Juliusz S這wacki BENIOWSKI. POEMA. PI岊 PIERWSZYCH PIE吉I. BIOGRAM PIE老 PIERWSZA PIE老 DRUGA PIE老 TRZECIA PIE老 CZWARTA PIE老 PI﹗A TEKST PRZYGOTOWA�: PAWE� WAWRZYNIAK NA PODSTAWIE WYDANIA: J. SΜWACKI, DZIEx WSZYSTKIE. POD REDAKCJ� J. KLEINERA, T. V, WROCxW. OPRACOWANIE: MAREK ADAMIEC; WSP茛PRACA H&M WIRTUALNA BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ VIRTUAL LIBRARY OF POLISH LITERATURE PIE老 PIERWSZA Za panowania kr鏊a Stanis豉wa Mi瘰zka� ubogi szlachcic na Podolu; Wysoko pot幦 go wynios豉 s豉wa; Szcz窷cia mia� ma這 w 篡ciu, wi璚嶴 bolu; Albowiem by豉 to epoka krwawa I kraj by� ca造 na rumaku, w polu; ζny, ogrody le瘸造 od這giem, Zaraza sta豉 u domu za progiem. Maurycy Ka幟ierz Zbigniew mia� z ochrzczenia Imiona; rodne nazwisko Beniowski. Tajemnicz� mia� gwiazd� przeznaczenia, Co go broni豉 jako cz瘰tochowski Szkaplerz - od d簑my, g這du, od p這mienia I od wszystkich plag - pr鏂z 鄉ierci i troski; Bo w 篡ciu swoim namartwi� si� bardzo, A umar�, cho� by� z tych, co 鄉ierci� gardz�. M這do嗆 mia� bardzo pi瘯n�, niespokojn�. Ach! tak� tylko m這do嗆 nazwa� pi瘯n�, Kt鏎a zaburzy pier� jeszcze niezbrojn�, Od kt鏎嶴 nerwy w cz這wieku nie zmi瘯n�, Ale si� stan� niby harf� strojn� I bite pie郾i� zapa逝, nie p瘯n�. Przez ca陰 m這do嗆 pan Beniowski bujnie Za trzech ludzi czu� - a wi璚 篡� potr鎩nie. Wioseczk� ma陰 mia� - ale dziedziczn�, Dwadzie軼ia mia� lat - by� u siebie panem. Sprasza� do domu szlacht� okoliczn�, Fortunka jego ci庵le ciek豉 dzbanem. Mia� nadto proces i spraw� graniczn�; A pr璠z嶴 spraw� wygra豚y z szatanem Ni� z ow� psiarni� wtenczas palestrant闚: S這wem, 瞠 przysz這 do d逝g闚 i fant闚. Pozby� si� naprz鏚 klin闚 i futor闚. Pot幦 i konie wyprzeda� z uprz篹� - Nie znano wtedy jeszcze w Polsce szor闚, O kt鏎e 穎ny dzi� m篹闚 ciemi篹� Pozby� si� pot幦 swoich bia這zor闚, Regentowi da� charty, w r瘯� ksi篹� Ostatnie grosze dwa za ojca dusz� I na ornaty dwa ojca kontusze. Z tych maj徠kowych ostatnich konwulsji Nie zyska�, jedno wyrok przeciw sobie; Wyrok, w kt鏎ym rzecz by豉 o ekspulsji. Ma這 o to dba� (trac帷 na chudobie, Dzisiaj s� ludzie m這dzi stokro� czulsi), Lecz pan Beniowski rzek�: "Ja sam zarobi� Na drug� wiosk� et si non mi noces, Fortuna - z wiosk� nab璠� i proces. "I znowu m鎩 syn b璠zie mia� przyjemno嗆 Z palestr� jada� i by� Akteonem, I na przyjaci馧 wzdycha� niewzajemno嗆, I sta�, tak jak ja, pod ciemnym jesionem, Kt鏎y m鎩 ojciec sadzi�... O nikczemno嗆!..." Tu pan Kazimierz j瘯n掖 harfy tonem I na szumi帷y jesion 透awo spojrza�. W t嶴 chwili zyska� troch� - troch� dojrza�. Troch� skorzysta� w sobie jako prawnik, Troch� skorzysta� jak cz這wiek odarty, Na kt鏎ego sam pan s璠zia, zastawnik I regent - niby trzy g這dne lamparty Lub jako mu造 puszczone na trawnik, Lub jak na dusz� rozsierdzone czarty Wpadli, ogry幢i i na pocieszenie Rzecz zostawili s這dk� - do鈍iadczenie. O do鈍iadczenie! ty jeste� pancerzem Dla piersi, w kt鏎嶴 serce nie uderza; Jeste� latarni� nad morskim wybrze瞠m, Do kt鏎嶴 cz這wiek w dzie� pochmurny zmierza; O do鈍iadczenie! jeste� ciep造m pierzem Dla samolub闚; ty� gwiazd� rycerza, Bawe軟� w uszach od ludzkiego j瘯u; Dla mnie, 鈔鏚 ciemn嶴 nocy - 鈍iec� w r瘯u. Lecz pan Beniowski liczy� lat dwadzie軼ia, O do鈍iadczenie jak o grosz z豉many Nie dba� - wola豚y mie� wiosk� i te軼ia, To jest 郵ubem by� dozgonnym zwi您any Z pann� Aniel�. - T嶴 sztuka niewie軼ia Sprawi豉, 瞠 by� srodze zakochany; Na gitarze gra� i rym 酥iewa� w這ski, I wszystko dobrze sz這 - dop鏦i wioski Nie straci�... wtenczas po w這sku: addio! Po polsku: pisuj do mnie na Berdycz闚. Okropne s這wa! je郵i nie zabij�, To serce sch這szcz� tysi帷ami bicz闚. Panna Aniela, dziewcz� z bia陰 szyj�, By豉 z rodziny dostatni嶴 A...wicz闚... Kocha豉 wiernie - wierno嗆 by豉 w modzie Lecz ojciec - ten sta� jak mur na przeszkodzie. Mimo to jednak Aniela, jak r騜e, Co nad wysoki mur li軼iem wybiegn� Patrze� na s這鎍e - oczy mia豉 du瞠, Czarne - jak r騜e, co si� nad mur przegn� I mimo czujne ogrodowe str騜e Zerwaniu ch這pi徠 i dziewcz徠 ulegn�, A pot幦 gorzki los tych niewini徠ek Wi璠n望 na w這sach i sercach dziewcz徠ek; Aniela - mimo ojcowskie czuwanie - Widywa豉 si� ze swoim Zbigniewem. Kronika milczy, czy to widywanie Odbywa這 si� pod jaworu drzewem, W godzin�, kiedy s造cha� ps闚 szczekanie, Kiedy s這wiki wywo逝j� 酥iewem Ksi篹yc spod ziemi; lecz pozw鏊, asindzi嶴, 疾 si� nie mogli widywa� gdzie indzi嶴... Zw豉szcza o inn嶴 porze... Ojciec srogi, Do tego wielki orygina�, splennik; Diabe� wie, jaki嶴 wiary: w rzymskie bogi Wierzy� i wierzy� w proroctwa i w sennik, Chrystusa tak瞠 krwi� oblane nogi Ca這wa�; zwa� si� cesarz闚 plemiennik... S這wem, by豉 to dziwna meskolancja 安i皻o軼i, z這ta, folgi - jak monstrancja. To por闚nanie poj掖by� od razu, Gdyby� go widzia� w z這cistym szlafroku, Z 豚em 造sym, gdzie jak z Rembrandta obrazu Odstrzeliwa這 s這鎍e; kiedy w mroku Adamaszkowych purpur sta� jak z g豉zu K豉niaj帷ym si� ludziom na widoku I sta� jak martwy, niczym si� nie wzruszy�, Lecz wida� by這, 瞠 篡� - bo si� puszy�. Zamek jego sta� nad rzeczk� Ladaw�, Na skale, a pod ska陰 staw by� wielki. W tym stawie wida� by這 twarz jaskraw� S這鎍a i bia貫 豉b璠zie Anielki; Grobelka z m造雟k� u ko鎍a zastaw�, Za grobl� ko軼i馧 Panny Zbawicielki Z trzema wie瘸mi baniastymi w z這cie I chat okienka niby oczy kocie. Wszystko to by這 dziwnie pi瘯ne, cudne! Zw豉szcza 瞠 szlachcic, wielki orygina�, G鏎y uczyni� do przebycia trudne, W篹owe w ska豉ch 軼ie磬i powycina� I mi璠zy r騜e, co ros造 odludne, Postawia� golce rzymskie: ten pugina� W r瘯u swym trzyma� i twarz mia� brodat� - Sk康 豉two by這 pozna�, 瞠 to Kato; Apollo w morzu zostawi� koszul� I na Starosty g鏎ach sta� bez listka; Dal嶴 w egipskich katakombach... ule; Dal嶴 pos庵i, kt鏎ym koniec 鈍istka Wy豉zi� z g瑿y i przemawia� czule Do pana zamku jak do Antychrystka... Albowiem wszystkie te pomys造 pa雟kie Nie katolickie by造 - lecz poga雟kie. W ogrodzie sta豉 jaka� larwa niema, Czarna, ogromna, rozros豉 szeroko; By� to krzesany d帳 na Polifema. Jedno w koronie mia� wybite oko, A tyle widzia� nieba, co obiema, I nad sadzawk� co� duma� g喚boko, Patrz帷 tym jednym okiem w ciemn� wod�: Na deszcz mia� czarny wzrok, jasny w pogod�. Naprzeciw by豉 bardzo ciemna grota; Przed ni� si� nieraz siwy rybak sk這ni, Gdy go na stawie ogarnie ciemnota, A sieci pluszcz� 鈔鏚 spokojnych toni; Albowiem w grocie Matka Boska z這ta, Z wie鎍em r騜anych lamp na jasn嶴 skroni, Jako Dyjana o poranku bia豉, Na staw z r騜an嶴 t璚zy wyziera豉... S這wem, by這 to istne g逝pstwa wzg鏎ze, Zwierciad這 czyste cnego antenata, Na kt鏎ym meszty 鈍ieci造 papu瞠, Rzymska, purpur� bramowana szata, Przy ucztach cz瘰to na 造sinie - r騜e, A w r瘯u czara ze 鄉ierci� Sokrata, Tak dobrze, wiernie wykowana rylcem - 疾 kto pi�, zda� si� m璠rcem - nie opilcem. Z tego wszystkiego pan Kazimierz 鄉ia� si�. Lecz zakochany w cudown嶴 Anieli, Wyjawi� szczerze swoich my郵i ba� si�; Polubi� nawet te pos庵i w bieli, Te groty od lamp r騜ane - i sta� si� Nabo積ym bardzo w ka盥嶴 skaln嶴 celi; W ka盥嶴 albowiem by豉 jego droga I w ka盥嶴 po ni嶴 zosta豉 cz窷� Boga - Wo� jaka�, jaki� duch nieprzenikliwy, Co my郵i wtr帷a� i dusz� w marzenia. Ka盥y z nas mia� kraj m這do軼i szcz窷liwy, Kraj, co si� nigdy w my郵ach nie odmienia. Ja sam, com widzia� Chrystusa oliwy, G鏎y z marmuru i g鏎y z p這mienia, Wol� - i s康z� najpi瘯ni嶴sz� z kraj闚 Jedn� male鎥� wie�, pe軟� ruczaj闚, Pe軟� 陰k jasnych, gdzie kwitnie wilgotna Konwalia, pe軟� sosen, kalin, jode�; Gdzie r騜a polna b造szczy si� samotna, Gdzie brzozy jasnych s� kochank� 廝鏚e� - - A za� przyczyna temu jest istotna, 疾 na tych bagnach, gdzie potrzeba szczude�, Jam wtenczas buja� na m這do軼i pi鏎ach, Jasny i chmurny - jako ksi篹yc w chmurach. O Melancholio! nimfo! sk康 ty rodem? Czy� ty chorob� jest epidemiczn�? Sk康 przysz豉� do nas? Co ci jest powodem, 疾 teraz nawet szlacht� okoliczn� Zara瘸sz? - Nimfo! za twoim przewodem Ja sam w璠r闚k� ju� odby貫m 郵iczn�! I jestem dzisiaj - niech ci� porwie trzysta! -Nie Polak - ale istny bajronista... Troch� w tym wina jest moj嶴 m這do軼i, Troch� - tych grob闚, co si� w Polszcze mno膨, Troch� - t嶴 ci庵喲j w 篡ciu samotno軼i, Troch� - tych duch闚 ognistych, co trwo膨, Palcami grob闚 pokazuj帷 ko軼i, Kt鏎e si� na dzie� s康ny zn闚 u這膨 I b璠� chodzi� skrzypi帷, p豉cz帷, j璚z帷, A� wreszcie Pana Boga skrusz� - dr璚z帷. Prze郵iczna strofa! m鏬豚ym zacz望 od ni嶴 Nowy poemat, jak S康 ostateczny; I przy eumenid pokaza� pochodni, Jak jest grzech ka盥y dziwnie niebezpieczny; Jak w jasnym niebie daleko jest ch這dni嶴 Ni� w piekle, k璠y p這nie ogie� wieczny; Lecz wol� dzie這 to rzuci� na p騧ni嶴, Bo do porz康ku mnie wo豉j� wo幡i... Ci wo幡i s� to krytycy. - Kolego, By鹵e� w Arkadii t嶴, gdzie jezuici S� barankami?... Pas� si� - i strzeg� Ps闚; i tym 篡j�, co z帳 ich uchwyci Na pi璚ie wieszcza. Kraina niczego! Pe軟a w篹owych 郵in, paj璚zych nici I krwi zepsut嶴 - niebieska kraina, Co za pieni康ze bab - tru� nas zaczyna. O Polsko! je郵i ty masz zosta� m這d� I tak� jak ta by�, co dzisiaj 篡je, I by� ochrzczona t� przekl皻� wod�, Kt鏎嶴 pies nie chce, w捫 nawet nie pije; Je郵i masz z twoj� rycersk� urod� I嗆 mi璠zy ludy jak w捫, co si� wije; Je郵i masz zr闚na� si� z podst瘼nym W這chem: Zosta�, czym jeste� - ludzi wielkich prochem! Ale to pr騜na dla ciebie przestroga! Ciebie anieli niebiescy ostrzeg� O ka盥嶴 czarze - czy to w ni嶴 przez wroga, Czyli przez w篹a i paj彗a swego Wlane s� jady. - Jeste� c鏎k� Boga I siostr� jeste� Ukrzy穎wanego. Ciebie si� 瘸dna trucizna nie imie; Krzy� twym papie瞠m jest - twa zguba w Rzymie! Tam s� legiony zjadliwe robactwa: Czy b璠ziesz czeka�, a� tw鎩 豉鎍uch zjedz�? Czy ty rozwiniesz twoje m軼iwe bractwa, Czekaj帷 na tych, co pod tronem siedz� I krwi� handluj�, i dusz� biedactwa, I sami tylko o swym k豉mstwie wiedz�, I swym bezkrewnym wyszydzaj� palcem Cz貫ka, co nie jest trupem - lub padalcem. Lecz pok鎩 z nimi!... Nie, ten brud ruchomy Nie zna pokoju - wi璚 篡czenie pr騜ne! Niechaj wi璚 w豉膨 w zakrwawione domy, Niech plwaj� na miecz - stworzenia ostr騜ne, Aby zardzewia�, nim b璠zie 豉komy Ich zgi皻ych kark闚, niech maj� us逝積e, W jadzie maczane pi鏎a - dusze w bagnie, Niech 篡j�: taki嶴 krwi - nikt nie zapragnie. Czo貫m bij帷y w marmur Chrystusowy, Kiedym si� skarzy� na kl徠wy i zdrady, Tom si� i o ten kielich krwi octowy Upomnia� - i Gr鏏 zapar� si�: 瞠 gady Z niego nie wysz造 - lecz z urwan嶴 g這wy Ten polip odr鏀� i lud wyssa� blady. Wygna� go by豉 kiedy� wielka praca... Ma nas za trupa ten szakal - i wraca. Precz z nim, lub je郵i przyczo貪nie si� 禦ija, Pod Boga skrzyd這 kryjmy si� i gromy. - Lecz widz�, 瞠 mi� ten liryzm zabija, 疾 na Parnasu szczyt prowadzi stromy, Kiedy czytelnik t� g鏎� omija I woli prosty romans, polskie domy, Pij帷e gard豉, w御y, psy, kontusze; A nade wszystko szczere, polskie dusze. Wszystko mie� b璠zie, wszystko mu przyrzekam, Tylko o troch� cierpliwo軼i prosz�. Ja sam na muz� i natchnienie czekam I czo這 moje pomarszczone nosz�, I poematu ekspozycj� zwlekam, I weny ducha lekkiego nie p這sz�, Kt鏎y na m霩gu jak motyl na r騜y Usi康zie - a� si� kwiat listkami zmru篡, A pot幦 nagle odemknie swe 這no 安ie瞠 i jasne - i na okolice Rozeszle wonie, co wszystko poch這n�. - Ja si� zdolno軼i� natchnie� bardzo szczyc� I tu poka輳, 瞠 nie jest zmy郵on�, Lecz z moich rym闚 czyni b造skawice, A mym przekle雟twom daje si喚 grot闚. Czekajcie! - ju� pie填 zaczn� - ju瞠m got闚. By� wiecz鏎. - Z kwiat闚 wychodzi造 wonie Melancholiczne, ciemnia� las d瑿owy. Beniowski kaza� osiod豉� dwa konie: Jeden dla siebie, na drugim domowy Mia� jecha� s逝ga. Beniowski na skronie - Chcia豚ym powiedzie�: w這篡� he軛 stalowy - Lecz nie poemat pisz帷, tylko gadk�, Powiem, 瞠 tylko wdzia� - konfederatk�. Zapi掖 na piersiach szpencer z barankami, Zawiesi� burk� z tygrysimi 豉py, Wsiad� na ko�, spojrza� na ganek ze 透ami, Pog豉ska� konia - ko� otworzy� chrapy I w ciemn� domu sie� zaparska� skrami Na po瞠gnanie. Klas造 dwa harapy - Pana i s逝gi... I pan ze swym s逝g� Wyszli z rodzinnych prog闚 - i na d逝go. O! gdyby wtenczas jaka nimfa sm皻na, Wiadoma ludzki嶴 przysz這軼i, krzykn窸a: "Ju� ty nie wr鏂isz! i stopy tw嶴 pi皻na S� tu ostatnie! - lecz je郵i twe dzie豉 Zapisze s豉wa wszystkiego pami皻na: Ten dom, z kt鏎ego ci� n璠za wypchn窸a, B璠zie 鈍i徠yni�, a te ciche 鈍ierki P鎩d� na krzy瞠 i na tabakierki, "A twe koszule por積� na szkaplerze, A twe papiery - cho熲y to by� tylko Od ekonoma list albo przymierze Wieczn嶴 mi這軼i z Handzi� lub Marylk� - Sawantka 透ami rzewnymi wypierze I w sztambuch wklei albo przypnie szpilk�; 疾 twa peruka - je郵i masz peruk� - Frenologist闚 podeprze nauk�; "疾 tw鎩 but prawy powiesz� w Sybilli, A o znikniony lewy b璠� skargi". - Nie m闚i� wi璚嶴, bo m鎩 rym ju� kwili I 透ami si� ju� zalewaj� wargi! Lecz gdyby jaka nimfa w ow嶴 chwili, Kiedy nasz rycerz na 鈍iata zatargi Puszcza� si�, takie proroctwo wyrzek豉, Uczu豚y w sercu co� - co� na kszta速 piek豉... O! dzika 膨dzo po鄉iertnego 瘸lu! Jakim ty jeste� smutnym g逝pstwem ludzi! Zw豉szcza 瞠 wiedziesz prosto do szpitalu Rozmarzonego. A nim si� obudzi, Ju� w jego oczach, jak w mglistym opalu, B造skaj� 鈍iat豉, szpitalnicy chudzi, Mniszek pacierze, trumien robotnicy, Mg豉 - za t� chmur� Pan B鏬 na kszta速 鈍i嶰y. Ale to wszystko jedno. - Nasz bohater Dom sw鎩 opuszcza� ze swym starym s逝g�, Jak opuszcza豉 sw鎩 dom panna Plater... A kiedy�, dawni嶴, Czarnecki z kolczug�... Ach, tak jak p騧ni嶴 nasz sejmowy krater, Kt鏎y wybuchn掖 wielk�, jasn� fug� Z Warszawy - Wis喚 przew璠rowa� promem... I m闚i, 瞠 jak 郵imak wyszed� z domem... Ach, tak jak sztaby, klub i wszyscy 鈍i璚i, Co dzisiaj w ka盥幦 s� kalendarzyku Emigracyjnym, niby z krzy瘸 zdj璚i; Jak ja nareszcie, co w tym s這neczniku Musz� si� kr璚i�, bo si� ze mn� kr璚i Za ka盥幦 s這鎍em - s這鎍 mamy bez liku! I trzeba dobrze nam t� my郵� przesi帷, 疾 dla niezgody s這鎍 - kr鏊em jest miesi帷. Lecz to dla innych wieszcz闚 ta bez twarzy Walka, jak w dawn嶴 Skandynaw闚 wierze Wojna niebieskich krwawych luminarzy. Teraz niech nowi wyst徙i� rycerze, U豉ni, dawnych synowie husarzy, Kt鏎ym krew ruska chor庵iewki pierze. Pan Ka幟ierz jecha� takim by� u豉nem - K豉nia這 mu si� zbo瞠 ca造m 豉nem, K這sek mu ka盥y dzi瘯owa� ugi皻y, B豉watek ka盥y mu si� przypatrywa� Ani si� skarzy�, cho� kopytem 軼i皻y. Beniowski jecha� cicho - s逝ga 酥i憨a� Jedn� z tych pie郾i, w kt鏎ych j瘯 zamkni皻y; A g這s po 豉nach z這cistych przep造wa� I wpada� w ciemny las, na d瑿闚 s逝chy, Te dr瘸造 bij帷 skrzyd豉mi jak duchy. Ciemnia這. - Rycerz wyjecha� nad jary, Sk康 rzuci� okiem na dom sw嶴 kochanki. Ska豉 ta jako wielki ob這k szary Sta豉 nad stawem; nad ni� by造 wianki Drzew ogrodowych i dom wielki, stary, Z p這mienistymi okny i kru瞟anki. Ca陰 t嶴 g鏎ze posta� ekscentryczn� Odj窸a z這ta noc sw� szat� 郵iczn�. Nie wida� by這 pos庵u Junony, Dalekim oczom znikn掖 gdzie� Apollo; Ale d帳 wida� by這 zamy郵ony, Co sta� nad zamkiem, 瞠niony z topol�; Lecz z zamku ksi篹yc wybucha� czerwony Jak smutny aktor, co z Hamleta rol� Wyjdzie na scen�. Ksi篹yc wst徙i� krwawy I oczerwienia� zacz掖 staw Ladawy. Pan Ka幟ierz by� z tych, co stawi� na tuza Ca造 maj徠ek; przegra� go i plun掖 - Lecz patrz帷 na ten dom, gdzie wzi掖 harbuza I z nadziei swych na wiek wiek闚 run掖, Westchn掖! - i wznios豉 mu si� w piersiach 郵uza, ㄋami si� zala� i z siod豉 si� sun掖 Jak cz這wiek, kt鏎y dosta� nagle md這軼i. - Przyskoczy� stary Grze�: "Co jegomo軼i? "安i皻a Maryjo, ratuj! dziecko kona!" Na to Beniowski rzek�: "Poprawiam strzemi�". Odepchn掖 s逝g�, co go bra� w ramiona, W konfederatk� si� chlasn掖 i w ciemi�, Spojrza� na ksi篹yc, co ze� jak z Memnona Wydoby� j瘯i, i ca貫 trosk brzemi� Takim westchnieniem wielkim w ksi篹yc cisn掖, 疾 ksi篹yc 嗆mi� si� - zmarszczy� - i zn闚 b造sn掖. Westchn患szy jecha� dal嶴 brzegiem jaru, A za nim s逝ga w ceglastym kontuszu. Smutnemu wiatr si� zdaje pe貫n gwaru, Lito嗆 anio堯w brz璚zy ko這 uszu, Smutny jest got闚 do b鎩ki i swaru, Gor帷zkowego pe貫n animuszu. Takim Beniowski by� i jego lozak - Szcz窷ciem, 瞠 瘸den si� nie zjawi� Kozak, Bo w taki嶴 chwili kochanek rozpaczny Gorszy ni� lwica Wirgilla hirka雟ka. Jecha� wi璚 smutny rycerz; za nim baczny Na wszystko jecha� Grze� - a w鏚ka gda雟ka W sk鏎zan嶴 flaszy d德i瘯 dawa豉 smaczny I be趾ota豉 ta nimfa szata雟ka W豉郾ie jak go陰b, co z mi這軼i grucha, Lub poetyczna na Litwie ropucha. S造sz帷, jak s這dko zaprasza豉 flasza, Spr鏏owa� j嶴 Grze� raz, dwa i trzy razy; I w oczach mu si� wnet zrobi豉 kasza Z gwiazd, a sam ksi篹yc by� szperk�, a g豉zy Lud幟i. Wi璚 jako 穎na Eneasza - Zosta� si� w Troi, z konia spad� na 郵azy, I tak bohater zby� swojego s逝gi - Ale za koniem jego szed� ko� drugi... I by這 coraz ciemni嶴... wtem - o cuda! - Ko� Grzesia zacz掖 prze軼iga� panicza: Na nim siedzia豉 jaka� wied幟a ruda, Ga陰� pokrzywy mia豉 zamiast bicza - Tu widz�, 瞠 mi si� poemat uda, 疾 mi ju� muza swoich 豉sk u篡cza; Wi璚 dal嶴! wieszcz闚 galopem wyprzed幟y, Jest ex machina deus - w kszta販ie wied幟y. - Wi璚, jak powiadam, zr闚na造 si� konie. Beniowski nagle ockn掖 si� i wzdrygn掖 Widz帷, 瞠 siedzia� czart w srebrn嶴 koronie Na koniu, co go jak wicher prze軼ign掖... I wzi掖 z Ka幟ierza r彗 w ko軼iane d這nie Lejce, i stepem zamroczonym 鄉ign掖 Ci庵n帷 za sob� moj嶴 pie郾i syna. 疾 Polak daje si� wie嗆 - nie nowina! Widzia貫m... Ale st鎩, muzo! bieg krzywy Tu nie przystoi wcale. - Miesi帷 鈍ieci, Na koniu wied幟a ga喚zi� pokrzywy Smaga po zadzie konia i tak leci W srebrn嶴 koronie jak anio� straszliwy, O kt鏎ym roj� na p馧 senne dzieci, 疾 ma ko� ze mg造, z w篹闚 srebrnych bicze, Skrzyd豉 ogniste i nia鎥i oblicze... I coraz pr璠z嶴, jakby anio� zgonu P璠zi� za naszym rycerzem i bab�. D德i瘯 g逝chy kopyt jak j璚zenie dzwonu, Jako t皻nienia echo j璚za� s豉bo, A r瘯a wied幟y jak li嗆 wielki klonu, Gdy sczerwieni嶴e, lub jak m闚i Strabo, ζpa ibisa, czerwona, bez pierza: Za lejc trzyma豉 sw鎩 - i lejc rycerza. W zawrocie g這wy rycerz wlepi� oczy W t� r瘯� z trzema czerwonymi 篡造. A wi璚 rozmy郵a�, czy z konia zeskoczy - Ale mu jego ko� by� bardzo mi造 - Czy 鈍i郾ie szabl�, a� si� 貫b potoczy I spadnie z karku wied幟y do mogi造 - Ale i ta my郵 druga, i ta ch皻ka Zdawa豉 mu si� niez豉 - lecz za pr璠ka. A tu bym wiedzie� chcia� twe m康re zdanie, M鎩 czytelniku, i tw鎩 s康 o rzeczy: Gdyby ci� takie spotka這 porwanie I nie spodziewa� si� znik康 odsieczy, I widzia� tak� r瘯�, mo軼i panie! Czerwon�? - do miliona krwawych mieczy! Tak� ohydn� r瘯�? pe軟� ko軼i, Co pozbawi豉 ci� ludzki嶴 godno軼i! Zw豉szcza je瞠li jeste� demokrat� I o sw� godno嗆 indywidualn� Dbasz wielce - co by� wi璚 powiedzia� na to? Gdyby� przez bab� tak such�! fataln�! I - nie wiem pewnie - lecz mo瞠 w御at� S�-symonistk� i nie idealn�, Ale ko軼ian�, by� pozbawion woli I tchu i czyni� to, co godno嗆 boli? Nie wiesz? - Wi璚 sobie zamawiam tw� 豉sk� Nadal, na rzeczy wa積iejszych s康zenie. - Beniowski wi璚 wpad� w szata雟k� zatrzask�, Widz� w tym jego gwiazd� - przeznaczenie! I lecia� jak wiatr, patrz帷 w blad� mask�, Kt鏎� s這neczne wk豉daj� promienie Na twarz ksi篹yca; a w tym pr璠kim biegu 安iat mu si� ca造 zdawa� k喚bem 郾iegu. Nagle - zwolni豉 kroku przewodniczka, Roze鄉ia豉 si�, zeskoczy豉 z siod豉. Beniowski siedzia� na koniu jak 鈍i嶰zka, Patrz帷, gdzie go ta w璠r闚ka zawiod豉. Ujrza�, 瞠 chwastem zaros豉 uliczka, Mi璠zy ska豉mi - co mog� za god豉 S逝篡� dw鏔 sercom rozdartym na wieki - Wiod豉 go prosto - prosto - do pasieki. Pasiek� t� zna� dobrze i te ska造, I t� 軼ie瞠czk�, pe軟� rud嶴 glinki. Tutaj pasterskie roi� idea造 - Z kt鏎ych czytelnik mo瞠 robi� drwinki. - Starosta c鏎ce da� ten gaik ma造 I od ni嶴 nazwa� miejsce - Anielinki. A za� ta wied幟a, na poz鏎 straszliwa, By豉 to nia鎥a panny, stara Diwa. Pozna� j� rycerz i za t� czerwon�, Za t� ibisa r瘯� wnet u軼isn掖. "Wi璚 ty Iryd� jeste�, a Junon� Jest twoja pani? Teraz ob這k prysn掖! Ach, widz�, jak� mia貫m my郵 szalon�! I co bym zrobi�, gdybym szabl� 鈍isn掖 I odci掖 ci t� r瘯�, Diwo stara. Drugi raz nie graj w diab豉 i w Tatara". Tak m闚i帷, za sw� Diw� szed� z po酥iechem I ze ska� wyszli na 陰k� zielon�, Na kt鏎� ksi篹yc spogl康a� z u鄉iechem Widz帷 tysi帷znych r騜 otwarte 這no. Chata, nakryta prost嶴 s這my wiechem, 圭ieniona lipy ogromn嶴 koron�, Sta豉 na 陰ce, w najciemni嶴sz嶴 g喚bi, Z girland� 酥i帷ych woko這 go喚bi. Z dr瞠niem za Diw� szed� Beniowski m這dy Prowadz帷 konia, co si� wyrwa� z d這ni I poszed� z wolna, parskaj帷, do wody - Ta wygl康a豉 spod bia造ch jab這ni Szarf� ksi篹yca, b喚kitem pogody - Za nim ko� drugi poszed� r膨c - a oni, To jest nie konie, lecz nasz rycerz z Diw�, Weszli w lepiank� pochy陰 i krzyw�. Staruszek, Diwy m捫, po鈍ieci� w sieni I drzwi otworzy� od panny pokoju. Na progu sta豉 jakby sm皻na ksieni Panna Aniela, ca豉 w bia造m stroju; Z dyjamentowych za� miesi帷 pier軼ieni, Podobny do gwiazd migaj帷ych roju, B造ska� na kruczych w這sach rozwini皻ych, W豉郾ie jakoby z這te 鈍iat這 鈍i皻ych. Beniowski my郵a�, 瞠 anio�, i wita� Jak b鏀two: d逝gim, przeci庵造m westchnieniem, Pot幦 si� zmi瘰za� i o zdrowie spyta� - Co dzi� by這by wielkim uchybieniem! Nie鈍iatowo軼i�! znakiem, 瞠 nie czyta� Pani Sand, 瞠 si� byronicznym cieniem Nie okry�, 瞠 jest niezgrabny w rozmowie, 疾 nie wie, jak to m闚i� romansowie. Ja sam si� dziwi�, 瞠 za bohat廨a Wzi掖em takiego prostego szlachcica! Oto pierwszy raz swe usta otwi廨a Przed sw� kochank�, kt鏎a w n闚 ksi篹yca Swe w這sy czarnob喚kitne ubi廨a Jakby sawantka albo czarownica, I s造szy - 瞠 nie jak wieszcz lub astronom Kochanek wita j� - lecz jak ekonom. Na niezgrabnego ju� masz patent - a ja, Rycerzu, wypr� si� twoich grubija雟tw - I ca豉 moich poemat闚 zgraja L瘯a si� dalszych twoich swar闚, pija雟tw; Anhelli ci� ma bia造 za lokaja I Balladyna skora do zabija雟tw Wola豉by si� w trup闚 ukry� g瘰twie, Ni� przyzna�, 瞠 jest z tob� w pokrewie雟twie. Co jest niejak� prawd�, bo te mary Jedne si� rodz� z serca, drugie z g這wy, A trzecie tylko z dziwn嶴, tward嶴 wiary W przysz這嗆, a czwarte ob這k piorunowy, A pi徠e mi ko� w stepach przyni鏀� kary. - Lecz ten poemat b璠zie narodowy, Poet闚 wszystkich mi uczyni bra熤i, Wszystkich - opr鏂z tych tylko - kt鏎ych za熤i. Lecz do powie軼i. - Wi璚 na progu sta豉 Panna Aniela, prosta, dumna, czysta, Dla zalotnik闚 zwyczajnych jak ska豉, Z czego kochanek wybrany korzysta. Albowiem nigdy nie kokietowa豉 Dlatego tylko, aby mie� ze trzysta Kornych kochank闚 pod wachlarza trzonkiem, Z kt鏎ych by 瘸den nie chcia� by� ma鹵onkiem. Lecz u Polak闚 tak: ci庵n� jak s這mki Za oczkiem jaki嶴 Marysi lub Wandy, Kt鏎a im r騜ne rozdaje przydomki, A wiosn� listkiem cyprysu, lewandy Z nimi w zielone gra lub wi捫e s這mki, Lub w璠k� rzuca w te rybek girlandy, Kt鏎e za ka盥幦 wody pluskiem p造n�, Skosztuj� - haczek obacz� - i min�. Lecz u Polak闚 tak: widzia貫m ca貫 Przy jedn嶴 pannie gimnazja, licea; Ta mia豉 cz瘰to r帷z皻a niebia貫, A z這嗆 tak wielk� w sercu jak Medea, A za� korzy軼i z tych mi這軼i ma貫 I ma貫 bardzo na p騧ni嶴 trofea. Rozda造 wiele w這s闚, 貫z, podwi您ek: 畝dna nie wesz豉 st康 w ma鹵e雟ki zwi您ek. A st康 przestroga, 瞠 takie zbiorowe Mi這軼ie nic s� w mi這軼i niewarte; 疾 lepi嶴 serce zawr鏂i� ni� g這w�, Serca w mi這軼i bowiem s� uparte, Cho� g這wy stokro� bardzi嶴 romansowe I stokro� bardzi嶴 ogni軼ie za瘸rte, I cz瘰to widz帷, 瞠 na 鈍iecie 幢e tym, Z rozpaczy ko鎍z� tak jak Werter w G飆ym. Wi璚 z drugi嶴 strony w tym jest kompensacja Dla tych, co dzisiaj s� starymi panny, Gdy na rozstajn嶴 drodze jaka stacja I kamie�, i trup w bia陰 czaszk� ranny 安iadcz� - 瞠 ka盥a z nich, jako akacja Okryta s這dkim kwiatem w czas poranny, Brz璚za豉 wko這 pszcz馧 zalotnych wie鎍em I ma kochanka w piekle - pot瘼ie鎍em. Takim sposobem wnet jest heroin� I poeci j� rymami zaszczyc�: Ju� j嶴 nie nazwie nikt w pie郾i dziewczyn�, Lecz musi nazwa� pos瘼nie dziewic�, A kochanek j嶴, jak Fingal lub Ryno, W chmurach sk喚bionych igra z b造skawic� I 酥iewa wichrom piekielny tryjolet, Maj帷 透y w oczach - a w r瘯u pistolet. Ale to nie by� los panny Anieli. Chocia� tak pi瘯na jak 瘸dna 鄉iertelna, Zbli篡� si� ludzie i kocha� nie 鄉ieli. Zosta豉 dumna i nieskazitelna, Chodzi豉 jako 豉b璠� lub anieli, Ko造sz帷 si� na gi皻ki嶴 stopie - strzelna Nie by豉 swymi zrennicami - zgo豉! - Lecz oczy czarne j嶴 - pali造 czo豉. W這sy j嶴 d逝gie, krucze, w r鏬 zwini皻e, Ci篹y造 g這wie sw� jedwabn� wag�. Ta sama g這wa mia豉 kszta速y 鈍i皻e I u鈍i璚one snycersk� powag�, Smuk貫, ku plecom w okr庵這嗆 軼i庵ni皻e - Ktokolwiek widzia� marmurow� nag� Florenck� Wenus, nie we幟ie za fraszki Tego, co m闚i� tu o formie czaszki - Jak owe jaje, w kt鏎ym kiedy� Leda Powi豉 syna bogu-豉b璠ziowi; Jak? - dzisiaj si� to wyt逝maczy� nie da Przez 瘸den nowszy cud katolikowi; A gdym t逝maczy�, to panna Prakseda 安i皻a - anio貫k jezuicki, wdowi - Jak na kazaniu siedzia豉 sanskryckim, A pot幦 da豉 mi w sam 貫b - Witwickim. Wi璚 dzi瘯owa貫m Bogu, 瞠 spod prasy Nie wysz這 jeszcze sze嗆 psalm闚 Bojana, Bobym te wszystkie katolickie kwasy Mia� na 豚ie, wszystkie sze嗆 - bo ta kochana Panna Prakseda, gdy chodzi w zapasy I chce traktowa� kogo jak szatana, Co ma pod r瘯� katolickich wieszczy, Rzuca na g這w� i bije, i wrzeszczy. Podzi瘯owawszy wi璚 Bogu, 瞠 tylko Dosta貫m Z這tym O速arzykiem, kt鏎y Ka盥� klamerk� mi� uk逝� jak szpilk�; Na nied德iadkowe si� bowiem pazury Zamyka - (Czym瞠 jest b鏊? Jedn� chwilk�! - Jak m闚i� w Dziadach Mickiewicza ch鏎y) - Podzi瘯owawszy za chwilki chwilowo嗆, Wpadam w opisy zn闚 i w romansowo嗆. Aniela mia豉 cudown� postaw�, W noszeniu g這wy cudn� lekko嗆 - w這sy A l'antique - barwy troszeczka bladawe, Oczy skier pe軟e, teraz pe軟e rosy, Smutne i twarzy kochanka ciekawe, I pytaj帷e si� o w豉sne losy. J嶴 r瘯a pi瘯na, male鎥a i bia豉 Za szorstk�, siln� bior帷 r瘯� - dr瘸豉. "Ty wyje盥瘸貫�! ty� mi nie powiedzia�! Ale me serce jest mi這郾ym szpiegiem. Nie m闚 mi, 瞠 jest mi璠zy nami przedzia� Fortuny. - Jestem nad przepa軼i brzegiem. Usi康� - opowiem - wszystko b璠ziesz wiedzia�! Nie strasz si� tylko trudno軼i szeregiem, Nie strasz si�! jeste� ludziom w poniewierce... Lecz ja ci� kocham jedna - ja mam serce. "Straci貫� ca造 maj徠ek? - i c騜 mi Maj徠ek? ludzi s康? - ja kocham ciebie! Ja twego serca chc� - a nie twych dusz mi Potrzeba - p鎩d� o 瞠branym chlebie. Nie odpowiadaj mi na to, nie krusz mi Serca - m鎩 los ju� zapisany w niebie! Ja kocham ciebie! w twoim sercu 篡j�, Kto nas rozdzieli� chce - ten mi� zabije! "Dzisiaj przyjecha� Dzieduszycki z drogi, Zn闚 si� o鈍iadczy� i o moj� r瘯� Prosi�. - M鎩 ojciec sta� si� dla mnie srogi I guwernantka jak na moj� m瘯� Za ojcem trzyma. I ludzie, i bogi Przeciwko nam s� - i wuja Sosenk� Przekabacili ju� na swoj� stron�. P豉ka豉m - patrzaj - oczy mam czerwone. "A tu, jak na z這嗆! dla Dzieduszyckiego By� bal. - Czy widzisz, jak jestem ubrana? Musia豉m ubra� si� dla ojca mego W ten ksi篹yc - lecz ja dla mojego pana, Dla ciebie tylko! dla ciebie samego Ubra豉m si� tak w kwiaty - po kolana. Prawda, 瞠 dobrze mi tak bez zawoja? - Ja nie ubra豉m si� dla nich - ja twoja! "Lecz ty wyje盥瘸�? gdzie? O! ty niewierny! Gdyby nie Diwa, by豚y� ju� daleko. Gdzie瞠� ty jecha�? - gdy mi� b鏊 nie幟ierny Dr璚zy - kiedy mi� przed o速arze wlek�, Gdy nie zostanie nic, jak si� w cysterny Rzuci� lub twoj� si� zakry� opiek�: Ty� mi� opuszcza� w chwil� tak okrutn�! Ja przebaczy豉m ju� - ale mi smutno. "Czy ty nie ufasz, 瞠 ja zdo豉m jedna Oprze� si�, zosta� twoj�? - ja niep這cha! Ty nie wiesz, co to jest kobieta biedna, Kiedy j� dr璚z�, kiedy mocno kocha - Zgubi si�, potem u wszystkich wyjedna ㄋy nad swym sercem zgubionym i trocha Kwiat闚 i wi璚嶴 te� 瘸dn嶴 nie trzeba... C騜 to? - Nie m闚isz nic do mnie? O nieba! "My郵a豉m, 瞠 ty mi dodasz nadziei" - Tu wypu軼i豉 z r彗 r瘯� kochanka - "My郵a豉m, 瞠 ty w t嶴 smutn嶴 kolei" - Tu blisko, szcz窷ciem, sta豉 z wod� szklanka, Wzi窸a j�... dr膨ce w szk這 usteczka klei, Z帳ki o kryszta� dzwoni� jak kraszanka, Kiedy si� z drug� spotka w dziecka d這ni. Rzek豚y�, 瞠 per豉 o dyjament dzwoni: "My郵a豉m..." - G這s j嶴 o jedn� oktaw� Zni篡� si� i p瘯� jak p瘯ni璚ie struny. - Bole嗆 z豉ma豉 j嶴 gi皻k� postaw�, My郵a豚y�, 瞠 si� chyli豉 do truny, Tak nawet ma貫 usteczka jaskrawe Zblad造 uczuwszy gorzkich 貫z pio逝ny. Pad豉 na krzes這 i przez 透awe deszcze B造sn掖 ostatni j瘯: "Kochasz mi� jeszcze?" Beniowski ju� by� na kolanach; w d這nie Wzi掖 dr膨c� r帷zk� Anieli... Tu prosz� W這篡� mi wieniec Petrarki na skronie, Bo na tym pie填 zako鎍z� i og這sz� Po dawnych wieszcz闚 umar造ch koronie Czas bezkr鏊ewia; pobuntuj� kosze, Krytyk闚 kupi� z Grabowskim prymasem, Reszta owczarzy moja. - A tymczasem Jako pretendent na w豉sne poparcie Utworz� ca貫 wojsko w drugi嶴 pie郾i. Epiczny zamiar wyjawi� otwarcie: Wyjd� z dzisi嶴sz嶴 estetyczn嶴 cie郾i I skrzyde� moj嶴 muzy rozpostarcie T璚zowym blaskiem was o郵epi wcze郾i嶴, Ni� mia貫m zamiar. Susz� tylko g這w�, Jak w rzecz wprowadzi� rzeczy nadzmys這we. Nie podoba這 si� ju� w Balladynie, 疾 m鎩 male鎥i Skierka w ba鎍e z myd豉 Cicho po rzece kryszta這w嶴 p造nie, 疾 ba鎥a si� od gazowego skrzyd豉 Babki-konika rozbija i ginie, 疾 w grobie le膨c Alina nie zbrzyd豉, Lecz pi瘯na z dzbankiem na g這wie martwica Jest jak duch z woni malin i z ksi篹yca. Nie podoba這 si�, 瞠 Grabiec spity Jest wierzb�, 瞠 si� Balladyna krwawi, 疾 w ca喲j sztuce tylko nie zabity Sufler i M這da Polska, co si� bawi Jak ka盥y g逝piec, plwaj帷 na sufity Lub w studni�... kt鏎a po sobie zostawi Tyle co ba鎥a mydlana rozwalin, A pewnie nie wo� mirry - ani malin... O Bo瞠! gdyby przez metampsykoz� W Kozaka cia這 wle潭 albo w Mazura I ujrze�, jak� pope軟i貫m zgroz� Pisz帷 - na przyk豉d - Anhellego. Chmura Gwiazd, bia造ch duch闚, kt鏎e lgn� na 這z� Jak szpaki Danta: rzecz taka ponura, A taka mleczna i niewarta wzmianki - Jak kwiat pos豉ny dla pierwsz嶴 kochanki. Pewnie bym takich nie napisa� bredni, Gdybym by� zwiedzi� Sybir sam, realnij, Gdyby mi brakn掖 gorzki chleb powszedni, Gdybym 篡� jak ci ludzie borealni: Trosk� i sol� z 貫z gor帷ych - biedni! Tam n璠zni - dla nas pos瘼ni, nadskalni, Podobni bogom rozkutym z 豉鎍uch闚, W powietrzu szarym, mglistym, pe軟ym duch闚... Pewnie bym... - Lecz ta spowied� jest za d逝ga, Dygresje - nudz�; wi璚, m鎩 czytelniku, Spr鏏uj, czy ci si� pie填 podoba druga, Gdzie wi璚嶴 nieco b璠zie gwaru, krzyku, Ko軼i馧 i wielka s這neczna framuga, I na t璚zowym Duch 安i皻y promyku; Tak瞠 cokolwiek szlachty. - Powie嗆 taka Jak dawny, d逝gi, lity pas Polaka. BENIOWSKIPIE老 DRUGA PIE老 DRUGA O! nie l瘯ajcie si� moj嶴 goryczy! Dalib鏬! nie wiem sam, sk康 mi si� wzi窸a; D逝go po 鈍iecie, pielgrzym tajemniczy, Chodzi貫m farby zbieraj帷 do dzie豉, A teraz moja muza strof nie liczy, Lecz z貫 i dobre gwiazdy sia� zacz窸a; Komu za ko軟ierz spadnie przez przypadek Syrius rzucony przez ni� lub Nied德iadek, Spali si� - lecz ja nie winien. Per Bacco! R騜nymi drogi m鎩 poemat wiod�; Jak Chochlik cz瘰to cz瘰tuj� tabak�, A gdy kichaj�, ja zaczynam od�, Na przyk豉d drug� pi瘯n� Od� tak� Jak do m這do軼i. Mo瞠 serca m這de Pokochaj� mnie za to, 瞠m jest 鄉ia造 Jak Roland, kt鏎y wp馧 rozcina� ska造. I teraz chcia豚ym rozci望 - co? - dom jeden, Podolski jeden dom rozci望 na dwoje; I pokaza� wam, jaki szczery eden! Jak nieraz pe軟e anio堯w pokoje! Jak z這ty, pi瘯ny dom闚 jest syrede�! - Ukrai雟kie to s堯weczko, nie moje. Wywo豉� je tu rym przez d德i瘯i bli幡ie, Nie mi這嗆, kt鏎� mam ku Kozaczy幡ie. Chcia豚ym wi璚 rozci望 jeden z dawnych dwor闚, Kt鏎e na g鏎ach stoj� nad stawami. Stawy - to tarcze z t璚zowych kolor闚, Gdzie si� 豉b璠zie bia貫 za gwiazdami Goni�, podobne do srebrnych upior闚, A na nie ksi篹yc jasnymi oczami Patrzy, na niebie jeden - przez topole, A drugi taki z這ty ksi篹yc - w dole. Atoli wn皻rze tych dom闚 dopi廨o Poetyczne jest - zw豉szcza je郵i mi這嗆 O鈍ieci, wonn� je nape軟i mirr� I 軼ian drewnianych sprostuje pochy這嗆; Podolanek s� usta srebrn� lir�, Serca... - Ta strofa ma pewn� zawi這嗆, Kt鏎嶴 nie lubi�, lecz j� sko鎍zy� musz� - Serca s� takie jak anio堯w dusze. Sam zna貫m jedn� - lecz nie wspomn� o ni嶴, Bo si� nadzwyczaj m鎩 rym rozserdeczni. Od serca mi j嶴 wia這 tyle woni I tyle 鈍iat豉, 瞠 mi dzi� s這neczni嶴 - Chocia� mi zegar teraz p馧noc dzwoni - Ni� gdybym w Boga si� patrza� najwieczni嶴. Niech was blu幡ierstwa nie rozp璠za trwoga; Ona umar豉 ju�. - Jest cz窷ci� Boga, Dusz�, 鈍iat這軼i�, wol�, jedn� chwil� Wieczno軼i, wiedz� wszystkiego. - O! dosy�! Niech reszt� grobu cyprysy ochyl�. R騜om najbielszym j嶴 瘸這b� nosi�. J� s這鎍a drogi mleczn嶴 nie omyl�; Zdziwiona blaskiem, b璠zie si� podnosi� Jako harmonii lekki嶴 g這s, bez ko鎍a Ze s這鎍 na wielkie s這鎍a i nad s這鎍a. A gdy si� w drogi zatrzyma p馧owie, Jak go陰b puszcz� za ni� skrzyd豉 chy瞠 - A tu mi r璚e zawi捫cie na g這wie I twarz� blad� po堯盧ie na lirze, Jakbym w alp嶴skim upad連zy parowie Spoczywa�. - Mia貫m ja troski i krzy瞠; Wi璚嶴, ni� 郾i這 si� wam, filozofom. Lecz dajmy pok鎩 tym my郵om i strofom. Dosy� o sercach strzaskanych, o 鈍iecie Tu, ziemskim, i tam, nads這necznym; oba Sm皻ne s�. - 安iaty wam utworz� trzecie; Je瞠li si� m鎩 poemat podoba, Zn闚 drugi, wielki tom napisz� w lecie, A te zostan� pie郾i jako proba Wcale nie wed逝g mego serca - ale Poniewa� moje s�, otwarcie chwal�. "G逝pi! o sobie dobrze m闚!" - wykrzyka Ryszard w okropnym bardzo monologu, Ujrzawszy siebie we 郾ie jak krwawnika Oczerwienionym, na piekielnym progu - Szkoda, 瞠 w ksi璠zu Kiefali雟kim znika Szekspir; przyczyn� jest trudno嗆 po這gu W stanie bez瞠nnym - tak瞠 to, 瞠 z ksi璠za Nie mo瞠 nagle by� Makbeta j璠za. O ksi篹ach dobrze m闚! - Jest to przestroga Ju� nie Szekspira; na tym fundamencie Moralno嗆 ca豉 stoi. - Lecz na Boga! Gdzie m鎩 poemat? Moje przedsi瞝zi璚ie Epiczne? Moja ariostyczna droga? Widz�, 瞠 wszystko mi stoi na wstr璚ie, Nawet pisania 豉two嗆 rzuca plam� - M闚i�, 瞠 w czterech dniach uk豉dam dram�. O Bo瞠! ile� bym stworzy� romans闚, Gdybym chcia� wszystkich d.....w by� zabaw�, Wysp� dla grubych naszych Sanczo Pans闚, Na kt鏎嶴 by si� uczyli ze s豉w� Sylabizowa�. Lecz z proz� alians闚 Nie chc� - do wiersza mam, jak s康z�, prawo. Sam si� rym do mnie mi這郾ie nagina, Oktawa pie軼i, kocha mi� sestyna. Kto� to powiedzia�, 瞠 gdyby si� s這wa Mog造 sta� nagle indywiduami, Gdyby ojczyzn� by� j瞛yk i mowa, Pos庵 by m鎩 sta�, stworzony g這skami, Z napisem: "Patri patriae". - Jest to nowa Krytyka. - St鎩! - ten pos庵 b造ska skrami, Spogl康a z g鏎y na wszystkie j瞛yki, L郾i jak mozaika, 酥iewa jak s這wiki; Otocz go lasem cyprys闚, modrzewi, On si� rozj璚zy jak harfa Eola, W r騜e si� same jak dryjada wdrzewi, G這sem wyleci za lasy na pola I roz豉b璠zi wszystko, roze酥iewi... Jak smuk豉 pe軟a s這wik闚 topola, Co kiedy w nocy zacznie pie填 skrzydlat�, My郵isz... 瞠 w niebo ulatujesz z chat�, 疾 porwa� ci� g這s, jasno嗆 ksi篹ycowa, Serce rozkwit貫, rozlatane pieniem. O! gdyby mog造 si� na pos庵 s這wa Z這篡� i stan望 pod cyprys闚 cieniem Jak marmur, kt鏎y dusz� w sobie chowa I z wolna z這tym wylewa strumieniem, A tak powoli l嶴e i 豉godnie, 疾 po tysi帷ach lat, jak s這鎍e wschodnie Stoi w nim ca豉, ogromna... O! gdyby... Zachcenia moje s� jak Klefta 膨dze, Kt鏎y chcia� w trumnie mie� dla s這鎍a szyby I dla jask馧ek... Na co?... Znowu b陰dz� Jak Telimena, gdy wysz豉 na grzyby, A zbiera mr闚ki (mr闚kami s� 膨dze - Na wiatr to m闚i� tylko, lecz w nadziei, 疾m dostrzeg� jako pozna鎍zyk - idei). Czy w poemacie tym r闚nie szcz窷liwa Krytyka r闚ne porobi odkrycia? Nie wiem. - Czasami my郵 w eterze p造wa, Przez pi瘯ne bardzo przelatuj帷 郾icia, Lecz p騧ni嶴 pismo, druk t璚ze obrywa Z kszta速闚. - A teraz odb造sk mego 篡cia Na ten poemat pada niezbyt pi瘯nie. Patrzcie, jak serce weso貫 - gdy p瘯nie! Szcz窷ciem, 瞠 pie郾i t嶴 bohater m這dy, 安ie篡, mi這郾y i ma ciemne oko, Z這te po造skiem zielonaw嶴 wody, Lecz niezbyt na 鈍iat patrz帷e g喚boko. Owszem, ma nadto serdeczn嶴 pogody, Nadto mu prawie na 鈍iecie szeroko. Ach! nieraz szczerze westchniecie z lito軼i, Widz帷, jaki w nim brak artystyczno軼i! Poezja go otacza. - Czytelniku! Na jego mi嶴scu, o! ile� by� razy Uczu�, 瞠 dusza twa na wykrzykniku Hipogryfuj帷, leci, tnie wyrazy, Klnie, 瞠 woko這 zimnych serc bez liku! Same szkielety pod ni�, same p豉zy! - Beniowski, jakby go B鏬 o tym ostrzeg�, A priori to czu� - lecz nie spostrzeg�. Co lepsza, nigdy nie m闚i�, nie pisa� - Biedaczek! brak這 mu formy gotow嶴! Nigdy si� w my郵闚 dzwon nie rozko造sa�, Idei 瘸dn嶴 w nim nie by這 now嶴; Najnowsze z ustek r騜anych wysysa�; I teraz, patrzcie! w pasiece lipow嶴 Kl璚zy pokornie przy kochanki nodze - Oboje na zbyt niebezpieczn嶴 drodze. Lecz m這do嗆 - o! ta, pomimo dewotek, Ta jest najlepsz� obron� dziewicom; To jest kochank闚 m這do嗆. - Mimo plotek Szesnastoletnim si� przybli篡� licom Pozw鏊cie - zw豉szcza gdy ch這piec-podlotek Zazdro軼i skrzyde� dwu synogarlicom Dlatego tylko, 瞠 si� mog� brata�, Pi鏎kami 軼iska� i grucha�, i lata�. O! pierwsza mi這嗆! t嶴 wiernym obrazem Jest zamienienie serc bez interesu; T嶴 idea貫m jest latanie razem W krainie, w kt鏎嶴 nie ma ko鎍a, kresu. Pot幦 si� cz這wiek g逝pi staje p豉zem; Mimo krew zimn�, z ka盥ego karesu Mog� wynikn望 rzeczy z貫 i zdro積e, O kt鏎ych ksi捫ki ju� m闚i� nabo積e. Za takie rzeczy, nie rozumiem zgo豉, Dlaczego w Rzymie nieszcz瘰ne grzesznice Sadz� do zamku 鈍i皻ego Anio豉, Pr鏂z tych... - Ta strofa musi zakry� lice; Wstydzi si�, 瞠 t� my郵 wzi窸a od czo豉, Nie za� z profilu. O muzy-dziewice! Zarumienieniem waszym ucieszony, Wracam do bajki moj嶴 - z inn嶴 strony. To jest - zostawiam z kochankiem dziewic� 字鏚 r騜, drzew, 鈍iate� ksi篹ycowych, woni, W鏚 rzucaj帷ych srebrne b造skawice Spod brz霩 i biel� okrytych jab這ni; Serce przy sercu i przy licu lice, D這� niespokojna w niespokojn嶴 d這ni; Ach! s� to rzeczy bardzo pi瘯ne, czu貫, Lecz wieszcza mog� przemieni� w gadu喚. A wi璚 do zamku wracam, gdzie Starosta K豉nia� si�, poi�, d掖, puszy�, bra� na ton, A chocia� szlachta go s逝cha豉 prosta, O rzeczach duszy rozmawia� jak Platon - Na m霩g weso造ch ludzi wielka ch這sta! - Wi璚 si� rozeszli wol帷 sen - ni� 鈍iat on, Co si� na闚czas zda� zaatlantyckim. Zosta� si� pan Starosta z Dzieduszyckim... 荑 Dzieduszycki by� to regimentarz Podolski, wielki wr鏬 konfederacji, Z kt鏎嶴 niedawno chcia� uczyni� cmentarz, Co do jednego wyci望 - niech go kaci! Z Rulhier[e]a pewnie jego czyn pami皻asz, A tu obaczysz, jak mu si� wyp豉ci Konfederacja: jak jest niebezpiecznie Z demokratami by� nie dosy� grzecznie! Przypomn� tylko, 瞠 ten paliwoda Zdrad� na ob霩 napad� i wycina�, Czego mu pot幦 by豉 wielka szkoda, Bowiem go czeka� stryczek lub pugina�. Nie znano jeszcze w闚czas Wallenroda I ko鎍zy� jak pies, kto zdrad� zaczyna�, Exemplum: oba litewskie biskupy, Na dw鏂h latarniach mi嶴skich - oba trupy. Dzi� zdrajcom 豉twi嶴 - je郵i ich pod lodem Car nie utopi - 豉twi嶴 uj嗆 latarni. Krukowiecki jest miasta Wallenrodem, Demokratycznym jest Gurowski. - Czarni, Lecz obu wielka my郵 by豉 powodem, Oba chc� Polski, aby uj嗆 bezkarni; Bo zna to dobrze ta piekielna para, 疾 豉twi嶴 odrwi� Polak闚 - ni� cara. Wallenrodyczno嗆, czyli wallenrodyzm, Ten wiele zrobi� dobrego - najwi璚嶴! Wprowadzi� pewny do zdrady metodyzm, Z jednego zrobi� zdrajc闚 sto tysi璚y. Tu nie mam wi璚嶴 ju� rymu na "odyzm", Co od w這skiego "odiar-lo" - najpr璚嶴 Mo瞠 zast徙i� brak polskiego s這wa; Wallenrodyczno嗆 wi璚 - jest to rzecz nowa. M鎩 czytelniku, powiem co� na ucho: I sam Paszkiewicz... domy郵aj si� reszty - "Co? sam Paszkiewicz?" - O tym jeszcze g逝cho, Lecz jestem pewny. - Pomy郵a�: "A wiesz ty, 疾 on by� musi ju� prz嶴皻y skruch�? On jest Polakiem a� po same meszty, Kt鏎e mu dzisiaj wyszy豉 Wallida, Aby Turkiem by� dla Abdul Meszyda". - - Tak jest: obaczysz, lecz trzymaj w sekrecie, Co powiedzia貫m: nie rzucaj si� w spiski, Bo wielkim rzeczom przeszkodzisz na 鈍iecie, Rzeczom, co jako piorunowe b造ski W chmurach si� kryj�. - Wi璚 ju� rozumiecie, 疾 Dzieduszycki nie mia� jedn嶴 kreski Od brzeg闚 D德iny po hordy Nogajca; Wszyscy w Ojczy幡ie m闚ili: "'To zdrajca!" Zwali� to wprawdzie na kr鏊a rozkazy; Ale si� wypar� kr鏊, jak zawsze bywa, Wypar� si� jako 鈍i皻y Piotr - trzy razy, I ca豉 wina na koguta sp造wa, Dlatego 瞠 pia�. A wi璚 wszystkie zmazy Pan regimentarz, kochanek Gradywa, D德iga� na sobie i chowa� in petto Zemst� jak W這chy, co si� mszcz� stiletto. Tymczasem chcia� si� o瞠ni� bogato I okiem wszystkie przemierzywszy domy, Najlepszym z dom闚 wyda� mu si� na to 荑 zamek wielki, malowniczy, stromy, Gdzie mieszka� szlachcic-p馧, p馧-kr鏊, p馧-Kato, P馧-wariat, a p馧-syn cezar闚 Romy; Male鎥i starzec, p馧造sego czo豉, Ojciec, kt鏎y mia� c鏎k�, p馧-anio豉. Wybrawszy te軼ia przyjecha� bez swat闚, Z intencj� ojcu si� o鈍iadczy�, pannie; Wspomnia� o drzewie swoich antenat闚 - Nie wspomnia� ani raz o krwaw嶴 wannie, Kt鏎� chcia� sprawi� dla konfederat闚 - Ale o kr鏊u m闚i� nieustannie, Pokr璚a� w御a, zarzuca� wylot闚; Lubi� pi�, bardzo nienawidzi� kot闚. Dlatego kocha� psy; gdy gard這 zala�... Pozwoli� nieraz Anieli szpicowi, Aby mu liza� w御... za psami szala�, Zaleca� nawet d鏏r intendentowi, A瞠by ch這p闚 ps鏔 k御a� pozwala�, M闚i帷 zazwyczaj, 瞠 to psy uzdrowi Od bolu z瑿闚, a st康 od w軼ieklizny; Mia� jednak dobr� stron�: anewryzmy - Te dowodzi造, 瞠 mia� serce. - G這wy Nie dowodzi豉 w nim choroba 瘸dna, Lecz materialny kad逝b, z okiem sowy Na szyi zawsze nieruchom嶴; sk豉dna Figurka, u鄉iech i uk這n w篹owy; Grzeczno嗆, co w takim panu bardzo 豉dna! Wielka znajomo嗆 鈍iata, kraj闚, ludzi I wiele tego wszystkiego, co 逝dzi. 荑 pan uk豉dny wi璚 siedzia� przy stole, Przy samym panu Staro軼ie, na prawo; Dobija� w豉郾ie targu i na czole Wida� mu by這 niecierpliwo嗆 krwaw�, Gryz帷�; oczy utopi� sokole, Za r璚e te軼ia trzyma� r瘯� praw�, Lew� na stole, wyci庵ni皻� prosto Ku kielichowi i m闚i�: "Starosto! "Jakem cz貫k prawy! jakem Polak prawy! Tak pragn� c鏎k� twoj� uszcz窷liwi�, Wierzaj mi i b康�, Starosto, 豉skawy!" Tu pragn帷 trupi g這s nieco o篡wi�, Poci庵n掖 wina; pi� jak but dziurawy I zwyk� si� nieco by� po piciu krzywi�; Tak wyci庵n患szy blisko wina kwart�, Zmarszczy� i czo這 rozja郾i� wytarte. I rozja郾iony zn闚 do zamku pana: "Starosto, zezw鏊 na szcz窷liwo嗆 nasz�!" Tak m闚i帷 te軼ia przysz貫go kolana 圭isn掖 pod sto貫m, i oczy, co strasz� Ch這p闚 jak oczy czerwone szatana, Uczyni� cukrem i pon皻� ptasz� - A mia� na oczach swoich, jak jastrz帳ek, Z powiek wilgotno-czerwonych obr帳ek. Starosta na p馧 spi帷y, ale grzeczny, Nie wstawa� ani odpowiada� na to; Pan to by� bowiem, co chcia� by� bezpieczny, Zw豉szcza gdy ujrza� twarz 鄴速�, w御at�, I wiedzia�, 瞠 gniew mo瞠 軼i庵n望 wieczny, Gniew, kt鏎y czeka z lichw� i z wyp豉t�. Siedzia� wi璚 zimny, lecz troch� si� puszy�, 疾 w konkur wielki pan o c鏎k� ruszy�. Nie odpowiada� nic, bo przez p馧ow� Ju� spa� - a wreszcie nie chcia� odpowiada�. Pan Dzieduszycki zacz掖 pro軸y nowe, Jak do pacierzy j掖 r璚e uk豉da�; Ju� si� by� pocz掖 przez s這wa miodowe Do u酥ionego na p馧 serca wkrada�, Ju� widzia� u鄉iech, co poprzedza wsz璠zie Ostatnie, s這dkie s這wo: "Niech tak b璠zie". Gadaj帷 r璚e pokornie z豉穎ne Na st馧 po這篡� obie i wytrzeszcza� Na pana zamku oczy zaiskrzone - Albowiem u鄉iech mu senny obwieszcza�, 疾 po pijanemu zdoby� sobie 穎n� - Wtem nagle jak w捫 wzd掖 si� i zawrzeszcza�, Wsta�... lecz na stole mia� obiedwie d這nie, A na nich papier i or豉 w koronie... Orze� na karcie by� - a karta by豉 No瞠m tureckim do r彗 mu przybita... Bole嗆 go nad ni� w arkad� skrzywi豉, Oczy w ni嶴 ton� - my郵a豚y�, 瞠 czyta, 疾 karta trupie kolory odbi豉 Na jego 鄴速� twarz. Ksi康z karmelita Za sto貫m cicho sta� i patrza� z g鏎y Na czytelnika bladego tortury. Ockni皻y zamku pan - to raz na ksi璠za, To zn闚 na 軼iany patrza� wstaj帷 z wolna, R瘯a na szabli, w oczach gniewu j璠za Ledwo si� w sobie pohamowa� zdolna... Lecz my郵a�, 瞠 mu sen mary nap璠za, Tak dziwn� by豉 ta cisza okolna, Ten papier nagle do sto逝 przybity, Dzieduszyckiego j瘯 - wzrok karmelity. Ju� dawno by si� by� skokiem lamparta Rzuci� do szabli - ale m闚i帷 szczerze... My郵a�, 瞠 sen mu gra� sztuk� Mozarta, 疾 Don簑ana widzia� na operze, Gdy trupa ziemia pu軼i豉 otwarta Na muzykalny wiecz鏎 i wieczerz�. Tak trudno by這 pomiarkowa� zrazu, Czy ksi康z by� z cia豉 ludzkiego, czy z g豉zu. Godzina by豉 nocna i bez przerwy Pia� kogut, 鈍iece mia造 d逝gie knoty, Na wie瘸ch zamku spiewa� ptak Minerwy, A w jednym oknie miesi帷 stan掖 z這ty - Znacie dzia豉nie t嶴 gwiazdy na nerwy - Miesi帷 wi璚 w oknie sta�, dziwne 這skoty Na dachu, jakby j璚zenia grobowe; Wreszcie Ladawy pan - odzyska� mow�. "Kto� ty?" - Ksi康z milcza�. - "Co tu robisz, mnichu? Co znaczy papier ten? na Lucyfera!" Tu Dzieduszycki zaj璚za� po cichu, Ale tak j瘯n掖 jak cz貫k, co umiera. Spojrza� - chcia� spojrze�, lecz w powiek kielichu Nie by這 oczu, tylko bia這嗆 szczera Jak w zwierciadlanym 造sn窸a odruzgu; Szk這 tylko - ga趾i uciek造 do m霩gu. Starosta spojrza� i cofn掖 si� bia造 Jak wosk, jak oczy, kt鏎ymi go szuka� Pan Dzieduszycki; ale okaza造 W cofnieniu si� swym, na ludzi nie huka�, Zw豉szcza 瞠 ksi康z by� wielki - a on ma造. Nieraz za� przedtem pan Starosta fuka� Na r闚nych sobie, ni窺zym dawa� szlag� Licz帷 na swoj� ma這嗆 i powag�. Wi璚 co mia� w oczach skier, wszystkie zapali�, Co mia� na czole zmarszczk闚, zebra� razem. Sam by si� Jowisz oburzony chwali� Tak olimpijskim na twarzy wyrazem. Spiorunowany ksi康z si� w proch nie wali�, Lecz w jedn� szyb� okien rzuci� g豉zem. Na ten brz瘯 wszystkie ganki i komnaty Przewia� ogromny wrzask: "Konfederaty!" Starosta spu軼i� 貫b - ksi康z si� przybli篡� I wyj掖 szabl� mu z這con� z r瘯i: "Przebacz, wielmo積y pan, je郵im ubli篡�, Lecz zamek by� nam potrzebny, a j瘯i Tego cz這wieka s逝szne. B鏬 go zni篡�. Ten, co na krzy簑 poni鏀� krwawe m瘯i, Ten go nam daje; a wyrok nie minie: Kto mieczem grzeszy�, ten od miecza zginie". - Podczas t嶴 mowy twarze si� w御ate Pokazywa造 w podwojach, ko逍aki, Konfederatki czapki i rogate, I kr庵貫, i kapuzy, i pak豉ki, I owe jeszcze uszami skrzydlate, Co ekonom闚 s� laurem. Gdy taki R鎩 czapek i r鎩 p馧nocnych latarek Zjawi� si�, rzek� ksi康z: "Ja jestem ksi康z Marek!" Wstrzyma� si� - powi鏚� okiem po Staro軼ie, Zmarszczy� si�... i rzek�: "Dla Kozaka Sawy, Kt鏎y si� bije z ch這pami na mo軼ie, Wypu軼i� rac� nad zamkiem Ladawy; Wy si� tu, prosz�, bracia, nie panoszcie Rabunkiem, zamek si� nie podda� krwawy; Ale wielmo積y dziedzic sam to czuje, 疾 op鏎 pr騜ny - wi璚 kapituluje". Na to Starosta krzykn掖: "Protestuj� Przeciwko zdradzie haniebn嶴 waszmo軼i闚. Jako Rzymianin z zamku ust瘼uj�. Mie� nie b璠ziecie nawet moich ko軼i闚". Tu mi czytelnik zapewne daruje Troch� w t嶴 mowie niegramatyczno軼i闚 Lub niechaj raczy ze mn� na spoczynek Do ksi篹ycowych wr鏂i� Anielinek. O! tam poezja gotowa - Romeo! Po篡cz mi twoich s堯w rozp這mienionych. Zreszt� ju� Urs� mam z Kasyjope�, Mam ksi篹yc i mam dwoje serc p瘯nionych, I Filomel�, co tak jak J. B. O., 荑 londy鎍zyk闚 s這wik zapalonych, 如iewa dla chc帷ych spa� arystokrat闚, Tak 瞠 go wszyscy daj� do stu kat闚. O! tam poezja. - Gdyby tylko na to, Aby si� 瞠gna�, warto bra� amanty. Czuli軼ie kiedy t� 透� lodowat� Przy po瞠gnaniu, ci篹k� jak brylanty? Te s這wa: "P鎩d� i skonam za krat�!" Czy軼ie s造szeli te s這dkie kuranty Grane przez wszystkie pozytywki 篡we, A jednak, przysi庵豚ym, 瞠 niefa連zywe? Czy軼ie 瞠gnali? kl璚zeli? w這s rwali? Tracili ducha? wymow�? kolory? Pugilares z paszportem i t[ak] d[al嶴]. Czy przysi璕ali軼ie jako upiory Wr鏂i� po 鄉ierci przy ksi篹ycu biali? υpota� w okno czarne skrzyd貫m zmory? Kochank� swoj� w noc po郵ubn� napa嗆, Unie嗆 na koniu i w ziemi� si� zapa嗆? Czy wam pozwoli� pot幦 los nie wr鏂i�? Zachowa� smutku wra瞠nie niestarte I ca貫 篡cie si� przesz這軼i� smuci�? Odwiedza� morza, ludy, Egipt, Spart�? A zawsze: "Ona teraz musi nuci�! Teraz na ksi篹yc oczy ma otwarte!" - Ach, takem ja 郾i�... lecz na piramidzie, Tfu!... odebra貫m list, 瞠 za m捫 idzie. To mi� cokolwiek zmi瘰za這 - nie bardzo - Ale cokolwiek zmi瘰za這, B鏬 鈍iadkiem! S� ludzie, kt鏎zy wtenczas kln� i gardz�, Lecz ja to smutnym nazywam wypadkiem. Takich dwa, a me serce tak zatwardz�, 疾 nezabudk� ju� ani b豉watkiem Nie da si� nigdy wyprowadzi� w pole, Chyba mi posag po這膨 na stole. Ha, takem zgorzknia�, 瞠 nawet nie tr帷� W t嶴 pie郾i - smutn嶴 lutni po瞠gnania. Szeptali d逝go jak wierzby p豉cz帷e, Go喚bie s造cha� tam by這 gruchania, ㄋy zimne - usta zmywaj� gor帷e, S造cha� serc bicia, p豉cze, s這wa, 趾ania, Ju� si� rozeszli - rzecz sko鎍zona - horror! Mi這嗆 przechodzi ju� w pami徠ek kolor... W kameleona, w serdeczn� jaszczurk�, W rzecz poetycznie pi瘯n�, w sen niebieski, W muz�, Olimpu zamglonego c鏎k�, W poemat smutny od deski do deski, W mg喚 podnosz帷� si� z 貫z, w bia陰 chmurk� Na tle przesz這軼i, w gwiazd�, w arabeski T璚zowe - chmur� obwiedzione z這t�. W dole: Rapha螔 pinxit albo Giotto. W galerii siedzi dusza. - O! t璚zowa Kopu這 my郵i, ty� moim ko軼io貫m! - Wymalowana, jasna, ksi篹ycowa, Nad srebrnym duszy wisz帷a anio貫m, Modlitw� w tobie s� rozpaczy s這wa, Serce wygl康a jak urna z popio貫m W najtajemni嶴sz嶴 kaplicy stoj帷a - Tak jeste�, gdy ci� 瘸den wiatr nie tr帷a. Lecz kiedy burza zawi嶴e i zruszy Z filar闚 ciebie, kopu這 t璚zowa, P瘯asz jak niebo nad anio貫m duszy; Pr騜no si� broni w b造skawicach g這wa: Ca造 gmach na ni� upada i kruszy I j�, i serce, kt鏎e biedna chowa Jak sm皻ny 豉b璠� pod skrzyd造 bia貫mi. P瘯這 - popio造 rozwia� wiatr po ziemi. Sko鎍zona wielka tragedia powagi I ciszy grecki嶴; reszta - wiatru wyciem; My郵 zab造sn窸a nagle jak miecz nagi, Marzenia staj� si� czynem i 篡ciem, Czyny si� staj� piorunem odwagi - Rozbi造 ko軼i馧! - Pod jego rozbiciem I serce p瘯這, i burza przewy豉... Z wszystkiego, patrzcie, co: krzy� i mogi豉. Przez wszystkie takie sceny, odgrywane W teatrze naszych wn皻rzno軼i, Maurycy Prz嶴dzie, uczuje sercem ka盥� zmian�, Czas mu postawi zwierciad這 r騜nicy, Czas matematyk. Dzi� serce strzaskane; Ruszy� na koniu p璠em b造skawicy; Za nim pasieka, szcz窷cie, przesz這嗆, ona, Kto wie - za kilka lat czy jego 穎na? Panna Aniela, jeszcze nie鈍iadoma Odmian, kt鏎e si� w zamku wydarzy造, Bieg豉; 軼ie瞠czka przed ni� by豉 stroma, Pomi璠zy skalne wij帷a si� bry造, Pot幦 sadzawka i 闚 d帳 z r瘯oma Za這穎nymi, 闚 d帳 pe貫n si造, Kt鏎y si� dawni嶴 kocha� bez nadziei, Jedne swe oko topi帷 w Galatei. Nad t� sadzawk� nasza m這da panna, Ju� zadyszana stan窸a poprawi� W這sy. Sadzawka by豉 bowiem szklanna, Mo積a si� by這 w ni嶴 oczyma bawi�, I by豉 to gwiazd kryszta這wych wanna, I rybki si� w ni嶴 zaczyna造 jawi�, D逝gie, b造szcz帷e robi帷 korowody, Ilekro� 貫zk� rzuci豉 do wody; Ale przed rankiem rybki spa造 na dnie. Panna Aniela uwi您a豉 w這sy, Nie przypatrzy豉 si� nawet - czy 豉dnie, L瘯a豉 si� tkn望 kwiat闚 pe軟ych rosy... I serce bi這 w ni嶴 - bo chcia豉 zdradnie Do zamku dosta� si�, a jakie� g這sy W powietrzu cichym brz璚za造 i gwary, Jak gdyby przez sen mrucza� zamek stary. Konfederat闚 by� to wrzask daleki, Kt鏎zy ju� doszli byli do piwnicy. Panna Aniela wezwa豉 opieki, Nabo積� b璠帷, u Bogarodzicy - A wtem, gdy wznios豉 do nieba powieki, Blask jaki� nag造 jak od b造skawicy Ca陰 o郵epi�. - Nim oddech utrac� W t嶴 strofie, powiem, 瞠 ujrza豉 rac�. By豉 to owa raca nakazana Przez ksi璠za Marka na znak panu Sawie... Pod biedn� pann� zadr瘸造 kolana Z trwogi - w捫 lecia� pal帷 si� jaskrawie I sycza�, i tak jak oko szatana Spojrza� z b喚kitu, i tak jako pawie Pi鏎 p這mienistych zaokr庵li� ko鎍e, I zatrzymany w niebie, trwa� jak s這鎍e. Anieli zda這 si�, 瞠 ju� odkryta, 疾 ju� j� widzi ojciec, j嶴 dugena, Niebo, ta raca na gwiazdach rozbita. I ka盥a r騜a w ogniu, i falena; Ju� zda這 si� j嶴, 瞠 鈍iat ca造 pyta I pokazuje j� palcem. - Ta scena By豉by bardzo przykra dla t嶴 panny, Gdyby to zamiast racy by� 鈍it ranny. Lecz raca zgas豉 i swe w這sy z這te W ciemnym powietrzu cicho osypa豉. Kilka z tych w這s闚 przez grub� ciemnot� Upad這 w豉郾ie z nieba tam, gdzie sta豉 Panna Aniela my郵帷, jak t� psot� I te wycieczki b璠zie ubiera豉 W wym闚ki; i pod ulew� ognist� Przybra豉 na si� posta� dziwnie czyst�. R騜ane usta przygryz豉 zdradliwie, Z oczu spuszczonych w bok miota豉 b造ski, Troch� si� patrz帷 smutnie i fa連zywie; Przygotowa豉 dla ojca u軼iski, Dla guwernantki podobne pokrzywie Poca這wanie, jeden uk這n niski Dla pretendenta do obr帷zki 郵ubn嶴 I z tym uk這nem u鄉iech - tre軼i zgubn嶴. Mimo to wszystko serce bi這 szybko; Co� do t嶴 g堯wki wpad這 i pobieg豉, Biegn帷, jak gdyby by豉 z這t� rybk�, Kt鏎a od w璠ki z dala plusk spostrzeg豉; I coraz pr璠z嶴 lecia豉, i gibko Chwia豉 si�, ogniem twarzyczk� za瞠g豉, Zadysza豉 si� - i r騜owa wpad豉 W bram�, i wko這 spojrza豉, i - zblad豉. Przy bramie stali obcy ludzie mnodzy, R騜nego stroju, w御aci i zbrojni. Wida�, 瞠 byli trzymani na wodzy, Bo ujrzeli j� i stali spokojni. Byli to wszystko szlachcice ubodzy, Patryjotyczni bardzo, bogobojni, Na pierwszy ogie� szli, stali przy bramach, Cho� zimno, rzadko kt鏎y w lisich b豉mach. Nie zapyta豉 ich o nic, nie 鄉ia豉 O nic zapyta� panna staro軼ianka. Ale spojrzawszy na nich ju� nie dr瘸豉, Ju� wygl康aj帷 dumnie jak Rzymianka, Wyprostowana, sroga, troch� bia豉, A okiem pal帷 jak transteweranka, Bieg豉, jak wicher sz豉 przez korytarze, O swego ojca twarz patrz帷a w twarze. Jako Elektra wesz豉; elektrycznie Ca豉 si� wstrz瘰豉 widz帷 ojca w t逝mie, Kt鏎y dowodzi� wtenczas retorycznie, 疾 schyli� g這wy przed nikim nie umie, 疾 rad by si� by� rozs康zi� granicznie Z konfederacj�... i t[ak] d[al嶴]. - W szumie Tych s堯w nic wi璚嶴 nie poj窸a c鏎a, Tylko 瞠 ojcu grozi jaka� chmura. Blady by� bowiem starzec, jego r璚e Dr瘸造. - Tu powiem, 瞠 Dzieduszyckiemu Po篡czy�, niegdy� proszony, napr璠ce, Kozak闚 przeciw panu Pu豉skiemu. S逝sznie wi璚 teraz zblad� jako jarz璚e 安iece, trupowi podobien bia貫mu. I 闚 pan, ca造 purpurowy wczora, Wygl康a� jako statua Komandora. Ujrzawszy c鏎ka to, nie m闚i帷 s這wa, Pewnymi kroki do sto逝 si� zbli瘸, Widzi, 瞠 Sterczy w nim sztyletu g這wa W papier utkwiona, wi璚 jak piorun chy瘸, Wyrywa ten n騜 i za gorset chowa. Wtenczas, by r璚e bo瞠 zdj皻e z krzy瘸, R彗 dwoje wysz這 spod papieru, obie Te r璚e zdrajca po這篡� na sobie - I obla造 go krwi� jasn� dziurawe D這nie, i w這s mu okrwawi造 siwy. Pot幦 ku piersiom poni鏀� r璚e krwawe I na 簑panie bia造m znak straszliwy Zosta�, jak owe ordery plugawe, Kt鏎e dzi� ka盥y kat i cz這wiek krzywy Wiesza na piersiach. - Pot幦 si� posun掖, Da� krok, zawrzeszcza� jak szatan - i run掖. Serce w nim chore bi這 coraz pr璠z嶴, Czekaj帷 tylko na no瘸 wyj璚ie, I p瘯這. - Siwy ten s瘼 z okiem j璠zy Uton掖 teraz ju� w dzi嶴闚 odm璚ie; Ale s� 篡cia, co z t嶴 sam嶴 prz璠zy Win� si�, dla nich ten rym i przekl璚ie! Niech swoj� przysz這嗆 w t嶴 pie郾i odkryj�! Niech jak psy patrz� na trupa i wyj�! Gdy pad�, r彗 w豉snych sczerwieniony 透ami, Ksi康z Marek z krzy瞠m do niego przyskoczy�, Lecz zdrajca za krzy� uk御i� z瑿ami, A pot幦 r瘯� odepchn掖 i zbroczy�. Szmer zgrozy zachwia� w pokoju 鈍iat豉mi. Ksi康z wyj掖 brewiarz, ustami namoczy� Palec, i karty przewraca� z pokor�, Wiedz帷, 瞠 dusz� t� - ju� diabli bior�. Wtenczas Starosta rzuci� si� do sto逝, Ku豉kiem stukn掖 krzycz帷: "Rozb鎩nicy!" Przemierzy� ksi璠za od g鏎y da do逝: "Wasze� by� lepi嶴 modli� si� w kaplicy Ni�... z mojego ci� wykln� Kapito逝! C鏎ko, podaj mi papier - kozak, 鈍i嶰y! - Siadaj tu, panna, et pagina fracta Pisz protestacj�, kt鏎a p鎩dzie w akta". Pos逝szna panna Aniela usiad豉, Chwyci豉 w r瘯� pi鏎eczka 豉b璠zie, A starzec do ni嶴: "Ta krew czarna, zsiad豉, Ta krew na stole atramentem b璠zie; Umocz tu pi鏎o". Aniela poblad豉; Krwi� by� zalany st馧 a� po kraw璠zie, Krwi�, co wyciek豉 z r彗 regimentarskich, Gdy mu przybito do r彗 wyrok barskich. Ale pos逝szna w krwi zmoczy豉 pi鏎o, Pot幦 sp鎩rza豉 i dreszcz j� przenikn掖. - " 荑 czyn nieszcz瘰ny i haniebny... juro!...>" Tu karmelita ksi康z powstawszy krzykn掖: "Ja egzorcyzmem te szatany zwalcz�... Co ty krwi� ka瞠sz pasa�, ba逕ochwalcze? "A ty, panienko, grzech 軼i庵asz na dusz� Pisz帷 blu幡ierstwa takie krwi� cz這wieka. Ja was tu jednym znakiem krzy瘸 skrusz� I na tym mi嶴scu krwi pop造nie rzeka, Gdzie stoj�, a te g鏎y palcem rusz� I na Moskali p鎩d�! - Kto tu szczeka? Kto tu ur庵a si� z Bo瞠go Ducha? Kto tutaj s造sz帷 nie s造szy i s逝cha? "Zaprawd�, m闚i� ci, panie Starosto, 疾 masz na oczach bielmo i 郵epot�. I powiem ci tu bez ogr鏚ek - prosto, 疾 prosto idziesz w piekieln� ciemnot�. Za to ci� Pan B鏬 chcia� ukara� ch這st� I gdyby nie ja - te komnaty z這te By造by dzisiaj twoj� krwi� zwalane I purpurowe, i w ogie� odziane. "Czy nie wiesz o tym, 瞠 na Ukrainie Zacz窸a si� rze� i szlachty wyrzni璚ie? Pod 鈍i璚onymi no瘸mi krew p造nie; Pop otwiera pier�, a ch這p daje ci璚ie W bij帷e serce. Ca造 nar鏚 ginie Jak w zapalonym przez Boga okr璚ie; A ty, 瞠 by貫� jak miecz obosieczny, Ale bezczynny, s康zisz, 瞠� bezpieczny! "Gdyby nie nasze nad tob� czuwanie, Dzisi嶴sz嶴 nocy kozak tw鎩 Mohi豉 Mia� tu pohula� z tob�, wielki panie. Dzi� by tu wielka rze� w zamczysku by豉. Id�! - on przykuty 豉鎍uchami w 軼ianie, A przy nim zb鎩c闚 powi您anych si豉... Id�! obacz, jakie teraz maj� 這瞠; Le膨 na workach, a w tych workach no瞠! "O! taka po軼iel b璠zie dla grzesznika, Co jak ty patrzy na mordy spokojnie; Dzi� by豚y� w piekle, tu bez spowiednika Zamordowany. - Pan Sawa si� zbrojnie Z twoimi ch這py na mo軼ie potyka I za tw� ca這嗆 krew wylewa hojnie. A twoja siwa si� tu rzuca g這wa, Jak go陰b bia豉, lecz w my郵ach ja這wa". Podczas t嶴 mowy pan Starosta w czo這 Ksi璠za jasnymi patrza� si� oczyma; Nagle jak cz這wiek, gdy ujrzy, 瞠 go陰 Zb鎩ca siekier� nad g這w� zatrzyma... Zadr瘸�. - A wtem pan Sawa wszed� weso這, Sawa, ogromny skarb dla pisoryma, P馧-Kozak, a p馧-szlachcic - ten donosi�, 疾 ca陰 grobl� Starosty krwi� zrosi�. I wida� by這 to na nim; wszed� z brz瘯iem, Hucznie, lecz sp鎩rza� i zmi瘰za� si� ca造 Ujrzawszy oczy, w kt鏎ych ca造m p瘯iem Kupido trzyma� naje穎ne strza造. Zamek by� broni nape軟iony szcz瘯iem, Trup na pod這dze, karmelita bia造 Nad trupem, blady Starosta, st馧 krwawy, Za sto貫m panna anielski嶴 postawy Jako Sybilla z pi鏎em w r瘯u. - Basta! Na tym si� moja pie填 ko鎍zy obrazie. Dal嶴 ujrzycie zapalone miasta, Szlachcica z 砰dem, z psem, na drogoskazie Wisz帷ych - romans w poemat urasta - Co� w nim o kr鏊u b璠zie, o zarazie, O Panu Bogu. Poci庵n患szy hausta, Jak si� rozogni my郵, napisz� Fausta. Jak si� rozgniewam nad imaginacj�, Diab這wi oddam bohatera dusz�... I pewnie zyskam wszystkich aprobacj�, A tych, co p豉ka� ze mn� nie chc� - zmusz�. I demokracj�, i arystokracj� Do 貫z g喚bokich trzeci� pie郾i� wzrusz� Wzi患szy nast瘼nie za rym闚 dewiz�: Je瞠li gryz� co - to sercem gryz�. PE老 PIERWSZABENIOWSKIPIE老 TRZECIA PIE老 TRZECIA O! jak瞠 smutno w jasn嶴 篡cia wio郾ie By� tak samotnym jako pan Kazimierz; Gdy 鈍iat przed tob� w niesko鎍zono嗆 ro郾ie, Gdy wszystko t璚z�, lecz czego si� imiesz - B這tem. Dop鏦i serce wre mi這郾ie Nie 篡jesz na tym 鈍iecie, ale drzymiesz Gdy zga郾ie, wtenczas zaczynasz dopi廨o Pojmowa�, 瞠 ten ca造 鈍iat - satyr�. Dop鏦i� m這dy, bawi� ci� ballady, Poezja gminna nadzwyczaj zachwyca, Lubisz w wierszykach chmury, ksi篹yc, gady, Znajdujesz, 瞠 jest jaka� tajemnica W mgle, w kt鏎嶴 wiersze brz璚z� jak owady I brylantuj� my郵 blaskiem ksi篹yca; I my郵isz, 瞠 to sam poeta roi, Skrzy si� i b造ska, i leci?... On stoi. Ty sam te wiersze niesiesz w kraj marzenia, W t嶴 mgle twych w豉snych my郵i t璚za 鈍ita, W tych dumkach twoje lataj� westchnienia; Pot幦 z tych wszystkich wierszy, duma� - kwita; Pot幦 trzy wiersze Danta, pe軟e cienia, Ale rozumu, serce twoje chwyta, Wa篡, rozbiera. A prawdziwa lekcja, Kt鏎a poezji uczy: jest dyssekcja. Szkoda, 瞠 z taki嶴 dyssekcji wynika Jaka� szkodliwa materialno嗆, sucha. "Eureka!" - nasz pan Grabowski wykrzyka, A Tygodnik go Petersburski s逝cha - "Oryginalny wieszcz do Tygodnika Napisa� nowy wierszyk, pe軟y ducha, Kt鏎y zapewnia mu wieniec osobny, Wiersz, do niczego przedtem niepodobny!" Wida�, 瞠 po tym deszczu w Polsce krwawym Nowi poeci rodz� si� jak grzyby. Szkoda, 瞠 ka盥y jest nadzwyczaj 透awym! I w oknie duszy ma zielone szyby!... Ka盥y ma j瞛yk sw鎩, co jest kulawym. Szkoda, 瞠 wszyscy s� okuci w dyby, A kiedy straszn� opisuj� burz�, To chmura piorun zostawia w cenzurze. Z czego korzystam ja i dwie ju� dramy Piorunem bardzo sko鎍zy貫m wygodnie; Dlatego w raju mam zamkni皻e bramy I 瘸dn嶴 duszy my郵� nie zap這dni�... C騜kolwiek ma by� - wszyscy umieramy! A czy nad grobem gwiazdy, czy pochodnie, Czy laur, czy chwasty, czy 透a.? Dobre i to! - Wlaz貫m jak w b這to w t� my郵 pospolit�. By� czas, 瞠m l瘯a� si� pospolito軼i, Jako 鈍i璚on嶴 duch si� l瘯a wody; Lecz teraz cz瘰to schodz� z wysoko軼i Dla w豉sn嶴 s豉wy, pokoju, wygody; Krytykom jak psom rzucam kilka ko軼i, Gryz�, lecz przyjdzie czas, 瞠 te Herody, Przez kt鏎ych teraz moje dzieci gin�, B璠� gdzie� w piekle gryz� jak Ugolino. Tymczasem wracam do powie軼i. - Ranek B喚kitnie w polach podolskich za鈍ita�, W niebiosach oczy utopi� kochanek I marzeniami swoj� przysz這嗆 czyta�, I widzia� j� tak uwit� jak wianek Z dni szafirowych, z這tych; ju� si� wita� Ze s豉w� przysz陰 i z tysi帷em g這郾ych Awantur, pragn帷 nadzwyczaj - mi這郾ych. Ju� widzia� dziesi耩 przynajmni嶴 Andromed Do ska� przykutych srogimi 瞠lazy, Z warkoczem, kt鏎y wisi jak u komet - Mi貫 nadzwyczaj w m這do軼i obrazy! M這do嗆 albowiem 鈍ie瘸 - jak Mahomet Panteistyczn� jest i wszystkie g豉zy Zmienia w kobiety, w ogie� topi kruszce, Huryski widzi zamiast ziarnek w gruszce. A tu odsy豉m mego czytelnika Do Alkoranu, gdzie stoi przypisek, 疾 w raju ka盥a si� gruszka odmyka I cztery z siebie wydaje hurysek - Chcia豉bym tam na czas by� za ogrodnika I z tych owoc闚 co dnia mie� p馧misek; Zw豉szcza 瞠 w ka盥嶴 gruszce - do wyboru Masz cztery panny r騜nego koloru. S這wem, idea� nasz kochanek bia造ch T璚zowym jest na wschodzie dogmatycznie. U nas liczono by do rzeczy 鄉ia造ch, Gdyby kto nawet tworz帷 poetycznie, W rymach maluj帷 jedn� z tych przesta造ch Owoc闚, star� pann�, seraficznie Rozeskrzydlon� w Bogu, bez rozwagi Rzek�: "P貫� zielon� mia豉 jak szparagi". A jednak wielki poeta i prorok Powiedzia� to w Koranie i krytyka Milczy - krytyka owa, kt鏎a co rok Tyle wad w moich utworach wytyka Jako ostrowidz lub jako nosor鏬, Bo widzi ostro i rogiem przenika; Szcz窷liwa - gdybym dba� i by� gor帷y, I w這篡� imi� j嶴 w poemat drwi帷y. Imi� krytyki? - nie, krytyk闚. - A! bah! Kt騜 z nich ma imi�? Z. K., S. K., E. K... M闚i�, 瞠 M這d� Polsk� pisze - baba, Ale ja widz帷, jak k御a i szczeka, S康z�, 瞠 jezuita - a ma draba, Kt鏎y t逝maczy na j瞛yk cz這wieka Hymny, przestrogi, pacierze i lekcje W diabelskim napisane dyjalekcie; I st康 si� mocno ciesz� jak filolog, Widz帷, 瞠 u nas to si� da wyszczeka�, Do czego Cerber w piekle czyni prolog Ze swego wycia. Ale nie czas zwleka� Pie郾i, dlatego 瞠 jaki� teolog Krytyk� mi� chcia� w kawa趾i posieka�, Jakby (w balladach por闚nania szukaj) On by� przyjaciel wierny, a ja Tukaj. Ale wa積i嶴sze rzeczy radzi muza. Oto ju� s造sz� z daleka pukanie Z dzia�, z dubelt闚ek, z flinty, z arkebuza I czuj� w sercu, 瞠 nadspodziewanie Pr璠ko m鎩 rycerz mo瞠 dosta� guza. Niechaj si� wola Pana Boga stanie, Ja go prowadz� w ogie�: je郵i zginie, Poemat si� m鎩 wcale nie rozwinie. Szkoda! czterdzie軼i cztery pie郾i ca造ch! - Czterdzie軼i bowiem cztery w planie stoi, Bowiem do rzeczy d捫帷 zawsze 鄉ia造ch, Zacz掖em epos tak, jak 酥iewak Troi: Wi瘯sz� - bo nar鏚 m鎩 nie lubi bia造ch Rym闚 i nagi嶴 si� poezji boi - Wi璚 rzecz, co dzia豉 si� tam gdzie� za Sasa, Musz� opiewa� ca陰 wierszem Tassa. Wierszem wi璚 Tassa o czterdziestu czterech Pie郾iach zacz掖em epos i, niestety, Mo瞠 nie sko鎍z�!... i w gwia寮zistych sferach Nie b璠� mi瘰zka� pomi璠zy poety, Je郵i pan Zbigniew na ruskich giwerach, Jak piorun, co g鏎 prze郵aduje grzbiety, Nie zaprobuje miecza i to zaraz... Zjad連zy przynajmni嶴 trzy p1utony na raz. Trzeba albowiem, aby si� pokaza� 安ietnie i zyska� czytelnik闚 wzgl璠y. W豉郾ie w ten sam dzie� Kreczetnik闚 kaza� Bar atakowa�, gdy po wioskach wsz璠y Lud si� krwi� swoich dawnych pan闚 maza�, A ekonom闚 bez 瘸dn嶴 kwerendy Wiesza� - i przysz陰 respublik� kszta販i�, Bo 砰d闚 pali�, a niewiasty gwa販i�. Dwie drogi: jedna jest w naturze rzeczy I p這dzi r闚no嗆 niebiesk� na ziemi, Druga, cho� troch� Ma1tusa kaleczy Systema i to, co za ziomki swemi Pisze pan Cz...[...], z wolna Polsk� leczy, Katolikami zaludnia rzymskiemi, A 砰dom nic nie szkodzi, bo 砰d w mig si� Odradza - patrz Tacyta o Feniksie. Atakowano wi璚 Bar, gdy nad Barem Beniowski si� zatrzyma� na wy篡ni. Na koniu sta� jak pos庵 nad wiszarem I patrza�, i rozmy郵a�, co uczyni. Bar jak na d這ni widzia�, lecz oparem Wp馧 przes這ni皻y, blady, wojska w linii Jak ma貫 nitki mr闚ek, a na murze Rozwija� si� dym z harmat w bia貫 r騜e. I w t嶴 girlandzie niby z r騜 鄉iertelnych Sta這 miasteczko w powietrznych b喚kitach, Wyrzucaj帷e b造sk, do 膨de� pszczelnych Podobny... Kule szumia造 po 篡tach, Gwizda造, do j璠z podobne piekielnych, Lub po moskiewskich tr帷aj帷 jelitach, Przebieg連zy ca貫 plutony po szarfie, Na ludziach gra造 j瘯iem - jak na harfie. I wystaw sobie, mo軼i czytelniku, 疾 na sw鎩 ganek wychodzisz spokojny I widzisz pszczo造 w s這necznym promyku Lec帷e do 陰k... dal嶴 - grodek zbrojny O mil�, na r闚ninie dzia豉 w szyku, Ataki, s這wem, krotochwil� wojny: Wszystko si� zwija, wre, kole i sieka, A ty z kru瞟anku patrzysz i z daleka... Tam jaki� starzec stan掖 na okopach, Wzni鏀� r瘯�, czapk� przekr璚i� na ucho - I dzia豉 jak psy leg造 mu przy stopach; On je pog豉dzi� i szczekn窸y g逝cho. Kule gruchn窸y po moskiewskich ch這pach; Szcz瘰ny, kt鏎emu to usz這 na sucho, 疾 pan Pu豉wski jurysta ma ferie, I zamiast pisa� akt - stawia baterie. Tam wida� laski brzozowe i klony Blade, z ga陰zek kulami owiane, Jednym girlandy czarne robi� wrony, Z drugich unosz� si� z wrzaskiem, wygnane. Dalekie mi嶴skie s造cha� gwary, dzwony, Wszystko wko這 wre; tylko zadumane Na szarym polu dwie Ma熥owe grusze Jak wr騜ki pod sw鎩 li嗆 chowaj� dusze. Tak d逝gim, czarnym, mr闚czanym 豉鎍uchem Zbli瘸 si� Moskal pieszy ku mie軼inie, Tu kawaleria si� w篹owym ruchem Z jaru wywija, zbiera, szcz瘯a, p造nie, K豉nia si�, kiedy kula ponad uchem Gwi幡ie - i zn闚 si� prostuje, gdy minie, Tu gar嗆 Kozak闚 jakby oczeret闚 K瘼a, tu b造ski szabel, tam - bagnet闚. Na to pan Zbigniew patrza� sponad wzg鏎za. Wzdryga si� pod nim ko� i uchem strzy瞠. Beniowski sp這n掖 na twarzy jak r騜a, Chcia豚y i嗆 w ogie� - ale m闚i帷 szcz廨ze, Troch� go pi瘯na ta dziwi豉 burza, Nad kt鏎� barskie si� 造ska造 krzy瞠. I tak, co mia豚y wyst徙i� jak aktor, Sta� jak tch鏎z albo gazety redaktor. Lecz ju� nareszcie zbiera� si� do lotu, Chcia� biec, gdzie burza b造ska豉 czerwona, Gdy oto nagle, prawie bez 這skotu, Jakby mu jaka nimfa na ramiona Z這篡豉 r璚e... Wrzasn掖 g這郾o: "Kto tu?" I mocni嶴 w nim pier� zadr瘸豉 wzburzona. Spojrza� - na ramion mu siedzia這 brzegu Dwoje go喚bi ja郾i嶴szych od 郾iegu: "Czy jastrz帳 je tu jaki" - my郵a� - "goni? Czy si� wydaj� w stepach go喚bnikiem?" Tak my郵帷 zdj掖 je i trzymaj帷 w d這ni Rzuci� w powietrze. Lecz jak z baletnikiem Zwi您ana dusz� Elsler lub Taglioni, Gdy udaruje j� car naszyjnikiem, Taniec w go喚bia lot przemienia dziwnie: Tak owe bia貫 go喚bie, przeciwnie, Z lotu zrobi造 taniec - i nad g這w� Pana Zbigniewa na skrzyd豉ch trzymane, Jakby mi這郾e daj帷 sobie s這wo, Mi這郾ie dzi鏏ki z陰czy造 r騜ane; I rozlecia造 si� w b喚kit na nowo, Wa膨c si� d逝go, sm皻ne, zadumane, Jakby straci造 i szuka造 siebie, Podobne zmar造m duszom ludzkim w niebie. I obaczywszy si� nagle, jak strza造 Zn闚 sz造 ku sobie lotem b造skawicy; I zn闚 z陰czone jako p豉tek bia造 好iegu, go陰bek przy sw嶴 go喚bicy Kr璚i� si�, skrzyd貫m j� tr帷a� nie鄉ia造; A� zmordowani obaj tanecznicy Najmilsze z siebie dali malowid這: Senn� kochank� go陰b wzi掖 na skrzyd這, Przyni鏀� na ziemi�, po這篡� na trawie I wko這 chodz帷 budzi� gar這waniem. Na szyj� wysz造 mu kolory pawie: Mi這嗆 go takim darzy malowaniem! Mi這嗆 ubra豉 mu piersi jaskrawie W ogie� t璚zowy. Z takim si� kochaniem Zapatrzy� go陰b w swoj� senn� pani�, 疾 t璚za blask闚 z niego - przesz豉 na ni�. I obudzi豉 si�. I zn闚 oboje Lecia造 prosto na Zbigniewa barki, On je pog豉ska� i wnet wszystko dwoje, T璚zowe piersi zgasiwszy i karki, Z ramion mu posz造 i w kr璕i, i w s這je Tn帷e powietrze. Zrazu by� nieszparki Lot: p鏦i rycerz nie ruszy� w璠zid貫m, P鏦i nie goni� - wabi造 go skrzyd貫m. Lecz gdy bezmowne owe dwie istoty Przela造 swoj� my郵 w serce cz這wieka, Coraz pr璠szymi uda造 si� loty; I wnet zrozumia� rycerz, 瞠 go czeka Awantur nowych, dziwnych, 豉鎍uch z這ty, Zaczarowany zamek albo rzeka Pe軟a rusa貫k. - O! domys造 trafne - Mo瞠 w pokrzywy przemieniona Dafne, Mo瞠 Minotaur i zakl皻e skarby, Z kt鏎ych jak z dobr嶴 wioski b璠zie przych鏚 - Tak m這do嗆 wszystko stroi w l郾i帷e farby, Nigdy si� ma造ch nie spodziewa lichot. O, gdyby nie to! to nigdy Ikar by Nie lata�, nigdy by nie 篡� Don Kichot, Nigdy by w Trzecim Maju nie uros造 Iluzje - na co dzi� tak wrzeszcz� pos造. Beniowski, goni帷 go喚bie i mary, Obaczy�, 瞠 na d帳 samotny siad造 - By� to 闚 s豉wny d帳, gadu豉 stary, Jak czarownica krzywy i wyblad造. Ogniste zesch豉 kora mia豉 szpary. Z konar闚 li軼ie na po造 opad造, Li嗆, co pozosta� - zwi璠造 i zwalany, Szumia� po drzewie jak krwawe 豉chmany. Bez kszta速u, spiek造, podarty, nie篡wy, Zim� i lato wisia� na konarze; Kruk si� go l瘯a�, a jele� pier盧hliwy Nigdy nie zasn掖 w tym krzemiennym jarze, Bo z wiatrem 闚 li嗆 這pota� straszliwy Jako szata雟kie skrzyd這, ca貫 w 瘸rze... Noc� spod owych skrwawionych warkoczy Pr鏂hno 鈍ieci這 si� w d瑿ie - jak oczy. Na drzewo spad造 dwa ptaszki Wenery. Beniowski w galop szed� za lotem ptak闚, Albowiem ujrza� dwa ruskie giwery I sze嗆 pod d瑿em kozackich ko逍ak闚... Kt鏎zy tam pewnie jako marodery Szukali w drzewie skarb闚 lub Polak闚... I nie znalaz連zy w nim nic - dla igraszki Chcieli zapali� d帳 i upiec ptaszki. Znie郵i ju� bowiem wko這 suchych li軼i I oczeret闚, ja這wc闚 i cierni; Ju� jeden krzesa� ognia, kt鏎y czy軼i W czy嗆cu, a na tym 鈍iecie wszystko czerni, I byliby d帳 pewnie ci ogni軼i Spalili - wiatr d掖 taki jak w hamerni - Szcz窷ciem, bohater m鎩 napad� na wrogi I j掖 ich r帳a� tak, 瞠 poszli w nogi Opr鏂z Kozak闚 dw鏂h. - Z tych jeden stary, Zr帳any z konia, Bogu odda� dusz� I poszed�, m闚i Homer, mi璠zy mary. Co si� z nim sta這? - nie chc� i nie musz� M闚i�; bo ta rzecz nale篡 do wiary Greckorosyjski嶴; lecz co do mnie, tusz� I powiem, strofy nie chc帷 robi� w軼iek陰, 疾 w t嶴 religii, gdzie car - jest i piek這. Pocieszaj帷a my郵! - lecz nie dla cara, Kt鏎y wola豚y mo瞠 z tego wzgl璠u Wi瘯sz� bezpieczno嗆. Jedna wi璚 ofiara Polskiego miecza, m這dego zap璠u, Posz豉 ad umbra[s] i tam niech si� stara Szcz窷liwsz� by� ni� tu - gdzie tyle b喚du, Zawod闚, g逝pstwa, nieszcz窷cia, przesyt闚, Bankructw, poezyj g逝pich, jezuit闚, Hegl闚 pozna雟kich, krakowskich puryst闚, Paryskich kronikarzy, historyk闚, Prezydent闚 gmin, franko-romansist闚, Kozako-powie軼iarzy i krytyk闚, Kt鏎zy poklaski im zamiast po鈍ist闚 Daj� - od czego ja a� do r闚nik闚 Bieg貫m unosz帷 zadziwione s逝chy: I by豚ym zosta� tam - gdyby nie muchy, Nie krokodyle, nie hipopotamy, Nie mu� tworz帷y na Nilu oftalmie, Nie d簑ma, nie t瘰knota, nie te bramy, Na kt鏎e patrz帷, 瞠 zamkni皻e, 瘸l mi� Bra�, 瞠 tak naszych 穎n nie zamykamy W jednym haremie jak w Armidy palmie - Ta strofa posz豉 krzywo, bo ze Wschodu Wygoni� mi� brak awantur i lodu; Za to w ojczy幡ie Danta to oboje Znalaz貫m. Lecz to rzecz jest tajemnicza. O to bynajmni嶴 nie dbam i nie stoj�, Aby wiedziano, czy moja dziewicza Muza kocha豉 si� realnie. Roj�, Sni�, tworz�; harfy u篡wam lub bicza - I to jest moja poetyczna droga; Lecz z mego 篡cia poemat - dla Boga. On wie, On widzia�, nad jakimi chmury Stawa貫m bez 貫z i pie郾i, z my郵ami Anio堯w w przepa嗆 lec帷ych - te ch鏎y On s造sza�, gdy鄉y byli z Bogiem sami. Nie zwiod造 Go te kr鏊ewskie purpury, W kt鏎e ja si� tu, jak przed sztyletami Cezar, obwijam, gdy mi� w serce ra膨, A瞠by umrze� z niewidzian� twarz�. B鏬 sam wie tylko, jak mi by這 trudno Do tego 篡cia, co mi da�, przywykn望; I嗆 co dnia drog� rozpaczy odludn�; Co dnia uczucia rozrzuca�, czu�, nikn望; Co dnia krain� mar rzuciwszy cudn� Powraca� mi璠zy gady i nie sykn望; Co dnia my郵 jedn� rozpaczy zaczyna�; T� my郵� modli� si� - i nie przeklina�; On! i pustyni gwiazdy lazurowe, I zachodz帷e nad morzami s這鎍e, I jedno serce ludzkie. - Lecz to nowe G這sy dla moj嶴 lutni - te cierpi帷e: Milcz, serce! Albo si� strzaskaj, echowe Narz璠zie pie郾i, bolu, wiecznie dr膨ce I ob陰kane, niezaspokojone! Uderzam ciebie w z這軼i. - Milcz, szalone! - O czym瞠 ja m闚i貫m?... Ha... w tym jarze Dw鏂h zar帳anych le瘸這 Moskali, Kt鏎ym pan Zbigniew patrza� w blade twarze; Wtem ujrza�, 瞠 si� cier� zaj皻y pali, 疾 si� ju� ogie� wiesza na konarze Suchego d瑿u; a wi璚 ci璚iem stali Odr帳a� ga陰�, ta za�, odr帳ana, Jak p這mie� zdj皻y przez burz� z wulkana, Lecia豉 hucz帷 g逝cho i czerwona Ko造sa豉 si� nad trupami dwoma, Jak szatan, co chce dusz� bra� w ramiona, Albo orlica z p這mieni, 豉koma Cia豉 ludzkiego; wi璚 - o! my郵 szalona! - Beniowski, 鈍i璚ie wychowany doma, Prze瞠gna� pe軟� robaczliwych strup闚 Ga陰� - i wiatr j� pochwyci� znad trup闚, Roziskrzy�, starga�, skr璚i� i zwin患szy W jeden k陰b, rzuci� w ciemn� jaru szyj�. Tu nawet zimny rozs康ek najzdrowszy S造sz帷, jak ga陰� ta j璚zy i wyje, Zrobi豚y utw鏎 i poemat nowszy, W kt鏎ym gadaj� puchacze i 禦ije - Co do mnie, prawda mi� epiczna wi瞛i, Wi璚 nic nie tworz帷 z ognist嶴 ga喚zi, Prosto j� gasz� w jarze jak rzecz such�, A sam do mego wracam wojownika, Kt鏎y z dw鏂h ludzi rzecz uczyni� g逝ch�, A z d瑿u nie chcia� uczyni� 鈍iecznika Ow嶴 dolinie straszn嶴, gdzie z ropuch� W捫 mi璠zy g豉zy kredowymi syka I pachnie gorzki pio逝n. - Wi璚 m鎩 rycerz Sta� - jakby z g豉zu go wyr帳a� snycerz; I patrza�; owych za� go喚bi para, Kt鏎a go ta鎍em cudownym przywiod豉, Skoro d帳 zagas� i ognista mara Przed znakiem krzy瘸 ulecia豉 pod豉, Owe go喚bie, kt鏎ych ja z Antara Pie郾i po篡czam i bior� za god豉 Mi這軼i - nigdy za ma鹵e雟ki zwi您ek! - Skoro d帳 zagas�, zlecia造 z ga陰zek I okr捫ywszy go potr鎩nym lotem, Skry造 si� w jego wn皻rze wypr鏂hnia貫. Tak by� szeroki, 瞠 m鏬� by� namiotem I zmie軼i� (nie wiem, czy m鏬� wojsko ca貫), Lecz m鏬� pomie軼i� haftowany z這tem 荑 sztab, co dzieli naszych wodz闚 chwa喚 I dzieli si� tak cudownie i sztucznie Jak ow� siedmi� ryb Chrystusa ucznie - Tak 瞠 zostanie i zbior� z ostatka Siedem dla wojska kosz闚 nape軟ionych Okruszynami s豉wy. Rzecz to rzadka Tak z造 apetyt! w ludziach tak czerwonych! Ale 瞠 to jest cudowna zagadka O s豉wie on嶴 i o rybach onych, Nie m闚i� wi璚嶴... Na gryz帷ym z瑿ie Wola豚ym ni� t� s豉w� - te go喚bie, Kt鏎e d帳 ca造 okr捫ywszy pilnie, Do spr鏂hnia貫go wlecia造 o鈔odka, Skrzyd豉mi siek帷 w powietrzu tak silnie, Jak piskorz kraje wod� albo p這tka. Pomy郵a� wtenczas rycerz, 瞠 niemylnie Awantura go jaka� w d瑿ie spotka, I nie czekaj帷, skoczywszy z rumaka, Szed� ku d瑿owi temu z czas闚 Kraka. Dochodz帷 w嶴軼ia nasz m這kosik rzeski Us造sza� w drzewie szmer i poca逝nki... Ciemny by� wewn徠rz d帳, ciemnoniebieski, Bo pr鏂hno, niby brabanckie korunki, Rozb喚kitni這 chropowate deski Jak dla rusa趾i ko軼i馧 lub Bogunki. By這 tam 鈍iat這 takie jak w zawiei, Gdy ksi篹yc 鈍ieci w mgle - 鈍iat這 nadziei! - Ktokolwiek depta� ziemi� staro篡tn� I popio豉mi nakryte pokoje, Gdzie laury rosn�, pomara鎍ze kwitn�; Ktokolwiek by� tam z kochank� we dwoje; Ktokolwiek grot� odwiedza� b喚kitn� Kaprei - i tam ujrza� b鏀two swoje Nagle, b喚kitnym powietrzem ko軼io豉 Zmienione w blade widmo i w anio豉; Ktokolwiek zwa瘸� te podmorskie 鈍ity Oblewaj帷e j� od st鏕 do g這wy, I widzia�, jak si� z r騜an嶴 kobi彋y Czyni� duch jasny, lecz bezkolorowy, B造szcz帷y, 篡wy pos庵 Amfitryty, W b喚kitnym ogniu m鏎z znikn望 gotowy, Tak pi瘯ny! w ska造 ukryty i w morze, 砰wy - lecz w niebios po鄉iertnym kolorze; Ktokolwiek w grocie t嶴, na kruch嶴 這dzi Zamkn患szy oczy, znowu je otwiera� My郵帷, 瞠 ksi篹yc nowy z fal wychodzi W kszta販ie kochanki; ktokolwiek nie stera� Imaginacji i ta jemu p這dzi Kszta速y; ktokolwiek je w ksi篹yc ubiera�: Niech popracuje albo pu軼i 瘸gle My郵om - a ujrzy ,tu znienacka, nagle... Ujrzy, co pan Kazimierz. W owym drzewie Od lat szesnastu zaledwie dziewcz徠ko W b喚kitne pr鏂hien rzucona zarzewie W grocie z promieni... Nazwa豚ym j� prz康k� Arachn�. - Muza moja sama nie wie, Jak� od innych odznaczy� piecz徠k� 荑 utw鏎 nowy. - W b造skotn嶴 sukience Sta豉, na piersiach swych trzymaj帷 r璚e. Na skrzy穎wanych r瘯ach bia貫 ptaszki Si璕a造 j嶴 ust dziobki r騜anymi; W oczach b喚kitnych przestrach wzi掖 na wa磬i I dwie per這wych 貫z zrobi� r闚nymi; Spada造 obie. Szk豉 czeskie i blaszki Wydawa造 si� gwiazdami z這tymi I z w這s闚 dziwne rzuca造 promienie; Bielutk� mia豉 twarz - z t璚zy odzienie. Gdy wszed� do d瑿u rycerz, ca豉 trwo積a Sp這n窸a, twarz j嶴 sp這n窸a i szyja: Wstyd pokaza豉 w sobie nieostro積a I ten rumieniec, co w ska穎nych mija. - Widz�, 瞠 dal嶴 ju� pisa� nie mo積a, Bo opisowo嗆 poet� zabija; I Pegaz si� m鎩 homeryczny zd瑿i. Stw鏎zcie wi璚 my郵� pani� dw鏂h go喚bi; I niechaj si� wam roj� rzeczy cudne O czarodzi嶴skim rusa貫k ko軼iele; Gdy wko這 jary dzikie i odludne, I ogryzione przez wilk闚 piszczele, I trupy, czarn� krwi� zastyg陰 brudne, I innych czarnych okropno軼i wiele - A w g喚bi d瑿u gwar innego 鈍iata, Szum li軼i, pr鏂hno si� w gwiazdy rozlata; Beniowski z 豉dn� panienk�. - Dziewico! Kt鏎a te wiersze czytasz, czytaj dal嶴. Mi這軼ie moje jako pr鏂hna 鈍i嶰�, Lecz nigdy si� krew w marach nie zapali; Ledwo ustami p這mienia zachwyc�, Wnet je strach ksi璠za albo los oddali, Rozerwie r璚e, strwo篡 niewymownie, I dalsz� mi這嗆 prowadz� - listownie. W listach dopiero (a wszystkie umieszcz� W przypiskach)... m鎩 bohater b璠zie czu造; Ju� to nie b璠� moje rytmy wieszcze, Ale esencja serc, prosto z szkatu造 Wyj皻a: serca ni� wszystkie rozpieszcz�, A mo瞠 nawet m這do嗆 b璠� psu造 - Nie emigracj�, bo t嶴 diabe� nie chce I 瘸dn� serca 膨dz� ju� nie 貫chce. Ambicja serce spod 瞠ber wykrad豉, S嶴m si� nie kocha ju� ani te� gminy; Zbiorowa ta osoba b璠zie jad豉, Pi豉, wydawa� dziennik, biuletyny, Gwiazdy si� ka盥嶴 spyta, co upad豉, Jakie pryncypia ma, a ksi篹yc z miny Arystokrat� nazwie i dlatego, 疾 w smutn嶴 twarzy sw嶴 ma co� - srebrnego. Pryncypia! o pryncypia! jak bym ch皻nie Powiedzia� prosto dzi�, co o was my郵�! Gdyby mi teraz w serca mego t皻nie Nie brzmia豉 inna struna. - Wi璚 przekry郵� Te strofy. - Dusza mi zagra豉 sm皻nie, 妃iechu na ustach nie mam ni w umy郵e. Wszystko prowadzi dziwnie bo瘸 r瘯a, Tak dziwnie! - 瞠 mi serce wre i p瘯a. Wi璚, polityczne moje falanstery, B康嬈ie mi zdrowe! - I wy, co bez g這wy Upadli z pa雟ki嶴 jak z niebieski嶴 sfery, W arystokrat闚 gracie, sm皻ne sowy! Co w grze my郵icie bi� jako kozery Asa, cho� b璠zie z sercem i laurowy: Was tak瞠 瞠gnam, bez miecza rycerze, A cho� mi serce p瘯a - 鄉iech mi� bierze. 疾by te� jedna pier� by豉 zrobiona Nie pod逝g miary krawca, lecz Fidiasza! 疾by te� jedna pier� jak pier� Memnona! 疾by te� jedna! - Ha... to mi� przestrasza. Ko軼iuszko przeczu� was krzycz帷: "Sko鎍zona!" Z krzy瘸 swojego krzykn掖 tak - a wasza Pier� to poj窸a, z t� my郵� umiera. Chocia� mi serce p瘯a - 鄉iech mi� zbiera. Co b璠zie z wami - prosto wam nie powiem, Nie jestem jako wieszcz wszystko wiedz帷y. Krwi� do was pi貫m, moim duchem, zdrowiem; A teraz ciskam serce, puchar l郾i帷y; S造szycie? P瘯這. - Teraz mi w瞛g這wiem Jedno kobiece serce; jestem 酥i帷y, Omdla造 jestem, ogniem owioni皻y, Piekielne rzeczy rzucaj帷y, 鈍i皻y. Niech si� komedia gra. - Mo瞠 mi przyjdzie Gra� inn�: wtenczas was wszystkich przera輳. Leg貫m jak czarny Sfinks przy piramidzie Z grob闚 ojczystych; patrz� blade twarze: Mo瞠, wieszcz, zechc� jeszcze w jasnowidzie Rzec co ciemnego? Mo瞠 wam poka輳 Pe軟e piorun闚 usta, piersi, trzewa? Mo瞠 zamilkn� jak lew, co poziewa Patrz帷 na ma這嗆 zielonego w篹a, I zasn� - zasn� - ha! - lecz przebudzenie? Niech los i serca szale雟two zwyci篹a! Z m霩gu mojego mieli軼ie jedzenie, Lecz serce moje si� jak 逝k wypr篹a, Zrzuca was, g這dne s瘼闚 pokolenie! Ugolin odby� piek這... Ognia fale! Wyrwijcie reszt� s瘼om. - Precz, szakale! Kto inny teraz jest nade mn�, nie wy, Na kt鏎ych patrza� ja, Akteon blady. Mi璠zy ciemnymi po這輳 si� drzewy, S這wiki b璠� moimi s御iady, Ksi篹yc jako m鎩 srebrny anio� lewy, Ona jak z這ty m鎩 duch dobr嶴 rady Odgoni czarne cherubin闚 stada M闚i帷 do nieszcz窷� tak - jak anio� gada. Przez lito嗆 tylko nade mn� siostrzan�, Przez b喚kit tylko swoj嶴 w豉sn嶴 duszy, Przez gwiazd� swego losu ob陰kan�, Przez moc, co serca wskrzesza albo kruszy, Przez to, 瞠 hymny we mnie zmartwychwstan�, Je瞠li ona mnie jak harf� ruszy: B璠� zbawiony! dumny, bezpokutny. - Ale to wszystko sen - i mo瞠 smutny! Na Boga! Muzo! Troch� 鄉iechu! Tyle, Ile potrzeba dla zabawy gminu. Gdy serce moje spod zas這n odchyl�, Widz�, 瞠 nie jest jak s這鎍e z bursztynu; A jednak mia這 kiedy� 鈍iat豉 chwile, Dawn嶴 mi這軼i winne, temu winu, Kt鏎e upaja na 鄉ier�, Pot幦 wskrzesza. - O! chc� mi這軼i uczy�! Gdzie jest rzesza? - Odbieg豉. - Skar篡 si� na moj� ciemno嗆. "Poeto, fiat lux!" - zaci璚ie krzycz�. I we mnie dziwn� znale幢i wzajemno嗆; 砰cz�, aby to by這, czego 篡cz�; Tygodnik jak捷 wynalaz� odjemno嗆 We mnie; lecz niech si� dobrze wtajemnicz�, A ujrz�, 瞠m jest co� - jak grecki antyk, Lecz panteista troch� i romantyk. A teraz prosto i bez epizod闚 如iewam, jak prawy wieszcz, nie jak amator; Bo m鎩 bohater ma jecha� do lod闚 Sybirskich i do Chin, i pod Ekwator, Do innych nagich i dzikich narod闚, A� mu na grobie wyr積�: "Sta, viator!" Wtenczas ratunku ju� ze 鄉ierci� nie ma; Zatrzyma si� czytelnik i poema. Lecz nim nast徙i to - cudne mam rzeczy W tece! cudowna awantur girlanda! Rycerz m鎩 r帳ie, zabija, kaleczy Na kszta速 Hektora, Ajaksa, Orlanda; Przybywa zamkom w por� do odsieczy; Pisze kronik� wierszem jak Wiganda, O awanturach w豉snych - geografi�, Po kt鏎嶴 ludzie do Kamczatki trafi�. Na staro嗆 tak瞠 napisa�: Pomys造 Do dzi嶴闚, kt鏎e si� dzia� kiedy� mog�. Z czego korzysta� dzisiaj jeden 軼is造 Krakowczyk, ksi捫k� wydawszy niedrog�. Ksi捫ka ma polsk� dusz�, a na zmys造 Dzia豉 jak Niemiec; mnie za� szarpie srogo, Bije po r瘯u jak rektorska linia - Je郵i� ciekawy, patrz rozdzia�: Opinia. O! autorowie z nudy! o Feniksy! Powstali z trup闚, z proch闚 w豉snych, z 堯瞠k! O! polityczne moje nowe Iksy!... Upadam wszystkim pokornie do n騜ek; Lecz 篡cz�, aby nas dzieli造 Styksy; A teraz z waszych korzystam przestr騜ek I ju� nie ody pisz� ani hymny, Ale poemat ten - nadzwyczaj zimny. Bohater w d瑿ie zamkni皻y z m這dziutk� Pann�, a jednak stoi o pi耩 krok闚, Je郵i co m闚i, m闚i bardzo kr鏒ko. - Nie spuszczam 瘸dnych na scen� ob這k闚... Bo ani z w鏚 kokietk�, z nezabudk�, Rozmawia czy軼i嶴 lilia, pani stok闚, Gdy je wiatr zdrajca ku sobie pok這ni, Jako tych dwoje - kt鏎ych ja mam w d這ni I m鏬豚ym... M鏬豚ym, lecz nie chc�... A mo瞠 Nie mog�, nie mam dosy� serca, 瘸ru. Pr鏂hno 鈍iec帷e ksi篹ycowo w korze Zda mi si� pe軟e widm, pokus i gwaru... Pe軟e... Zatrzymaj mi�, pot篹ny Bo瞠! Bo got闚 jestem dla lepszego czaru Rzuci� na serce mego czytelnika Troch� awantur w豉snych spod r闚nika. Lecz nie... Sybirski b璠�... lodowaty, Dlatego wchodz� w styl nowych poet闚. S造szycie, jak si� krz� odludne kwiaty? S造szycie g逝chy 這mot oczeret闚? Kto� jedzie - spiesznie mu pewno za katy! Odt皻nia g逝cho echo jarych grzbiet闚... Wiele by� musi jad帷ych rycerzy, Kiedy przed nimi takie echo bie篡. Na poz這conym kurzawy tumanie, Kt鏎a do d瑿u ze s這鎍em si� wkrad豉, Naprz鏚 ksi康z jaki� wlecia� niespodzianie, Za ksi璠zem jaka� z這ta mara wpad豉. Ksi康z by� w habicie, a mara w 簑panie, W szerokich bardzo szarawarach z rad豉, Na kt鏎ych z這ta le瘸豉 kurzawa - S這wem: ksi康z Marek to by� i pan Sawa. Ku nim wi璚 moja nimfa srebrn嶴 cery Pobieg豉 skocznie i ca逝j帷 w r璚e, Odda豉 ksi璠zu Markowi papiery, Schowane bardzo tajemnie w sukience; Pot幦 zacz窸a 酥iew o sobie szczery - S堯w j嶴 nie k豉dn� wszystkich, bo przekr璚� Albobym musia� k豉嗆 po kropkach kropki, Bowiem ta nimfa m闚i豉 jak ch這pki. Z p豉czem m闚i豉: jak w d瑿ow� szaf� Wlaz豉 przed wrog闚 okrutnych pogoni�, Jakie tam mia這 by� z ni嶴 auto-da-fe, Jak nie pami皻a� nikt i nie dba� o ni�. - (O! hor[r]or! trzeci rym jest na 篡raf�! Muzy 瘸這郾e 透y nade mn� roni�, Bo muzy wiedz�, jakie do 貫z prawo Ma wieszcz pisz帷y poemat o k t a w �). M闚i豉, jak dwa go喚bie siostrzane Przyprowadzi造 ze step闚 obro鎍�... M闚i帷 p豉ka豉 - na usta r騜ane Kapi帷 pada這 kropelkami s這鎍e... Pan Zbigniew patrza� za� w stron�, na 軼ian�, Ksi康z w ziemi�, Sawa 豉ma� ostr鏬 ko鎍e. Widz帷, 瞠 s康zi� s� gotowi krzywo, Rycerz do ksi璠za rzek� dumnie i 篡wo: "Jestem Beniowski, jecha貫m do Baru, Abym ojczy幡ie moj嶴 s逝篡� szabl� I ca陰 dusz�. Z bliskiego mi� jaru Te dwa go喚bie sztuk� prawie diabl� Przywiod造 tutaj. Znajdziesz 鈔鏚 czaharu Dwa trupy, kt鏎e Pluton swoj� grabl� We幟ie i w ogie� piekielny zagrabi. Wi璚嶴 mu takich dam, na honor hrabi! "Z W璕ier albowiem moje rodowody Prowadz� i mam hrabiowskie tytu造, Ale 瞠 jestem bez grosza i m這dy, Niewiele sobie wa輳 te bibu造 I pergaminy; lecz chc� i嗆 w zawody Z przodkami, jako cz貫k na s豉w� czu造 I mocno ha鎟� ojczyzny czuj帷y, Niedo鈍iadczony jeszcze - lecz gor帷y". - Gdy tak przem闚i�, ksi康z Marek otworzy� Ramiona i j掖 軼iska� posta� gi皻k�: "Ja zna貫m twego ojca; gdyby do篡�, Pewnie by twoj� ch耩 pochwali� pr璠k�. Bogdajby� p騧no si� w grobie po這篡� Jasnym jak cz這wiek wielki - ani w璠k� Spro郾ych rozkoszy tu by� u這wiony. Zlituj si�, Matko niebieski嶴 korony! "Oto dziecko te oddaj� w opiek� Tobie, Dziewico czysta, Matko Bo瘸! Bro� rzuconego w t� nieszcz窷cia rzek�, Kt鏎a z nas p造nie do wieczno軼i morza. Pozw鏊! 瞠 z niego t� cielesno嗆 zwlek�, Kt鏎a tu krwawi ducha jak obro瘸, A za� mu w dusz� ognist� przel嶴� Rozpacz, co wszystko 豉mie, i nadzi嶴�. "Biada, kto daje ojczy幡ie p馧 duszy, A drugie tu p馧 dla szcz窷cia zachowa; Oboje w nim B鏬 swym piorunem skruszy I padnie kiedy� w popi馧 taka g這wa! 畝dn� 透� taki Boga nie poruszy, W modlitwie nigdy ju� nie znajdzie s這wa, Kt鏎e by kiedy� jego B鏬 rozumia�, I b璠zie jak ten d帳 umar造 szumia�. "B璠zie mia� w sercu w豉dz� odpychania Ludzi - a w篹e si� do� zbiega� b璠�. Utyje kiedy� na chlebie wygnania I nieszcz窷liwe dzieci go obsi璠� Krzycz帷: Grobowiec s豉wny>ale nie posi璠� Grobu ni s豉wy. - I to jest przekle雟two, Kt鏎e ja rzucam na nich! - ich rodze雟two! "I niechaj b璠zie jakoby stoletnie... Lecz nie... O Bo瞠! nie s逝chaj, Jehowa". Tu zamilk�; oczy mu b造szcza造 鈍ietnie I pi瘯nym srebrem uwie鎍zona g這wa Po鈔鏚 g堯w m這dych b造szcza豉 szlachetnie Jak ksi篹yc, kiedy si� nad rankiem chowa Za morze albo za eg嶴skie ska造, Nadzwyczaj wtenczas smutny, wielki, bia造... I m鎩 rym tak瞠, po t嶴 parafrazie Kazania, tak瞠 za ska造 zachodzi. Porozci庵awszy t璚ze na obrazie, Poko造sawszy na kszta速 dobr嶴 這dzi, Idzie spa�. - Wyraz zosta� przy wyrazie, Nie wiem, czego chce i czego dowodzi. Jako fajerwerk z gwiazd kilku tysi璚y, Chcia貫m, aby si� spali� - i nic wi璚嶴. PIE老 DRUGABENIOWSKIPIE老 CZWARTA PIE老 CZWARTA D帳 utrudzone opu軼i� konary, 安ierszcze syka造, upa� by� ognisty. W d瑿ie na ziemi siedzia� Marek stary I na kolanach rozpisywa� listy; A w這篡� na nos krzywy okulary. A taki by� list jeden: "M鎩 strzelisty Afekt i 豉ska Pana Zbawiciela Z wami..." W nawiasie: "Niech was powystrzela "Moskal i diabe�, 瞠 si� tak k堯cicie I zostawiacie Bar Moskali pastw�; A cho� szlachetne imiona nosicie, Jest z was ohyda boska i plugastwo. Pan Regimentarz za� sam mianowicie, Kt鏎y obieca� karmi� nas jak ptastwo Indyjskie, imbier przysy豉�, muszkatel, Cierpi, 瞠 buty dzi� je obywatel! "Venit iudicium! Nie ode mnie, s逝gi, Us造szy wtenczas s康 - lecz przed Chrystusem Zap豉ci swoje zaci庵ni皻e d逝gi; To� samo pan R騜a雟ki, co Fabiusem Jest w nasz嶴 partii, tak瞠 i ten drugi, Niech wie, 瞠 s康u dzie� nadchodzi k逝sem I we幟ie wszystkich was jak tuman 鄉ieci. Pisz� to z g喚bi 瘸lu do waszeci". Takie ksi康z pisa� listy pe軟e grozy. A przy nim moja m這da pos豉nnica, Przelatuj帷a moskiewskie obozy Jak g這s od harfy albo blask ksi篹yca, Lub Afrodyta, kt鏎嶴 ciche wozy Przez b喚kit go陰b ni鏀� i go喚bica, Ze 鈍ieczk� w r瘯u sta豉 zapalon�, Od blasku z這t� maj帷 twarz i 這no. Kto by tam zajrza�, my郵a豚y, 瞠 kt鏎y Z Ojc闚 Ko軼io豉 siedzi z go陰 g這w� I po natchnienie patrzy w ciemne chmury, A za� anio貫k, r帷zk� rubinow� Dotkn患szy bia喲j jak kamie� tonsury, Wyci庵a z g這wy t璚z� brylantow�, Podobn� r騜y z gwiazd lub pe軟嶴 malwie... Gdy starzec siedzi na orle lub na lwie. I w ciemnym d瑿ie by這 tylko dwoje: Ksi康z z pi鏎em w r瘯u, ze 鈍ieczk� dziewczyna; I tylko 鈍ierszcze mi璠zy drzewne s這je Wrza造 piosenk�. By豉 to godzina, W kt鏎嶴 tak mi這 p鎩嗆 nad jasne zdroje, Gdzie s這鎍u broni przyst瘼u leszczyna, I na murawie legn望 aksamitn嶴, W brz瘯u motyli, przy wodzie b喚kitn嶴... Lecz w owe czasy kt騜 jedn� godzin� Marzy�, spokojnie przeduma� nad wod�? Kt騜 mia� czas marzy�, 瞠 tak wszystko minie Jak kwiat b璠帷y motylom gospod�? Jak niezabudka dr膨ca przy leszczynie? Jak 透a? jak wszystko, co si� zowie mod�?... Cho� dobra moda by豉 w onych czasach Konfederowa� si� i kry� po lasach! A jednak i to min窸o!... Ojczyzna Min窸a tak瞠! i 闚 wierszyk z這ty, 疾 dla ni嶴 ka盥a smakuje trucizna, 荑 wiersz, co niegdy� zach璚a� do cnoty, Jest dzisiaj... ka盥y mi to pewnie przyzna, Kto w obl篹eniu jad� szczury 逝b koty - 疾 ten wiersz bez ps闚, bez liszek, bez czajek, Jest dzi� najlepsz� z Krasickiego bajek... A wi璚 niech wszystko mija! - Wsta鎍ie, burze! I zwi嶴cie m鎩 郵ad z t嶴 sm皻n嶴 pustyni! I moje my郵i jak 貫z pe軟e kru瞠 Przechylcie, niech je pr騜nymi uczyni Czas. - Wszak stawa貫m na ni嶴edn嶴 g鏎ze Bli輸j piorun闚 ni� gadu, co 郵ini Poca逝nkami nawet twarz cz這wieka; Bli輸j chmur, co grzmi� - ni� ludu, co szczeka. I dzi� od ogni闚 boskich w d馧 zepchni皻y Z piramid czo豉, z wulkanicznych szczyt闚, Cierpi� - lecz jeszcze gardz�. I ten 軼i皻y Rym nieraz k御a was a� do jelit闚, I p造nie jako szalone okr皻y, Z fal odrzucany do niebios b喚kit闚, Gdzie mu pocz徠ek by� i koniec b璠zie, Gdy 鄉ier� na 瘸glach okr皻u usi璠zie. Tymczasem z szum闚 瘸glowych i waru My郵i zhukanych jest harmonia dzika, Kt鏎� ja lubi�, 瞠 tak pe軟a gwaru, 疾 czasem jak w捫 po鈔鏚 ruin syka, Czasem podobna do anio堯w swaru, Gdy b造skawic� letni� si� odmyka Niebo i zn闚 si� zasun� p這mienie Na dziwny duch闚 鈍iat, sk康 sz這 westchnienie. A jednak, gdyby twoja, o m這do軼i! 疾lazna niegdy� wola, dumna, twarda, Gdybym nad sob� mia� wi璚嶴 lito軼i, Gdyby mi nawet w krew nie przesz豉 wzgarda Tego, co teraz jest i co w przysz這軼i By� mo瞠: lutni� szalonego barda Skruszy豚ym wzi患szy pod zgi皻e kolano; I now� harf� wzi掖 niepokalan�. Lecz p騧no! p騧no ju�! Gdzie s� s逝chacze? Czy w grobach klaszcz� w r璚e zadziwione? Czy ur庵aj�? - nie wiem - i nie racz� Goni� my郵ami te sm皻ne, stracone Mary. Lecz nieraz, kiedy mi zakracze Orze� lec帷y na s這鎍e czerwone, Zda mi si�, 瞠 to jaka� dusza bratnia Zn闚 odlatuje ode mnie - ostatnia! Lubi貫m takie dusze dzikie, sm皻ne, Rozokolone na niebie szeroko, B造skawicowe troch�, troch� m皻ne, Nawet gdy w cia這 si� straszne oblok� I w pioruny si� rzucaj� nami皻ne Lub nad Safony chwi嶴� si� opok�; Lubi貫m takie dusze - niebezkarny! - Wybrednie marz帷 w r騜ach - kolor czarny. Dzi� uleczony na p馧 - lubi� r騜e Takie, jakimi je B鏬 stworzy�, 豉dne I wiotkie. - Teraz wam powie軼i� s逝輳 I w 瘸dne wi璚嶴 ust瘼y nie wpadn�, 畝dn� gaw璠� pie郾i nie przed逝輳, Ale te� z fakt闚 wam nic nie ukradn�, Bo wszystko godne jest pami璚i wieczn嶴 I wszystko mo瞠 uj嗆 - w kompanii grzeczn嶴. Stoi wi璚 w d瑿ie moja mo這dyca Ze 鈍iec� - jasne dwa go喚bie burcz�; Ksi康z piecz皻uje sygnetem szlachcica Listy... Pos逝szne si� papiery kurcz� W kopert�; z lakiem o瞠niona 鈍i嶰a - M闚i帷 Delill[e]a stylem - styl tak sturcz� Poeci, 瞠 dzi� gwa速em trzeba z Francji Rozumu, jeszcze wi璚嶴 elegancji - O瞠niona wi璚 鈍ieca z lask� laku, Wyda豉 t� 透�, kt鏎a z tajemnicy Nie da si� nigdy odedrze� bez znaku - Zw豉szcza je瞠li Moskal na granicy Nie czyha na tw鎩 sekret, o Polaku, Z pomoc� drugi嶴 o瞠nion嶴 鈍i嶰y, I chmur z tajemnic twoich nie uchyla Zdradzieck� r瘯� nocy (styl Delill[e]a). Ju� wi璚 ksi康z Marek (tu mnie nie do軼ign� Iksy warszawskie) kochank闚 za郵ubi� I nim oboje w ma鹵e雟twie ostygn�, Przypiecz皻owa� chcia� - ju� lak naczubi�, Ju�... ju�... Wtem szable mu po oczach mign�! Ksi康z wsta� - szcz瘯 wielki by� - piecz徠k� zgubi�; Ujrza� na 軼ianach boju stereotyp, Bowiem d帳 w 鈔odku by� jak dagerotyp. Co si� wi璚 dzia這 zewn徠rz, to si� w 這nie Suchego d瑿u odbi這 t璚zowie. By� b鎩, naprzeciw siebie sz造 dwa konie, A na koniach szli dwaj bohaterowie, Nad g這w� nios帷 podniesione bronie, Szablice; ka盥a jako sierp na g這wie. Zaraz ksi康z pozna�, 瞠 ci wojownicy Byli to z panem Saw� pan Maurycy. Poznawszy, w duchu rzek�: "Nie p鎩d� godzi�, Niechaj瞠 sobie troch� krwi utocz�, To mo瞠 nadto gor帷ych och這dzi�, Pot幦 z rozwag� wi瘯sz� w ogie� skocz�..." Tak m闚i帷 patrza�, jak chc帷 sobie szkodzi�, Na 軼ianach t璚z� tworzyli urocz�. 安iat這嗆 ich obu owion窸a krwawa; W ogniu na bia造m koniu miga� Sawa. Spotkali si� raz, z這篡li nad g這w� I zn闚 ich konie roznios造 szalone; Za drugim razem tn帷 sztuk� krzy穎w� Beniowski, zgrabnie skoczywszy na stron�, Da� szacht tak p造tki koniowi nad g這w�, 疾 mu z przyci皻ych uszu dwie czerwone Trys造 fontanny; jak rubin si� 瘸rz� W biegu, nadjecha� na nie Sawa twarz�. Wi璚 si� na bia造m wydawa� rumaku, Maj帷 zalane oczy krwi wytryskiem, Jakby delfina mia� w z這tym czapraku Pod siod貫m, kt鏎y krew wyrzuca� pyskiem. Nie daj帷 jednak najmni嶴szego znaku, 疾 by� zmi瘰zany tym ostrym dogryzkiem, Obr鏂iwszy si� koniowi do grzbietu Strz御� krew i z olster doby� pistoletu. Straszny by� wtenczas: we krwi, co go broczy, Spokojn� mia� twarz i spokojnie mierzy� Do bohatera pie郾i, mi璠zy oczy - I gdyby krzemie� by� spad� i uderzy� W dek�... co skrami pryskaj帷 odskoczy, Pewnie by wi璚嶴 m鎩 bohater nie 篡�... Bo sam wyznawa�, 瞠 w szturmaku onym Widzia� przybit� kul� czym� czerwonym. Wi璚 pewnie by j� by� duszy oczyma, Jak m闚i Hamlet, w czaszce sw嶴 zobaczy�, Gdyby nie dziwne, a dla pisoryma Mi貫 zdarzenie. - B鏬 zachowa� raczy� Cz這wieka, a ja ze� zrobi� olbrzyma; Byle mi tylko czytelnik przebaczy�, 疾 empirycznie, min患szy przyczyn�, Wda貫m si� w skutek rzeczy, w r帳anin�. Lecz wpad連zy musz� ko鎍zy�. Wi璚 pan Sawa lewe przymru篡� oko i wyceli�, A za� powszechnie o nim nios豉 s豉wa, 疾 nawet pannom, gdy sobie podchmieli�, Wystrzela� korki. - By豉 to zabawa, Kt鏎嶴 bym wcale z innymi nie dzieli�, Gdybym by� pann�, gdzie�, w szlacheckich dworkach Pod owe czasy i chodzi� na korkach. Wyceli� ju� wi璚 prosto, w same czo這, I palec ju� gi掖 - gdy nagle... o dziwy! Jakoby Irys, co rzuciwszy ko這 Z t璚zy, zlatuje na zamglone niwy: Lekko jak anio�, jak ptaszek weso這, Dzieweczka z d瑿u da豉 skok straszliwy, Skok na dwa 這kcie od ziemi wysoki, W poezji m闚i帷, skok a� pod ob這ki. Z ob這k闚 spad豉 na 闚 ko� ze 郾iegu, Na kt鏎ym siedzia� pan Sawa z這wrogi; Nim si� ob嶴rza�, ju� na siod豉 brzegu Stoj帷a za nim jak Olimpu bogi, Prosta i naprz鏚 podana do biegu, Chwyci豉 za l嶴c - i na tylne nogi Podni鏀連zy konia z rycerzem do g鏎y, Tak pomi瘰za豉 go - 瞠 strzeli� w chmury. I nie czekaj帷, a� poprawi strza逝, L嶴cem i g這sem zagrzawszy rumaka, Rzuci豉 w galop taki pe軟y sza逝, 疾 galop konia by� jako lot ptaka. A ta dzieweczka, by duch idea逝, Stoj帷 n騜kami na ko鎍u czapraka, Reszt� si� cia豉 - strach przechodzi mrowi! - Odda豉 ca趾iem unie嗆 b喚kitowi. I b喚kit j� wzi掖 tak zr闚nowa穎n�, Z rozci庵ni皻ymi jako ptak r帷z皻y. Z w這s闚, co by造 na g這wie koron�, Naprz鏚 si� z這ty zrobi� w捫 zwini皻y W k喚by i lecia� wraz za t� szalon�, W po造skuj帷e j� chc帷 win望 skr皻y, I r騜ne kwiaty wyrzuca� ze skr皻闚, Kt鏎e goni造 j� mg陰 dyjament闚. Za w這sem i za kwiatami, i za ni� P璠zi造 r闚nym dwa go喚bie lotem. - Nie widz� wi璚嶴: jary si� tumani�, Dymn嶴 kurzawy przes這ni皻e z這tem; W kurzawie rycerz znika z moj� pani�... Jeszcze raz galop konia run掖 grzmotem, Jeszcze raz je寮ziec na wierzcho趾u g鏎y, Jak z ametystu, z p這mienia i z chmury B造sn掖 i znikn掖. - Teraz kto wypowie Uczucia wn皻rzne w moim bohatyrze? Zamiast kul srogich pana Sawy w g這wie, Ujrza�... a tu mu wcale nie ubli輳, Bo wiem, 瞠 wiedzia�, co s� centaurowie, Przypomnie� musia� wi璚 o D嶴anirze I mia� na twarzy taki wyraz boski Jak ten, co wiersze pisz帷 liczy zg這ski. Oczy utopi� w kurzu ob這k z這ty, Gdzie znika� rycerz, ko�, panna, j嶴 w這sy I za w這sami, jak dwa papiloty, Bia貫 go陰bki na dw鏂h ko鎍ach kosy. I sta�, i patrza� - gdy z d瑿ow嶴 groty Wyszed� ku niemu karmelita bosy I prze瞠gnawszy si� Chrystusa znakiem, Spyta�: "Dlaczego wa嗆 si� bi� z Kozakiem? "O krwi gor帷a! 瞠 te� ja nie mog� Utrzyma� nigdy mi璠zy wami zgody! Oto pan Sawa znowu ruszy� w drog�, B鏬 wie, czy wr鏂i, a rzeski i m這dy. O m這dzi! m這dzi! pod wasz� ostrog� Trzeba da� wo造 najleniwsze z trzody; Dop鏦i ka盥y z was na koniu je寮zi, Nigdy si� w jednym mi嶴scu nie zagnie寮zi. "Sk康瞠 wam przysz這, 瞠軼ie tu z jaszczura Dobyli szabel i na konie wsiedli?" Na to pan Zbigniew: "Oto jest rzecz, kt鏎a Zwa郾i豉 obu, gdy鄉y tutaj jedli I pili: oto z這ta miniatura, O kt鏎� srogi b鎩 oba鄉y wiedli. O tak� si� rzecz bijemy nie pierwsi; Ja mu j�, ksi篹e, sam zerwa貫m z piersi. "A zerwawszy j�, chcia貫m serca dosta� Spod 瞠ber jego t� szabl� tureck�". Tak m闚i帷 strasznie mia� marsow� posta�. A ksi康z: "O tak捫 rzecz chodzi這 鈍ieck�? Warto by obu dyscyplin� ch這sta�! Wstyd� si�, wielmo積y hrabio! jeste� dziecko! T� miniatur� mi da豉 dla ciebie C鏎ka Starosty dzi�, jak B鏬 na niebie! "Ja za�, nie maj帷 kieszeni w habicie I nie chc帷 wiesza� t嶴 rzeczy na sobie, Da貫m j� Sawie, by j� schowa� skrycie, A� mi j� przyjdzie na my郵 odda� tobie; A przy tym i list, skropiony obficie ㄋami, a w takim pisany sposobie, 疾 cho� ksi康z jestem, w mi這stkach nie s逝輳, Podj掖em si� ten list schowa� w kapturze: "Oto jest pismo dzi� pisane w nocy, Czytaj wa嗆! ja tymczasem na ko� si璠�; Bar potrzebuje dzi� moj嶴 pomocy: Lub go ocal�, lub niebo zdob璠�". Beniowski, blady jak duch o p馧nocy, Ju� nie uwa瘸� na ksi璠za gaw璠�, Ale otworzy� list, czyta� i wzdycha�, Bo ten list w niebo rwa� i w piek這 spycha�. A naprz鏚 w li軼ie by這 opisanie Tego, co w drugi嶴 moj嶴 pie郾i stoi, To jest: jak zamek wzi皻o niespodzianie, Jak go dostano pr璠z嶴 ni幢i Troi, Jak na 鄉iertelnym ju� by� karawanie Pan Dzieduszycki, jak w piwnicach broi Szlachta b璠帷a w zamku na za這dze, Jak Ladawiecki pan zda� rz康u wodze, A sam zamy郵a� jecha� do Warszawy I c鏎k� z walki uprowadzi� pola. - "O! m鎩 Zbigniewie! nie mi嶴 ty obawy" - Pisa豉 panna - "nigdy ojca wola, Nigdy pon皻a, nigdy przestrach krwawy, Nigdy szalone szcz窷cie lub niedola Nie sk這ni� mego serca do odmiany - B康� s豉wny; jeste� m鎩 - jeste� kochany. "Odje盥瘸m teraz - ale si� otocz� My郵ami, kwiat闚 podolskich zapachem, Woniami, kt鏎e by造 tak urocze, Gdy w Anielinkach, pod s這mianym dachem, Ty mi� porzuca� - a ja ci warkocze Da豉m ca這wa�, przenikniona strachem, Aby� mi u n鏬 nie pad� konaj帷y: Tak by貫� blady przy gwiazdach i dr膨cy. "Powiem ci teraz, 瞠m si� by豉 zl瘯豉, Aby� ty we mnie nie us造sza� g這s闚, Z kt鏎ymi w sercu jaka� struna p瘯豉, Gdy si� dotkn掖e� usty moich w這s闚... Pomnisz, 瞠m wtenczas tak jak dziecko j瘯豉, Chwyta豉m si� szat twoich, drzew i k這s闚, My郵a豉m, 瞠 ju� gin� z 鈍iat貫m, z echem I 瞠 westchnienie - 鄉ierci jest u鄉iechem. "Kiedy to pisz�, s這鎍e wschodzi z wie鎍em Chmur i tak wstydzi mnie, 瞠 nie wiem czemu, Ca豉 si� zla豉m 透ami i rumie鎍em - Ty wiesz, ja zawsze kwiatowi bia貫mu Podobna, p鏦i mi by� oblubie鎍em Chrystus. - U鄉iechnij si� s這鎍u z這temu, Bo mi si� przed nim 透a gor帷a toczy I tak rumieni mnie jak twoje oczy. "Niespokojno軼i pe軟e serce moje! Smutno mi rzuca� te mi嶴sca, te stawy! Je瞠li kiedy przywiod� ci� boje A� do mojego zamku, do Ladawy, Ka� sobie panny otworzy� pokoje; Na oknie stoi fili瘸nka z lawy; Rzucam dla ciebie w ni� male鎥i kwiatek - Nosi豉m go dzi� ca陰 noc - b豉watek. "Nie tra� nadziei nigdy! nigdy! Kto ma Wol�, ten wszystko pokona. Addio! Z wyci庵ni皻ymi za tob� r瘯oma - Jeszcze raz wo豉m ciebie, caro mio! Przy tobie zawsze b璠� - niewidoma. I wprz鏚 mi serce ni� ciebie zabij�. Nie, ty nie mo瞠sz zgin望 tak jak oni, Kt鏎ych nie kocha nikt - i nikt nie broni. "Pyta豉m dzisiaj star嶴 wr騜ki Diwy, Czy mi B鏬 ciebie zachowa i wr鏂i. Odpowiedzia豉, 瞠 b璠ziesz szcz窷liwy, 疾 si� o ciebie wiele duch闚 k堯ci Czarnych i z這tych z t璚zowymi grzywy - A czyny twoje kto� na harfie nuci... 疾 zawrzesz z kr鏊em indyjskim przymierze... Nie b璠ziesz temu wierzy�, lecz ja - wierz�. "Przepowiadaj帷 m闚i豉 mi stara, 疾 widzi ciebie w sankach z wieloryba, A za� przy tobie stoi jaka� mara Ubrana w szaty dziewicze - to chyba Ja... Czy nieprawda? - O! gdyby ta szpara! Gdyby ta jasna z dyjamentu szyba, Przez kt鏎� Diwa widzi przysz貫 rzeczy, Mog豉 zast徙i� we mnie wzrok cz這wieczy! "Zgodzi豉bym si� nie widzie� na niebie - Gwiazd ani s這鎍a, nie widzie� b喚kitu, Lecz tylko w ka盥嶴 chwili widzie� ciebie; Na ciebie patrze� od zmroku do 鈍itu. - Zda mi si� nawet, 瞠 w jaki嶴 potrzebie Pomog豉bym ci oczyma - do szczytu Szcz窷cia i s豉wy... cho熲y"... Tu przerwany By� list dwoma plamkami zwalany. Te plamki do ust by造 podniesione, Lecz ksi康z podstawi� pod usta szkaplerza. "Te ca逝j" - krzykn掖 - "te rany czerwone, Kt鏎e Chrystus mia�: godne ust rycerza, Nie te kropelki 貫z gorzkie i s這ne, Z kt鏎ych rdza pada na kryszta� puklerza! Rzu� ten list - daj go, jak m闚i�, szatanu - A s逝chaj: wa積� misj� dam wa熜anu. "Pisz� mi - 瞠 tron odzyska� khan Giraj, Przyjazny zawsze Polsce by� khanisko; Masz listy, kt鏎ych, prosz�, nie otwi廨aj, A� staniesz w Krymie. Wprawdzie to nieblisko, Jask馧ki wiedz� tam drog� na wyraj I bocian tak瞠 z ma陰 szar� plisk� Do t嶴 krainy lec� z wielkim krzykiem; Bocian okr皻em jest - pliska sternikiem. "Ona ptakowi na ogonie siedzi I prost� drog� w chmurach rozpowiada. Tak je郵i ci� duch Chrystusa nawiedzi, B璠ziesz jak bocian, co nigdy nie siada, Lecz wyci庵n患szy dzi鏏 jak w堯czni� z miedzy, Prosto w璠ruje i w gniazdo upada - Gdzie� na wie郾iacz嶴 chacie, zmordowany, Przebywszy morskie burze i ba逕any. "Ufaj mi, synu! je郵i wytkniesz sobie Drog�, a prost� - to cho熲y do s這鎍a Zalecisz, cz瘰to na krzy簑 lub grobie Odpoczywaj帷. - Le瞈e wi璚 bez ko鎍a, A b璠ziesz chodzi� w anielski嶴 ozdobie Jako ojczyzny i wiary obro鎍a; A nim zas逝gi twoje w niebie zgin�, Ziemia przeminie i gwiazdy przemin�! "Patrz na mnie! - jestem tak瞠 zmordowany, A kto wie co tam w moim sercu p豉cze? A jednak wzi掖em w r瘯� krzy� drewniany I chodz� tul帷 do g喚bi rozpacze. Wola豚ym mo瞠 ju� w gr鏏... jak z豉many D帳 i bez li軼i - lecz mi serce skacze, Kiedy na dzia這 wst徙i moja noga, A dzia這 ogniem 酥iewa - imi� Boga. "Wi璚 瞠 i staro嗆 jeszcze jowiszowe Ma brwi, na ha鎟� ojczyzny zmarszczone; Wi璚 jeszcze wstrz御a te pola stepowe I wulkany z nich wyrzuca czerwone, I t嶴 ojczyzny martw嶴 wznosi g這w�, I k豉dzie na ni� zbawienia koron�... Tak瞠 wi璚 krwawym was obmywam chrzeatem! A pomy郵 tylko ty: czym瞠 ja jestem? "Garsteczk� prochu, co jutro w dolinie B璠zie rodzi豉 chwasty i lilije; Dzbanem, z kt鏎ego strumie� wiary p造nie, A kt鏎y jutro B鏬 nog� rozbije. No馭e ty ducha w t嶴 cielesn嶴 glinie; A nie l瘯aj si�, gdy wiatr w oczy bije Z b造skawicami. Na ko鎍u 篡wota Czyny cz這wiecze wa篡 szala z這ta. "Tam wszystkie nasze 透y i krew rozlana S� policzone i nie ginie jedna Kropelka, ani bia豉, ni r騜ana, Lecz ka盥a wa篡 i wa膨c wyjedna 安iat這 wieczyste. Id� wi璚 w imi� Pana! A by豉by te� ta Ojczyzna biedna, Gdyby dla ciebie, zginionego m這do, κz nie znalaz豉. - B康撚e wi璚 t� wod� "Ochrzczony teraz i w grobowcu p騧nym". To m闚i帷 r璚e wyci庵n掖 - i dr瘸造. S逝cha� go rycerz z czo貫m smutnie gro幡ym I by� na twarzy przera瞠niem bia造, I skry mu z ocz闚 sz造, i dreszczem mro幡ym, Mi這軼i� wielk� dla nieszcz瘰n嶴 chwa造 Czu� si� prz嶴皻y. B璠帷 tak ognisty, Z r瘯u ksi璠zowskich wzi掖 do Khana listy; I wraz obr鏂i� konia na po逝dnie Ku wschodz帷emu wtenczas miesi帷owi... Jecha� i marzy� o przysz這軼i cudnie. A kt騜 sny takie m這do軼i wypowi�? Cho� anio豉mi te strofy zaludni�, Cho� z ziemi stworz� kraj podobny snowi, Nie dosy� b璠zie - przez go軼iniec z ost闚, Kwiat闚 z r騜anych gwiazd i z t璚zy most闚 Austerie chyba z szk豉 i z dyjamentu Zbuduj� - w karczmach posadz� Dyjanny �鏚� 篡cia jest jak z這ta 堯d� Sorrentu, Co siek帷 kryszta� prze廝oczysty, szklanny, Ogie� dobywa b喚kitny z odm皻u, I z wiose� ogie� l嶴e nieustanny. I tak jak 豉b璠� ognisty przelata, Pier� maj帷 w ogniu i ogniem skrzydlata. M這do軼i! ka� si� t嶴 豉b璠zi嶴 marze Z ognia i z這ta unosi� po 鈍iecie, Niech szumi wino w tw嶴 plato雟ki嶴 czarze, Na g這wie niechaj b璠zie wonne kwiecie, A blisko 郵ub闚 wysokich - o速arze, Gdzie Saturnowy w捫 si� z ognia plecie: Tam 郵ubuj przysz這嗆... Muza mdle� zaczyna - Dajcie mi bursztyn i r騜e, i wina! K喚bami dymu niechaj si� otocz�, Niech o m這do軼i pomarz� p馧senny. Czuj�, jak pachn� kochanki warkocze, Widz�, jaki ma w oczach blask promienny; Czuj� zn闚 smutki t瘰kne i prorocze, Wt鏎uje mi zn闚 szumi帷 li嗆 jesienny. Na pr騜no serce truciznami poim!... Kochanko pierwszych dni! - zn闚 jestem twoim. Patrzaj! powracam bez serca i s豉wy, Jak ob陰kany ptak, i u n鏬 le輳. O! nie l瘯aj si� ty, 瞠 豉b璠� krwawy I ma na piersiach rubinowe pierze. Jam czysty! G這s m鎩 鈔鏚 wichru i wrzawy S造sza豉�... w r闚n嶴 zawsze strojny mierze... U ciebie jedn嶴 on si� 貫z spodziewa�, Ty wiesz, jak musz� cierpie� - abym 酥iewa�. Id� nad strumienie, gdzie wianki koral闚 Na twoje w這sy k豉d豉 jarz瑿ina; Tam si康� i s逝chaj tego wichru 瘸l闚, Kt鏎e daleka odnosi kraina; I w pie填 si� patrzaj t� - co jest z opal闚, A wi璚嶴 kocha ludzi, ni� przeklina. I pomy郵: czy ja dusz� mam powszedn�? Ja - co przebieg連zy 鈍iat - kocha貫m jedn�. Tw鎩 czar nade mn� trwa. - O! ile� razy Na ska豉ch i nad morzami bez ko鎍a W oczach tw鎩 obraz, w uszach twe wyrazy, A mi這嗆 twoj� mia貫m na kszta速 s這鎍a W pami璚i moj嶴. - Anio� tw鎩 bez skazy Na moich piersiach spa� - a 透a gor帷a Nigdy mu jasnych skrzyde� nie splami豉: Twa dusza zna豉 to - i przychodzi豉. W gajach, gdzie ksi篹yc przez drzewa oliwne Przegl康a blado jak s這鎍e sumnienia, Chodzi貫m z tob� jak dwie mary dziwne, Jedna z marmuru, a druga z promienia; Skrzyd豉 nam wiatru nie by造 przeciwne I nie rusza造 w這s闚 i odzienia. Mi璠zy kolumny na niebie si� kry郵帷 Stali鄉y jak dwa sny - oboje - my郵帷. Z tak� wi璚 cisz� i z tak� powag� W嶴dziemy kiedy� w eliz嶴skie bory; My, co鄉y ziemi� t� widzieli nag�, Przez pi瘯ne niegdy� widzian� kolory, Co鄉y poznali, 瞠 nie jest odwag� Rozpacznym czynem sko鎍zy� 篡wot chory, Lecz uleczeni przez trucizn u篡cie, Sercu zadawszy 鄉ier� - znale幢i 篡cie. Pierwszy to i raz ostatni, o mi豉! M闚i� do ciebie. Jest to b造skawica, Kt鏎a ci chmur� pos瘼n� odkry豉, I bole嗆 wysz豉 z ni嶴 jak nawa軟ica; W twoim ogrodzie pustym b璠zie wy豉, Gdy ksi篹yc pe軟y, jak srebrna r騜yca Gmach闚 gotyckich, bia造 blask rozl嶴e W te - gdzie鄉y niegdy� chodzili - al嶴e. B康� zdrowa - od嶴嗆 nie mog�, cho� s造sz� Wo豉j帷e mnie duchy w inn� stron�; Wiatr mn� jak ciemnym cyprysem ko造sze I z czo豉 mego podnosi zas這n�, Z czo豉, gdzie anio� jaki� skrami pisze Wyrok 豉mi帷y mnie mi璠zy stracone... Ja czekam krusz帷 wyroki okrutne... Twe oczy patrz� na mnie - takie smutne! B康� zdrowa! drugi raz cud si� powt鏎zy: Martwy, odemkn� ci w grobie ramiona, Kiedy ty przyjdziesz, do zbiela喲j r騜y Podobna, zasn望. - Dosy�! Pie填 sko鎍zona! Oko si� moje senne 透ami mru篡, R騜e uwi璠造 - czara wychylona, I pie填 gdzie� leci ode mnie echowa... Ju� po瞠gna貫m ci� - jeszcze b康� zdrowa! PIE老 TRZECIABENIOWSKIPIE老 PI﹗A PIE老 PI﹗A Przez ciemne, smutne go軼i鎍e kurhan闚 Niesie go czarny ko� dniami i noc�. Pod ziemi� t皻na zakopanych dzban闚 Z prochem rycerzy - na niebie 這poc� Kruki jak stada pos瘼ne szatan闚; W czaharach zbroje rycerzy migoc� I dzidy b造szcz� krwawymi p這myki. Tam na kurhanach pos瘼ne lirniki Siedz� i graj� dumy dawnych czas闚. Dumy wychodz� na rozleg貫 pola, Wpadaj� smutne w szum d瑿owych las闚; I stamt康 znowu, jak harfy Eola, Zmi瘰zane z szumem li軼ianych ha豉s闚 Wychodz� na step, a ludzka niedola Leci, wichrami p豉cz帷ymi wiana, Jakby nie ludzi ustami 酥iewana. Tu siedz� wianki na polu czumak闚 I ogie� pal� wielki, jasny, chmurny; Tam dal嶴 wie鎍e podr騜nik闚 ptak闚, A drop na stra篡 - albo s瘼 bezpi鏎ny; Podobni z dala do rzymskich orszak闚 Ko這 chor庵wi albo ko這 urny, Gdzie sm皻ne wodza popio造 z這穎ne: Odprawuj帷e stra� i zamy郵one. Beniowski przeby� Dniepr - gdy raz wieczorem, Kiedy ju� ksi篹yc wstawa� zamy郵ony, Obaczy� ogie� pod d瑿owym borem, W ziemi pal帷y si�, wielki, czerwony. Przy ogniu siedzia� cz貫k okryty worem, Dziki嶴 i straszn嶴 twarzy jak Hurony, Gotowa� straw�, i pazury czarne Krwawi帷, odziera� ze sk鏎 ca陰 sarn�. Ta, wywr鏂ona, oczyma szklannemi Zda豉 si� 瞠bra� u ognia lito軼i. Dal嶴 siedzia這 dw鏂h pan闚 na ziemi. Na jednym 簑pan by�, sk鏎a i ko軼i; Drugi oty造 i z rubinowemi Policzki, pe貫n w sobie wielmo積o軼i, Przepija� g這郾o do drugiego zdrowiem Z butla, co mia� brzuch obszyty sitowiem. 荑 pan wspania喲j tuszy - troch� baba Na twarzy - dziwn嶴 mia� zbroj� struktury. Od ko軟ierza mu sz豉 瞠lazna sztaba, Malowanymi natykana pi鏎y. Rzek豚y�, 瞠 rodzi go kr鏊owa Saba, 疾 z dawnych czas闚 spad� jak 瘸ba z chmury. Chocia� si� zbroja nam wydaje dzika - Beniowski pozna� zaraz pancernika. Gdzieniegdzie jeszcze snuli si� po kraju Starzy minionych czas闚 kochankowie, Kt鏎zy nie pili kawy ani czaju, 疾laza kawa� nosili na g這wie Jak star嶴 kawa� arki na Synaju; A B鏬 im dawa� rumiano嗆 i zdrowie, Zw豉szcza 瞠 s這m� wk豉dali do but闚. Litwin pancernik, jeden z tych mamut闚, Siedzia�, jak m闚i�, i z oplecionego Butla pi�. Litwin to by� star嶴 daty; Z chudym si� na czas po陰czy� koleg�. A jego s逝ga, czerwonokud豉ty Perkunas, kt鏎y pana zna� ma貫go I z mi這軼i mu, a nie dla zap豉ty S逝篡�, cho� nosi� imi� dawnych bog闚, Kucharzem teraz by� - i u tr鎩nog闚 Wiesza�... ach! nie ju� dla Znicza kadzid這, Lecz kawa� sarny; - ju� nie dawne runy 如iewa�, lecz diab豉 禦ujdzkiego straszyd這 Krzy瞠m odp璠za�, gdy bi造 pioruny. Wybornie umia� w璠zi� g瘰i skrzyd這 I po tatarsku zawija� ko責uny - Kr鏊 perski, kt鏎y p豉ci� z這ta min� Za ka盥� now� rzecz, to za bo獞in� Da豚y dwie. - O bo獞ino! Hipokreno Litewska! Ty, co utworzy豉� szko喚! Waza twa zawsze wytryska Kamen�, Kt鏎a ma oczki gazeli weso貫, A w r瘯u bia造m swym - ni piu, ni meno - W r帷zkach, kt鏎e s� zakasane, go貫, Wieniec z barszczowych usz闚; o nagrodo! 疾 mi j� kiedy� dasz - marzy貫m m這do... Lecz teraz trac� nadzi嶴�. Niestety! "Nie lza" - jak m闚i Kochanowski - pr騜no! Pr騜no depta貫m parnasowe grzbiety I mia貫m nieraz Dyjan� us逝積�: Kiedym chcia� zamkn望 Sybir w tryjolety, Muza zosta豉 mi rymami d逝積�; Z tego wi璚 posz這, 瞠 pisa貫m proz�, "O d j e m n �" - m闚i Tygodnik - o zgrozo! Odjemn�! - czy od Tygodnika? Bo瞠! Kto tam od嶴mie co, ten b璠zie m康ry: Ty by� nie odj掖 nic sam, Pitagorze, Z twoj� tabliczk� w r瘯u... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Po kropkach pisz� dal嶴. Wiatr by� ch這dny I ogie� pali� si� weso這 z trzaskiem; Beniowski nie by� to bohater modny, Co si� ksi篹yca tylko karmi blaskiem, Przypomnia� sobie w豉郾ie, 瞠 by� g這dny. Wi璚 jak astronom gwiazdy wynalazkiem Albo poeta ucieszony nowym Rymem nieznanym i b造skawicowym, Albo dewotka, gdy grzech jaki stary Przypomni sobie przed sam� spowiedzi�, Albo jak trafne litewskie ogary, Gdy wpadn� razem na 豉p� nied德iedzi�, Albo - lecz spos鏏 ten por闚na� stary Krasickim tr帷i i z這con� miedzi� - Wi璚 prosto, bez gaw璠y i odwlecze�: Beniowski, ludzi ujrzawszy i piecze�, Zsiad� z konia... Teraz, kiedy go prowadz� Tak materialne gusta, moja muza Opuszcza, z ca陰 sw� harfiarki w豉dz�. Chocia� tam z這ta le篡 kukurydza, Cho� kapu軼iane tam kocio趾i kadz�, Cho� nerka na kszta速 czerwiennego tuza Le篡 i w ma郵e na patelni warczy Jak serce wroga na Odyna tarczy. Cho� pi瘯ny ten las, gdzie o piersi d瑿闚 Ogie� czerwony swoje skrzyd豉 豉mie, Chocia� Perkunas ma na kszta速 tr鎩z瑿闚 Widelec w r瘯u i Neptuna rami�, Kt鏎e do czarnych dymu wchodzi k喚b闚 Jak 闚 w捫, co chce Danta chwyci� w bramie Dyt嶴ski嶴 i w 瘸r 貫b 瞠lazny k豉dzie, Cho� uczty prostsz嶴 nie by這 w Helladzie: Wol� porzuci� dym, p這mie�, pieczywo, Rycerza, moj� szlacht� - a sam w stepy, Jako ognisty ko� z rozwian� grzyw�, Jak Ariost, nie jak Homer id� 郵epy. Ta rozmaito嗆 mo瞠 by� pokrzyw�... I pie填 na r騜ne podzieliwszy szczepy, Mo瞠 do ko鎍a nie trafi� i 豉du; Lecz rozmaitym b璠� dla przyk豉du. Chodzi mi o to, aby j瞛yk gi皻ki Powiedzia� wszystko, co pomy郵i g這wa: A czasem by� jak piorun jasny, pr璠ki, A czasem smutny jako pie填 stepowa, A czasem jako skarga nimfy mi皻ki, A czasem pi瘯ny jak anio堯w mowa... Aby przelecia� wszystka ducha skrzyd貫m. Strofa by� winna taktem, nie w璠zid貫m. Z ni嶴 wszystko doby�, zamgli� j� t瘰knot�, Pot幦 z ni嶴 造ska� b造skawic� cich�, Pot幦 w promieniach j� pokaza� z這t�, Pot幦 nad皻� dawnych przodk闚 pych�, Pot幦 j� utka� Arachny robot�, Pot幦 ulepi� z b這ta, jak pod strych� Gniazdo jask馧cze przybite do drzewa, Co w sobie s這鎍u wschodz帷emu 酥iewa... I gdyby stary 闚 Jan Czarnoleski Z mogi造 powsta�, toby j� zrozumia� My郵帷, 瞠 jaki� poemat niebieski, Kt鏎y mu w grobie nad lipami szumia�, S造szy, ubrany w dawny rym kr鏊ewski, Mow�, kt鏎� sam przed wiekami umia�. Pot幦 by, cicho m膨c, rozwa瘸� w sobie, 疾 nie zapomnia� mowy polski嶴 w grobie. Wi璚 nie mieszajcie mi si� tu, harfiarze, Kt鏎ym dzi� klaska t逝m! - precz, mowo sm皻na, Co my郵om w豉sne od嶴mujesz twarze, Daj帷 im ci庵陰 透� lub ci庵貫 t皻na; Wola豚ym s逝cha� morza na wiszarze Jaki嶴 opoki, co wiek闚 pami皻na, W szumie, jakoby w niesko鎍zonym rymie, Odrzuca falom jedno - wielkie imi�... Ni�... moja muzo, st鎩... Od imion w豉snych Wara! z t嶴 strofy zrobi豉by� cmentarz; Co� na kszta速 Danta tercet闚 ni嶴asnych, Do kt鏎ych trzeba dodawa� komentarz. Krytyk� Do鎍闚 i S這wian prekrasnych Zostawmy drugim. Lepi嶴 j� spami皻asz, Gdy ich jak z這ta strza豉 Meleagra - Przeszyje pi鏎o pana Micha豉 Gra . . . . . . . . "Ej, ty na szybkim koniu!..." Dal嶴 wiecie... Wieszcz wielki sobie zapytanie czyni, A drugi mu wieszcz w przyleg造m powiecie Odpar�: "Sk康, powiedz, wracaj� Litwini?" "That is the question!" Tu pytanie trzecie: Komu ty jedziesz? - jak m闚i� 痂udzini - Kt鏎e ja czyni� na郵aduj帷 metra: Galop w po這wie pierwsz嶴 heksametra. Komu ty jedziesz? "Jad� ksi篹ycowi, Aby si� w konia przegl康a� kopytach, Wonnemu jad� na stepach kwiatowi, Dziewannom, kt鏎e w z這tych stoj� kitach; Anio� mi� srebrny, jasny, w skrzyd豉 這wi I leci za mn� jak sen po b喚kitach, Na koniu stoj帷 rycerskim jak s豉wa, I goni mi� w kurhany" - m闚i Sawa. Tak m闚i帷 lecia�. A za� nimfa 豉dna Z這篡豉 z這te skrzyde趾a powoli, Pot幦 usiad豉, ale taka zdradna Jak wrona, kiedy z wie郾iakiem po roli Chodzi, szykowna i do lotu sk豉dna; Wida�, 瞠 z ch這pa drwi, a z psem swawoli. Usiad連zy, w這sy zrzuciwszy na 這no, Dwie n騜ek w jedno w這篡豉 strzemiono. Kozak ust徙i� i nie m闚i帷 s這wa P璠zi� do swego stepowego domu. By豉 to grota podziemna, stepowa, Ma這 widziana i wiadoma komu. Ko� si� w ni嶴 mie軼i i trzoda si� chowa, Kiedy po niebie l嶴� w篹e gromu. Tam m這dy Sawa 篡� po鈔z鏚 burzan闚, Z nim ko�, pies wierny i kilka baran闚. Pies pod niebytno嗆 pana - by� pastuchem, Wygania� trzod� i wilki zagryza�, Straszny pies: czarny, z obszarpanym uchem, Gdzie krew zawrza豉, jakby kto poniza� Korale; szyja obtarta 豉鎍uchem; Bo pies swojego pana tylko liza�, Go軼i za� z瑿em przera瘸� i bia趾iem, S康z帷 si� w pana pa豉cu - marsza趾iem. Sawa wracaj帷 raz znad Styru dolin - Je寮zi� albowiem nieraz w Ziemi� ㄆck� Z atentacjami do jedn嶴 z podstolin - Wracaj帷... patrzy: pies z mord� ka軛uck� Siedzi przed sam� grot� jak Ugolin Smutny, nad czaszk� ogryzion� ludzk� I oblizuje si� po krwawych chrapach Jako egipski b鏬 na tylnych 豉pach. Lecz czy ta czaszka zjedzonego trupa Chodzi豉 kiedy nogami szlachcica? Czy by豉 czaszk� Rugieri biskupa? Nie mog帷 si� od psa ni od martwica Dowiedzie�, przyku� brytana do s逝pa. A pies zapatrzy� si� w oczy ksi篹yca, Nie j璚za�, nie gryz� 瞠laza, nie skaka�: Ale zapatrzy� si� w ksi篹yc - i p豉ka�. Kto widzia� w Rzymie pos庵 niewolnika Germana, kt鏎y w smutku cicho stoi, Wie, co twarz, cho熲y zwierz璚a i dzika, Zawiera bolu, gdy si� uspokoi I kraj przesz這軼i my郵ami odmyka, I o wolno軼i kiedy� dawn嶴 roi... Wie, co czu� Sawa, gdy na 豉鎍uch schwytan Nie wyrzuca� mu nic - milcz帷y brytan. Wi璚 go potrzyma� tak, pot幦 zmi瘯czony, Na wolno嗆 pu軼i� zn闚 antropofaga. Lecz odt康 pies by� dziwnie zamy郵ony I smutku wielka w nim by豉 powaga. Czy to dlatego, 瞠 by� nakarmiony Ameryka雟kim zwyczajem Osaga? I uczu� dziwn� czczo嗆 zjad連zy w parowie Poet� mo瞠, z poematem w g這wie?... Nie wiem... i wol� nie dochodzi� wcale. Wi璚 do powie軼i. Sowa wszed� do jamy. S這鎍e wschodz帷e przez burzan闚 fale La這 si� w grot� ognistymi b豉my, Barany bia貫 le瘸造 na skale Nad grot�. - Obraz ten oprawi� w ramy! - Za Saw� wszed� ko� w jam� wyz豉can� S這鎍em i poszed� do 興obu po siano. Za Saw� wesz這 dziewcz� z go喚biami, Pies 豉si� si�, ko� r瘸�, ptaki grucha造. Brylantowymi jedno 廝鏚這 skrami Pada這 z t皻nem, l嶴帷 si� ze ska造. - Idyll� moj� pies cokolwiek plami Przesz這軼i�; ale kt騜 jest doskona造? - Pies wi璚 i grota, ko�, go喚bie, trzoda; Spokojne s這鎍e wschodzi, mruczy woda. Sawa na siodle opar� si�; dziewczyna Siad豉 przy 廝鏚le i czesa豉 w這sy. A do ni嶴 Sawa: "Oj, moja Swentyna, Latasz po stepie jak cyga鎍zuk bosy, A czerwieni嶴esz teraz jak kalina. Oj! b璠zie 造cho! To� to moje losy! Chcia� ja si� mieczem wyr帳a� na panka, A siostra wyjdzie na 造cho... Cyganka!" "Na licho wyjd� czy na spokojnic�, A tobie to co? ty wyjd� na hetmana! Znajd� sobie jak� pi瘯n� krasawic�, C鏎k� starosty albo kasztelana, Taj si� 瞠�... Ja ci ubior� w brusznice Korowaj... Sama p鎩d� w step Bojana, Gdzie mi 酥iewaj� kwiaty i 簑rawie: A spa� nie b璠� na wproszon嶴 豉wie. "Mnie 鈍iat szeroki! - Jak z這tego gila Przeda豉 kiedy� W這chom gu郵arycha. Ty na kurhanie duma� Czaromyla, Gdzie tobie dumy pia豉 Janczarycha; A mi� W這ch bi�, bi�! Oj! 透a mi rozchyla Palce, gdy my郵�, jak ja by豉 licha! Jaka ja biedna by豉 niewolnica! A dzi� co ze mnie? - wiatr! i go喚bica! "Nie 豉j mnie, ale na stepy wyprowad�, Poca逝j, zap豉cz, 鈍i郾ij - taj polec�! Go喚bie moje umi嶴� ta鎍owa�, Na chleb zarobi�, na cerkiewne 鈍iece... B璠zie mnie za co ubra� i pochowa�. Albo ja martwa p鎩d� wp豉w po rzece, A gdzie� rusa趾i srebrne wezm� sobie I pochowaj� w 酥iewaj帷ym grobie. "Taj b璠zie koniec z 瘸這郾� Swentyn�! Oj! nalata豉 si� ja po kurhanach! Oj! nakarmi豉 si� gorzk� kalin�! Jak jemie逝szka! by豉 ja przy panach! I by豉 mi璠zy ch這pami caryn彬 A wszystko smutno! - Chodz� jak w kajdanach, Ni ojca, ani matki na tym 鈍iecie! Grosz闚 zebra豉 co? - taj wiatr rozmiecie!" Sawa jak szatan zmarszczy� si�: "Poganko! A co? straci豉� ju� tw鎩 srebrny wianek?... Przydyba� ciebie ja, moja kraszanko! Przy tobie jaki� z這ty marcypanek. Szlachcic. - Co robisz ty z nim? m闚, cyganko! Co ty robi豉 z nim przez ca造 ranek? C騜? oszukana - ha? kwiatku kaliny, A kiedy� prosisz na 郵ub i na chrzciny?" Nie rzek豉 na to nic; lecz zamy郵ona Wsta豉, cmukn窸a i ptaki srebrnemi Ubrawszy swoje wysmuk貫 ramiona Pok這ni豉 si� bratu a� do ziemi; I chwil� stoj帷 przed nim pok這niona Jak brzoza, listki wi嶴帷a z這temi, Wsta豉 i nog� jaki� zygzak chi雟ki Kre郵帷 na piasku, rzek豉: "S造sz, Cali雟ki! "Pomi璠zy nami stoj� te hramoty! A� przyjdzie rzeka i ten piasek zmyje, A� przyjdzie zje嗆 ten piasek piorun z這ty, A� przyjdzie w捫 skrzydlaty i wypije: Ani mnie ujrzysz! - ani ja wiem, kto ty, Ani ty wiedzie� b璠ziesz, gdzie ja 篡j�; ㄋami kupi豉 ja ten 鈍iat podniebny I komu zechc�, dam pier軼ionek srebrny". Tu Sawa w軼iek造 wrzasn掖: "Ty wyrodna! Z pierwszym szlachcicem cyganisz na jarze!" Na to - jak r騜a, kt鏎a nie jest do dna Bia陰, lecz w li軼i kryszta這w嶴 czarze Kryje rumieniec, a kiedy swobodna, S這鎍u odemknie 這no i poka瞠 Sw鎩 rubinowy wstyd i t� konieczn� Bia貫go kwiatu rumiano嗆 serdeczn� - Podobnie wtenczas si� zarumieni豉: I r瘯� bij帷 powietrze przed sob�: "Nie! nie! ja nigdy!" Bia陰 twarz zakry豉. "Pierwszy raz jestem sp這niona przed tob�; Teraz si� b璠� zawsze czerwieni豉, Przed ka盥幦 okiem, przed ka盥� osob�. Bogdajby� ty tak, gdy si� b璠ziesz 瞠ni�, Pierwszy raz twoj� mi陰 zaczerwieni�! "Gdy dawni嶴 w r瘯ach i na linie W這cha Gi窸am si� jak w捫, c騜 robi造 pany, Aby mnie s這wem sczerwieni� cho� trocha! A by豉m jako kwiatek o這wiany. Nie czerwieni si� serce, a� zakocha; Nie zawsze blady jest, kto nie kochany. B康� zdr闚, nie b璠� nadaremnie szlocha�, Je郵i, jak m闚isz, kocham - lec� kocha�! "A gdy si� dowiesz, 瞠 w kurhanie le輳, O! przyjd� na kurhan m鎩 z psem i soko貫m! Po堯� si� chwil� na darniny 鈍ie瞠, Niech sok馧 czarnym krzy� obleci ko貫m. Ja tak瞠 jestem jak polscy rycerze, A ksi康z mi� pos貫m nazywa anio貫m; Ja listy nosz�, ja zapalam s逝py, Ja zbieram, grzebi� i obmywam trupy. "A kt騜 przypomni o mnie, kiedy zgin�? Je郵i ty m闚isz, 瞠 mi這嗆 tak trudno Zyska� - kto w grobie po這篡 Swentyn�? Kto r騜� na nim posadzi odludn�? Kto z這篡 na krzy� moje r璚e sine? O! jak tam w grobie niekochanym nudno Spa� na kamieniu!" Tak m闚i豉 酥iewna Ta czarodzi嶴ska, stepowa kr鏊ewna. Sawie zabrak這 na odpowied� czasu... Wybieg� na stepy, nad sw鎩 dom gliniany, A za nim nimfa mojego Parnasu, Jako duch ze mg造 na s這鎍u r騜any, Stan瘭i. - Burzan, podobny do lasu, Purpurowymi podp造wa� ba逕any, By morze blaskiem piorun闚 rozbite; W burzanie wojska brz璚za造 ukryte. Czasem chor庵iew wybieg豉 nad morze, Jak maszt 豉ci雟ki u rybacki嶴 這dzi, Czasem ujrza貫�, 瞠 ko� piersi� porze Trawy i z trawy jak delfin wychodzi, Lecz ca造 na wiatr wyskoczy� nie mo瞠, Jak pos庵, co si� u snycerza rodzi I ca造 w g豉zie osadzony zadem, Po piersi koniem jest, a po pas - gadem. I tak si� wojsko przez burzany pru這 Jak pr康 ogromny sum闚 lub 這sosi. I tak si� jako w捫 瞠lazny snu這, Co czasem ogon, czasem 貫b podnosi. - Ale si� pie郾i narz璠zie popsu這, O wypoczynek moja muza prosi; Ambrozji s這dki嶴 ju� zabrak這 w kru簑. A wi璚 瞠gnajcie! na stepowym wzg鏎zu, Moje pos庵i dwa od s這鎍a z這te! Me szyki w trawach ton帷e i zio豉ch! Tu Malczewskiego trzeba mie� t瘰knot�, T瘰knot�, co jest w ludziach p馧-anio豉ch; Tu trzeba 酥iewa�, a ja ba郾i plot�, Bo kiedy grzebi� w ojczyzny popio豉ch, A pot幦 r璚e zn闚 na harfie k豉dn�, Wstaj� mi z grobu mary, takie 豉dne! Takie prz嶴rzyste! 鈍ie瞠! 篡we! m這de! 疾 po nich p豉ka� nie umia豚ym szczerze, Lecz z nimi taniec po dolinach wiod�, A ka盥a, co chce, z mego serca bierze: Sonet, tragedi�, legend� lub od� - To wszystko, co mam, co kocham, w co wierz�. W co wierz�... Tu mi� spytasz, czytelniku: "W co?..." Je郵i powiem - b璠zie wiele krzyku. A naprz鏚 ten rym, co drwi lub przeklina, Ma polityczne credo; jest to sfera Dant嶴ska. Wierz� sercem poganina W rym Szekspirowski, w Danta i w Homera. Wierz� w respublik jedynaka-syna - Mochnacki nim by� u nas, ten kostera! Co wielkich marze� nie przestaj帷 snowa�, Przez Dyktatora da� si� ukrzy穎wa�. - Wierz�, 瞠 powsta� w cz這wiecz嶴 postaci I szed� na wielki s康, co kraj rozwidni; Po drodze wst徙i� do Arystokracji I w tym bez ognia piekle bawi� trzy dni; Pot幦 w ksi捫eczce s康zi� swoich braci, Tych, co s� prawi, i tych, co bezwstydni. We� uwierzywszy z dw鏂h tom闚 zacz皻ych, W emigracyjnych wierz� wszystkich 鈍i皻ych I w obcowanie ich ducha z narodem, I w odpuszczenie naszym wodzom grzesznym, I w zmartwychwstanie s嶴mu pod Herodem Obieranego, co jest bardzo 鄉iesznym Cia貫m i b璠zie najlepszym dowodem Cia� zmartwychwstania, fenomenem wskrzesznym. Na ko鎍u dodam, o przysz這嗆 bezpieczny, 疾 w tego s嶴mu - wierz� 篡wot wieczny. Amen... To "amen" krztusi mi� i d豉wi, Jak Makbetowe "amen". - Jednak wierz�, 疾 ludy p造n� jak 豉鎍uch 簑rawi W post瘼... 瞠 z ko軼i rodz� si� rycerze, 疾 nie 酥i tyran, gdy 這瞠 okrwawi I z gniazd najm這dsze orl皻a wybierze, 疾 ogie� z nim spi i w篹e, i trwoga... Wierz� w to wszystko - ha! - a jeszcze w Boga! Bo瞠! kto Ciebie nie czu� w Ukrainy B喚kitnych polach, gdzie tak smutno duszy, Kiedy przeleci przez wszystkie r闚niny - Z hymnem wiatrzanym, gdy skrzyd豉mi ruszy Proch zakrwawion嶴 przez Tatar闚 gliny, W popio豉ch z這te s這鎍e zawieruszy, Zamgli, sczerwieni i w niebie zatrzyma Jak czarn� tarcz� z krwawymi oczyma; Kto Ci� nie widzia� nigdy, wielki Bo瞠! Na wielkim stepie, przy s這鎍u nie篡wym, Gdy wszystkich krzy鄴w mogilne podno瞠 Wydaje si� krwi� i p這mieniem krzywym, A gdzie� daleko grzmi burzan闚 morze, Mogi造 g這sem wo豉j� straszliwym, Szara鎍za t璚ze kirowe rozwinie, Girlanda mogi� gdzie� idzie i ginie; Kto Ciebie nie czu� w natury przestrachu, Na wielkim stepie albo na Golgocie, Ani 鈔鏚 kolumn, kt鏎e zamiast dachu Maj� nad sob� miesi帷 i gwiazd krocie, Ani te� w uczu� m這do軼i zapachu Uczu�, 瞠 jeste�, ani rw帷 stokrocie, Znalaz� w stokrociach i niezapominkach, A szuka w mod豉ch i w dobrych uczynkach, Znajdzie - ja s康z�, 瞠 znajdzie - i 篡cz� Ludziom ma貫go serca: korn嶴 wiary, Spokojn嶴 鄉ierci. - Jehowy oblicze B造skawicowe jest ogromn嶴 miary! Gdy warstwy ziemi otwart嶴 przelicz� I widz� ko軼ie, co jako sztandary Wojsk zatraconych, pod g鏎nymi grzbiety Le膨 - i 鈍iadcz� o Bogu - szkielety, Widz�, 瞠 nie jest On tylko robak闚 Bogiem i tego stworzenia, co pe透a. On lubi huczny lot olbrzymich ptak闚, A rozhukanych koni On nie kie透a... On - pi鏎em z ognia jest dumnych szyszak闚... Wielki czyn cz瘰to Go ub豉ga, nie 透a Pr騜no stracona przed ko軼io豉 progiem: Przed nim upadam na twarz - On jest Bogiem! Gdzie� wi璚 ten cz這wiek, kt鏎y jest zwiastunem Pokory? co si� Bogiem ze mn� mierzy�? Ja go chc� jeszcze, w g這w� tn� piorunem, Tak jakem wczora go w piersi uderzy�. Czy widzieli軼ie? i on ma pio逝nem Zaprawne usta... Lud, co w niego wierzy�, Rado嗆 udaje, ale g這wy zwiesi�, Bo wie, 瞠m skin掖 Ja - i wieszcza wskrzesi�. Jam z wolna serca mego rwa� kawa造, Zamienia� w piorun i w twarz jemu ciska�; A wszystkie tak grzmi� jeszcze jako ska造, Jakbym ja w niebie na sztuki rozpryska� Boga, a teraz kawa趾i spada造... Jam zbi� - lecz c騜em dzi� u ludzi zyska�? Za b喚kitami by� b鎩 i zwyci瘰two - Ludzie nie widz� we mnie, tylko m瘰two. Zaprawd�... Gdyby� mi� widzia�, Narodzie! Jak ja samotny by貫m i ponury Wiedz帷, 瞠 je郵i m鎩 grom nie przebodzie, Litwin z Litwinem mi� chwyc� w pazury. Ju� przypomniawszy gniazdo me na wschodzie, Wo豉貫m r瘯� Krzemieniecki嶴 G鏎y, A瞠by wesz豉 rozp璠zi� t� ciemn� Zgraj� - i stan望 za mn� - lub pode mn�. Bo si� kruszy豉 we mnie serce sm皻ne, 疾 ja nikogo nie mam ze szlachetnych; I pr騜no s這wa wyrzucam nami皻ne, Pe軟e 貫z i krwi, i b造skawic 鈍ietnych, Na serca, kt鏎e zawsze dla mnie wstr皻ne - Ja, co mam tak瞠 kraj, 陰k pe貫n kwietnych, Ojczyzn�, kt鏎a krwi� i mlekiem p造nna, A kt鏎a tak瞠 mnie kocha� powinna. Je郵i wy bez serc! wy! - to moje serce Za was czu� b璠zie, przebacza� bez miary. Ikwo! p造� przez 陰k zielonych kobierce! Ty tak瞠 s豉wna, 瞠 fal twoich gwary, Jakoby z Niemnem w olbrzymi嶴 rozterce Gadaj�. - Ty� zmusi豉 Niemen stary Wyzna�, 瞠m wielki, 瞠 w s豉w� p造niemy... Lecz rzek�: "Niech idzie tam, gdzie my idziemy". Ha! ha! M鎩 wieszczu! Gdzie� to wy idziecie? Jaka wam 鈍ieci? gdzie? portowa wie瘸? Lub w S豉wia雟zczy幡ie bez echa toniecie, Lub na koron� potr鎩n� papie瘸 Piorunem my郵i podniesione 鄉iecie Gnacie. - Znam wasze porty i wybrze瘸! Nie p鎩d� z wami, wasz� drog� k豉mn� - P鎩d� gdzie indzi嶴! - i Lud p鎩dzie za mn�! Gdy zechce kocha� - ja mu dam 豉b璠zie G這sy, a瞠by mi這嗆 swoj� 酥iewa�; Kiedy kl望 zechce - przeze mnie kl望 b璠zie; Gdy zechce p這n望 - ja b璠� rozgrzewa�; Ja go powiod�, gdzie B鏬 - w bezmiar - wsz璠zie. W me imi� b璠zie krew i 透y wylewa�. Moja chor庵iew go nigdy nie zdradzi: W dzie� jako s這鎍e, w noc jak 瘸r prowadzi. Ha! ha! odkry貫� mi si�, m鎩 rycerzu? Wi璚 teraz z mieczem pod ciebie przypadam! Naprz鏚 ci s這鎍e poka輳 w puklerzu, Przed s這鎍em ciebie z trwogi wyspowiadam... Fa連z ci poka輳 w ostatnim pacierzu I pokazanym fa連zem 鄉ier� ci zadam; Patrz帷 na twoj� twarz zielon� w nocy Jak ksi篹yc - s這鎍a wyrzek貫� si� mocy? Jam ci powiedzia�, 瞠 jak b鏬 litewski Z ciemnego sosen wsta貫� uroczyska; A w r瘯u twym krzy� jak miesi帷 niebieski, A w ustach s這wo, co jak piorun b造ska. Tak m闚i帷 - ja syn pie郾i! syn kr鏊ewski! - Pad貫m. - A ty� ju� nast瘼owa� z bliska I nog� twoj� jak na trupie stawa�? Wsta貫m. - Jam tylko strach i 鄉ier� - udawa�! Znajdziesz mnie zawsze przed twoim obliczem, Nie powalonym, hardym i straszliwym... Nie jestem tob� - ty nie jeste� Zniczem. Lecz cho熲y� Bogiem by� - ja jestem 篡wym! Got闚 w篹owym ba逕an smaga� biczem, Dop鏦i ten 鈍iat p璠zisz biegiem krzywym... Kocham Lud wi璚嶴 ni� umar造ch ko軼i... Kocham... lecz jestem bez 貫z, bez lito軼i Dla zwyci篹onych. Taka moja zbroja! I takie moich my郵i czarnoksi瘰two! Cho� mi si� oprzesz dzisiaj - przysz這嗆 moja! I moje b璠zie za grobem zwyci瘰two!... Legnie przede mn� twych poet闚 Troja, Twe hektorowe j嶴 nie zbawi m瘰two. B鏬 mi obron� przysz這軼i poruczy�: Zabij� - trupa twego b璠� w堯czy�! - A s康 zostawi� wiekom. - B康� zdr闚, wieszczu! Tob� si� ko鎍zy ta pie填, dawny bo瞠. Obmy貫m tw鎩 laur w s堯w ognistych deszczu I pokaza貫m, 瞠 na twoj嶴 korze P瘯ni璚ie serca zna� - a w li軼i dreszczu Wida�, 瞠 ci co� pr鏂hno duszy porze. B康� zdr闚! - A tak si� 瞠gnaj� nie wrogi, Lecz dwa na s這鎍ach swych przeciwnych - Bogi. PIE老 CZWARTABENIOWSKI