REFLEKSJE NAD ETYK¥ LEKARSK¥ Pod redakcj¥ Krystyny Osiñskiej Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej Warszawa 1992 Autorzy I'rof. dr hab.n.med. Prof. dr hab.n.med. Doc. dr hab.n.med. Doc. dr hab.n.med. I'rot. lr hab.n.med. Dr med. Doc. dr hab.farm. Doc. dr hab.n.med. Lek. med. Lek. med. Doc. dr hab.n.med. Doc. dr hab.n.med. Doc. dr hab.n.med. Dr med. Dr chemii Doc. dr hab.n.med Dr med. Prof. dr hab.n.med Dr med. Antoni Chr¢˜cicki Maria D¥mbska Wˆodzimierz Fijaˆkowski Zdzisˆaw ('pajda Mieczysˆaw Gamski Zdzisˆaw Jaroszewski Barbara Ku«nicka Kazimierz �odziäski Olgierd �ada Zabˆocki Halina Mi˜kiewicz Henryk Mi˜kiewicz Krystyna Osiäska Teresa Ostrowska Ryszard Pachecka Jolanta Ruszkowska J¢zef Sobezyäski Wˆodzimierz Szyszkowski Halina Wardaszko-�yskowska Zofia Ldziarska-Kosch "Za zgod¥ Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dn. 14. V. 1990 r. nr 2736/x/90" Wikariusz generalny ks. bp Stanistaw K©dziora Notariusz Ks. Marcin W¢jtowicz PRZEDMOWA Ksi¥¾ka jest pr¢b¥ odpowiedzi na zapotrzebowanie spoˆeczne, zwi¥zane z narastaj¥cym zainteresowaniem problematyk¥ moraln¥ jako konieczno˜ci¥ rozwojow¥ czˆowieka i lekarstwem na choroby moralne wyst©puj¥ce w skali spoˆecznej. Problematyka etyczna staˆa si© obecnie bardzo aktualna, po¾¥dana, a nawet niezb©dna. Dla jednych aktualno˜† ta wynika z zainteresowaä filozofi¥, ˜wiatem, czˆowiekiem, kultur¥, cywilizacj¥, religi¥. Dla innych jest bod«cem do poszukiwania sensu ¾ycia. Bywa i tak, ¾e powstaje w wyniku zagubienia si© samego czˆowieka w wytworach wˆasnych dziaˆaä i my˜li. Szukaj¥c ratunku dla ˜wiata i siebie odnajduje swoj¥ to¾samo˜† - podmiotowo˜†. W¢wczas zdaje sobie spraw©, ie bez etyki, bez uznania i praktykowania warto˜ci moralnych, nie mo¾e by† Czˆowiekiem. Ponadto masowo wyst©puj¥ce fakty demoralizacji i terroryzmu, agresywno˜ci totalitarnych struktur spoˆeczno-politycznych udowadniaj¥ w spos¢b bardzo jasny niezb©dno˜† praktyeznego liczenia si© z uniwersalnymi, powszechnie obowi¥zuj¥cymi normami moralnymi w ksztaˆtowaniu prawidˆowego ¾ycia na ziemi. Ten og¢lno˜wiatowy i og¢lnoludzki proces "woˆania o etyk©", "odkrywanie na nowo" znaczenia warto˜ci moralnych w ¾yciu ludzi i ˜wiata znajduje odbicie i konsekwencj© w nauce. W poszczeg¢lnych dziedzinach nauki pojawia si© r¢wnie¾ narastaj¥ce zainteresowanie etyk¥ - normami post©powania moralnego, gwarantuj¥cymi ˆad moralny i spoˆeczny. Wyra¾a si© on w poszukiwaniu prawdy metodami naukowymi. Dnia 9 czerwca 1987 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim papie¾ Jan Paweˆ II powiedziaˆ: "Uniwersytecie, Alma Mater. Sˆu¾ Prawdzie", a do naukowc¢w tego Uniwersytetu m¢wiˆ: "Je˜li sˆu¾ysz prawdzie - sˆu¾ysz wolno˜ci. Wyzwoleniu czˆowieka i narodu. Sˆu¾ysz ¾yciu". Medycyna jako nauka i jako wiedza o zdrowiu i chorobie czˆowieka, lekarz jako posiadacz i realizator te wiedzy - bierze na siebie powinno˜† etyczn¥ sˆu¾bie ¾yciu i zdrowiu czˆowieka. Ale ten obowi¥zek moralny domaga si© formacji etycznej, ˜wiadomo~ci specyficznego typu odpowiedzialno˜ci zawodowej - za warto˜† podstawow¥ czˆowieka jak¥ jest tycie. Waga i znaczenie takiej wˆa˜nie odpowiedzialno˜ci narastaˆa w ci¥gu wiek¢w. Nic dziwnego, ie wˆa˜nie pierwszy w dziejach kodeks etyki zawodowej, Przysi©ga Hipokratesa adresowany byˆ do lekarzy. 3 Dorobek dziej¢w medycyny udowadnia w spos¢b jasny i wyra«ny fakt ˜cisˆego zwi¥zku zawodu lekarza z etyk¥ i niejako "zjednoczenie" wiedzy z moralno˜ci¥. Obecnie tworzy si© i aktualizuje nowy dorobek etyczny, powstaj¥ nowe kolejne rozdziaˆy do wielkiej ksi©gi deontologii lekarskiej. Ma on swoje korzenie w dawnych wiekach, a nowe gaˆ©zie zawdzi©cza wspaniaˆej tradycji, kt¢rej powinien by† wierny. Oto przvklady tre˜ci nowego rozdziaˆu deontologii lekarskiej. Szybki, zwˆaszcza w ostatnich dziesi¥tkach lat post©p nauk biologicznych, do kt¢rych nale¾y mdyym, poˆ¥czony z wprowadzeniem nowych technik badawczych, umo¾liwia coraz gˆ©bsze ingerowanie w procesy zachodz¥ce w organizmach ¾ywych, w tym r¢wnie¾ w organizmie czˆowieka. Zwi©ksza si© mo¾liwo˜† kierowania ¾yciem osobniczym i modyfikowania jego przebiegu od momentu powstania a¾ do ˜mierci. Konieczno˜ci¥ staˆy si© w zwi¥zku z tym oceny moralne szeregu dziaˆaä lekarskich i badaä naukowych. Niepok¢j etyczny narasta w obliczu sytuacji, jaka powstaˆa i narasta w nauce od chwili rozbicia atomu i wprowadzenia manipulacji w obr©bie j¥dra kom¢rkowego. Zostaˆo jasno sformuˆowane ostrze¾enie, ¾e nauka przestaˆa by† odkrywaniem praw natury, a weszˆa na drog© manipulacji i zmian, zast©powania i naginania tych praw. Stan©ˆa twarz¥ w twarz wobec zagro¾eä moralnych, godz¥cych w sam¥ istot© ¾ycia i ˜mierci czˆowieka. Powstaˆa nawet nowa dziedzina wiedzy, bioetyka, kt¢ra bada zwi¥zki mi©dzy nauk¥ i technik¥ a prawem naturalnym. Obejmuje ona swymi rozwa¾aniami wszystkie aspekty post©powania, odnosz¥ce si© do ¾ycia czˆowieka od jego pocz©cia a¾ do uaturalnego koäca, jakim jest ˜mier†. Ciekawa jest nast©puj¥ca refleksja Iilozofa-etyka: "Wsp¢ˆczesna bioctyka nie jest terenem, na kt¢rym >nauka®, realizm, post©p czy humanizm zderza si© z metafizyk¥, spekulacj¥, rygoryzmem czy pryncypializmem, ale terenem, na kt¢rym toczy si© w gruncie rzeczy odwieczny sp¢r dwu etyk - uniwersalnej etyki chrnie si©, po kt¢rej stronie znajduje si© nauka, post©p czy humanizm, po kt¢rej za˜ spekulacja metafizyczna, mitologia czy rygoryzm, wydaje si© wielce problematyczne i w dyskusjach filozoficznych w og¢le nie na miejscu. Ksztaˆtowanie intelektualnych prze˜wiadczeä I dokonywa† si© powinno drog¥ wymiany racji za i przeciw, do czego niezb©dnym warunkiem jest bezstronne wnikni©cie i niezafaˆszowane przedstawienie istotnych element¢w przeciwstawnego pogl¥du" (T. Slipko). Ksi¥¾ka nie jest podr©cznikiem etyki lekarskiej i nic ro˜ci sobie pretensji do bycia monografi¥ na temat deontologii lekarskiej (medycznej). Natomiast jest zach©t¥ do wˆasnego, osobistego zastanowienia si© nad odpowicd.ialno˜ci¥ etyczn¥ pracownik¢w sˆu¾by zdrowia - st¥d jej tytuˆ. Adresowana jest przede wszystkim do lekarzy oraz do innych fachowych pracownik¢w sˆu¾by zdrowia. Ale oczywi˜cie mo¾e stanowi† bodziec do konstruktywnego my˜lenia dla ludzi innych zawod¢w posiadaj¥cych ˜wiadom¥, filozoficzn¥ postaw© I wobec ˜wiata i ludzi. Ksi¥¾ka pisana jest przez lekarzy katolik¢w, kt¢rzy czerpi¥ inspiracj© moraln¥ z etyki chrze˜cijaäskiej. Inspiracja ta opiera si© na etyce uniwersalnej, wynikaj¥cej z filozoficznego personalizmu spirytualistycznego. Etyka ta to nie tylkp ˜wiatopogl¥d religijny, ale r¢wnocze˜nie wiedza i postawa oparta na odkrywaniu i szacunku dla praw uniwersalnych, zwi¥zanych z natur¥ ludzk¥ i ˆadem ˜wiata. Pragn© wyrazi† ogromne podzi©kowanie i wdzi©czno˜† ksi©dzu praˆatowi doktorowi Zdzisˆawowi Kr¢lowi - krajowemu duszpasterzowi sˆuiby zdrowia, Kanclerzowi i~urii Metropoiitalnej W arszawskiej - za natychmiastowe, bardzo serdeczne ~ m¥dre podj©cie mojej inicjatywy napisania ksi¥«ki. Dom Jego staˆ si© terenem miˆych i tw¢rczych spotkaä naszej grupy wsp¢ˆautor¢w. (;iesz© si© i -r, caˆego serca dzi©kuj© moim Przyjacioˆom i Znajomym - autorom poszczeg¢lnych rozdziaˆ¢w ksi¥«ki, kt¢rzy szybko, gorliwie i konsekwentnie tworzyli tre˜† publikacji. Szczeg¢lnie serdecznie dzi©kuj© prof. dr hab. Marii D¥mbskiej, kt¢ra podj©ˆa si© trudu wa¾nego i cennego - pomocy w redagowaniu tej ksi¥iki. Wyra¾am podzi©kowanie i du¾¥ wdzi©czno˜† recenzentom ksi¥¾ki: teologowi ks. prof, dr. hab. Mieczysˆawowi Nowakowi i lekarzowi, prof. dr. hab. J¢zefowi Kaˆu¾y za ich cenne i wnikliwe uwagi. Krystyna Osiäsku 4 Krystyna Osiäska DOROBEK ETYCZNY MEDYCYNY (idy medycyno truci kontakt .. !;t".."!;" ; e."H" .. ~........~..1 . .,.J...I to dotyku j¥ los ro˜liny odci©tej od korzem usycha 3`uliun Aleksandrowicz 1. Ewolucja etyki lekarskiej w historii filozoFi i medycyny Ewolucja etycznej my˜li lekarskiej odbywa si© stale i systematycznie przez wieki. Nasuwa si© og¢lna refleksja, kt¢r¥ mo¾na wyrazi† nast©puj¥co. Medycyna jako wiedza, nauka, a nawet sztuka, rozwijaˆa si© w ci¥gu wiek¢w w ci¥gˆym powi¥zaniu 1 SOJUSZU z filozofi¥. Filozofia, rozumiana jako wiedza o ludzkiej m¥dro˜ci oraz jako nauka zajmuj¥ca si© gˆ©bok¥ refleksj¥ nad istot¥ bytu, «r¢dˆem poznania rzeczywisto˜ci, sensu ¾ycia, zespoˆu zagadnieä zajmuj¥cych si© pogl¥dem na ˜wiat i na czˆowieka, towarzyszyˆa przez dzieje medycynie, alko nawet - lub raczej - medycyna z niej wyrosˆa i w niej si© zakorzeniˆa. Sojusz Crlozofii z medycyn¥, udokumentowany historycznie, dotyczy gˆ¢wnie dw¢ch dziaˆ¢w filozofii - antropologii czyli nauki o czˆowieku oraz aksjologii czyli nauki o warto˜ciach, w tym r¢wnie¾ oczywi˜cie warto˜ciach etycznych. St¥d mo¾na stwierdzi†, ¾e klasyfikacja, wyb¢r, ocena i realizacja etyki lekarskiej zale¾¥ od tego, jak¥ koncepcj© czˆowieka, to znaczy jak¥ filozofi© czˆowieka posiada lekarz i inni pracownicy sˆu¾by zdrowia oraz za jak¥ hierarchi¥ warto˜ci (tzn. systemem warto˜ci) si© opowiadaj¥. W historii medycyny i filozofii pojawiaj¥ si© gˆ¢wnie dwa ukierunkowania definicji czˆowieka. Pierwsza z nich w syntetycznym uj©ciu brzmi tak: czˆowiek to zwierz©, kt¢re tworzy kultur©. Jest to spojrzenie skrajnie biologiczno-materialistyczne. Druga z nich tak definiuje czˆowieka: czˆowiek to duch wcielony. Jest to spojrzenie humanistyczne, antropocentryczne, spirytualistyczne. Tym dwom definicjom czˆowieka towarzysz¥ dwa systemy warto˜ci: jeden z nich uznaje wyˆ¥cznie materialne, drugi bierze pod uwag© i uwzgl©dnia tr¢jczˆonowo˜† warto˜ci i wyodr©bnia warto˜ci materialne, duchowe i transcendentne. Aksjologia ustala uniwersalny system, czyli hierarchi© warto˜ci, w nast©puj¥cy spos¢b. Najni¾ej zr¢¾nicowane s¥ warto˜ci materialne, czyli hedonistyczne i witalne. Sˆu¾¥ one zaspokajaniu potrzeb bytowych, rozwoju biologicznego i psychofizycznego. Dotycz¥ one nie tylko czˆowieka - s¥ wsp¢lne wszystkim istotom ¾ywym. Warto˜ciami wy¾ej zr¢¾nicowanymi rozwojowo, wˆa˜ciwymi tylko czˆowiekowi, s¥ warto˜ci duchowe czyli etyczne. Ich realizowanie prowadzi do powstawania i do rozwoju ¾ycia moralnego, kulturalnego, naukowego, religijnego, artystycznego, spolecznego. 7, nich wyrastaj¥ gˆ©bokie wi©zi mi©dzyosobowe, wi©zy solidarno˜ci, przyja¾ni, miˆo˜ci. Oto niekt¢re z tych warto˜ci: wra¾liwo˜† na dobro, prawd© i pi©kno, ,zlachetno˜†, prawdom¢wno˜†, dobro†, dzielno˜†, sprawiedliwo˜†, prawo˜†, odwaga, odpowiedzialno˜†, cierpliwo˜†, wyrozumiaˆo˜†, wdzi©czno˜†. Najwy¾ej zr¢¾nicowane s¥ warto˜ci transcendentne. Zwi¥zane s¥ one z poj©ciem sucrunr, czyli tego, co ˜wi©te. Wyprowadzaˆ¥ one czˆowieka z ciasnych ram wˆaancgu ¾ycia w regiony takich rzeczywisto˜ci jak Ojczyzna, Ludzko˜†. Uzdalniaj¥ czˆowieka do ¾ycia ideowego. Prowadz¥ czˆowieka, kt¢ry je realizuje, w ˜wiat idei, ku peˆni rzeczywisto˜ci, ku Absolutowi, ku Bogu, ku punktowi Omega. Te warto˜ci nadaj¥ sens ludzkiemu ¾yciu. Dzisiaj jeste˜my ˜wiadkami zmierzchu skrajnego biologizmu, przy r¢wnoczesnym uznaniu i docenianiu nauki o ciele ludzkim. Ju¾ nam nie wystarcza definicja tylko zwierz©ca czˆowieka, a metody badaä zaw©¾one do "szkieˆka i oka" ju¾ ludzi wsp¢ˆczesnych nie zachwalaj¥. Podobnie kryzys cywilizacji technicznej podwa¾a w spos¢b istotny bezkrytyczn¥ wiar© we wszechmoc i wszechwiedz© czˆowieka. Stwarza stosunek kultowy do nauki jako najwa¾niejszego ¾r¢dˆa ka¾dego poznania. 'hote¾ zaczyna dominowa† i ma szans© coraz wi©kszego rozwoju koncepcja spirytualistyczna czˆowieka, zwi¥zana z teori¥ ewolucji Teilharda de C:hardin, oraz cywilizacja humanistyczna, zmierzaj¥ca do nowej cywilizacji, kt¢r¥ okre˜la si© terminem cywilizacji miˆo˜ci. Jest zjawiskiem bardzo interesuj¥cym, ¾e etyka lekarska wyrosˆa z korzeni humanistycznych, z doceniania warto˜ci ¾ycia, z personalizmu, kt¢ry zakˆada odr©bno˜† i niepowtarzalno˜† jednostkow¥ ka¾dego czˆowieka jako osoby. A relacje: pacjent - lekarz maj¥ tradycj© relacji osoba z osob¥. Zle si© staˆo, ¾e medycyna jako nauka zostaˆa zamkni©ta tylko w kr©gu nauk biologicznych i oderwana od swoich korzeni filozoficznych. A wsp¢ˆczesne jej studiowanie nie uwzgl©dnia filozofii. Wydaje si© sˆuszna refleksja, ¾e wsp¢ˆczesna medycyna powinna wr¢ci† do swojej tradycji filozoficznej, humanistycznej oraz do etyki zwi¥zanej z aksjologicznymi zaˆo¾eniami moralno˜ci uniwersalnej, powszechnej - obowi¥zuj¥cej wszystkich ludzi. Dokˆadna analiza oryginalnych tekst¢w przysi¥g, przyrzeczeä kodeks¢w lekarskich dawnych i wsp¢ˆczesnych pobudza do my˜lenia filozoficznego i do wyci¥gania wniosk¢w uniwersalnych, dotycz¥cych szacunku godno˜ci osoby ludzkiej. Ponadto - k¢w zdrowia i ¾ cia ludzkie o przypomina, ¾e tylko medycyna - broni¥ca od wte y g ma najstarsze i do dzi˜ aktualne kodeksy deontologii, czyli etyki zawodowej lekarskiej. 2. Kodeksy lekarskie historyczne i wsp¢ˆczesne Zasady etyki zawodowej lekarza uj©te w kodeks nale¾¥ do najstarszych w cziejach ludzko˜ci. Tworz¥ one nie tylko wa¾ny corohek na przestrzeni wiek¢w, lecz maj¥ r¢wnie¾ ci¥gˆo˜† tradycji i sw¢j wkˆad w kultur© og¢ln¥ ludzi. Liwa¾am za celowe doslowne przytoczenie najwa¾niejszych tekst¢w kodeks¢w etyki zawodowej .,. . . . . , urs,y~m w ,u,y ˆn~y"4y, ˆrumcwaz iameral¥ orle zasauy uniwersalne r powinny r¢wnie¾ dzisiaj ksztaˆtowa† etyczne oblicze pracownik¢w sˆu¾by zdrowia. Najstarsz¥ znan¥ przysi©g¥ lekarsk¥ jest tzw. Przysi©ga Hipokratesa (460-370 p.n.e). Wsp¢ˆczesne badania dokonane przez Naguibe Riada (1955 r.) ustalaj¥, ¾e przysi©ga przypisywana Hipokratesowi jest znacznie starsza i pochodzi z I?giptu. Powstaˆa ona prawdopodobnie 3000 lat p.n.e. Oto jej tekst w tˆumaczeniu G. Piank¢wny i K. Kreyscrowej z oryginaˆu greckiego: Hippocrates - Opero oraniu Lipsk 1892 vol. 2, uzupeˆniony i skonsultowany przez prof. Ann© Swiderk¢wn©: 1'RZ1'SI~:GA HIPOKRATI:SA "Przysi©gam na Apollona, lekarza, na Asklepiasa, Hygej© i ˜wiadk¢w, ¾e wedle mej mo¾no˜ci i rozeznania b©d© dochowywaˆ tej przysi©gi i tych zobowi¥zaä. Mistrza mego w tej sztuce b©d© szanowaˆ na r¢wni z rodzicami, b©d© si© dzieliˆ z nim mieniem i na ¾¥danie zaspokajaˆ jego potrzeby; syn¢w jego b©d© uwa¾aˆ za swoich braci i b©d© uczyˆ ich swej sztuki, gdyby zapragn©li si© w niej ksztaˆci†, bez wynagrodzenia i ¾adnego wbowi¥zania z ich strony; prawideˆ, wykiad¢w i caˆej pozostaˆej nauki b©d© udzielaˆ swym synom, synom swego mistrza oraz uczniom, wpishnyni i zwi¥zanym prawem lekarskim, poza tym nikomu innemu. B©d© stosowaˆ zabiegi lecznicze wedle mych mo¾no˜ci i rozeznania ku po¾ytkowi chorych, broni¥c ich od uszczerbku i krzywdy. Nikomu, nawet na ¾¥danie, nie dam ˜mierciono˜nej trucizny, ani nikomu nie b©d© jej doradzaˆ, podobnie te¾ nie dam nigdy niewie˜cie ˜rodka poronnego. W czysto˜ci i niewinno˜ci zachowam ¾ycie swoje i sztuk© swoj¥. Nie b©d© operowaˆ chorych na kamic©, pozostawiaj¥c to ludziom, zawodowo stosuj¥cym ten zabieg. Do jakiegokolwiek wejd© domu, wejd© doä dla po¾ytku chorych, nie po to, ¾eby ˜wiadomie wyrz¥dza† krzywd© lub szkodzi† w inny spos¢b, wolny od po¾¥daä zmysˆowych tak wobec niewiast jak i m©¾czyzn, wobec wolnych i niewolnik¢w. (:okolwiek bym podczas leczenia czy poza nim z ¾ycia ludzkiego ujrzaˆ czy usˆyszaˆ, czego nie nale¾y na zewn¥trz rozgˆasza†, b©d© milczaˆ, zachowuj¥c to w tajemnicy. Je¾eli dochowam tej przysi©gi i nie zˆami© jej, obym osi¥gn¥ˆ pomy˜lno˜† w ¾yciu i peˆnieniu tej sztuki, ciesz¥c si© uznaniem ludzi po wszystkie czasy; je˜li j¥ przekrocz© i zˆami©, niech mnie los przeciwny dotknie". lasady post©powania etycznego lekarza normuje r¢wnie¾ codzienna modlitwa lekarzy Moj¾esza Majmonidesa (1135-1204, ur. w Kordobie lekarz, filozof, matema 9 I TI IZ ~ K P A T 0 T E 0 P K 0 E. tyk), chocia¾ nie ma charakteru przysi©gi, Stanowi ona przedmiot du¾ych zainteresowaä polskich student¢w medycyny. Powstaˆa w ksi©gach medycyny arabskiej w XII - wieku: Ed. Chart. to.Il. [ˆr.r.~.]' l:d.I'oEf. LII.I. I;d.Lind. Eo.I. (p.4z.4~.) r ~N7~UrW ~IaO~.~(Jl'tt lilr(rUY xut iluXi.ri7Ct"i'r~ N.",1 lyfiE(V  zcci llctrc~:mr(v, xui vEOVs ~rut'taS ~ttt 9tuUas io~o(~us Itotfuˆcrrus, e:rlrE~.uc n¢criuEtv xmi nmulnv xrtj Nplotr llujv upxuv nrtjE xoi ~uyp(lu~l~rlv stlvc~e, rryrlav(%ut ftev zuv JtJu~ai'm† IIE TriY rtrr-riY lnuyvllotryEY%rr;otv'1't0%WY xuI ffloU, NOiPW uccoJcct, Nui xptmv yurji~orrt yErriJuotv nor jaaa.~ut, xul y¢voS. . 7_ Io i; iwurtuv (iJE~.'l~o(S Laor frmx~rirftv ulllSsa., Nui t~tJu~uv Iljr Itkrriv (~i3)nuulrlv, yv y~r;i~woL ˆcuvDurELV, uvfu Ettor?ou ui ~( ~i :'uq y; , rwnuyt~t).irl; cs xui uxEroyotos r.ui zilS t—ot 5Ir" U:ruUf~; 't(lilr;OrUy ˆrEiCiVUULi' ~~~ :IULIrUaUt~`a4 UlOlOE iE iicuiut xui ruiur tou cyrt dt~u~uvros xai yuJ~lruiat ouyrEi-nr`;yu jakiegokolwiek domu gdy przyjd©, aby nie˜† chorym pomoc, b©d© si© wystrzegaˆ wszelkiego nadu¾ycia, wszelkiego zepsucia, wszelkiej nieobyczajno˜ci, tak¾e rzeczy lubie¾nych, czy przedmiotem moich zabieg¢w b©d¥ ciaˆa kobiet czy. m©¾czyzn. () tym, co usˆysz© w trakcie leczenia, nikomu tego nie wyjawi©, Iccz zachowam caˆkowite milczenie, je˜li b©d© rozumiaˆ, ¾e nale¾y u cym zamilcze†. Niech mi si© pomy˜lnie szcz©˜ci tak w ¾yciu moim jak i sztuce, gdy b©d© w' caˆo˜ci i sprawiedliwie wypeˆniaˆ t© przysi©g© i niech zyskam sobie chwaˆ© na wieczno˜†. Gdybym za˜ zˆamaˆ j¥ i okazaˆ si© krzywoprzysi©zc¥, niech spotka mnie wszystko pneciwne. Amen...". Aktualno˜† postulat¢w etycznych zawartych w "Przysi©dze Hipukratesa" putwierdza tekst "Przyrzeczenia lekarskiego", czyli przysi©gi skˆadanej w Polsce od 1918 roku do chwili obecnej przez lekarzy utrzymuj¥cych dyplom. Brzmi ona nast4puj¥ctt: "Przyjmuj¥c ze czci¥ i gˆ©bok¥ wdzi©czno˜ci¥ nadarty mi stopieä lekarza i pudejmaj¥c sal¥ wag© zwi¥zanych z nim obowi¥zk¢w, przyrzekam i ˜lubuj©, ¾e w ci¥gu caˆego ¾ycia b©d© speˆniaˆ wszystkie prawem nalu¾une obowi¥zki, strzegˆ godnusci stanu lekarskiego i niczym jej nie splami©, ¾e wedˆug najlepszej wiedzy b©d© pomagaˆ cierpi¥cym, zwracaj¥cym si© do norie o pomoc, maj¥c na celu wyˆ¥cznic ich dobro, ¾e nie nadu¾yj© ich zaulanfa i ¾e zachowam w tajemnicy to wszystko, o czym si© dowiem w zwi¥zku r wykonywaniem zawodu. Przyrzekam i ˜lubuj© dalej, ¾e du koleg¢w lekarzy b©d© si© zaw sic odnosiˆ z kole¾eäsk¥ ¾yczliwo˜ci¥, jednak bezstrenmie maj¥c dobro chorych pi powierzonych przede wszystkim na wzgl©dzie. Przyrzekam i ˜lubuj© wreszcie, ¾e b©d© si© stale doskonaliˆ w naukach lekarskich i ze wszystkich sit staraˆ przyczyni† si© do ich rozkwitu i ¾e podam zawsze bez zwˆoki do wiadomo˜ci ˜wiata naukowego wszystko to, co uda mi si© wynale«† lub udoskonali†". Obecnie w Polsce I-raby Lekarskie opracowuj¥ nowy tekst przyrzeczenia lekarskiego. W roku 1949 zostaˆ uchwalony w Genewie przez ˜wiatowe Stowarzyszenie Lekarzy (World Medical Associatiun) tekst mi©dzynarodowej przysi©gi lekarskiej. Jest to tzw. "Deklaracja genewska". Staˆa si© ona wzorem przy ustalaniu obowi¥zuj¥cych tekst¢w przysi¥g w krajach nale¾¥cych do V(~'MA. Polska nale¾y do tej organizacji poprzez swoje czˆonkostwo w Swiatowej Organizacji Zdrowia (WHO), b©d¥cej ekspozytur¥ Organizacji Narod¢w Zjednoczonych. Oto tekst tej przysi©gi: "W chwili przyj©cia mnie do grona czˆonk¢w zawodu lekarskiego ˜lubuj© uroczv˜cic, te po˜wi©c© znoje ¾ycic sˆu¾bie ludzko˜ci. B©d© otaczaˆ moich nauc-rycicli nale¾n¥ im wdzi©czno˜ci¥ i czci¥. B©d© wykonywa† sw¢j zaw¢d sumiennie i z godno˜ci¥. Zdrowie chorego b©dzie moj¥ gˆ¢wn¥ trosk¥. B©d© szanowaˆ powierzone mi tajemnice. Wedle wszelkich moich mo¾liwo˜ci b©d© dbaˆ o honor i szlachetne tradycje zawodu lekarskiego. Moi koledzy b©d¥ moimi bra†mi. Nie dopuszcz© du tego, by ;trgumenty- religijne, narodowo˜ciowe, rasowe, partyjne ˆub klasowe mogˆy wpˆywa† na norie w wykonywaniu mojego obowi¥zku wobec clwregu. Zadtuwam najwy¾szy respekt dla ¾ycia ludzkiego ud chwili jego pocz©cia. Nawet bud wpiywem gro«by nie u¾yj4~ mojej wiedzy lekarskiej przeciwko prawum ludzkusci. Przyrzekam to uroczy~cic, hcz przymusu, nu m¢j huuur". \\' wieku X(X ruzpucz;ll siy lmuces luw,tm~;utia ruihudowanych, uh szernyh zbiuniw norm ctlki zawmluwcl. czyli Himttulot~ii Iekarskici. Zhiurv o rmhmUmi;~ gl¢wne zasady uhuwi¥zuj;ˆcc ud wiek¢w Iulcarzv~Stupniuwu uhejmuj;l uue mfc ˜ruduwi,ku pracownik¢w sˆu¾by zdrowia. R¢¾ui¥ sil: miyiz_woh¥ l.rzez spccylik4, warunk¢w w- hustcic~¢lwch krojach. \V listopadzie 1977 roku ustal upracmany Przez 1'ulskic'huwy† rozpatrywany tak¾e pud k¥tem - czy przedˆu¾enie ¾ycia kosztem cierpienia chorego jest dla niego pomoc¥ czy szkodzeniem mu. Raz jeszcze trzeba podkre˜li†, ¾c zasady deontologii lekarskiej, zwlaa,cza w okresie szyhkicgu post©pu metod terapeutycznych, uic mog¥ opiera† si© o przegl¥d kazuistycznych rozwi¥zaä, Iccz o ˜wiadome i konsekwentne stonowanie podstawowych zasad moralnych przy rozstrzyganiu kolejnych pro6lem¢W z tej dziedziny w ka¾dym przypadku. Pi˜miennictwo 1. D. Barteˆs Regulacing I VF "Nature" 334, 556, 557, 1988 2. E. Chargoff Engineering u nroleculur mghtrnare "Nature" 327, 199-200, 1988 3. S. Dickman Intenrutionul outluok fur embryo reseurch "Naturo" 333, 791, 1988 4. S. Dickman Embryo research bun cuuses metions in lx'est (iernruny. "Naturo" 333, 791, 1988 5. 'r. Gauti Podstawy ¾yciu I'LWL, Warszawa 1986 6. E. J. Emanuel Should physiciuns withhold life-sustaining care from putients u~ho aro uot terrrr¾nully il!? "The Lancet", January 16, 1988, p. 106 45 44 7. G. Kolata Ethical guidelines proposed for reproductive technology "Science" 1986, s. 1255 8. S. Lal Harvesting Haman embryos "Nature" 329, 758, 1987 9. J.F. Malherbe Ethique et fecondation in vitro "Louvain Med." 107, 359-368, 1988 10. M. O:,s~::ska llto.rmy moralne PWN, Warszawa 1970 I 1. J.E. Ruark, T.A. Raffin Initiating and withdrawing life support ,;1 he New †ngi. j . Med." 318, 25-30, 1988 12. J. Testart L'oeuf transparent Flammarion, Pary¾ 1986 . 13. T. Tomlinson, H. Brody Ethics and communication m do-not-resustitute orders "rhe New Engl. J. Med." 318, 43-46, 1988 14. H. Wattiaux l.u Jecondation in vitro "Louvain Med." 107, 369-375, 1988 INSTRUKCJA O SZACUNKU DLA RODZI~,CEGO SIC ½YCIA LU~ZK1EG0 I O GODNOSCI JEGO PRZEKAZYWANIA ODPOWIEDZI NA NIEKTàRE AKTUALNE ZAGADNIENIA WPROWADZENIE I I Ro~rte konjeremje episkopat¢w, poszczeg¢lni biskupi, teologowie, lekarze i ludzie nauki, domagaj¥ si© wyjct˜uteniu od Kongregacji Wiary w sprawie zgodno˜ci zasad etyki katolickie j z technik¥ biomcdyczn¥, lauru pozwala reu interwencj© w pocz¥tkowym studiuru ¾yciu, juk i w same procesy jego przekuzywurtiu. Obecna Iratrukcju, kt¢ra jest I owocem szerokiej konsultacji, w szczeg¢ lno˜ci uwa¾nej oceny o˜wiadczeä episkopat¢w, nie atu zurniuru powtarza† ~ul~øgu rt®uczurtiu Ko˜ciolu u godno˜ci rodz¥cego si© ¾ycia i jego przekuzyrz~urtiu, lecz tylko przedstawi† w ˜wietle dotychezusowej nauki Magi i sterium wfu˜ciwe odpouuiedzi nu zasadnicze pytaniu dotycz¥ce tego zagadnieniu. Wyja˜nieniu zostufj~ rrszcregowune nu nast©puj¥cy spos¢b. wst©p przypomni fundarnentulne zasady o charakterze untropologiczno-morulnyrrt, konieczne dla wˆa˜ciwej oceny poruszonych probleru¢w i dla wypracowaniu odpowiedzi nu takie zagadnienia; przedmiotem cz©˜ci pierwszej b©dzie problem szacunku dla istoty ludzkiej od pierwszego momentu I zaistnienia; w cz©˜ci drugiej roz~ou¾y si© pytania moralne powstaˆe w zwi¥zku z interesencj¥ techniczn¥ w dziedzin© przekazywania ¾ycia; w trzeciej cz©˜ci wreszcie zostan¥ I padane pewne wskuzurtiu dotycz¥ce stosunk¢w pomi©dzy prawem ntorulnym u cywilnym nu temat nale¾nego szacunku dla embrionu i pˆodu ludzkiego* w perspektywie prawomocno˜ci technik sztucznego przekuzvwania ¾ycia. * Terminy ®zygota.>, ®zarodek¯, `, lecz wystawiaj¥ go r¢wnie¾ ®na pokus© przekroczenia granic rozumnego panowania nad natur¥¯.Je˜li. nawet mog¥ stanowi† post©p w sˆu¾bie czˆowieka, moc¥ one z sob¥ powa¾ne niebezpieczeästwa. Ze strony wielu sˆyszy si© wyraine i nagl¥ce nawoˆywanie, a¾eby zachowane zostaˆy w interwencjach dotycz¥cych przekazywania ¾ycia prawa i warto˜ci osoby ludzkiej. Z¥dania wyja˜nienia i wskazania nie pochodz¥ tylko od wierz¥cych, lecz tak¾e od wszystkich tych, kt¢rzy uznaj¥ Ko˜ci¢ˆ za ®rzeczoznawc© w sprawach ludzkich¯,= posiadaj¥cego misj© w sˆu¾bie  (Rdz I, 27), powierzaj¥c im zadanie ®panowania nad ziemi¥¯ (Rdz 1, 28). Podstawowe badania naukowe jak i badania stosowane stanowi¥ istotny wyraz owego panowania czˆowieka nad stworzeniem. Wiedza i technika, drogocenne ˜rodki czˆowieka, kiedy s¥ u¾yte w jego sˆu¾bie i przyczyniaj¥ si© do integralnego i dobroczynnego rozwoju wszystkich, nie mog¥ same z siebie wykaza† sensu istnienia i post©pu ludzkiego. B©d¥c skierowane do czˆowieka, od kt¢rego bior¥ pocz¥tek oraz wzrost i dzi©ki kt¢remu si© rozwijaj¥, czerpi¥ z osoby i z jej moralnych warto˜ci wskazania co do ich celowo˜ci i ˜wiadomo˜† ich granic. Dlatego byˆoby czym˜ zˆudnym domaga† si© neutralno˜ci moralnej badaä naukowych i ich zastosowaä; z drugiej za˜ strony, nie mo¾na wyprowadzi† kryteri¢w post©powania z prostej skuteczno˜ci technicznej, z po¾yteczno˜ci jak¥ mog¥ przynie˜† jednym ze szkod¥ innych, lub co gorsze z panuj¥cych ideologii. Wiedza i technika domagaj¥ si© zatem dla ich istotnego znaczenia, bezwarunkowego szacunku dla podstawowych kryteri¢w moralno˜ci, to znaczy, ¾e wiedza i technika powinny sˆu¾y† osobie ludzkiej, jej niezbywalnym prawom i jej prawdziwemu i integralnemu dobru, zgodnie z zamysˆem i wol¥ Bo¾¥.' Szybki rozw¢j odkry† technologicznych czyni tym bardziej rzecz¥ konieczn¥ to wymaganie szacunku dla wspomnianych kryteri¢w. Wiedza bez sumienia do niczego innego nie mo¾e doprowadzi†, jak tylko do zniszczenia czˆowieka. ®Epoka nasza bardziej ni¾ czasy ubiegˆe potrzebuje takiej m¥dro˜ci, kt¢ra by wszelkie rzeczy nowe jakie czˆowiek odkrywa, czyniˆa bardziej ludzkimi. Przyszˆym losem ˜wiata grozi bowiem niebezpieczeästwo, je˜li ludzie nie stan¥ si© m¥drzejsi>." " Konst. Duszp. Cioudium et Spes, 22; Jan Paweˆ II, Encyklika Redemptor Hominis, I 8: AAS 71 ( 1979) 270-272 ' Por. Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 35 d Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 15; Por. tak¾e Paweˆ VI, Encyklika Populorum Progressio, 20: AAS 59 (1967) 267; Jan Paweˆ II, Encyklika Redemptor Hominis, I5: AAS 71 1979 286-289; Ekshort. Apost. Familiaris C:onsortin, 8: AAS 74 ( 1982) 89 49 48 3. Antropologia a interwencje w dziedzinie biomedycznej Jakie kryteria moralne powinny by† stosowane dla wyja˜nienia problem¢w powstal~-ch fizis w dziedzinie biomedycyny? Odpowied« na to pytanie zakˆada wˆa˜ciw¥ kurn_ePojc,~ natury osoby ludzkiej w jej wymiarze cielesnym. Istotnie tylko w perspektywie swej prawdziwej natury, osoba ludzka moze urzeczywistni† si© jako ®zjednoczona caˆo˜†¯;y natura ta jest r¢wnocze˜nie cielesna i duchowa. Na mocy substancjalnego zjednoczenia z dusz¥ rozumn¥, ciaˆo ludzkie nie mo¾e by† uwa¾ane tylko za zesp¢ˆ tkanek, narz¥d¢w i funkcji; nie mo¾e by† oceniane na r¢wni z ciaˆem zwierz¥t, jest bowiem cz©˜ci¥ istotn¥ osoby, kt¢ra poprzez to ciaˆo objawia si© i wyra¾a. Naturalne prawo moralne wyra¾a i wskazuje cele, uprawnienia i obowi¥zki, kt¢re opieraj¥ si© na naturze cielesnej i duchowej osoby ludzkiej. Przeto natura ludzka nie mo¾e by† poj©ta jako zwyczajnie ustalaj¥ca normy biologiczne, lecz powinna by† okre˜lona jako rozumny porz¥dek, wedˆug kt¢rego czˆowiek jest powoˆany przez Stw¢rc© do kierowania i regulowania swoim ¾yciem i swoim dziaˆaniem, a w szczeg¢lno˜ci do u¾ywania i dysponowania swym ciaˆem. "' Z powy¾szych zasad mo¾na ju¾ wyprowadzi† pierwszy wniosek. Interwencja dokonywana na ciele ludzkim nie dotyczy tylko tkanek, narz¥d¢w i ich funkcji, lecz anga¾uje r¢wnie¾ na r¢¾nych poziomach, sam¥ osob©; poci¥ga wi©c za sob¥ znaczenie i odpowiedzialno˜† moraln¥, nawet je˜li w spos¢b domy˜lny, to rzeczywisty. Jan Paweˆ II stwierdziˆ z naciskiem przemawiaj¥c do Swiatowej Organizacji Lekarskiej: ®Ka«da osoba ludzka w swej niepowtarzalnej wyj¥tkowo˜ci nie jest zˆo¾ona tylko z ducha, lecz tak¾e i~z ciaˆa i dlatego w ciele i poprzez ciaˆo dociera si© do samej osoby w jej konkretnej rzeczywisto˜ci. Szacunek dla godno˜ci czˆowieka poci¥ga w konsekweneji obron© owej to«samo˜ci czˆowieka - ®corpore et unima unos - jedno˜† ciaˆa i duszy¯ - jak to stwierdza Sob¢r Watykaäski II (Konst. Duszp. Gaudiutn et Spes, n. 14,1). Wˆa˜nie na bazie takiej wizji antropologicznej powinno si© znale«† podstawowe kryteria do podejmowania decyzji, kiedy chodzi o interwencje nie w peˆni lecznicze, na przykˆad interwencje, kt¢re maj¥ na celu polepszenie stanu biologicznego czˆowieka¯. ~ ~ Biologia i medycyna zmierzaj¥ w swoich poczynaniach do integralnego dobra ¾ycia czˆowieka, kiedy przychodz¥ z pomoc¥ osobie dotkni©tej chorob¥ i sˆabo˜ci¥ z szacunkiem dla godno˜ci stworzenia Bo¾ego. ½aden biolog lub lekarz na mocy swej naukowej kompetencji nie mo¾e ro˜ci† sobie prawa do decydowania o pochodzeniu i przeznaczeniu czˆowieka. Zasad© t© nale¾y zastosowa† w spos¢b szczeg¢lny w dziedzinie ¾ycia seksualnego i przekazywania ¾ycia, gdzie m©¾czyzna i kobieta realizuj¥ podstawowe warto˜ci miˆo˜ci i ¾ycia. Jan Paweˆ, II, Ekshort. Aport. Fumiliaris Consortio, II: AAS 74 ( 1982) 92 'ø Por. Paweˆ VI, ¨ncylika Humanae vitae, 10: AAS 60 (1968) 487-8 " Jan Paweˆ I I, Przem¢wienie do uczestnik¢w 35 Zgromadzenia Og¢lnego Swiatowej Organi~acji l.ekurskiej, 29 pa«dziernika 1983: AAS 76 (1984) 393 B¢g, kt¢ry jest miˆo˜ci¥ i ¾uciem wpisaˆ w czˆowieczeästwo m©¾czyzny i kobiety powoˆanie do specjalnego uczestnictwa w swej tajemnicy osobowej komunii w dziele Stw¢rcy i Ojca.'z Dlatego to maˆ¾eästwo posiada wˆa˜ciwe sobie dobra i warto˜ci jedno˜ci i rodzicielstwa, bez mo¾liwo˜ci por¢wnywania z tymi, kt¢re istniej¥ u ni¾szych form ¾ycia. Takie warto˜ci i znaczenia porz¥dku osobowego okre˜laj¥ z punktu widzenia moralnego sens i granice sztucznych interwencji w dziedzin© przekazywania i.yua i w Ywz¥iek ¾ycia luuziciegu. Inect wcucje te nie s¥ diategu fiu uurzucenia, ¾e s¥ sztuczne. Jako takie ˜wiadcz¥ o mo¾liwo˜ciach sztuki medycznej, jednak powinno si© je ocenia† pod k¥tem moralnym w odniesieniu do godno˜ci osoby ludzkiej, wezwanej do realizowania Bo¾ego powoˆania, w darze miˆo˜ci i w darze ¾ycia. 4. Podstawowe kryteria s¥du moralnego Istniej¥ dwie podstawowe warto˜ci zwi¥zane z technikami przekazywania ¾ycia: ¾ycia istoty ludzkiej powoˆanej do istnienia i wyˆ¥czno˜† jego pezekazywania w maˆ¾eästwie. S¥d moralny o metodach sztucznego przekazywania Tycia powinien by† przeto wydany w odniesieniu do tych warto˜ci. ½ycie fizyczne, dzi©ki kt¢remu bierze pocz¥tek istota ludzka w ˜wiecie, nie wyczerpuje z pewno˜ci¥ w sobie caˆej warto˜ci osoby, ani te¾ nie przedstawia najwy¾szego dobra czˆowieka, kt¢ry jest powoˆany do wieczno˜ci. Stanowi jednak, w pewnym sensie, jego warto˜† ®podstawow¥¯, poniewa¾ wˆa˜nie na ¾yciu fizycznym opieraj¥ si© i mog¥ rozwija† wszystkie inne warto˜ci osoby ludzkiej.' Nienaruszalno˜† prawa do ¾ycia niewinnej istoty ludzkiej, ®od momentu pocz©cia a¾ do ˜mierci¯,~" jest znakiem i wymogiem nietykalno˜ci samej osoby, kt¢r¥ Stw¢rca obdarowaˆ ¾yciem. W odniesieniu do przekazywania innych form ¾ycia we wszech˜wiecie, przekazywanie ¾ycia ludzkiego posiada sw¢j wˆa˜ciwy charakter, kt¢ry pochodzi od samej wˆa˜ciwo˜ci osoby ludzkiej. ®Przekazywanie ¾ycia ludzkiego jest powierzone przez natur© aktowi osobowemu i ˜wiadomemu i jako takie jest poddane naj˜wi©tszym prawom Bo¾ym, prawom niezmiennym i nienaruszalnym, kt¢re wszyscy powinni przyj¥† i zachowa†. Nie mo¾na wi©c u¾ywa† ˜rodk¢w ani i˜† za metodami, kt¢re mog¥ by† dozwolone w przekazywaniu ¾ycia ro˜lin i zwierz¥t¯.~5 Rozw¢j techniki sprawiˆ, ¾e dzi˜ jest mo¾liwe przekazywanie ¾ycia bez stosunku pˆciowego, przy pomocy ˆ¥czenia kom¢rek rozrodczych w prob¢wce, kt¢re wcze˜niej 'z Jan Paweˆ II Ekshort. Aport. Fumiliuris Consortio, 11: AAS 74 (1982) 91-2; por. tak¾e Konst. Duszp. Guudium et Spes, 50 " Swi©ta Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracjo o przerywaniu ci©¾y, 9: AA'S 66 ( 1974) 736-737 " Jan Paweˆ I I, Przem¢wienie do uczestnik¢w 35 Zgromadzenia Og¢lnego Swiarowej Organi~ucji Lekarskiej, 29 pa«dziernika 1983: AAS 76 (1984) 390 'S Jan XXIII, Encyklika Mater et Magfstru, III, 3, b: AAS 53 (1961), 447 50 51 zostaˆy pobrane z narz¥d¢w m©¾czyzny i kobiety. Ale nie wszystko to, co jest technicznie mo¾liwe, jest tym samym moralnie dopuszczalne. Rozumowa retˆeksja nad podstawowymi warto˜ciami ¾ycia i jego przekazywania jest zatem nieodzowna dla sformuˆowania oceny moralnej w odniesieniu do takich interwencji technicznych dokonywanych na istocie ludzkiej od pierwszych moment¢w jej rozwoju. 5. Wskazania magisterium Ko˜cioˆa Ze swej strony tak¾e i w tej dziedzinie Magisterium Ko˜cioˆa przedstawia roI tumowi ludzkiemu ˜wiatˆo Objawienia. Nauka o czˆowieku przekazywana przez magisterium zawiera wiele element¢w, kt¢re rzucaj¥ ˜wiatˆo na problemy podj©te j w niniejszym dokumencie. Od momentu pocz©cia ¾ycie ka¾dej istoty ludzkiej winno by† uszanowane w spos¢b absolutny, poniewa¾ jest na ziemi jedynym stworzeniem, kt¢re B¢g ®chciaˆ i dla niego samego¯,'ø a dusza rozumna ka¾dego czˆowieka jest ®bezpo˜rednio stwo rzona¯ przez Boga:" caˆe jego jestestwo nosi w sobie obraz Stw¢rcy. ½ycie ludzkie jest ˜wi©te, poniewa¾ od samego pocz¥tku domaga si© ®stw¢rczego dziaˆania Boga¯'s i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stw¢rcy, jedynego swego celu.'" Sam B¢g jest Panem ¾ycia, od jego pocz¥tku a¾ do koäca. Nikt, w ¾adnej sytuacji, nie mo¾e ro˜ci† sobie prawa do bezpo˜redniego zniszczenia niewinnej istoty ludz~iej.zø 1i Ludzkie rodzicielstwo wymaga odpowiedzianej wsp¢ˆpracy maˆ¾onk¢w z pˆodn¥ miˆo˜ci¥ Boga; ' dar ¾ycia ludzkiego powinien by† podejmowany tylko w maˆ¾eästwie poprzez akty wˆa˜ciwe i wyˆ¥czne maˆ¾onkom, wedˆug praw wpisanych w ich osoby i w ich zjednoczenie:2z ~^ Konst. Duszp. Guudium et Spes, 24 ~' Por. Pius XII, Encyklika Humani Generis: AAS 42 (1950) 575; Paweˆ VI, Wyznanie wiary: AAS 60 (1968) 436 ~d Jan XXIII, Encyklika Mater et Magistra, III: AAS 53 (1961) 447; por. Jan Paweˆ II, Przem¢wienie do kapcan¢w uczestnicz4cych w Sympozjum: na temat: ®Odpowiedzialne rodzicielstwo¯, 17 wrze˜nia 1983: lnsegnamenti di Giovunni Paolu ll, VI, 2 (I982) 5¢2: ®U pocz¥tku ka¾dej osoby ludzkiej znajduje si© stw¢rczy akt Boga: ¾aden czˆowiek nie przychodzi na ˜wiat przez przypadek; jest ona zawsze wyrazem stw¢rczej miˆo˜ci Boga~> ~4 Por. Konst. Duszp. Cinudium et Spes, 24 2ø Por. PIus XII, Przem¢wienie do uczestnik¢w Unii Lekarsko-Biologicznej ˜w. �ukasza, 12 listopada 1944; Przem¢wienie i poslunie radiowe, VI (1944-1945) 191-l92 2' Por. Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 50 zz Por. Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 51: aKiedy wi©c chodzi o pogodzenie miˆo˜ci maˆ¾eäskiej z odpowiedzialnym rodzicielstwem, w¢wczas moralny charakter sposobu post©powania nie zale¾y wyˆ¥cznie od samej szczerej intencji i oceny motyw¢w, lecz musi by† okre˜lony w ˜wietle obiektywnych kryteri¢w, uwzgl©dniaj¥cych natur© osoby ludzkiej i jej czyn¢w, kt¢re to kryteria w kontek˜ctie prawdziwej miˆo˜ci strzeg¥ peˆnego sensu wzajemnego oddawania si© sobie i czˆowieczego przekazywania ¾ycia¯. I. SZACUNEK NALE½NY EMBRIONOM LUDZKIM Uwa¾na refleksja nad nauczaniem Ko˜cioˆa i nad danymi rozumowymi wy¾ej przypomnianymi pozwala odpowiedzie† na r¢¾ne problemy moralne stawiane przez interwencje techniczne, dotycz¥ce istoty ludzkiej w pocz¥tkowych okresach jej ¾ycia . .: i.:OC~.~QV.I: iCj t.CCZtC.u. 1. Jaki szacunek nale¾y si© embrionowi ludzkiemu bior¥c pod uwag© natur© embrionu i jego to¾samo˜†? Istota ludzku winna by† szanowana - jako osoba - od pierwszej chwili swego istnienia. Zapocz¥tkowanie proces¢w sztucznego zapˆodnienia sprawiˆo te¾ mo¾liwym r¢¾ne interwencje na embrionach i pˆodach ludzkich. Mog¥ by† r¢¾nego rodzaju cele tych interwencji: diagnostyczne i terapeutyczne, naukowe i handlowe. Z tego wszystkiego wyˆania si© wiele powa¾nych problem¢w. Czy mo¾na m¢wi† o prawie do eksperymentu w celach naukowych na embrionach ludzkich? Jakie normy moralne i jakie prawodawstwo cywilne opracowa† w tej dziedzinie? Odpowied« na te pytania zakˆada pogˆ©bion¥ refleksj© nad natur¥ i to¾samo˜ci¥ wˆasn¥ - mo¾na m¢wi† o ®statusie¯ embrionu ludzkiego. 'he swe stron Ko˜cioˆ na Y Soborze Watykaäskim II przedstawiˆ ponownie czˆowiekowi wsp¢ˆczesnemu, swoj¥ staˆ¥ i pewn¥ nauk© wedˆug kt¢rej: ®¾ycie ludzkie, raz pocz©te, powinno by† chronione z najwi©ksz¥ trosk¥; a przerywanie ci¥¾y jako dzieciob¢jstwo, uznane za odra¾aj¥ce przest©pstwo¯,z' Ostatnio Karta Praw Rodz¾ny ogˆoszona przez Stolic© Swi©t¥, potwierdza to: ®¾ycie ludzkie powinno by† szanowane i chronione w spos¢b absolutny od momentu pocz©cia¯.z' Kongregacja Nauki Wiary zna dobrze aktualne dyskusje na temat pocz¥tku ¾ycia ludzkiego, na temat ujednostkowania istoty ludzkiej i to¾samo˜ci osoby. Przypomina ona nauczanie zawarte w Deklaracji o przerywaniu ci¥¾y: ®Od momentu, w kt¢rym jajo zostaje zapˆodnione, rozpoczyna si© nowe ¾ycie, kt¢re nie jest ¾yciem ojca lub matki, lecz nowej istoty ludzkiej rozwijaj¥cej si© niezale¾nie od nich. Nie staˆaby si© ona nigdy istot¥ ludzk¥, je˜liby ni¥ nie byˆa od samego pocz¥tku. Do tej tezy oczywistej, zawsze przyjmowanej... wsp¢ˆczesna wiedza genetyczna dostarcza cennego potwierdzenia. Wykazaˆa ona, ¾e od pierwszej chwili ma ustalony program tego, czym b©dzie ta istota ¾yj¥ca: czˆowiekiem, tym czˆowiekiem - konkretnym ze swymi cechami charakterystycznymi ju¾ dobrze okre˜lonymi. Od momentu zapˆodnienia rozpoczyna si© historia ¾ycia ludzkiego, kt¢re ka¾da z r¢¾nych zdolno˜ci wymaga czasu dla swego rozwoju 2' Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 51 2' Stolica —wi©ta, Karta Praw Rodziny, 4: L'Osserwatore Romano, 25 listopada 1983 53 52 i dziaˆania¯.z5 Nauka ta pozostaje w mocy i zostaˆa nadto potwierdzona przez najnowsze zdobycze ludzkiej biologii, kt¢ra uznaje, ¾e w zygocie* powstaˆej z zapˆodnienia tworzy si© ju¾ to¾samo˜† biologiczna nowej jednostki ludzkiej. L pewno˜ci¥ ¾aden wynik nauk do˜wiadczalnych, wzi©ty sam w sobie, nie mo¾e by† wystarczaj¥cym do poznania duszy rozumnej; wyniki jednak wiedzy o embrionie ludzkim dostarczaj¥ cennego wskazania dla rozpoznania rozumowego obecno˜ci osobowej, od pierwszego momentu pojawienia si© ¾ycia ludzkiego: dlaczeg¢¾by jednostek ludzka nie byˆa ludzk¥ osob¥? Magisterium Ko˜cioˆa nie wypowiadaˆo si© wyra 7~. ~ "iy 1"^"^ f~:~~~~~~n`~", nt_yj~rrˆ~; ivllrn vx' cnncäh dal¥ Gnll Ile LClllat t'wlCruci:a"a O v, ra...,..~,... ,..., p,. , pot©pienie moralne jakiegokolwiek przerywania ci¥¾y. Nauczanie to nie jest zmienione i pozostaje niezmienne.2ø Owoc przekazywania ¾ycia ludzkiego od pierwszego momentu swego istnienia, a wi©c pocz¥wszy od utworzenia si© zygoty, wymaga bezwarunkowego szacunku, kt¢ry moralnie nale¾y si© ka¾dej istocie ludzkiej, w swej integralno˜ci cielesnej i duchowej. Istota ludzka powinna by† szanowana i traktowana jako osoba od momentu swego pocz©cia i dlatego od tego samego momentu nale¾y jej przyzna† prawa osoby, w˜r¢d kt¢rych przede wszystkim nienaruszalne prawo ka¾dej niewinnej istoty ludzkiej do ¾ycia. Wspomniana nauka dostarcza kryterium podstawowego dla rozwi¥zaä r¢¾nych problem¢w powstaˆych z rozwojem nauk biomedycznych w tej dziedzinie, poniewa¾ embrion powinien by† traktowany jako osoba, musi on by† r¢wnie¾ chroniony w swej integralno˜ci i leczony w granicach mo¾liwych, jak kaida inna istota ludzka podlegˆa opiece lekarskiej. 2. Czy diagnoza przedporodowa jest moralnie dopuszczalna? 3'e˜li przedporodowa diagnozo uszanuje ¾ycie i integralno˜† embrionu lub pˆodu ludzkiego i d¥¾y do jego zabezpieczenia lub jego indywidualnego leczenia, odpowied« jest pozytywna. Diagnoza przedporodowa mo¾e oczywi˜cie dostarczy† cennych danych o stanie zdrowia embrionu lub pˆodu, gdy znajduj¥ si© jeszcze w ˆonie matki; umo¾liwia lub pozwala przewidzie† wcze˜niej i skuteczniej podj¥† pewne zabiegi terapeutyczne, lekarskie lub chirurgiczne. Taka diagnoza jest dopuszczalna, je˜li metody stosowane za zgod¥ rodzic¢w dobrze poinformowanych, chroni¥ ¾ycie i integralno˜† embrionu i jego matki nie -' Swi©ta Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o przerywaniu ciqiy, Il-I3. AAS 66 l 1974) 738 * Zygota jest kom¢rk¥ powstaˆ¥ z poˆ¥czenia j¥der dw¢ch gamet z" Por. Paweˆ VI, Przem¢wienie do uczestnik¢w 30 Kongresu Narodowego Wloskich Prawnik¢w Katolickich, 9 grudnia 1972; AAS 64 ( 1972) 777 nara¾aj¥ ich na nieproporcjonalne ryzyko.2' Diagnoza przedporodowa sprzeciwia si© prawu moralnemu, gdy w zale¾no˜ci od wynik¢w prowadzi do przerywania ci¥¾y. Badania stwierdzaj¥ce istnienie jakiej˜ deformacji pˆodu lub choroby dziedzicznej nie powinny poci¥ga† za sob¥ wyroku ˜mierci. Kobieta zatem, kt¢ra poddaˆaby si© diagnozie przedporodowej ze zdecydowan¥ intencj¥ przerwania ci¥¾y w wypadku, gdyby wynik diagnozy stwierdziˆ istnienie deformacji lub anomali©, dopu˜ciˆaby si© czynu niegodziwego. Podobnie dziaˆaliby w spos¢b przeciwny zasadom moralnym maˆ¾onek, krewni lub ktokolwiek inny, gdyby doradzali lub zmuszali kobiet© w ci¥¾y do podj©cia badaä przedporodowych, w celu ewentualnego przerwania ci¥¾y. Byˆby r¢wnie¾ odpowiedzialny za niegodziw¥ wsp¢ˆprac© specjalista, kt¢ry w przeprowadzaniu badania czy w podaniu jego wynik¢w rozmy˜lnie przyczyniˆby si© do ustalenia lub sprzyjania powi¥zaä pomi©dzy badaniami przedporodowymi a przerwaniem ci¥¾y. Nale¾y wreszcie pot©pi† jako pogwaˆcenie prawa do ¾ycia dziecka w ˆonie matki lub nadu¾ycie pierwszorz©dnych praw i obowi¥zk¢w rodzic¢w, nakazy i programy wˆadz cywilnych, sanitarnych lub organizacji naukowych, kt¢re by w jakikolwiek spos¢b popieraˆy zwi¥zek pomi©dzy badaniem przedporodowym a przerywaniem ci¥¾y lub wr©cz nakˆaniaˆy kobiety do podj©cia badaä obowi¥zkowych w celu wykluczenia pˆod¢w dotkni©tych deformacjami lub chorobami dziedzicznymi. 3. Czy zabiegi lecznicze na pˆodzie ludzkim s¥ dopuszczalne? Jak ka¾dy zabieg medyczny na pacjencie nale¾y uzreu† zu dupuszczulne zabiegi dokonywane na embrionie ludzkim, pod warunkiem, ¾e uszanuj¥ ¾ycie i integralno˜† embrionu nie nara¾aj¥c go nu ryzyko nieproporcjonalnie wielkie, gdy s¥ podejmowane w celu leczenia, poprawy jego stanu zdrowia lub dla ratowaniu zagro¾onego ¾ycia. Jakikolwiek byˆby rodzaj terapii medycznej, chirurgicznej czy innej, wymaga si© zgody dobrze poinformowanych rodzic¢w wedˆug zasad deontologii przewidzianych w przypadku dzieci. Stosowanie tej zasady moralnej mo¾e wymaga† delikatnych i szczeg¢lnych gwarancji, gdy chodzi o ¾ycie embrionu lub pˆodu. Prawomocno˜† i kryteria takich zabieg¢w zostaˆy jasno wyra¾one przez Jana Pawˆa II: ®Zabieg ˜ci˜le terapeutyczny, kt¢ry ma jako cel, leczenie z r¢¾nych chor¢b, 2' Obowi¥zek unikania ryzyka nieproporcjonalnie wielkiego poci¥ga za sob¥ autentyczny szacunek istot ludzkich i prawo˜† intencij leczniczych. Zakˆada ono, ¾e lekarz ..powinien przede wszystkim uwa¾nie oceni† ewentualne konsekwencje negatywne, kt¢re mo¾e mie† dla pˆodu ludzkiego u¾ycie okre˜lonej techniki badaä i b©dzie unikaˆ u¾ycia takich metod rozpoznawczych, co do kt¢rych celowo˜ci i szkodliwo˜ci nie posiada wystarczaj¥cych gwarancji. A je˜li, co cz©sto si© zdarza w ludzkim wyborze, jaki˜ stopieä ryzyka b©dzie trzeba podj¥†, postara si© on wtedy sprawdzi† czy b©dzie ono r¢wnowa¾one realn¥ konieczno˜ci¥ badaä i wa¾no˜ci¥ wynik¢w z niej otrzymanych dla po¾ytku samego pˆodu" (Jan Paweˆ I I, Przem¢wienie do uczestnik¢w sympozjum ®Ruch dla ½ycia.`, 3 grudnia 1982, Insegnamenti di Giovanni Paolo Il, 5, 3 [ 1982] 1512). To u˜ci˜lenie na temat ®ryzyka nieproporcjonalnego¯ b©dzie brane pod uwag© r¢wnie¾ w dalszych cz©˜ciach tej Instrukcji, za ka¾dym razem, kiedy wyst¥pi to wyra¾enie. 54 55 jak te spowodowane wad¥ chromosomow¥, b©dzie zasadniczo uwa¾any jako po¾¥dany, zaˆo¾ywszy, ¾e d¥¾y do realizacji faktycznej poprawy stanu zdrowia jednostki, hez nara¾enia na szkod© jej integralno˜ci lub na pogorszenie jej zdrowia. 'Taki zabieg znajduje faktycznie swoje miejsce w logice tradycji chrze˜cijaäskiej moralno˜ci¯.z" 4. Jak n~Pnia† ~ nnnktn widzenia moralne©o Nadania naukowe i eksperymentowanie* na embrionach i pˆodach ludzkich? Medyczne badaniu powinny powstrzyma† si© od zabieg¢w nu embrionach ¾ywych, chyba ¾e mamy pewno˜† moraln¥ nie wyrz¥dzania szkody uni ¾yciu, uni integralno˜ci pˆodu i jego matce pod warunkiem, ¾e rodzice dobrze poinformowani wyrazili zgod© na tak¥ interwencj©. Wynika z tego, ¾e ka¾de badanie, nawet je˜li byˆoby jedynie zwykˆ¥ obserwacj¥ embrionu, staˆoby si© niegodziwym ze wzgl©du na u¾yte metody czy spowodowane skutki, je˜li zawieraˆoby niebezpieczeästwo dla ¾ycia lub integralno˜ci embrionu. Je˜li za˜ chodzi o do˜wiadczenie, wzi¥wszy pod uwag© rozr¢¾nienie og¢lne pomi©dzy tym, kt¢re nie ma na uwadze celu leczniczego i tym, kt¢re ma wyra«nie cel leczniczy, w odniesieniu do podmiotu, na kt¢rym do˜wiadczenie ma si© przeprowadzi†, nale¾y jeszcze odr¢¾ni† do˜wiadczenie przeprowadzane na embrionie ¾ywym od do˜wiadczenia dokonywanego na embrionie martwym. je˜li s¥ one ¾ywe, zdolne do prze¾ycia lub nie, powinny by† uszanowane jak ka¾da osoba ludzka; do˜wiadczenia dokonywane na embrionach nie w bezpo˜rednim celu leczniczym s¥ niegodziwe.zy ½aden cel nawet sam w sobie szlachetny, jak przewidywana u¾yteczno˜† dla nauki, dla innych istot ludzkich lub dla spoˆeczeästwa, nie mole nigdy usprawiedliwi† do˜wiadczenia na embrionie lub pˆodzie ludzkim ¾ywym, zdolnym do prze¾ycia tub te¾ nie, w ˆonie matki lub poza nim. Dobrowolna zgoda, normalnie wymagana dla klinicznego do˜wiadczenia na dorosˆym, nie mo¾e by† udzielona przez rodzic¢w. Rodzice nie mog¥ dysponowa† ani integralno˜ci¥ fizyczn¥ ani ¾yciem dziecka, kt¢re ~" Jan Paweˆ I I, Przem¢wienie do uczestnik¢w j5 Zgromadzenia Og¢lnego Swiatowej Organieucji Lekarskiej, 29 pa«dziernika 1983: AAS 76 (1984) 392 * Poniewa¾ ®badania.> i ..eksperymentowanie~> do˜† cz©sto s¥ u¾ywane dwuznacznie i zamiennie, uwa¾a si© za konieczne ich okre˜lenie w tym dokumencie. 1 ) Przez badania rozumie si© jakikolwiek tryb post©powania indukcyjno-dedukcyjny, podj©ty w celu rozwijania systematycznej obserwacji jakiego˜ fenomenu w dziedzinie ludzkiej lub weryfikacj© hipotezy powstaˆej na podstawie poprzednich obserwacji. 2) Przez eksperyment rozumie si© jakiekolwiek badanie, w kt¢rym istota ludzka (w r¢¾nych etapach swego istnienia: embrion, pˆ¢d, dziecko, dorosˆy) stanowi przedmiot za po˜rednictwem kt¢rego lub na kt¢rym zamierza si© sprawdza† wyniki dotychczas nieznane lub jeszcze niezbyt dobrze poznane jakiego˜ zabiegu (farmakologiczngo, teratologicznego, chirurgicznego itd.). z4 Jan Paweˆ II, Przem¢wienie do uczestnik¢w Sympozjum Papieskiej Akademii Nauk, 23 pa«dziernika 1982: AAS 75 (1983) 37: <Pot©piam w spos¢b zdecydowanie wyra«ny i oficjalny manipulacje eksperymentalne dokonywane na embrionach ludzkich, poniewa¾ istota ludzka, od ~ kwili swego pocz©cia a¾ do ˜mierci nie mo¾e by† wykorzystywana z ¾adnego powodu¯. ma si© narodzi†. Z drugiej za˜ strony do˜wiadczenie na embrionach i pˆodach niesie zawsze ryzyko, wr©cz bardzo cz©sto przewiduje si© uszkodzenie integralno˜ci fizycznej, a nawet ich ˜mier†. U¾ycie embrionu lub pˆodu ludzkiego jako przedmiotu czy narz©dzia eksperymentu stanowi przest©pstwo wobec godno˜ci istot ludzkich, kt¢re maj¥ prawo do szacunku jaki nale¾y si© dziecku ju¾ narodzonemu i ka¾dej osobie ludzkiej. Kara l~rn~n Rn_yinv nnlnc~nng nr¯~ Ct~l:rn C~,~~ra^ øt::'I~r.~.Z:' ..~;.;v.:; nCIC ul" "ui-aO¢Ci a_.. r .,t .Y y ,. istoty ludzkiej wyklucza wszelki rodzaj manipulacji eksperymentalnej lub wykorzystywanie embionu ludzkiego¯.'ø Praktyka podtrzymywania przy ¾yciu embrion¢w ludzkich w fonie lub w prob¢wce, w celach do˜wiadczalnych czy handlowych, jest rzecz¥ caˆkowicie przeciwn¥ godno˜ci ludzkiej. W przypadku do˜wiadczenia wyra«nie leczniczego, je˜li chodziˆoby o leczenie do˜wiadczalne zastosowane w stosunku do samego embrionu w celu ratowania jego ¾ycia w sytuacji bez wyj˜cia w obliczu braku innych dost©pnych ˜rodk¢w leczniczych, u¾ycie lekarstw czy metod jeszcze niezbyt dobrze wypr¢bowanych, mo¾e by† godziwe.' ~ Zwtoki embrion¢w lub pˆod¢w ludzkich, pochodz¥ce z dobrowolnych przerywaä ci¥¾y czy te¾ nie, powinny by† uszunowane tak jak zwˆoki innych istot ludzkich. W szczeg¢lno˜ci nie mog¥ by† przedmiotem okaleczenia i sekcji zwˆok, je˜li ich ˜mier† nie zostaˆa ustalona i bez zgody rodzic¢w lub matki. Ponadto powinno si© zawsze uwzgl©dni† wym¢g moralny, ie nie byˆo w tym ¾adnego wsp¢ˆudziaˆu w dobrowolnym przerywaniu ci¥¾y i nie spowodowaˆo si© zgorszenia. R¢wnie¾ w przypadku pˆod¢w martwych, jak odno˜nie zwˆok os¢b dorosˆych, wszelka praktyka handlowa powinna by† uwa¾ana za niegodziw¥ i zabronion¥. 5. Jak ocenia† moralnie u¾ywanie embrion¢w uzyskanych drog¥ zapˆodnienia w prob¢wce dla cel¢w naukowych? Embriony uzyskane w prob¢wce s¥ istotami ludzkimi i podmiotami prawa: godno˜† ich i prawo do ¾ycia powinny by† uszanowane od pierwszego momentu ich zaistnienia. Wytwarzanie embrion¢w ludzkich przeznaczonych jako dost©pny ®materiaˆ biologiczny¯ jest niemoralne. 'ø Stolica Swi©ta, Karta Pruw Rodziny, 4b: L'Osseruutore Romano, 25 listopada 1983 '~ Por. Jan Pawˆa II, Przem¢wienie do uczestnik¢w sympozjum <.Ruch dla Zycia¯, 3 grudnia 1982: Insegnamenti di Giovanni Paolo Il, V, 3 (1982) 1511: <.Jest nie do przyj©cia ¾adna forma eksperymentu dokonywanego na pˆodzie, kt¢ra mo¾e uszkodzi† jego integralno˜† lub pogorszy† stan, chyba, ¾e chodzi o dziaˆanie podj©te w ostateczno˜ci dla ratowania ¾ycia¯. Swi©ta Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o eutanazji,4: AAS 72 (1980) 550: ®W wypadku braku innych ˜rodk¢w jest rzecz¥ godziw¥ uciec si© za zgod¥ chorego do ˜rodk¢w, kt¢re dostarcza medycyna bardziej zaawansowana, chocia¾ s¥ one jeszcze w stadium do˜wiadczalnym i nios¥ z sob¥ pewne ryzyko... 56 57 W zwyczajnej praktyce zapˆodnienia w prob¢wce, nie wszystkie embriony zostaj¥ przeniesione do ˆona matki; niekt¢re zostaj¥ zniszczone. Ko˜ci¢ˆ tak jak pot©pia dobrowolne przerywania ci¥¾y, r¢wnie¾ zabrania godzenia w ¾ycie tych istot ludzkich. Nale¾y puduie˜e uskar¾enie szczeg¢lnej wagi przeciw dobrowolnemu zniszczeniu enthrion¢w ludzkich, uzyskiwanych w prob¢wkach, dla wyˆ¥cznego celu badawczego czy to poprzez sztuczne zapludnienie, czy to poprzez ®podz¾al bli«niaczy¯. Dziaˆaj¥c w ten ., ~ˆr"~;~; ;~r~r.~ 1"ri~kiri n ilr ¥rhitralnir apOSiub, vZyiii SiE pai¥Cii¥ prZeZ n~CZC.^.:,. .....b...~ .,._~_~ _____.__" _ ___ wybiera kto ma ¾y†, a kogo skaza† na ˜mier† zabijaj¥c bezbronne istoty ludzkie. Metodyczne obserwacje lub do˜wiadczenia, kt¢re przyczyniaj¥ si© do szkody lub powoduj¥ powa¾ne i nieproporcjonalnie wielkie niebezpieczeästwa dla embrion¢w uzyskanych w prob¢wce, s¥ z moralnego punktu widzenia niedozwolone z tych wˆa˜nie wzgl©d¢w. Ka¾da istota ludzka powinna by† uszanowana ze wzgl©du na ni¥ sam¥ i nie mo¾e by† sprowadzona do zwykˆej warto˜ci narz©dnej z korzy˜ci¥ dla innych. Nie jest wi©c zgodne z zasadami moralnymi dobrowolne skazywanie na u˜miercenie embriony ludzkie uzyskane w prob¢wce. W konsekwencji faktu, ¾e zostaˆy uzyskane w prob¢wce i nie przeniesione do ˆona matki i okre˜lono jako ®nadliczbowe¯, zostaj¥ wystawione na absurdalny los, bez mo¾liwo˜ci ofiarowania im bezpiecznych warunk¢w przetrwania moralnie dopuszczalnych. 6. Jak os¥dzi† inne procesy manipulacji na embrionach zwi¥zane z ®technikami rozmna¾ania si© ludzkiego¯? Techniki zapˆodnienia w prob¢wce mog¥ otworzy† mo¾liwo˜† innych form manipulacji biologicznej i genetycznej embrion¢w ludzkich, takich jak: usiˆowania lub plany zapˆodnienia pomi©dzy gametami ludzkimi i zwierz©cymi, ci¥¾a embrionu ludzkiego w ˆonie zwierz©cym, hipoteza lub projekt zbudowania sztucznych macic dla embrion¢w ludzkich. Te metody s¥ sprzeczne z godno˜ci¥ istoty ludzkiej wla˜e¾wej embrionowi i r¢wnocze˜nie zagra¾aj¥ prawu ka¾dej osoby do pocz©cia i urodzenia si© w mal¾eästwie i przez mal¾onk¢w.'z 7"ak¾e usiˆowania i hipotezy w celu uzyskania istoty ludzkiej bez jakiegokolwiek zwi¥zku z plciowo˜ci¥ przez ®podzial bli«niaczy¯, ®klonacj©¯, partenogenez© trzeba rozwa¾y† jako przeciwne zasadom moralnym, o ile sprzeciwiaj¥ si© godno˜ci przekazywania ¾ycia jak i jedno˜ci maˆ¾eäskiej. Tak samo zamro¾enie embrion¢w, nawet je˜li jest dokonywane dla zabezpieczenia ¾ycia embrionu - kriokonserwacja - stanowi obraz© dla nale¾nego szacunku istotom ludzkim, o ile wystawia si© je na wielkie niebezpieczäestwo ˜mierci lub szkod© dla ich i2 Przed zaistnieniem, nikt nie mo¾e przypisywa† sobie podmiotowego prawa do ¾ycia, jednakie jest rzecz¥ uzasadnion¥ twierdzi†, ¾e dziecko posiada prawo do peˆni ludzkiego pocz¥tku poprzez pocz©cie zgodne z natur¥ osobow¥ istoty ludzkiej. ½ycie jest darem, kt¢ry powinien by† przekazany w spos¢b godny tak dla podmiotu, kt¢ry go otrzymuje, jak i dla podmiot¢w, kt¢re je przekazuj¥. To wyja˜nienie powinno by† uwzgl©dnione r¢wnie¾ w kontek˜cie sztucznego zapˆodnienia. integralno˜ci fizycznej, pozbawia si© je przynajmniej czasowo przyj©cia przez matczyn¥ ci¥¾© i pozostawia si© je w sytuacji podatnej na dalsze szkody i manipulacje. Niekt¢re usiˆowania interwencji w dziedzictwo chromosomiczne lub genetyczne nic maj¥ charakteru leczniczego, lecz zmierzaj¥ do wytwarzania istot ludzkich dobranych wedˆug pˆci lub innych wˆa˜ciwo˜ci wcze˜niej ustalonych. Manipulacje te s¥ r¢wnie¾ przeciwne godno˜ci osobowej istoty ludzkiej, jej integralno˜ci i to¾samo˜ci. rrie .^ a.,w:.^. ^ ...,^,d"y ":l©i: L. .... "~.3~"vi`. I7~C U~prB'...Cdli.':.aC t.:Z:... :::,6ˆa"td ~.& v,vw,..W ui~~i, konsekwencje dobroczynne dla przyszˆych pokoleä." Ka¾da osoba ludzka powinna by† szanowana ze wzgl©du na ni¥ sam¥; na tym polega godno˜† i prawo ka¾dej istoty ludzkiej od samego jej pocz¥tku. II. INTERWENCJE W PRZEKAZYWANIE ½YCIA LUDZKIEGO Przez asztuczne przekazywanie ¾ycia¯ lub ®sztuczne zapˆodnienie¯ rozumie si© tutaj r¢¾ne metody techniczne podj©te dla uzyskania pocz©cia ludzkiego, w inny spos¢b ni¾ przez stosunek pˆciowy m©¾czyzny z kobiet¥. Instrukcja rozwa¾a zapˆodnienie jaja w prob¢wce i sztuczn¥ inseminacj© poprzez przeniesienie w narz¥dy rodne kobiety spermy pobranej wcze˜niej od m©¾czyzny. Zaˆo¾enie wst©pne dla oceny moralnej takich metod stanowi rozwaienie okoliczno˜ci i konsekwencji, jakie te metody poci¥gaj¥ odno˜nie nale¾nego szacunku dla embrionu ludzkiego. Sukces zapˆodnienia w prob¢wce wymagaˆ niezliczonych ilo˜ci zapˆodnieä i zniszczeä embrion¢w ludzkich. Jeszcze dzisiaj wymaga ono zwykle wi©kszych ilo˜ci owulacji ze strony kobiety: pobiera si© kilka jaj, zapˆadnia i piel©gnuje przez jaki˜ czas w prob¢wce. Zwykle nie wszystkie przenosi si© do narz¥d¢w rodnych kobiety; niekt¢re embriony, zwane ®nadliczbowymi¯ niszczy si© lub zamra¾a. Takie niekt¢re embriony przeniesione do narz¥d¢w rodnych kobiety marnuj¥ si©, ze wzgl©d¢w eugenicznych, ekonomicznych lub psychologicznych. Takie dobrowolne zniszczenie istnieä ludzkich lub u¾ywanie ich do r¢¾nych cel¢w, ze szkod¥ dla ich integralno˜ci i ¾ycia jest sprzeczne z nauk¥, wcze˜niej ju¾ przypomnian¥ na temat przerywania ci¥¾y. Zwi¥zek mi©dzy zapˆadnianiem w prob¢wce a dobrowolnym usuni©ciem embrion¢w ludzkich zachodzi zbyt cz©sto. Nie jest bez znaczenia, ¾e w tych metodach o celach pozornie przeciwnych, ¾ycie i ˜mier† podlegaj¥ decyzji czˆowieka, kt¢ry w ten spos¢b czyni si© na rozkaz dawc¥ ¾ycia i ˜mierci. Ta dynamika gwaˆtu i panowania mo¾e zosta† niezauwa¾ona nawet przez tych samych, kt¢rzy chc¥ j¥ wykorzysta† i sami zostaj¥ przez ni¥ ujarzmieni. Faktycznie wspomniane dane i zimna logika, kt¢ra " Por. Jan Paweˆ II, Przem¢wienie do uczestnik¢w 35 Zgromudxenia Og¢lnego Swiutowej Organizacji Lekarskiej, 29 pa«dziernika 1983: AAS 76 (1984) 39l 5g 59 im towarzyszy, powinny by† brane pod uwag© w os¥dzie moralnym FIVET-u (zapˆodnienie w prob¢wce i przeniesienie embrionu): mentalno˜† aprobuj¥ca przerywanie ci¥¾y, kt¢ra umo¾liwiˆa t4 metod©, prowadzi, czy si© tego chce czy nie, do panowania czˆowieka nad ¾yciem i ˜mierci¥ sobie podobnych, co mo¾e doprowadzi† do radykalnego eugenizmu. Jednak¾e tego rodzaju nadu¾ycia nie zwalniaj¥ wcale od pogˆ©bionej i dalszej rClICkalt Ciyt,tnC) uau iliciiiuaiiii ~Giiii:i:i¥CgCi ~ra:i;iGa::~V:a...u Z~Ctu, rC........."..".~.".:. .. sobie samych, abstrahuj¥c, na ile to jest mo¾liwe, od zniszczenia embrion¢w wytwarzanych w prob¢wce. Obecna Instrukcja przeto w pierwszym rz©dzie om¢wi problemy zwi¥zane ze sztucznym zapˆodnieniem heterologicznym (I I, 1-3),* nast©pnie zwi¥zane ze sztucznym zapˆodnieniem homologicznym (II, 4-6).** Przed sformuˆowaniem s¥du moralnego na temat tych metod, zostan¥ rozwa¾one zasady i warto˜ci, kt¢re okre˜laj¥ ocen© moraln¥ obu tych mo¾liwo˜ci. A. ZAP�ODNIENIE SZTUCZNE IIETEROLOGI(:ZNE 1. Dlaczego przekazywanie ¾ycia ludzkiego powinno mie† miejsce tylko w maˆ¾eästwie? Ka¾da istoto ludka powinna by† przyj©ta jako dar i hˆngnsla7t~ieästwn Bega. 3`eduuk z punktu widzenia moralnego, prawdziwie odpowiedzialne rodzicielstwo w stosunku ~lo maj¥cego przyj˜©.na ˜wiat dziecka, winno by† owocem mal¾eästwa. * Instrukcja rozumie przez wyra¾enie sztuczne zaplodnienie lub przekazywanie ¾ycia heterologiczne metody' podj©te dla uzyskania w spos¢b sztuczny pocz©cia ludzkiego z gamet pobranych przynajmniej od jednego dawcy innego ni¾ maˆ¾onkowie zˆ¥czeni w©zˆem maˆ¾eäskim. Metody te mog¥ by† dwojakiego rodzaju: a) Fll'E'T heterologicznv: technika podj©ta dla uzyskania pocz©cia ludzkiego poprzez poˆ¥czenie w prob¢wce gamet pobranych przynajmniej od jednego dawcy r¢¾nego od maˆ¾onk¢w, zwi¥zanych w©zˆem maˆ¾eäskim. b) Sztuczna inseminacja heterologiczna: technika podj©ta dla uzyskania pocz©cia ludzkiego przez przeniesienie w narz¥dy rodne kobiety spermy wcze˜niej pobranej ud dawcy r¢¾nego ni¾ maˆ¾onek. ** lnstrukeja rozumie przez wyra¾enie sztuczne zaplodnienie lub przekazywanie ¾ycia homologiczne technik© podj©t¥ dla uzyskania pocz©cia ludzkiego z gamet maˆ¾onk¢w. Sztuczne zapˆodnienie homologiczne mo¾e by† dokonane poprzez dwie r¢¾ne metody; a) FI VET homologiczny: technika podj©ta dla uzyskania pocz©cia ludzkiego poprzez poˆ¥czenie w prob¢wce gamet maˆ¾onk¢w zwi¥zanych w©zˆem maˆ¾eäskim. b) Sztuczna inserainacja homologiczna: technika podj©ta dla uzyskania pocz©cia ludzkiego poprzez przeniesienie spermy maˆ¾onka wcze˜niej pobranej do narz¥d¢w rodnych fony. Oczywi˜cie, rodzicielstwo posiada specyficzne cechy sobie wˆa˜ciwe, oparte na godno˜ci osobowej rodzic¢w i dzieci. Przekazywanie ¾ycia nowej osobie, w kt¢rym m©¾czyzna i kobieta wsp¢ˆpracuj¥ z moc¥ Stw¢rcy, powinno by† owocem i znakiem wzajemnego oddania osobowego maˆ¾onk¢w, ich miˆo˜ci i wierno˜ci maˆ¾eäskiej." Wierno˜† rnul¾onk¢2o w jedno˜ci ntul¾eäskicj poci¥gu zu sobd wzujernnv sz acuneh dla ich prawu do staniu si© ojcem i tnatky wyl¥c:znie dzi©ki sobie. i~ziwku ma prawu do tego, by zosta† pocz©tym, by by† noszonym w ˆonie, narodzonym i wychowanym w maˆ¾eästwie. Poprzez bezpieczne i uznane odniesienie do wˆasnych rodzic¢w, mo¾e ono odkry† wˆasn¥ to¾samo˜† i czyni† dojrzalsz¥ sw¥ ludzk¥ formacj©. Rodzice znajduj¥ w dziecku potwierdzenie i uzupeˆnienie ich wzajemnego oddania. 'ho ono jest ¾ywym obrazem ich miˆo˜ci, trwaˆym znakiem ich jedno˜ci maˆ¾eäskiej, nierozerwalnym i ¾ywym zwi¥zkiem wymiaru ich ojcostwa i macierzyästwa. `' \a mocy powoˆania i spoˆecznej odpowiedzialno˜ci osoby, dobro dzieci i rodzic¢w przyczynia si© tak¾e do dobra spuˆeczeästwa_ 'lywotno˜† i r¢wnowaga spoˆeczeästwa ~lun~agaj¥ si©, aby dzieci przychodziˆy na ˜wiat w rodzinie a ta z kolei, aby opiera fa si© na maˆ¾eästwie. 'Tradycja Ko˜cioˆa i refleksja antropologiczna uznaj¥ w mai¾eästwic i w jego nierozerwalnej jedno˜ci jedynie godne miejsce dla naprawd© odpowiedzialnego rodzicielstwa. 2. Czy sztuczne zapˆodnienie heterologiczne zgadza si© z godno˜ci¥ maˆ¾onk¢w i prawd¥ o maˆ¾eästwie? Tak w FLVE'I' jak i w sztucznym zapˆodnieniu hcterologicznym, pocz©cie ludzkie nast©puje poprzez poˆ¥czenie gamet, przynajmniej jednego dawcy r¢¾nego od partner¢w, kt¢rzy s¥ zˆ¥czeni maˆ¾eästwem Sztuczne zaplodn¾enie heterologiczne sprzeciwia si© jedno˜ci mul¾eäshiej, godno˜ci mul¾onk¢w, u~la˜c¾wemu powalaniu rodzic¢ w oraz prawu dziecku do pocz©cia i urodzeniu si© w mal¾eästwie i z mat~eästwu. ~fi Por. Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 50 " Por. Jan Paweˆ II, Eksport. Aport. Familiaris Consortio, 14: AAS 74 ( 1982) 96 '" Por. Pius XII, Przem¢wienie do uczestnik¢w lV Kongresu Mi©dzynarodowego Lekarzy Katolickich, 29 wrze˜nia 1949: AAS 41 (1949) 595. Wedˆug planu Stw¢rcy, ®m©¾czyzna opuszcza ojca swego i matk© swoj¥ i ˆ¥czy si© ze sw¥ ¾on¥ tak ˜ci˜le, ¾e staj¥ si© jednym ciaˆem.> (Rdz2, 24). Jedno˜† maˆ¾eästwa zwi¥zana z porz¥dkiem stworzenia jest prawd¥ dost©pn¥ dla rozumu naturalnego. Tradycja i Magisterium Ko˜cioˆa odwoˆuj¥ si© cz©sto do Ksi©gi Rodzaju czy to bezpo˜rednio czy za po˜rednictwem Nowego Testamentu, kt¢ry j¥ cytuje: Mt 19, 4-6; Mk 10, 5-8; EJ S, 31. Por. Atanagoras, Legano pro christianis, 33: PC 6, 965-967; Jan Chryzostom, In Mathaeum Ffomiliae, LXII, 19, 1: PC~ 58, 597; Leon Wielki, Epistula ad Rusticum, 4: PI 54, 1204; Innocenty III, Epist. Gaudemus in Domino: DS 778; Sob¢r Lyoäski I I, / V sesja: DS 860; 60 61 Uszanowanie jedno˜ci maˆ¾eäskiej i wierno˜ci maˆ¾onk¢w domaga si©, aby dziecko byˆo pocz©te w maˆ¾eästwie; zwi¥zek istniej¥cy pomi©dzy maˆ¾onkami, udziela im w spos¢b obiektywny i niezbywalny, wyˆ¥cznego prawa do stania si© ojcem i matk¥ jedynie dzi©ki sobie.;' Uciekanie si© do gamet osoby trzeciej, aby zdoby† sperm lub jajo, powoduje pogwaˆcenie wzajemnego zobowi¥zania maˆ¾onk¢w i uci~yiucni. istotnej ~w~ˆ~,˜:~iwn—Oi maˆ¾eästwa jak¥ jest jego jedno˜†. Sztuczne zapˆodnienie hetcrologiczne narusza prawa dziecka, pozbawra go synowskiej relacji do rodzinnego pochodzenia i mo¾e utrudni† ksztaˆtowanie si© jego to¾samo˜ci osobowej. Ponadto stanowi ono zniewag© wsp¢lnego powoˆania maˆ¾onk¢w wezwanych do ojcostwa i macierzyästwa oraz obiektywnie pozbawia pˆodno˜† maˆ¾eäsk¥ jedno˜ci i integralno˜ci. Sprawia i ujawnia rozdziaˆ pomi©dzy pokrewieästwem genetycznym, pokrewieästwem wynikaj¥cym z ci¥¾y a odpowiedzialno˜ci¥ wychowawcz¥. 'Takie sfaˆszowanie stosunk¢w osobowych w ˆonie rodziny odbije si© na spoˆeczeästwie. To, co zagra¾a jedno˜ci i trwaˆo˜ci rodziny, stanom r¢wnie¾ «r¢dˆo niezgody, nieˆadu i niesprawieliwo˜ci w caˆym ¾yciu spoˆecznym. Kucje te przernawiuj¥ zu negurvwnynt os¥dem morulnyrrt odno˜nie sztuc;nego zupˆodnieniu heterologicznego. ,~`est zolem rzecz¥ niegodziwrl zapˆodnienie hob¾ety zaru©¾nej sperm¥ duwcy r¢¾nego od jej m©¾u lub zupˆodnienie spernul m©¾u juju, kt¢re nie pochodzi od jego ¾ony. Ponudto sztuczrse zapˆodnienie kob¾ety niezarn©¾nel; panny lub wdowy, ktokolw¾ek byˆby duwc¥, nie ma¾e by† z punktu widzenia moralnego usprawiedliwione. Pragnienie posiadania dziecka, miˆo˜† mi©dzy maˆ¾onkami, kt¢rzy ubiegaj¥ si© o to jakby zapobiec bezpˆodno˜ci, w inny spos¢b nic do przezwyci©¾enia, stanom¥ zrozumiaˆe motywacje, lecz subiektywnie dobre intencje nie sprawi¥, aby sztuczne zapˆodnienie heterologiczne staˆo si© zgodne z obiektywn¥ i niezbywaln¥ wˆa˜ciwo˜ci¥ maˆ¾eästwa i by mogˆo uszanowa† tak prawa dziecka jak i maˆ¾onk¢w. 3. Czy macierzyästwo azast©peze¯* jest moralnie dopuszczalne? fest ono niedopuszczalne z tych samych racji, kt¢re przemawiaj¥ za odrzucen¾em sztucznego zapˆodnienia heterolog¾cznego, port¾ewa¾ sprzeciwia si© ono jedno˜et maˆ¾eästwa i godno˜ci zrodzeniu osoby ludzk¾ej. Sob¢r hrydeneki, XXIV sesja: DS 1798. 1802; Leon XIII, Encyklika Arcanum D¾vinae Sapientiae: ,9AS 12 (1879-80) 388-391; Prus XI, Encyklika Custi Connubii: DS 3706; Konst. Duszp. Guud¾um et Spec, 48; Jan Paweˆ II, Ekshort. Apost. Familiaris (:onsortio, 19: AAS 74 (1982) 101-102; KI'K, Kan. 1056 ˆ~ Por. Pius XII, Przem¢wienie do uczestnik¢w IV Mi©dzynarodowego Kongresu Lekarzy Katolickich, 29 wrze˜nia 1949: AAS 41 (1949) 560; Przem¢wienie do uczestniczek Kongresu Katolickiej Unii Wˆoskich Poˆo¾nych, 29 pa«dziernika 191: AAS 43 (1951) 850; KPK. Kam. 1134. * Przez wyriˆ¾enie ®matka zast©peza> Instrukcja rozumie: a) kobiet©, kt¢ra nosi w ci¥¾y embrion przeniesiony do jej ˆona, a kt¢ry genetycznie bior¥c jest jej obcy, poniewa¾ uzyskany przez poˆ¥czenie gamet ofiarodawc¢w, Macierzyästwo zast©pcze posiada obiektywne braki w stosunku do obowi¥zk¢w miˆo˜ci macierzyäskiej, wierno˜ci maˆ¾eäskiej i odpowiedzialnego tnacierzyristwa. obra¾a ono godno˜† i prawo dziecka do pocz©cia, do okresu ci¥¾y i wychowania przez wˆasnych rodzic¢w oraz wprowadza, ze szkod¥ dla rodzin, podziaˆ mi©dzy czynnikami fizycznymi, psychicznymi i moralnymi, kt¢re je konstytuuj¥. B. S'!.'I'I1(:Y.NE 7.AI'L<)IWII?NIf? IˆOMOLUGIC'l.NI? 1'o stwierdzeniu niedopuszczalno˜† sztucznego zapˆodnienia heterologicznego, powstaje pytanie jak oceni† moralnie sztuczne zapˆodnienie homologiczne: FIVE'I i sztuczn¥ inseminacj© w maˆ¾eästwie. Wcze˜niej nale¾y wyja˜ni† problem podstawowy. 4. Jaki zwi¥zek jest wymagany z punktu widzenia moralnego mi©dzy sztucznym zapˆodnieniem a aktem maˆ¾eäskim? u) Nauczanie Ko˜cioˆa o maˆ¾eästwie i przekazywaniu ¾ycia ludzkiego stwierdza istnienie: ®nierozerwalnego zwi¥zku kt¢rego chciaˆ B¢g a kt¢rego czˆowiekowi nie wolno samowolnie zrywa†, mi©dzy podw¢jnym znaczeniem aktu maˆ¾eäskiego: znaczeniem jednocz¥cym i znaczeniem rodzicielskim. Faktycznie akt mat¾eäski w swej wewn©trznej strukturze, podczas gdy ˆ¥czy najgˆ©bszym w©zˆem m©¾a i ¾on© czyni ich zdolnymi do zrodzenia nowego ¾ycia, zgodnie z prawami wpisanymi w sam¥ natur© m©¾czyzny i kobiety¯.'" fasada ta oparta na naturze mal¾eäsiwa i na wewn©trznym zwi¥zku jego d¢br, poci¥ga za sob¥ konsekwencje dobrze znane na poziomic opowiedzialnego ojcostwa i macierzyästwa_ ®Zachowuj¥c te dwa aspekty: jednocz¥ce i rodzicielskie, akt maˆ¾eäski zachowuje w peˆni sens wzajemnej i prawdziwej miˆo˜ci oraz swoje odniesienie do najwznio˜lejszego powoˆania czˆowieka do ojcostwa¯.;y Ta sama nauka, kt¢ra odnosi si© do zwi¥zku istniej¥cego mi©dzy znaczeniami aktu maˆ¾eäskiego i mi©dzy dobrami maˆ¾eästwa wyja˜nia problem moralny sztucznego zapˆodnienia homologicznego, poniewa¾ ®nigdy nie jest rzecz¥ dozwolon¥ rozdzielanie tych dw¢ch r¢¾nych aspekt¢w wykluczaj¥c pozytywnie lub w intencji przekazywania ¾ycia lub akt maˆ¾eäski¯.4ø z obowi¥zkem oddania dziecka po jego urodzeniu temu, kto zam¢wiˆ lub uzgodniˆ ci¥¾©. b) Kobiet©, kt¢ra nosi w ci¥¾y embrion dla zrodzenia kt¢rego ofiarowaˆa jajo zapˆodnione sperm¥ m©¾czyzny r¢¾nego od jej m©¾a, z obowi¥zkiem oddania dziecka po urodzeniu temu, kto je zam¢wiˆ lub uzgodniˆ ci¥¾©. sa Paweˆ VI, Encyklika Humanae Vitae, 12: AAS 60 (1968) 448-489 39 Dz. cyt: tam¾e, 489 ^ø Pius XII, Przem¢wienie do uczestnik¢w II —wiatowego Kongresu w Neapolu o pˆodno˜ci i bezplodno˜ci ludzkiej, 19 maja 1956: AAS 48 (1956), 470 62 63 Antykoncepcja intencjonalnie pozbawia akt maˆ¾eäski jego otwarto˜ci na przekazywanie ¾ycia i sprawia w taki spos¢b dobrowolny rozdziaˆ cel¢w maˆ¾eästwa. Sztuczne zapˆodnienie homologiczne d¥¾¥ce do przekazywania ¾ycia, kt¢re nie jest owocem wˆa˜ciwego aktu jedno˜ci maˆ¾eäskiej, sprawia obiektywnie analogiczny podziaˆ mi©dzy dobrami i znaczeniami maˆ¾eästwa. Zapˆodnienie zatem jest godziwie chciurte, je˜li maˆ¾onkowie podj©li w spos¢b ludzki ®akt mul¾eriskt przez st© zdolny do zrodzeniu potomstwu, do kt¢rego cu aktu ntui¾emrcoa jest ze swej natury ukierunkowane i przez kt¢ry maˆ¾onkowie stoj¥ si© jednym ciaˆem¯."~ I'rzekuzywunie ¾ycia jest jednak pozbawione, z punktu widzenia moralnego, sw©i wˆasnej doskonaˆo˜ci, je˜li nie jest chciane jako owoc aktu maˆ¾eäskiego, to jest specyficznego dziaˆania jedno˜ci maˆ¾onk¢w. b) Warto˜† moralna wewn©trznego zwi¥zku, istniej¥cego mi©dzy dobrami maˆ¾eästwa i znaczeniami aktu maˆ¾eäskiego, opiera si© na jedno˜ci istoty ludzkiej, wynikaj¥cej ze zˆo¾enia ciaˆa i duszy rozumnej."z Maˆ¾onkowie wyra¾aj¥ sobie ich wzajemn¥ miˆo˜† osobow¥ ®w j©zyku ciaˆa¯, kt¢ry niesie z sob¥ wyra«ne ®znaczenie oblubieäcze¯ i rodzicielskie zarazem."' Akt maˆ¾eäski, w kt¢rym maˆ¾onkowie objawiaj¥ sobie wzajemnie dar z siebie, wyra¾a r¢wnocze˜nie otwarto˜† na dar ¾ycia; jest aktem nierozerwalnie cielesnym i duchowym. To wˆa˜nie w ich ciele i poprzez ich ciaˆo, maˆ¾onkowie dopeˆniaj¥ maˆ¾eästwo i mog¥ sta† si© ojcem i matk¥. Aby uszanowa† j©zyk ciaˆa i jego naturaln¥ hojno˜†, jedno˜† maˆ¾eäska powinna urzeczywistnia† si© w szacunku dla otwarto˜ci na rodzicielstwo. Zrodzenie osoby ludzkiej winno by† zatem owocem i kresem miˆo˜ci oblubieäczej. Tak wi©c pochodzenie istoty ludzkiej jest wynikiem przekazywania ¾ycia ®zwi¥zanego nic tylko z jedno˜ci¥ biologiczn¥, lecz r¢wnie¾ duchow¥ rodzic¢w zˆ¥czonych w©zˆem maˆ¾eäskim¯."" Zaˆpodnienie dokonane poza ciaˆem maˆ¾onk¢w zostaje pozbawione przez to samo znaczeä i warto˜ci, kt¢re wyra¾aj¥ si© w j©zyku ciaˆa i w zjednoczeniu os¢b ludzkich. c) Tylko uszanowanie zwi¥zku, kt¢ry istnieje mi©dzy znaczeniami aktu maˆ¾eäskiego i szacunek dla jedno˜ci istoty ludzkiej pozwala na rodzicielstwo zgodne z godno˜ci¥ osoby ludzkiej. W swym pochodzeniu jedynym i niepowtarzalnym, ~Iziecko powinno by† uszanowane i uznane za r¢wne w godno˜ci osobistej z tymi, kt¢rzy przekazuj¥ mu ¾ycie. Osoba ludzka powinna by† przyj©ta w akcie jedno˜ci i miˆo˜ci swoich rodzic¢w; dlatego zrodzenie dziecka powinno by† owocem ich wzajemnego oddania si©,"5 kt¢re si© realizuje w akcie maˆ¾eäskim, poprzez kt¢ry maˆ¾on ^' KPK kan. 1061. Wedˆug tego kanonu akt maˆ¾eäski jest tym aktem poprzez kt¢ry maˆ¾eästwo staje si© dopeˆnionym, je˜li obydwoje maˆ¾onkowie ®dokonali go mi©dzy sob¥ w spos¢b ludzki¯. 42 Por. Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 14 a3 por. Jan Paweˆ II, Audiencja Og¢lna, 16 stycznia 1980: Insegnamenti di Giovanni Paolo II, III, 1 (1980) 148-152 ^^ Jan Paweˆ I I, Przem¢wienie do uczestnik¢w 35 Zgromadzenia Og¢lnego —wiatowej Organizacji Lekarskiej, 29 pa«dziernika 1983: AAS 76 (1984) 393 "S Por. Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 51 64 kowie wsp¢ˆpracuj¥ z dzieˆem miˆo˜ci Stw¢rcy jako sˆudzy, a nie wˆadcy.'ø Pochodzenie osoby ludzkiej jest w rzeczywisto˜ci rezultatem oddania si©. Po cz©te dziecko winno by† owocem miˆo˜ci swoich rodzic¢w. Nie mo¾e by† po¾¥dane i pocz©te jako wynik interwencji technik medycznych i biologicznych; oznaczaˆoby to sprowadzenie go do poziomu przedmiotu technologii naukowej. Nikt nie mo¾e uzale¾ni† przyj˜cia na ˜wiat dziecka od warunk¢w skuteczno˜ci technicznej ocenianej wedhm naram~träw knntrnli i nlannwania U ~Donioslo˜† moralna zwi¥zku, istniej¥cego mi©dzy znaczeniami aktu maˆ¾eäskiego u mi©dzy dobrami maˆ¾eästwu, jedno˜† istoty ludzkiej oraz godno˜† jej pochodzenia, wymagaj¥, hy przekazanie ¾ycia osobie ludzkiej nast¥piˆo juko owoc wˆa˜ciwego aktu nrul¾eäskiego, aktu miˆo˜ci pomi©dzy maˆ¾onkami. Wida† zatem zwi¥zek istniej¥cy mi©dzy rodzicielstwem a aktem maˆ¾eäskim, wa¾ny tak na poziomie antropologicznym jak i moralnym i staje si© ja˜niejsz¥ nauka Magisterium Ko˜cioˆa na temat sztucznego zapˆodnienia homologicznego. 5. Czy zapˆodnienie homologiczne w prob¢wce jest moralnie dopuszczalne? Odpowied« na to pytanie jest ˜ci˜le uzale¾niona od zasad wy¾ej przypomnianych. Nie mo¾na z pewno˜ci¥ ignorowa† sˆusznych pragnieä maˆ¾onk¢w bezpˆodnych. Dla niekt¢rych odwoˆanie si© do FIVE'f-u homologicznego jawi si© jako jedyny ˜rodek do posiadania dziecka szczerze upragnionego. Rodzi si© pytanie, czy w takiej sytuacji caˆo˜† ¾ycia maˆ¾eäskiego nie wystarczaˆaby dla usprawiedliwienia odpowiedniej godno˜ci w przekazywaniu ¾ycia. Uznaje si©, ¾e PIVET z pewno˜ci¥ nie mo¾e uzupeˆnia† braku stosunk¢w maˆ¾eäskich,"' a bior¥c pod uwag© niebezpieczeästwa, kt¢re mog¥ zaistnie† dla dziecka i niedogodno˜ci caˆej metody, nie mo¾e by† przedkˆadany nad specyficzne akty maˆ¾eäskiego zjednoczenia. Mo¾na si© wi©c zapyta†, czy w przypadku niemo¾liwo˜ci zapobie¾enia w inny spos¢b bezpˆodno˜ci, kt¢ra jest przyczyn¥ cierpieä, zapˆodnienie homologiczne w prob¢wce nie mo¾e stanowi† pomocy a nawet terapii, dla kt¢rej mogˆaby by† dopuszczona jako moralnie godziwa? Pragnienie dziecka - lub przynajmniej mo¾liwo˜† przekazania ¾ycia - jest koniecznym warunkiem, z punktu widzenia moralnego, dla odpowiedzialnego rodzicielstwa ludzkiego. Jednak¾e dobra intencja nie wystarcza, aby da† pozytywn¥ ocen© moraln¥ zapˆodnienia w prob¢wce nawet mi©dzy gametami maˆ¾onk¢w. Technika FIVET-u powinna by† os¥dzona sama w sobie i nie mo¾e ulec zmianie jej ostateczna 'ø Por. Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 50 " Por. Pius XII, Przem¢urienie do uczstnik¢w IV Kongresu Mi©dzynarodowego Lekarzy Katolickich, 29 wrze˜nia 1949: AAS 41 (1949) 560: Byˆoby bˆ©dem s¥dzi†, ie mo¾liwo˜† odwoˆania si© do tego ˜rodka (sztuczne zapˆodnienie) mo¾e sprawi† wa¾nym maˆ¾eästwo pomi©dzy osobami niezdolnymi do jego zawarcia z powodu impedimentum impotentiae~>. 65 kwalifikacja moralna w zale¾no˜ci od akt¢w maˆ¾eäskich, kt¢re mog¥ t© technik© wyprzedzi† lub nast©powa† po niej.'" I Jak ju¾ wspomniano, metoda FIVET-u w okoliczno˜ciach, w kt¢rych zwykle si© j¥ stosuje, poci¥ga za sob¥ niszczenie istot ludzkich, co sprzeciwia si© nauce wspomnianej o niegodziwo˜ci przerywania ci¥¾y.'''' Lecz r¢wnie¾ w przypadku, w kt¢rym udaˆoby si© caˆkowicie unikn¥† ˜mierci embrion¢w ludzkich, FIVEI' homologiczny powoduje _ _ ___ _ _ _ __ _ _ _ _.rOZdZi:tˆ pnmi©~j_ry n_ˆpi_,~1_sni_~-m_-i prp-rn¥r~nnymi oˆn i~pˆ_m_iniP_n_i~ 1_yi~kir¢rv a aktem maˆ¾eäskim. Zatem natura wˆasna FIVET-u homologicznego powinna by† r¢wnie¾ rozwa¾ona, abstrahuj¥c od zwi¥zku jaki mo¾e mie† z wywoˆanym przerwaniem ci¥¾y. FIVET homologiczny dokonuje si© poza ciaˆem maˆ¾onk¢w, za pomoc¥ dziaˆania os¢b trzecich, kt¢rych kompetencja i dziaˆanie techniczne sprawia powodzenie zabiegu. FIVET powierza wi©c ¾ycie i to¾samo˜† embrion¢w w r©ce wˆadzy lekarzy I i biolog¢w i ustala panowanie techniki nad pochodzeniem i przeznaczeniem osoby li ludzkiej. Tego rodzaju relacja panowania sama w sobie sprzeciwia si© godno˜ci i r¢wno˜ci, kt¢re powinny by† wsp¢lne rodzicom i dzieciom. Pocz©cie w prob¢wce jest wynikiem czynno˜ci technicznej, kt¢ra kieruje zapˆodnieniem; nie jest ono ani faktycznie uzyskane ani pozytyzunic chciane jako wyraz i pornuc I wˆa˜ciwego aktu jedno˜ci rnul¾eäskiej. Dlatego w FI VET Itomolog¾cznyrn, chocia¾ dokuI I naje si© ono w kontek˜cie stosunk¢w maˆ¾eäskich, kt¢re faktycznie istniej¥, zrodzenie osoby ludzkiej jest obiektywnie pozbawione swej wˆa˜ciwej doskonaˆo˜ci, a rni,.nowic¾e bycia kresem i owocern aktu mul¾eäskego, poprzez kt¢ry maˆ¾onkowie mog¥ sta† si© ®wsp¢ˆpracownikami Boga w przekazywaniu daru ¾ycia nowej osobie¯.5" 1 Racje te pozwalaj¥ rozumie†, dlaczego akt miˆo˜ci maˆ¾eäskiej jest uwa¾any i w nauczaniu Ko˜cioˆa za jedyne miejsce godne ludzkiego rodzicielstwa. Z tych ~Pi' samych racji, tak zwany ®przypadek prosty¯, to jest technika FIVET-u homologilii l~ cznego, kt¢ra b©d¥c woln¥ od jakiegokolwiek kompromisu z praktyk¥ niszczenia embrion¢w czyli przerywania ci¥¾y i mastrubacj¥, pozostaje jednak technik¥ moralnie niegodziw¥, poniewa¾ pozbawia rodzicielstwo ludzkie tej godno˜ci, kt¢ra jest mu wˆa˜ciw¥ i naturaln¥. Z pewno˜ci¥ FIVET homologiczny nie jest obci¥¾ony wszystkimi przeciwskazaniami etycznymi, kt¢re spotyka si© w przekazywaniu ¾ycia poza maˆ¾eästwem; rodzina i maˆ¾eästwo pozostaj¥ miejscem narodzenia i wychowania dzieci. Jednak¾e, zgodnie z tradycyjn¥ nauk¥ dotycz¥c¥ d¢br maˆ¾eästwa i godno˜ci osoby, Ko˜citil jest przeciwny, z punktu widzeniu moralnego, sztucznemu zuplmloieniu hornalog¾ezrzernu w prob¢wce. ~`est ono bowiem sumo w sobie niegodziwe i sprzeczne z godno˜ci¥ rudziciel 'I I stwa oraz jedno˜ciq mat¾eäsk¥, nawet w¢wczas, gdyby zrobiˆo si© wszystko dla unikni©cia ˜mierci embrionu ludzkiego. 'd Analogiczn¥ kwesti© poruszyˆ Paweˆ VI, w Humanae Virae, 14: AAS 60 (1968) 490-491 'y Por.3'ak wy¾ej: I, 1 nast. 5ø Jan Paweˆ II. Ekshort. Apost. Familiaris Consortio, 14: AAS 74 (1982) 96 (:hocia¾ nie mo¾na aprobowa† sposobu, poprzez kt¢ry dokonuje si© pocz©cie ludzkie w FIVET, ka¾de dziecko przychodz¥ce na ten ˜wiat, ma by† przyj©te jako ¾ywy dar dobroci Bo¾ej i wychowane z miˆo˜ci¥. 6. Jak oceni† z punktu widzenia moralnego sztuczn¥ inseminacj© 1=~m ~.two: r.~p-.7 .~~.. ..t. Nie mo¾na dopu˜ci† sztucznej inseminacji homologiezrtej wewn¥trz mul¾eästwu z wyj¥tkiem przypadku, w kt¢rym ˜rodek techniczny nie zast©puje aktu maˆ¾eäskiego, lecz sˆu¾y juko uˆatwienie i pomoc do osi¥gni©cia jego celu naturalnego. Nauczanie Magisterium Ko˜cioˆa~na ten temat zostaˆo ju¾ wyja˜nione.5' Nie jest ono tylko wyrazem szczeg¢lnych historycznych okoliczno˜ci, lecz opiera si© na nauce Ko˜cioˆa na temat ˜cisˆego powi¥zania mi©dzy aktem maˆ¾eäskiego i rodzicielstwa. ®Akt maˆ¾eäski, w swej naturalnej strukturze, jest osobowym dziaˆaniem, r¢wnoczesn¥ i bezpo˜redni¥ wsp¢ˆprac¥ maˆ¾onk¢w, kt¢ra z powodu samej natury sprawc¢w i wˆa˜ciwo˜ci aktu, jest wyrazem wzajemnego daru, kt¢ry zgodnie ze sˆowami Pisma ˜w. sprawia, ®¾e b©d¥ oboje jednym ciaˆem¯.'z Dlatego sumienie moralne "nie koniecznie odrzuca u¾ywanie pewnych ˜rodk¢w sztucznych przeznaczonych jedynie czy to dla uˆatwienia aktu naturalnego czy to dla osi¥gni©cia wˆa˜ciwego celu aktu naturalnego dokonanego w normalny spos¢b¯." Je˜li ˜rodek techniczny uˆatwia akt maˆ¾eäski lub pomaga osi¥gn¥† naturalny jego cel, mo¾e by† moralnie uznany za godziwy. Przeciwnie, je˜liby interwencja zast©powaˆa akt maˆ¾eäski, musi by† uznana za moralnie niedopuszczaln¥. Sztuczna inseminacja zast©puj¥ca akt maˆ¾eäski jest zabroniona z powodu dobrowolnego rozdzielenia dokonanego pomi©dzy dwoma znaczeniami aktu maˆ¾eäskiego. Masturbacja dzi©ki kt¢rej osi¥ga si© sperm© jest innym znakiem takiego rozdziaˆu. R¢wnie¾ wtedy, gdy jest podj©ty w celu przekazywania ¾ycia, akt ten jest pozbawiony swego znaczenia jednocz¥cego: ®brakuje mu... stosunku seksualnego wymaganego przez porz¥dek moralny, stosunku, kt¢ry urzeczywistnia si© "w kontek˜cie prawdziwej miˆo˜ci, integralnego sensu wzajemnego oddania i rodzicielstwa ludzkiego" ¯.5' 5' Por. Odpowied« Sw. Oficjum, 17 marca 1897: DS 3323' Pius XII, Przem¢wienie do uczestnik¢w IV Kongrestu Mi©dzynarodowego Lekarzy Katolickich, 29 wrze˜nia 1949: AAS 41 (1949) 560; Przem¢wienie do uczestniczek Kongresu Katolickiej Unii Wˆoskich Poˆo¾nych, 29 pa«dziernika 1951: AAS 43 (1951) 850; Przem¢wienie do uczestnik¢w II Swiatowego Kongresu w Neapolu na temat plodno˜d i bezpˆodno˜ci 19 maja 1956: AAS 48 ( 1956) 471-473; Przem¢wienie do uczestnik¢w Vll Kongresu Mi©dzynarodowego Swiatowej Organizacji Hematologii, 12 wrze˜nia 1958: AAS 50 (1958) 733; Jan XXIII, Encyklika Marer et Magistra lll: AAS 53 (1961) 447 5z Pius XII, Przem¢wienie do uczestniczek Kongresu Katolickiej Unii Wˆoskich Poto¾nych, 29 pa«dziernika 1951: AAS 43 (1951) 850 5' Pius XI I, Przem¢wienie do uczestnik¢w IV Kongresu Mi©dzynarodowego Lekarzy Katolickich, 29 wrze˜nia 1949: AAS 41 ( 1949) 560 5' Swi©ta Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o niekt¢rych zagadnieniach etyki seksualnej, 9: AAS 68 ( 1976) 86, kt¢ra cytuje Konst. Duszp. Gaudium et Spes, 51. Por. Dekret Sw. Oficjum, 66 67 7. Jakie kryterium moralne winno kierowa† interwencj¥ lekarza w przekazywaniu ¾ycia? Interwencja lekarza nie powinna by† tylko oceniana ze wzgl©du na sw¢j wymiar techniczny, lecz tak¾e i przede wszystkm ze wzgl©du na jego cel, kt¢rym jest dobro os¢b i ich zdrowie cielesne i psychiczne. Kryteria moralne lekarskiej interwencji w dziedzinie przekazywania zycia wywodz¥ si© z guduu~ci usuw iudzki.;h, z ic:: pˆciowo˜ci i ich pochodzenia. Medycyna, kt¢ra chciaˆaby by† podporz¥dkowana integralnemu dobru osoby, powinna uszanowa† warto˜ci wˆa˜ciwe pˆciowo˜ci ludzkiej.55 Lekarz pozostaje w sˆu¾bie os¢b i przekazywania ¾ycia ludzkiego. Nie ma uprawnienia dysponowania nimi, ani decydowania o nich. Interwencja lekarska szanuje godno˜† os¢b gdy uˆatwia ten akt lub pozwala uzyska† jego cel, je˜li zostaˆ dokonany w spos¢b normalny.5ø Przeciwnie, nieraz si© zdarza, ¾e interwencja lekarska technicznie zast©puje akt maˆ¾eäski dla uzyskania pocz©cia, kt¢re nie jest ani jego wynikiem, ani jego owocem. W tym przypadku interwencja lekarza nie jest, tak jak powinna by†, w sˆu¾bie jedno˜ci maˆ¾eäskiej, lecz przywˆaszcza sobie funkcj© rodzicielsk¥ i w taki spos¢b sprzeciwia si© godno˜ci i niezbywalnym prawom maˆ¾onk¢w i maj¥cego narodzi† si© dziecka. Humanizacja medycyny, kt¢rej z takim naciskiem wszyscy si© domagaj¥, wymaga szacunku dla integralnej godno˜ci osoby ludzkiej w pierwszym rz©dzie w akcie i w momencie, w kt¢rym maˆ¾onkowie przekazuj¥ ¾ycie nowej osobie. Jest zatem rzecz¥ logiczn¥ zwr¢ci† si© r¢wnie¾ z nagl¥cym apelem do lekarzy i naukowc¢w katolickich, aby dawali przykˆadnie ˜wiadectwo nale¾nego szacunku dla embrionu ludzkiego i dla godno˜ci przekazywania ¾ycia. W spos¢b szczeg¢lny prosi si© personel medyczny i obsˆug© szpitali i klinik katolickich, by przestrzegali podj©tych zobowi¥zaä moralnych, cz©sto r¢wnie¾ z tytuˆu statusu. Odpowiedzialni za te szpitale i kliniki katolickie, kt¢rymi cz©sto s¥ osoby zakonne, niech wˆo¾¥ caˆe serce w starania, aby zapewni† i rozwija† ˜cisˆe przestrzeganie norm moralnych przypomnianych w obecnej Instrukcji. 8. Cierpienie z powodu bezpˆodno˜ci maˆ¾eäskiej Cierpienie maf¾onk¢w, kt¢rzy nie mog¥ mie† dzieci lub obawiaj¥ si© urodzi† dziecko upo˜ledzone, jest cierpieniem, kt¢re wszyscy powinni rozumie† i odpowiednio oceni†. Pragnienie dziecka ze strony maˆ¾onk¢w jest czym˜ naturalnym. Wyra¾a powoˆanie do ojcostwa i macierzyästwa wpisanego w miˆo˜† maˆ¾eäsk¥. To pragnienie 2 sierpnia 1929: AAS 2l (1929) 490; Pius XII, Przem¢wienie do uczestnik¢w XXVI Kongresu Wˆoskiego Towarzystwa Urologicznego, 8 pa@dziernika 1953: AAS 45 (1953) 678 ss Por. Jan XXIII, Encyklika Mater er Magistra III: AAS 53 (1961) 447 sb por. Pius XII,'1'rzem¢wienie do uczestnik¢w IV Kongresu Mi©dzynarodowego Lekarzy Katolickich, 29 wrze˜nia 1949; AAS 41 (1949) 560 mo¾e by† jeszcze silniejsze, je˜li para maˆ¾eäska jest dotkni©ta nieuleczaln¥ bezpˆodno˜ci¥. Jednak¾e maˆ¾eästwo nie przyznaje maˆ¾onkom prawa do posiadania dzieci, Iccz tylko prawo do podj©cia takich akt¢w naturalnych, kt¢re same przez si© s¥ przyporz¥dkowane przekazywaniu ¾ycia.5' Prawdziwe i wˆa˜ciwe prawo do dziecka sprzeciwiaˆoby si© jego godno˜ci i naturze. Dziecko nie jest jak¥˜ rzecz¥, kt¢ra nale¾aˆaby si© maˆ¾onkom i nie mo¾e by† uwa¾ana za nrHO^ˆ,.,;~,r n~,~i~,~ˆ~.:iy :o=r ,-, :.ˆ~rC.m ; r~, "" 'ˆ,~"-iˆ;;o;" ~ˆ~,ry.,~o~ is., ..,mJ7p"~r=,~., r ~ - .,- . . _C_øP~ , . .. J, _. _ ._~ .,.,_. , ¾ywym ˜wiadectwem oddania si© wzajemnego jego rodzic¢w. Z tego tytuˆu dziecko ma prawo - juk to zostaˆo wspotnniane - a¢y by† owocem aktu wˆa˜ciwego miˆo˜ci maˆ¾eäskiej swoich rodzic¢w, i aby r¢wnie¾ mie† prawo do szacunku jako osoba od momentu swego pocz©cia. Bezpˆodno˜† jednak, jakakolwiek byˆaby jej przyczyna i rokowanie, jest ci©¾k¥ pr¢b¥. Wsp¢lnota wierz¥cych jest powoˆana do wyja˜nienia i podtrzymania na duchu tych wszystkich, kt¢rzy nie mog¥ zrealizowa† sˆusznych d¥¾eä do macierzyästwa i ojcostwa. Maˆ¾onkowie znajduj¥cy si© w tej bolesnej sytuacji s¥ powoˆani do odkrycia w niej okazji do szczeg¢lnego uczestnictwa w Krzy¾u Pana, «r¢dle pˆodno˜ci duchowej. Pary maˆ¾eäskie bezpˆodne nie powinny zapomina†, ie <.r¢wnie¾, gdy rodzicielstwo nie jest mo¾liwe, z tego powodu ¾ycie maˆ¾eäskie nie traci warto˜ci. Bezpˆodno˜† fizyczna, oczywi˜cie, mo¾e by† okazj¥ dla maˆ¾onk¢w do podj©cia innych wa¾nych zadaä w stosunku do ¾ycia os¢b ludzkich, takich jak na przykˆad adopcja, r¢¾ne formy dzieˆ wychowawczych, pomoc innym rodzinom, dzieciom ubogim lub upo˜ledzonym¯.''' Wieˆu badaczy zaanga¾owaˆo si© w walk© z bezpˆodno˜ci¥. Broni¥c w peˆni godno˜ci ludzkiego przekazywania ¾ycia, niekt¢rzy z nich uzyskali wyniki, kt¢re w przeszˆo˜ci uwa¾ano za nieosi¥galne. Zach©ca si© ludzi nauki do kontynowania swych badaä w celu zapobie¾enia przyczynom bezpˆodno˜ci, mo¾liwo˜ci jej wyleczenia, by maˆ¾onkowie bezpˆodni, mogli sta† si© pˆodnymi z zachowaniem ich osobowej godno˜ci i godno˜ci dziecka. III. MORALNOSC A PRAWODAWSTWO CYWILNE Warto˜ci i obowi¥zki moralne, kt¢re prawodawstwo cywilne powinno uszanowa† i zatwierdzi† w tej dziedzinie Nienaruszalne prawo do ¾ycia ka¾dej niewinnej jednostki ludzkiej, prawo rodziny i instytucji maˆ¾eästwa stanowi¥ podstawowe warto˜ci moralne, poniewa¾ 5' Por. Pius XII, Przem¢wienie do uczestnik¢w II Swiatowego Kongresu w NeapoJu na temat ptodno˜ci i bezpˆodno˜ci, 19 maja 1956: AAS 48 ((956) 47l-473 s" Konst. Duszp. Gaudium et Spe , 50 s9 Jan Paweˆ II, Ekshort. Apost. Familiatis Consortio, 14: AAS 74 (1982) 97 6g 69 dotycz¥ naturalnego uwarunkowania i integralnego powoˆania osoby ludzkiej, r¢wnocze˜nie s¥ istotnymi elementami spoˆeczeästwa ˜wieckiego i jego prawodawstwa. Z tego to wzgl©du nowe mo¾liwo˜ci technologiczne, kt¢re otwarˆy si© w dziedzinie biomedycyny, domagaj¥ si© interwencji wˆadz politycznych i prawodawcy, poniewa¾ niekontrolowane uciekanie si© do takich technik mogˆoby doprowadzi† do nieprzewidzianych i szkodliwych konsekwencji dla spoˆeczeästwa. Odwoˆywanie si© do ~: 1.,.,., ' .. b..T- ., wt.^.:':,øø obv van~sqni!- c~¥_ Jullucli~¢ 1 aaiiiviW iilirJa. i¥aunvwC"vw' niv. um..... y. ..y,. ..,.ˆ;iCe, .. ~ .. cunek dla praw osobowych i dla porz¥dku publicznego. Je˜li prawodawca, odpowiedzialny za dobro wsp¢lne, przestaˆby czuwa†, m¢gˆby by† pozbawionym swoich przywilej¢w ze strony naukowc¢w, kt¢rzy ro˜ciliby sobie prawo do rz¥dzenia ludzko˜ci¥ w imi© odkry† biologicznych i w imi© domniemanych proces¢w ®ulepszania>, kt¢re miaˆyby z nich wynikn¥†. Eugenizm i dyskryminacja pomi©dzy istotami ludzkimi mogˆyby zosta† usprawiedliwione. Stanowiˆoby to pogwaˆcenie i powa¾n¥ zniewag© r¢wno˜ci, godno˜ci oraz podstawowych praw osoby ludzkiej. Interwencja wˆadzy politycznej winna si© kierowa† zasadami rozumowymi, kt¢re reguluj¥ stosunki pomi©dzy prawem cywilnym a prawem moralnym. Zadaniem prawa cywilnego jest zabezpieczenie dobra wsp¢lnego os¢b poprzez uznanie i obron© podstawowych praw, rozwoju pokoju i moralno˜ci publicznej."ø W ¾adnej dziedzinie ¾ycia prawo cywilne nie mo¾e zast¥pi† sumienia ani narzuca† norm, kt¢re przekraczaj¥ jego kompetencje. Prawo cywilne w imi© porz¥dku publicznego powinno nieraz tolerowa† to, czego nie mo¾e zabroni† bez wyrz¥dzenia jeszcze wi©kszej szkody. Niezbywalne prawa osoby jednak powinny by† uznane i uszanowane ze strony spoˆeczno˜ci cywilnej i wˆadzy politycznej. Te prawa czˆowieka nie zale¾¥ ani od poszczeg¢lnych jednostek, ani od rodzic¢w, ani nie s¥ przywilejem udzielonym przez spoˆeczeästwo lub paästwo. Tkwi¥ one w naturze ludzkiej i s¥ ˜ci˜le zwi¥zane z osob¥ na mocy aktu stw¢rczego, od kt¢rego osoba bierze sw¢j pocz¥tek. Spo˜r¢d podstawowych praw nale¾y tutaj wymieni†: a) prawo do ¾ycia i integralno˜ci fizycznej ka¾dej istoty ludzkiej od momentu pocz©cia a¾ do ˜mierci; b) prawo rodziny i maˆ¾eästwa jako instytucji, w tym r¢wnie¾ prawo dziecka do pocz©cia, urodzenia i wychowania przez swoich rodzic¢w. Ka¾de z tych dw¢ch zagadnieä nale¾y jeszcze dalej rozwa¾y†. W niekt¢rych krajach prawodawstwo pozwoliˆo na bezpo˜rednie u˜miercanie istot niewinnych. W momencie, kiedy jakie˜ prawo pozytywne pozbawia obrony pewn¥ kategori© istot ludzkich, kt¢rych ze swej natury powinno broni†, paästwo tym samym odmawia r¢wno˜ci wszystkich wobec prawa. Gdy paästwo nie u¾ywa swej wˆadzy w sˆu¾bie praw ka¾dego obywatela, a w szczeg¢lno˜ci tego, kt¢ry jest najsˆabszy, same fundamenty praworz¥dno˜ci paästwa s¥ zagro¾one. W konsekwencji wˆadza polityczna nie mo¾e wyrazi† zgody na to, aby istot© ludzk¥ powoˆywano do istnienia za pomoc¥ takich metod technicznych, kt¢re nara¾aj¥ j¥ na nieodwracalne ryzyko. Ewentualne zezwolenie udzielone przez prawo pozytywne i wˆadz© polityczn¥ "o Por. Deklaracja Dignitatis Humanae, 7 na techniki sztucznego przekazywania ¾ycia i na do˜wiadczenia z nimi zwi¥zane, spowodowaˆoby jeszcze wi©kszy wyˆom spowodowany juz przez prawodawstwo zezwalaj¥ce na przerywanie ci¥¾y. Jako konsekwencja szacunku i opieki nale¾nej dziecku, kt¢re ma si© narodzi†, pocz¥wszy od momentu jego pocz©cia, prawo powinno przewidzie† odpowiednie sankcje karne za ka¾de dobrowolne pogwaˆcenie jego praw. Prawo nie mo¾e tolerowa† ..,~.~~.,:~ "~... :.. . ~..,a..~.:., .. ........ , ~,~:........ ,....... .....,..,..., .. ..,. .,.,....... ......,, .. ~,....., v;~:^ .,~ git; embrionalnym byˆy traktowane jako przedmiot eksperymentu, okaleczane i u˜miercane pod pretekstem, ¾e s¥ to embriony nadliczbowe lub niezdolne do normalnego rozwoju. Wˆadza polityczna jest zobowi¥zana zapewni† instytucji rodzinnej, na kt¢rej opiera si© spoˆeczeästwo, obron© prawn¥ jaka jej przysˆuguje. Z samego faktu, ¾e wˆadza polityczna powinna sˆu¾y† osobom, powinna r¢wnie¾ sˆu¾y† rodzinie. Prawo cywilne nie mo¾e udziela† gwarancji takim technikom sztucznego zapˆodnienia, w kt¢rych osoby trzecie (lekarze, biologowie, wˆadza ekonomiczna czy paästwowa) przywˆaszczaj¥ sobie uprawnienia zwi¥zane z relacj¥ mi©dzy maˆ¾onkami, dlatego nie mo¾e zalegalizowa† przekazywania gamet pomi©dzy osobami, kt¢re nie s¥ prawnie zˆ¥czone w©zˆem maˆ¾eäskim. Ponadto prawodawstwo powinno zakaza†, na mocy obowi¥zku pomocy, do kt¢rej rodzina ma prawo, banki embrion¢w, inseminacj© <post moriem>. (po ˜mierci) oraz ®macierzyästwo zast©pcze¯. Do obowi¥zk¢w wˆadzy publicznej nale¾y takie dziaˆonie, aby prawo cywilne opieraˆo sit na podstaznozvych nnrrnuch prawu moralnego w tym, co odnosi si© do praw czˆowieka, ¾yciu ludzkiego i instytucji rodziny. Politycy powinni si© zaanga¾owa†, poprzez sw¢j wpˆyw na opini© publiczn¥, w celu zdobycia dla tych podstawowych zasad najszerszego poparcia w spoˆeczeästwie i umacniania go tam, gdzie byˆoby ono osˆabione lub zagro¾one. W wielu krajach prawodawstwo zezwalaj¥ce na przerywanie ci¥¾y i prawna tolerancja odno˜nie par nie posiadaj¥cych ˜lubu, czyni¥ jeszcze trudniejszym dla wˆadz osi¥gni©cie szacunku dla podstawowych praw przypomnianych w obecnej Instrukcji. Pragnie si©, aby paästwa nie braˆy na siebie odpowiedzialno˜ci za uczynienie jeszcze ci©¾szymi te sytuacje niesprawiedliwo˜ci spoˆecznie szkodliwej. Przeciwnie, postuluje si©, aby narody i paästwa u˜wiadomiˆy sobie wszystkie implikacje kulturowe, ideologiczne i polityczne zwi¥zane z technikami sztucznego przekazywania ¾ycia i umiaˆy znale«† m¥dro˜† i konieczn¥ odwag© w wydawaniu praw sprawiedliwszych i bardziej szanuj¥cych ¾ycie ludzkie i instytucj© rodzinn¥. !'zawodowstwo cywilne licznych paästw udziela dzi˜, w oczach wielu, niesˆusznego uznania pewnych praktyk. Okazuje si© ono niezdolne, by zagwarantowa† ozo¥ moralno˜†, kt¢ra jest zgodna z naturalnymi wymaganiami osoby ludzkej i z niepisanym prawem> wyrytym w sercu czˆowieka przez Stw¢rc©. Wszyscy ludzie dobrej woli powinni zaanga¾ owia† si© w szczeg¢lno˜ci w ˜rodowiskach pracy zawodowej i w przestrzeganie swoich praw cywilnych, aby zostaˆy zreformowane te prawa i te praktyki, kt¢re nie s¥ do przyj©cia z punktu widzenia moralnego. Ponadto powinno si© podj¥† i uzna† ®obiekcj© 71 sumienia¯ wobec tak¾ch praw. Co wi©cej, zaczyna s¾© narzuca† z Gal¥ ostro˜ci¥ sumien¾u rnoralnemu wielu os¢b, zwlaszcza specjalist¢w nauk biomedycznych, instancja biernej opozycji wobec uprawomocnienia metod przeciwnych ¾yciu i godno˜ci czlowieka. 'LAKOãCLENIE Rozpowszechnianie si© technologii umo¾liwiaj¥cej interwencj© w procesy przekazywania ¾ycia rodzi bard-no powa¾ne problemy moralne odno˜nie nale¾nego szacunku dla istoty ludzkiej od samego jej pocz©cia, dla godno˜ci osoby, dla jej pˆciowo˜ci i dla rodzicielstwa. Poprzez ten dokument Kongregacja Nauki Wiary, speˆniaj¥c swoje zadania obrony i rozwoju nauczania Ko˜cioˆa w tak wa¾nej dziedzinie, zwraca si© z nowym apelem do wszystkich tych, kt¢rzy z racji swojej roli i zadaä mog¥ wywrze† pozytywny wpˆyw, aby w rodzinie i spoˆeczeästwie zostaˆ uznany nale¾ny szacunek dla Tycia i miˆo˜ci: do ludzi odpowiedzialnych za ksztaˆtowanie sumieä i opinii publieznej, do naukowc¢w, do specjalist¢w medycyny, do prawnik¢w i polityk¢w. Prosi ona, aby wszyscy zrozumieli istnienie niezgodno˜ci mi©dzy szacunkiem dla godno˜ci osoby ludzkiej a pogard¥ dla ¾ycia i miˆo˜ci, mi©dzy wiar¥ w Boga ¾ywego a pokus¥ do decydowania o pochodzeniu i losie czˆowieka. W szczeg¢lno˜ci Kongregacja Nauki Wiary zwraca si© z ufnym wezwaniem i zach©t¥ do teolog¢w a zwˆaszcza do moralist¢w, by pogˆ©bili tre˜ci nauczania Magisterium Ko˜cioˆa i uprzyst©pnili je wiernym w ˜wietle prawdziwej antropologii w dziedzinie seksualnej i maˆ¾eästwa w kontek˜cie koniecznego uj©cia intedyscyplinarnego. W taki spos¢b b©dzie mo¾na zrozumie† coraz lepiej racje i doniosˆo˜† owego nauczania, kt¢re broni czˆowieka przeciw przerostom jego wˆasnej wˆadzy. Ko˜ci¢ˆ Boiy przypomina czˆowiekowi podstawy jego prawdziwej szlachetno˜ci. Tylko w taki spos¢b b©dzie mo¾na zabezpieczy† pokoleniom jutra mo¾liwo˜† ¾ycia i miˆo˜ci w takiej godno˜ci i wolno˜ci, jakie pochodz¥ z szacunku dla prawdy. Dokˆadne wskazania przedstawione w obecnej Instrukcji nie zmierzaj¥ wi©c do powstrzymania wysiˆku refleksji, lecz raczej do ich podj©cia z odnowionym zapaˆem, w nieodwoˆalnej wierno˜ci dla nauki Ko˜cioˆa. W ˜wietle prawdy o darze ¾ycia ludzkiego i zasad moralnych, kt¢re z niego wypˆywaj¥, kaidy jest zaproszony do dziaˆania w dziedzinie odpowiedzialno˜ci, kt¢ra jest mu wˆa˜ciwa, jak dobry Samarytanin, do uznania nawet najmniejszego z syn¢w ludzkich za swego bli«niego (por. f_k I0, 29-37). Sˆowo Chrystusa w tym kontek˜cie nabiera nowego i szczeg¢lnego znaczenia: ®wszystko co uczynili˜cie jednemu z tych najmniejszych moich braci, Mnie to uczynili˜cie¯ (Mt 25, 45). W czasie audiencji udzielonej ni¾ej podpisanemu Prefektowi; 3'ego Swi¥tobltwo˜† ,~`un I'awef II zatwierdzil t© Instrukcj©, po zwyczajnym posiedzeniu tej Kongregacji i ~arz¥dzit jej opublikowanie. Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 22 luty 1987, Swi©to Katedry Swi©tego Piotra Apostoˆa. Joseph Kard. Ratzinger Prefekt Alberto Bovoone Abp tyt. Cezarei Numidyjskiej Sekretarz 72 73 Mieczysˆaw Gamski GRANICE ETYCZNE EKSPERYMENTU KLINICZNEGO Osoba w istocie jest miar4 i kryterium dobra i zla w ka¾dym dzialaniu ludzkim (~'an Pawel ll do lekarzy - 1980) Ka¾de dziaˆanie lekarza wobec czˆowieka zdrowego i chorego jest w jakim˜ sensie do˜wiadczeniem, gdy¾ nigdy nie ma dwu ludzi i dwu sytuacji dokˆadnie jednakowych. W tym tkwi caˆa trudno˜† i urok medycyny. Granice etyczne do˜wiadczeä lekarskich wykonywanych na ludziach wyznaczaj¥ ich motywy, cel bezpo˜redni, spos¢b przeprowadzenia, zwi¥zane z nimi ryzyko i mo¾liwo˜ci praktycznego wykorzystania ich wynik¢w. Motywem mo¾e tu by† wyˆ¥cznie ch©† przyniesienia dobra jednostce i zbiorowo˜ci. Nigdy nie mo¾e nim sta† si© d¥¾enie do niszczenia zdrowia i ¾ycia ludzkiego np. w ramach wojen, zysk materialny, ¾¥dza sˆawy, my˜l o karierze, zaspokojenie wˆasnego nap©du badawczego bez wzgl©du na dobro czˆowieka. 'To s¥ zreszt¥ etyczne granice motywacyjne ka¾dego dziaˆania lekarskiego. Ich ostro˜† nabiera szczeg¢lnego wyrazu, gdy lekarz podejmuje - zawsze obci¥¾ony wielk¥ odpowiedzialno˜ci¥ -eksperyment na czˆowieku. Druga granica, r¢wnie¾ zgodna z zasadniczym powoˆaniem lekarza, to bezpo˜redni cel badaä. Zwykle mianem eksperymentu na czˆowieku opatrujemy takie dziaˆanie lekarza czy zespoˆu odpowiednich specjalist¢w, kt¢re ma na celu sprawdzenie u ludzi zdrowych lub chorych przydatno˜ci jakiego˜ nowego sposobu post©powania rozpoznawczego, leczniczego albo zapobiegawczego, a tak¾e pr¢b© zdobycia przy tej sposobno˜ci nowych informacji z dziedziny fizjologii i patofizjologii. Caˆa ta dziaˆalno˜† powinna si© opiera† na najwy¾szych zasadach etycznych i na najlepszym poziomie dotyczasowej wiedzy. Sytuacja w tej dziedzinie staje si© z biegiem lat coraz trudniejsza. W miar© wzrostu pot©gi, agresywno˜ci i skuteczno˜ci badaä naukowych ro˜nie odlegˆo˜†, jaka dzieli je od mo¾liwo˜ci bezpiecznego wykorzystania ich dla rzeczywistego dobra czˆowieka, dla istotnej poprawy jako˜ci jego ¾ycia. Na tym polu rodz¥ si© coraz to nowe zagadnienia etyczne, ujawniaj¥ si© coraz to nowe konflikty sumienia i rozs¥dku. Ka¾da pr¢ba medyczna u czˆowieka musi opiera† si© na wysiˆkach odpowiednich badaä podstawowym i na do˜wiadczeniach przeprowadzonych na zwierz©tach, daj¥cych uzasadnion¥ nadziej© wykorzystania dla poprawy aktualnych mo¾liwo˜ci pracy lekarskiej. Takie badanie jest konieczn¥ ostatni¥ faz¥ opracowywania nowych dziaˆaä lekarskich, przes¥dza o post©pie medycyny i o mo¾liwo˜ci wykorzystania go w praktyce codziennej. Tutaj wymogi racjonalne i etyczne musz¥ by† zbie¾ne oraz harmonijnie zespolone. Zawsze jednak wzgl¥d na dobro czˆowieka winien g¢rowa† nad pasj¥ badawcz¥ prowadz¥cego do˜wiadczenie. Mo¾na je wykonywa† jedynie w plac¢wkach medy .,2.^.jCI:Q'~p3.S'i~d.^.:.^,Z"rb::.......$ :~~I:11.'1p'~H..:.:jCl:,~.:Zj 7:~~~1~::.vj ~GIrTw".u..j'C ¥ specjalist¢w, posiadaj¥cych wˆa˜ciwe wyksztaˆcenie i wyrobienie etyczne. Zaczyna si© do opracowania szczeg¢ˆowego programu badaä, z okre˜leniem ich celu, sposobu przeprowadzenia, interpretacji uzyskanych wynik¢w i okre˜lenia mo«liwo˜ci ich praktycznego wykorzystania. Program badaä rozpatruje i opiniuje specjalna komisja etyczna dla oceny badaä medycznych i wykonywanych na ludziach. W Polsce komisje takie istniej¥ w akademiach medycznych i w niezale¾nych od nich instytutach naukowych. Nadto, w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Spoˆecznej dziaˆa od roku 1982 ('.entralna Komisja Etyczna do Spraw Eksperyment¢w Klinicznych, koordynuj¥ca prace komisji obwodowych i rozpatruj¥ca ewentualne odwoˆania od nich orzeczeä. Znowelizowany w 1978 roku przez Polskie Towarzystwo Lekarskie "Zbi¢r zasad etyczno-deontologicznych polskiego lekarza", w zasadach 30-34 okre˜la ramowo warunki badaä medycznych wykonywanych na ludziach. Wspomniane regulacje nie zwalniaj¥ prowadz¥cego badania od osobistej odpowiedzialno˜ci za ich przebieg. Polski ˜wiat lekarski stosuje si© oczywi˜cie r¢wnie¾ do mi©dzynarodowych zaleceä w omawianym zakresie, obj©tych takimi wa¾nymi dokumentami, jak: kodeks norymberski, deklaracje z Genewy, Sydney, Helsinek, Tokio, Oslo, Lugano, Mi©dzynarodowy Kodeks Etyki Lekarskiej, przyj©ty przez Zgromadzenie Mi©dzynarodowego Stowarzyszenia Lekarzy (Londyn, 1979) i inne. Pr¢by lekarskie wolno przeprowadza† jedynie u ochotnik¢w dokˆadnie poinformowanych o celu, przebiegu i ewentualnym ryzyku badaä. Potrzebna jest ich zgoda pisemna, wyra¾ona na specjalnych formularzach. Oczywi˜cie, nale¾y tu uwzgl©dni† poza stanem fizycznym - zdolno˜† pojmowania, wra¾liwo˜† psychiczn¥ i wˆasn¥ postaw© probanta wobec chorych. W wypadkach, gdy nowy, nieznany dotychczas lek lub nowy spos¢b post©powania mog¥ uratowa† ¾ycie czy zdrowie chorego z ograniczon¥ ˜wiadomo˜ci¥ lub dziecka, pisemn¥ zgod© na pr¢b© wyra¾a jego prawny opiekun i odpowiednia komisja etyczna. Nie wolno wykonywa† do˜wiadczeä wyˆ¥cznie poznawczych u dzieci, u ludzi upo˜ledzonych umysˆowo, wi©«ni¢w, jeäc¢w i os¢b zale¾nych od wykonawc¢w badaä. —cisˆo˜† oceny skuteczno˜ci nowych ˜rodk¢w i metod leczniczych wymaga badaä por¢wnawczych z osobami nie leczonymi, otrzymuj¥cymi placebo lub poddawanymi innym, pozoruj¥cym terapi© - zabiegom. Post©powanie takie dopuszcza si© tylko wtedy, gdy istnieje pewno˜†, «e nie przyniesie ono ¾adnej szkody probantowi. W takim wypadku, dla zapewnienia naukowej warto˜ci badaä, wolno pomin¥† poinformowanie uczestnika pr¢by o jej pozornym charakterze. Gdy leczenie rzekome w grupie kontrolnej mo¾e przynie˜† cho†by najmniejsz¥ szkod©, pr¢by ˜lepe wykonuje si© przy zasto 74 75 sowaniu najlepszych dotychczas znanych lek¢w czy sposob¢w post©powania. Przy prowadzeniu kontrolowanych pr¢b leczniczych i zapobiegawczych nale¾y zachowa† szczeg¢ln¥ ostro¾no˜†. W razie najmniejszej sprzeczno˜ci mi©dzy postulatami naukowej ˜cisˆo˜ci pr¢by a dobrem badanego, zawsze zwyci©¾y† musi wzgl¥d na to ostatnie. Oczywi˜cie, przy rozwi¥zywaniu tak trudnych i nie daj¥cych si© dokˆadnie przewidzie† problem¢w etycznych, jakie niemal w ka¾dym indywidualnym przypadku nastr©czaj¥ .,... do˜wiadczenia lekarskie wykonywane na iudziau,, nic wszy auw u¾yt¥"ä uj¥s. :` w ~....... gowe przepisy. Pozostaje tu zawsze do˜† szeroki margines dla wyrobienia moralnego i poczucia etycznego lekarza czy zespoˆu, przeprowadzaj¥cego badania. Warto powt¢rzy† raz jeszcze, ¾e tu dobro czˆowieka nigdy ucierpie† nie mo¾e. Lekarz ma obowi¥zek przerwa† do˜wiadczenie na ka¾de ¾¥danie probanta oraz wtedy, gdy - dzi©ki nieustannej czujno˜ci - zauwa¾y jakiekolwiek uci¥¾liwe objawy niepo¾¥dane lub wikˆaj¥ce aktualne post©powanie medyczne. Mieczysˆaw Gamski MORALNA SPECYFIKA PRACY NAUKOWO-BADAWCZEJ W MEDYCYNIE Eryka czci dla ¾ycia urzeczyw¾stni post©p, stworzy dobra slu¾¥ce materialnemu, duchowemu i etycznemu rozwojowi jednostki, jak r¢wnie¾ calej ludzko˜ci. Albert Schweitzer My˜li (;clem nauki jest poznawanie prawdy o nas i o otaczaj¥cej nas rzeczywisto˜ci, odkrywanie rz¥dz¥cych ni¥ praw i budowanie - na podstawie obserwowanych fakt¢w - wielkich syntez interpretacyjnych. Jest to zadanie trudne i odpowiedzialne, gdy¾ warunkuje rozw¢j caˆej ludzko˜ci. Aby ten szczytny cel w peˆni realizowa† dla rzeczywistego dobra nas wszystkich i ˜wiata, w kt¢rym ¾yjemy, tw¢rcy nauki musz¥ wkˆada† w ni¥ wszystkie najlepsze siˆy umysˆu i najwy¾sze wurtu˜ci moralne. Aby nauka nie prowadziˆa bezpo˜rednio do totalnego zniszczeni, winna by† w ka¾dym szczeg¢le gˆ©boko moralna. Wypadnie w tym miejscu powt¢rzy† zasadniczo to wszystko, co ju¾ powiedziano przy sposobno˜ci omawiania tzw. eksperymentu lekarskiego na czˆowieku. Postulaty czysto rozumowe wi¥¾¥ si© tu r¢wnie¾ ˜ci˜le z wymaganiami etycznymi. Rozd«wi©k mi©dzy nimi prowadzi szybko do katastrofy, a nawet do zbrodni. Motywy uprawiania nauki musz¥ by† szlachetne i bezinteresowne, a cel bezpo˜redni r¢wnie pi©kny: harmonijny i wszechstronny rozw¢j czˆowieka i caˆej ludzko˜ci, ku dobru i szcz©˜ciu powszechnemu. Nauka wiele grzeszy przeciwko temu postulatowi, ale czyni to raczej nie˜wiadomie, dziaˆaj¥c nieostro¾nie. Trudno nawet dopu˜ci† my˜l, aby miaˆa zˆo czyni† z rozmysˆem. Zaprz©ganie bowiem nauki do rydwanu zˆa jest jednym z najgro«niejszych wykroczeä przeciwko ludzko˜ci. Etyczne musz¥ by† te¾ sposoby uprawiania nauki. Jest ona domen¥ dziaˆania wyodr©bnionej grupy ludzi, kt¢rych spoˆeczeästwo - nie obeznane z tajnikami pracy naukowej - obdarza nieograniczonym zaufaniem. Tego zaufania, jak i wˆasnego poczucia etyki, uczony nigdy zawie˜† nie mo¾e. St¥d bierze si© postulat peˆnego opanowania dotychczasowej wiedzy w badanej dziedzinie, wyb¢r do opracowania zagadnieä mog¥cych przynie˜† istotny post©p, celowe zastosowanie najbardziej odpowiednich metod poznawczych, dokˆadne i uczciwe przedstawienie uzyskanych wynik¢w, wˆa˜ciwe om¢wienie ich na tle osi¥gni©† innych badaczy. Nie mo¾e tu by† mowy o niesˆusznym wysuwaniu siebie na plan pierwszy, z pomijaniem zasˆug innych ludzi. 76 77 ^il Nakazem etycznym jest r¢wnie¾ mo¾liwie szybkie oddawanie osi¥gni©† nauko wych na usˆugi spoˆeczeästwa, bez ogl¥dania si© na wˆasne korzy˜ci. Do tych zasad etycznych, obowi¥zuj¥cych wszystkich uczonych, dochodz¥ postulaty dodatkowe, swoiste dla ˜rodowisk naukowych poszczeg¢lnych specjalno˜ci. —wiat medyczny ma r¢wnie¾ wˆasn¥ problematyk© naukow¥ i zwi¥zane z ni¥ zagadnienia ill etyczne. Wynikaj¥ one z bezpo˜redniej sˆu¾by cxˆowiekowi w chorobie, w zagro¾eniu I,''I chorob¥ i innymi uszkodzeniami zdrowia. wi¥¾¥ si© z kunicczuu˜uq usza:~~w¥::a osoby ludzkiej, jej integralno˜ci i praw. i W miar© rozwoju nauk medycznych i niepokoj¥cej technizacji medycyny, rodz¥ si© coraz to nowe problemy etyczne, rosn¥ trudno˜ci utrzymania r¢wnowagi mi©dzy mno¾¥cymi si© osi¥gni©ciami a zdrowym rozs¥dkiem i moralno˜ci¥. Reanimacja, przeszczepianie narz¥d¢w, zapˆodnienie pozaustrojowe, in¾ynieria genetyczna, to owoce oszaˆamiaj¥cego post©pu ale r¢wnocze˜nie ir¢dˆo nowych zagro¾eä i konflikt¢w sumienia. Teresa Ostrowska WOKà� ASPEKTàW MORALNYCH PRACY NAUKO-BADAWCZEJ W MEDYCYNIE ½adne inne pole¾enie ¾yciowe nie jest tuk korzystne dla okazaniu zamiˆowania mqdro˜ci, jak to wla˜nie, w kt¢rym si© teraz znajdujesz. Murek Aureliusz Rozmy˜lania V. 9 l3ug stworzyˆ czˆowieka na obraz i podobieästwo swoje. Poleciˆ mu czyni† sobie zicmi4 poddan¥. Powierzywszy czˆowiekowi panowanie nad ziemi¥, powoˆaˆ go te¾ do pracy badawczej, nie mo¾na bowiem dziaˆa† bez uprzedniego aktu poznawczego. Trzeba jednak pami©ta†, ¾e jest to tylko jedna z dr¢g, jakimi idzie si© do Boga. Bowiem Ili "r¢¾ne s¥ dary ˆaski lecz ten¾e. Duch"... Jeden otrzymuje dar m¥dro˜ci, inny li I umiej©tno˜ci, inny - uzdrawiania, inny - znajomo˜ci j©zyk¢w, inny - umiej©tno˜ci ich tˆumaczenia. Przyjdzie taki czas, kiedy czˆowiek b©dzie musiaˆ zda† spraw©, jak si© I i tymi talentami posˆugiwaˆ. II I Praca naukowa jest samorealizacj¥ i jest pasjonuj¥c¥, o ile nie wykonuje si© jej zdawkowo po "przypadkowym zaj©ciu etatu naukowego". Dla pracy naukowej du¾o si© ,III'i I znosi, wyb¢r drogi naukowej jest w zasadzie wyborem na caˆe ¾ycie. Bardzo bolesn¥ rzecz¥ jest niemo¾no˜† kontynuowania pracy badawczej z somatycznych, psychicznych lub innych niezawinionych wzgl©d¢w. Jakie¾ wymowne s¥ sˆowa 76-letniego historyka medycyny pokonanego nieuleczaln¥ chorob¥: "Je˜li nie mo¾na pracowa† I nie ma sensu ¾y†". Praca naukowa jest niew¥tpliwie zaspakajaniem wˆasnej ciekawo˜ci. Przede wszystkim jest to jednak sˆu¾ba w rzetelnym d¥¾eniu do poznania prawdy, wymagaj¥cym zar¢wno ofiarno˜ci, jak i przestrzegania w jej realizacji okre˜lonych norm etycznych. Poszukiwanie prawdy jest d¥¾eniem do poznawania Boga w Jego dziele. Akt poznawczy mo¾e mie† r¢wnie¾ zastosowanie utylitarne, ale nie musi go mie† bezpo˜rednio. Skrupulantowi mo¾e si© nasun¥† pytanie, czy ma rozwi¥zywa† problemy aktualne, czy te, kt¢re go frapuj¥. On sam musi sobie na to pytanie odpowiedzie†, ale trzeba pami©ta†, ¾e prywatnie zrealizowany, pozornie oderwany od praktycznych cel¢w temat, mo¾e z czasem okaza† si© bardziej u¾ytecznym ni¾ badanie wykonywane zgodnie z planem instytucji naukowej. Pracownik naukowy umie studiowa† pi˜miennictwo. Stara si© zapozna† z peˆnym, w miar© mo¾liwo˜ci, pi˜miennictwem dotycz¥cym badanego zagadnienia. Nie korzysta 79 78 z wiadomo˜ci "z drugiej r©ki". Zasi©ga konsultacji os¢b bardziej znaj¥cych problem. Stara si© wyrobi† w sobie objektywizm. W badaniach naukowych, zwˆaszcza w dyscyplinach medycznych, stosowane s¥ do˜wiadczenia na zwierz©tach. Sprawy te reguluje: "Zbi¢r zasad etycznodeontologicznych polskiego lekarza" zatwierdzony w 1977 roku. "Lekarz ma prawo przep rowadzi† do˜wiadczenie na zwierz©tach, je˜li s¥ powa¾nie uzasadnione naukowo. t L ...,..J inl. Mog¥ by† one przeprowadzane tylko w o˜rodkach naukowo-badawczycu m~ ~.... ..... i nadzorem. Spos¢b przeprowadzania do˜wiadczeä powinna cechowa† najwi©ksza dba,I ˆo˜† o chronienie zwierz¥t przed cierpieniami oraz zapewnienie im opieki i odpowiednich warunk¢w bytu". Wydaje si© jednak, ¾e do˜wiadczeä na zwierz©tach nie mo¾na II unikn¥†. Ciekawa pod tym wzgl©dem jest wypowiedi profesora Leona Manteuftla. U progu swojej pracy zawodowej Manteuffel otrzymaˆ od promotora temat pracy I naukowej. Nast©pnego dnia jednak zgˆosiˆ si© z pro˜b¥ o inny temat. Promotor z trudem uzyskaˆ wyja˜nienie. "Tego tematu nie da si© wykona† bez do˜wiadc¾eä na zwierz©tach, a ja sobie powiedziaˆem, ie na zwierz©tach nie b©d© eksperymentowaˆ". "To pan nigdy nie b©dzie dobrym chirurgiem!" - stwierdziˆ kierownik. "Mo¾e nigdy nie b©d© dobrym chirurgiem, ale na zwierz©tach eksperymentowa† nie b©d©". I rzeezywi˜cie, przez szereg lat Manteuffel przestrzegaˆ tej zasady. Dopiero po sprowadzeniu ze Szwecji aparatury do operacji na otwartym sercu, kt¢rej dziaˆania nie m¢gˆ inaczej pozna†, musiaˆ w tym celu po˜wi©ci† psy. Podobnie przy pierwszej operacji w hypotermii i przy badaniu ruchu krwi. Zabiegi przeprowadzane byˆy w gˆ©bokiej narkozie, a po ich zakoäczeniu, jeszcze przed obudzeniem si© zwierz©cia, dawano mu zastrzyk ˜miertelny. P¢«niej w przebiegu dyskusji na temat, czy odrzucenie wiwisekcji nie zahamuje post©pu naukowego, Manteuffel powiedziaˆ: "Post©pu hamowa† nie mo¾na i byˆbym ~i Ili~l ostatnim, kt¢ry by to gˆosiˆ, ale wszelkie nadu¾ycia w tej sprawie trzeba hamowa† i ja b©d© zawsze nie tylko hamowa†, unika†, ˆagodzi†, ale caˆ¥ siˆ¥ zwalcza†". Uzyskanie znacz¥cych wynik¢w w pracy badawczej daje nie tylko rado˜† z poszeIj I rzenia wˆasnej wiedzy, ale ˆ¥czy si© z obowi¥zkiem przekazania spoˆeczeästwu wiadoII' mo˜ci o nich. W zwi¥zku z tym nale«y przypomnie† o kilku istotnych sprawach, i wi¥¾¥cych si© z przygotowaniem publikacji naukowej. Publikacja naukowa zapewnia autorowi priorytet w rozwi¥zaniu danego problemu i rozpowszechnia wyniki jego badaä. Charakterystyczna dla wsp¢ˆczesnej nauki jest kompleksowo˜† badaä, cz©sto wynikaj¥ca ze specjalizacji wykonawc¢w. St¥d konie Il~i,ll czno˜† wymieniania os¢b kt¢re wzi©ˆy udziaˆ w powstaniu pracy. Uwzgl©dnienie I ii i ustalenie kolejno˜ci nazwisk wsp¢ˆautor¢w jest wa¾nym problemem z pogranicza etyki pracy naukowej. Nale¾y wspomnie† o "dopisywaniu" nazwisk kierownik¢w. II A przecie¾ kierowanie prac¥ podwˆadnych nale¾y do ˜cisˆych obowi¥zk¢w kieruj¥cego i nie powinien on oczekiwa† ani wymaga† ¾adnych z tego tytuˆu profit¢w. Do bardziej j,. I drastycznych, ale zdarzaj¥cych si© zjawisk, nale¾¥ kradzie¾ cudzych idei, a nawet cudz ch rac. W da e si , ie rz ez n¥ takie o ost owania mnie b † rzerost IIIII I y p Y j C P Y Y g P ©P Y P ambicji, zacˆtˆat~to˜e, ograniczona wˆasna wydajno˜† czy nieumiej©tno˜†, do kt¢rej trudno si© przyzna†, a mo¾e przede wszystkim nieuczciwo˜†. Oto kilka przykˆad¢w. Na pocz¥tku lat sze˜†dziesi¥tych Stanisˆaw Konopka opowiadaˆ o profesorze, pozbawionym ju¾ inwencji tw¢rczej, kt¢ry odwiedzaj¥c zaprzyja«nion¥ plac¢wk© naukow¥ miaˆ zwyczaj wypytywa† asystent¢w nad czym aktualnie pracuj¥, jakie stosuj¥ metody i jakie maj¥ wyniki. A nast©pnie wykorzystywaˆ to do swojej pracy. Spotykamy si© z referowaniem cudzych prac jako wˆasnych na kongresach mi© .ˆ-_,.~n~rn.ˆn,....~h, rv-. .ihv ~..fA:~.".: ^ F1.^.V ~ ø(1~,^.;:~Z~.^.:e w; ,^ ,L.y,. ' ., .t. '.. ..j....~ .., .. ...j,. , ...ø, t,::... . .~ .... .... l lt`O` jWt rodzajem autorstwa? Zdarza si©, ¾e w ksi¥¾ce jest podanych kilku jej rc<ˆaktor¢w, kt¢rymi s¥ ludzie z tytuˆami naukowymi, a istotny redaktor, kt¢rym jest pracownik nieutytuˆowany, jest albo wymieniony na koäcu, wbrew kolejno˜ci wynikaj¥cej z wkˆadu pracy, albo wr©cz pomini©ty. Bywa tak, ¾e asystent, po uprzednim zˆo¾eniu pracy u swego profesora, referuje j¥ na posiedzeniu. Profesor, kt¢ry zd¥¾yˆ si© ju¾ z prac¥ zapozna† i przygotowa† do zabrania gˆosu, gani asystenta publicznie na tym¾e posiedzeniu za niedoci¥gni©cia w pracy. A powinien byˆ przecie¾ uczyni† to w cztery oczy przed posiedzeniem albo nie dopu˜ci† pracy do referowania. Przewa¾yˆa jednak ch©† popisania si© przed zebranymi swoj¥ erudycj¥ kosztem wˆasnego ucznia. Wielu pracownik¢w naukowych "szuka swego". (;o innego jednak cieszy† si© z ci©¾ko zapracowanego sukcesu, broni† swego priorytetu czy pilnowa† swego autorstwa, a co innego nie dopuszcza† innych do osi¥gni©† w obawie, ¾e prze˜cign¥ mistrza. Na szcz©˜cie zdarzaj¥ si© i tacy, kt¢rzy pomagaj¥ z caˆego serca. Mo¾na powiedzie† i polemizowa† z takim pogl¥dem, ¾e istniej¥ dwa przeciwstawne sobie typy pracownik¢w naukowych. Jedni eksponuj¥ siebie. I to popˆaca. Dochodz¥ do wysokich stanowisk. Maj¥ du¾y dorobek naukowy osi¥gni©ty w ten czy inny spos¢b. Uchodz¥ za autorytet w swoich dziedzinach. S¥ te¾ inni, dla kt¢rych walniejsza jest wiedza naukowa i wyksztaˆcenie kadr naukowych, ni¾ pilnowanie wˆasnej kariery. Zazwyczaj koäcz¥ oni na docenturze. (:i pierwsi traktuj¥ prac© naukow¥ jako wybicie si©, napawanie si© wˆasn¥ wˆadz¥, sˆaw¥. Ci drudzy jako sˆu¾b© spoˆeczn¥. Pi˜miennictwo 1. Artykuˆ redakcyjny Research on heahhy volunteers "Lancet", 1986, 2, 90 2. Artykuˆ redakcyjny Research on medical ethics "Lancet", 1987, 82 3. M. Baum Do we need injormed consent? "Lancet", 1986 2, 911 4. J. Bogusz Lekarz i jego chorzy Wydawnictwo Literackie, Krak¢w, 1979 5. J. $ogusz Zasady deomolo~iczne zwi¥zane z post©pami medzy lekarskiej w: Etyku i deontologio lekarska Red. T. Kielanowski, PZWL, Warszawa, 1985 6. M.B. Bracken Clinical trials and the acceptance of uncertainty "Brit. Med. J." 1987, 291, 1111 7. R. Burkhardt, G. Kienle Controlled clinical trials and med:†al ethics "Lancet", 1978, 2, 1356 g~ 81 8. i' 9. l0. I (. 12. 13 14 15. 16. 17. 18. 19. 20 21 E. Chr¢˜cielewski Medyczne eksperymenty dokonywane na czˆowieku w Polsce (zasadnieze problemy etyczne, deontologiczne i prawne) "Pol. Tyg. Lek." 1988, 43, I I M. Gamski O odpowiedzialno˜ci maszynopis, Gdaäsk, 1986 K. Gibiäski Etyczne uspekty badaä biomedycznych u ezltrwieka "Nauka Polska" 1977, 25, l 1-12, str. 41 R.~Y' Gutt Propedeutyka medycyny PZWL, Warszawa, 1982 cli nitz"^; lebtt i tvrnpii kontrolowanej u czˆowieka rozdziaˆ L,.S. llerman iviei~uy oceny .. . .-, . w podr©cznika Farmakologia kliniczna, red. A. Chodera i Z.S. Herman, PZWL, Warszawa, 1986, 133 F.J. Ingelfinger Informed (bur uneducated) consent "N. Engl. J. Med.", 1972, 287, 465 M. Kohlhass Problemy prawne klinicznej farmakologii, terapii i toksykologii. Rodziaˆ w podr©czniku: Farmakologia kliniczna i farmakoterapia, red. H.P. Kummerle, PZWL Warszawa, 1976, str. 13 J. Kostrzewski Etyczne i spoleczne aspekty oceny szczepionek i innych ˜rodk¢w zapobiegawczych "Nauka Polska" 1977, 25, 11-12, str. 29 D.J. Mazur What should patients be told prior medical procedura? Medical and lega! perspectives on medical informed consent "Am. J. Med", 1986, 81, 1051 J. Nielubowicz Od eksperymentu na zwierz©tach do ezlowieka aNauka Polska" 1977, 25, 11-12, s. 47 T. Ostrowska Moralne aspekty pracy badawczej maszynopis, s. 15 Polskie Towarzystwo Lekarskie. Zbi¢r zasad etyczno-deontologicznych polskiego lekarza Zasada 29, 34, 36. Etyka i deontologia lekarska T. Kielanowski, PZWOL, Warszawa 1985 . Relacja ustna Marii Przyborowskiej dotycz¥ca prof. Leona Manteuffla, udzielona Teresie Ostrowskiej w lutym 1974 r. . P. Ramsey Pacjent jest osob¥ PAX, Warszawa, 1977 Barbara Ku«nicka REFLEKSJE HISTORYKA FARMACJI NAD ETYKA UCZONEGO Czlowiek musi by† przygotowany na to ¾e w gmachu, kt¢ry buduje, inni mieszka† b©d© Ludwik Hirszfeld W dyskusjach i publikacjach, rozwa¾aj¥cych problemy etyki farmaceutycznej, a szczeg¢lnie - etyki historyka farmacji, charakterystyczne s¥ dwa nurty - pierwszy reprezentuje pogl¥d, ie zaw¢d farmaceuty cechuj¥ powinno˜ci sˆu¾by wobec chorego czˆowieka, inny, ¾e etyka zawodowa powinna by† wykˆadnikiem norm etycznych og¢lnych. Nieco inne problemy znajduj¥ si© w centrum zainteresowania historyk¢w farmacji jako badaczy przeszˆo˜ci i przedstawicieli ˜wiata nauki. Uwa¾am - wbrew, by† mo¾e, obiegowym opiniom - ¾e etyka historyka farmacji nie charakteryzuje si© ¾adnymi specyficznymi cechami i ¾e nale¾aˆoby si© raczej odwoˆywa† do sformuˆowaä, kt¢re okre˜laj¥ normy etyczne, obowi¥zuj¥ce ka¾dego naukowca, przede wszystkim jednak - tw¢rc¢w, reprezentuj¥cych dziedziny humanistyczne, a wi©c r¢wnie¾ - historyk¢w. Wychodz¥c z tych zaˆo¾eä mo¾na byˆoby m¢wi† o powinno˜ciach historyka farmacji, kt¢ry w post©powaniu badawczym wierny jest zespoˆowi norm etycznych badacza przeszˆo˜ci. Jakie zatem cechy powinny charakteryzowa† uczonego z punktu widzenia warto˜ci etycznych? S¥dz©, ¾e przede wszystkim uczciwo˜† naukowa, kt¢ra - ˆ¥cznie z reprezentowan¥ wiedz¥ i ambitnymi kierunkami d¥¾eä - przyczynia si© do wytworzenia autorytetu moralnego. Autorytet badacza rodzi si© w¢wczas, gdy przenosi on ponad wszystko rzetelno˜† intelektualn¥ i d¥¾enie do prawdy, gdy gˆ¢wnym celem jego dziaˆalno˜ci jest rozwijanie wiedzy - ponad osobiste korzy˜ci i niezale¾nie od obiegowych pogl¥d¢w. Wymaga to od uczonego postawy odwa¾nej - tak w my˜leniu, jak i w gˆoszeniu prawd nie zawsze akceptowanych przez autorytety czy te¾ przez grupy badaczy, reprezentuj¥cych cz©sto postawy oportunistyczne. Post©powanie etyczne badacza to r¢wnie¾ respektowanie kanon¢w etosu uczonego, a wi©c wzorowe stosowanie si© do norm i zasad, dotycz¥cych tak pracy naukowej, jak i stylu ¾ycia - bez wzgl©du na mo¾liwo˜† istnienia sytuacji konfliktowych w ˜rodowisku zawodowym czy osobistym. L¥czy si© to niejednokrotnie z podejmowaniem publicznej krytyki naukowej, kt¢rej warto˜ci moralne i wychowawcze s¥ wielkie; uzasadniona merytorycznie i przedstawiona w spos¢b nie naruszaj¥cy godno˜ci krytykowanego - stwarza wˆa˜ciwy klimat dyskusji i sprzyja wyrobieniu takich postaw szczeg¢lnie w˜r¢d mˆodej kadry badaczy - kt¢re s¥ po¾¥dane i akceptowane spoˆe 82 83 cznie; jest zaczynem tw¢rczej dyskusji tak¾e wok¢ˆ problem¢w tabu, nie zawsze popularnych ze wzgl©du na tre˜ci ˜wiatopogl¥dowe. Zasadno˜† podkre˜lenia odr©bno˜ci etyki historyka wi¥¾e si© ze specyfik¥ badaä, kt¢rych pogl¥dy, hipotezy i teoria gˆoszone s¥ na podstawie przekaz¢w przeszˆo˜ci. Na plan pierwszy wysuwa si© tu nie tylko sprawa etyki i autorytetu badacza, ale przede wszystkim - ocena warto˜ci «r¢dˆa jako autorytetu. Jest wszak spraw¥ niezwykˆej wagi stwierdzenie, kim byˆ autor badanego «r¢dˆa i czy w zwi¥zku z tym inforiua~jc pr~~~ niego podane mog¥ uchodzi† za wiarygodne. Dalszym ju¾ elementem jest wˆasny os¥d badacza i jego merytoryczny krytycyzm wobec tego, co zawiera «r¢dˆo (w druku, w przekazie r©kopi˜miennym). Post©powanie historyka powinno by† nacechowane szczeg¢ln¥ ostro¾no˜ci¥ nie tylko wobec «r¢dˆa, ale i wobec ustalonych przez autorytety naukowe opinii powszechnie przyj©tych. Odnosi si© to przede wszystkim do badaä nad histori¥ XIX i XX wieku. Jest rzecz¥ publicznie znan¥, ie «r¢dˆa z historii najnowszej nie zawsze mog¥ by† relacjonowane w publikacjach, ¾e inne s¥ niejednokrotnie - w r¢¾nych interpretacjach - faˆszowane, szczeg¢lnie w tych przypadkach, gdy wzgl©dy pozanaukowe stawiane s¥ ponad etyk¥ zawodow¥. Bardzo wa¾nym problemem jest etyka nauczyciela akademickiego jako wychowawcy mˆodzie¾y. Problem jest wielopˆaszczyznowy. Dotyczy gˆ¢wnie samej materii wykˆadanego przedmiotu, a wi©c przedstawienia fakt¢w i ocen, zgodnych z prawd¥ historyczn¥, ale r¢wnie¾ reprezentowania takiej postawy - w kontaktach z mˆodzie¾¥ - kt¢ra mo¾e przyczyni† si© do stworzenia klimatu zaufania tak do osoby nauczyciela, jak i do warto˜ci moralnych przez niego gˆoszonych. Henryk Mi˜kiewicz Halina Mi˜kiewicz WYBRANE PROBLEMY MORALNE W 1 Ojl~l O Vt11V1U G l.tl'V1CYIVl NA CHOROBY WEWN)~TRZNE Wszystko co uczynili˜cie jednemu z tych braci moich najmniejszych - mnie˜cie uczynili Mt 25,40 Etyczna warto˜† sˆowa w nerwicach narz¥dowych Do lekarza zgˆaszaj¥ si© cz©sto chorzy skar¾¥cy si© na liczne dolegliwo˜ci, w kt¢rych istnienie nie mo¾na w¥tpi†, a nie daje si© wykry† ¾adnych zmian patologicznych badaniem przedmiotowym ani badaniami dodatkowymi. S¥ to zaburzenia czynno˜ciowe pochodzenia psychogennego, okre˜lane jako nerwice narz¥dowe. Zdarzaj¥ si© one u os¢b wykazuj¥cych nadwra¾liwo˜† na wpˆywy otaczaj¥cego ˜wiata. Wyst©puj¥ przewa¾nie w mˆodym wieku, gˆ¢wnie u kobiet. Przyczyny tych zaburzeä s¥ bardzo zˆo¾one, s¥ one zwi¥zane z nasz¥ cywilizacj¥ i oddalaniem si© od naturalnego trybu ¾ycia, wynikaj¥ z niepokoju i niepewno˜ci naszych czas¢w. W obrazie dolegliwo˜ci wa¾n¥ rol© gra stan psychiczny chorego. Cechuje je brak regularno˜ci co do czasu wyst©powania i zmienno˜† umiejscowienia. Cz©sto te¾ zmienia si© spos¢b ich przedstawiania przez chorego. Leczenie rozpoczyna si© ju¾ z chwil¥ nawi¥zania kontaktu z chorym i polega na wymianie paru przyjaznych sˆ¢w, pozwalaj¥cych wnioskowa† o psychicznym stanie pacjenta, w kt¢rym tkwi wˆa˜ciwa przyczyna choroby. Lekarz winien wysˆucha† cierpliwie chorego, dowie si© wtedy o jego sytuacji w rodzinie i w pracy, wsp¢ˆ¾yciu z lud«mi, planach i nadziejach. Decyduj¥ce znaczenie ma fakt, ¾e chory u˜wiadamia sobie, i¾ mo¾e by† wysˆuchany bez po˜piechu, ze wsp¢ˆczuciem i zrozumieniem. Ma to du¾¥ warto˜† lecznicz¥. Rozmowa z lekarzem, osob¥, kt¢ra chce radzi† a nic s¥dzi†, przynosi choremu ulg©. Przeceniane dotychczas sprawy daj¥ si© sprowadzi† do wˆa˜ciwych proporcji. Decyduj¥ce znaczenie ma spos¢b obja˜nienia chorego rozpoczynaj¥cego leczenie. Informujemy go w mo¾liwie prosty spos¢b bez naukowych okre˜leä. Nale¾y przekona† chorego, ¾e odczuwalne dolegliwo˜ci nie s¥ gro«ne dla zdrowia i nie zagra¾aj¥ kalectwem ani ˜mierci¥. Istniej¥ w zn~arzie dwa rodzaje sytuacji konfliktowych. Przezwyci©¾enie cz©˜ci z nich le¾y w rr..%',ciach chorego, ale s¥ i takie, kt¢re le¾¥ poza sfer¥ jego wpˆyw¢w. 84 85 Pierwsze mo¾e rozwi¥za† wˆasn¥ decyzj¥ i wysiˆkiem, z drugimi, kt¢rych los nie szcz©dzi ¾adnemu czˆowiekowi, musi si© pogodzi†. Powinien nauczy† si© skupia† tak¾e na celach innych ni¾ wˆasne zdrowie. Musi znalei† w sobie tre˜† Tycia, po˜wi©ca† czas rodzinie, przyjacioˆom, potrzebuj¥cym pomocy, pracy spoˆecznej, opiece nad samotnymi (ub znale«† sobie hobby. Pomocn¥ w tym mo¾e by† literatura religijna lub f_',_l_nznfi~zna ( 1.101. Zasad¥ post©powania w nerwicach narz¥dowych jest dˆugotrwaia psychoterapia, kt¢ra mo¾e by† z powodzeniem uprawiana przez lekarza nie wyszkolonego w psychiatrii. Cz©sto mo«e on mie† nawet pewn¥ przewag© nad psychiatr¥ w nawi¥zywaniu kontaktu z chorym, poniewa¾ chory oczekuje przewa¾nie dokˆadnego badania somatycznego. Od umiej©tno˜ci przedstawienia wynik¢w badania zale¾y w znacznej mierze wynik leczenia. Pacjent, kt¢remu lekarz wylicza jego dolegliwo˜ci typowe np. w nerwicy serca czy kolopatii czynno˜ciowej jest zaskoczony intuicj¥ lekarza, wierzy w przewidywan¥ przez niego popraw© i stara si© j¥ osi¥gn¥†. Dziaˆanie licznych czynnik¢w nerwicorodnych rzadko mo¾na usuwa† radykalnie. W tej sytuacji zainteresowanie osobistymi stosunkami pacjenta uwa¾a on nie za czynno˜† badania, lecz za wyraz osobistej sympatii i wsp¢ˆczucia. Udaje si© nieraz osi¥gn¥† pomy˜lniejsze wyniki za pomoc¥ psychoterapii zamaskowanej przez badanie stanu somatycznego i leczenie objawowe ni¾ psychoterapi¥ klasyczn¥, na kt¢r¥ ju¾ chorego nastawiono (5). Znaczenie ¾yczliwego zainteresowania i prawdom¢wno˜ci w chorobach rokuj¥cych popraw© Wdzi©cznym polem dziaˆalno˜ci lekarskiej s¥ choroby rokuj¥ce dobrze, przy zastosowaniu leczenia zachowawczego lub chirurgicznego. W kontakcie z takimi chorymi cechowa† lekarza powinno ¾yczliwe zainteresowanie i prawdom¢wno˜†. Je¾eli bowiem ustalenie rozpoznania jest wska«nikiem zawodowej wiedzy i do˜wiadczenia lekarza, to w post©powaniu leczniczym ujawnia si© jego warto˜† jako czˆowieka. W rozmowie z chorym nale¾y zachowa† ostro¾no˜† w doborze sˆ¢w i umiarkowany optymizm w rokowaniu. Zaniepokojony i peˆen obaw o swoje zdrowie czˆowiek obserwuje uwa¾nie twarz rozmawiaj¥cego z nim lekarza. Udaje si© najcz©˜ciej dobrym, przekonywuj¥cym sˆowem rozwia† obawy chorego, bowiem siˆa perswazji lekarza jest najcz©˜ciej skuteczna. Pacjent pragnie wyja˜nienia istoty choroby, przewidywania jej przebiegu i widok¢w na wyleczenie. Obowi¥zkiem lekarza jest zado˜†uczynienie tym oczekiwaniom. Szczeg¢lnego traktowania wymaga chory oczekuj¥cy na operacj© w oddziale wewn©trznym. Znajduje si© on bowiem pod du¾ym obci¥¾eniem psychicznym, zaniepokojony niepewno˜ci¥ swego losu, zdany na opiek© obcych ludzi, obawia si© operacji, powikˆaä i dalszego ksztaˆtowania si© jego przyszˆo˜ci. Nale¾y zwr¢ci† uwag© mˆodym lekarzom, by nie popisywali si© swoimi wiadomo˜ciami. Zdarza si©, ¾e nie pouczeni o konieczno˜ci ochrony psychiki chorego rozwo dz¥ si© nad etiologi¥ choroby, jej rozwoju, przebiegu i mo¾liwych powikˆaä i niebezpieczeästw. Mˆody lekarz, po latach solidnej pracy i nauki, zdobywa do˜wiadczenie w umiej©tnym post©powaniu z chorymi. Do˜wiadczeni, starsi lekarze powinni rozmawia† cz©sto o tych sprawach z mˆodymi kolegami, w szczeg¢lno˜ci dawa† przykˆad swoim post©powaniem z chorymi. Cz©sto chorzy radz¥ si© lekarza, czy podda† si© operacji? Przekonali˜my si© __._:.. . ~ -,: ~ . .. ,_:": ,. _ ~ ~zili~ ::.. ~~ ~ w iPi†avnavuaaa., Ze jCSaa p¥CjCiat Yylaa ¥aa5 v taawp ,a~..¥::iv, ~ ~y ~,.,., jeBt t.^. l., ja.j wˆa˜ciwy spos¢b leczenia, odpowiadali˜my: Gdyby pani) byˆa) czˆonkiem mojej rodziny, doradzaˆbym zgod© na operacj© - w¢wczas chory przekonany o sˆuszno˜ci takiego post©powania zgadzaˆ si© na operacj©. Zdarzaˆo si© cz©sto, ie chorzy znajduj¥cy si© pod nasz¥ opiek¥ w oddziale wewn©trznym, wyra¾ali pragnienie bym towarzyszyˆ na sal© operacyjn¥ w dniu zabiegu. Ch©tnie speˆniali˜my ich Tyczenie. W sali przedoperacyjnej prowadzili˜my z pacjentem uspokajaj¥c¥ rozmow©. Przed narkoz¥ znajdowali˜my si© w zasi©gu wzroku chorego, zanim zacz©ˆa ona dziaˆa†. Po operacji odwiedzali˜my naszych chorych, kt¢rzy byli wdzi©czni za zainteresowanie nadal ich losem. Czy mo¾na m¢wi† prawd© diagnostyczn¥ ci©¾ko choremu? Zadaniem, do kt¢rego speˆnienia lekarz jest specjalnie powoˆany, jest wykorzystanie wiedzy lekarskiej dla niesienia pomocy cierpi¥cemu. Koniecznym jest przygotowanie lekarza do wˆa˜ciwego pod tym wzgl©dem post©powania z chorym. Opieka nad ci©¾ko chorym stawia lekarza w sytuacji, w kt¢rej bardzo istotnym jest stworzenie atmosfery ¾yczliwo˜ci i zainteresowania losem chorego. Staraˆem si© tak post©powa† zwˆaszcza w okresie mojej pracy w szpitalu. Podczas wizyty w sali chorych powierzonych mojej opiece rozpoczynaˆem badanie pacjent¢w od najci©¾ej chorych. Chodziˆo o wytworzenie wyra¾enia, ¾e ich losem interesuj© si© najbardziej. Zauwa¾yˆem, ¾e wtedy ich towarzysze okazywali im wi©cej ¾yczliwo˜ci i serdeczno˜ci. Szczeg¢lnej roztropno˜ci wymaga od lekarza udzielanie wyja˜nieä dotycz¥cych rozpoznania choroby i widok¢w na wyleczenie. Trzeba jasno zda† sobie ˜praw©, w jakim zakresie i w jakiej formie nale¾y informowa† chorego. Przede wszystkim nale¾y pami©ta†, ¾e nie tylko istnieje mo¾liwo˜† pomyˆek diagnostycznych, kt¢re koryguje si© w czasie choroby, ale r¢wnie¾ jej przewidywany rozw¢j i przebieg nie zawsze si© sprawdza (4). Je¾eli informujemy chorego na chorob© ci©¾k¥, ale, mo¾liwo˜ci¥ wyleczenia lub wyra«nej poprawy stanu zdrowia, mamy mo¾no˜† dziaˆania na jego psychik© przez sˆowo wyzwalaj¥ce w nim siˆy odporno˜ciowe. W przypadku choroby nieuleczalnej trudno wywa¾y†, jak i kiedy powiedzie† choremu prawd©, trudno bowiem przewidzie† jego reakcj© psychiczn¥. Trzeba pami©ta†, ¾e wielu chorych nie pyta o prawd© ostateczn¥, bowiem wiedz¥ du¾o wi©cej na temat wˆasnej choroby ni¾ wynika to z ich zachowania i wypowiedzi. Zaniepokojeni stanem swego zdrowia, ograniczaj¥ si© do pytania o szans© poprawy. Inni ci©¾ko chorzy podejrzewaj¥cy u siebie chorob© nieuleczaln¥ (najcz©˜ciej nowot 87 86 worow¥), pytaj¥c lekarza o rozpoznanie, oczekuj¥ od lekarza przede wszystkim zaprzeczenia podejrzeä. S¥ w˜r¢d chorych i tacy, kt¢rzy s¥ autentycznie wdzi©czni lekarzom za ujawnianie peˆnej prawdy o ich stanie zdrowia. Ich przeciwieästwem s¥ chorzy, kt¢rzy nie chc¥ nic wiedzie† o swej chorobie, ograniczaj¥c si© do realizacji poleceä lekarza. (:zv lekarz ma obowi¥zek powiedzie† caˆ¥ prawd© choremu i czy ma prawo pozbawia† go nadziei? W tej sprawie staj¥ lekarze na dwu stanowiskach. jedno nakazuje ukrywa† przed chorym prawd© o jego beznadziejnym stanie. Wˆadysˆaw Biegaäski (1) wyraziˆ to nast©puj¥co: "Gdybym byˆ ci©¾ko beznadziejnie chory, nie pytaˆby mojego lekarza o wiedz©, lecz o serce. Wolaˆbym, ¾eby mi zamkni©to powieki z nadziej¥ na ustach, ani¾eli ¾eby mi powiedziano prawdziw¥ diagnoz© - m¢j wyrok ˜mierci". Prof. J. Bogusz (2) twierdzi, ¾e: "M¢wienie prawdy, ¯caˆej prawdy`<, czego domagaj¥ si© od lekarzy niekt¢rzy, nie zawsze si© okazuje m¢wieniem prawdy. W peˆnieniu swej sˆu¾ebnej roli lekarze pami©taj¥ o tym, ie ich zadaniem jest troska zar¢wno o stan fizyczny, jak i o stan psychiczny chorego. A skoro wiadomo, ¾e podanie do wiadomo˜ci chorego gro«nego rozpoznania czy wyrokowania mo¾e wpˆyn¥† na niego niekorzystne, nie nale¾y tego czyni†. Dlatego dziwaczne wra¾enie wywieraj¥ artykuˆy niekt¢rych dziennikarzy, kt¢rzy wysuwaj¥ zarzuty pod adresem lekarzy, ie nie zawsze m¢wi¥ prawd© chorym i nieraz j¥ przed nimi zatajaj¥. Te wypowiedzi tˆumaczy† mo¾na chyba tym, ¾e nie s¥ oparte na znajomo˜ci psychiki ludzi, nie wypˆywaj¥ ~ do˜wiadczenia opartego na opiekowaniu si© ci©¾ko chorym, lecz s¥ wypowiadane z dziarskiej postawy czˆowieka zdrowego, zreszt¥ ich autorzy rezygnuj¥ ze swych postulat¢w m¢wienia peˆnej prawdy chorym, cho†by byˆa ona najbardziej okrtuna, gdy wchodz¥ w gr© czˆonkowie ich wˆasnej rodziny. Zarzucano wiele razy lekarzom, ¾e uzurpuj¥ sobie prawo niewyja˜niania prawdy, gdy tymczasem lekarze skˆonni s¥ za uzurpacj© uwa¾a† co˜ wr©cz odwrotnego: czy¾ okoliczno˜†, ¾e maj¥ wi©cej wiadomo˜ci o chorobach, ma upowa¾nia† ich do tego, aby chorych zaˆamywa† psychicznie? Gdyby si© og¢ln¥ zasad© zarzuciˆo, niemo¾liwe staˆoby si© leczenie i opieka nad nieuleczalnie chorym, co jest tak¾e jednym z zadaä lekarza. Jak mo¾na by opiekowa† si© tymi chorymi, gdyby si© im wszystko jasno powiedziaˆo? Trzeba przecie¾ doprowadzi† tych ludzi do koäca w ten spos¢b, by umierali z nadziej¥ na wyzdrowienie. Paradoks? Czy jest to zadanie w og¢le wykonalne? Wydaje si©, ¾e jest to tak¾e jedno z zadaä lekarzy" (4, 2). Drugi pogl¥d sprowadza si© do twierdzenia, ¾e chory ma prawo do ujawnienia mu prawdy o jego ci©¾kim stanie. Zwolennicy takiego pogl¥du twierdz¥, ¾e prawda wyzwala aktywno˜†, sity obronne i pozwala lekarzowi nawi¥za† ˜ci˜lejsz¥ wsp¢ˆprac© z pacjentem w atmosferze szczero˜ci. "Etos zawodowy zobowi¥zuje lekarza do informowania pacjenta o powadze sytuacji o tyle, o ile on sobie tego ¾yczy, podchodz¥c do rzeczy rozs¥dnie. Rozstrzyga spos¢b informacji. Nawet gdy sytuacja jest bardzo powa¾na, lekarz pozostawi mo¾liwo˜† nadziei. Nie wypowie si© nigdy co do mo¾liwo˜ci rychˆego zgonu bez podkre˜lenia, ¾e opinia ka¾dego lekarza mo¾e by† bˆ©dna. Lekarz nie wyda orzeczenia podobnego do gromu z jasnego nieba, ale stopniowo b©dzie usiˆowaˆ wyjawi† powag© sytuacji, uwzg l©dniaj¥c zar¢wno zdolno˜† pacjenta do przyj©cia informacji, jak i oczywi˜cie czas, jaki mu pozostawia przebieg choroby" (7). W ˜wietle przytoczonych wypowiedzi i wˆasnych do˜wiadczeä tr2eba powiedzie†, ¾e chory ma prawo do poznania prawdy o swoim stanie i jednocze˜nie do ochrony wˆasnej psychiki. Trzeba z naciskiem przypomnie†, ¾e prawd© mo¾na podawa† dopiero wtedy, gdy wszystko wskazuje na to, ie rozpoznanie nie ulega w¥tpliwo˜ci. Tr~¤l~g 1:~Z~� Stt 2 t"::: ~ ile ~1;.~.. ~~` ..:~`:` y :~:. ' ...a,. .. van av CZj:.a a© pr:oul. pvZ¥a¥C, ¥ i¥a¥ vCi niepokoi si© szczeg¢lnie w sytuacji niepewno˜ci co do diagnozy lekarskiej. Trzeba wreszcie w maksymalnie mo¾liwym stopniu nie odbiera† choremu nadziei na polepszenie wskazuj¥c, ¾e los jego zale¾y od dalszego przebiegu choroby i wsp¢lnej lekarza i samego chorego - walki o ¾ycie. Dodatkowym pytaniem jest, komu wyjawi† prawd© o ci©¾kim stanie chorego, zwˆaszcza gdy on sam jest z r¢¾nych wzgl©d¢w informowany tylko cz©˜ciowo i stopniowo. Ustaliˆ si© zwyczaj, «e lekarz powinien wyjawi† prawd© rodzinie chorego. Mo¾na tak post©powa†, gdy rodzina przejawia ¾yczliwo˜† i trosk© w stosunku do chorego. Nie zawsze jednak tak jest. Wtedy zwracamy si© do przyjaci¢ˆ cierpi¥cego, okazuj¥cych mu ¾yczliwo˜† i wsp¢ˆczucie (8,11). Wa¾nym problemem jest rola kapˆana. W opiece nad chorym, w ramach spokojnej i rzeczowej informacji nale¾y wyja˜ni†, ¾e sakrament, dawniej nazywany "ostatnie namaszczenie", jest w swej istocie sakramentem namaszczenia chorych. Pojawienie si© kapˆana przy ˆ¢¾ku chorego nie jest zwiastunem zbli¾aj¥cej si© ˜mierci. Sakrament chorych okazuje si© niejednokrotnie skutecznym lekarstwem przynosz¥cym popraw© zdrowia, stanowi on bowiem terapi© specjalnego rodzaju. Nale¾y wykorzystywa† go w ka¾dej ci©¾kiej chorobie, je˜li cierpi¥cy czˆowiek ¾yczy sobie takiej pomocy. Gdy okoliczno˜ci pozwol¥ duszpasterzowi na speˆnienie jego szczeg¢lnego zadania, lekarz z uwagi na pokˆadane w nim zaufanie i zwi¥zane z jego osob¥ oczekiwania nie jest zwolniony odniesienia razem z pacjentem ci©¾aru jego duchowych i psychicznych problem¢w. Najcz©˜ciej chory ceni sobie bardzo duchow¥ pociech© niesion¥ przez osob©, kt¢ra r¢wnocze˜nie troszczy si© o jego wyleczenie, podtrzymuje jego psychik© i piel©gnuje w ostatnich chwilach ¾ycia. Takim post©powaniem lekarz speˆnia zadanie, o kt¢rym pisze Biegaäski (1): "Gdyby medycyna nie posiadaˆa ¾adnego skutecznego ˜rodka w walce z chorob¥, to i wtedy lekarze byliby potrzebni, jako pocieszyciele w chorobie, w tej wielkiej niedoli ludzkiej". Post©powanie z chorymi w obliczu ˜mierci "Czˆowiek stara si© oddali† od siebie ˜wiadomo˜† zbli¾ania si© ˜mierci, pomimo zdawania sobie sprawy z jej nieuchronno˜ci. Ale stosunek czˆowieka do ˜mierci jest na og¢ˆ ambiwalentny, budzi ona l©k, ale i t©sknot©. Chyba nie ma ludzi, kt¢rzy by nigdy w ¾yciu nie marzyli o ˜mierci i nie widzieli w niej jedynego rozwi¥zania" (3). Lekarz jest pierwszym czˆowiekiem zdaj¥cym sobie spraw© ze zbli¾ania si© chorego czˆowieka do kresu ¾ycia, a poniewa¾ jest obroäc¥ ¾ycia, jego obowi¥zkiem jest 89 88 ratowa† je z zachowaniem godno˜ci ludzkiej chorego, a¾ do chwili zgonu. W post©powaniu z chorymi w tym okresie lekarz korzysta z do˜wiadczeä nauki lekarskiej i musi by† t¥ szczeg¢ln¥ osob¥, kt¢ra niesie pomoc i ulg© w cierpieniu fizycznym i psychicznym umieraj¥cego czˆowieka. Powoˆanie lekarza zmusza go do walki caˆ¥ siˆ¥ swej wiedzy i po˜wi©cenia. Jednak przebieg walki, postawa i taktyka lekarza zale¾¥ od tego, jak on sam i jego chory interpretuj¥ ˜mier†. Lekarz nigdy nie zaprzestanie wzmacnia† woii choregu uu iyua i dodawa† nadziei na odzyskanie zdrowia - albowiem nadzieja jest wa¾nym czynnikiem w walce ze ˜mierci¥. Wsp¢ˆcze˜nie "czˆowiek zostaˆ odarty z podstawowego zdawaˆoby si© prawa do ˜wiadomo˜ci wˆasnej ˜mierci. Zar¢wno bliscy, jak i lekarze do ostatniej chwili graj¥ przed umieraj¥cym komedi©, by nie wiedziaˆ, ¾e umiera. Traktuje si© go jak dziecko pozbawione wolno˜ci. Czˆowiek umiera jak zwierz©, w nie˜wiadomo˜ci. Okazywanie rozpaczy, strachu czy to przez chorego czy przez rodzin© jest «le widziane przez otoczenie. Wszyscy wi©c graj¥ komedi©. To ukrywanie jest nie tylko zwyczajem. Jest czym˜ wi©cej, >moralno˜ci¥<`. Moralno˜ci¥, w kt¢rej nie ma miejsca na m¢wienie prawdy i spotkania twarz¥ w twarz, cho†by okrutn¥. ¯Moralno˜ci¥®, w kt¢rej nast¥piˆo odwr¢cenie uczu† i poj©† - nie ma w niej miejsca na cierpienie, b¢l, smutek, rozpacz tkwi¥c¥ w ˜mierci. Do ostatniej chwili odsuwamy spotkanie ze ˜mierci¥. Dzisiejsza ¯dobra ˜mier†®, w kt¢rej umieraj¥ca osoba nie ma ˜wiadomo˜ci, ¾e umiera, jest signum temporis, w kt¢rym godno˜† czˆowieka jest zatracona" (9, 12). W jaki spos¢b u˜wiadamia† chorego o powadze sytuacji w kt¢rej lekarz nie mo¾e uratowa† mu ¾ycia? Nie istniej¥ jakie˜ og¢lne reguˆy post©powania w takich okoliczno˜ciach. Zakres informacji w ostatnich chwilach ¾ycia powinien zbli¾a† si© do prawdy, ale jednocze˜nie nale¾y pozostawia† choremu mo¾liwo˜† rozpoznawania oznak budz¥cych nadziej©, np. popraw© ˆaknienia, ust¥pienie m©cz¥cego kaszlu, zˆagodzenia b¢lu. Od umiej©tno˜ci lekarza zale¾y nale¾yte ich wykorzystanie. Lekarz, sprawuj¥cy troskliw¥ opiek©, utwierdza chorego w przekonaniu, ¾e wszystko obserwuje i zna jego stan zdrowia. W ten spos¢b stwarza u pacjenta psychiczny nastr¢j, w kt¢rym zdaje si© on caˆkowicie na lekarza, wierz¥c, ¾e jego los zale¾y od wsp¢lnej walki o ¾ycie. Pewno˜† chorego, ie tak¥ opiek© ma zapewnion¥ w ka¾dej chwili, ¾e nie grozi mu osamotnienie i brak pomocy, uspokaja nawet tych chorych, kt¢rzy w rozmowie (z nadziej¥ zaprzeczenia) przewiduj¥ wˆasny zgon. Wiemy z do˜wiadczenia, ¾e nawet najbardziej nieprawdopodobne, pocieszaj¥ce wypowiedzi lekarza sprawiaj¥ chorym ogromn¥ ulg©. Lekarz i personel piel©gniarski b©d¥ swoim przykˆadem wspierali rodzin© i przyjaci¢ˆ chorego, aby przez swoj¥ serdeczn¥ opiek©, prawdziwy spok¢j i takt pomagali pacjentowi korzysta† z wˆasnej wolno˜ci. "Wierz¥ca postawa daje wi©cej wolno˜ci nie tyllco umieraj¥cemu, lecz takie lekarzowi. Pozwala ona nam po˜wi©ci† si© w peˆni ¾yciu, bez wewn©trznego przymusu uwa¾ania ˜mierci za bnajwi©ksze zˆo", poniewa¾ jest akceptowana wraz z ¾yciem jako przynale¾na do niego. Dobrowolne przyj©cie ˜mierci jest wi©c jedn¥ szans¥, aby tej, kt¢ra nas caˆkowicie pozbawia mocy, wydrze† jeszcze jak¥˜ mo¾liwo˜† naszej wolno˜cn' (6). Post©powanie lekarza w ostatnim okresie ¾ycia chorego zmierza przewa¾nie do zniesienia b¢lu i innych dolegliwo˜ci. Leki przeciwb¢lowe podaje si© najcz©˜ciej doustnie, dawki ustala odpowiednio du¾e i stosuje w regularnie dobranych odst©pach czasu. Tak post©puj¥c dziaˆamy uspokajaj¥co na cierpi¥cego i podtrzymujemy w nim uauziej©, tiupruwauzaj¥c bez wieikiegu cierpienia do chwili zgonu. "Lekarz i piel©gniarka oraz duszpasterz pomagaj¥ umieraj¥cemu chrze˜cijaninowi do spotkania ze ˜mierci¥ w atmosferze i postawie spokoju. Lekarz pomagaj¥c choremu w przezwyci©¾aniu l©ku stoi w sˆu¾bie zbawienia, kt¢re oznacza przecie¾ tak¾e uwolnienie od boja«ni ˜mierci. Wyra¾enie zgody na ˜mier† jest szczytem doskonaˆo˜ci ludzkiej wolno˜ci". "Dotarcie do ostatecznego sensu cierpienia, choroby i ˜mierci jest ˆask¥ Boga. Takie or©dzie daje choremu zwˆaszcza sakrement chorych. Wskazuje On na zwi¥zek mi©dzy zbawieniem a uzdrowieniem. Je¾eli or©dzie tego sakramentu b©dzie zrozumiaˆe i w peˆni przyj©te, to obdarzy chorego takim wewn©trznym spokojem, ¾e mo¾e nast¥pi† nieoczekiwane wyzdrowienie. Decyduj¥cym darem tego sakramentu jest zbawienna wolno˜†, kt¢ra akceptuje zar¢wno ˜mier† jak i ¾ycie" (6). Pi˜miennictwo 1. W. Biegaäski Mys7i i aforyzmy o etyce lekarskiej PZWL Warszawa 1957 2. J. Bogusz Lekarz i jego chorzy PZWL Warszawa 1984 3. J. Bogusz (red) Chorzy w stanach terminalnych a etyka lekarska Bydgoszcz 1985 4. M. Burger Bˆ©dy w rozpoznaniu klinicznym PZWL Warszawa 1957 5. R.W. Gutt O zdrowych i chorych Wydawnictwo Literackie Krak¢w 1977 6. B. Haring W sˆu¾bie cztowieka PAX Warszawa 1975 7. A. K©pittski Rytm ¾ycia Wydawnictwo Literackie Krak¢w 1972 8. T. Kielanowski (red) Eryka i deontologia PZWL Warszawa 1985 9. W. Krzetnied Postawy wo¢ec ˜mierci "Przegl¥d Powszechny" 1987 nr 4. s. 94 10. W. Tatarkiewicz O sacx©˜ciu PWN Warszawa 1962 I 1. J. Thorwald Pacjenci PAX Warszawa 1973 12. W. Szenajch My˜li lekarza PZWL Warszawa 1965 91 Zofia Zdziarska-Kosch NIEKTàRE ASPEKTY MORALNE ax, ran nr-v nFTlll~T_R_Y vv a aw w. (~oruz wi©cej jest ˜wietnych specjalist¢w, a coraz mniej lekarzy. Antoni K©piäski Chciaˆam poruszy† kilka problem¢w moralnych zwi¥zanych ze specyfik¥ pracy lekarza, kt¢rego pacjentem jest dziecko. Dwa z nich s¥ wsp¢lne dla ka¾dego wieku dzieci©cego. To nie chory, ale jego rodzice zwracaj¥ si© do konkretnego lekarza, wiedz¥c, ie ich dziecko ma si© «le i wierz¥c, ¾e zostanie wyleczone. To lekarz pochyla si© nad pacjentem. Ma dzi˜ do dyspozycji skomplikowan¥ aparatur© diagnostyczn¥ i lecznicz¥, szereg os¢b pomagaj¥cych mu w prowadzeniu pacjenta, ale to on pochyla si© nad dzieckiem. Jego postawa, zachowanie, decyzje o post©powaniu maj¥ prowadzi† do tego, co nazwiemy dobrem pacjenta. Kontakt lekarza z rodzicami lub ich zast©pcami musi by† oparty na wzajemnym zaufaniu, szacunku, ¾yczliwo˜ci i odpowiedzialno˜ci osoby wobec osoby. To nie instytucja sˆu¾by zdrowia udziela wˆa˜nie ich dziecku pomocy, ale konkretny pracownik tej instytucji - lekarz, kt¢remu rodzice powierzaj¥ swoje dziecko. To nie instytucje sˆu¾by zdrowia, ale konkretny lekarz ich dziecka jest w peˆni odpowiedzialny w oczach rodzic¢w za wynik leczenia. W rozmowie z rodzicami lekarz nie tylko informuje o stanie zdrowia pacjenta, ale wydaje im zalecenia odno˜nie metod post©powania, piel©gnacji leczenia, rozwoju dziecka. Jego sˆowo musi by† dla rodzic¢w zrozumiaˆe, ¾eby mogli zastosowa† si© do tych zaleceä. Musi zawiera† wyˆ¥cznie prawd©, zgodn¥ ze stanem dzisiejszej wiedzy. Powinno by† podane z zaanga¾owaniem na rzecz dobra dziecka. Ale z kolei lekarz ma do czynienia w ka¾dorazowym wypadku r¢wnie¾ z konkretnymi rodzicami, za ka¾dym razem z osobami o im tylko wˆa˜ciwej osobowo˜ci: inteligentnymi i z brakiem inteligencji, wyksztaˆconymi i niewyksztaˆconymi, z ogromnie rozwini©t¥ uczuciowo˜ci¥ i ubogimi uczuciowo, dynamicznymi w dziaˆaniu i przyhamowanymi, m¥drymi i gˆupimi, zˆymi i dobrymi, bogatymi i biednymi. Nie spos¢b wyliczy† wszystkie cechy charakteryzuj¥c osoby. Jednak lekarz musi o tym pan.i©ta†, aby m¢c dobra† odpowiednie sˆowo, kt¢re byˆoby przez rodzic¢w zrozumiaˆe, zaakceptowane i przeksztaˆcone w dziaˆanie, o jakie lekarzowi chodzi. Je¾eli motorem w poszukiwaniu wˆa˜ciwego sˆowa jest wola dziaˆania na rzecz dobra pacjenta, to wiedza i intuicja wyzwalaj¥ w lekarzu to, co od wiek¢w nazywano sztuk¥ lekarsk¥. To sztuka lekarska, podj©ta w imi© dobra dziecka, podpowie lekarzowi sˆowa, kt¢re maj¥ uspokoi† rodzic¢w lub wzbudzi† w nich niepok¢j, pozwoli† im podj¥† samodzielnie decyzj© (np. o przeprowadzeniu operacji lub umieszczeniu dziecka w zakˆadzie), wspom¢c ich w wyborze tej decyzji albo te¾ pozbawi† ich prawa do decydowania. ~Co sztuka lekarska podpowie, czy w danym wypadku wystarczy sˆowo lekarza l:l:r3::'.^..^.~ '.a.C "'~.,:'. .,.;; ;~ 'ø ' ~ø~rii:i ui:iäiai7ii, .., ....v.."..:, CZy W ½ pWr:.v. jvSt jvSZu.a.C jn . ulr. y0i'faJC materialna lub duchowa, pokaz obsˆugi aparatury itp. Czasem tez trzeba wspom¢c swoje sˆowo autorytetem innej osoby, je¾eli problem przerasta mo¾liwo˜ci lekarza lub relacje mi©dzy rodzicami dziecka a lekarzem nie s¥ do˜† silne. 'Tutaj potrzebna jest, tak rzadko wyst©puj¥ca w ˜wiecie lekarskim, cnota pokory, a¾eby si© przyzna† przed sob¥ i wobec innych do swojej w tym wypadku niekompetencji. D¥¾enie do uzyskania dobra pacjenta zawsze uˆatwi znalezienie wˆa˜ciwej drogi lekarzowi. Reasumuj¥c, nale¾y stwierdzi†, ¾e jedynym motywem prawidˆowego kontaktu pomi©dzy lekarzem a rodzicami dziecka powinno by† dobro dziecka. Metod¥ dziaˆania ma by† sztuka lekarska, na kt¢r¥ skˆada si© wiedza i intuicja. Oae to wyposa¾¥ lekarza w tak dobrane sˆowa przekazuj¥ce prawd© o dziecku, aby jego odbi¢r przez rodzic¢w byˆ wierny i m¢gˆ dziaˆa† r¢wnie¾ dla dobra dziecka. Lekarz ma przed sob¥ dziecko - czˆowieka, kt¢ry wprawdzie nie prosiˆ go o porad© i interwencj©, ale jest mu to w jaki˜ spos¢b zadane. Musi si© do niego zbli¾y†, zaznajomi† z problemem dziecka i rozwi¥za† ten problem w spos¢b przynosz¥cy dziecku dobro najwi©ksze z mo¾liwych. A¾eby pom¢c dziecku, potrzebna jest lekarzowi wiedza nie tylko uzyskana na studiach, ale ci¥gle aktualizowana i pomna¾ana. Potrzebna jest wola czynienia dobrze i intuicja, kt¢ra zrobi z niego mistrza sztuki lekarskiej. Wola czynienia dobrze pozwoli mu zosta† ewangelicznym dobrym pasterzem, kt¢rzy zna swoje owce, opatrzy, odszuka... Oddziaˆy noworodkowe Pediatra zajmuje si© dzieckiem od chwili przyj˜cia jego na ˜wiat. Jak bezradny jest noworodek, jak utrzymanie jego ¾ycia zale¾ne jest od ˜rodowiska, o tym wie ka¾dy pracownik oddziaˆ¢w noworodkowych i wcze˜niak¢w; bo czˆowiek w naszej cywilizacji i naszej epoce rodzi si© w szpitalu. Lekarz pediatra jest odpowiedzialny za prawidˆowe ustawienie ˜rodowiska oddziaˆu dzieci©cego i za leczenie noworodka. Wi©kszo˜† noworodk¢w nie potrzebuje leczenia. Zasadnicz¥ r¢¾nic¥ z dawnymi narodzinami w rodzinie jest wfa˜nie przychodzenie na ˜wiat w instytucji sˆu¾by zdrowia. Narodziˆ si© czˆowiek... byˆ on w rodzinie r¢¾nie traktowany, ale zawsze indywidualnie. Od pierwszych chwil ¾ycia byˆ silnie zwi¥zany z rodzin¥. Obecnie w instytucji sˆu¾by zdrowia rodz¥ si© ludzie ...rodz¥ si© ta˜mowo 93 92 jeden po drugim. Lekarz "wyˆuskuje" tego, kt¢ry z punktu widzenia przeci©me~, czym˜ od tej przeci©tnej odbiega i post©puje z nim w indywidualny spos¢b. Reszta jest traktowana jako cz©˜† maszyn oddziaˆu noworodkowego. Inaczej niepodobna ... przecie¾ to tylko kilka dni ... a przytyra niegdy˜ jednym noworodkiem zajmowaˆo si© kilka os¢b dorosˆych, teraz kilka noworodk¢w przypada na jedn¥ osob© opieki. yr rodzi.,_iP noworodek przybywaˆ rzadko - raz na rok, na dwa lata. Byˆo to wydarzenie. W oddziale rodzi si© kilkana˜cie noworodk¢w na dob©. ivprawd~ic m4:.al jest to wydarzeniem dla rodziny, ale pospolito˜ci¥ dla personelu oddziaˆu. Ta pospolito˜† stwarza inn¥ form© traktowania dziecka. Osoba opiekuj¥ca si© nim nie wi¥¾e si© uczuciowo z noworodkiem - taka atmosfera jest niemo¾liwa do uzyskania, ale mo¾e ona zadba† o komfort przystosowania si© dziecka do nowego ¾ycia. Tutaj rola lekarza ogranicza si© do roli dobrego gospodarza i wymagaj¥cego szefa, kt¢ry potrafi ustawi† personel i stworzy† warunki ˜rodowiskowe w ten spos¢b, aby noworodek "miaˆ si© dobrze". A bˆ©dy? Niedbaˆo˜† wˆa˜nie o te obowi¥zki, niedopilnowanie, lekcewa¾enie tego, co w dawnym przyrzeczeniu akuszerki brzmiaˆo "b©d© odbieraˆa por¢d czystymi r©kami", a dzi˜ jest obwarowane przepisami sanitarnymi. Jest jeszcze l©k o swoje stanowisko, l©k kt¢ry doprowadza do tego, ¾e dobry nawet lekarz pobˆa¾a personelowi, obni¾a wymagania odno˜nie jako˜ci dostarczanych produkt¢w, ˜rodk¢w higieny. Jednym sˆowem tego wszystkiego, co stanowi potem o jako˜ci usˆug oddziaˆu noworodkowego i o mo¾liwo˜ci przystosowania si© nowego czˆowieka do nowego ¾ycia. Jest jeszcze na oddziale te« noworodek "wyˆuskany" przez lekarza z grupy przybyˆych obywateli tˆa ten ˜wiat; dziecko uszkodzone, wcze˜niak, dziecko z wadami wrodzonymi, dziecko bardzo sˆabe i to, kt¢rego choroba zaczyna si© w pierwszych godzinach po urodzeniu. Wszystkie one wymagaj¥ du¾ej pieczoˆowito˜ci, ogromnego wysiˆku, dawania z siebie, ogromnego tempa pracy i precyzji lekarza, ¾eby je utrzyma† przy ¾yciu. Dzi˜ lekarz dysponuje skomplikowanymi aparaturami diagnostycznymi i terapeutycznymi. Lekarz musi pami©ta†, ¾eby ciekawo˜† diagnostyczna nie przewy¾szaˆa wydolno˜ci ¾yciowej dziecka, ¾eby badanie nie prowadziˆo do pogorszenia si© stanu zdrowia pacjenta. Posˆugiwanie si© skomplikowan¥ aparatur¥ w celu leczenia wymaga pewno˜ci, ¾e aparatura jest prawidˆowo sprawna, a personel j¥ obsˆuguj¥†y odpowiedzialny i ˜wiadomy jej dziaˆania. Za to te¾ odpowiada lekarz decyduj¥cy si© na tak¥ metod© post©powania. Drobne niedopatrzenia i niedbaˆo˜ci mog¥ by† w skutkach tragiczne. Pozostaje jeszcze om¢wi† relacje noworodek - personel lekarski - matka rodzina. Pami©tamy, ie to co pospolite dla personelu, jest wydarzeniem o pierwszoplanowym znaczeniu dla matki i rodziny. Niech chocia¾ na ten moment, kiedy piel©gniarka podaje dziecko-matce do karmienia, b©dze to r¢wnie¾ wydarzenie dla niej. Niech z miˆo˜ci¥ poda rodzicielce dziecko. A lekarz informuj¥cy matk© i rodzin©? Niech ma u˜miech na twarzy i z rado˜ci¥ o ka¾dym nowym; zdrowym dziecku powiadomi rodzin©, t© bogat¥ i biedn¥, t© gˆupi¥ i m¥dr¥. T© co oczekuje z ut©sknieniem i t© co my˜li, po co si© dziecko urodziˆo. A co ma lekarz zrobi† z informacj¥ o dziecku, o kt¢rego ¾ycie walczy, a kt¢re jest tak bardzo hniewydarzone"? Z szacunkiem dla ¾ycia i taktem musi speˆni† ten smutny obowi¥zek, oznajmiaj¥c rodzinie prawd© na dzieä dzisiejszy, dla kt¢rej przecie¾ jest to wydarzenie niPC~r~iFliuyP_ Bˆ©dem jest stawianie w¢wczas prognozy, bo przecie¾ do˜† ma dla nich smutku dzieä dzisiejszy. Pozostaje jeszcze informacja lekarza o noworodku, kt¢rego stan zdrowia jest zachwiany przej˜ciowo. Uwa¾am za bˆ¥d informowanie rodzic¢w o tym, jakie powikˆania gro¾¥ chorobie, jak r¢wnie¾ agrawowanie stanu zdrowia dla zabezpieczenia swojej osoby. Wzbudza to u matki i rodziny niepotrzebny l©k. Lekarz powinien sw¥ wiedz© o przyszˆo˜ci dziecka i sprawy rokowania zachowa† dla siebie. L©k o dziecko jest zawsze zˆym doradc¥ przy wychowywaniu dziecka. Niepok¢j u rodziny r¢wnie¾ wzbudza informacja podana niezrozumiaˆym j©zykiem. Podam przykˆad dzi˜ do˜† klasyczny, usˆyszany w czasie informacji dla rodziny w jednym z oddziaˆ¢w noworodkowych: - Panie doktorze jak si© ma m¢j syn? - Bilirubin© ma wysok¥, a cukier niski. - Panie doktorze, to dobrze czy «le? - Jak sprawdzimy, to pani odpowiem. Oczywi˜cie taka informacja jest prawdziwa, ale nie m¢wi nic temu, kt¢ry jest informowany. Nie speˆnia swojej roli, a przecie¾ rodzice maj¥ prawo wiedzie†, jak g¾© ma ich dziecko. 94 95 Antoni Chr¢˜cicki PROBLEMY ETYCZNE ZWI~ZANE Z OPERACJAMI SERCA U DZIECI Troska o dziecko, jeszcze przed jego urodzeniem, od pierwszej chwili pocz©cia, a potem w latach dzieci©cych i mˆodzieäczych, jest pierwszym i podstawowym sprawdzeniem stosunku do czˆowieka. ~`an Paweˆ !1 Wady wrodzone serca wyst©puj¥ u niespeˆna jednego procenta ¾ywo urodzonych noworodk¢w, chocia¾ u wielu z nich s¥ one cz©sto rozpoznawane dopiero w p¢«niejszym okresie ¾ycia. W zwi¥zku z niebywaˆym rozwojem leczenia chirurgicznego tego rodzaju defekt¢w serca, wyˆoniˆo si© szereg nowych problem¢w etycznych, kt¢re wyst©puj¥ do chwili pocz©cia dzieci i trwaj¥ cz©sto przez caˆy czas ich Tycia a¾ do ewentualnej ˜mierci, kt¢ra mo¾e wyst¥pi† w ka¾dym okresie leczenia. Niekt¢re z tych zagadnieä chciaˆbym w znacznym skr¢cie tutaj pczedstawi†. Wskazania do wykonania u dzieci operacji kardiochirurgicznych mog¥ by† nagl¥ce, kiedy pomimo znacznego ryzyka trzeba szybko powzi¥† dramatyczn¥ decyzj© dla ratowania ich ¾ycia. Dotyczy to gˆ¢wnie noworodk¢w i niemowl¥t z sinic¥ powˆok sk¢rnych, b©d¥cych w ci©¾kim stanie. Obserwuj¥c takie dzieci, zrozpacteni rodzice zazwyczaj szybko decyduj¥ si© na wyra¾enie zgody na operacj©. Najcz©˜ciej jednak decyzje operacji serca u dzieci ustala si© znacznie p¢«niej, stale kontroluj¥c ich stan zdrowia. Ryzyko takich operacji u dzieci starszych jest mniejsze, ale jednocze˜nie z biegiem czasu narastaj¥ wt¢rne objawy, kt¢re mog¥ znacznie utrudni† lub nawet uniemo¾liwi† leczenie chirurgiczne. Tak wi©c ka¾da wada ma sw¢j optymalny okres dla wykonania jedno lub dwuetapowego leczenia operacyjnego, kt¢ry podlega jednak wci¥¾ r¢¾nym zmianom w zale¾no˜ci od zastosowania nowych technik operacyjnych. Zasadnicz¥ podstaw© dla prawidˆowego ustalenia wskazaä operacyjnych jest por¢wnanie czasu prze¾ycia tych dzieci bez leczenia operacyjnego i po jego przeprowadzeniu. Wci¥¾ mamy jeszcze zbyt maˆ¥ liczb© o˜rodk¢w diagnostycznych i kardiochirurgicznych dla dzieci w stosunku do istniej¥cych potrzeb. Tworz¥ si© kolejki i praktykowane s¥ listy oczekuj¥cych na operacje. Dlatego o rozpocz©ciu leczenia operacyjnego powinny decydowa† rzeczywiste potrzeby chorego dziecka, a nie zamo¾no˜† rodziny, znajomo˜ci ojca lub zapobiegliwo˜† matki. Dzieci z ubogich rodzin oraz z maˆych i odlegˆych miejscowo˜ci musz¥ mie† r¢wne szanse dla odzyskania zdrowia, co jest podstawowym zaˆo¾eniem spoˆecznej sˆu¾by zdrowia w naszym kraju. Dlatego uzyski wanie korzy˜ci materialnych w zwi¥zku z przyj©ciem lub operowaniem tego rodzaju dzieci powinno by† powszechnie pi©tnowane. Nie bez winy s¥ sami rodzice, kt¢rym si© zdaje, ¾e dzi©ki ich r¢¾nym "staraniom" mog¥ korzystnie wpˆyn¥† na ostateczny wynik operacji, kt¢ry jest przecie¾ zale¾ny od wysiˆku do˜† du¾ej liczby os¢b oraz wielu dodatkowych i trudnych do przewidzenia czynnik¢w. ½enuj¥ce zagadnienie niezwykle niskiego uposa¾enia lekarzy takiego o˜rodka, od kt¢rych wymaga si© ofiarnej i niezwy4le "d,.~:viedziw!.^ae: ~ :ølalc~:ø~~ ø--,a;~,~-:.. ._a_:__._ ~ ,..,_ , t' 1 Y"~"~7, "agi aaam.bv o~.. va`.aaaa vraL CZ;.StW aavutaa.aaui.) aUU a:AaV dobowej pracy stanowi podstaw© do r¢¾norodnych nadu¾y† lub powoduje frustracje i ucieczk© od trudnego zawodu. ½eby temu zapobiec, w jednej z budapeszteäskich klinik wprowadzono mo¾liwo˜† wpˆacania przez zamo¾niejszych pacjent¢w dowolnych sum na zakup aparatury i dodatkowe uposa¾enie dla niekt¢rych lekarzy lub piel©gniarek. Sumy te, po potr¥ceniu koszt¢w manipulacyjnych, s¥ wypˆacane razem z miesi©cznym wynagrodzeniem przez kas© szpitala. Post©powanie takie pozwala na legalne usankcjonowanie gˆ©boko zakorzenionej w psychice pacjent¢w wdzi©czno˜ci za uratowanie ¾ycia lub zdrowia. Podobny zwyczaj wprowadziˆ podczas okupacji prof. R. Baraäski, po przymusowym przekwaterowaniu przez okupanta Kliniki Pediatrycznej UW do szpitala przy ul. Sliskiej, gdzie praca odbywaˆa si© w bardzo trudnych warunkach. Do pobierania dobrowolnych ofiar od lepiej zarabiaj¥cych pacjent¢w byˆa upowa¾niona tylko siostra Regina. Pieni¥dze te u¾ywane byˆy na zakup urz¥dzeä, do¾ywienie oraz pomoc dla personelu. Z tych wˆa˜nie datk¢w zostaˆ zakupiony pierwszy w kraju elektrokardiograf, sˆu¾¥cy dzieciom przez szereg lat. Rodzice oraz samo dziecko trzeba stopniowo przygotowa† do prawidˆowego prze¾ycia okresu operacyjnego. Nic wolno wymusza† na rodzicach udzielenia zgody na operacj©, strasz¥c ich r¢¾nymi powikˆaniami lub kr¢tkim okresem ¾ycia ich dziecka bez leczenia operacyjnego. Trzeba mie† lito˜† nad nimi, gdy¾ s¥ oni i tak zaszokowani konieczno˜ci¥ dokonania niezwykle trudnego dla nich wyboru. Powinni oni by† przed t¥ decyzj¥ dokˆadnie poinformowani o mo¾liwo˜ci r¢¾nych powikˆaä, ˆ¥cznie z procentow¥ liczb¥ niepowodzeä. Trzeba im da† chocia¾ troch© czasu na rozwa¾enie wszystkich mo¾liwo˜ci i powzi©cie samodzielnej decyzji. Nie wolno r¢wnie¾ obiecywa† peˆnego sukcesu, gdy¾ nikt nie jest w stanie w peˆni zagwarantowa† im prze¾ycia operacji lub poprawy stanu wydolno˜ci wysiˆkowej u ich dziecka po operacji. Dzieci b©d¥ce jeszcze w poradni stopniowo oswajaj¥ si© z zaistniaˆ¥ sytuacj¥. Powy¾ej sz¢stego, ¢smego roku ¾ycia nie powinny one by† okˆamywane i musz¥ mie† ˜wiadomo˜†, po co s¥ kierowane do szpitala. Chˆopcom, kt¢rzy zwykle bardzo interesuj¥ si© samochodami, wystarczy wiadomo˜†, ¾e id¥ do "przegl¥du" i ewentualnie do "reperacji" serca. Przebywaj¥c w grupie dzieci przed i po zabiegu operacyjnym szybko nabieraj¥ peˆnego zaufania i cz©sto wykˆ¢caj¥ si© o przyspieszenie terminu operacji, co umo¾liwia im szybszy powr¢t do rodzinnego domu. Odr©bny problem stanowi¥ operacje serca u dzieci z niedorozwojem umysˆowym, mongolizmem, r¢¾nymi chorobami i kalectwami, kt¢re to choroby nie tylko nie rokuj¥ dˆugiego «ycia, ale tak¾e wyra«nie zwi©kszaj¥ ryzyko zabieg¢w operacyjnych na sercu. Je¾eli rodzice zgadzaj¥ si© na zwi©kszone ryzyko operacji kardiochirurgicznej, to trzeba uwzgl©dni† ich ¾¥danie, chocia¾by dla poprawienia komfortu ¾ycia ich dziecka 97 96 ~i~ w najbli¾szych latach. Odmow© takiej operacji na podstawie w¥tpliwej efektywnosct 'I' odlegˆych wynik¢w rodzice odczuwaj¥ jako jaskraw¥ niesprawiedliwo˜†. Niestety, ~'~ ill nadzieja na popraw© op¢«nionego rozwoju umysˆowego po korekcji wady serca rzadko I,~I" si© sprawdza, je¾eli tylko chore dziecko nie b©dzie podlega† wczesnej rehabilitacji II ~I~~i stymuluj¥cej bardziej prawidˆowy rozw¢j. Zmicznie trudniejszy jest wyb¢r wˆa˜ciwej drogi post©powania w nowych oraz I I~I, bardziej ryzykownych operacjach, a zwˆaszcza, gdy jedynym wyj˜ciem jest przc~~czcpienie serca lub serca razem z pˆucami. Dotyczy to zwˆaszcza problem¢w, zwi¥zanych z dawc¥ serca oraz odlegˆych wynik¢w leczenia. Pionier kardiochirurgii w Polsce profesor Leon Manteuffel do koäca swego Tycia uwa¾aˆ, ¾e przeszczepianie serca u ludzi jest niemoralne. ~I "'I Przepisy dotycz¥ce momentu, kiedy mo¾na uzna†, ¾e dawca jest czˆowiekiem nieodwracalnie zmarˆym, s¥ w poszczeg¢lnych krajach niejednoznaczne oraz ci¥gle jeszcze ulegaj¥ rozmaitym obostrzeniom. Komfort ¾ycia po tego rodzaju operacji jest ~''I jeszcze daleki od ideaˆu. Do koäca ¾ycia operowany musi podlega† r¢¾nego rodzaju badaniom i pobiera† leki zapobiegaj¥ce odrzuceniu przeszczepionego serca oraz tworzeniu si© skrzeplin. Dotyczy to zwˆaszcza dzieci, kt¢re powinny teoretycznie ¾y† i fil i jeszcze dˆugie lata. Pierwsze w Polsce pomy˜lne przeszczepienie serca u chˆopca, kt¢ry z powodu kardiomiopatii nie miaˆ szans na dalsze ¾ycie, pomy˜lnie zostaˆo wykonane w ubiegˆym roku w Zabrzu przez docenta Zbigniewa Relig©. Podobne problemy wyst©puj¥ przy przeszczepianiu nerek, w¥troby, trzustki a zwˆaszcza szarej substancji m¢zgu, u¾ywanej ostatnio do leczenia choroby Parkin'I"il ~ Bona. Dawcami mog¥ by† tylko kilkutygodniowe pˆody ludzkie, urodzone przedwcze˜ nie w przebiegu samoistnego poronienia. W Anglii opracowano przepisy ustalaj¥ce, kiedy ¾yj¥cy jeszcze pˆ¢d mo¾na uzna† za niezdolny do dalszego ¾ycia. Konieczna jest zgoda rodzic¢w. Podobne sytuacje stwarzaj¥ warunki do r¢¾nego rodzaju nadu¾y† lub ll~ i wynaturzeä. —mier† dziecka z wrodzon¥ wad¥ serca mo¾e nast¥pi† w ka¾dym okresie leczenia '~I~ ~ w nast©pstwie r¢¾nych powikˆaä lub wyczerpania si© siˆ przeci¥¾onego serca. Jest to tragiczny moment nie tylko dla rodzic¢w, ale r¢wnie¾ dla lekarzy i piel©gniarek, zwˆaszcza je¾eli udaˆo si© im nawi¥za† serdeczny kontakt z chorym dzieckiem i jego rodzin¥. ~~li ' Znane s¥ wypadki, w kt¢rych po niespodziewanej ˜mierci operowanego dziecka caˆy personel przez pewien czas byˆ niezdolny do dalszej pracy. Taka ˜mier† jest sprawdzianem prawidˆowego stosunku caˆego personelu do chorego dziecka i jego otoczenia. I~~I. Szczere i obiektywne przedstawienie sytuacji na pocz¥tku, wˆo«enie maksimum wysiˆku dla ratowania ¾ycia oraz prawidˆowa informacja o przebiegu leczenia zwykle znajduj¥ uznanie i wdz©czno˜e u rodzic¢w, nawet je¾eli ostateczny wynik b©dzie ~II I niepomy˜lny. Nowoczesna diagnostyka wad serca i kardiochirurgii u maˆych dzieci jest problemem bardzo zˆo¾onym, gdzie nieprzestrzeganie podstawowych norm etycznych mo¾e ~ mie† gro«ne nast©pstwa, chocia¾ zwykle jest trudne do udowodnienia. Decyduj¥ce o «yciu dziecka postanowienia musz¥ by† podejmowane kolektywnie w imi© szeroko 98 rozumianego dobra dziecka, chocia¾ zwykle bez jego zgody, a trzeba si© liczy† z tym, ¾e takie cz©sto wbrew opinii rodzic¢w, kt¢rzy nie maj¥ mo«liwo˜ci prawidˆowo oceni† r¢¾nych zagro¾eä, kt¢re mog¥ wyst¥pi† w r¢¾nych okresach Tycia ich dziecka. 99 Kazimierz Lodziäski ETYKA, LECZENIE I BADANIA NAUKOWE V~' PRAKTYCE CHIRURGA DZIECIFCEGO Tylko dziecko kochamy zu to, ¾e jest, cztowieku dorosˆego kochamy za to, czym jest. Stefan ~iarezyäski W opinii spoˆeczeästwa zaw¢d lekarza stawiany jest wysoko, a nawet w niekt¢rych badaniach ankietowych na pierwszym miejscu. Gdy m¢wimy o etyce zawodowej, r pewno˜ci¥ najpierw przychodzi nam na my˜l etyka lekarza. Przysi©ga Hipokratesa, kodeks deontologiczny lekarski jest znany r¢wnie¾ poza ˜rodowiskiem medycznym. Ka¾da ze specjalno˜ci lekarskich stawia w tej dziedzinie okre˜lone wymagania, kt¢re chciaˆbym om¢wi† w odniesieniu do chirurgii dzieci©cej. Zaw¢d chirurga opiera si© na gruntownej i rzetelnej wiedzy teoretycznej, a nadto biegˆo˜ci technicznej i zdolno˜ci do wykonywania skomplikowanych operacji. Chirurg dzieci©cy musi leczy† noworodki z powa¾nymi wadami wrodzonymi, musi ratowa† dzieci po wypadkach, po urazach, po oparzeniach, musi te¾ wkracza† szybko i zdecydowanie w sprawach, kt¢re bez jego pomocy koäczyˆyby si© tragicznie cho†by w przypadkach zapalenia wyrostka robaczkowego, na kt¢re czˆowiek mo¾e zachorowa† w ka¾dym wieku, nawet w pierwszych dniach swojego Tycia. Nie wystarczy ogarni©cie rozlegˆej wiedzy na podstawie pi˜miennictwa naukowego. Potrzebne jest do˜wiadczenie podbudowane wˆasnymi badaniami. Chirurg musi wykonywa† badania do˜wiadczalne na zwierz©tach, ale nie znaczy to, ¾e mo¾e zrezygnowa† z badaä klinicznych przy ˆ¢¾ku chorego. Badania takie musz¥ by† oczywi˜cie przeprowadzane nie tylko bez szkody dla chorego - a przeciwnie, z my˜l¥ o jego korzy˜ci. Jest to jedna ze sfer dziaˆalno˜ci zawodowej, w kt¢rej zasady etyki musz¥ by† uwzgl©dnione. Poszukiwanie wˆa˜ciwych norm post©powania w tym zakresie nurtuje wszystkie narody, spoˆeczeästwa caˆego ˜wiata. Reguˆy Norymberskiej —wiatowej Organizacji Zdrowia wyra«nie wskazuj¥ na konieczno˜† przestrzegania przez lekarzy zasad etyki zawodowej. Podkre˜la si©, ¾e zamiar przeprowadzenia jakichkolwiek badaä musi by† w zgodzie z humanistycznym celem medycyny. Zesp¢ˆ podejmuj¥cy badania powinien mie† szczeg¢lne kwalifikacje i pozostawa† pod nadzorem instytucji, w kt¢rej si© je dokonuje. Sejm PRL uchwaliˆ ustaw© ogˆoszon¥ 1 lipca 1985 roku, z kt¢rej wynika, ¾e nie popeˆnia przest©pstwa, kto w celu eksperymentu dziaˆaj¥c w granicach dopuszczalnego ryzyka, spowoduje szkod©, chocia¾ spodziewaˆ si© korzy˜ci. Do takiego dziaˆania potrzebna jest zgoda, a spodziewane korzy˜ci musz¥ przewy¾sza† mo¾liwo˜ci wywoˆania szk¢d. Wynika st¥d, ¾e wszelkie badania nale¾y przeprowadza† w granicach dopuszczalnego ryzyka, a kryteria programu naukowego ˆ¥czy† z zasadami etyki. Winna te¾ by† zachowana zasada uzyskania zgody na publikowanie badaä nad lud«mi, zwˆaszcza badaä poznawczych zawieraj¥cych ryzyko lub stanowi¥cych eksperyment leczniczy. Podobnie ma si© sprawa z referowaniem trudnych przypadk¢w kazuistycznych. Wszystkie wymiPninnP nnwyiPj rPnnˆy nhnwi¥~ni¥ ohirnrva rlzierircPVn Pnnarlm w swoim post©powaniu powinien on si© liczy† szczeg¢lnie z poszanowaniem odr©bno˜ci dziecka i jego cierpienia oraz osobowo˜ci prawnej. Ma wykonywa† sw¢j zaw¢d z sumienno˜ci¥, godno˜ci¥ i szacunkiem dla pacjenta - stawiaj¥c obowi¥zek wobec chorego przed wszystkimi innymi przesˆankami. Uznaj¥c prawa ka¾dego czˆowieka, ma okazywa† poszanowanie dla ¾ycia ludzkiego od chwili pocz©cia. Pediatra chirurg codziennie staje w obliczu konieczno˜ci podejmowania decyzji leczenia nowonarodzonych dzieci obarczonych wadami rozwojowymi. Niekt¢re spo˜r¢d tych wad powoduj¥ trwaˆe kalectwo. Zdarzaj¥ si© opinie, ie dzieci narodzone z bardzo powa¾n¥ wad¥ traktowa† trzeba jako tragiczn¥ pomyˆk© gen¢w, bˆ¥d natury. W niekt¢rych przypadkach nic pom¢c nie mo¾na, np. w przypadku bezm¢zgowia, ale jest wiele dzieci z ci©¾kimi wadami, jak na przykˆad z przepuklin¥ rdzenia kr©gowego, z niedorozwojem rdzenia i wodogˆowiem, kt¢rym mo¾na chocia¾by ul¾y† w cierpieniu. Zar¢wno ubytek w powˆoce grzbietu ponad niedorozwini©tym rdzeniem mo¾na plastycznie pokry† - podobnie udaje si© zniwelowa† skutki wzmo¾onego nadci˜nienia wewn¥trzczaszkowego i leczy† w ten spos¢b objawy wodogˆowia. Pozostaj¥ jednak inne nast©pstw2 wady rdzenia kr©gowego, jak pora¾enia lub niedowˆady koäczyn dolnych, zwieraczy p©cherza moczowego lub odbytu. Czy mo¾na odm¢wi† leczenia? Z pewno˜ci¥ nie. Lekarz nie ma prawa odm¢wi† pomocy. To jest jasne. Lekarz nie ma prawa wyrazi† zgody na eutanazj© w jakiejkolwiek jej postaci. Je¾eli lekarz b©dzie decydowa†, kto ma ¾y†, a kto nie, w¢wczas czy znajdzie si© ktokolwiek, kto zechciaˆby p¢j˜† po porad© do takiego medyka? A ile¾ problem¢w etycznych stwarzaj¥ nowe mo¾liwo˜ci przeszczepiania narz¥d¢w. Nie tylko czˆowiek dorosˆy mo¾e sta† si© dawc¥ narz¥du. R¢wnie¾ nienarodzony pˆ¢d wykorzystuje si©, przeszczepiaj¥c np. tkank© m¢gow¥ do m¢zgu chorych na parkinsonizm. Z jednej strony udziela si© pomocy ci©¾ko choremu, z drugiej do przeszczepu u¾ywa si© tkanki nerwowej pˆodu, ˆami¥c zasad©, ¾e narz¥d do przeszczepu pobiera si© z chwil¥ stwierdzenia ˜mierci samoistnej, a nie planowanej w ramach zabiegu transplantacji. Z jednej strony usiˆuje si© ratowa† bezbronne istoty nowonarodzone lub jeszcze nie narodzone, nawet z najci©¾szymi wadami, z drugiej sˆyszy si© gˆosy o mo¾liwo˜ci uˆatwienia ˜mierci tym kt¢rzy jej pragn¥, kt¢rzy czuj¥, ¾e s¥ niezno˜nym ci©¾arem dla rodziny. Istniej¥ kraje, w kt¢rych niekt¢rzy lekarze dopuszczaj¥ wstrzymanie si© od podawania lek¢w noworodkom z upo˜ledzaj¥cymi rozw¢j psychomotoryczny wadami. W naszym kraju nie praktykuje si© takiego post©powania. 100 101 Cz©sto powtarzamy, ¾e miar¥ kultury spoˆeczeästwa jest stosunek do ludzi kale- ii kich. Ale jak¾e cz©sto w praktyce jeste˜my daleko w tyle za tymi spoˆeczeästwami, i w kt¢rych mniej si© licz¥ deklaracje sˆowne a wi©cej czyny. Wˆodzimierz Fijaˆkowski ij Medycyna w szczeg¢lny spos¢b umo¾liwia zetkni©cie si© z warto˜ciami ety- eznymi. Bezpo˜rednie spotkanie ze ˜wiatem chorych dzieci z pewno˜ci¥ uczy sensu ¾ycia i wskazuje, ¾e tkwi on poza nami. MORALNE ASPEKTY PRACY GINEKOLOGA, I~ . t Z1/'~t !~'1r~~ A T , flnTiflt:lir !~/'~ ~ L...:1 ...:nl~..n. ~wtvrk: %dflte Cl1[11P 1'VLVGl~lll~tl 1 JL1~JUVLVIItf - ii Chirurg dzieci©cy doznaje niejednukruimi~ ~..w.. .." .. "' "' ' il chyba spraw© jak wielkim zaufaniem darz¥ go rodzice, powierzaj¥c ¾ycie i zdrowie 'I swoich pociech jego r©kom, wiedzy, do˜wiadczeniu. St¥d impuls do staˆego pogˆ©biania wiedzy, do oparcia swojej sztuki na rzetelnej Nauka i wiedza medyczna i prawdzie naukowej, st¥d dyskusje i staˆe podejmowanie problem¢w etycznych. Potni- s¥ narz©dziem pracy leka- II rza, ale nie morywem jego fanie w takich razach wˆasnej ignorancji, niewiedzy i nieudolno˜ci jest niedopu- dzialania. szczalne. Tadeusz Kielanozuski Nie chodzi tu tylko o paragrafy, formuˆy etyki zawodowej. Jak m¢wiˆ przed stu ji laty cz©stochowski lekarz Biegaäski, formuˆki pozostan¥ martw¥ liter¥, je¾eli nie b©d¥ W ˜rodowiskach lekarskich, w tym r¢wnie¾ w polskim, obserwuje si© zjawisko wypˆywaˆy z wˆasnych ideaˆ¢w przy˜wiecaj¥cych post©powaniu ka¾dego z lekarzy. polaryzacji stanowisk. Z jednej strony zaznacza si© coraz wyra«niej opowiadanie si© za Nie szuka† przyczyn zˆa zbyt daleko, ale zacz¥† odnow© sˆu¾by zdrowia od swego sp¢jnym systemem warto˜ci obejmuj¥cym aspekt materialny, duchowy i transcen- post©powania. dentny w ¾yciu czˆowieka. Z drugiej strony nasilaj¥ sw¥ aktywno˜† ˜rodowiska, repre- Nie wstyd«my si©, m¢wi¥c, ¾e odnow© trzeba zaczyna† od samego siebie. Nie zentuj¥ce redukcjonistyczn¥ wizj© czˆowieka, ograniczon¥ do warto˜ci biologiczno- wstyd«my si© powtarza†, ¾e zˆo trzeba zwalcza† dobrem. zdrowotnych, stanowi¥c¥ kontynuacj© dziewi©tnastowiecznego pozytywizmu. i Odpowiedzi na wiele pytaä i w¥tpliwo˜ci moralnych z zakresu etyki trzeba szuka† Przyj©cie i realizowanie caˆo˜ciowego systemu warto˜ci wiedzie do poszanowania ' w swojej postawie, szacunku do bli«niego, poszanowania pracy i odpowiedzialno˜ci za czˆowieka i zachowania jego godno˜ci osobowej. Niepeˆny system warto˜ci przejawia powierzone nam obowi¥zki, uczciwo˜ci kontrolowanej wˆasnym sumieniem. cechy relatywizmu etycznego i warunkuje zjawisko dostosowywania dziaˆaä i motywa- Potrzebna jest wiara, ¾e cokolwiek czynimy, jest wkˆadem w nasz rozw¢j. cji do ocen jednostronnych i subiektywnych, niejednokrotnie sprzecznych z uniwer- ,~I Jeste˜my ˜wiadomi wsp¢lnego dziedzictwa. Zwr¢†my uwag©, ¾e to co pozostaˆo samym, niezmiennym prawem powszechnej miˆo˜ci, pobudzaj¥cym do dziaˆaä sˆu¾¥- dobrem, jest efektem pracy niekt¢rych z naszych wielkich poprzednik¢w, wychowaw- tych autentycznemu dobru czˆowieka. I c¢w. Przypomnijmy sobie ich zalecenia i nauczmy si© szanowa† sˆowa i dzieˆa m¥d- Wyst©powanie obu orientacji w ˜rodowisku lekarzy i innych pracownik¢w sˆu¾by Tych naszych nauczycieli. To oni pozostawili nam r¢wnie¾ troch© pi©kna, jakim mo¾e zdrowia zajmuj¥cych si© ginekologi¥ i poˆo¾nictwem oraz seksuologi¥ ma szczeg¢lny u ~L pochwali† si© sˆu¾ba zdrowia, a konkretnie i chirurgia dzieci. wyd«wi©k przez to, ¾e w tej samej grupie zawodowej ludzi wyst©puje gotowo˜† po˜wi©- cenia si© dla ochrony zdrowia i ¾ycia oraz akceptacja czynno˜ci zmierzaj¥cych do l~ ,~ niszczenia zdrowia i ¾ycia. 1 Ilustruje to zestawienie dw¢ch zdaä zaczerpni©tych z podr©cznika etyki i deonto- i i logii lekarskiej (9) umieszczonych na tej samej stronie. W pierwszym z nich autor i i I stawia kategoryczny postulat: "Lekarz jest i musi pozosta† zawsze obroäc¥ ¾ycia, a powierzaj¥cy mu si© czˆowiek chory musi wiedzie†, ¾e lekarz zrobi wszystko, co jest w jego zawodowej i ludzkiej mocy, by mu ¾ycie ratowa† i przedˆu¾a†". Drugie z tych I zdaä anuluje sˆowo "zawsze": "Legalnie przez lekarza specjalist© wykonany zabieg jest mo¾e zˆem (jest zabiciem ludzkiego pˆodu), ale na pewno mniejszym zˆem ni¾ zabieg ', ~ brudno, tajnie, niefachowo wykonany, doprowadzaj¥cy do choroby kobiety, a nawet do jej ˜mierci". Autor najwidoczniej nie czuje i nie u˜wiadamia sobie sensu tego zdania I ! w odniesieniu do pocz©tego dziecka, skoro na tej samej stronie swego podr©cznika i' 'i ~ dochodzi do nast©puj¥cego wniosku: "Jak wida† z powy¾szego, wsp¢ˆczesne zasady etyki lekarskiej s¥ bogatsze od staro¾ytnych, hipokratesowych...". il il 102 103 W Rzeczypospolitej Polskiej do wybuchu II wojny ˜wiatowej obowi¥zywaˆa nast©puj¥ca formuˆa Przyrzeczenia, skˆadanego przez student¢w medycyny po ich immatrykulacji: "Nikomu, nawet na ¾¥danie, nie podam ˜mierciono˜nej trucizny, ani nikomu nie b©d© jej doradzaˆ, podobnie te¾ nie dam nigdy kobiecie ˜rodka na poronienie. W czysto˜ci i niewinno˜ci zachowam ¾ycie swoje i sztuk© swoj¥..." (7). Zniesienie zakazu sztucznych poronien przez usiawuuawmwo o..... nl:~j~!-^-'-ø gˆoszone zasady etyki i deontologii lekarskiej dezaktualizuj¥ w praktyce wskazania uj©te w przysi©dze Hipokratesa i nie kwestionowane do lat pi©†dziesi¥tych naszego stulecia. Jakkolwiek Hipokrates «yˆ w IV wieku przed (:hrystusem, rodow¢d tre˜ci zawartej w przysi©dze si©ga panowania Imhotepa ( 13). Tak wi©c jej oddziaˆywanie utrzymywaˆo si© nieprzerwanie przez blisko pi©† tysi©cy lat. Dopiero przed kilkunastu laty w Przyrzeczeniu lekarskim skˆadanym przez mˆodych adept¢w medycyny w Polsce Ludowej skre˜lono zdanie dotycz¥ce ochrony Tycia ludzkiego. Formuˆa tego przyrzeczenia obecnie jest nast©puj¥ca: "Przyjmuj© z czci¥ i gˆ©bok¥ wdzi©czno˜ci¥ nadany mi stopieä lekarza i podejmuj¥c caˆ¥ wag© zwi¥zanych z nim obowi¥zk¢w, przrzekam i ˜lubuj©, «e w ci¥gu caˆego ¾ycia b©d© speˆniaˆ wszystkie prawem naˆo¾one obowi¥zki..." (13) Przytoczony fragment i dalsze zdania owego przyrzeczenia na˜laduj¥ styl przysi©gi Hipokratesa, ale przecie¾ zasadniczo dobiegaj¥ od jej istoty, uchylaj¥c postulat i obowi¥zek ochrony pocz©tego dziecka. W to miejsce wstawiono og¢lnikowe zobowi¥zanie do wykonywania zaleceä naˆo¾onych przez prawo... 'Tymczasem w przepisach prawnych wyst©puj¥ kraäcowe sprzeczno˜ci w uznaniu praw dziecka w pierwszej - wewn¥trzmacicznej fazie jego ¾ycia i rozwoju. Jakkolwiek prawo dzieckiem ¢kre˜la czˆowieka od pocz©cia do okresu peˆnoletno˜ci wˆ¥cznie (np. artykuˆ 77 Kodeksu Rodzinneg i Opiekuäczego), to jednak zagadnienie podmiotowo˜ci dziecka pocz©tego (nasciturus) zostaˆo tam caˆkowicie pomini©te ( 10). We wskazaniach etyki lekarskiej nie przestrzega si© nawet tych przepis¢w prawnych, kt¢re mogˆyby pom¢c medycynie formuˆowa† jej wˆasne wymogi deontologiczne. Artykuˆ 1 ustawy Lekarskiej z 1950 roku okre˜la dobitnie, ¾e "wykonywanie zawodu lekarza obejmuje rozpoznanie, leczenie i zapobieganie chorobom, a tak¾e wydawanie orzeczeä lekarskich". W ˜wietle tej definicji u¾ywa si© bezprawnie formuˆy "zabieg przerwania ci¥¾y", okre˜laj¥c w ten spos¢b czynno˜† nie sˆu¾¥c¥ ani rozpoznawaniu, ani leczeniu, ani zapobieganiu. Zabieg lekarski ze swej natury nie mo¾e sˆu¾y† zabiciu niewinnej istoty ludzkiej. Nie respektowanie prawa do ¾ycia czˆowieka w pierwszej fazie jego istnienia zar¢wno w przepisach prawnych jak i w wymogach etyki i deontologii lekarskiej rzutuje na wszystkie gˆ¢wne problemy natury moralnej wyst©puj¥ce w codziennej pracy lekarza ginekologa-poˆo¾nika i seksuologa. Do problem¢w zwi¥zanych z t¥ dziedzin¥ dziaˆalno˜ci sˆu¾by zdrowia nale¾¥: I Etyka seksualna II Wychowanie dzieci i mˆodzie¾y w nurcie integralnego prze¾ywania seksualno˜ci III Ekologiczne aspekty prokreacji IV Obrona pocz©tego dziecka Rozwa¾anie poszczeg¢lnych problem¢w mo¾e okaza† si© pomocne w wyborze drogi post©powania, zgodnego z uniwersalnym systemem warto˜ci. Wyboru takiego dokona† trzeba tym bardziej, ¾e obecnie polaryzacja stanowisk zarysowuje si© coraz dobitniej. I. Etyka seksualna Katolicka doktryna etyczna opiera moralno˜† seksualn¥ na podstawach okre˜lonych rozumn¥ natur¥ czˆowieka (12). W tradycyjnej etyce tomistycznej podstawy te uto¾samiaˆy si© z prawem naturalnym, czyli wˆa˜ciwym tylko czˆowiekowi ˆadem moralnym, a jednocze˜nie «r¢dˆem szczeg¢ˆowych norm jego post©powania. Wsp¢ˆcze˜ni autorzy tomistyczni oraz chrze˜cijaäscy fenomenologowie szukaj¥ «r¢deˆ moralno˜ci seksualnej gˆ¢wnie w strukturze osoby ludzkiej. Prawo naturalne, jako skodyfikowany system norm, kojarzy si© z bezwzgl©dno˜ci¥ nakazu panuj¥cego nad czˆowiekiem autorytetu. Natomiast osoba ludzka przedstawia egzystencjalnie dan¥ rzeczywisto˜† wcielon¥ w ¾ywych, konkretnych podmiotach. Ka¾dy z nich nosi w sobie pierwiastek ducha (sacrum), na kt¢rym opiera si© wielko˜† i godno˜† jego natury. Moralno˜† seksualna jest wi©c nie tylko fenomenem wyˆ¥cznie ludzkim, ale ponadto fenomenem uczestnicz¥cym w osobuwej godno˜ci czˆowieka. Integralno˜† osoby ludzkiej stanowi podstawowy czynnik warunkuj¥cy odczytanie sensu i znaczenia seksualno˜ci w realizowaniu si© czˆowieka. Dualistyczna koncepcja przeciwstawiaj¥ca dusz© ciaˆu wywarˆa silny wpˆyw na dezintegracj© prze¾y† w sferze seksualnej. Doszˆo do przeciwstawienia si© sobie dw¢ch element¢w pˆciowo˜ci: kontaktowego i prokreacyjnego. A. K©piäski zwraca uwag© na fakt, ¾e nasilenie pop©du pˆciowego u zwierz¥t wyst©puje w krt¢kich odcinkach czasu zwi¥zanego z ruj¥. W ten spos¢b dynamika pop©du zbli¾a si© bardziej do dynamiki innych podstawowych potrzeb biologicznych. W czˆowieku natomiast pop©d seksualny wyst©puje stale jako czynnik konstytuuj¥cy jego natur© i oddziaˆywuj¥cy na jego zachowanie od dzieciästwa a¾ do ˜mierci (8). Generator energii zwi¥zany ze sfer¥ seksualn¥ uzdalnia czˆowieka do wychodzenia z wˆasnej izolacji, sprzyja gotowo˜ci bycia darem dla drugiego czˆowieka i wzajemnego przyj©cia jego jako daru. Znaczenie owego generatora nie sprowadza si© do fenomenu zwi¥zku dwojga os¢b odmiennej pˆci, tworz¥cych maˆ¾eästwo przeksztaˆcaj¥ce si© w rodzin. Dynamika seksualna uczestniczy r¢wnie¾ w relacjach mi©dzyosobowych jako czynnik sprzyjaj¥cy otwarciu si© na drugiego czˆowieka, jako dar budowania jedno˜ci. Jest to wi©c dynamika ukierunkowana na mi©dzyosobow¥ komunikacj©. Szczeg¢ln¥ postaci¥ wyra¾ania si© dynamiki seksualnej jest powstanie wyˆ¥cznej i trwaˆej wi©zi mi©dzy m©¾czyzn¥ i kobiet¥, kiedy to dwoje staj¥ si© "jednym ciaˆem" realizuj¥c swe maˆ¾eäskie i rodzicielskie powoˆanie dla osi¥gni©cia peˆni swego czˆowieczeästwa. 104 105 Na obszarze caˆej sfery pop©dowej czˆowiek jest sobie zadany. Prawidˆowo˜† ta wyst©puje zar¢wno w sferze pˆciowej, jak w sferze pop©du samozachowawczego, poznawczego, pop©du do posiadania itp. W procesie wychowania i samowychowania trudno nie zauwa¾y† oddziaˆywaä dezintegruj¥cych, odnosz¥cych si© szczeg¢lnie do sfery pˆciowej. Sfera ta staˆa si© terenem eksploatacji dla wydobywania z niej maksimum przyjemnych doznaä. Napi©cie zwi¥zane ze sfer¥ pˆciow¥ traktuje si© jako  -l¢uC~:.^..^.1ll T~."-=C2ø_~rm wyzwalacz energn bezuzytecznej, bo siui¥ccj wyu`or.:zu r,.~ napi©cie to jest cenn¥ energi¥, przjawiaj¥c¥ zdolno˜† du¾ej plastyczno˜ci. Caˆy problem etycznego wychowania czˆowieka w sferze pˆciowej sprowadza si© do podj©cia dziaˆaä warunkuj¥cych przetwarzania poruszeä pop©dowych, ich przemienianie i uwewn©trznianie dla wydobywania z nich tre˜ci sˆu¾¥cych mi©dzyludzkiej komunikacji, wyra¾anej zgodnie z etapem rozwoju czˆowieka i drog¥ jego powoˆania. Niedocenianie procesu przemian i ukierunkowania energii seksualnej sprawia, ¾e samo opanowywanie si© nie jest w stanie skutecznie przezwyci©¾a† utrzymywania si© negatywnych wzorc¢w zachowaä. Przetworzona energia mo¾e zasila† r¢¾ne formy aktywno˜ci i uczestniczy† w pogˆ©bianiu wi©zi czˆowieka z otaczaj¥cym ˜wiatem. II. Wychowanie dzieci i mˆodzie¾y w nurcie integralnego prze¾ywania seksualno˜ci 3. Elementy ludzkiej seksualno˜ci, zar¢wno tizyczne, jak r¢wnie¾ duchowe, psychologiczne czy prokreacyjne, powinny by† zrozumiane i zintegrowane przez czˆowieka w ka¾dej fazie ¾ycia. 4. Miˆo˜†, wielkoduszno˜†, wierno˜† i staˆo˜† maˆ¾onk¢w daje poczucie bezpieczeästwa im jako osobom, a tak¾e ich dzieciom. Wiedza o sobie i o wsp¢ˆmaˆ¾onku warunkuje wˆa˜ciwe relacje. Odpowiedzialno˜† za regulacj© pocz©† mie˜ci si© integralnie w ruch relaciach 5.'Proces wychowania powinien by† rozumiany jako udzielanie informacji w ramach dialogu, co oznacza jednocze˜nie wysˆuchanie i akceptacj© siebie nawzajem na r¢wnej pˆaszczy«nie (osoba w stosunku do osoby czy maˆ¾eästwo w stosunku do maˆ¾eästwa). W ten spos¢b maˆ¾eästwo staje si© odpowiedzialne nie tylko za przyj©t¥ metod© regulacji pocz©†, lecz za dobrowolnie wybran¥ drog© ¾ycia w miˆo˜ci wzajemnej. 6. W tym kontek˜cie naturalne planowanie rodziny okre˜la si© jako dialog wiod¥cy do odpowiedzialnego rodzicielstwa opartego na wyksztaˆconej ˜wiadomo˜ci i akceptacji cyklicznych faz pˆodno˜ci i niepˆodno˜ci. Wynikaj¥ca z miˆo˜ci pow˜ci¥gliwo˜e w ¾yciu maˆ¾eäskim staje si© podstaw¥ tego dialogu. Program nakre˜lony przez JFFLP jest sp¢jny, oparty na podstawach wszechstronnego rozwoju czˆowieka. Program ten zmierza do wychowania mˆodego pokolenia w duchu szacunku dla osoby i odpowiedzialno˜ci w dziedzinie prokreacji. Przysposobienie do ¾ycia w rodzinie, mieszcz¥ce si© w programie szkolnym, pozostaje pod dominuj¥cym wpˆywem seksuolog¢w upatruj¥cych w skrajnym biologizmie i antykoncepcji narz©dzie do rozwi¥zania problemu erotyzmu mˆodzie¾y. Abstrahuj¥c od ekologicznych zniszczeä, jakich dokonuje antykoncepcja na terenie pˆciowo˜ci czˆowieka, tworzy ona mentalno˜† charakteryzuj¥c¥ si© l©kiem przed pˆodno˜ci¥, ucieczk¥ przed poznaniem i akceptacj¥ prawidˆowo˜ci naturalnych zwi¥zanych z biologicznym rytmem pˆodno˜ci i niepˆodno˜ci oraz ksztaˆtuje postawy skierowane przeciw ¾yciu. Mi©dzynarodowe Towarzystwo Promocji Tycia w Rodzinie (International Federation for Family Life Promotion + JFFLP) przeciwstawiˆo sw¢j program mi©dzynarodowej, zorganizowanej akcji kontroli urodzeä (Birth (:ontrol), znajduj¥cej odzwierciedlenie w programie Towarzystwa Rozwoju Rodziny. Stoi ono na stanowisku, ¾e "czˆowiek potrzebuje wychowania, aby m¢gˆ wzrasta† w wolno˜ci, wiedzy o sobie i odpowiedzialno˜ci za caˆy sw¢j potencjaˆ rozwojowy jako osoba (3). Nast©puj¥ce zasady i odniesienia uzasadniaj¥ to prze˜wiadczenie: 1. Rodzina, stanowi¥ca zasadnicz¥ podstaw© rozwoju spoˆeczeästwa, skˆada si© z trzech istotnych element¢w: m©¾czyzny jako osoby m©¾a i ojca, kobiety jako osoby ¾ony i matki, dziecka obecnego aktualnie lub potencjalnie, uznanego za osob© od pocz©cia. 2. Rozw¢j czˆowieka jako osoby jest procesem powolnym i ci¥gˆym. Przezwyci©¾anie trudno˜ci i wzmacnianie osi¥gni©† rozwojowych wydaje si© konieczn¥ cz©˜ci¥ tego procesu. Qdnosi si© to do wszystkich aspekt¢w osobowo˜ci, ˆ¥cznie ze sfer¥ pˆciow¥. III. Ekologiczne aspekty prokreacji Warunkiem wej˜cia na wˆa˜ciwy tor my˜lenia rokuj¥cego pomy˜lny rozw¢j zwi¥zku maˆ¾eäskiego jest akceptacja pˆodno˜ci. O ile antykoncepcja jest beznadziejn¥ pr¢b¥ ucieczki od pˆodno˜ci, o tyle naturalne planowanie rodziny umo¾liwia otwarte odniesienie si© do tego faktu. Pˆodno˜† staje si© czynnikiem wi©ziotw¢rczym, je˜li zostanie rozpoznana i zaakceptowana jako zdolno˜† obop¢lna m©¾czyzny i kobiety, wymagaj¥ca odniesienia si© do niej z szacunkiem dla godno˜ci obojga. W my˜leniu antykoncepcyjnym pˆodno˜† funkcjonuje gˆ¢wnie jako wˆa˜ciwo˜† kobieca, kt¢rej przeciwstawiano arsenaˆ ˜rodk¢w niszcz¥cych wielokrotnie w spos¢b trwaˆy zdrowie kobiety. Naturalny rytm pˆodno˜ci i niepˆodno˜ci wyst©puj¥cy w cyklu kobiecym, ale funkcjonuj¥cy dla obojga, okre˜la r¢wnorz©dne uczestnictwo pary maˆ¾eäskiej w realizowaniu zamierzeä prokreacyjnych. Uwzgl©dnienie we wzajemnych relacjach caˆej rzeczywisto˜ci pˆci z jej pˆodno˜ci¥ sprzyja radosnemu prze¾ywaniu cyklicznego okresu niepˆodno˜ci, kiedy to wyra¾anie blisko˜ci zachowuje sw¥ autonomiczno˜† ich wzajemnej wi©zi bez anga¾owania zdolno˜ci prokreacyjnej. Jednocze˜nie wyksztaˆca si© afirmacja okresu pˆodno˜ci ze wszystkimi ograniczeniami jako czasu gˆ©bokich przeksztaˆceä i transformacji napi©† w sferze pˆciowej w kierunku uzewn©trznienia doznaä pogˆ©biaj¥cych wi©«. U¾ycie okre˜lenia "czas gˆ©bokich przeksztaˆceä" zamiast "wstrzemi©«liwo˜†" ukazuje plastyczno˜† w sposobie prze¾ywania poruszeä i napi©† w sferze pˆci. T¥ drog¥ dochodzi do wyksztaˆcenia si© wielopˆaszczyznowych odniesieä. Prze¾ywaniu okresu 106 107 pˆodno˜ci, z zachowanym dystansem wobec odst¥pienia od zbli¾eä, ma towarzyszyc postawa tw¢rcza, otwarta na jak najpeˆniejszy dialog. Czerpanie rado˜ci i zadowolenia z kontaktu w okresie naturalnej niepˆodno˜ci sprzyja podtrzymywaniu pozytywnego nastroju w okresie pˆodno˜ci, gdy wyˆ¥czenie zbli¾eä jest prost¥ konsekwencj¥ nie wypowiadania zamiaru pocz©cia dziecka. W proponowanym stylu prze¾ywania naprzemiennych faz cyklu ukazuje si© caˆa rzeczywisto˜† i tratno˜† okre˜lenia miˆo˜ci "ZaWJGC pludlic)", vZy it Zac': S:.e tw^rCT.el, ^tl4n¥_rtrj na ¾ycie. Owa otwarto˜† na ¾ycie sprzyja budowaniu i doskonaleniu wi©zi, bez kt¢rej zar¢wno maˆ¾onkowie jak i dzieci nie miaˆyby poczucia bezpieczeästwa. Nowoczesne i uwzgl©dniaj¥ce wymogi ekologiczne podej˜cie do problemu prok reacyjnego zdaje si© sprzyja† przekonaniu, ¾e naturalne planowanie rodziny zostanie zrozumiane i przyj©te w coraz szerszych kr©gach spoˆeczeästwa. Ignorancji na ten temat jest coraz wi©cej, zatem o dalszym post©pie i upowszechnianiu si© metod naturalnej regulacji pocz©† zadecyduje zainteresowanie, kultura oraz aktywno˜† maˆ¾eästw zainteresowanych doskonaleniem ¾ycia na r¢¾nych jego ˜cie¾kach, W ginekologicznej praktyce lekarskiej na szerok¥ skal© stosuje si© dziaˆania sprzeczne z wymogami ekologii, niszcz¥ce zdrowie kobiety w zakresie funkcji pˆciowych. Do dziaˆaä tych nale¾¥: 1. regulowanie dˆugo˜ci cyklu, 2, "wywoˆywanie miesi¥czek", 3. nadu¾ywanie gestagen¢w. 1. Nawyk my˜lenia antykoncepcyjnego idzie w parze z nieznajomo˜ci¥ cyklu w kr©gach profesjonalist¢w. W rezultacie wiele kobiet zgˆaszaj¥cych si© do poradni ginekologicznej uzyskuje bˆ©dn¥ ocen© zjawisk zachodz¥cych w jej organizmie. Badania naukowe i obserwacje podejmowane przez miliony kobiet wykazaˆy, ¾e tylko druga faza cyklu, czyli okres czasu od jajeczkowania do wyst¥pienia krwawienia miesi¥czkowego jest staˆa i wynosi okoˆo 14 dni, podczas gdy pierwsza faza, czyli okres od pocz¥tku cyklu do wyst¥pienia jajeczkowania, nawet u najzdrowszych kobiet, mo¾e wykazywa† znaczne odchylenia od przeci©tnej dˆugo˜ci. O ile II faza pozostaje pod dominuj¥cym wpˆywem hormonu, jakim jest ciaˆko ¾¢ˆte, o tyle na przebieg I fazy wywiera wpˆyw wiele czynnik¢w natury psychogennej, jak stresy, du¾e nat©¾enie pracy, zmiany klimatu, ci©¾kie prze¾ycia itp. Ponadto nawet znaczne wydˆu¾anie si© fazy dojrzewania p©cherzyka bywa po prostu cech¥ konstytucjonaln¥ u danej kobiety. We wszystkich tych przypadkach "regulowanie" cyklu z zastosowaniem preparat¢w hormonalnych nie prowadzi do celu, natomiast ubocznie oddziaˆywuje ujemnie na funkcjonowanie jajnik¢w i na caˆy ukˆad steruj¥cy cyklem. 2. Wiele kobiet zgˆasza si© do lekarza w celu "wywoˆania op¢«niaj¥cej si© miesi¥czki". Ju¾ samo sformuˆowanie problemu dowodzi nieznajomo˜ci cyklu. Z tak¥ spraw¥ nie zgˆosi si© ¾adna kobieta prowadz¥ca ci¥gˆ¥ obserwacj© zmian zachodz¥cych w cyklu, zwˆaszcza wydzielania ˜luzu i przebiegu podstawowej temperatury ciaˆa. Poniewa¾ ciaˆko ¾¢ˆte, powstaˆe w p©kni©tym p©cherzyku, utrzymuje sw¥ aktywno˜† w ci¥gu dw¢ch tygodni, po czym zanika, miesi¥czka nigdy si© nie sp¢«nia w stosunku do dnia jajeczkowania daj¥cego si© trafnie oznaczy† na podstawie wymienionych wy¾ej obserwacji. W nagminnej praktyce lekarz nie tylko nie prostuje bˆ©dnych wyobra¾eä pacjentki, ale ugruntowuje j¥ w jej bˆ©dzie, podejmuj¥c r¢wnocze˜nie dziaˆanie skierowane przeciwko zapocz¥tkowanej ci¥¾y, nadu¾ywaj¥c gestagen¢w. Przedˆu¾anie si© II fazy cyklu powy¾ej 18 dnia jest niew¥tpliwym nast©pstwem pocz©cia dziecka. Swiadomo˜† powi¥zania tych zjawisk zaciera si© na tle og¢lnej niewiedzy, zwˆaszcza, ¾e trzecia cz©˜† pocz©tych dzieci obumiera bardzo wcze˜nie i tylko wydˆu¾ona o kilka dni I I faza cyklu oraz obfitsze i dˆu¾sze krwawienia wskazuj¥ na ren epizud. 3. Nadu¾ywanie gestagen¢w jest dziaˆaniem antyekologicznym, niszcz¥cym zdrowie kobiety nie tylko w zakresie funkcji pˆciowych. IV. Obrona pocz©tego dziecka Z ochron¥ i obron¥ pocz©tego dziecka wi¥¾e si© bezpo˜rednio problem tzw. "wskazaä do przerywania ci¥¾y". Ju¾ samo u¾ycie i posˆugiwanie si© tym terminem "wskazaä lekarskich do przerywania ci¥¾y" jest sprzeczne z zasadami deontologicznymi lekarskimi. Nic mo¾e przecie¾ by† wskazaä lekarskich do zabijania czˆowieka, a zwˆaszcza do zab¢jstwa przez czˆowieka, kt¢rego gˆ¢wnym obowi¥zkiem etycznym jest ratowanie, ochrona oraz obrona ¾ycia ludzkiego. Poradnictwo antykoncepcyjne peˆni funkcj© upowszechniania patologii indywidualnej, rodzinnej i spoˆecznej. R¢wnolegle ze szkodliwym oddziaˆywaniem na organizm kobiecy wyst©puje zagro¾enie zdrowia populacji dzieci pocz©tych w p¢¾niejszym terminie, ju¾ po odstawieniu ˜rodk¢w hormonalnych b¥d¾ chemicznych. Ponadto nowoczesna antykoncepcja preferuje ˜rodki wczesnoporonne, do kt¢rych nale¾y wkˆadka domaciczna oraz tabletka hormonalna, zwˆaszcza jej nowsze generacje. Szczeg¢lne miejsce w praktyce ginekologicznej zajmuj¥ sztuczne poronienia. Problem tzw. "wskazaä lekarskich" do "przerwania ci¥¾y". Podmiotowo˜† moralna i prawna dziecka pocz©tego (nasciturus) nie znajduje ¾adnego odzwierciedlenia w ˜wiadomo˜ci nauczycieli medycyny okre˜laj¥cych odpowiedzialno˜† lekarza zwi¥zan¥ z dokonywaniem sztucznych poronieä. Przykˆadem mo¾e by† fragment, zaczerpni©ty z podr©cznika dla student¢w medycyny: "z lekarskiego punktu widzenia zabieg przerwania ci¥¾y jest niew¥tpliwie nieoboj©tny dla zdrowia ci©¾arnej kobiety... Z ka¾dym zabiegiem wi¥¾e si© pewne ryzyko, chocia¾by z uwagi na konieczno˜† wprowadzenia w narkoz© ... Rozszerzenie szyjki stwarza mo¾liwo˜† jej naddarcia, «r¢dˆem ryzyka jest upˆyw krwi przy odklejaniu jaja pˆodowego od silnie ukrwionej i doczesnowo zmienionej bˆony ˜luzowej macicy ..." Takie okre˜lenia, jak zabieg i przerywanie ci¥¾y tworz¥ dymn¥ zasˆon©, spoza kt¢rej nie wida† pocz©tego czˆowieka. W podrozdziale wspomnianego podr©cznika zatytuˆowanym "Przerywanie ci¥¾y", mieszcz¥cym si© w rozdziale dotycz¥cym regulacji urodzeä, wymieniono 170 chor¢b maj¥cych stanowi† tzw. wskazanie lekarskie do zabicia pocz©tego dziecka (2). W˜r¢d tych jednostek chorobowych znajduj¥ si© takie, jak zapalenie sk¢ry i mi©˜ni, 108 I 109 olbrzymie ¾ylaki koäczyn dolnych, na˜wietlenie promieniami Roentgena ci©¾arne( macicy, przebycie chorb psychicznych zwi¥zanych z ci¥¾¥ i pologiem, wyst¥pienie u kt¢rego˜ z rodzic¢w lub u kt¢rego˜ z dzieci choroby psychicznej itp. Przytoczone przykˆadowo choroby, umieszczone na li˜cie zagro¾eä - ¾yciu, czy zdrowiu? - kobiety, budz¥ zrozumiaˆe zdziwienie i istotne zastrze¾enia. Istotne zastrze¾enia wzbudza jednak nie tylko rodzaj choroby, ale metodologiczne potraktowanie problemu: tutaj rozpatruje si© chorob© w oderwaniu od konkretnego czˆowieka. Przecie¾ ka¾da z wymienionych na tej li˜cie chor¢b mo¾e mie† u danej kobiety bardzo r¢¾ny przebieg. Wa¾ny bywa tak¾e wpˆyw samej ci¥¾y na aktywno˜† procesu chorobowego. To ostatnie stwierdzenie zilustruj© kilkoma przykˆadami. Przypominam sobie kobiet© z nadci˜nieniem samoistnym (choroba ta figuruje tak¾e jako wskazanie do stracenia dziecka), kt¢ra miaˆa jedno tylko pragnienie: aby ci¥¾a trwaˆa jak najdˆu¾ej, cho†by caˆy rok. Dlaczego? Poniewa¾ w qkresie caˆych dziewi©ciu miesi©cy ci˜nienie krwi obni¾yˆo si© u niej znacznie, a jednocze˜nie ust¥piˆy dokuczliwe migreny towarzysz¥ce wysokiemu ci˜nieniu. Inny przykˆad. Trzej ginekolodzy orzekli, niezale¾nie od siebie, ¾e rodzice powinni pozby† si© dziecka ze wzgl©du na kilkakrotne na˜wietlenie podbrzusza matki promieniami Roentgena po zˆamaniu ko˜ci miednicy podczas wypadku samochodowego. Rodzice, pomimo roztoczenia przed nimi ponurych perspektyw, zdecydowali inaczej: przyjmuj¥ dziecko takie, jakim b©dzie. Po sze˜ciu miesi¥cach urodziˆo si© dziecko zdrowe, bez ¾adnych nast©pstw zwi¥zanych z na˜wietleniem. �r¢dˆem wielkiej rozterki byˆo o˜wiadczenie kierowniczki Kliniki Diabetologicznej Akademii Medycznej, z kt¢r¥ wsp¢ˆpracowaˆem jako konsultant. Matce, kt¢ra urodziˆa troje dzieci, zaleciˆa stanowczo pozbycie si© czwartego z uwagi na zaawansowan¥ posta† cuk˜zycy. Orzekˆa nieuchronno˜† powikˆaä w przypadku kontynuowania ci¥¾y. W tym przypadku kobieta nie zastosowaˆa si© do narzuconych jej zaleceä i urodziˆa czwarte dziecko w dobrym stanie. Co wi©cej, stan jej zdrowia wyra«nie si© poprawiˆ. Z takiego przebiegu cukrzycy u wymienionej chorej skorzystaˆem i ja osobi˜cie: do˜wiadczenie to wpˆyn©ˆo na zmniejszenie nacisk¢w na mnie z powodu nie stawiania wskazaä do przerwania ci¥¾y. W 1975 roku przeprowadziˆem analiz© przebiegu sztucznych poronieä dokonanych u 857 kobiet w jednej z klinik ginekologicznych na terenie Polski (6). Z og¢lnej liczby "zabieg¢w" 846 wykonano "ze wskazaä spoˆecznych", za˜ 11 "ze wskazaä tzw. lekarskich". W˜r¢d chor¢b uzasadniaj¥cych dokonanie sztucznego poronienia znajdowaˆy si© takie, jak niedokrwisto˜† hemolityczna, niedawno wykonana urografia roentgenowska, uraz czaszki po wypadku samochodowym, stan po przebytym zapaleniu mi©˜nia sercowego w zwi¥zku z przebyt¥ w dzieciästwie chorob¥ reumatyczn¥. W tym ostatnim przypadku dla przyzwoito˜ci u¾yto formuˆy: "wskazanie spolecznolekarskie". Przeprowadzona analiza pozwoliˆa mi na wyprowadzenie nast©puj¥cych wniosk¢w: 1. na 11 przypadk¢w zakwalifikowanych jako wskazanie lekarskie, przynajmniej u sze˜ciu kobiet trudno dopatrzy† si© zagro¾enia dla zdrowia matki z tytuˆu przebytej lub istniej¥cej choroby; w jednym przypadku sztuczne poronienie wykonano z uwagi na rzekome zagro¾enie dziecka; 2. jedna kobieta straciˆa ¾ycie na skutek przeprowadzonego "-nabiegu", przy czym sekcja zwˆok ujawniˆa, ¾e wada serca stanowi¥ca "wskazanie" do sztucznego poronienia nie spowodowaˆa zaburzeä w kr¥¾eniu, uniemo¾liwiaj¥cych bezpieczne kontynuowanie ci¥¾y. Nasuwa si© wobec tego pytanie, czy nie nazbyt pochopnie upatruje si© .. ~.....~Z.ny :: ~Or~..awaau SYvSvhii raiOwa¥aia Zyia ii`aiki YiW u Za~Cir~†eiW li ~~ t† aiW ny dziecka. Mo¾e wi©ksze niebezpieczeästwo grozi jej ze strony lekarza? Etyce i deontologii lekarskiej byˆo po˜wi©cone sympozjum w Bydgoszczy, zorganizowane przez nauczycieli akademickich i student¢w tamtejszego wydziaˆu lekarskiego (I1) w dniu 14 marca 1981 roku. Co najmniej kilka wypowiedzi w dyskusji zasˆuguje na szczeg¢ln¥ uwag©. Przytocz© niekt¢re: "Mo¾e nie zaryzykowaˆbym powiedzenia, ¾e w chwili obecnej w og¢le medycyna nie zna wskazaä do przerwania ci¥¾y, bo to byˆoby na pewno nie˜cisˆe, ale zaryzykuj©, ¾e w medycynie wewn©trznej tych wskazaä jest niesˆychanie maˆo" (prof. dr hab. Bogdan Romaäski). "`Ji~ naszej klinice (ginekologicznej) wykonano 24 zabiegi przerwania ci¥¾y ze wskazaä lekarskich. Po dokˆadnej analizie uwa¾am, ¾e tylko dwa przypadki nadaj¥ si© do takiej kwalifikacji" (doc. dr hab. Wiesˆaw Szymaäski). "Absolutnie nie mog© si© zgodzi† z tym, ¾e zabieg przerwania ci¥¾y jest zabiegiem lekarskim, a wi©c termin "wskazanie lekarskie" trzeba zast¥pi† jakim˜ innym terminem" (prof. dr hab. Adam Bilikiewicz). Opinia Bilikiewicza trafia w sedno sprawy. Lekarz nie mo¾e ro˜ci† sobie prawa do wydawania wyrok¢w ˜mierci na czˆowieka, a przecie¾ taki jest sens okre˜lenia "wskazanie lekarskie do przerwania ci¥¾y". Ga terminem "przerwanie ci¥¾y" kryje si© zabicie pocz©tego dziecka. Podtrzymywanie tego sformuˆowania deprawuje my˜lenie adept¢w medycyny i stawia lekarza w pozycji nadczˆowieka, kt¢remu przysˆuguje niezwykˆy przywilej: przywilej u˜miercenia niewinnych istot ludzkich. Istota rzeczy polega na tym, ¾e taki przywilej jest bezprawny, niezale¾nie od motyw¢w skazywania na ˜mier†. Natomiast w przypadkach bezpo˜redniego zagro¾enia ¾ycia matki wyˆonienie dziecka stwarza mu jak¥˜ szans© prze¾ycia, zale¾nie od stopnia dojrzaˆo˜ci i warunk¢w dalszegj inkubacji, matce natomiast przynosi odci¥¾enie od dalszego trwania procesu ci¥¾owego. Podtrzymywanie, a wcale nierzadko wprost forsowanie rzekomej konieczno˜ci zabijania z tzw. "wskazaä lekarskich" dzieci pocz©tych wykorzystuje si© dla usprawiedliwienia tak¾e "wskazaä spoˆecznych". W rzeczywisto˜ci chodzi o wyj¥tkowe sytuacje, w kt¢rych lekarz powinien uczyni† wszystko co mo¾liwe, bo chroni† oba ¾ycia, jakkolwiek dziaˆanie jego nie zawsze b©dzie uwieäczone sukcesem. W ka¾dym razie zakˆadanie metodyczne zabicia dziecka "dla ratowania matki" jest przykˆadem zafaˆszowania obrazu sytuacji i tendencyjnego uzasadnienia motyw¢w dziaˆania, sprzecznego z deontologi¥ lekarsk¥. Lekarze, poˆo¾ne oraz sˆuchaczki szk¢ˆ medycznych, respektuj¥cy ˜wi©to˜† i nietykalno˜e pocz©tego dziecka, maj¥ punkt oparcia dla wyra¾ania sprzeciwu w przy 110 111 padku narzucania im post©powania niezgodnego z duchem etyki lekarskiej. W dniu 3 czerwca 1967 roku, po kilku latach pracy przygotowawczej, zostaˆy zatwierdzone przez Walne Zgromadzenie Delegat¢w Polskiego Towarzystwa Lekarskiego "Zasady etyczno-deontologiczne" (14). W˜r¢d zasad szczeg¢ˆowych znajduje si© zasada oznaczona numerem si¢dmym, sformuˆowana w spos¢b nast©puj¥cy: "Lekarz powinien odm¢wi† wykonania czynno˜ci, kt¢re wedˆug jego przekonania i sumienia mog¥ by† a~icuuiiwc iuu nicciywuc" ( i). Znamienna jest wypowied« dr Bernarda Nathansona, autora filmu pt. "Niemy krzyk", w kt¢rym - dzi©ki nowoczesnej aparaturze ultrad«wi©kowej - po raz pierwszy mo¾na zobaczy† przebieg procedury sztucznego poronienia od strony ofiary, to jest od strony dziecka poddanego torturom i caˆej przemy˜lnej technice zabijania. Znamienne s¥ sˆowa komentarza: "Doszedˆem do wniosku, ¾e nie ma ¾adnej istotnej r¢¾nicy" - m¢wi autor filmu - "Mi©dzy dziesi©ciotygodniowym pˆodem i dzieckiem w okresie okoˆoporodowym. Dokonywanie sztucznego poronienia jest dzieciob¢jstwem. Zabijany pˆ¢d doznaje takich samych cierpieä jak dorosˆy torturowany skazaniec ... Zniszczenie ¾yj¥cej istoty ludzkiej nie stanowi ¾adnego rozwi¥zania kwestii indywidualnej czy spoˆecznej. Odwoˆywanie si© do takiego gwaku jest zgod¥ na naukow¥ i etyczn¥ degradacj©". Po II wojnie ˜wiatowej nast¥piˆo zderzenie dw¢ch przeciwstawnych zjawisk: z jednej strony wydano wiele mi©dzynarodowych pakt¢w i deklaracji gwarantuj¥cych niezbywalne prawa dzieci przed ich urodzeniem si© oraz kodeks¢w deontologicznych nakazuj¥cych chroni† Tycie czˆowieka od chwili jego pocz©cia, z drugiej za˜ nast¥piˆo upowszechnienie si© ustawodawstwa legalizuj¥cego sztuczne poronienia. W naszym kodeksie prawa cywilnego obok ustawy "O dopuszczalno˜ci przerywania ci¥¾y" z dnia 27.IV.1956 r. ( 12), nie brak odniesieä do okresu przedurodzeniowego w duchu ochrony jego d¢br osobistych. Czˆowiekowi w tym okresie przysˆuguje prawo spadkowe, w razie potrzeby ustanawia si© dla niego kuratora. Po urodzeniu si© czˆowieka mo¾e uzyska† odszkodowanie, je˜li poni¢sˆ trwaˆe szkody na zdrowiu w okresie swego ¾ycia wewn¥trzmacicznego. Wobec uznania praw czˆowieka pocz©tego w I fazie jego rozwoju kwestionowanie prawa do urodzenia si© jest krzycz¥cym absurdem. Nie mo¾na uzna† za obowi¥zuj¥ce w sumieniu prawo swobody wyboru zachowania ¾ycia ludzkiego lub jego zniszczenia. Prof. J. Bogusz w pracy po˜wi©conej eutanazji ( 1 ) przypomina hitlerowskie metody niszczenia "bezu¾ytecznych po¾eraczy chleba" i wyrok w Norymberdze z 1947 roku. Zwraca uwag© nast©puj¥cy fragment tekstu: "Z kr©gu rozwa¾aä na temat eutanazji wyˆ¥czy† nale¾y spraw© u˜miercania dzieci gˆ©boko upo˜ledzonych. Smier† eutanatyczna zakˆada, zgodnie z prawn¥ definicj¥, ˜mier† na ¾¥danie chorego i pod wpˆywem wsp¢ˆczucia dla niego. Gˆ©boko upo˜ledzone dziecko nie mo¾e wyrazi† takiego ¾¥dania, zreszt¥ takie ¾¥danie dziecka i tak nie mogˆoby by† uznane za wa¾ne. Co si© tyczy wsp¢ˆczucia, to mogˆoby chodzi† chyba o wsp¢ˆczucie rodzicom czy rodzic¢w dla siebie samych, a nie o wsp¢ˆczucie dziecku. Nie mo¾na by tego uwa¾a† za ˜mier† eutanatyczn¥, ale za zab¢jstwo. Opieraj¥c si© na rozwa¾aniach lekarskich i ludzkich wypada przyj¥†, ¾e zgˆadzanie tych dzieci jest nie do przyj©cia". Czytaj¥c powy¾szy tekst trudno nie my˜le† o dziecku w ukrytej fazie ¾ycia, kt¢rego "gˆ©bokie upo˜ledzenie" jest szczeg¢lnego rodzaju przez to, ¾e rzeczywisto˜† jego istnienia jest w ˜wiadomo˜ci ludzi mniej oczywista. Jest ono bardzo maˆe, nie mo¾na go ani zobaczy† ani dotkn¥† (cho† i to nie jest takie oczywiste!), a fakt, ¾e nie jest upo˜ledzone na zdrowiu, w niczym nie poprawia jego sytuacji. Opinia lekarska skˆonna jest przyjmowa† za dobr¥ monet© wsp¢ˆczucie samemu dziecku, kt¢re mogˆoby by† ~P�li.,m mlPV~ior w tvm nnn4riP orn-invi dNmavnvii ....."..C..Y,...., , ..._t,..,.,_ .. .~... r.,..~._._ o._..___, ______a..o__. Gdy przyjrzymy si© bli¾ej poˆo¾eniu dziecka gˆ©boko upo˜ledzonego z jednej strony i normalnego, ale pozostaj¥cego jeszcze w ˆonie matki z drugiej, zauwa¾ymy uderzaj¥ce podobieästwo sytuacji w obu przypadkach. W¢wczas to ˆatwo doj˜† do przekonania, ¾e wniosek wyprowadzony przez prof. Bogusza w stosunku do pierwszego z tych dzieci nie mo¾e by† inny w stosunku do tego drugiego. Gˆ¢wn¥ przeszkod¥ do przyj©cia tego oczywistego wniosku zdaje si© by† utrwalony bˆ©dny stereotyp my˜lenia, a mo¾e przede wszystkim brak ... wyobra«ni. Lekarzowi nie przysˆuguje prawo do zabicia chorego, "cho†by nawet w kraäcowych przypadkach", stwierdza Bogusz we wspomnianej pracy. Taki kraäcowy przypadek mo¾e zaistnie† wobec dziecka pocz©tego, kiedy wyst¥pi choroba zagra¾aj¥ca ¾yciu matki. Dora«ne rozwi¥zania takich wyj¥tkowych sytuacji nie mog¥ wi©c wypˆywa† z tzw. wskazania lekarskiego do zabicia dziecka, lecz z og¢lnych wytycznych odnosz¥cych si© do post©powania w kraäcowych zagro¾eniach ludzkiego ¾ycia. Niedowˆad etyczny w ginekologii wyra¾a si© z jednej strony stosowaniem "wskazaä lekarskich", z drugiej zaniedbaniem rzetelnej profilaktyki w postaci upowszechniania metod naturalnego planowania rodziny, by wdra¾a† odpowiedzialne odniesienie do zamiaru pocz©cia dziecka w warunkach niepeˆnego zdrowia z przewidywaniem ewentualnych zagro¾eä dla matki czy dziecka. —rodowisko naturalne ludzkiej seksualno˜ci i pˆodno˜ci ma swoje prawa i szanse prawidˆowego rozwoju. Znajomo˜† tego ˜rodowiska to obowi¥zek etyczny ka¾dego czˆowieka, a zwˆaszcza pracownika sˆu¾by zdrowia. Pi˜miennictwo 1. J. Bogusz Czy zabijanie ma by† tak¾e zadaniem lekarzu w: T. Kielanowski (red) Etyku i deontologia lekarska PZWL Warszawa 1985 s. 91 2. A. Cekaäski Regulacjo urodzeä. Przerywanie ci¥¾y w: R. Klimek (red) Ginekologio PZWL 1982 s. 424-428 3. Constitution International Federation for Family Life Promation. Appendix A: Busie Principles June 1976 4. Dziennik Urz©dowy Ministerstwa Zdrowia i Opieki Spolecznej, 1968, poz. 35 5. Dziennik Urz©dowy MZ i OS 1956 poz. 61 113 112 6. W. Fijaˆkowski Wskazania lekarskie do przerwania ci¥¾y Materiaˆy Og¢lnopolskiej Sesji Naukowej Lekarzy i Teolog¢w. Krak¢w 8-9 luty 1978 Polskie Towarzystwo 'Teologiczne, Krak¢w, s. 36 7. Hippocrates Opera Omnia Lipsk 1892 8. A. K©piäski Z psychopatologii ¾ycia seksualnego PZWL Warszawa 1973, s. 9 9. T. Kielanowski (red) Etyka i deontologia lekarska dz. cyt. (0. J. Mazurkiewicz Ochrona dziecka pocz©tego w ˜wietle kodeksu rodzinnego i opiekuäczego. "Acta Umversttatts Wrattslavtensts" nr 4M5 Wrocˆaw tyts~, s. 37 l 1. Przerywanie ci¥¾y a deontologia lekarska Materiaˆy z sympozjum Studenckie Towarzystwo Naukowe na Wydziale Lekarskim II Filii Akademii Medycznej w Gdaäsku. Bydgoszcz 1981 s. 53 l2. T. —lipko ½ycie i ple† czlowieka Wyd. Apostolstwa Modlitwy Krak¢w 1978 s. 61 13. A. Tluczyäski Polskie lekarskie kodeksy deontologiczne Warszawa PZWL 1975 14. Zbi¢r zasad etyczno-deontologicznych polskiego lekarza Krak¢w KAW 1978, s. 5 J¢zef Sobczyäski i Ryszard Pachecka LEKARZ A PACJENT W WIEKU PODESZ�YM Ka¾dy moment ¾ycia jest ci¥gl¥ przeszlo˜ci¥ i przyszlo˜ci¥ i ka¾de dzi˜ jest ci¥gle wczoraj i jutro Cyprian Kamil Norwid Rozpatruj¥c problem leczenia pacjenta w wieku podeszˆym (w tym opracowaniu przyj©li˜my za wiek podeszˆy wiek powy¾ej 65 roku Tycia) powinni˜my zda† spraw© z tego, ¾e problem leczenia wi¥ie si© tu z sytuacj¥ socjaln¥ chorego. Sytuacja ta rzutuje w powa¾nym stopniu na leczenie pacjenta w ka¾dym wieku, ale w odniesieniu do pacjenta w wieku podeszˆym ma ona szczeg¢lne znaczenie. Problem wydaje si© wa¾ny, jako ¾e spoˆeczeästwo nasze starzeje si©, czego wyrazem jest coraz wi©ksza liczba pacjent¢w w podeszˆym wieku zgˆaszaj¥cych si© do przychodni i do szpitali. Zagadnienie to wi¥¾e si© oczywi˜cie z konieczno˜ci¥ uwzgl©dnienia wielu zagadnieä oraz wymaga zwr¢cenia uwagi na niekt¢re specyficzne dla geriatrii i gerontologii aspekty etyczne. Starzy ludzie w obecnym ˜wiecie staj¥ si© nierzadko samotni, bardziej samotni ni¾ to bywaˆo przed kilkoma dziesi¥tkami lat. Staj¥ si© samotni, gdy¾ nie ma dla nich naleiytego miejsca w domu rodzinnym. Niechwalebna emancypacja spowodowaˆa, ¾e "pani domu" - ¾ona i matka nieraz buntuje si© przeciw ograniczaniu jej roli do wykonywania obowi¥zk¢w gospodyni domowej. Zwykle pracuje ona zawodowo i nie wystarcza jej czasu i siˆ na zajmowanie si© dziadkami. Dla starych ludzi brak jest miejsca w rodzinach, brak jest miejsca w szpitalach i w domach pomocy spoˆecznej. Dochodzi nierzadko do sytuacji, kt¢r¥ mo¾na okre˜li† mianem sieroctwa spoˆecznego. W tym okresie ¾ycia wpˆyw ˜rodowiska na organizm ludzki, na ksztaˆtowanie zdrowia fizycznego i psychicznego wyst©puje w spot©gowanym stopniu. St¥d rola lekarza wobec pacjenta w podeszˆym wieku jest szczeg¢lna. Musi on uwzgl©dni† zar¢wno stron© kliniczn¥, jak i zesp¢ˆ aspekt¢w socjalnych, w kt¢rych znajduje si© pacjent. To wszystko stawia lekarza nie tylko wobec konieczno˜ci pogˆ©bienia wiedzy z zakresu geriatrii, ale stawia go wobec szczeg¢lnych wymog¢w etycznych. Te wymogi etyczne wi¥¾¥ si© m.in. z faktem, ¾e okre˜lenie "pochyˆe drzewo" odnosz¥ce si© do czˆowieka starego dotyczy jego biologicznej struktury, natomiast aspekt duchowy istoty ludzkiej w wieku podeszˆym jest cz©sto bardzo rozwini©ty i bogaty. Ludzie starsi wykazuj¥ umiej©tno˜† syntezy, wynikaj¥c¥ z dˆugiego ¾ycia i bogatego do˜wiadczenia. Czˆowiek w wieku podeszˆym nierzadko przewy¾sza swoj¥ m¥dro˜ci¥ og¢ln¥ lekarza, do kt¢rego 114 115 si© zgˆasza po porad© w sprawie szwankuj¥cego zdrowia. Bywa, ¾e nie znajduje zrozumienia ju¾ od chwil wej˜cia du "sanktuarium zdrowia", jakim jest przychodnia, szpital czy te¾ klinika. Aby to dobrze zrozumie†, wystarczy chocia¾by raz by† pacjentem w szpitalu czy w przychodni, wystarczy raz oczekiwa† na przyj©cie przez lekarza czy nu badanie dodatkowe. Widzimy w¢wczas i potrafimy doceni†, jak wielk¥ spraw¥ jest ¾yczliW c,˜† i u˜miech, z kt¢rymi to atrybutami nam pacjentom - pracownikom sˆu¾by ZdrOWlB, cz©˜cieY ZQaIZa Sl© SPULkdI. nU Yv~.v~tdlyi'a. Proces leczenia zaczyna si© ju¾ od zetkni©cia si© chorego z pierwszym pracownikiem sˆu¾by zdrowia, cz©sto od rejestratorki albo personelu szpitalnej izby przyj©†. Powinni˜my zdawa† sobie spraw©, ¾e my w jakiej˜ mierze proces ten ksztaˆtujemy. Stwarzanie nale¾ytej atmosfery, przybieranie postawy otwarto˜ci i ¾yczliwo˜ci wobec chorych jest przez ludzi w starszym wieku gˆ©biej odczuwane ni¾ przez ludzi mˆodch czy nawet w ˜rednim wieku. Nasza postawa jest widoczna i dla chorych i dla wsp¢ˆpracuj¥cych z nami. Jest przykˆadem, powinna by† dobrym przykˆadem. Osi¥gni©cia farmakoterapii ostatnich lat, pozwalaj¥ce na bardziej efektywne leczenie, stwarzaj¥ nierzadko okazje du pulipragmazji. Tendencja ta wynika z postawy zar¢wno lekarza, jak i pacjenta. W przypadkach leczenia ludzi w wieku podeszˆym tendencja ta ujawnia si© szczeg¢lnie ˆatwo, jako ¾e ludzie starzy cierpi¥ zazwyczaj na wiele chor¢b jednocze˜nie, co wymaga stosowania kilku lek¢w na raz. (:zˆowiek w podeszˆym wieku cz©sto bezkrytycznie zasi©ga porad lekarskich u wielu lekarzy. W leczeniu ludzi starych szczeg¢lnie nale¾y zainteresowa† si© rodzajem za¾ywanych przez pacjenta lek¢w, uwzgl©dni† mo¾liwo˜† kumulacji efekt¢w ich dziaˆania i dopiero w¢wczas zleci† nast©pne inne czy uzupeˆniaj¥ce leczenie. W przeciwnym razie u pacjent¢w tworz¥ si© skˆady lek¢w, co jest niewˆa˜ciwe z wielorakich powod¢w. Nale¾y ogranicza† liczb© zalecanych lek¢w do najniezb©dniejszych. Du¾a liczba lek¢w zwi©ksza nie tylko niebezpieczeästwo wyst¥pienia objaw¢w niepo¾¥danych, ale takie prawdopodobieästwo pomyˆek w sposobie przyjmowania i dawkowania lek¢w. Nierzadko, jako ordynuj¥cy lekarze mieli˜my mo¾no˜† spotka† pacjenta, kt¢ry przynosiˆ "fur©" lek¢w z pro˜b¥, aby wybra† te, kt¢re powinien stosowa†. Zdarza si©, ¾e pacjent zakˆopotany ilo˜ci¥ zleconych lek¢w wybiera sam... witaminy, a zaniedbuje u¾ywania lek¢w nasercowych, zmniejsza dawk© antybiotyk¢w czy innych wa¾nych lek¢w. Dzieje si© tak z tego powodu, ¾e lekarz nie zaj¥ˆ w tej sprawie nale¾ytego stanowiska, nie poinformowaˆ jak nale¾y. (:zy nie jest to wyrazem niewˆa˜ciwej postawy etycznej lekarza? Odr©bnym zagadnieniem jest zapisywanie lek¢w trudno dost©pnych, kt¢rych zdobycie wymaga wiele wysiˆku fizycznego i odporno˜ci psychicznej, a niekiedy i odpowiednich mo¾liwo˜ci finansowych podczas, gdy leki te mo¾na czym innym zast¥pi†. Pacjent w wieku podeszˆym mo¾e by† mniej sprawny, niezborny, mo¾e «le sˆysze† lekarza, szybko zapomina, ma du¾o w¥tpliwo˜ci. Mo¾e to by† powodem niezrozumienia zaleceä, opacznego ich wykonywania, a w konsekwencji niewˆa˜ciwego dawkowania lek¢w. W zasadzie powinni˜my zlecenie co do sposobu za¾ywania lek¢w wydawa† na pi˜mie. Przedtem jeszcze powinni˜my zwr¢ci† uwag© na posta† zapisywanego leku. Lek zapisany w potaci'kropli mo¾e okaza† si© niemo¾liwy do praktycznego stosowania przez pacjenta z parkinsonizmem czy te¾ «le widz¥cego itp. Lekarz powinien po˜wi©ci† 116 pacjentowi w wieku podeszˆym odpowiedni¥ ilo˜† czasu, aby te sprawy przeanalizowa†. (;zy jest to mo¾liwe przy obecnym nawale pracy? Nie putralimy poda† recepty, jak lepiej zorganizowa† sˆu¾b© zdrowia, mo¾emy tylko sami przed sob¥, w zgodzie z wˆasnym sumieniem, odpowiedzie† na dr©cz¥ce nas pytania (chyba, ¾e sami tego nic rozumiemy albo unikamy stawiania tego rodzaju pytaä), jak w danych warunkach lepiej i skuteczniej nie˜† pomoc pacjentowi. Ffekt"y.,.., .,;ah~IdzO~..ly~..,.d-..."f~~i~ .. -P.a~,~,. .. ""ly~~:zs L"ki..: ,a.. ..... .... ..,,.. ...... Y...'~,j.... ~ ".,':'ed".. . ~. ...F,"u~ nie zast¥pi¥ ¾yczliwej rozmowy z pacjentem. Zanim pacjentowi w wieku podeszˆym zlecimy leki, powinni˜my zwr¢ci† uwag© nie tylko na warunki socjalne w jakich znajduje si© pacjent, o czym byˆa mowa wy¾ej, ale i na jego zdrowie psychiczne. Wzmianki wymagaj¥ stany depresyjne, kt¢re mog¥ wyst¥pi† w okresie inwolucji. Koäczy si© "rozwojowa" faza ¾ycia, zmniejsza si© sprawno˜† intelektualna i fizyczna, rozwijaj¥ si© objawy starzenia si© organizmu. Zaskakuj¥ pewne przykre zjawiska; potrzebne s¥ okulary, sztuczne z©by, pojawiaj¥ si© zmarszczki, siwiej¥ wˆosy, u m©¾czyzn powstaje ˆysina. W rodzinie, w miejscu pracy traci si© sw¢j presti¾. Prowadzi to do obni¾enia nastroju, a to z kolei usposabia do niepokoju, do stan¢w l©kowych, do my˜li hipochondrycznych, czasem wyst©puj¥ urojenia (okradanie itp.). Inni chorzy staj:l si© bierni, apatyczni, maˆom¢wni, hczczynni, przygn©bieni. Objawy te, pocz¥tkowo niedostrzegalne przez otoczenie, stopniowo post©puj¥... Z przedstawionego obrazu wida†, jak wiele przyczyn mo¾e wpˆywa† na samopoczucie i stan zdrowia czˆowieka w podeszˆym wieku. Trudno jest czasem odgraniczy† zmiany wynikaj¥ce z ˆizjologicznego procesu starzenia si© od istotnych zmian chorobowych. Niezwracanie uwagi na niekt¢re skargi doprowadzaˆo ju¾ niejednokrotnie u ludzi starszych do op¢«nionego rozpoznawania niedro¾no˜ci jelit, ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, gru¾licy czy te¾ innych chor¢b. Anegdotycznie przedstawia si© opowiadanie do˜wiadczonego geriatry: "Panie doktorze, boli mnie prawy bok. A c¢¾ fan chce, w tym wieku? Panie doktorze, ale m¢j lewy bok jest r¢wnie stary jak prawy, a nie boli!" Postaw© lekarza wobec pacjenta w starszym wieku powinna cechowa† wyrozumiaˆo˜e, cierpliwo˜† i dociekliwo˜† oraz odpowiednia wiedza, kt¢re to cechy razem wzi©te pozwol¥ na ustalenie rozpoznania i dalsze dziaˆanie lekarskie. Wiele problem¢w pacjenta mo¾na rozwi¥za† przyjazn¥ rozmow¥, po˜wi©caj¥c na ni¥ odpowiedni¥ ilo˜† czasu. 'Takiego podej˜cia wymagaj¥ zwˆaszcza stany depresyjne. Cierpienie czˆowieka, kt¢remu wydaje si©, ¾e wszystko wymyka mu si© z r¥k, czˆowieka, kt¢remu wydaje si©, ¾e traci pozycj© rodzinn¥ i spoˆeczn¥, wymaga naszej szczeg¢lnej uwagi. Powinni˜my pami©ta† o potrzebie rehabilitacji ludzi w wieku podeszˆym, kt¢rej zorganizowane formy dost©pne s¥ dla nielicznych, a wi©c jest potrzeba udzielania odpowiednich rad w tej sprawie, mo¾liwych do zrealizowania w warunkach domowych. Nie ka¾dy czˆowiek w wieku podeszˆym jest czˆowiekiem chorym, st¥d nie ka¾dy wymaga leczenia. Ka¾dy natomiast wymaga odpowiednich rad co do sposobu od¾ywiania si© i trybu ¾ycia. Ten problem powinien zainteresowa† lekarzy, jako ¾e na tym polu mo¾na rozwija† dziaˆania profilaktyczne. 117 Olgierd �ada-Zabˆocki REFLEKSJE NAD ZASADAMI ETYCZNO-DEONTOLOGICZNYMI L~ivARZA SI'ORTO~'~'EGO Trzeba podtrzymywa† za wszelk¥ cen© pi©kn¥ polsk¥ tradycj©: dziafalno˜† lekarza czy piel©gniarki traktowa† nie tylko jako zaw¢d, ale tak¾e - a mo¾e przede wszytkim jako powofanie. ,~'an Paweˆ ll a. wy¾ycie si© w dziaˆalno˜ci sportowej, b. ch©† odskoczni od codziennej pracy zawodowej (cho† wˆa˜nie w tej specjalno˜ci mo¾e to by† problematyczne), c. pragnienie poznania ˜wiata poprzez podr¢¾owanie i wyjazdy zagraniczne, jako lekarz sportowy zespoˆu, d. ch©† dotarcia do mˆodzie¾y, poniewa¾ poprzez sport ˆatwiej mo¾na znale«† si© w ty m ˜rodo w isku. Mog¥ wchodzi† w gr© i inne motywy, kt¢re mo¾na nazwa† czysto zawodowymi. 2. Od tego, jaki jest motyw wyboru tej specjalno˜ci, zale¾y cz©sto nale¾yte wypeˆnianie pracy lekarsko-sportowej, opartej o zasady zawarte w deontologii lekarza sportowego. Ka¾dy z wy¾ej podanych przykˆadowo motyw¢w mo¾e jednak prowadzi† do etycznie pozytywnego lub negatywnego wypeˆnienia zadaä lekarza sportowego, zale¾nie od form ich realizacji. 3. nale¾y pami©ta†, ¾e dane lekarzowi przez spoˆeczeästwo prawo decydowania o sprawach zdrowia ludzkiego nakˆada na niego specjalne obowi¥zki, tak, ¾e ¾aden cel uboczny nie mo¾e zasˆoni† lekarzowi sportowemu tego nadrz©dnego zadania obowi¥zuj¥cego ka¾dego lekarza, kt¢rym jest troska o zdrowie i ¾ycie powierzonych mu ludzi. W zakoäczeniu opracowanych zasad etyczno-deontologicznych Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej, kt¢re stanowi¥ uzupeˆnienie "Zbioru Zasad Etyczno-Deontologicznych Polskiego Lekarza" znajduje si© zdanie: "Ka¾dy lekarz pracuj¥cy zawodowo czy spoˆecznie w sporcie bardzo cz©sto znajduje si© w sytuacji, w kt¢rej b©dzie musiaˆ sam decydowa†, czy jego plan post©powania jest zgodny z etyk¥ lekarsk¥". Innymi sˆowy, lekarz sportowy wielokrotnie musi powzi¥† decyzj©, w jakim kierunku ma i˜† jego my˜l zawodowa czy spoˆeczna, w danym konkretnym przypadku rozstrzygn¥† tak, aby nie byˆo kolizji z odpowiednimi paragrafami przepis¢w, z prawami etyczno-moralnymi, a przede wszystkim z jego wˆasnym sumieniem. Celem moim jest pomoc w ksztaˆtowaniu odpowiedzi na gˆos wˆasnego sumienia i dziaˆania w tych trudnych sytuacjach, kt¢re wychodz¥ nieraz poza ramy zasad prawnych, zawartych w punktach i prawach deontologii lekarskiej. Pragn¥ˆbym, aby rozwa¾ania i refleksje dotycz¥ce tego tematu pomogˆy do powstania swoistego katechizmu moralnego w post©powaniu lekarza sportowego w jego codziennej pracy. Przy omawianiu poszczeg¢lnych temat¢w zachowano t© sam¥ chronologi©, jak¥ przyj©to w zasadach etyczno-deontologicznych, aby ˆatwiej byˆo znale«† i wypeˆni† te luki i miejsca, kt¢re s¥ trudne do interpretacji i jakby niedopowiedziane. A. Zasady og¢lne 1. Po dokonaniu ˜wiadomego i niczym nie skr©powanego wyboru specjalno˜ci, jak¥ jest medycyna sportowa, lekarz sportowy powinien zastanowi† si© nad motywami, kt¢re wpˆyn©ˆy_.na wyb¢r tej wˆa˜nie specjalno˜ci. Na przykˆad - czy motywami tymi s¥ lub byˆy: ,, 4. Lekarza sportowego powinna cechowa† postawa odznaczaj¥ca si© poczuciem godno˜ci zawodowej, kole¾eäsko˜ci oraz umiej©tno˜ci tworzenia etycznych wi©z¢w mi©dzyludzkich. 5. Lekarz sportowy jak ka¾dy lekarz obowi¥zany jest do zachowania tajemnicy lekarskiej i dyskrecji. B. cz©˜† szczeg¢ˆowa I. Lekarz sportowy a kole¾eästwo zawodowe 1. Nale¾y zada† sobie pytanie, jaki jest m¢j stosunek do kole¾anki, kolegi pracuj¥cych w tej samej specjalno˜ci? W ¾yciu zawodowym cz©sto nie zastanawiamy si© nad tym, jakby nie dostrzegamy tego problemu i nie my˜limy o nim. Wykonujemy te czy inne czynno˜ci zawodowe, lepiej lub gorzej, ale zaciera si© przed nami obraz bli«niego, kole¾anki lub kolegi, z kt¢rymi wsp¢ˆpracujemy. Cz©sto widzimy tylko swoj¥ osob©, swoj¥ wiedz© i sw¢j pogl¥d na takie lub inne zagadnienie, maj¥c na uwadze cz©sto tylko swoje wˆasne korzy˜ci. 2. Mˆody lekarz sportowy, rozpoczynaj¥cy prac© w sporcie zawodowo czy spoˆecznie, nie powinien zapomina† o motywacji etycznej w swoim post©powaniu. Pragnienie poznania ˜wiata i ch©† wyjazdu za granic© nie usprawiedliwia niezdrowej rywalizacji o miejsce w zespole ani prowadzenia staraä o zdobycie tego miejsca przez walk© r¢¾nymi nieetycznymi metodami. Dochodzi w¢wczas do tego, ¾e lekarz kole¾anka lub kolega pracuj¥cy od dˆu¾szego czasu z zespoˆem zostaje nagle pomini©ty, odsuni©ty, a inny lekarz, kt¢ry ma znajomo˜ci i tzw. wˆasne drogi jest umieszczany w skˆadzie ekipy i wyje¾d¾a za granic©. Takie post©powanie prowadzi z cza 118 119 .", Olgierd �ada-Zabˆocki REFLEKSJE NAD ZASAI,~AMI ETYCZNO-DEONTOLOGICZNYMI LEKARZA SPORTOWA GO Trzeba podtrzymywa† za wszelk¥ cen© pi©kn¥ polsk¥ tradycj©: dziaˆalno˜† lekarza czy piel©gniarki traktowa† nie tylko jako zaw¢d, ale tak¾e - a mo¾e przede wszytkim jako powolanie. _j _ ,~ ,~ wryZ uu'v ii"aait ""wyiSZCj aiavraau~a`.a paia~i 1~ Jc~" -"uvmuc ~idaiuW c o,iiiW:1111c1i" (6.16). Wkr¢tce po przej©ciu przez Adolfa Hitlera wˆadzy paästwowej w 1933 r. zostaˆa uchwalona "Ustawa o zapobieganiu posiadaniu obci¥¾onego dziedzicznie potomstwa" (Cesetz zur Verhutung erbkranken Nachwuchses), kt¢ra wprowadziˆa przymus sterylizacji os¢b cierpi¥cych na choroby dziedziczne, do kt¢rych zaliczono ryczaˆtem upo˜ledzenie umysˆu, schizofreni©, psychozy afektywne, padaczk© i alkoholizm. Stosuj¥c przepisy ustawy, poddano w Niemczech sterylizacji ok. 350 tys. os¢b; negatywny do tego stosunek zaj©li tylko biskupi niemieccy, cho† mniej stanowczo ni¾ potem wobec "eutanazji" (6,16). V(' Polsce zagadnienie dziedziczno˜ci i zapobiegania chorobom psychicznym byˆo przedmiotem obrad na XVI Zje«dzie Psychiatr¢w Polskich w Lublinie w 1936 r. Po referatach najlepszych znawc¢w tego zagadnienia, prof. S. Pieäkowskiego, psychiatry i neurologa i prof. T. Marchlewskiego, biologa, oraz po dyskusji, stwierdzono, ¾e niemieckie pr¢by zapobiegania przez sterylizacj© chorobom dziedzicznym nie maj¥ naukowych podstaw (21,24). Osobliwym jest, ¾e podj©to je w kraju, kt¢ry w drugiej poˆowie XIX w. przodowaˆ w ˜wiecie w nauce i opiece psychiatrycznej. Nieskuteczno˜† takiej "profilaktyki" okazaˆa si© potem w praktyce. Znamienne jest, ¾e po akcji sterylizacyjnej nast¥piˆo zabijanie ¾ycia ju¾ zrodzonego, zagˆada chorych. W Niemczech miano w ten spos¢b oczy˜ci† niemieck¥ ras© z element¢w obcych i patologicznych - w Polsce zacz©to zabija† chorych bez tych mitycznych motyw¢w, po prostu aby opr¢¾ni† szpitale, potrzebne okupantowi dla innych cel¢w. Ujawniˆ si© tu jeszcze wyra«niej stosunek hitleryzmu do czˆowieka jako do przedmiotu o warto˜ci mierzonej tylko u¾yteczno˜ci¥ materialn¥. W znalezionym po wojnie dokumencie - sprawozdaniu niejakiego E. Brandta pt. Die bisäer geleistete A rbeit der Aktion (Dotychczas wykonana praca akcji) podano, ¾e w samych latach 1940-1941 zgˆadzotlo og¢ˆem 70 273 chorych psychicznie (co w sprawozdaniu nazwano "dezynfekcj¥"). Obliczono przy tym, ¾e - przyjmuj¥c 5,50 marki jako koszt utrzymania jednego pacjenta dziennie, zaoszcz©dzono rocznie 88 543 980 marek, co r¢wna si© zaoszcz©dzeniu 13 281 606 marek wydatk¢w na chleb, itp. jarzyn, masˆa, m¥ki, soli... (9). (Jak wiadomo podobne "oszcz©dno˜ci" dawaˆy obozy koncentracyjne z przerobu ludzkich wˆos¢w i tˆuszczu). Przedstawienie tu, cho† w skr¢cie, kolejnych faz rozwoj opieki psychiatrycznej oraz okoliczno˜ci, w kt¢rych w koäcu zrodziˆa si© zagˆada chorych, wydaˆo si© konieczne, poniewa¾ ujawniˆy si© w nich najwyra«niej czynniki moralne ksztaˆtuj¥ce stosunek do chorych. Co wi©cej, zbrodnia ludob¢jstwa, jak nigdy dotychczas wysun©ˆa na 126 127 czoˆo rozwaiaä etycznych pytania podstawowe o sens prawa do Tycia ludzi chorych i sˆabych riraz opieki nad nimi w og¢le. Wszelkie szczeg¢ˆowe zasady etyczne musz¥ z tego wynika†. :..L: Wsp¢ˆczesne iuruay ag..w Po norymberskim procesie lekarzy, w kt¢rym w 1947 r. os¥dzono cz©˜† gˆ¢wnych autor¢w zbrodni (18), analiza jej «r¢deˆ prowadziˆa do generalnej rewizji stosunku do chorych psychicznie. W tym czasie te¾ zaznaczyˆ si© post©p w lecznictwie psychiatrycznym, stosowanie nowych metod leczniczych. Po leczeniu gor¥czk¥ (Wagner aure , 1917) i wstrz¥sami insulinowymi (Sakel, 1935) - leczenie wstrz¥sami elekJ gg tr czn mi (Cerletti i Bini, 1938), przede wszystkim za˜ odkrycie ˜rodk¢w psychotroY Y owi ch (largaktilu - Deniker, 1952) umo¾liwiˆo w coraz wi©kszym zakresie leczenie p Y i opiek© poza murami szpitali psychiatrycznych. Nast¥piˆ szybki rozw¢j tzw. opieki otwartej, z pocz¥tku ambulatoryjnej - poradni zdrowia psychicznego i skracanie dˆu otrwaˆej dotychczas opieki szpitalnej. Gdy jednak wraz z kr¢tsz¥ hospitalizacj¥ g wzrasta† zacz©ˆa rehospitalizacja, liczba nawrot¢w, ujawniaj¥c niedostatek zwykˆej o Teki rzychodnianej, zacz©to rozwija† dodatkowe formy opieki pozaszpitalnej w celu P P za ewnienia wszechstronniejszej pomocy chorym w zaspakajaniu codziennych P otrzeb ¾yciowych, przyuczenia do samodzielno˜ci i do wsp¢ˆ¾ycia z otoczeniem. Pac~entom w pewnym zakresie zdolnym do pracy sˆu¾¥ inwalidzkie zakˆady pracy I chronionej; chorym pozbawionym opieki w ci¥gu dnia - oddziaˆy dzienne; zdolnym do pracy zawodowej, ale wymagaj¥cym okresowo systematycznego leczenia pod nadzorem, zwˆaszcza uzale¾nionym od alkoholu - oddziaˆy nocne; nie wymagaj¥cym I ci¥gˆej opieki, ale bezdomnym - hostele, na og¢ˆ samorz¥dowe; wreszcie r¢¾ne formy samopomocy byˆych pacjent¢w instytucji psychiatrycznych, grupy Alkoholik¢w Anonimowych, zwi¥zki rodzin pacjent¢w itp. Ostatnio tworz¥ si© zespoˆy wielozawodowie (piel©gniarki, pracownicy socjalni, psycholodzy, socjolodzy pod kierunkiem s chiatry) pod nazw¥ "oparcia spoˆecznego", kt¢re tapewniaj¥ leczenie chorych II PY i i o Tek© ci¥gˆ¥ we wˆasnym ˜rodowisku chorego, czasem nawet w ostrym stanie psychozy, dzi©ki czemu unika si© dˆugotrwaˆej nieraz hospitalizacji i wyobcowania chorego p ze ˜rodowiska (choroba szpitalna) (29). Nawet powolne, jak u nas, reformowanie pozaszpitalnej opieki psychiatrycznej s rawiˆo, ¾e pierwszy kontakt chorego z psychiatr¥, dawniej prawie z reguˆy rozpoczyI i nan w zamkni©tym szpitalu psychiatrycznym, teraz ( 1987 r.) np. w Poznaniu zaczynaˆ Y si w sz italu tylko w 6% przyj©†, znaczna za˜ wi©kszo˜† zaczynaˆa i cz©sto kontynuo© P waˆa leczenie w pozaszpitalnych dziaˆaniach psychiatrycznych, takie w wi©kszo˜ci I dobrowolnie (7). Przeksztaˆcenie si© opieki psychiatrycznej dokonywaˆo si© nie tylko dzi©ki metol i dom leczniczym i organizacyjnym. Istotn¥ w tym post©pie rol© odegraˆa niew¥tpliwie I I stopniowa zmiana stosunku do chorych psychicznie, dokonuj¥ca si© pod wpˆywem j' I okrutnych do˜wiadczeä poni¾ania godno˜ci czˆowieka i pogardy dla jego ludzkiej istoty. Wˆa˜ciw¥ odpowiedzi¥ na takie traktowanie czˆowieka jest potwierdzenie obiektywnej warto˜ci osoby ludzkiej, zawsze zasˆuguj¥cej na szacunek, niezale¾nie od tego, czy jest zdrow¥, czy chor¥, tak¾e psychicznie. Kaidy chory, jak ka¾dy czˆowiek, zasˆuguje na respektowanie jego niezbywalnych praw (28,32). Wypada przy tym podwa¾y† jeszcze pewien mit ˆ¥cz¥cy si© z chorob¥ psychiczn¥. W miar© utrwalania si© szpitalnego systemu izolacyjnego, zwˆaszcza od XVIII wieku, mrrw~lo) c;s. nnnlorˆ n rat4nm;r,.; r,;Pn`inn,.n;Priv;olnn†r-; ..¯~.~cr4;rh .-hnrw.h r,m,"-h;r-~.,;`. _ __ .. ,..,.. .,.t r..b..,.. .. .,......, ., .._, .........r.. ...~~..........,.... .. "..~ .,__.._.. ___.._ ~ ___ r"~ .,....,........ Przekonanie to uzasadniaˆo konieczno˜† ich izolowania, a czasem skˆaniaˆo do rzekomo humanitarnego biernego tolerowania niesocjalnego zachowania si© "nicudpowiedzialnych" pacjent¢w, jak to przedstawiaj¥ ilustracje scen w dawnych zakˆadach dla obˆ¥kanych (Goya). Z drugiej strony pogl¥d o nieodpowiedzialno˜ci wszystkich chorych skˆaniaˆ do stosowania wobec nich metod praktykowanych na zwierz©tach (29). Zachowanie si© pacjenta w nowych dziaˆaniach psychiatrycznych, powodzenie nowych metod rehabilitacji chorych, psychoterapii grupowej i samopomocy pacjent¢w udowodniˆy, ¾e poza fazami ostrych zaburzeä psychicznych - chorych psychicznie nie oddziela od os¢b normalnych wyra«na granica, polegaj¥ca - jak s¥dzono - na braku u nich poczucia odpowiedzialno˜ci. Zakres zainteresowania psychiatrii jako nauki i praktyki od X IX wieku znacznie si© rozszerzyˆ poza kr¥g chor¢b psychicznych, psychoz, nazywanych "wielk¥ psychiatri¥" obejmuj¥c zaburzenia niepsychotyczne w rodzaju nerwic, uzale¾nieä - naˆog¢w i zaburzeä rozwojowych. Je¾eli si© ponadto uwzgl©dni niew¥tpliwy - jak zreszt¥ sama nazwa m¢wi - udziaˆ czynnika psychicznego w zaburzeniach psychosomatycznych, pomoc psychiatryczna potrzebna jest znacznej cz©˜ci chorych w og¢le. Dlatego problematyka psychiatryczna i ˆ¥cz¥ce sl© z ni¥ swoiste zagadnienia etyczne powinny by† znane ka¾demu lekarzowi. Og¢lne zasady etyczne Wzorem zasad obowi¥zuj¥cych lekarza w stosunku do chorego jest znana od wiek¢w tzw. Przysi©ga Hipokratesa, w kt¢rej zostaˆy skodytikowane podstawowe normy post©powania moralnego. Post©p wiedzy i praktyki w zmieniaj¥cym si© ˜wiecie naszej cywilizacji nie pomniejszyˆ znaczenia nakaz¢w tej przysi©gi. W odniesieniu do psychiatrii wspomniany wy¾ej proces norymberski wobec hitlerowskich przest©pstw dokonywanych na chorych zapocz¥tkowaˆ ustalenie zasad obowi¥zuj¥cych w pr¢bach badawczych na czˆowieku (12). Szczeg¢lne problemy wynikaj¥ce z r¢¾nicuj¥cej si© praktyki psychiatrycznej zacz©to uwzgl©dnia† w og¢lnolekarskich opracowaniach deontologicznych (31, 32), a po utworzeniu —wiatowej Federacji Psychiatrycznej (1961) skodyfikowano zasady etyczne szczeg¢lnie obowi¥zuj¥ce psychiatr¢w, zatwierdzone przez Zgromadzenie Og¢lne Federacji w Wiedniu w 1903 r. jako tzw. Deklaracja hawajska II. W˜r¢d zasad wymienionych w ka¾dym lekarskim kodeksie deontologicznym na czoˆo wysuwa si© dobro chorego jako czˆowieka, jako jednostki. We wsp¢ˆczesnych 129 128 kodeksach obok tego wymienia si© nakaz dbania o zdrowie spoˆeczne. Nowy ten obowi¥zek wynika z udziaˆu lekarza w dziaˆalno˜ci publicznej sˆu¾by zdrowia, zwˆaszcza psychiatry, albowiem wsz©dzie podstawowa opieka psychiatryczna jest publiczna. Dwoisto˜† naczelnego obowi¥zku lekarza mo¾e stworzy† niekiedy trudno˜†, czy pierwszeästwo przysˆuguje dobru jednostki czy spoˆeczeästwa? Chocia¾ lekarz na og¢ˆ nie staje przed takim wyborem, albowiem na zdrowie spoˆeczeästwa skˆada si© zdrowie ludzi - jednuaick, pr~bi~..: tc:. :.ic jest tylko teoretyczny. Przecie¾ nie r_ak dawno temu wi©«niowie oboz¢w koncentracyjnych bywali poddawani do˜wiadczeniom szkodliwym dla ich zdrowia, ale sˆu¾¥cym jakoby wy¾szemu dobru spoˆecznemu, zdrowiu narodu niemieckiego, w my˜l hasˆa: "Du bist nichts, dero Volk ist Alles" (ty jeste˜ niczym, tw¢j nar¢d jest wszystkim). Trzeba sobie zdawa† spraw©, ¾e dobro zbiorowe, jakkolwiek pojmowane, ma warto˜† pochodn¥, wt¢rn¥, wobec warto˜ci ludzkiego podmiotu, niepowtarzalnej, obdarzonej duchowo˜ci¥ autonomicznej osoby (28). Lekarza obowi¥zuje speˆnienie swych powinno˜ci "w stosunku do ka¾dego chorego, niezale¾nie od jego wieku, poziomu umysˆowego, zajmowanego stanowiska, pozycji materialnej, narodowo˜ci, przekonaä politycznych, wyznania lub innych wzgl©d¢w" (32). Lekarz nie ma wi©c prawa decydowa† o warto˜ci chorych i degradowa† ich do roli przedmiotu, do traktowania wyˆ¥cznie jako "przypadku terapeutycznego". Swoiste cechy psychiatrii Problematyk© etyczn¥ w psychiatrii wyr¢¾niaj¥ w og¢lnej etyce medycznej pewne swoiste jej cechy. W opinii spoˆecznej psychiatri© otacza l©k, ˆ¥cz¥ si© z ni¥ mniej lub wi©cej uzasadnione wyobra¾enia o gro¾¥cej w chorobie psychicznej utracie samostanowienia, prowadz¥cego do ubezwˆasnowolnienia i uwi©zienia, do ˜mierci spoˆecznej. L©k towarzyszy wielu zaburzeniom psychicznym, a udziela si© on tak¾e otoczeniu i obezwˆadnia czasem i osoby najbli¾sze, gdy trzeba choremu posˆu¾y† pomoc¥ ( 19). Do pierwszych wi©c psychiatrycznych obowi¥zk¢w etycznych nale¾y ˆagodzenie l©ku, zar¢wno bezpo˜redno odpowiednim leczeniem, jak i po˜rednio - ksztaˆtowaniem warun¢w ¾yciowych chorego, unikaniem dziaˆania wbrew jego woli, a zwˆaszcza, gdy to oka¾e si© konieczne, przy zastosowaniu minimum przymusu. Jeszcze wa¾niejszym od tego jest unikanie w bezpo˜rednim kontakcie z chorym wszelkiego kˆamstwa i obˆudy. Nie raz si© okazuje, ¾e pacjent skˆonny jest potem zrozumie† konieczno˜† zastosowania u niego przymusu leczenia, natomiast nie akceptuje tego, ¾e go oszukano. Psychiatra bardziej ni¾ kt¢rykolwiek lekarz wkracza w osobiste ¾ycie chorego, to jednak powinno odbywa† si© z respektowaniem jego godno˜ci i praw ludzkich, z taktem. Zachowanie szacunku dla chorego musi si© ˆ¥czy† z ˜wiadomo˜ci¥, ¾e sam psychiatra oddziaˆuje na chorego. Znamienne w psychiatrii jest i to, ¾e w terapii, a zwˆaszcza w rehabilitacji pacjenta i profilaktyce zabur«eä psychicznych, wsp¢ˆdziaˆanie z rodzin¥ i ˜rodowiskiem musi by† jeszcze wi©ksze ni¾ w innych chorobach, bez tego bomem w og¢le nie mo¾na rozwija† opieki pozaszpitalnej. Stosunek do chorego psychicznie Przyj©cie wˆa˜ciwej postawy wobec chorego jest, jak pisze Antoni K©piäski, jednym z mo¾e najtrudniejszych wymog¢w w psych~atru (14,15). Trudno˜ci te wynikaj¥ z caˆo˜ciowego ujmowania czˆowieka, gdy w innych chorobach dotyczy to zwykle tylko jego cz©˜ci, chorej nogi, serca, na kt¢re kieruje si© wzrok i uwaga lekarza. Na fotografiach przedstawiaj¥cych lekarzy zaj©tych badaniem chorego b¥d« wykonywaniem jakiego˜ zabiegu, lekarz jest zazwyczaj widoczny w postawie pochylonej nad chorym, podczas gdy psychiatra spotyka si© ze swym pacjentem twarz¥ w twarz. Jest to - wedˆug K©piäskiego - pˆaszczyzna pozioma kontaktu spoˆecznego, we wzajemnych stosunkach lekarza i pacjenta, na r¢wni. Inaczej jest w poznaniu typu przyrodniczego, kiedy obserwuj¥cy patrzy na obserwowanego z g¢ry, w pˆaszczy«nie pochyˆej, w jednostronnym kontakcie podmiotu do poddawanego jego woli - przedmiotu. Warunkiem poznania i leczenia psychiatrycznego jest przyj©cie postawy innej, przej˜cie z pochyˆej postawy wolicjonalnej do postawy poziomej, humanistycznej, bogatej emocjonalnie, takiej samej jak wobec ludzi w og¢le. Tylko w takim dwustronnym wzajemnym do siebie stosunku podmiotu do podmiotu, mo¾liwe jest odwr¢cenie postawy biernej pacjenta w postaw© czynn¥ i pozyskanie jego zaufania i wsp¢ˆpracy, umo¾liwiaj¥cej powodzenie leczenia tak¾e w psychiatrii. Z emocjonalnym zwi¥zkiem wzajemnym chorego i psychiatry ˆ¥cz¥ si© niebezpieczeästwa nadmiernego zwi¥zania uczuciowego, wytwarzania si© u lekarza sympatii zakˆ¢caj¥cej jego konieczny w leczeniu obiektywizm. Ju¾ przysi©ga Hipokratesa o tym wspomina. Wˆa˜ciwym stosunkiem uczuciowym do pacjenta nie jest sympatia ani wsp¢ˆczucie, lecz miˆo˜†, kt¢ra nie jest, jak tamte - m¢wi¥c za Maxem Schelerem doznaniem reaktywnym; miˆo˜† jest aktywna, dziaˆaj¥ca w odniesieniu do Boga w czˆowieku (20). Na tle tych rozwa¾aä ˆatwiej jest zrozumie† bˆ©dy popeˆniane w stosunku do chorych. Wymieämy tu bodaj tylko najpowa¾niejszy bˆ¥d - os¥dzania chorych psychicznie w kategoriach moralnych, co zupeˆnie znieksztaˆca stosunek do chorych ( 15). Dramatyczny byˆ przez wieki los chorych wskutek ich os¥dzania. Dla psychiatry nie powinno by† chorych "dobrych" lub "zˆych". Wi©kszy obiektywizm w ocenie chorych zdobywa si© m.in. na drodze poznania naukowego, co jest jednym z wa¾niejszych obowi¥zk¢w psychiatry, wymienianym w ka¾dym lekarskim kodeksie deontologicznym. Zasady etyczne w zastosowaniu do spraw szczeg¢ˆowych W praktyce psychiatrycznej pojawiaj¥ si© szczeg¢lne problemy etyczne rozwi¥zywane w my˜l zasad og¢lnych, albo - jak m¢wi Deklaracja Hawajska - wedˆug wˆasnego sumienia i os¥du psychiatry. Jednak¾e post©powanie w pewnych sytuacjach 130 131 typowych zostaˆo, tak czy inaczej, uregulowane prawem, dostosowanym do post©pu wiedzy i orgnizacji opieki. Dotyczy to przede wszystkim hospitalizacji chorych psychicznie, stosowanej czasem wbrew woli chorego w sytuacji niebezpiecznej dla chorego, np. z powodu tendencji autoagresywnych lub gro«nych dla jego otoczenia (agresji), gdy chory z powodu zaburzeä psychicznych nie jest zdolny do pokierowania swym post©powa t-. 1.: ' , 1030 .. aarie Illelll.VdiJlClwa¢c)uaiawymali iiSnW j~ ...o....wyp~L:Si:90SS'CR'ST.yStki:,hpl,... kraj¢w ustalaj¥ szczeg¢ˆowo warunki i procedur© hospitalizacji, uzale¾niaj¥c j¥ od decyzji lekarskiej oraz wˆadz s¥dowych (4). W Polsce spraw© hospitalizacji psychiatryeznej normuje tymczasem Instrukcja Ministra Zdrowia z dnia lO.XIII.1952 r. (Dz.U. Min.ldr. Nr 24/52) zamiast jeszcze nie uchwalonej, od lat opracowywanej ustawy, kt¢ra poza hospitalizacj¥ ma regulowa† rozlegˆy zakres r¢¾nych form opieki oraz uprawnieä chorych (25). Ochron© os¢b z zaburzeniami psychicznymi w sprawach maj¥tkowych zapewnia prawo cywilne, kt¢re przewiduje caˆkowite lub cz©˜ciowe ubezwˆasnowolnienie chorego oraz ustanowienie kuratora (24). Natomiast prawo karne ogranicza lub znosi odpowiedzialno˜† karn¥ os¢b zaburzonych psychicznie, a niebezpiecznych dla porz¥dku prawnego internuje w szpitalach. P s y c h i a t r i a s ¥ d o w a. Zar¢wno w post©powaniu cywilnym, jak i karnym s¥d opiera si© na opinii biegˆych psychiatr¢w (aczkolwiek najwy¾szyr.r biegˆym jest sam s¥d). Ekspertyza s¥dowa stawia biegˆym psychiatrom wysokie wymogi w zakresie wiedzy zawodowej i etyki, om¢wione pokr¢tce w zaˆ¥czonych Zaleceniach Zarz¥du Gˆ¢wnego Polskiego Towarzystwa l'sych¾utrycznego w sprawie budaä s¥dowo-psychiatrycznych. Wypada tu doda†, ¾e wysokimi walorami etycznymi odznacza† si© powinni psychiatrzy opiekuj¥cy si© wi©«niami, zwˆaszcza, ¾e s¥ w mniejszym stopniu ni¾ inni psychiatrzy poddani kontroli spoˆecznej, a poczucie wˆadzy nad uwi©zionymi mo¾e skˆania† do przyjmowania postawy prokuratorskiej. Neuropsychiatria dzieci©ca.Wiedz©og¢lnolekarsk¥iumiej©tno˜ci znane dobrze pediatrom musi wykazywa† psychiatra w post©powaniu z zaburzonymi psychicznie dzie†mi. Dziecko patrzy na dorosˆego z doˆu i wyolbrzymia go, ten za˜ jest skˆonny, patrz¥c naä "z g¢ry", pomniejsza† uczuciowe prze¾ycia dziecka, bardziej dramatyczne, bo nie ˆagodzone sˆabym jeszcze racjonalizmem. Przewa¾aj¥ce w terapii czynniki wychowawcze ksztaˆtuj¥ rozw¢j osobowo˜ci dziecka i powi©kszaj¥ odpowiedzialno˜† psychiatry. Bardziej ni¾ w innych dziedzinach psychiatrii wyniki lecznicze, a zwˆaszcza w rehabilitacji dzieci uszkodzonych psychicznie, ujawniaj¥, czy dzieci si© kocha czy nie (14). G e r i o p s y c h i a t r i a. Z ci¥gle powi©kszaj¥c¥ si© ilo˜ci¥ os¢b w wieku starszym wzrasta tak¾e liczba tych chorych w opiece psychiatrycznej. Odwieczny nakaz zawarty w Starym Testamencie w ksi©dze Eklezjasty m¢wi ju¾ o wyrozumiaˆo˜ci i szacunku dla tych chorych (Syr. 3, 12-13). Zadanie to jest coraz trudniejsze dla rodzin i sˆu¾by zdrowia, chocia¾ wbrew obiegowej opinii znaczna cz©˜† zaburzeä psychicznych wwieku starszym (depresje, tak¾e nerwicowe, stany zam¥cenia, stany urojeniowe) poddaj¥ si© leczeniu, a stan wi©kszo˜ci chorych, nawet ot©piaˆych, mo¾na poprawi†. Staranna opieka nad tymi chorymi warta jest wi©c wysiˆku, nawet ze wzgl©d¢w praktycznych. Najlepsz¥ organizacyjn¥ form¥ opieki nad chorymi jest - poza opiek¥ rodzinn¥ oddziaˆ dzienny, w kt¢rym zapewnia si© leczenie i opiek© w ci¥gu dnia bez odrywania od rodziny (na noc) i ˜rodowiska. Natomiast umieszczenie starej osoby w zakˆadzie nnieki sila nrzewleklP rhnryc-h. Qti~ir nr~Pwainir nir ctncyjP ciP i~rinrj zanrn¢rgmnw~_ nej rehabilitacji, jest ostateczno˜ci¥, jakiej powinno si© w miar© mo¾liwo˜ci unika†. U z a 1 e i n i e n i a (naˆogi). Odpowiedzialno˜† psychiatr¢w w zakresie opieki nad uzale¾nionymi od alkoholu i od narkotyk¢w ma dwojaki charakter. Opieka zdrowotna nad osobami z psychozami w przebiegu rozwoju uzale¾nienia od tych ˜rodk¢w jest taka sama, jak w innych chorobach psychicznych. Natomiast opieka nad nadu¾ywaj¥cymi ˜rodk¢w uzale¾niaj¥cych bez objaw¢w psychozy wymaga wsp¢ˆdziaˆania wielu czynnik¢w, zwˆaszcza prawnych i spoˆeczno-wychowawczych. N e r w i c e. Rozlegˆe pole zaburzeä psychicznych, niepsychicznych, w znacznej mierze nerwice, wˆ¥czono do psychiatrii dopiero w koäcu ubiegˆego wieku z chwil¥ powstania szk¢ˆ psychoterapeutycznych, nazywanych kierunkami humanistycznymi w psychoterapii. Niejasne granice mi©dzy zaburzeniami, jakimi si© one zajmuj¥, a zakˆ¢ceniami "nerwowymi" i problemami w ¾yciu codziennym sprawia tak¥ mnogo˜† problem¢w ideologicznych i ˜wiatopogl¥dowch oraz stwarza tyle kontrowersji, ¾e trudno o jednoznaczne wskazania etyczne i psychiatria musi dokonywa† wˆa˜ciwego wyboru wedˆug wˆasnego sumienia na wˆasn¥ odpowiedzialno˜†. (1, 31). Wymieämy tu za Stefanem Lederem ( 17) kilka tylko zagadnieä. Poza wspomnianymi juz na wst©pie wyst¥pieniami antypsychiatrycznymi, kt¢re kwestionowaˆy samo poj©cie chor¢b psychicznych i prawo do ingerowania w ¾ycie pacjenta w og¢le, podwa¾a si©, z powoˆaniem si© na prawo czˆowieka, uprawnienie psychiatr¢w do stosowania pewnych metod leczniczych, nawet za zgod¥ pacjenta, cz©sto w¥tpliw¥ co do swobody decyzji. Praktyka kliniczna nie potwierdziˆa jednoznacznie prawdziwo˜ci kt¢rejkolwiek teorii ani wi©kszej skuteczno˜ci metod psychoterapii, jest wi©c tak¾e czasem niejasne, wobec kogo nale¾y stosowa† psychoterapi©, jakie rozpoznanie medyczne jest wskazaniem do tego leczenia i jak¥ metod¥. Na og¢ˆ zgodne jest stanowisko psychoterapeut¢w, ¾e systemy warto˜ci stanowi¥ podstaw© wszelkiej psychoterapii, ale utrzymuje si© sp¢r co do tre˜ci tych warto˜ci. "Terapeuta ze wzgl©d¢w etycznych... jest zobowi¥zany u˜wiadomi† sobie i przedstawi† pacjentowi wˆasny system warto˜ci i sposoby jego przekazywania innym... Terapeuta winien r¢wnie¾ uzna†, ie ka¾dy pacjent ma prawo do wyboru wˆasnego systemu warto˜ci i do jego realizacji w ¾yciu". Zastrze¾enia o charakterze moralnym budzi to, ¾e "swoj¥ przewag©, wi¥¾¥c¥ si© z wˆasnym autorytetem, posiadan¥ wiedz¥ i kompetencjami psychoterapeuta mo¾e wykorzysta† zar¢wno z korzy˜ci¥ dla pacjenta, jak i szkodz¥c mu, indoktrynuj¥c, steruj¥c i manipuluj¥c nim. St¥d... d¥¾enia do uniezale¾nienia pacjenta, do zwi©kszania jego samodzielno˜ci i odpowiedzialno˜ci, m.in. przez ksztaˆtowanie partnerskiej, niedyrektywnej, permisyjnej i autentycznej relacji terapeutycznej" (17). 132 133 Z a g a d n i e n i a p r o k r e a c j i. W dyskusji nad wskazaniami lekarskim do przerywania ci¥¾y ju¾ w okresie mi©dzywojennym Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wyr¢¾niaˆo si© w˜r¢d towarzystw lekarskich nieuznawaniem takich wskazaä, podobnie jak wspomnianych wy¾ej wskazaä do ubezpˆadniania chorych psychicznie. Zakoäczenie Zalecenia etyczne i kodeksy deontologiczne pomagaj¥ przestrzega† zasad murai nych przy wykonywaniu zawodu, ale wa¾niejsze znaczenie maj¥ ¾ywe tego wzory. Nie brak nam polskich przykˆad¢w heroicznej nieraz wierno˜ci swemu powoˆaniu, Takim jest dla nas psychiatra dr H a 1 i n a J a n k o w s k a, kt¢ra nie chc¥c opu˜ci† chorych psychicznie i rannych, kt¢rymi si© opiekowaˆa w Szpitalu ˜w. Jana Bo¾ego podczas Powstania warszawskiego, zgin©ˆa wraz z nimi 23 sierpnia 1944 r. pod gruzami szpitala (10). Z przedstawionych tu rozwa¾aä wida†, ie w bodaj ¾adnej dziedzinie medycyny tak jak w psychiatrii, dziedzinie najbardziej ludzkiej, zalecenia etyczne s¥ zarazem wskazaniami leczniczymi. "My przeto, kt¢rzy jeste˜my mocniejsi, winni˜my znosi† uˆomno˜ci sˆabych, a nie i˜† za wˆasnym upodobaniem" (Rz 15,1). Pi˜miennictwo 1. K. Achte On the ethical problerrrs of psychiatry and psychotherapy "Psychiatr. Finn." 1978. 153-160 2. S. Batawia Zaglada chorych psychicznie Warszawa "Biuletyn Gˆ¢wnej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich", 1947, I, III 3. J.C. Cousson 3'an Bo¾y tˆum. M. Walecka-Garbaliäska, Pax, Warszawa, 1980, 32-39 4. S. D¥browski, T. ½akowska-D¥browska, L. Frydman Przymus bezpo˜redni w szpitalach psychiatrycznych "Biuletyn Instytutu Psychiatrii i Neurologii" 1987, 1/95, 57-71. 5. E. De Broglie —w. Wincenty a Paulo Wydawn. Jezuit¢w, Krak¢w 1926. Tˆum. z franc. Korzeniowska 101 i 207 6. K. D&rner Dokumente zum Massenmord und xum Widerstand. W : DrKrieggegen die psychisch Kranken. Psychiatria Verl., Rehburg-Loccum, 1980. 74-11 7. T. Dziduszko, W. Langiewicz Ocena przyptywu chorych mi©dzy zakˆadem ambulatoryjnej i szpitalnej opieki psychiatrycznej w Poznaniu w latach 1980-1985 Zakˆad Organizacji Ochrony Zdrowia Instytutu Psychiatrii i Neurologii, maszynopis 8. M. Foucault Historia szaleästwa w dobie klasycyzmu PIW Warszawa 1987 tˆum. H. K©szycka 118 9. German Documents among the war crimes... Microcopy No. 1021, Rol Nr 18. (mikrofilm tzw. aleksandryjski przechowywany w Archiwum Gˆ. Komisji do Bad. Zbrodni Hitler, w Polsce) 10. Z. Jaroszewski O ¾yciu i ˜mrerci dr Haliny ~j'ankowskiej w 25 rocznic© ˜mierci "Psychiatria Polska" 1969 T. III. 6 11. J. Jaroszyäski Zdrowie psychiczne a etyka "Etyka" 1974 14, 69-78 12. J. Jaroszyäski Problemy etyczne w badaniach biometrycznych i behawioralnych "Biul. Inst. Psychiatr. i Neurol." 1987, 1/65/. 41-48 13. A. K©piäski Psychopatologia nerwic Warszawa PZWL 1972, 313 i4. A. K©piäski Podstawowe zagadnienia wsp¢iczesnej prycie¾urrii warscawa 1'G W L, 1987, 13, 31-36, 37-40, 46 15. A K©piäski Poznanie chorego Warszawa PZWL 1970, 31, 54 16. E. Klee"Euthanasie" im NS-Staat. Die Vernichtung lebensunwerten lebens Frankfurt am Main. Fischer Taschenbuch Verlag 1985, 19, 36, 233 17. S. Leder Etyczne aspekty psychoterapii "Biul. Inst. Psychiatr. i Neurol." 1987, 1 (65), 45-56 18. A. Mitscherlich, F. Mielke Medizin ohne Menschlichkeit. Dokumente des Nu rnberger Arxteproxesses Fischer Biicherei 1960 nr 332. 183-210 19, K. Osiäska Tw¢rexa obecno˜† chorych Warszawa, Pax 1980, 168 20. M. Ossowska Normy moralne Warszawa, PWN, 1970, 176-177 21, S.K. Pieäkowski Uwagi og¢lne biologiczno-lekarskie w spraw¾e nowego projektu " Ustawy Eugenicznej ", "Polska Gazeta Lekarska" I 936, Nr 6, 97-107 22. Pius PP. XI Encyklika o mal¾eästw¾e chrze˜cijaäskim (Casti connubii) z dnia 31.XIL 1930 r, Ksi©garnia ˜w. Wojciecha, Poznaä, 1931, 73-74 23. Powszechna Deklaracja Praw Czlowieka ( 1942) Warszawa, Wydawnictwa Biura Informacyjnego ONZ 1963 24. W. P¢ˆtawska Ekspertyza s¥dowo-psychiatryczna w post©powaniu spadkowym testamentowym Warszawa, PZWL 1974, 17-22 25. Projekt ustawy o ochronie zdrowia psychicznego maszynopis projektu Komisji Inst. Psychiatr. i Neurol. (przewodn. prof. dr hab. S. D¥browski) 26. Rocznik Psychiatryczny 1937, zesz. XXIX/XXX 27. Rocznik Psychiatryczny 1949, T. 37, 1, 139 28. Sob¢r Watykaäski II. Konstytucja duszpasterska o Ko˜ciele w ˜wiecie wsp¢lexesnym (Gaudium et spes) Poznaä. Pallotinum 1968. Rozdz. 27 - Poznawanie osoby ludzkiej 29. E. Shtpczyäska-Kossobudzka Systemy i programy oparcia spotecznego Biul. Inst. Psychiatr. i Neurol. 1987, 4 (68) 24-32 30. W. Stryjeäski Uwagi s¥dowo-psychiatryczne na marginesie historii ,Przegl¥d Lekarski" 1949, 10, 10-11 31. The principles of medical Ethics witki annotations especially aplicable to psychiatry "American Journal of Psychiatry" 130 : 9, 1973, 1058-1064 32. Zbi¢r zasad etyczno-deontologicznych Polskiego Towarzystwa Lekarskiego PZWL Warszawa 1984, Wyd. IV 134 135 DEKLARACJA HAWAJSKA (III)X zatwierdzona przez Zgromadzenie Og¢lne —wiatowej Federacji Psychiatrycznej w ~XIiPCˆnin. lO lipca 1983 r. .. .. __ _... , a Ju¾ we wczesnych okresach kultury istotn¥ rol© w sztuce lekarskiej graˆa etyka. Zdaniem swiatowej Federacji Psychiatrycznej - sprzeczne w ˜wiecie wsp¢ˆczesnym d¥¾enia i oczekiwania zar¢wno ze strony lekarzy jak i pacjent¢w oraz subtelna natura wzajemnego stosunku lekarz - pacjent sprawiaj¥, ¾e warto˜ci etyczne wysokiego stopnia maj¥ szczeg¢lne znaczenie dla uprawiaj¥cych nauk© i praktyk© psychiatryczn¥ jako specjalno˜† medyczn¥. Wskaz¢wki niniejsze maj¥ pomaga† w maksymalnym przybli¾eniu si© do takich wzor¢w i zapobiega† nadu¾ywaniu psychiatrycznych poj©†, wiedzy i techniki. Skoro psychiatra jest czˆonkiem spoˆeczeästwa i zarazem praktykuj¥cym lekarzem, musi on uwzgl©dnia† swoiste w psychiatrii implikacje etyczne, jak r¢wnie¾ wymogi moralne stawiane wszystkim lekarzom oraz pami©ta† o odpowiedzialno˜ci spoˆecznej ka¾dego m©¾czyzny i kobiety. (:hocia¾ podstaw¥ zachowania etycznego jest sumienie samego psychiatry i wˆasny jego os¥d, potrzebne s¥ skodyfikowane -nasady dla jasnego przedstawienia typowych zawodowych implikacji etycznych. Dlatego Zgromadzenie Og¢lne —wiatowej Federacji Psychiatrycznej zatwierdziˆo niniejsze wskazania etyczne dla psychiatr¢w. Wzi©to przy tym pod uwag© wielk¥ r¢¾norodno˜† kultur i warunk¢w prawnych, socjalnych i ekonomicznych w r¢¾nych krajach ˜wiata. Trzeba podkre˜li†, ¾e —wiatowa Federacja Psychiatryczna uwa¾a, ¾e wskazania te wyra¾aj¥ minimum wymog¢w etycznych stawianych zawodowemu psychiatrze. 1. Zadaniem psychiatry jest leczenie chor¢b psychicznych i dbanie o zdrowie psychiczne spoˆeczeästwa. Psychiatra powinien dziaˆa† wedˆug najlepszych swych umiej©tno˜ci, wsp¢ˆczesnej wiedzy naukowej i zasad etycznych, sˆu¾¥c najwˆa˜ciwiej poj©tym interesom pacjenta oraz dobru og¢lnemu i sprawiedliwemu rozdziaˆowi ˜rodk¢w przeznaczonych na ochron© zdrowia. Dla wykonania tych zadaä potrzeba ci¥gˆych badaä, systematycznego ksztaˆcenia i doskonalenia kadr sˆu¾by zdrowia, edukacji pacjent¢w i spoˆeczeästwa. 2. Ka¾dy psychiatra powinien zapewnia† pacjentowi leczenie najlepsze, wedle jego wiedzy i dost©pnych mo¾liwo˜ci. Leczenie to powinno by† troskliwe z respektem x World Psychiatrie Association. Newsletter, No. 30, August 1986 Declaration of Hawai, przeˆo¾yˆ dr med. Jan Jaroszyäski dla godno˜ci ludzkiej. Je¾eli psychiatra odpowiedzialny jest za leczenie przeprowadzane przez inne osoby, obowi¥zuje go ich szkolenie i fachowy nadz¢r. Psychiatra powinien zasi©ga† rady i pomocy innego kolegi, ilekro† oka¾e si© to konieczne, albo takie jest uzasadnione ¾yczenie pacjenta. 3. Psychiatrze zale¾y na stosunku terapeutycznym polegaj¥cym na wzajemnym porozumieniu. Aby byˆo ono optymalne, niezb©dne jest zaufanie, zachowanie pouf....~~:,'::5~., y . v p..CZ......... t. . ..... ~.. p..CjC."........ ~ˆ~ra~a : ~;;u~tr ; n n~ ~ ~d--;,:: i~-u~.i~l .~~~i z ~:~la~r-.. ;i takiego zwi¥zku stworzy† nie mo¾na. W takim przypadku trzeba nawi¥za† kontakt z krewnym albo z inn¥ osob¥ blisk¥ pacjentowi. Je¾eli psychiatra nawi¥zuje stosunek z pacjentem dla cel¢w innych ni¾ terapeutyczne, jak np. w psychatrii s¥dowej, charakter jego powinien by† zainteresowanej osobie dokˆadnie wyja˜niony. 4. Psychiatra powinien poinformowa† pacjenta o jego stanie zdrowia i przewidzianym post©powaniu leczniczym, ewentualnie tak¾e alternatywnym, oraz - je¾eli jest to mo¾liwe - o rokowaniu. Informowa† nale¾y w spos¢b ogl©dny, a pacjent musi mie† mo¾no˜† dokonania wyboru mi©dzy wˆa˜ciwymi i dost©pnymi metodami leczenia. 5. Wbrew woli pacjenta albo niezale¾nie od jego woli nie mo¾e by† podejmowane ¾adne post©powanie ani leczenie, chyba ¾e z powodu choroby psychicznej pacjent nie mo¾e oceni†, co le¾y w jego najlepiej poj©tym interesie, i ¾e zaniechanie leczenia zaszkodzi jemu lub innym osobom. 6. skoro tylko ustan¥ wskazania do stosowania przymusowego leczenia, psychiatra powinien zwolni† pacjenta od przymusu leczenia, a je¾eli dalsze leczenie jest konieczne, powinien na to uzyska† zgod©. Psychiatra powinien informowa† pacjenta oraz jego krewnych i osoby mu bliskie o instancjach, do kt¢rych mo¾na si© odwoˆa† od decyzji o przymusowym zatrzymaniu w szpitalu i przesyˆa† skargi dotycz¥ce dobra pacjenta. 7. Psychiatrze nie wolno wykorzystywa† mo¾liwo˜ci, jakie mu stwarza uprawiany zaw¢d, do naruszania godno˜ci b¥d¾ praw ludzkich kt¢rejkolwiek jednostki lub grupy; nigdy te¾ nie powinien on dopu˜ci†, by niestosowne osobiste po¾¥dania, uczucia i uprzedzenia b¥d« przekonania zakˆ¢caˆy tok leczenia. Psychiatrze nigdy nie wolno stosowa† swych metod zawodowych, gdy stwierdzono, ¾e nie ma zaburzeä psychicznych. Je¾eli pacjent lub osoba trzecia domaga si© dziaˆania sprzecznego z wiedz¥ naukow¥ lub z zasadami etyki, psychiatra musi odm¢wi† wsp¢ˆpracy. 8. Cokolwiek psychiatra usˆyszaˆ od pacjenta albo poznaˆ podczas badania go lub leczenia, musi by† zachowane w poufno˜ci, chyba ¾e pacjent zwolni go z tego zobowi¥zania, albo te¾ gdy konieczno˜† zapobie¾enia powa¾nej szkodzie b©dzie wymagaˆa od pacjenta lub innych os¢b ujawnienia tajemnicy. W takich jednakie wypadkach pacjent powinien by† powiadomiony o tym ujawnieniu. 9. Rozwijanie i szerzenie wiedzy i umiej©tno˜ci psychiatrycznych wymaga udziaˆu pacjent¢w. Pacjent musi wyrazi† zgod© na przedstawienie go na wykˆadzie naukowym a tak¾e, je¾eli to jest mo¾liwe, na wykorzystanie jego historii choroby 136 137 w naukowej publikacji; nale¾y przy tym uczyni† wszystko co mo¾liwe, by nie uchybi† godno˜ci i anonimowo˜ci pacjenta oraz uchroni† jego dobre imi©. Udziaˆ pacjenta w klinicznych badaniach naukowych musi by† dobrowolny po udzieleniu peˆnych informacji o celu badania i metodach oraz ewentualnym ryzyku i niedogodno˜ciach zwi¥zanych z badaniem. Zawsze trzeba zachowa† rozs¥dny stosunek mi©dzy przewidywanym ryzykiem i niedogodno˜ciami dla pacjenta a korzy˜ci¥, jak¥ daje badanie. W badaniu klinicznym musz¥ by† ~aciwwan~ i prz~st:zcga:.c wszelkie prawa osoby uczestnicz¥cej, jak ka¾dego pacjenta. Je¾eli idzie o dzieci i pacjent¢w, kt¢rzy nie zdolni s¥ wyrazi† wˆasn¥ wol©, trzeba uzyska† zgod© od prawnego zast©pcy. Ka¾dy pacjent i osoba uczestnicz¥ca w badaniu jest uprawniona z jakiego b¥d« powodu i w kt¢rym b¥d« czasie wycofa† sw¥ zgod© na dalszy udziaˆ w dobrowolnym leczeniu, w programie badawczym b¥d« dydaktycznym, w kt¢rym uczestniczy. Odmowa ta, ani wycofanie si© z udziaˆu w projekcie badawczym, nigdy nie powinny wpˆywa† na starania psychiatry pomagania pacjentom i uczestnikom badania. 10. Psychiatra powinien przerwa† wykonywanie wszelkich program¢w terapeutycznych, dydaktycznych i naukowych, kt¢re mog¥ si© rozwija† niezgodnie z zasadami tej deklaracji. ZALECENIA ZARZ~DU G�àWNEGO POLSKIEGO TOWARZYSTWA PSYCHIATRYCZNEGO W SPRAWIE BADAã St~DOWO-PSYCHIATRYCZNYCH W zwi¥zku z powtarzaj¥cymi si© niedoci¥gni©ciami w praktyce s¥dowo-psychiatrycznej, Zarz¥d Gˆ¢wny Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego zwraca uwag© na potrzeb© uwzgl©dnienia przez biegˆych psychiatr¢w nast©puj¥cych sugestii: 1. Niedobrowolny charakter badaä s¥dowo-psychiatrycznych zobowi¥zuje lekarza do szczeg¢lnej czujno˜ci etycznej oraz czynno˜ci zgodnych z liter¥ ustaw: w sprawach formalnie nieuregulowanych wytyczn¥ post©powania powinny by† zasady deontologii lekarskiej. 2. Badania psychiatryczne s¥ zˆo¾onym i delikatnym typem interakcji mi©dzyludzkiej, kt¢re mog¥ by† podejmowane tylko w stosownych warunkach, w atmosferze spokoju, godno˜ci i intymno˜ci, co sprzyja te¾ bezpo˜rednio merytorycznej rzetelno˜ci wynik¢w badaä. W zwi¥zku z tym powinny by† one z zasady wykonywane w zakˆadach powszechnej sˆu¾by zdrowia. 3. Tryb badaä, stawiennictwo biegˆych na rozprawach itp. powinny mie† staˆ¥ organizacyjn¥ form© wsp¢ˆpracy mi©dzy zakˆadami opieki psychiatrycznej a organami wymiaru sprawiedliwo˜ci po to, aby mo¾liwie optymalnie godzi† wielorakie obowi¥zki lekarzy biegˆych. 4. Najpowa¾niejsz¥ konsekwencj¥ udziaˆu biegˆych w post©powaniu karnym jest umieszczenie sprawcy czynu zabronionego w szpitalu psychiatrycznym na bezterminowej detencji. Z wielu powod¢w jest ogromnie po¾¥dane, aby ocena przesˆanek zastosowania ˜rodka zabezpieczaj¥cego nast©powaˆa w warunkach obserwacji sprawcy w zakˆadzie leczniczym, a nie w warunkach badania ambulatroryjnego. 5. Troska o zachowanie tajemnicy lekarskiej jest gˆ¢wnie trosk¥ samych lekarzy. W post©powaniu karnym lekarz wyst©puj¥cy w roli biegˆego lub ˜wiadka mo¾e odm¢wi† zeznaä co do fakt¢w obj©tych tajemnic¥ zawodow¥, chyba, ¾e s¥d lub prokurator zwolni go od tego obowi¥zku (art. 163 KPK). W przypadku zwolnienia, przesˆuchanie lekarza mo¾e nast¥pi† tylko z wyˆ¥czeniem jawno˜ci rozprawy (art. 164 õ 1 KPK). W ka¾dym uzasadnionym przypadku biegli mog¥ z wˆasnej inicjatywy korzysta† z przedstawionej mo¾liwo˜ci procesowej, a nadto domaga† si© zawsze klauzuli niejawno˜ci dla jakiejkolwiek dokumentacji lekarskiej przekazywanej organom wymiaru sprawiedliwo˜ci. Opini© s¥dowo-psychiatryczn¥ powinno zamyka† stwierdzenie biegˆych, ¾e stanowi ona w caˆo˜ci tajemnic© zawodow¥ w rozumieniu przepisu õ 9,1. Rozporz¥dzenie Ministra Sprawiedliwo˜ci z dnia 9.10.1970 (Dz.U. nr 27, poz. 217) w zwi¥zku z art. 14 Ustawy o zawodzie lekarza z dnia 20.10.1950 r. (Dz. U. z dnia 29.10.1950, nr 50, poz. 458). 6. Badanie stanu zdrowia psychicznego sprawc¢w czyn¢w zabronionych wykonywane przez psychiatr¢w razem z psychologami klinicznymi i wydawane wsp¢lnie ekspertyzy r¢wnie¾ nie mog¥ uchybia† zasadom etyki medycznej. 138 139 DEKLARACJA HELSIãSKA (TOKIO)X przyj©ta na 29 Generalnym Zgromadzeniu Swiatowego Zwi¥zku Lekarzy, Tokio 1975 'lalecenia dla lekarzy, kt¢rzy uczestnicz¥ w biomedycznych badaniach na czˆowieku Przedmowa 'ladaniem lekarzy jest zachowanie zdrowia czˆowieka. Wypeˆnianiu tego zadania sˆu¾y on sw¥ wiedz¥ i sumieniem. Genewska deklaracja Swiatowego Zwi¥zku Lekarzy zobowi¥zuje lekarzy sˆowami: "zdrowie mego pacjenta ma by† moim najszlachetniejszym zadaniem", a mi©dzynarodowy kodeks etyki lekarskiej stanowi: "Wszelk¥ czynno˜† lub porad©, kt¢re mogˆyby osˆabia† fizyczn¥ I psychiczn¥ odporno˜† czˆowieka, wolno zastosowa† tylko w jego wˆasnym interesie". Celem biomedycznych badaä na czˆowieku musi by† doskonalenie metod diagnostycznych, terapeutycznych i profilaktycznych, jak tez lepsze poznanie etiologii i patogenezy choroby. W praktyce medycznej post©powanie diagnostyczne, terapeutyczne lub profilaktyczne ˆ¥czy si© z ryzykiem; dotyczy to tym bardziej biomedycznych badaä na czˆowieku. Post©p medyczny polega na badaniu, kt¢re w koäcu musi si© opiera† na pr¢bach na czˆowieku. W hiomedycznym badaniu na czˆowieku trzeba w zasadzie odr¢¾nia† pr¢by, kt¢re le¾¥ gˆ¢wnie w interesie pacjenta i kt¢re (podejmuje si©)x w czysto naukowym celu, bez bezpo˜redniej diagnostycznej warto˜ci dla badanej osoby. Szczeg¢ln¥ ostro¾no˜† trzeba stosowa† przy przeprowadzaniu badaä, kt¢re mog¥ mie† szkodliwy wpˆyw na ˜rodowisko. Trzeba mie† (tak¾e) wzgl¥d na dobro zwierz¥t do˜wiadczalnych. Poniewa¾ wyniki badaä laboratoryjnych trzeba zastosowa† tak¾e na czˆowieku, aby wspomaga† wiedz© naukow¥ i pom¢c cierpi¥cej ludzko˜ci —wiatowy Zwi¥zek Lekarzy wypracowaˆ nast©puj¥ce zalecenia jako wytyczne sˆu¾¥ce ka¾demu lekarzowi, czynnemu w biomedycznych badaniach na czˆowieku. Powinno si© je w przyszˆo˜ci sprawdzi†. The World Medical Associaton 29 Zgromadzenie Generalne —wiatowego Zwi¥zku Lekarzy, Tokio 1975. Tˆumaczyˆ tekst z czasopisma: "Deutsches Arzteblatt" 1976 (l31-133) dr med. Zdzisˆaw Jaroszewski. (wyrazy w nawiasach) - od tˆumacza. Trzeba podkre˜li†, ¾e zalecenia te pomy˜lne s¥ jako wytyczne dla lekarzy caˆego ˜wiata; ¾aden lekarz nie jest zwolniony od odpowiedzialno˜ci prawnej, cywilnej i zawodowej wedˆug ustaw swego kraju. I. Og¢lne podstawowe zasady i. iiiumeuyczne badanie na cziuwieku musi uupuwiaua† przyj~lym powszechnie zasadom naukowym; powinno budowa† na wystarczaj¥cch wynikach laboratoryjnych i badaniach na zwierz©tach oraz na rozlegˆej znajomo˜ci literatury naukowej. 2. flanowanie i przeprowadzenie ka¾dego badania na czˆowieku powinno by† jednoznacznie opisane w protok¢le badania; ten protok¢ˆ powinien by† przekazany powoˆanej w tym celu niezale¾nej komisji w celu zasi©gni©cia rady, zaj©cia stanowiska i przyj©cia wˆa˜ciwego kierunku (post©powania). 3. Biomedyczne badanie na czˆowieku powinno by† przeprowadzone tylko przez wykwalifikowane naukowo osoby i pod nadzorem do˜wiadczonego klinicznie lekarza. Odpowiedzialno˜† za osob© badan¥ ponosi stale lekarz, nie za˜ sama osoba badana, tak¾e wtedy, gdy wyraziˆa na to zgod©. 4. Biomedyczne badanie na czˆowieku dopuszczalne jest tylko wtedy, gdy znaczenie celu badania stoi w odpowiednim stosunku do ryzyka dla osoby badanej. 5. Ka¾de biomedyczne przedsi©wzi©cie badawcze na czˆowieku powinno by† poprzedzone starannym rozwa¾eniem daj¥cego si© przewidzie† ryzyka w por¢wnaniu z przypuszczaln¥ korzy˜ci¥ dla osoby badanej i innych. Zawsze musi rozstrzyga† troska o interesy osoby badanej w por¢wnaniu z interesami nauki i spoˆeczeästwa. 6. Zawsze musi by† przestrzegane prawo do zachowania wˆasnej nienaruszalno˜ci pacjenta. Nale¾y uczyni† wszystko dla ochrony sfery prywatno˜ci osoby badanej; wpyw na cielesn¥ i duchow¥ nienaruszalno˜†, jak i na osobowo˜† osoby badanej powinien by† utrzymany w stopniu jak najmniejszym. 7. Lekarz powinien zaniecha† uczestnic-nenia w badaniu na czˆowieku, je¾eli nie jest przekonany, i¾ mo¾na przewidzie† poˆ¥czone z pr¢b¥ ryzykowne przedsi©wzi©cie. Lekarz powinien pr¢b© przerwa†, skoro si© oka«e, i« ryzykowne dziaˆanie przewa¾a nad mo¾liw¥ korzy˜ci¥. 8. Przy publikowaniu wynik¢w badania lekarz oaowi¥zany jest dokˆadnie je opisa†. Sprawozdania o pr¢bach, kt¢re nie byˆy wykonane zgodnie z zasadami przedstawionymi w tej deklaracji, nie powinny by† przyj©te do opublikowania. 9. Przy ka¾dej pr¢bie na czˆowieku ka¾da badana osoba musi by† wystarczaj¥co poinformowana o zamiarze i jej przeprowadzeniu, o spodziewanych korzy˜ciach i ryzykach pr¢by, jak te¾ o ewentualnie poˆ¥czonych z tym zaburzeniach samopoczucia. Badanej osobie powinno si© zwr¢ci† uwag©, ¾e wolno jej na pr¢b© si© nie zgodzi† i ¾e mo¾e w ka¾dej chwili dane ju¾ przyzwolenie odwoˆa†. Po takim wyja˜nieniu lekarz powinien odebra† dobrowoln¥ zgod©; o˜wiadczenie powinno by† zˆo¾one na pi˜mie. 10. Je¾eli badana osoba jest od lekarza uzale¾niona, albo zgoda na pewn¥ pr¢b© dana byˆa pod naciskiem, lekarz - po wyja˜nieniu i uzyskaniu zgody - powinien post©powa† ze szczeg¢ln¥ ostro¾no˜ci¥. W takim wypadku zgoda powinna by† przyj©ta 140 141 przez lekarza, kt¢ry nie zajmuje si© pr¢b¥ i stoi poza ewentualnym stosunkiem zale¾no˜ci. I1. Je¾eli badana osoba nie jest zdolna do samostanowienia, zgod© na pr¢b© powinien przyj¥†, po otrzymaniu wyja˜nienia, ustawowy opiekun zgodnie z (postanowieniami) miejscowego prawa. Zgoda upowa¾nionego krewnego zast©puje zgod© badanej osoby, je¾eli ta z powodu fizycznego czy psychicznego upo˜ledzenia nie moie SkUCCCZI1CJ zgudy UUGICiIC, AiUU )Cai iii†p†iihiiCiiai¥. 12. Protok¢ˆ badania powinien zawsze opisywa† refleksje etyczne w zwi¥zku z przeprowadzon¥ pr¢b¥ i wykaza†, ¾e zasady niniejszej deklaracji zostaˆy zastosowane. II. Badanie medyczne w poˆ¥czeniu z leczeniem (pr¢by kliniczne) 1. Podczas leczenia lekarz musi dysponowa† wolno˜ci¥ zastosowania nowych metod diagnostycznych i terapeutycznych, je¾eli jego zdaniem nios¥ nadziej© uratowania Tycia pacjenta, uzdrowienia go lub zˆagodzenia jego cierpieä. 2. Poˆ¥czone z zastosowaniem nowego post©powania korzy˜ci, ryzyko i zaburzenie samopoczucia powinny by† rozwa¾one w por¢wnaniu z zaletami dotychczas stosowanych metod diagnostycznych i terapeutycznych. 3. Przy ka¾dej pr¢bie medycznej wszyscy pacjenci - razem z tymi z ewentualnej grupy kontrolnej - powinni korzysta† z wypr¢bowanego post©powania diagnostycznegoiterapeutycznego. 4. Odmowa pacjenta uczestniczenia w pewnej pr¢bie nigdy nie powinna upo˜ledza† stosunku lekarza do pacjenta. 5. Je¾eli lekaFz po wyja˜nieniu uzna za konieczne zrezygnowanie z uzyskania zgody, powinno si© szczeg¢lne powody tego post¥pienia wyˆo¾y† w protok¢le badania przeznaczonego dla niezale¾nej komisji. 6. Lekarz mo¾e badanie naukowe (podj©te) w celu uzyskania nowych wiadomo˜ci naukowych ˆ¥czy† z opiek¥ lekarsk¥ tylko o tyle, o ile badanie medyczne uzasadnione jest znaczeniem mo¾liwych do uzyskania dla pacjenta korzy˜ci diagnostycznych i terapeutycznych. III. Nie - terapeutyczne biomedyczne badanie na czˆowieku 1. W czysto naukowym zastosowaniu badania medycznego na czˆowieku obowi¥zkiem lekarza jest chroni† ¾ycie i zdrowie osoby, na kt¢rej przeprowadza si© badanie biomedyczne. 2. Osobami poddawanymi pr¢bom powinni by† ochotnicy albo osoby zdrowe, b¥d« pacjenci, u kt¢rych zamierzenie badawcze nie ma zwi¥zku z ich chorob¥. 3. Badaj¥cy lekarz, b¥d« badaj¥cy zesp¢ˆ, powinien pr¢b© przerwa†, je¾eli jego lub ich zdaniem dalsze prowadzenie badania mogˆoby czˆowiekowi zaszkodzi†. 4. Przy pr¢bach dokonywanych na czˆowieku interes nauki czy te¾ spoteczeästwa nigdy nie powinny mie† pierwszeästwa przed wzgl©dami, kt¢re dotycz¥ dobrego samopoczucia badanej osoby. Jolanta Ruszkowska OSTATNIA CHOROBA - "HOSPICJUM" Etyka lekarska, jak i piea. . ip~iiiurarcu, rnuai euruW uu swoich «r¢del a tymi «r¢dlami s¥: ludzka dobro†, ludzku milo˜†, ludzkie wsp¢lczucie. Wˆadyslaw Szenajch Byˆoby to sformuˆowanie peˆne nadziei, gdyby oznaczaˆo pocz¥tek trwaˆego zdrowia. Stajemy jednak wobec problem¢w choroby ostatniej, bo koäcz¥cej ¾ycie. Podejmuj¥c ten temat w imieniu poznaäskiego zespoˆu hospicyjnego zdaj© sobie spraw©, ¾e nasze do˜wiadczenia, wyniesione z niespeˆna dwuletniej pracy z lud«mi umieraj¥cymi, nie upowa¾niaj¥ nas do autorytatywnych wypowiedzi w kwestiach etyki ludzi powoˆanych do opieki nad czˆowiekiem w okresie terminalnym. Opieram si© wi©c r¢wnie¾ na literaturze tego tematu. Realna perspektywa zbli¾aj¥cej si© ˜mierci (jedynego pewnego faktu w naszym ¾yciu) jest zawsze zaskoczeniem dla chorego i rodziny. Zawsze zjawia si© nie w por©, dezorganizuje na pewien czas ¾ycie rodziny, powoduje ogromne przeci¥¾enia psychiczne, pr¢b© dla miˆo˜ci, od kt¢rych ˜wiat wsp¢ˆczesny z uporem odwraca gˆow©. Lekarz przewainie r¢wnie¾ woli ich nie dostrzega†. Nawet ten, kt¢ry po˜wi©ca swoje ¾ycie walce z chorob¥, walce o ¾ycic drugiego czˆowieka. Wobec jednak nieuniknionej ˜mierci swojego pacjenta czuje si© pokonany, za¾enowany swoj¥ niemoc¥, niepotrzebny, zaniepokojony my˜l¥ o wˆasnej ˜mierci i w najtrudniejszych chwilach opuszcza niekiedy tego, kt¢ry mu zaufaˆ, pogˆ©biaj¥c jego cierpienie. Albo, ¾eby odwlec nieuniknion¥ ˜mier†, podejmuje wysiˆek intensywnej terapii, kt¢r¥ cz©sto mo¾na jui tylko nazwa† "uporczyw¥ terapi¥", dostraczaj¥c choremu wi©cej cierpienia ni¾ sama choroba. Mi©dzy tymi dwiema skrajnymi postawami znajduje si© du¾a grupa lekarzy, kt¢rzy mimo najlepszej woli niesienia pomocy w terminalnym okresie choroby czuj¥ si© bezradni, poniewa¾ brak im przygotowania do tego rodzaju opieki paliatywnej-objawowej. Gdzie tkwi przyczyna takich postaw wielu lekarzy? Si©gn¥† trzeba chyba a¾ do wychowania w domu rodzinnym, gdzie ˜mier† jest pozornie obˆaskawiona, kiedy si© j¥ od dzieciästwa ogl¥da na ekranie telewizyjnym, ale przera¾aj¥ca, je¾eli dotyczy kogo˜ bliskiego, a zupeˆnie odrzucona jako mo¾liwo˜† i pewno˜† wˆasnego koäca ¾ycia. Studia medyczne od pierwszych chwil wprowadzaj¥ przyszˆych lekarzy do prosektorium, gdzie ludzkie zwˆoki s¥ ju¾ tylko materiaˆem, pomoc¥ naukow¥. Czy jednak na wy¾szych latach studi¢w po˜wi©ca si© wykˆady przedstawieniu roli lekarza w stanach terminalnych, czy asystenci prowadz¥ studenta do czˆowieka umieraj¥cego i ucz¥ jak trwa† przy nim, przynosz¥c ulg© przez drobne przysˆugi lekarskie lub cho†by 142 143 tylko piel©gnacyjne? Czy lekarz wraz ze studentem lub piel©gniark¥ znajduje czas, ¾eby wysˆucha† tego czˆowieka nie okazuj¥c po˜piechu i zniecierpliwienia, czy maj¥ oni odwag© wsp¢lnie z nim szuka† odpowiedzi na dr©cz¥ce pytanie odno˜nie jego pogarszaj¥cego si© stanu zdrowia? ... "zasadniczym bˆ©dem naszego post©powania jest to, ¾e umieraj¥cym po˜wi©camy za maˆo czasu, ¾e pozostawiamy ich samym sobie" (M. Gembicki)~. t ~_,._~ .__: i..: ,... ' ...ˆ~ :::.  o K iPdv rrari_ nary2em _n_a cykt-rc a.i.nam. w`uca ovl"vji, wV,v . .. .`.....,...... Zy:::,.. ., ~ r,: w tej walce, odchodzi, twierdz¥c, ¾e jego czas jest potrzebny tym, kt¢rym jeszcze mo¾na pom¢c. "Obowi¥zkiem ka¾dej akademii medycznej wobec ka¾dego studenta medycyny jest posadzi† go przy ˆ¢¾ku chorego umieraj¥cego" (Kielanowski 1975) (...) "Obawa uczelni przed wprowadzaniem takiej tematyki (opieki nad äieuleczalni chorym i umieraj¥cym - przyp. J.R.) do program¢w nauczania jest zrozumiaˆa. Nie ma kto tego uczy†. Nie ma do˜wiadczeä, badaä, pogl¥d¢w udokumentowanych" (P. Miildner-Nieckowski)2. Powstaˆa wi©c wielka luka - nie ma lekarzy dla umieraj¥cych. Luk© t© zaczyna wypeˆnia† rozwijaj¥ca si© szybko w krajach zachodnich nowa gaˆ¥« medycyny - medycyna terminalna, zrodzona z do˜wiadczeä hospicj¢w (o kt¢rych b©dzie mowa dalej). Zanim jednak dotrze ona do naszej sˆu¾by zdrowia - pozostaje do przemy˜lenia szereg problem¢w etycznych, zwi¥zanych z opiek¥ nad lud«mi zbli¾aj¥cymi si© do ˜mierci. S¥ to: 1) sprawa informowania (lub nie) o zagro¾eniu ¾ycia, 2) intensywna terapia i "uporczywa terapia", 3) eutanazja czynna i bierna, 4) terapia paliatywna (objawowa). S¥dz©, ¾e nie mo¾na jednak rozpatrywa† problem¢w etycznych czysto teoretycznie, w peˆni zdrowia siedz¥c za biurkiem. Warto wi©c spr¢bowa† spojrze† na nie oczyma chorego i jego rodziny w sytuacji zagro¾enia ¾ycia. O rozpoznaniu choroby, kt¢ra wedˆug obecnego stanu wiedzy medycznej w spos¢b nieunikniony prowadzi do ˜mierci, chory rzadko dowiaduje si© wpcost od lekarza. Najcz©˜ciej o swoim stanie wnioskuje na podstawie dost©pnych podr©cznik¢w lekarskich, post©pu objaw¢w choroby, ale tak¾e obserwuj¥c zachowanie: lekarzy, piel©gniarek, salowych, swoich bliskich i znajomych. Zmowa milczenia ˆ¥czy si© z opuszczeniem przez lekarzy (mniejsze zainteresowanie w czasie wizyty lekarskiej, zwolnienie ze szpitala, brak odwiedzin domowych), nienaturalnym zachowaniem odwiedzaj¥cych znajomych, zatroskaniem i odczuwalnym l©kiem najbli¾szych. W takiej sytuacji dla chorego i jego rodziny zaczyna si© trudny okres wchodzenia w tajemnic© ˜mierci. Gˆ©bia tej tajemnicy odsˆania si© dopiero w prze¾yciu osobistym, kt¢re rozgrywa si© w samotno˜ci ducha. Mimo ogromnego zr¢¾nicowania ludzkich osobowo˜ci, reakcje na sytuacj© zagro¾enia ¾ycia daj¥ si© sprowadzi† w wielkim przybli¾eniu do znanego schematu "pi©ciu etap¢w" (E. Kiibler-Ross)'; (E. Sikorska)" prze¾ywanych zar¢wno przez chorego jak i rodzin©. 1) Z a p r z e c z e n i e - nie mog© i nie chc© uwierzy† w realno˜† choroby, wyszukuj© argumety, kt¢re jej przecz¥: jest to mechanizm obronny. 2) G n i e w, b u n t - dlaczego mnie si© to zdarza, czy zawiniˆem wi©cej ni¾ inni; gniew ten obraca si© niekiedy przeciw piel©gnuj¥cym i rodzinie. 3) T a r g o w a n i e s i © - je¾eli wyzdrowiej©, naprawi© krzywdy wyrz¥dzone najbli¾szym, b©d© ¾yˆ inaczej, m¥drzej; je¾eli doczekam tego wa¾nego dnia w moim czy bliskich ¾yciu. b©d© gotowy odej˜†. 4) D e p r e s j a - osˆabienie nadziei, poczucie utraty znaczenia w rodzinie i spoˆeczeästwie, pustka, opuszczenie, sytuacja bez wyj˜cia; ten stan mo¾e trwa† bardzo dˆugo. 5) Akceptacja choroby i ˜mierci-mo¾e zjawi† si© na kr¢tko przed ˜mierci¥ jako wynik peˆnej dojrzaˆo˜ci duchowej; jest to etap bardzo pi©kny, obdarzaj¥cy otoczenie gˆ©bokimi prze¾yciami (w gˆ©bi mog¥ mimo tego kry† si© poprzednie etapy). Etapy te trwaj¥ r¢¾nie dˆugo i mog¥ nawraca† do fazy wcze˜niejszej. Nie zawsze te¾ dochodzi do peˆnej dojrzaˆo˜ci. W ostatnich latach ukazaˆo si© w j©zyku polskim wiele pi©knych ksi¥¾ek na temat ˜mierci i umierania (w wi©kszo˜ci tˆumaczeä z literatury zachodniej) opartych na wˆasnych do˜wiadczeniach autor¢w w kontaktach z lud«mi bliskimi ˜mierci. S¥ to opracowania niezwykle cenne, a zawarte w nich przykˆady, obserwacje, przemy˜lenia i rozmowy z chorymi mog¥ by† dla lekarza czy piel©gniarki pomoc¥ i ˜wiatˆem w niejednej trudnej sytuacji. ½adna lektura nie jest jednak w stanie zast¥pi† osobistego kontaktu z chorym. Kto potrafi z prawdziw¥ miˆo˜ci¥ i pokor¥ towarzyszy† czˆowiekowi odchodz¥cemu, mo¾e uczestniczy† w jego dojrzewaniu na tyle, na ile chory mu zaufa. Wtedy dowie si© z ust chorego, mo¾e tylko z jego spojrzenia, a mo¾e w jego obecno˜ci we wˆasnym wn©trzu wyczyta, co le¾y u podstaw tych prze¾y†, kt¢re ukˆadaj¥ si© we wspomniane kolejne etapy zmagaä duchowych w drodze ku ˜mierci ciaˆa. Bez w¥tpienia tkwi tam cudowny dar w postaci tak pot©¾nego instynktu ¾ycia, ¾e nawet czˆowiek dotkni©ty ci©¾kim kalectwem i wielkim cierpieniem lub udr©czony staro˜ci¥, jak dˆugo jest zdrowy psychicznie, pragnie ¾y† mimo wszystko. A wi©c pragnienie i umiˆowanie ¾ycia jako wielkiego daru, ˆ¥czy si© z l©kiem przed ci©¾k¥ chorob¥, cierpieniem, umieraniem i ˜mierci¥. Mo¾e to by† l©k przed cierpieniem fizycznym np. pochˆaniaj¥cym ˜wiadomo˜† b¢lem nowotworowym. Chory obawia si© czy wytrzyma ten b¢l, czy si© nie zaˆamie. To tak¾e l©k przed upokorzeniem, brakiem kontroli nad wˆasnym ciaˆem, zale¾no˜ci¥ od pomocy innych ludzi, bezradno˜ci¥, opuszczeniem przez lekarza i najbli¾szych, poczuciem, ¾e jest ci©¾arem dla tych, kt¢rzy si© nim opiekuj¥, ich utrudzeniem, ˆzami, utrat¥ nadziei, brakiem akceptacji przez otoczenie, samotno˜ci¥, utrat¥ presti¾u, roli spoˆecznej i rodzinnej. Chory mo¾e ba† si© r¢wnie¾, czy potrafi zaakceptowa† swoj¥ sytuacj©, modli† si©, nie utraci† nadziei, nie zagubi† wiary, miˆo˜ci, pokoju. Dlaczego prze¾ywa wtedy bunt i pr¢buje wytargowa† odroczenie wyroku? Poniewa¾ spotyka go to "za wcze˜nie", nie jest gotowy, chce naprawi† swoje ¾ycie, 144 145 dokoäczy† dzieˆo ¾ycia, doj˜† do zamierzonego celu, przemy˜le†, peˆniej uwierzy†, mie† czas na ˜wiadome wyra¾enie zgody na odej˜cie, przygotowa† si© do drogi, zabezpieczy† najbli¾szych, rozporz¥dzi† dobrami materialnymi, uzyska† zgod© najblliSZyCh na odej˜cie (szczeg¢lnie wa¾ne dla umieraj¥cego dziecka). I wreszcie, co - w ˜wiadomo˜ci chorego - oznacza† mo¾e ˜mier† ciaˆa? Zerwanie naturalnych wi©z¢w uczuciowych z osobami bliskimi, wej˜cie w absolutn¥ samotno˜†, w nieznana rzeczywisto˜†, zerwanie maski, zasˆony zˆudzeä i zakˆamania, staniecie twarz¥ w twarz z sob¥ samym i z Panem wieczno˜ci. To spotkanie z miˆuj¥cym i miˆosiernym Ojcem, kt¢ry jak w przypowie˜ci wychodzi naprzeciw powracaj¥cego syna, mo¾e by† «r¢dˆem nadziei i pokoju dla wierz¥cych. Tych, kt¢rym ˆatwiej wierzy† w sprawiedliwo˜† ni¾ w miˆo˜† ku sobie, to spotkanie napawa l©kiem. Sytuacja os¢b, w ˜wiadomo˜ci kt¢rych ˜mier† jest koäcem istnienia, jest jeszcze trudniejsza. Rodzina chorego zwykle wcze˜niej przechodzi przez te bolesne stany (niedowierzania, buntu, depresji), kiedy chory jeszcze si© nie domy˜la powagi swojego stanu. Podtrzymuje ich na duchu walka o jego zdrowie nawet wbrew nadziei. Szukanie nowych sposob¢w leczenia, cz©sto pozamedycznych, nowych lek¢w, zabieg¢w, konsultacji. Bardzo trudnym momentem dla rodziny jest dzieä, kiedy lekarz o˜wiadcza: "wyczerpali˜my wszelkie ˜rodki, nic wi©cej zrobi† nie mo¾emy". Chory zostaje wypisany ze szpitala. W Polsce dodatkowym "usprawiedliwieniem" tej decyzji jest faktyczny, katastrofalny brak ˆ¢¾ek szpitalnych. L©k przed podj©ciem trudnej opieki piel©gnacyjnej, do kt¢rej zwykle brak przygotowania, trudno˜ci w zdobywaniu lek¢w i opatrunk¢w, l©k przed bezradno˜ci¥ wobec cierpienia fizycznego i duchowego, skˆania niekiedy rodzin© do staraä o pozostawienie chorego w szpitalu. Sam chory r¢¾nie reaguje na propozycj© 'zwolnienia: dla tego, kt¢ry spodziewa si© ratunku w szpitalu, kt¢ry nie czuje si© gotowy na ˜mier†, wypisanie r¢wna si© przekre˜leniu szans na ¾ycie, pogˆ©bia cierpienie fizyczne i psychiczne (M. Adamczak i in.)v. Je¾eli uda si© pozostawi† go w szpitalu, zazwyczaj nie b©dzie mu oszcz©dzony powolny spadek zainteresowania jego osob¥, a¾ do umierania w osamotnieniu, cz©sto na korytarzu za parawanem ¾eby oszcz©dzi† prze¾y† wsp¢ˆpacjentom na sali, dobrze, je¾eli w obecno˜ci kogo˜ bliskiego. Zdarza si© jednak, ¾e rodzina, zostawiaj¥c chorego w szpitalu, czuje si© zwolniona z towarzyszenia mu w najtrudniejszych chwilach. Wi©kszo˜† chorych, przeczuwaj¥c, ¾e zbli¾a si© nieunikniony koniec ¾ycia, pragnie jednak wr¢ci† do rodzinnego domu. Sytuacja chorego, kt¢rego rodzina zabiera do domu, ksztaˆtuje si© r¢¾nie w zale¾no˜ci od mo¾liwo˜ci i ch©ci otoczenia go odpowiedni¥ opiek¥ lekarsko-piel©gnacyjn¥, a nade wszystko miˆo˜ci¥, serdeczno˜ci¥, wytrwaˆ¥ obecno˜ci¥ i zrozmieniem. Zdarza si© jednak, ¾e "je¾eli kto˜ umiera, bo choruje beznadziejnie, to rodzina wzywa pogotowie ratunkowe. Nikogo nie obchodzi to, ¾e tam czˆowiek staje si© w¢wczas przerzucanym workiem z resztk¥ ¾ycia, ¾e powinien wˆa˜nie w tej chwili sta† si© Kim˜, Czˆowiekiem pisanym du¾¥ liter¥. Medycyna stworzyˆa mit szansy uleczenia dla wszystkich" (P. Miildner-Nieckowski)Z. Maj¥c przed oczyma obraz niezwykle trudnych prze¾y† chorego i jego rodziny w terminalnym okresie choroby, spr¢bujmy przyjrze† si© powstaj¥cym w tych sytuacjach problemom etycznym lekarzy, piel©gniarek i innych os¢b opiekuj¥cych si© chorym. Niech punktem wyj˜cia b©d¥ sˆowa papie¾a Jana Pawˆa I I wypowiedziane na spotkaniu z chorymi i Sˆu¾b¥ Zdrowia (Gdaäsk 1987): "Jeste˜cie powoˆani, aby miˆowa† do koäca". 1. Sprawa informowania chorego M¢wi† czy nie m¢wi† choremu o nieuleczalnej chorobie zagra¾aj¥cej ¾yciu? W burzliwych dyskusjach na ten temat zdania zwykle s¥ podzielone, du¾o sˆusznych argument¢w za i przeciw. Godno˜† czˆowieka domaga si© prawa do prawdy, ale i do miˆosierdzia. Z jednej strony prawo do ˜wiadomego prze¾ycia najwa¾niejszej chwili, ku kt¢rej zmierza przez caˆe ¾ycie, z drugiej strony prawo do zachowania nadziei, bez kt¢rej ¾y† nie spos¢b. Lekarz, kt¢ry okˆamuje chorego, traci autorytet. Temu, kt¢ry brutalnie powie prawd©, trudno przebaczy† zabicie nadziei. Stopniowe przygotowanie do przyj©cia trudnej prawdy chory mo¾e przyj¥† tylko od tego lekarza, kt¢rego ¾yczliwo˜ci, wiedzy, uczciwo˜ci i zrozumienia jest pewny. Pewny r¢wnie¾ tego, ¾e wytrwa przy nim, ¾e go nie opu˜ci do koäca; zˆagodzi b¢le i inne pojawiaj¥ce si© dolegliwo˜ci. Wi©kszo˜† chorych w terminalnym okresie choroby nie stawia juz pytaä o istot© choroby, przeczuwaj¥c j¥ i ukrywaj¥c przed rodzin¥, ¾eby nie rani† najbli¾szych. Ci z kolei znaj¥c rozpoznanie nie dopuszczaj¥ do jego ujawnienia przed chorym (faˆszywe karty informacyjne ze szpitala). I tak nawet ludzie, kt¢rzy przez caˆe ¾ycie m¢wili sobie prawd©, teraz w imi© miˆo˜ci zrywaj¥ t© cenn¥ wi©«. A kiedy chory pr¢buje nawi¥za† rozmow© na temat ˜mierci, zmieniaj¥ temat, do kt¢rego ju¾ cz©sto nigdy z wielk¥ szkod¥ dla obu stron, nie b©d¥ mieli siˆy powr¢ci†. E. Kiibler-Ross pisze na ten temat: "zdaniem wielu naszych pacjent¢w, wypisanych ze szpitala, ˆatwiejszy stawaˆ si© dla nich powr¢t do domu, poniewa¾ przedtem mogli wypowiedzie† swoje obawy; kilku z nich poprosiˆo o spotkanie z rodzin¥ w naszej obecno˜ci po to, by zrezygnowa† z fasady kˆamstw i w peˆni cieszy† si© razem ostatnimi tygodniami, jakie pozostaˆy. (...) Mieli˜my kilku pacjent¢w, kt¢rzy byli zaˆamani i z kt¢rymi nie mo¾na byˆo nawi¥za† kontaktu a¾ do chwili, kiedy zacz©li˜my rozmawia† z nimi o tym, jak powa¾ny jest ich stan. Poprawiˆo si© samopoczucie, zacz©li znowu je˜† i kilku jeszcze raz wr¢ciˆo do domu ku zdumieniu rodziny i lekarzy. Jestem przekonana, ¾e robi si© wielk¥ szkod© unikaj¥c tego tematu; korzystaj¥c z odpowiedniej chwili nale¾y usi¥˜†, wysˆucha† pacjenta, podzieli† si© z nim swoimi spostrze¾eniami". (E. Kiibler-Ross~ - "Rozmowy"...)' 2. Intensywna terapia i "uporczywa terapia" Decyzja o zastosowaniu w krytycznym momencie intensywnej terapii, przedˆu¾aj¥cej ¾ycie choremu w stanie terminalnym, wydaje si© niekiedy nieuzasadniona lub 146 147 wr©cz okrutna wobec chorego, kt¢rego ka¾dy dzieä peˆen jest cierpienia i udr©ki. Jednak i tu ocena musi by† indywidualna. Je¾eli chory nie dojrzaˆ jeszcze duchowo do ˜mierci: nie czuje si© gotowy na odej˜cie, bˆaga o ratunek, o przedˆu¾enie ¾ycia, mimo, ¾e cierpi dotkliwie, wydaje si©, ¾e wszelkie wysiˆki dla speˆnienia tej pro˜by s¥ usprawiedliwione. Nagrod¥ za zrozumienie i starania zespoˆu lekarzy i piel©gniarek bywa przeˆamanie l©k¢w, akceptacja ˜mierci swojego ciaˆa i peˆne pokoju odej˜cie. TCrdpld JIQ~C Jl~ "uF7VW ¢ywA" (u. Wiiiia~)5, kieuy przedˆu¾a agoni©, Z¥kl�Cu spok¢j ostatnich godzin ¾ycia, pozbawia godno˜ci czˆowieczej umieranie, przeszkadza modlitwie, nie dopuszcza najbli¾szych, aby sercem i u˜ciskiem dˆoni dodali odwagi odchodz¥cej drogiej osobie. "Zadaniem lekarza jest tylko walka ze ˜mierci¥ patologiczn¥, a nie zapobieganie ˜mierci naturalnej. Bywaj¥ okoliczno˜ci, kiedy byˆoby bardziej zgodne z pragnieniem umieraj¥cego, gdyby lekarz zaniechaˆ swoich staraä. Wydaje si©, i¾ nale¾y uszanowa† wol© tych, kt¢rzy ˜wiadomie przyj©li koniec swego przeznaczenia" (J. Brerant)6. A wi©c i w tych dziaˆaniach lekarz powinien si© kierowa† nie tylko prawem, ale i potrzebami psychicznymi i duchowymi czˆowieka umieraj¥cego. Papie¾ Jan Paweˆ II wypowiada si© na ten temat w nast©puj¥cych sˆowach: "... nikt nie mo¾e narzuci† drugiemu obowi¥zku korzystania ze stosowanych w medycynie sposob¢w leczenia, kt¢re zˆ¥czone s¥ z ryzykiem lub staj¥ si© uci¥¾liwe dla chorego. (...) Kiedy mimo stosowania ˜rodk¢w leczniczych ˜mier† nadchodzi w spos¢b nieunikniony, wolno w sumieniu podj¥† decyzj© przerwania zabieg¢w, kt¢re s:ˆ w stanie zapewni† choremu jedynie w¥tpliwe i uci¥¾liwe dalsze ¾ycie, byle nie odm¢wiono mu jednak zwykˆej troski lekarskiej nale¾nej w podobnych wypadkach".' 3. Eutanazja ezynna i bierna W Polsce prawo zdecydowanie zabrania skracania ¾ycia drugiemu czˆowiekowi, jakiekolwiek byˆyby tego pobudki (art. 150 K.P.K.). Eutanazja jest wi©c traktowana jako przest©pstwo. W naszym spoˆeczeästwie problem eutanazji czynnej, jak dot¥d, jest raczej marginalny. Wydaje si© jednak gro«ny na Zachodzie, gdzie wedˆug najnowszych obliczeä biur do badania opinii publicznej 53% Amerykan¢w byˆoby obecnie przychylnych temu, co po drugiej stronie Atlantyku nazwano "˜mierci¥ z godno˜ci¥", jakby inna ˜mier† nie byˆa godna. Dwadzie˜cia pi©† lat temu liczono 36øIo zwolennik¢w eutanazji. W Holandii, w krajach skandynawskich i w Anglii r¢wnie¾ pojawiaia si© nurt przychylny zab¢jstwu przez wsp¢ˆczucie (J. Brehant-Thanatos)ø. Wg. tego¾ autora najcz©stsz¥ przyczyn¥ pro˜by o skr¢cenie ¾ycia jest b¢l przekraczaj¥cy granice tolerancji, "uporczywa terapia" i l©k przed umieraniem w m©czarniach. Istnieje zatem wielka potrzeba wyj˜cia naprzeciw tym cierpieniom. Lekarz mo¾e uwolni† chorego od pragnienia przyspieszenia ˜mierci, walcz¥c z b¢lem przy pomocy dost©pnych ˜rodk¢w i stosuj¥c skuteczne dawki lek¢w przeciwb¢lowych bez wzgl©du na ich ujemne strony, nawet gdyby istniaˆo niebezpieczeästwo tzw. lekotanazji, poniewa¾ celem tego dziaˆania jest niesienie ulgi i ˆagodzenie l©ku, a nie u˜miercanie. "Byˆoby zupeˆnym wyj¥tkiem, by chory, kt¢remu si© towarzyszy i kt¢ry nie cierpi, popeˆniˆ samob¢jstwo albo prosiˆ o eutanazj©. ½adnego takiego wypadku nie zanotowano w historii St. Christopher Hospicjum (Anglia) ... Zadziwiaj¥ce jest, ¾e wˆa˜nie w˜r¢d chorych na raka i umieraj¥cych stwierdza si© wprost olbrzymi¥ wol© ¾ycia i nadziej© trwaj¥c¥ do ostatnich chwil (E. Beth)s. "Naprawd© trudno sobie wyobrazi†, by czˆowiek kt¢ry leczy m¢gˆ si© sta† cho†by priygnr_lnir tyˆnwielriem ktäry ~¥hij¥" (J_ ¤rbhgn~_T/;~,~~:~~)~. Z kolei pod poj©ciem eutanazji biernej rozumie si©: zaniechanie, zaprzestanie reanimowania lub leczenia w sytuacji zagro¾enia ¾ycia wbrew woli chorego lub jego rodziny. Argumentem przeciw eutanazji biernej jest fakt, ¾e nigdy nie mo¾na by† pewnym rokowania ˜miertelnego, poniewa¾ niemal we wszystkich chorobach mog¥ wyst¥pi† niespodziewanie nawet dla lekarzy, dˆugie lub kr¢tkie okresy remisji. Z drugiej strony trudno˜† okre˜lenia sytuacji, w kt¢rej trzeba m¢wi† o eutanazji biernej i obawa przed pos¥dzeniem o jej stosowanie, prowadzi cz©sto do "uporczywej terapii". 4. Terapia paliatywna stanowi podstaw© tego, co Anglicy nazwali "the therminal care" (piel©gnacja terminalna). Do˜wiadczenia zebrane w tej dziedzinie (gˆ¢wnie przez hospicja na caˆym ˜wiecie), daˆy pocz¥tek nowej gaˆ©zi medycyny - medycynie terminalnej, kt¢rej jak ju¾ wspomniaˆam, szybki rozw¢j obserwuje si© w ostatnich latach. Piel©gnacja paliatywna jest dziedzin¥ interdyscyplinarn¥, bo u ci©¾ko (terminalnic) chorego mog¥ wyst©powa† r¢¾nego rodzaju powikˆania, w zale¾no˜ci od choroby podstawowej, stwarzaj¥c odr©bne problemy. Najwa¾niejszym zadaniem tej piel©gnacji jest walka z "b¢lem totalnym" obejmuj¥cym cierpienia fizyczne, psychiczne i duchowe, kt¢re w jednakowej mierze musz¥ by† brane pod uwag©. Pierwszym krokiem, daj¥cym podstawy do skutecznego post©powania objawowego, jest stworzenie choremu w miar© mo¾liwo˜ci warunk¢w pewnego komfortu, na kt¢ry skˆada si© wygoda pomieszczenia, funkcjonalno˜† urz¥dzeä, zapewniaj¥cych maksimum samodzielno˜ci, materac przeciwodle¾ynowy, zabezpieczenia pozwalaj¥ce spokojnie usn¥† bez obawy zabrudzenia po˜cieli (drobna pozornie sprawa, kt¢ra sp©dza sen z powiek wielu naszym chorym i staruszkom szczeg¢lnie w szpitalach), estetyka, dobre, niera¾¥ce o˜wietlenie, mo¾liwo˜† sˆuchania lubianej muzyki czy obejrzenia programu telewizyjnego, wypeˆnienie czasu drobnymi zaj©ciami na miar© mo¾liwo˜ci chorego. Wszystko to winno by† podporz¥dkowane woli chorego, podobnie jak sprawy leczenia, kt¢re powinny by† z chorym uzgadniane, daj¥c mu poczucie godno˜ci, podmiotowo˜ci i autonomii. Nasze do˜wiadczenia potwierdzaj¥ fakt, co do kt¢rego wszyscy przytaczani poprzednio autorzy s¥ zgodni, ¾e poˆow© efekt¢w terapii paliatywnej mo¾na uzyska† przez samo towarzyszenie czˆowiekowi odchodz¥cemu. Trzeba tu jednak podkre˜li†, ¾e towarzyszenie nie jest r¢wnoznaczne ze sporadycznymi odwiedzinami, kt¢re napeˆniaj¥ odwiedz~ja.~'y~': peˆnym skr©powania l©kiem na widok bliskiej osoby zmienionej 148 149 chorob¥ i cierpieniem. Towarzyszenie jest wej˜ciem w sytuacj© chorego, przyj©ciem jego cierpienia jako swojego, wsp¢ˆczuciem, tym co Chrystus okre˜liˆ - "jedni drugich ci©¾ary no˜cie, a tak wypeˆnicie prawo Chrystusowe" (Ga 6,2). Taka obecno˜† nie jest «r¢dˆem przera¾enia, ale wsp¢ˆdojrzewania. Jest to duchowo˜†, jaka cechuje ruchy hospicyjne, o kt¢rych na zakoäczenie nale¾y powiedzie†. Opieka hospicyjna Dziaˆaj¥ce od wielu lat na Zachodzie hospicja przygarniaj¥ chorych na raka w okresie terminalnym, u kt¢rych zakoäczono wszelkie leczenie przyczynowe, w zwi¥zku z czym nie ma konieczno˜ci dalszego przebywania w szpitalach. Znajduj¥ oni miejsce w specjalnie przygotowanych do tego celu domach, w warunkach mo¾liwie komfortowych, otoczeni specjalistyczn¥ opiek¥ lekarsko-piel©gniarsk¥, ale przede wszystkim serdeczno˜ci¥ i zrozumieniem. Ich rodziny mog¥ im tam towarzyszy† bez ograniczeä (nawet z ulubionymi zwierz©tami). Na tych wzorach opiera si© zawi¥zane dwana˜cie lat temu w Krakowie Towarzystwo Przyjaci¢ˆ Chorych - Hospicjum, kt¢re do tej pory niestety nie mo¾e uzyska† zezwolenia wˆadz na realizacj© swoich plan¢w budowy hospicjum stacjonarnego. W innych o˜rodkach zachodnich grupy hospicyjne opiekuj¥ si© tego typu chorymi w ich rodzinnych domach, wspomagaj¥c rodzin© w trudach piel©gnacji oraz zapewniaj¥c terapi© paliatywn¥ na dobrym poziomie. Wi©kszo˜† polskich hospicj¢w, za przykˆadem Hospicjum Pallotinum w Gdaäsku, przyj©ˆo model opieki domowej, dostosowuj¥c go do naszych mo¾liwo˜ci i potrzeb. Nasze hospicja w wi©kszo˜ci dziaˆaj¥ w oparciu o Ko˜ci¢ˆ. S¥ ruchem skupiaj¥cym wok¢ˆ duszpasterza'lekarzy, piel©gniarki i innych ludzi dobrej woli (wolnotariuszy), kt¢rzy bezinteresownie po˜wi©caj¥ sw¢j czas poza prac¥ zawodow¥, sˆu¾¥c pomoc¥ chorym na nowotwory w okresie terminalnym, niezale¾nie od wyznania czy przekonaä pacjenta. Czyni¥ to na pro˜b© utrudzonych rodzin, praktycznie zdanych na wˆasne siˆy, wobec niewydolno˜ci rejonowych plac¢wek sˆu¾by zdrowia. Grupa hospicyjna (dw¢ch lekarzy, trzy piel©gniarki, ew. troje wolontariuszy - na miar© potrzeb danej sytuacji i stanu chorego), kt¢r¥ do domu chorego wprowadza duszpasterz wsp¢lnie z lekarzem, wychodzi naprzeciw wspomnianym wy¾ej cierpieniom, pragnieniom, l©kom i rozterkom chorego i jego najbli¾szych. W porozumieniu z wˆa˜ciw¥ przychodni¥ rejonow¥ podejmuje opiek© lekarsk¥, sprowadzaj¥c¥ si© gˆ¢wnie do terapii objawowej - a wi©c walki z b¢lem i wszelkimi dolegliwo˜ciami towarzysz¥cymi chorobie. R¢wnie wa¾na jest troskliwa piel©gnacja w wykonaniu nie tylko zawodowych piel©gniarek, ale takie przeszkolonych wolontariuszy i co nie mniej wa¾ne - pouczonych czˆonk¢w rodziny. Chory uwolniony przynajmniej w jakiej˜ mierze od b¢lu, pewny ¾yczliwo˜ci, zrozumienia i tego, ¾e nie zostanie opuszczony, jakkolwiek b©dzie si© rozwijaˆa choroba, uspakaja si©, co dodatkowo wpˆywa korzystnie na podwy¾szenie progu b¢lowego i niekiedy owocuje ¥ˆug¥ remisj¥. Nawi¥zanie kontaktu psychicznego i duchowego z osobami opiekuj¥cymi si© oraz z kapelanem pozwala na peˆne pokoju dojrzewanie do przyj©cia ˜mierci. Oczywi˜cie droga ta nie zawsze jest ˆatwa. Spotykamy chorych, r kt¢rymi trudniej nawi¥za† kontakt, trudne te¾ mog¥ by† kontakty z ich rodzinami. Obejmuj¥c opiek© nad chorym w okresie terminalnym nie mo¾na nie dostrzega† cierpienia jego rodziny. Im tak¾e nale¾y si© pomoc nie tylko w piel©gnacji chorego, nie tylko w nocnych czuwaniach, ale w d«wiganiu ci©¾aru stopniowego rozrywania wi©z¢w z odchodz¥cymi kochanym przez nich czˆowiekiem. Oni te¾ powinni do tej ˜mierci dojrzewa†, ¾eby przez rozpacz i upart¥ ch©† zatrzymania nie utrudnia† choremu oderwania si© od ˜wiata ¾ywych. Dla rodziny cierpienie nie koäczy si© z chwil¥ ˜mierci chorego. Nie mo¾na wi©c ich opu˜ci† w ich trudnym okresie «aˆoby. "Pozw¢lcie najbli¾szym m¢wi†, pˆaka†, nawet krzycze†, je¾eli tego potrzebuj¥. Pozw¢lcie si© im otworzy†, da† upust uczuciom, ale b¥d«cie tu¾ okok. Czˆowiek osierocony ma przed sob¥ dˆugi okres ¾aˆoby, podczas gdy problemy zmarˆego zostaˆy rozwi¥zane. (...) Potrzebuj¥ przy sobie jakiej˜ ludzkiej istoty - przyjaciela, lekarza, piel©gniarki czy kapˆana - sˆowem kogo˜. (...) Najskuteczniejsza pomoc, jak¥ mo¾emy okaza† osieroconym - czy to b©d¥ doro˜li czy dzieci to dzieli† ich uczucia w okresie przed ˜mierci¥ kogo˜ najdro¾szego i pozwoli† im upora† si© z nimi (E. Kiibler-Ross)~. Te zadania hospicja te¾ podejmuj¥ i usiˆuj¥ im sprosta†. Lekarze i piel©gniarka, kapelan czy wolnotariusz, kt¢rzy z peˆnym zrozumieniem potrzeb, w poczuciu ludzkiej solidarno˜ci i miˆo˜ci ofiarowuj¥ wszechstronn¥ pomoc czˆowiekowi zbli¾aj¥cemu si© do ˜mierci - do koäca sˆu¾¥ ¾yciu. Stwarzaj¥c warunki do uzyskania peˆni ludzkiej dojrzaˆo˜ci i godno˜ci, sˆu¾¥ najwi©kszej sprawie - przeprowadzenia przez pr¢g ˜mierci do wiecznego ¾ycia. Wracaj¥c za˜ do swojej pracy zawodowej - szpitali, przychodni, pogotowia ratunkowego czy konfesjonaˆu inaczej widz¥ czˆowieka, kt¢ry powierza im swoje cierpienie. Pi˜miennictwo 1 ) Maciej Gembicki - Wsp¢tczesna medycyna o praw¾e cztowieka do godnej ˜mieci nProblemy Dydaktyki Medycyny i Wychowania" zeszyt nr 17, str. 168 1985 r. AM Poznaä 2) Piotr Muldner-Nieckowski - Problem umierania i ˜mierci w praktyce lekarskiej pProblemy Dydaktyki Medycyny i Wychowania" z 17, str. 143-144 1985 r. AM Poznaä 3) Elisabeth Kiibler-Ross - Rozmowy a ˜mierct i umieraniu Pax Warszawa 1979 4) El¾bieta Sikorska - Idea opieki hospicyjnej w aspekcie potrzeb ludzi umieraj¥cych praca magisterska 1987 r. 5) Stefan Kornas - Wsp¢~czesne eksperymenty medyczne w ocenie etyki katolickiej Regina Poloniae Cz©stochowa 1986 r. 6) Jaques Br†hant - Thanatos, Chory i lekarz w obliczu ˜mierci Pax Warszawa 1980 7) Jan Paweˆ II - z przem¢wienia do naukowc¢w 21.X.1985 r. 8) Blandine Beth -L'accompagnement du mourant en milieu hospitalier ed. Doin, Paris 1985 9) Maˆgorzata Adamczak, Eugeniusz Simon, Cezary Ramlau - Problemy umierania i ˜mierci w chorobach nowotworowych - "Problemy Mydycyny i Wychowania" dz. cyt. 150 151 Ryszard Pachecka, J¢zef Sobczyäski PRZY �à½KU CHOREGO UMIERAJ~CEGO W SZPITALU refleksje lekarzy Majestut ˜mierci... O ten ju¾ do dawna. Poszedl w kulisy na strz©pki i szychy. Smier†, jak za Baki, jest teraz zabawna, A czasem wstr©tna, tak gust miewa lichy. —wiat ju¾ xapomnial, co to jest, co to jest ˜mier† ssawna. Co to skon m©ski, ogromny a cichy... A kto dzi˜ wiedzie† chce, jak m¥¾ umiera, Szekspira w r©k© bierze lub Homera. Maria Konopnicka Smiere nie jest przypadkiem, lecz prawem, konieczno˜ci¥ wpisan¥ od urodzenia w przyszˆo˜† ka¾dej jednostki ludzkiej (J. Brehant). Ka¾dy chory umiera inaczej. Tak to widzimy po trzydziestu latach naszej lekarskiej pracy. Ile¾ problem¢w zwi¥zanych z tym nieuniknionym koäcem ziemskiego czˆowieczego ¾ycia zdarzyˆa nam si© widzie†! Z biegiem lat pracy problemy te widzimy inaczej ni¾ poprzednio, a przede wszystkim odbieramy je stale jako nowe prze¾ycie. Fakt ˜mierci jest dla nas zawsze prze¾yciem, prze¾yciem naszego zawodowego niepowodzenia i to nie tylko w przypadkach nagˆych, ale nawet w¢wczas, kiedy ˜wiadomi jeste˜my, ¾e "nic nie daˆo si© zrobi†". Starajmy si© odpowiedzie† uczciwie na pytanie, czy nasza postawa wobec umieraj¥cego nie jest gˆ¢wäie postaw¥ profesjonalist¢w - lekarzy zajmuj¥cych si© dziaˆalno˜ci¥ maj¥c¥ na celu prowadzenie jak najbardziej prawidˆowego leczenia choroby, z powodu kt¢rej umiera czˆowiek, a raczej nie my˜limy o stopniowym jego umieraniu. Czy ten problem w ci¥gu lat pracy nale¾ycie przemy˜leli˜my i czy mamy wobec niego wˆa˜ciw¥, tj. i profesjonaln¥ i ludzk¥ postaw©? Zanim fakt ˜mierci nast¥pi, w tych przypadkach, w kt¢rych powinni˜my j¥ przewidywa†, np. chorego z przewlekˆ¥ niewydolno˜ci¥ serca albo u chorych z zaawansowanymi chorobami nowotworowymi, czy zajmujemy si© problemem zbli¾aj¥cego si© umierania? Wykonuj¥c kolejn¥ defibrylacj© u chorego z migotaniem kom¢r, r¢wnie nieskuteczn¥ jak poprzednie, my˜limy jedynie o tym, aby jakim˜ szcz©˜liwym pomysˆem spowodowa†, by serce "zaskoczyˆo". To byˆa sprawa nagˆa i jeste˜my usprawiedliwieni, ¾e skoncentrowali˜my si© na leczeniu, nie my˜l¥c 0 odchodzeniu czˆowieka z tego ˜wiata. Ale czy¾ jeste˜my r¢wnie usprawiedliwieni, zajmuj¥c si© jedynie leczeniem u czˆowieka z chorob¥ przewlekˆ¥ a ˜mierteln¥? Czˆowiek powoli umieraj¥cy pozostaje nierzadko z tym problemem sam. Nawet wzorowi maˆ¾onkowie po trzydziestu - czterdziestu latach wsp¢ˆ¾ycia bez niedom¢wieä i tajemnic zamykaj¥ si© w sobie, kiedy s¥ w obliczu ˜mierci jednego z nich. Albo uciekaj¥ do przeczenia i ˜wiadomie oszukuj¥ si© wzajemnie, albo po prostu unikaj¥ rozmowy, kt¢ra pozwoliˆaby drugiemu wyj˜† z odosobnienia. Wsp¢ˆczesna rodzina niecz©sto decyduje si© na wsp¢ˆobecno˜† z umieraj¥cym, nawet w¢wczas gdy wie, ¾e ich ojciec czy matka cierpi na chorob©, z powodu kt¢rej b©dzie stopniowo umiera†. Fakt ten jest gotowa zrozumie†, lecz roli dla siebie w tym procesie nie widzi, ch©tnie odda blisk¥ osob© do szpitala, bo tam, jej zdaniem, chory b©dzie miaˆ lepsz¥ opiek©. J†iiiiak i†iii† C,iiuiy /cSi jcuuyiii Z wi2iu Ci~.½äJ C iOlyi w vudZiali. 3ZYii aiaya¥a, p.Ci~.gniarka na dy¾urze popoˆudniowym czy nocnym ma pod opiek¥ cz©sto kilkudziesi©ciu chorych, s¥ du¾e braki personelu ... Rodzina nie umie zrozumie† trudnej sytuacji, "wie", ¾e choremu "nale¾y si©" szpital, a sama tego obowi¥zku na siebie nie bierze. Czy wsp¢ˆcze˜ni ludzie zdaj¥ sobie spraw© z tego, ie maj¥ okre˜lone moralne obowi¥zki wobec umieraj¥cych na przewlekˆe choroby czˆonk¢w swojej rodziny? A je˜li poczucia tego nie ma, to dlaczego? Czy¾by zawiodˆy tu dobre tradycje rodzinne albo czy ich zabrakˆo? A mo¾e zawiodˆo w tej sprawie wychowanie w szkole, mo¾e w tej dziedzinie nie byˆo informacji? A mo¾e podczas katechizacji ten problem nie byˆ wystarczaj¥co om¢wiony? A je˜li byˆ, to dlaczego nie jest realizowany? Niejeden chory nie zdaje sobie sprawy z przebiegu swej choroby, widzi pogarszanie si© stanu zdrowia, spostrzega, ¾e stosowane leczenie nie przynosi oczekiwanej poprawy, uwa¾a, ¾e jego problem ci¥gle pozostaje nierozwi¥zany. Kto ma w takiej sytuacji powiedzie† choremu, ¾e rozpoznanie jest ustalone, wˆa˜ciwe leczenie jest stosowane, ale rzeczywi˜cie nie jest ono skuteczne ... Rodzina poinformowana zwykle o ci©¾kim stanie chorego raczej nie informuje go o jego sytuacji, nie decyduje si© na to, oddala problem, nie umie sprosta† zadaniu. U ˆo¾a wierz¥cych lekarz mo¾e ust¥pi† miejsca ksi©dzu, chocia¾ byˆoby lepiej, gdyby obaj mogli pozosta† przy umieraj¥cym. A u pozostaˆych kto sprawi, aby krzesˆo przy ich ˆo¾u nie byˆo puste, je˜li lekarz na nim usi¥dzie? Lekarz przy ˆo¾u umieraj¥cego staje jakby pozbawiony aureoli, a w czasie obchod¢w pozostaje przy chorym coraz kr¢cej, czasem do umieraj¥cego ledwie zagl¥da, zdarza si©, ¾e chorego nawet nie bada, bo i tak wszystko wiadomo, jednym sˆowem wycofuje si© ... zapomina ¾e ma jeszcze moc dobroczynn¥, jak¥ daje wsp¢ˆczucie i troskliwo˜†, a powinien mie† i czuˆo˜†, a wtedy wyst¥pi jako lekarz i jako czˆowiek. Gdy nadchodzi godzina ˜mierci, lekarz musi lepiej umie† sˆucha† ni¾ m¢wi†, chocia¾ sˆuchanie w takiej chwili jest trudne; caˆa sztuka polega† b©dzie w¢wczas na porozumiewaniu si© w milczeniu, a nasza obecno˜† pozwoli zrozumie† choremu, ¾e nie jest osamotniony. Te odruchy wsp¢ˆczucia mog¥ by† o wiele bardziej wymowne ni¾ sˆowa. Prawie wszyscy konaj¥cy pragn¥ m¢wi† o swojej ˜mierci i m¢wiliby, gdyby wyczuli, ¾e maj¥ przed sob¥ czˆowieka, kt¢ry jest got¢w ich wysˆucha†. To ¾ywi, a nie umieraj¥cy boj¥ si© m¢wi† o ˜mierci. Chory umieraj¥cy cz©stokro† posˆuguje si© w mowie j©zykiem symboli, kt¢ry to j©zyk lekarz powinien nauczy† si© rozumie†. Tego nie ucz¥ w Akademii Medycznej. Nawi¥zanie rozmowy z chorym mo¾e pochodzi† tylko z serca, ze zrozumienia, jest spraw¥ indywidualn¥. Ka¾dy umieraj¥cy prze¾ywa ˜mier† w spos¢b osobisty, a dla lekarza jest to ka¾dorazowo do˜wiadczenie jedyne. Usi¥˜† przy chorym .., odczeka† ... zwykle chory nawi¥¾e rozmow©, z tego mo¾e wynikn¥† potrzeba lekarskiego dziaˆania (dla jednego ˜rodki przeciwdepresyjne, dla 152 153 innego przeciwb¢lowe, mo¾e silniej dziaˆaj¥ce ni¾ dotychczas stosowane). Chorzy cz©sto bardziej ni¾ lek¢w potrzebuj¥ zrozumienia. Oddanie lekarza i wykazywane przez niego zrozumienie spraw chorego i jego ¾yciowej sytuacji - to jeden z najwa¾niejszych sposob¢w pomagania choremu. 'To samo odnosi si© do piel©gniarek, kt¢rym niestety brak czasu nie pozwala na dˆu¾sze przebywanie z umieraj¥cymi i wysˆuchiwanie ich. Ale wysˆucha† trzeba nie tylko chorego, ale i bliskie mu osoby, kt¢re cz©sto odczuwaj¥ nagl¥c¥ potrzeb© wypowiedzenia si©. w iycii ci~wilaci~ iwyl~ic uic iyie szukaj¥ rad, ile chodzi im o wymian© my˜li, serdeczn¥ rozmow©; je˜li si© ni¥ dobrze pokieruje, pozwoli to zˆagodzi† ich wewn©trzn¥ rozterk©. Ka¾dy umiera inaczej. Jakie s¥ analogie mi©dzy ˜mierci¥ chorego, kt¢ry nie zdaje sobie sprawy ze swego stanu oraz tego, kt¢ry jest w peˆni ˜wiadomy sytuacji, albo czˆowieka, kt¢ry umiera samotnie, zamkni©ty w milczeniu i tego, kt¢ry koäczy ¾ycie w otoczeniu rodziny? Przy ˆo¾u umieraj¥cgo nie mo¾na mie† z g¢ry ustalonego post©powania, powinno ono by† uwarunkowane osobowo˜ci¥ chorego. Milczenie chorych i mo¾e wprowadzi† w bˆ¥d, mo¾e sprawi†, ¾e zapominamy o nich. Innym objawem stanu psychopatologicznego umieraj¥cych jest l©k, kt¢ry mo¾e przybiera† r¢¾ne formy; mo¾e to by† l©k przed samotno˜ci¥ (ci¥gˆe wezwania piel©gniarki). Wa¾ne jest, aby zgˆ©bi† jego przyczyny. Wymijaj¥ce formuˆki w stylu "nie trzeba si© tym przejmowa†", "jutro b©dzie lepiej", ntrzeba przeczeka† ten moment" mog¥ wzmaga† niepok¢j chorego. Gdy choremu uda si© opanowa† l©k, zwykle godzi si© on ze ˜mierci¥, a to prowadzi zwykle do caˆkowitego spokoju. Odt¥d dla umieraj¥cego ju¾ nic nie ma znaczenia na tym ˜wiecie. Tak wysoce uduchowiona rezygnacja mo¾e nawet wprowadzi† umieraj¥cego w stan bˆogo˜ci i wzniosˆo˜ci, co wierz¥cemu przychodzi ˆatwiej ni¾ niewierz¥cemu. Na tym etapie umierania wszelkie agresywne, niepewne co do efektu pr¢by leczenia nie maj¥ istotnego znaczenia. Oczywi˜cie nale¾y stosowa† leczenie towarzysz¥cych stan¢w l©ku, agresji itp., ale te wyst©puj¥ zwykle zanim uczucie pogodzenia si© ze ˜mierci¥ nast¥piˆo i to odczucie, w przypadku nieuleczalnej choroby, lekarz winien uszanowa†. Lekarz wobec umieraj¥cego czˆowieka ma nierzadko uczucie wˆasnej bezradno˜ci. II To wˆa˜ciwie tˆumaczy niepok¢j lekarza wobec umieraj¥cego, jego skr©powanie w nai~ ,, wi¥zaniu z nim rozmowy i je˜li nie potrafi przem¢c wˆasnego l©ku, b©dzie si© czuˆ zbyt sˆaby, aby nie˜† pomoc bli«niemu. Co w¢wczas pozostaje, je˜li nie zdanie si© na ~i ili innych? Rodzin©, psychologa, ksi©dza. Rodzina jest ostoj¥, ucieczk¥ o jakiej umieraj¥cy pomy˜li najpierw. Rodzina (i inne osoby bliskie) najcz©˜ciej dopuszczone s¥ do zwierzeä od samego pocz¥tku, bo wi©zy umieraj¥cego z rodzin¥ s¥ zbyt ˜cisˆe i oczywiste, by umieraj¥cy nie ulegˆ pokusie Illlii!; liczenia przede wszystkim na rodzin©. Ale czy rodzina jest w stanie nie˜† mu stosown¥ pomoc? To zadanie wymaga czego˜ innego ni¾ dobro†, troskliwo˜† i wyrozumiaˆo˜†, tego nie da si© improwizowa†. Kontakt lekarza z rodzin¥ pacjenta przebywaj¥cego w szpitalu zwykle nie jest i nie mo¾e by† wystarczaj¥cy, a liczenie na rodzin©, kt¢rej si© nie zna dobrze, kt¢ra mo¾e mie† zdanie w tych sprawach odmienne od potrzeb pacjenta i odmienne od intencji lekarza, mo¾e przynie˜† przykre niespodzianki. W czasie, gdy a~ umieraj¥cy czˆowiek przebywa w szpitalu, istotn¥ rol© w tym wzgl©dzie powinien odgrywa† lekarz i~piel©gniarka, r¢wnie¾ ksi¥dz, ewentualnie psycholog, je˜li jest zatrudniony w szpitalu. Poniewa¾ rola ka¾dego z wymienionych fest mna, nallepie~ by byˆo, gdyby si© wsp¢lnie spotkali, aby by† poinformowanymi o stanie somatycznym pacjenta. Kontakt mi©dzy lekarzem a piel©gniark¥ czy te¾ psychologiem jest naturalny, bo wynika z codziennej pracy, natomiast kontakt z ksi©dzem jest, s¥dz¥c z codziennych obserwacji, niewystarczaj¥cy, z rzadka zdarza si©, aby kapˆan pytaˆ o stan somatyczny chorego. TakknIwiPk tgkir intrrdvcranlin¥rne ~n`ˆri†=iP rˆn ~hnrnon ..r., s..g:o.-P.... ... ..ˆ~:A W-r r---- -- - r-__,.. . - _o.. .......,. ,.,.,. si© celowe, to niezast¥pion¥ rol© w tym zespole ma lekarz. Niestety lekarz nie jest do tej roli przygotowany psychologicznie, filozoficznie i etycznie; jest to wynikiem zaniedbaä tego problemu w czasie studi¢w, a samodzielne poznawanie tego zagadnienia dopiero w toku pracy zawodowej wymaga dˆu¾szego czasu i wˆasnego doskonalenia si©. Smier† jest zjawiskiem, w kt¢rym uczestniczy nie tylko umieraj¥cy i jego najbli¾si, ale r¢wnie¾ lekarz. Lekarzowi potrzebna jest w tym wzgl©dzie wiedza humanistyczna, powinien on mie† ˜wiadomo˜† konieczno˜ci pogˆ©biania wiedzy na tym polu. Wielka tu rola dla instytucji, dzi©ki kt¢rym lekarz m¢gˆby t© wiedz© posi¥˜† i pogˆ©bi†, mi©dzy innymi widzimy tu du¾¥ rol© Ko˜cioˆa, zwˆaszcza wobec olbrzymiej wi©kszo˜ci katolik¢w w naszym kraju. 154 155 Krystyna Osiäska UMIEJ~TNO—� CHOROWANIA C¢¾ jest z modro˜ci¥ bli¾ej spokrewnione jak prawda Platon Refleksja etyczna nad umiej©tno˜ci¥ chorowania ma swoj¥ specyfik©. Lekarz powinien pom¢c choremu czˆowiekowi w rozwoju osobowym, mimo choroby. Jest oczywiste, ¾e lekarz w spotkaniu z chorym uczestniczy w jego bardzo wa¾nych prze¾yciach, staje si© powiernikiem. St¥d jego postawa nie tylko zawodowa, lecz r¢wnie¾ czˆowiecza ma bezpo˜redni wpˆyw na zdrowie chorego nie tylko somatyczne, ale tak¾e psychiczne i moralne. Lekarz jest obecny w trudnym procesie chorowania, przed kt¢rym staje ka¾dy czˆowiek obarczony chorob¥, ale zwˆaszcza ci©¾k¥, niebezpieczn¥ lub przewlekˆ¥. Powinien sobie zdawa† spraw© z tego faktu i tak pomaga†, by chory stopniowo nabyˆ umiej©tno˜ci chorowania i wˆ¥czyˆ chorob© jako czynnik tw¢rczy w rozw¢j swojej osobowo˜ci. Charakterystyk© procesu umiej©tno˜ci chorowania mo¾na uj¥† w nast©puj¥cy spos¢b: Ka¾dy choruje inaczej, bo ka¾dy jest inny i ma inny ukˆad odpowiedzialno˜ci. I u ka¾dego taka sama nawet choroba przebiega inaczej. St¥d nie ma schemat¢w chorowania ani leczenia. Odwrotnie - bezkrytyczne na˜ladowanie przez chorego zaobserwowanych schemat¢w mo¾e sta† si© kapitulacj¥, rezygnacj¥ z rozwoju i ze zdobywania warto˜ci. W ocenie praktycznej stosowanie schemat¢w leczenia przez sˆu«b© zdrowia bez indywidualizacji mo¾e nie tylko parali¾owa† dziaˆanie lecznicze, ale nawet pogˆ©bia† i wikˆa† chorob©. U ka¾dego chorego choroba umiej©tnie prze¾yta i przeksztaˆcona w warto˜†, dobro, dar, «r¢dˆo ˆaski - powoduje marsz naprz¢d w dziedzinie rozwoju wˆasnej osobowo˜ci. Staje si© bod«cem ksztaˆtuj¥cym osobowo˜† wˆasn¥ chorego i os¢b stykaj¥cych si© z nim. To czy chory przeksztaˆci wˆasn¥ osobowo˜† i wpˆynie na peˆniejszy i bardziej wszechstronny rozw¢j siebie i otaczaj¥cych go ludzi, zale¾y od tego, czy proces rozwojowy, kt¢remu towarzyszy choroba, potrafi on wykorzysta† do zdobycia umiej©tno˜ci chorowania. Choroba jest procesem nie tylko biologicznym, zwi¥zanym z zaburzeniem funkcji jednego lub kilku narz¥d¢w, ale dotyczy caˆego czˆowieka; jest r¢wnocze˜nie procesem w znaczeniu pedagogiczno-psychologicznym, rozgrywaj¥cym si© w samym czˆowieku chorym, a dotycz¥cym jego czˆowieczeästwa. Choroba jest bod«cem, kt¢ry powinien wyzwala† mechanizmy samowychowawcze takie, jak ch©† otwarcia si© na nowe mo¾liwo˜ci - dot¥d nie zauwa¾one, na nowe widzenie siebie i innych, nowe atrakcyjne elementy poznawcze. Zrozumienie szans rozwojowych, jakie stwarza choroba, nie jest natychmiastowe i nie pojawia si© w momencie zachorowania. Przecie¾ to jasne, ie nie tak ˆatwo przeksztaˆci† zˆo, patologi©, jak¥ jest choroba, w zdrowie moralne i postaw© tw¢rcz¥. Szanse rozwojowe osobowo˜ci zwi¥zane z chorowaniem jako procesem trzeba zobaczy†, wypcacowae, wydoby† na jaw, przemy˜le†, dostosowa† do mo¾liwo˜ci, a nast©pnie wprz¥c w og¢lne, nieprzeparte d¥¾enie czˆowieka do stawania si© coraz doskonalszym, coraz doirzalszvm. Choroba jako proces dotyka czˆowieka, kt¢ry ma ju¾ okre˜lone cechy, zalety, wady, uzdolnienia, zainteresowania, d¥¾enia, do˜wiadczenia, zwyci©stwa, kl©ski ¾yciowe i jest w trakcie ksztaˆtowania swojej osobowo˜ci. U ka¾dego z chorych s¥ one inne, bo ka¾dy czˆowiek jest inny. Ale wˆa˜nie choroba, tak jak ka¾de du¾e, wa¾ne i powszechne prze¾ycie stawia przd ka¾dym chorym okre˜lone zadanie - wykorzystanie jej do coraz peˆniejszego i tw¢rczego przeksztaˆcenia rzeczywisto˜ci. Ten proces rozwojowy osobowo˜ci, jaki wyzwala dobrze prze¾yta choroba, nazywa si© zdobywaniem umiej©tno˜ci chorowania. Trzeba umie† chorowa†, podobnie jak trzeba umie† znosi† dobre i zˆe dni, jak trzeba umie† pokonywa† trudno˜ci ¾yciowe, rozˆadowywa† lub uniemo¾liwia† powstawanie konflikt¢w. Ale jak ka¾dej umiej©tno˜ci, tak i tej trzeba si© nauczy†, a to nie jest ani proste, ani skomplikowane, ani ˆatwe, ani trudne, ani nudne, ani ciekawe, ani gˆupie, ani m¥dre - ale po prostu konieczne. Trzeba si© nauczy† opanowywa† siebie i kierowa† sob¥, nauczy† si© my˜lenia i dziaˆania konstruktywnego, odwagi d¥¾eä i przekonaä. Trzeba powiedzie† sobie, ¾e nie wolno ulec i skapitulowa† wobec przejaw¢w i skutk¢w choroby. Ponadto trzeba nauczy† si© z do˜wiadczenia, ¾e pieczoˆowite hodowanie wˆasnego "ja" nie wystarcza, ale trzeba widzie† innych ludzi, ich istnienie i potrzeby. Umiej©tno˜† chorowania nabyta i realizowana - daje w konsekwencji inn¥, podstawow¥ i cenn¥ cech© czˆowieka dobrze prze¾ywaj¥cego chorob©: u m i e j © t n o ˜ † t w o r z e n i a d o b r a. Jest to jednocze˜nie cel i skutek prawidˆowego prze¾ywania choroby. Powstaje w¢wczas w czˆowieku choruj¥cym ch©† tworzenia dobra w ka¾dej jego postaci, wsz©dzie, gdzie jest. Widzenie w tym, co wykonuje, element¢w dobra, pozytywnych, optymistycznych, a nast©pnie zdobycie i przekazywanie innym poprzez swoje post©powanie przekonania, ¾e warto tworzy† tylko dobro, ¾e tylko miˆo˜† si© liczy i tylko ona ma trwaˆe i rzeczywiste oddziaˆywanie spoˆeczne. Zanim jednak chory czˆowiek zdob©dzie umiej©tno˜† chorowania, a tym samym zdolno˜† staˆego reagowania dobrem w sobie i w innych, zanim to dobro uspoˆeczni przechodzi przez trudne i niebezpieczne etapy zwi¥zane z prze¾ywan¥ chorob¥. Etapy te trzeba zna†, bo mo¾na si© zatrzyma† na kt¢rym˜ z nich i dalej nie umie† p¢j˜†. W¢wczas zaczyna si© produkowa† zˆo, doprowadzaj¥c siebie i innych do nerwicy, pesymizmu, zaˆamaä, negacji sˆusznych cel¢w ¾yciowych, a nawet rozpaczy; wreszcie - zaczyna si© niszczy† systematycznie wszystko i wszystkich. 1. E t a p z a s k o c z e n i a jest zwi¥zany z faktem zachorowania, oczekiwania na diagnoz© i leczenie oraz z niepewno˜ci¥ rokowania. Cechuje si© niepokojem, rozdra¾nieniem, obfituje w elementy nerwicorodne, a nawet stresuj¥ce. Poˆ¥czony jest cz©sto z dolegliwo˜ciami. Zaskoczeniem nacechowane s¥ r¢wnie¾ relacje chorego z rodzin¥, miejscem pracy i grupami kole¾eäskimi. Powstaj¥ liczne obawy, za¾enowa 156 157 nia, zawstydzenia, zniech©cenia, ch©ci ucieczki, skˆonno˜† do pochopnych, nie przemy˜lanych decyzji. Czˆowiek choruj¥cy nie umie sobie po prostu poradzi† z chorob¥ i jej skutkami. R¢wnocze˜nie za˜ wie, wyczuwa lub zdaje sobie spraw© z tego, ie trzeba sobie da† rad© i i˜† naprz¢d, mimo choroby. Cech¥ charakterystyczn¥ tego etapu jest konieczno˜† dopracowania, dowarto˜ciowania pracy, trudu, aby pukuna† vicrYicnic i zamicui† nickmzyatuc cicuieuiy zaskoczenia w elementy intensyfikuj¥ce i scalaj¥ce chorego wewn©trznie. Jest to bowiem warunkiem wkroczenia w drugi etap umiej©tno˜ci chorowania. 2. Etap poszukiwania r¢wnowagi jestzwi¥zanyzd¥¾eniem do znalezienia wyj˜cia z trudnej sytuacji, jak¥ stwarza choroba. Po okresie du¾ego napi©cia emocjonalnego, zwi¥zanego z pierwszym etapem zdobywania umiej©tno˜ci chorowania, stopniowo dochodzi do gˆosu rozumowanie, rozs¥dek, my˜l, refleksja. Pojawia si© ch©† poszukiwania r¢wnowagi, To poszukiwanie mo¾e mie† cechy zdecydowanie negatywne, nijakie lub pozytywne. a) Negatywny kierunek poszukiwania zharmonizowania i spokoju cechuje si© nastawieniem na "urz¥dzenie si©" dzi©ki chorobie, tzn. na wykorzystanie miˆo˜ci, ¾yczliwo˜ci ludzkiej, przepis¢w, pieni©dzy, przywilej¢w do egoistycznych, w¥sko poj©tych cel¢w kosztem innych ludzi lub spoˆeczeästwa. W ten spos¢b osi¥gni©ta "r¢wnowaga" jest synonimem "urz¥dzenia si©" za wszelk¥ cen©, bez wzgl©du na ˜rodki i na cechy paso¾ytnictwa spoˆecznego. Inne cechy negatywnego ukierunkowania to bierna akceptacja choroby, bierne dostosowywanie si© do propozycji leczniczych i rehabilitacyjnych, bierna izolacja od spraw innych ludzi, nawet najbli¾szych, bierna realizacja postawy "niech si© dzieje co chce", "nic mnie nie obchodzi, aby tylko mie† ˜wi©ty spok¢j". W ten spos¢b uzyskana "r¢wnowaga" sprzyja powstawaniu postaw antyspoˆecznych. b) Nijaki spos¢b poszukiwania r¢wnowagi wˆasnej mimo trwania choroby streszcza si© w powiedzeniu "jako˜ to b©dzie". W¢wczas pacjent doczepia przymiotnik "jaki˜" do wˆasnego my˜lenia, dziaˆania. Zaczyna poszukiwa† jakich˜ cel¢w, jakich˜ d¥¾eä, jakich˜ my˜li, jakiego˜ wyj˜cia, jakiej˜ zale«no˜ci, warto˜ci. Gubi si© w jakich˜ staˆych w¥tpliwo˜ciach i w efekcie sam staje si© nijaki. Nijakim staje si© spos¢b d¥¾enia do uzyskania umiej©tno˜ci chorowania, nijaka staje si© r¢wnie¾ r¢wnowaga. Ludzie negatywnie lub nijako poszukuj¥cy r¢wnowagi w chorobie nie widz¥ dalszych mo¾liwo˜ci rozwoju osobowo˜ci, gubi¥ si© i trwaj¥ w szamotaninie niewiedzy i pozorach r¢wnowagi. W¢wczas ci©¾ar ich choroby staje si© tym wi©kszy, dr©cz¥cy, nieciekawy i stopniowo nabiera cech pora¾ki ¾yciowej. c) Pozytywne poszukiwanie r¢wnowagi w procesie umiej©tno˜ci chorowania wyra¾a si© w d¥¾eniu do opanowania siebie, zharmonizowania, uspokojenia. Pojawiaj¥ si© dziaˆania ucelowione, przemy˜lane, zamierzaj¥ce do odzyskania zdrowia, do powrotu do pracy, do realizowania swoich r¢l spoˆecznych - mimo choroby. Ten typ poszukiwania r¢wnowagi cechuje si© r¢wnie¾ refleksj¥ filozoficzn¥ nad sensem i celem ¾ycia, a w konsekwencji nad systemem warto˜ci. St¥d odkrywanie, widzenie i realizowanie warto˜ci moralnych daj¥cych r¢wnowag© i wiod¥cych do wewn©trznego zhar momzowama cztowieka chorego. Pocz¥tkowo poszukiwanie, a nast©pnie uzyskanie r¢wnowagi b©d¥ce wyrazem umiej©tno˜ci chorowania, cechuje si© tak¾e dziaˆaniem koj¥cym na otoczenie. Nast©pnie pojawia si© konsekwencja, zale¾nie od mo¾liwo˜ci, w rozumnym wykorzystywaniu choroby do jawnej, efektywnej, atrakcyjnej lub te¾ cichej, bezimiennej niemal, anonimowej troski i pomocy innym ludziom w rozwoju,dorastaniu i dojrzewaniu osobowo˜ciowym. LU(IZIe pOZytyWnle OOSZllknj¥~y räw~~w¥oai ¥v pr~~~~i~ ~.".:i~ : :Oo~: ^ ¥ø----~---- . . v. mvwawa - os¥gaj¥ zharmonizowanie, przechodz¥ zwyci©sko prez drugi etap i zaczynaj¥ realizowa† etap trzeci umej©tno˜ci chorowania 3. Etap uwolnienia si© do uzale¾nieä chorobowych. Cech¥ charakterystyczn¥ tego etapu jest ju¾ osi¥gni©cie umiej©tno˜ci chorowania, posiadania skutku tej umiej©tno˜ci, jakim jest uwolnienie si© do tych wszystkich, bardzo licznych ci©¾ar¢w zwi¥zanych z trwaniem choroby, doprowadzaj¥cych do tego, ie czˆowiek choruj¥cy stawia chorob© w centrum swojej uwagi i dziaˆania, od niej uzale¾nia swoje post©powanie, swoje reakcje, swoje aspiracje, swoje cele ¾yciowe i swoj¥ egzystencj©. Jest to stan, w kt¢rym ludzie stykaj¥cy si© z nawet bardzo ci©¾ko i niebezpiecznie choruj¥cym czˆowiekiem nie widz¥ zupeˆnie jego choroby, bo taki chory wykazuje wielk¥ wszechstronn¥ aktywno˜†, my˜li tw¢rczo i samodzielnie, podejmuje szerokie inicjatywy w pracy, wspaniale kieruje podwˆadnymi, zaciekawia bogactwem my˜li i ciekawych tre˜ci w realizacji maˆ¾eästwa i rodziny, w wychowywaniu dzieci, a gdy jest czˆowiekiem bardzo uzdolnionym lub nawet utalentowanym, to w gl¢wnej dziedzinie swoich uzdolnieä staje si© wybitny. Etap uwalniania si© od uzale¾nieä chorobowych cechuje r¢wnie¾ w silnym stopniu wyra¾one, stopniowe pozbywanie si© zale¾no˜ci czˆowieka chorego od wˆasnych egoizm¢w. Mo¾na to uj¥† ˜ci˜le i powiedzie†, ie istnieje prosta proporcjonalno˜† mi©dzy uwalnianiem si© od egoizm¢w a uwalnianiem si© od uzale¾nieä chorobowych. (:ech¥ charakterystyczn¥ dziaˆania ludzi realizuj¥cych ten etap jest ich silne oddziaˆywanie na innych. Jak wiele mo¾na si© nauczy† od czˆowieka umiej¥cego chorowa†... S¥ to ludzie bezinteresowni, wspaniaˆomy˜lni, m¥drzy i uwa¾ani za m¥drych. Liczna jest rzesza chorych, znajduj¥cych si© na tym etapie umiej©tno˜ci chorowania. Wiele jest przykˆad¢w pacjent¢w wykorzystuj¥cych w peˆni proces chorobowy do rozwoju osobowo˜ci wˆasnej w kierunku coraz to wi©kszej dojrzaˆo˜ci. Ale wymaga podkre˜lenia to, ¾e w tej licznej rzeszy chorych spostrzega si© wcale nie tak rzadko ludzi maj¥cych cechy osobowo˜ci heroicznej. Cechy te to umiej©tno˜† przyj©cia choroby i jej niekiedy trwaˆych skutk¢w z rado˜ci¥, podzi©k¥, widzi©czno˜ci¥ i uczynienia z nich narz©dzia walki o lepszy ˜wiat. Heroiczne pustawy obserwowane w˜r¢d chorych maj¥ swoje konkretne, znane wzory osobowe, takie jak Krzysztof Kamil Baczyäski, R¢¾a Czacka, Helena Keller, Denise Legrix, Franklin Roosevelt i inni. A jak wielu jest chorych b©d¥cych wzorami osobowymi, kt¢rym nie towarzyszy sˆawa i kt¢rzy nie pozostawili po sobie widocznych ˜lad¢w szerokiej dziaˆalno˜ci, cho† w nie mniejszym stopniu ni¾ ludzie znani przyczynil si© i przyczyniaj¥ swoim mniej lub bardziej ˜wiadomym, a zawsze bohaterskim, cho† cichym trudem do rozwoju ludzko˜ci... 158 159 Zdzisˆaw OajC~a Poszczeg¢lne fazy rozwoju medycyny r¢¾ni nie tylko czas, ale tak¾e motywy ich powstania. Medycyna lecznicza zrodziˆa si© ze wsp¢ˆczucia, z wewn©trznej potrzeby przyj˜cia komu˜ z pomoc¥ i konieczno˜ci szukania pomocy drugiego czˆowieka, OBOWII~ZKI ETYCZNE hACJENTOW wykorzystania jego zdolno˜ci manualnych (usuwanie grot¢w, unieruchomianie zˆamaä) oraz wiedzy i do˜wiadczenia w stosowaniu ˜rodk¢w leczniczych. W sprawach Sprzedajesz nam Bo¾e, niejasnych, wywoˆanych przyczynami uwa¾anymi za nadnaturalne, szukano ratunku ~,'~.rzød:,ch ; ...,~.l..cia~~. .., ,.h l.;ie . r.. .,y tc `-.. "dziab,: ~ 'a.,t., '. ruazyatäaw dJ~;w :... ..C:Y w v ~. ` .. ,, v" `uagiCZ ny . ..y::.".~"... ....yn.".eb." .. poC;.... ... Trudu. Czy¾by ten tak odlegˆy okres pozostawiˆ w odniesieniu do wˆasnego zdrowia osad Leonardo de Vinci bierno˜ci? Dzi˜ te¾ spotyka si© wiar© we "wszystkomog¥c¥" medycyn©, co jest najwi©kszym przes¥dem naszych czas¢w. Z medvcvna Drofilaktvczna (zavobieeawczal narodziˆy sie zakazu i nakazu. Post©powanie lekarza wobec czˆowieka chorego zostaˆo na przestrzeni wiek¢w obwarowane wieloma nakazami i zakazami, obowi¥zuj¥cymi go w sumieniu i wobec prawa. Ulegaˆy one ewolucji dostosowuj¥c si© do zmieniaj¥cych si© czas¢w i warunk¢w. Stawiano lekarzom nowe wymagania, cho† stare nie traciˆy swej mocy obowi¥zuj¥cej. U nas w Polsce, obok stale aktualnej przysi©gi Hipokratesa obowi¥zuje caˆkiem ˜wie¾y "Zbi¢r zasad etyczno-deontologicznych polskiego lekarza". Czy¾by - nasuwa si© pytanie - problem zdrowia i problem odpowiedzialno˜ci za nie byˆ tylko w r©kach lekarza? Czy¾by zdrowie nie byˆo przedmiotem zainteresowania lekarza i chorego? Hipokrates twierdziˆ, ¾e: "nie tylko lekarz winien speˆnia† to co potrzeba, ale r¢wnie¾ sam chory, osoby otaczaj¥ce i stosunki zewn©trzne". To polecenie nie zyskaˆo sobie jednak prawa obywatelstwa i mniej jest znane ni¾ ,, hipokratesowe: Primum non nocere. To ostatnie jest ponadto zwykle rozumiane faˆszywie jako obowi¥zek lekarza wobec chorego, a nie obowi¥zek lekarza i chorego wobec natury, kC¢rej nie nale¾y przeszkadza† w jej uzdrawiaj¥cym dziaˆaniu. Nie eksponuje si© lub eksponuje niedostatecznie problem obowi¥zk¢w moralnych ~ji pacjenta wobec zdrowia wˆasnego i stanu zdrowotnego spoˆeczeästwa, nie m¢wi¥c ju¾ II o prawnych konsekwencjach zaniedbaä czy wykroczeä w tej dziedzinie. Je˜li dbaˆo˜† o zdrowie jest obowi¥zkiem moralnym ka¾dego czˆowieka, dlaczego w przypadku ji choreby, a zwˆaszcza jej niepomy˜lnego przebiegu, ocenia si© przede wszystkim II' postaw© lekarza (czy zrobiˆ wszystko co byˆo w jego mocy), jak gdyby rola i mo¾liwo˜ci pacjenta byˆy mniej wa¾ne. Takie rozumowanie, cho† by† mo¾e ma ono swoje uwarunkowania historyczne, powinno nale¾e† ju¾ do przeszˆo˜ci. I~I~' Medycyna przeszˆa kilka faz, kt¢re si© stopniowo nawarstwiaˆy. Najpierw pojawiˆa si© jako medycyna lecz¥ca, gdy rozwin©ˆa swe praktyczne umiej©tno˜ci w przywracaniu zdrowia, ˆagodzeniu cierpienia i usprawnianiu zaburzonej czynno˜ci 99~ czyli leczeniu. Okres ten, istniej¥cy od zarania ludzko˜ci, trwa nadal i b©dzie jej towarzyszyˆ do koäca. Z czasem, gdy udawaˆo si© zapobiega† czynnikom chorobotw¢rczym (niekiedy jeszcze nie rozpoznanym), narodziˆa si© medycyna zapobiegawcza. Wreszcie, gdy dojrzano potrzeb© wzmocnienia siˆ fizycznych i psychicznych, by przedˆu¾y† sprawno˜† cielesn¥ i intelektualn¥ czˆowieka, medycyna ','' nabraˆa charakteru "pozytywnego" (tak przynajmniej j¥ nazwano: medycyna pozytywna). Y Zrodziˆ si© przymus, potrzeba poddania si© pewnym rygorom (badania okresowe, szczepienia). Medycyna "pozytywna" jest propozycj¥, daje szans©. Ale te¾ jest najbardziej wymagaj¥ca. Utrzymanie sprawno˜ci psychofizycznej, d¥¾no˜† do przedˆu¾enia ¾ycia - wymaga codziennego trudu. Wymaganie wsp¢ˆdziaˆania pomi©dzy leczonym a lecz¥cym istnieje we wszystkich dziaˆach medycyny, ale rozˆo¾one jest nier¢wnomiernie. W niekt¢rzych zabiegach typu chirugicznego bierno˜† jest niekiedy nawet wskazana, ale w przewa¾aj¥cej wi©kszo˜ci przypadk¢w, nie m¢wi¥c ju¾ o rehabilitacji i chorobach przewlekˆych, nie mo¾na wyobrazi† sobie powrotu do zdrowia bez aktywnego wsp¢ˆudziaˆu pacjenta. Czy troska o zdrowie jest przywilejem czy nakazem moralnym? Bo je˜li _ nakazem, to jak wyja˜ni†: powszechny brak aktywno˜ci w d¥¾eniu do zdrowia i przedˆu¾enia wˆasnego ¾ycia? Ludzie wszystkich czas¢w pojmowali ¾ycie jako dar. Je˜li czˆowiek nie stwarza samego siebie, to ¾ycie kt¢re otrzymaˆ nie jest jego bezwzgl©dn¥ wˆasno˜ci¥, kt¢r¥ mo¾e dysponowa† dowolnie, ale jest darem. Czˆowiek jest istot¥ psychofizyczn¥, wi©c rozrachunek dotyczy† musi zar¢wno strony duchowej, jak i cielesnej. Kto dopatrzy si© pogardy dla ¾ycia lub ciaˆa w sˆowach Chrystusa: "Nie troszczcie si© zbytnio o ¾ycie, co macie je˜† ani o ciaˆo, czym macie si© przyodzia†. Bo ¾ycie wi©cej znaczy ni¾ pokarm, a ciaˆo wi©cej ni¾ odzienie" (�k 12, 22b-23). Czy¾ nie do˜† mocno zostaˆa tu wydobyta warto˜† ¾ycia i warto˜† ciaˆa? Ponad warto˜† pokarmu i odzienia. ½ycia, nie b©d¥cego bezwzgl©dn¥ wˆasno˜ci¥ czˆowieka, nie mamy prawa odbiera† ani sobie, ani drugiemu czˆowiekowi. St¥d samob¢jstwo gotowi jeste˜my uzna† za czyn godny pot©pienia, tak samo jak i zab¢jstwo. Zwykle jednak w jednym i drugim wypadku my˜li si© o dziaˆaniu gwaˆtownym, nagˆym, jednorazowym powoduj¥cym ˜mier† czˆowieka. To samo zab¢jstwo i samob¢jstwo rozˆo¾one na raty, stopniowe w dziaˆaniu, nie wywoˆuje r¢wnie silnej reakcji pot©pienia i protestu, a ocieramy si© o nie codziennie. Przykˆadem mo¾e by† narkomania, alkoholizm niszcz¥ce zdrowie fizyczyne i psychiczne. Rozwa¾aj¥c problem etycznych obowi¥zk¢w pacjenta, sprecyzujemy, co termin "pacjent" oznacza. Je˜li dzi˜ u¾ywamy tego sˆowa, to rozumiemy pod rym co˜ wi©cej ni¾ tylko chorego, kt¢ry w tej wˆa˜nie chwili wymaga pomocy lekarskiej. Nale¾y tak nazwa† r¢wnie¾ tych, kt¢rych obejmujemy opiek¥ profilaktyczn¥ i tych, kt¢rym 160 161 staramy si© przedˆu¾y† aktywne ¾ycie. Wyra«nie zatem rysuje si© podziaˆ na pacjent¢w, kt¢rzy aktualnie s¥ chorzy, na tych kt¢rzy ju¾ chorowali, a skutki choroby jeszcze trwaj¥, jak i tych, kt¢rzy dopiero mog¥ zachorowa†, cho† nie musz¥ i nie powinni. Zatem zmieniˆo si© poj©cie pacjenta, zmieniˆo si© te¾ post©powanie lekarskie. Powstaje jednak pytanie, jak daleko poszˆa za tym zmiana mentalno˜ci spoˆeczeästwa, stosunek do zdrowia i warto˜ci ¾ycia ka¾dego poszczeg¢lnego ...1.....:,.,... !`.... .... ..L_.,_L.....1.:_.... .. ~....................:.. ,,.,..,_._.. :.J..:.. ..L_,..L.....,.,. _ _.. wavwmna. u.ay ~a uuaat,uuunaLaaa ~ ~uayYuwama mnaa~a auaaa. uuaamuwn i ~a chowania pacjenta? Przede wszystkim z tego, czy musiaˆ zachorowa† (w jakim stopniu to byˆo od niego zale¾ne) i czy wykorzystaˆ wszystkie mo¾liwo˜ci, jakie miaˆ do dyspozycji, aby wyj˜† z choroby. 1. Zapobieganie Jest rzecz¥ oczywist¥, ¾e lepiej jest nie chorowa† ni«li chorowa†. Zdawaˆoby si©, ¾e o tym nikogo przekonywa† nie trzeba. Zupeˆnie nie chorowa† nie mo¾na, ale zasi©g i rozmiar choroby mo¾na ograniczy†. Podobnie jest ze staro˜ci¥, kt¢r¥ mo¾na przyspieszy†, ale mo¾na te¾ op¢«ni†. Dziaˆanie to wykracza jednak poza kompetencje lekarza i wymaga mobilizacji siˆ caˆego spoteczeästwa. Stosunkowo ˆatwo o aktywizacj© siˆ jednostki w chwili bezpo˜redniego zagro¾enia (kalectwo, ˜mier†), trudniej o mobilizacj© spoˆeczeästwa (np. w przypadku epidemii), najtrta,lniej, gdy niebezpieczeästwo jest jeszcze daleko i trzeba je wyprzedzi†. A warto˜† ¾ycia nie ulega zmianie w zale¾no˜ci od czynnika zagra¾aj¥cego, jego rozlegˆo˜ci i czasu dziaˆania. Zbyt maˆo ludzi u˜wiadamia sobie, ie zagadnienie choroby nie zaczyna si© w zetkni©ciu z lekarzem, szpitalem czy medycyn¥ w og¢le. Problem, kt¢ry w szpitalu ma sw¢j finaˆ, zaczyna si© w ˜rodowisku przyszˆego pacjenta i dotyczy b¥d« to caˆej grupy spoˆecznej, b¥d« tylko jego samego. Samo zachorowanie mo¾e by† zupeˆnie od niego niezale¾ne lub przeciwnie, mo¾e wyˆ¥cznie zale¾e† od niego. W˜r¢d czynnik¢w dziaˆaj¥cych najpowszechniej nale¾y wymieni† przede wszystkim zdrow¥ lub niezdrow¥ wod©, czyste lub nieczyste powietrze, niezatrut¥ lub zatrut¥ gleb©, nieska¾on¥ lub ska¾on¥ ¾ywno˜†. Woda, kt¢ra od zarania dziej¢w miaˆa charakter ˜wi©ty (nawet wrogom nie wolno byˆo jej zatruwa†), staˆa si© pˆynem niezdatnym do u¾ycia nawet "po przegotowaniu". Inne zagro¾enia ekologiczne omawiane w codziennych publikatorach r¢wnie¾ nie robi¥ ju¾ wra¾enia. :1 >,rzeciei w sumieniu ka¾dego czˆowieka, a zwˆaszcza w sumieniu chrze˜cijaäskim, musz¥ by† oceniane jako gwaˆt zadany naturze, dzieˆu Stworzenia, kt¢ry musi doprowadzi† do obumarcia tej¾e natury, a z ni¥ czˆowieka. Jest to samob¢jstwo "na raty", na skal© masow¥. Nie wszyscy mo¾emy si© tˆumaczy† brakiem wpˆywu na te procesy, bo s¥ w˜r¢d nas tacy, od kt¢rych one zale¾¥, a wielu z nich nie ma dobrej woli. Poza t¥, nazwijmy umownie - du¾¥ ekologi¥, istnieje jeszcze maˆa ekologia naszego ˜rodowiska: domu, zakˆadu pracy, gospodarstwa, gdzie dziaˆanie jest zale¾ne od nas. Tu nale¾¥ w˜zelkie niegodziwe post©powania idnywidualnych gospodarzy, kt¢re spotyka si©, je˜li zysk osobisty staje si© wa¾niejszy od cudzego zdrowia. To produkcja warzyw i owoc¢w przeznaczonych dla nieznanych spo¾ywc¢w na hojn¥ r©k¥ sypanych nawozach sztucznych z u¾yciem pestycyd¢w bez wzgl©du na okresy karencji. Anonimowo˜† uspokaja sumienie. Producent nie jest lub nie chce by† ˜wiadomy, ie przekracza pi¥te przykazanie, czasem nader skutecznie, ai do wypadk¢w zatru† ˜miertelnych wˆ¥cznie. Podobnie jest z mlekiem, a r¢wnie¾ z zaJ._' . . . t_______L iaiiwaiii†ui ~iuuul, ilajvi~~W c) W aauyLU. Palenie papieros¢w przynosi milion ofiar ˜miertelnych rocznie. Wpˆywa szczeg¢lnie na zwi©kszenie liczby przypadk¢w raka pˆuc. W tym zakresie nie mo¾na szuka† winnych poza pal¥cymi. Alkohol i narkotyki - prowadz¥ do degradacji psychicznej i ci©¾kich chor¢b somatycznych, wpˆywaj¥ destukcyjnie nie tylko na samego narkomana, ale r¢wnie¾ na jego rodzin©. Zaniedbania i lekcewa¾enie warunk¢w pracy, brud i bˆ©dy dietetyczne prowadz¥ do wyst©powania zatru† i infekcji nieznanych w kulturalnych spoˆeczeästwach. Zawinione wypadki komunikacyjne karane na drodze prawnej jak¾e rzadko s¥ rozumiane przez sprawc© i opini© spoˆeczn¥ jako wykroczenie moralne. Wszystkie te czynniki powoduj¥, ¾e zaczyna si© problem chor¢b, obni¾onej sprawno˜ci, kalectw i ˜mierci. Przeciwdziaˆanie wykracza poza mo¾liwo˜ci i kompetencje lekarza. Jest jednak w r©kach potencjalnych pacjent¢w, to jest nas wszystkich. 2. Utrzymanie dobrego zdrowia Czˆowiek wcze˜niej czy p¢«niej ulega w walce z chorob¥, staro˜ci¥ i ˜mierci¥, jednak nie powinien przyspiesza† wˆasnego zniedoˆ©¾nienia ani umiera† wskutek wˆasnej gˆupoty. W przekonaniu czˆowieka wierz¥cego kres ¾ycia wyznacza B¢g. Ten kres ¾ycia - o ile mo¾na zawierzy† obliczeniom biolog¢w - to okres okoˆo 110 lat. Czˆowiek powinien robi† wszystko co w jego mocy, by tego terminu dotrzyma†. Nie dlatego, aby absolutyzowa† warto˜† ¾ycia i zdrowia, ale aby r¢wnie¾ naszemu ciaˆu odda† sprawiedliwo˜†. Warunkiem jest nie tylko zachowanie nieska¾onego ˜rodowiska (powietrze, woda, pokarm), ale ponadto utrzymanie na codzieä proporcji mi©dzy czasem pracy i wypoczynku, mi©dzy snem a czuwaniem, mi©dzy ruchem a bezruchem. Bezruch jest, w opinii —wiatowej Organizacji Zdrowia, przyczyn¥ nr 1 wszystkich zej˜† ˜miertelnych. Praca zmechanizowana, siedz¥cy tryb ¾ycia, przewaga wysiˆku umysˆowego nad prac¥ fizyczyn¥, oto do czego czˆowiek nie jest przystosowany. Wypoczynek, i to wypoczynek czynny, jest nakazem lekarskim, a powinien sta† si© r¢wnie¾ nakazem sumienia. Dodajmy do tego nieprawidˆowe od¾ywianie, nadmiar niespalanych kalorii, nadmiar w©glowodan¢w i tˆuszcz¢w, alkohol i alkoholizm. Wszelkie nawoˆywania do zmiany trybu ¾ycia daj¥ niewielki odzew. R¢wnie¾ badania okresowe, kt¢re maj¥ na celu wczesne wykrycie takich chor¢b jak gru«lica, nowotwory (zwˆaszcza rak szyjki macicy i rak sutka), napotykaj¥ na bierny op¢r spoˆeczeästwa. 162 163 3. Leczenie Leczenie jest wej˜ciem chorego w bezpo˜redni kontakt z lekarzem. Konsekwencj¥ szukania rady powinno by† bezwarunkowe poddanie si© wszystkim jego wymaganiom. Ta przewaga lekarza nad pacjentem nie wynika z jego warto˜ci etycznych czy intelektualnych, lecz ze znalomoSci natury rzeczy, z jego wiedzy i do˜wiadczenia. On jest tym, kt¢ry zna (lub przynajmniej przypuszcza, ¾e zna) drog© wyj˜cia z sytuacji, w jakiej znalazˆ si© pacjent i to upowa¾nia go do stawiania wymagaä. Odnosz¥ si© one do diagnozowania i zwi¥zanych z tym badaä pomocniczych, do samego rozpoznania, kt¢re czasem jest pacjentowi bardzo trudno przyj¥†, a kt¢rego nie mo¾na a priori odrzuca†, je˜li chce si© uzyska† pomy˜lny skutek leczenia. Niebezpiecznym zjawiskiem jest bowiem przekonanie pacjent¢w i ich bliskich o wˆasnych umiej©tno˜ciach w zakresie medycyny. Trzeba krytycznie uzna† w tej dziedzinie wˆasn¥ ignorancj© i podda† si© leczeniu bez wzgl©du na to, czy to b©dzie zabieg chirurgiczny, dˆugotrwaˆe post©powanie rehabilitacyjne czy leczenie farmakologiczne. W leczeniu powinien pacjent wytrwa† do koäca, co mo¾e nie by† zadaniem ˆatwym, zwˆaszcza w chorobach przewlekˆych z nawrotami, np. w gru«licy, w rehabilitacji czy w protezowaniu. Niekonsekwencj¥ pacjenta jest pr¢ba oszukania lekarza, co zazwyczaj jest pr¢b¥ oszukania swojej natury. Wiemy, ¾e nie jest to mo¾liwe. Nasi pacjenci nie u¾ywaj¥ lek¢w lub u¾ywaj¥ ich w nadmiarze, nadu¾ywaj¥ bezpˆatnego leczenia lub je lekcewa¾¥; niepotrzebnie wzywaj¥ pogotwie; zwolnienie lekarskie wykorzystuj¥ dla pozazdrowotnych cel¢w; leczenie uzdrowiskowe dla cel¢w rozrywkowych, a nie leczniczych. Trzeba to otwarcie nazwa† post©powaniem nieetycznym. Nie mniej szkodliwa jest naiwna wiara w magiczne dziaˆanie medycyny. Magiczne, to znaczy nie wymagaj¥ce czynnego udziaˆu pacjenta, oczekuj¥cego cudu uzdrowienia. Naiwna wiara we "wszystkomog¥c¥" medycyn© podparta jest propagand¥ sukcesu przez radio, telewizj©, pras©, itp. o sensacyjnych wydarzeniach, nadzwyczajnych zabiegach czy niezwykˆych skutkach nowych lek¢w. W jej miejsce powinna wej˜† lepsza znajomo˜† praw biologicznych i wiedza o ograniczonych mo¾liwo˜ciach regeneracyjnych ustroju, a st¥d o bardzo ograniczonych mo¾liwo˜ciach medycyny. Codzienne przypomnienie: lepiej nie choruj, tam gdzie mo¾esz - przeciwdziaˆaj, byˆoby stokro† cenniejsze od jednostkowych nadzwyczajno˜ci. Znakomicie mo¾e do tego przyczyni† si© Ko˜ci¢ˆ, je˜li dostrze¾e swoj¥ rol©. Sprawy zdrowia i higieny zawsze byˆy zwi¥zane z nakazami religijnymi (Egipt, Izrael, Islam). I tam, gdzie ich konsekwentnie przestrzegano, wychodziˆy one spoˆeczno˜ci wiernych na korzy˜†, tak¾e w wymiarze doczesnym. Posˆuga czˆowiekowi nie mo¾e obejmowa† jego strony duchowej z zaniedbaniem cielesnej. Ko˜ci¢ˆ, co prawda, nie odwracaˆ si© od niej, staˆ u narodzin i ˜mierci, wspieraˆ ubogiego i chorego, ale profilaktyka, kt¢ra rozwin©ˆa si© przecie¾ jako nauka dopiero w ostatnich dziesi©cioleciach, nie weszˆa jeszcze dostatecznie mocno do tre˜ci gˆoszonych przez Ko˜ci¢ˆ nakaz¢w. Tego nowego zadania nie wolno przeoczy†. Krystyna Osiäska LEKARZ A ½YCIE RELIGIJNE CHORYCH .. ..._......._ .. at~._____ ~.ua~,ZW ic ueiaYcuiyCZU† iiivuuiwy Duch ludzki ¾yje prawd¥ i milo˜ci¥ ~`an Pawel II Pomoc lekarza w realizacji sakrament¢w Tre˜† tego rozdziaˆu adresowana jest nie tylko do lekarzy uznaj¥cych istnienie Boga, ale r¢wnie¾ szukaj¥cych lub niewierz¥cych - szanuj¥cych przekonania chorych. Ka¾dy bowiem lekarz mo¾e sta† si© pomocny i wsp¢ˆuczestniczy† w sakramentalnej posˆudze chorym. Choroba, zwˆaszcza przewlekˆa, niebezpieczna, nagle zaskakuj¥ca, pobudza do refleksji, jest przystankiem w zgieˆku ˜wiata. Cz©sto powstaje w¢wczas u chorego silne pragnienie uporz¥dkowania wa¾nych spraw ¾yciowych. Do takich spraw nale¾y problematyka ˜wiatopogl¥dowa, sensu ¾ycia, wi©zi z lud«mi, sumienia. Lekarz staje si© powiernikiem tych tajemnic, pragnieä, niepokoj¢w. W rozmowach pojawiaj¥ si© sprawy zwi¥zane z religi¥, ¾yciem sakramentalnym. St¥d warto je pozna†, niezale¾nie od wˆasnych przekonaä - bo odrygwaj¥ du¾¥ rol©, wszechstronnie lecz¥c¥, dla wielu stanowi¥ rzeczywist¥ terapi©. Sakrament chrztu Uwagi og¢lne W warunkach normalnych sakramentu chrztu udziela kapˆan. Jednak gdy dziecko lub czˆowiek dorosˆy znajduje si© w niebezpieczeästwie ˜mierci, chrzci† mo¾e ka¾dy czˆowiek, kt¢ry umie i chce tego dokona† (3). Lekarz niewierz¥cy i nawet sam nie b©d¥c ochrzczony, mo¾e chrzci† pod warunkiem znajomo˜ci rytuaˆu chrztu ko˜cielnego. Po to, by ochrzci† w takiej sytuacji i w takiej intencji, jak to czyni Ko˜ci¢ˆ, trzeba oblewaj¥c gˆow© wod¥ naturaln¥ wypowiedzie† sˆowa: "Ja ciebie chrzcz© w Imi© Ojca i Syna i Ducha —wi©tego". Jest y to konieczne i powinno by† przestrzegane. Tak dokonany chrzest jest wa¾ny i nie wymaga powt¢rzenia. Natomiast je¾eli na to pozwol¥ warunki normalne, powinien by† uzupeˆniony pr~~~z obrz©dy. 1~ 165 Zastanawiaj¥c si© nad chrztem w¥tpliwym, to znaczy gdy nie ma pewno˜ci co do tego, czy pˆ¢d ¾yje luli gdy istnieje w¥tpliwo˜† co do ludzkiego charakteru pˆodu, nale¾y podkre˜li† rzecz wa¾n¥. W¢wczas trzeba wypowiedzie† formuˆ© sakramentaln¥ warunkow¥: "Je¾eli jeste˜ czˆowiekiem, ja ciebie chrzcz© w Imi© Ojca, Syna i Ducha —wi©tego". Chrzest dzieci 'i Nale¾y przyj¥† jako zasad©, ¾e byt ludzki, kt¢ry mo¾e i powinien by† ochrzczony, istnieje od chwili pocz©cia. Formalny sprzeciw rodzic¢w niweczy ten obowi¥zek, ale nie znosi prawa dziecka od ochrzczenia. Sytuacje szczeg¢lne powstaj¥ w przypadkach r¢¾nego typu patologii okoˆoporodowej. W przypadkach porod¢w niewczesnych, nie rokuj¥cych norowrokowi przeiycia, mo¾na chrzci† ju¾ w¢wczas, gdy polewamy lub gdy naci©ty worek pˆodowy pozwala wodzie dotkn¥† ciaˆa dziecka. Przyjmuje si© nawet mo¾liwo˜† ochrzczenia w czasie porodu przez wstrzykni©cie sterylnej wody destylowanej do p©cherza pˆodowego. Gdy tego wstrzykni©cia dokonuje si© przez powˆoki brzuszne, w¢wczas m¢wi ','' si© o chrzcie wewnt¥rzmacicznym. Tego typu chrzest mo¾e by† zastosowany, gdy nie ma pewno˜ci co do ¾ycia dziecka, a nawet rozpoznaje si© jego ˜mier†. Gdy w czasie ~~~!a porodu zagra¾a dziecku ˜mier†, mo¾na dokona† tak zwanego "chrztu uˆomnego" chrzcz¥c p©powin©. j'~' Szczeg¢lne w¥tpliwo˜ci powstaj¥ w przypadkach pˆod¢w obarczonych wadami ~~;d rozwojowymi - chodzi o to, czy mamy do czynienia z tworem wadowym nie maj¥cym charakteru ludekiego czy z istot¥ ludzk¥. W takim przypadku chrztu w¥tpliwego i~ i ˜ chrzcz¥c trzeba wypowiedzie† formuˆ© sakramentaln¥ warunkow¥: "Je¾eli jeste czˆowiekiem, ja ciebie chrzcz© w Imi© Ojca, Syna i Ducha Swi©tego". Oczywi˜cie nie nale¾y chrzci† za˜niadu groniastego ani pˆodu niedonoszonego w wyniku zwyrodnienia jaja pˆodowego, kiedy pˆ¢d jest oczywi˜cie martwy od dˆu¾szego czasu. Pˆody nawet obarczone ci©¾kimi wadami nale¾y chrzci† warunkowo. W przypadku zro˜lak¢w nale¾y chrzci† ka¾d¥ gˆow©. Trzeba jednak podkre˜li†, ¾e obecnie unika si© wymienionych drastycznych form chrztu w ˆonie matki. Chrzest dorosˆych W sytuacji niebezpieczeästwa ˜mierci, a nawet w godzin© ˜mierci, nie wolno chrzci† czˆowieka wbrew jego woli. Ale gdy rozeznanie, poznanie i orientacja chorego jest w¥tpliwa lub chwiejna co do wyra¾enia zgody na chrzest i co do zrozumienia sakramentalnej tajemnicy chrztu, w¢wczas modlitwa akceptuj¥ca chrzest wystarczy do tego, by uprawomorni† chrzest i uzna† go za wa¾ny: Mo¾e wystarczy† chrzest pragnienia, to znaczy dobra wola, pozytywne nastawienie woli w sytuacji zbli¾aj¥cej si© ˜mierci lub zaistnienia wielkiego niepokoju, udr©czenia, trwogi - w¢wczas decyduje modlitwa conajmniej warunkowa: "Bo¾e, je¾eli istniejesz, miej lito˜† nade mn¥". To wystarczy do akceptacji chrztu w obliczu nagˆego niebezpieczeästwa ¾ycia i do uznania sakramentu za wa¾ny. Sakrament pokuty - pojednania z Bogiem Chory cz©sto zwraca si© do lekarza lub do innych pracownik¢w sˆu¾by zdrowia z pro˜b¥ o wezwanie kapˆana "bo chce si© wyspowiada†". Pro˜b© t© trzeba speˆni†. Jej realizacja jest obecnie prosta. Do domu mo¾na kapˆana wezwa† z parafii lub z najbli¾szego ko˜cioˆa lub kaplicy. A w szpitalach s¥ kapˆani-kapelani szpitalni ˆatwo osi¥galni. Do dom¢w pomocy spoˆecznej lub innych plac¢wek sˆu¾by zdrowia czy opieki spoˆecznej mo¾na ka¾dorazowo wezwa† kapˆana - szafarza sakramentu na rr0~`_' samego chorego lub jego rodziny czy ludzi najbli¾szych. Sakrament Eucharystii Ten wspaniaˆy, fundamentalny sakrament mo¾e by† udzielany choremu wsz©dzie gdzie jest, pod warunkiem ¾e tego pragnie. Z inicjatyw¥ przyj©cia Komunii ˜wi©tej mo¾e wyst¥pi† sam chory lub za po˜rednictwem lekarza czy innego pracownika sˆu¾b zdrowia. A tyˆa˜ iwi z inic'at w a ' ki wa i ka¾de o czˆowieka. y c e 1 y y, me edy od g g Z sakramentem Eucharystii wi¥¾e si© w spos¢b najistotniejszy Msza ˜wi©ta. St¥d peˆne uczestnictwo we Mszy ˜wi©tej wymaga przyj©cia Komunii ˜wi©tej. S¥ organizowane specjalne Msze ˜wi©te dla chorych w r¢¾nych parafiach w okre˜lonym czasie i o tym lekarz powinien wiedzie†. S¥ r¢wnie¾ organizowane spotkania dla przewlekle chorych i os¢b niepeˆnosprawnych, w kt¢rych bior¥ udziaˆ kapˆani odprawiaj¥cy Msze ˜wi©te. Istnieje mo¾liwo˜†, na radzie w nielicznych przypadkach, odprawiania Mszy ˜wi©tych w domach ludzi chorych. Po˜redni¥ form¥ uczestniczenia we Mszy ˜wi©tej s¥ Msze radiowe. Sakrament bierzmowania Dla wielu pracownik¢w sˆu¾by zdrowia mo¾e wyda† si© zaskakauj¥ce to, ¾e chory czˆowiek mo¾e w trakcie choroby lub kalectwa mie† kontakt sakramentalny z biskupem. A to jest faktem. Sakrament ten jest udzielany przez biskupa ordynariusza lub sufragan¢w w specjalnie wyznaczonych dniach w trakcie spotkaä lub rekolekcji organizowanych dla chorych i ludzi niepeˆnosprawnych. 166 167 Warto podkre˜li†, ie do szpitala nie musi przychodzi† sam biskup. Mo¾e delegowa† zwykˆego kapˆana. Sakrament kapˆaästwa Gdame lekarza jest wazne, a niekiedy decyduj¥ce w ocenie stanu zdrowia kandydata do kapˆaästwa, diakona otrzymuj¥cego sakrament kapˆaästwa oraz chorego kapˆana. Postawa etyczna lekarza, wyst©puj¥cego jako konsultant lub biegˆy jest wymogiem podstawowym. Wchodzi bowiem w gr© ocena lub decyzja dotycz¥ca spraw delikatnych, transcendencji i przestrzeni sacrum w czˆowieku. Poza tym decyzja ta dotyczy bardzo wa¾nej sˆu¾by i odpowiedzialno˜ci spoˆecznej wynikaj¥cej z kapˆaästwa. Lekarz jest wzywany przez wˆadze seminari¢w duchownych lub staje si© powiernikiem kandydata do kapˆaästwa. Powinien sobie zda† spraw© z tego, ie jego wiedza i odpowiedzialno˜† zawodowa decyduje o caˆym ¾yciu badanego czˆowieka. Jest to bowiem ocena fachowa jednego z gˆ¢wnych powoˆaä ¾yciowych czˆowieka. Lekarz jest dopuszczany do oceny zdolno˜ci do przyj©cia sakramentu kapˆaästwa przez diakona, kt¢rego stan zdrowia somatycznego lub psychicznego budzi pod tym wzgl©dem w¥tpliwo˜ci. Pomoc lekarska staje si© niekiedy konieczna u chorego kapˆana~~niez~iolnego do wypeˆniania obowi¥zk¢w kapˆaäskich z motyw¢w braku zdrowia. W¢wczas odpowiedzialno˜† zawodowa lekarza staje si© szczeg¢lnie wa¾na i wystawiona na szczeg¢lnego typu trudno˜ci i pr¢b©. Tym bardziej, ¾e mo¾e wchodzi† w gr© ewentualna ocena zwi¥zana z orzeczeniem niewa¾no˜ci sakramentu lub dyspensy, to jest zawieszenia w czynno˜ciach kapˆaäskich. Sakrament maˆ¾eästwa Chorzy zwracaj¥ si© do lekarzy z problematyk¥ maˆ¾eäsk¥, szeroko poj©t¥ konflikty, patologia spoˆeczna i moralna, trudno˜ci ¾ycia seksualnego, pˆodno˜†, eugenika - oto indeks sygnalizowanych spraw. Najcz©˜ciej chorzy prosz¥ o pomoc fachow¥ w nast©puj¥cych trudnych sytuacjach maˆ¾eäskich, niepokoj¥cych pacjent¢w w czasie choroby. Chodzi mi©dzy innymi: - o decyzj© w sprawie maˆ¾eästwa osob¥ chor¥ lub kalek¥ - o celowo˜† zalegalizowania nieformalnego maˆ¾eästwa - o zawarcie, w trakcie choroby, maˆ¾eästwa cywilnego i ko˜cielnego - o mo¾liwo˜† otrzymania orzeczenia niewa¾no˜ci sakramentalnego maˆ¾eästwa. Lekarz staje si© wsp¢ˆodpowiedzialny za pomoc w podj©ciu decyzji o maˆ¾eästwie z osob¥ chor¥ lub kalek¥. Jest zobowi¥zany dokˆadnie zapozna† si© z sytuacj¥ i przedstawi† sw¢j pogl¥d jasno i prosto, oczywi˜cie podaj¥c uzasadnienie zgodnie z wˆasnym sumieniem. Wa¾ne jest, by w trakcie rozmowy zapyta† chorego, czy powiedziaˆ prawd© o swojej chorobie lub kalectwie kandydatowi do maˆ¾eästwa. Niepok¢j sumienia jest zjawiskiem nasilaj¥cym si© cz©sto w czasie choroby. Niepok¢j ten domaga si© etycznego rozwi¥zania wa¾nych problem¢w ¾yciowych. Lekarze i inni pracownicy sˆu¾by zdrowia s¥ ˜wiadkami takiego procesu, poniewa¾ chorzy m¢wi¥ o tym. Nie mo¾na zwierzeä chorych przemilcze†. Niepok¢j ten mo¾e dotyCzv† checi zalesaliznwania nirfnrmalnrvn m_ aiiräcrwa Tr_~rha rhnrrmn n`_W iPli~ m¥drej rady poV zapoznaniu si© dokˆadnie z sytuacj¥. Nie wszyscy lekarze wiedz¥ o tym, ie mo¾na zawrze† maˆ¾eästwo w trakcie choroby, w domu czy w szpitalu, wzywaj¥c urz©dnika stanu cywilnego i kapˆana. Pomoc w realizacji takiego zamierzenia staje si© dla chorego rodzajem lekarstwa. Jest jasne i wiadome, ¾e Ko˜ci¢ˆ katolicki nie uznaje rozwod¢w, poniewa¾ wymaga i chroni jedno˜ci i nierozerwalno˜ci maˆ¾eästwa. Natomiast stwarza mo¾liwo˜e, w ramach Kodeksu Prawa Kanonicznego, orzekania niewa¾no˜ci maˆ¾eästwa. To znaczy uwa¾a i orzeka, ¾e przed zawaraciem sakramentu maˆ¾eästwa lub w trakcie wyra¾ania zgody maˆe¾eäskiej mogˆy zaistnie† okoliczno˜ci uniewa¾niaj¥ce sakrament. Orzekaj¥ s¥dy ko˜cielne metropolitalne lub biskupie, istniej¥ce w ka¾dej diecezji. Przy ka¾dym z tych s¥d¢w s¥ poradnie prawne, kt¢re oceniaj¥ wst©pnie uroiliwo˜† orzekania niewa¾no˜ci maˆ¾eästwa. Gdy ocena poradni prawnej jest pozytywna, osoby zainteresowane wnosz¥ spraw© do s¥du. Rozpoczyna si© proces sadowy. W˜r¢d _ nich s¥ oczywi˜cie lekarze r¢¾nych specjalno˜ci (np. ginekolodzy, seksuolodzy, psychiatrzy) w zale¾no˜ci od tego, jaki problem medyczny mo¾e stanowi† ewentualny i ; pow¢d orzekania niewa¾no˜ci maˆ¾eästwa sakramentalnego. Biegˆy lekarz opiniuje zgodnie z wymogami Kodeksu Prawa Kanonicznego, w oparciu o wiedz© fachow¥, ale przede wszystkim kieruj¥c si© zasadami etyki og¢lnej i lekarskiej. Sakrament namaszczenia chorych W odbiorze spoˆecznym panuje jeszcze przekonanie, ie sakrament namaszczenia chorych jest "ostatnim namaszczeniem", a wi©c sakramentem udzielanym wyˆ¥cznie umieraj¥cym. St¥d z obecno˜ci¥ kapˆana przy ˆ¢¾ku chorego wi¥¾e si© przekonanie o zbli¾aj¥cej si© nieuchronnie ˜mierci. Przekonanie to dziaˆa szokuj¥co na samego chorego, a poza tym utrudnia prac© pracownikom sˆu¾by zdrowia. Ponadto rodzina chorego, pora¾ona ostatnim namaszczeniem i perspektyw¥ ˜mierci bliskiego czˆowieka, cz©sto nie chce wezwa† kapˆana w prze˜wiadczeniu, ¾e w ten spos¢b "chroni" chorego przed u˜wiadomieniem sobie przez niego zbli¾aj¥cej si© ˜mierci. Tre˜† Konstytucji Apostolskiej o Sakramencie Namaszczenia Chorych Sacrum Unctionem Infirmurum wydanej przez papierza Pawˆa VI w dniu 21 II 1972 r. przeciwstawia si© zdecydowanie pojmowaniu sakramentu namaszczenia chorych jako ostatniego namaszczenia i daje podstaw© do dziaˆaä duszpasterskich, obalaj¥cych dotychczas istniej¥ce, przytoczone bˆ©dne rozumowania i decyzje. 168 . 169 w Konsytucja Apostolska o Sakramencie Namaszczenia Chorych wyja˜nia nauk© o ˜wi©tym namaszczeniu w nast©puj¥cych sˆowach: "Przez ˜wi©te namaszczenie chorych i modlitw© kapˆan¢w caˆy Ko˜ci¢ˆ poleca chorych cierpi¥cemu i uwielbionemu Panu, aby ich pod«wign¥ˆ i zbawiˆ, a nadto zach©ca ich, aby ˆ¥cz¥c si© dobrowolnie z m©k¥ i ˜mierci¥ Chrystusa przysparzali dobra ludowi Bo¾emu" (2). Konstytucja ta okre˜la sens, cel, skutki, realizacj© i wskazania teologiczne do avr n . t_t_.___w:_ ~._ ...J-:..t....:.. szafowania sakramentem namaszczenia cimryci~. W JKaialila acnaians uv uuma.aaaua tego sakramentu s¥ dostosowane do uzasadnieä teologicznych zawartych w Konstytucji. Stanowi¥ upraktycznienie medyczne tych uzasadnieä. Nale¾y zaznaczy†, ¾e w ka¾dym okresie ¾ycia czˆowieka pocz¥wszy od pocz©cia, poprzez ¾ycie pˆodowe, a nast©pnie niemowl©ce, dzieci©ce, mˆodzieäcze, ¾ycie czˆowieka dorosˆego, starca, a¾ do ˜mierci - mog¥ zaistnie† fakty i choroby, z kt¢rymi wi¥¾¥ si© wymienione wskazania do sakramentalnej interwencji kapˆaäskiej, a w szczeg¢lno˜ci do szafowania sakramentem namaszczenia chorych. Ka¾dy dziaˆ medycyny klinicznej obfituje w sytuacje charakterystyczne dla wa- j runk¢w udzielania tego sakramentu. Ka¾da kliniczna specjalno˜† lekarska, bazuj¥ca przecie¾ na bezpo˜redniej odpowiedzialno˜ci za ¾ycie ludzi, dostarcza nawet zupeˆnie nieprzewidzianych, zaskakuj¥cych, nietypowych reakcji organizm¢w ludzkich na I chorob© i jej skutki. St¥d mog¥ w ka¾dej chwili dziaˆalno˜ci sˆu¾by zdrowia zaistnie† fakty, mieszcz¥ce si© we wskazaniach do namaszczenia chorych. Wedˆug dekretu Kongregacji do Spraw Kultu Bo¾ego zaleceä Konstytucji Apo stolskiej sakramentu namaszczenia chorych udziela si© ludziom dorosˆym, dzieciom ~~i starcom w nast©puj¥cych 12 okoliczno˜ciach (1): i. 1. W czasie trwania ci©¾kiej choroby. 2. W niebezpieczeästwie ˜mierci, choroby lub z powodu sˆabo˜ci u ludzi w podeszˆym wieku (od 60 roku ¾ycia). 3. W wielkim niebezpieczeästwie ˜mierci. r 4. W ostatnich chwilach ¾ycia. 't 5. W szczeg¢lnych przypadkach, kiedy czˆowiek z powodu choroby lub innych przy czyn jest w niebezpieczeästwie nagˆej i niespodziewanej ˜mierci. 6. Przed operacj¥, ilekro† przyczyn¥ tej¾e operacji jest niebezpieczna choroba. i 7. W wypadku (np. drogowym lub innym), w nagˆym zgonie. 8. Tym chorym, kt¢rzy chocia¾ utracili ˜wiadomo˜† lub u¾ywanie rozumu, ale jako wierz¥cy najprawdopodobniej prosiliby o ˜wi©te namaszczenie, gdyby byli przytomni. 9. Dzieciom, ju¾ w tym czasie, kiedy maj¥ takie u¾ywanie rozumu, ¾e mog¥ by† tym e' sakramentem pokrzepione, a znajduj¥ si© w sytuacjach chorobowych wymienio nych poprzednio . 10. Sakrament namaszczenia chorych moina powtarza†, je¾eli chory po przyj©ciu namaszczenia wyzdrowiaˆ i zachorowaˆ ponownie. i 11. Sakrament mo¾na powtarza†, gdy w przebiegu dˆugotwaˆej choroby nast©puj¥ momenty krvtvczne. l2. Gdy istniej¥ w¥tpliwo˜ci, czy chory umarˆ naprawd©, moina mu udzieli† sakramentu namaszczenia chorych warunkowo. Jest jasne, ¾e lekarze r¢¾nych specjalno˜ci medycyny klinicznej doskonale orientuj¥ si© sami, jakie choroby lub jaki stan zdrowia chorego stwarzaj¥ warunki do udzielania tego sakramentu. S¥dz©, ie znajomo˜† wskazaä do udzielania sakrementu namaszczenia chorych mnir ctannavi~ nnmnr av änc4nnalPnin ar:nävar ~o vn.ˆnavn: hpo nronlnrˆ" nn tn inb:n: ______ ______...__ r..___.._ .. ...,.,......_._..... ..._....~ ....!..........." .,.... ....o.t..,. .... ... ,......., orientacji ˜wiatopogl¥dowej jest lekarz lecz¥cy okre˜lonego chorego. Znaczenie terapeutyczne modlitwy Przekonanie o sile modlitwy to pewno˜† sprawdzona w do˜wiadczeniu, w empirii dnia codziennego. Wej˜cie w kontakt bezpo˜redni z Bogiem, Absolutem, punktem Omega. To powszechna t©sknota i gˆ©bokie pragnienie, ale te¾ og¢lna mo¾liwo˜†. Mo¾na si© nawet pokusi† o przypuszczenie, ¾e to powszechny obowi¥zek, nie zawsze u˜wiadomiony, ale wyczuwalny intuicyjnie, intensywnie poszukiwany i odkrywany. Wydawaˆoby si©, ie nie mo¾e by† miejsca na modlitw© w ˜wiecie pseudonaukowo˜ci, pot©gi techniki i kurczenia si© kultury ducha na rzecz cywilizacji gwaˆtu. Mo¾na by przypuszcza†, ¾e wˆa˜nie w obecnym ˜wiecie kultu materii, biologii, liczb, wymiernych pr¢b i osi¥gni©† "modli† si© nie ma sensu". Tote¾ sˆyszymy cz©sto, ie modlitwa jest "prze¾ytkiem staro˜wieckim", "broni¥ sˆabych", a mo¾e nawet nie broni¥, lecz parawanem chroni¥cym przed wysiˆkiem praktycznego dziaˆania. Ludzie obarczeni takim my˜leniem s¥ w˜r¢d nas, a nawet maj¥ wpˆyw na innych. Ale chyba w gˆ©bi serca nie wierz¥ wˆasnym sˆowom. Gdy opadn¥ z nich opary samozachwytu i niszcz¥cej pychy, gdy z bˆ©d¢w i zˆa potrafi¥ powsta†, gdy intensywnie poszukuj¥c znajd¥ sens ¾ycia - wtedy chc¥ si© modli†, modl¥ si© i spotykaj¥ - Boga - Absolut - punkt Omega. Zostaj¥ Nim owˆadni©ci i w¢wczas odnajduj¥ samych siebie w peˆni wewn©trznej wolno˜ci. Oto dzi˜, w obecnym ˜wiecie kultu rzeczy i hegemonii warto˜ci materialnych, ro˜nie niepokonana t©sknota do modlitwy, gˆ¢d transcendencji - pragnienie zast¥pienia prophanum przez sacrum. Na og¢ˆ jednak nie rozumiemy jeszcze w skali spoˆecznej sensu i wagi tego zjawiska. Natomiast dobrze je rozumiej¥ ludzie chorzy, umiej©tnie prze¾ywaj¥c swoj¥ chorob©. Intensywne poszukiwanie indywidualnych, a zwˆaszeza spoˆecznych realizacji modlitwy staje si© coraz bardziej widoczne. Odzywa si© w zgieˆku ˜wiatˆa coraz gˆo˜niejszym woˆaniem - prawo do wewn©trznego milczenia, ciszy, zadumy, kontemplacji. Ludzie chorzy s¥ szczeg¢lnie wra¾liwi na potrzeb© modlitwy. Wra¾liwo˜† ich wynika nie tylko z do˜wiadczenia w ¾yciu wewn©trznym, z wˆasnych prze¾y† modlitewnych, ale z przekonania, ¾e z modlitwy pˆynie tw¢rcza moc. Moc ducha, prawidˆowych kontakt¢w mi©dzyludzkich, ogromnych warto˜ci spoˆecznych tkwi¥cych w modlitwie, wielorakiej aktywno˜ci - moc miˆowania. Ta moc jest uzdrawiaj¥ca. 170 171 Pi˜miennictwo l . J. Charytaäski (red) Ludzie chorzy i starsi w Ko˜ciele ATK. Warszawa 1981, K. Osiäska tamie Spojrzenie lekarza na sakrament namaszczenia chorych S. 122-l35 2. Sakramenty chorych. Obrz©dy i duszpasterstwo Katowice 1978 Ksi©garnia ˜w. Jacka s. 9-28 3. P. Tiberghien Medicine et Morale Desclee., 1952 s. 250-295 Halina Wardaszko-�yskowska Wˆodzimierz Szyszkowski PROBLEMATYKA MORALNA ~x1 DD ~~V ¤;zA~~ v` Y Caa~-.L�S AavADL ~iiCKI~GO KSZTA�C¤CEGO STUDENTA MEDYCYNY Charyzma u nauczyciela nie jest tajemnic¥ cxy nimbem osobowo˜ci, ale promieniuj¥cym prxykladem, do kt¢rego student dokrada r¢wnie promieniuj¥cy gl¢d stawania si©. William Arrowsmith I Tematyka rozdziaˆu jest tak obszerna, ¾e wymagaˆaby odr©bnej publikacji. Z konieczno˜ci ograniczymy si© do niekt¢rych tylko problem¢w, przyjmuj¥c, ¾e o cz©˜ci z nich m¢wi¥ (cho† w innym aspekcie) autorzy innych rozdziaˆ¢w. Cz©˜† zagadnieä omawiamy dokˆadniej, cz©˜† tylko sygnalizujemy. Jak ka¾dy wyb¢r i ten jest subiektywny, zwi¥zany z ocen¥ przez autor¢w wagi zagadnieä. i ~ 1. Znaczenie nauczyciela w procesie ksztaˆcenia studenta ~I " Nauczyciel - to zasadniczy skˆadnik edukacji. Programy studi¢w cz©sto umniej!', szaf¥ jego znaczenie, wysuwaj¥c na pierwszy plan rozwi¥zania organizacyjne, uˆatwienia techniczne, wyposa¾enia komputerowe. Jednak¾e etuzjastyczny nauczyciel, kt¢ry umie przekaza† sw¢j zapaˆ, stymulowa† do uczenia si©, stawiania pytaä, przykˆad odpowiedzialno˜ci i troski o innego czˆowieka i student o otwartym umy˜le, peˆen po˜wi©cenia, stanowi¥ zwi¥zek bezkonkurencyjny dla wszelkich rozwi¥zaä technicznych. Je˜li jednak¾e nauczyciel nie lubi student¢w, nie umie znosi† z ˆatwo˜ci¥ ich sˆabo˜ci, czy te¾ z powodu wˆasnych cech lub potrzeb skryje si© przed studentem za barier¥ sztywno˜ci czy b©dzie poszukiwaˆ przede wszystkim wˆasnego presti¾u, stanie on na uboczu procesu pedagogicznego. 2. Zadania nauczyciela akademickiego, ksztaˆc¥cego studenta medycyny i Najog¢lniej mo¾na powiedzie†, ¾e zadaniem tym jest przygotowanie studenta do roli lekarza. Ksztaˆceniu temu zarzuca si© cz©sto, ¾e przygotowuje rac7xj do roli "bycia studentem" ni¾ "bycia lekarzem". Poˆo¾enie nacisku na autorytet, ustrukturowane 172 173 ,. i wymagania, nagradzanie podporz¥dkowania i zale¾no˜ci, podtrzymuje postaw© zale¾no˜ci i nie rozwija w dostatecznym stopniu odpowiedzialno˜ci, kt¢ra r¢¾ni zasadniczo studenta od lekarza. Ten zarzut powinien by† znany nauczycielowi, by rozw¢j odpowiedzialno˜ci wraz z metodami, kt¢re mu sˆu¾¥, uznaˆ za swe wa¾ne zadanie. Zadanie to realizuje nauczyciel w ramach systemu, jakim jest uczelnia medyczna, z jej r¢¾nymi skˆadowymi i elementami. W j©zyku potocznym m¢wi si©, ¾e uczelnia ma za zadanie ksztaˆcenie kompetencji (fachowo˜ci i wychowania). O i¾e wymogi umycz¥cc fachowo˜ci, przede wszystkim w zakresie wiedzy i umiej©tno˜ci, regulowane s¥ programami, poddawane ocenie, to proces wychowania okre˜lany jest najcz©˜ciej do˜† og¢lnikowo i odbywa si© w du¾ej mierze przypadkowo i nie˜wiadomie. Warto jednoeze˜nie doda†, ¾e ocena spoˆeczna cz©˜ciej dotyczy tego elementu w dziaˆaniu lekarza ni¾ jego poziomu wiedzy. W istocie chodzi tu o ksztaˆtowanie to¾samo˜ci zawodowej, dojrzaˆo˜ci do roli lekarza z po¾¥danym systemem warto˜ci, norm moralnych, zachowaä i postaw. Realizacja zadaä nauczyciela akademickiego, ksztaˆc¥cego student¢w medycyny, zale¾y od wielu czynnik¢w, ale najwa¾niejszymi niew¥tpliwie s¥: ˜wiadomo˜† swej roli i poczucie odpowiedzialno˜ci za sw¢j udziaˆ w przygotowaniu przyszˆego lekarza. W zakresie ksztaˆtowania norm moralnych wi¥¾e si© to z jego ocen¥ rozlegˆo˜ci problematyki moralnej w medycynie, kt¢r¥ mo¾e dostrzega† jako przesycaj¥c¥ ka¾d¥ czynno˜† lekarza, albo ogranicza† do problem¢w i dziedzin, potocznie uznanych za "trudne" z etycznego punktu widzenia. Z kolei poczucie odpowiedzialno˜ci przejawi si© albo wˆ¥czeniem problematyki moralnej w caˆoksztaˆt dziaˆalno˜ci dydaktycznej, albo postaw¥ odsuni©cia si©, z przekonaniem, ¾e ta dydaktyka powinna by† relizowana w ramach odr©bnego przedmiotu przez wytypowane do tego celu osoby. 3. Obowi¥zki etyczne nauczyciela akademickiego, ksztaˆc¥cego studenta medycyny Nauczyciel wˆ¥czony jest w dwie grupy obowi¥zk¢w etycznych: pedagoga i lekarza. Pierwszym moralnym obowi¥zkiem ka¾dego nauczyciela jest posiadanie rzetelnej wiedzy, z zakresu kt¢rego naucza. Nie oznacza to, ¾e wie on wszystko. Takie przekonanie byˆoby wr©cz niebezpieczne. Rzetelna wiedza wi¥¾e si© z krytyczn¥ ocen¥ jej granic i brak¢w u siebie i z jednoczesnym d¥¾eniem do ich uzupeˆniania, †wiczeniem postawy otwarto˜ci na dopˆyw nowych informacji itd. Posiadanie rzetelnej wiedzy jest wi©c procesem czynnym, trudnym niekiedy ale koniecznym, poniewa¾ niepodj©cie go prowadzi do uproszczeä i zaw©¾enia, kt¢re s¥ elementem ignorancji. Nie trzeba udowadnia†, jak niemoraln¥ jest ignorancja u lekarza. Mo¾e ona zamienia† jego dziaˆalno˜† na nie˜wiadome eksperymentowanie, na nie˜wiadomo˜† swych bˆ©d¢w, na spok¢j sumienia i pozostawanie "niewinnym winowajc¥". Dlatego Majmonides modli si©, by B¢g daˆ mu "nienasycone umiˆowanie wiedzy", "siˆ©, wol© i mo¾no˜† rozs2erzenia swych wiadomo˜ci". Do tego tez mo¾emy odnie˜† sˆowa Jezusa, ¾e jedyny grzech, kt¢ry nie b©dzie czˆowiekowi wybaczony, to grzech przeciwko Duchowi —wi©temu (Mat. 12,31-37; Mk 3, 28-31; l.k 12,10). Ten, kto zamyka oczy na prawd©, popeˆnia blu«nierstwo przeciw Duchowi —wi©temu. Odcina to bowiem mo¾liwo˜† jego nawr¢cenia, a wi©c i przebaczenia. Wspomniane dwie grupy obowi¥zk¢w nauczyciela, ksztaˆc¥cego studenta medycyny, stawiaj¥ go przed konieczno˜ci¥ posiadania wiedzy zar¢wno z podstaw pedagogiki, jak i medycyny. a. Jako pedagog, powinien on pami©ta†, ¾e nie jego satysfakcje ale korzy˜ci, jakie ma odnie˜† ucz¥cy si©, s¥ tu istotne. St¥d te¾ potrzeba ˜cisˆego okre˜lenia cel¢w, zar¢wno og¢lnego, jak szczeg¢ˆowych cz¥stkowych, umiej©tnego programowania tre˜ci, metod, sposob¢w oceny, z punktu widzenia zaˆo¾onych cel¢w. Nauczyciel powinien wiedzie† o czynnikach, od jakich zale¾y realizacja jego zadaä, przeszkodach na drodze do ich osi¥gni©cia, «r¢dˆach tych przeszk¢d, w tym zwi¥zanych z nim samym, z problemami tych, kt¢rych ksztaˆci. Wsp¢czesne pogl¥dy podkre˜laj¥, ¾e w systemie "nauczanie - uczenie si©" nauczyciel powinien runiej interesowa† si© nauczaniem i tym co zostaˆo przekazane, wiocej tym, czego uczy si© student i jakich umiej©tno˜ci nabywa. Nauczyciel powinien pom¢c w nabywaniu, utrzymywaniu, wykorzystywaniu, zrozumieniu, przeanalizowaniu, systematycznym uj©ciu i ocenie wiedzy; w osi¥ganiu umiej©tno˜ci praktycznych, wytwarzaniu nawyk¢w i ksztaˆtowaniu postaw. Skuteczniejsze b©d¥ te metody uczenia, kt¢re stawiaj¥ studenta w sytuacji, wymagaj¥cej jegu aktywno˜ci, te kt¢re budz¥ emocje, wzmacniaj¥ motywacj©. Wcina jest atmosfera i rodzaj zwi¥zku ze studentem, jakie stwarza nauczyciel. Student potrzebuje kontaktu z autorytetem, kt¢ry jednocze˜nie dostarcza mu oparcia i oceny. Sw¢j zwi¥zek ze studentem mo¾e nauczyciel ustawi† na zasadzie modelu "ojciec - dziecko" albo na zasadzie partnerstwa. Ten pierwszy (najcz©˜ciej spotykany), w kt¢rym "ojciec wie najlepiej czego dziecku trzeba", mo¾e ksztaˆtowa† postaw© zale¾nego dziecka lub zbuntowanego "adolescenta", przedˆu¾a si© tu bowiem okres dojrzewania. Model partnerstwa implikuje wzajemne rozeznawanie indywidualno˜ci i potrzeb (niekoniecznie r¢wno˜ci), stwarza wi©ksze mo¾liwo˜ci rozwoju, szczeg¢lnie, gdy student zach©cany jest do aktywno˜ci, gdy podkre˜la si© osobiste aspekty uczenia, szanuje prawo do popeˆniania bˆ©d¢w, toleruje niedoskonaˆo˜†, zach©ca do otwarto˜ci umysˆu, wiary w siebie, konfrontacji pogl¥d¢w, gdy podkre˜la si© znaczenie samooceny, wsp¢ˆpracy. Nauczyciel powinien sobie zdawa† spraw© ze znaczenia oceny, do jakiej jest zobowi¥zany. Zawsze stwarza ona dla studenta sytuacj© "¾ycia w stanie testowania". Niebezpieczeästwo mo¾e tkwi† w fakcie, ¾e student mo¾e przyj¥† zasad© - prze¾y† jako˜ okres pr¢by, graj¥c jak najbezpieczniej; mo¾e traktowa† ocen© jako s¥d nad nim, nie ˜rodek do rozwoju jego umiej©tno˜ci, mo¾e te¾ d¥¾y† przede wszystkim do wywierania dobrego wra¾enia na nauczycielu. Wiedza pedagogiczna nauczycieli akademickich, ksztaˆc¥cych student¢w medycyny,jest niestety niewielka i nie podlega ona ¾adnej praktycznie ocenie przez uczel 174 ~ 175 ni©... Istniej¥ce na ten temat pi˜miennictwo jest na og¢ˆ maˆo znane przez pracownik¢w uczelni medycznych. Guilbert (6) m¢wi, ¾e obowi¥zki, jakie maj¥ oni w zakresie ksztaˆcenia student¢w, nazywane s¥ cz©sto "obci¥¾eniem dydaktycznym" - okre˜leniem, kt¢re jasno odzwierciedla nastawienie do wykonywanej funkcji. Uwa¾a si©, ¾artobliwie, ¾e ˜rodowisko akademickie jest w skryto˜ci przekonane, ii ¾ycie byˆoby znacznie ˆatwiejsze, gdyby nie byˆo student¢w. Jak we wszystkich anegdotach i w tej jest cz©˜† prawdy. W spommany liuiibert, wymieniaj¥c ponad tuzin czynno˜ci, kt¢re powinny cechowa† wsp¢ˆczesne nauczanie, stwierdza, ie nauczyciel mo¾e czu† si© dobrze, je˜li speˆnia cho† kilka z nich. Jednocze˜nie podnoszenie swych kwalifikacji pedagogicznych powinien nauczyciel uzna† za etyczny obowi¥zek. b. Pedagog uczelni medycznej musi bra† pod uwag© specyficzne cechy ksztaˆcenia. Jest to ksztaˆcenie dla zawodu opartego na zasadach etycznych, zobowi¥zuj¥cego do uwzgl©dniania nadrz©dnych warto˜ci w dziaˆaniu, po˜wi©cenia wˆasnego interesu dla wy¾szych cel¢w. Studia medyczne maj¥ ksztaˆci† umej©tno˜ci intelektualne, praktyczne, postawy (sposoby komunikowania si© i u¾ycia tej komunikacji jako ˜rodka terapeutycznego). W postawach ma znale«† sw¢j wyraz system warto˜ci, normy moralne. Realizacja tych cel¢w b©dzie zale¾na tu r¢wnie¾ od rzetelnej wiedzy nauczyciela. Ksztaˆc¥c lekarza in statu nascendi, nauczyciel akademicki bierze udziaˆ w formowaniu si© jego to¾samo˜ci zawodowej, fachowo˜ci, ale r¢wnie¾ pomaga mu w adaptacji do stres¢w i niepokoju, w rozwoju tolerancji na dziaˆanie w niepewno˜ci, w zachowaniu wra¾liwo˜ci i ˜wiadomo˜ci spoˆecznej. Wymaga to znajomo˜ci specyficznych czynnik¢w, kt¢re na to wpˆywaj¥ r¢wnie¾ tych, kt¢re zagra¾aj¥ realizacji jego cel¢w, uwzgl©dniania specyficznych sytuacji. W pi˜miennictwie podkre˜lany jest wysoki poziom niepokoju, jaki towarzyszy studiom medycznym. Sytuacja studenta medycyny jest trudna. Dziekan wydziaˆu medycznego w Nowym Orleanie, Kinght (9) por¢wnuje okres ksztaˆcenia medycznego, w˜r¢d stale zmieniaj¥cego si© i stawiaj¥cego r¢¾ne wymogi otoczenia, do ¾eglowania w˜r¢d niebezpiecznych raf lub u¾ywaj¥c sˆ¢w proroka Daniela (3,24), chodzenia przez gorej¥ce ognie. Dodaje przy tym, ¾e oczekuje si©, i¾ ognie te usun¥ nieczysto˜ci ducha i umysˆu z jego biaˆego pˆaszcza lekarskiego, by staˆ si© godnym sˆu¾enia pomoc¥ cierpi¥cemu czˆowiekowi. Ksztaˆtowaniu to¾samo˜ci zawodowej studenta musi towarzyszy† zmiana obrazu lekarza, jaki miaˆ na wst©pie, lekarza jako uzdrowiciela nieomal omnipotentnego, dziaˆaj¥cego na zasadzie jasnych przesˆanek, wiedzy naukowej - na czˆowieka, kt¢ry cz©sto nie ma do˜† danych by wiedzie† czy dziaˆa wˆa˜ciwie, kt¢ry podejmowa† musi decyzje w oparciu o prawdopodobieästwo. Budzi to w nim niepok¢j, poczucie frustracji, czasem depresj©, poczucie winy. Zdobywaj¥c kompetencje student dostrzega, ¾e nie jest w stanie pozna† wielu problem¢w, by dziaˆa† odpowiedzialnie. Wˆ¥cza go to w szereg proces¢w przystosowawczych. Zazwyczaj mobilizuje go to do dalszego uczenia si©, jednak¾e niekiedy stwierdzenie, ¾e nie radzi sobie, mo¾e by† punktem wyj˜cia mechanizm¢w obronnych. Kemiston (8) m¢wi o trzech cz©stych postawach obronnych: a. ukazywanie omnipoteneji i pewno˜ci siebie wobec pacjenta, b. stwarzanie bariery z chˆodnego dystansu w kontakcie z pacjentem, c. uwzgl©dnienie jedynie technicznej strony fachowo˜ci, z pomijaniem element¢w ludzkich pacjenta. Nauczyciel akademicki ma tu trudne zadanie. Powa¾nej analizy wymaga od niego poszukiwanie "zˆotego ˜rodka" mi©dzy trudnymi problemami emocjonalnymi studenta, zwi¥zanymi np. z totalnym poczuciem odpowiedzialno˜ci i nasilonymi poczuciami winy, z my˜l¥ o odpokutowaniu swych grzech¢w realnych lub wyimaginowanych, z w¥tpliwo˜ciami co do swych kompetencji - a niemoraln¥ odpowiedzialno˜ci¥, z traktem samokrytycyzmu, st©pieniem wra¾liwo˜ci. Stres i niepok¢j s¥ zjawiskiem nieomal codziennym. Student jest z nim skonfrontowany od pocz¥tku, a «r¢dˆa s¥ tu r¢¾ne, od konieczno˜ci przekraczania pewnych spoˆecznych "tabu", jak np. sekcjonowanie zwˆok, gwaˆcenie intymno˜ci, kontakt z cierpieniem, ˜mierci¥ itd. Niepok¢j nie pozwala na dziaˆanie oparte o przesˆanki racjonalne i musi by† przezwyci©¾ony. Stwierdzono (8), ¾e u student¢w medycyny trzy sposoby dla poradzenia sobie ze stresem s¥ najcz©stsze: a. wysiˆek w kierunku przezwyci©¾enia, opanowania, wyeliminowania czynnika stresowego; b. nastawienie si© przede wszystkim na zmian© otoczenia, nie siebie (z maˆ¥ tendencj¥ do poznawania wˆasnych motyw¢w, uczu†, czy przekstaˆcenia siebie); c. intelektualizacja problemu, przekˆadanie j©zyka uczu† na j©zyk idei, manipulowanie ideami, teoriami, cz©sto zapominanie o uczuciach, kt¢re ten proces intelektualny wywoˆuj¥. Sposoby te, z jednej strony przystosowawcze, z drugiej - gdy stosowane s¥ rozlegle, gdy s¥ sztywne i nasilone, mog¥ by† niekorzystne dla pacjenta, ograniczaj¥c wra¾liwo˜† lekarza. Podobnie jest ze skutkami ksztaˆtowanej postawy pewnego oddalenia, dystansu do bolesnych zjawisk w medycynie, jak cierpienie, ˜mier†, b¢l. Ksztaˆtowanie tego oddalenia rozpoczyna si© od kontaktu ze zwˆokami i ma miejsce i p¢«niej. Jednak¾e to "oddalenie" mo¾e przekroczy† po¾¥dane granice, zamieni† si© w nieczuˆo˜†, czasem odrzucanie pacjenta. Rozw¢j zawodowy, uwzgl©dniaj¥c konieczno˜† postawy pewnego dystansu, musi uwzgl©dnia† r¢wnie¾ wra¾liwo˜† lekarza i jego poczucie odpowiedzialno˜ci spoˆecznej. Rola nauczyciela jest tu bardzo du¾a. To on mo¾e rozpozna†, chroni† i wzmacnia† humanitarne impulsy, jakie student przyni¢sˆ ze sob¥ na studia, nagradza† wra¾liwo˜† i otwarto˜† na innych. Je˜li w kontakcie z pacjentem nauczyciel anga¾uje si© w znacz¥ce, autentyczne zwi¥zki, swym zachowaniem pokazuje szacunek dla ludzkiej godno˜ci pacjenta, student b©dzie prawdopodobnie rozwijaˆ te cechy swej to¾samo˜ci zawodowej. R¢wnie¾ rozpoznawanie przez nauczyciela potrzeb studenta, zrozumienie i rozpoznanie jego niepokoju, wzmacnianie jego samooceny, dostarczy studentowi wzorca dla jego kontaktu z pacjentem. 4. Problem niepewno˜ci w dziaˆaniu lekarza "Jedn¥ z oznak dojrzaˆo˜ci, szczeg¢lnie u lekarza, by† mo¾e rzadziej u naukowca, jest zdolno˜† do radzenia sobie z niepewno˜ci¥" (2). Pocz¥tkowe przekonanie studenta, ¾e rozw¢j wiedzy medycznej i jego pilne opanowywanie tej wiedzy pozwoli na dziaˆanie w praktyce klinicznej, oparte na wiedzy 176 177 i pewno˜ci, musi ulec zmianie, gdy przekonuje si©, ¾e wiedza medyczna jest niekompletna i ¾e on sam nie jest w stanie opanowa† wielu jej obszar¢w. Stwierdzenie to i wniosek, ¾e dziaˆa si© cz©sto na podstawie prawdopodobieästwa, wywoˆywa† mo¾e r¢¾ne reakcje, stan superkrytycyzmu, nie pozwalaj¥cy na dziaˆanie, wprowadzenie wielu wahaä do decyzji i inne. Zadaniem nauczyciela jest pom¢c w tym zakresie studentowi. Mo¾e on zwr¢ci† uwag© na r¢¾ne ir¢dˆa niepewno˜ci (zwi¥zane Z viY,raiiivZviiiiiiiii aätiiaiuCj W iCdZy, Z v~,rauiCZCaaiaiaii CZy br¥kaml WICdZy u SLUdCnt¥). Mo¾e te¾ i powinien ukazywa†, ii niepewno˜† jest czym˜ naturalnym w pracy lekarza, uczy† tolerowania jej, radzenia sobie z ni¥ tak, by w dziaˆaniu w¥tpliwo˜ci zachowa† dla siebie, a pacjentowi, kt¢ry chce mie† przekonanie, ¾e lekarz wie dobrze co ma czyni†, dawa† korzy˜ci ze swej decyzji. Musi te¾ ukaza†, ¾e i rozw¢j lekarza i jego praktyka cierpi¥, gdy w¥tpliwo˜ci zast¥pi zacie˜niony umysˆ i zbytnia pewno˜† siebie. 5. Nauczyciel akademicki wobec obowi¥zk¢w etycznych lekarza M¢wi si© cz©sto o kilku grupach tych obowi¥zk¢w: a. wobec pacjenta, b. wobec koleg¢w - innych pracownik¢w swego zawodu, c. wobec spoˆeczeästwa, d. wobec siebie samego. a. Obowi¥zki etyczne wobec pacjenta formuˆowane byˆy od dawna i w zasadzie salus aegroti suprema lex i we wszelkich znanych kodeksach i zasadach opracowywanych przez towarzystwa lekarskie r¢¾nych kraj¢w. M¢wi¥ one mi©dzy innymi o r¢¾nych wymogach stawianych lekarzowi wobec pacjenta, jak: poszanowanie godno˜ci, zachowanie tajemnicy, nie wykorzystywanie swej mocy i wpˆywu, jaki daje sytaucja terapeutyczna, szanowanie praw pacjenta itd. Jednak ¾aden, nawet szczeg¢ˆowy spis wskaz¢wek, nie mo¾e wyczerpa† wszelkich problem¢w i dlatego najlepszym drogowskazem jest przyj©cie kilku podstawowych zaˆo¾eä: - ¾e pacjent jest osob¥, nie rzecz¥ i jako taki jest celem naszej pomocy; - ¾e lekarz mo¾e przyj¥† dla swego dziaˆania zasad© wzajemno˜ci, obop¢lno˜ci (reciprokalno˜ci) - przywoli† na takie dziaˆania wobec siebie, jakie przejawia wobec pacjenta; - ¾e tam, gdzie zaistniej¥ kontrowersje mi©dzy problemem indywidualnym pacjenta i dobrem kolektywnym, powinno si© rozstrzyga† na korzy˜† pacjenta, poniewa¾ on jest istotn¥ realno˜ci¥, podczas, gdy dobra kolektywne s¥ do pewnego stopnia abstrakcj¥ (9). Ten wzgl¥d moralny reprezentuj¥ w swoisty spos¢b dwa wielkie przekazy ewangeliczne. "Kochaj bli¾niego jak siebie" (Mt 22, 39 i Mk 12,31). "Wszystko czego chcieliby˜cie by ludzie wam czynili i wy im czyäcie" (Mt 7, 12) (9). Flether m¢wi o zasadniczym prawie, jakie powinno le¾e† u podˆo¾a decyzji etycznych lekarza wobec pacjenta. Jest to prawo miˆo˜ci (4). Aktywny charakter miˆo˜ci przejawia si© zawsze tym, ¾e zakˆada ona pewne podstawowe elementy w stosunku do przedmiotu (5), kt¢rego dotyczy. S¥ nimi: szacunek do -, troska o -, odpowiedzialno˜† za -, i poznanie, wiedz© o pri'edmiocie miˆo˜ci. Wrogiem miˆo˜ci, istot¥ nieludzkiego sto sunku do pacjenta, istot¥ winy moralnej wobec pacjenta, wobec innego czˆowieka jest nie nienawi˜† nawet, ale oboj©tno˜† (4). O problemach moralnych w poszczeg¢lnych dyscyplinach medycznych m¢wi¥ r¢¾ne rozdziaˆy tej publikacji, a student medycyny dowiaduje si© o nich, uczy ich rozwi¥zywania od nauczycieli reprezentuj¥cych te dyscypliny. Tu chcieliby˜my zatrzyma† si© nad istotn¥ dla wszystkich specjalno˜ci, codzienn¥ sytuacj¥, w kt¢rej :cr.,;r.: r ~nr~.,p ~o ., .J1., .ˆ~:olon:~ ar....~....".. T..cr rn ~~m,o`-:o L,..,."n:lror;: .^.............., ....b"r"v2 .. u.....................~........b... ~..,.. ... ..~.......~...................,,., kontaktu lekarz - pacjent. ½aden nauczyciel akademicki nie zaprzeczy znaczeniu tego kontaktu dla wynik¢w leczenia. Jednocze˜nie nauczanie w tym zakresie zdane jest na du¾¥ przypadkowo˜† i powierzchowno˜†, na oparcie go na potocznie panuj¥cych przekonaniach, "szczerych ch©ciach" i du¾ej naiwno˜ci niekiedy. Czasem wyra«nie jatrogenne i nieetyczne postawy s¥ niedostrzegane, gˆ©boko tˆumione. Klasyfikuj¥c cele ksztaˆcenia medycznego na trzy dziedziny: umiej©tno˜ci intelektualne, praktyczne i komunikowania si©, Guilbert (6) wyr¢¾nia w rozwoju tej ostatniej trzy poziomy. Pierwszy - poziom wra¾liwo˜ci lub uwagi na wyst©powanie pewnych zjawisk i ch©† ich odczuwania (np. zauwa¾anie l©ku u pacjenta oczekuj¥cego na wyniki badaä). Drugi - poziom reagowania, wyra¾aj¥cy si© wystarczaj¥co du¾ym zainteresowaniem, aby wywoˆa† ch©† dziaˆania. Trzeci - internalizacja, cechuj¥ca si© tym, ¾e percepcja danego zjawiska znalazˆa miejsce w skali warto˜ci i dziaˆa dostatecznie dˆugo na to by zaadaptowa† si© do systemu warto˜ci innej osoby. Pozwala to na przystosowanie swej postawy do potrzeb innej osoby tak, jakby do˜wiadczaˆo si© tego samego zjawiska. U¾ywaj¥c do tego j©zyka Bubera (3) mo¾na powiedzie†, ¾e w kontakcie z pacjentem b©dziemy go spostrzegali jako bliiniego, widz¥c, ¾e "ty" to drugi "Ja". W czym b©dzie przejawia† si© problematyka etyczna stosunku lekarz - pacjent? Mo¾na by odwoˆa† si© tu do literatury przedmotu, m¢wi¥cej o podstawowych, istotnych zasadach kontaktu lekarz - pacjent. I nale¾y to uczyni†, polecaj¥c studentom i lekarzom odpowiednie pi˜miennictwo z zakresu psychologii lekarskiej. Wydaje si© nam jednak, ¾e warto tu jeszcze wspomnie† o pewnych elementach postaw przejawiaj¥cych si© cz©sto w kontakcie lekarz-pacjent, kt¢rych znaczenie jest niedoceniane, mo¾e nie rozumiane, a kt¢re maj¥ r¢wnie¾ i sw¢j wymiar etyczny. Szacunek do pacjenta przejawia si© w r¢¾ny spos¢b. Jednym z nich jest sˆuchanie go. Umiej©tno˜† wˆa˜ciwego sˆuchania wymaga pracy lekarza. Ale je˜li lekarz tylko pyta, dowie si© o tym o co pyta, nie o tym co jest istotne dla pacjenta (1). Pacjent jest jedno˜ci¥ bio-psycho-spoˆeczno-duchow¥. Niedostrzeganie wszystkich czterech aspekt¢w tej jego caˆo˜ci jest spojrzeniem zaw©¾onym, o r¢¾nych konsekwencjach w praktyce. Mo¾e to by† na przykˆad: "sprowadzenie go" do okre˜lenia przez numer ˆ¢¾ka szpitalnego, do dotkni©tego chorob¥ narz¥du, do niedostrzegania caˆego kontekstu spoˆecznego, rodzinnego, zawodowego, ˜ci˜le zwi¥zanego z jego chorob¥; nie zwracanie uwagi na przejawy l©ku, depresji, gniewu czy jeszcze innych uczu† wraz z ich konsekwencjami w zachowaniu pacjenta i w ich wpˆywie na wyniki leczenia, na reakcje personelu lecz¥cego na nie; uproszczone traktowanie cierpienia 178 179 pacjenta, cierpienia w swej naturze egzystencjalnego czy moralnego, jako problemu tylko medycznego kt¢ry rozwi¥zywa† maj¥ leki. To tylko kilka przykˆad¢w skutk¢w zaw©¾onego podej˜cia do pacjenta. W kontakcie z nim mog¥ te¾ przejawia† si© postawy o innych mechanizmach, jak nierozwi¥zane wˆasne problemy psychologiczne lekarza, jego postawy przeniesione z wcze˜niejszych okres¢w i do˜wiadczeä ¾yciowych, wˆasne potrzeby i niepokoje. I tu znowu kilka nr-rvlrMrˆ~..~- .. .~-nrtrvl"n†l- .tn rnla.rnu.an;o ";..4n...,.P...:~.,~ln.~.1, -....1......n.G .. A.,ro _...... __._.._.~_._..._ ~. ..._........._ ........,.....,....~,...,....~,... ................ t,ø.C).,..... i uznanie go za "trudnego", co usprawiedliwi† mo¾e odrzucenie go. Wˆ¥czanie ocen moralnych do kontaktu z pacjentem, co od pocz¥tku mo¾e ograniczy† mo¾liwo˜† poznania go i pomoc (szczeg¢lnie cz©sto zdarza si© to w odniesieniu do pacjent¢w uzale¾nionych od alkoholu i innych ˜rodk¢w, pacjent¢w z dewjacjami seksualnymi, psychopatycznych, po pr¢bach samob¢jczych). Ucieczkowa postawa wobec pacjent¢w, kt¢rzy budz¥ w lekarzu l©k, podwa¾aj¥ poczucie kompetencji, bo nie wykazuj¥ efekt¢w leczenia, oiywiaj¥ wˆasne nierozwi¥zane problemy, takie jak akceptacja staro˜ci, ˜mierci, mo¾liwo˜ci poniesienia pora¾ki w leczeniu pacjenta. Lekcewa¾¥cy stosunek wobec niekt¢rych pacjent¢w czasem wyra¾ony wprost, czasem przez zakamuflowane postawy protekcjonalizmu, paternalizmu. Nasuwa si© tu na my˜l ostra uwaga Simone Weil, gdy rozwa¾a stosunek do cierpienia, nieszcz©˜cia: "Cielesna natura czˆowieka jest mu wsp¢lna ze zwierz©tami. Kury rzucaj¥ si© i dziobi¥ kur© zranion¥. Jest to zjawisko tak mechaniczne, jak siˆa ci¥¾enia. Crˆ¥ pogard©, caˆ¥ odraz©, caˆ¥ nienawi˜†, jak¥ nasz rozum ˆ¥czy ze zbrodni¥, nasza uczuciowo˜† kieruje przeciw n i e s z c z © ˜ c i u. -1. wyj¥tkiem tych, kt¢rych caˆ¥ dusz© zajmuje Chrystus, wszyscy mniej lub bardziej pogardzaj¥ nieszcz©˜liwymi, cho† prawie nikt nie jest tego ˜wiadomy ( 10). Nie spos¢b powiedzie† tu o r¢¾nych dziedzinach i mo¾liwo˜ciach przejawiania si© lekarza jako instrumentu terapeutycznego, zar¢wno w sensie pozytywnym, jak i jatrogennym. I nie spos¢b przeceni† znaczenia kontaktu lekarz-pacjent. Pˆyn¥ z tego imperatywy dotycz¥ce poznawania tego znaczenia. To poznawanie polega nie tylko na znajomo˜ci pi˜miennictwa, ale na staˆym ksztaˆceniu si© w ramach kontaktu z pacjentem, przy otwarciu si© na jego potrzeby. W tym aspekcie nie da si© odr¢¾ni† obowi¥zk¢w etycznych wobec pacjenta od obowi¥zk¢w etycznych wobec siebie samego. b. Obowi¥zki etyczne wobec koleg¢w i innych pracownik¢w swego zawodu. Co najmniej dwa powody wskazuj¥ na potrzeb© podkre˜lania przez nauczyciela akademickiego, ksztaˆc¥cego przyszˆych lekarzy, znaczenia tych obowi¥zk¢w. Jednym z nich jest aktualna sytuacja w sˆu¾bie zdrowia, w kt¢rej istotna jest wsp¢ˆpraca, praca w zespoˆach, integracja dziaˆaä i danych z r¢¾nch dyscyplin, konsultacje, superwizja i inne formy wsp¢lnych dziaˆaä. Drugim - charakter wsp¢ˆczesnej kultury, z cechami wsp¢ˆzawodnictwa, rywalizacji. W ramach tego ˆatwo dochodzi do zapominania o podstawowych elementach zachowaä cywilizowanego czˆowieka, a tak¾e o zasadach etycznych. Przejawia† si© to mo¾e r¢¾norodnie. W dyskusjach ludzi o r¢¾nych pogl¥dach teoretycznych, przekonaniach ideologicznych, wygˆaszanych ocenach i opiniach o kolegach, okazywanych postawach. '!.rozumienie i poczucie, ¾e wraz z kolegami ma si© wsp¢lne, wielkie cele nadrz©dne, bierze si© udziaˆ we wsp¢lnym dziaˆaniu, jest czynnikiem jednocz¥cym. Szacunek dla innych ludzi, uczciwo˜† wobec koleg¢w, rozeznanie w problematyce ich dyscyplin. Postawa etyczna przejawia† si© tu b©dzie w r¢¾ny spos¢b we wsp¢ˆpracy z kolegami. Mi©dzy innymi b©dzie to dokˆadne okre˜lanie swego udziaˆu w tej wsp¢ˆpracy, nie wyst©powanie w roli figuranta, rozwi¥zywanie kontrowersji w spos¢b kuiiurainy, ucz urazy, dzielenie si© swymi umiej©tno˜ciami, wiedz¥ itd. c. Obowi¥zki etyczne wobec spoˆeczeästwa. Ta grupa obowi¥zk¢w lekarza zacz©ˆa by† podkre˜lana p¢«niej ni¾ obowi¥zki wobec pacjenta. Ksztaˆcenie przyszˆego lekarza musi je uwzgl©dnia†. Lekarz powinien uzna† sw¢j udziaˆ i odpowiedzialno˜† za dziaˆania sˆu¾¥ce poprawie zdrowia spoˆeczeästw. Mo¾e to czyni† w ka¾dej swej roli. Jako naukowiec - rozwijaj¥c wiedz© ze wzgl©du na korzy˜ci dla ludzi, jako klinicysta - sˆu¾¥c pomoc¥ i podnosz¥c poziom opieki zdrowotnej, konsultuj¥c programy ochrony zdrowia, jako nauczyciel - popularyzuj¥c wiedz© z zakresu problematyki zdrowotnej. Podstawow¥ kom¢rk¥ spoˆeczn¥ w jakiej ¾yje lekarz jest jego rodzina. Ma wobec niej specjaln¥ grup© obowi¥zk¢w etycznych, cho† r¢ine kodeksy etyczne nie eksponuj¥ ich. Mo¾e dlatego, ¾e wi¥¾¥ si© one niekiedy z powa¾nym konlliktem r¢l, jaki odczuwa lekarz. Ale nie moina o nich nie pami©ta† i nie m¢wi†. Rodzina jest cz©sto zasadniczym oparciem dla lekarza w jego ci©¾kiej pracy, ale oczekuje i potrzebuje r¢wnie¾ jego udziaˆu w roli m©¾a, ojca, syna czy c¢rki. Lekarz nie mo¾e oczekiwa† od niej ogromu wyrzeczeä w imi© zrozumienia jego posˆannictwa, powoˆania, obci¥¾enia- i oferowa† jej jedynie sw¢j "zm©czony czas". Musi stwarza† jej r¢wnie¾ poczucie oparcia, nie tylko ekonomicznego. Zbyt zˆo¾ony to problem, by tu go omawia†, ale zasygnalizowa† trzeba. d. Obowi¥zki etyczne wobec siebie samego. Wszystkie kodeksy etyczne podkre˜laj¥ w˜r¢d tych obowi¥zk¢w konieczno˜† staˆego ksztaˆcenia si©, rozszerzania swej wiedzy, doskonalenia umiej©tno˜ci praktycznych. Jak szeroko b©dzie swe doskonalenie widziaˆ lekarz i jakie w tym zakresie stawiaˆ sobie wymogi, zale¾y od wielu czynnik¢w. Obowi¥zk¢w tych nie mo¾na oderwa† od caˆego rozwoju psychicznego, duchowego czˆowieka, od pogl¥d¢w filozoficznych, religijnych, od spostrzegania swego ¾ycia w perspektywie caˆo˜ciowej, w zwi¥zkach z przeszˆo˜ci¥, przyszˆo˜ci¥, wieczno˜ci¥, od sposobu widzenia swego celu i sensu ¾ycia, od stosunku do cierpienia, ˜mierci, od sposobu okre˜lania swojej odpowiedzialno˜ci zar¢wno za czyny jak i za zaniedbania, od odwa¾nego poznawania siebie, z otwarciem na krytyk© bez urazy i agresji, z ksztaˆceniem w sobie mo¾liwo˜ci poznawania wˆasnych uczu† i motyw¢w. W tym ksztaˆceniu, doskonaleniu si© nauczycielami b©d¥ nie tylko ksi¥¾ki, wykˆady, ale inni ludzie: pacjenci, inni lekarze przez przykˆady swego samozaparcia, po˜wi©cenia, odwagi. Trzeba tylko dostrzega† «r¢dˆa, z kt¢rych pˆynie nauka i fakt, ¾e ci, kt¢rym dajemy, r¢wnie duio daj¥ nam. W tym wszystkim, w caˆym rozwoju i nie zakoäczonym procesie stawania si© trzeba by† sob¥. Je˜li nie b©dzie si© sob¥, b©dzie si© nikim. l8o isl O obowi¥zkach etycznych wobec siebie trudno m¢wi† nie popadaj¥c albo w uproszczenia, albo w patos. Poza tym nie ma mo¾liwo˜ci wymieniania ich w spos¢b szczeg¢ˆowy. lbanez (7) m¢wi¥c do student¢w medycyny o obow¥zkach lekarza wobec siebie stwierdza m.in. "Pami©tajcie, ¾e wa¾n¥ rzecz¥ w ¾yciu jest by† wielkim, nie du¾ym czˆowiekiem, ale wielkim czˆowiekiem. Pozw¢lcie, ¾eby wasze dziaˆania byˆy wielkie, ale zachowajcie osbist¥ skromno˜† i pokor©. Przez wielko˜† rozumiem wielko˜† "..t, :"t.:,. ,-~ ~r.h:P .. :04: tn rwnimv Pnnirwai wirlkn†r w rZV.CZna,u ~umv.....jul."a:~ 1 pr3S.Ct© ::' Sp^,..,., , .: ,,.._. _.. __~______~. _ _____ ..__ ..___.. jest prosta". Sposoby ksztaitowania postaw etycznych studenta medycyny, ksztaˆtowanie svstem¢w warto˜ci, wychowanie przyszˆego lekarza, s¥ dla nauczyciela zadaniami znacznie trudniejszym ni¾ przekazywanie skomplikowanych problem¢w teoretycznych. Student wst©puje na studia z uksztaˆtowanymi wcze˜niej postawami etycznymi i istnieje tendencja u niekt¢rych pedagog¢w, a tak¾e student¢w do stwierdzania, ie od tego zale¾y jakim b©dzie lekarzem ("dobry czˆowiek b©dzie dobrym lekarzem"). W stwierdzeniu tym jest cz©˜† prawdy, ale s¥ tu r¢wnie¾ zasadzki w aspekcie praktycznym. Przede wszystkim student, a nast©pnie lekarz b©dzie si© stykaˆ w swej pracy z sytuacjami, kt¢re nie s¥ proste, jednoznacznie zˆe czy dobre. Ponadto przekonanie takie mo¾e prowadzi† do niewˆa˜ciwych dziaˆaä, uchylania si© nauczyciela akademickiego od obowi¥zku ksztaˆcenia w tej dziedzinie, wnioskowania, by problem byˆ zaˆatwiany przez odpowiednie metody czy testy, kt¢re b©d¥ stosowane przy selekcji przyjmowanych na studia. Jednocze˜nie uchylanie si© przez nauczyciela od obowi¥zku ksztaˆtowania norm moralnych studenta usuwa z jego uwagi r¢wnie¾ ten problem w odniesieniu do siebie. Podejmowanie decyzji etycznych przez lekarza jest trudne. Cz©sto musi on dokonywa† wyboru i bilansowania r¢¾nych warto˜ci, jakie wi¥¾¥ si© z jego decyzj¥, przy czym ka¾d¥ z tych warto˜ci ceni, ka¾da jest wa¾na dla pacjenta, cho† w r¢¾nym aspekcie. Poka¾my to na przykˆadzie "m¢wi†, czy nie m¢wi† pacjentowi o jego niebezpiecznej czy beznadziejnej chorobie". Lekarz ma tu do wywa¾enia stoj¥ce po jednej stronie takie warto˜ci jak: szacunek dla pacjenta z jego prawem do poznania prawdy, prawem do dokonywania wa¾nych dla niego decyzji ¾yciowych w jego sytuacji; po drugiej stronie jest - zmniejszenie l©ku pacjenta, poprawa jego samopoczucia, a nawet i og¢lnego stanu zdrowia, ewentualne zapobieganie dramatycznym decyzjom pacjenta, gdy pozna beznadziejno˜† swej sytuacji. Ponadto na decyzje etyczne ma wpˆyw szereg czynnik¢w: wˆasne zasady etyczne, zasady jakie przyj©ˆa okre˜lona grupa zawodowa, przepisy prawno-administracyjne, wpˆyw solidarno˜ci grupowej itd. Decyzje etyczne mog¥ by† szczeg¢lnie trudne, gdy lekarz wyst©puje w roli podw¢jnego "agenta" np. pacjenta i spoˆeczeästwa. Szczeg¢lnie cz©sto ta sytuacja wyst©puje w odniesieniu do pacjent¢w z niekt¢rymi zaburzeniami psychicznymi. To tylko kilka przykˆad¢w, kt¢re maj¥ pokaza† potrzeb© podejmowania zaprogramowanego, ˜wiadomego procesu ksztaˆtowania norm moralnych. Wiele obserwacji wskazuje na to, ¾e znacznie wi©kszy potencjaˆ wychowawczy maj¥ r¢¾norodne metody bezpo˜rednie ni¾ wykˆady na temat etyki lekarskiej, dostarczenie studentom obowi¥zuj¥cych przepis¢w, zarz¥dzeä, akt¢w prawnych. Wa¾na jest dyskusja ze studentami w konkretnej sytuacji klinicznej, z konkretnymi problemami, wydarzeniami, mobilizowanie przez nauczyciela do tej dyskusji, wzmacnianie otwarto˜ci wypowiedzi. Szczeg¢lnie potrzebna jest ta metoda w odniesieniu do problem¢w, kt¢re sa tak trudne, ¾e lekarz nrzv_ imuie oostawe unikania. ucieczki od nich. Do nich nale¾¥ wspominani ju¾ w innym miejscu pacjenci geriatryczni, umieraj¥cy, uzale¾nieni, alkoholicy, psychicznie chorzy, upo˜ledzeni umysˆowo. W takiej dyskusji student mo¾e uczy† si© poznawania wˆasnych motyw¢w i postaw i korekty ich, mo¾e dostrzec, jak za niekt¢rymi jego pozornie ¾yczliwymi czy niewinnymi wypowiedziami "jak babcia si© czuje?" kry† si© mo¾e dyskryminuj¥cy stosunek do ludzi starych. Mo¾e dostrzec, ¾e skargi pacjenta na b¢l s¥ jedynym j©zykiem, akceptowanym w szpitalu, w jakim wyra¾a poczucie swej samotno˜ci i odrzucenia. Student te¾ mo¾e nauczy† si© bardzo wiele w aspekcie wˆasnego rozwoju, dojrzaˆo˜ci do cierpienia, ugody ze ˜mierci¥ jako czynnikiem ksztaˆtuj¥cym warto˜† ¾ycia. M¢wi si© o spaczeniu przez studia stosunku do ˜mierci. 'laj©cia prosektoryjne, kontakt ze zwˆokami, poza nauk¥ anatomii i oswajaniem studenta z niepokojem, ksztaˆtowaniem pewnego dystansu, pokazuj¥ ˜mier† jako zjawisko anonimowe i karykaturalne, zjawisko, kt¢re trudno akceptowa†, od kt¢rego trzeba ucieka†, walczy† z nim. Tymczasem autentyczne ¾ycie jest ¾yciem z obecno˜ci¥ ˜mierci, a jego sens dostrzega czˆowiek tylko w perspektywie ˜mierci. W dyskusji student uczy si© r¢wnie¾ sposob¢w komunikowania z innymi, rozumienia innych, szacunku dla nich. Bardzo wa¾nym sposobem ksztaˆtowania norm jest dziaˆanie nauczyciela i dostarczanie przykˆadu modelu. Studenci chc¥ styka† si© z lud«mi, kt¢rzy w swej funkcji dydaktycznej ˆ¥cz¥ zaanga¾owanie, zapaˆ, ˜wiadome zachowanie, w kt¢rym jest troska i o pacjenta i o studenta, wzbudzanie jego motywacji do rozwoju i do stawania si© lepszym czˆowiekiem, lepszym lekarzem. Aby nauczyciel m¢gˆ by† modelem, autorytetem, musi speˆnia† szereg warunk¢w, a je˜li chce ˜wiadomie bra† udziaˆ w ksztaˆtowaniu system¢w warto˜ci, musi podejmowa† wysiˆki w ksztaˆtowaniu siebie jako autorytetu. Uczy† bowiem mo¾e tylko tych warto˜ci, jakie sam posiada, jakie s¥ sp¢jne z jego dziaˆaniami, autentyczne. Kokieteria, uwodzicielstwo wobec student¢w, cho†by ubrane w bˆyskotliwo˜† sˆ¢w i przemycane z inteligentnym sprytem, nie zwiod¥ student¢w. Prawdziwy model, autorytet, nie jest autorytarny, ale otwarty na krytyk©, wyzwania student¢w, dostrzega ich potrzeby. Umie przyzna† si© do bˆ©du czy niewiedzy, czuje si© odpowiedzialny i za swe czyny i za zaniedbania. Student powinien wiedzie†, ¾e nie tylko pewne dziaˆania jego jako lekarza mog¥ by† nieetyczne, ale r¢wnie¾ i nie podj©cie dziaˆaä i zachowanie "czystych r¥k". Prawdziwy autorytet, sˆu¾¥c jako model, nie mo¾e jednak parali¾owa† rozwoju 182 183 studenta, ale powinien stymulowa† do samodzielnych s¥d¢w, obserwacji, do˜wiadczeä. Skuteczno˜† dziaˆania nauczyciela akademickiego, ksztaˆtuj¥cego normy moralne przyszˆego lekarza, zale¾y od wielu czynnik¢w. Im bardziej b©d¥ mu one znane i uwzgl©dniane, tym mniej zagro¾¥ jego celom. O niekt¢rych wspominali˜my ju¾. Niew¥tpliwie nale¾¥ do nich i r¢¾ne problemy psychologiczne, jakie ma student mP~ivwnv a fakir knlirinwaF mnva ~ wcwctkimi Plami ksztaˆt enia NalPia one t1o __, _, __" _. r¢¾nych grup: nierozwi¥zane problemy dojrzewania z okresu wcze˜niejszego, kt¢re mog¥ wyolbrzymia† reakcje na sytuacje zwi¥zane ze studiami; problemy zwi¥zane ze ˜rodowiskiem uczelni i jej wymogami; problemy zwi¥zane z cechami osobowo˜ci studenta; zwi¥zane z nauczycielami akademickimi; problemy zwi¥zane z pacjentami. Mog¥ to by† r¢wnie¾ jakie˜ stresowe wydarzenia ¾yciowe, choroby, zaburzenia psychiczne. Te problemy, powoduj¥c r¢¾ne reakcje u studenta, stanowi¥ jednocze˜nie wielkie wyzwanie dla nauczyciela, potrzeb© zrozumienia, stworzenia oparcia, pomocy. I w tym r¢wnie¾ dziaˆa on jako model stosunku do czˆowieka. 6. Zakoäczenie Ksztaˆcenie studenta medycyny jest niezwykle nasyconym emocjonalnie do˜wiadczeniem pedagogicznym. Wˆ¥czenie go w problem czˆowieka chorego, cierpienia, ˜mierci, nadaje mu specjalnie ludzki wymiar. Cho† w czasie caˆej swej dalszej pracy lekarz b©dzie uczyˆ si© i rozwijaˆ, podstawy ksztaˆtowania jego norm moralnych daje mu uczelnia. Jako lekarz stanie on wobec r¢¾nych wymog¢w. Cz©sto b©dzie opanowany przez tragiczny aspekt cierpienia, choroby, ˜mierci. Podtrzymania i zach©ty b©d¥ mu dostarcza† momenty skutecznego leczenia. Wˆ¥czony jest w prawa, przywileje i wielk¥ odpowiedzialno˜†. Czasem wyda si© mu ona wielka, a nagroda za wszystko - nieadekwatna. Jednocze˜nie gdzie˜ w gˆ©bi tkwi jego poczucie ci¥gˆo˜ci z wielkim dziedzictwem, kt¢re pozostawiˆo mu wiedz©, powoˆanie, poczucie udziaˆu w wielkim dziele. Ale o tym woli nie m¢wi† gˆo˜no, je˜li rzeczywi˜cie to czuje. Sˆowa s¥ takie zwodnicze. Do tego co czuje, cz©sto mo¾e odnie˜† si© modlitwa ˜w. Augustyna (9): "Panie, kt¢ry powiedziaˆe˜, ¾e b©dziesz ¾¥daˆ wi©cej od tego, kt¢remu wi©cej dano, spraw, by˜my my, kt¢rym tak wiele przypadˆo, a tak dobrego dziedzictwa, mogli stara† si© przekaza† innym, w spos¢b jak najbardziej obfity to, co nas tak bogato napeˆnia rado˜ci¥. I aby˜my przyst©powali do pracy z innymi lud«mi, jak do dzieˆa, przez kt¢re z kolei inni ludzie mog¥ wej˜† w nasze, dla wypeˆnienia Twej ˜wi©tej woli." Pi˜miennictwo 1. W. Balim, D.H. Ball, W.L. Hare Formation des etudiants en medicine a la medicin centree sur le malade "Rev.Med. Psychosomatic". 12,2, 1970, I 34 2. W.B. Bean On Ambiguity "Arch.Intern.Med." I 12, 2. 1963 3. M. Buber I and Thou T. Edinborough and T Clar. 1937 4. J. Flecher Moral responsibility Philadelphia, Westminster Press, 1967 S. E. Fromm I'he Art oj Loving New York, Harper, 1965 6. J.J. Guilbert Zarys pedagogiki medycznej, PZWL, Warszawa 1981 7. F.M. Ibanez To be a Doctor MD. Magazine, 1982 8. K. Keniston The Medical Student "Yale J. Biol. Med." 39 1967, 346 9. J.A. Knight Medical Student Doctor in the Making New York, Meredith Corp. 1973 10. Simone Weil - z Cytat¢w w przedmowie do tˆumaczenia Cz. Miˆosza Ksi©ga Hioba. Editions du Dialogue Paris 1980 184 185 Halina Wardaszko-�yskowska ZESPà� WYPALENIA SIF Colnoniab nio iow _cnm yvia drugimi i~'dla drugich. Cala ludzka egzystencja ma w~a˜ciwy sobie wymiar wsp¢lnotowy - i wymiar spoleczny. fan Paweˆ ll Opisy zespoˆu "wypalenia si©" (burnt out) pojawiˆy si© w psychiatrycznym pi˜miennictwie anglosaskim w latach siedemdziesi¥tych naszego wieku. Podkre˜lano, ie stanowi on swoiste ryzyko zawodowe pracownik¢w psychiatrycznej sˆu¾by zdrowia - ludzi, kt¢rzy musz¥ nieustannie dostrzega† i odbiera† caˆ¥ gam© r¢¾norodnych uczu† i zachowaä pacjent¢w i reagowa† na nie. Podkre˜lano, ¾e cho† zadaniem personelu jest ksztaˆcenie w sobie postaw i umiej©tno˜ci radzenia z tym zjawiskiem - dla niekt¢rych wyzwania, jakie staj¥ przed nimi, okazuj¥ si© za du¾e, dochodzi do wyczerpania, "wypalenia si©". Przejawem tego jest utrata zainteresowaä i uczu† w stosunku do pacjent¢w, odporno˜† na ich prze¾ycia, nawet niezwykle bolesne i przera¾aj¥ce zoboj©tnienie. Je˜li zesp¢ˆ "wypalenia" jest wynikiem zu¾ycia si© jakich˜ zasob¢w energetycznych czˆowieka, mo¾na uzna† jego wyst¥pienie za zrozumiaˆe w pewnych warunkach u lekarza ka¾dej specjalno˜ci, a tak¾e u ka¾dego czˆowieka. Jednak¾e u lekarza staje si© to szczeg¢lnie istotne. Jego nieczuˆo˜† i zahartowanie na ludzkie prze¾ycia, utrata charyzmy, czyni w¥tpliw¥ jego zdolno˜† do leczenia pacjent¢w. St¥d te¾ ˜wiadomo˜† daleko id¥cych negatywnych skutk¢w zespoˆu powinna zobowi¥zywa† do znajomo˜ci jego obrazu, ju¾ od chwili wyst¥pienia pierwszych objaw¢w, do poszukiwania jego przyczyn i do zapobiegania. W˜r¢d przejaw¢w zespoˆu wypalenia, wymieniane s¥ zar¢wno ˆatwo dostrzegalne (niemal daj¥ce si© mierzy†), jak i mniej uchwytne, czasem zamaskowane, czy te¾ mieszcz¥ce si© w sferze subiektywnych prze¾y† lekarza, w jego postawach i decyzjach etycznych. Do dostrzegalnych nale¾¥ takie, jak narastaj¥ca absencja w pracy, sp©dzanie przez personel wi©cej czasu ze sob¥ ni¾ z pacjentami, zaniedbania w dokumentacji, dotycz¥cej pacjent¢w, zaniedbania w ˜ledzeniu pi˜miennictwa, w obecno˜ci na zebraniach i konferencjach naukowych, trudno˜† wypowiadania si© w dyskusji i na pi˜mie, wyg¢rowane, "histeryczne" reakcje na stosunkowo sˆabe bod«ce, odsuwanie si© od pacjent¢w ku pracy administracyjnej. Bli¾sza obserwacja pozwala dostrzec jako jeden z pierwszych objaw¢w narastaj¥c¥ dra¾liwo˜†, z r¢¾nymi przejawami postaw agresywnych wobec personelu i pacjent¢w, utat© zainteresowania pacjentem, czasem cynizm i o˜mieszanie pacjent¢w i wsp¢ˆpracownik¢w, utrat© innowacyjno˜ci, nieukierunkowan¥ energi©, z trudno˜ci¥ typowania priorytet¢w do dziaˆania i podejmowania decyzji, postawy obronne maj¥ce na celu ukrycie swego "wypalenia", tendencje do "szufladowania" problem¢w. Nierzadko wycofywanie si© z dziaˆaä, opuszczanie w obowi¥zkach, zaniedbanie nawet w wygl¥dzie. Z przejaw¢w subiektywnych wymieniane s¥ takie jak apatia, przygn©bienie ~.ndC::'"le.".:.ø.' `:"~~ ~~Y: ~.,dn~.... ..n tr::d."..".~.".1 . ......... .. ".., .., ~. :CZ....... ......,......,......iw, 1.::"...., t,:2e,.., .......... (wszystko jest stresem), l©k i przera¾enie w chwili udawania si© do pracy, gniew, nieufno˜† i doszukiwanie si© zˆych cech u innych. Czynniki przyczynowe i pewne uwarunkowania zespoˆu wypalania si© wymieniane w pi˜miennictwie, to mi©dzy innymi: du¾a liczba pacjent¢w przypadaj¥ca na jednego lekarza - niska jako˜† interakcji z nimi nie daje wtedy poczucia dobrego wykonywania pracy. Du¾a ilo˜† czasu, jaki personel sp©dza ze sob¥, w tym du¾a cz©sto˜† zebraä personelu - stwierdzono, ¾e koreluj¥ te czynniki z narastaj¥c¥ negatywn¥ postaw¥ wobec pacjent¢w, apati¥ i napi©ciem. Nadawanie zebraniom personelu charakteru psychoterapii, z analiz¥ agresji personelu (co ma miejsce nierzadko w psychiatrycznej sˆu¾bie zdrowia) - prowadzi to cz©sto do poczucia bezradno˜ci, zwi©kszenia frustracji. Zbyt dˆugi czas pracy bez odpoczynku koreluje z negatywn¥ postaw¥ wobec pacjent¢w. Po˜wi©canie du¾ej ilo˜ci czasu czynno˜ciom administracyjnym pozostawaˆo w wyra¾nym zwi¥zku z maˆ¥ ochot¥ do pracy z pacjentami. Im wi©kszy byˆ odsetek chorych przewlekle, pozostaj¥cych pod opiek¥ lekarza, tym wi©ksza byˆa szansa powstawania zespoˆu wypalenia. Lekarze, poszukuj¥cy raczej samorealizacji ni¾ satysfakcji z pracy z pacjentami, ˆatwiej wykazywali zesp¢ˆ wypalenia gdy stwierdzali, ¾e nie rozwijaj¥ si©, natomiast u pracownik¢w wy¾szych stanowiskiem w hierarchii do zespoˆu wypalania dochodziˆo przez odsuwanie si© ku czynno˜ciom administracyjnym i stopniow¥ zmian© postawy wobec pacjent¢w na oboj©tn¥. Mniejsze szanse pojawiania si© objaw¢w wypalenia byˆy tam, gdzie personel sp©dzaˆ du¾o czasu w bezpo˜rednim kontakcie z pacjentami, gdzie istniaˆ rzeczywisty podziaˆ pracy i odpowiedzialno˜ci mi©dzy czˆonkami zespoˆu. Kontakty z przyrod¥, sztuk¥, lud«mi, szczeg¢lnie tymi, kt¢rzy dostarczaj¥ na codzieä oparcia, dziaˆaˆy w du¾ej mierze jako czynniki zapobiegaj¥ce objawom. Je˜li uznamy, ie zesp¢ˆ pwypalenia si©" jest nie tylko ciekawostk¥ bibliograficzn¥, ale rzeczywisto˜ci¥, spotykan¥ i w naszych warunkach u lekarzy, nie mo¾emy jednocze˜nie nie uzna†, ¾e stawia to przed nami szereg zadaä, a niepodejmowanie ich ma poza innymi r¢wnie¾ aspekt etyczny. Wydaje si©, ¾e do tych zadaä nale¾y poszukiwanie odpowiedzi na nast©puj¥ce pytania: 1. Czy istniej¥ jakie˜ szczeg¢lne cechy czy przejawy zespoˆu "wypalenia si©" u lekarzy polskich, w por¢wnaniu, czy poza wymienianymi w pi˜miennictwie amerykaäskim? 2. Czy istniej¥ u nas jakie˜ specjalne czynniki, kt¢re mo¾na by uzna† za sprzyjaj¥ce powstawaniu tego zespoˆu? 3. Co ewentualnie mo¾na by czyni† dla zapobiegania wyst©powaniu zespoˆu? 186 I ' 187 Ad 1. Wydaje si©, ie poza opisywanymi wy¾ej, mo¾na u naszych lekarzy stwierdzi† dodatkowe cechy zespoˆu wypalenia si©. S¥ nimi: a. Swoisty stosunek do odpowiedzialno˜ci za prac©. Polega on na uchylaniu si© od odpowiedzialno˜ci osobistej, przerzucaniu jej na czynniki zewn©trzne, przede wszystkim na r¢¾ne mankamenty system¢w szerszych. Przy takiej postawie r¢¾ne bˆ©dy we wˆasnej pracy, w stosunku do pacjent¢w, a tak¾e bierno˜†, marnotrawstwo itp. widzi si© :.,1... ~. :olo . :..,ˆG...:....A '1..,:".... .,., IP.,o-.P ..r-~r.4n:A r: .,.ˆ ~-. ":Yä... I...... ...~..........a.,, .:Spr.".~....,.............. ...a.a....~ .... ...~"...., .,.....,....~., ".© ,.,. .,..y.^.......,.. zewn©trznych, a wˆasna inicjatywa przejawia si© przede wszystkim wzrostem postaw roszczeniowych. b. Narastanie tendencji do formalizowania obowi¥zk¢w, dyscypliny, nawet kontakt¢w z pacjentami. Wa¾ne staje si© bycie formalnie "w porz¥dku". Wˆasny wkˆad pracy obliczany jest skrupulatnie z egzekwowaniem "nadpracowanych" godzin. c. Narastanie zjawisk "pozorno˜ci". Pozorna obecno˜† w pracy, pozorna autentyczno˜† w kontaktach z lud«mi, pozorne przyja«nie, pozorna tolerancja (np. jako kamufla¾ oboj©tno˜ci czy wygody). d. Tendencje klasyfikacyjne w odniesieniu do pacjent¢w i ocena ich w kategoriach moralnych, co narasta w miejsce rozumienia. e. Poczucie wyczerpania, nadmiernego obci¥¾enia, niedoceniania wysiˆk¢w jest niekiedy przemo¾ne. Dziaˆania podejmowane s¥ z przekonaniem "musz©", "trzeba", nie za˜ "chc©", a praca, pacjenci, ich rodziny, ewentualnie studenci stanowi¥ swoiste "zˆo konieczne". Stosowane s¥ r¢¾ne obrony przed dodatkowym obci¥¾eniem, nawet tylko przewidywanym, czasem z niedostrzeganiem nawet ani etycznej strony, ani faktu, ¾e ta obrona pochˆania wi©cej energii ni¾ wykonanie zadania. Poczucie, ¾e jest si© obci¥¾onym bardziej ni¾ koledzy, dziaˆa jak stres, rodzi poczcie krzywdy i nierzadko godzi w prac© zespoˆow¥. f. Agresja przejawia si© cz©sto zgeneralizowan¥ krytyk¥ czy krytykanctwem. Cz©sto rzedmiotem staj¥ si© koledzy "niewypaleni". Ich zaanga¾owanie bywa traktowane jako przejaw naiwno˜ci, donkiszoterii, nadmiaru ambicji, karierowiczostwa. Jednocze˜nie spada tolerancja na krytyk© wˆasnych postaw. g. Personalne kody etyczne i rozwa¾anie decyzji etycznych z uwzgl©dnieniem caˆej sytuacji trac¥ jakby na wadze na korzy˜† wybor¢w dyktowanych przepisami, legalizmem. h. Zesp¢ˆ wypalenia mo¾e mie† r¢¾n¥ histori© i przebieg. Czasem dochodzi do niego u os¢b ambitnych i aktywnych, zaanga¾owanych w prac©, poprzez okresy zryw¢w i wprowadzania innowacji i nast©pnie rozczarowaä, poczucia bezradno˜ci i depresji. Czasem powstaje przez "zara¾enie", przej©cie postawy sceptyzmu, oboj©tno˜ci. Niepokoj¥ce jest przejmowanie tych postaw i wyst©powanie objaw~w wypalenia u coraz mˆodszych lekarzy, a nawet student¢w. i. Najbardziej niepoj¥cym jest fakt, ¾e objawy wypalenia si© wydaj¥ si© by† cz©sto wyrazem kraäcowej postaci powszechnych mechanizm¢w adaptacyjnych i obronnych, wyst©puj¥cych w naszych warunkach, tyle, ¾e osi¥gn©ˆy miar© niebezpiecznej patologii. Ad 2. W˜r¢d czynnik¢w sprzyjaj¥cych wyst©powaniu zespoˆu wypalenia mo¾na znale«† te, kt¢re wymieniane s¥ w pi˜miennictwie. Jednakie wydaje si©, i¾ u nas dochodz¥ jeszcze inne, gro«ne dlatego, ¾e przenikliwie dr¥¾¥ nasze ¾ycie codzienne, dziaˆaj¥ podst©pnie gdy ich powszechno˜† sprawia, ¾e przestaje si© je dostrzega†. Nie ma od nich jak gdyby odwoˆania, bo uznane zostaˆy za naturalne, za konieczne do przyj©cia. Niebezpieczeästwo ich tkwi jeszcze w tym, ¾e niekt¢re celuj¥ wyra«nie .: ;;y~W my '.':uawaci i ilvraTay 2iycZil Czynniki te mo¾na by grupowa† wedˆug r¢¾nych kryteri¢w, np. «r¢deˆ, z jakimi s¥ zwi¥zane, element¢w systemu, z jakich si© wywodz¥, proces¢w psychologicznych, poprzez kt¢re dziaˆaj¥. Mo¾na by na przykˆad m¢wi† o czynnikach, kt¢re wyczerpuj¥ energi© i doprowadzaj¥ do zm©czenia, o takich, kt¢re wywoˆuj¥ napi©cie i niepok¢j, o dziaˆaj¥cych na zasadzie uczenia si©. Cho† wprowadzamy tu taki podziaˆ, trzeba zaznaczy†, i¾ ani nie wyczerpuje on caˆo˜ci zagadnienia, ani nie jest ˜cisˆy, poniewa¾ ten sam czynnik mo¾e dziaˆa† poprzez r¢¾ne mechanizmy. a. Stopniowe wyczerpywanie si© energii i zm©czenie, powodowane bywa: konieczno˜ci¥ podejmowania dodatkowych prac, zwi¥zan¥ z potrzebami ekonomicznymi lekarza, jego rodziny, staˆym borykaniem si© z trudno˜ciami w domu, pracy zawodowej (braki bazy, awarie, braki lek¢w, urz¥dzeä) i konieczno˜ci¥ organizowania r¢¾nych dziaˆaä dla przezwyci©¾ania ich, szukania rozwi¥zaä alternatywnych. Wobec braku r¢¾nego typu personelu (laborantki, technicy itd) obci¥¾enia lekarza r¢¾nymi funkcjami nielekarskimi. Zdolni i aktywni lekarze cz©sto eksploatowani s¥ przez narzucanie im coraz wi©kszej ilo˜ci zadaä i funkcji. b. Zachwiane poczucie bezpieczeästwa i niepok¢j wywoˆuj¥ takie czynniki jak: zarz¥dzenia i przepisy, kt¢re nie daj¥ si© ˜ci˜le przestrzega†, a kt¢re potencjalnie zagro¾one s¥ r¢¾nymi karami (zmniejszenie liczby etat¢w, nie przyznanie funduszu na jakie˜ badania, pogorszenie warunk¢w pracy itd). Sytuacje doprowadzaj¥ce do konflikt¢w psychicznych (np. norm moralnych i administracyjnych, konflikt r¢l, priorytet¢w wybieranych nie w zale¾no˜ci od ich znaczenia merytorycznego, ale narzuconego). Stwarzane poczucie tymczasowo˜ci, niepewno˜ci, dotycz¥ce czy to los¢w okre˜lonego lekarza, czy plac¢wki, oddziaˆu. Niepok¢j, napi©cie uczynniaj¥ r¢¾ne mechanizmy- obronne, w˜r¢d kt¢rych i agresja i zoboj©tnienie i bunt nie s¥ rzadkie. c. Uczenie si© niewˆa˜ciwych postaw ma miejsce na r¢¾nych zasadach: presja w kierunku rozwi¥zaä formalnych, cz©sto pozornych, nagradzanie tego co spektakularne, cho† nierzadko cyniczne, sprytne i reklamiarskie. Ocena lekarza i jego pracy wedˆug kryteri¢w przyj©tych arbitralnie i formalnych, z niedocenianiem merytorycznych, uzale¾nienie kariery od ukˆad¢w, a nie od rzeczywistych kompetencji. Szczeg¢lnie niepokoj¥ce s¥ te czynniki, kt¢re doprowadzaj¥ do zachwiania si© norm moralnych, np. popieranie podporz¥dkowania, nieuczestniczenie w decyzjach, nie przyjmowanie krytyki - oducza odpowiedzialno˜ci osobistej. Narzucanie priorytet¢w, kt¢re nie maj¥ nic wsp¢lnego z opiek¥ nad pacjentem, a odwracaj¥ od niego uwag©, stwarzanie sytuacji, 188 ' 189 kt¢re prowoku)¥ ao stosowania roznych wybieg¢w i omijania przepis¢w, to nast©pne czynniki godz¥ce w systemy warto˜ci lekarza. Zara¾anie si© zespoˆem wypalenia, to r¢wnie¾ zjawisko, u podstaw kt¢rego le¾y uczenie si© przez na˜ladownictwo. Ad 3. Co mo¾na by czyni† dla zapobiegania i leczenia zespoˆu wypalenia si©? Najprostsz¥ odpowiedzi¥ byˆoby - dziaˆa† przyczynowo, usuwaj¥c czynniki .._~__ _v_~.._..~..: "Wypala)¥l:C", C6y ~7rccciwdciaiaj¥W YY, ai† a(Jiawa lii2 i†ai )lIVJiQ, WVVa.I. 61VLV1aVJU zagadnienia. Wydaje si©, ie mo¾na tu m¢wi† o kilku etapach dziaˆania, przy czym niew¥tpliwie du¾¥ rol© odegra† tu mo¾e dobry ordynator. Pierwsz¥ spraw¥ jest u˜wiadomienia sobie mo¾liwo˜ci istnienia zespoˆu wypalenia si© i jak najwcze˜niejsze rozpoznawanie jego objaw¢w. Byˆa o nich mowa wy¾ej. Mo¾na jeszcze doda†, ie nierzadko jest nim u nas usprawiedliwianie swej bierno˜ci, powotywanie si© na przykˆady, ¾e wsz©dzie jest podobnie, ¾e win© za wszystko ponosi system spoˆeczny, poza tym narzekanie na beznadziejno˜†, oczekiwanie na status emeryta. Drugim etapem powinna by† analiza czynnik¢w, kt¢re mog¥ ewentualnie korelowa† z wyst©powaniem zespoˆu, a kt¢re wi¥¾¥ si© z prac¥. Niekt¢re spo˜r¢d nich, jak zbyt obci¥¾aj¥cy schemat pracy, zbyt du¾a liczba pacjent¢w czy dodatkowych obci¥¾eä itd. mog¥ wymaga† zmian, reorganizacji pracy, udzielenia pomocy lekarzowi, wpoczynku, urlopu i kontaktu z natur¥. Bardzo wa¾ne jest tu dziaˆanie nastawione na podtrzymanie, rozw¢j naukowy lekarza, podnoszenie jego samooceny przez doksztaˆcanie si©, udziaˆ w konferencjach naukowych, publikacjach. Dobra praca zespoˆowa, z podziaˆem odpowiedzialno˜ci, z ¾yczliwymi stosunkami mi©dzyludzkimi, z przyja«nie podawan¥ krytyk¥ w miar© potrzeby - s¥ dobrym buforem chroni¥cym przed zespoˆem wypaleaia czy nawet lecz¥cym go. Przeciwdziaˆanie czynnikom, kt¢re maj¥ swe «r¢dˆo poza miejscem pracy lekarza, czy nie daj¥cym si© skorygowa† posuni©ciami organizacyjnymi, jest trudniejsze. Nie oznacza to, ¾e niemo¾liwe czy beznadziejne. Niew¥tpliwie wa¾nych jest tu kilka element¢w: nie mo¾na poddawa† si© bierno˜ci i ogranicza† jedynie do krytyki, ale nale¾y zaj¥† postaw© aktywn¥, z przekonaniem, ¾e to czego nie mo¾na zmieni† w skali og¢lnej, mo¾na skorygowa† w bliskiej sobie grupie spoˆecznej, je˜li b©dzie si© dziaˆa† z jasn¥ ˜wiadomo˜ci¥ celu bez agresji i z ¾yczliwo˜ci¥. Trzeba zda† sobie spraw©, ¾e mamy do czynienia z wyzwaniem dla naszych system¢w warto˜ci, norm etycznych, obowi¥zk¢w, jakie mamy wobec pacjenta, spoˆeczeästwa (w tym koleg¢w) i siebie samych. Te obowi¥zki przyszˆy do nas ˆ¥cznie z darem, jakim jest dla nas mo¾liwo˜† sˆu¾enia pomoc¥ czˆowiekowi, kt¢ry cierpi. Zanurzanie w czynnikach "wypalaj¥cych" stwarza dla nas jednocze˜nie sytuacj© egzaminu, w czasie kt¢rego odpowiadamy na pytanie "czy post©pujemy w stosunku do pacjenta tak, jak chcieliby˜my, by post©powano w stosunku do nas". Podobnie jak zarailiwy bywa zesp¢ˆ nwypalenia si©", zara«liwym te¾ bywa postawa godno˜ci, zwi¥zanej z wierno˜ci¥ normom etycznym lekarza, ujawniaj¥cej si© w jego dziaˆaniu, mimo istnienia bardzo wielu czynnik¢w "wypalaj¥cych go". Ta postawa ma ponadto wˆa˜ciwo˜ci terapeutyczne. Spis tre˜ci: Przedmowa Krystyna Osiäska Dorobek etyczny medycyny . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Ewolucja etyki lekarskiej w historii filozofii i medycyny . . . . . . . . 7 Tl..~ˆALo., 1AY~~oL:o l.:or............o : . ..hl....e~.,o n aw~ww~ awwa.navav. uaoway.a.w. a iiarvav.m.oaaa, . . . . . . . . . . . . . . . . . u Wyr¢¾niki deontologiczne zawod¢w medycznych . . . . . . . . . . . . . 20 Krystyna Osiäska Og¢lne obowi¥zki lekarza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 22 Obowi¥zek miˆo˜ci....................................... 22 Obowi¥zek posiadania rzetelnej wiedzy i fachowo˜ci . . . . . . . . . . . 24 Obowi¥zek udzielania pomocy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26 Obowi¥zek kole¾eästwa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26 Obowi¥zek tajemnicy lekarskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 28 Maria D¥mbska Zarobki lekarza w ˜wietle etyki zawodowej . . . . . 32 Mariu D¥mbska Zasady deontologii w zakresie stosunku do ¾ycia ludzkiego i godno˜ci ludzkiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . 34 Warto˜† ¾ycia ludzkiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35 Ingerencja wobec powstaj¥cego ¾ycia ludzkiego . . . . . . . . . . . . . . . 36 Ingerencja wobec koäcz¥cego si© ¾ycia ludzkiego . . . . . . . . . . . . . . 40 Samob¢jstwo ........................................... 40 Eutanazja .............................................. 41 Resuscytacja i podtrzymywanie ¾ycia ludzkiego . . . . . . . . . . . . . . . 42 Kongregacja Nauki Wiary Instrukcja o szacunku dla rodz¥cego si© ¾ycia i o godno˜ci jego przekazywania. . . . . . . . . . . . . . . . 47 Mieczysˆaw Gamsk¾ Granice etyczne eksperymentu klinicznego ............................... 74 Mieczysˆaw Gamski Moralna specyfika pracy naukowo-badawczej w medycynie .............................. 77 Teresa Ostrowska Wok¢ˆ aspekt¢w moralnych pracy naukowo-badawczej w medycynie . . . . . . . . . . . . 79 Barbara Ku«nicka Refleksja historyka farmacji nad etyk¥ uczonego ............................. 83 Henryk Mi˜kiewicz, Halina Mi˜kiewicz Wybrane problemy w post©powaniu z chorym na choroby wewn©trzne . . . . 85 Zofia Zdziarska-Kosch Niekt¢re aspekty moralne w pracy pediatry ................................ 92 Antoni Chr¢˜cicki Problemy etyczne zwi¥zane z operacjami serca u dzieci ..................................... 96 1g(1 ~ 191 n ~I Kazimierz Lodziäski Etyka, leczenie i badania naukowe w praktyce chirurga dzieci©cego ...................... 100 Wˆodzimierz Fijaˆkowski Moralne aspekty pracy ginekologa, poˆo¾nika iseksuologa ........................... 103 J¢zef Soczyäski, Ryszard Pachecka Lekarz a pacjent v wi†ku pod y"" .......................... 115 ~.J~1 111 Olgierd �ada-Zabˆocki Refleksje nad zasadami etyczno-deontologicznymi lekarza sportowego . . . . . . . . . . . . . 118 Zdzisˆaw 3aroszewski Zagadnienia etyki lekarskiej w opiece nad chorymi psychicznie na tle rozwoju tej nauki.................................... 124 3'olanta Ruszkowska Ostatnia choroba - "Hospicjum" . . . . . . . . . . 143 Ryszard Pachecka, 3`¢zef Sobczyäski Przy ˆ¢¾ku chorego umieraj¥cego (retleksjelekarzy)........................... 152 Krystyna Osiäska Umiej©tno˜† chorowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 154 Zdzisˆaw Gajda Obowi¥zki etyczne pacjent¢w . . . . . . . . . . . . . . . . . . 158 Krystyna Osiäska Lekarz a ¾ycie religijne chorych. Pomoc lekarza w realizacji sakrament¢w. Znaczenie terapeutyczne i modlitwy ................................... 163 I Halina Wardaszko-Lyskowska, Wˆodzimierz Szyszkowski Problematyka . moralna w pracy nauczyciela akademickiego ksztaˆc¥cego studenta medycyny..........y ...........~ 171 Halina Wardaszko-I,yskowska Zesp¢ˆ wypalenia si© . . 184 ISBN 83-85015-72-8 Drukarnia WAW Wydanie II. Zam. nr 83/91 i 192