienia, sygnowanej przez prezydent¢w paästw. C¢¾, szlachcic na zagrodzie... Podobno ojciec miasta zagroziˆ cofni©ciem dotacji na klub "Czuwaj", gdyby gospodarz stadionu nie poszedˆ mu na r©k©. Nieˆadnie. Ale nie sˆycha†, ¾eby ˜wiadkowie pchali si© do s¥du. Uciszyˆo si©. Koäce w wod©, nie ma sznura. Wi©kszo˜† radnych uj©ˆa si© za prezydentem. Tyle, ¾e prasa nagˆo˜niˆa skandal, i obejrzeli˜my w dzienniku telewizyjnym wˆodarza miasta, kt¢ry ze swad¥ i swobod¥ m¢wiˆ najdokˆadniej co innego, ni¾ przed kilku dniami. Ale czy to takie zaskakuj¥ce? Gi©tko˜† powa¾niejszych polskich polityk¢w wyczerpuje si© na sztuce kompletnej zmiany zdania w chwili zagro¾enia. Tak wi©c wybraniec samorz¥du utrzymaˆ si© w krajowej normie. ½eby byˆo ˜mieszniej: niedawno Przemy˜l otrzymaˆ tak zwan¥ flag© europejsk¥ za otwarcie na ˜wiat. Jednak festiwal si© odbyˆ. Stron© polsk¥ reprezentowaˆ premier rz¥du, ukraiäsk¥ wiceminister kultury. Premier rz¥du nie podaˆ r©ki prezydentowi miasta, ale bratnia delegacja zabawiˆa u nas kr¢cej ni¾ si© spodziewano, go˜cie ulotnili si© przed obia- 65 dem w Krasiczynie. Bˆ¥d. Miejscowy Wallenrod podrzuciˆ mi menu, wi©c wiem: warto byˆo zosta†. Media nadaˆy festiwalowi rang©, na kt¢r¥ nie zasˆu¾yˆ. Nie byˆo to ¾adne wydarzenie kulturalne, nawet nie spr¢bowano nam przedstawi† ukraiäskiej sceny czy muzyki wsp¢ˆczesnej. Ogl¥dali˜my folklor, folklor i jeszcze raz folklor, w przeci©tnym, amatorskim wykonaniu. ½eby tyle. Prasa ukrywaˆa, co mogˆa i jak mogˆa, tote¾ i ukryˆa, ¾e cerkiewny koncert w byˆej grekokato-lickiej ˜wi¥tyni na Zasaniu bardziej przypominaˆ nabo¾eästwo ¾aˆobne ku czci ofiar akcji "Wisˆa". Poza Przemy˜l nie wyszˆo, ¾e festiwal miaˆ, staraniem go˜ci, charakter przede wszystkim polityczny, ¾e zatr¥caˆ o polityczn¥ prowokacj©. Zaczynaj¥c od inauguracyjnej pie˜ni: ½egnajcie poˆoniny, Polacy je nam zabieraj¥. Premier Cimoszewicz m¢gˆ nie zna† ukraiäskiego, ale w Przemy˜lu to jest bardzo zrozumiaˆy j©zyk. Na godzin© przed wyst¥pieniem premiera, kt¢ry podkre˜laˆ, ¾e festiwal przypada na okres rozstrzygaj¥cy - po obydwu stronach - czy do wˆadzy dojd¥ zwolennicy ˆagodzenia, czy te¾ zaostrzania stosunk¢w polsko-ukraiäskich, przemyscy prawicowcy rozpoczynali wiec protestacyjny. Przeciw czemu i przeciw komu, za dokˆadnie wyja˜nione nie zostaˆo. Jasny i bezsporny byˆ jedynie brak frekwencji. Przyszˆo nie wi©cej ni¾ dwadzie˜cia os¢b. Dowiedzieli˜my si©, ¾e w wiecu wezm¥ udziaˆ "wybitni dziaˆacze ruchu kresowego z Warszawy, Gliwic, Bytomia i Wrocˆawia". Nawet po jednym na miasto licz¥c - dziaˆaczy w rachunku wypadˆo mi mniej ni¾ miast. Mogˆam si© pomyli† o jednego. Wiec odbywaˆ si©, jak nam zakomunikowano, na tydzieä przed —wiatowym Zjazdem Kresowian w Cz©stochowie. "Tam silniej zaprotestujemy" - przyrzekˆ m¢wca, ale sˆowa nie dotrzymaˆ. U st¢p pomnika ufundowanego "Orl©tom przemyskim polegˆym za ojczyzn© 1918-1921" (dlaczego orl© przemyskie ma mongolsk¥ urod©, wie tylko artysta) mistrz ceremonii przy-soliˆ Aleksandrowi Maˆachowskiemu, ¾e "przyznaje si© do swo- 66 ich ukraiäskich korzeni" (tu ¾ywa reakcja publiczno˜ci. Z takiego domu, a rizun, mason, komunista. Wstyd!). Po melancholijnym zaopiniowaniu przez prezesa Z¢ˆkiewicza: "Moda zapanowaˆa z tym d¥¾eniem do Europy. Mniejszo˜ci hoˆubi†... wywy¾sza†?!" wyst¥pili go˜cie. Timbre przem¢wieä nader osobisty, troch© reminiscencji ("mieszkaˆem naprzeciw cmentarza na Pohulance we Lwowie... bronili˜my, jak to mˆodzi potrafi¥ broni†..."), troch© aktuali¢w ("wi©kszo˜† wˆadz w Polsce to nie s¥ Polacy, taka jest prawda"). Dowiedzieli˜my si©, ¾e Przemy˜l jest w tej chwili ostatni¥ redut¥ polsko˜ci na wschodzie (co ˆatwo zauwa¾y† - do granicy trzyna˜cie kilometr¢w) i ¾e nar¢d polski, r¢wnie¾ w tej chwili, znajduje si© w odwrocie, czego nie zauwa¾yˆam. "Nasze liczne pami¥tki zostaˆy na ziemiach, kt¢re nazywam ziemiami okupowanymi" - grzmi m¢wca. Oklaski, zapewnienie, ¾e nic a nic nas nie dzieli z narodem ukraiäskim. To z ukraiäskimi nacjonalistami nie b©dzie nam po drodze... A im z naszymi - b©dzie? W krzakach dyskretnie nudziˆa si© policja. Jedynym zauwa¾alnym efektem wiecu byˆ zdeptany trawnik. Zapowiedziany poch¢d nie wyruszyˆ, dwadzie˜cia - a z upˆywem przem¢wieä ju¾ nawet nie dwadzie˜cia - os¢b in their early eighties, jak mawiaj¥ Anglicy, to nie jest najlepszy materiaˆ do marsz¢w przy upale. W cieniu "Orl¥t" mo¾na byˆo kupi† s©dziwe, a niestarzej¥ce si©, wypr¢bowane bestsellery, zatem Protokoˆy m©drc¢w Syjonu, ½yd¢w w dziejach Polski, Program ˜wiatowej polityki ¾ydowskiej. O tym prasa b©bniˆa, natomiast poza Przemy˜l nie wyszˆo, ¾e na festiwalu spotkaˆy si© dwie zajadˆo˜ci. Nasza trom-tadracja wzi©ˆa si© za Ukraiäc¢w i jak zwykle za ½yd¢w, go˜cie zademonstrowali wi©ksz¥ propagandow¥ konsekwencj©. Z okazji wizyty nie zaˆatwiali porachunk¢w z nikim pr¢cz Polak¢w. Rosjan, Rumun¢w, W©gr¢w, ½yd¢w zostawili sobie na inne okazje. 67 Podczas inauguracji festiwalu na stadionie sprzedawano -dla przykˆadu - Wspomnienia wojak¢w UPA, —piewnik UPA, Dzieje konflikt¢w polsko-ukraiäskich, rozliczne tytuˆy takie jak My bez chaty. Nie powr¢cisz do mnie synu. Repatriacja czy deportacja. Komu przeszkadzaˆa kopuˆa. Z wydanych w j©zyku polskim P e r e m y ˜ l [podkr. - AS] i Ziemia peremyska na przestrzeni wiek¢w. Dwa grube tomy Zakierzonii (Cheˆmsz-czyzna, Podlasie), a tak¾e ½ycie i ˜mier† puˆkownika Kono-walca. Obeszˆam wszystkie stoiska i wypatrzyˆam tylko jeden tytuˆ politycznie oboj©tny, Katechizm chrze˜cijaäskiej wiary. Co prawda nie przejrzaˆam katechizmu, wi©c mo¾e nie powinnam si© spieszy† z rozgrzeszeniem. Festiwal wykorzystano do kolporta¾u tre˜ci j¥trz¥cych nastroje. Go˜cie mogliby zareplikowa†, ¾e nie s¥ od zagl¥dania w toboˆy kramikarzy, skoäczyˆy si© policyjne czasy, sprzedawaˆ, kto chciaˆ i co chciaˆ. Nie ich wina. Zapewne, tylko co o n i zrobili, ¾eby zr¢wnowa¾y† tamten impet? Jak¥ literatur© przywie«li, poza wymienionymi tytuˆami? Na festiwalu nie byˆo innych ksi¥¾ek. To s¥ wˆa˜nie te zachowania, kt¢re nie usprawiedliwiaj¥ prezydenta miasta, lecz tˆumacz¥ szaraczk¢w. Prezydent (a nie wystarczyˆoby, po staremu - burmistrz?) powinien wykaza† si© taktem politycznym, elementarn¥ dyplomatyczn¥ ogˆad¥: ulica nie musi. W publikacjach "okoˆoprzemyskich" nawet si© nie zaj¥kni©to, ¾e wart Pac paˆaca, w caˆej prasie na niewygodny temat jak za starych zˆych czas¢w zapadˆa gˆucha cisza, ale chyba nie ja jedna miaˆam w r©kach pami©tnik upowca, w przekˆadzie z ukraiäskiego wydany przez TAKT w Lublinie. Na rewersie okˆadki zach©ta: "Po latach agresywnej propagandy przedstawiaj¥cej ¾oˆnierzy UPA jako "bandyt¢w", polski czytelnik ma po raz pierwszy okazj© spojrze† na histori© powojennych stosunk¢w polsko-ukraiäskich oczyma drugiej strony". Lepiej, ¾eby nie spogl¥daˆ. Autorowi Dziewi©ciu lat w bunkrze mog¥ si© myli† nazwy wsi bieszczadzkich (cho† z jednej z nich pochodzi), ale odkry† 68 Wielkopolsk© pod Olsztynem, na to ju¾ trzeba du¾ej wyobra«ni. Albo du¾ej w¢dki. Na Mazurach nijak nie m¢gˆ przechodzi† obok "najwi©kszego wi©zienia w Polsce, Wronek". Wronki le¾¥ nad Wart¥, kilkaset kilometr¢w na zach¢d od Bartoszyc. No, ale to s¥ drobiazgi. Znaczenie ma intencja ksi¥¾ki. W Dziewi©ciu latach... o Polakach, dosˆownie na ka¾dej stronie, m¢wi si© nie inaczej ni¾ bandyci. Polacy morduj¥, kradn¥. Ukraiäcy zawsze s¥ w porz¥dku. Omeijan Peczeä rozpami©tuje pi©kne czasy, w kt¢rych p¢ki si© daˆo wiemy byˆ cytowanemu przez siebie hasˆu UPA: "Nie poddawa† si©! Bi† Lacha!" A jednocze˜nie, nolens volens, dostarcza tym znienawidzonym Lachom ˜wiadectw niewinno˜ci, jak przy relacji o rekwizycjach, dokonywanych w ukraiäskich domach na nasz rachunek, bo przez upowc¢w w polskich mundurach. Sprytnie. Wojak Peczeä sypie przykˆadami jakby z ust wyj©tymi stronnikom akcji "Wisˆa". "Chˆopcy z Bachowa, Berezki i Iskanii poprosili solennego Hromenk©, by pozwoliˆ p¢j˜† do wsi i spali† gospodarstwa. Nie b©dzie wr¢g karmiˆ si© krwi¥ i potem naszych ojc¢w. Solenny dodaˆ nam do pomocy jeszcze dwie czoty (...]. Z pochodni¥ w r©ku podszedˆem do mojego domu, odbudowanego zaledwie dwa lata temu. W oczach miaˆem ˆzy. Prze¾egnaˆem si© i przytkn¥ˆem ogieä do chaty. Nie chciaˆa pˆon¥†, jak gdyby prosiˆa - nie pal mnie! A ja caˆowaˆem j¥ ogniem pochodni i m¢wiˆem: ¾egnaj. Niebawem w Iskanii zrobiˆo si© jasno jak w dzieä..." Zanim "najgorsza szowinistyczna banda polska", czyli oddziaˆ wojska, podejdzie do wsi, miejscowi goszcz¥ s t r i l c i w. "Nasi bliscy cieszyli si©, ¾e jeste˜my z nimi... w kt¢rym˜ domu znalazˆa si© zak¥ska i kieliszek w¢dki za nasze zdrowie. Zasiedzieli˜my si© do p¢«nej nocy. Nagle rozlegˆ si© stuk koˆatek [...]. Czujki dawaˆy zna† o niebezpieczeästwie [...]. W jednej chwili ci dobroduszni wujaszkowie przemienili si© w ¾oˆnierzy, w r©kach ka¾dego z nich zjawiˆa si© ®broä¯ - widˆy, kosy, ˆomy. Niekt¢rzy pod huni¥ [guni¥ - AS] ukryli strzelby". 69 Zgadza si©, tak potrafiˆo to wygl¥da†, na tym polegaˆa mo¾e i gˆ¢wna trudno˜† w zwalczaniu czot, za dnia nierozpoznawal-nych, bo "wojacy" po akcji z ˆatwo˜ci¥ przeistaczali si© w "wu-jaszk¢w", w Bogu ducha winnych rolnik¢w. Upowcy mieli mocne oparcie w swoich wsiach, cz©sto najdosˆowniej swoich. Rodzinnych. Od publikacji, kt¢re nie mog¥ by† odbierane inaczej ni¾ jako antypolskie, roi si© nie tylko na zachodniej Ukrainie. W roku 1992, w �ucku, wyszˆy dwa tomiki przesi¥kni©te takim szowinizmem, takim jadem nienawi˜ci, ¾e prosz¥ si© o prokuratora. "Za Wisˆu pro¾enemo/proklatych polakiw (z maˆej litery, zawsze). My budemo strilaty/i rizaty no¾om". Tˆumaczy† nie trzeba. Cz©˜† tekst¢w pochodzi z konspiracyjnego wydania Zbioru powstaäczych pie˜ni UPA Po/noc z 1949. Serdeczne piosenki. / sypniem ¾elazem po Polsce i Moskwie, ogieä - Rumunom, W©grom... Nam - Kij¢w, Lw¢w, Przemy˜l, San, A wrogom - Warszawa. Inne sposoby rozwi¥zania konfliktu ju¾ mniej ugodowe. Zap©dzimy wszystkich Lach¢w do mogiˆy, ukraiäski narodzie... W tej sytuacji historyk z Kijowa, uczestnik dyskusji w polskiej telewizji, apeluje, by˜my si© wyrzekli Ogniem i mieczem jako ksi¥¾ki, kt¢ra zdaniem uczonego "stanowi wyzwanie dla narodowego honoru Ukraiäc¢w". Ciekawostka, czy gdyby˜my to potraktowali serio, s¥siedzi zdobyliby si© na wzajemno˜†, likwiduj¥c z kolei dla nas maˆo sympatyczne wersy w poezji klasyk¢w Zadnieprza. To ju¾ mo¾e lepiej zostawi† po staremu. W przeszˆo˜ci wyrz¥dzili˜my wiele krzywd Ukraiäcom, i my˜l©, ¾e zafundowaliby˜my im jeszcze jedn¥, godz¥c si© na zakˆamy-wanie fakt¢w, kt¢re sk¥din¥d obci¥¾aj¥ przecie¾ tylko cz¥stk© du¾ego, liczebniejszego ni¾ nasz narodu. Nie pojmuj©, dlaczego do przyjaznego, przede wszystkim gospodarczo aktywnego wsp¢ˆistnienia naszych paästw konieczny jest natychmiastowy werdykt w sprawie sprzed kilkudziesi©- 70 ciu lat. Je˜li dogadanie si© w tym wzgl©dzie natrafia na wyj¥tkowe trudno˜ci - poczekajmy. Nie pali si©. Ju¾ nie. Pochopne decyzje maj¥ to do siebie, ¾e okazuj¥ si© nie do odwoˆania. Za naci˜ni©ciem tej klamki wi©cej drzwi mo¾e si© zatrzasn¥†. Dlaczego akurat ta sprawa - ta jedna! - miaˆaby przes¥dza† o naszych relacjach? Skoro jeste˜my zainteresowani (a mam nadziej©, ¾e jeste˜my; niezr©czno˜ci kolejnych ministr¢w spraw zagranicznych musz¥ mie† granice) przynajmniej poprawnymi stosunkami z Rosj¥, dlaczego nie obawiamy si©, ¾e uporczywe nawroty do zbrodni katyäskiej w wyst¥pieniach urz©dnik¢w, kazaniach ksi©¾y i programach telewizji przekre˜l¥ szans©? Rehabilitacja UPA... nie wierz©, aby unormowanie stosunk¢w polsko-ukraiäskich wymagaˆo a¾ takiego kompromisu. Nie zgadzam si© z paäskimi pogl¥dami, ale zrobi© wszystko, by je pan m¢gˆ gˆosi†. Taki byˆ sens sˆawnych sˆ¢w Woltera. Fenomenalna definicja demokracji. Z pewno˜ci¥ jednak nie jest kanonem wolno˜ci to, by w programie informacyjnym, w zasadzie - edukacyjnym, dominowaˆy przemilczenia i zmy˜lenia. Przynajmniej polska telewizja powinna zadba†, by po tragedii widzowi - gˆ¢wnie mˆodemu widzowi - nie pozostaˆo jedynie prze˜wiadczenie, ¾e w sielskie anielskie Bieszczady p¢«nych lat czterdziestych ni st¥d ni zow¥d wyruszyˆo wojsko, za˜ przebrzydˆe komuchy bez dania racji, w bestialski spos¢b rozprawiˆy si© z ludno˜ci¥, zostawiaj¥c kilka minut na zebranie manatk¢w i wywo¾¥c dok¥d˜ tam. Na Sol¢wki, nad Odr©... a kto by pami©taˆ. Wˆos si© je¾y, gdy posˆucha† bzdur z importowanych film¢w dokumentalnych czy raczej pretenduj¥cych do rangi dokumentu. "Stepan Bandera, popularny dziaˆacz niepodlegˆo˜ciowy..." - powtarza polski lektor za amerykaäskim. Kropka, koniec. Tyle telewizyjnej wiedzy o kim˜ jeszcze w przedwojennej Polsce skazanym na kar© ˜mierci za wsp¢ˆudziaˆ w zab¢jstwie ministra. Wyrok ˆagodziˆy kolejne instancje i w latach czterdziestych 71 popularno˜† Bandery rozpˆomieniˆa si© na Woˆyniu, potem w Bieszczadach... Bez dopowiedzenia i bez sprostowania zostawia si© przeinaczone fakty, skˆamane komentarze. Przykˆadem program o metropolicie Szeptyckim z maja 1997. Do dyskusji zaproszeni omal¾e wyˆ¥cznie przedstawiciele strony ukraiäskiej. Szeptycki zaprezentowany jako zwolennik walki z niemieckim okupantem. Nie caˆkiem tak to wygl¥daˆo, gdy¾ metropolita, zanim zniech©ciˆ si© do III Rzeszy, wi¥zaˆ z ni¥ nieskrywane nadzieje, uroczy˜cie witaˆ wkraczaj¥cych do Lwowa "pogromc¢w bolszewizmu" (zostaˆa nawet odprawiona msza na ich intencj©). Dopiero z czasem - gdy Niemcy ju¾ na dobre zlekcewa¾¥ OUN-owskie zaloty - metropolita zauwa¾y i ogˆosi, ¾e faszyzm jest zˆem wi©kszym nawet od komunizmu. Zgadza si©, powinni˜my pozna† cudzy punkt widzenia, skrajno˜ci i pogl¥dy kuriozalne zdarzaj¥ si© po obydwu stronach, ale nie s¥dz©, by akurat w tak masowym jak telewizja ˜rodku przekazu nale¾aˆo kolportowa† - bez komentarza! - te czy inne co najmniej nie˜cisˆo˜ci. Za po˜rednictwem wˆasnej telewizji dowiedzieli˜my si©, ¾e szesna˜cie wydaä �un w Bieszczadach polscy czytelnicy zawdzi©czaj¥ perfidii komunist¢w, ksi¥¾ka kˆamie, podobnie jak nakr©cony na jej kanwie film Ogniomistrz Kaleä, i jak inny film--faˆszywka, pr¢ba zohydzenia UPA w polskich oczach. Jestem z pokolenia ˜wiadk¢w, w i e m, ¾e o ˜ci©cie toporem, jedyne de facto okrucieästwo opisane przez Gerharda, modliliby si© ludzie torturowani przez upowc¢w. Top¢r, to¾ to byˆa eutanazja w por¢wnaniu z tym, co musieli przej˜† przed ˜mierci¥ Polacy: ci spod �ucka czy Stanisˆawowa, i ci spod Przemy˜la. Czy w PRL-u -jak to uj¥ˆ jeden z dyskutant¢w - "przez wiele lat uczono nas wzajemnej nienawi˜ci"? Niezupeˆnie. Furie nacjonalistyczne, z wyj¥tkiem antysemickiego tajfunu lat 1968-1969 nie wybuchaˆy, trzymano je pod pokrywk¥ bardziej szczeln¥ ni¾ dzisiaj, je˜li ju¾ o to chodzi. Pami©tam drakoäskie interwencje cenzury w reporta¾e o konfliktach z mniejszo˜ciami. Zakˆadam, ¾e Ger- 72 hard miaˆby kˆopoty z opublikowaniem �un w wersji bli¾szej faktycznym proporcjom siˆ na poˆudniowym wschodzie. W przemyskim polska partyzantka byˆa prawie niezauwa¾alna, wsz©dzie, gdzie przewa¾aˆy wsie ukraiäskie, dominowaˆa UPA. Zaopatrzona podtytuˆem Spowied« Ukraiäca ksi¥¾ka Polisz-czuka wywoˆaˆa burz©. Polemizowano z ni¥ w siedemnastu kolejnych numerach ukazuj¥cej si© w Nowym Jorku "Nacjonal-noj Trybuny". Jak utrzymuje profesor Woˆodymyr Serkijczuk z kijowskiego uniwersytetu, w zarzucie, ¾e Ukraiäcy palili polskie wsie i gn©bili ludno˜† cywiln¥ "... nie ma cienia prawdy, albowiem UPA [...] usiˆowaˆa przestrzega† wszystkich reguˆ prowadzenia wojny [...] i w stosunku do ludno˜ci cywilnej stosowaˆa zasady najwi©kszej tolerancji i humanizmu". Profesor zdaje si© zapomniaˆ, ¾e ju¾ w 1929 uchwaˆy zaˆo¾ycielskiego zjazdu OUN przewidywaˆy usuni©cie okupant¢w z etnicznie niejednolitych terytori¢w i ¾e np. w li˜cie otwartym Tarasa Buˆby-Borow-ca do banderowskiej OUN z 10 sierpnia 1943 expressis verbis zaanonsowany zostaˆ warunek budowy paästwa; eksterminacja mniejszo˜ci narodowych. Wszystkich przebija historyk Wiktor Kowal w miesi©czniku "Witczyzna", w artykule z okazji pi©†dziesi©ciolecia UPA, zatytuˆowanym z szokuj¥c¥ szczero˜ci¥ Pod czerwono-czarnymi sztandarami. Caˆy tekst na miar© zdania "O okrucieästwach banderowc¢w napisano ju¾ miliony stron. Jednak¾e te okrucieästwa skierowane byˆy tylko przeciw tym, kt¢rych OUN uwa¾aˆa za zdrajc¢w narodu!" Szokuj¥ca szczero˜†. W takiej atmosferze Og¢lnokrajowa Konferencja Ukraiäskich Nacjonalist¢w 29 marca 1996 za¾¥daˆa od prezydenta Kuczmy oraz Rady Najwy¾szej Ukrainy ustalenia w drodze ustawodawczej praw uczestnik¢w wojny lat 1941-1945 dla ludzi z OUN-UPA. Najostrzej poczyna sobie OUN-b, kt¢ra zacz©ˆa organizowa† na Ukrainie regionalne konferencje. Na podolskiej ¾¥dano "odrodzenia dobrego imienia OUN-UPA jako siˆy politycznej i wojsko- 73 wej, kt¢ra wytrwale d«wigaˆa ci©¾ar walki przeciwko zniewoleniu rodzinnego kraju, i uznania walki narodu ukraiäskiego pod przewodem OLJN w latach czterdziestych i pi©†dziesi¥tych za narodowowyzwoleäcze czy ruch przeciwko okupantom, zgodnie z konwencj¥ wiedeäsk¥ z 1949 roku"... R¢wnie¾ Zjazd Chrze˜-cijaäsko-Demokratycznej Partii Ukrainy wyst¥piˆ "o uznanie walki OUN-UPA za narodowowyzwoleäcz¥". Adekwatna do cytowanych s¥d¢w szokuj¥ca uchwaˆa Krajowego Prowidu Organizacji OUN z 22 czerwca 1990 zaniepokoiˆa polsk¥ emigracj© (Koˆo Lwowian w Chicago, Przyjaci¢ˆ Lwowa w Londynie). Tekst protestu zostaˆ przekazany polskiemu MSZ-owi przez konsulat... lwowski. 22 sierpnia 1992 gazeta Przykarpackiego Okr©gu Wojskowego "Armija Ukrajiny" z okazji pi©†dziesi©ciolecia UPA opublikowaˆa map© terytori¢w, kt¢re powinny sta† si© cz©˜ci¥ paästwa. W cztery miesi¥ce p¢«niej poeta Rotysˆaw Brahuä oznajmia w wywiadzie dla "Robitnyczej Hazety": "Nacjonalizm jest wy¾sz¥ form¥ patriotyzmu". Gdy wybuchˆa sprawa ostatecznie nie zidentyfikowanego oprawcy z Treblinki, Demianiuka, "Wolne Sˆowo" w Kanadzie pi¢rem Stepana Rosochy alarmowaˆo: "½ydzi zniesˆawiaj¥ Ukraiäc¢w". U nich te¾ gin©ˆy teczki. Kilka tysi©cy dossier ulegˆo "przypadkowemu" zniszczeniu. Nie zwalajmy wszystkiego na newralgiczny Lw¢w. Reprezentuj¥cy melnykowsk¥ frakcj© OUN Mykoˆa Pˆawiuk doczekaˆ si© wysokiego odznaczenia z r¥k prezydenta Kuczmy. W kwietniu 1997 w Warszawie obradowaˆ —wiatowy Kongres Ukraiäc¢w z udziaˆem blisko trzystu delegat¢w. Da capo al fine rozwodzono si© nad przebiegiem i skutkiem akcji "Wisˆa", milczano o przyczynach. Miesi¥c p¢«niej w Kanadzie odbyˆ si© wiec upami©tniaj¥cy pi©†dziesi©ciolecie deportacji. Pod torontowskim ratuszem zebraˆo si© ponad dwie˜cie os¢b. Przemyska minidemonstracja 74 byˆa irytuj¥ca, ale bˆaha. Zlekcewa¾ona przez mˆodzie¾. W Toronto nie byˆo ju¾ tak ˜miesznie. W˜r¢d publiczno˜ci wcale nie przewa¾aˆy roczniki dinozaur¢w. Zameldowaˆo si© sporo ludzi jeszcze mˆodych oraz caˆkiem mˆodych. Przyprowadzono dzieci. Pojawili si© weterani UPA w mundurach z orderami i poczty sztandarowe: w˜r¢d flag czamo-brunatne, z dodatkiem purpury. To z pewno˜ci¥ nie byˆy sztandary demokracji. Przygrywaˆa orkiestra, raczej ukostiumowana ni¾ umundurowana, ale, jak sˆysz©, tak si© noszono w armii za Petlury. Flagi przeplataˆy si© z tablicami wyliczaj¥cymi miejsca masowych zbrodni polskich i zawrotne liczby ofiar. —rednio po tysi¥cu na wie˜. Bieszczadzk¥! Poza wszystkim - to byˆy maˆe wioski. Dˆugo i starannie wcze˜niej rekomendowany w ukraiäskich mas mediach wiec w Toronto zorganizowaˆo, umundurowaˆo i zradiofonizowaˆo Stowarzyszenie "Zakierzonia". Nagˆo˜nienie dziaˆaˆo bez zarzutu, przem¢wienia byˆy wygˆaszane po angielsku i nie przesˆyszaˆam si©, gdy padˆa konstatacja: "Niemcy przeprosili za wymordowanie ½yd¢w, Gorbaczow przeprosiˆ za Katyä, kiedy¾ Polacy przeprosz¥ za akcj© ®Wisˆa¯?" I dalej w tym tonie: senat ju¾ przeprosiˆ, a na co czeka sejm? Kiedy si© zdecyduje? Dlaczego nie ma tu dzisiaj z nami przedstawiciela Kongresu Polonii, czemu nie przyszedˆ polski konsul? Tak si© ciekawie zˆo¾yˆo, ¾e wiec pozostaˆ niezauwa¾ony nie tylko przez angloj©zyczne media kanadyjskie, ale nawet przez emigracyjn¥ pras© polsk¥. Niewygodne nie istnieje: nas tego uczono, my˜my to ostro brali za peerelowskich czas¢w, ale ¾e oni to wiedz¥?... Po Stanach Zjednoczonych siedzib¥ najsilniejszej i najlepiej zorganizowanej diaspory ukraiäskiej jest Kanada. W Europie najaktywniejsi s¥ niemieccy Ukraiäcy. Byˆ okres, kiedy w samym Monachium ukazywaˆo si© osiem (!) ukraiäskich gazet. A plac¢wki naukowe? R¢wnie¾ w Monachium - Wolny Uniwersytet Ukraiäski. Oddziaˆ Nowojorskiego Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki. W nieodlegˆym Augsburgu - Ukraiäska Wolna Akademia Nauk, p¢«niej przeniesiona do Nowego Jorku. 75 Zaraz po wojnie, w 1945, otwarto w Rzymie Ukraiäski Uniwersytet i Ukraiäski Instytut, obydwa katolickie. W Nowym Jorku dziaˆa Free Ukrainian Academy of Arts and Sciencies. W Han/ardzie - Center for Ukrainian Studies. Zaˆo¾ono kilka oficyn wydawniczych, zacz©ˆo wychodzi† okoˆo stu tytuˆ¢w prasowych. Ukraiäcy w przeciwieästwie do nas nie obnosz¥ si© z awanturami i potrafi¥ konsekwentnie zadba† o sw¢j image w ˜wiecie. Ukazuje si© - oczywi˜cie w przekˆadach, gˆ¢wnie (ale nie tylko) na angielski, obfita literatura historyczno-po-lityczna. Bardziej polityczna, ale to zauwa¾alne dla zorientowanych lepiej od zachodniego czytelnika. Na ¢smym pi©trze biblioteki uniwersyteckiej w Toronto mie˜ci si© Centrum Badaä nad —rodkow¥ i Wschodni¥ Europ¥. Powstaˆo za pieni¥dze Petra Jacyka, torontoäskiego czˆowieka interesu, ukraiäskiego patrioty, mecenasa emigracyjnego szkolnictwa. Centrum, otwarte w 1993, ju¾ w 1994 dysponowaˆo przeszˆo tysi¥cem tytuˆ¢w, gˆ¢wnie dotycz¥cych Ukrainy. Proporcja bardziej zgodna z intencjami fundatora ni¾ z szyldem plac¢wki. Tylko ¾e w tym akurat du¾o naszej winy. Na p¢ˆkach naliczyˆam dwana˜cie gazet i periodyk¢w ukraiäskich, w tym neutralny "Ukrain© Bussines" czy "Uriadowyj Kurier", w tym faszyzuj¥cy "Homin Ukrainy". Jedna gazeta serbska, dwa polskie tytuˆy. Rozkawaˆkowana "Wyborcza" (zreszt¥ stary numer) i te¾ zdekompletowany egzemplarz "Tygodnika Powszechnego". —ladu po "Kulturze" paryskiej, pi˜mie tak autentycznie znacz¥cym na ˜cie¾ce pojednania. Z ksi¥¾ek - jaka˜ sp¢«niona laurka dla Waˆ©sy. To bardzo wymowne. Znowu daje o sobie zna† zdumiewaj¥ce polskie niechlujstwo. Z jednej strony d¥sy, fumy, biadolenie, ¾e ˜wiat si© na nas uwzi¥ˆ, nie zna prawdy, bo nie chce - z drugiej kompletna bierno˜†. Zachowujemy si©, jakby˜my nie wiedzieli, ¾e prawa rynku odnosz¥ si© i do kultury, i do polityki, i nawet do historii. Ukraiäcy wiedz¥: UPA Welfare in Ukrain© (Strategical, Tactical and organizational Problems of Ukrainian Resis- 76 taäce in Worid War II) po raz drugi ukazaˆa si© dzi©ki Stowarzyszeniu Weteran¢w UPA, kt¢re zastrzegˆo sobie copyright na dalsze edycje. Inn¥ prac©, Political Thought of the Ukrainian Underground 1943-1951 wydaˆ Canadian Institute of Ukrainian Studies University of Alberta, Edmonton. Ksi¥¾ka musiaˆa wzbudzi† pewne zainteresowanie, skoro przeˆo¾ono j¥ i na portugalski. —wiatˆo na przeszˆo˜† tylko z jednego reflektora. Analizuj¥cy najnowsz¥ histori© Ukrainy Amerykanin Armstrong zaznacza, ¾e nie korzystaˆ ze «r¢deˆ polskich nie tylko ze wzgl©du na barier© j©zykow¥. Chc¥c pozna† nasz punkt widzenia na UPA, doszukaˆ si©... trzydziestu quasi-dokument¢w, gˆ¢wnie kr¢tkich i bezwarto˜ciowych dla historyka raport¢w ¾oˆnierzy o starciach z UPA. Podobno tylko taki materiaˆ uzyskaˆ w kr©gach emigracji. Od skorzystania ze «r¢deˆ krajowych powstrzymaˆa go obawa przed niewiarygodno˜ci¥ historiografii, poddanej restrykcjom politycznym. Nie waˆkujmy potem pretensji, ¾e ˜wiat poj©cia nie ma o walce i martyrologii Polak¢w. Nie trzeba a¾ tak daleko szuka† winnych za fakt, ¾e gˆowie s¥siedniego paästwa powstanie w getcie pomyliˆo si© z warszawskim, bo o tym pierwszym prezydent Niemiec sˆyszaˆ mn¢stwo, o tym drugim - wcale. Polonez na Na Ukrainie, licz¥cej niespeˆna pi©†dziesi¥t dwa miliony mieszkaäc¢w, okoˆo czterdziestu milion¢w stanowi¥ etniczni Ukraiäcy. Byˆoby ich znacznie wi©cej, gdyby a¾ osiem milion¢w nie trafiˆo - poza Rosj¥ - gˆ¢wnie do republik azjatyckich; nie tylko do Kazachstanu po koszmarnych wyw¢zkach z lat trzydziestych, ale i na Daleki Wsch¢d, z tak zwanym zielonym klinem (dorzecze Amuru) wˆ¥cznie. Ju¾ carat popieraˆ, i to od XVII wieku zaczynaj¥c, w©dr¢wk© Ukraiäc¢w. ½adna tam bolszewicka nowinka polityczna. Kontynuacja. W spoˆeczno˜ci nomad¢w ˆatwiej poszˆa rozprawa z feudaln¥ wierchuszk¥. Doˆo¾yˆy si© lata trzydzieste. Kazach¢w wybiˆ gˆ¢d. Doˆo¾yˆa si© intensywna sˆowiaäska kolonizacja, nie taka znowu dobrowolna, przeciwnie - ale skutek pozostaje skutkiem. Dzisiejszy Kazachstan to p¢ˆ-Rosja, Kazachowie stanowi¥ mniejszo˜† w swoim kraju. Na Ukrainie te¾ si© sporo udaˆo, chocia¾ nie a¾ tyle. Wschodnia cz©˜† paästwa to ukraiäskie by† albo nie by†. Na wschodzie skoncentrowane s¥ wszystkie wa¾niejsze zasoby 78 naturalne. Siˆy ekonomiczne. A wˆa˜nie w Doniecku, Lugaäsku, Zaporo¾u ogromny procent mieszkaäc¢w, je˜li poczuwa si© do ukraiäsko˜ci, to dopiero w drugim, je˜li nie w pierwszym pokoleniu. Zrusyfikowano - dokˆadnie - ka¾dy region przemysˆowy. W ˜wietle takich przypomnieä czytelny staje si© nacisk Rosji na prawo do podw¢jnego obywatelstwa mieszkaäc¢w Ukrainy. Krym, tak¾e beczka prochu. Ludno˜† tylko w jednej czwartej ukraiäska, przez lata pozbawiona wˆasnych szk¢ˆ, bibliotek. Wynarodowienie Ukrainy odbywaˆo si© r¢¾nymi sposobami, daj¥c efekty bezpo˜rednie i "towarzysz¥ce". Zaledwie sze˜† procent Ukraiäc¢w ma rodziny poza granicami byˆego Zwi¥zku Sowieckiego, przeszˆo jedna trzecia - ponad trzydzie˜ci pi©† procent! - w Rosji. Robiono co si© da, ¾eby ich realno˜† narodow¥ zmieni† na formalno˜†. Wedˆug spisu z roku 1970, prawie trzy i p¢ˆ miliona Ukraiäc¢w zamieszkiwaˆo w granicach paästwa, ale poza granicami republiki, gˆ¢wnie w Kazachstanie (dziewi©†set trzydzie˜ci tysi©cy) i w Moˆdawii (przeszˆo p¢ˆ miliona). Do sowieckich statystyk trzeba podchodzi† ostro¾nie, nie s¥dz©, by uwzgl©dniaˆy deportacj© na Syberi© i Daleki Wsch¢d ponad dw¢ch milion¢w ludzi z obszar¢w do wojny - polskich, a na tle pozostaˆych, od niepami©ci rosyjskich (nie tylko sowieckich. Rosyjskich) region¢w kraju wyr¢¾niaj¥cych si© zwarto˜ci¥ narodowo˜ciow¥. Znowu szˆo o co˜ wi©cej ni¾ o rozbicie ˜rodowisk powi¥zanych z OUN. W polityce Rosjanie maj¥ talent, kt¢rego brak Polakom: umiej¥ poˆ¥czy† dora«n¥ korzy˜† z perspektywiczn¥. Dawna Galicja wschodnia te¾ ulegˆa znacznej deukraini-z a c j i, w miastach zwˆaszcza, co nie byˆo trudne, gdy w byˆych wojew¢dztwach lwowskim, stanisˆawowskim i woˆyäskim tylko na wsiach przewa¾ali Ukraiäcy. Nie wszystkie przeprowadzki w republikach organizowaˆa policja. Jak wynika z interesuj¥cego opracowania Oˆeksandra Piskuna, Iryny Prybytkowej i Woˆodymyra Woˆkowycza, w rezultacie bre¾niewowskiej polityki ekonomicznej sprowadzonej gˆ¢w- 79 nie do tworzenia nowych miejsc pracy, ruszyˆa do miast siˆa robocza o bardzo mizernym przygotowaniu do nowych zaj©† -i nowego ¾ycia. Tak nazywana "socjalistyczna urbanizacja" czy "industrializacja" w jaki˜ spos¢b kontynuowaˆa proces, rozpocz©ty ucieczk¥ chˆopstwa ze wsi w latach dwudziestych, a prowadz¥cy do drastycznego podziaˆu kraju na g©sto zaludnione i uprzemysˆowione strefy miejskie i rozlegˆe obszary ziemi niemal¾e niczyjej, praktycznie wyˆ¥czonej z gospodarki. Dlatego migracja znowu przechodzi w emigracj©. Ukraiäcy, zwˆaszcza mˆodzi, masowo przeprowadzaj¥ si© do Rosji i do Kazachstanu. Na Kaukaz. Ural. Na Syberi©. Dobre zarobki daje praca w Mag-nitogorsku, Kuzniecku, Norylsku czy przy budowie linii kolejowej Bajkaˆ-Amur. Atrakcyjne, bo najlepiej ucywilizowane, wci¥¾ jeszcze nie obdarte z europejsko˜ci s¥ kraje nadbaˆtyckie, wi©c Estonia, �otwa, nawet Litwa. Paästwo liczy siedemna˜cie nominalnych republik, ale z ¾adnej nie wyprowadza si© a¾ tylu ludzi. Ukraina niestety jest bezkonkurencyjna. Te legalne ucieczki, najintensywniejsze w trzydziestoleciu 1960-1990, sˆabn¥ dopiero przed rozpadem Zwi¥zku Sowieckiego. Jak na razie problem wolnej Ukrainy - rzeczywi˜cie problem - zn¢w stwarza emigracja. W ci¥gu trzech lat -milion obywateli przeprowadza si© gˆ¢wnie na Zach¢d. Wyje¾d¾aj¥ - podaj© w statystycznej kolejno˜ci - ½ydzi, Rosjanie, Ukraiäcy, Niemcy, Grecy, Ormianie. Nowe adresy to - bezkonkurencyjny - Izrael, dalej Stany Zjednoczone, Niemcy i po staremu Rosja, kt¢ra pozostaje gˆ¢wnym partnerem Ukrainy w wymianie migracyjnej, wi©c nie zanosi si© na zmniejszenie proporcji, czy raczej dysproporcji narodowo˜ciowych na wschodzie kraju. Wedˆug oficjalnych ustaleä republik© zamieszkuje trzydzie˜ci siedem milion¢w Ukraiäc¢w, jedena˜cie milion¢w czterysta tysi©cy Rosjan, czterysta czterdzie˜ci tysi©cy Biaˆorusin¢w, trzysta tysi©cy Moˆdawian, dwie˜cie sze˜†dziesi¥t tysi©cy Tatar¢w, dwie˜cie trzydzie˜ci tysi©cy Buˆgar¢w, dwie˜cie dwadzie˜cia tysi©cy 80 Polak¢w, sto sze˜†dziesi¥t tysi©cy W©gr¢w, sto pi©†dziesi¥t tysi©cy ½yd¢w. Dane r¢¾ni¥ce si©, i to znacznie, od figuruj¥cych w spisie z 1970 roku; r¢wnie¾ w ¢wczesnym samwydawie mowa jest o siedmiuset siedemdziesi©ciu siedmiu tysi¥cach ½yd¢w, trzysta osiemdziesi©ciu pi©ciu tysi¥cach Biaˆorusin¢w i dwustu dziewi©†dziesi©ciu pi©ciu tysi¥cach Polak¢w. Jedna statystyka nie wyklucza drugiej nie tylko z uwagi na przedziaˆ lat i procesy migracyjne. W tych sprawach nie mo¾na mie† pewno˜ci w paästwie, w kt¢rym przyznanie si© do odr©bno˜ci narodowej bywaˆo aktem du¾ej odwagi cywilnej i mogˆo bardzo utrudni† egzystencj©. Skomplikowa† przyszˆo˜† dzieci. Dlatego w rachunkach, ilu rzeczywi˜cie jest Polak¢w na Ukrainie, nie trzeba si© przesadnie sugerowa† statystyk¥, opart¥ tylko na zapisie w dowodzie osobistym. Na deklaracji, cz©sto zgˆaszanej pod naciskiem rosyjskich wˆadz - i pod presj¥ ukraiäskiego ˜rodowiska. Powtarzam za samwydawem z 1970 roku: ½ydzi, Biaˆorusini, Polacy "... to poza Rosjanami s¥ trzy najliczebniejsze mniejszo˜ci. Niestety, nie maj¥ one ¾adnych wˆasnych szk¢ˆ, ani jednej gazety, ¾adnego stowarzyszenia spoˆecznego czy kulturalnego... Wyj¥tek stanowi¥ Polacy. Na dwie˜cie dziewi©†dziesi¥t pi©† tysi©cy - dwie szkoˆy i jeden amatorski teatr we Lwowie". W por¢wnaniu z rokiem 1959 liczba ujawnionych Polak¢w drastycznie zmalaˆa w latach sze˜†dziesi¥tych. Anonimowy autor twierdzi, i¾ w tym czasie zaledwie czterna˜cie procent Polak¢w na Ukrainie wymieniˆo jako ojczysty - j©zyk polski. Wi©c jak to jest - nie by† na Ukrainie Ukraiäcom, dzisiaj? Kijowski Instytut Socjologii badaˆ sytuacj© z wcale pomy˜lnymi wynikami. Nie za wielu respondent¢w napomyka o incydentalnej - i tylko incydentalnej - dyskryminacji narodowo˜ciowej. Spo˜r¢d zaproponowanych w ankietach przykˆad¢w, kt¢re zdaniem respondenta mogˆoby przem¢wi† za ewentualnym zamkni©ciem gazety czy przynajmniej zakazem okre˜lonych publikacji - najcz©˜ciej wybierano "obra«liwy stosunek do mniejszo˜ci narodowych". 81 Optymistyczny sygnaˆ. A tym tropem my˜lowym idzie Wiktor Poliszczuk. Autor Gorzkiej prawdy o skrajny, faszyzuj¥cy nacjonalizm oskar¾a tylko Ukraiäc¢w z byˆych teren¢w polskich (czy nam to nic nie m¢wi?). Zdaniem Poliszczuka robi si© nied«wiedzi¥ przysˆug© narodowi, przemilczaj¥c zbrodnie, obci¥¾aj¥ce nie wi©cej ni¾ dwa procent Ukraiäc¢w. A negacja fakt¢w raczej t© liczb© wyolbrzymi ni¾ pomniejszy. Dodam od siebie: jakiekolwiek byˆyby - a byˆy spore - winy polskie w stosunku do ukraiäskiej mniejszo˜ci w latach dwudziestych i trzydziestych, to ukraiäski ruch oporu, niewyobra¾alny na wsch¢d od linii Zbrucza, jednak m¢gˆ zaistnie† w II Rzeczypospolitej. Tylko tu. Potwierdziˆa si© ta troch© kˆopotliwa moralnie reguˆa, ¾e o okno na ˜wiat mo¾na si© dobija† nie wcze˜niej ni¾ po uchyleniu okna przez totalitarny re¾im, i ¾e tolerancja zaczyna by† osi¥galna dopiero w warunkach niechby ˜ladowej, niemniej - tolerancji. Przer¢¾ne motywacje - czasem ukˆad rodzinny, czasem przywi¥zanie do tych a nie innych czterech ˜cian, do tego a nie innego drzewa - decyduj¥ o wyborze ojczyzny. Na Krymie ankietowani Rosjanie nierzadko opowiadali si© za Ukrain¥, a Ukraiäcy -zwˆaszcza ci starsi - za Rosj¥. Ju¾ jakby inne, unowocze˜nione rozumienie patriotyzmu. Przy caˆej zawrotnej niepor¢wnywalno˜ci ich spoˆeczeästwa z amerykaäskim - jednak zarysowuje si© zbie¾no˜†. To, ¾e najdalszy od wyrzeczenia si© swego rodowodu Irlandczyk, Wˆoch, Japoäczyk mo¾e by† jednocze˜nie patriot¥ Stan¢w Zjednoczonych jest bardziej zrozumiaˆe dla obywatela Ukrainy ni¾ - daleko nie szukaj¥c - dla Polaka. My˜my ju¾ odwykli od "mieszanego" spoˆeczeästwa. Przez Ukrain© przetaczaj¥ si© r¢¾ne nieoczekiwane imigracje, jak w czasie konfliktu zbrojnego na Zadnieprzu, kiedy to z nagˆa pojawiˆo si© sze˜†dziesi¥t tysi©cy ludzi do zakwaterowania i utrzymywania, w tym poˆowa dzieci. W mniejszych ilo˜ciach przewijali si© przez republik© Tad¾ycy, Czeczeni. Pod- 82 czas gdy Moˆdawianie, Litwini, �otysze i Azjaci (z wyj¥tkiem Tad¾yk¢w) ch©tnie wracaj¥ w swoje strony, to do republiki -obok Rosjan (na pierwszym miejscu - Rosjan!) i Ukraiäc¢w uprzednio zamieszkaˆych w Gruzji, Armenii czy Azerbejd¾anie -napˆywaj¥ tamtejsi. Znacz¥cy fakt: po˜r¢d miliona imigrant¢w w latach 1992--1993 byˆo tylko czterysta dwadzie˜cia pi©† tysi©cy rodowitych Ukraiäc¢w. Przyje¾d¾aj¥ i krymscy Tatarzy, deportowani w 1944. Dzisiejszy Krym - to obok dwustu pi©†dziesi©ciu tysi©cy Tatar¢w zamieszkuj¥cych r¢wnie¾ w innych cz©˜ciach kraju - dom dla Ormian (cztery tysi¥ce siedemset), Grek¢w (trzy i p¢ˆ tysi¥ca), Niemc¢w (dwa i p¢ˆ tysi¥ca). R¢wnie¾ na poˆudniu Ukrainy zamieszkaˆo dwa tysi¥ce niemieckich przesiedleäc¢w z p¢ˆwyspu. Na Krymie i w caˆej republice sytuacja Tatar¢w jest trudna, nie maj¥ pieni©dzy nawet na wynaj©cie mieszkania, nie m¢wi¥c o budowie domu. Koszty wzrosˆy tak gwaˆtownie, ¾e dwadzie˜cia jeden tysi©cy krymskich Tatar¢w nie mo¾e dokoäczy† budowy, a co najmniej sto tysi©cy jest bez pracy. Czy to nie doprowadzi do nowego konfliktu? Nie zanosi si© na speˆnienie sn¢w Doncowa o monolitycznej narodowo˜ciowo ojczy«nie, ale te¾ poza incydentami, kt¢re zdarzaj¥ si© w ka¾dym spoˆeczeästwie, nic nie wskazuje, aby Ukraiäcom miaˆo to przeszkadza†. Historia robi kawaˆy. Jest ironia w tym, ¾e wˆa˜nie Ukraiäcy, kiedy˜ tak ˆakomi jedno˜ci nacjonalnej, z takim zapami©taniem dobijaj¥cy si© paästwa - tylko dla siebie, bez obcych - stan©li przed nieodwracalnym i, co istotniejsze, zaakceptowanym faktem ojczyzny wielu mniejszo˜ci. Z du¾ym optymizmem pisze o tym Amerykanin James Mace, naukowiec z kijowskiego Instytutu Filozofii. "Oczywi˜cie, stosunek do mniejszo˜ci na Ukrainie nie powinien by† idealizowany, niemniej zar¢wno w okresie Ukraiäskiej Ludowej Republiki [nie myli† z sowieck¥ - AS] jak i w czasach [...] wzgl©dnej autonomii (1923-1933) Ukraina wykazaˆa, ¾e 83 jest w stanie pomy˜lnie rozwi¥zywa† problemy etniczne... Tolerancja dla mniejszo˜ci, poszanowanie innych narod¢w cechuj¥ ukraiäsk¥ mentalno˜† [...], radykalne trendy polityczne nie b©d¥ tu znajdowa† szerokiego poparcia, zwˆaszcza gdy ustabilizuje si© sytuacja gospodarcza". Autor sˆusznie zakˆada, i¾ "celem i wyznacznikiem normalno˜ci powinien by† taki stan rzeczy, ¾e nie tylko kelnerka w Drohobyczu potrafi odpowiedzie† po rosyjsku m¢wi¥cym po rosyjsku, lecz r¢wnie¾ gdy urz©dnik w m¢wi¥cym obecnie po rosyjsku Krzywym Rogu b©dzie wˆadaˆ ukraiäskim". Zdawaˆoby si©, ¾e wyrazista polska obecno˜† - to przedwojenne, a nie przedrozbiorowe kresy. Nic podobnego. Na zachodniej Ukrainie, czyli na obszarach utraconych przed pi©†dziesi©ciu laty, pozostaˆo niepor¢wnanie mniej Polak¢w ni¾ na tych, kt¢re nie s¥ nasze od dwustu. Du¾e, zwarte kolonie polskie - dopiero za Zbruczem. W samym ½ytomierzu osiemdziesi¥t tysi©cy Polak¢w. W Gr¢dku Podolskim spo˜r¢d dwunastu tysi©cy mieszkaäc¢w - wi©kszo˜† polska. O dokˆadne rachunki trudno zwˆaszcza we wschodniej cz©˜ci kraju, gdzie ludzie powchodzili w mieszane maˆ¾eästwa, w skomplikowane rodzinne - i wyznaniowe - powi¥zania. C¢rka zwyczajowo "szˆa za matk¥", natomiast syn za ojcem. Te¾ nie zawsze. Jak u Piechowej ze Zbara¾a: "M¥¾ Ukrainiec, ale jego ojciec byˆ Polak..." Jedno maˆ¾eästwo, dwie narodowo˜ci. Dwa wyznania. M¥¾ modliˆ si© w cerkwi. Piechowa w ko˜ciele. S¥siedzi nalegali: "Warto tak? Czemu¾ wy si© rozˆ¥czacie?" Odrzucaˆa: "My si© w niebie zˆ¥czymy, a tu si© rozˆ¥czamy". Powikˆane rodowody, specjalno˜† domu, jak Ukraina dˆuga i szeroka. Do polsko˜ci poczuwa si©, a ˜ci˜lej: potwierdza j¥ w paszporcie, jakie˜ osiemset do dziewi©ciuset tysi©cy obywateli Ukrainy. Caˆej! Polacy w pierwszej dziesi¥tce, lecz nie w pierwszej tr¢jce grup narodowo˜ciowych w republice. Konglomerat narod¢w «le wr¢¾y ukraiäskiemu wyciszeniu politycznemu, ju¾ lepiej - ukraiäskiej kulturze. Co prawda ksi¥dz 84 Franciszek z Podola nie skar¾y si© na kˆopoty narodowo˜ciowe, przeciwnie: zapewnia, ¾e za Zbruczem problem nie istnieje. "Nacjonalizm - to nie tu, to Lw¢w, Iwanofrankiw˜k, �uck... Na wschodniej Ukrainie zdecydowanie lepiej mamy. Tu Polak nie razi". Na zachodniej z pewno˜ci¥ tego nie usˆysz©. Du¾a komplikacja, jak m¢wi ksi¥dz Franciszek. Polacy ustawieni na "nie" i do Rosjan, i do Ukraiäc¢w, Ukraiäcy w wi©kszo˜ci niech©tni, je˜li nie wrodzy, i jednym, i drugim... Pretensje iskrz¥ si© przede wszystkim we Lwowie, przystani ekstremist¢w. Tu zgrupowaˆy si© organizacje wrogie i Moskwie, i Warszawie. Znamienne, jak procesy, kt¢rym ch©tniej przypisujemy dziaˆanie niwecz¥ce, potrafi¥ wyostrzy† ˜wiadomo˜† narodow¥. Za przykˆad obronnych postaw w diasporze stawia si© przede wszystkim ½yd¢w, nasz jest mo¾e skromny, niemniej tu, na ziemiach od dwustu lat odci©tych od polskiego «r¢dˆa, mn¢stwo ludzi nie odst¥piˆo, nie zrezygnowaˆo z rodowodu. To s¥ nadal polskie ˜rodowiska. I wci¥¾ ¾ywa polszczyzna. Je˜li jakie˜ poj©cie ulegˆo zapomnieniu, konstruuje si© zast©pcze. Je˜li trzeba sˆ¢w dawniej nie istniej¥cych, tutejsi je tworz¥. "Oni m¢wi¥ wy˜nionym j©zykiem" - zauwa¾a Mariusz Olbromski, poeta i urz©dnik. Temat sam w sobie. Mo¾e uda mi si© wr¢ci†, poby† i posˆucha†? Wy˜niony j©zyk... Godne to podziwu tym bardziej, ¾e ci ludzie nie maj¥ u nas bliskich. Na Ukrainie otwarto zaledwie kilka szk¢ˆ polskich, dopiero co - i tylko po zachodnim brzegu paästwa, przy granicy, bo w Mo˜ciskach, Strzelczyskach, Lw¢w ma raptem dwie. Mo¾e to si© zmieni, w koäcu unikn©li˜my powt¢rki niezr©czno˜ci (nie pierwszej) w stosunku do Litwy. Nasze upieranie si© przy organizacji uniwersytetu - caˆego uniwersytetu polskiego w Wilnie, r¢wnoznaczne z kompletn¥ nieuwag¥ na dwa raczej istotne mankamenty projektu: antagonizuj¥c, dra¾ni¥c Litwin¢w, co zyskaliby˜my? Z nazwy wy¾sz¥ uczelni© na poziomie ˜redniej szkoˆy - szcz©˜liwie nie powt¢rzyˆo si© we Lwowie, gdzie sˆycha† tylko o katedrze polonistyki. Je˜li 85 strona ukraiäska wyrazi zgod©, realizacja ma sens, i ma szans©, cho† te¾ do ˆatwych nie nale¾y. Wedˆug danych na rok 1996, Towarzystwo Kultury Ziemi Lwowskiej liczy tysi¥c sze˜†set czˆonk¢w, pi©tna˜cie oddziaˆ¢w, z czego a¾ dziesi©† bez wˆasnego k¥ta. Czytam w sprawozdaniach: "Siedziba - pomieszczenie bez okien, dawny szkolny pok¢j projekcyjny" (Mo˜ciska), "Przy zakˆadzie pracy" (Dobro-mil), "W szkole" (Drohobycz), "W domu Proswita" (Borysˆaw). Przewa¾nie jednak: "Nie maj¥ siedziby. Dziaˆaj¥ przy Ko˜ciele". Ko˜ci¢ˆ z du¾ej litery. Nieodmiennie. Tutejsi modlitw¥ broni¥ si© przed wynarodowieniem: tak byˆo za rozbior¢w, i p¢«niej. Tu wiara i ojczyzna w nierozˆ¥cznej trwaj¥ parze. W peˆnej zgodzie z powszechnym zam¢wieniem duszpasterze kˆad¥ znak r¢wnania mi©dzy Bogiem a patriotyzmem. Czˆowiek wychodzi z tych nabo¾eästw ze ˜ci˜ni©tym gardˆem, ale do Lwowa, do Kijowa w©druj¥ stosowne raporty. Tutejsi ksi©¾a miewaj¥ wspaniaˆe ¾yciorysy, jak Rafaˆ Kier-nicki, kt¢remu przypisuje si© uratowanie lwowskiej katedry ("nie daˆ wypatroszy†" - m¢wi¥ wierni). O dziwo, nie wywieziono go, nawet znalazˆ prac©... Zamiataˆ ulice. W znakomitej dziaˆalno˜ci ksi©dza Kiemickiego zasˆuguje na uwag© jego kapˆaäska pomoc dla unit¢w, «le widzianych "zdrajc¢w prawosˆawia". W Zwi¥zku Sowieckim ¾adna religia nie byˆa dobra, ale w˜r¢d zˆych wyr¢¾niano jeszcze gorsze. O bardzo nawet aktywnym duchowieästwie mo¾na m¢wi† w Mo˜ciskach. W dekanacie pracuje a¾ dziesi©ciu ksi©¾y, jest tu klasztor redemptoryst¢w. Zakonnicy wr¢cili po dˆugiej nieobecno˜ci, wywieziono ich - p¢«no bo p¢«no, w 1948, i raczej nietypowo, zaledwie do Sambora, sk¥d dw¢ch posˆano na Sybir, a reszt© zwolniono. Mˆodszych wiekiem duchownych reprezentuje ksi¥dz J¢zef Legowicz, brat lwowskiego dziennikarza. Urodzony w 1952, zatem czterdziestoczteroletni. Tutejszy. Pi©tna˜cie lat kapˆaästwa. W Mo˜ciskach zdaˆ matur©, we Lwowie skoäczyˆ technikum kolejowe. Odsˆu¾yˆ swoje w Armii Czerwo- 86 nej, przez pi©† lat staraˆ si© o pozwolenie na nauk© w seminarium duchownym. W tym czasie ¾yˆ z pracy r¥k, zarabiaˆ jako tokarz, jako hydraulik... "Potem pracowaˆem stra¾akiem". Uzyskawszy zgod©, wst¥piˆ do seminarium w Rydze, bo cho† bli¾sze miaˆ na Litwie, to w kowieäskim m¢gˆ si© ksztaˆci† tylko litewski obywatel. "W 52 roku, gor¥c¥ letni¥ por¥, / lipcowy bocian przeleciaˆ nad Legowicz¢w obor¥ / najmˆodszy chˆopiec na ˜wiat przyszedˆ w tej licznej rodzinie / ojciec na Chrzcie —wi©tym daˆ mu swoje imi©". I tak - zwrotka po zwrotce, a zebraˆo si© ich, nie wymawiaj¥c - dwadzie˜cia osiem, parafianka, pani Krystyna Husarz, spisuje curriculum uitae pracowitego ksi©dza Legowicza. "... Zˆotymi literami oddania ludziom ˜wi¥tyä / do historii wchodzi rok - 89. / S¥dowa Wisznia; Trzcieniec, Lipniki i Balice, / Husak¢w, Radochoäce, Czyszki i Czy¾owice..." Rachunek sumienny, przypomina jeszcze ko˜cioˆy w Pnikucku, Dobromilu, Radenicach, My˜latycach, Zˆotkowicach, Zako˜cie-lu, Jordan¢wce. Pi©tna˜cie lat kapˆaästwa. Dorobek ¾ycia: sto trzy wsie pod opiek¥, siedemna˜cie ko˜cioˆ¢w otwartych po remoncie albo po wybudowaniu. "O, w Polsce to ja du¾o razy byˆem. Ze dwie˜cie. Po dniu... po p¢ˆ dnia..." W 1989 udzieliˆ sto dwana˜cie ˜lub¢w, odprawiˆ osiemdziesi¥t pogrzeb¢w. Teraz z tym o niebo lepiej, ale byˆy czasy kiedy z okazji ko˜cielnego ˜wi©ta do dziesi©ciu tysi©cy ludzi przychodziˆo do spowiedzi, a ksi©¾y w konfesjonaˆach trzech, je˜li nie dw¢ch... I katechez© trzeba byˆo poprowadzi†, i na ukraiäskie ˜wi©ta je«dziˆo si© wspiera† grekokatolik¢w. Tak to wˆa˜nie ujmuje; grekokatolik¢w. Zgoda popsuˆa si© od nominacji arcybiskupa Jaworskiego we Lwowie. "Pokazali rogi". W tych stronach religijno˜† jest wyznaniem polsko˜ci, cichym, lecz jednoznacznym domaganiem si© prawdziwej ojczyzny, co nas chwyta za serce, ale i tˆumaczy podejrzliwo˜† ze 87 strony Ukraiäc¢w czy Biaˆorusin¢w, dla kt¢rych takie demonstracje samopoczucia narodowego stanowi¥ mocny, tote¾ przywoˆywany, kiedy trzeba, dow¢d, ¾e utrat© kres¢w widzimy jako stan przej˜ciowy. Dolewa oliwy do ognia polityka personalna Watykanu. Dla tutejszych wˆadz ka¾dy kolejny ksi¥dz Polak najpierw b©dzie Polakiem, bardziej Polakiem ni¾ ksi©dzem. A na co dzieä - bieda. W Mo˜ciskach, zim¥, sporo dzieci przychodzi do szkoˆy w sandaˆkach. Latem chodz¥ boso. Ukraiäskie, polskie. Ksi¥dz Legowicz opowiada o matce dziewi©ciorga dzieci, z kt¢rych ani jedno nie ma but¢w. A to mˆoda kobieta, nie jest powiedziane, ¾e dzieci nie przyb©dzie, wtr¥cam. Z pewno˜ci¥ nie jest, zgadza si© ksi¥dz proboszcz. C¢¾, r¢¾nimy si© pogl¥dem na antykoncepcj©. Od krajowej "Wsp¢lnoty" przyszˆy do Mo˜cisk paczki dla nauczycieli z klas polskich. W rejonie jest ich czterdziestu dw¢ch, ale w˜r¢d nich a¾ dwudziestu o˜miu Ukraiäc¢w. Chocia¾ przesyˆka byˆa przeznaczona wyˆ¥cznie dla rodak¢w, Polacy z Mo˜cisk uznali, ¾e ukraiäskich koleg¢w te¾ nale¾aˆoby obdzieli†. "Biedni ludzie, jak my, i przecie¾ ucz¥ w polskich klasach". Dziaˆacze ze Lwowa byli odmiennego zdania. Te nasze polskie niezgrabno˜ci... Zbara¾ prosiˆ o ksi¥¾ki, no to dostaˆ... Etos Solidarno˜ci. Tylko ten jeden tytuˆ, ale w ilu egzemplarzach. Caˆ¥ skrzyni© Etosu. Z Lublina. - Prosz© pani, jaki˜ etos, tutaj... - wzrusza ramionami ksi¥dz Grzegorz. - Po co to ¾artowa† z ludzi. Z darami s¥ rozmaite kˆopoty. "Solidarno˜†" z Nowej Huty przysˆaˆa ¾ywno˜†, odzie¾ i zabawki o warto˜ci nie przekraczaj¥cej dziewi©ciuset sze˜†dziesi©ciu dolar¢w. Ukraiäcy za¾¥dali czterystu dolar¢w cˆa, informuj¥c, ¾e banany i pomaraäcze z przesyˆki wymagaj¥ dziesi©ciodniowej kwarantanny. Po czym wˆadowano owoce nie do chˆodni, lecz do magazynu. Sk¥d poszˆy na ˜mietnik, bo zgniˆy. Reszta prezent¢w dotarˆa do dzieci dopiero po interwencji konsulatu. Koncentrujemy si© na wspomaganiu Bo˜ni, kt¢ra i bez nas ma patron¢w w zamo¾nej Europie. Dbamy o Czeczeni©. Nagˆo˜- 88 niona, wi©c popularna, pomoc dla Polak¢w w Kazachstanie przesˆoniˆa bli¾sze sytuacje. Ci©¾ar¢wki z darami nie zatrzymuj¥ si© w Mo˜ciskach, na kt¢re - z podzielonych pieni©dzy (du¾e sˆowo!) "dla najbiedniejszych" - przypadˆo 10 milion¢w karbo-waäc¢w. Sˆownie: dziesi©†. Kpina. Prezeska oddziaˆu nie odwa¾yˆa si© na samodzieln¥ decyzj©. Powoˆaˆa komisj©, i po dˆugim wahaniu, po du¾ym namy˜le - rozdzielono mi©dzy dwadzie˜cia rodzin got¢wk©, wystarczaj¥c¥ na kilogram mi©sa lub na chleb. A¾ na pi©tna˜cie bochenk¢w. Zim¥ 1997 na telewidz¢w w kraju spadˆa przygn©biaj¥ca informacja, ¾e spo˜r¢d trzystu tysi©cy litewskich Polak¢w - co pi¥ty ¾yje w skrajnej n©dzy, wskutek czego mn¢stwo rodzin oddaje dzieci do paästwowej plac¢wki opiekuäczej. Ze jest taki specjalnie, wˆa˜nie dla Polak¢w przewidziany dom dziecka. Pokazuj¥ nam mˆode maˆ¾eästwo, kt¢re tam umie˜ciˆo swoje pierwsze i jedyne jak na razie dziecko. Poznali˜my te¾ ojca, kt¢ry, jak dot¥d, przekazaˆ paästwu siedmioro pociech. Pewnie na tym si© nie skoäczy, bo i to mˆody jeszcze czˆowiek, a nie przypuszczam, by w akcji charytatywnej sterowanej przez Caritas uwzgl©dniono ˜rodki antykoncepcyjne. Mn¢stwo os¢b momentalnie zareagowaˆo na alarm z Litwy: "Jeste˜my w tej chwili zasypywani listami... ofiarami na rzecz rodak¢w..." - ju¾ nazajutrz donosiˆa telewizja. W dwa dni p¢«niej, z programu "W centrum uwagi" dowiedzieli˜my si©, ¾e "od wczoraj trwa akcja pomocy". Tempo imponuj¥ce, jak po trz©sieniu ziemi, tylko co byˆoby, gdyby tak reporterzy "Wiadomo˜ci" utkn©li pod Ostr¥ Bram¥, gdyby zamiast wychyli† nos poza pi©kne Wilno - zasiedzieli si© u dawnego George'a? Nadal -kompletna niewiedza? Zaproszony do programu ksi¥dz, reprezentant Caritasu, krzepiˆ serca: nawi¥zali˜my kontakt z konsulem generalnym, zobowi¥zaˆ si© zgromadzi† grono ludzi... Zaraz zaraz, a czy przypadkiem to nie konsul powinien informowa† o takich sytuacjach? Na Litwie s¥ polscy ksi©¾a. Dlaczego nie reagowali na 89 niewyobra¾aln¥ (jak podkre˜lano w telewizji) bied©? Ca-ritas dziaˆa tam od roku. Dlaczego ta akcja rozpoczyna si© dopiero teraz? - bardzo zasadnie spytaˆa dziennikarka telewizji. S¥dz¥c chocia¾by z relacji w naszych mediach, na Litwie nie brak Polak¢w aktywnych politycznie, skˆ¢conych - jak¾eby inaczej - niemniej zorientowanych, jak si© ¾yje ich elektoratowi. Trzeba byˆo dopiero ekipy telewizyjnej z Warszawy, ¾eby nam otworzy† oczy? Wiadomo˜† wiadomo˜ci nier¢wna. Jednego wieczoru alarm: tu¾ za Suwaˆkami przymieraj¥ gˆodem nasi rodacy... kolejka oczekuj¥cych na miejsce w domu dziecka wydˆu¾a si©, cho† i tam nie ma co je˜†... A w dwa dni p¢«niej nie jest a¾ tak «le, alarm byˆ przesadny, bieduj¥ Litwini, bieduj¥ Polacy, do zakˆad¢w opieki spoˆecznej trafiaj¥ dzieci z rodzin patologicznych, standard plac¢wek nie jest zˆy, niemniej pomoc, je˜li ju¾, powinna by† kierowana wˆa˜nie do nich, a nie w jakie˜ nie za pewne r©ce. Zaprezentowana jako szefowa polskiej akcji humanitarnej pani Ochojska oznajmia, i¾ taki, a nie inny stan rzeczy ustalili jej ludzie, specjalnie w tym celu wysˆani na Litw©. Analiza zaj©ˆa im dwa dni. Brawo! Albo kontrolerzy zmienili zdanie, albo ich zmieniono, gdy¾ - jak dowiedzieli˜my si© znowu z telewizji - w sobot© 22 lutego wyruszyˆ konw¢j z pomoc¥. "Do tych wsi jedziemy, w kt¢rych paästwo pokazywali t© okropn¥ bied©..." - obja˜nia uczestnik. Czyli jednak pomoc b©dzie bezpo˜rednia. Nast©pny, ju¾ zapowiadany jako wielki, konw¢j humanitarny Caritasu i telewizyjnych "Wiadomo˜ci" dotrze na Litw© przed Wielkanoc¥. Jakiej ponurej sensacji, na odmian© z zachodnich obszar¢w Ukrainy, trzeba, aby˜my trosk© o sk¥din¥d regularnie wspomagan¥ przez zamo¾ne spoˆeczeästwa Bo˜ni© przeadresowali za t© miedz©? Przez niespeˆna dwie dekady lutego zd¥¾ono w kraju zebra† dla litewskich Polak¢w siedemdziesi¥t tysi©cy zˆotych. Oto dow¢d, jak wiele dobrego mo¾na zaˆatwi† z lud«mi - gdy si© przem¢wi do ich wyobra«ni, tym samym - do sumienia. 90 Dary, konwoje... to s¥ zrywy. Stanowczo za wiele w naszym /ason d'etre z rodakami z byˆych kres¢w tr¥ci polonezem na pogorzelisku. Najbardziej spektakularna emocjonalna reakcja nie zrekompensuje braku systematycznej pomocy, spokojnej, ale sensownej taktyki opiekuäczej, w miar© wolnej od akcent¢w politycznych. Delegat Caritasu via telewizja podzieliˆ si© z nami przypuszczeniem, ¾e "szansa jest du¾a, je¾eli wˆo¾ymy w to du¾o serca". Pami©taj¥c - a mo¾e wreszcie pora by i w Polsce o tym m¢wi† - jak stronnicze i zdominowane politycznymi motywacjami bywaˆo rozdawnictwo dar¢w, kt¢re spˆyn©ˆy do Polski po 1981 roku, z jakim baˆaganem, marnotrawstwem, a cz©sto i nieuczciwo˜ci¥ ˆ¥czyˆa si© ta ogromna akcja, pozostaje ¾yczy†, aby otwarcie serca nie prowadziˆo do zamykania oczu. Pozostaje wierzy†, ¾e na Litwie nie powt¢rzy si© sytuacja ze Zbara¾a, do kt¢rego zamiast ¾ywno˜ci i odzie¾y dojechaˆa skrzynia z niecho-dliwym w Polsce nakˆadem Etosu Solidarno˜ci. Taäcuj¥ zagoäczycy po ekslatyfundiach. T©sknimy. Gazety puchn¥ od przesentymentalizowanych wspomnieä i nask¢rkowych obserwacji. S¥ wybrane kierunki peregrynowania. Je«dzi si© do Nowogr¢dka - bo Mickiewicz, do Krzemieäca - bo Sˆowacki, do Drohobycza - bo Bruno Schulz. Do Wilna i Lwowa je«dzi si© do s i e b i e. W korespondencjach z Litwy zwracaˆam uwag© na pozorno˜† kontakt¢w z rodakami z byˆych ziem polskich. Koˆo Krzemieäczan... Towarzystwo Miˆo˜nik¢w Lwowa... Towarzystwo Miˆo˜nik¢w Woˆynia i Polesia... Federacja Organizacji Kresowych: ju¾ to m¢wi za siebie. Nie trzeba si© sugerowa† liczb¥ stowarzyszeä, ugrupowaä, zwi¥zk¢w. Wszystkie monotematyczne. De facto - skoncentrowane na tym, o co mieli˜my t©gie i z naszego punktu widzenia arcysˆuszne pretensje do Niemc¢w. Tak, tylko ¾e Litwini, Ukraiäcy i Biaˆorusini te¾ maj¥ sw¢j punkt widzenia. I swoje powody do rozdra¾nieä. Zauwa¾ani s¥ przede wszystkim Polacy zrzeszeni we Lwowie (robi swoje wi©ksza i cieplejsza uwaga Kraju na to wspaniaˆe 91 miasto), cho† tamtejsi nie czuj¥ si© uprzywilejowani. "Na murach wam zale¾y, nie na ludziach. Kamieni ¾aˆujecie. Po nas nikt nie pˆacze". Towarzystwa Kultury Polskiej dziaˆaj¥ r¢wnie¾ w Sta-nisˆawowie (dzi˜ Iwanofrankiw˜k), Tarnopolu, Krzemieäcu, Dro-hobyczu. Nie zd¥¾yˆam dojecha† do Sambora, ¾eby sprawdzi†, co oznacza to sprawozdawcze: "czˆonk¢w 600, obecnie okoˆo 200". W Borysˆawiu - 180, w Stryju - 140. W ½¢ˆkwii - 127, w Chodorowie - 120, w Zˆoczowie - 110, w ½ydaczowie -104, w S¥dowej Wiszni - 102, w Dobromilu - 85, podobnie jak w Rawie Ruskiej. A jeszcze te blisko siedemdziesi©cioosobo-we skupiska w S¥siadowicach przy Starym Samborze, w Trus-kawcu, w Szer¾ycu mi©dzy Stryjem a Lwowem, gdzie urodziˆ si© generaˆ Maczek. Rekord bij¥ Mo˜ciska, z pododdziaˆami w sze˜ciu wsiach, zrzeszaj¥cymi a¾ 660 rodak¢w. Funkcjonuj¥ r¢wnie¾ towarzystwa niezale¾ne od Lwowa, wi©c Drohobyckie Polskie Stowarzyszenie Kulturalno-O˜wiatowe, wi©c Polskie Kulturalno--O˜wiatowe Towarzystwo w Tarnopolu i Towarzystwo Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Sˆowackiego w Krzemieäcu. M¢wimy o zachodniej Ukrainie, ale i w Kijowie podobna sytuacja, a¾ pi©† polskich organizacji, jedna w˜r¢d sfederowa-nych, dwie w Zwi¥zku Polak¢w, a dwie - niezale¾ne. Zorganizowani Polacy na Ukrainie s¥ skˆ¢ceni, zgˆaszaj¥ mn¢stwo wzajemnych pretensji - nie powiem, ¾e niesˆusznych. Pracuj¥ w bardzo ci©¾kich warunkach, wal¥ si© na nich problemy, z kt¢rymi samodzielnie sobie nie poradz¥, sytuacje, do kt¢rych nie s¥ przygotowani, konflikty mo¾e i bagatelne - ale dopiero po naszej stronie granicy. Z opinii o dziaˆaczach i patronach: "Jedni ¾yj¥ dla Lwowa, drudzy ¾yj¥ ze Lwowa". Albo ..Polski Lw¢w? Jak tak dalej p¢jdzie, to tylko mury zostan¥. Mˆodzie¾ odtr¥cana, szkoda gada†. Nic si© nie robi, nic. Peˆny s z t y l - jak na morzu. ½eby nie konsulat, to by wszystko dawno poszˆo w pierony" - orzeka Stanisˆaw Durys, Iwowianin. Na spotkaniu autorskim kpi¥cy gˆos z sali: "Opieka? No jak¾e! Senatorzy tu byli. Zapisali pytania". 92 Potrzeby nie sprowadzaj¥ si© do chleba i but¢w. Jak na razie nawet w polskich szkoˆach mˆodzie¾ uczy si© z ukraiäskich podr©cznik¢w. Podobno wystarczyˆoby dziesi©† tysi©cy dolar¢w, by wydrukowa† je w przekˆadzie polskim. Wszystko zaˆatwione, tylko brak sponsora. Czy to te¾ zostaˆo zapisane? "Sejmikiem niespeˆnionych nadziei" nazwaˆ w "Gazecie Lwowskiej" II Sejmik Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie prezes TKPZL, Stanisˆaw Czerkas. I rzeczywi˜cie: stu osiemdziesi©ciu reprezentant¢w czterdziestu polskich organizacji rozstawaˆo si© w umiarkowanej zgodzie. Gˆ¢wna pretensja: "Mieszkamy nie tylko we Lwowie". I ten niepokoj¥cy leitmotiv w os¥dach: "Jedni ¾yj¥ dla Lwowa, drudzy..." Oczekiwanych go˜ci z Polski wyr©czyˆy telegramy, powiadamiaj¥ce z kurtuazj¥, albo i bez, ¾e czyja˜ obecno˜† na Sejmiku nie b©dzie, niestety, mo¾liwa. Od prezesa Stowarzyszenia "Wsp¢lnota Polska", profesora Andrzeja Stelmachow-skiego: "Obowi¥zki zwi¥zane z procedur¥ zatwierdzania bud¾etu naszego Stowarzyszenia zatrzymuj¥ mnie, podobnie jak i innych czˆonk¢w Zarz¥du Krajowego, na miejscu, w Warszawie". Od wiceprezesa tego¾ zarz¥du: "Moje zawodowo-naukowe sprawy nie pozwalaj¥ mi na wzi©cie udziaˆu". Od konsula w Charkowie" "...aktualne obowi¥zki sˆu¾bowe - remont pomieszczeä Konsulatu Generalnego RP w Charkowie - nie pozwalaj¥ mi w tym czasie na wyjazd poza Chark¢w". Jak to uj¥ˆ w swojej depeszy prezes Zwi¥zku Polak¢w na Ukrainie, te¾ oczywi˜cie ¾ycz¥c owocnej pracy: "Robimy wsp¢ln¥ spraw© i niech Pan B¢g napawa nas m¥dro˜ci¥ w rozwi¥zywaniu nieˆatwych czasem zadaä, kt¢re stawia przed nami ¾ycie". Czy jednak nie za wiele scedowano tu na Pana Boga? We Lwowie ciekawa rozmowa z Teres¥ Dutkiewicz, redaktork¥ biuletynu Federacji, kt¢rej prezesem jest Emilia Chmielowa. Obydwie reprezentuj¥ nurt "przyszˆo˜ciowy". Towarzystwa raczej skupiaj¥ si© na wczorajszo˜ci, Federacja bardziej liczy si© z dniem dzisiejszym. Trzeba si© wyrwa† z kredowego koˆa i roz- 93 mawia† nie tylko z Polakami. Zwˆaszcza w˜r¢d mˆodych jest sporo Ukraiäc¢w sympatycznie usposobionych do zachodnich s¥siad¢w. To tragiczne, ¾e wielokulturowy Lw¢w, miasto wspaniaˆych ˜wiadectw wsp¢ˆistnienia, przerabia si© na kocioˆ szowinizmu. Ale w tym samym Lwowie mo¾na znale«† ludzi sensownych, gardz¥cych fanatyzmem, otwartych na wsp¢ˆprac©. Bardzo dobre wra¾enie zrobiˆ na Polakach wyst¥pieniami w naszej telewizji prezydent Kuczma. Oczywi˜cie, w polityce nie to wa¾ne, co si© m¢wi, tylko to, co si© robi, w ka¾dym razie pierwsze lody jakby przeˆamane. I gazety przypomniaˆy sobie o s¥siadach. Z dnia na dzieä, znienacka (czyli bardzo po polsku) zacz©li˜my dostrzega† Ukrain©. Mo¾e si© w koäcu dogadamy. Na to konto trzeba by wyja˜ni† - bo warto - jak byˆo z polskim, podobno z naszej winy zaniechanym udziaˆem w zamierzonej edycji dziesi©ciotomowej historii ko˜cioˆ¢w na Ukrainie. Dziesi©† tom¢w, nie bagatela... Podobno padˆa propozycja, by dwa z dziesi©ciu opracowali Polacy. Dlaczego KUL wycofaˆ si© ze znacz¥cego przedsi©wzi©cia? Charakterystyczne zjawisko: literatur© "postkresow¥", wariacje na tematy z Iwaszkiewicza, Ku˜niewicza, Stryjkowskiego (cho† jednocze˜nie w zapomnienie poszedˆ Woˆoszynowski i jego znakomite Opoluiacfania podo/s/cie) robi¥ ludzie znaj¥cy te kresy z cudzych ksi¥¾ek. T©sknimy. Mo¾e to nieuniknione, mo¾e na zmian© trzeba liczy† dopiero po peˆnej zmianie pokoleä, tylko ilu Polak¢w po tamtej stronie barykady zechce i potrafi na to czeka†? Czy poza okazyjn¥ par¥ but¢w, tabliczk¥ czekolady i ludowym festiwalem du¾o mamy im do zaproponowania? Je˜li nawet bierzemy si© za problemy, naszym zdaniem, na czasie, to zazwyczaj z gracj¥ sˆonia w skˆadzie porcelany. Najpierw upierali˜my si© przy polskim uniwersytecie w Wilnie - pomysˆ i niezr©czny politycznie, i nierealny, poniewa¾ wy¾sze uczelnie maj¥ to do siebie, ¾e potrzebuj¥ i wykˆadowc¢w, i student¢w, potem przy wsp¢ˆudziale Watykanu zaognili˜my nastroje antypolskie po cz©˜ci na Ukrainie, gˆ¢wnie - na Biaˆorusi, gdzie ka¾dy 94 ksi¥dz katolicki w rezultacie swojej polonizacyjnej (mo¾e siˆ¥ faktu - to osobna kwestia) dziaˆalno˜ci postrzegany jest dokˆadnie tak, jak my przed wojn¥ widzieli˜my nacjonalist¢w z naszych mniejszo˜ci narodowych. A jednocze˜nie - ta nasza nieuwaga, ten ich ¾al, ¾e "jedni ¾yj¥ we Lwowie, drudzy ¾yj¥ ze Lwowa". Posˆuchaliby posˆowie, senatorowie, jak si© ocenia ich wizyty. Doprawdy za cz©sto do Lwowa, Wilna, Grodna peregrynacje po wˆasn¥ mˆodo˜†, po ˜wiat tym gˆadszy i mniej prawdziwy, im wi©cej lat nas od niego dzieli. Tamtejsi Polacy w przybli¾eniu nie s¥ tak zauwa¾ani jak materialne pami¥tki, nasze wi©zi kresowe koncentruj¥ si© - i cz©sto wyczerpuj¥ - na ostatkach pejza¾u i resztkach kamieni. Jak to w Odessie Staˆo si©. Mam za swoje. Ju¾ nie posˆucham, jak bajeruje milicjanta Legowicz, jak pan Wˆadziu baˆaka. Obra¾eni. Ju¾ mnie nie przewioz¥ do ¾adnej Iwanowki. A przeczuwaˆam, ¾e to si© «le skoäczy. Podkusiˆo mnie, ¾eby ujawni† w "Kulturze" tajniki pertraktacji. Pr¢buj© co˜ naprawi†, wydzwaniam do Lwowa. Legowicz nieuchwytny. "Jest, ale ˜pi" - odpowiada ¾ona. Powinno mi wystarczy†. Kt¢¾ z nich ˜pi, kiedy dzwoni¥ z Polski? Pan Wˆadziu Bez Nazwiska tym bardziej nie do odnalezienia. Nic si© nie da zrobi†, o kogo spytam - wˆa˜nie wyszedˆ, dopiero co wyjechaˆ, teraz wakacje, a po nich te¾ jak B¢g da, co tam mo¾na wiedzie†... Ale w Przemy˜lu wiedz¥. I nawet w Kijowie. Wprawdzie prezes Czerkas r¾nie Greka, ¾e nawet mu si© o uszy nie obiˆo, jednak prawda wypˆywa. Emil z Wˆadziem obchodz¥ mnie szerokim ˆukiem, poniewa¾ artykuˆ bardzo nieˆadny byˆ, narobiˆam im sztempu, kto widziaˆ, ¾eby tak obsmarowa† ludzi, ta jak, ta gdzie... Na razie nie zagra¾am, jad© do Kijowa. Poci¥giem dziewi©tna˜cie godzin w jedn¥ stron©, w tym pi©† - na niespeˆna stukilometrow¥ tras© Przemy˜l-Lw¢w. Dodajmy 96 co najmniej godzin©, kt¢r¥ przed odjazdem trzeba sp©dzi† na dworcu w kolejce do odprawy celnej. Z baga¾em czy bez, ka¾dy wchodzi do budy skleconej na peronie - dˆuga kiszka, brudnawy barak, w kt¢rym pi©trz¥ si© toboˆy bazarowc¢w - i spowiada si© ze swego posiadania. Mnie rewizja omin©ˆa, miaˆam wiz© sˆu¾bow¥ (latem 1997 roku jeszcze obowi¥zywaˆy wizy, i to w dw¢ch odcieniach, dla r¢wnych i r¢wniejszych), chocia¾ nie na tyle sˆu¾bow¥, ¾eby zwalniaˆa od czekania. Wreszcie wsiadam. W trzech j©zykach - wˆasnym, niemieckim i rosyjskim - "WARS wita w swym wagonie. Herzlich willkommen! Dobro po¾aˆowaˆ'! Konduktor odpowiednio przygotuje dla paästwa miejsca do spania..." Odpowiednie przygotowanie polega na wrzuceniu przez uchylone drzwi komplet¢w po˜cieli. "Konduktor WARS o wskazanej porze bezpˆatnie poda zestaw ˜niadaniowy wraz z kaw¥ lub herbat¥. Prosimy o uprzedzenie konduktora, o jakiej porze ma przygotowa† i poda† zestaw..." Obeszˆo si© bez uprzedzania, dostali˜my po kubku pˆynu i sˆodkim rogaliku. "Podczas podr¢¾y staramy si© zapewni† paästwu maksimum wygody i bezpieczeästwa... Jednak we wˆasnym interesie dodatkowo prosimy o zamykanie drzwi na ˆaäcuszek..." O tym poci¥gu chodz¥ r¢¾ne wie˜ci, chocia¾ jeszcze gorsze chodz¥ o berliäskim. Na ˆaäcuszek mam czas, jeszcze nic si© nie dzieje. Rozmawiam z s¥siadkami z przedziaˆu, pani¥ doktor i pani¥ in¾ynier. Obydwie a¾ z Lugaäska. Obydwie handlarki. Same tak o sobie m¢wi¥, bez pretensji i bez minoderii. Mˆode, ale zd¥¾yˆy zapomnie† jedna o stetoskopie, druga o rajzbrecie. ½yj¥ z tego, co zarobi¥ na przemyskim bazarze. Przed rokiem pewnie spytaˆabym, czy nie czuj¥ si© upokorzone sytuacj¥. Dzisiaj si© nie o˜miesz©. M¢wi† o degradacji spoˆecznej, o zdeklasowaniu z lud«mi, w kt¢rych ojczy«nie w tym czasie doch¢d najbogatszych trzydziestopi©ciokrotnie przerastaˆ dochody najbiedniejszych? Dla wsi r¢¾nica byˆa jeszcze bardziej drastyczna, pi©†dziesi©cio-krotna. 97 Ukraiäcy, na swoje szcz©˜cie, nie s¥ wielodzietni. Wszystkiego pi©† procent rodzin czteroosobowych! Co prawda, ubywa i tych z jednym dzieckiem. Ciekawe tylko, czy ubywa z zasˆugi antykoncepcji, czy z winy aborcji. Poci¥g staje. To ju¾ Ukraina, M o s t i s k a. Przedwojenne Mo˜ciska. Zadziwiaj¥ce, ¾e po 1939 roku pozostawiono nazw© zwi¥zan¥ przecie¾ z nazwiskiem wroga, polskiego prezydenta. A nieodlegˆy Gr¢dek Jagielloäski zaznaˆ amputacji, jest zaledwie Grodkiem, zwykˆym Horodkom. Jagiellonowie okazali si© (i trudno zaprzeczy†) gro«niejszym przeciwnikiem ni¾ Mo˜cicki. No, ale nie wywoˆujmy wilka z lasu. To tutaj pociˆam si© przed rokiem. Dowiedziaˆam si© w ostatniej chwili, ¾e wiecz¢r autorski odprawi© w ko˜ciele. U nas to byˆo en uogue w swoim czasie, ale ja nie przeszˆam chrztu solidarno˜ciowego, nie jestem przyzwyczajona do wyst©p¢w na bo¾ych salonach. A tu ju¾ mikrofon czeka, i starowinki w ˆawkach, i dzieciarnia, natomiast ˜ladu po rodzicach. "Kobieciny wychodziˆy z maj¢wki no to zatrzymaˆem, im tam bez r¢¾nicy, kr¢cej, dˆu¾ej, a dzieci szkoˆa przysˆaˆa" - poczciwie tˆumaczy ksi¥dz Legowicz i zach©ca, bym sobie stan©ˆa przed oˆtarzem. O Jezu! Sama? Nie wiem, co m¢wiˆam, jak dˆugo m¢wiˆam... Staruszki popatrywaˆy sennie i z ufno˜ci¥, temat te¾ nie robiˆ im r¢¾nicy. Naszeptawszy si©, dzieci wybiegˆy kopa† piˆk©. Poza w¥tpliwo˜ci¥ byˆ to m¢j najgorszy publiczny wyst©p w ¾yciu. W Mo˜ciskach pierwszy nu¾¥cy, martwy, nieuzasadniony post¢j. Do przedziaˆu wchodzi dziecko. "Dajcie je˜†". Miejscowy, czy pasa¾er? Mo¾e mie† dziesi©† lat, nie wi©cej. Chude to, nie czesane, w koszuli z dorosˆego. Szorstko: "Dajcie je˜†". Od-czekuje chwil©: "Nie ma? To dajcie pieni¥dze". Pokorny, ale oczy czujne, jawnie taksuj¥ce nasze pˆaszcze i walizki. Nam te¾ si© przyjrzaˆ, zanim znowu, nawet bez akcentu pro˜by wygˆosi polecenie: "Je˜†". Nie ukrywa celofanu z zebranymi wcze˜niej kanapkami. Mo¾e komu˜ zaniesie. Marszcz¥c brwi powtarza 98 gˆo˜niej, bez emocji, jak wykut¥ lekcj©: "Dajcie chleb..." Po namy˜le: "No to pieni¥dze..." Gˆodny? pewnie tak, tylko te oczy, uwa¾ne, bardzo dorosˆe, fachowo w©druj¥ce po baga¾ach ˆypni©ciami spod pˆowych rz©s... C¢¾, zˆodzieje te¾ bywaj¥ gˆodni. Nie wiadomo, czy i kiedy wsiadˆ, bo stacja wymieciona z ludzi - tak to wygl¥daˆo i w sowieckich Mostiskach - ale nie napisz©, ¾e "psa z kulaw¥ nog¥", bo po peronie ku˜tyka sparszywiaˆy pies, kt¢ry te¾ ¾yje z ¾ebraniny, i wsp¢ˆpasa¾erka, mˆoda Ukra-inka, odst¥piˆa mu swoje kanapki. Pusto, cicho, przez kilka wst©pnych minut poci¥g niczyj, wreszcie z budynku wysypuj¥ si© ¾oˆnierze. Niscy, ale jak! I jeszcze pomniejszeni przez ogromne czapki. Konus w konusa. A to nie pasuje do zadawnionej i trafnej pami©ci o efektownych urodach Ukraiäc¢w. Nie dziwota, ¾e wyczuleni na fizyczno˜† hitlerowcy oci¥gali si© ze zorganizowaniem ukraiäskiej dywizji SS-Galizien; kandydatom nie dostawaˆo wzrostu, a esesman¢w obowi¥zywaˆa postura godna Aryjczyka, czyli najmniej metr sze˜†dziesi¥t pi©†. Dla Ukraiäc¢w zdecydowano si© obni¾y† poprzeczk©. Wspomina o tym daleki od uszczypliwo˜ci amerykaäski historyk OUN-UPA, Armstrong. Niski wzrost, podobno, bierze si© z braku biaˆka, z biedy. S¥dz¥c po przedwojennych polskich kronikach filmowych - i nasi ¾oˆnierze, wykarmieni kartoflami i kapust¥, nie zakrawali na Goliat¢w. Co si© je na Ukrainie? Z zakup¢w wynikaˆoby, ¾e przede wszystkim chleb, makaron. Mleko. Kartofle. Kasze i b¢b. Fasol©. Minimalna cz©˜† wydatk¢w idzie na owoce, soki. Sze˜ciokrotnie wi©ksza - na alkohol. Mi©so, w©dliny - prawie ¾e od ˜wi©ta. Przypomina mi si© lwowska rozmowa o zapasach: wtedy nie za bardzo mogˆam zrozumie†, na czym to polega. Przeczytam w instytutowym kijowskim resume: dla ludno˜ci Ukrainy bardzo charakterystyczne i znacz¥ce s¥ zapasy ¾ywno˜ci. Przeci©tna trzyosobowa rodzina przechowuje w domu okoˆo stu kilogram¢w produkt¢w, gˆ¢wnie kartofli, cukru, m¥ki - w tym i chleba. 99 Je˜liby bra† pod uwag© normy ministerstwa zdrowia, to og¢ˆ Ukraiäc¢w od¾ywia si© a¾ siedmiokrotnie poni¾ej ich dolnej granicy. W jadˆospisie drastyczny (czterokrotny) niedob¢r ryb, nabiaˆu, owoc¢w. Z badaä prowadzonych latem 1995 na zlecenie —wiatowego Banku wynikaˆoby, ¾e ˜redni miesi©czny doch¢d na r o d z i -n © wynosiˆ - w mie˜cie - dwadzie˜cia pi©† dolar¢w, na wsi jeszcze mniej, niecaˆe dwadzie˜cia cztery. Cytuj© "wedˆug oficjalnej statystyki groszowe dochody ludno˜ci w sierpniu 1996 w por¢wnaniu z grudniem 1995 zmniejszyˆy si© o blisko siedem procent, w por¢wnaniu z grudniem 1996 - a¾ o dwana˜cie procent. Blisko dwie trzecie ludno˜ci nie mo¾e sobie zabezpieczy† zakupu najniezb©dniejszych produkt¢w". W 1992 poni¾ej progu ub¢stwa wegetowaˆo jedena˜cie procent spoˆeczeästwa, w 1996 - ju¾ siedmiokrotnie wi©cej. Wedˆug danych —wiatowego Banku - co dwa lata na Ukrainie dwukrotnie wzrasta ilo˜† biednych. W 1995 sze˜†dziesi¥t procent Ukraiäc¢w ¾yˆo w ub¢stwie, z tego poˆowa - w skrajnej biedzie. O kondycji kraju jak najgorzej wypowiedziaˆo si© ponad czterdzie˜ci procent zapytanych. Jak najlepiej - dwa promile. Warunki sprawiaj¥, ¾e nie ubywa tych "ohiadajuszczychsia na swoje mynuˆe". Zwolennik¢w przeszˆo˜ci. Od 1993 socjologowie uparcie m¢wi¥ o "nastrojach apokaliptycznych". Wszechobecne, gigantyczne ˆap¢wkarstwo, kt¢rym sˆynie Rosja, to r¢wnie¾ specjalno˜† ukraiäska. Te¾ nie jeste˜my ˜wi©ci, ale w Polsce przynajmniej nikt obcym si© nie zwierza, a ci tutaj gˆo˜no, nie przejmuj¥c si© ˜wiadkami, z caˆ¥ naturalno˜ci¥ i swobod¥ rozprawiaj¥ o wˆasnym przest©pstwie. Otwarcie i bez zahamowaä. Z czym si© tu kry†, skoro caˆy kraj jak nie daje, to bierze? Dziewczyna, kt¢ra zaˆatwiˆa sobie korzystny kontrakt w zagranicznym klubie sportowym, wspomina o swoich jednoczesnych studiach w kraju. Ja: "Wzi©ˆa˜ urlop dziekaäski?" Ona: "Po co? Wszystko mam zaliczone..." 100 Pokazuje indeks. Nie skˆamaˆa. Wyczuwaj¥c moje zaskoczenie m¢wi a¾ zdziwiona, ¾e mo¾na nie rozumie† czego˜ tak oczywistego: "Przecie¾ pˆac©!" Nie jeste˜my same, wagon wybity lud«mi, wagon sˆucha i te¾ dziwi si©, szczerze mi si© dziwi. Mnie, pierwszej naiwnej z bratniej Polski. Rozmowa druga, ze studentem. Po uniwersytecie powinien p¢j˜† do wojska, ale nie p¢jdzie, koszary i koszmary nauki zabijania - nie dla niego. Wi©c co zrobi? Jak to, co. Zapˆaci. Giena (to m©skie imi©! I postura Gieny jak u kulturysty, my˜l©, ¾e mu si© nie nudzi na obczy«nie) wybraˆ si© do swojego Charkowa na urlop, bo ju¾ blisko rok pracuje - podobno legalnie - pod Warszaw¥. Zostaˆby na staˆe, tylko czy si© uda? W Polsce dobrze zarabia i du¾o nie wydaje. Zbiera na mieszkanie. Je˜li nie damy mu obywatelstwa, przeniesie si© z Charkowa na dalsz¥ wschodni¥ Ukrain©. Wedˆug Gieny dwupokojowe z kuchni¥ i ˆazienk¥ w Doniecku teraz, latem 1997, kosztuje tysi¥c pi©†set dolar¢w, w Krzywym Rogu -jeszcze mniej, tysi¥c dwie˜cie. Nie do wiary, potakuje Giena, ale do kupienia, bez zachod¢w, od r©ki. Nie ma ch©tnych. To nie okazja, ze znawstwem dorzuca kulturysta, to rynek mieszkaniowy. Przebierasz i wybierasz. Ludzie nie kupuj¥, bo za co, i po co? Skoro nie jest si© pewnym jutra... Giena jest, dlatego zafunduje sobie metra¾ w bloku. Jak nie sobie, to siostrze. Wagon nie zakwestionowaˆ opowie˜ci, przeszˆa na zasadzie "dzisiaj wszystko mo¾liwe". Dopiero Lubow z Mariupola nad Morzem Azowskim (ilu¾ to Polak¢w wie, ¾e Ukraina ma dost©p nie tylko do Czarnego?) wy˜mieje rewelacje Gieny. Mieszkanie za tysi¥c dwie˜cie dolc¢w? Niechby nawet za tysi¥c pi©†set?... Bzdura. Chyba ¾e wyszukaˆ jak¥˜ nor© w ruderze do rozbi¢rki. Bieda bied¥, ale ceny cenami. Jako przewodnicz¥ca oddziaˆu Czerwonego Krzy¾a Lubow zna si© na n©dzy. Za najtaäsze buty trzeba da† p¢ˆ emerytury. Z odzie¾¥ mniejszy problem, tu podˆatasz, tam zaszyjesz i nosisz, 101 i nosisz, a z butami nie ma tak dobrze. W jednej parze od mˆodo˜ci do ˜mierci czˆowiek nie pochodzi. Ona te¾ uwa¾a, co tam: uwa¾a, wie, ¾e ludzie ukrywaj¥ dochody. Paästwo tak wy˜rubowaˆo podatki... W Polsce, jak by˜cie wybrzydzali, zacz©ˆa si© poprawa i stabilizacja, m¢wi Lubow Sonik. ½ycie jest l¾ejsze, ni¾ przed pi©ciu laty. Na Ukrainie przeciwnie. To byˆa pi©ciolatka pogorszenia. Noc. Wagonowi zbiera si© na sen. Tylko my z Oksana nie umiemy spa† w podr¢¾y. Dosy† tej polityki, m¢wmy o przyjemniejszych rzeczach. Chyba wierz© w miˆo˜†? Bo ona bardzo wierzy. Gdyby tak nie byˆo, zostaˆaby w Poˆtawie. Mieszka w Polsce, bo c¢¾ mogˆa zrobi†, to nie wyb¢r, to miˆo˜†. Po˜lubiˆa Polaka, bardzo si© kochaj¥, chocia¾ przy pierwszym spotkaniu patrzy† na niego nie mogˆa, a poznali si© w polskiej restauracji, znajomy znajomych, przylazˆ do stolika i strasznie jej si© nie spodobaˆ, na sobie ˆachy jakie˜, naszyjniki, sk¢ry, kolczyk w uchu, dobrze, ¾e nie w nosie. I jaki niegrzeczny, rozczochrany, w og¢le dziwactwo. P¢«niej mu si© przyznaˆa, i c¢¾ si© okazaˆo? To byˆo wzajemne, nie wywarˆa na nim wra¾enia, ale powaga siedzi - tak pomy˜laˆ - nauczycielka, czy inna magister... Nawet na siebie nie patrzyli, nic si© nie daˆo przeczu†. A nast©pnego dnia zjawiˆ si© wymyty, ogolony, no i tak. Wyszˆa za Polaka. - Miaˆam narzeczonego Ukraiäca, on go spˆoszyˆ. Pogwarzanie w ciemno˜ci. Oksana o sobie: najgorzej to tak po dwie poˆ¢wki domu mie†, tu m¥¾ z suk¥, tu rodzice, a chciaˆoby si©, ¾eby wszyscy razem byli... M¥¾ z kim?! Chyba «le usˆyszaˆam. Oksana powa¾nie: z suk¥. Maj¥ bokserk©, Roxie. Bardzo kochana jest. Podaje ˆap©, a nie byˆa uczona. Wystarczy zaszepta†: cyk pyk i przybiega. Ale to tylko mi©dzy Roxie i Oksana taki szyfr dziaˆa. Wiedziaˆ, co robi kozak ze Stalowej Woli, zrywaj¥c kolczyk z ucha. Dostaˆo mu si© za ¾on© miˆe, delikatne dziecko. To 102 Oksana w Mo˜ciskach nakarmiˆa kundla. A w Stalowej Woli s¥siadka nie cierpi ps¢w i zapewnia: "Jakbym miaˆa wˆadz©, wszystkie bym wybiˆa". ½e jej sumienie nie ruszy? Oksana nie mo¾e dobrze my˜le† o takim czˆowieku. Nienawi˜† do zwierz¥t: tego nie rozumie. - Wr¢ciˆam i m©¾owi opowiadam: jak tak mo¾na my˜le†?! Je˜li nie potraficie czego˜ dobrego zrobi† to przynajmniej nie r¢bcie krzywdy. Z©by b¢lu nie byˆo. Przykro jej, ¾e nie umie wyrazi† swoich my˜li. - Tak biednie to wszystko wygl¥da, gdy si© wezm© za list... Zaraz jaka˜ blokada. Wygl¥da na siedemna˜cie lat, a ju¾ staro˜† na karku, skoäczyˆa dwadzie˜cia. Przygl¥da si©, jak notuj©. - Niech pani nie pisze, bo ja si© jako˜ dziwnie czuj©, ¾e pani zapisuje moje ¾ycie. Ale pozwala, wyczuˆa, ¾e j¥ polubiˆam. Poci¥g ju¾ wigoru nabraˆ, ju¾ si© koˆyszemy na rogatkach Galicji. St¥d po sam Kij¢w potoczy si© Podole. Oksana jednak ˜pi, bardzo po dziecinnemu usn©ˆa, tak bez przygotowania, ˜miesznie, z r©kami przyci˜ni©tymi do policzk¢w. Tkwi© przy czarnym oknie i co˜ tam jednak widz©. Mijamy Kamieniec Podolski, Gr¢dek... uderzaj¥co maˆo stacji, rzadkie i sk¥pe ˜wiatˆa na zamarˆych dworcach. Wreszcie ja˜niej. Chyba Fast¢w. Tutaj rozgaˆ©ziaj¥ si© tory do Kijowa i nad Morze Czarne. W Odessie zdarzyˆa mi si© zabawostka, kt¢ra zachwyciˆaby Oksan©. Byˆo tak. Wracam z kina. Ciemno, ciepˆo, ulica jeszcze do˜† ruchliwa, wodz¥ si© odesitki ze swoimi chˆopakami, przede mn¥ kroczy dwoje takich bardzo zakochanych, przytulili si©, milcz¥, on w mundurowym marynarskim trenczu z rozlegˆymi pagonami, ona na letniaka, w biaˆych szpilkach. Nie spiesz© si©, st¥d nie mam daleko, zaraz b©dzie skrzy¾owanie i po prawej - hotel. Nagle patrz©: kr¢lik. Siedzi pod drzewem na kr¥¾ku trawy, strzy¾e uszami, popatruje po nas, je. Najzwyklejszy biaˆy kr¢lik. W ˜rodku wielkiego miasta. Skoäczyˆ je˜†, kica po chodniku, przenosi si© na jezdni©, przeszkadzaj¥ 103 mu samochody, potaäczyˆ mi©dzy jednym a drugim ¾iguli, ust¥piˆ miejsca woˆdze, wraca. Ju¾ ma swoj¥ publiczno˜†, opr¢cz mnie przystan¥ˆ ten oficer zakochany, owszem, ale w ¾onie, kto wie, czy nie wˆasnej: obydwoje nosz¥ obr¥czki dostatecznie szerokie, ¾eby je dostrzec i po ciemku. Im tak¾e ¾al kr¢lika, zgadzamy si©, ¾e z pewno˜ci¥ komu˜ uciekˆ, komu˜, kto go lubiˆ, poddaje oficersza. Owszem, to prawdopodobne, zwa¾ywszy ˆaskawo˜† zwierz¥tka. Nie boi si© ludzi, nic nie ma przeciwko nam i gˆaska† si© daje, chocia¾ bez przesady. Widz¢w przybywa, wreszcie jest niedziela i nikomu donik¥d tak bardzo nie spieszy si© o tej ciepˆej porze. Postanawiamy z marynarzow¥, ¾e koniecznie trzeba znale«† tego kogo˜ od kr¢lika, tylko jak? Oficer (daj mu, Bo¾e, zdrowie) idzie do przeciwlegˆej bramy, w kt¢rej wˆa˜nie pojawiˆ si©, rozgl¥da si©, jakby czego˜ szukaˆ, maˆy chˆopiec. - Tw¢j kr¢lik, prawda? Niestety, nie jego. On tylko wie, ¾e z s¥siedztwa, i ¾e go wieczorem wypuszczaj¥ na te troch© trawy. - Przecie¾ tu ruch! Niebezpiecznie - gor¥czkujemy si© z marynarzow¥. - Przyzwyczajony - przeci¥ga chˆopaczysko. Dalej go ju¾ ta sprawa nie interesuje. Odstaˆ z nami swoje, znudziˆ si© i znika. Przeje¾d¾aj¥, cho† nie za cz©sto - na kr¢licze szcz©˜cie -samochody, przerzedza si© tˆum spacerowicz¢w wracaj¥cych z czarnomorskiego bulwaru, pachnie niedalekim morzem, stygnie z nasˆonecznionego dnia Odessa, a kr¢lik ci¥gle bieli si© tam, przy kraw©¾niku, jak dowcip surrealistyczny. Zaczepiam starsz¥ pani¥ z pieskiem, po takich paniach chyba mo¾na si© spodziewa† serca dla stworzenia, ale jest spˆoszona, m¢wi, ¾e nie wie, nie zna, nie mieszka, nie mo¾e wzi¥† do domu. Mary-narzostwo te¾ skapitulowali i zostajemy z kr¢likiem samotni pod odeskim niebem. 104 Nagle jacy˜ dwaj. Kaszkiety z czoˆa, cygaretki sterowane samym ruchem warg. Staj¥ przy kr¢liku. - Co panowie chc¥ z nim zrobi†? - zaczynam niepewnie. - Co˜ dobrego - m¢wi¥ grzecznie - szaszˆyk. Wtedy ja, ¾e tak nie wolno. Wtedy oni, ¾ebym poszˆa lulu. I znowu ja: kr¢lik nie wasz. Oni: ¾e m¢j tym bardziej nie. I jeszcze ja, ¾e zawoˆam milicjanta. I jeszcze oni, ¾ebym jednak odeszˆa, zanim si© zdenerwuj¥. Nie ma mojej oficerowej, nie ma chˆopca z bramy, a niechby nawet ju¾ tej ostro¾nej z pieskiem. Odchodz© zgn©biona, ¾al mi kr¢lika, ¾al mi siebie. Popsuty wiecz¢r. P¢«no, winda ˜pi. Osowiaˆa wchodz© na puszyste, pasowo drapowane schody. A nazajutrz mniej wi©cej o tej samej porze mijam skrzy¾owanie z trawk¥ i co widz©? Kr¢lika. Kica sobie po zielonym kr¥¾ku, zagl¥da na jezdni© i wraca, znowu trawk© skubie. ½aden tam szaszˆyk, kr¢lik. Rozgl¥dam si© za facetami w kaszkietach. Nie ma ich. Znowu nikogo nie ma, kto by si© przyznawaˆ, kto by mi pasowaˆ do kr¢lika. Druga przygoda - w tamtych czasach - nie byˆa zbyt ˜mieszna. Ci¥gn©ˆo mnie do Odessy Beni Krzyka i z efektem, nie powiem. Ju¾ w poci¥gu poznaˆam re¾ysera, kt¢ry chciaˆ w mie˜cie Moˆdawanki wystawi† Zmierzch, ale mu nie pozwolili. Nie od razu doszˆo do tych zwierzeä. Re¾yser wracaˆ z Polski i w miar© zbli¾ania si© do granicy w Brze˜ciu wygl¥daˆ na coraz bardziej zdenerwowanego. Zwr¢ciˆam na to uwag© i ja, i wsp¢ˆtowarzysze drogi, zacna para maˆ¾eäska szmugluj¥ca do "Sojuza" poka«n¥ ilo˜† peruk, hit sowieckiej elegancji. Maˆ¾onkowie te¾ si© nie cieszyli na spotkanie z celnikami, ale ich melancholia nie umywaˆa si© do paniki re¾ysera. Co on takiego wiezie, ¾e si© a¾ tak boi? Pomalutku nabiera do nas zaufania i sprawa si© wyja˜nia: szmugluje r¢¾aniec i ksi¥¾eczk© do nabo¾eästwa, dla babuszki, Polki zreszt¥. Przyjmujemy to jako prawidˆowo˜†. Ci krewni polscy, jak diabˆy z pudeˆka, gdziekolwiek si© czˆowiek nie ruszy, od razu znajdzie si© czyj˜ pradziadek, je˜li nie rodzice. 105 Babuszka jest s©dziwa i ju¾ bardzo, ale to bardzo dawno nie modliˆa si© z ksi¥¾eczki. A kiedy byˆa ostatni raz w ko˜ciele? -wkracza perukarka. Re¾yser macha r©k¥, zaznaczaj¥c bezmiar czasu, kt¢ry dzieli nas od lat dwudziestych, i milknie, zaabsorbowany sob¥, spi©ty, bo je˜li go przyˆapi¥ na tak karygodnym szmuglu, to mo¾e po¾egna† si© z teatrem. Wsp¢ˆczujemy... Ci od peruk zaaferowani, szepcz¥, kombinuj¥, jak pom¢c polskiej babci. Nawet widowisko w mijanej wsi schodzi na plan dalszy. Wszyscy, kt¢rzy przed chwil¥ gor¥czkowo zwoˆywali si© do okna na ogl©dziny ˜winiobicia (od razu tˆok si© zrobiˆ, zamieszanie, wesele: "Ojej, o rany, ˜winiaka morduj¥"), solidarnie zachodz¥ do naszego przedziaˆu i te¾ radz¥. Caˆy wagon zjednoczony w trosce o dobro wy¾sze, o szmugiel chrze˜cijaäski. Trzeba zadziaˆa†, tylko jak? Trefnego towaru do wˆasnych toboˆ¢w si© nie we«mie, za du¾e ryzyko. Je˜liby przy okazji znale«li, co tam jest do znalezienia... Wagon zaaferowany, mniejsza o ˜winiobicie, komu teraz w gˆowie przyjemne widoki. Dalsze przedziaˆy przepytuj¥ si© o re¾ysera. Co za jeden? Ruski? No to co, ¾e Ruski, niech b©dzie nawet Ruski, wszystko jedno. Katolik. A w domu u niego staruszka, trzy †wierci do ˜mierci, pˆacze i rozpacza, Bo¾e miˆy, tak my˜li, Bo¾e, czy ja na tym ˜wiecie jeszcze cho† raz pomodl© si© z ksi¥¾eczki... Sam re¾yser sˆucha zainteresowany, bo to nie jego opowie˜†, to w tej od peruk zbudziˆa si© poetka. Z urody s¥dz¥c - twarde, nieu¾yte babsko, banknot zamiast serca, tymczasem prosz©, co potrafi w czˆowieku siedzie† pod peruk¥. Nagle kogo˜ ol˜niˆo: schowamy w wyg¢dce. Tam du¾o kryj¢wek. Wypatrz¥, to zabior¥, ale przynajmniej re¾yser nam si© nie zmarnuje. Jego nie wykryj¥. Pierwszorz©dna my˜l! Wszystkim si© podoba. I z punktu delegacja rusza do wyg¢dki. Nasz podopieczny jak nowo narodzony, od¾yˆ, rozpogodziˆ si©, powiada, ¾e co polskie gˆowy to polskie. Nie przeczuwa, co si© leszcze ulegˆo w szczerze polskich gˆowach. Ci od peruk chc¥ ;nu zrobi† kawaˆ. Po kontroli celnej, uprzedzaj¥c re¾ysera, wy- 106 jmie si© skarb ze schowka i cichaczem wpakuje do jego c z e -m o d a n u. B©dzie przekonany, ¾e znale«li, no trudno, powie sobie, grunt, ¾e mnie nie nakryli, zasmuci si©, a otwiera walizk© - i co widzi? Jest r¢¾aniec. Jest ksi¥¾eczka. Czyli cud? Tak, cud. Babuszka wymodliˆa. Protestuj©, m¢wi©, ¾e to do˜† okrutne. Dziwi¥ si©, ale ust©puj¥. Ile¾ to lat od tamtej podr¢¾y. Ciekawe, czy wystawiˆ wreszcie Babla re¾yser Biˆe†kyj. Do sowieckiej Odessy przyjechaˆam w jesieni. Ju¾ si© zaczynaˆ chˆ¢d, stygn¥cy wiatr rozrzucaˆ chmury, worki z ni¾em. W bardzo jasny dzieä, podszywaj¥cy si© pod letni, wsiadˆam na maˆy statek, kt¢ry od przystanku do przystanku ponad godzin© pˆynie wzdˆu¾ Odessy. Niedaleka, ale pi©kna podr¢¾, powolna, z solennymi ceremoniaˆami dobijania do biaˆych pomost¢w, z widokiem na wypiel©gnowane tarasy i ogrody, na niezmo¾on¥ paäsko˜† Fontanki. Drugie i jedyne po Petersburgu miasto w imperium, kt¢rego nie spˆaszczyˆa Rosja. Czy to znaczy, ¾e Odessa podda si© zukrainizowaniu? Chyba tak. Na Ukrainie Grek¢w, ½yd¢w, Buˆgar¢w, Rosjan i Polak¢w b©dzie to mo¾liwe. Ale wtedy, w odlegˆym roku 1977, nie zanosiˆo si© na dzisiejsz¥ Ukrain©. Wracaj¥c do Babla: tamtego dnia zd¥¾yˆam ju¾ pochodzi† po Sˆob¢dce i po Moˆdawance. W Polsce nie ma takich przedmie˜†, tu dopiero ogl¥da si© kr¢lestwo slums¢w, bandyckie ojczyzny. Tu i na Peresypie, oraz Perekopie. Szokuj¥cy dystans od ˆagodnej elegancji Trzech Fontanek, od solidnej ˜r¢dmiejskiej secesji. W biograficznym rozumieniu Babel to outsider swoich fabuˆ. Z Odessy jego rodzic¢w byˆo daleko do portowej ¾ulii. Jako dziecko m¢gˆ zna† rzeczywisto˜† Miszki Japoäczyka najwy¾ej z podsˆuchania, je˜li istniaˆ ten Miszka. Miaˆ spokojne dzieciästwo. Pogromy rozkrwawiaˆy ludzi i goˆ©bie w innym ˜wiecie. Admiracji dla autora Opoluiadaä odeskich zawdzi©czam zainteresowanie koleg¢w po pi¢rze, z kt¢rych jeden przedstawiˆ si© 107 jako prawnuk Arcybaszewa, a obydwu poznaˆam w sekretariacie zwi¥zku literat¢w, dok¥d wparowali za mn¥, poniewa¾ "chcieliby zaznajomi† si© z polsk¥ pisark¥, kt¢ra zdziwiˆa si©, ¾e w Odessie nie ma ulicy Babla". Bo nie byˆo. Obydwaj panowie zaprosili mnie do eleganckiej hotelowej restauracji. Trzeba trafu, pojawiˆa si© r¢wnie¾ przedstawicielka "Inturista", kt¢rej z bystrych oczu patrzyˆo, ¾e ma dwie posady. �adna dziewczyna, tylko ¾mijowata. Kliniczny okaz smutnej. No i rozpocz©ˆo si© biesiadowanie. Co my˜my wtedy jedli do rozmowy? Nie pami©tam, chocia¾ je˜li kto˜ w tej kompanii delektowaˆ si© kuchni¥, to na pewno ja, panowie gˆ¢wnie pili. Poniewa¾ alkohol nie lubi si© z moimi lekarstwami, ju¾ po godzinie sytuacja wygl¥daˆa tak, ¾e z czworga dw¢ch byˆo ur¾ni©tych, a dwie trze«we. Oczy "gajda" jasne i efektowne jak p¢ˆszlachetne kamienie, dowodziˆy du¾ej odporno˜ci na promile. My˜laˆam, ¾e po zamkni©ciu restauracji odetchn©, ale gdzie tam. Zwolennicy Babla wci¥¾ czuli si© niedobawieni. Zostaˆam uprzejmie poinformowana, ¾e na po¾egnaln¥ butelk© koniaku nie mo¾emy p¢j˜† do nocnej knajpy, bo tych w Odessie nie ma, wi©c p¢jdziemy do mnie. Zielone jak g¥sienice, sterylnie wyprane z wyrazu oczy "gajda" nie zareagowaˆy na moj¥ niem¥ pro˜b©. C¢¾ byˆo robi†? Zapewniˆam, ¾e si© cholernie ciesz©. Mieszkaˆam cztery pi©tra wy¾ej, w hotelu nieopodal uliczki do rewolucji zwanej Polskij Spusk, renomowanego o˜rodka kontrabandy. Do koäca ¾ycia b©d© pami©taˆa ten "Krasnyj" recte "Bristol", cudown¥ secesyjn¥ landar© peˆn¥ marmur¢w, ¾yrandoli, kariatyd, ze ˜lepym u˜mieszkiem zapatrzonych w przestrzeä, wspieraj¥cych ˜wiatˆa w r¢¾owych staro˜wieckich kloszach nad p¥sem chodnik¢w. Na ka¾dym pi©trze pyszniˆo si© lustro w rozlegˆych zwieäczeniach i zˆoceniach, a na marmurowych konsolach le¾aˆy i kusiˆy przem¢wienia Bre¾niewa po rumuäsku, a po hiszpaäsku - broszury o koˆchozach. Z angielskich lektur wypatrzyˆam jedynie dwie - jak tu si© powiada - dysertacje: na 108 wy¾szym pi©trze o RWPG, na ni¾szym - o strategii nuklearnej Pentagonu. Jedna ciekawsza od drugiej. Z czas¢w znacznie poprzedzaj¥cych te czytadˆa zostaˆa jeszcze winda, du¾a, cicha, przyjemnie przedrewolucyjna w swych pluszach, oszkleniach i po-zˆotkach. Kogo te¾ ona nie woziˆa... r¢wnie¾ w nocy, jak s¥dz©. Kt¢ry to obowi¥zek zdj©ˆa z windy dopiero rewolucja. O p¢ˆnocy portier w "Krasnym" zawieszaˆ tabliczk©: "Lift nie rabotajet" - i nawet nie dawaˆ si© podkupi†. "Nie pojedziesz. U nas windy tak dˆugo nie pracuj¥". Naiwnie dopytywaˆam si©, dlaczego. Mam ten zwyczaj. A¾ si© kiedy˜ zirytowaˆ znajomy ½yd w Kijowie. "Dlaczego, zaraz: dlaczego... Dlaczego, to nie jest sˆowo na Zwi¥zek Sowiecki". Poszli˜my piechot¥. Przy po¾egnalnym gruziäskim panowie wdali si© w dyskurs polityczny. Pochˆon©ˆy ich rozwa¾ania, czy zbrodniarzem byˆ tylko Stalin, czy r¢wnie¾ Lenin, a je¾eli obydwaj, to kt¢ry wi©kszym. Nie koloryzuj©! W hotelu byˆo cicho, gˆos ni¢sˆ si© jak po rannej rosie, wnuk Arcybaszewa z koleg¥ po duszam przerzucali si© argumentami. Temperamenty mieli odeskie, a dykcj© wyborn¥. Starszy z dw¢ch, partyjny, w czasie wojny ¾oˆnierz stalingradzkiego frontu, nie umiaˆ si© pogodzi† z racjami przyjaciela. Stalingrad-czyk jednak chciaˆ osˆoni† przynajmniej Lenina i byˆo w tym co˜ przejmuj¥cego. Ten czˆowiek nie ujmowaˆ si© tylko za idolem mˆodo˜ci, on w gruncie rzeczy broniˆ siebie. Czuˆo si©, ¾e byˆ -mo¾e ju¾ nie jest, ale byˆ - prawdziwie zaanga¾owany w ide©, kt¢ra przemeblowaˆa ˜wiat, jakkolwiek na to patrze†. Nie ust©powaˆ. Walczyˆ ostro, potem si© zniech©ciˆ, przygasˆ. Ju¾ nie zareagowaˆ na konkluzj© przeciwnika: "Ten bandyta i ten bandyta. Obydwaj warci siebie!" Pokonany nie podni¢sˆ gˆowy, powiedziaˆ spokojnym, trze«wym gˆosem: "Znaczy - przegrali˜my ¾ycie?" i odstawiˆ szklank©. "A ¾eby˜ wiedziaˆ" - ucieszyˆ si© przyjaciel. O, to byˆo rosyjskie! Powt¢rzyˆ z moc¥: "Zaˆatwili nas. Obydwaj!" Obroäca Lenina ˜cichˆ, zapatrzyˆ si© w pust¥ ju¾ 109 butelk©. Wszystko zostaˆo wypite, wszystko zostaˆo powiedziane. Milczaˆam, milczaˆa r¢wnie¾ zimnooka opiekunka z "Inturista". Jest rok 1997 i ju¾ nie ta Odessa, do miasta wielkich kupieckich tradycji z Beni¥ Krzykiem w tle kapitalizm wr¢ciˆ jak po swoje, z d¢br zauwa¾alnych przynosz¥c nowy, wˆoskiej roboty (Odessa zawsze sterowaˆa ku poˆudniu) dworzec morski z rze«b¥ z goˆym, foremnym chˆopaczkiem, na kt¢rego nie m¢wi si© inaczej ni¾ zoˆotyj malczyk. Ciepˆo. Polubili figur©. Maluch przyj¥ˆ si© w Odessie. Otwieranie nowych sklep¢w, odkurzanie starych sentyment¢w. Wi©c co z ulicami? Jekatierinska ju¾ nie nazywa si© -Lenina, Riszeli©wska - Marksa, Preobra¾enska - Armii Radzieckiej. Skoro otrzymaˆ swoj¥ odeski czˆowiek, biedny premier Rabin, to co z ulic¥ Babla? Wszystko w porz¥dku, uspokaja mnie dwudziestolatek Denis Kierekiesza, student, Ukrainiec urodzony na Kubie, kt¢rej nie zna, bo wyje¾d¾aˆ w pieluchach. Nowe czasy, Babel dzisiaj en uogue. Wszystko w najlepszym porz¥dku. Dostaˆ, dostaˆ ulic©. Jak¾eby inaczej. Musiaˆ dosta†. Kt¢r¥? No... t©, kt¢ra wcze˜niej nazywaˆa si© ½ydowska. A co z ½ydowsk¥? Przenie˜li? Nie, a¾ tak to nie. C¢¾, Odessa. Gdzie ma by† ˜miesznie, je˜li nie w Odessie. Pod tryzubem Po placu Kredytowym ˜migaj¥ samochody. Straszny los przechodnia na zebrze. Pieszy ma ucieka† przed kierowc¥, pieszy od tego jest. Zebra, tutaj? Ksi©¾ycowe poj©cie. To si© nie zmieniˆo. Zmieniˆa si© dzielnica. Nie potrafi© odszuka† drewnianych schod¢w, na kt¢re wychodziˆo si© z opˆotk¢w ½ytomierskiej. Zmizerowane czynsz¢wki, pusty chaszczowaty pag¢r, parkany po niczyich ogrodach, i znienacka - o kilkana˜cie pi©ter ni¾ej - panorama Dniepru, po odlegˆym drugim brzegu przykrojona szpetnym blokowiskiem. Rusaniwka? Przymierzam si©, przepytuj© znajomych, obcych, i nie umiem trafi†. Prosz¥, ¾ebym u˜ci˜liˆa: kt¢r©dy szˆam, a jak dawno, bo czas w tych sprawach niestety ma znaczenie. Bez przesady, odrzucam poirytowana, wcale nie tak dawno... tu milkn©, poniewa¾ rozm¢wczyni wygl¥da nie na wi©cej ni¾ na dwadzie˜cia lat, a ja tu byˆam dokˆadnie przed dwudziestu. Pami©tam zupeˆnie proste przej˜cie - tyle ¾e trzeba je zna† - z wielkiego miasta na gˆuche odludzie. Jedna brama, trzecie 111 podw¢rko, i ju¾ wertepy, piach, dzikie ˜cie¾ki po˜ci¥gane w niestaranne w©zˆy. St¥d - przez w¥w¢z - widok na ostr¥ biel soboru, wieäcz¥cego inn¥, jeszcze wy¾sz¥, skarp©. A doˆem Pod¢ˆ. Ogromnie w dole. Tu ju¾ naprawd© mo¾na m¢wi† o przepa˜ci. Z urwiska okr©¾ne zej˜cie, dˆugie, po drewnianych schodach, nawet z ˆawkami dla tych, kt¢rzy maj¥ nieszcz©˜cie i˜† pod g¢r©. Wielopi©trowa "lestnica" sˆu¾y osobom o sercach wyczynowc¢w. Caˆy stok w zauˆkach za w¥skich, za pochyˆych na swoje ci©¾kie, czynszowe kamienice. Kiedy˜ byˆa to strona niespokojnego slumsowego folkloru i knajackich tradycji. Nasze Kaw©czyä-skie, Maˆe, Brzeskie, i nasze Nalewki. Za pierwszym zwiedzaniem przywiozˆam fotografie, pami¥tki po przepadaj¥cym. St¥d ostatnie pokolenia starozakonnych przeszˆy za swoim pogrzebem do Babiego Jaru. Jeszcze trwaj¥ ulice, z kt¢rych szli: krzywe, krzywo brukowane, mozolne wysoko˜ci. I szkielety dom¢w, ˜ciemniaˆa, wy¾©ta w ogniu pami©† po ¾ydowskim ¾yciu. Jak wynika z dokumentu, na kt¢ry powoˆuje si© Amerykanin Armstrong, za martwego ½yda ukraiäski policjant dostawaˆ litr w¢dki i kilogram tˆuszczu. Nie wyobra¾am sobie, ¾eby to dotyczyˆo egzekucji w Babim Jarze. Rozstrzelano tam i nie dobijaj¥c przysypano ziemi¥ sto tysi©cy ludzi. Chyba koszta byˆyby nie do przyj©cia. Tak jak przed dwudziestu laty, Pod¢ˆ w g¢rnej, p¢ˆmartwej swojej cz©˜ci zmusza do wywoˆywania cieni. Pod nawisem urwiska maˆe, czarne domy, w kt¢rych ju¾ nikt nie zamieszka. I nawet nie wie si©, jaki tu byˆ kolor ˜cian, jacy ludzie rz¥dzili. Na tamtym pierwszym moim odlegˆym Podole zaczepiˆ nas lokator; czego tu, i na co zdj©cia. Nie byˆ przeciwko nam, byˆ przeciwko penetracji. Dzielnica Pod¢ˆ, skazana dzielnica. Ja przygl¥dam si© domom, a przechodnie mnie. Bez entuzjazmu. Z bramy stara kobieta ostro indaguje, czego szukam. Ludzie ze skazanej dzielnicy boj¥ si© ogl¥daczy, w ka¾dym wietrz¥ architekta, historyka 112 sztuki czy innego wroga, kt¢ry ogˆosi ruder© za zabytek i odwoˆa rozbi¢rk©. Ale to popl¥tane sprawy. Cz©˜† lokator¢w ¾aˆuje, nie chce odej˜†. Byˆy wypadki nieprzyjmowania nowych, lepszych mieszkaä. Pokazywano mi na Podole domy zamieszkiwane przez przeciwnik¢w przeprowadzki. Niebezpieczne rudery. Tutejsi i za ich nowo˜ci nie mieli tu luksus¢w, tylko co z tego? Mo¾na przez caˆe ¾ycie czeka† na zmian© pod warunkiem, ¾eby nie nadeszˆa. Czˆowiek z Podolu twardo napieraˆ, co˜my za jedni. Zdj©cia? A kto potrzebuje? Patrzyˆ z ofensywn¥ ironi¥ na moich kijowskich przyjaci¢ˆ, mierzyˆ spojrzeniem i mnie, wszystkich nas nie lubiˆ za wycieczk© w cudze. Wy˜miaˆby za szczero˜†, ¾e Pod¢ˆ jest pi©kny, znienawidziˆby za szczero˜†, ¾e Pod¢ˆ musi znikn¥†. Nad slumsem rami© szubienicy, rozkoˆysany d«wig. Jakie to ˆatwe: burzy†. Nie ma tamtego Podolu. Prawie nie ma. Buldo¾er zgarnia mur i bierze si© za ˜ciany, szczypiorkowate, bo w zielony drobny rzucik na ostro¾¢ˆtym tle, nawet czyste, wyra«nie po niedawnym malowaniu. Ruiny, gruz, rozbi¢rka, koniec czyjego˜ ˜wiata, ale na skazanym murze trwa reklama Carisberg Beer. I gigantyczna plansza coca-coli. I na plakacie panienka z przymru¾onym okiem oblizuje wargi. "Wpersze mentos, potom pociˆunok". To ju¾ ten nowy, skapitalizowany Kij¢w. Nieopodal - restauracja "Apoˆˆo" zaprasza na delektowanie si© "najlepsz¥ wˆosk¥ kuchni¥ w mie˜cie... ˜wie¾e frutti di mar©, dostawa co tydzieä z Francji... a c/a-sica/ atmosphere..." (jak si© dodaje - i koniecznie po zagranicznemu - w anonsach, my te¾ na to chorujemy). Zrobiˆo mi si© ciepˆo koˆo serca, gdy przeczytaˆam, ¾e r¢wnie gatunkowa "Impressa" przy Sahajdacznego ("pi©† minut drogi z Chresz-czatyku w d¢ˆ, na Pod¢ˆ") serwuje drinki i zak¥ski od p¢ˆnocy a¾ do odej˜cia ostatniego go˜cia. No prosz©. Go˜cia si© nie wyrzuca, na go˜cia si© czeka... i do tego doszli? Mo¾e nawet nie ma ju¾ - o najlepszej obiadowej porze - przerw na obiad dla kelner¢w? Rewolucja. Z powodu takiego "pererywu" walczyˆam kiedy˜ o swoje (my˜laˆby kto) prawa w restauracji gˆ¢wnie cudzoziemcom sˆu- 113 ¾¥cego hotelu "Ukraina". Wyleciaˆabym z hukiem, gdyby nie kelnerka, kt¢ra wybroniˆa mnie od drugiej, bez ceregieli odpychaj¥cej mnie od drzwi z uwagi na zbli¾aj¥c¥ si© por© przerwy. "Zostaw, ona moja!..." (bo jadˆam raz przy jej stoliku). I opiekuäczo: "Chod«, sˆoneczko, ja pozwalam". I bez pytania, co zam¢wi© - talerz uchy, potem kotlet po kijowsku. I nawet nie na zˆo˜† tamtej, bo w najlepsze dalej pytlowaˆy. Tak mnie urzekˆ Pod¢ˆ, no i prosz©, wr¢ciˆam. Gospodarze ulokowali mnie przy placu Kredytowym, na wprost odmˆodzonego, wykolorowanego Andrij˜koho Spusku, z jaskraw¥ cerkwi¥ ˜w. Andrzeja na ostrej g¢rce. Tu Kij¢w troch© przypomina Pˆowdiw i tamtejsze Trimoncjum. Niby daleko od wsp¢ˆwˆa˜cicieli Czarnego Morza, ale na Ukrainie Buˆgar¢w nie brakuje i wyobra¾am sobie, ¾e i tutaj w starych domach kupieckich, obok przesadnie wypacykowanych gramofon¢w i lamp w poˆciach zˆoceä, na tureckich rozlegˆych otomanach pyszniˆy si© poduchy do ospaˆej bezczynno˜ci, do przesˆodzonej gnu˜nej sjesty. Dzielnica w liftingu, a po prowuˆkach chmary ps¢w. Wˆa˜nie tak. Ju¾ nie stada. Chmary. Nie zagro¾¥ czˆowiekowi. Przyuczone do nieˆaski i pokory, natychmiast schodz¥ z drogi. Patrz¥, ale na nic nie licz¥. S¥ tak gˆodne, ¾e zlizuj¥ kurz. Niestety, i to buˆgarski widok. Mieszkam w Mohylansko-Kijowskiej Akademii, najstarszej uczelni wschodniej Sˆowiaäszczyzny, nazwanej tak od zaˆo¾yciela. Metropolita Piotr Mohyˆa ¾yˆ w XVI wieku, jego szkoˆa obok duchowieästwa po schyˆek XVIII stulecia ksztaˆciˆa r¢wnie¾ ludzi ˜wieckich. Uniwersytet Szewczenki jest wi©kszy, ale z mniejszymi tradycjami. Akademia, w Zwi¥zku Sowieckim na dˆugie lata przeksztaˆcona w Wy¾sz¥ Szkoˆ© Marynarki Wojennej, dzisiaj znowu ksztaˆci historyk¢w, filozof¢w. Prowadzi kilka filologii, w tym polsk¥. Mo¾na tu studiowa† ekonomi© i polito-logi©, socjologi© oraz ekologi©, troch© ju¾ respektowan¥ po katastrofie w Czamobylu. Dobre, spokojne miejsce. Ten k¥t Kijowa uporczywie kojarzy mi si© z Wilnem. Kamienica - trzy drakoäskie pi©tra, na kt¢rych ostatni raz to si© chyba ˜wieciˆo przed Wielk¥ Pa«dziernikow¥, bo ju¾ ¾aden lokator nie pami©ta ¾ar¢wki nad schodami, ma swoje zalety. Nawet nie razi w zakolu Mohylanskiej, w stonowanej staro˜wieckiej scenerii biaˆych mur¢w i ciemnych kasztan¢w, nad jasn¥, szerok¥, godzinami o tej wakacyjnej porze roku pust¥, nasˆonecznion¥ przestrzeni¥ dziedziäca, w kt¢rego gˆ©bi tkwi sczerniaˆy krzy¾ w wianku nie˜miertelnik¢w dˆugo ju¾ martwych, s¥dz¥c po kolorze. Upatrzyˆam sobie ˆawk© na wprost gˆ¢wnego budynku i co widz©. Fronton Akademii przyozdabia komi˜na, jaskrawa mozaika. Wsparte sierpem i mˆotem, sppwite w zwyczajowe kˆosy, podpisane imieniem, ojcostwem i nazwiskiem dwie sentencje. Pierwsza: uczy† si©, uczy† si©, uczy† si©. Druga, te¾ leninowska: ¾e partia to rozum, chwaˆa i ju¾ nie mog© doczyta†, co jeszcze trzeciego od partii dla epoki. Doˆem - antysowiecko˜†, g¢r¥ - po staremu? Nie znosz© nachalnej symboliki, a jednak, jednak... U nas taka pozostaˆo˜† nie do pomy˜lenia, studenci by j¥ zmietli. My˜l©, ¾e i na zachodniej Ukrainie zostaˆaby z mozaiki kupa gruzu. Ano tak, tyle ¾e tu ju¾ nie zachodnia, a ˜rodkowa. Po sze˜ciu wolnych latach w stolicy paästwa - wreszcie wolnego paästwa - Ukraiäc¢w, ogl¥dam nietkni©te symbole sowieckiej paästwowo˜ci. Pozostawiono tablice na budynkach parlamentu. Rz¥du. Oszcz©dzono pomniki. Nie trzeba telepa† si© po Gr¢dkach Podolskich, by wypatrzy† Lenina. Iljicz niezachwiany, spi¾owy, wskazuj¥cy jedynie sˆuszny kierunek (jak w ¾arciku ksi©dza Franciszka: "Prosto, towarzysze... prosto... i na lewo..."), tkwi w reprezentacyjnym punkcie miasta, na skrzy¾owaniu Chreszczatyku z Bulwarem Szewczenki. Moja nowa znajoma, nauczycielka Aˆˆa Debeluk, broni honoru kijowian. Przedtem w mie˜cie byˆo nawet dw¢ch Lenin¢w, tego spod poczty 114 115 ju¾ wywie«li... Ja: Ale drugi zostaˆ! Nie przeszkadza jej. - A toj p¢ki szczo stoit - zgadza si© pogodnie, chocia¾ dziaˆa w komisji "ukrainizuj¥cej" szkolnictwo drastycznie zrusyfikowane. Pobˆa¾liwy stosunek do Iljicza wykazuje r¢wnie¾ jej c¢rka, Mirosˆawa, studentka pierwszego roku cybernetyki (dostaˆo si© sto siedemdziesi¥t pi©† os¢b, czyli poˆowa ch©tnych. Pierwszeästwo mieli "olimpijczycy". Najpopularniejsza byˆa filologia angielska, potem prawo, ekonomia). Mirosˆawa o sobie: Jak rozumiem demokracj©? Powinny by† r¢¾ne partie, swoboda wypowiedzi... no i przede wszystkim niech nikt nie stoi za plecami, nie zapisuje, co usˆyszaˆ... Pami©ta, ¾e pˆakaˆa, gdy tˆum po raz pierwszy poni¢sˆ niebiesko ¾¢ˆty sztandar spod sofijskiego soboru na Chreszczatyk. Setki ludzi pˆakaˆy z rado˜ci. "Miaˆam czterna˜cie lat, ju¾ nie byˆam dzieckiem. Co nas obchodziˆ pomnik?" Nie mog© si© w tym wyzna†, nie umiem si© pogodzi†. Bior© w obroty Igora, studenta ostatniego roku ekonomii, "genetycznego" inteligenta, w kt¢rego rodzinie system zapisaˆ si© dwiema egzekucjami na przestrzeni pi©tnastu lat. Pradziadka ze strony matki, gˆ¢wnego ekonomist© w Krasnodarskim Kraju, tytuˆowanego przez przyjaci¢ˆ Piotrem Wielkim (miaˆ na nazwisko Wielikij) rozstrzelano w trzydziestych latach. Igor nie precyzuje oskar¾enia. Po co? Przecie¾ ju¾ to zrobiˆ wymieniaj¥c dekad©. W trzydziestych latach... I wi©cej nie trzeba. Dop¢ki Zwi¥zek Sowiecki trwaˆ - karano. Cz©˜ciej lub nieco rzadziej, ci©¾ej lub troch© l¾ej, ale bezustannie. Szˆy dekady ˜mierci. W kolejnej - czyli ju¾ w czterdziestych latach - zgin¥ˆ dziadek Igora ze strony ojca, rozstrzelany za to, ¾e sam si© nie zastrzeliˆ. Podczas Wielkiej Ojczy«nianej, w okr¥¾eniu, nie popeˆniˆ zalecanego samob¢jstwa, pozwoliˆ wzi¥† si© do niewoli. Igor Lazarew jest nie tylko inteligentem. Jest inteligentny. No, my˜l© sobie, przynajmniej jemu nie trzeba tˆumaczy†, co mam przeciwko drogowskazowi z Chreszczatyku. Pomyliˆam si©. Igorowi pomnik nie przeszkadza. Ani pomnik, ani inskryp- 116 cje na dachu Mohylaäskiej. Serio? Oczywi˜cie, ¾e serio. Patrz© osˆupiaˆa. A chˆopak z caˆ¥ naturalno˜ci¥: "To nasza historia". Krzysztof Czy¾ewski w paryskiej "Kulturze" (6/97) artykuˆuje kapitalny, a niech©tnie dzi˜ zauwa¾any pewnik. Ot¢¾ poprzedni system "[...] wprawdzie w sferze ideologii zwalczaˆ to¾samo˜† narodow¥, w praktyce jednak ugruntowywaˆ dominacj© my˜lenia narodowo-paästwowego". Po mojemu to bardziej pasuje do satelit¢w Zwi¥zku Sowieckiego, przede wszystkim do Polski. "Moczarowizna" w 1968 daˆa przykˆad kulminacyjny. Na Ukrainie my˜lenie "narodowe", wysupˆane z folklorystycznej bibuˆki, znaczyˆo: rosyjskie. Konstatacje Aleksandra Czypki, publikowane w "Politycznej Dumce", odnosz¥ si© do Rosji, ale r¢wnie dobrze mog¥ dotyczy† Ukrainy. "Od 1993 [...] antykomunizm i krytyk© sowieckiego re¾imu przyjmuje si© jako oznaki kr¢tkowzroczno˜ci politycznej. [...] Polityczny realista, Jelcyn, utrzymaˆ wszystkie ˜wi©ta z czas¢w komunizmu, nie wyˆ¥czaj¥c obchod¢w rocznicy Wielkiej Rewolucji Pa«dziernikowej. Ostatnia decyzja Jelcyna w tej dziedzinie, rehabilitacja czerwonego sztandaru jako symbolu zwyci©stwa ludzi radzieckich w II wojnie ˜wiatowej, raz jeszcze po˜wiadczyˆa, jak silna jest tendencja do rehabilitacji warto˜ci i symboli sowieckiej historii..." Z kt¢rej to taktyki, dodaje autor, jak na ironi© losu Jelcyn z Czemomerdinem zd¥¾yli si© wycofa†. Zdaniem Aleksandra Czypki: "Wszystkie demokratyczne rewolucje we wschodniej Europie 1989 bazowaˆy na idei odbudowy. Braˆy pocz¥tek z ludzkiego pragnienia powrotu do narodowych korzeni, do historii, przerwanej przez komunizm. Dla kontrastu - pierestrojka i zmiany zainicjowane przez zaˆamanie si© Zwi¥zku Sowieckiego w grudniu 1991 byˆy kontynuacj¥ komunistycznej historii paästwa sowieckiego, wspieraˆy si© na symbolach i warto˜ciach uznanych przez sowieckie spoˆeczeästwo. Ten szczeg¢lny fakt jest «r¢dˆem trudno˜ci ze zrozumieniem sytuacji w postsowieckiej Rosji" - stwierdza autor. "Podo- 117 bne, czy te same byˆy tylko konsekwencje zaˆamania si© rosyjskiego totalitaryzmu: gwaˆtowny przypˆyw wolno˜ci, zniesienie cenzury politycznej [ja wolaˆabym m¢wi† o instytucjonalnej -AS], wolno˜† prasy, system wielopartyjny. Natomiast co do intencji zmiany, r¢¾nice s¥ fundamentalne, mimo to nie dostrzegane na Zachodzie. Podczas gdy inne spoˆeczno˜ci wschodnioeuropejskie byˆy zainteresowane w powrocie do swojej narodowej to¾samo˜ci z okresu przedkomunistycznego, to Rosjanie jak gdyby chcieli - przynajmniej w pierwszym odruchu chcieli -odci¥† si© od kontynuacji, skre˜li† wszystko, co obci¥¾aˆo nar¢d..." Igor jest pierwszym spotkanym przeze mnie Ukraiäcem, kt¢ry nie odczuwa biedy, przeciwnie. �¥czy studia z nie najgorsz¥ posad¥ w zagranicznej firmie. Lubi pieni¥dze, ale nie modli si© do nich. W tym chˆopcu jest potrzeba lepszej wiary. Pouczaj¥cy kontakt. Chˆopak nie zgadza si© z nastrojami totalnego pot©pienia, z prostack¥ antysowiecko˜ci¥. Urodzony ju¾ w bardzo zˆagodzonych czasach, jako˜ odsun¥ˆ od siebie cienie rozstrzelanych przodk¢w. Dzisiaj mˆodzie¾ jest zdezorientowana, m¢wi Igor. Ludzie boj¥ si© uczu†, maskuj¥ si© narkotykami, szukaj¥ wyj˜cia w zbrodni. Totalna samotno˜†. Dawniej byˆa idea. My˜leli˜my podobnie, nie wybieraj¥c, nie znali˜my wyboru, ale to miaˆo sens. Teraz dowiadujemy si©, ¾e nasze ¾ycie byˆo szare, ¾mudne, kajdaniar-skie. Sk¥d mogli˜my wiedzie†? Czˆowiek wie, je¾eli por¢wna. Nie, ja nie odczuwaˆem niewoli. Pami©ta, jak zadzieraˆ nosa, jaki byˆ wa¾ny i wspaniaˆy w chu˜-cie pioniera. Pami©ta swoje dˆawi¥ce przera¾enie, czy nie wyrzuc¥ go z organizacji, gdy ostrzeliwuj¥c ˜ciany grochem, str¥ciˆ portret Lenina. I to nie byˆ strach przed odpowiedzialno˜ci¥, jeszcze nie. Po prostu miaˆ osiem lat i po raz pierwszy wyobraziˆ sobie samotno˜†. Tego orwellowskiego trzonu sprawy polscy autorzy raczej unikaj¥, a w ka¾dym razie l©kliwie obchodz¥ si© z tematem; 118 w przeciwieästwie do Ukraiäc¢w. Jednak w swoim szkicu Epoka postkomunistyczna profesor filozofii, zamieszkaˆy w Monachium Aleksander Zinowjew, wskazuj¥c na potrzeb© rozr¢¾niania pomi©dzy komunizmem jako ideologi¥, teori¥, a komunizmem - jako sposobem organizacji spoˆeczeästwa - pisze: "Przyj©ˆo si© uwa¾a†, ¾e wszystko, co zaszˆo w trakcie minionej dekady w Zwi¥zku Sowieckim i krajach bloku sowieckiego, dowodzi bankructwa tego systemu spoˆecznego. Uwa¾am, ¾e takie podej˜cie jest faˆszywe". Jego imiennik, profesor Czypko z Rosyjskiej Akademii Nauk, nazywa rzeczy po imieniu. "Ludzie nie byli gˆodni: mieli zatrudnienie. Ich podstawowe ¾yciowe potrzeby byˆy zaspokajane i zagwarantowane [...]. Brakowaˆo praw i swob¢d demokratycznych, kt¢re propaganda zachodnia ogˆosiˆa najwy¾szymi warto˜ciami ludzkiej egzystencji. Pocz¥tkowo, obywatelom kraj¢w ekskomu-nistycznych wydawaˆo si©, ¾e b©d¥ mogli [po zmianie systemu - AS] korzysta† z tych dobrodziejstw, utrzymuj¥c wszystkie korzy˜ci zwi¥zane z dotychczasowym stanem posiadania. Jednakowo¾ z zaˆamaniem si© systemu komunistycznego stracili wszystko, co posiadali wcze˜niej. Do˜wiadczyli gospodarczego nieporz¥dku, inflacji, upadku o˜wiaty i kultury, ideologicznego chaosu, moralnej degradacji i wzrostu przest©pczo˜ci. Gˆ¢wnych problem¢w dostarczyˆa troska o przetrwanie... W tych warunkach wspomniane walory demokracji po prostu straciˆy jakiekolwiek praktyczne znaczenie". Ten sw¢j niezwykle interesuj¥cy wyw¢d, spisany jeszcze w 1993 roku, autor koäczy konkluzj¥, ¾e epok© postkomunistyczn¥, r¢wnie dobrze mo¾na nazwa† postdemokra-tyczn¥. Oba tytuˆy usprawiedliwione. Komunizm, kapitalizm... Z badaä zleconych przez Bank —wiatowy wynika, ¾e poˆowa Ukraiäc¢w nie ma zdania, kt¢ry ustr¢j gorszy, w drugiej - wi©kszo˜† jednak wolaˆaby stare porz¥dki (w sklepach mniejszy wyb¢r, za to ceny ni¾sze). Pozostali godz¥ si© z dro¾yzn¥ rekompensowan¥ brakiem ograniczeä i kolejek. Ukraina: czas adaptacji. Temperatura zmiany tak przyjemnie odczuwalna w gabinetach intelektualist¢w - i niewzruszo- 119 no˜† spoˆeczna. Eseje, dysputy o epoce postkomunistycznej i nie poruszone jeszcze zˆo¾a komunistycznych obci¥¾eä i nonsens¢w w codzienno˜ci kraju. Paästwa! Ukraina, kliniczny przykˆad spoˆeczeästwa zaskoczonego przez histori©. Je¾eli w "demoludach", czyli w krajach satelitarnych, jednak trzymanych przez Rosj© na znacznie dˆu¾szej smyczy i -zaczynaj¥c od Polski - w lu«niejszej obro¾y, przygotowanie do zmiany, przemy˜lana, a nie tylko emocjonalna jej potrzeba, okazaˆy si© w¥tpliwe, to czego wymaga† od narodu poza incydentami nie znaj¥cego paästwowo˜ci, zniewolonego w stopniu niewyobra¾alnym dla Polak¢w? Dziewi©tnastoletnia Marina Kuzniecowa jest Ukraink¥ nie tylko z urodzenia, ona poczuwa si© do ukraiäsko˜ci, ale musz© pami©ta†, ¾e niepodlegˆo˜† zastaˆa nastolatk©, raczej zaciekawion¥ ni¾ zainteresowan¥ zmianami. Tam u nich, w Zaporo¾u, w Doniecku, trudno m¢wi† o jednoznacznych reakcjach, wolno˜† nie przyszˆa w atmosferze ˜wi©ta, wˆa˜ciwie to wi©cej byˆo zaskoczenia ni¾ rado˜ci. U wszystkich. Dopowiadam: u wszystkich niby-Rosjan i prawie Ukraiäc¢w? Marina potwierdza. "Nastroje... Mˆodzie¾ raczej chciaˆa wˆasnego paästwa, na og¢ˆ tak. Z pocz¥tku nie mogli˜my si© poˆapa† we wszystkim. Co do rodzic¢w, u nas w domu gˆ¢wnym politykiem zawsze byˆ ojciec, kt¢ry uznaˆ, ¾e Ukraina mo¾e i powinna utrzyma† zdobyt¥ niepodlegˆo˜†, wi©c matka przyj©ˆa jego punkt widzenia. C¢¾ jeszcze... Tak zn¢w cz©sto to do tematu nie wracali". Wyczuwa, ¾e chciaˆabym usˆysze† znacznie wi©cej, chce mi pom¢c, biedaczka jakby si© usprawiedliwiaˆa ze swojej nieuwa¾nej mˆodo˜ci. "Ja si© mo¾e urodziˆam za p¢«no. Dˆu¾ej ¾yj¥c w tamtym systemie z pewno˜ci¥ wiedziaˆabym wi©cej". Na swoje szcz©˜cie nie wie. Terror? Totalizm? Energicznie potrz¥sa gˆow¥. "My˜my nie odczuwali". Czy to mo¾liwe? A ˆagry? Archipelag GULag? "Jeszcze nie czytaˆam". Jest ze mn¥ szczera, chce pom¢c, nie chce zmy˜la†. O ˆagrach dawniej nie sˆyszaˆa. Lagry... Mo¾e byˆy rozmowy w rodzinach, 120 w kt¢rych to si© zdarzyˆo. Nie w jej domu. Nigdy. Szuka sˆ¢w, ¾eby mnie przekona†. "Prosz© pani, ludzie u nas nie czuli si© zniewoleni, niech pani w to nie wierzy. Byˆa wiara, na pewno: jedna, gˆ©boka wiara w parti©. Ludzie ˜lepo wierzyli. To pami©tam". C¢rka dyrektora sp¢ˆki akcyjnej i dispeczerki w tym samym przedsi©biorstwie, studiuje management. A nie mo¾na by powiedzie†: uprawlenije? Zdaniem Mariny nie mo¾na, bo to nie to samo. Ma posad©, zarabia sto dziesi©† dolar¢w miesi©cznie, dwukrotnie wi©cej ni¾ jej matka, ale na r©k© dostaje poˆow©. Podatki! Oczywi˜cie, ¾e pomagaj¥ jej rodzice, przecie¾ z "tych stu dziesi©ciu zostaˆo dziesi©†, gdy kupiˆa d¾insy. Druga pensja poszˆa na buty z bazaru, czyli pomimo wszystko taäsze ni¾ w sklepie. Rzecz prosta, m¢wimy o butach, kt¢re mo¾na wˆo¾y† jad¥c do Polski i nie narazi† si© na politowanie. Nie ma lekkiego ¾ycia. Czas wyliczony jak got¢wka. Dzieä mi©dzy biurem i uniwersytetem. Powr¢t p¢«nym wieczorem, nawet ju¾ si© nie chce je˜† kolacji, tylko upa˜† na ˆ¢¾ko i spa†... spa†... To u nas rozrasta si© irytuj¥ca tendencja do wyrzucania z ¾yciorys¢w ¾enuj¥cego - dzisiaj! - epizodu. U nich jeszcze si© w to nie gra. Starzej¥ca si© oficersza z Mariupola, studenci z Zapo-ro¾a, Kijowa, Odessy z caˆ¥ naturalno˜ci¥ m¢wi¥ o idei. Nie czuli si© niewolnikami. Ja, z niedowierzaniem: nie przeszkadzaˆo wam, ¾e ¾yjecie w totalitaryzmie? Marina, te¾ z niedowierzaniem: "Dlaczego - w totalitaryzmie? My˜my tego tak nie odbierali". System doskwieraˆ jednostkom, kt¢re pˆaciˆy cen© tym dotkliwsz¥, ¾e niezauwa¾aln¥ dla og¢ˆu. I o tym nie trzeba milcze†, je˜li si© chce unaoczni† prawd©, a przynajmniej cz©˜† prawdy, osi¥galn¥ dla patrz¥cych z boku. Je˜li si© pr¢buje zrozumie†, co rzeczywi˜cie oznaczaˆa tak lekko i przy nask¢rkowych okazjach anonsowana w naszej publicystyce sowietyzacja spoˆeczeästwa. 121 Byˆa jedna wiara... Dla nich to nie znaczy «le, dla nich to nadal w porz¥dku. Okna na ˜wiat otwarte, drzwi do ˜wiata uchylone, widzi si©, por¢wnuje, wyci¥ga wnioski - i znowu w jakim˜ najmniej spodziewanym momencie wraca deklaracja, kt¢ra jak infekcja peˆznie za mn¥ od Mo˜cisk, od pierwszego dnia we Lwowie, kt¢ra powtarza si© tym cz©˜ciej, im gˆ©biej na wsch¢d, na poˆudnie kraju: byˆo lepiej. Byˆo z czego ¾y†, usˆysz© w Zbara¾u. Byˆo w co wierzy†, dowiem si© w Kijowie. Uporczywe, natr©tne lepiej. Ze wzgl©du na talerz zupy i kawaˆek chleba. Ze wzgl©du na idee. Wygod© jednej wiary reasumuje socjolog: "Raäsze ludy po-czuwaˆysia kraszcze, tomu szczo ko¾en znaw, jak czynyty pra-wilno". Wedˆug mnie ma racj© Czypko zauwa¾aj¥c, ¾e nie mo¾na si© oprze† por¢wnaniu utopii marksistowskiej "z nowym, demokratycznym mesjanizmem". Zach¢d bardzo si© pospieszyˆ identyfikuj¥c rozpad paästwa sowieckiego z zaistnieniem demokracji i obywatelskiego spoˆeczeästwa w Rosji. "Obalenie represyjnych mechanizm¢w komunistycznych byˆo uto¾samiane z finaˆem komunizmu jako systemu spoˆecznego..." - pisze Rosjanin przypominaj¥c, ¾e takie rozumowanie daˆo podstaw© romantycznym oczekiwaniom... stop. To brzmi zbyt znajomo. Jak si© okazuje, nie tylko u nas liczono, ¾e z przestrzeni postso-wieckiej niejako automatycznie wyro˜nie republika prezydencka wzorowana na Stanach Zjednoczonych. G ˆ a s n o s t' zaskoczyˆa Rosj©. Inteligencja rosyjska w ¾adnej mierze nie byˆa jeszcze przygotowana do rewolucji antykomunistycznej... A kt¢ra byˆa, chciaˆoby si© doda†. Akademik wskazuje na przeszkody w przebudowie kraju, kt¢re stwarza wˆa˜nie inteligencja wychowana na dziesi©cioleciach sowiecko˜-ci. M¢wimy o szczeg¢lnym spoˆeczeästwie. Inny ˜wiat. Przypominaj¥c nastroje posˆuszeästwa, apatii spoˆecznej, cichego godzenia si© ze wszystkim co niesprawiedliwe, autor zauwa¾a, ¾e tak jak kiedy˜ "¾adna zewn©trzna siˆa nie zmuszaˆa Rosji do przyj©cia komunizmu. To byˆ system wybrany [...] przez zwy- 122 ci©zc¢w w wojnie domowej", tak i wsp¢ˆcze˜nie Rosjanie najzwyczajniej nie byli jeszcze przygotowani do tych lekcji historii, kt¢re wymogˆa na nich gorbaczowowska g ˆ a s n o s t'. Dekomunizacj© poprowadzon¥ metod¥ szokow¥, zatem wyidealizowany program prywatyzacji, zatem niekontrolowane poparcie dla postsowieckiego systemu parlamentarnego, uznano -r¢wnie¾ Zach¢d uznaˆ! - za wystarczaj¥ce gwarancje autentyzmu demokratycznych reform w Rosji. Bardzo ciekawy szkic. Zdaniem autora "pieriestrojka byˆa to typowa rosyjska, carska reforma z wysoka". Przedstawiaj¥c kolejne jej etapy Czypko konkluduje: "To, w czym Zach¢d widziaˆ fundamentalny ruch demokratyczny w Rosji [...] byˆo, bardziej w gruncie rzeczy [...} rewolt¥ przeciwko wˆadzom i paästwu, ni¾ d¥¾eniem do demokracji i praworz¥dno˜ci". Autor szkicu przypomina, ¾e zar¢wno w samej Rosji jak i na Zachodzie zignorowano fakt, i¾ ludno˜† jest gˆ©boko zawiedziona demokratycznymi reformami nieskutecznymi w pi©† lat po rozpocz©ciu pieriestrojki. "Poniewa¾ te reformy nie sprawiˆy, by ¾ycie staˆo si© l¾ejsze dla rosyjskich chˆop¢w i robotnik¢w, Rosjanie w wi©kszo˜ci nie protestowali przeciwko zamachowi stanu w sierpniu 1991..." Og¢lnym rozczarowaniem mo¾na wytˆumaczy† tak szerok¥ zgod© na odej˜cie od wˆadzy Gorbaczowa. A wracaj¥c do zamachu stanu - kraj uznaˆ spraw© za rozgrywk© siˆ moskiewskich - i tylko moskiewskich. Korzy˜ci ani strat dla spoˆeczeästwa w tej grze nie wypatrzono. Nie tylko z przyczyn "organizacyjnych" (my jednak byli˜my paästwem odr©bnym, przy wszystkich zale¾no˜ciach) ukraiäskie wydostanie si© z kolonializmu nie daje si© por¢wna† z ewenementem polskim. Zdaniem Zbigniewa Brzeziäskiego, ¾adne wewn©trzne procesy nie wpˆyn©ˆy na wyzwolenie Ukrainy. Kto tak twierdzi, sieje mit. Jak w "Politycznej Dumce" napisaˆ Brzeziäski - to paästwo powstawaˆo bez jakiegokolwiek oparcia o wˆasn¥ przeszˆo˜†. Nie byˆo cienia precedensu. ½adnej teorii. Pustka. Gospodarze s¥dz¥, ¾e oczekiwania po obydwu brzegach - w daw- 123 nych paästwach komunistycznych i tak samo na Zachodzie -byˆy za wysokie i raczej naiwne. Klimat nadziei na mann© z nieba, na powt¢rk© planu Marshalla, udzieliˆ si© i spoˆeczeästwu. Katapulta w niepodlegˆo˜†. Uwolnienie si© od obcej dominacji - i co dalej? Brzeziäski postrzega Ukrain© jako kraj, kt¢rego niepodlegˆo˜† jest nadal zagro¾ona, dalszy bieg wypadk¢w - jeszcze nieprzewidywalny. Staraniem redaktora Giedroycia zaprosiˆ mnie "Fiˆozof˜kyj Fund", wcze˜niej wsp¢ˆorganizator - obok Instytutu Filozofii i redakcji "Politycznej Dumki" - ciekawego, cho†, jak si© tu nie ukrywa, ciekawszego w zamiarze ni¾ w werbalizacji ukraiäsko--polskiego sympozjum. Ujmuj¥cy byˆ list, wysˆany do inicjatora naprawy relacji polsko-ukraiäskich i kontakt¢w, kt¢re po kilkudziesi©ciu latach od ich zainicjowania przez "Kultur©" weszˆy w faz© rz¥dowego porozumienia, paästwowej wsp¢ˆpracy. "Wielce Szanowny panie Giedroyc! Z wielk¥ przyjemno˜ci¥ zawiadamiamy Szanownego Pana o pomy˜lnym przebiegu i zakoäczeniu sympozjum "Intelektuali˜ci, kultura, polityka: do˜wiadczenia Polski i Ukrainy" (ku pi©†dziesi©cioleciu paryskiej "Kultury"). O sukcesie sympozjum ˜wiadczy chocia¾ by to, ¾e trzeciego dnia obrad, w sˆoneczn¥ sobot© 7 czerwca, na sali byˆo wi©cej os¢b (okoˆo 150) ni¾ podczas pierwszego dnia. Wie˜† o sympozjum rozeszˆa si© po Kijowie, a dialog na nim rozpocz©ty zainspirowaˆ nowe pogl¥dy i oceny. Mo¾na powiedzie†, ¾e na naszych oczach ukraiäsko-polski dialog, zapocz¥tkowany w swoim czasie "Kultur¥", przeksztaˆca si© w konkretn¥ wsp¢ln¥ prac© nad rozwi¥zywaniem wsp¢lnych problem¢w. B©dzie miaˆ Pan mo¾liwo˜† przekona† si© o tym z wygˆoszonych na sympozjum referat¢w, kt¢re b©d¥ przez nas wydane. Bardzo ¾aˆujemy, ¾e nie byˆ Pan obecny na sali razem z nami, chocia¾ od moralnej obecno˜ci w˜r¢d uczestnik¢w sympozjum nikt nie mo¾e Szanownego Pana uwolni†. 124 Mamy nadziej©, ¾e dialog nasz b©dzie kontynuowany w Polsce, a p¢«niej zn¢w w Ukrainie, na nowym poziomie odpowiedzialno˜ci za przyszˆo˜† ukraiäsko-polskiego porozumienia. Z najlepszymi ¾yczeniami i wyrazami gˆ©bokiego szacunku, uczestnicy Sympozjum. Przewodnicz¥cy komitetu organizacyjnego Jewhen Bystry†kyj" My˜l©, ¾e Ukraiäcy bardziej ni¾ my doceniaj¥ inicjatyw© dw¢ch wspaniaˆych ludzi "Kultury", Giedroycia i Mieroszewskiego, podj©t¥ w okresie najmniej sprzyjaj¥cym naszemu porozumieniu z Ukrain¥ i Litw¥. Byˆo to caˆkowite i zdawaˆoby si© samob¢jcze p¢j˜cie pod pr¥d, je˜li zwa¾y† ¢wczesne nastroje, obolaˆo˜ci w kraju i na emigracji; przede wszystkim na emigracji, kt¢ra mogˆa przecie¾ zbojkotowa† tytuˆ. Szcz©˜liwie wygraˆ rozs¥dek. W przeciwieästwie do swoich rodak¢w na emigracji redaktorzy "Politycznej Dumki" nie stawiaj¥ znaku r¢wnania mi©dzy "Kultur¥" a "Suczastnosti¥", akcentuj¥ niepor¢wnywalno˜† polskiego miesi©cznika z jakimkolwiek innym tytuˆem, zgadzaj¥c si©, ¾e - jak to sformuˆowaˆy "Wsechukrain˜kyje Widomosti" -"Jerzy Giedroyc stworzyˆ nie zwyczajne pismo, lecz dzieˆo na miar© europejskiej kultury". Znamienne, ¾e nie my, to Ukraiäcy pierwsi tak rzeczowo uhonorowali pi©†dziesi©ciolecie pisma, kt¢re przez caˆy ten po obu stronach daleki od gˆadko˜ci, uprzedzeniami, niedom¢wieniami naje¾ony czas pracowaˆo nad popraw¥ naszego s¥siedztwa. Byˆa to polityka unikalna. Bezprecedensowa. Nie w Warszawie, w Kijowie - dopiero w Kijowie - omawiano casus Juliusza Mieroszewskiego, jednego z najwybitniejszych - cho† je˜li idzie o walor my˜li, por¢wnywalnego jedynie do Giedroycia, polskich publicyst¢w. Wolaˆabym nie sprawdza†, ilu te¾ naszych dziennikarzy, nie tylko tych mˆodych, zna jego nazwisko. Konstatacja Ukraiäca: Giedroyc skupiˆ wok¢ˆ "Kultury" najlepsze polskie umysˆy. To pismo byˆo ewenementem i nadal pozostaje. 125 Nie z przypadku najlepsz¥ frekwencj¥ cieszyˆ si© trzeci dzieä obrad, sesja prowadzona pod hasˆem: "Ukraina i Polska. Historia i perspektywy dialogu mi©dzy intelektualistami" (w tym znacz¥cy referat Oˆeha Bitego o "Historycznej kl©sce kulturowego mesjanizmu". Fakt prawie nie przyjmowany do wiadomo˜ci w Polsce). Maj¥c do wyboru histori© i perspektywy - strona polska wolaˆa trzyma† si© historii, i to traktowanej bardzo osobi˜cie, "literacko". Jak na wieczorze autorskim. Gospodarze chyba mieli do nas cichy ¾al z powodu okazji, kt¢ra znowu przeszˆa bokiem. Nie przem©czyli˜my si©, szykuj¥c wyst¥pienia. Oczywi˜cie nikt z organizator¢w nie powiedziaˆ mi tego wprost, ale chyba znowu daˆo o sobie zna† nasze wzmo¾one samopoczucie intelektualne. Ju¾ zupeˆnie poniewczasie, sp¢«nieni o mn¢stwo lat, o multum politycznych nieodwracalno˜ci, zn¢w pr¢bowali˜my szpanowa† przed ukraiäskim lustrem. Przez lata, przez sowieckie lata, intelektuali˜ci rosyjscy, litewscy, ukraiäscy poprzez Polsk© - i poprzez j©zyk polski - docierali do warto˜ci spoza o ile¾ w ich wypadku szczelniejszej ¾elaznej kurtyny. Warszawa byˆa oknem na ˜wiat, drogowskazem, nie tylko przecie¾ w kulturze. To si© ju¾ zmieniˆo. W "Politycznej Dumce" szkic Wˆodzimierza Reprincewa o relacjach polsko-ukraiäskich, szcz©˜liwie ju¾ niepor¢wnywalnych z dawniejszymi. Weszli˜my w faz© "konstruktywnego, pragmatycznego i wzajemnie opˆacalnego rozwoju. Obiektywne, strategiczne, narodowe interesy obydwu paästw koresponduj¥ ze sob¥, wolne od deformuj¥cych wpˆyw¢w z zewn¥trz". To du¾o jak na pocz¥tek, ale... W kasztanowym mie˜cie Tym razem kontakt z inn¥, szersz¥ Ukrain¥. To ju¾ nie jest obolaˆy od antypolskich i propolskich kompleks¢w Lw¢w, z neo-ficka przewra¾liwiony i zajadˆy. To Kij¢w. Starcza odlegˆo˜ci -nie w kilometrach, w historii - na wyczuwalnie inny klimat polityczny. Na zorientowanie si©, jak wyolbrzymili˜my Galicj©, kt¢ra z tutejszej perspektywy jest, czym jest: nie za du¾¥ i sˆab¥ gospodarczo prowincj¥ jednego z najwi©kszych obszarem kraj¢w europejskich. "Dumka" - jak ka¾de chyba tej elitarnej rangi pismo - boryka si© z kˆopotami finansowymi. Bardzo ciekawy periodyk, skupiaj¥cy intelektualist¢w przynajmniej formalnie nie zwi¥zanych z ¾adn¥ opcj¥ polityczn¥, co akurat wydaje mi si© maˆo mo¾liwe w naszych ostrych czasach. Kontakt z t¥ redakcj¥ bardzo pomaga w kulej¥cej jeszcze u nas orientacji, ¾e mimo polityki wynaradawiaj¥cej i deformuj¥cej ocalaˆ¥ z czystek inteligencj© ukraiäsk¥, ich kraj dysponuje ciekawymi umysˆami, ma autentycznie intelektualne ˜rodowiska, co podkre˜lam z intencj¥ - cho† nie bez za¾enowania. Nie powinno si© pisa† o oczywisto˜ciach, tylko jak tu nie pisa†, kiedy stereotyp Ukraiäca - 127 fizycznie dorodnego, to na pewno, ale prostaka, ciemnego szowinisty, jak rzep trzyma si© naszej wyobra«ni. Pytanie, dla mnie, najistotniejsze przy zamy˜le ksi¥¾ki: jak widz¥ swoje jutro Ukraiäcy? Bardziej przy Rosji, czy przy Polsce? "I ne tut, i ne tam" - brzmi odpowied« usˆyszana w Instytucie Socjologii na zajmuj¥cym spotkaniu z naukowcami. Z odesit¥ Denisem Kierekiesz¥ (czwarty rok matematyki poˆ¥czonej z psychologi¥) rozmawiam o czym by, jak nie po polityce. On te¾ uwa¾a, ¾e Ukraina nie powinna si© ponownie uzale¾nia† ani od Moskwy, ani od Warszawy. "Odwa¾my si© na wˆasn¥ drog©". Odesit¥, dla mnie to brzmi dziwnie, jak kosmita, no ale i nazwisko ma chˆopak zadziwiaj¥ce dla polskiego ucha. Denis, ˆadny brunecik, nieskazitelnie uˆo¾ony - manier to caˆa Wsp¢lnota Niepodlegˆych Paästw mogˆaby si© od niego uczy†, ot¢¾ Denis powiada, ¾e jego kraj bywaˆ skazany na Polsk© lub na Rosj©, tymczasem jest jeszcze trzeci wyb¢r, najwˆa˜ciwszy - Europa. Syn Ukraiäca i Rosjanki przyznaje si© do czego˜, za co wcale nie tak dawno jechaˆo si© do ˆagru. "Ja w dusze czuwstwujus' kosmopolitom". Zale¾y mu na zarobkach, ale nie poprzestanie na pieni¥dzach. "Nie jestem prymitywem". Ma ambicje, chce by† kim˜, pracowa† naukowo, najch©tniej tu, w Odessie. W ka¾dym razie - nie wyemigruje z Ukrainy. Profesor Bystry†kyj przysyˆa mi swoj¥ doktorantk©, ¾eby ze mn¥ pospacerowaˆa po Kijowie. Natalia, historyk, ¾ona historyka, robi doktorat z dziej¢w cerkwi na prawobrze¾nej Ukrainie od poˆowy XVI do poˆowy XVIII stulecia. Przed czterystu laty w tekstach ruskich posˆugiwano si© ˆaciäskim alfabetem, j©zyk starocerkiewny mocno przypomina staropolski. "Byli˜cie kultur¥ dominuj¥c¥, a my - przejmuj¥c¥" - konstatuje Natalia. Zaczyna si© dra¾liwy temat, odchodzenie Ukraiäc¢w do kultur z s¥siedztwa. Tych silniejszych. O ile pami©tam, ¾adne z du- 128 ¾ych nazwisk w literaturze ukraiäskiej nie zrobiˆo ˜wiatowej kariery. Gogol byˆ Ukraiäcom, niemniej... Tu Natalia, ¾arliwie: Gogol my˜laˆ i czuˆ po ukraiäsku, jego wszystkie reakcje... Tak, wy to wiecie, ale reszta ˜wiata? Gogol nale¾y do Rosji. Natalia, ju¾ kapituluj¥c: "Dla Gogola nie byˆo innego wyj˜cia". Czy¾by? Robi© perskie oko. Obydwie si© ˜miejemy. Ja chyba szczerzej. Ukraiäcy ci©¾ko zapˆacili za Perejasˆaw. Eksponuje si© przede wszystkim cierpienia sowieckiej Ukrainy, ale przecie¾ pro˜ba Szewczenki: "Daj Bo¾e, ¾eby kaci ukrzy¾owali car¢w, tych kat¢w ludzko˜ci" - nie wzi©ˆa si© z fantazji, rzekome pojednanie dw¢ch narod¢w zaowocowaˆo na .przykˆad obowi¥zuj¥cym od roku 1864 zakazem drukowania literatury w j©zyku ukraiäskim. Pisarze, kt¢rzy oparli si© rusyfikacji, wydawali pod zaborem austriackim, gˆ¢wnie w polskim Lwowie. Blokada j©zykowa, odci©cie narodu od wˆasnych ksi¥¾ek, przy r¢wnolegˆym - zastraszaj¥co masowym - analfabetyzmie, to byˆ sztych bezbˆ©dny. Ukraina staˆa si© ziemi¥ de iure pozaliterack¥. Pogl¥d na ich pisarstwo wyraziˆam w mojej pierwszej ksi¥¾ce o Ukrainie, Motyw wschodni, wydanej w 1981. My˜l©, ¾e si© nie zdezaktualizowaˆ. Literatura ci¥gle w cieniu rosyjskiej. Dramat Ukraiäca na przeˆomie dw¢ch imperialnych epok -carskiej i sowieckiej - w autobiograficznym tek˜cie Dow¾enki: "Absolutny brak elementarnej, zdrowej o˜wiaty politycznej [...] nie m¢wi¥c ju¾ o marksizmie, o kt¢rym nie miaˆem zielonego poj©cia [...] i rado˜† z powodu rewolucji, rado˜† wywoˆana uwolnieniem si© od caratu, i Ukraina, o kt¢rej zabraniano czyta† [...], i nieumiej©tno˜† odr¢¾nienia wielkiej, dˆugo oczekiwanej prawdy od dˆugo wpajanego w nas kˆamstwa - wszystko to o˜lepiˆo nas jak ludzi, kt¢rzy wyszli z ciemnej piwnicy. Wykrzykiwaˆem na wiecach jakie˜ tam og¢lnikowe frazesy i radowaˆem si© jak pies, kt¢ry zerwaˆ si© z ˆaäcucha, wierz¥c szczerze, ¾e wszyscy ludzie stali si© ju¾ bra†mi, ¾e wszystko staˆo si© ju¾ jasne, 129 ¾e ziemia dla chˆop¢w, fabryki dla robotnik¢w, szkoˆy dla nauczy-cieli, szpitale dla lekarzy, Ukraina dla Ukraiäc¢w, Rosja dla Rosjan [...]. Cieszyˆo mnie szczeg¢lnie to, ¾e car Mikoˆaj II byˆ nie Ukraiäcem, lecz Rosjaninem, i ¾e caˆy jego r¢d te¾ nie byˆ ukraiäski [...]. W tych czasach wszyscy Ukraiäcy wydawali mi si© lud«mi szczeg¢lnie sympatycznymi. Tyle ju¾ lat byli uciskani przez tych przekl©tych Moskali, zapomnieli ju¾ nawet m¢wi† po ukraiäsku, rozmawiali kaleczonym ¾argonem ukraiäsko-rosyjskim". Rozpowszechnionego - r¢wnie¾ u nas - przekonania, ¾e Ukraiäc¢w utrzymuje przy ¾yciu gˆ¢wnie wie˜, nie mo¾na bra† serio. Lepiej czy gorzej radz¥ sobie i ci, kt¢rzy nie maj¥ za miastem ani dziaˆek, ani krewnych. Szara strefa w ukraiäskiej gospodarce jest nieogarniona, uniemo¾liwia doprowadzenie do r¢wnowagi wielu podstawowych dziedzin gospodarki. Cz©˜ciej ni¾ z pensji Ukraiäcy utrzymuj¥ si© z emerytur, stypendi¢w. Dopiero na trzecim miejscu - a to ju¾ ustalenie rozmijaj¥ce si© z powszechnym przekonaniem - dochody z pracy na wˆasnym kawaˆku ziemi. Kapusta czy ziemniaki z dziaˆki docieraj¥ do garstki ludzi, ale og¢ˆ uparcie wierzy, ¾e zgodnie z powiedzonkiem Chmielowej: "To wielka ˆaska bo¾a krewnych na wsi mie†". Jak wynika z badaä, prowadzonych latem 1992, co trzeci mieszkaniec miasta ch©tnie przeni¢sˆby si© na wie˜. Zim¥ nast©pnego roku - potwierdziˆ t© gotowo˜† co czwarty. Przypuszczalnie zainteresowanie spadˆo w rezultacie drastycznych kˆopot¢w, z kt¢rymi boryka si© rolnictwo. Ludzie niezbyt spiesz¥ si© do dziaˆaä, kt¢re wymagaj¥ pieni©dzy, zanim zaczn¥ je przynosi†. Za prywatyzacj¥ rolnictwa jest niespeˆna poˆowa badanych. Wielu wr©cz sprzeciwia si© "rynkowi ziemi". Pocieszaj¥ce, ¾e potencjalnymi kandydatami na farmer¢w bywaj¥ ludzie poni¾ej czterdziestki. Ucieczka z miast osˆabˆa, ale nie zanikˆa. Wyst©puje na caˆej Ukrainie z wyj¥tkiem Tarnopola. Dlaczego akurat Tarnopola? 130 Pow¢d nie wyja˜niony. "Za wcze˜nie na socjologi©" - u˜miecha si© Natalia. Nowe nie wzbudza entuzjazmu. W Polsce ludzie te¾ boj¥ si© kapitalizmu, ale mniej. Polska bieda jest mniejsza. Jeszcze w 1994 sektor prywatny stanowiˆ wszystkiego pi©† procent caˆej ukraiäskiej gospodarki, chocia¾, po decyzji rz¥du, prywatyzacja na dobre powinna byˆa ruszy† ju¾ w sierpniu 1992. W tym czasie miaˆa obj¥† drobn¥ jeszcze, wycenion¥ co najwy¾ej na dziesi©† miliard¢w dolar¢w cz¥stk© wˆasno˜ci paästwowej, a wi©c niczyjej w odczuciu wystarczaj¥co powszechnym, by przyczyniˆo si© do rozkˆadu Zwi¥zku Sowieckiego. Tymczasem spoˆeczeästwu si© nie spieszy. A¾ czterdzie˜ci dziewi©† procent respondent¢w chce, by du¾e przedsi©biorstwa pozostaˆy wˆasno˜ci¥ paästwa. Niespeˆna dwadzie˜cia procent ludno˜ci domaga si© ich prywatyzacji. Bardzo wielu Ukraiäc¢w w og¢le uchyliˆo si© od odpowiedzi. Badaniami zajmuje si© O˜rodek Badawczy Demokratycznych Inicjatyw oraz Centrum Edukacyjne przy Instytucie Socjologii Narodowej Akademii Wiedzy w Kijowie (bardzo to skomplikowane, ale niech czytelnik zna «r¢dˆa). Analizy podejmowane w szerokim programie "Spoˆeczeästwo ukraiäskie u progu XXI wieku" s¥ rzetelne, przeprowadzane dwukrotnie - rok po roku, za ka¾dym razem na blisko dwutysi©cznej reprezentacji mieszkaäc¢w wszystkich region¢w Ukrainy, od Lwowa po Krym. Co zaobserwowano por¢wnuj¥c wyniki? Zwi©ksza si© nostalgia za dawnym porz¥dkiem. Na zasadzie "z dwojga zˆego" - ludzie opowiadaj¥ si© za gospodark¥ sprzed pieriestrojki. Niepokoj¥cy szczeg¢ˆ. Dopiero na ostatnim miejscu mi©dzy najistotniejszymi w odczuciu Ukraiäc¢w warunkami poprawy -rozw¢j demokracji. Du¾o takich dzwonk¢w alarmowych w kraju, kt¢ry dopiero co wyzwoliˆ si© od Rosji. Niezawisimost'... mo¾e. Zwyci©stwo? Z tym wol¥ by† ostro¾ni. Niepodlegˆo˜† to zaledwie pierwszy 131 krok. O usatysfakcjonowaniu wolno˜ci¥ pom¢wimy, gdy Ukraina doczeka si© demokratycznego rz¥du, bo demokracji jeszcze u nas nie ma, zaistniaˆa dopiero jej mo¾liwo˜†, powiada Bystry†kyj. Dodaj¥c: i paästwa jeszcze nie ma. Jest prototyp. Trze«wo o sobie: nie mamy ¾adnych do˜wiadczeä w paästwowo˜ci. Ukraina byˆa zdominowana przez Moskw©, wielkorz¥dc¢w z importu wspieraˆa lokalna nomenklatura w¥tpliwej jako˜ci. I jak my˜le† o porz¥dku spoˆecznym w paästwie, w kt¢rym (dane oficjalne) zarobki najzamo¾niejszych Ukraiäc¢w trzydzie-stopi©ciokrotnie przerastaj¥ doch¢d najbiedniejszych w mie˜cie, a czterdziestosiedmiokrotnie - na wsi. I zn¢w leitmotiv ukraiäski, dylemat wracaj¥cy jak bumerang: "Prosz© sobie przedstawi† armi©, kt¢rej nie pˆac¥, prosz© tylko pomy˜le† o rozmiarach konfliktu socjalnego, kt¢ry przecie¾ nie sˆabnie, wr©cz przeciwnie". Wniosek z dyskusji przewodnicz¥cych klub¢w parlamentarnych w 1994: nie na˜ladujmy ˜lepo Francji, Niemiec czy Stan¢w Zjednoczonych, paästw, kt¢re budowaˆy sw¢j dobrobyt przez trzy, je˜li nie pi©† stuleci... Taki wniosek przydaˆby si© i Polakom. Biedna Natalia, przyszˆa, ¾eby mnie oprowadzi† po starej sˆowiaäskiej stolicy, tymczasem nie ruszaj¥c si© z pokoju brniemy w obliczenia na razie niestety dalekie od historii. W Kijowie najtaäszy bilet na popularnego Zaporo¾ca za Dunajem kosztowaˆ o hrywn© wi©cej ni¾ dwa kilogramy najtaäszego mi©sa, o hryw-n© mniej ni¾ kilogram schabu, o p¢ˆ hrywny mniej ni¾ kilogram serdelk¢w. Za dobre miejsce trzeba byˆo da† ju¾ dwadzie˜cia hrywien, r¢wnowarto˜† dwudziestu kilogram¢w cukru. No, ale za bilet na wyst©p krakowskiej operetki pˆaciˆo si© nawet czterokrotnie dro¾ej. Tak si© tutaj ¾yje. Poprawa? Ja chyba ¾artuj©. W Instytucie Historii Natalia zarabia sto pi©†dziesi¥t hrywien, tyle samo, ile jej m¥¾ w Instytucie Filozofii. Mo¾na ju¾ zno˜nie ¾y† za trzysta, zapewnia. C¢¾, ona wie lepiej. A zatem: 132 podejrzyjmy jej dostatek. Czynsz, w tym ˜wiatˆo, gaz, kaloryfery - siedemdziesi¥t hrywien. Telefon: dwie i p¢ˆ. Jak za darmo! Jak za sowieckich czas¢w, poprawia Natalia. Co jedz¥... Teraz, w lecie, pomidory po p¢ˆtora hrywny za kilogram, og¢rki po sze˜†dziesi¥t-osiemdziesi¥t kopiejek, mˆode ziemniaki te¾ po osiemdziesi¥t, stare kupisz nawet po trzydzie˜ci... Masˆo - sze˜†dziesi¥t kopiejek za kostk©. Ry¾ drogi, to prawda. Powy¾ej dw¢ch hrywien za kilogram. A co jest ju¾ bardzo drogie? Kawa. Do dziesi©ciu hrywien za paczk© ziarnistej. Neska taäsza, trafia si© po sze˜†. Przekonaˆa mnie. Potakuj©. Czyli da si© wy¾y† we dw¢jk© -za trzysta? Daˆoby si©, poprawia Natalia. Daˆoby si©, gdyby tylko pˆacili. Ostatni¥ pensj©, za marzec, odebraˆa w maju, a jest poˆowa lipca. I tak nie«le w por¢wnaniu z zeszˆym rokiem. W pa«dzierniku 1996 wzi©ˆo si© pensj© za kwiecieä, i na tym koniec. W Instytucie Filozofii nikt nie dostaˆ kopiejki za osiem zeszˆorocznych miesi©cy. Mieszkaj¥ z m©¾em w szesnastopi©trowcu. Czterdzie˜ci osiem metr¢w kwadratowych na dwoje, luksus. Na Ukrainie (w mie˜cie i na wsi) jeden pok¢j miewa trzech lokator¢w. Tylko poˆowa mieszkaä z wod¥, niespeˆna osiemdziesi¥t procent - z zimn¥, tylko w sze˜†dziesi©ciu trzech procentach mieszkaä - ubikacje! Natomiast prawie wszyscy lokatorzy dysponuj¥ lod¢wkami, znaczna wi©kszo˜† - korzysta z kolorowej telewizji. Dwadzie˜cia dwa procent Ukraiäc¢w dorobiˆo si© wˆasnego samochodu, mniej, tylko pi©tna˜cie procent, aparatury stereo i wideo. Nowe, a przynajmniej w dobrym stanie meble ma dwadzie˜cia procent obywateli Ukrainy. Bibliotek© z ponad setk¥ ksi¥¾ek - o trzy procent wi©cej. Papiery warto˜ciowe, akcje - niecaˆe trzy procent. To, co po naszym brzegu przez czterdzie˜ci lat - u nich znacznie dˆu¾ej - uchodziˆo za wystarczaj¥ce ˜wiadectwo zamo¾no˜ci (mieszkanie w bloku, telewizor, pralka, ju¾ nie m¢wi¥c o takich zbytkach, jak motocykl, domek letniskowy), to na Ukra- 133 inie w znacznym stopniu s¥ pozostaˆo˜ci po sowieckich czasach. Kapitalizm ozˆociˆ jednostki, og¢ˆ bieduje w spos¢b nawet dla nas niewyobra¾alny. Tu ludzie nie wyskakuj¥ z pracy na lunch i nie przynosz¥ do pracy buttersznyt¢w ani hamburger¢w, przynosz¥ kartofle w mundurkach, sˆonin©... Socjologia, teraz? Natalia jest sceptyczna: z tym trzeba poczeka†. Na moim miejscu nie przeceniaˆaby sonda¾y. Ludzie m¢wi¥ jedno, a p¢«niej... Z badaä wynikaˆo, ¾e prezydentem b©dzie Krawczuk, a nie Kuczma- Ukraina jest nieprzewidywalna. Speˆniˆ si© ukraiäski sen: niepodlegˆo˜†. Tylko ilu z nich -jak intelektualista Bystry†kyj - chce wolno˜ci rozumianej szerzej, ni¾ zale¾no˜† od Rosji? A i od nas? W Polsce, znacznie przecie¾ lepiej (bo dˆu¾ej) obytej z paästwowo˜ci¥ osadzon¥ w realiach politycznych i spoˆecznych, ju¾, ale tylko troch©, obytej z demokracj¥, wolno˜† przede wszystkim tˆumaczy si© na niepodlegˆo˜†. U nich - cz©˜ciej - na gˆ¢d. Natalia o Polsce: kraj bardziej europejski od naszego. Bli¾ej ˜wiata. Jej zdaniem "ludzie w Polsce byli psychicznie gotowi do zmiany. Polak¢w tak nie zszokowaˆa wolno˜†". W architekturze Kijowa nie ma ˜lad¢w polskich, s¥ rosyjskie. To ju¾ miasto z tej drugiej strefy wpˆyw¢w, dominuj¥cej i przes¥dzaj¥cej o Ukrainie nowszych czas¢w, jakby to nie pasowaˆo patrz¥cym z galicyjskiej perspektywy. Stary, biaˆocerkiewny Kij¢w. Pod r©k¥ Stalina zburzono blisko trzydzie˜ci ˜wi¥tyä, w tym dwunastowieczn¥. Terror wyciszyˆ cerkwie, ale ich nie zsolidaryzowaˆ. To, ¾e zar¢wno autokefaliczna, jak i grekokatolicka za sowieckich czas¢w funkcjonowaˆy w podziemiu, nie oznacza, ¾e kwapi¥ si© do zgody. Liczono na ich pojednanie pod patriarchatem Wˆodzimierza, kt¢ry -po †wier†wieczu w ˆagrze - stan¥ˆ na czele kijowskiego prawosˆawia. Gdy zmarˆ, zast¥piˆ go metropolita Filaret, bojkotowany 134 przez autokefaliczn¥ cerkiew jako agent KGB, domniemany konfident. Skrupiˆo si© na nieboszczyku, kt¢ry lubiˆ i popieraˆ Filareta. Zgodnie z funkcj¥ i tradycj¥ - Wˆodzimierz powinien byˆ zosta† pochowany w Sofijskim Monastyrze, tyle ¾e ¢w monastyr to ju¾ nie ˜wi¥tynia, lecz muzeum, i wˆadze miejskie odm¢wiˆy zgody. Zostawaˆaby Peczerska �awra, kt¢r¥ na odmian© zarz¥dza moskiewski patriarchat, a ten zaoponowaˆ. Z braku wyboru zdecydowano, ¾e metropolita spocznie na Bajkowym Kˆadowyszczu (co za nazwa cmentarza! oczywi˜cie to nie od bajki, tylko od nazwiska). Nikt si© nie sprzeciwiˆ, dopiero gdy rozpocz©ˆy si© uroczysto˜ci pogrzebowe, tˆum przechwyciˆ trumn© i poni¢sˆ pod Sofijski. Wbrew pozorom - za spontaniczne to nie byˆo, gdy¾ przed eksmonastyrem, obok bramy muzeum, czekaˆ przygotowany gr¢b. Raczej dziwne, ¾e wˆadze daˆy si© postawi† przed faktem dokonanym, milicja nie interweniowaˆa, widz¥c, co si© ˜wi©ci, to jest udaj¥c, ¾e nie widzi. Gr¢b wykopano bez przeszk¢d, metropolit© pochowano bez zakˆ¢ceä, mogiˆa nie ulegˆa dewastacji. Jak tam byˆo z Filare-tem, tak byˆo, a Wˆodzimierz przewa¾nie ma na grobie ˜wie¾e kwiaty. Od kogo i przeciw komu? Trudno orzec. Ukraiäcy w zasadzie nie s¥ religijni. Nieomal co trzeci deklaruje oboj©tno˜† w sprawach wiary, co pi¥ty waha si© przy wyborze odpowiedzi. Jeszcze z innego sonda¾u wynika, ¾e tutejsi najmocniej ufaj¥... samym sobie. Potem rodzicom. Po nich - wˆasnej rodzinie, wreszcie - zreszt¥ ju¾ z wielkim spadkiem gˆos¢w -Bogu, bynajmniej nie uto¾samianemu z ¾adnym ko˜cioˆem ani z klerem. To kwestia osobnej rubryki i znowu bardzo umiarkowanej akceptacji. Kij¢w bywa pˆaski, nudny, do zbrzydzenia nijaki jak Akadem-misteczko albo Rusaniwka, tyle ¾e to obrze¾a, dˆuga droga od stromych park¢w, g¢rzystych secesyjnych ulic i ˜wi¥tyä w kopuˆach barwy rozsˆonecznionego zˆota lub grynszpanu. Pasjonuje mnie muzyczna cerkiew. Wokaliza we wn©trzach roziluminowanych mr¢wczym ˜wiatˆem ˜wiec, tych cieniutkich, 135 g©stych ˆody¾ek prawosˆawnej wiary, kt¢re ¾¢ˆtym skrz©tnym ciepeˆkiem rozlewaj¥ si© z r¥k wiernych. Niestety, w cerkwiach nie ma ˆawek, poza kr¢tk¥ grz©d¥ dla najsˆabszych, wi©c nigdy nie zdoˆaˆam przesta† caˆego nabo¾eästwa i sprawdzi†, przez ile godzin trwa to melancholijne, lecz stanowcze nawoˆywanie Boga, dzwoni¥ce dzikimi sopranami. Ogieä nieugaszony, czerw nienasycony... W Kijowie w dawnej Kiryˆowskiej cerkwi kiedy˜ dˆugo patrzyˆam na ten obraz. Nie jest najlepszy, dziwny jest. Na brunatnoczerwonym tle cztery kwadraty. W ka¾dym po cztery twarze. Na ka¾dej grymas b¢lu. Nie jest to najlepsze malarstwo, ale obraz przyci¥ga. Oczy zˆe, op©tane. Mo¾e przera¾one. W ciemnych ˜ci¥gni©tych strachem twarzach co˜ jawnie schizofrenicznego. W czasach, kiedy szpital psychiatryczny imienia akademika Pawˆowa nazywaˆ si© Kiryˆowskim Szpitalem, byˆa to cerkiew dla chorych. Pewnie kt¢ry˜ malowaˆ. Za du¾o czˆowieczego w obrazie z Kirylowskiej, by go nazwa† ikon¥ z rygorystycznej szkoˆy prawosˆawia. Do pewnej granicy malarze ikon spotykaj¥ si© z ˆacinnikami, zdarzaˆy si© im wsp¢lne schematy - w obydwu ko˜cioˆach obowi¥zywaˆa woda r¢¾ana do rozrabiania farb na twarz Madonny - ale podczas gdy ˆacinnika cieszyˆo, ¾e Madonna u˜miecha si©, wodzi za nim oczami, ¾e jest ludzka, to u tw¢rcy prawosˆawnego byˆoby to nie do pomy˜lenia. Jednak jest co˜, czego Zach¢d nigdy nie przeˆamaˆ w ikonie. To zdumiewaj¥ce odrzeczywistnienie. Nieobecno˜† b¢lu. �amana koˆem, mia¾d¾ona, palona, strzaˆami przeszywana ˜wi©to˜† kwituje u˜miechem drobn¥ fatyg© doczesno˜ci. Nierealne w tym malarstwie s¥ sprawy fizyczne. Gdzie˜ si© podziaˆy wszystkie niepokoje, caˆe ciepˆo ˜wiata. Rzecz wynika z samej filozofii ikonopisania, w kt¢rego intencji nigdy nie le¾aˆa fabulamo˜†. Obecno˜† ikony w liturgii byˆa inna ni¾ w ko˜ciele ˆaciäskim. Podczas gdy na Zachodzie obraz ˜wi©ty, ta biblia ubogich, miaˆ przera¾a†, napomina†, wzrusza†, ikona jest bardziej po mistycznej, ideowej stronie religijnego spektaklu. 136 Pr¢buj© si© rozezna† w porz¥dkach rz¥dz¥cych skrzydˆami serafina. Sze˜cioskrzydˆowy jest, to wiemy. Po c¢¾ mu a¾ takie natury ptasiej prze˜cigni©cie? Z sze˜ciu dwa zawieszone, suto biel¥ si© spoza w¥tˆych pleck¢w. Inne dwa, najdˆu¾sze, podpˆyni©to czerwonym blaskiem, po to s¥, ¾eby fruwaj¥cy nimi si© nakrywaˆ. Nic tkliwego w tym malarstwie. ½adnej pozy czy nadmiernego o¾ywienia. I ¾adnej dramaturgii. Anatomia tutaj nic nie znaczy. Ikonopisanie byˆo sztuk¥ caˆkowicie nieczuˆ¥ na materi© ˜wiata. Dlatego tak pilnie, tak uwa¾nie ˜wi©ty Dymitr na czerwonym koniku wybija cieniusieäk¥ wˆ¢czni¥ oko dziewczynce, bez b¢lu, bez zdziwienia przyjmuj¥cej zabieg. Krwawi to oko jak w Ojcu chrzestnym, ale obydwoje - ˜wi©ty i ofiara - maj¥ spokojne twarze, pogodne i dalekie. Na zielonej trawie we wst¥¾eczkach krwi le¾y sobie dziecko, z roztargnieniem u˜miecha si© zab¢jca w swoim zˆotym kr¥¾ku. —wi©to˜† obwarowana hierogramami, musztr¥ kontrapost¢w. Kontrapost to zasada przej©ta chyba z rze«by klasycznej. Idzie o pozycj©, w kt¢rej ci©¾ar ciaˆa spoczywa na jednej nodze, lewej. Druga lu«no odstawiona. Bˆogosˆawi¥cy gest r©ki. Podczas gdy znak bˆogosˆawieästwa w ko˜ciele ˆaciäskim polegaˆ na wzniesieniu ku g¢rze dw¢ch palc¢w - wskazuj¥cego i ˜rodkowego, przy odchylonym kciuku, to w prawosˆawiu - na odchyleniu maˆego i przygi©ciu serdecznego palca w kierunku kciuka. Wszystko ma uzasadnienie w ikonie. Oczy nierealnie wielkie, bo widz¥ce poza realno˜ci¥. W¥skie maˆe usta symbolizuj¥ce caˆkowit¥ oboj©tno˜† dla zmysˆowych uciech. Du¾e, nieproporcjonalnie du¾e czoˆo - przybytek siˆy najcenniejszej: my˜li. Twarz jest ciemna, chroniona ciemnym kolorytem przed zbytkiem realizmu. Pozycja ˜wi©tych - zawsze frontalna, akcentuj¥ca ich nieruchomo˜† i spok¢j. Grzesznych ludzik¢w czy demony przewrotne - o tak, tych przedstawia si© z profilu jako niespokojnych. Obawa przed zmaterializowaniem wiary wyst©puje zreszt¥ w caˆym chrze˜cijaästwie. Za sztuk© nazbyt ludzk¥ upomi- 137 nany byˆ Yeronese. Z nader niech©tnym przyj©ciem spotkaˆa si© Madonna Sykstyäska: Sob¢r Trydencki opowiadaˆ si© za ograniczeniem liczby obraz¢w, upowa¾niaˆ biskup¢w do usuwania tych, kt¢re wydadz¥ si© im w¥tpliwe w intencji. Luter, a zwˆaszcza Kalwin okazali si© w tych sprawach wr©cz rygorystyczni, ale w jakim˜ sensie bezkonkurencyjne pozostaje prawosˆawie. "Biada tym, kt¢rzy by wielbili obrazy!" Prawosˆawie: religia niewyra¾alnej tajemnicy Boga. Autor, z kt¢rego ksi¥¾ki wiele mo¾na si© dowiedzie†, Pauˆ Evdokimow, nazywa ikon© ewangeli¥ widzialn¥, malarskim ewangelii obja˜nieniem. Malarstwo ikon mianuje funkcj¥ wiary. Ikona: wi©cej ni¾ symbol, nigdy - fotografia. Generalnie rzecz bior¥c Wsch¢d nie uznawaˆ portretu b¢stwa, przykˆadem judaizm czy islam. Ikony s¥ starannie pozbawione cech natura-listycznych, kt¢re zawsze wyst©puj¥ w malarstwie ˆaciäskim. St¥d ten szczeg¢lny klimat ikon, to ich odrzeczywistnienie, obce ˆacinnikom. Je˜li fabuˆa i nawet technika klejm zostawiaˆa tw¢rcy nieco - nie za du¾o! - swobody, to w odniesieniu do postaci gˆ¢wnych ju¾ obowi¥zywaˆy nienaruszalne rygory. Kompozycja ikony musiaˆa dokˆadnie odpowiada† pewnemu wytworzonemu przez wieki wzorcowi. Namalowanie ikony byˆo aktem religijnym, obwarowanym przepisami, drobiazgowymi jak recepty. Pierwsi tw¢rcy - przewa¾nie mnisi - przygotowywali si© do pracy poprzez kontemplacj©, posty. Ikonopisanie: sztuka bezkonkurencyjna je˜li idzie o ilo˜† okazji na konflikt z sumieniem. A przecie¾ prawosˆawie nie jest chˆodn¥ religi¥. Kij¢w zwodzi. Mo¾na do niego nabra† awersji po obejrzeniu Chreszczatyku, a wystarczy wspi¥† si© w kt¢r¥kolwiek z ulic nad w¥wozem, w kt¢rym rozpanoszyˆ si© ten zmonstrualniony MDM, ¾eby odkry†, jakie to paäskie, sk¥pane w secesjach i przestrzeniach miasto. Reprezentacyjna aleja Lesi Ukrainki. Nowoczesno˜† i srebrne topole. Poetce, kt¢rej nazwisko wiele znaczy na Ukrainie, 138 po˜miertnie dostaˆ si© adres du¾o efektowniejszy od wszystkich, kt¢re zdarzaˆy si© jej w ¾yciu. A przy Saksahaäskiego (znany kiedy˜ aktor) monumentalna, wyomamentowana secesja. Du¾o miejsc w Kijowie - Szewczence. Na przykˆad Teatr Opery i Baletu, pi©kny budynek, bardzo z czas¢w, kt¢re przes¥dziˆy o nastroju architektonicznym miasta. Czy uniwersytet, klasycyzuj¥cy budynek, zepsuty brutalnym tynkiem. Brzydka, speˆzˆa czerwieä. W tych nie za du¾ych korytarzach z wysokimi oknami, w zapaszku drewna, ksi¥¾ek, pasty do podˆ¢g, jest co˜ ze starego liceum. Uczelnia robi wra¾enie kameralne, ma prezencj© skromniejsz¥ od zasˆug. To miˆe. Jedna z bardzo pi©knych partii miasta. Szpalery kasztan¢w. Kursowaˆ t©dy cichy tramwaj, mozolnie wspinaj¥cy si© po nie-pokonywalnej, zdawaˆoby si©, stromi«nie ulicy Uniwersyteckiej. Jak ten tramwaj dawaˆ sobie rad© - jego sekret, u nas taks¢wkarze przed ni¾szymi ulicami staj¥ d©ba. W ka¾dym razie nie byˆo z nim kˆopot¢w, i czort wie, komu m¢gˆ przeszkadza†. Czy jest, gdziekolwiek, miasto, w kt¢rym radni nie decyduj¥ gˆupio? Nieopodal zestarzaˆy ogr¢d botaniczny w nie piel©gnowanych drzewach i altanach, dawno nie ogr¢d, park, bo z nowym uniwersytet wyprowadziˆ si© na wysoki brzeg Dniepru. W parku zostawiono tabliczki na wypukˆych biaˆych tˆach, opowiadaj¥ce o ro˜linach w j©zyku z science fiction, po ˆacinie. Szewczenko z pomnika przed uniwersytetem za statyczny. I zbyt refleksyjny. W Polsce nic si© nie wie o jego malarstwie, a nie byˆo zˆe. Umiaˆ patrzy†. Por¢wnywaˆ rzek© z "cudown¥ koj¥c¥ dekoracj¥". Obchodziˆ stare kremie nie lubianej Rosji, "jak lis winogronami lubuj¥c si© okoliczn¥ panoram¥, widokiem starych sto¾kowatych dzwonnic". Ciekawa rzecz: na sentymenciki pozwalaˆ sobie dopiero w malowaniu Azji. Akurat tamten ˜wiat bardziej niejednoznaczny i okrutny przedstawiaˆ w nastroju pastelowym, zˆagodzonym. 139 Azja Szewczenki: mdˆe pejza¾yki i mocne ciaˆa Kazach¢w. Malarstwo - jako satysfakcja i jako «r¢dˆo utrzymania, w jego wypadku pewniejsze od literatury. W 1851 namalowaˆ Szewczenk© po˜r¢d towarzyszy. Siedz¥ po domowemu, jeden na podˆodze przy samowarze, drugi - rozzuty - co˜ szyje. Sam Szewczenko p¢ˆnagi, w osuwaj¥cych si© z bielizny szarawarach, w mi©kkich cholewach, mimo ksi¥¾ki w r©ce ustylizowany na Kozaka. Lubiˆ te nastroje, nawet ze-wn©trzno˜ci¥ ch©tnie afirmowaˆ swoj¥ ukraiäsko˜†. Zatrzymywanie Ukrainy. Czumaki sered mohyˆ, Poczajiw-ska ˆawra zi schodu, to zn¢w Z piwdnia. Chutor na Ukraini, Chata nad wodoju. Zauwa¾aˆ podw¢rza wiejskie, powodzie, topole, pustki, k¥ty cmentarne, niepoliczone wiejskie monastyry. Nie umiaˆ sobie radzi† ze ˜mierci¥. Zawsze teatralno˜†, sztuczno˜†. A ciekawiˆa go, to wida† po —mierci Sokratesa... —mierci ksi©cia chˆopskiego, Ofeha... —mierci Bohdana Chmielnickie-go... Kto˜ z temperamentem witalnym Szewczenki powinien dotkliwiej, bardziej intuicyjnie obchodzi† si© z tematem. A tu nieporadno˜† i naiwno˜†, jak w oleodrukowej klejmie. Witalista Szewczenko... W listach miˆosnych mniej emfatyczny ni¾ w rozmowach z ojczyzn¥. "Kocham pani¥ i m¢wi© to pani wprost, bez ¾adnych wykrzyknik¢w i zachwyt¢w"... Kobieciarz, polityk, birbant. Ten, kt¢ry dok¥d˜ wst©puje "przez ciekawo˜†, a tak¾e przez w˜ciekˆy apetyt", i lubi urz¥dza† sobie "uczty prawdziwie plebejskie" - leszcz, szynka, razowy chleb, gˆ¢wka czosnku. Nie martwi si©, ¾e zasmrodziˆ tym czosnkiem "nie tylko kapitaäski pokoik, lecz caˆego Kniazia Po¾arskiego", przepˆa-szaj¥c towarzyszy podr¢¾y. Na ascet© to on si© nie urodziˆ. Wprawdzie potrafi siebie objecha†: "[...] dzi˜ jeszcze dr¾y mi prawica od przedwczoraj- 140 szego pijackiego wybryku, tak ¾e niby rysuj©, ale co to za robota! Nawet tˆa nie mogˆem zagruntowa†. Ot, aby tylko zby†". Ale ju¾ rychˆo znowu zanotuje: "W klubie wspaniaˆy obiad przy akompaniamencie muzyki i og¢lne homeryczne pijaästwo". Pami©ta wszystkie "czarki cytryn¢wki" i "nowopietrowskie w©dliny". Bardzo alternatywny w stosunku do rzeczywisto˜ci. Albo "¾y† jak trzeba" - albo "˜wiat podpali†". Tertium non datur. Akcentowany strach przed najgorszym u czˆowieka, przed oboj©tno˜ci¥ (nic po sobie nie zostawi†, oboj©tnie, czy˜ ty ¾yw, czy˜ w grobie...), przed nijakim ¾yciem (Cisza... nie ma doli.../ Je˜li dobrej ¾al Ci, Bo¾e,/ Daj tak¥, co boli!). Zaczepny, got¢w asekurowa† nar¢d jak samica maˆe. W poezji Szewczenki ogieä i niepohamowanie, buzuj¥ tam wszystkie pasje ukraiäskie. A proza ju¾ racjonalna, reporterska. Nie obchodziˆa go uroda Petersburga, Ukrainiec pami©taˆ, ¾e bajeczne miasto wyrosˆo z niewolniczej pracy i ¾e okieˆznanie gruntu pod stolic© kosztowaˆo kilkaset tysi©cy istnieä ludzkich. Newski Prospekt pos¥dzaˆ o pretensjonalno˜†. Byˆ spostrzegawczy, potrafiˆ by† zˆo˜liwy jak w opisaniu Samary, "tej przesadnej mˆodej kupcowej". Znajduje miasto "r¢wne, gˆadkie, monotonne i uszminkowane do obrzydliwo˜ci". Oczywi˜cie nie byˆby sob¥, gdyby sobie odm¢wiˆ pointy: "½ywe odbicie panowania niezapomnianego Mikoˆaja Hamulca". Na okras© cytata z Puszkinowskiego Rusˆana i Ludmiˆy: "Tu duch rosyjski: tu Rosj¥ pachnie". Pisaˆ o Szewczence nasz Orkan: "Poeta wielki, wielostronny, od szerokiego patosu historycznego do najsubtelniejszej liryki. Jego ballady s¥ bezsprzecznie najpi©kniejsze, najmniej kˆamane z tych, jakie ¢wcze˜nie w Europie pisano: maj¥ bezpo˜rednio˜† wra¾eä i odczucie gˆ©bokie przyrody. W tym rodzaju mo¾e stan¥† obok najwi©kszych poet¢w" (przedmowa do Anto/ogii wsp¢ˆczesnych poet¢w ukraiäskich, Lw¢w 1911). 141 Podejrzewam, ¾e dla ukraiäskiego czytelnika znaczenie miaˆy caˆkiem inne walory w pisarstwie Szewczenki. Rosyjski krytyk zauwa¾yˆ cech©, kt¢ra niew¥tpliwie determinuje t© niesforn¥ osobowo˜†: "Szewczence obce jest sˆowo zgoda". Twardy czˆowiek. Na ciekawo˜† pisarza: "Jak dˆugo b©d¥ nami rz¥dzi† kaci?", Aleksander II zareplikowaˆ skre˜leniem go z listy zesˆaäc¢w politycznych, proponowanych do amnestiono-wania. Przez dwa lata Orsk, twierdza w stepie, i batalion karny. Na wypadek niesubordynacji miaˆ zapowiedzian¥ chˆost©, bodaj¾e bieg pod szpalerami r¢zg. P¢ki co, nie zanosiˆo si© na speˆnienie proroctwa o czasach, kiedy to "zabudef sia sramotnia, dawniaja hodyna i o¾ywe dobra sˆawa Ukrainy". Samodzier¾awiu ¾yczyˆ jak w swojej Modlitwie: Daj Bo¾e, ¾eby kaci ukrzy¾owali Car¢w, tych kat¢w ludzko˜ci! W przedmowie do polskiego (Czytelnik 1952) wydania pami©tnika przedruk wst©pu do pierwszej edycji rosyjskiej - nakˆadem Ukraiäskiej Akademii Nauk z roku 1927. Komentuje A. Star-czakow: "Szewczenko m¢wi o carob¢jstwie jako o czym˜ nieuchronnym, o czym˜ zupeˆnie zwykˆym [...]. Ludzie cicho, bez wszelkiego ®ˆychoho ˆycha" cara do kata powiod¥". Ten¾e Rosjanin okre˜la poezj© Szewczenki jako "zemst© za niewolnictwo milion¢w ®krepakiw¯, za narodowy ucisk kraju rodzinnego". Mo¾na w to nie w¥tpi†. Jak to egzotycznie brzmi: byˆ synem niewolnika. A byˆ. Za wolno˜† poddanego Szewczenki dziedzic wzi¥ˆ dwa i p¢ˆ tysi¥ca rubli. Ogromne w¢wczas pieni¥dze. Przykˆada Rosjanom i Polakom przy ka¾dej sposobno˜ci. "O biednej, cudownej Ukrainie" my˜li mu si© do obsesji. Cho† nawet Szewczenko, twardy, ekstremalny Szewczenko, byˆy czu-mak, pastuch, te¾ zdawaˆ si© nie wyklucza† pojednania. 142 Podaj¾e r©k© Kozakowi I serce swe do niego przychyl, I razem w imi© Chrystusowe odbudujemy raj nasz cichy! - pisaˆ w wierszu Do Polak¢w. Ale ju¾ w to nie wierzyˆ. A panowie nic nie widz¥, Nie sˆysz¥, nie czuj¥, Wymieniaj¥ swe kajdany i prawd¥ handluj¥, [...] orz¥ bied©, Bied© siej¥ w ziemi©... A co wzejdzie? Zobaczycie, Jakie b©d¥ ¾niwa! I grzmociˆ jak cepami: Podn¢¾ki, raby, Moskwy ˜miecie, Warszawski gn¢j - te wasze pany [...] I wypominaˆ: Po co˜my bi/i si© z Lachami? Po co˜my Ord© wyrzynali? Po co ˆamali˜my spisami Moskiewskie ¾ebra? Szabel stal¥ Bronowali ziemi© mil¥[...] Niespokojny, ¾e: [...] martwym snem ˜pi Ukraina. Fanatyk ojczyzny: Przyjdzie s¥d, przemawia g¢ry, Dniepr przem¢w!, g¢rze! Wspomnienia? Wr¢¾by? Wszystko to tak mieszaˆo si© na Ukrainie. Dziwni jeste˜my ludzie, w tej liczbie i ja. Smutki Szewczenkowskie wezbraˆy na sokach pysznej Ukrainy, step je wykoˆysaˆ, limik wygraˆ, wra¾a szabla siekˆa. Dom 143 rodzinny, pogl¥dy, losy, nawet aparycja: nic poni¾ej symbolu (cho† te w¥siska, ten mars jak u szlachciury, pomy˜laˆo si© niepoprawnej Polce). Kim on byˆby, gdyby nie byˆ pisarzem? Materiaˆ na rizuna, materiaˆ na limika. Mo¾e zrobiˆaby historia hetmana z pariasa, jak zrobiˆa poet©. Chˆopski a¾ po demonstracj©, ale bez kokieterii. On si© w sw¢j rodow¢d nie przebieraˆ na niedziel©. W tim haju, u tij chatyni, u raju, ja baczyw p©kˆo [...] Szewczenko, pisarz chˆopskich bied i niespokojno˜ci, poeta zdeterminowany Ukrain¥, jako malarz bywa spokojniejszym ˜wiadkiem. W kijowskim muzeum (blisko trzydzie˜ci sal, w kt¢rych znalazˆy si© r¢wnie¾ polskie przekˆady autora Hajdamak¢w, wydane we Lwowie w latach 1870, 1894, 1913) ogl¥dam ciekawe jego malarstwo. Jest tu —wi©ty Sebastian mocny, m©ski, tak niech©tnie gin¥cy od strzaˆ wszywaj¥cych si© w jego wspaniaˆe mi©˜nie. Kazaszka Katia - zˆotawa, ciepˆa. Ostro¾nie pokazany, szary, chowaj¥cy si© za mgieˆk¥, kijowski Wydube†kyj monastyr w dw¢ch, z lat 1843 i 1844, akwarelowych wersjach, kt¢rych nastr¢j wyra«nie kojarzy mi si© z Noakowskim. Bo Portret chˆopca z psem w lesie bli¾ej Malczewskiego. Rozmaite techniki: tempera jak Kobieta w po˜cieli, oˆ¢wek jak Kozacki bankiet, sepia jak Koszary, olej jak nie najlepszy zreszt¥ portret Katarzyny. Zastanawiaj¥ce r¢¾na tw¢rczo˜†. Obok delikatnego kolorystycznie Po¾aru w stepie, obok ciemnych, ci©¾kich Koszar ten ˜miaˆy portret dw¢ch walcz¥cych nagich m©¾czyzn, kto wie, czy nie najlepszy z obraz¢w Szewczenki, dowodz¥cy doskonaˆej znajomo˜ci anatomii, zmysˆowy i gwaˆtowny. U Szewczenki jest krew i ko˜†. Przy caˆym swoim osadzeniu w ¾yciu - szewczenkowski czˆowiek mo¾e by† zgaszony czy przegrany, ale nie b©dzie iluzoryczny, to nigdy. Szewczenko ¾yˆ, ˆapczyw¥ gar˜ci¥ wygarniaˆ mi¢d i s¢l. Jeden z tych nie do zmo¾enia nawet w kazamatach. Z ¾yciowych 144 nieudaä zbieraˆ si© jak chˆop po bitce: popluje krwi¥, pokoˆysze si© na nogach, ale wstanie. Szewczenki nie byˆo sta† na umiar. Bagatelizowaˆ granice i jako birbant, i jako polityk. Specyficzne nieszcz©˜cie Ukrainy pchaˆo pasjonata Szewczenk© ku konkluzjom, na kt¢re ju¾ nie pozwoliˆby sobie pisarz sk¥din¥d wcale nie mniej zgn©biony sytuacj¥ narodu, Kociubyn˜kyj. Z wywodami o cechach narodowych zawsze lepiej ostro¾nie, nic omylniejszego ni¾ te ˆatwe zabawy, ale olbrzymia popularno˜† pisarza w pierwszym rz©dzie idzie z tego, ¾e autor Haj-damak¢w byˆ tak niepohamowanie ukraiäski. "Czcimy dw¢ch Taras¢w - Szewczenk© i ®Czuprynk©¯" -ogˆosiˆ Walentyn Moroz w wywiadzie dla ukraiäskiej telewizji w Toronto. I dalej: "Bandera - to Szewczenko XX stulecia!" Chwaˆa i niesˆawa Nacjonalizm ukraiäski ma twarde korzenie. Uzasadnia to historia. Kilkudziesi©ciomilionowy nar¢d przez stulecia nie m¢gˆ si© pozby† polskiej dominacji, wyd«wign¥† si© spod rosyjskiego buta. W 1914 we Lwowie powstaje Zwi¥zek Wyzwolenia Ukrainy. W trzy lata p¢«niej Petlura jest ju¾ na czele siˆ, kt¢re, zgodnie z wol¥ przewa¾aj¥cej cz©˜ci ludno˜ci, odrzucaj¥ bol-szewizm. U schyˆku listopada 1917, w wyborach do konstytuanty, na Ukrainie bolszewicy zdobyli wszystkiego dziesi©† procent gˆos¢w, partie ukraiäskie - a¾ siedemdziesi¥t pi©† procent. Nie bez kozery w grudniu 1917 Rada Komisarzy Ludowych ogˆasza ugodowy Manifest do Narodu Ukraiäskiego. "Wszystko, co nale¾y do zakresu praw narodowych i narodowej niepodlegˆo˜ci, Rada uznaje natychmiast, bez ograniczeä i bezwarunkowo". Nie wystarczyˆo. Ukraina nie chciaˆa cugli. 16 grudnia 1917 roku ogˆoszona zostaje autonomia, w cztery dni p¢«niej poparta proklamacj¥ Ukraiäskiej Republiki Ludowej (nie myli† z sowieck¥). Bolszewicy uznaj¥ nowe paästwo, na kt¢re uderz¥ te¾ po czterech dniach. 146 To, ¾e z pocz¥tkiem stycznia 1918 paästwo ukraiäskie uznaˆo kilka najbardziej znacz¥cych rz¥d¢w europejskich, zaczynaj¥c od Francji, Anglii, miaˆo wpˆyw tylko co najwy¾ej na jedno. Na odwleczenie kl©ski. Wiosn¥ 1918 Ukraiäski Zjazd Chˆopski wybiera hetmana. Skoropad˜kyj znowu ogˆasza utworzenie paästwa. Z jego pomoc¥ Niemcy odbior¥ Kij¢w bolszewikom. Czy nie przegraˆby - gdyby nie zezwoliˆ na cofni©cie wszystkich korzy˜ci socjalnych, takich jak skr¢cenie dnia pracy, rozparcelowanie ziemi? Po niespeˆna p¢ˆrocznych rz¥dach Skoropad˜kiego wybucha przeciw niemu powstanie, kt¢rym dowodzi Petlura. Ukraina tworzy Dyrektoriat, zorientowany na entent©, czyli na Angli© i Francj©. Bolszewicy w marcu 1919 replikuj¥ ogˆaszaj¥c konstytucj©, gwarantuj¥c¥ peˆn¥ suwerenno˜† Ukrainy, jej prawa do samodzielnej polityki zagranicznej (ˆ¥cznie z wypowiadaniem wojen i zawieraniem pokoju). Dokument obiecuj¥cy - notabene nie pierwszy i nie ostatni dow¢d, ¾e nie nale¾y za wielkich nadziei pokˆada† w dokumentach, z konstytucjami wˆ¥cznie. Dla Ukraiäc¢w "suwerenno˜†" skoäczy si© koszmarem obowi¥zkowych dostaw i kolektywizacji. Ziemi© mier¾ono w dziesi©cinach: jedna nie przekraczaˆa dw¢ch hektar¢w. Za kuˆackie uznane b©d¥ wszystkie gospodarstwa powy¾ej dziesi©ciu uprawnych dziesi©cin! To nast¥pi. Na razie - pora ataman¢w. Najhaˆa˜liwszy, Machno, byˆ rodem - nomen omen - z Hulajpola. Przesiadaˆ si© z idei na ide©. Czuˆ si© anarchist¥, znudziˆo mu si©, zebrawszy jakie˜ dwadzie˜cia tysi©cy ludzi podparˆ bolszewik¢w. Nie na dˆugo. Po dezercji wsp¢ˆdziaˆa z Denikinem, ale i jemu pokazuje z©by. Kunktatorem to ju¾ na pewno nie urodziˆ si© ten Nestor Machno, mo¾e nie tylko z wˆasnej hajdamackiej winy nieudany "bafko". Z perspektywy jeszcze ostrzej wida† karygodne bˆ©dy ¢wczesnych "biaˆych". Denikin na Ukrainie zachowaˆ si© wr©cz gˆupio. 147 Wyrzuciˆ z Kijowa Petlur©, domagaj¥cego si© niepodlegˆo˜ci kraju. Tak idiotyczne posuni©cia Denikina, jak zakaz (znowu!) publikacji w j©zyku ukraiäskim czy zburzenie pomnika Szew-czenki, mocno ochˆodziˆy antybolszewik¢w. Biali trac¥ poparcie Ukrainy dokˆadnie w okresie, gdy zaczynali zwyci©¾a†. Schyˆek gry o niepodlegˆo˜†. W finale z 1920 nast©puje podziaˆ Ukrainy mi©dzy cztery kraje: Rosj©, Polsk©, Rumuni© i Czechy. Tak to widz¥ ich historycy. Potraktowanie sprawy dla nas nie za sympatyczne, lecz wˆa˜ciwe. Nie za wiele byˆo tych okazji na ukraiäsk¥ niepodlegˆo˜† -ale zdarzaˆy si©. Czasami. O r¢¾nych porach historii, w odmiennych konfiguracjach politycznych - ju¾ w punkcie wyj˜cia w¥tpliwe, jak pakt perejasˆawski, w zaˆo¾eniu mo¾liwe, jak ukˆad z Piˆsudskim. Wybieraj¥c mi©dzy mˆotem a kowadˆem, w trakcie II wojny ˜wiatowej Ukraiäcy ratunku przed Stalinem szukali u Hitlera. Skoäczyˆo si© dokˆadnie tak, jak musiaˆo si© skoäczy†, na caˆe szcz©˜cie Sˆowiaäszczyzny, kt¢ra miaˆa przed sob¥ kam-bod¾aäsk¥ perspektyw©, gdyby fuehrer nie wepchn¥ˆ swojej ˜wietnej armii w puˆapk© dw¢ch front¢w. Jakkolwiek patrzy† na ukraiäskie pr¢by - wszystkie skoäczyˆy si© fiaskiem, ale ¾adna nie skoäczyˆa si© fiaskiem z nadmiernej winy Ukraiäc¢w. Perejasˆaw te¾ w jakim˜ sensie byˆ wyborem z braku wyboru: Ukraiäcy w¢wczas mieli serdecznie do˜† "ojczyzny dwojga narod¢w", w kt¢rej Polacy niczego si© nie nauczyli przed swym skrwawionym lustrem. My zd¥¾yli˜my si© zaprezentowa† od najgorszej strony, Rosja - jeszcze nie. Ale zd¥¾y to nadrobi†. Czy za Skoropad˜kiego, za Petlury, czy tym bardziej za Ste†ki - szansa byˆa iluzoryczna. A tak na marginesie: czy Ukraiäcy s¥ ˜wiadomi, ¾e podejmuj¥c decyzj© na jaki˜ kolejny, zmodyfikowany Perejasˆaw - dzisiaj, znowu znale«liby si© w feudalnej zale¾no˜ci? Mo¾e nie od razu. Zapewne ju¾ bez represyjnych konsekwencji, i oczywi˜cie bez dosˆownego niewolnictwa, w koäcu to ju¾ nie s¥ czasy feudaˆ¢w polskich, carskich i sowieckich. Chyba nie. Ale czy to dosy† na samouspokojenie? 148 Swoj¥ drog¥, jak ironicznie brzmi, jakim bumerangiem wr¢ciˆaby w tym kontek˜cie do rodak¢w Doncowa jego teza: "Silniejsze narody powinny zwalczy† sˆabsze i narzuci† im sw¢j spos¢b ¾ycia". Dmytro Doncow (1883-1973), publicysta i krytyk literacki: polityczny teoretyk ukraiäskiego nacjonalizmu pod wyra«nym wpˆywem autora Ziemi i krwi, Darrego: gˆ¢wny ideolog Organizacji Ukraiäskich Nacjonalist¢w. Gˆosiˆ darwinizm spoˆeczny i "rasoagraryzm". Wierzyˆ, i to w ka¾dej dziedzinie produkcji, od przemysˆu po rolnictwo, tylko w indywidualny warsztat pracy. Jego koncepcja wroga: ja i ty jeste˜my r¢¾nej krwi. Zatem antyrosyjsko˜†. Antyw©giersko˜†. Anty¾ydowsko˜†. Antypolsko˜†. Nietzscheanizm: silna, ale nie wyˆ¥czna inspiracja "gˆ¢wnego - jak go okre˜l¥ Biˆyj i Bystry†kyj - teoretyka integralnego nacjonalizmu". Ukraiäscy autorzy przyznaj¥, ¾e nacjonalizm Doncowa oparty byˆ na klasycznej doktrynie faszyzmu. W swojej popularnej na Zachodzie (III wydanie w 1990) ksi¥¾ce Nacjonalizm ukraiäski Amerykanin John A. Armstrong pisze: "Teoria i nauki nacjonalist¢w [ukraiäskich - AS] byˆy bardzo zbli¾one do faszyzmu i pod pewnymi wzgl©dami, takimi jak nacisk na "czysto˜† rasow¥", posuwaˆy si© nawet dalej ni¾ wcze˜niejsze doktryny faszystowskie". Doncow byˆ gˆ¢wnym, ale nie pierwszym ideologiem ukraiäskiego nacjonalizmu. W pocz¥tkach naszego wieku prawnik z Charkowa, Mykoˆa Iwanowicz Michnow˜kyj, wskazuje na kolonialny status Ukrainy w imperium, oskar¾a: "Jakim prawem na naszej wˆasnej ziemi carskie rz¥dy traktuj¥ nas jak niewolnik¢w". Politolog Horeˆow przyznaje, ¾e "radykalizm tego zwolennika niepodlegˆej Ukrainy "niekiedy zahacza o szowinizm, co blokuje szerok¥ akceptacj© jego pogl¥d¢w", i przytacza credo Michnow˜kiego: "Ukraina jest dla Ukraiäc¢w i tak dˆugo, dop¢ki cho†by jeden obcy pozostawaˆ na naszym terytorium, nie wolno nam odkˆada† broni". Pisze dalej Horeˆow: "W poˆowie lat dwudziestych idea ukraiäskiej paästwowo˜ci przechodziˆa powa¾ny kryzys. W opinii Don- 149 cowa model demokratyczny przegraˆ. Potrzebne byˆy nowe impulsy..." Co nie okazaˆo si© trudne w epoce rosyjskiego bol-szewizmu, wˆoskiego faszyzmu, niemieckiego nazizmu. Doncow uznaˆ, ¾e "wprowadzenie gˆ¢wnych postulat¢w tych radykalnych ruch¢w do strategii ka¾dej idei nacjonalistycznej musi da† wyniki". I rzeczywi˜cie, daˆo. Tak bywa, kiedy demagogia oka¾e si© dobrana do narodu (nadal tylko cytuj© Horeˆowa) "z kompleksem wynarodowienia, z kompleksem ®˜witki¯ i ®horyˆki¯. Kiedy przerabia si© obra¾one uczucia narodowe na program polityczny". I bez Michnow˜kiego Doncow nie byˆby osamotniony. Inny ideolog OUN, Mykoˆa —cibor˜kyj, w swoim czasie - je˜li idzie o skal© wa¾no˜ci w organizacji - numer jeden po Jewhenie Konowalcu, w 1935 opublikowaˆ w Pary¾u Etnokracj©, minorowo oceniaj¥c dotychczasowe systemy - od monarchicznego i demokratycznego po komunistyczny. Jak zauwa¾a Horeˆow: "Dla —ciborskiego faszyzm przede wszystkim jest nacjonalizmem - miˆo˜ci¥ do ojczyzny i uczuciami patriotycznymi doprowadzonymi do gotowo˜ci samopo˜wi©cenia..." —cibor˜kyj, zwolennik "u˜wi©conego fanatyzmu", nie owija w baweˆn©: "Przez etnokracj© rozumiemy rz¥dy narodu panuj¥cego w swoim wˆasnym kraju..." Wyˆ¥czne rz¥dy. Dopiero po nieudaniach lat czterdziestych wczorajsi apologeci zaczn¥ mie† za zˆe wczorajszym entuzjastom. Pisze Horeˆow: "Nigdy formalnie nie nale¾¥c do OUN, Doncow staˆ si© jej przewodnim ideologiem. Podczas gdy polityczny aspekt integralnego nacjonalizmu Doncowa bazowaˆ na klasycznej doktrynie faszyzmu, Organizacja Ukraiäskich Nacjonalist¢w bli¾sza byˆa podobnym formacjom w krajach wschodniej Europy. Nie¾yj¥cy ukraiäski emigracyjny historyk, Iwan Lysak- -Rudnicki byˆ zdania, ¾e koncepcji najbli¾szych ukraiäskiemu nacjonalizmowi trzeba upatrywa† nie w niemieckim nazizmie czy wˆoskim faszyzmie, wytworach spoˆeczeästw uprzemysˆowionych i zurbanizowanych, lecz raczej pomi©dzy partiami tego 150 typu w rolniczych, ekonomicznie zacofanych narodach wschodniej Europy, mi©dzy chorwackimi ustaszami, rumuäsk¥ "½elazn¥ Gwardi¥", sˆowackimi hlinkowcami, polskim ONR..." (Iwan Ly-sak Rudnicki, Mi©dzy histori¥ i polityk¥, Monachium 1973). Autor jakby przeoczyˆ, ¾e ONR w przeciwieästwie do wszystkich innych wymienionych ruch¢w - nie kolaborowaˆ z III Rzesz¥, przeciwnie. Zwalczaˆ okupanta. Wi©c jest r¢¾nica. To, i¾ w okresie II wojny ˜wiatowej zgin©ˆo (przede wszystkim w szeregach Armii Czerwonej) kilka milion¢w Ukraiäc¢w, nie przekre˜la faktu, i¾ ukraiäska dywizja SS-Galizien bynajmniej nie ograniczaˆa si© do wart w koszarach. To ¾e nacjonali˜ci ukraiäscy widzieli w Niemczech, ergo w III Rzeszy, jedyn¥ szans© na wˆasne paästwo, na uniezale¾nienie si© od Rosji - i od Polski, wytˆumaczy† mo¾na, taka tendencja ma tradycj© w ukraiäskim ¾yciu politycznym, natomiast cena, kt¢r¥ hitlerowcy egzekwowali od swoich "poputczyk¢w" doprawdy nie upowa¾nia do kwitowania tematu bagatelizuj¥cym: "A czy u was nie byˆo kolaborant¢w? Te¾ byli". Czy¾by? Nie mylmy szmalcownik¢w z formacjami wojskowymi i administracj¥. Podziemie polskie ogl¥daˆo si© na Londyn, w nikˆym stopniu na Moskw©, ale nie na Berlin. Zebrane pisma Doncowa wyszˆy w 1967 roku w Toronto pod tytuˆem Krzy¾em i mieczem. Szkoda, ¾e nie mieli o tym poj©cia milcz¥cy polscy uczestnicy dyskusji w naszej publicznej telewizji, od kt¢rych za¾¥dano, by Polacy zrezygnowali z Ogniem i mieczem jako ksi¥¾ki obra¾aj¥cej uczucia Ukraiäc¢w. W eseju Zjednoczenie albo rozdziaˆ Doncow domaga si© odrzucenia dotychczasowych reguˆ moralnych, wyzbycia si© "starych aksjomat¢w i dogmat¢w we wszystkich dziedzinach ¾ycia". Wzywa by bezkompromisowo "gˆosi† wˆasn¥ prawd©". "[...] Mˆotem wbija† [...] do gˆ¢w skoˆowanych przez niepewne czasy i obce rz¥dy, bezlito˜nie depta† niedowiark¢w [...]". I dalej: ¾adna tam partia, ¾adne stowarzyszenie: porz¥dek!: "Karz¥cy porz¥dek poprowadzi masy". Jak u˜ci˜la Andrij Biˆyn˜kyj, 151 "doncowizm zostaˆ przez OUN okrzykni©ty jej polityczn¥ religi¥ [...] bezkrytycznie przyjmowan¥ co najmniej do roku 1943". I kosztowaˆ j¥ drogo, podkre˜la Biˆyn˜kyj. Zdaniem Horeˆowa - a wi©c ju¾ nie Poliszczuka, uparcie oskar¾anego o szkalowanie wˆasnego narodu - "Doncow lokowaˆ fanatyzm oraz moralno˜† w˜r¢d podstawowych zadaä, kt¢re aktywny nacjonalizm stawia swym stronnikom. [...] Idea nacjonalistyczna, jego zdaniem, powinna by† ®amoralna¯, to znaczy nie trzeba si© kierowa† zasadami uniwersalnych ludzkich warto˜ci". Doncow uzale¾niaˆ skuteczno˜† "tej amoralnej polityki od fanatyzmu, kt¢ry powinien by† publiczny". Gˆo˜ny. Powszechny i akceptowany. St¥d - niezb©dna "agresja i nietolerancja w stosunku do innych pogl¥d¢w". Szkic umieszczony w powa¾nym, bardzo rzetelnie redagowanym periodyku ukraiäskim - a doprawdy, tylko wyj¥tkowy dureä zarzuci "Dumce" antyukraiäsko˜† - powinien ochˆodzi† naszych egzaltowanych obtˆukiwaczy wˆasnych, i tylko wˆasnych piersi w ¾alach nad banderowsk¥ krzywd¥. Powinien ich skˆoni† do namysˆu, jak mogˆy wygl¥da† takie idee w realizacji sˆabo-pi˜miennych "wojak¢w", indoktrynowanych przez ounowskich politruk¢w, zdziczaˆych od nienawi˜ci zachwalanej nawet przez duchowieästwo. Ciekawostka, rzucaj¥ca ˜wiatˆo na niejednoznaczno˜† spraw mniejszo˜ci - i swob¢d obywatelskich - w mi©dzywojennej Polsce. Ot¢¾ Doncow od 1921 mieszkaˆ we Lwowie i tu ukazaˆ si© jego Nacjonalizm. Pisz¥c o "drastycznym i krwawym" ucisku polskim, okre˜laj¥c rz¥dy Polski, Rumunii, z czasem i W©gier, jako "ultra-nacjonalistyczne", Armstrong widzi narastaj¥ce zaognienie sytuacji "w tendencji do szowinizmu w paästwie polskim, w gwaˆtownym obaleniu demokratycznych pryncypi¢w w latach trzydziestych i w atmosferze militaryzmu..." Czczym wymysˆem tego nie nazwiemy. Naiwno˜† Amerykanina ¾yj¥cego w mi©dzyplane- 152 tamej odlegˆo˜ci od reali¢w europejskich jednak ujawnia si© przy konstatacji z rozdziaˆu Ukraiäcy i katastrofa polska. Cytuj©: "Kiedy wybuchˆa wojna, dziesi¥tki ukraiäskich oficer¢w wiernie sˆu¾yˆo w przegranej armii polskiej. W rewan¾u rz¥d polski po˜wi©ciˆ zadziwiaj¥co maˆo uwagi bezpieczeästwu dziaˆaczy UNR (OUN) w Warszawie. Pomimo to, Lewy†kyj w koäcu zdoˆaˆ opu˜ci† miasto i dotrze† na etnicznie ukraiäski obszar Polski". Od takich paradoksalnych gˆupstw na tematy polskie roi si© nie u jednego autora. Okres solidarno˜ci z III Rzesz¥ w 1941 Armstrong nazywa miodowym miesi¥cem ukraiäsko-niemieckim. Owszem, Berlin od pierwszej chwili otrzymywaˆ raporty o tendencjach niepodlegˆo˜ciowych, sterowanych przez Bander©. Pierwszym dotkliwym dla ounowc¢w skutkiem tych zbyt haˆa˜liwych (jak proklamacja rz¥du Ste†ki, nagˆo˜niona komunikatem radia L w i w o wolnym paästwie ukraiäskim) nadziei na niezale¾no˜† byˆ areszt - domowy, bo domowy, ale jednak areszt, zaaplikowany Banderze. Niemniej ounowcy nawet wtedy podkre˜lali konieczno˜† wsp¢ˆdziaˆania z Niemcami. Stosunki ukraiäsko-niemieckie zacz©ˆy si© psu†, gdy zacz©li je psu† Niemcy. Nie odwrotnie! Jeszcze 25 wrze˜nia 1942 szef SD z Krakowa anonsuje Berlinowi przechwycon¥ ulotk©, okre˜laj¥c¥ stosunek banderowc¢w do ruch¢w partyzanckich. "Dziaˆania wojenne Polak¢w czy bolszewik¢w nie interesuj¥ nas... dop¢ki nie s¥ skierowane bezpo˜rednio przeciw nam. [...] Stalin i Sikorski chcieliby ubi† dwa ptaki jednym kamieniem: zaszkodzi† Niemcom i zada† cios Ukraiäcom przy pomocy Niemc¢w. Ukraiäcy nie mieli zamiaru i nadal nie zamierzaj¥ uczestniczy† w partyzanckiej wojnie..." Natomiast planuj¥ - to wyra«nie artykuˆowane - usuni©cie "obcych". W sierpniu 1941 na Polesiu pojawia si© ulotka: "Precz z niemieck¥ okupacj¥! Chcemy wolnej Ukrainy bez Niemc¢w, Polak¢w, Rosjan!" Bardzo ju¾ p¢«ny, bo z lutego 1944 raport policyjny donosiˆ, ¾e "banderowski ruch oporu rozszerza si© na Galicj©... siˆy UPA oblicza si© na 80 tysi©cy... Gˆ¢wnym wro- 153 giem w Galicji obok niemieckiej administracji s¥ Polacy. Na wypadek wycofania si© Niemc¢w z Galicji UPA przygotowuje si© do bezpardonowej eliminacji Polak¢w". Obiektywny ukraiäski obserwator - historyk Jarosˆaw Peˆeä˜kyj - przyznaje: "Istniej¥ przekonywuj¥ce dowody, ¾e ukraiäskie podziemie nacjonalistyczne zamierzaˆo ®zdepolonizowa†¯ zachodnie terytoria Ukrainy, szczeg¢lnie poprzez wymuszon¥ deportacj© ludno˜ci polskiej i selektywne akcje eksterminacyjne..." Nie jest niestety prawd¥ - i to jasno wynika r¢wnie¾ z ksi¥¾ki, powt¢rzmy, dalekiego od niech©ci do Ukraiäc¢w Armstronga - ¾e Hitlera popieraˆa tylko garstka ukraiäskich "radykaˆ¢w". Latem 1941 we Lwowie biskup Josyf Slipyj w imieniu metropolity Andrzeja Szeptyckiego zapewniaˆ, ¾e hierarcha greckokatolicki "z caˆego serca i z caˆej duszy wita te historyczne wydarzenia". P¢«niej zmieniˆ zdanie, ale to nie zmienia fakt¢w. A fakty s¥ dotkliwe. Zaczynaj¥c od tych w niekwestionowanych dokumentach. "Natchnieni hitlerowskimi ideaˆami nacjonali˜ci w my˜lach ˆ¥cz¥ si© z niemieckimi przyjaci¢ˆmi..." - oznajmiaˆ Ste†ko, szef lwowskiego rz¥du. Pisaˆ do Hitlera: "W tym wielkim momencie zasyˆamy Ci najgˆ©bsze uczucia. Tobie, niezachwianemu bohaterowi narodowej rewolucji..." Tak to wygl¥daˆo we wczesnym, sielankowym okresie. Wprawdzie metropolita Szeptycki z czasem zmieniˆ zdanie i p¢«no bo p¢«no, dopiero w 1943 roku, uznaˆ nazizm za system gorszy nawet od komunizmu, niemniej - dwa lata wcze˜niej witaˆ hitlerowc¢w jako wyzwolicieli od komuny, pochwalaˆ zorganizowanie dywizji SS-Galizien. Powstaj¥cej - zauwa¾a Armstrong - z du¾ymi oporami ze strony Niemc¢w, kt¢rzy tu bynajmniej nie powodowali si© niewiar¥ w lojalno˜† sprzymierzeäc¢w, natomiast w niesmak im byˆa ich nie-nordycko˜†... Pisz¥c o SS-Galizien, Armstrong powoˆuje si© na przesˆany Himmlerowi raport Berga (z maja 1943), i¾ do dywizji zgˆosiˆo si© osiemdziesi¥t tysi©cy ochotnik¢w, spo˜r¢d kt¢rych warunkowo przyj©to pi©†dziesi¥t tysi©cy, cho† tylko dwadzie˜cia pi©† 254 tysi©cy "speˆniaˆo podstawowe warunki", reszta nie nadawaˆa si© gˆ¢wnie z prozaicznej winy wzrostu. Kandydaci byli za niscy, nie si©gali wymaganego minimum, czyli metra sze˜†dziesi©ciu pi©ciu centymetr¢w. "Stoimy na stanowisku peˆnego, nieodzownego dla Niemiec, gospodarczego ich poparcia wszystkimi zasobami Ukrainy" - zapewniaˆ Ste†ko. Na tamtym triumfalnym etapie III Rzesza miaˆa te zasoby w gar˜ci bez jego pomocy. Owszem, pocz¥tkowo usˆu¾no˜† kolaborant¢w byˆa Niemcom na r©k©, uˆatwiaˆa dominacj© nad zaj©tym krajem, niemniej ten wyczekiwany przez ounowc¢w "nowy faszystowski ˆad", o kt¢ry dopominali si© w telegramie do fuehrera, przyni¢sˆ im sporo rozczarowaä. Niebo chmurzy si© od pierwszych dni, niemniej Biuro Polityczne OUN, funkcjonuj¥ce - nadal - w Berlinie, ogˆasza 21 lipca 1941, ¾e "proklamacja paästwa ukraiäskiego jest ju¾ faktem dokonanym... rz¥d natychmiast rozpocz¥ˆ organizacj© ¾ycia... zorganizowaˆ administracj©, gospodark©, milicj©, sˆu¾b© zdrowia... zorganizowaˆ wszystko, czego potrzebuj¥ zar¢wno Ukraiäcy, jak i niemieckie siˆy okupacyjne..." Polityka zadufk¢w: czy my tego nie znamy? Zdumiewa naiwno˜† "premiera" et consortes, ta i ˜mieszna, i ¾aˆosna buta. Ukraina nie okazaˆa si© wygodnym sojusznikiem. Za du¾e to byˆy apetyty i nadzieje jak na paästewko satelitarne w intencji III Rzeszy, powielaj¥ce model Sˆowacji czy Chorwacji. Od momentu proklamowania we Lwowie "paästwa ukraiäskiego" (w dokumencie z 30 czerwca 1941 mowa jest o odrodze-n i u paästwa) policja starannie informuje Berlin o przejawach nadmiernej samodzielno˜ci stronnik¢w Ste†ki i Bandery. Dla kt¢rych - jak komentuje Armstrong - nadal jest to okres zˆudzeä, ¾e wystarczy stawia† Niemc¢w przed faktami dokonanymi, takimi jak - bagatela! - ogˆoszenie republiki ukraiäskiej, organizacja milicji... Wielki faszystowski brat marszczy brwi, niemniej jeszcze traktuje niesfornych po ojcowsku. Raport policyjny nr 11 donosi Berlinowi, ¾e "r¢¾ni prominentni dziaˆacze 155 ukraiäscy szczeg¢lnie w Generalnym Gubernatorstwie - wˆ¥czaj¥c Bander© - znale«li si© w areszcie domowym "na sˆowo honoru". Ukraiäcom przebywaj¥cym w GG, lecz nie tam zamieszkaˆym, nakazano powr¢t pod gro«b¥ aresztu, je˜li si© nie zastosuj¥". Od tego jeszcze daleko do martyrologii pod niemieckim butem. W sierpniu 1941 do Berlina w©druje kolejny raport z doniesieniem, ¾e banderowcy zaczynaj¥ si© czu† oszukani, gorzej - zdradzeni przez Niemc¢w. A prasa sowiecka pokpiwa, ¾e "pies nie usatysfakcjonowaˆ swego pana" i dostanie baty. Jednak OUN nadal buduje zamki z piasku i w uroczystym memorandum zapewnia Berlin, ¾e formuˆa obecnego rz¥du ukraiäskiego byˆaby do dyskusji (!), "gdyby Niemcy ogˆosiˆy odrodzenie paästwa ukraiäskiego lub restrukturyzacj© wschodniej Europy na bazie paästw narodowych jako sw¢j cel wojny z bolszewiz-mem". —miaˆo. "Tak czy inaczej - odbudowa paästwowo˜ci Ukrainy ustanowi fundament przyja«ni ukraiäsko-niemieckiej" - zach©ca Ste†-ko. A przy innej okazji: "Je˜li Niemcy pragn¥ mie† szczerych i wiarygodnych aliant¢w, Ukraiäcy zgodz¥ si© nimi zosta†, lecz tylko jako niepodlegˆe paästwo". To si© nazywa - kozackie podej˜cie. Niemieckie niech©ci - bo jeszcze trudno m¢wi† o represjach - w stosunku do kandydat¢w na aliant¢w zaczynaj¥ si© pod koniec 1941. Koniec sielanki. W protokole narady w berliäskim Ministerstwie O˜wiaty zalecenie: "Ukraiäcy maj¥ by† traktowani nie inaczej jak Polacy i Rosjanie". Napˆywaj¥ policyjne meldunki, ¾e "pocz¥tkowy entuzjazm po wkroczeniu Niemc¢w do Kijowa sˆabnie... Ukraiäcy wierzyli, ¾e Niemcy oswobodzaj¥ ich [...] jako przyjaci¢ˆ". Um¢wmy si©, ¾e wsp¢lnego punktu wyj˜cia do zabieg¢w OUN o prawa kombatanckie r¢wne np. polskim dopatrzy† si© tu trudno. Zakaz fraternizacji z Ukrainkami ogˆoszono w Wehr-machcie dopiero w 1942. W tym czasie na wsch¢d i zach¢d od 156 Kijowa dziaˆy si© rzeczy gorsze ni¾ przytaczane z powag¥ takie dowody prze˜ladowaä, jak ograniczenie dziaˆalno˜ci Ukraiäskiej Akademii Nauk w Kijowie czy kontrola prasy: w Kownem na Woˆyniu zniszczony zostaˆ legalny nakˆad gazety! Zgroza. Dopiero z koäcem 1942 - nie wcze˜niej - na Ukrainie zarz¥dzono zamkni©cie teatr¢w, likwidacj© szk¢ˆ - poza czteroklasowymi. Niemniej nadal funkcjonuj¥, tyle ¾e pod uwa¾niejszym okiem policji, organizacje mˆodzie¾y, wi©c "Junactwo", "Proswita". Tak czy siak - romans wi©dnie. Od ulotki wydanej 30 czerwca 1942 zaje¾d¾a melancholi¥. "To byˆo rok temu, gdy flagi przodk¢w dumnie powiaˆy z wie¾ Lwowa, staro¾ytnego miasta ksi¥¾¥t, i radio ogˆosiˆo caˆemu ˜wiatu odrodzenie paästwa ukraiäskiego..." Ale sporo si© zmieniˆo w "mie˜cie ksi¥¾¥t" oraz okolicy od tamtego czasu. Nawet w gˆowach "rz¥du". Tym razem dowiadujemy si©, ¾e "Ukraiäcy wyst¥pi¥ przeciw ka¾demu, kto chce obr¢ci† ich kraj w koloni©...", a co ciekawsze, ¾e "walczyli, walcz¥ i b©d¥ walczy† o swoje wˆasne paästwo, a nie o now¥ Europ©". Zatem du¾a zmiana frontu. Komunaˆ¢w. Teraz - dopiero teraz, a nie wcze˜niej - posypi¥ si© agitki wzywaj¥ce do oporu, do samoobrony. Wczorajszy patron i sojusznik w roli okupanta. Co prawda, dla Polaka raczej komicznie zabrzmi gromadzenie takich dowod¢w okrutnych prze˜ladowaä, jak przymkni©cie pi¥tki ukraiäskich policjant¢w podejrzewanych o wsp¢ˆprac© z banderowcami. I bicie na alarm: dwie osoby aresztowane... osiem os¢b... nawet pi©tna˜cie! Ste†ko odkrywa Ameryk©: "Jeste˜my zdani na siebie". Niegˆupia konkluzja. Coraz mniej nadziei na Wielk¥ Ukrain©, coraz wi©ksza nieuwaga Niemc¢w na pozory w traktowaniu samozwaäczego sojusznika. Jak przypomina Horeˆow; powoˆuj¥c si© na powojenny tekst w chicagowskiej "Samostijnoj Ukrainie", obecny przy ogˆaszaniu niepodlegˆo˜ci 30 czerwca 1941 we Lwowie przedstawiciel III Rzeszy miaˆ powiedzie†: "B©dziecie robili, co wam ka¾e rz¥d niemiecki". W niespeˆna dwa tygodnie po swojej proklamacji ga- 157 binet Ste†ki rzeczywi˜cie przestaˆ istnie†. Jak pokpiwa Horeˆow: "Taki byˆ smutny koniec walki o paästwowo˜† uczni¢w Don-cowa". Nie wcze˜niej ni¾ dopiero w sierpniu 1943, kiedy banderowcy na wˆasnej sk¢rze odczuli, ¾e ich orientacja na hitlerowski faszyzm poniosˆa kl©sk©, "banderowskie skrzydˆo OUN przyj©ˆo nowy program zdecydowanie r¢¾ni¥cy si© od postulat¢w Doncowa". Teraz m¢wi si© ju¾ o uniwersalnych ludzkich prawach i wolno˜ciach, cho†by i narodowych. W tej partii tekstu jednak nie zgodziˆabym si© z Horeˆowem, uznaj¥cym, ¾e wi©kszo˜† uczni¢w Doncowa poszˆa inn¥, wˆa˜ciw¥ ˜cie¾k¥ - i ¾e nie wolno w czambuˆ pot©pia† ideologa, kt¢ry wyni¢sˆ na zasˆu¾ony piedestaˆ prawa narodowe. Horeˆow zdaje si© odr¢¾nia† od nacjonalizmu faszyzuj¥cego ten drugi, "sˆuszny", czyli nacjonalizm z ludzk¥ twarz¥. Podobny do bo˜niackiego? Rzeczywisto˜† wykazaˆa, ¾e OUN jako organizacja "walcz¥ca o wolno˜† prasy, wyst¥pieä publicznych, religii, pogl¥d¢w na ˜wiat, OUN przeciwna jakimkolwiek przymusom ideologicznym, a broni¥ca r¢wno˜ci wszystkich obywateli Ukrainy bez wzgl©du na ich narodowo˜†", to tragikomiczna fikcja lansowana z tym wi©kszym impetem, im dalej w czasie od fakt¢w. No, ale wracajmy do naszych baran¢w. Rok 1942. Sielanka zm¥cona, niemniej tego, ¾e w Biaˆej Cerkwii zatrzymano cztery osoby, w Chersoniu trafiˆ do wi©zienia podejrzany o kradzie¾ sze˜ciu tysi©cy reichsmarek "zwolennik Bandery" - terrorem jeszcze bym nie nazywaˆa. Charakterystyczny szczeg¢ˆ. Ponad dwustu zatrzymanych w tym czasie dziaˆaczy OUN aresztowano nie na Ukrainie, tylko - powtarzam za komunikatem: "W Lipsku, Berlinie, Hanowerze, Hamburgu, Wiedniu, Pradze, Wrocˆawiu, Poczdamie, Gdaäsku, w obydwu Frankfurtach, Bremie, Chemnitz, Dusseldorfie, Kassel". Wszyscy zamieszkiwali w Niemczech. Przecie¾ nie znale«li si© tam uciekaj¥c przed nazizmem? OUN miaˆa powi¥zania z Abwehr¥. Jak pisze Armstrong, latem 1939 w Wiener Neustadt pˆk Suszko "˜ci˜le wsp¢ˆpra- 158 cowaˆ z Niemcami, szykuj¥c grup© okoˆo dwustu ludzi do wˆ¥czenia do Wehrmachtu i wej˜cia z nim do Polski". Sporo Ukraiäc¢w emigrowaˆo do protektoratu Bohemia-Morawia po inwazji na Czechosˆowacj©. Si©gnijmy do «r¢deˆ ukraiäskich. The Third Reich and the Ukrainian Question (documents 1934-1944) praca Woˆo-dymyra Kosyka, wydana w Londynie przez Ukrainian Central Information Service z finansow¥ pomoc¥ - pi©† tysi©cy dolar¢w - Anonima, nazwanego Mr. M.B., musiaˆa by† dla autora ci©¾kim orzechem do zgryzienia; jak pogodzi† prawdy o okupacji i kolaboracji, jak wybrn¥† z niewygodnych dat? Kosyk stara si© zbagatelizowa† wieloletnie, grubo przed V. wojn¥ ˜wiatow¥ utrwalone koneksje OUN z hitleryzmem. Przypomina antyniemieckie nastroje i publikacje, kt¢re wzmogˆy si©, gdy - cytuj© - "Niemcy wydali polskiej policji kilku czˆonk¢w OUN, podejrzanych o udziaˆ w zab¢jstwie polskiego ministra spraw wewn©trznych, Pierac-kiego [...]. Z tej okazji prasa OUN krytykowaˆa nazistowskie rasowe teorie i adoracj© ich sukcesu w Niemczech. W rewan¾u biuro prasowe Rosenberga wytkn©ˆo ¾ydowskie pochodzenie kilku ¾onom ounowc¢w". Kolejne "gˆosy krytyczne", ju¾ u schyˆku 1939, wyra¾aˆy -na ˆamach "Ukraiäskiego Sˆowa" ukazuj¥cego si© w Pary¾u -oburzenie wcale nie na caˆy nazizm jako taki, tylko na fakt, ¾e Hitler oddaˆ bolszewikom zachodni¥ Ukrain© i zatrzymaˆ si© na linii Sanu. To z tego i tylko z tego powodu pomstowano na "oburzaj¥c¥ zbrodni© przeciwko Ukrainie". W rezolucji z kwietnia 1941 OUN deklarowaˆa, ¾e walczy "przeciw komunistycznej ideologii, przeciw intemacjonalizmowi i kapitalizmowi...", ¾e jest "za zniesieniem wszystkich przywile-j¢w i r¢¾nic klasowych". Ale to wˆa˜nie gˆosiˆ faszyzm! Historycy czy publicy˜ci ze szkoˆy Kosyka zapewniaj¥, ¾e leader OUN, Konowalec, nie byˆ zainteresowany zbli¾eniem przede wszystkim z Niemcami, ¾e w identycznym stopniu stawiaˆ na Francj©, Wˆochy... Bzdura. Ukraiäcy - mo¾e i logicznie 159 - widzieli realnego sojusznika w najbli¾szym licz¥cym si© i (do czasu) niezainteresowanym ich zniewoleniem paästwie. Francja byˆa troch© za daleko, zreszt¥, byˆa w tradycyjnym ju¾ ukˆadzie z Polsk¥. Pozostawaˆy Niemcy. Nawet Niemcy hitlerowskie. Czy to si© komu˜ podoba, czy nie, faszyzm ukraiäski, kt¢rego gˆ¢wny ideolog - Doncow - szedˆ ˆeb w ˆeb z prekursorami hitleryzmu, byˆ po komunizmie jedyn¥ dostrzegaln¥ i realizowan¥ doktryn¥ polityczn¥ na Ukrainie, inne trendy pozostawaˆy w tle. Powt¢rz©: jakkolwiek wyra«ne i na upartego daj¥ce si© logicznie uzasadni† byˆyby przyczyny, m¢wimy o skutkach jednoznacznych, ju¾ w latach mi©dzywojennych, w wyniku zab¢jstw, zamach¢w i podpaleä odczuwalnych w Polsce, jako paästwie - przy wszystkich swoich mankamentach - jednak pozwalaj¥cym na dziaˆania niewyobra¾alne na sterroryzowanej sowieckiej Ukrainie. Planowane (tyle, ¾e bez niemieckiej akceptacji) imperium ukraiäskie od Morza Czarnego miaˆo si©ga† nie tylko po Karpaty, obj©ˆoby i Nowos¥decczyzn©, przypuszczalnie i Krak¢w, ju¾ nie m¢wi¥c o "Zakierzonii" czy znacznych poˆaciach Lubelszczyzny. R¢wnolegˆe roszczenia lwowski rz¥d zgˆasza do Rumunii i do Czechosˆowacji. "Szybciej do naszej ukraiäskiej stolicy" zach©caˆ samozwaäczy premier. Jak sobie OUN wyobra¾aˆa zgod© i poparcie Niemiec dla spodziewanej "Wielkiej Ukrainy", z jakiego tytuˆu III Rzesza miaˆaby by† zainteresowana partnerstwem w dysponowaniu Europ¥? Na to nie ma logicznej odpowiedzi, ale akurat my te¾ nie nale¾ymy do narod¢w, kt¢re w poszukiwaniu rozwi¥zaä historycznych najch©tniej kierowaˆy si© logik¥. Skoäczyˆo si© tym, ¾e dawne polskie wojew¢dztwa wˆ¥czono do Generalnego Gubernatorstwa. Poˆudnie kraju, od Bukowiny po Odess©, przej©ˆa Rumunia. Zagˆ©bie Donieckie zamieniono w tzw. stref© wojenn¥, podlegˆ¥ wojsku. Z tak okrojonej nadziei na imperium pozostaˆ Reichskommisariat Ukrain©, oczywi˜cie zarz¥dzany przez Niemc¢w. Nie rezygnuj¥c z antysowieckiej, za jednym zamachem i antyrosyjskiej retoryki ("Ukraina zostaˆa na zawsze oddzielona od 160 Moskwy g¢r¥ ciaˆ i morzem krwi...") nacjonali˜ci z wolna przestaj¥ wdzi©czy† si© do Niemc¢w. Wreszcie pojawia si© motyw "brutalnej polityki kolonizacyjnej [...]. Podczas kr¢tkiego okresu rz¥d¢w niemieckich... tylko popioˆy pozostaˆy z naszych nadziei..." Niemniej "najwi©kszy wr¢g Ukrainy - rosyjski imperializm - wykrwawia si© ˜miertelnie. Im dˆu¾ej, tym lepiej. Zatem: wolno˜† Ukrainie! —mier† Moskwie!" - zach©ca ulotka. Rosja - sowiecka i nie tylko. Rosja, zawsze Rosja - na czele listy wrog¢w. Nawet przed Polsk¥. Nawet przed ½ydami. Agituj¥ r¢wnie¾ Niemcy. "Ludu Ukrainy, posˆuchaj! Moskwa wydaje rozkazy OUN! To OUN jest narz©dziem ¾ydowskiego bolszewizmu! Pami©tajcie o cierpieniach i torturach narodu w minionych dwudziestu latach! O zamordowanych ojcach i synach! O milionach wywiezionych na stepy Syberii! O zniewa¾onych i pomordowanych ksi©¾ach! Zbeszczeszczonych ˜wi¥tyniach i skarbach kultury!" Po inwokacjach konkluzja: "OUN i bolszewizm to jedno i to samo, dlatego musz¥ by† zniszczone". R¢wnolegle pojawia si© ulotka sowiecka, przypominaj¥ca, ¾e "Bandera przybyˆ na Ukrain© w niemieckim wozie pancernym... jeszcze niedawno skˆadaˆ uroczyst¥ wizyt© Niemcom w specjalnym poci¥gu... w rejonie R¢wnego stawiano krzy¾e upami©tniaj¥ce "wyzwolenie Ukrainy" z autografami Hitlera i Bandery." Propaganda - ju¾ na dwie orkiestry, jedna dudni o ¾ydoko-munie, druga - o kryptohitleryzmie, ale nawet w okresie stygn¥cego entuzjazmu nieopodal Krzywego Rogu powstaje "Regiment Wolnych Kozak¢w". Wprawdzie "ju¾" w 1943 po Ukrainie kr¥¾¥ teksty przypominaj¥ce, ¾e ukraiäscy koˆcho«nicy za n©dzne kopiejki haruj¥ dla "wyzwolicieli", ¾e rzucona jak psu ochˆap nagroda ma zamydli† oczy Ukraiäcom i nakˆoni† ich do wyniszczenia wˆasnych braci i si¢str drog¥ denuncjacji... Warto zwr¢ci† uwag© na ten tekst, wiele m¢wi¥cy o ¢wczesnej codzienno˜ci. Armstrong zauwa¾a nowink©, pewn¥ elastyczno˜† w traktowaniu kwestii, «le postrzeganych na Zachodzie. Sytuacja wy- 161 maga od OUN ust©pstw "nawet" w antysemityzmie. "Bez wzgl©du na negatywne nastawienie do ½yd¢w jako narz©dzia mos-kiewsko-bolszewickiego imperializmu uwa¾amy za niewskazane w obecnej sytuacji mi©dzynarodowej uczestniczenie w akcjach anty¾ydowskich", przestrzega instrukcja banderowska. Idzie o to, ¾eby "nie sta† si© ˜lepym narz©dziem w obcych r©kach, nie odwraca† uwagi mas od gˆ¢wnych wrog¢w". Z zapewnieä podziemnej prasy ukraiäskiej z lat siedemdziesi¥tych w Zwi¥zku Sowieckim: "OUN prowadziˆa ukraiäski op¢r narodowo˜ciowy przeciwko niemieckiej okupacji na zachodniej Ukrainie podczas II wojny ˜wiatowej, poprzez swoj¥ sie† podziemn¥ - od 1943, Ukraiäsk¥ Powstaäcz¥ Armi©. UPA zwalczaˆa r¢wnie¾ sowieckich partyzant¢w i kontynuowaˆa op¢r przeciwko sowieckiej okupacji zachodniej Ukrainy a¾ do roku 1950". Tu konkluzja: "Banderowcy - termin przyszywany dzisiaj ka¾demu, kto wyka¾e si© ukraiäsk¥ narodow¥ ˜wiadomo˜ci¥... Sowiecka propaganda, wykorzystuj¥c fakt, ¾e Ukraiäcy ze wschodniej Ukrainy - ®wschodniacy¯ - nie znali ruchu OUN ani jego uczestnik¢w, portretowaˆa ich jako terroryst¢w i gangster¢w". Podkre˜laj¥c w "samwydawie", ¾e ostatnie starcie bitewne mi©dzy UPA a Wehrmachtem miaˆo miejsce l wrze˜nia 1944, stwarza si© wra¾enie, ¾e sojusz - r¢wnie¾ mundurowy sojusz -nigdy nie zaistniaˆ. A gdzie dywizja SS-Galizien? Gdzie batalion Nachtigall? "W Polsce jednym z mit¢w jest opinia, ¾e Ukraiäcy byli bardzo wiernymi sojusznikami Niemc¢w... ¾e byli kolaborantami..." - z¾yma si© ich historyk, uczestnik dyskusji w naszej telewizji. Jak to si© ma do wydarzenia z 30 czerwca 1941, kiedy we Lwowie, "...z woli narodu ukraiäskiego, Organizacja Ukraiäskich Nacjonalist¢w pod przewodnictwem Stefana Bandery ogˆasza wskrzeszenie paästwa ukraiäskiego, za kt¢re pokolenia najlepszych syn¢w Ukrainy oddaˆy ¾ycie (...]. Ukraiäska naro-dowo-rewolucyjna armia, kt¢ra powstaje na ukraiäskiej ziemi, 162 b©dzie toczy† walk© z rosyjsk¥ okupacj¥ [...] i za nowy porz¥dek na caˆym ˜wiecie". Cytowane O˜wiadczenie podpisaˆ przewodnicz¥cy Zgromadzenia Narodowego, Jarosˆaw Ste†ko. Rzecz doprawdy nie w tym, czy Konowalec lub jego nast©pca kiedykolwiek rozmawiaˆ z Hitlerem, czy wznosiˆ toast za jego zdrowie. Nie idzie o drobiazgi. Kolaboracja niewiele daˆa, je˜li w˜r¢d ponad dwu milion¢w obywateli Zwi¥zku Sowieckiego, wywiezionych do rob¢t przymusowych w Reichu, przewa¾ali Ukraiäcy. A przecie¾ jeszcze w 1943 na byˆych ziemiach polskich odbywa si© kongres OUN, w tym samym roku - obraduje na Ukrainie prohitlerowska Konferencja Uciskanych Narod¢w Wschodniej Europy i Azji. Pisz¥c o pewnej r¢wnolegˆej do represji kokieterii Sowiet¢w w stosunku do Galicji zachodniej po 1945, Armstrong zauwa¾a znacz¥c¥ i "wybiegaj¥c¥ w przyszˆo˜† sowieck¥ aprobat© polityki usuwania mniejszo˜ci polskiej [...]. R¢wnolegˆ¥ akcj© przeprowadziˆ rz¥d polski z pocz¥tkiem 1945. Byˆy to decyzje sprzyjaj¥ce "etnicznie czystej" Ukrainie". Nacjonalizm to wi©cej i du¾o gorzej, ni¾ chce Serhij Pˆa-czynda, autor artykuˆu Wsp¢ˆczesny nacjonalizm ukraiäski jako ideologia w "Literatumej Ukrainie". Zdaniem Pˆaczyndy, to zaledwie "naturalny, zgodny z prawami rozwoju spoˆecznego, ruch narodu w obronie i utrwalaniu swojej to¾samo˜ci". Notuj© m¥dr¥ uwag© Reprincewa: "Do nacjonalist¢w nie przyci¥ga ludzi program. Przyci¥ga przeszˆo˜†". My nie mamy potrzeb Badania w latach 1992-1993, prowadzone na zam¢wienie jednego z amerykaäskich uniwersytet¢w, miaˆy na˜wietli† kilka istotnych kwestii zwi¥zanych z bezpieczeästwem Europy, w tym - nacjonalizmu. Ukraiäcy ju¾ nie obawiaj¥ si© naszej zaborczo˜ci. Ich zdaniem w Polsce, kt¢ra tak drastycznie zmieniˆa granice w wyniku drugiej wojny ˜wiatowej, napi©cia emocjonalne ju¾ opadˆy i nie wchodzi w gr© czyjekolwiek licz¥ce si© zainteresowanie korekt¥ granic, powrotem na kresy. "Naturalnie, istniej¥ sentymenty do straconych terytori¢w. Jednak nawet ludzie, kt¢rzy czuj¥ si© zwi¥zani z tymi ziemiami, zazwyczaj nie my˜l¥ serio o ich odzyskaniu i uwa¾aj¥, ¾e jakiekolwiek kroki w tym kierunku, nawet rozmowy na rz¥dowym szczeblu, byˆyby bˆ©dem" - czytam w komentarzu. Tyle o nas. Co si© natomiast tyczy s¥siedztwa z Rosj¥, na Ukrainie istnieje silne cho† raczej skrywane poczucie d o r a «-n o ˜ c i granicznych ustaleä, l©k przed brakiem ich legalizacji. W niekt¢rych regionach podnosz¥ si© gˆosy za wcieleniem republiki do Rosji lub - jak w wypadku Tatar¢w krymskich -"¾¥dania odr©bnej niepodlegˆo˜ci". Nie s¥ to niepokoje spekta- 164 kularne, nie przybraˆy impetu Zadniestrza, ale komplikacji wykluczy† nie mo¾na z uwagi na - zn¢w powtarzam za raportem - "etnicznych Rosjan, kt¢rzy s¥ ukraiäskimi nacjonalistami, oraz prorosyjskich etnicznych Ukraiäc¢w". Na Ukrainie mieszka kilkana˜cie milion¢w Rosjan i je˜li problem jeszcze pozostaje marginalny, to nie jest powiedziane, ¾e tak b©dzie i jutro. Rosyjskie mniejszo˜ci na Biaˆorusi, w krajach baˆtyckich - przede wszystkim s¥ przez miejscowych postrzegane jako zal¥¾ki przyszˆych interwencji. Natomiast obecne werbalne wyst¥pienia rz¥du rosyjskiego w tych sprawach uchodz¥ tylko za posuni©cia defen-sywne, stwierdza raport. Na Ukrainie lat dziewi©†dziesi¥tych partie centrystyczne s¥ sˆabiutkie, ale i UNO-UNSO - jak mnie zapewniano - w takim np. Tarnopolu ma niedostrzegaln¥ garstk© zwolennik¢w. A Iwa-nofrankiw˜k, a przede wszystkim Lw¢w? Moi rozm¢wcy jakby bagatelizowali spraw©. "Nacjonali˜ci s¥ zauwa¾alni tam, gdzie byˆa UPA..." A wˆa˜nie. Boj© si© pytaä w rodzaju postawionego na konferencji w lubelskim Instytucie Europy Srodkowo-Wschod-niej: "Czy¾ historia ma si© bardziej podoba† s¥siadom ni¾ wˆasnemu narodowi...?" "Czy istotnie przeceniamy w¥tek kolaboracyj-ny?" Mo¾na to tak widzie† dopiero z perspektywy przemilczenia. Chciaˆabym, aby to nie Poliszczuk ze swoj¥ katastroficzn¥ wizj¥ ukraiäskiego jutra, lecz spokojny Reprincew miaˆ racj©, opiniuj¥c: nacjonali˜ci serwuj¥ tak nieporadny program ekonomiczny, ¾e wyborcy nie mog¥ bra† ich serio. C¢¾, pewnie i wyolbrzymili˜my Galicj©, po dzieä dzisiejszy w Polsce z uporem traktowan¥ jako wyˆ¥czny i bez reszty miarodajny projektor dylemat¢w, nastroj¢w, zamierzeä Ukrainy. Siˆ¥ rzeczy bardziej licz¥ si© nastroje w regionach wschodnich. Obecny marazm polityczny, a i spoˆeczny w gˆ©bi kraju poza w¥tpliwo˜ci¥ przewa¾a nad zajadˆo˜ciami, kt¢re w dawnych wojew¢dztwach lwowskim, stanisˆawowskim czy woˆyäskim incydentalnie daj¥ o sobie zna† - na przykˆad - zniewa¾aniem cudzych sztandar¢w, w tym polskiego, przez bardzo mˆodych i jednak 165 zorganizowanych ludzi. Reprincew wykazuje talent dyplomaty, bagatelizuj¥ce odnosi si© do incydentu. "Dwa lata temu deptali flag© rosyjsk¥ i nie byˆo haˆasu". Decydowaˆy gazety, z r¢¾nych powod¢w wybieraj¥ce pomi©dzy nagˆo˜nieniem sprawy a cisz¥ wok¢ˆ niej... no, my to dobrze znamy. W roku 1997 (akcentowanie dat mo¾e nu¾y† czytelnika, ale jest konieczne, gdy m¢wimy o paästwie - jednak - nieprzewidywalnym) najliczniej reprezentowana w parlamencie byˆa Komunistyczna Partia Ukrainy. Uderzaj¥co sˆabiej partia socjalistyczna. Przewodnicz¥cy, Aleksander Moroz, zmierza do jej przeksztaˆcenia w socjaldemokracj© typu szwedzkiego. Ciekawe, czy na Ukrainie nie podzieli wyborczego losu naszej Unii Pracy. Prawie wszystkie zauwa¾alne partie czy bloki partyjne, zatem komuni˜ci, socjali˜ci, socjaldemokraci, narodowcy, narodowi demokraci, chrze˜cijaäscy demokraci, a tak¾e liberaˆowie, anarchi˜ci, anarchosyndykali˜ci, fundamentali˜ci religijni - maj¥ ˜ladowe notowania. Trac¥ na popularno˜ci. Wzr¢sˆ odsetek respondent¢w, kt¢rzy nie s¥ po niczyjej stronie, gdy¾ "nie rozumiej¥ ¾adnej z tych tendencji". Lepiej powiodˆo si© tylko komunistom. R¢wnie¾ dawne zwi¥zki zawodowe ciesz¥ si© wi©kszym zaufaniem ni¾ nowo utworzone. Mniej wi©cej tylu Ukraiäc¢w akceptuje system wielopartyjny, ilu go odrzuca. Istotne - i dla nas - ¾e popularno˜† zorganizowanego nacjonalizmu jest mizerna, cho† mo¾na by si© zastanowi†, czy w sprzyjaj¥cej nastrojom ekstremalnym biedzie rzeczywi˜cie tylko nikˆa, jak wynikaˆoby z sonda¾y, cz¥stka spoˆeczeästwa popiera skrajn¥ prawic©. Brak legitymacji partyjnej jeszcze o niczym nie przes¥dza. Akurat tego tropu bym nie przeceniaˆa. Ukraiäcy nie chc¥ si© anga¾owa† politycznie i na razie istotnie s¥ apolityczni. Tylko cztery promile respondent¢w nale¾y do jakiejkolwiek partii czy stronnictwa. Wi©cej jest zaanga¾owanych w ruch ekologiczny, zapisuj¥cych si© do klub¢w sportowych i organizacji religijnych. Przycerkiewnych. Tak czy inaczej, m¢wimy zaledwie o cz¥stce spoˆeczeästwa. Prawie dzie- 166 wi©†dziesi¥t procent Ukraiäc¢w nie miesza si© do publicznego ¾ycia. Nawet zauwa¾alne partie miewaj¥ do jedenastu procent zwolennik¢w. A to ju¾ bardzo wysokie poparcie. W 1997 tak wyj¥tkowymi wzgl©dami cieszyli si© tylko komuni˜ci, a¾ poˆow¥ gˆos¢w wyprzedzaj¥c socjalist¢w i jeszcze wyra«niej - socjaldemokrat¢w. "Budowa kapitalizmu" spotkaˆa si© z bardzo umiarkowanym zrozumieniem, nowy ustr¢j akceptowaˆa jedna dziesi¥ta zapytanych. Z biuletynu wydawanego przez fundacj© wspieraj¥c¥ Instytut Socjologii przepisuj© najcz©stsze konstatacje. "Pid-trymuju i tych, i tych, aby ne konfliktowaˆy" (Jestem i za lewic¥, i za prawic¥, byle si© nie zwalczaˆy). Przeszˆo jedna czwarta jest przeciwna "i tym, i tym". Prawie jedna czwarta chroni si© w ostro¾ne "wa¾ko widpowisty" (ci©¾ko odpowiedzie†). Tyle - tak zwani szarzy ludzie. A intelektuali˜ci? W redakcyjnych paäciach "Dumki" bierze udziaˆ czoˆ¢wka ukraiäskich historyk¢w, ekonomist¢w, socjolog¢w. Ciekawy byˆ "okr¥gˆy st¢ˆ" na temat poszukiwanej trzeciej drogi. Jedno ze znamiennych pytaä: czy aby od komunistycznie totalitarnej Ukrainy nie przejdziemy do paästwa neototalitamego? (naczelny redaktor "Dumki", Woˆodymyr Poˆochaˆo). Jaki model socjalnego bezpieczeästwa i gospodarczej r¢wnowagi byˆby lepszy, co wybierze Ukraina: czy oprze si© - jak wi©kszo˜† kraj¢w Wsp¢lnoty Europejskiej - na wzorcach warto˜ci socjalistycznych, nawet przy wszystkich wadach tego modelu, czy te¾ b©dzie ci¥¾yˆa ku systemowi kapitalistycznemu, wzorowanemu na Stanach Zjednoczonych? (Wasyl Tkaczenko, historyk). M¢wi¥c o gospodarczej katastrofie, do kt¢rej doprowadziˆy Ukrain© i poprzednie, i obecne rz¥dy, przypominano o swoistym kredowym kole: wprawdzie opinia publiczna jest przychylna rynkowej gospodarce, niemniej sytuacja, jak na razie, wygl¥da tak, ¾e posiadacze wˆasnego biznesu stanowi¥ bardzo nikˆy procent spoˆeczeästwa, dwadzie˜cia-trzydzie˜ci procent za˜ dopiero nosi si© z zamiarem otwarcia przedsi©biorstwa. 167 Zdaniem autor¢w "Dumki" wyobra«nia spoˆeczna zatrzymaˆa si© na kapitalizmie sprzed rewolucji. Trzy czwarte ukraiäskich robotnik¢w trwa w przekonaniu, ¾e paästwowa wˆasno˜† przejdzie w r©ce garstki reprezentant¢w jakiej˜ spoˆecznej wier-chuszki, zaledwie co dziesi¥ta zakˆada, ¾e wˆa˜cicielami stanie si©